• Kuriozum w meczu Świątek na AO. Było 1:3, gdy ruszyła na rywalkę

    Kuriozum w meczu Świątek na AO. Było 1:3, gdy ruszyła na rywalkę

    Czeszka wpadła w siatkę? – dopytywał z niedowierzaniem komentator telewizyjny. Sytuacja, do której doszło w pierwszym secie meczu 2. rundy Australian Open Igi Świątek z Marie Bouzkovą zaskoczyła i rozbawiła chyba wszystkich. Zaskoczeniem były też chwilowe kłopoty polskiej tenisistki. Ale uporała się z nimi i pokonała Czeszkę 6:2, 6:3.
    AO 2026
    Eurosport

    Iga Świątek zaliczyła kilka nerwowych zagrań w czwartkowym spotkaniu z Marie Bouzkovą. Czeszka po jednym z nich “wyciągnęła pomocną dłoń”, potwierdzając, że jest dla Polki tzw. wygodną rywalką. Taką, której słabości druga rakieta świata przeważnie wykorzystywała. Choć kilka razy wydawało się, jakby zapomniała, jak dużą przewagę ma ad 44. na liście WTA przeciwniczką.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Rywalce Świątek nie dawano szans. Nagłe problemy Polki. “Nie było to potrzebne”

    Kiedy niespełna cztery miesiące temu Świątek rozbiła Bouzkovą 6:1, 6:1 w 2. rundzie turnieju w Wuhan, wyglądało to trochę jak rehabilitacja po rozczarowującym poprzednim meczu, gdy w 1/8 finału w Pekinie przegrała z Emmą Navarro 4:6, 6:4, 0:6, popełniając przy tym aż 70 niewymuszonych błędów.

    Przy okazji czwartkowego pojedynku kibice czekali na lepszą grę Polki niż w trzech ostatnich spotkaniach. Podczas United Cup zaniepokoić mógł styl przegranych z topowymi rywalkami, czyli Coco Gauff i Belindą Bencić. Nie uspokoiło zaś do końca zwycięstwo na otwarcie Australian Open ze 130. w rankingu WTA Yue Yuan.

    – Na początku byłam nieco “zardzewiała”, nie grałam wtedy dobrze – przyznała w poniedziałek, zaraz po zwycięstwie nad Chinką, 24-latka. I zaznaczyła, że ma świadomość “falowania” jej gry.

    W czwartek – niestety – też było ono zauważalne. A wydawało się, że teoretycznie takie zagrożenie jest mniejsze, bo Bouzkova nie dysponuje silnym uderzeniem i bazuje na regularności.

    – Nie ma narzędzi, by zagrozić Idze. Ta w każdym elemencie tenisowego rzemiosła wydaje się być zawodniczką lepszą – analizował tuż przed rozpoczęciem spotkania komentujący je w Eurosporcie Dawid Celt.

    Ale kapitan reprezentacji Polski w Pucharze Billie Jean King zastrzegł od razu, że dochodzą jeszcze takie składowe, jak dyspozycja dnia i emocje. Te drugie dały o sobie znać kilka razy. Np. w trzecim gemie, gdy kłopoty pojawiły się właściwie znikąd. Najpierw do Czeszki uśmiechnęło się szczęście, gdy piłka po taśmie przeszła na stronę rywalki, a potem dostała aż cztery szanse na odrobienie straty podania. Pomogła wówczas Idze Świątek mocno, a na koniec posłała piłkę na aut.

    – Za nerwowo. Nie było to potrzebne. Bouzkova była pod presją – wskazywał Celt.

    Polka zbyt “szarpała” także w drugiej partii, gdy przeciwniczka również nie naciskała zbytnio. Efekt – przełamanie dla Czeszki, którego trudno się było spodziewać na podstawie przebiegu meczu, a po chwili prowadzenie 3:1. Zdobywczyni sześciu tytułów wielkoszlemowych na szczęście w odpowiednim momencie wróciła na właściwe tory, choć w końcówce też było nieco emocji.
    Nietypowa sytuacja w meczu Świątek – Bouzkova. Reakcja spotykana na turniejach juniorskich

    Bouzkova znana jest z tego, że często sama traci podanie i potwierdziło się to w pierwszym secie. W czwartym gemie to ona pomogła rywalce, notując dwa podwójne błędy serwisowe. Przy stanie 4:2 dla Polki zaś wywołała zaskoczenie i rozbawienie. Piłka po uderzeniu Świątek spadała w okolicy siatki i obie zawodniczki pojawiły się w jej okolicy. Wydawało się, że Czeszka ma czas, by dokończyć akcję i zdobyć punkt. Zamiast tego jednak…wpadła w siatkę, w co początkowo nie mógł uwierzyć partnerujący za mikrofonem Celtowi Marek Furjan.

    – Reakcja spotykana na turniejach juniorskich – podsumował kapitan reprezentacji Polski.

    Bouzkova próbowała jeszcze przekonać sędziego, że rywalka przeszkodziła jej swoim zachowaniem, ale nic nie wskórała, a jedynie wywołała u niego uśmiech po obejrzeniu powtórki tej sytuacji. Po chwili pojawił się on również na twarzy Czeszki.

    Świątek pocieszyła tym zwycięstwem nieco polskich kibiców, którzy wcześniej w czwartek obejrzeli rozczarowujący występ Huberta Hurkacza. Wracający do rywalizacji po siedmiomiesięcznej przerwie Polak, który błyszczał w United Cup, przegrał z Amerykaninem Ethanem Quinnem 4:6, 6:7, 1:6.

    Z rekordowej szóstki polskich singlistów, którzy dotarli do drugiej rundy turnieju wielkoszlemowego w Melbourne, została już tylko dwójka. Świątek dołączyła do Magdy Linette, która awans wywalczyła w środę.

    O awans do 1/8 finału Świątek powalczy z Rosjanką Anną Kalinską, która jest w Melbourne rozstawiona z numerem 31 (w światowym rankingu zajmuje 33 miejsce).

  • Koniec dla “zmory” Świątek. Nagły zwrot akcji. Eliminacja z połówki Polki w Melbourne

    Koniec dla “zmory” Świątek. Nagły zwrot akcji. Eliminacja z połówki Polki w Melbourne

    Rywalizacja w drugiej rundzie singla Australian Open powoli dobiega końca. Zanim na korcie miała zameldować się Iga Świątek, uwagę kibiców przyciągnął mecz rozegrany na jednym z bocznych kortów, w którym wystąpiła Jelena Ostapenko. Łotyszka, od lat uznawana za prawdziwą „zmorę” raszynianki, widniała w drabince jako potencjalna rywalka Polki w półfinale turnieju w Melbourne. Już wiadomo jednak, że do takiego starcia nie dojdzie. Ostapenko pożegnała się z Australian Open po wyjątkowo bolesnym zwrocie akcji.

    Mistrzyni Roland Garros z 2017 roku jest jedyną tenisistką w czołówce, która może pochwalić się perfekcyjnym bilansem spotkań z Igą Świątek. Łotyszka wygrała wszystkie sześć bezpośrednich pojedynków z liderką polskiego tenisa. Czwartkowe losowanie sprawiło, że obie zawodniczki trafiły do dolnej połówki drabinki i teoretycznie mogły zmierzyć się ze sobą najwcześniej w półfinale. Warunek był jeden – każda z nich musiała odnieść po pięć zwycięstw w drodze do tego etapu.

    Pierwszą rundę zarówno Świątek, jak i Ostapenko przeszły bez najmniejszych problemów. Polka pewnie pokonała Yue Yuan, natomiast Łotyszka nie straciła seta w starciu z Rebeccą Sramkovą. W drugiej rundzie obie walczyły już o awans do 1/16 finału. Jako pierwsza na kort wyszła Ostapenko, która zajmując 24. miejsce w rankingu WTA, zmierzyła się z notowaną na 46. pozycji Xinyu Wang.

    Chinka miała już w tym sezonie na koncie cenne zwycięstwo – w okresie przygotowawczym pokonała Igę Świątek. Rówieśniczka Polki bardzo solidnie rozpoczęła nowy rok, docierając do finału turnieju WTA 250 w Auckland. Później odpadła w drugiej rundzie zawodów w Hobart po porażce z Magdą Linette, by następnie przenieść się do Melbourne. W pierwszym meczu Australian Open bez straty seta wyeliminowała Anhelinę Kalininę, co dało jej przepustkę do starcia z Ostapenko.

    Choć początek pojedynku absolutnie nie zapowiadał sensacji, to z biegiem czasu obraz gry uległ diametralnej zmianie. Ostatecznie to Xinyu Wang zeszła z kortu jako zwyciężczyni, eliminując jedną z najbardziej niewygodnych rywalek Igi Świątek i przekreślając możliwość ich półfinałowego starcia w Melbourne.

    (more…)

  • Rywalka już czeka na Igę Świątek! O ich ostatnim meczu było bardzo głośno

    Rywalka już czeka na Igę Świątek! O ich ostatnim meczu było bardzo głośno

    Rywalka już czeka na Igę Świątek! O ich ostatnim meczu było bardzo głośno
    Iga Świątek
    Iga Świątek (Foto: Al Bello / Getty Images)

    Podczas ich ostatniego meczu kibice mogli łapać się za głowy. Rywalka prowadziła z Igą Świątek już 5:1, gdy doszło do sensacyjnego zwrotu. I na koniec to Polka mogła świętować awans! Dziś wiemy już, że jeśli Polka pokona Marie Bouzkovą w drugiej rundzie Australian Open, dojdzie do rewanżu z Anną Kalinską. A dla naszej reprezentantki może to być pierwszy poważny sprawdzian.

    Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet

    Rozstawiona z numerem 31. Anna Kalinska przebrnęła przez pierwsze dwie rundy Australian Open bez większych kłopotów. W pierwszej rundzie ograła Brytyjkę Sonay Kartal, a w drugiej wyeliminowała Julię Grabher, nie tracąc choćby seta w żadnym z tych spotkań. Teraz to Rosjanka czeka na lepszą z pary Iga Świątek – Marie Bouzkova.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo
    5:1 i pokaz siły Igi Świątek! O tym meczu mówił cały świat

    Polka grała z Kalinską w ciągu seniorskiej kariery trzykrotnie. Pierwsze ich starcie podczas półfinału turnieju WTA w Dubaju w 2024 r. sensacyjnie bez straty seta wygrała Rosjanka, natomiast dwa ostatnie starcia, w Cincinnati i podczas US Open w 2025 r., padły łupem wiceliderki rankingu.

    Głośno było zwłaszcza o ich rywalizacji w Nowym Jorku. Kalinska prowadziła już 5:1 i miała wiele okazji do tego, by sensacyjnie wydrzeć pierwszego seta faworytce. Wtedy jednak nastąpiło wielkie przebudzenie Świątek, która odpowiedziała w najlepszy możliwy sposób, najpierw wyrównując, a potem wygrywając seta po tie-breaku.

    Zobacz także: 1057. rakieta świata naprawdę to zrobiła! Sceny w Australian Open. Będzie hit

    Teraz znów możemy doczekać się ich wyrównanego starcia. Najpierw jednak Polka musi pokonać Marie Bouzkovą. Jej mecz drugiej rundy obejrzymy jeszcze dziś o 7.00. Relację na żywo śledzić można w Przeglądzie Sportowym Onet.

    Źródło: Przegląd Sportowy Onet

    Data utworzenia:

    22 stycznia 2026 05:08
    Dziennikarz Przeglądu Sportowego Onet

    Dziennikarz Przeglądu Sportowego Onet
    Wydarzenie dnia
    Przeczytaj także

    ©

    2026

    Ringier Axel Springer Polska – Powered by Ring Publishing | Developed by RAS Tech

    Systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji z tej strony internetowej (web scraping), jak również eksploracja tekstu i danych (TDM) (w tym pobieranie i eksploracyjna analiza danych, indeksowanie stron internetowych, korzystanie z treści lub przeszukiwanie z pobieraniem baz danych), czy to przez roboty, web crawlers, oprogramowanie, narzędzia lub dowolną manualną lub zautomatyzowaną metodą, w celu tworzenia lub rozwoju oprogramowania, w tym m.in. szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez uprzedniej, wyraźnej zgody Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. (RASP) jest zabronione. Wyjątek stanowią sytuacje, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe.

  • Iga Świątek nie zagra ze swoją arcyrywalką, to koniec! Thriller na korcie

    Iga Świątek nie zagra ze swoją arcyrywalką, to koniec! Thriller na korcie

    Iga Świątek nie zagra ze swoją arcyrywalką, to koniec! Thriller na korcie
    Iga Świątek nie zagra ze swoją arcyrywalką, to koniec! Thriller na korcie
    Jelena Ostapenko
    Jelena Ostapenko (Foto: Robert Prange / Contributor / Getty Images)

    Niespodzianka w Melbourne! Fatalna seria Jeleny Ostapenko trwa i uchodząca za “koszmar” Igi Świątek tenisistka bardzo szybko żegna się z wielkoszlemowym Australian Open. Lepsza od niej w drugiej rundzie zawodów okazała się Chinka Xinyu Wang, która pokonała ją 4:6, 6:4, 6:4. Spieszymy też z wyjaśnieniem, co oznacza to dla najlepszej polskiej zawodniczki.

    Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym

    Ostatnie miesiące dla Jeleny Ostapenko (24. WTA) są fatalne. Łotyszka nie jest w stanie wygrać więcej niż jednego spotkania podczas turnieju, a z kilku odpadała po zaledwie jednej porażce. Podczas Australian Open udało jej się minimalnie zmienić sytuację, bo w pierwszej rundzie zwyciężyła z Rebeccą Sramkovą. Dobra passa nie potrwała jednak zbyt długo, bo tarapaty nadeszły już w drugim etapie.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo
    Udany początek, a potem kłopoty. Jelena Ostapenko nie dała rady

    Ostapenko trafiła w niej na Xinyu Wang (46.) i wydawało się, że będzie delikatną faworytką. I faktycznie, pierwszy set ich czwartkowego pojedynku był bardzo wyrównany, ale kluczowy moment miał miejsce siódmym gemie. Po wcześniejszej wymianie breaków Łotyszka po raz drugi przełamała rywalkę i nie oddała tej przewagi już do końca. Pozwoliło jej to wygrać wynikiem 6:4.

    Polecamy: 0:5, koszmar Huberta Hurkacza w Australian Open! Było tyle okazji. Niestety

    W drugiej odsłonie tego starcia oglądaliśmy już nieco większy rollercoaster emocji. Pierwsze pięć gemów to… pięć przełamań. Po tym szalonym początku wydawało się, że nieco bliżej triumfu jest Ostapenko, bo to ona miała przewagę breaka. Chinka jednak sobie nic z tego nie zrobiła. Choć przegrywała już 3:4, to odrobiła straty, zdobyła dwa gemy przy podaniu rywalki i zwyciężyła 6:4.
    Stało się! Niespodzianka w Australian Open. “Koszmar” Igi Świątek odpada

    Wszystko miało więc rozstrzygnąć się w trzeciej partii. W niej obie panie szybko wymieniły się wzajemnymi przełamaniami na początku i zapowiadało się, że znów może to być wyrównany bój. Jako pierwsza przewagę wypracowała sobie jednak Wang, wychodząc na prowadzenie 5:3. Kilka minut później — choć oddała jednego breaka — zdołała “domknąć” wynik 6:4.

    Nie przegap: Rywalka już czeka na Igę Świątek! O ich ostatnim meczu było bardzo głośno

    Tym samym to ona awansuje do trzeciej rundy, a Ostapenko odpada z AO. Jest to bardzo dobra wiadomość dla Igi Świątek, ponieważ Łotyszka do tej pory sześć razy grała z Polką i… sześć razy wygrywała. Podczas zawodów w Melbourne panie mogły spotkać się najwcześniej w półfinale, jednak teraz wiemy już, że do tego nie dojdzie. Świątek natomiast w czwartek o godz. 7.00 zagra o awans do trzeciej rundy z Marie Bouzkovą.

    Systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji z tej strony internetowej (web scraping), jak również eksploracja tekstu i danych (TDM) (w tym pobieranie i eksploracyjna analiza danych, indeksowanie stron internetowych, korzystanie z treści lub przeszukiwanie z pobieraniem baz danych), czy to przez roboty, web crawlers, oprogramowanie, narzędzia lub dowolną manualną lub zautomatyzowaną metodą, w celu tworzenia lub rozwoju oprogramowania, w tym m.in. szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez uprzedniej, wyraźnej zgody Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. (RASP) jest zabronione. Wyjątek stanowią sytuacje, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe.

  • Marie Bouzkova – Iga Świątek [RELACJA NA ŻYWO]

    Marie Bouzkova – Iga Świątek [RELACJA NA ŻYWO]

    Australian Open: Marie Bouzkova – Iga Świątek [RELACJA NA ŻYWO]

    To już pora na drugie na starcie Igi Świątek w Australian Open! Polka po niełatwej przeprawie z Yue Yuan, teraz zmierzy się z czeską zawodniczką Marie Bouzkovą. Ponownie “na papierze” to nasza rodaczka jest faworytką, ale na korcie wydarzyć może się wszystko. Jeśli druga rakieta świata wygra, to wiadomo już, że będzie czekać ją hitowe starcie. Zapraszamy na relację na żywo z czwartkowego pojedynku!

    Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym

    Tylko dwoje reprezentantów Polski pozostało w singlowych turniejach Australian Open. W środę większość z nich pożegnała się z zawodami na etapie drugiej rundy i jedynie Magda Linette zdołała wywalczyć awans do trzeciego etapu. W czwartek ok. godz. 7.00 czasu polskiego o to samo powalczy Iga Świątek.
    Iga Świątek walczy o awans do trzeciej rundy Australian Open!

    Najlepsza polska tenisistka w swoim drugim spotkaniu w Melbourne będzie rywalizować z Marie Bouzkovą. Czeszka to 44. zawodniczka światowego rankingu WTA, dlatego teoretycznie nasza rodaczka powinna sobie w tym starciu poradzić. Jak jednak pokazał pierwszy mecz z Yue Yuan — można spodziewać się wszystkiego

    Jeśli jednak uda jej się wygrać, to czekać ją będzie hitowe starcie w trzeciej rundzie. Jej rywalką będzie bowiem Rosjanka Anna Kalinska. Dlatego bądźcie z nami i obserwujcie tę relację. Spotkanie Igi Świątek z Marie Bouzkovą rozpocznie się ok. godz. 7.00 czasu polskiego.

    <Go back

    Marie Bouzkova
    Marie Bouzkova

    Iga Świątek
    Iga Świątek

    Marie Bouzkova – Iga Świątek

  • Cały świat zobaczył Ukrainkę na Australian Open. “Co ona ma na twarzy?”

    Cały świat zobaczył Ukrainkę na Australian Open. “Co ona ma na twarzy?”

    Jeszcze niedawno nazwisko Oleksandry Olijnikowej znane było wyłącznie najbardziej zagorzałym znawcom kobiecego tenisa. Tegoroczny Australian Open sprawił jednak, że o Ukraince zrobiło się głośno na całym świecie. Najpierw zaskoczyła postawą w meczu z obrończynią tytułu Madison Keys, a chwilę później wywołała prawdziwą burzę swoimi ostrymi wypowiedziami na temat Rosjan. Jakby tego było mało, ogromne emocje i dyskusje wzbudził również jej nietypowy… wygląd.

    Jeszcze rok temu Olijnikowa balansowała na obrzeżach trzeciej setki rankingu WTA. Dziś mówi się o niej niemal wszędzie. Co prawda Ukrainka pożegnała się z Australian Open już w pierwszej rundzie, ale początek spotkania z Madison Keys był w jej wykonaniu wręcz sensacyjny. Zajmująca 92. miejsce w rankingu tenisistka szybko objęła prowadzenie 4:0 z triumfatorką turnieju sprzed roku. Ostatecznie przegrała 6:7 (6), 1:6, jednak zdążyła przykuć uwagę kibiców i ekspertów. I to nie tylko samą grą.

    Ogromne poruszenie wywołał bowiem jej wizerunek. Olijnikowa wyraźnie wyróżnia się na tle rywalek. Duże tatuaże na szyi i ramieniu oraz twarz pokryta kolorowymi kropkami sprawiły, że media społecznościowe dosłownie zapłonęły. Internauci nie kryli zdziwienia i konsternacji. „Niech ktoś mi powie, że to tylko makijaż”, „Dlaczego Olijnikowa wygląda jak meksykański gangster?”, „To są tatuaże czy coś innego?” – pytali użytkownicy platformy X, nie mogąc dojść do porozumienia.

    W końcu sama zawodniczka postanowiła rozwiać wszelkie wątpliwości. Jak wyjaśniła w rozmowie z australijskim portalem news.com.au, kropki na twarzy nie są trwałymi tatuażami. – To tatuaże tymczasowe. Po meczu zmywam je olejkiem oczyszczającym – przyznała.

    Skąd w ogóle wziął się ten pomysł? Olijnikowa zdradziła, że wszystko zaczęło się podczas US Open. – Byłam na zakupach i zobaczyłam taki tatuaż na twarzy. Pomyślałam, że to coś ciekawego. Potem zaczęłam sama je robić i zmieniać wzory. Bawiłam się gwiazdkami, serduszkami, a teraz mam kwiaty. To po prostu część mojego stylu – tłumaczyła. Jak dodała, wszystko jest przemyślane. – Zauważyliście, że to pasowało do stroju i kortu? Niebieska sukienka, niebieskie kwiaty, niebieski kort – podkreślała z uśmiechem.

    O Ukraince zrobiło się jednak głośno nie tylko z powodu jej oryginalnego image’u. Podczas Australian Open Olijnikowa pojawiła się na jednej z konferencji prasowych w koszulce z mocnym przesłaniem: „Potrzebuję waszej pomocy, aby chronić ukraińskie dzieci i kobiety, ale nie mogę o tym tutaj mówić”. Ten gest wywołał duże poruszenie i szeroką dyskusję w mediach.

    Na tym jednak nie koniec. Tenisistka udzieliła również głośnego wywiadu, w którym wprost domagała się dyskwalifikacji zawodników z Rosji i Białorusi, w tym liderki rankingu Aryny Sabalenki. – Wierzę, że ci sportowcy powinni zostać wykluczeni z imprez sportowych – stwierdziła bez ogródek.

    Oleksandra Olijnikowa w krótkim czasie stała się jedną z najbardziej wyrazistych postaci kobiecego tenisa. Jej gra, odważne poglądy i nietypowy styl sprawiły, że obok jej nazwiska nie da się przejść obojętnie.

  • Barcelona mogła być za burtą. 4 gole i czerwona kartka. Pajor z nokautującym ciosem

    Barcelona mogła być za burtą. 4 gole i czerwona kartka. Pajor z nokautującym ciosem

    Ewa Pajor znów bohaterką Barcelony. Gol w osłabieniu i wielki finał z Realem Madryt

    Ewa Pajor po raz kolejny potwierdziła, że znajduje się w znakomitej formie. Reprezentantka Polski odegrała kluczową rolę w półfinale Superpucharu Hiszpanii, w którym piłkarki FC Barcelony, mimo niespodziewanych problemów, pokonały Athletic Bilbao 3:1. „Duma Katalonii” przez całą drugą połowę musiała radzić sobie w dziesiątkę, a ostateczny triumf przypieczętowało trafienie właśnie Pajor. Teraz przed Barceloną wielki finał i prestiżowy pojedynek z Realem Madryt.

    Początek 2026 roku w wykonaniu Ewy Pajor jest imponujący. W pierwszym ligowym meczu po przerwie świątecznej FC Barcelona rozgromiła Madrid CFF aż 12:1, a kapitanka reprezentacji Polski zdobyła w tym spotkaniu cztery bramki. Równie udany był kolejny występ przeciwko Atletico Madryt – zwycięstwo 5:0 i kolejne trafienie Pajor tylko potwierdziły jej wysoką dyspozycję.

    W ostatniej kolejce ligowej Polka niespodziewanie nie pojawiła się na murawie. Barcelona wygrała 2:0 z Alhama FC, zespołem walczącym o utrzymanie, a trener Pere Romeu zdecydował się oszczędzić swoją snajperkę, trzymając ją na ławce rezerwowych. Jak się później okazało, był to ruch w pełni uzasadniony – Pajor miała być kluczową postacią środowego półfinału Superpucharu Hiszpanii.

    Starcie z Athletikiem Bilbao zapowiadało się jednostronnie. W bieżącym sezonie oba zespoły spotkały się już wcześniej, a tamten mecz zakończył się prawdziwą kanonadą – Barcelona wygrała 8:1, prowadząc do przerwy 4:0. Pajor dołożyła wówczas dublet i asystę. W Castellón trudno było więc wyobrazić sobie inny scenariusz niż kolejne pewne zwycięstwo mistrzyń Hiszpanii.

    Od pierwszych minut warunki gry były jednak trudne. Silny wiatr i intensywne opady deszczu utrudniały kontrolę piłki, choć Barcelona – z Pajor w wyjściowym składzie – od początku dominowała w posiadaniu i błyskawicznie reagowała pressingiem po każdej stracie.

    Nieoczekiwany zwrot nastąpił w 22. minucie. Sędzia Elisabeth Calvo podyktowała rzut karny dla Athletiku po starciu z udziałem Mapi León. Trener Barcelony domagał się interwencji VAR, jednak po wideoweryfikacji decyzja została podtrzymana. Jedenastkę na gola zamieniła Nerea Nevado i to zespół z Kraju Basków sensacyjnie objął prowadzenie.

    Odpowiedź faworytek była jednak kwestią czasu. Dziesięć minut później Alexia Putellas trafiła w słupek, a do odbitej piłki dopadła Ona Batlle, która sprytnym strzałem „za kołnierz” pokonała bramkarkę Athletiku. Chwilę później Barcelona poszła za ciosem. Po rzucie rożnym dośrodkowanym w pole karne znakomicie odnalazła się Claudia Pina. Jej strzał głową został jeszcze obroniony, ale przy dobitce Irene Paredes golkiperka była już bez szans.

    Tuż przed przerwą sytuacja Barcelony skomplikowała się jeszcze bardziej. Za uderzenie łokciem rywalki czerwoną kartką ukarana została Kika Nazareth. Od tego momentu mistrzynie Hiszpanii musiały grać w osłabieniu, co teoretycznie otwierało Athletikowi drogę do odrobienia strat.

    W praktyce obraz gry niewiele się zmienił. Barcelona nadal kontrolowała przebieg spotkania, a decydujący cios zadała w 68. minucie Ewa Pajor. Polka idealnie odnalazła się w polu karnym po dograniu Oony Batlle i z bliskiej odległości pewnym strzałem ustaliła wynik na 3:1. Chwilę później, w 71. minucie, opuściła boisko, a jej miejsce zajęła Salma Paralluelo.

    Zwycięstwo zapewniło Barcelonie awans do finału Superpucharu Hiszpanii, który będzie powtórką z zeszłorocznego decydującego starcia. W sobotę 24 stycznia o godz. 19:00 „Duma Katalonii” zmierzy się z Realem Madryt. Przed rokiem Barcelona nie pozostawiła rywalkom żadnych złudzeń, wygrywając 5:0, a Ewa Pajor popisała się w tamtym finale dubletem. Wszystko wskazuje na to, że także tym razem Polka może odegrać jedną z głównych ról.

  • Potrzebuję pomocy”. Incydent w Australian Open po meczu pogromczyni Świątek

    Potrzebuję pomocy”. Incydent w Australian Open po meczu pogromczyni Świątek

    Do poruszającego i nietypowego zdarzenia doszło po meczu I rundy Australian Open z udziałem Oleksandry Olijnykowej. Ukrainka, która przegrała z Madison Keys, pojawiła się na pomeczowej konferencji prasowej w koszulce z wyraźnym komunikatem. Napis na T-shircie był dramatycznym apelem o pomoc. – Nie mogę tutaj o tym mówić – tłumaczyła 25-letnia tenisistka, odpowiadając na pytania dziennikarzy.

    Olijnykowa zajmuje obecnie 88. miejsce w rankingu WTA. W swoim dorobku ma trzy triumfy w turniejach rangi WTA 125, jednak w starciu z Madison Keys nie była faworytką. Amerykanka to triumfatorka poprzedniej edycji Australian Open – w półfinale tamtego turnieju wyeliminowała Igę Świątek, a następnie sięgnęła po tytuł. Tym razem również nie zawiodła, choć początek spotkania z Ukrainką był dla niej wymagający. Pierwszy set zakończył się tie-breakiem, ale po 100 minutach gry Keys wygrała 7:6(6), 6:1.

    Znacznie więcej niż sam wynik sportowy wydarzyło się jednak po zejściu z kortu. Olijnykowa zjawiła się na konferencji prasowej w koszulce z napisem: „Potrzebuję waszej pomocy, aby chronić ukraińskie kobiety i dzieci, ale nie mogę tutaj o tym mówić”. W ten sposób tenisistka sprytnie ominęła regulamin turniejów wielkoszlemowych, który zakazuje wypowiedzi o charakterze politycznym – zarówno na korcie, jak i podczas oficjalnych spotkań z mediami czy wywiadów na żywo.

    Dziennikarze nie mogli przejść obojętnie obok tak jednoznacznego przekazu i dopytywali Ukrainkę o jego znaczenie. – Z przyjemnością opowiem wszystkim, jak można pomóc chronić naszych cywilów i nasze dzieci. Również mnie, bo przecież trenuję w Ukrainie. To tam przygotowywałam się do tego turnieju. Podczas treningów słyszałam eksplozje, dochodziło do potężnych ataków – relacjonowała zawodniczka.

    Olijnykowa ujawniła, że nawet w noc poprzedzającą jej wyjazd do Australii nie było spokojnie. – Doszło do wybuchu tuż obok mojego domu. Dron Shahed uderzył w budynek po drugiej stronie ulicy. Moje mieszkanie dosłownie trzęsło się od eksplozji – opowiadała poruszona tenisistka.

    Podkreśliła przy tym, że o dalszych szczegółach może rozmawiać z mediami, ale już poza oficjalną salą konferencyjną. Po opuszczeniu Australian Open zamieściła w mediach społecznościowych apel o wsparcie organizacji charytatywnych oraz ukraińskiej armii. Jak dodała, wojna dotyka jej bezpośrednio – niedawno do wojska wcielony został jej ojciec.

    Wystąpienie Olijnykowej odbiło się szerokim echem, pokazując, że dla wielu sportowców rywalizacja na największych arenach świata toczy się równolegle z dramatem rozgrywającym się w ich ojczyźnie.

  • Lavarini nie chce jej w reprezentacji, a tu taka wiadomość. Prosto z Turcji

    Lavarini nie chce jej w reprezentacji, a tu taka wiadomość. Prosto z Turcji

    Stefano Lavarini konsekwentnie pomija ją przy powołaniach do reprezentacji Polski. Martyna Grajber-Nowakowska długo milczała, aż w końcu postanowiła publicznie odnieść się do swojej nieobecności w kadrze. Przyjmująca nie zmienia jednak swojego podejścia – zamiast słów wybiera boisko. I właśnie tam, w lidze tureckiej, po raz kolejny przypomniała o swojej wartości. W Turcji nie mają wątpliwości: Polka jest prawdziwą liderką zespołu.

    Jeszcze kilka lat temu Grajber-Nowakowska należała do filarów reprezentacji Polski. Była ważnym ogniwem kadry m.in. podczas mistrzostw Europy w 2019 roku, zakończonych przez „Biało-Czerwone” tuż za podium. Zmiana selekcjonera oznaczała jednak dla niej zupełnie nowy rozdział – i to wyjątkowo trudny.

    Odkąd stery w reprezentacji objął Stefano Lavarini, nazwisko Grajber-Nowakowskiej zniknęło z list powołanych. Włoski szkoleniowiec nie uwzględnia jej nawet w szerokiej, 30-osobowej kadrze ogłaszanej przed sezonem reprezentacyjnym. To decyzja, która od dawna budzi zdziwienie w środowisku siatkarskim.

    Szczególnie głośno było o tym w poprzednim sezonie, gdy przyjmująca była jedną z liderek LOTTO Chemika Police i jedną z najlepiej punktujących zawodniczek na swojej pozycji w TAURON Lidze. W końcu sama zainteresowana zdecydowała się zabrać głos. W rozmowie z TVP Sport nie ukrywała rozczarowania.

    – Mam poczucie, że zrobiłam wszystko, co było w mojej mocy, by znaleźć się na liście powołanych. Po raz kolejny jednak się nie udało. To dla mnie bardzo dziwne i rozczarowujące. Odnoszę wrażenie, że zawodniczka z takim sezonem, jaki ja rozegrałam, ale nosząca inne nazwisko, znalazłaby się w kadrze – mówiła 30-letnia siatkarka.

    Na te słowa Lavarini zareagował w charakterystyczny dla siebie sposób. W rozmowie z portalem Sport.pl podkreślił, że nie uważa za zasadne publicznego tłumaczenia zawodniczkom powodów braku powołań, unikając indywidualnych ocen.

    Bez Grajber-Nowakowskiej reprezentacja Polski sięgnęła latem po kolejny brąz Ligi Narodów, ale znów nie zdołała przełamać ćwierćfinałowej bariery wielkiej imprezy – tym razem podczas mistrzostw świata w Tajlandii. Sama zawodniczka po zakończeniu sezonu ligowego postawiła na odważny krok i przeniosła się do Turcji.

    W Sultanlar Ligi prezentuje się jednak tak, że pytania o jej brak w kadrze wracają z jeszcze większą siłą. We wtorek Polka rozegrała kolejne znakomite spotkanie, prowadząc Aydin do niezwykle cennego zwycięstwa nad Ilbankiem.

    Mecz 17. kolejki zakończył się triumfem Aydin 3:2, a Grajber-Nowakowska była jego bezdyskusyjną bohaterką. Zdobyła aż 29 punktów – najwięcej w całym zespole. Atakowała z 44-procentową skutecznością, dołożyła trzy asy serwisowe oraz dwa punkty blokiem. W klasyfikacji najlepiej punktujących zawodniczek ligi tureckiej zajmuje obecnie 20. miejsce.

    Jej występ docenił także klub. W mediach społecznościowych Aydin pojawiła się grafika przedstawiająca „niekończący się cykl Martyny” – symbol regularności i wysokiej formy Polki, która mecz po meczu bierze na siebie odpowiedzialność za wynik. Dzięki jej postawie zespół utrzymał 11. miejsce w tabeli.

    W tym spotkaniu Grajber-Nowakowska przyćmiła inną reprezentantkę Polski. Zuzanna Górecka, która również ma udany sezon i jest ważną postacią Ilbanku, zdobyła 23 punkty, ale to występ zawodniczki Aydin zapadł w pamięć najbardziej.

    Wtorkowa kolejka Sultanlar Ligi była zresztą bogata w polskie akcenty. Kuzeyboru pokonało Goztepe 3:0, a do zwycięstwa drużynę poprowadziły Malwina Smarzek (16 punktów) oraz Martyna Czyrniańska (14). W meczu Besiktasu z Fenerbahce 22 punkty zdobyła Julia Szczurowska, choć jej zespół przegrał 1:3. W barwach Fenerbahce z ławki rezerwowych pojawiła się Agnieszka Korneluk, zapisując na koncie siedem punktów.

    Na swoje występy w 17. kolejce czekają jeszcze Martyna Łukasik i Magdalena Stysiak. Ich zespoły – Galatasaray oraz Eczacibasi Stambuł – zmierzą się z rywalami w sobotę.

  • To z nim u boku Kowalczyk-Tekieli spędziła urodziny. “W najlepszym z możliwych towarzystwie”

    To z nim u boku Kowalczyk-Tekieli spędziła urodziny. “W najlepszym z możliwych towarzystwie”

    W Niemczech z dużą uwagą śledzi się to, co dzieje się wokół reprezentacji Polski w skokach narciarskich na kilka tygodni przed zimowymi igrzyskami olimpijskimi. Tamtejsze media nie kryją zaskoczenia decyzjami personalnymi podjętymi przez polski sztab szkoleniowy oraz słowami Adama Małysza, które – jak oceniają – mogą zwiastować poważne zmiany w polskim sporcie zimowym.

    Portal Sport zwraca szczególną uwagę na powołanie Klemensa Joniaka na mistrzostwa świata w lotach narciarskich w Oberstdorfie kosztem Kacpra Tomasiaka. Niemcy nie ukrywają zdumienia, bo to właśnie 18-latek uchodzi obecnie za najmocniejszy punkt polskiej kadry.

    Zaskakujące decyzje przed igrzyskami

    Zimowe igrzyska olimpijskie w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo zbliżają się wielkimi krokami, a wokół reprezentacji Polski wciąż panuje sporo niepewności. Wciąż nie wiadomo, którzy skoczkowie ostatecznie znajdą się w olimpijskim składzie. Selekcjoner Maciej Maciusiak stoi przed niezwykle trudnym wyborem, który musi jeszcze uzyskać akceptację władz Polskiego Związku Narciarskiego. Oficjalne ogłoszenie kadry na ZIO 2026 ma nastąpić w czwartek, 22 stycznia.

    Już teraz jednak niektóre ruchy szkoleniowca wywołały niemałe poruszenie. Najgłośniejszym z nich jest pominięcie Kacpra Tomasiaka przy powołaniach na mistrzostwa świata w lotach narciarskich w Oberstdorfie. To właśnie on jest najlepiej punktującym Polakiem w obecnym sezonie Pucharu Świata i zajmuje 12. miejsce w klasyfikacji generalnej.

    Jak można się domyślać, decyzja ta nie ma charakteru sportowego. Według federacji młody skoczek ma skoncentrować się na przygotowaniach do igrzysk olimpijskich i dlatego otrzymał przerwę od rywalizacji. Tomasiak uchodzi wręcz za jedynego pewniaka do olimpijskiego wyjazdu. Mimo to jego absencja nie przeszła bez echa – również za granicą.

    Niemcy biją na alarm

    „Najlepszy polski skoczek nie znalazł się w kadrze na mistrzostwa świata w Oberstdorfie” – zauważa niemiecki Sport. Portal podkreśla, że decyzja PZN wywołała spore poruszenie, a wybór Klemensa Joniaka w miejsce lidera polskiej drużyny został odebrany jako ruch zupełnie nieoczekiwany.

    Dziennikarze zastrzegają jednak, że Tomasiak nie został odsunięty z powodu formy sportowej. Wręcz przeciwnie – federacja chce chronić swojego najcenniejszego zawodnika i przygotować go w optymalny sposób do olimpijskiej rywalizacji.

    „Sensacja” wokół Małysza

    To nie jedyny polski wątek, który przykuł uwagę niemieckich mediów. Równie duże emocje wywołały słowa Adama Małysza, który w programie „3. seria” na antenie TVP Sport przyznał, że nie jest jeszcze pewien, czy będzie ubiegał się o kolejną kadencję na stanowisku prezesa PZN.

    – Muszę to bardzo dobrze przemyśleć. To były niezwykle trudne cztery lata. Szczerze mówiąc, sam nie przypuszczałem, że dam radę. Ostatnie sezony mocno mnie przeczołgały – mówił Małysz, dodając, że kluczowe dla jego decyzji mogą okazać się nadchodzące igrzyska olimpijskie.

    Niemiecki Sport skwitował tę wypowiedź jednym, mocnym słowem: „Sensacja”. Zdaniem redakcji, ewentualne odejście legendy skoków narciarskich z funkcji prezesa mogłoby oznaczać prawdziwe trzęsienie ziemi w polskim sporcie zimowym.

    Przyszłość pełna znaków zapytania

    Choć Adam Małysz nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji, sam przyznaje, że trudno wyobrazić mu sobie rozstanie z ludźmi i projektami, które współtworzył przez ostatnie lata. Podkreśla, że mimo braku spektakularnych sukcesów wiele reform zostało już zapoczątkowanych.

    – Nawet jeśli dziś sporty zimowe w Polsce nie wyglądają idealnie, to wykonano ogrom pracy. Te efekty prędzej czy później przyjdą. Potrzeba po prostu czasu – podsumował.

    Jedno jest pewne: najbliższe tygodnie, a zwłaszcza występ Polaków na igrzyskach olimpijskich, mogą przesądzić nie tylko o kształcie kadry, ale również o przyszłości całego polskiego narciarstwa. Jeśli chcesz, mogę przygotować wersję jeszcze bardziej publicystyczną albo dopasowaną pod konkretny portal sportowy.