• Mistrzyni świata wypada z drabinki Świątek. Nocna niespodzianka na Australian Open

    Mistrzyni świata wypada z drabinki Świątek. Nocna niespodzianka na Australian Open

    Powoli dobiegają zmagania w pierwszej rundzie Australian Open. Wczoraj awans do kolejnej fazy zmagań w Melbourne wywalczyła Iga Świątek. Nasza reprezentantka ma za sobą wymagający test. Niespodziewane kłopoty sprawiła jej Yue Yuan. Chinka prowadziła już 5:3 w pierwszym secie. Wtedy Raszynianka zdołała jednak doprowadzić do tie-breaka, którego wygrała. Następnie wiceliderka rankingu zdołała zamknąć pojedynek w dwóch odsłonach. W następnym meczu 24-latka zmierzy się z Marie Bouzkovą.

    Dzisiaj zobaczyliśmy w akcji tenisistki, które znajdują się na potencjalnym kursie Świątek w trzeciej rundzie wielkoszlemowej imprezy. Na korcie w Melbourne zaprezentowała się m.in. Elisabetta Cocciaretto – aktualna drużynowa mistrzyni świata w rozgrywkach BJK Cup. Do momentu rozpoczęcia Australian Open, jedyną tenisistką, która pokonała Włoszkę w tym sezonie, była Magda Linette. Poznanianka dokonała tej sztuki podczas drugiej fazy WTA 250 w Auckland. Później reprezentantka Italii udała się na turniej do Hobart i okazała się tam najlepsza, pokonując w finale Ivę Jović. Zmagania na Tasmanii sporo kosztowały jednak triumfatorkę rozgrywek poprzedzających rywalizację w Melbourne. Wszystko wyszło podczas wtorkowej rywalizacji z Julią Grabher, w której była zdecydowaną faworytką.

    Australian Open: Elisabetta Cocciaretto kontra Julia Grabher w pierwszej rundzie

    Mecz rozpoczął się od wzajemnych przełamań – najpierw tej sztuki dokonała Cocciaretto, a później Grabher, mimo że Elisabetta posiadała piłkę na 2:0. Tuż przed zmianą stron Julia objęła prowadzenie, broniąc po drodze aż pięciu break pointów. Włoszka miała szanse na przełamanie także w trakcie piątego rozdania, ale tym razem reprezentantka Austrii wróciła ze stanu 15-40, zgarniając cztery akcje z rzędu. Gdy wydawało się, że panie zmierzają w kierunku tie-breaka, w dwunastym gemie 95. rakieta świata wykorzystała moment słabości tenisistki z Italii. Za drugim setbolem zamknęła partię wynikiem 7:5.

    Druga część pojedynku wyglądała inaczej. Cocciaretto szybko objęła prowadzenie 2:0, potem miała nawet dwa break pointy na podwójne przełamanie. Tuż po zmianie stron Elisabetta musiała bronić piłek na 2:2. Tym razem odparła jednak atak Grabher i powróciła do dwóch “oczek” przewagi. To był kluczowy moment dla dalszych losów seta. Kolejne minuty obfitowały w festiwal przełamań. Zakończyła go Włoszka, podczas ósmego rozdania. Utrzymała serwis do 15 i zamknęła tę odsłonę rezultatem 6:2.

    Trzecia partia rozpoczęła się tak, jak druga – od prowadzenia 2:0 dla triumfatorki z Hobart. Tym razem Cocciaretto wpuściła jednak rywalkę do gry, pozwoliła na odrobienie strat. Po pięciu gemach to Grabher znalazła się z przodu. W trakcie ósmego rozdania Julia wróciła ze stanu 0-30 i przełamała Elisabettę. Dzięki temu przy wyniku 5:3 mogła zamykać pojedynek. Waleczna tenisistka z Italii nie poddawała się do samego końca. Najpierw dobrała się do serwisu Julii, a następnie prowadziła 30-15 – w gemie, który mógł dać wyrównanie w trzecim secie.

    Decydujące punkty spotkania trafiły jednak na konto reprezentantki Austrii. Zawodniczka z końcówki pierwszej setki wykorzystała premierowego meczbola, posyłając agresywny return. Po nim Włoszka nie znalazła już odpowiedzi. Tym samym mistrzyni turnieju WTA 250 w Hobart wypada z drabinki Igi Świątek. Do drugiej rundy awansowała Julia Grabher po zwycięstwie 7:5, 2:6, 6:4. Kto wie, być może to 95. rakieta świata zmierzy się z Polką w trzeciej fazie zmagań w Melbourne. Najpierw Raszynianka musi jednak pokonać Marie Bouzkovą, a tenisistka z Austrii wygrać spotkanie z Anną Kalinską albo Sonay Kartal.

    Iga Świątek – Belinda Bencic. Skrót meczuPolsat Sport
    Elisabetta Cocciaretto

    Elisabetta CocciarettoFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP
    Tenisistka w sportowej czapce i białym stroju energicznie zaciska pięść, wyrażając silne emocje podczas meczu. Intensywność spojrzenia i otwarte usta podkreślają determinację oraz skupienie zawodniczki.

    Iga ŚwiątekDavid GrayAFP
    Tenisistka z uniesionymi rękami w geście triumfu na korcie, na plecach widoczny napis Italia; w tle drużyna ubrana na biało i niebiesko cieszy się energetycznie z sukcesu zawodniczki.

    Radość Elisabetty Cocciaretto podczas BJK Cup 2025AFPAFP

  • Niedawno wygrała z Polką, teraz taki mecz. Finalistka US Open za burtą w Melbourne

    Niedawno wygrała z Polką, teraz taki mecz. Finalistka US Open za burtą w Melbourne

    Jeszcze kilka dni temu Janice Tjen fetowała kolejny sukces w deblu u boku Katarzyny Piter. Polsko-indonezyjski duet sięgnął po tytuł podczas turnieju WTA 250 w Hobart, potwierdzając znakomitą dyspozycję. Teraz tenisistka reprezentująca Indonezję przeniosła świetną formę na korty w Melbourne – i to w imponującym stylu. W swoim pierwszym meczu singlowym podczas tegorocznego Australian Open sprawiła dużą sensację, eliminując rozstawioną z numerem 22 Leylah Fernandez, byłą finalistkę US Open. Emocji nie brakowało aż do samego końca.

    Choć Janice Tjen występuje pod indonezyjską flagą, w Polsce jej nazwisko staje się coraz bardziej rozpoznawalne. Wszystko za sprawą udanej współpracy deblowej z Katarzyną Piter. W minionym tygodniu zawodniczki po raz drugi połączyły siły i ponownie zakończyły turniej z trofeum w rękach. W finale imprezy w Hobart nie pozostawiły żadnych złudzeń parze Magali Kempen/Anna Siskova, wygrywając pewnie 6:2, 6:2. Bilans wspólnych występów Piter i Tjen robi wrażenie – po ośmiu meczach duet pozostaje niepokonany.

    Obie tenisistki wystąpią razem także w deblu podczas Australian Open. W pierwszej rundzie w Melbourne czeka je wymagające starcie z Darią Kasatkiną i Ariną Rodionovą. Zanim jednak dojdzie do tej potyczki, Janice Tjen musiała skupić się na rywalizacji singlowej. Los przydzielił jej bardzo trudne zadanie – już na otwarcie turnieju trafiła na Leylah Fernandez, rozstawioną z numerem 22 i finalistkę US Open z 2021 roku. To Kanadyjka była wyraźną faworytką wtorkowego meczu o awans do drugiej rundy. Tenisistka zajmująca 59. miejsce w rankingu WTA sprawiła jednak jedną z pierwszych niespodzianek turnieju, eliminując wyżej notowaną rywalkę.

    Od pierwszych piłek spotkania było jasne, że Fernandez nie będzie miała łatwej przeprawy. Tjen umiejętnie mieszała tempo gry i już w otwierającym gemie zmusiła Kanadyjkę do obrony dwóch break pointów przy stanie 15–40. Wówczas faworytka zdołała jeszcze wyjść z opresji, wygrywając cztery kolejne akcje. W piątym gemie Indonezyjka dopięła jednak swego, przełamując serwis rywalki. Od tego momentu zaczęła wyraźnie przejmować inicjatywę – po siódmym gemie prowadziła już z przewagą dwóch przełamań. Przy stanie 5:2 serwowała po zwycięstwo w secie. Fernandez miała jeszcze piłkę na zdobycie trzeciego gema, ale Tjen zachowała spokój i zamknęła partię wynikiem 6:2.

    Drugi set przyniósł znacznie więcej dramaturgii. Choć początkowo nic tego nie zapowiadało, emocje szybko sięgnęły zenitu. W trzecim gemie Janice ponownie przełamała Kanadyjkę, a chwilę później popisała się świetną postawą przy własnym podaniu – wróciła ze stanu 0–40, broniąc cztery break pointy i obejmując prowadzenie 3:1. Ta sytuacja nie podcięła jednak skrzydeł Fernandez, a wręcz dodała jej energii do walki. W szóstym gemie, mimo że Tjen miała piłkę na 4:2, doszło do przełamania zwrotnego. Po siedmiu gemach to rozstawiona zawodniczka wyszła na prowadzenie, po drodze broniąc jeszcze break pointa.

    Po kolejnej zmianie stron inicjatywa znów przeszła na stronę nierozstawionej Indonezyjki. Tjen wygrała dwa gemy z rzędu i przy stanie 5:4 serwowała na zwycięstwo w meczu. Fernandez po raz kolejny pokazała jednak charakter, doprowadzając do wyrównania. O losach drugiego seta musiał zadecydować tie-break.

    W decydującej rozgrywce Janice Tjen rozpoczęła znakomicie, szybko obejmując prowadzenie 3:0. Kanadyjka zdołała jeszcze zdobyć pierwszy punkt, ale na więcej rywalka już jej nie pozwoliła. Tie-break zakończył się zdecydowanym zwycięstwem Indonezyjki 7:1, a cały mecz rezultatem 6:2, 7:6(1).

    Dzięki temu sensacyjnemu triumfowi to Janice Tjen zameldowała się w drugiej rundzie Australian Open. O awans do trzeciej fazy turnieju powalczy ze zwyciężczynią pojedynku pomiędzy Karoliną Plíškovą a Sloane Stephens.

    https://x.com/z_kortu/status/2013430005443817820?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2013430005443817820%7Ctwgr%5E42502f80fea6aed35a1097fbfbaa91d869790568%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Figa-swiatek%2Fnews-zwrot-akcji-jednak-faktem-chodzi-o-swiatek-i-wosp-koroniewsknId22518374

  • Mistrzyni świata wypada z drabinki Świątek. Nocna niespodzianka na Australian Open

    Mistrzyni świata wypada z drabinki Świątek. Nocna niespodzianka na Australian Open

    Iga Świątek nie bez trudu, ale skutecznie zameldowała się w drugiej rundzie Australian Open. Polka w starciu z Yue Yuan musiała gonić wynik w pierwszym secie, jednak zdołała opanować sytuację i rozstrzygnąć spotkanie na swoją korzyść. Problemy dopadły również tenisistkę, która mogła znaleźć się na drodze wiceliderki rankingu w trzeciej rundzie turnieju w Melbourne. Dwukrotna drużynowa mistrzyni świata, świeżo po triumfie w poprzednim tygodniu, sensacyjnie pożegnała się z rywalizacją singlową już w meczu otwarcia.

    Pierwsza runda Australian Open powoli dobiega końca. W poniedziałek awans do kolejnej fazy wywalczyła Iga Świątek, choć jej występ daleki był od spacerku. Yue Yuan postawiła się faworytce i w premierowej odsłonie prowadziła już 5:3. Wtedy jednak Raszynianka wrzuciła wyższy bieg, odrobiła straty i doprowadziła do tie-breaka, w którym potwierdziła swoją klasę. Drugi set był już bardziej pod kontrolą Polki, która zamknęła spotkanie w dwóch partiach. W kolejnym meczu 24-latka zmierzy się z Marie Bouzkovą.

    We wtorek na kortach w Melbourne pojawiły się zawodniczki znajdujące się na potencjalnej ścieżce Świątek w trzeciej rundzie wielkoszlemowej imprezy. Wśród nich była Elisabetta Cocciaretto – aktualna drużynowa mistrzyni świata w Billie Jean King Cup. Do startu Australian Open jedyną tenisistką, która zdołała pokonać Włoszkę w tym sezonie, była Magda Linette. Poznanianka dokonała tego podczas turnieju WTA 250 w Auckland. Później Cocciaretto przeniosła się do Hobart, gdzie sięgnęła po tytuł, triumfując w finale nad Ivą Jović. Intensywny tydzień na Tasmanii wyraźnie jednak odbił się na jej dyspozycji, co uwidoczniło się w starciu pierwszej rundy Australian Open z Julią Grabher, mimo że to Włoszka uchodziła za wyraźną faworytkę.

    Pojedynek Cocciaretto z Grabher rozpoczął się od wzajemnych przełamań. Najpierw serwis rywalce odebrała Włoszka, chwilę później odpowiedziała Austriaczka, choć Elisabetta miała piłkę na prowadzenie 2:0. W kolejnych gemach Grabher imponowała odpornością, broniąc aż pięciu break pointów, a następnie wychodząc na prowadzenie. W piątym gemie Cocciaretto znów miała swoje szanse, lecz reprezentantka Austrii wróciła ze stanu 15–40 i zgarnęła cztery kolejne punkty. Gdy wszystko wskazywało na tie-break, 95. rakieta świata wykorzystała chwilę słabości Włoszki i w dwunastym gemie zamknęła seta wynikiem 7:5.

    Druga partia miała zupełnie inny przebieg. Cocciaretto szybko objęła prowadzenie 2:0 i była bliska podwójnego przełamania. Po zmianie stron sama musiała jednak bronić piłek na 2:2, co jej się udało i znów odskoczyła rywalce. Od tego momentu na korcie zapanował chaos – kolejne gemy przynosiły serię przełamań. Ostatecznie lepiej z tej wymiany ciosów wyszła Włoszka, która w ósmym gemie odebrała serwis Grabher, a następnie utrzymała własne podanie do 15, kończąc seta 6:2.

    Decydująca partia rozpoczęła się podobnie jak druga – od prowadzenia 2:0 dla triumfatorki z Hobart. Tym razem jednak Cocciaretto nie potrafiła pójść za ciosem. Pozwoliła Grabher wrócić do gry, a po pięciu gemach to Austriaczka była na prowadzeniu. W ósmym gemie Julia odrobiła straty ze stanu 0–30 i przełamała Włoszkę, dzięki czemu przy wyniku 5:3 serwowała po zwycięstwo. Cocciaretto jeszcze raz pokazała charakter, doprowadzając do przełamania zwrotnego i stanu 30–15 w gemie, który mógł wyrównać wynik seta.

    Końcówka należała jednak do reprezentantki Austrii. Grabher zachowała więcej zimnej krwi i przy pierwszym meczbolu popisała się agresywnym returnem, po którym Włoszka nie była już w stanie odpowiedzieć. Tym samym mistrzyni turnieju WTA 250 w Hobart wypadła z potencjalnej drabinki Igi Świątek. Julia Grabher zwyciężyła 7:5, 2:6, 6:4 i awansowała do drugiej rundy Australian Open. Niewykluczone, że to właśnie 95. tenisistka świata zmierzy się z Polką w trzeciej fazie turnieju, choć wcześniej Świątek musi pokonać Marie Bouzkovą, a Grabher wygrać swoje spotkanie z Anną Kalinską lub Sonay Kartal.

  • Cały świat widział, jak Ukrainka potraktowała Sabalenkę. “Nie wspomniałam o Białorusi…”

    Cały świat widział, jak Ukrainka potraktowała Sabalenkę. “Nie wspomniałam o Białorusi…”

    Bardzo pechowo potoczył się dla Marty Kostiuk tegoroczny Australian Open. Ukrainka sensacyjnie odpadła już w pierwszej rundzie, a turniej zakończyła z poważną kontuzją, która może wykluczyć ją z gry na dłuższy czas. Jakby tego było mało, wokół 23-letniej tenisistki wciąż nie milkną echa kontrowersji związanych z jej wypowiedziami na temat Aryny Sabalenki i Igi Świątek. Głośnym echem odbiło się również jej zachowanie wobec Białorusinki podczas turnieju w Brisbane. Teraz Kostiuk postanowiła się wytłumaczyć, choć jej wyjaśnienia dla wielu zabrzmiały co najmniej osobliwie.

    Australian Open 2026 Marta Kostiuk z pewnością zapamięta na długo, jednak niestety wyłącznie w negatywnym sensie. Zajmująca 20. miejsce w światowym rankingu Ukrainka niespodziewanie przegrała w pierwszej rundzie z dużo niżej notowaną Elsą Jacquemont. Trwający ponad trzy godziny dramat zakończył się wynikiem 7:6(4), 6:7(4), 6:7(10) na niekorzyść faworytki. Sam fakt, że Kostiuk dotrwała do końca spotkania, zasługuje jednak na uznanie.

    Koszmarna kontuzja w Melbourne

    W trakcie meczu doszło do dramatycznego zdarzenia. Ukrainka niefortunnie upadła na kort, wyraźnie odczuwając ból. Mimo urazu kontynuowała grę, lecz po spotkaniu przekazała fatalne wieści. W oficjalnym komunikacie ujawniła, że doznała zerwania więzadeł w stawie skokowym. To jedna z najpoważniejszych kontuzji w tenisie, która zwykle oznacza długą przerwę od rywalizacji.

    Jak cień za Kostiuk ciągną się również wydarzenia z końcówki ubiegłego sezonu. Wówczas Ukrainka otwarcie uderzyła w Igę Świątek oraz Arynę Sabalenkę, sugerując, że obie zawodniczki mają wyższy poziom testosteronu. Jej słowa zostały odebrane jako podważanie uczciwości rywalizacji na najwyższym poziomie. Tuż przed Australian Open ponownie zrobiło się o niej głośno, tym razem za sprawą zachowania wobec Sabalenki podczas turnieju WTA w Brisbane.

    Burza po finale w Brisbane

    Kostiuk dotarła tam do finału, w którym po raz kolejny wyraźnie przegrała z Aryną Sabalenką – 4:6, 3:6. Sama porażka nie była jednak powodem medialnej burzy. Prawdziwe emocje wywołało to, co wydarzyło się po meczu.

    Podczas ceremonii wręczenia nagród Ukrainka nie pogratulowała Sabalence zwycięstwa. Zamiast tego w swojej przemowie skupiła się na sytuacji w ojczyźnie i losach swojej rodziny.

    – Chcę powiedzieć kilka słów o Ukrainie. Jest tu w Brisbane bardzo gorąco, więc trudno to sobie wyobrazić, ale moja siostra śpi w domu pod trzema kocami, bo jest tam tak zimno – powiedziała, wywołując konsternację wśród kibiców i obserwatorów.

    Media natychmiast podchwyciły temat, zarzucając Kostiuk brak klasy sportowej i nieumiejętność pogodzenia się z porażką, zwłaszcza że jej rywalką była Sabalenka, z którą Ukrainka pozostaje w wyraźnym konflikcie na tle politycznym. Skala krytyki była tak duża, że tenisistka zdecydowała się zabrać głos w wywiadzie dla ukraińskiej „Tribuny”.

    „Nie powiedziałam ani słowa o wojnie”

    Kostiuk przyznała, że fala hejtu bardzo ją dotknęła.

    – Zrobiłam niezbyt mądrą rzecz – otworzyłam Twittera. Przeczytałam całe to „piękno”, które ludzie tam pisali. Tamtej nocy spałam bardzo źle. Poszłam spać o czwartej nad ranem, a około drugiej w nocy płakałam przez jakieś 30 minut. To było dla mnie szokujące i kompletnie niezrozumiałe – wyznała.

    Najbardziej zabolały ją jednak zarzuty o upolitycznianie sportu.

    – Mam wiele pytań, ale najważniejsze brzmi: jak można mówić, że coś upolityczniłam, skoro nie powiedziałam ani słowa o wojnie? Nie użyłam tego słowa, nie wspomniałam Rosji ani Białorusi – podkreślała z wyraźnym rozgoryczeniem.

    Odniosła się także do krytyki związanej z brakiem gratulacji dla Sabalenki.

    – Nie zgadzam się z zarzutem, że jej nie wspomniałam. Po prostu podziękowałam wszystkim moim rywalkom w tym tygodniu. Myślę, że Aryna doskonale rozumie, dlaczego jej nie wymieniłam, i sądzę, że jest z tym całkowicie w porządku – stwierdziła.

    Na koniec dodała, że wspominanie Ukrainy po finałach turniejów jest dla niej czymś naturalnym.

    – To już czwarty rok pełnoskalowej wojny. Czy wciąż na mnie wpływa? Dla mnie to nie miało w tym przypadku znaczenia. Najbardziej dotknęło mnie właśnie to oskarżenie o upolitycznienie. W każdym przemówieniu po finałach wspominam Ukrainę. Ale z jakiegoś powodu tylko to wystąpienie wywołało tak duży oddźwięk – prawdopodobnie dlatego, że drugą finalistką była Aryna – zakończyła.

    Choć Kostiuk próbowała wyjaśnić swoje intencje, dyskusja wokół jej zachowania i słów wciąż trwa. A kontuzja odniesiona w Melbourne sprawia, że najbliższe tygodnie mogą być dla Ukrainki wyjątkowo trudne – nie tylko sportowo.

  • Pierwszy taki mecz Świątek od 510 dni. Sabalenka może zazdrościć

    Pierwszy taki mecz Świątek od 510 dni. Sabalenka może zazdrościć

    Iga Świątek wygrała z Yue Yuan 7:6, 6:3 w pierwszej rundzie Australian Open, lecz był to jej najbardziej wymagający start w turnieju wielkoszlemowym od blisko półtora roku. Po raz pierwszy od 510 dni Polka musiała tak mocno walczyć już na otwarcie imprezy tej rangi, a przebieg spotkania wyraźnie niepokoił komentatorów i kibiców.

    Tak długiej i nerwowej przeprawy w pierwszej rundzie Wielkiego Szlema Świątek nie przeżyła od US Open, gdy mierzyła się jeszcze z Kamilą Rachimową. Wówczas, po 116 minutach gry, zwyciężyła 6:4, 7:6(6), choć po drodze straciła przewagę przełamania, a w tie-breaku musiała bronić trzech piłek meczowych. Od tamtej pory inauguracje wielkoszlemowe były dla niej formalnością. W minionym sezonie przechodziła je niemal bez wysiłku, wygrywając kolejno w Melbourne, Paryżu, Londynie i Nowym Jorku w dwóch setach, często bardzo wyraźnie.

    Mecz z Yue Yuan w Melbourne znacząco odbiegał od tego schematu. Świątek od początku zmagała się nie tylko z agresywnie grającą rywalką, ale też z własnymi problemami. Serwis nie funkcjonował tak, jak powinien, pojawiały się podwójne błędy, a forhend – zwykle będący jej największym atutem – falował, zwłaszcza w pierwszym secie. Chinka szybko objęła prowadzenie i w pewnym momencie była o krok od wyniku 3:0 z podwójnym przełamaniem. – To zaczyna niepokoić – mówił wówczas na antenie Eurosportu Lech Sidor.

    Razem z Justyną Kostyrą komentatorzy wielokrotnie reagowali westchnieniami ulgi, oddając emocje panujące wśród polskich kibiców. Spotkanie było pełne zwrotów akcji. Świątek odrobiła straty z 0:3 na 3:3, chwilę później znów przegrywała 3:5, by ostatecznie wygrać pierwszego seta po tie-breaku. Druga partia również nie przyniosła natychmiastowego uspokojenia. Polka szybko wyszła na 3:0, ale przewaga stopniała do 4:3. Dopiero końcówka należała do niej – set zakończył się wynikiem 6:3, choć Yuan do samego końca walczyła ambitnie, nawet po skorzystaniu z przerwy medycznej.

    Przez moment można było się zastanawiać, czy głośne zapowiedzi Danielle Collins, mówiące o możliwym szybkim odpadnięciu Świątek w Melbourne, nie okażą się prorocze. Ostatecznie Polka wyszła jednak z opresji. Choć grała poniżej swoich standardów, w kluczowych fragmentach pokazała klasę. Tie-break pierwszego seta oraz ostatnie gemy drugiej partii należały do niej – to wtedy zdobywała najważniejsze punkty.

    Co taki mecz mówi o dalszych losach Świątek w Australian Open? Właściwie niewiele. Historia pokazuje, że jej pierwsze spotkania w turniejach wielkoszlemowych rzadko są miarodajnym prognostykiem. W US Open 2024 męczyła się z Rachimową, a później gładko pokonywała kolejne rywalki, docierając do ćwierćfinału. Rok wcześniej w Nowym Jorku demolowała przeciwniczki w trzech pierwszych rundach, by w czwartej zagrać słabiej i przegrać z Jeleną Ostapenko. Z kolei podczas Wimbledonu 2025 już w drugiej rundzie miała kłopoty z Caty McNally, a turniej zakończyła zdobyciem tytułu, wygrywając ostatnie mecze do zera.

    Nieprzewidywalność tenisa sprawia, że trudny start wcale nie musi być złym znakiem. Część ekspertów od lat powtarza wręcz, że lepiej zostać sprawdzonym na początku niż bezboleśnie przejść pierwsze rundy. Yue Yuan okazała się właśnie taką rywalką. Choć zajmuje obecnie 130. miejsce w rankingu WTA, jej gra w Melbourne zupełnie tego nie odzwierciedlała. Agresywne, płaskie uderzenia, odwaga i wiara w sukces przypominały zawodniczkę z czasów, gdy była notowana w okolicach czołowej czterdziestki świata.

    Być może pomógł jej brak presji – cecha często sprzyjająca tenisistom z kwalifikacji w starciach z absolutną czołówką. Gdy jednak pojawiła się realna szansa, przy stanie 5:4 w pierwszym secie, ręka zadrżała jej przy serwisie. Poziom gry spadł, co Świątek bezlitośnie wykorzystała. To jeden z najbardziej charakterystycznych mechanizmów w zawodowym tenisie, choć nie odbiera to Chince uznania za występ.

    Teraz przed Świątek zupełnie inne wyzwanie. W drugiej rundzie zmierzy się z Marie Bouzkovą, tenisistką grającą mniej agresywnie, wolniej, opierającą się bardziej na regularności niż na ryzykownych atakach. To powinno oznaczać inny przebieg spotkania niż z Yuan.

    Wygrana w Melbourne była dla Igi Świątek już 25. z rzędu zwycięstwem w pierwszej rundzie turnieju wielkoszlemowego. Na tym etapie przegrała tylko raz – w Wimbledonie 2019, w swoim pierwszym sezonie w zawodowym tourze. Takiej regularności mogą jej dziś zazdrościć największe rywalki, w tym Aryna Sabalenka, Coco Gauff, Jessica Pegula, Amanda Anisimova czy Jelena Rybakina.

  • Miała bilans 0:7 ze Świątek. Gauff mówi wprost, jak się wtedy czuła

    Miała bilans 0:7 ze Świątek. Gauff mówi wprost, jak się wtedy czuła

    Coco Gauff przez długi czas nie potrafiła znaleźć sposobu na Igę Świątek. Teraz przyznała, że to była dla niej jedna z największych mentalnych przeszkód w karierze.

    Coco Gauff rozpoczęła Australian Open od pewnej wygranej z Kamillą Rachimową, ale na pomeczowej konferencji sporo uwagi poświęcono jej rywalizacji z Igą Świątek. Amerykanka nie unikała tego tematu i otwarcie przyznała, że to właśnie Polka była dla niej największym wyzwaniem – nie tylko sportowym, ale przede wszystkim mentalnym.

    – Nie było żadnej innej rywalki, która wpływałaby na mnie aż tak bardzo – powiedziała Gauff. Przez długi czas nie mogła wygrać ze Świątek ani jednego meczu, przegrywając pierwsze siedem starć z rzędu. Dopiero ósme podejście przyniosło przełom.

    Amerykanka przyznała, że początkowo podchodziła do tych meczów z ogromną presją, co przekładało się na gorszą grę.

    – To nie były tylko porażki na korcie, część z nich zaczynała się już w mojej głowie – stwierdziła. Jak tłumaczy, sama świadomość niekorzystnego bilansu działała na nią paraliżująco.

    Dopiero gdy udało się przełamać tę barierę, poczuła ulgę i zaczęła podchodzić do rywalizacji z większym luzem. Dziś bilans bezpośrednich meczów to 11:5 dla Świątek, ale ostatnie cztery spotkania padły łupem Gauff.

    – Teraz gram swobodnie. To już nie wraca. Nie mogę zmienić przeszłości, ale wiem, że kolejne mecze nie zaczną się już od mentalnej porażki – zaznaczyła.

    W drugiej rundzie Australian Open Gauff zmierzy się z Olgą Danilović. Świątek czeka natomiast pojedynek z Marie Bouzkovą.

    ZOBACZ WIDEO: Były niemiecki piłkarz znów to zrobił. Tak wybrał się w góry

  • Zabawne nagranie ze Świątek. W “roli głównej” jej spódniczka

    Zabawne nagranie ze Świątek. W “roli głównej” jej spódniczka

    Zabawne nagranie ze Świątek. W “roli głównej” jej spódniczka

    Takich obrazków z udziałem Igi Świątek nie oglądamy często. W trakcie meczu Australian Open 2026 polska tenisistka musiała zmierzyć się z nieoczekiwanym “przeciwnikiem”. Zobacz wideo.

    Podczas pierwszej rundy wielkoszlemowego Australian Open 2026, w której Iga Świątek zmierzyła się z Chinką Yue Yuan (7:6, 6:3 – WIĘCEJ TUTAJ), doszło do rzadko spotykanej sytuacji na korcie tenisowym.

    Mimo że druga rakieta świata była zdecydowaną faworytką (Yuan zajmuje 130. miejsce w rankingu WTA), mecz okazał się bardzo wymagający, a dodatkowym “przeciwnikiem” Świątek… okazała się jej własna spódniczka.

    ZOBACZ WIDEO: Ewa Pajor wyróżniona. Nie miała sobie równych!

    Od samego początku spotkania było widać, że polska tenisistka nie czuje się swobodnie w wybranym na ten dzień stroju. Spódniczka wydawała się krępować jej ruchy.

    Na nagraniu z trybun zamieszczonym na profilu “moon” na platformie X, które błyskawicznie obiegło media społecznościowe (patrz poniżej), widać moment frustracji Świątek. Podczas jednej z przerw, siedząc na ławce, nasza tenisistka… rozdarła spódniczkę rękami, aby zyskać więcej swobody w ruchu.

    Po ciężko wywalczonym zwycięstwie w pierwszym secie (tie-break 7-5), 24-latka zdecydowała się na bardziej radykalny krok i udała się do szatni. Na drugi set wyszła już nie w spódniczce, a w spodenkach (WIĘCEJ TUTAJ).

    Zmiana stroju przyniosła efekt – w drugim secie Świątek zaprezentowała się znacznie pewniej, zamykając mecz wynikiem (6:3) i awansując do kolejnej rundy AO 2026.

  • Jest reakcja Donalda Tuska po szpili od Karola Nawrockiego. Zaprzeczył sam sobie

    Jest reakcja Donalda Tuska po szpili od Karola Nawrockiego. Zaprzeczył sam sobie

    Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu

    Wśród młodzieży popularnym stał się trend, w ramach którego zapytana znana osoba deklaruje, ile polubień musi osiągnąć dany film, by zgodziła się dokonać jakiejś konkretnej rzeczy. Podczas rozpoczęcia roku szkolnego w Wolanowie Karol Nawrocki w ten sposób obiecał uczniom, że zje z nimi kebaba, jeśli ich film zyska cztery polubienia. Zgodnie z obietnicą doszło do tego w październiku.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Co powiedział Karol Nawrocki o Tuskowi?

    Ile polubień musi zebrać film, aby Tusk zjadł pizzę?

    Jaką obietnicę zrealizował Karol Nawrocki?

    Co premier Tusk zapowiedział po feriach?

    W listopadzie dzieci zaczepiły Donalda Tuska podczas finału turnieju “Z Orlika na Stadion”, który odbył się na stadionie Narodowym w Warszawie. Zmagania wygrali zawodnicy szkoły podstawowej z rodzinnego miasta premiera — Gdańska. Tusk rzucił młodym chłopcom większe wyzwanie, a więc aż pół miliona polubień. Tak dużej liczby nie udało się zebrać.
    Nawrocki wbił szpilkę Tuskowi. Poszło o “lajki”

    “Oddam swoje lajki premierowi Tuskowi, bo słyszałem, że nie ma wystarczającej liczby, by zjadł pizzę. Niech to będzie mój gest” — wbił szpilkę po dwóch tygodniach Nawrocki.

    Na dziś nagranie z Tuskiem na TikToku ma 22,6 tys. polubień. Mimo to premier postanowił, że spotka się z autorami.

    Zobacz: Prezydent Karol Nawrocki zjadł u niej kebab. Właścicielka baru zdradza kulisy wizyty

    19 stycznia premier opublikował film w swoich mediach społecznościowych, w którym nawiązał do wspomnianego zaproszenia na pizzę. “Wiecie, lajki lajkami, bo myśmy się tam na coś umawiali, nie? Ale pizza musi być. Jesteście gotowi? No to spróbujemy od razu po feriach. Datę znajdziemy, ja już miejsce przygotowane mam, ale to będzie niespodzianka” — powiedział Tusk na załączonym nagraniu z rozmowy telefonicznej z chłopcami.

  • Oto co Anna Lewandowska przekazała na WOŚP. Słynna suknia to nie wszystko!

    Oto co Anna Lewandowska przekazała na WOŚP. Słynna suknia to nie wszystko!

    Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu

    34. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy odbędzie się 25 stycznia. Tym razem Fundacja Jerzego Owsiaka zbiera pieniądze na rzecz diagnostyki i leczenia chorób przewodu pokarmowego u najmłodszych pacjentów, a hasło przewodnie 34. Finału WOŚP brzmi: “Zdrowe brzuszki naszych dzieci”.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Co to za suknia, którą Anna Lewandowska wystawiła na aukcję?

    Kiedy odbędzie się 34. Finał WOŚP?

    Jaką nagrodę można wygrać na drugiej aukcji?

    Ile wynosi obecna cena różowej sukni?

    Do akcji co roku włącza się wiele gwiazd sportu. W tym gronie nie mogło zabraknąć najsłynniejszego sportowego małżeństwa w naszym kraju. Robert Lewandowski przekazał na aukcję swoją koszulkę z finału Superpucharu Hiszpanii, w którym FC Barcelona pokonała Real Madryt 3:2, a on sam strzelił jedną z bramek. Obecnie licznik wskazuje ponad 50 tys. zł.
    Anna Lewandowska gra z WOŚP! Oto co przekazała

    W poniedziałek Anna Lewandowska zaapelowała o wsparcie WOŚP i zachęciła do udziału w licytacjach. — Gramy razem do końca świata i jeden dzień dłużej — zwróciła się do fanów.

    Justyna Kowalczyk wyłożyła karty na stół w sprawie WOŚP. Wymowny gest

    Na jednej z aukcji można wylicytować różową suknię balową zaprojektowaną przez Gosię Baczyńską. To właśnie w tej kreacji Anna Lewandowska przykuła uwagę na tegorocznej Gali Mistrzów Sportu, podczas której odbierała nagrody w imieniu męża.

    — Ta suknia ma dla mnie wyjątkowe znaczenie. Teraz może zrobić coś jeszcze ważniejszego — pomóc. Grajmy razem z WOŚP — napisała na Instastory Anna Lewandowska. Aktualna cena to 3250 zł. Licytacja zakończy się w poniedziałek 16 lutego ok. godz. 17.30.

    Tak Anna Lewandowska wspiera WOŚP w 2026 r.

    Tak Anna Lewandowska wspiera WOŚP w 2026 r.Allegro.pl

    Na drugiej aukcji znajdziemy 1 miejsce na Camp by Ann. Zwycięzca będzie mógł wykorzystać nagrodę pomiędzy kwietniem 2026 r. a lutym 2027 r., wybierając datę dostępnych obozów w Dojo Stara Wieś. Miejsca na campy Lewandowskiej za każdym razem rozchodzą się jak ciepłe bułeczki.

    Obecna cena to 6500 zł, a aukcja potrwa do poniedziałku 16 lutego do godz. 11.43.

    Tak Anna Lewandowska wspiera WOŚP w 2026 r.

    Tak Anna Lewandowska wspiera WOŚP w 2026 r.Allegro.pl

  • Nie zdarza się to często. Tak rywalka potraktowała Igę Świątek. Na nagraniu widać to doskonale

    Nie zdarza się to często. Tak rywalka potraktowała Igę Świątek. Na nagraniu widać to doskonale

    Tak zachowała się rywalka Igi Świątek tuż po meczu Australian O

    Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym
    Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu

    Pierwsze koty za płoty. W pierwszej rundzie Australian Open Iga Świątek mierzyła się z Yue Yuan (130. WTA) i choć teoretycznie wydawało się, że jest murowaną faworytką, to wcale tak łatwo nie było. Chinka ewidentnie miała ochotę zaskoczyć i w wielu momentach meczu jej się to udawało.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Jakie problemy Iga Świątek miała w meczu z Yue Yuan?

    Jakim wynikiem zakończył się mecz Igi Świątek z Yue Yuan?

    Co się wydarzyło po meczu między Iga Świątek a Yue Yuan?

    Jak Yue Yuan zareagowała na swoją porażkę z Igą Świątek?
    Oto co stało się pod siatką tuż po meczu Igi Świątek z Yue Yuan w Australian Open

    W pierwszym secie Yuan prowadziła już 5:3, ale Świątek odwróciła jego losy i finalnie zdołała zwyciężyć po tie-breaku 7:6(5). Druga partia przebiegała już znacznie bardziej pod kontrolą Polki, ale do momentu aż jej rywalka zdecydowała się skorzystać z przerwy medycznej. Po niej widać było, że ma więcej sił i znów zaczęła grać lepiej.

    Zobacz więcej: Nawet cierpiąca rywalka obnażyła największą słabość Igi Świątek

    Finalnie jednak druga rakieta świata stanęła na wysokości zadania i “domknęła” wynik seta 6:3, tym samym awansując do drugiej rundy wielkoszlemowej imprezy. A tuż po pojedynku z Chinką byliśmy świadkami bardzo ładnych obrazków, które organizatorzy pokazali w swoich mediach społecznościowych.

    Nie przegap: Arcyhity! To czeka teraz Polaków w Australian Open. Zobaczcie drabinkę

    Panie standardowo podeszły do siebie pod siatką po ostatniej akcji meczu i nie zabrakło serdeczności. Niżej notowana tenisistka z uśmiechem na ustach podziękowała Polce za mecz i ta odwdzięczyła się tym samym. Widać było, że Yuan — choć przegrała — była zadowolona ze swojego występu i nie ma się co temu absolutnie dziwić.