• Przyjaciółka Sabalenki pokonana, triumf Rosjanki. Gwiazda WTA żegna się z Melbourne

    Przyjaciółka Sabalenki pokonana, triumf Rosjanki. Gwiazda WTA żegna się z Melbourne

    Piąty dzień rywalizacji w głównej drabince Australian Open rozpoczął się od prawdziwego trzęsienia ziemi. Już na starcie czwartkowych zmagań z turniejem pożegnała się kolejna rozstawiona zawodniczka, a sensacyjną bohaterką poranka w Melbourne została Oksana Sielechmietjewa. Rosjanka, sklasyfikowana poza czołową setką rankingu WTA, sprawiła jedną z największych niespodzianek tegorocznej edycji, eliminując półfinalistkę ubiegłorocznego Australian Open. Porażka ta będzie miała dla Hiszpanki bardzo bolesne konsekwencje rankingowe.

    Sielechmietjewa zapewniła sobie miejsce w głównej drabince bez konieczności gry w eliminacjach. W pierwszej rundzie stoczyła zacięty, trzysetowy pojedynek z Niemką Ellą Seidel. Po wyrównanej walce w dwóch pierwszych partiach decydujący set był już całkowicie pod dyktando Rosjanki. 101. zawodniczka świata nie pozostawiła rywalce żadnych złudzeń, wygrywając tę odsłonę do zera i cały mecz 6:3, 3:6, 6:0, mimo że w rankingu WTA plasuje się aż o 19 pozycji niżej od Seidel.

    Znacznie trudniejsze wyzwanie czekało na 23-latkę w drugiej rundzie, przynajmniej w teorii. Po drugiej stronie siatki stanęła Paula Badosa – bliska przyjaciółka Aryny Sabalenki, obecnie 26. rakieta świata i półfinalistka Australian Open sprzed roku. Hiszpanka doskonale zdawała sobie sprawę, że w Melbourne broni ogromnej liczby punktów, a ewentualna wpadka na wczesnym etapie turnieju może oznaczać drastyczny spadek w rankingu. Przed meczem była wyraźną faworytką, a wielu kibiców i ekspertów już teraz wyczekiwało jej trzeciorundowego starcia z Jessicą Pegulą. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna – tegoroczna przygoda Badosy z Australian Open zakończyła się na etapie drugiej rundy, co z pewnością nie było dobrą wiadomością także dla jej białoruskiej przyjaciółki.

    Spotkanie rozpoczęło się fatalnie dla Hiszpanki. Badosa już w pierwszym gemie serwisowym została przełamana, choć prowadziła 30:15. Po zmianie stron próbowała natychmiast odrobić stratę i miała ku temu break pointa, jednak Sielechmietjewa wyszła z opresji obronną ręką. Rosjanka zaczęła grać coraz pewniej i szybko zbudowała wyraźną przewagę – na tablicy wyników pojawił się rezultat 4:0. Wydawało się, że pierwszy set wymyka się Badosie spod kontroli, ale wtedy Hiszpanka poderwała się do walki. Zaczęła odrabiać straty i po ośmiu gemach doprowadziła do remisu, mimo że chwilę wcześniej Rosjanka miała trzy kolejne piłki na prowadzenie 5:3. Badosa zdołała jednak wyjść ze stanu 0:40 i wrócić do gry.

    Od tego momentu walka w secie zaczęła się praktycznie od nowa. Emocji nie brakowało – w dziewiątym gemie Hiszpanka znów musiała bronić break pointów. Przy trzeciej okazji nie zdołała już jednak zatrzymać rozpędzonej rywalki. Sielechmietjewa ponownie objęła prowadzenie i stanęła przed szansą zamknięcia partii przy własnym serwisie. Badosa walczyła do końca, miała nawet dwie piłki na wyrównanie do stanu 5:5, lecz dziesiąty gem okazał się ostatnim w tej odsłonie. Pierwszy set zakończył się wynikiem 6:4 dla Rosjanki.

    Druga partia rozpoczęła się od utrzymanego podania przez Badosę, co mogło dawać nadzieję na odwrócenie losów meczu. Kolejne minuty należały jednak do Sielechmietjewej. Rosjanka wygrała trzy gemy z rzędu i przejęła pełną kontrolę nad wydarzeniami na korcie. W siódmym gemie dopisało jej także szczęście – piłka po taśmie spadła po stronie Hiszpanki, co przyniosło kolejne przełamanie. Przy stanie 5:2 Sielechmietjewa serwowała po zwycięstwo.

    Badosa po raz kolejny pokazała charakter i nie zamierzała składać broni. Udało jej się odrobić jedno przełamanie, wykorzystując dopiero czwartego break pointa, a napięcie znów wyraźnie wzrosło. W dziewiątym gemie Hiszpanka prowadziła 30:15, lecz wtedy Rosjanka popisała się świetną defensywą. Chwilę później Badosa popełniła podwójny błąd serwisowy i pojawił się meczbol dla Sielechmietjewej. Presja zrobiła swoje – Rosjanka nie wykorzystała tej szansy, posyłając return w siatkę, i Badosa dołożyła jeszcze czwarte „oczko”, przerzucając ciężar odpowiedzialności na rywalkę.

    Decydujący, dziesiąty gem zaczął się niekorzystnie dla Sielechmietjewej, ale od stanu 30:30 Rosjanka wzniosła się na wyżyny swoich umiejętności. Najpierw trafiła w samą linię, a chwilę później popisała się kapitalnym minięciem, które definitywnie zakończyło spotkanie. Oksana Sielechmietjewa wygrała 6:4, 6:4 i sprawiła jedną z największych sensacji turnieju, meldując się w trzeciej rundzie Australian Open, gdzie zmierzy się z Jessicą Pegulą.

    Dla Pauli Badosy porażka ta oznacza prawdziwą katastrofę rankingową. Hiszpanka, która przed turniejem zajmowała 26. miejsce w zestawieniu WTA, spadnie co najmniej na 64. pozycję, co jest ogromnym ciosem zarówno sportowym, jak i mentalnym.

  • Radykalna decyzja, dobę przed meczem Świątek z Rosjanką. Jest komunikat

    Radykalna decyzja, dobę przed meczem Świątek z Rosjanką. Jest komunikat

    Rywalizacja w trzeciej rundzie Australian Open właśnie nabiera rozpędu. W gronie zawodniczek, które awansowały do tego etapu turnieju, znalazły się dwie Polki – Iga Świątek oraz Magda Linette. Poznanianka swój mecz rozegra w piątek, natomiast na występ Raszynianki kibice będą musieli poczekać do soboty. Wiceliderka światowego rankingu WTA zmierzy się wówczas z Anną Kalinską. Na dobę przed tym pojedynkiem organizatorzy zaprezentowali szczegółowy plan gier na sobotę, decydując się przy tym na zdecydowane i nietypowe rozwiązania. Oto najważniejsze informacje.

    Iga Świątek bez większych strat przeszła przez dwie pierwsze rundy wielkoszlemowych zmagań w Melbourne, nie tracąc ani jednego seta. Nie oznacza to jednak, że obyło się bez nerwów. W inauguracyjnym meczu Polka znalazła się w trudnym położeniu, przegrywając już 3:5 w pierwszym secie z Yue Yuan, lecz zdołała odwrócić losy tej partii. Również w starciu z Marie Bouzkovą wiceliderka rankingu WTA musiała gonić wynik – tym razem w drugiej odsłonie, gdy Czeszka prowadziła 3:1. Ostatecznie Świątek wygrała sześć kolejnych gemów i zamknęła seta wynikiem 6:3, co po spotkaniu dawało jej sporo satysfakcji.

    W trzeciej rundzie poprzeczka powędruje jednak wyraźnie wyżej. Po raz pierwszy w tegorocznej edycji Australian Open Polka zmierzy się z rozstawioną rywalką. Jej przeciwniczką będzie Anna Kalinska, turniejowa „31”. Rosjanka już wcześniej potrafiła sprawić Świątek sporo problemów, głównie za sprawą swojego agresywnego stylu gry, opartego na płaskich i szybkich uderzeniach. Obie tenisistki spotkały się m.in. w tej samej fazie ubiegłorocznego US Open. Wówczas Kalinska prowadziła aż 5:1 w pierwszym secie, lecz Świątek zdołała odrobić straty, wygrała tie-breaka, a następnie całe spotkanie. Teraz historia może napisać kolejny rozdział.

    Australian Open: znamy plan gier na sobotę. Wtedy mecz Świątek – Kalinska

    Organizatorzy Australian Open opublikowali już oficjalny plan gier na sobotę – dzień, w którym dojdzie do polsko-rosyjskiego starcia o awans do czwartej rundy turnieju. Władze wielkoszlemowej imprezy zostały jednak zmuszone do podjęcia radykalnych decyzji. Powodem są ekstremalne warunki pogodowe – do Melbourne mają dotrzeć potężne upały, a temperatura może sięgnąć nawet 40 stopni Celsjusza. W związku z tym postanowiono przyspieszyć rozpoczęcie rywalizacji. Pierwsze mecze wystartują już o godz. 10:30 czasu lokalnego, zamiast standardowych 11:00 lub 11:30.

    Pojedynek Igi Świątek z Anną Kalinską otworzy sesję wieczorną na Margaret Court Arena, czyli drugim co do ważności korcie Australian Open. Co ciekawe, Raszynianka nie miała jeszcze okazji grać na tym obiekcie podczas tegorocznej edycji turnieju. Wiadomo już, że spotkanie rozpocznie się nie wcześniej niż o godz. 9:00 czasu polskiego. Tak przedstawia się sobotni harmonogram na tej arenie (24 stycznia):

    • godz. 0:30 czasu polskiego: Jessica Pegula – Oksana Sielechmietjewa
    • nie przed godz. 2:00: Peyton Stearns – Amanda Anisimova
    • nie przed godz. 4:30: Ben Shelton – Valentin Vacherot
    • nie przed godz. 9:00: Anna Kalinska – Iga Świątek
    • następnie: Marin Čilić – Casper Ruud

    Również w sesji wieczornej, lecz na głównej Rod Laver Arena, rozegrany zostanie mecz, który wyłoni potencjalną rywalkę dla zwyciężczyni pojedynku Świątek – Kalinska w czwartej rundzie. W drugim spotkaniu od godz. 9:00 czasu polskiego na korcie pojawią się Naomi Osaka oraz Maddison Inglis. Wcześniej kibice zobaczą tam starcie Botica van de Zandschulpa z Novakiem Djokoviciem. Wszystko wskazuje więc na to, że sobota w Melbourne dostarczy fanom tenisa ogromnej dawki emocji.

    https://x.com/z_kortu/status/2014546338013134966?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2014546338013134966%7Ctwgr%5Ea1c6a547fca4ad31df975d5f495606a26655161c%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Figa-swiatek%2Fnews-radykalna-decyzja-dobe-przed-meczem-swiatek-z-rosjanka-jestnId22542595

  • Takich słów Osaki mało kto się spodziewał. Dopiero co wywołała burzę

    Takich słów Osaki mało kto się spodziewał. Dopiero co wywołała burzę

    Naomi Osaka podczas tegorocznego Australian Open przyciąga uwagę nie tylko wynikami, ale przede wszystkim nietuzinkowymi stylizacjami, w których pojawia się na korcie. Jej oryginalne kreacje – parasol, kapelusz z długim welonem czy spodnie przypominające spódnicę – wzbudzają zainteresowanie mediów na całym świecie. Dużo mniej zachwytu wywołuje natomiast jej postawa w trakcie meczów. Zastrzeżenia dotyczą nie tylko formy sportowej byłej liderki rankingu WTA, lecz także jej zachowania, na które po jednym ze spotkań zwróciła uwagę Sorana Cirstea.

    Japonka, trenowana przez Tomasza Wiktorowskiego, postanowiła dodać tenisowym kortom odrobinę mody i teatralności. Styl, którym się wyróżnia, stał się jednym z najczęściej komentowanych tematów pierwszych dni turnieju w Melbourne. Problem w tym, że gdy przychodzi do samej gry, Osaka nie imponuje już tak bardzo jak kiedyś. Dwukrotna triumfatorka Australian Open (2019 i 2021) z dużnym trudem przebrnęła przez dwie pierwsze rundy. Najpierw po trzysetowej batalii pokonała Chorwatkę Antonię Ruzic 6:3, 3:6, 6:4, a następnie w podobnym stylu uporała się z Rumunką Soraną Cirsteą, zwyciężając 6:3, 4:6, 6:2.

    Spotkanie z Cirsteą miało jednak nie tylko sportowy wymiar. W trzecim secie, przy stanie 4:2 i 30-30 z perspektywy serwującej Rumunki, doszło do nerwowej sytuacji. Cirstea zaczęła zgłaszać pretensje do sędzi, twierdząc, że okrzyki rywalki przed jej serwisem ją rozpraszają. Gra została na dłuższą chwilę przerwana, a atmosfera na korcie wyraźnie się zagęściła.

    Bezpośrednio po meczu Naomi Osaka nie okazywała szczególnego zrozumienia dla zarzutów rywalki. Jej komentarz, przytoczony przez portugalskiego dziennikarza Jose Morgado, wywołał spore poruszenie. – Była zła z powodu moich motywacyjnych okrzyków „come on”. Chyba to był jej ostatni Australian Open, więc pewnie dlatego była zdenerwowana. Mogła mi to powiedzieć w trakcie meczu – stwierdziła Japonka, co wielu odebrało jako lekceważące.

    Do sprawy wrócono jednak podczas pomeczowej konferencji prasowej. Osaka, mając więcej czasu na ochłonięcie, zaprezentowała zupełnie inne oblicze. – Chcę przeprosić. To, co powiedziałam na korcie, było lekceważące, a ja nie lubię w ten sposób traktować ludzi. To nie jest w moim stylu. Kiedy się dopinguję okrzykami, nie robię tego po to, by rozpraszać przeciwniczkę. Jeśli Sorana chciałaby ze mną o tym porozmawiać, jestem na to otwarta – przyznała była liderka rankingu WTA, pokazując klasę i dystans do własnych emocji.

    W trzeciej rundzie Australian Open Naomi Osaka zmierzy się z reprezentantką gospodarzy Maddison Inglis. Zwyciężczyni tego spotkania może w kolejnej fazie trafić na Igę Świątek, choć wcześniej liderka polskiego tenisa będzie musiała uporać się z Anną Kalinską.

  • Szaleństwo w Australian Open! 0:6 i zwrot. Potężne konsekwencje dla Igi Świątek

    Szaleństwo w Australian Open! 0:6 i zwrot. Potężne konsekwencje dla Igi Świątek

    Szaleństwo w Australian Open! 0:6 i zwrot. Potężne konsekwencje dla Igi Świątek
    Iga Świątek i Nikola Bartunkova
    Iga Świątek i Nikola Bartunkova (Foto: Cameron Spencer / Staff / Getty Images / Eurosport)

    Ależ to był wieczór w Australian Open! Dziesiąta rakieta świata — Belinda Bencic — podchodziła do meczu z Nikolą Bartunkovą jako murowana faworytka. I niespodzianka. W pierwszym secie Szwajcarka przegrała, ale w drugim wróciła, zwyciężając 6:0. W trakcie trzeciego byliśmy świadkami absolutnego szaleństwa na korcie i trybunach. A na finiszu doszło do gigantycznej sensacji, która niesie poważne konsekwencje dla Igi Świątek.

    Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet

    Jedno z ostatnich czwartkowych starć w trakcie Australian Open dostarczyło mnóstwo emocji. Belinda Bencic (10. WTA) podejmowała w nim Nikolę Bartunkovą (126.). “Na papierze” Szwajcarka wydawała się naturalną faworytką. Szczególnie że w tym roku nie przegrała jeszcze żadnego spotkania, a rozegrała ich sześć. Ale 19-letnia Czeszka najwyraźniej nic sobie z tego nie robiła.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo
    Niespodzianka na start, a potem 0:6! Zrobiło się gorąco w Australian Open

    Początek pierwszego seta był dość wyrównany, ale szybko pojawiły się pierwsze przełamania po jednej i drugiej stronie. Finalnie Bartunkova wypracowała sobie przewagę breaka i po sześciu gemach prowadziła 4:2. Prowadzenia nie oddała już do końca. Bencic co prawda próbowała jej jeszcze zagrozić, ale finalnie Czeszka zwyciężyła 6:3. To zwiastowało możliwą sensację.

    Zobacz więcej: Afera w Australian Open! Naomi Osaka rozpętała burzę. Rywalka była wściekła

    W drugiej partii obraz gry drastycznie się zmienił. To 10. rakieta świata pokazała całkowitą dominację. W zaledwie 30 minut rozbiła ona 19-letnią rywalkę rezultatem 6:0. W tamtym momencie wydawało się, że Szwajcarka wróciła na odpowiednie tory i lada moment “domknie” wynik całego meczu w trzecim secie.

    Doping dla Nikoli Bartunkovej
    Absolutne szaleństwo! 10. rakieta świata odpada. Ważne wieści dla Igi Świątek

    Ale nic bardziej mylnego! Bartunkova wydawała się niezrażona wynikiem sprzed chwili i od razu rozpoczęła od przełamania Bencic. Potem ta zaczęła wracać i nawet udało jej się objąć prowadzenie 3:2, ale wtedy znów Czeszka wyglądała dużo lepiej. Dołożyła kolejne dwa breaki i nawet to, że przegrała raz przy swoim podaniu, nie było problemem.

    Sprawdź też: Iga Świątek się nie powstrzymała. Tak reaguje na aferę w Australian Open

    Trybuny szalały, a 126. rakietę świata dodatkowo to napędzało. Widać było, że nie może odnaleźć się na korcie i finalnie to niżej notowana tenisistka wygrała 6:3, 0:6, 6:4, sprawiając sensację i awansując do trzeciej rundy Australian Open. To również ważna wiadomość dla Igi Świątek, bo Polka w ćwierćfinale mogła trafić na Bencic. Teraz wiemy, że to się nie stanie.

  • Skarga na Świątek na Australian Open. Kuriozalna akcja, jest reakcja Polki

    Skarga na Świątek na Australian Open. Kuriozalna akcja, jest reakcja Polki

    Skarga na Świątek na Australian Open. Kuriozalna akcja, jest reakcja Polki

    Podczas spotkania drugiej rundy Australian Open pomiędzy Igą Świątek a Marie Bouzkovą doszło do jednej z najbardziej nietypowych i komentowanych akcji tegorocznego turnieju. W pewnym momencie Polka zagrała piłkę w taki sposób, że ta – ku zaskoczeniu wszystkich – po odbiciu się po stronie rywalki nabrała niezwykłej rotacji i bez jakiejkolwiek ingerencji Czeszki… wróciła z powrotem na kort zajmowany przez Świątek. Bouzkova próbowała jeszcze ratować sytuację, lecz bezskutecznie. Chwilę później zgłosiła pretensje do sędziego, jednak jej protest niczego nie zmienił. Po meczu do całego zdarzenia odniosła się również sama wiceliderka światowego rankingu.

    Iga Świątek ma już za sobą dwie udane rundy w Melbourne. W pierwszym meczu pokonała Chinkę Yue Yuan 7:6(5), 6:3, a następnie w zdecydowanym stylu uporała się z Marie Bouzkovą, zwyciężając 6:2, 6:3. Kolejną rywalką Polki będzie Rosjanka Anna Kalinska. Ich pojedynek zaplanowano na sobotę, 24 stycznia, choć dokładna godzina rozpoczęcia spotkania nie została jeszcze podana. Tymczasem echa pojedynku z Czeszką wciąż są żywe, a wszystko za sprawą jednej, wyjątkowo kuriozalnej wymiany.

    Do zdarzenia doszło w siódmym gemie pierwszego seta, przy prowadzeniu Świątek 4:2. Polka zagrała piłkę tuż nad siatką, a ta po odbiciu się po stronie Bouzkovej, dzięki ogromnej rotacji, wróciła na stronę kortu zajmowaną przez Igę. Obie tenisistki znajdowały się wówczas bardzo blisko siatki. Bouzková, nie chcąc odpuścić, spróbowała jeszcze dotknąć piłki, lecz przy tej próbie zahaczyła o siatkę. Zgodnie z przepisami punkt został przyznany Świątek, co wywołało wyraźne niezadowolenie po stronie Czeszki.

    Bouzkova natychmiast zgłosiła swoje zastrzeżenia sędziemu, argumentując, że zachowanie Polki miało ją zdekoncentrować, a wręcz przestraszyć w decydującym momencie. Po analizie sytuacji przy użyciu powtórek wideo arbiter nie miał jednak żadnych wątpliwości i nie przychylił się do protestu tenisistki z Czech. Jej tłumaczenia nie przekonały również komentatorów Eurosportu. „Nie, nie postraszyła jej. To była dziwna sytuacja, ale Bouzkova nie mogła być wystraszona. Po prostu spanikowała” – usłyszeli widzowie podczas transmisji.

    Do głośnej akcji odniosła się także sama Iga Świątek. Już po zakończeniu meczu, gdy emocje nieco opadły, Polka opublikowała w mediach społecznościowych dwie relacje. Najpierw udostępniła zdjęcie dokumentujące moment kuriozalnej wymiany, opatrując je roześmianą emotikoną. Chwilę później pokazała kilka ujęć, na których widać jej reakcję tuż po zdarzeniu. Całość skwitowała żartobliwym podpisem: „Pokerowa mina”, pokazując tym samym duży dystans do całej sytuacji i potwierdzając, że potrafi zachować luz nawet w najbardziej niecodziennych momentach wielkoszlemowej rywalizacji.

  • Dwa dni do meczu a Świątek ogłasza coś takiego. “Nie wiem, czy możecie to usłyszeć”

    Dwa dni do meczu a Świątek ogłasza coś takiego. “Nie wiem, czy możecie to usłyszeć”

    W sobotę w Melbourne temperatura sięgnie ekstremalnych wartości – i nie będzie to jedyny czynnik, który może wpłynąć na przebieg meczu Igi Świątek w trzeciej rundzie Australian Open. Synoptycy zapowiadają nawet 40 stopni Celsjusza, a w takich warunkach każda dodatkowa niedyspozycja może okazać się kluczowa. Tymczasem wiceliderka światowego rankingu otwarcie przyznała, że zmaga się z problemami zdrowotnymi, które mogą odbić się na jej dyspozycji na korcie.

    Świątek zgodnie z planem zameldowała się w trzeciej rundzie turnieju, choć początek rywalizacji nie był dla niej spacerem. W pierwszym meczu sporo nerwów napsuła jej Yue Yuan. Chińska kwalifikantka postawiła twarde warunki, a Polka musiała walczyć przez ponad dwie godziny, by zwyciężyć 7:6(5), 6:3. Dopiero końcówka spotkania przyniosła większą kontrolę nad wydarzeniami na korcie.

    Znacznie spokojniejszy przebieg miało starcie drugiej rundy z Marie Bouzkovą. Czeszka, sklasyfikowana na 44. miejscu w rankingu WTA, nie była w stanie dotrzymać tempa Polce. Świątek oddała rywalce zaledwie pięć gemów i wygrała 6:2, 6:3, spędzając na korcie o około 40 minut mniej niż w poprzednim meczu. W kontekście jej aktualnej dyspozycji fizycznej taki oszczędny występ ma szczególne znaczenie.

    – Czułam się pewnie – podkreślała Świątek po spotkaniu z Bouzkovą. Na pomeczowej konferencji prasowej wróciła jednak do tematu przemęczenia, o którym coraz częściej mówią czołowi zawodnicy i zawodniczki touru. – Terminarz jest bardzo napakowany. Nie mamy czasu, by się całkowicie zresetować. To praktycznie niemożliwe. Mam wrażenie, że sezon nie ma ani początku, ani końca – przyznała, zapowiadając, że będzie szukała okazji do odpoczynku nawet w trakcie sezonu.

    Polka doceniła również styl gry swojej rywalki z drugiej rundy. – W pewnych momentach musiałam częściej podchodzić do siatki, bo Bouzkova świetnie broni i bardzo dużo biega. Trudno wtedy zagrać czystego winnera. Wiedzieliśmy w sztabie, że to może być kluczowe, dlatego skupiliśmy się na tym elemencie podczas treningów. Dzięki temu czułam się pewnie – tłumaczyła.

    Niepokój mogą jednak budzić słowa Świątek dotyczące jej zdrowia. – Nie wiem, czy to słychać, ale trochę się przeziębiłam. Chciałam zwalczyć chorobę i wrócić do dobrej dyspozycji, ale poza tym niewiele więcej mogłam zrobić – wyznała 24-latka.

    Te problemy mogą mieć istotny wpływ na jej sobotni mecz trzeciej rundy. Rywalką Świątek będzie Anna Kalinska, zajmująca 33. miejsce w rankingu WTA. Dodatkowym przeciwnikiem Polki będą jednak warunki atmosferyczne. Prognozy zapowiadają falę upałów, a temperatura w Melbourne może przekroczyć nawet 40 stopni Celsjusza. W połączeniu z niedawno przebytą chorobą będzie to dla wiceliderki światowego rankingu jeden z najtrudniejszych testów od początku turnieju.

  • Ta akcja już stała się wiralem. Świątek w końcu zareagowała. I to jak!

    Ta akcja już stała się wiralem. Świątek w końcu zareagowała. I to jak!

    Podczas meczu Igi Świątek z Marie Bouzkovą doszło do nietypowej sytuacji, która wywołała salwy śmiechu na korcie. Piłka posłana przez Polkę zawróciła na jej stronę, powodując konsternację wśród zawodniczek i sędziów.

    W meczu drugiej rundy Australian Open Iga Świątek była faworytką. Polka grała przeciwko znajdującej się na 44. pozycji w rankingu WTA Marie Bouzkovej. Mimo różnicy w rankingu, Czeszka ambitnie walczyła przez cały mecz. To jednak nie wystarczyło – Świątek zwyciężyła 6:2, 6:3.

    Do niespodziewanej wymiany doszło, gdy Świątek miała przewagę 4:2 w pierwszym secie. Polka uderzyła piłkę z niezwykłą rotacją wsteczną, co sprawiło, że po przekroczeniu siatki wróciła ona na jej stronę. Rywalka starała się odbić zagranie, ale zahaczyła przy tym brzuchem o siatkę. Punkt przyznano Idze Świątek.

    ZOBACZ WIDEO: Były niemiecki piłkarz znów to zrobił. Tak wybrał się w góry

    Sytuacja ta wywołała lawinę śmiechu wśród uczestników i komentatorów. Dawid Celt, komentujący mecz, zauważył, że akcja przypominała sytuację z turniejów juniorski. Powtórki potwierdziły, że Polka – choć wykonała dziwne ruchy – nie przeszkodziła Czeszce, więc zasłużenie zdobyła punkt.

    Po spotkaniu Świątek zareagowała na tę sytuację, ponieważ wideo z tego zagrania bardzo szybko stało się popularne w internecie na całym świecie. Polka na story na Instagramie opublikowała zdjęcia z tego zagrania i dodała płaczącą ze śmiechu emotikonę. Później w podobny sposób zareagowała na wyraz swojej twarzy.

    W 1/16 finału Australian Open Iga Świątek zmierzy się z Anną Kalinską. To spotkanie zaplanowano na 24 stycznia. Rosjanka w czwartek wygrała z Austriaczką Julią Grabher 6:3, 6:3. Polka ma korzystny bilans meczów z Kalinską (2-1).

  • Poważne zagrożenie przed meczem Świątek. Nagła zmiana, alarmujące komunikaty

    Poważne zagrożenie przed meczem Świątek. Nagła zmiana, alarmujące komunikaty

    Iga Świątek bez większych problemów awansowała do III rundy Australian Open 2026 i może myśleć już o kolejnej rywalce, którą będzie Anna Kalinskaja. Pojawia się jednak coraz więcej mało optymistycznych wiadomości przed następnym starciem reprezentantki Polski. Te dotyczą warunków pogodowych, jakie w sobotę mają panować w Melbourne. Jeśli Świątek faktycznie w sobotę pojawi się na korcie, zmierzy się z ekstremalną pogodą.
    Tenisistka w białym stroju sportowym, trzymająca rakietę tenisową i piłkę podczas serwisu na korcie, skupiona na wykonywanym ruchu, w tle ciemne rozmycie.

    Iga ŚwiątekAsanka Brendon RatnayakeEast News

    Zdecydowanie trudniejszy dla Igi Świątek był pierwszy mecz na tegorocznym Australian Open niż starcie w drugiej rundzie. Chinka Yue Yuan zwłaszcza w pierwszym secie była bliska sprawienia niespodzianki i pokonania zdecydowanej faworytki tego meczu w tej partii. Losy seta rozstrzygnęły się dopiero w tie-breaku, który padł łupem reprezentantki Polski. Druga partia była już gładko wygrana przez Świątek.

    W czwartek natomiast Marie Bouzkova nie sprawiła raszyniance większych problemów i Czeszka przegrała 2:6, 4:6. Tym samym do III rundy Australian Open awansowała Świątek i przygotowuje się do starcia z Anną Kalinskają. Nie jest tajemnicą, że i w tej rywalizacji reprezentantka Polski będzie główną kandydatką do zwycięstwa, choć obie panie mogą mierzyć się nie tylko ze sobą, ale i z wysoką temperaturą.

    Prognozują ekstremalne warunki w Australii. Zagrożenie dla Świątek i innych tenisistów

    Dotychczas pogoda w Melbourne była dość łaskawa dla tenisistów. W środę mecze były nawet przerywane przez deszcz. Warto przypomnieć, że w Australii jest obecnie lato i warunki o tej porze roku bywają nie do zniesienia. Jak bardzo uciążliwa może być pogoda podczas Australian Open przypomnimy sobie zapewne już w najbliższą sobotę. Prognozy są w zasadzie bezlitosne dla tenisistów i zwiastują nadejście groźnych upałów.

    Między innymi portal sportskeeda.com opisuje warunki, jakie mają panować w drugim tygodniu turnieju. Bardzo dużo wskazuje na to, że dni bez upałów będzie jak na lekarstwo. Pierwsza fala ma nadejść w sobotę, a więc właśnie w dniu, w którym najprawdopodobniej zobaczymy mecz Świątek w III rundzie. Wówczas temperatura może sięgać nawet 41 stopni Celsjusza. I choć Polka gra na zadaszonych kortach i dach ma być zamknięty, przy tak ekstremalnych temperaturach warunki mogą być lepsze, ale tylko nieznacznie.

    Korzystniejsze warunki mają panować w niedzielę i poniedziałek. Wówczas słupki termometrów będą pokazywały od 23 do 27 stopni Celsjusza. Jednak od wtorku upały w Melbourne mają rozgościć się już na dobre i temperatura ma przekraczać 40 stopni. Takie warunki są zagrożeniem nie tylko dla zawodniczek i zawodników, ale również dla kibiców. Mecze w przypadku przekroczenia progów temperaturowych mają być przerywane.

    Djoković po awansie: „Przerwa między sezonami przyniosła efekty”

  • Rosjanka oskarżała WTA ws. Świątek. “2:40 w nocy”. Teraz bój o 1,1 mlnRosjanka oskarżała WTA ws. Świątek. “2:40 w nocy”. Teraz bój o 1,1 mln

    Rosjanka oskarżała WTA ws. Świątek. “2:40 w nocy”. Teraz bój o 1,1 mlnRosjanka oskarżała WTA ws. Świątek. “2:40 w nocy”. Teraz bój o 1,1 mln

    Iga Świątek utorowała sobie drogę do trzeciej rundy Australian Open zwycięstwami z kwalifikantką Yue Yuan oraz Czeszką Marie Bouzkovą, którą ograła w czwartek w dwóch setach (6:2, 6:3). Gdy wiceliderka cieszyła się z cennego triumfu, było już jasne, z kim przyjdzie jej zagrać o awans do 1/8 finału zmagań w Melbourne.

    Obie zawodniczki mierzyły się dotąd trzykrotnie. W pierwszym bezpośrednim pojedynku górą była Anna Kalinska, eliminując Igę Świątek w półfinale turnieju w Dubaju w 2024 roku. Polka skutecznie zrewanżowała się jej jednak w minionym sezonie w Ameryce Północnej – najpierw w Cincinnati, a następnie w trakcie US Open.

    Zwłaszcza mecz w stanie Ohio rozgrywany był w dość wyjątkowych okolicznościach. Bo już przed jego starciem złość Rosjanki eksplodowała z powodu układu terminarza.

    Australian Open: Iga Świątek kontra Anna Kalinska. Wybuch złości Rosjanki w Cincinnati

    Sytuacja miałam miejsce w sierpniu 2025 roku. Turniejowa drabinka w Cincinnati sparowała wówczas Igę Świątek i Annę Kalinską w ćwierćfinale. Obie przystępowały to niego w zupełnie innej sytuacji. Polka miała za sobą ledwo 2 godziny i 48 minuty rywalizacji w poprzednich rundach, podczas gdy Rosjanka miała już w nogach przeszło 6 godzin rywalizacji.

    To jednak nie było jej jedyne zmartwienie. 27-latka była też wściekła o niekorzystny dla siebie – jej zdaniem – układ kalendarza. I publicznie narzekała na to, że po zwycięstwie z Jekateriną Aleksandrową, otrzymała zbyt mało czasu na regenerację przed spotkaniem z Igą Świątek. I snuła oskarżenia dotyczące ferowania naszej tenisistki.

    – Jak WTA i organizatorzy turnieju mogą oczekiwać, że sportowcy dadzą z siebie wszystko, kiedy terminarz jest tak niesprawiedliwy? Po moim meczu z Aleksandrową wróciłam o 2:40 w nocy i nie mogłam zasnąć do 4 rano. Trochę pospałam i przyjechałam na obiekt, żeby trenować. Potem dowiaduję się, że mam zaplanowany mecz następnego dnia o 11:00 rano – skarżyła się wówczas w mediach społecznościowych Anna Kalinska.

    I oburzona dodała: – Jak organizatorzy turnieju i WTA oczekują, że odzyskam siły i będę nieustannie dostosowywać swój rytm snu, który jest jednym z najważniejszych aspektów regeneracji? Wydaje się to trochę jednostronne.

    Sam mecz kompletnie nie ułożył się po myśli Anny Kalinskiej, która ewidentnie miała problemy z własnym organizmem. Ba, w trzecim gemie poprosiła o przerwę medyczną przez problemy z łydką. Wróciła potem na kort z obandażowaną nogą i dokończyła spotkanie, ale z jego końcowego rozstrzygnięcia nie mogła być zadowolona. Iga Świątek ograła ją 5:3, 6:4, a cztery dni później sięgnęła po tytuł.
    Tenisistka w białym stroju sportowym siedząca na ławce podczas przerwy w meczu, z rękami założonymi za głowę i widocznym zmęczeniem na twarzy, w tle rozmazani kibice.

    Iga ŚwiątekYuki IWAMURA East News
    Dwie kobiety ubrane w sportowe stroje tenisowe, na kortach, z rakietami tenisowymi w dłoniach, prezentują emocje i determinację podczas gry.

    Anna Kalinska oraz Iga ŚwiątekSCOTT TAETSCH/GETTY IMAGES NORTH AMERICA/DAVID GRAYAFP

    Iga Świątek – Eva Lys. Skrót meczu.

  • Była 2:40 w nocy. Rosjanka oskarżała WTA ws. Świątek. Teraz bój o 1,1 mln

    Była 2:40 w nocy. Rosjanka oskarżała WTA ws. Świątek. Teraz bój o 1,1 mln

    Iga Świątek awansowała do trzeciej rundy Australian Open, gdzie czekała już na nią Anna Kalinska. Choć ich wcześniejsze pojedynki nie należą do najliczniejszych, każdy z nich budził spore emocje. Szczególnie jeden mecz zapisał się w pamięci fanów – przed jego rozpoczęciem Rosjanka publicznie oskarżała WTA o faworyzowanie Polki, narzekając przy tym na powrót do domu o 2:40 w nocy. Teraz obie zawodniczki zmierzą się o znacznie wyższą stawkę: ponad milion złotych i cenne punkty rankingowe w wielkoszlemowej rywalizacji.

    Świątek dotarła do trzeciej rundy dzięki zwycięstwom nad kwalifikantką Yue Yuan oraz Czeszką Marie Bouzkovą, którą pokonała w czwartek w dwóch setach 6:2, 6:3. Już po tym triumfie było jasne, że w kolejnej rundzie zmierzy się z Anną Kalinską, która tego samego dnia pewnie ograła Austriaczkę Julię Grabher 6:3, 6:3. Zwyciężczyni tego starcia awansuje do 1/8 finału, a minimalna nagroda finansowa wynosi 480 000 dolarów australijskich, czyli ponad 1,1 mln zł.

    Dotychczas obie zawodniczki mierzyły się trzykrotnie. W ich pierwszym pojedynku w Dubaju w 2024 roku lepsza okazała się Anna Kalinska, eliminując Świątek w półfinale. Polka szybko jednak odrobiła straty w kolejnym sezonie w Ameryce Północnej – najpierw w Cincinnati, a potem podczas US Open. Szczególnie mecz w Ohio odbywał się w wyjątkowych okolicznościach, a frustracja Rosjanki wybuchła jeszcze przed jego rozpoczęciem z powodu układu terminarza.

    Do sytuacji doszło w sierpniu 2025 roku w ćwierćfinale turnieju w Cincinnati. Obie zawodniczki przystępowały do rywalizacji w zupełnie innych warunkach: Świątek miała za sobą zaledwie 2 godziny i 48 minut gry w poprzednich rundach, podczas gdy Kalinska spędziła na korcie ponad 6 godzin.

    To jednak nie był jedyny powód jej niezadowolenia. 27-latka była wściekła na – jej zdaniem – niesprawiedliwy układ kalendarza i publicznie narzekała, że po zwycięstwie nad Jekateriną Aleksandrową miała zbyt mało czasu na regenerację przed meczem z Polką. W mediach społecznościowych pisała:

    > „Jak WTA i organizatorzy turnieju mogą oczekiwać, że sportowcy dadzą z siebie wszystko, kiedy terminarz jest tak niesprawiedliwy? Po moim meczu z Aleksandrową wróciłam do domu o 2:40 w nocy i nie mogłam zasnąć do 4 rano. Trochę pospałam i przyjechałam na obiekt, żeby trenować, a potem dowiaduję się, że mam zaplanowany mecz następnego dnia o 11:00 rano.”

    Rosjanka dodała również:

    > „Jak organizatorzy turnieju i WTA mogą oczekiwać, że odzyskam siły i będę nieustannie dostosowywać swój rytm snu, który jest jednym z najważniejszych elementów regeneracji? Wydaje się to trochę jednostronne.”

    Sam mecz nie układał się jednak po myśli Kalinskiej, która zmagała się z problemami fizycznymi. W trzecim gemie poprosiła o przerwę medyczną z powodu bólu łydki. Po powrocie na kort kontynuowała grę z obandażowaną nogą, ale nie mogła być zadowolona z końcowego wyniku – Świątek zwyciężyła 5:3, 6:4, a cztery dni później sięgnęła po tytuł.