• Sensacyjny transfer? To byłby hit. Decyzja należy do Igi Świątek

    Sensacyjny transfer? To byłby hit. Decyzja należy do Igi Świątek

    W jakiej formie na starciu sezonu 2026 znajduje się Iga Świątek? Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa, lecz trudno przypuszczać, by była to – na ten moment – najwyższa możliwa dyspozycja drugiej rakiety świata. A przynajmniej to pokazały jej ostatnie mecze na United Cup.

    Gdy jednak poprzeczka poszła zdecydowanie w górę, zaczęły się problemy. W półfinałowej batalii ze Stanami Zjednoczonymi Iga Świątek przegrała w dwóch setach z Coco Gauff (4:6, 2:6), a potem także na dystansie trzech partii z Belindą Bencic (6:3, 0:6, 3:6).

    Te mecze unaoczniły, że Iga Świątek podobnie jak w minionej kampanii wciąż ma kłopoty w starciach z wysoko notowanymi przeciwniczkami i nawet najmniejsze niepowodzenie na korcie, może całkowicie rozbić jej grę.

    Iga Świątek wzmocni swój sztab? Pojawił się zaskakujący pomysł

    Postawę Igi Świątek wzięli pod lupę w rozmowie na kanale Break Point Marek Furjan oraz Dawid Celt. Jak zauważyli, w trudnych chwilach Polka powinna umieć zareagować, zmieniając swoją grę i wprowadzając do niej nowe elementy.

    Zaznaczyli przy tym, że choć 24-latka powinna trzymać się swojego DNA, musi nieustanie rozwijać swój arsenał, a tym samym wciąż rozwijać się na drodze swojej kariery.

    Jak to osiągnąć? Tu Marek Furjan zaproponował zaskakujący pomysł, a mianowicie nowy transfer do sztabu wiceliderki rankingu WTA.

    – A może, żeby przekonać Igę do pewnych rzeczy, które trenują, żeby dodać ten jeden procent, może potrzebny jest głos zawodniczy z zewnątrz? Oglądając mecz z Bencic pomyślałem sobie – a nie mam zbyt często takich przemyśleń, mówiąc szczerze – a może by odezwać się do Andy’ego Murray’a. (…) Gdyby tego Murray’a czy tenisistę tego kalibru zaprosić do okrojonej czasowo współpracy, żeby on bazując na swoim doświadczeniu, znalazł ścieżkę do tego jednego, dwóch procent potrzebnych Idze, żeby kliknąć i pójść do góry – zaproponował.

    A Dawid Celt zgodził się z jego koncepcją.

    Nie widzę żadnych przeciwskazań – czy to będzie Murray, czy ktokolwiek inny. Przede wszystkim Iga musi sama poczuć taką potrzebę. (…) To są praktyki spotykane, więc ja nie mówię, że nie. Jeżeli Idze by to odpowiadało, jak najbardziej. Tylko musi być do tego przekonana. Musiałaby sama z taką inicjatywą wyjść, pogadać, porozmawiać z Wimem. I jeżeli ona by tego chciała, myślę że to byłby żadne problem

    A przy tym sam przedstawił innego kandydata, który mógłby pomóc Idze Świątek, a mianowicie jej wielkiego idola – Rafaela Nadala.

    – Z Rafą nawet mogłaby się dogadać, gdzieś zaprosić, pojechać na jakiś turniej, pojechać do niego, potrenować. Ma taką pozycję, że nie jest to niemożliwe. Nie mówię, że byłoby to możliwe, ale myślę, że nie jest to niemożliwe i w jej przypadku nawet powiedziałbym, że realne – stwierdził Dawid Celt.

    Iga Świątek: Z tego jestem najbardziej zadowolona. WIDEOPolsat SportPolsat Sport
    Kobieta siedząca przy stole podczas konferencji prasowej, trzymająca mikrofon, w tle logo WTA Tour oraz BNP Paribas, sportowe ubranie

    Iga Świątek AFP
    Młoda kobieta z krótkimi, falowanymi włosami, ubrana w jasny garnitur i niebieską koszulę, patrzy w bok z delikatnym uśmiechem. W tle znajduje się niebieski, abstrakcyjny wzór.

    Iga ŚwiątekPIOTR GRZYBOWSKI/AGENCJA SE/East NewsEast News

  • Dwa razy 0:7 Świątek. A nie to bolało najmocniej. Celt wyjaśnił łzy Igi

    Dwa razy 0:7 Świątek. A nie to bolało najmocniej. Celt wyjaśnił łzy Igi

    United Cup już za nami, Polska pierwszy raz z trofeum za zwycięstwo, a mimo wszystko w tenisowym środowisku jest duża niepewność przed Australian Open. Z jednej strony radość, że Hubert Hurkacz tak szybko znalazł się w świetnej dyspozycji po blisko 7-miesięcznej przerwie, spowodowanej kontuzją oraz artroskopią kolana. A z drugiej – kolejnymi dwoma porażkami Igi Świątek z zawodniczkami ze ścisłej światowej czołówki.

    Bo te porażki mogą budzić niepokój, tak jak niepokój budziły niektóre spotkania w poprzednim sezonie. Tym absolutnie wyjątkowym, bo przecież nikt chyba nie zakładał, że Polka może zdobyć tytuł na Wimbledonie kosztem tego na French Open. Ale były też słabsze chwile, zwłaszcza w starciach z rywalkami ze ścisłej czołówki. I wysoko przegrane sety czy mecze, m.in. 0:6 z Madison Keys, Aryną Sabalenką, Emmą Navarro czy Jeleną Rybakiną.

    Z Kazaszką Iga akurat wygrała cztery raz z rzędu, ale to ich ostatnie rankingowe starcie w Rijadzie padło łupem Rybakiny. Mimo że Iga, po kapitalnej grze, wygrała pierwszą partię. A na końcu przegrała dziewięć gemów pod rząd. I takie słabsze momenty miała też i teraz w Sydney. Tak w spotkaniach z Coco Gauff, jak i z Belindą Bencic, była gorsza w siedmiu kolejnych gemach. To one decydowały o porażkach.

    Najdziwniejsza była jednak sytuacja z trzeciego spotkania, w ćwierćfinale z Australią. Iga prowadziła z Mayą Joint 2:1, właśnie ją przełamała. Usiadła na ławce, rozpłakała się. I nie było wiadomo, o co w tym wszystkim chodzi. Czy coś się stało? Raczej nie, bo wróciła na kort i rozbiła rywalkę. Właśnie do tej sytuacji, ale też i przegranych meczów, wrócili w programie Break Point red. Marek Furjan oraz kapitan reprezentacji Polski w BJK Cup Dawid Celt.

    Dlaczego Iga Świątek płakała podczas meczu z Australijką? Jest coś, czego Iga Świątek jeszcze nie znalazła

    Obaj podkreślali, że Iga wciąż ma ten sam problem – gdy pojawiają się turbulencje, a rywalki są w stanie wytrzymać tempo gry Polki, Iga stara się jeszcze bardziej zwiększyć siłę. I wpada w pułapkę, zaczyna popełniać błędy. – To jest niepokojące, że nie potrafi zawrócić. Na razie nie znalazła odpowiedzi. Bardzo dużo jest u niej napięcia i z każdym kolejnym rokiem będzie coraz trudniej. Może to się zmienić, nie mówię, że tak się nie stanie. Ale zasięg jest coraz krótszy. Z Rybakiną czy Bencic był dobry set, z Gauff powrót z 1:4 do 4:4 – mówił Celt.

    Iga Świątek po wygraniu United Cup: Do trzech razy sztukaPolsat Sport

    Jego zdaniem Iga płaci cenę za lata stresu, napięcia i oczekiwań względem jej osoby. A być może jej samej względem siebie. – Ma tenis obarczony dużą energetyką. Wszystko robi na maksa, głowa musi być w to mocno zaangażowana – opowiadał mąż Agnieszki Radwańskiej w “Break Poincie”. I zaznaczył, że liczył na odpoczynek między starym sezonem a nowym, a tymczasem napięcie wróciło. – Przykładem jest ten moment ze spotkania z Mayą Joint.

    Ludzie pisali dziwne scenariusze, o możliwej kontuzji. A moim zdaniem zeszło z niej po prostu przedmeczowe napięcie, ogólny stres. Właśnie po tym trzecim gemie

    – mówił kapitan polskiej drużyny kobiecej. A on miał dość często kontakt z Igą w podobnych sytuacjach na meczach Biało-Czerwonych.

    Tu wtrącił się Marek Furjan – i z jego zdaniem zgodzi się zapewne wiele osób. Bo dla ludzi spoza świata zawodowego sportu takie zachowanie jest co najmniej dziwne. – Jako niesportowiec nie umiem tego zrozumieć. Patrzę jako widz na tenisistki i nie widzę takich reakcji u innych. Inaczej reagują, Sabalenka rzuci rakietą, przeklnie… – mówił Furjan, a tu nagle wtrącił się Celt: – Walnie drina.

    Furjan kontynuował opowiadanie, jak to widzi ze swojej perspektywy: – Takie reakcje nie zdarzają się innym, a przecież też jest ciężar, presja, punkty, pieniądze. Czy to, Dawid, kwestia indywidualna? Nie widziałem, by przy prowadzeniu 2:1 Alcaraz czy Sinner zachowywali się podobnie, to jednak nie jest 0:3. A tu czołowy tenisista świata dobrze wchodzi w mecz i jest taka sytuacja – mówił.
    Iga Świątek i kapitan reprezentacji Polski – Dawid Celt

    Iga Świątek i kapitan reprezentacji Polski – Dawid CeltFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP

    Celt: – Myślę, że tu nie chodzi o Mayę Joint. To jest ogólne napięcie u Igi. Nowy sezon, Australia, ale z całym szacunkiem dla Mayi: Iga podeszła do tego, że musi wygrać, bo narzuciła sobie ciężar za całą drużynę, odpowiedzialność za zespół. To nie jest nic złego. Częściej zdarza się, że zawodnicy rozładowują te emocje rzucając rakietami czy wyzywając w kierunku zespołu. Idze to się zdarza rzadko, ale zdarza. Nic nadzwyczajnego – uspokajał kapitan polskiej kadry.

    I zaznaczał, że “Iga taka po prostu jest”. – Wiele razy rozmawiałem z osobami z jej otoczenia ws. tego napięcia, znalezienie balansu. I dostawałem odpowiedź, że ona nie umie inaczej. Bo robi wszystko na 110 procent. A gdyby robiła inaczej, to pewnie by tego nie osiągnęła.

    Celt zakończył wątek tak: – To dało jej sławę, splendor, ale niesie ogromny koszt. I teraz cały ambaras polega na tym, że musi znaleźć więcej balansu. By wydłużyć swoje dobre granie.

    W środę Igę znów zobaczymy w akcji – w pokazowym turnieju “1 Point Slam” na Rod Laver Arenie. A od niedzieli zaczną się już zmagania związane z Australian Open.
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekRex Features/East NewsEast News
    Mężczyzna w białej sportowej kurtce z napisem ‘Polska’ na plecach, stojący bokiem na tle rozmytej flagi Polski oraz napisu ‘POL’, sugerujących oficjalną reprezentację kraju.

    Dawid CeltANDRZEJ IWANCZUK/REPORTEREast News

  • Ledwo zaczął się sezon, a tu takie wieści ws. Hurkacza

    Ledwo zaczął się sezon, a tu takie wieści ws. Hurkacza

    W poprzednim roku Hubert Hurkacz zmagał się z poważnymi problemami ze zdrowiem. Nasz najlepszy tenisista ostatnich lat na początku lipca przeszedł artroskopię kolana. Operacja zakończyła dla niego sezon 2025. Hurkacz wrócił wraz z początkiem bieżącego roku, reprezentując Polskę w turnieju United Cup.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Hurkacz błyszczał w turnieju United Cup

    Wydaje się, że po kontuzji nie ma już śladu. Hubert Hurkacz był ważnym punktem polskiego zespołu w trakcie United Cup. Szczególne wrażenie robią mecze Polaka z zawodnikami światowej czołówki. Nasz reprezentant pokonał takich zawodników jak Taylor Fritz czy Alexander Zverev. Po wyrównanym meczu przegrał z Australijczykiem Alexem De Minaurem. To była jedyna porażka Hurkacza w tej imprezie. Nie przeszkodziła jednak w tym, aby 11 stycznia wspólnie z całym polskim zespołem wygrać pierwszy w historii naszego kraju United Cup.
    W tej statystyce błyszczy Hurkacz. Co za liczby

    Od lat znakiem firmowym Huberta Hurkacza jest serwis. Polak ma blisko dwa metry wzrostu, dysponuje też niesamowitym zasięgiem. To wszystko sprawia, że rywale mają ogromny problem z jego podaniem. Nic się nie zmieniło po powrocie naszego tenisisty po kontuzji. W pierwszych dniach 2026 roku może się pochwalić największą liczbą asów na całym świecie.

    Zobacz też: Ależ demolka w meczu Polki w Australian Open. 67 minut i koniec

    Chris Goldsmith, autor tenisowego podcastu “The Tennis Talker”, podał na portalu X, że nasz zawodnik zanotował od początku roku aż 95 asów serwisowych i jest najlepszy pod tym względem!
    Przed Hurkaczem Australian Open

    Teraz Huberta Hurkacza czeka pierwszy po przerwie wielkoszlemowy turniej. Obecnie trwają kwalifikacje do głównej imprezy. Dotychczasowym największym sukcesem Polaka w Australian Open jest ćwierćfinał w 2024 roku. Dobra forma Hurkacza w United Cup daje nadzieję, że Polak poprawi ten rezultat.

  • Burza wokół Świątek i Zwolińskiej, a tu taki wpis Igi. Jedno zdanie

    Burza wokół Świątek i Zwolińskiej, a tu taki wpis Igi. Jedno zdanie

    Statuetka dla Sportowca Roku w Plebiscycie “Przeglądu Sportowego” w tym roku powędrowała w ręce Klaudii Zwolińskiej, która wkrótce potem wywołała do tablicy drugą w tym zestawieniu Igę Świątek, sugerując, że tenisistka nie powinna się martwić, gdyż jeszcze nie raz odbierze tę nagrodę. Komentarz kajakarki nie wszystkim przypadł do gustu – w sieci pojawiło się wiele ostrych komentarzy. Tymczasem po Gali Mistrzów Sportu głos zabrała wiceliderka rankingu WTA, która zwróciła się do kibiców i pozostałych sportowców.
    Dwie młode kobiety, po lewej jedna w błyszczącej sukni trzyma statuetkę, po prawej kobieta w czarnej sukience z odkrytymi ramionami na tle grupy ludzi.

    Iga Świątek zabrała głos po Gali Mistrzów SportuTim Clayton/Corbis via Getty Images/Getty Images, Mateusz BialczykAgencja FORUM

    W miniony weekend poznaliśmy laureatkę w kategorii Sportowiec Roku w Plebiscycie “Przeglądu Sportowego”. Statuetkę tym razem odebrała Klaudia Zwolińska, która w ubiegłym roku zachwycała na arenie międzynarodowej. W październiku 2025 podczas mistrzostw świata w australijskim Penrith sięgnęła po trzy medale, dwa złote w slalomach C1 i K-1 oraz brązowy w konkurencji cross. Tym samym przeszła do historii jako pierwsza zawodniczka, która na jednych mistrzostwach zdobyła medale w trzech różnych konkurencjach. Tytuł Sportowca Roku był więc w pełni zasłużony.

    Nie wszyscy jednak podzielali to zdanie. Po wygranej Zwolińskiej w mediach społecznościowych pojawiło się mnóstwo komentarzy sugerujących, że tytuł ten bardziej należał się Idze Świątek, która jako pierwsza Polka sięgnęła po zwycięstwo na wimbledońskich kortach w grze pojedynczej. Kajakarka nie powstrzymała się od komentarza.

    Słowa Zwolińskiej, choć z pewnością nie miały być “przytykiem” w stronę Świątek, nie wszystkim przypadły do gustu. Pojawiły się komentarze internautów sugerujące, że kajakarka “powinna popracować nad swoim ego i przykuwać większą uwagę do wypowiadanych przez nią słów”.

    Po raz pierwszy w historii! Polska wygrała United Cup!Polsat Sport

    Iga Świątek przemówiła po Gali Mistrzów Sportu. Króciutko

    Teraz głos po Gali Mistrzów Sportu postanowiła zabrać Iga Świątek. Wiceliderka światowego rankingu zamieściła na Insta Stories jedno, niezwykle ważne zdanie i dała do zrozumienia kibicom, że jest zadowolona z drugiego miejsca i cieszy się sukcesami innych. Kluczowe dla niej jest bowiem to, że każdy z wyróżnionych sportowców robi to, co najważniejsze – godnie reprezentuje swój kraj.

    “Bardzo dziękuję za wszystkie głosy i ogromne gratuluję wszystkim wyróżnionym” – ogłosiła.
    Trzy kobiety stoją na podium z nagrodami, od lewej druga i trzecia miejsce, w centrum zwyciężczyni z uniesionymi rękami, w tle złote barwy, napisy gratulacyjne oraz logo plebiscytu 100-lecia Przeglądu Sportowego.

    Iga Świątek przemówiła po Gali Mistrzów SportuInstagram/iga.swiatekmateriał zewnętrzny
    Kajakarz w trakcie dynamicznego spływu przez gwałtowne fale na rzece, skupiony na sterowaniu, kajak oznaczony polskimi barwami narodowymi, intensywna akcja i bryzgi wody wokół.

    Klaudia ZwolińskaRafał Oleksiewiczmateriały prasowe
    Klaudia Zwolińska

    Klaudia ZwolińskaAKPA AKPA
    Tenisistka w sportowym stroju i czapeczce z daszkiem z wyciągniętymi ramionami, z intensywnym wyrazem twarzy. W tle rozmyta publiczność na trybunach.

    Iga ŚwiątekMATTHEW STOCKMAN / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP / ELSA / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

  • A jednak, Świątek podjęła decyzję ws. WOŚP. To oficjalne, Owsiak już wie

    A jednak, Świątek podjęła decyzję ws. WOŚP. To oficjalne, Owsiak już wie

    Przez długi czas nie było informacji o wsparciu Igi Świątek dla tegorocznej edycji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. A jednak, teraz wszystko już jasne. Oficjalnie ogłoszono, że tenisistka podjęła kluczową decyzję i przekazała na licytację dwa unikalne przedmioty. Poinformowano o tym Jerzego Owsiaka oraz cały sztab WOŚP.
    Dwie wyraźnie widoczne osoby w zestawieniu portretowym, mężczyzna w kolorowych okularach i czarnej koszulce z nadrukiem oraz kobieta w eleganckim, szarym golfie, oboje zwróceni w stronę aparatu, z neutralnymi wyrazami twarzy.

    Jerzy Owsiak, Iga ŚwiątekMarek Lapis / Forum/AFP JastrzebowskiAgencja FORUM

    Pozostały niespełna dwa tygodnie do 34. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Trwają licytacje, za pośrednictwem których można wspomóc charytatywną akcję firmowaną twarzą i nazwiskiem Jerzego Owsiaka. Ze wsparciem spieszą także przedstawiciele świata sportu. Jeremy Sochan przekazał na aukcję 45-minutową kolację online ze sobą, Mikołaj Marczyk zaoferował przejazd rajdówką w swoim towarzystwie, a Roman Biliński podarował kombinezon rajdowy. Hitem może być również wspólny bieg na Giewont z Justyną Kowalczyk-Tekieli. A to nie wszystko. Do akcji wkracza bowiem Iga Świątek.

    Oto co Iga Świątek przekazała na WOŚP. Czegoś takiego jeszcze nie było

    Już wszystko jasne. Wiadomo, co w tym roku będą mieli okazję wylicytować fani Igi Świątek, którzy zechcą wesprzeć WOŚP. Na aukcję trafiły rakieta i ręcznik z Wimbledonu 2025.

    “Wyjątkowa gratka dla fanów tenisa i sportowych emocji! Na aukcję WOŚP trafia rakieta, którą Iga Świątek wygrała historyczny Wimbledon 2025, opatrzona jej własnoręcznym podpisem oraz oryginalny ręcznik z tego legendarnego turnieju” – czytamy w opisie aukcji.

    To autentyczne pamiątki związane z jednym z największych sukcesów w historii polskiego sportu. Niepowtarzalna okazja, by stać się właścicielem fragmentu tenisowej historii i jednocześnie wesprzeć szczytny cel

    Takiego przedmiotu na licytacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy jeszcze nie było. I rakieta i ręcznik z Wimbledonu wiążą się z niezapomnianymi wspomnieniami nie tylko dla Igi, lecz także dla jej kibiców. Mają też swoją historię. Wszak media z całego świata rozpisywały się w wakacje o tym, jak Świątek “podkradała” wimbledońskie ręczniki, a nagrania to dokumentujące szybko stawały się hitem sieci.

    Sama tenisistka podkreślała, że właśnie ręczniki z londyńskiego Wielkiego Szlema mają dla niej wartość sentymentalną i że lubi przywozić kilka z nich do domu. “Szczerze mówiąc, myślę, że za jakieś 30 lat to będzie najlepsza możliwa pamiątka” – opowiadała w wywiadzie. Teraz istnieje unikalna szansa, by taki przedmiot mieć u siebie.

    Przy okazji poprzednich edycji WOŚP można było wylicytować rakietę i piłkę z French Open, rakietę z zawodów w Rzymie oraz prywatny trening, rakietę z Roland Garros wraz z zaproszeniem na mecz Świątek w pierwszej rundzie we French Open w Paryżu w 2023 roku oraz spotkanie w kuluarach, elegancką suknię z sesji na WTA Finals w Cancun, a także zestaw klocków i rakietę z sezonu 2024.

    Iga Świątek po wygraniu United Cup: Do trzech razy sztukaPolsat Sport
    Tenisistka w białym stroju i czapce zaciska pięści, wyraża silne emocje i radość po udanym zagraniu, siedząc na korcie tenisowym.

    Iga Świątek wygrała Wimbledon 2025DAISUKE URAKAMIAFP
    Tenisistka w białym stroju wykonuje dynamiczne uderzenie na korcie trawiastym, w tle widownia oraz elementy stadionu.

    Iga Świątek w trakcie Wimbledonu 2025Kirill KudryavtsevAFP
    Jerzy Owsiak

    Jerzy OwsiakLukasz Gdak/East NewsEast News

  • Lewandowski wśród największych tego świata. Niebywały wyczyn Polaka

    Lewandowski wśród największych tego świata. Niebywały wyczyn Polaka

    Tom King nie ma grosza przy duszy. By wykarmić rodzinę, musi wygrać ostatnią walkę, do której nie jest optymalnie przygotowany. W starciu z Sandelem, siłą młodości, może bazować tylko na wieloletnim doświadczeniu. Opowiadanie “Befsztyk” Jacka Londona, choć dotyczy boksu, to idealny przewodnik dla wszystkich nieodwracalnie dojrzałych sportowców. King daje rywalowi się wyszaleć. Wykorzystuje każdą sekundę, by odpoczywać, nie pozwalając na to przeciwnikowi. Gdy runda ma się ku końcowi, kieruje pojedynek do własnego narożnika, by momentalnie przycupnąć, zmuszając Sandela do marszu po przekątnej ringu. Z uśpienia budzi się jedynie na ułamki sekund, by zadawać potężne ciosy, a potem zbierać energię na kolejne.

    Zobacz wideo Lewandowski, Świątek, Zmarzlik? Klaudia Zwolińska: To dla mnie szokujące!

    Obserwowanie uczestnictwa Roberta Lewandowskiego w rywalizacji na najwyższym światowym poziomie zaczyna dostarczać tego właśnie rodzaju przyjemności. Mecz z Realem Madryt w finale Superpucharu Hiszpanii, w którym Hansi Flick pozwolił weteranowi wystąpić od pierwszej minuty, był pokazem kunsztu ergonomii ruchów. Nie sposób przeoczyć, jak różni się dziś gra Polaka od prezentowanej przez Erlinga Haalanda, który w świecie napastników byłby dziś odpowiednikiem londonowskiego Sandela. Albo Harry’ego Kane’a, który oprócz strzelania goli czasem wślizgami przerywa ataki rywali przy własnym polu karnym.
    Robert Lewandowski. Klasyczny lis

    Zawodników tak grających określa się zwykle lisami pola karnego, co wskazuje zarówno na ich spryt, jak i terytorium, w którym operują. Czasem, jak w przypadku Emiliano Butragueno, skojarzenie wędruje w kierunku sępa, padlinożercy, który sam nie upoluje, ale i tak się naje. Lewandowski miewał w karierze różne fazy. Poszczególni trenerzy, od Franciszka Smudy, przez Juergena Kloppa i Pepa Guardiolę, po Paulo Sousę, wykorzystywali jego umiejętności techniczne, grę tyłem do bramki, także poza polem karnym, co upodabniało go w pewnym stopniu do dzisiejszego Kane’a. Ale obecny Lewandowski to Filippo Inzaghi albo Ruud Van Nistelrooy trzeciej dekady XXI wieku. Zawodnik, którego obecność na boisku uzasadniają głównie gole.

    Poprzednie wielkie drużyny Barcelony kogoś takiego nie miały. W tej największej, Guardiolowej, ofensywny tercet tworzyli Thierry Henry, Samuel Eto’o i Lionel Messi. Oprócz tego, że wybitni strzelcy, to jeszcze dryblerzy i kreatywni rozgrywający. W ostatniej, która zdobyła Ligę Mistrzów, z trenerem Luisem Enrique, przedni trójząb stanowili, obok Messiego, Neymar i Luis Suarez. Czyli podobne typy piłkarzy. Nawet jeśli Urugwajczyk był arcywydajnym źródłem goli, raczej nie zwykł znikać na długie minuty. Lewandowski we wciąż bardzo ekspansywnym stylu gry Barcelony bardziej się pojawia, niż jest.
    Mało kontaktów, dużo strzałów

    Dobrze było to widać w rozgrywanym w niedzielę w Arabii Saudyjskiej El Clasico. Kiedy Frenkie De Jong lub któryś z obrońców Barcelony zagrywali dłuższe podania za plecy obrońców Realu, ruszali do nich Fermin Lopez i Pedri, środkowi pomocnicy. Zadaniem Lewandowskiego w tego typu schematach było wyciąganie za sobą stoperów rywala poprzez ruch w stronę… własnej bramki. Zagrania, za które można było go chwalić, zwykle opierały się na jednym mądrym dotknięciu piłki. Podaniu w ciemno na skrzydło do Lamine’a Yamala, mimo ścisłego krycia ze strony obrońcy. Zgrania na ścianę do któregoś z partnerów. Z 661 podań wymienionych przez graczy Barcelony w niedzielny wieczór, do Lewandowskiego należało osiem. Do przeszło 800 kontaktów z piłką, jakie zanotowali gracze Flicka, Polak dołożył tylko 20. Jednocześnie jednak aż osiem z nich w polu karnym rywala, a cztery zakończone strzałami. Co oznacza, że aż 20 proc. wszystkich kontaktów z piłką Lewandowskiego było uderzeniami na bramkę. To bardzo wysoki odsetek. Polak w budowaniu akcji uczestniczył tylko marginalnie, ale w ich wykańczaniu był jak najbardziej widoczny. Niemiecki trener ogranicza aktywność Lewandowskiego do tego, co Polak potrafi absolutnie najlepiej.

    Tak jak King w pojedynku u Londona przebłyski młodości i wigoru zostawiał sobie na szczególne momenty, tak u Lewandowskiego cudownie było to widać przy golu strzelonym w szalonej końcówce pierwszej połowy. Po mistrzowsku wbiegł w lukę między obrońcami, dobrym ruchem prosząc Pedriego o podanie. Gdyby czepiać się szczegółów, można uznać, że przyjęcie nie było idealne, ale nadrobił je dwoma dynamicznymi krokami tak, by jeszcze zdołać dziubnąć piłkę nad wychodzącym bramkarzem. Zlokalizowanie dziury w obronie, sprint, dwa kontakty, gol. Panie trenerze, melduję wykonanie zadania.
    Robert Lewandowski. W szesnastce albo nigdzie

    W trwającym sezonie zmienia się rola Lewandowskiego na boisku, ale też w drużynie. Napastnikiem pierwszego wyboru już tylko bywa. Młodszy Ferran Torres również strzela sporo, ale można go lepiej wykorzystać w grze kombinacyjnej oraz w pracy bez piłki. Nie spada jednak skuteczność Lewandowskiego. A jego umiejętność dochodzenia do sytuacji wzbija się wręcz na niewidziane dotąd poziomy. W meczu o Superpuchar Hiszpanii zmierzono mu jakość okazji wartych “jednego gola oczekiwanego” i dokładnie tyle strzelił. W całym sezonie ligowym doszedł do szans wycenianych przez algorytmy na dziewięć bramek i tyle właśnie ma. Od sierpnia w meczach La Liga oddał tylko trzy strzały spoza pola karnego, z czego dwa zostały zablokowane. Barcelona potrzebuje Lewandowskiego w szesnastce rywali. Tam stwarza mu dogodne okazje. A on ich nie marnuje.

    Kiedy przeszło dekadę temu zaczęło się w futbolu przebijać do powszechnej świadomości pojęcie goli oczekiwanych, sugerujące, by na mecze patrzeć nie przez pryzmat bramek, które rzeczywiście padły, lecz jakości stworzonych sytuacji, najbardziej obrazoburczy wniosek zwolenników tej statystyki mówił, że między zawodnikami, nawet tymi z najwyższego poziomu, nie ma wielkiej różnicy w samej jakości wykończenia. Innymi słowy, większą sztuką jest znalezienie się w dogodnej sytuacji niż jej wykorzystanie. Kto regularnie dochodzi do dobrych szans, będzie strzelał gole. Kogo partnerzy nie znajdują piłką w dogodnych miejscach, nie będzie strzelał, choćby nie wiem, jak był dobry. Dało to oręż trenerom, którzy od zawsze próbowali przekonywać, że ich drużyny grały dobrze, a zabrakło im tylko goli.
    Robert Lewandowski w Barcelonie. Prosty układ

    Po ponad dekadzie skrupulatnego prowadzenia tego rodzaju statystyk przez wyspecjalizowane serwisy statystyczne, można uznać Lewandowskiego za modelowy przykład. Świat futbolu urodził w tym czasie kilka postaci wyraźnie “ogrywających” własne modele statystyczne. Kylian Mbappe strzelił w karierze ligowej 28 goli więcej niż “powinien”. Lionel Messi do momentu wyjazdu z Europy 33. Kane nawet 38. Ale już Haaland, uznawany za maszynę do strzelania goli, wyprzedza własny model tylko o dziesięć trafień, a Cristiano Ronaldo, czołowy strzelec w historii futbolu, o pięć. Podobnie Alexander Isak, którego Liverpool uczynił w lecie najdroższym klasycznym napastnikiem w historii futbolu, strzelił dotąd w karierze pięć goli mniej niż wskazywałaby na to jakość sytuacji, w których się znajdował. Żeby była jasność: to wciąż wybitny wynik. Obiegowa prawda głosiła przez lata, że napastnik, który wykorzystuje nawet połowę dobrych okazji, już jest bardzo dobry. Tacy, którzy w dłuższym okresie strzelają tyle goli, ile mają okazji, są warci po sto milionów euro.

    Lewandowskiego nikt już na takie worki pieniędzy nie wycenia, a on sam walczy o nowy kontrakt w Barcelonie, czyli utrzymanie się na najwyższym europejskim szczeblu. Co najbardziej będzie przemawiało za tym, by z niego nie rezygnować, to właśnie długofalowa, a więc nieprzypadkowa wydajność. Odkąd portal Understat.com prowadzi pomiary, czyli od sezonu 2014/2015, Lewandowski strzelił w krajowych ligach 316 goli. A według modelu goli oczekiwanych doszedł w tym czasie do sytuacji wartych 320 trafień. Inaczej mówiąc, wykorzystał 98,7 proc. nadarzających się szans. Jak mówił Jan Urban na pierwszej konferencji prasowej w roli selekcjonera reprezentacji Polski, jeśli będzie się stwarzać sytuacje Robertowi Lewandowskiemu, on będzie strzelał gole. To było jasne postawienie oczekiwań: Lewandowski nie ma ciągnąć całej drużyny, nie ma jej nieść na barkach. Ona ma mu dać sytuacje, on jej gole. Dokładnie taki układ wzorcowo funkcjonuje w Barcelonie Flicka.
    Książkowa wydajność Lewandowskiego

    Szczególnie widać to w statystyce goli oczekiwanych na 90 minut, biorącej pod uwagę czas rzeczywiście spędzony przez zawodników na boisku. Lewandowski w tym sezonie ma fenomenalny wynik 1,19. Czyli do sytuacji, która według algorytmów powinna zakończyć się golem, dochodzi średnio co 75 minut. Takiego wyniku nie miał w żadnym sezonie w karierze. Nawet w tym zakończonym 41 golami w Bundeslidze, co oczywiście wynika także z tego, że wówczas zawsze grał pełne mecze. A że, jak już wiemy, nie ma problemów z wykańczaniem okazji – teraz, grając niewiele, strzela wiele. Spośród zawodników La Liga, którzy spędzili na boisku ponad 200 minut, Lewandowski jest pod tym względem najlepszy. Korzysta z tego, że gra w stwarzającej mnóstwo sytuacji Barcelonie. Ale i Barcelona korzysta z prostego układu, w którym Lewandowski w dogodnej okazji oznacza gola. Sam Polak, znając jego ambicje, pewnie chętnie grałby więcej. Patrząc chłodno, wydaje się, że nie mogło mu się trafić nic lepszego niż Flick zarządzający jesienią jego kariery.

    W opowiadaniu Londona, mimo godnego podziwu kunsztu weterana, King przegrywa, bo w decydującym momencie jego ciosowi brakuje siły. Wścieka się, że to przez befsztyk, którego nie zjadł przed walką. Nie miał przecież pieniędzy, by optymalnie się przygotować. A że Robertowi Lewandowskiego optymalnych przygotowań nie brakuje, może czerpać garściami z mądrości zebranego przez lata doświadczenia. Dzięki temu w 2026 roku wciąż pasuje do towarzystwa Yamali i Bellinghamów tego świata. Nawet jeśli jego kunszt przejawia się już zupełnie inaczej.

  • Świątek skomentowała wybór Sportowca Roku. Króciutko

    Świątek skomentowała wybór Sportowca Roku. Króciutko

    Iga Świątek zajęła drugie miejsce w plebiscycie na Sportowca Roku w 2025 roku i przegrała w głosowaniu tylko z Klaudią Zwolińską. Nagrodę w imieniu Igi odebrał jej ojciec Tomasz Świątek. Teraz Iga zabrała głos nt. wyników plebiscytu w mediach społecznościowych.
    Reakcja Igi Świątek na wyniki plebiscytu
    screen: https://www.youtube.com/watch?v=CG-OG1w9I2Y, http://instagram.com/stories/iga.swiatek/3808353720535854532/

    W zeszłym sezonie Iga Świątek wygrała wielkoszlemowy Wimbledon. To jednak nie wystarczyło, by wygrać plebiscyt “Przeglądu Sportowego” i Telewizji Polskiej na najlepszego sportowca Polski w minionym roku. Świątek zajęła drugie miejsce i zdobyła ponad 346 tys. głosów. Triumfatorką podczas Gali Mistrzów Sportu została Klaudia Zwolińska, która zdobyła ponad 100 tys. głosów więcej od Igi. W ten sposób Świątek nie wygrała plebiscytu po raz trzeci w karierze – wcześniej tego dokonała w 2022 i 2023 r.

    Zobacz wideo Lewandowski, Świątek, Zmarzlik? Klaudia Zwolińska: To dla mnie szokujące!
    Tak Świątek skomentowała wyniki plebiscytu. “Bardzo dziękuję”

    Świątek nie mogła się pojawić na tym wydarzeniu, ale poprzez swoje media społecznościowe odniosła się do wyników plebiscytu. “Bardzo dziękuję za wszystkie głosy i ogromnie gratuluję wszystkim wyróżnionym” – napisała krótko Świątek na InstaStories.

    Reakcja Igi Świątek
    Reakcja Igi Świątekscreen: http://instagram.com/stories/iga.swiatek/3808353720535854532/

    Wyróżnienie dla Świątek w jej imieniu odebrał Tomasz Świątek. – To jest dziwne uczucie, jakbym za siebie odbierał, bo to już któryś raz za nią odbieram, bo jest w Australii w tym czasie. Dopóki będzie grała, będzie uczestniczyła w swoich poczynaniach, to jej na pewno nie będzie na takich imprezach. Generalnie Iga jest doceniana za to, co robi i to jest kolejne wyróżnienie – mówił ojciec tenisistki.
    Słowa Zwolińskiej o Świątek wywołały zamieszanie. “Iga przeżyje, jak raz nie dostanie”

    Klaudia Zwolińska pojawiła się w “Hejt Parku” w Kanale Sportowym, w którym odniosła się do swojej wygranej i do faktu, że Świątek znalazła się tuż za nią.

    – Powiem w ten sposób. Uważam, że Idze należy się zawsze takie zwycięstwo. Szczególnie jak się wygrywa Wimbledon, ale myślę, że to ile dobrego my możemy zrobić aktualnie w mojej dyscyplinie, w tych sportach niszowych dzięki tej nagrodzie. Iga przeżyje, jak raz nie dostanie tej nagrody, a jest na drugim miejscu, gdzie wciąż to jest wysokie miejsce – mówiła nasza kajakarka.

    Zobacz też: Ależ demolka w meczu Polki w Australian Open. 67 minut i koniec

    Zwolińska otrzymała trochę nieprzychylnych komentarzy, ale jej słowa wyjaśnił Kacper Papiernik, który zajmuje się psychologią w sporcie. “Dla osoby, która uprawia sport absolutnie niszowy i mało popularny, to dla niej taka statuetka, jak i dla całego środowiska jest wiele warta, bo dzięki temu i popularność i inwestycje wzrosną” – napisał Papiernik.

    “Szalenie trudno jest porównywać wyniki sportowców z różnych dyscyplin. To zawsze decyzja subiektywna, oparta w pewnej mierze na gustach głosujących. Nie ma wątpliwości, że poprzedni rok był dla Zwolińskiej fantastyczny” – dodał Dominik Senkowski ze Sport.pl.

  • Przerwa macierzyńska Sabalenki? Nawet nie próbowała kluczyć

    Przerwa macierzyńska Sabalenki? Nawet nie próbowała kluczyć

    Profesjonalny tenis ciężko jest pogodzić z macierzyństwem, więc zawodniczki, które chcą mieć potomstwo, przerywają kariery i wracają do gry, dopiero gdy ich rodzina się powiększa. Takiego scenariusza chciałaby dla siebie Aryna Sabalenka, liderka rankingu WTA. Powiedziała też, w jakim wieku planuje pójść na urlop macierzyński.
    TENNIS-BATTLE/
    Fot. REUTERS/Amr Alfiky

    Sabalenka szczerze opowiedziała o swoim podejściu do macierzyństwa. Jak mówiła, zawsze chciała być młodą mamą. -To było moje marzenie, ale wiedziałam, że jest nierealne. Po prostu uważam, że to takie cudowne: rodzisz wcześnie, jesteś młodą mamą, dziecko rośnie i możesz być z nim na tej samej fali. Ale to już nie o mnie – stwierdziła liderka rankingu WTA. Tenisistka z Białorusi w maju tego roku skończy 28 lat.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
    Aryna Sabalenka powiedziała, kiedy chce wstrzymać karierę. “Będzie najlepiej”

    Sabalenka przyznała też, że plany dotyczące macierzyństwa zmieniały się u niej wraz z kolejnymi sukcesami w tenisie. Pierwsze finały, do których dotarła tenisistka, odbyły się w 2017 (Tianjin Open w Chinach) i 2018 roku (Lugano Open i Eastbourne International). W sierpniu 2019 roku wygrała pierwszy turniej w głównym tourze – był to Connecticut Open, a we wrześniu zwyciężyła w Wuhan.

    – Mając 18 lat, pomyślałam: osiągnę wszystko, urodzę dziecko w wieku 25 lat, wrócę i będę wygrywać. A potem, mając 25 lat, pomyślałam: nie, Fiedia, za wcześnie. Urodzę dziecko w wieku 27 lat. Teraz mam 27 lat (śmiech). I teraz myślę, że najlepiej będzie urodzić dziecko w wieku 32 lat – zapowiedziała i dodała: – Zawsze marzyłam o dużej rodzinie. Trójce, czwórce dzieci. Ale już teraz wiem, że pewnie sobie z tym nie poradzę. Nie będę w stanie rodzić tak szybko, jedno po drugim, jak kot (śmiech).

    Sprawdź też: Cały świat trąbi o sukcesie Polaków w United Cup! Nagle te słowa o Świątek

    Sabalenka nie ukrywała też, że po ciąży chciałaby jeszcze wrócić do sportu. – Nie chcę robić zbyt wielu planów – życie będzie takie, jakie jest. Chciałabym urodzić w wieku 32 lat i spróbować wrócić do zdrowia. Są dziewczyny, które wracają do formy po porodzie, ale jak dotąd żadna nie osiągnęła szczytu formy sprzed ciąży – uważa białoruska tenisistka.

    Wśród tenisistek z głównego touru WTA dziecka doczekała się już m.in. Belinda Bencic, Naomi Osaka, Elina Svitolina, Taylor Townsend, Angelique Kerber, Wiktoria Azarenka czy Anna Karolina Schmiedlova.

  • Ojciec Świątek bez ogródek po odebraniu nagrody. “Nie będzie jej na takich imprezach”

    Ojciec Świątek bez ogródek po odebraniu nagrody. “Nie będzie jej na takich imprezach”

    Kiedy Iga Świątek wraz z kolegami z reprezentacji walczyła o tytuł w United Cup, jej ojciec odebrał w jej imieniu statuetkę dla drugiego najlepszego sportowca 2025 roku. Ojciec tenisistki później udzielił krótkiego wywiadu Łukaszowi Kadziewiczowi, w którym wypowiedział się m.in. nt. hejtu. Były wioślarz zdradził również, że na razie nie ma co liczyć, by jego córka pojawiła się na takiej imprezie.
    Tomasz Świątek i Łukasz Kadziewicz
    Screen – https://www.youtube.com/watch?v=WvrfglP1F6U

    Niedawno odbyła się Gala Mistrzów Sportu, na której Iga Świątek zajęła drugie miejsce w plebiscycie na najlepszego sportowca Polski za 2025 rok. “Wyniki 91. Plebiscytu na Najlepszego Sportowca Polski ogłoszone podczas organizowanej przez “Przegląd Sportowy” Gali Mistrzów Sportu były niezwykle zaskakujące. Triumf przypadł Klaudii Zwolińskiej, która na październikowych mistrzostwach świata w kajakarstwie górskim zdobyła trzy medale – dwa złote w slalomach: C1 i K1 oraz brązowy w kayak crossie. Podium uzupełnili Iga Świątek oraz Wilfredo Leon” – opisywał na łamach Sport.pl Dominik Stachowiak.

    Zobacz wideo Lewandowski, Świątek, Zmarzlik? Klaudia Zwolińska: To dla mnie szokujące!
    Ojciec Świątek ledwo odebrał nagrodę i wypalił. “Nie będzie jej na takich imprezach”

    Te wyniki wywołały niemałą burzę w social mediach. “Ahhh, te plebiscyty” – napisał Dawid Celt w serwisie X. Po czym dodał: “Btw (ang. by the way – swoją drogą – red.) Klaudia bardzo fajna dziewczyna” – zaznaczył.

    Łukasz Kadziewicz po przyznaniu nagród rozmawiał ze zwycięzcami albo ich przedstawicielami. “Iga Świątek miejsce drugie…” – zaczął były siatkarz, wyciągając rękę. W oku kamery chwilę później pojawił się Tomasz Świątek, który powiedział: “ojciec Igi Świątek”. Później zaczął się śmiać.

    Tata słynnej polskiej tenisistki został zapytany, jak odbiera tę nagrodę. – Generalnie to jest dziwne uczucie, jakbym za siebie odbierał, bo to już któryś raz za nią odbieram, bo jest w Australii w tym czasie. Dopóki będzie grała, będzie uczestniczyła w swoich poczynaniach, to jej na pewno nie będzie na takich imprezach – oświadczył.

    Zobacz też: Pierwszy taki sukces Świątek. Tego się nikt nie spodziewał

    – Generalnie Iga jest doceniana za to, co robi i to jest kolejne wyróżnienie. Jestem dumny z tego, co zrobiła w 2025 roku – wygrała Wimbledon. Uważam, że ubiegły rok był bardzo obfity w wiele pozytywnych wyników, konkurencja jest olbrzymia. Zwyciężczyni zrobiła niesamowity wynik i nigdy bym nie podejrzewał, że sporty wodne tak zdominują. Sam byłem wioślarzem, więc wiem, ile to jest wysiłku – dodał ojciec Igi Świątek.
    Tomasz Świątek zabrał głos nt. hejtu

    Tomasz Świątek został również zapytany o hejt, z jakim zmaga się jego córka i o to, czy da się nauczyć odporności na takie zachowania. – Na pewno nie możemy wszystkiego czytać, nie musimy wszystkiego słuchać. Niestety, tak jest zawsze. Porzekadło mówi, że jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził. Zawsze się ktoś znajdzie, komu nie będzie coś pasowało, albo będzie z czegoś niezadowolony. Takie jest życie… niestety – wyznał.

    – Dopóki będzie tak, że każdy może bezkarnie napisać sobie, co chce, albo powiedzieć w mediach, to tak się będzie działo – dodał.

    Kiedy Tomasz Świątek żegnał się z Łukaszem Kadziewiczem, zdradził, że Iga Świątek zbiera wszystkie trofea w jednym miejscu i docenia takie statuetki, jak m.in. ta z Gali Mistrzów Sportu.

  • Nawrocki nagle dopadł do Stocha w Zakopanem. Kancelaria prezydenta oświadcza

    Nawrocki nagle dopadł do Stocha w Zakopanem. Kancelaria prezydenta oświadcza

    Karol Nawrocki na Wielkiej Krokwi. Symboliczne pożegnanie Kamila Stocha

    To był wyjątkowy i wzruszający wieczór w Zakopanem. Podczas niedzielnego konkursu Pucharu Świata na Wielkiej Krokwi z kibicami żegnał się Kamil Stoch, kończący karierę po obecnym sezonie. Na trybunach pojawił się m.in. prezydent RP Karol Nawrocki, który po zawodach osobiście podszedł do skoczka, by podziękować mu za lata sukcesów i sportowych emocji.

    Choć sportowo ostatni występ Stocha w Zakopanem nie ułożył się po jego myśli, atmosfera na obiekcie była wyjątkowa. Trzykrotny mistrz olimpijski nie awansował do drugiej serii i oddał tylko jeden skok, co sam skomentował z charakterystyczną dla siebie szczerością.
    – Sportowo byłem dętka, nie ma co tego ukrywać. Nic nie funkcjonowało – ani technika, ani fizyczność – przyznał przed kamerami Eurosportu.
    Jak dodał, najważniejsze było jednak samo dotarcie do tego momentu i możliwość pożegnania się z kibicami przy pełnych trybunach.

    Stoch został uhonorowany w wyjątkowej oprawie. Na jego ostatni konkurs Pucharu Świata w Zakopanem przybyli zarówno obecny, jak i były prezydent RP. Wizyta głowy państwa była zapowiadana już wcześniej – kilka dni przed zawodami na obiekcie pojawili się funkcjonariusze SOP, przygotowujący zabezpieczenie wydarzenia.

    W niedzielę Karol Nawrocki zasiadł na trybunie VIP wraz z żoną i synem, aktywnie dopingując reprezentantów Polski. – Miło, że tak ważne osobistości pojawiły się na tych zawodach – komentował Kamil Stoch w rozmowie z dziennikarzami. Po zakończeniu konkursu prezydent przedarł się przez tłum, by uścisnąć dłoń skoczka i osobiście mu podziękować. Chwilę później razem z kibicami odśpiewano „Mazurka Dąbrowskiego”.

    Po zawodach Kancelaria Prezydenta opublikowała w mediach społecznościowych oficjalny komunikat. Poinformowano w nim, że prezydent RP wraz z Pierwszą Damą kibicowali zawodnikom podczas konkursu indywidualnego, a po jego zakończeniu Karol Nawrocki wręczył nagrody zwycięzcom i pogratulował całej czołowej trójce. Szczególne miejsce w podsumowaniu zajęło pożegnanie Kamila Stocha, który kończy sportową karierę po tym sezonie.

    Sam prezydent również zabrał głos, publikując wspólne zdjęcie ze skoczkiem. Nazwał Stocha „legendą” polskich skoków narciarskich i podkreślił niezwykłą atmosferę panującą na Wielkiej Krokwi. Przy okazji odniósł się także do innych sukcesów biało-czerwonych.
    – To był dzień pełen wielkich sportowych emocji. Polska po raz pierwszy triumfuje w United Cup, a nasi hokeiści halowi zdobywają srebro mistrzostw Europy. Polska jest z Was dumna – napisał Karol Nawrocki.

    Zakopiańskie pożegnanie Kamila Stocha na długo pozostanie w pamięci kibiców. Nawet jeśli ostatni skok nie był idealny, cała oprawa wydarzenia tylko potwierdziła, jak ogromne miejsce zajmuje on w historii polskiego sportu.