• Po triumfie nad Świątek jest na ustach całej Polski. Nie do wiary, czym się zajmuje

    Po triumfie nad Świątek jest na ustach całej Polski. Nie do wiary, czym się zajmuje

    Klaudia Zwolińska sprawiła jedną z największych niespodzianek w historii plebiscytu „Przeglądu Sportowego”. Mistrzyni olimpijska z Paryża wygrała 91. edycję głosowania na Najlepszego Sportowca Polski, wyraźnie pokonując m.in. Igę Świątek. Tuż po gali kajakarka górska była gościem „Kanału Sportowego”, gdzie opowiedziała nie tylko o sukcesach, ale też o swoim życiu poza sportem. To, czym zajmuje się na co dzień, dla wielu kibiców może być dużym zaskoczeniem.

    Od kilku lat polskie kajakarstwo górskie kojarzy się przede wszystkim z jedną postacią. Klaudia Zwolińska, pochodząca z niewielkiej miejscowości Kłodne w powiecie limanowskim, konsekwentnie budowała swoją pozycję w światowej czołówce. Przez lata ciężkiej pracy stopniowo zbliżała się do absolutnego topu, aż w ostatnich dwóch sezonach jej kariera eksplodowała w najlepszy możliwy sposób.

    Zanim jednak o Zwolińskiej zaczęła mówić cała Polska, zawodniczka miała już za sobą olimpijski debiut. Podczas igrzysk w Tokio była o krok od medalu – rywalizację w konkurencji K1 zakończyła na piątym miejscu, tracąc zaledwie 2,25 sekundy do brązu. Trzy lata później los się odwrócił. W Paryżu Polka popłynęła znakomicie i sięgnęła po srebrny medal olimpijski, zapisując się na stałe w historii rodzimego sportu.

    Prawdziwą furorę Zwolińska zrobiła jednak w 2025 roku podczas mistrzostw świata w australijskim Penrith. 27-latka była bezkonkurencyjna – zdobyła złote medale w konkurencjach K1 i C1, a do tego dorzuciła brąz w crossie. Tym samym przeszła do historii kajakarstwa górskiego jako pierwsza zawodniczka, która podczas jednego światowego czempionatu wywalczyła aż trzy medale.

    Te spektakularne sukcesy znalazły swoje odzwierciedlenie podczas sobotniej Gali Mistrzów Sportu, podsumowującej 91. plebiscyt „Przeglądu Sportowego”. Choć wielu spodziewało się triumfu Igi Świątek, tym razem to nie wiceliderka rankingu WTA była bohaterką wieczoru. Najlepsza polska tenisistka musiała zadowolić się drugim miejscem.

    Statuetka dla Najlepszego Sportowca Polski trafiła w ręce Klaudii Zwolińskiej, która z ogromnym wzruszeniem odbierała swoje największe indywidualne wyróżnienie. Jak ujawnił później redaktor naczelny „Przeglądu Sportowego” Paweł Wołosik, przewaga kajakarki nad Świątek była ogromna – wyniosła dokładnie 96 tysięcy 244 głosy. Różnica okazała się wręcz miażdżąca.

    Tuż po zakończeniu gali Zwolińska pojawiła się w „Kanale Sportowym”. W trakcie rozmowy opowiadała o kulisach swojej dyscypliny, intensywnym sezonie oraz – jak sama to określiła – „kampanii”, która pomogła jej wygrać plebiscyt. W pewnym momencie zeszła jednak na bardziej prywatne tematy i zdradziła, czym zajmuje się poza sportem.

    – Ja jeszcze robię projekty z dzieciakami, podjęłam próbę studiowania kolejnego kierunku. Skończyłam magistra pedagogiki i chciałam wzmocnić swoje kompetencje z zakresu psychologii. Niestety zawaliłam już jeden semestr, bo nie dało się tego wszystkiego pogodzić – przyznała szczerze Zwolińska.

    Jak się okazuje, medalistka olimpijska od dawna stawia na rozwój także poza sportem. Studia pedagogiczne rozpoczęła niedługo po ukończeniu Zespołu Szkół Ekonomicznych w Nowym Sączu. Co więcej, pracę licencjacką broniła w wyjątkowych okolicznościach – zdalnie, będąc w Tokio, tuż przed swoim debiutem na igrzyskach olimpijskich.

    – Gdy byłam w Tokio, jeszcze przed wyjazdem do wioski olimpijskiej, udało mi się zdalnie obronić pracę na uczelni w Nowym Sączu. Jestem ogromnie wdzięczna, że w ogóle miałam taką możliwość. Władze uczelni stanęły na wysokości zadania, żebym mogła ukończyć studia na najwyższym poziomie i jednocześnie realizować się sportowo – wspominała w 2021 roku w rozmowie z Radiem RDN Nowy Sącz.

    Historia Klaudii Zwolińskiej pokazuje, że sukces na najwyższym sportowym poziomie może iść w parze z rozwojem osobistym i edukacją. Jej droga na szczyt to nie tylko medale i statuetki, ale także konsekwencja, ambicja i umiejętność łączenia wielu ról – nawet wtedy, gdy wydaje się to niemal niemożliwe.

    https://x.com/PWolosik/status/2010654029269844285?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2010654029269844285%7Ctwgr%5E11e4dd18594f23eee0dcc92d2c5195c45e776088%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Fsportowe-zycie%2Fnews-po-triumfie-nad-swiatek-jest-na-ustach-calej-polski-nie-do-wnId22508043

  • Potwierdzają się doniesienia o Szeremecie i jej trenerze. To już oficjalne

    Potwierdzają się doniesienia o Szeremecie i jej trenerze. To już oficjalne

    Julia Szeremeta i Tomasz Dylak wreszcie dopięli sprawę, którą odkładali od wielu miesięcy. W mediach społecznościowych pojawił się oficjalny komunikat, w którym potwierdzono, że zarówno wicemistrzyni olimpijska, jak i jej trener odebrali wyjątkowe wyróżnienie. „Z dumą informujemy, że Julia Szeremeta oraz jej trener Tomasz Dylak odebrali swoje diamenty” – przekazano na wstępie. To jednak był dopiero początek ogłoszenia.

    Jeszcze przed Galą Mistrzów Sportu i ogłoszeniem wyników Plebiscytu „Przeglądu Sportowego” pięściarka i jej szkoleniowiec zawarli między sobą żartobliwy zakład. Tomasz Dylak ujawnił na antenie TVP Sport, że stawką było tysiąc złotych. – Ja twierdziłem, że Julka nie znajdzie się w pierwszej dziesiątce, a ona była przekonana, że jednak się uda – mówił trener. Sama Szeremeta potwierdziła te słowa, prosząc kibiców o wsparcie i głosy.

    Ostatecznie podczas gali w Teatrze Wielkim statuetka nie trafiła do zawodniczki, lecz do jej mentora. Tomasz Dylak został bowiem wybrany Trenerem Roku, a przy okazji wygrał zakład z podopieczną, której nazwisko nie znalazło się w czołowej dziesiątce głosowania.

    Po uroczystości Julia Szeremeta nie kryła wdzięczności. „Bal 100-lecia Plebiscytu Przeglądu Sportowego. Wyjątkowe wydarzenie, piękne miejsce i wspaniała atmosfera. Dziękuję serdecznie za wszystkie oddane na mnie głosy” – napisała w mediach społecznościowych. Niedługo później wróciła jednak do codziennych obowiązków i – jak się okazało – w końcu znalazła czas na sprawę, którą przez długi czas odkładała.

    Po zdobyciu srebrnego medalu na igrzyskach olimpijskich w Paryżu w 2024 roku życie Julii Szeremety zmieniło się diametralnie. Zyskała ogromną rozpoznawalność, a jej sytuacja finansowa znacząco się poprawiła. Zamieszkała w apartamencie udostępnionym przez sponsora, kupiła także własne mieszkanie, które – jak przyznała – planuje przeznaczyć na wynajem. – Nie opłaca mi się tam mieszkać, skoro w domu jestem tylko cztery–pięć dni w miesiącu – tłumaczyła.

    W jej garażu pojawił się prywatny samochód oraz Suzuki S-Cross oklejony wizerunkami sportsmenki. Po igrzyskach otrzymała również szereg nagród i premii: 25 tysięcy złotych z urzędu miasta, 75 tysięcy od ministerstwa, samochód i 100 tysięcy od Polskiego Związku Bokserskiego, a także obraz, voucher wakacyjny i 200 tysięcy złotych od Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Wśród wyróżnień był też diament – nagroda, po którą długo nie mogła sięgnąć.

    Pod koniec 2025 roku Szeremeta przyznawała, że sprawa wciąż pozostaje otwarta. – Diamentu od PKOl jeszcze nie odebrałam. Próbowaliśmy się umówić, ale nie zgraliśmy terminów – wyjaśniała w rozmowie z Hubertem Kęską.

    Teraz wszystko zostało sfinalizowane. Za pośrednictwem mediów społecznościowych poinformowano, że Julia Szeremeta odebrała diament oraz dyplom uznania. Co ważne, wyróżnienie trafiło również do jej trenera. „Z dumą informujemy, że Julia Szeremeta oraz jej trener Tomasz Dylak odebrali swoje diamenty. To wyjątkowa nagroda za zdobycie srebrnego medalu podczas Letnich Igrzysk Olimpijskich Paryż 2024” – przekazała Ewelina Tobiasz, prezes firmy będącej partnerem PKOl.

    W komunikacie podkreślono także znaczenie współpracy zawodniczki z trenerem. „Podziwiamy ogromną waleczność Julii, jej determinację i charakter mistrzyni, a także fantastyczną relację z trenerem, która doprowadziła do jednego z najważniejszych sportowych sukcesów ostatnich lat. To kolejny dowód na to, że największe cele osiąga się zespołowo. Samemu można zajść daleko, ale prawdziwy sukces buduje się z ludźmi, którzy potrafią wskazać właściwy kierunek i wspierają na każdym etapie drogi” – podsumowano.

  • Kłopoty Świątek na 8 frontach. 11 dowodów. Gorąco przed Australian Open

    Kłopoty Świątek na 8 frontach. 11 dowodów. Gorąco przed Australian Open

    Do oficjalnej inauguracji tegorocznego Australian Open pozostało już tylko 5 dni. Tymczasem forma Igi Świątek pozostaje niewiadomą, co potwierdziły jej występy na United Cup. O ile z niżej notowanymi rywalkami radziła sobie bezbłędnie – choć nie bez problemów – tak z zawodniczkami z czołówki rankingu WTA nie potrafiła wygrać. Ba, to tendencja utrzymująca się już od zeszłego roku, na co dziennikarze portalu Tennis365.com znaleźli 11 “dowodów”.
    Zbliżenie na twarz kobiety w czapce z daszkiem, z widocznym okiem i ustami. W kółku po prawej stronie dynamiczny kadr tej samej kobiety grającej w tenisa, skupionej na uderzeniu rakietą.

    Iga Świątek – wiceliderka rankingu WTAArtur Widak / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP

    Iga Świątek będzie walczyć na Antypodach o skompletowanie wszystkich 4 trofeów składających się na Wielki Szlem. Polka ma już na koncie cztery triumfy na Rolandzie Garrosie i po jednym na kortach US Open oraz Wimbledonu. Do dopełnienia kwartetu pozostał już tylko ten jeden, ostatni.

    Nie będzie jednak o to łatwo, choć w minionym sezonie oraz w 2022 roku obecna wiceliderka światowego rankingu ocierała się już o finał, zatrzymując na półfinałach.

    By jednak myśleć o końcowym zwycięstwie, konieczna będzie skuteczna gra z tenisistkami z absolutnego topu, a z tym w ostatnim czasie Iga Świątek ma spore problemy.

    Najlepszym tego przykładem jest Coco Gauff, która wcześniej nie była wręcz w stanie nawiązać rywalizacji z naszą reprezentantką. Sytuacja jednak zmieniła się o 180 stopni. Teraz – po tegorocznym United Cup – to Amerykanka ma na koncie cztery wygrane mecze z rzędu.

    Niestety, spadkowa tendencja u Igi Świątek jest zauważalna także w starciach z innymi zawodniczkami z TOP 10 rankingu WTA, co wylicza portal Tennis365.com.

    Iga Świątek kontra TOP 10 WTA. Niepokojące statystyki

    Wspomniana redakcja opublikowała listę tenisistek z czołowej dziesiątki światowego zestawienia, z którymi Polka przegrała swoje ostatnie pojedynki. Niestety, znalazło się na niej aż 8 nazwisk. Zabrakło tylko Madison Keys. Poza tym Iga Świątek przegrała:

    Ostatnie dwa mecze z numerem 1 na świecie Aryną Sabalenką

    Ostatnie cztery mecze z numerem 3 na Świecie Coco Gauff

    Ostatnie dwa mecze z numerem 4 na świecie, Amandą Anisimovą

    Ostatni mecz z numerem 5 na świecie Jeleną Rybakiną

    Ostatnie dwa mecze z Jessicą Pegulą, numerem 6 na świecie

    Ostatni mecz z Jasmine Paolini, numerem 7 na świecie

    Ostatnie dwa mecze z Mirrą Andriejewą, ósmą zawodniczką świata

    Ostatni mecz z Belindą Bencic, numerem 10 na świecie

    Wymienione spotkania można potraktować jako 15 dowodów na problemy naszej tenisistki w starciach ze światową czołówką. Wprost potwierdzają to także statystyki.

    Tennis365 wylicza także, że łączny bilans Igi Świątek w całej karierze z rywalkami z TOP10 wynosi 53-28, co daje odsetek zwycięstw wynoszący 65,43 procent. W ostatnim czasie jednak znacząco spadł.

    Od początku sezonu tenisowego 2025 Świątek ma bilans 9-9 w meczach z przeciwnikami z czołowej dziesiątki jej skuteczność w meczach z przeciwnikami wyniosła 50%, co jest znacznie niższym wynikiem niż w całej jej karierze

    Iga Świątek – Eva Lys. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport
    Kobieta siedząca przy stole podczas konferencji prasowej, trzymająca mikrofon, w tle logo WTA Tour oraz BNP Paribas, sportowe ubranie

    Iga Świątek AFP
    Młoda kobieta z krótkimi, falowanymi włosami, ubrana w jasny garnitur i niebieską koszulę, patrzy w bok z delikatnym uśmiechem. W tle znajduje się niebieski, abstrakcyjny wzór.

    Iga ŚwiątekPIOTR GRZYBOWSKI/AGENCJA SE/East NewsEast News
    Tenisistka w sportowym stroju i czapce z daszkiem trzyma rakietę tenisową, unosząc ramiona w geście niezrozumienia lub frustracji, w tle widoczna widownia na stadionie tenisowym.

    Iga ŚwiątekFoto OlimpikAFP

  • Wszyscy czekali na to, co zrobił Iga Świątek. Podjęła decyzję ws. WOŚP

    Wszyscy czekali na to, co zrobił Iga Świątek. Podjęła decyzję ws. WOŚP

    W ostatnich tygodniach wielu znanych sportowców ogłosiło zaangażowanie w Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, ale nie robiła tego Iga Świątek. Jak się jednak okazuje: polska tenisistka nie rozczarowała Jurka Owsiaka oraz jego sztabu. Wiadomo już, w jaki sposób wspomoże szczytną inicjatywę.
    Iga Świątek jest analizowana – także pod kątem swoich emocji
    Fot. Jakub Porzycki / Agencja Wyborcza.pl

    Iga Świątek wróciła do występów w tourze, więc w najbliższych miesiącach będą czekać ją nieustanne podróże. Z tego względu nie pojawiła się na Gali Mistrzów Sportu i nie skorzysta też z pewnie wielu innych zaproszeń, ale to nie znaczy, że nie angażuje się w wydarzenia w naszym kraju. Świadczy o tym m.in. właśnie to, co zamierza zrobić na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

    Zobacz wideo Jak zagra Legia na wiosnę? Papszun: Będziemy walczyć o życie

    Świątek ogłosiła. Wszystko jasne ws. jej udziału w WOŚP

    Największe gwiazdy polskiego sportu tradycyjnie dorzucają swoją cegiełkę do Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W ostatnich tygodniach dowiedzieliśmy się na przykład, że Jeremy Sochan przekazał na aukcję 45-minutową kolację online ze sobą, a Justyna Kowalczyk-Tekiel zaoferowała wspólny bieg na Giewont. 12 stycznia stało się jasne, co takiego przygotowała Iga Świątek.

    Okazuje się, że fani będą mogli wylicytować rakietę oraz ręcznik polskiej tenisistki z Wimbledonu. Pieniądze trafią oczywiście na rzecz pomocy potrzebującym.

    “Wyjątkowa gratka dla fanów tenisa i sportowych emocji! Na aukcję WOŚP trafia rakieta, którą Iga Świątek wygrała historyczny Wimbledon 2025, opatrzona jej własnoręcznym podpisem oraz oryginalny ręcznik z tego legendarnego turnieju. To autentyczne pamiątki związane z jednym z największych sukcesów w historii polskiego sportu. Niepowtarzalna okazja, by stać się właścicielem fragmentu tenisowej historii i jednocześnie wesprzeć szczytny cel” – czytamy na aukcji WOŚP.

    ZOBACZ TEŻ: Ojciec Świątek bez ogródek po odebraniu nagrody. “Nie będzie jej na takich imprezach”

    Iga Świątek już wkrótce rozpocznie rywalizację w Australian Open. Dotychczas w tym turnieju najlepiej poradziła sobie w 2022 oraz 2025 roku, kiedy udawało jej się dojść do półfinału.

  • Raducanu czekała na ruch Fręch. 6:0 dla Polki na koniec, znakomity występ w Hobart

    Raducanu czekała na ruch Fręch. 6:0 dla Polki na koniec, znakomity występ w Hobart

    Już za pięć dni rozpocznie się rywalizacja w głównej drabince Australian Open. Wciąż trwają jednak zmagania podprowadzające pod wielkoszlemową imprezę w Melbourne. Na turniej WTA 250 w Hobart wybrała się m.in. Magdalena Fręch. Podczas sobotniego losowania okazało się, że w drugiej rundzie może ją czekać starcie z Emmą Raducanu. Najpierw 28-latka musiała jednak uporać się ze swoją sąsiadką z rankingu – Elsą Jacquemot. Oto co się wydarzyło podczas dzisiejszej batalii.
    Magdalena Fręch została najwyżej rozstawioną tenisistką w turnieju WTA 250 w Osace

    Magdalena Fręch została najwyżej rozstawioną tenisistką w turnieju WTA 250 w OsaceUlises Ruiz / AFPAFP

    Magdalena Fręch dość wcześnie zakończyła starty w sezonie 2025. Po raz ostatni w ubiegłej kampanii rozgrywek zobaczyliśmy ją na korcie 9 października. Nasza reprezentantka chciała dać sobie więcej czasu na odpoczynek mentalny i fizyczny po wyczerpujących zmaganiach w poprzednim roku. 28-latka wróciła do rywalizacji podczas turnieju WTA 500 w Brisbane. Zaprezentowała się w nim z naprawdę dobrej strony. Stoczyła dwie zacięte, trzysetowe batalie. Udało się pokonać Marketę Vondrousovą po obronie aż trzech meczboli. Także sama gra Polki napawała optymizmem.

    Fręch zdecydowała się na jeszcze jeden przystanek przed Australian Open. Udała się na Tasmanię, do Hobart. Tenisistka plasująca się obecnie na 57. miejscu w rankingu trafiła w pierwszej rundzie na swoją sąsiadkę w kobiecym zestawieniu, bowiem znajdującą się o jedną lokatę niżej – Elsę Jacquemot. Francuzka to triumfatorka juniorskiego Roland Garros 2020 w singlu, a więc z tej samej edycji zmagań, gdzie swój pierwszy wielkoszlemowy tytuł na poziomie zawodowym zgarniała Iga Świątek.

    WTA Hobart: Magdalena Fręch kontra Elsa Jacquemot w pierwszej rundzie

    Mecz rozpoczął się od serwisu Jacquemot. Już w pierwszym gemie obserwowaliśmy bardzo ciekawą walkę, toczoną na przewagi. Ostatecznie Francuzka utrzymała swoje podanie, bez bronienia break pointów. Nasza reprezentantka dobrze weszła w pojedynek, obserwowaliśmy sporo uderzeń kończących w jej wykonaniu. Musiała być jednak czujna, bowiem Elsa nieźle prezentowała się w defensywie. To zawodniczka Trójkolorowych jako pierwsza wypracowała sobie szansę na przełamanie. Przy piłce na 3:1 dla rywalki, Fręch posłała asa i szybko oddaliła zagrożenie.

    Po chwili to Magdalena ruszyła do ataku. Zawodniczka urodzona w Łodzi uzyskała dwa break pointy z rzędu. Już premierowa okazja pozwoliła 28-latce na pierwsze prowadzenie w tym pojedynku. Po zmianie stron nasza reprezentantka kontynuowała bardzo dobrą grę. Utrzymała serwis do zera i wyszła na 4:2. Jacquemot próbowała odrabiać straty. W ósmym gemie Fręch popełniła dwa podwójne błędy przy własnym podaniu, ale nie miało to większego znaczenia dla losów rozdania. To były jedyne dwa punkty, jakie oddała wówczas rywalce. Polka utrzymała przewagę breaka do końca seta. Dzięki temu wygrała go 6:4. Niepokojące było jednak to, co wydarzyło się tuż po partii. Magdalena korzystała z przerwy medycznej, pojawił się jakiś problem w okolicach lewego uda.

    Po kilku minutach przerwy panie wznowiły rywalizację. Magdalena kontynuowała bardzo solidną grę. Z kolei coraz gorzej wyglądała sytuacja Jacquemot. Francuzka była mocno sfrustrowana, popełniała sporo błędów. Szybko zrobiło się 3:0 dla naszej reprezentantki, z przewagą podwójnego przełamania. Elsa załapała się na grę dopiero w czwartym gemie. Miała nawet dwa break pointy na premierowe “oczko”, ale Polka wyszła ze stanu 15-40 i oddaliła zagrożenie.

    Ostatecznie Fręch nie przegrała już żadnego rozdania do końca spotkania. Wykorzystała trzeciego meczbola przy swoim serwisie, dzięki czemu zwyciężyła 6:4, 6:0. W drugiej rundzie WTA 250 w Hobart zmierzy się z triumfatorką starcia Emma Raducanu – Camila Osorio. Zobaczymy zatem czy dojdzie do potyczki Magdaleny z rozstawioną z “1” mistrzynią US Open 2021.

    Katarzyna Kawa/Jan Zieliński – Belinda Bencic/Jakub Paul. Skrót meczuPolsat Sport
    Tenisistka w niebieskiej sukience po udanym zagraniu unosi zaciśniętą pięść w geście triumfu, trzymając rakietę w drugiej ręce i nosząc białą opaskę oraz daszek sportowy.

    Magdalena FręchZUMA Press Wire/ShutterstockEast News
    Emma Raducanu

    Emma RaducanuRICH STORRY / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Camila Osorio

    Camila OsorioLuis ACOSTA / AFPAFP

  • Ogłaszają ws. Ewy Pajor. Wspaniałe wieści ws. polskiej gwiazdy. Hiszpanie podjęli decyzję

    Ogłaszają ws. Ewy Pajor. Wspaniałe wieści ws. polskiej gwiazdy. Hiszpanie podjęli decyzję

    Ewa Pajor najlepsza w Hiszpanii. Grudniowa nagroda i coraz bliżej korony królowej strzelczyń

    Ewa Pajor została właśnie uhonorowana nagrodą dla najlepszej piłkarki grudnia w lidze hiszpańskiej kobiet. Statuetka trafiła w ręce reprezentantki Polski po kolejnym bardzo udanym miesiącu, w którym umocniła swoją pozycję na szczycie klasyfikacji strzelczyń. FC Barcelona Femení z Polką w składzie pewnie zmierza po następny mistrzowski tytuł, a sama Pajor nie zwalnia tempa, regularnie trafiając do siatki. Coraz więcej wskazuje na to, że to właśnie ona zakończy sezon jako najlepsza snajperka ligi.

    Grudzień był dla liderki reprezentacji Polski wyjątkowo efektywny. Choć Pajor wystąpiła w zaledwie dwóch ligowych spotkaniach, w obu zapisała się na liście strzelczyń. Na początku miesiąca Barcelona pokonała Costa Adeje Tenerife 2:0, a decydującego gola na 1:0 zdobyła właśnie Polka, trafiając w 83. minucie meczu. Jej bramka otworzyła drogę do zwycięstwa mistrzyń Hiszpanii.

    Kolejne ligowe starcie, rozegrane 13 grudnia na wyjeździe z Badaloną, również rozpoczęło się od gola Pajor. Napastniczka Barcelony wpisała się na listę strzelców już w 6. minucie, po raz kolejny dając swojej drużynie prowadzenie. W grudniu Polka idealnie wcieliła się w rolę zawodniczki „otwierającej wynik” – piłkarki, której gole mają kluczowe znaczenie dla losów spotkania.

    Takie występy nie mogły przejść bez echa. Ewa Pajor została wybrana najlepszą piłkarką grudnia w lidze hiszpańskiej, a nagrodą pochwaliła się już w mediach społecznościowych, prezentując otrzymaną statuetkę.

    Nowy rok Polka rozpoczęła w jeszcze bardziej imponującym stylu. W ligowym meczu z Madrid CFF FC Barcelona rozgromiła rywalki aż 12:1, a Pajor zdobyła cztery bramki. Dzięki temu jeszcze wyraźniej umocniła się na prowadzeniu w klasyfikacji strzelczyń. Po 15 rozegranych kolejkach ma na koncie 15 goli i 3 asysty, a jej przewaga nad drugą w zestawieniu Claudią Piną wynosi cztery trafienia. Co ciekawe, Pina jest klubową koleżanką Pajor i również prezentuje wysoką formę, mając na swoim koncie 11 bramek.

    FC Barcelona Femení z Ewą Pajor w składzie pewnie kroczy po kolejne mistrzostwo Hiszpanii. „Duma Katalonii” wygrała 14 z 15 ligowych spotkań, notując tylko jedną porażkę – na wyjeździe z Realem Sociedad. Nic więc dziwnego, że Barcelona zajmuje pierwsze miejsce w tabeli i ma już siedem punktów przewagi nad drugim Realem Madryt.

    W najbliższej kolejce ligowej zespół Pajor zmierzy się u siebie z Atletico Madryt. Spotkanie zaplanowano na 14 stycznia. Ostatnia konfrontacja tych drużyn zakończyła się bardzo wysokim zwycięstwem Barcelony 6:0. W tamtym meczu Ewa Pajor zdobyła jedną z bramek, ale doznała również groźnie wyglądającej kontuzji. Na szczęście uraz nie okazał się na tyle poważny, by wykluczyć ją z gry na dłużej, i Polka wróciła na boisko znacznie szybciej, niż pierwotnie przypuszczano.

    Jeśli Pajor utrzyma obecną formę, jej indywidualne osiągnięcia mogą stać się jednym z najjaśniejszych punktów całego sezonu w lidze hiszpańskiej kobiet. Wszystko wskazuje na to, że korona królowej strzelczyń jest w tym roku na wyciągnięcie ręki reprezentantki Polski.

    https://x.com/_BarcaInfo/status/2010811568888434944?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2010811568888434944%7Ctwgr%5E88d5ce518c6c84a4b53d22c032d6995be9118015%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Fpilka-nozna%2Fla-liga%2Fnews-oglaszaja-ws-ewy-pajor-wspaniale-wiesci-ws-polskiej-gwiazdynId22507911

  • Amerykanie biją na alarm ws. Igi Świątek. “Ten styl już nie działa”

    Amerykanie biją na alarm ws. Igi Świątek. “Ten styl już nie działa”

    Iga Świątek jasno komunikuje, jaki kierunek chce obrać we współpracy z nowym trenerem, Wimem Fissettem. Jej celem jest powrót do agresywnego, ale bardziej wyważonego tenisa opartego na kontratakach – stylu, który był fundamentem jej pierwszych lat dominacji w cyklu WTA. To właśnie nim zbudowała pozycję liderki i zdobywała największe tytuły. Ma on zastąpić skrajną, bezkompromisową agresję, rozwijaną pod okiem Tomasza Wiktorowskiego, z którym triumfowała w czterech turniejach wielkoszlemowych. Jak zauważają eksperci, ten model gry przestał dziś przynosić oczekiwane efekty.

    Taką ocenę sytuacji przedstawiono na łamach prestiżowego „The Athletic” po występach Świątek w United Cup. Choć Polka rozpoczęła sezon od triumfu w rozgrywkach drużynowych i razem z reprezentacją Polski sięgnęła po końcowe zwycięstwo, jej indywidualne wyniki wzbudziły mieszane odczucia. W singlu wygrała trzy spotkania, ale dwukrotnie schodziła z kortu pokonana – przez Coco Gauff i Belindę Bencić. Te porażki szybko uruchomiły narrację, że liderka polskiego tenisa nie jest jeszcze w optymalnej formie przed Australian Open, co rodzi pytania o jej dyspozycję w Melbourne.

    Amerykańscy dziennikarze zwracają jednak uwagę na coś więcej niż same wyniki. Ich zdaniem Świątek wciąż znajduje się w procesie przebudowy swojego tenisa, a w takim okresie słabsze mecze są czymś naturalnym. „The Athletic” doceniło triumf Biało-Czerwonych w United Cup – trzeci z rzędu finał, tym razem zakończony sukcesem po wcześniejszych porażkach z Niemcami i USA – ale szczególną uwagę poświęciło właśnie grze Igi.

    Według analizy, styl Polki zmieniał się w trakcie turnieju, lecz wciąż widoczne są stare przyzwyczajenia, z których trudno jej całkowicie zrezygnować. Świątek nadal chce grać ofensywnie, jednak w inny sposób niż dotychczas. Jej tenis został dokładnie rozpracowany przez czołowe rywalki, co zmusza ją do poszukiwania nowych rozwiązań. „W tym sezonie czeka ją wiele wyzwań, ale Świątek jasno określiła, co chce osiągnąć z Wimem Fissettem: przywrócić agresywny tenis oparty na kontratakach i odejść od totalnej agresji, która przestała działać. Ona i jej trener doskonale to widzą” – napisano.

    Dziennikarze podkreślają, że problem szczególnie uwidacznia się w momentach, gdy rywalki przejmują inicjatywę i narzucają presję. Kłopoty Świątek nie wynikają z braku planu czy pomysłu na grę. Wręcz przeciwnie – według „The Athletic” Polka dokładnie wie, co powinna zrobić, ale w kluczowych momentach nie potrafi tego skutecznie wdrożyć. Takie sytuacje zdarzały się już w poprzednim sezonie, a ich powtórkę było widać także w półfinale i finale United Cup.

    Autorzy analizy obrazowo opisują, że Świątek bywa „uwięziona między dwoma sprzecznymi głosami”. Pod presją wraca do głęboko zakorzenionych nawyków, z których próbuje się wyzwolić, czasami łącząc dwa odmienne style w jednym meczu, a nawet w jednym secie. Gdy piłka wraca szybko i mocno, jej naturalną reakcją jest jeszcze silniejsze uderzenie, co prowadzi do lawiny błędów i narastającego stresu. Z zewnątrz widać, że Polka ma świadomość, jak powinna grać, ale w praktyce nie zawsze jest w stanie to zrealizować.

    Osobny wątek dotyczy rywalizacji z Coco Gauff. Amerykanka wygrała cztery ostatnie pojedynki ze Świątek, wszystkie bez straty seta, co jeszcze niedawno wydawało się mało prawdopodobne. Zdaniem „The Athletic” dynamika tej rywalizacji wyraźnie się zmieniła. Wcześniej kontrolowana agresja Polki zmuszała Gauff do ryzykownych zagrań i nie pozwalała jej dyktować tempa. Teraz nadmierna ofensywność Świątek osłabiła jej atuty i oddała inicjatywę Amerykance, która w roli dominującej czuje się znakomicie.

    Mecze z Gauff i Bencić dostarczyły jednak cennego materiału do analizy dla Fissette’a i samej Świątek. Według amerykańskich dziennikarzy właściwe wnioski wyciągnięte z tych spotkań mogą okazać się kluczowe nie tylko dla zmiany stylu gry Polki, ale też dla przebiegu całego sezonu.

    „The Athletic” nie pominęło także wkładu pozostałych reprezentantów Polski w sukces United Cup. Doceniono solidne występy Huberta Hurkacza w singlu oraz ważną rolę Katarzyny Kawy i Jana Zielińskiego w mikście. To właśnie drużyna – jak podkreślono – pomogła Świątek „przekroczyć linię mety”, wygrywając swoje mecze w momentach największej presji i budując fundament pod końcowy triumf.

  • Wciąż głośno o pogromczyni Świątek. Prawie pięć lat i koniec. Stało się po meczu

    Wciąż głośno o pogromczyni Świątek. Prawie pięć lat i koniec. Stało się po meczu

    Iga Świątek wraz z reprezentacją Polski znakomicie rozpoczęła sezon 2026. „Biało-Czerwoni” sięgnęli po triumf w United Cup, zapisując na swoim koncie pierwsze w historii zwycięstwo w tych rozgrywkach i wreszcie przełamując serię dwóch przegranych finałów z rzędu. Choć cała drużyna mogła świętować ogromny sukces, sama liderka polskiego zespołu nie zakończyła turnieju bez rys. W starciu singlowym musiała uznać wyższość Belindy Bencic, a ta porażka okazała się mieć znacznie szerszy kontekst – również historyczny.

    Początek roku w wykonaniu Polaków był imponujący, choć nie brakowało trudnych chwil. Iga Świątek przegrała dwie ostatnie swoje potyczki w turnieju, a szczególny niepokój wśród kibiców wywołał mecz z Belindą Bencic. Niżej notowana Szwajcarka zaprezentowała się znakomicie, a w jednym z setów wręcz zdominowała raszyniankę, wygrywając aż 6:0. Kilkadziesiąt minut później Bencic mogła cieszyć się podwójnie – jej zwycięstwo dało Szwajcarii prowadzenie w finale United Cup.

    Ostatecznie jednak to Polacy wyszli z tej rywalizacji zwycięsko. Kluczowy punkt w mikście zdobył Hubert Hurkacz, pieczętując historyczny triumf „Biało-Czerwonych”. Mimo porażki w finale Szwajcaria również miała powody do dumy, a sama Belinda Bencic nie kryła wzruszenia.
    – Każdy z nas był tu ważny. To jeden z najlepszych tygodni w moim życiu i zawsze będę o nim pamiętać. Cały United Cup był od początku do końca niezwykłym doświadczeniem – mówiła tuż po zakończeniu turnieju.

    Radość na twarzy 28-letniej tenisistki z pewnością pojawiła się także po najnowszej aktualizacji rankingu WTA. Dzięki świetnej postawie w Australii Bencic wróciła do czołowej dziesiątki najlepszych zawodniczek świata. I to nie jest jedyny powód, dla którego o Szwajcarce zrobiło się głośno. Ciekawą statystyką podzielił się profil The Tennis Letter w serwisie X. Przypomniano, że jeszcze 14 miesięcy temu, gdy wracała do rywalizacji po narodzinach córki Belli, nie była w ogóle notowana w rankingu. Teraz stała się pierwszą mamą od 2021 roku, która ponownie znalazła się w TOP 10 WTA. Poprzednio dokonała tego legendarna Serena Williams.

    Tenisowy świat czekał na taki moment niemal pięć lat. Amerykańska ikona po raz ostatni figurowała w czołowej dziesiątce w czerwcu 2021 roku. Teraz do tego elitarnego grona dołączyła Belinda Bencic, pisząc własny, wyjątkowy rozdział w historii kobiecego tenisa. I wiele wskazuje na to, że Szwajcarka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Przed nią Australian Open, gdzie do zdobycia będzie spora pula punktów. Niewykluczone więc, że jej rankingowa pozycja może jeszcze się poprawić.

  • Zwolińska bezlitośnie wypaliła nt. Świątek. Gorzka prawda wychodzi na jaw

    Zwolińska bezlitośnie wypaliła nt. Świątek. Gorzka prawda wychodzi na jaw

    Klaudia Zwolińska odpowiada krytykom po wygranej w Plebiscycie „Przeglądu Sportowego”. Padły mocne słowa

    Zwycięstwo Klaudii Zwolińskiej w Plebiscycie „Przeglądu Sportowego” wywołało ogromne emocje. Mistrzyni kajakarstwa górskiego została Sportowcem Roku, wyprzedzając m.in. Igę Świątek, co natychmiast rozpaliło dyskusję wśród kibiców. Część z nich otwarcie twierdziła, że to tenisistka powinna sięgnąć po główną nagrodę. Sama Zwolińska odniosła się do tych głosów bez owijania w bawełnę – jasno, dosadnie i z pełną świadomością realiów, w jakich funkcjonuje jej dyscyplina.

    Podczas sobotniej Gali poznaliśmy pełną listę laureatów. W najlepszej dziesiątce znaleźli się m.in. Bartosz Zmarzlik, Robert Kubica, Maria Żodzik, Robert Lewandowski, Mateusz Ponitka, Aleksandra Mirosław oraz Mikołaj Marczyk. Największe emocje wzbudziło jednak podium, na którym spotkały się trzy różne światy sportu: siatkówka, tenis i kajakarstwo górskie. Trzecie miejsce zajął Wilfredo Leon, drugie – Iga Świątek, a zwycięstwo przypadło Klaudii Zwolińskiej.

    Sama triumfatorka nie kryła zaskoczenia werdyktem. Już na scenie przyznała, że spełniło się jej dziecięce marzenie. Wspominała czasy, gdy jako mała dziewczynka oglądała Bal Mistrzów Sportu i sukcesy Justyny Kowalczyk, marząc, by kiedyś znaleźć się w tym samym miejscu. Teraz, jako mistrzyni świata w konkurencjach K-1 i C-1 oraz brązowa medalistka w crossie, sama stanęła na samym szczycie.

    Gdy opadły pierwsze emocje, Zwolińska pojawiła się w Kanale Sportowym, gdzie w spokojniejszej atmosferze została zapytana o kontrowersje wokół wyników głosowania. Nie unikała tematu porównań do Igi Świątek i wprost odniosła się do zarzutów kibiców.

    Podkreśliła, że doskonale rozumie skalę sukcesów tenisistki i nie ma wątpliwości, iż Świątek wielokrotnie jeszcze sięgnie po to wyróżnienie. Jednocześnie zwróciła uwagę na coś, co jej zdaniem jest kluczowe – znaczenie tej nagrody dla sportów niszowych.
    – Uważam, że Idze zawsze należy się takie zwycięstwo, szczególnie gdy wygrywa się Wimbledon. Ale myślę, że to, ile my możemy dobrego zrobić dla mojej dyscypliny dzięki tej nagrodzie, jest ogromne. Iga przeżyje, jeśli raz jej nie dostanie, zwłaszcza że i tak była druga – wyjaśniła.

    Zwolińska zaznaczyła, że swoją wygraną traktuje nie tylko jako osobisty sukces, ale też jako odpowiedzialność za całe środowisko kajakowe w Polsce. – Wkręciłam sobie, że odpowiadam nie tylko za slalom, ale za całą społeczność kajakową, która w naszym kraju jest naprawdę ogromna – mówiła.

    Odniosła się także do faktu, że w plebiscycie wyprzedziła wielkie nazwiska polskiego sportu. Jak podkreśliła, nie był to przypadek ani jednorazowy zryw. – To były dwa miesiące ciężkiej pracy. Śmiałam się, że prowadziłam kampanię. Chciałam, żeby Polacy w ogóle usłyszeli, co osiągnęliśmy na mistrzostwach świata. Wiedziałam, że nie startujemy z równej pozycji pod względem medialnym, ale mierzyłam bardzo wysoko – w pierwszą trójkę – i byłam tego pewna – podsumowała.

    Słowa Klaudii Zwolińskiej jasno pokazują, że jej triumf to coś więcej niż indywidualne wyróżnienie. To także sygnał, że sporty mniej obecne w mediach mogą – przy odpowiedniej determinacji i wynikach – przebić się do świadomości kibiców i stanąć w jednym szeregu z największymi gwiazdami polskiego sportu.

  • Tomasz Świątek komentuje niespodziewane drugie miejsce córki. “Powinniśmy być zadowoleni”

    Tomasz Świątek komentuje niespodziewane drugie miejsce córki. “Powinniśmy być zadowoleni”

    Choć Iga Świątek była faworytką podczas Gali Mistrzów Sportu, to ostatecznie zajęła w nim drugie miejsce. – Nie wyciągałbym zbyt daleko idących wniosków, że Iga nie jest lubiana w Polsce – komentował Tomasz Świątek tuż po odebraniu wyróżnienia.

    W 2025 roku Iga Świątek po raz pierwszy w karierze triumfowała w Wimbledonie i zrobiła to w niezapomnianym stylu. Potem miała znakomitą drugą część sezonu, ale sukcesy na korcie nie pomogły jej w odniesieniu trzeciego zwycięstwa w karierze w Plebiscycie na Najlepszego Sportowca Roku. Jedna z najlepszych tenisistek na świecie ostatecznie w głosowaniu kibiców zajęła drugie miejsce i uległa podwójnej mistrzyni świata w kajakarstwie Klaudii Zwolińskiej. Takie rozstrzygnięcie uznano za największą niespodziankę tegorocznej edycji Plebiscytu.

    – Jadąc na Galę Mistrzów Sportu, wydawało mi się, że zwycięstwo w Wimbledonie jest na tyle konkretne, że wystarczy do zwycięstwa w Plebiscycie Przeglądu Sportowego – przyznał wprost Tomasz Świątek.

    ZOBACZ WIDEO: Ma 40 lat. Była miss Polski wciąż zachwyca

    Tym razem jednak do zwycięstwa w głosowaniu fanów nie wystarczyła wysoka rozpoznawalność. To zresztą nie pierwszy taki przypadek Świątek, bo w poprzedniej edycji zajęła czwarte miejsce. Czy na wyniki Plebiscytu Przeglądu Sportowego wpływ mogły mieć nerwowe wypowiedzi podczas niektórych konferencji czy zachowanie wobec sztabu podczas meczów? Z takim postawieniem sprawy nie zgadza się jej otoczenie.

    – Nie wyciągałbym wniosków, że Iga nie jest aż tak lubiana, jak mogło się to wydawać. Myślę, że ostatecznie powinniśmy być zadowoleni z drugiego miejsca. Nie zawsze musi to być pierwsze miejsce, a ten rok faktycznie był obfity w sukcesy innych polskich zawodników. Klaudia Zwolińska naprawdę osiągnęła wielkie sukcesy. Iga oczywiście różnie reaguje na te wyróżnienia. W sobotę trochę żyła Galą Mistrzów Sportu, ale jednak przede wszystkim skupiała się na przygotowaniach do niedzielnego meczu w United Cup. Nie pomagała także różnica stref czasowych pomiędzy Polską, a Australią – dodał.

    Porażka w plebiscycie nie była jednak najgorszą wiadomością dla Świątek w ten weekend. W niedzielę przegrała z Belindą Bencić w finale United Cup. – Ja widzę jednak drobną różnicę na plus – przekonuje ojciec zawodniczki przed Australian Open.

    Co ciekawe, takie wyniki głosowania kibiców z ulgą przyjęli przedstawiciele innych dyscyplin. – Do tej pory byliśmy przyzwyczajeni, że kluczowa dla wyników Plebiscytu Przeglądu Sportowego jest popularność i rozpoznawalność sportowców. Ten rok był jednak inny, bo kluczowe rzeczywiście okazały się wyniki sportowe. Pod tym względem Klaudia Zwolińska nie miała sobie równych i zasłużenie wygrała – przyznał prezes PZLA, Sebastian Chmara. Triumf Zwolińskiej nad Świątek to zresztą nie jedyny dowód na słuszność tej tezy. W głosowaniu kibiców Robert Lewandowski został wyprzedzony przez skoczkinię wzwyż Marię Żodzik.