• Kibice ryknęli do Tuska na Jasnej Górze. Dziennikarka Republiki ostro reaguje

    Kibice ryknęli do Tuska na Jasnej Górze. Dziennikarka Republiki ostro reaguje

    W sieci dużym echem odbiło się nagranie z XVIII Patriotycznej Pielgrzymki Kibiców na Jasną Górę. Wideo zarejestrowało moment, w którym część uczestników wydarzenia skanduje wulgarne hasła pod adresem premiera Donalda Tuska – polityka, który nie był obecny na miejscu. Choć okrzyk ten znany jest środowiskom kibicowskim od lat i pojawiał się już m.in. w 2011 roku, jego wykrzykiwanie w sanktuarium maryjnym wywołało falę krytyki i oburzenia. Na sprawę zareagowała m.in. dziennikarka TV Republika.

    Nie milkną komentarze po XVIII Patriotycznej Pielgrzymce Kibiców, w której udział wziął prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki. Głowa państwa rozpoczęła wizytę od uczestnictwa w mszy świętej w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, następnie spotkała się z przedstawicielami środowisk kibicowskich w sali konferencyjnej, a na zakończenie wygłosiła przemówienie do zgromadzonych na jasnogórskich wałach fanów piłki nożnej.

    Prezydentowi od samego początku towarzyszyły entuzjastyczne reakcje. Gdy wszedł na mównicę, tłum przywitał go głośnymi okrzykami: „Karol, Karol!” oraz „Lechia Gdańsk!”. W swoim wystąpieniu Nawrocki podkreślał potrzebę jedności i wspólnoty ponad podziałami klubowymi.

    – Pod tą piękną biało-czerwoną flagą jest miejsce dla nas wszystkich. Dla kibiców z Kędzierzyna-Koźla, Wisły, Cracovii, Arki, Lechii, Lecha Poznań czy Jagiellonii Białystok. Dziś musimy być razem, zwłaszcza gdy myślimy o Bogu i Ojczyźnie – mówił.

    Prezydent dziękował kibicom za wytrwałość i podkreślał swoje emocjonalne związki z tym środowiskiem. – Chcę wam z całego serca podziękować. Wiecie, że jestem jednym z was – zwracał się do zgromadzonych.

    Obecność głowy państwa nie była jednak jedynym elementem, który przyciągnął uwagę opinii publicznej. W pewnym momencie część pielgrzymów zaczęła skandować obraźliwe hasło pod adresem premiera Donalda Tuska.

    „Donald, matole, twój rząd obalą kibole” – rozbrzmiało na Jasnej Górze.

    Nagranie dokumentujące ten moment opublikował w serwisie X Robert Bąkiewicz, były prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości i założyciel partii Niepodległość. „Donald, słyszałeś? Kibice przesyłają pozdrowienia” – napisał, dołączając wideo.

    Publikacja natychmiast wywołała burzę w mediach społecznościowych. Choć pojawiły się głosy próbujące tłumaczyć zachowanie kibiców, zdecydowana większość komentarzy miała charakter krytyczny. Szczególnie mocno wybrzmiał sprzeciw wobec przenoszenia politycznych sporów w przestrzeń sakralną.

    Swojego oburzenia nie kryła m.in. Ilona Januszewska, dziennikarka TV Republika. – Ale po co takie zachowania na Jasnej Górze? Po co to? Nie tam. To nie jest dobre – oceniła.

    Podobnych opinii było znacznie więcej. Internauci pisali m.in.: „To nie jest miejsce na uprawianie polityki”, „Chluby to kibicom nie przyniesie”, „Hańba”, „Najpierw Bóg, honor i Ojczyzna, a potem takie sceny pod świętym obrazem”, czy też ironicznie: „Kolejka do spowiedzi musiała być naprawdę długa”.

    Warto przypomnieć, że hasło, które dziś ponownie wywołało emocje, nie jest nowe. Kibice skandowali je już w 2011 roku – zarówno na stadionach, jak i podczas głośnej demonstracji pod Podlaskim Urzędem Wojewódzkim w Białymstoku. Wówczas fani Jagiellonii protestowali przeciwko decyzji o zamknięciu części trybun. Na budynku pojawiły się transparenty z hasłami: „Możecie zamykać nam stadiony, lecz nigdy nie zamkniecie nam ust” oraz „Zamknijcie jeszcze dyskoteki, galerie i szkoły, niech nie będzie niczego”.

    Tamte wydarzenia zakończyły się interwencją policji. Zatrzymano 43 osoby, które ukarano mandatami za wykroczenia. Część z nich odmówiła ich przyjęcia, a sprawy trafiły do sądu. W 11 przypadkach orzeczono grzywny, jednak po apelacjach postępowania zostały ostatecznie umorzone z powodu przedawnienia.

    Dzisiejsza sytuacja pokazuje, że stare hasła wciąż potrafią powracać – choć nie zawsze w miejscu i czasie, które sprzyjają refleksji czy jedności.

    https://x.com/RBakiewicz/status/2010042291319386171?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2010042291319386171%7Ctwgr%5Ee1ae22578b02e77f8505c7729fa13f6703cb6380%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Fsportowe-zycie%2Fnews-atak-na-nawrockiego-z-obozu-tuska-tego-mu-nie-daruja-episkopnId22507329

  • Media: Nawrocki spotkał się na Jasnej Górze z przywódcą gangu. “Przywitali się jak starzy znajomi”

    Media: Nawrocki spotkał się na Jasnej Górze z przywódcą gangu. “Przywitali się jak starzy znajomi”

    Karol Nawrocki wziął udział w pielgrzymce kibiców na Jasną Górę. Jak ujawniła Wirtualna Polska, podczas wydarzenia doszło do jego spotkania z przywódcą gangu pseudokibiców Jagiellonii Białystok, skazanym w 2024 roku na sześć lat więzienia.

    Jasna Góra. Kontrowersyjne spotkanie podczas pielgrzymki kibiców

    W sobotę 10 stycznia prezydent Karol Nawrocki uczestniczył w XVIII Ogólnopolskiej Patriotycznej Pielgrzymce Kibiców na Jasnej Górze. Po zakończeniu części otwartej, dostępnej dla wszystkich uczestników, w jednym z pomieszczeń klasztoru odbyło się spotkanie w znacznie węższym gronie. Jak ustaliła Wirtualna Polska, to właśnie tam doszło do sytuacji, która wzbudziła duże kontrowersje.

    Według relacji portalu, Karol Nawrocki z uśmiechem podszedł do mężczyzny stojącego na czele grupy uczestników. Obaj przywitali się serdecznie, jakby znali się od dawna, a następnie uścisnęli sobie dłonie. „Jagiellonia” – miał powiedzieć prezydent, po czym zaczął witać się z kolejnymi osobami. Dziennikarze WP ustalili, że wspomnianym mężczyzną był Tomasz P., znany pod pseudonimem „Dragon”, uznawany za przywódcę gangu pseudokibiców Jagiellonii Białystok.

    Kim jest Tomasz P.?

    Tomasz P. to postać doskonale znana organom ścigania. W 2024 roku został on nieprawomocnie skazany na sześć lat pozbawienia wolności m.in. za propagowanie nazizmu, kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą oraz udział w brutalnych pobiciach. Wcześniej był już wielokrotnie karany – m.in. za napaść na funkcjonariusza publicznego z użyciem niebezpiecznego narzędzia, podżeganie do napadu ze skutkiem śmiertelnym oraz zastraszanie świadków.

    Jak przypomina Wirtualna Polska, Tomasz P. miał również organizować tzw. ustawki pseudokibiców Jagiellonii Białystok, czyli brutalne bójki między zwaśnionymi grupami fanów piłkarskich.

    Stanowisko Kancelarii Prezydenta

    Portal WP zwrócił się do rzecznika prezydenta, Rafała Leśkiewicza, z pytaniem, czy podczas spotkania mogło dojść do rozmowy na temat ewentualnego ułaskawienia Tomasza P. W odpowiedzi rzecznik stanowczo zaprzeczył takim sugestiom.

    „Prezydent RP Karol Nawrocki uczestniczył w XVIII Pielgrzymce Kibiców na Jasną Górę, aby wspólnie z kibicami z całej Polski modlić się przed Obrazem Matki Bożej Częstochowskiej. Pan Prezydent wziął udział we Mszy Świętej, a następnie wygłosił przemówienie do zgromadzonych pielgrzymów. Jak w każdym otwartym wydarzeniu publicznym z udziałem Prezydenta RP, była również okazja do krótkich, bezpośrednich i wyłącznie kurtuazyjnych powitań z uczestnikami pielgrzymki” – przekazał Leśkiewicz.

    Sprawa wywołała szeroką dyskusję w mediach i opinii publicznej, zwłaszcza w kontekście charakteru wydarzenia oraz przeszłości osób, z którymi prezydent miał okazję się spotkać.

  • Nawrocki wręczył nagrodę. To co stało się później, przejdzie do historii

    Nawrocki wręczył nagrodę. To co stało się później, przejdzie do historii

    Anze Lanisek znów sprawił, że polscy kibice mogli poczuć wzruszenie. To po jego kolejnym wyjątkowym geście wobec naszego zawodnika, tym razem Kamila Stocha. To jemu Słoweniec zadedykował niedzielne zwycięstwo – swoje pierwsze odniesione w Zakopanem.
    Zwycięzca konkursu PŚ w Zakopanem Anze Lanisek (z lewej) dostaje nagrodę od prezydenta RP Karola Nawrockiego (po prawej)

    Stoch w swoim ostatnim konkursie Pucharu Świata w Zakopanem zajął dopiero 42. miejsce. Niestety, nie było to takie pożegnanie z Wielką Krokwią i polskimi kibicami, jakie sobie wymarzył. Po wszystkim w piękny sposób dziękował fanom, którzy zjawili się na trybunach i śpiewał z nimi polski hymn. Dzięki temu został najważniejszą postacią wieczoru, ale sportowo głównym bohaterem zawodów nie był.

    Zobacz wideo Stoch nie mógł powstrzymać łez po ostatnim skoku w Zakopanem
    Lanisek wreszcie wygrał w Zakopanem. Piękny gest po zejściu z podium

    Konkurs wygrał Słoweniec Anze Lanisek. Po skokach na 138 i 137 metrów wyprzedził Jana Hoerla z Austrii (144,5 i 135,5 metra), a także jego rodaka Manuela Fettnera (135,5 i 135 metrów). Najlepszy z Polaków: 11. Kacper Tomasiak (126,5 i 121 metrów).

    Dla Laniska to piąte miejsce na podium w Zakopanem, ale dopiero pierwszy raz stanął na jego najwyższym stopniu. W 2021 roku był dwa razy drugi, a w 2022 i 2024 zajmował trzecie miejsce, choć w zeszłym sezonie prowadził przed finałowym skokiem. Tym razem w końcu udało mu się wygrać na skoczni, którą bardzo polubił. – Wreszcie zwycięstwo! Musiałem na to trochę poczekać, ale to był dla mnie bardzo fajny dzień. Cieszyłem się nim – przekazał po zawodach Słoweniec.

    W sobotę Lanisek razem z Timim Zajcem zajęli drugie miejsce w konkursie duetów, przegrywając jedynie z Austriakami, a wyprzedzając Polaków. Już wtedy Lanisek zdradzał, że wybrał Zakopane zamiast wyjazdu do Japonii w kolejnym tygodniu. – Zbliżają się igrzyska olimpijskie, więc to normalne, że trzeba odpuścić jakiś weekend, żeby odpocząć. Dla mnie Zakopane jest wyjątkowe. Czuję się tu jak w domu. Dodatkowo to ostatnie konkursy Kamila tutaj, więc nie chciałem tego przegapić. Nie mogło mnie zabraknąć. Podjąłem decyzję, że pojadę do Zakopanego, a odpuszczę sobie wyjazd do Sapporo – mówił po sobotniej rywalizacji cytowany przez skijumping.pl.

    Ale na tych słowach Lanisek nie poprzestał. Gdy zszedł już z podium, na którym nagrodę za wygraną wręczył mu prezydent RP Karol Nawrocki, przemówił w wywiadzie, który organizatorzy nagłośnili na całą skocznię. W nim zadedykował swoją niedzielną wygraną Stochowi. – Osiągnął i zrobił niezwykle dużo dla polskich skoków. Gratuluję mu wspaniałej kariery. Dedykuję to zwycięstwo Kamilowi – mówił Lanisek.
    Co za słowa Słoweńca o Stochu. Wiedział, że zawody w Zakopanem nie będą łatwe dla Polaka

    Później w mixed zonie dla dziennikarzy pytaliśmy skoczka, czy pomyślał o dedykacji spontanicznie. – Myślałem o tym już przed weekendem. Wiedziałem, że to wszystko nie będzie łatwe dla Kamila, na pewno podszedł do tego dnia ze sporymi emocjami. Publiczność była jednak idealna, miał tu świetną ceremonię. Życzę mu wszystkiego co najlepsze – stwierdził Anze Lanisek, dla którego to trzecie zwycięstwo tej zimy i 11. w całej karierze.

    – Mam wiele świetnych wspomnień z Kamilem. Zapamiętam go jako znakomitego sportowca. Ale także, co chyba jeszcze ważniejsze, jako świetnego człowieka – dodał słoweński zawodnik. Przypomnijmy, że Lanisek już raz wykonał, wówczas jeszcze piękniejszy, gest w kierunku polskiego skoczka – gdy Dawid Kubacki przedwcześnie zakończył sezon, zostając przy walczącej o życie żonie, zabrał jego podobiznę na podium klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w Planicy.

    Lanisek potwierdził, że powinien być jedynym zawodnikiem ze słoweńskiej kadry, którego zabraknie w składzie na PŚ w Sapporo w kolejny weekend. Do Japonii nie poleci także Kamil Stoch – trener Maciej Maciusiak da mu odpocząć, a na wyjazd do Azji zabierze Dawida Kubackiego, Macieja Kota, Kacpra Tomasiaka i dwóch skoczków z Pucharu Kontynentalnego: Aleksandra Zniszczoła i Klemensa Joniaka.

  • Jest pierwsze zwycięstwo Polki w Australian Open. Pogrom w 65 minut

    Jest pierwsze zwycięstwo Polki w Australian Open. Pogrom w 65 minut

    Kilka minut po tym, jak swój mecz rozpoczęła Maja Chwalińska, swój udział w eliminacjach Australian Open zainaugurowała inna nasza reprezentantka. Mowa o 133. tenisistce w rankingu WTA – Lindzie Klimovicovej. Pierwszą przeszkodą 21-latki na drodze do premierowego awansu w zawodowej karierze do głównej drabinki na wielkoszlemowej imprezie okazała się grająca z dziką kartą zawodniczka gospodarzy – Stefani Webb. Rozstrzygnięcie w tym meczu poznaliśmy po niewiele ponad godzinie gry.
    Tenisistka w czerwonym stroju sportowym wykonuje gest triumfu na korcie, trzymając rakietę tenisową. W tle widać rozmyte sylwetki kibiców.

    Linda KlimovicovaTomasz Jastrzębowski/Foto Olimpik/REPORTERReporter

    Maja Chwalińska, Linda Klimovicova i Katarzyna Kawa – to właśnie te nasze reprezentantki przystąpiły do rywalizacji w tegorocznych eliminacjach do pierwszej wielkoszlemowej imprezy w tym sezonie, czyli Australian Open. Już dziś przyszło nam śledzić w akcji Lindę oraz Maję. 21-latka zainaugurowała swój pojedynek kilka minut po starcie spotkania z udziałem Chwalińskiej.

    Będąca na 134. miejscu w rankingu Klimovicova przystąpiła do rywalizacji w Melbourne z myślą, by zanotować premierowy awans do głównej drabinki podczas wielkoszlemowej imprezy na poziomie zawodowym. Droga do wykonania tego celu wiodła przez trzystopniowe kwalifikacje. Na “dzień dobry” mierzyła się z tenisistką gospodarzy – Stefani Webb. Australijka otrzymała od organizatorów dziką kartę do eliminacji. Wyraźną faworytką potyczki była nasza reprezentantka, plasująca się o 512 pozycji wyżej w rankingu WTA.

    Australian Open: Linda Klimovicova kontra Stefani Webb w eliminacjach

    Mecz rozpoczął się od serwisu Klimovicovej. W gemie otwarcia 21-latka miała drobne kłopoty, przegrywała 15-30. Mimo to zdołała wyjść na prowadzenie przed ew. potrzebą bronienia break pointów, zgarniając trzy akcje z rzędu. Po zmianie stron Linda ruszyła po przełamanie. Zawodniczka z drugiej setki kobiecego zestawienia stopniowo dominowała swoją rywalkę i dorzucała kolejne “oczka” na swoje konto. Większe emocje nastały dopiero w trakcie piątego rozdania, kiedy to Webb doczekała się nawet okazji na przełamanie. Ostatecznie dłuższy gem, toczony na przewagi, trafił na konto naszej reprezentantki.

    Wówczas Klimovicova prowadziła już 5:0 i wydawało się, że może nawet zakończyć partię rezultatem do zera. W następnych minutach wkradło się jednak lekkie rozluźnienie i doszło do tego, że Stefani miała nawet… piłkę przy swoim podaniu na trzecie “oczko” z rzędu. Finalnie Linda nie dopuściła do takiej sytuacji. Wykorzystała drugiego setbola i przełamując po raz trzeci w tej partii serwis przeciwniczki, zamknęła premierową odsłonę wynikiem 6:2.

    Początek drugiej części rywalizacji okazał się wyrównany. Na pierwsze break pointy trzeba było zaczekać aż do czwartego rozdania. Wówczas Klimovicova przełamała rywalkę za drugą okazją i zaczęła zmierzać w kierunku mety. Ostatecznie Webb nie zdobyła choćby jednego “oczka” do końca spotkania, mimo że miała ku temu jedną szansę w szóstym gemie. Klimovicova zdążyła zakończyć mecz jeszcze przed Chwalińską i jako pierwsza Polka odniosła zwycięstwo w tegorocznym Australian Open. Linda pokonała Stefani 6:2, 6:1 w zaledwie 65 minut. W drugiej rundzie eliminacji zmierzy się z inną reprezentantką Australii – Lizette Cabrerą.

    Po raz pierwszy w historii! Polska wygrała United Cup!Polsat Sport
    Tenisistka w czerwonej sukience wykonuje uderzenie piłki rakietą na korcie, skupienie w ruchu podkreślone przez sportowy strój i dynamiczną postawę, w tle fragment niebieskiego kortu.

    Linda KlimovicovaFoto OlimpikAFP
    Młoda kobieta w sportowym stroju trzyma biały ręcznik, prawdopodobnie po zakończonym meczu tenisowym. Tło jest rozmyte, widać sylwetkę innej osoby w oddali oraz fragmenty napisu na tablicy.

    Linda KlimovicovaLairys Laurent/ABACAEast News
    Zawodniczka tenisowa w fioletowym stroju w trakcie serwu lub returnu, trzyma rakietę, skupiona, na tle kortu tenisowego.

    Linda KlimovicovaFoto Olimpik/Nur Photo AFP

  • Tak Niemka potraktowała Polaków po finale. Natychmiastowa odpowiedź Świątek

    Tak Niemka potraktowała Polaków po finale. Natychmiastowa odpowiedź Świątek

    Polacy świętują zwycięstwo w wielkim finale United Cup. Sukces ten został zbudowany na kilku wygranych rywalizacjach, a pierwszą z nich była ta przeciwko Niemcom. Hubert Hurkacz i Iga Świątek pokonali wówczas Alexandra Zvereva i Evę Lys. Tuż po zakończeniu turnieju wspomniana Niemka zareagowała na wpis Świątek w mediach społecznościowych. I od razu doczekała się odpowiedzi ze strony Raszynianki.
    Emocjonalna reakcja tenisistki w białej koszulce i czapce sportowej podczas meczu tenisowego na korcie. W okrągłym wstawieniu zbliżenie twarzy drugiej zawodniczki również w sportowym stroju, skupionej na wydarzeniach na korcie.

    Eva Lys / Iga Świątek Andy Cheung / Brett HemmingsGetty Images

    Pierwsze zwycięstwo reprezentacji Polski w United Cup stał się faktem. W kluczowych momentach szczególnie niezawodni okazali się być: Katarzyna Kawa i Jan Zieliński (w mikście) oraz Hubert Hurkacz w singlu.

    To właśnie oni zdobywali dla Polski cenne punkty, gdy Idze Świątek na korcie nie szło. Dobra forma Zielińskiego była do przewidzenia. Katarzyna Kawa okazała się jednak prawdziwą rewelacją turnieju. Hubert Hurkacz natomiast wracał po poważnej kontuzji, więc jego forma była niewiadomą. W Sydney pokazał jednak wspaniały tenis.

    Iga Świątek w United Cup wygrała trzy pojedynki. Jej pierwszą rywalką była Eva Lys z Niemiec. Tamtą rywalizację Polacy wygrali 2:0 – co było dość sporym zaskoczeniem.

    Zwycięstwo Igi Świątek nad Evą Lys było do przewidzenia, ale wygrana Huberta Hurkacza z Alexandrem Zverevem była czymś “ekstra”. Później “Biało-Czerwoni” pokonali Holendrów, Andralijczyjów, Amerykanów i w końcu Szwajcarów w wielkim finale.

    Eva Lys i Iga Świątek wymieniły się ciepłymi słowami pod swoim adresem

    Po zwycięstwie Polaków nad Szwajcarami Eva Lys postanowiła skomentować wpis, jaki w mediach społecznościowych zamieściła Iga Świątek.

    – Kasia, Janek, Hubi i reszta naszej wspaniałej ekipy… Dziękuję. Jestem taka dumna – napisała Iga Świątek.

    Komentarz pod tym wpisem zamieściła wspomniana wyżej Eva Lys, która bardzo ładnie potraktowała Polaków. Pogratulowała im zwycięstwa i przyznaje, że teraz porażka z nimi smakuje o wiele mniej nieprzyjemnie.

    – Teraz czuję się lepiej, że to właśnie z Wami przegraliśmy. Gratulacje! – napisała Eva Lys.

    – Trafiłeś wszystkie hot shoty! Jeszcze wiele bitew przed nami. Dziękuję – opowiedziała jej Iga Świątek.

    Po swoim pojedynku obie zawodniczki serdecznie się przytuliły. Wszystko wskazuje na to, że mają naprawdę dobre relacje.

    W ciągu ostatnich czterech lat Polka i Niemka mierzyły się ze sobą cztery razy: w Stuttgarcie, Melbourne, Montrealu i Sydney. Za każdym razem lepsza okazywała się Iga Świątek.

    Marek Kania wicemistrzem Europy w łyżwiarstwie szybkim na dystansie 500 m. WIDEOPolsat SportPolsat Sport
    Iga Świątek mocno przyczyniła się do zwycięstwa Polaków podczas pierwszego meczu w United Cup

    Iga Świątek mocno przyczyniła się do zwycięstwa Polaków podczas pierwszego meczu w United CupSAEED KHAN / AFPAFP
    Miesiąc temu walczyła z Igą Świątek o ćwierćfinał Australian Open, dzisiaj Eva Lys jest nowym numerem jeden w niemieckim tenisie

    Miesiąc temu walczyła z Igą Świątek o ćwierćfinał Australian Open, dzisiaj Eva Lys jest nowym numerem jeden w niemieckim tenisiePAUL CROCK / WILLIAM WEST / AFPAFP
    Iga Świątek zagwarantowała reprezentacji Polski awans do wielkiego finału United Cup 2025

    Iga Świątek zagwarantowała reprezentacji Polski awans do wielkiego finału United Cup 2025STEVE CHRISTO / AFPAFP

  • Przyszło potwierdzenie z WTA po triumfie Sabalenki i porażkach Świątek. Zmiana na podium

    Przyszło potwierdzenie z WTA po triumfie Sabalenki i porażkach Świątek. Zmiana na podium

    Pierwsze tytuły WTA w sezonie 2026 rozdane. Zmiany na podium, roszady w TOP 10 i kluczowe konsekwencje przed Australian Open

    Sezon 2026 w kobiecym tenisie wystartował z przytupem. Pierwsze turnieje na antypodach przyniosły zarówno spodziewane rozstrzygnięcia, jak i kilka niespodzianek, które natychmiast znalazły odzwierciedlenie w rankingu WTA. Aryna Sabalenka obroniła tytuł w Brisbane, Elina Switolina sięgnęła po trofeum w Auckland, a w Sydney świętowali Polacy – choć w nieco przewrotnych okolicznościach. Już w niedzielny wieczór WTA opublikowała zaktualizowane zestawienie, a ono przyniosło zmiany na podium i ważną roszadę w czołowej dziesiątce, niezwykle istotną w kontekście rozstawień przed Australian Open.

    Historyczny sukces Polski w United Cup, ale bez punktów Świątek w decydujących meczach

    Takiego scenariusza otwarcia sezonu mało kto się spodziewał. Polska po raz pierwszy w historii wygrała United Cup, lecz w kluczowych momentach punktów nie zdobywała Iga Świątek. W półfinale i finale to Hubert Hurkacz oraz mikst Katarzyna Kawa/Jan Zieliński wzięli na siebie odpowiedzialność i zapewnili Biało-Czerwonym triumf.

    Z perspektywy rankingu WTA oznaczało to jednak dla Świątek wyraźnie słabszy start sezonu niż przed rokiem. Liderka polskiego tenisa wygrała trzy mecze, co przełożyło się na 150 punktów – znacznie mniej niż dwanaście miesięcy wcześniej, gdy zakończyła United Cup z dorobkiem 325 „oczek”.

    Sabalenka znów najlepsza w Brisbane, Switolina triumfuje w Auckland

    Równolegle z rywalizacją drużynową rozgrywano klasyczne turnieje indywidualne. W Brisbane International, podobnie jak rok temu, bezkonkurencyjna okazała się Aryna Sabalenka. Białorusinka w finale pokonała Martę Kostiuk i dopisała do dorobku kolejne 500 punktów rankingowych, umacniając swoją pozycję na czele zestawienia.

    W Auckland po tytuł sięgnęła Elina Switolina. Ukrainka wygrała turniej rangi WTA 250, zgarniając komplet 250 punktów i solidnie zaznaczając swoją obecność na początku sezonu.

    Ranking WTA: Sabalenka odjeżdża, zmiana na podium i kluczowe przesunięcia

    Specyfika tegorocznego kalendarza – turnieje w Australii odbywają się o tydzień później niż przed rokiem – sprawiła, że część punktów za zeszłoroczne starty została odpisana już wcześniej. W minionym tygodniu „wypadały” wyniki z Adelajdy i Hobart, co szczególnie mocno uderzyło w kilka zawodniczek ze ścisłej czołówki.

    Najwięcej zyskały Aryna Sabalenka oraz Belinda Bencic. Szwajcarka co prawda nie zdobyła tytułu, ale wygrała wszystkie swoje mecze w United Cup, co dało jej aż 500 punktów – dokładnie tyle, ile dwa lata temu w analogicznej sytuacji otrzymała Iga Świątek. Sabalenka natomiast, dzięki triumfowi w Brisbane, powiększyła przewagę nad Polką. Różnica między pierwszą a drugą rakietą świata wynosi obecnie aż 2662 punkty.

    Gauff wraca na trzecie miejsce, Keys boleśnie spada

    Interesująco wyglądała również sytuacja tuż za plecami dwóch liderek. Coco Gauff, która rok temu w tym okresie zgarnęła 500 punktów, teraz zdobyła tylko 150. To wystarczyło jednak, by ponownie wyprzedzić Amandę Anisimovą i wrócić na trzecie miejsce w rankingu. Jej rodaczka odpadła bowiem w Brisbane już na etapie 1/8 finału, przegrywając z Kostiuk.

    W kontekście losowania Australian Open różnice między miejscami 3–4 nie mają większego znaczenia – jedna z Amerykanek trafi do połówki Sabalenki, druga do części drabinki Igi Świątek.

    Znacznie poważniejsze konsekwencje dotyczą Madison Keys. Amerykanka straciła punkty za zeszłoroczny triumf w Adelajdzie i spadła z siódmej na dziewiątą pozycję. Nie zdołała odrobić strat – w ćwierćfinale jej drogę zatrzymała Sabalenka. W praktyce oznacza to, że obrończyni tytułu w Melbourne nie będzie rozstawiona w czołowej ósemce i już w czwartej rundzie może trafić na jedną z czterech najlepszych tenisistek świata.

    Wielki powrót Bencic do TOP 10

    Jedną z największych wygranych pierwszego tygodnia sezonu jest Belinda Bencic. Szwajcarka awansowała do TOP 10 rankingu WTA, wypychając z niego Jekaterinę Aleksandrową. To jej pierwszy powrót do ścisłej czołówki od 2 kwietnia 2023 roku i jasny sygnał, że w sezonie 2026 znów może odgrywać kluczową rolę w walce o największe cele.

    Początek roku przyniósł więc wyraźne przetasowania – zarówno na szczycie rankingu, jak i w kontekście nadchodzącego Australian Open. A to dopiero pierwsze dni sezonu.

    Ranking WTA datowany na 12 stycznia 2026:
    • 1. Aryna Sabalenka – 10990 pkt
    • 2. Iga Świątek – 8328 pkt
    • 3. Coco Gauff – 6423 pkt (awans o 1 pozycję)
    • 4. Amanda Anisimova – 6320 pkt (spadek o 1 pozycję)
    • 5. Jelena Rybakina – 5850 pkt
    • 6. Jessica Pegula – 5453 pkt
    • 8. Jasmine Paolini – 4267 pkt (awans o 1 pozycję)
    • 9. Mirra Andriejewa – 4232 pkt (awans o 1 pozycję)
    • 7. Madison Keys – 4003 pkt (spadek o 2 pozycje)
    • 10. Belinda Bencic – 3512 pkt (awans o 1 pozycję)
    Miejsca pozostałych Polek w TOP 500:
    • 53. Magda Linette – 1113 pkt (spadek o 1 pozycję)
    • 57. Magdalena Fręch – 1073 pkt (awans o 2 pozycje)
    • 134. Linda Klimovicova – 538 pkt (spadek o 1 pozycję)
    • 135. Katarzyna Kawa – 537 pkt (spadek o 1 pozycję)
    • 144. Maja Chwalińska – 504 pkt (awans o 2 pozycje)
    • 323. Martyna Kubka – 196 pkt
    • 395. Weronika Ewald – 152 pkt
    • 441. Zuzanna Pawlikowska – 129 pkt (awans o 20 pozycji)
    • 447. Urszula Radwańska – 125 pkt (spadek o 1 pozycję)

  • Sabalenka się tłumaczy. Były dwa pocałunki. Jest oficjalne stanowisko Łukaszenki

    Sabalenka się tłumaczy. Były dwa pocałunki. Jest oficjalne stanowisko Łukaszenki

    Aryna Sabalenka ma już na koncie pierwszy tytuł w sezonie 2026. Po zwycięskim finale w Brisbane nadal iskrzy jednak od politycznych rykoszetów. Pokonana Ukrainka Martia Kostiuk po raz kolejny nie podała Białorusince ręki, a ta nie powstrzymała się od prowokacyjnych gestów… całując własne bicepsy. Z dumą oficjalną depeszę gratulacyjną posłał do pierwszej rakiety świata Aleksandr Łukaszenka.
    Zwycięska tenisistka w sportowym stroju siedzi na korcie obok trofeum, szeroko uśmiechnięta, w tle okrągłe wstawienie z twarzą mężczyzny przecierającego czoło chusteczką.

    Aryna Sabalenka i naczelny wielbiciel jej tenisowego talentu, Aleksandr ŁukaszenkaAFP

    Białorusinka tym samym obroniła tytuł sprzed roku. To dla niej 22. impreza pod szyldem WTA, w której okazuje się bezkonkurencyjna. Pozycja liderki światowego rankingu na starcie nowego sezonu pozostaje niezagrożona.

    Sabalenka nie powstrzymała się od prowokacyjnych gestów w Brisbane. Łukaszenka śle depeszę gratulacyjną

    O finezyjnych zagraniach Sabalenki w Brisbane za chwilę nikt nie będzie pamiętał. Ale o samym finale wciąż głośno. A konkretnie – o całej jego otoczce pozasportowej.

    Kostiuk po raz kolejny nie podała Białorusince ręki. Ta z kolei po wygranej piłce meczowej pozwoliła sobie na prowokacyjny gest wymierzony w rywalkę. Demonstracyjnie ucałowała oba bicepsy.

    Było to nawiązanie do jednej z wcześniejszych wypowiedzi Ukrainka, która przekonywała, że Sabalenka ma znacznie wyższy poziom testosteronu niż jej rywalki.

    Pierwsza rakieta świata próbowała jednak bagatelizować incydent z bicepsami. – Podczas meczu bardzo często wykonywałam agresywne uderzenia, więc potem to był po prostu taki żart dla zespołu – tłumaczyła na konferencji prasowej.

    Kostiuk w wypowiedzi udzielonej jeszcze na korcie nie wymieniła nazwiska przeciwniczki. Zamiast o meczu mówiła o dramatycznej sytuacji swoich rodaków, wciąż mordowanych przez rosyjskiego najeźdźcę.

    – Chcę powiedzieć kilka słów o Ukrainie – zasygnalizowała od razu. – Gram każdego dnia z bólem serca. Tysiące ludzi nie ma teraz światła ani ciepłej wody. Na zewnątrz jest minus 20 stopni, więc codzienne życie w tej rzeczywistości jest bardzo, bardzo bolesne – oznajmiła.

    Tymczasem prezydent Białorusi, Aleksandr Łukaszenka, konsekwentnie stoi na stanowisku, że sportu nie należy mieszać z “polityką”. Po triumfie Sabalenki na antypodach wystosował oficjalną depeszę gratulacyjną.

    “Gratulacje z okazji wygrania turnieju w Brisbane i wspaniałego początku nowego sezonu tenisowego. Niech w tym roku towarzyszy wam szczęście i sukces, które pozwolą wam zachować tytuł najlepszej tenisistki świata” – napisał Łukaszenka.

    Liderka światowego rankingu przenosi się teraz do Melbourne, gdzie w najbliższych dniach przystąpi do rywalizacji w Australian Open.

    Iga Świątek po wygraniu United Cup: Do trzech razy sztukaPolsat Sport
    Kobieta w sportowym żółtym stroju na korcie tenisowym z wyrazem emocji na twarzy. W tle widoczni rozmazani ludzie oraz nieostre światła.

    Aryna SabalenkaAFP
    Aryna Sabalenka

    Aryna SabalenkaTOBIAS SCHWARZAFP
    Kobieta w sportowym stroju na korcie tenisowym wykonuje gest pocałunku skierowanego do publiczności, w tle widoczny rozmyty tłum kibiców.

    Aryna SabalenkaWilliam WestAFP

  • Kawa niemal jak Sabalenka w Brisbane. Polacy rozbili bank. Gigantyczne przelewy

    Kawa niemal jak Sabalenka w Brisbane. Polacy rozbili bank. Gigantyczne przelewy

    W tym samym czasie w Brisbane, Perth oraz Sydney rozgrywano dwie imprezy tenisowe rangi WTA 500 – klasyczny turniej Brisbane International oraz drużynowy United Cup. Różnice między nimi były jednak nie tylko sportowe, ale przede wszystkim finansowe. Okazuje się bowiem, że Iga Świątek za sam udział w United Cup miała zagwarantowane większe wynagrodzenie niż Aryna Sabalenka za końcowy triumf w Brisbane. Co więcej, niemal identyczne pieniądze co liderka światowego rankingu zarobili… polscy bohaterowie miksta – Katarzyna Kawa i Jan Zieliński. Oto szczegóły.

    Pierwszy tydzień sezonu za nami

    Pierwszy tenisowy tydzień w kalendarzu WTA i ATP dobiegł końca. Wśród kobiet triumfowali: reprezentacja Polski w United Cup, Aryna Sabalenka w turnieju WTA 500 w Brisbane oraz Elina Switolina w WTA 250 w Auckland. U mężczyzn zwycięstwa odnieśli Daniił Miedwiediew w Brisbane oraz Aleksandr Bublik w Hongkongu (oba turnieje rangi ATP 250).

    Przed kibicami kolejne emocje – już bez większości gwiazd – a w przyszłą niedzielę wystartuje Australian Open, pierwszy wielkoszlemowy turniej nowego sezonu.

    Hurkacz groźny, Świątek z pytajnikami

    W męskiej rywalizacji niewielu rozstawionych zawodników chciałoby trafić w pierwszych rundach na Huberta Hurkacza. Wrocławianin wrócił po blisko siedmiomiesięcznej przerwie w imponującym stylu – wygrał cztery mecze, pokonał dwóch tenisistów z czołowej „dziesiątki” i udowodnił, że może być groźny nawet w meczach rozgrywanych do trzech wygranych setów.

    Nieco więcej znaków zapytania pojawiło się przy Idze Świątek, która w United Cup przegrała swoje spotkania z Coco Gauff i Belindą Bencic. Mimo to występ reprezentacji Polski należy uznać za wyjątkowo udany – zakończył się historycznym triumfem i wykreował nowych bohaterów. Wśród nich znaleźli się Katarzyna Kawa i Jan Zieliński, którzy być może w przyszłości spróbują sił w mikście również podczas turniejów wielkoszlemowych. Jedno jest pewne: w Sydney zostali sowicie wynagrodzeni.

    Lepiej niż gwiazdy w Brisbane

    Choć turnieje w Brisbane miały rangę WTA 500 i ATP 250, pula nagród w United Cup była zdecydowanie wyższa. W Brisbane na nagrody przeznaczono niemal 1,7 mln dolarów w turnieju WTA oraz 800 tys. w ATP. Tymczasem w United Cup do podziału było blisko sześć milionów dolarów zarówno w części kobiecej, jak i męskiej.

    Aryna Sabalenka za triumf w Brisbane otrzymała czek na 214 tys. dolarów, do czego doszło jeszcze kilka tysięcy za występ deblowy. Tymczasem Iga Świątek – jako zawodniczka z TOP 10 – za sam przyjazd do Sydney mogła liczyć na 250 tys. dolarów wpisowego.

    Prawie pół miliona dla Świątek, rekord Bencic

    Łącznie Iga Świątek zarobiła w United Cup niemal 487 tys. dolarów brutto. Na tę kwotę złożyły się: wpisowe, premie za trzy wygrane mecze singlowe (172 tys. dolarów) oraz bonus za zwycięstwo drużyny (64,9 tys.). Paradoksalnie Raszynianka przegrała jednak te spotkania, które były najlepiej płatne – półfinał i finał, gdzie do zgarnięcia było łącznie aż 450 tys. dolarów. Skorzystała na tym Belinda Bencic, która w całym turnieju zarobiła najwięcej – imponujące 848,3 tys. dolarów.

    Bardzo solidny przelew otrzymał również Hubert Hurkacz. Polak, który pokonał m.in. Taylora Fritza i Stana Wawrinkę, opuścił Sydney bogatszy o 667 tys. dolarów brutto. Choć jego startowe było znacznie niższe niż Świątek (60 tys. dolarów dla zawodników z miejsc 31–60), to nadrabiał premiami za zwycięstwa w decydującej fazie turnieju.

    Życiowe pieniądze Kawy i Zielińskiego

    Dla największych gwiazd takie kwoty nie są niczym nadzwyczajnym – podobne, a nawet wyższe, zarabiały już wielokrotnie. Zupełnie inaczej wygląda jednak sytuacja Katarzyny Kawy i Jana Zielińskiego.

    Tenisistka z Krynicy-Zdroju w całym poprzednim sezonie zarobiła na korcie 235 672 dolary brutto – wynika z oficjalnych danych WTA. Tymczasem w samym United Cup zgarnęła już niemal 200 tys. dolarów, dokładnie 197 300. W tej sumie znalazło się: 15 tys. wpisowego (dla singlistek z miejsc 201–250), 117 400 dolarów za pięć zwycięstw deblowych oraz 64,9 tys. za triumf drużyny.

    Jan Zieliński zarobił jeszcze więcej – 212,3 tys. dolarów. Jego startowe było wyższe (30 tys. dolarów dla deblistów z miejsc 31–60), co dało łącznie niemal dokładnie tyle, ile za triumf w Brisbane otrzymała Aryna Sabalenka.

    Nawet rezerwowi z premiami

    Na sukcesie reprezentacji skorzystali także pozostali członkowie drużyny. Katarzyna Piter zarobiła 84,9 tys. dolarów, a Daniel Michalski 74,9 tys. – mimo że nie pojawili się na korcie. Jako pełnoprawni członkowie zespołu byli gotowi do gry w razie potrzeby i również otrzymali swoją część nagrody.

    United Cup okazał się więc nie tylko sportowym, ale i finansowym przełomem dla polskiego tenisa – szczególnie dla tych, którzy na co dzień nie mają okazji walczyć o tak duże pieniądze.

  • Tak uderza Lewandowski. Kanonada w El Clasico. Barcelona już z pierwszym trofeum

    Tak uderza Lewandowski. Kanonada w El Clasico. Barcelona już z pierwszym trofeum

    FC Barcelona sięgnęła po Superpuchar Hiszpanii, pokonując Real Madryt 3:2 w finale miniturnieju rozgrywanego w Arabii Saudyjskiej. Dla „Blaugrany” to pierwsze trofeum w trwającym sezonie i jednocześnie kolejny cios wymierzony odwiecznemu rywalowi, który liczył na rewanż za zeszłoroczne upokorzenie. Kluczową postacią spotkania był Raphinha, autor dwóch trafień, a istotny wkład w zwycięstwo miał również Robert Lewandowski, który popisał się efektownym golem jeszcze przed przerwą.

    Wspomnienie zeszłorocznej klęski i zapowiedź rewanżu

    Przed pierwszym gwizdkiem trudno było nie wracać myślami do finału Superpucharu sprzed roku. Wówczas Barcelona zdominowała Real w spektakularnym stylu, wygrywając aż 5:2. Dla „Królewskich” tamta porażka była symbolem wyjątkowo nieudanego sezonu na krajowym podwórku, zakończonego bez trofeum. Tegoroczny finał miał być pierwszym krokiem ku odkupieniu win, stąd mobilizacja w madryckim obozie była ogromna. Do Arabii Saudyjskiej czarterowym lotem przyleciał nawet kontuzjowany Kylian Mbappe, który miał wesprzeć zespół choćby symbolicznie.

    El Clasico na Bliskim Wschodzie i grad bramek przed przerwą

    Początek spotkania nie zapowiadał emocjonalnej burzy. Przez pierwsze pół godziny obie drużyny grały ostrożnie, skupiając się na zabezpieczeniu tyłów. Wszystko zmieniło się jednak w końcówce pierwszej połowy, gdy mecz nagle eksplodował bramkami.

    W 36. minucie wynik otworzył Raphinha. Brazylijczyk dynamicznie wdarł się w pole karne i mimo asysty obrońcy precyzyjnym strzałem po ziemi umieścił piłkę w bocznej siatce. Real odpowiedział w doliczonym czasie gry tej części meczu. Vinicius Junior popisał się indywidualnym rajdem, mijając trzech rywali, po czym uderzył nie do obrony, doprowadzając do wyrównania.

    Radość madrytczyków nie trwała jednak długo. Chwilę później Robert Lewandowski znalazł się sam na sam z Thibaut Courtois i zachował się jak rasowy snajper – delikatnie podciął piłkę nad bramkarzem, a ta po odbiciu od słupka wpadła do siatki. Dla Polaka był to kolejny ważny gol w El Clasico, tym cenniejszy, że zdobyty w niezwykle efektownym stylu.

    To nie był jednak koniec emocji przed przerwą. Real zdołał jeszcze raz odpowiedzieć – na 2:2 trafił młody Gonzalo Garcia, który w tej sytuacji miał sporo szczęścia. Faulowany w polu karnym, zdołał oddać strzał w upadku, a piłka po odbiciu od poprzeczki przekroczyła linię bramkową.

    Decydujący cios Raphinhi

    Po zmianie stron tempo nieco spadło, a obie drużyny długo unikały błędów w defensywie. W 66. minucie boisko opuścił Lewandowski, a w jego miejsce pojawił się Dani Olmo. Kilka minut później Hiszpan odegrał kluczową rolę w akcji, która przesądziła o losach trofeum.

    W 73. minucie Olmo dokładnie dograł do Raphinhi, a Brazylijczyk oddał strzał z pola karnego. Piłka po drodze odbiła się jeszcze od Raula Asencio, całkowicie myląc Courtois, i wpadła do siatki. Było 3:2 dla Barcelony.

    Końcówka należała do Realu, który próbował doprowadzić do dogrywki, ale „Blaugrana” skutecznie się broniła, mimo że kończyła mecz w osłabieniu po czerwonej kartce dla Frenkiego de Jonga za faul na Mbappe. Na odwrócenie losów spotkania było jednak już za późno.

    Pierwsze trofeum sezonu dla Barcelony

    Barcelona mogła rozpocząć świętowanie – Superpuchar Hiszpanii trafił do jej gabloty, dając drużynie ważny impuls na dalszą część sezonu. Real Madryt opuszczał Arabię Saudyjską w minorowych nastrojach. „Królewskim” pozostaje szukać rewanżu w rozgrywkach Pucharu Króla oraz w walce o mistrzostwo Hiszpanii.

    https://x.com/ELEVENSPORTSPL/status/2010439693767168035?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2010439693767168035%7Ctwgr%5E341587aa7be3129edc936639952774be3471121c%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Fpilka-nozna%2Fla-liga%2Fnews-tak-uderza-lewandowski-kanonada-w-el-clasico-barcelona-juz-znId22507425

  • Tak Niemka potraktowała Polaków po finale. Natychmiastowa odpowiedź Świątek. Polka nie odpuści

    Tak Niemka potraktowała Polaków po finale. Natychmiastowa odpowiedź Świątek. Polka nie odpuści

    Polacy w wielkim stylu sięgnęli po triumf w United Cup, a droga do historycznego sukcesu prowadziła przez kilka kluczowych zwycięstw. Jednym z najważniejszych etapów była już pierwsza rywalizacja – ta przeciwko reprezentacji Niemiec. Wówczas Iga Świątek i Hubert Hurkacz okazali się lepsi od Evy Lys oraz Alexandra Zvereva, dając „Biało-Czerwonym” niezwykle cenny impuls. Po zakończeniu całego turnieju to właśnie Niemka postanowiła publicznie odnieść się do sukcesu Polaków, a reakcja liderki naszej kadry była natychmiastowa.

    Pierwsze w historii zwycięstwo reprezentacji Polski w United Cup stało się faktem, a jego fundamentem były znakomite występy kilku zawodników. W decydujących momentach niezawodni okazali się Katarzyna Kawa i Jan Zieliński w mikście oraz Hubert Hurkacz w singlu. To właśnie oni zdobywali dla Polski bezcenne punkty w chwilach, gdy Idze Świątek na korcie nie zawsze układało się po jej myśli. Wysoka forma Jana Zielińskiego była do przewidzenia, jednak prawdziwą sensacją turnieju okazała się Katarzyna Kawa, która wykorzystała swoją szansę w stu procentach. Sporo znaków zapytania dotyczyło również Huberta Hurkacza, wracającego do gry po poważnej kontuzji. W Sydney rozwiał jednak wszelkie wątpliwości, prezentując tenis na najwyższym poziomie.

    Sama Iga Świątek w United Cup zanotowała trzy zwycięstwa w singlu. Jej pierwszą rywalką była Eva Lys z Niemiec. Polska drużyna wygrała tamto starcie 2:0, co dla wielu obserwatorów było sporym zaskoczeniem. O ile triumf Świątek nad Lys był zgodny z przewidywaniami, o tyle wygrana Hurkacza z Alexandrem Zverevem miała już rangę czegoś wyjątkowego. Później Polacy szli jak burza, eliminując kolejno Holendrów, Australijczyków, Amerykanów, by w wielkim finale pokonać Szwajcarów i sięgnąć po końcowy triumf.

    Po zakończeniu turnieju doszło do sympatycznej wymiany zdań pomiędzy Igą Świątek a Evą Lys. Po zwycięstwie Polek i Polaków nad Szwajcarią liderka naszej reprezentacji opublikowała w mediach społecznościowych wpis, w którym nie kryła dumy z całej drużyny.

    „Kasia, Janek, Hubi i reszta naszej wspaniałej ekipy… dziękuję. Jestem taka dumna” – napisała Świątek.

    Na ten wpis szybko zareagowała Eva Lys. Niemka w bardzo ciepłych słowach pogratulowała Polakom sukcesu, przyznając, że porażka z późniejszymi triumfatorami turnieju smakuje zdecydowanie mniej gorzko.

    „Teraz czuję się lepiej, wiedząc, że przegraliśmy właśnie z wami. Gratulacje!” – napisała Lys.

    Iga Świątek nie pozostała jej dłużna i niemal natychmiast odpowiedziała, podkreślając sportowy charakter rywalizacji i dobrą atmosferę między zawodniczkami.

    „Trafiłaś wszystkie hot shoty! Jeszcze wiele bitew przed nami. Dziękuję” – odpisała Polka.

    Wcześniej, już po ich bezpośrednim pojedynku, obie tenisistki serdecznie się przytuliły, co tylko potwierdziło, że łączą je bardzo dobre relacje. W ostatnich czterech latach Świątek i Lys mierzyły się ze sobą czterokrotnie – w Stuttgarcie, Melbourne, Montrealu oraz Sydney. Za każdym razem górą była Polka, ale jak pokazują ostatnie gesty i słowa, rywalizacja ta ma wyłącznie sportowy, pełen szacunku charakter.