• Zaskakujący problem Igi Świątek? Polka zeszła z kortu. Jeden szczegół

    Zaskakujący problem Igi Świątek? Polka zeszła z kortu. Jeden szczegół

    Po wygranym pierwszym secie z Yue Yuan w poniedziałkowym meczu Australian Open, Iga Świątek opuściła plac gry, udając się do szatni. I nie byłoby w tym nic wyjątkowego, gdyby nie jeden szczegół, na który uwagę zwrócili komentatorzy Eurosportu. Jak zauważyli wiceliderka rankingu WTA zmagała się na korcie z zaskakującym problemem, który najprawdopodobniej postanowiła rozwiązać w szatni, zmieniając garderobę.
    Tenisistka w stroju sportowym z logiem Australian Open trzyma ręcznik i butelkę wody, stoi na korcie tuż przy ławce, gdzie na jednym ujęciu odkłada przedmioty i przygotowuje się do dalszej gry; w tle widoczne są elementy wieńczące rozgrywki tenisowe or…

    Iga Świątek podczas meczu z Yue Yuan na Australian OpenEurosportEurosport

    Podczas tegorocznego Australian Open Iga Świątek stanęła przed szansą, by skompletować karierowego Wielkiego Szlema, wkładając do swojej gabloty czwarte i ostatnie najważniejsze trofeum, jakie można wywalczyć w światowym tourze.

    Drogę do – miejmy nadzieję – historycznego wyczynu i możliwości dołączenia do grona takich sław, jak Chris Evert, Martina Navratilova, Steffi Graf, Serena Williams czy Maria Szarapowa wiceliderka światowego rankingu rozpoczęła od meczu pierwszej rundy z Yue Yuan. Meczu, który sprawił jej nieoczekiwanie wielu problemów.

    130. w rankingu WTA Chinka przełamała naszą reprezentantkę już w pierwszym gemie. A potem nie zamierzała zwalniać tempa. Doprowadziła nawet do tie-breaka, w którym także nawiązała zaciętą walkę ze znacznie wyżej notowaną rywalką, choć ostatecznie przegrała premierową partię 5:7.

    Australian Open. Odzieżowe problemy Igi Świątek? W przerwie nastąpiła zmiana

    Tymczasem Iga Światek toczyła “walkę” nie tylko z rozpędzoną rywalką, ale i… nowym strojem, przygotowanym przez swojego sponsora technicznego. Zauważyła to w trakcie transmisji komentatorka Eurosportu, zwracając uwagę, na problemy 24-latki.

    – Iga Świątek wygrała pierwszego seta z Yue Yuan 7:6. Udała się do szatni. Ciekawa jestem, czy stroju nie zmieni jednak, bo tak jak mówiłam, trochę widać, że jej ta spódnica zaczęła przeszkadzać w pewnym momencie. Zobaczymy, jak wróci – powiedziała.

    I rzeczywiście. Nasza wiceliderka rankingu WTA wykorzystała przerwę na zmianę garderoby.

    – Proszę spojrzeć, wraca w szortach Iga – zaznaczyła Justyna Kostyra, gdy nasza zawodniczka wróciła na kort.

    A towarzyszący Lech Sidor dodał, że taki wybór mógł być optymalny nie tylko na opisany dyskomfort Igi Świątek, ale także jej uwarunkowania oraz aurę panującą w Melbourne.

    Iga Świątek: Z tego jestem najbardziej zadowolona. WIDEOPolsat SportPolsat Sport
    Sportowiec ubrany w czarną koszulkę i czapkę, stojący przy mikrofonie na tle niebieskiego ekranu, zakrywający twarz dłońmi wyrażając silne emocje.

    Iga Świątek via ZUMA Press Wire/ShutterstockEast News
    Młoda kobieta z krótkimi, falowanymi włosami, ubrana w jasny garnitur i niebieską koszulę, patrzy w bok z delikatnym uśmiechem. W tle znajduje się niebieski, abstrakcyjny wzór.

    Iga ŚwiątekPIOTR GRZYBOWSKI/AGENCJA SE/East NewsEast News

  • Fatalny początek i pogoń Świątek w Melbourne. Return skończył mecz Polki

    Fatalny początek i pogoń Świątek w Melbourne. Return skończył mecz Polki

    Taki początek Australian Open zakładali chyba tylko najwięksi optymiści: cztery spotkania pierwszej rundy, cztery zwycięstwa Biało-Czerwonych. Magdalena Fręch, Magda Linette, Linda Klimovicova i Kamil Majchrzak swoją pracę wykonali wzorowo, a przecież dziś została jeszcze na największym stadionie Roda Lavera Iga Świątek, a we wtorek – Hubert Hurkacz. Pojawiła się realna szansa na wprowadzenie całej szóstki do kolejnego etapu. I nie ukrywajmy – Iga była tu pewniakiem.

    Z Chinkami Polka w karierze radziła sobie znakomicie, przegrała w karierze zawodowej tylko jedno spotkanie. Choć może właśnie to najważniejsze, w olimpijskim półfinale w Paryżu. Z Yue Yuan wygrała pod koniec września w Pekinie – dość gładko, 6:0, 6:3. Miała problemy na początku drugiej partii, ale samo spotkanie większej historii nie posiadało.

    Podobnego scenariusza można było oczekiwać dzisiaj. Natomiast już na pewno nie takiego, że Iga może z Yuan przegrać. Bo skoro nie przegrała pierwszego spotkania w klasycznym turnieju od 4,5 roku, to dlaczego miałoby stać się akurat teraz?

    Australian Open. Iga Świątek kontra Yue Yuan w pierwszej rundzie. Zaskakujący początek

    Tym razem spotkania zaczęło się jednak zupełnie inaczej niż w Pekinie. Polka zaczęła od serwisu, pierwsze podanie kulało, a Chinka miała jasną taktykę – atakować drugi serwis Igi. I korzystała z tego, jej returny trafiały w pole gry. Nasza wiceliderka rankingu też była trochę “zardzewiała”, nie poczuła jeszcze kortu na Rod Laver Arenie, choć z tym obiektem zapoznała się po długiej przerwie w zeszłą środę, w zawodach “1 Point Slam”.
    Tenisistka w białym stroju wykonuje dynamiczny ruch podczas meczu, trzymając rakietę i skupiając wzrok na zbliżającej się piłce tenisowej. Ciemne tło podkreśla ekspresję oraz sportowy charakter sceny.

    Iga Świątek, Melbourne 2026David GrayAFP

    Jedno przełamanie nie było jeszcze powodem do stresu, podwyższenie przez Yuan na 2:0 – również. Gdy jednak Chinka w kolejnym gemie wywalczyła break pointa na 3:0, zrobiło się już jednak nerwowo. Mało tego, Yue dobrze odpowiedziała returnem, ale ostatnie słowo należało do Igi. I chwilę później Polka dołożyła dwie kolejne udane akcje, na jej koncie pojawiła się jedynka.

    A wkrótce było już 3:3 – i wydawało się, że wszystko wraca do sytuacji, którą zakładaliśmy. A tymczasem już za moment Polka została ponownie przełamana, pojawiły się aż dwa podwójne błędy serwisowe, w sumie tych niewymuszonych miała już 14. Po siedmiu gemach.
    Tenisistka w sportowym stroju koncentruje się na odbiciu lecącej piłki tenisowej rakietą podczas meczu.

    Yue YuanDavid GrayAFP

    Za moment Chinka dostała nowe piłki, na ósmego gema. I perfekcyjnie ten atut wykorzystała, Iga nie miała za wiele do powiedzenia. Zanosiło się już na to, że po raz pierwszy od siedmiu lat przegra seta otwarcia w tym turnieju. Po twarzy Polki było widać, że jest sfrustrowana.

    Było więc 3:5, Raszynianka znalazła się w niebezpiecznym położeniu. Wygranie swojego gema nie było nawet połowę drogi Polki do pozostania w grze, trzeba było jeszcze przełamać Chinkę. I wreszcie Iga zagrała niemal wzorowego gema, rywalkę chyba też jednak “zjadła” presja. Wcześniej starała się szybko kończyć akcje, teraz wdawała się w dłuższy wymiany. U Polki zaś wreszcie zaczął funkcjonować forhend, wyrównała na 5:5, za moment już prowadziła 6:5.

    Decydował jednak tie-break, zmiana stron nastąpiła przy wyniku 3-3. A później Iga udowodniła swoją wyższość, wygrała jednak seta 7:6 (5). Mecz trwał już 58 minut, zaledwie 16 minut krócej niż tamto ich całe spotkanie w Pekinie.

    Został więc jeszcze jeden krok, można było się spodziewać, że przygotowanie fizyczne Polki zacznie brać górę. Choć po najdłuższej wymianie, na dodatek przegranej przez Polkę, to Iga była potwornie zmęczona i podpierała się na rakiecie, to jednak Chinkę siły opuszczały szybciej. Yuan została szybko przełamana, za moment Polka podwyższyła na 2:0, zaraz na 3:0. A jakby tego było mało, Chinka poprosiła o pomoc medyczną, miała problemy z dolną częścią pleców.

    To nie wróżyło dobrze, a przecież 27-latka musiała już odrabiać potężne straty.

    Yuan wróciła do gry po kilkuminutowej przerwie, wywalczyła trzy okazje do przełamania na 1:3. Chinka zmieniła nieco taktykę, nie czekała już na piłkę za linią końcową. I tę trzecią wykorzystała, Iga zagrała za mocno. A za moment zrobiło się 2:3.

    Rywalka Igi złapała rytm, po bólu pleców jakby już nie było śladu. Polka musiała wskoczyć na wyższy poziom, Yuan ryzykowała, zwłaszcza na returnie. I dobrze czytała kierunki serwisów.

    Yuan miała nawet break pointa na 3:3, później Polka kilka okazji na 5:2, w gemie trwającym kilkanaście minut. Mecz toczył się dalej, Świątek znów grała nerwowo, niepotrzebnie ryzykowała. Ostatecznie to jednak ona wygrała po równych dwóch godzinach 7:6 (5), 6:3. Jeszcze raz przełamała Yuan, kapitalnym returnem.

    Dokładny zapis relacji “na żywo” z meczu Igi Świątek z Yue Yuan można znaleźć TUTAj.
    Tenisistka w sportowym stroju oraz czapce z daszkiem wykonuje gest ręką na ciemnym tle, skupiona na grze.

    Iga ŚwiątekAFP
    Yue Yuan

    Yue YuanMichael Owens / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

    Iga Świątek: Z tego jestem najbardziej zadowolona.

  • Sensacyjny mecz Świątek w Australian Open! Taki wynik po dwóch godzinach

    Sensacyjny mecz Świątek w Australian Open! Taki wynik po dwóch godzinach

    – To zaczyna niepokoić – usłyszeliśmy już po zaledwie 10 minutach meczu. Wtedy Iga Świątek była o włos od przegrywania 0:3 z notowaną w drugiej setce listy WTA Yue Yuan. Długo zamiast pewnego, dobrego tenisa wiceliderki światowego rankingu oglądaliśmy nietęgie miny jej trenera Wima Fissette’a i jej psycholożki Darii Abramowicz. Na szczęście po około godzinie gry Świątek wreszcie odnalazła niezły rytm i wygrała ten mecz pierwszej rundy Australian Open 7:6, 6:3.
    Iga Świątek i Daria Abramowicz
    screeny z HBO MAX

    Najedliśmy się nerwów. Chcieliśmy, żeby Iga Świątek pokazała dobrą reakcję po niedawnych porażkach z Coco Gauff i Belindą Bencić w United Cup. Chcieliśmy, żeby w Australian Open 2026 weszła z drzwiami. A ona długo nie umiała znaleźć klucza, żeby otworzyć sobie mecz, którego teoretycznie nie mogła przegrać.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany

    Chinka Yue Yuan to kwalifikantka. W światowym rankingu jest dopiero 130. Świątek już ją znała, bo we wrześniu pokonała ją 6:0, 6:3 w turnieju WTA 1000 w Pekinie. Nawet biorąc pod uwagę niepokojące porażki Polki w Sydney, w United Cup, wszystko mówiła, że jest murowaną faworytką tego starcia. Sztuczna inteligencja dawała Świątek aż 77 proc. szans na zwycięstwo. Ale niedoceniana Yuan na sto procent wierzyła, że stać ją na to, żeby naszej faworytce się postawić. Widzieliśmy to od pierwszej piłki meczu.
    Świątek sztywna i niepewna

    Już w pierwszym gemie Świątek została przełamana. Za łatwo, za szybko, do 15. Po chwili Chinka dorzuciła gema na 2:0, przypominając, że ma mocny serwis. Wysoka (178 cm wzrostu) tenisistka wprowadzała piłkę do gry z prędkościami w okolicach 180 km/h. A Świątek returnowała niecierpliwie i niedokładnie. I jeszcze gorzej serwowała. – To zaczyna niepokoić – powiedział Lech Sidor w momencie, w którym Yuan miała punkt na 3:0 z podwójnym przełamaniem. Były tenisista komentował mecz w Eurosporcie i podkreślał, że forhend Świątek jest sztywny, niepewny.

    Przed 0:3 Iga uratowała się tym forhendem i wkrótce dogoniła rywalkę, notując przełamanie powrotne na 3:3. Realizator transmisji po raz kolejny pokazał nam wtedy zespół Polki. Od początku, mimo kłopotów Igi, wyglądało na to, że i trener Wim Fissette’a, i psycholożka Daria Abramowicz przesadnie się nie martwią. Ale wkrótce było 3:5 i miny tej dwójki były już mniej pewne, żeby nie powiedzieć nietęgie. I nic dziwnego, w końcu w tamtym fragmencie meczu widzieli m.in., jak Iga po wyrównaniu na 3:3 w kolejnym gemie popełniła dwa podwójne błędy serwisowe i od razu dała się po raz kolejny przełamać.

    Prowadzenie Yuan 5:3 zaskakiwało wszystkich. W tym chyba samą Chinkę. – Chyba ją to przerosło – stwierdziła nawet Justyna Kostyra, która komentowała mecz z Sidorem. Faktycznie tak to wyglądało, gdy zaledwie osiem minut później wynik 5:3 dla Yuan zmienił się w 6:5 dla Świątek.

    Trzeba oddać Polce, że w trudnym momencie trochę zmieniła swoją grę i ograniczyła liczbę błędów. Ale też uczciwie trzeba podkreślić, że Yuan stojąc przed dużą szansą na wygranie seta, zaczęła mylić się znacznie częściej niż we wcześniej fazie partii. Ostatecznie ten set skończył się dopiero tie-breakiem. Przy prowadzeniu 6:5 i serwisie Chinki Świątek znów chciała kończyć wymiany za szybko i pomogła rywalce doprowadzić do tie-breaka. Na szczęście w nim o wiele bardziej doświadczona i utytułowana tenisistka wykazała już swą wyższość. Ale „Uff” na pewno wydobywało się w tej rozgrywce nie tylko z ust Kostyry. Śledząc wyrównaną walkę punkt za punkt aż do stanu 5-4 denerwowaliśmy się wszyscy. I dopiero wtedy Świątek wyszła na dwupunktowe prowadzenie i przy stanie 6:6, 6-4 miała dwa setbole. Pierwszego Yuan wybroniła asem serwisowym. Ale drugiego Świątek wygrała dobrą akcją serwis plus jeden. Uff! Naprawdę uff po aż 58 minutach twardej walki.
    Świątek zmieniła spódnicę na spodenki i zmieniła swoją grę. Ale na krótko

    Po pierwszym secie Świątek zeszła na przerwę toaletową. Zgodnie z przewidywaniami Kostyry zmieniła spódnicę na szorty. Komentatorka zwracała uwagę na to, że w stroju z pierwszego seta Polce grało się niewygodnie. I może również dzięki tej zmianie od początku drugiej partii Iga czuła się wyraźnie lepiej. Już w pierwszym gemie Świątek przełamała rywalkę. To był dobry, twardy gem z obu stron. Polka skończyła go przy drugim breaku, w grze na przewagi.

    Cenne było widzieć, że Świątek nie próbowała za wszelką cenę szybko kończyć wymian. W pierwszym secie przez swój pośpiech popełniła aż 21 niewymuszonych błędów (przy 15 uderzeniach kończących – Yuan miała bilans 9:13). W drugiej partii wystarczyło, że Iga zachowała więcej spokoju, a mecz coraz wyraźniej układał się po jej myśli. Potężnie wykrzyczana przez Polkę „Jazda!” po asie serwisowym na 7:6, 2:0 cieszyła. Bardzo cieszyły wyświetlone w tym momencie statystyki niewymuszonych błędów w drugim secie. Świątek popełniła taki tylko jeden, a Yuan – aż pięć. Ale jednocześnie niepokoiliśmy się czy aby Świątek nie zgłosiła sędzi, że będzie potrzebowała pomocy fizjoterapeuty, bo widzieliśmy jej rozmowę z Mariją Cicak, ale nic nie słyszeliśmy. A po chwili zobaczyliśmy, że duet fizjoterapeutów jest już w gotowości i czeka na odpowiedni moment, by móc wejść na kort. Przy stanie 7:6, 3:0 dla Igi okazało się, że pomocy potrzebowała jednak Yuan. Po 18 minutach drugiego seta Chinka poddawała się zabiegom chyba na lędźwiowy odcinek kręgosłupa.
    Rywalka Świątek odżyła po przerwie medycznej

    Po powrocie na kort rozmasowana Yuan stanęła przed szansami na odrobienie jednego z przełamań. Przy stanie 7:6, 3:0 i 30:40 Świątek obroniła się po raz pierwszy. Drugiego breakpointa obroniła w grze na przewagi. Ale po chwili Chinka miała kolejną okazję, bo Polka wyraźnie się denerwowała i znowu się myliła. Trener Fissette starał się spokojnie i merytorycznie podpowiadać (zalecał stosowanie kick serwisu), ale Świątek nie wytrzymała i przy trzecim breakpoincie dla Yuan wyrzuciła forhend w aut.

    Gdy chwilę później Chinka zmniejszyła straty w decydującym secie na 2:3, realizator transmisji pokazywał nam fizjoterapeutkę, która wyraźnie spisała się na medal. Przed kolejnym gemem znów podglądaliśmy też boks Igi. Nic dziwnego – już było 7:6, 3:0 z podwójnym przełamaniem, a sytuacja znowu zaczęła się komplikować. Naprawdę dziwne było, że po 18 minutach decydującego seta Świątek prowadziła 3:0 i miała do dyspozycji serwis, a 18 minut później broniła breaka na 3:3. Na szczęście na koniec gry na przewagi znów usłyszeliśmy głośne “Jazda!”, a na tablicy wyników zobaczyliśmy 7:6, 4:2, a nie 7:6, 3:3.

    Chinka naprawdę mocno walczyła o pozostanie w meczu, o przedłużenie go do trzech setów, o poszukanie swojej szansy na sensację. Względnie spokojni moglibyśmy być, gdyby w kolejnym długim gemie (trwał 12 minut) Świątek wykorzystała któryś z trzech breakpointów. Wtedy znów prowadziłaby z podwójnym przełamaniem (7:6, 5:2), ale w kluczowych momentach Iga znów nie trafiała w kort i zrobiło się 7:6, 4:3.

    Do samego końca czuliśmy, z jakim napięciem Polka walczy o wywiązanie się z roli faworytki. Na szczęście gema na 7:6, 5:3 wyserwowała sobie dość szybko (do 30). I jeszcze raz na szczęście – następny gem okazał się ostatnim. Świątek jeszcze raz przełamała Yuan w grze na przewagi. Wykorzystała drugiego meczbola. Wygrała po dwóch godzinach walki.
    Już 27:1. Świątek śrubuje rekord. Ale musi się pilnie poprawić

    Dla Świątek zwycięstwo nad Yuan to już 27. wygrany mecz w pierwszej rundzie wielkoszlemowej. W meczach otwierających turnieje wielkoszlemowe Polka przegrała tylko raz – pozostaje niepokonana od Wimbledonu 2019. Ale prawdę powiedziawszy po szarpanym, nerwowym meczu Świątek z Yuan trudno znaleźć więcej pozytywów. Jeśli Świątek marzy o wygraniu Australian Open 2026 i tym samym o skompletowaniu Karierowego Wielkiego Szlema, to musi pilnie wejść na zdecydowanie wyższy poziom.

    W drugiej rundzie Świątek zmierzy się z Czeszką Marie Bouzkovą (44 WTA). Najpewniej ten mecz zostanie rozegrany w środę.

  • Wielkie zwycięstwo Polki, ale co stało się później. Świątek w samym centrum

    Wielkie zwycięstwo Polki, ale co stało się później. Świątek w samym centrum

    Iga Świątek niezmiennie jest jedną z zawodniczek, które są głównymi faworytkami do zwycięstwa we wszystkich turniejach, w których biorą udział. Nie inaczej jest podczas Australian Open. Raszynianka przy okazji może pochwalić się statusem idolki, o czym otwarcie mówi jej młodsza koleżanka z reprezentacji Polski. Linda Klimovicova, bo o niej mowa, bez zastanowienia wskzała Świątek jako najważniejszą tenisistkę w jej sportowym życiu i nie szczędziła jej komplementów po triumfie w I rudzie turnieju.
    Kobieta siedząca przy stole konferencyjnym z mikrofonem, unosząca ręce, w tle napisy MELBOURNE oraz logotypy sponsorów, po prawej stronie butelka z niebieską etykietą.

    Iga ŚwiątekAaron FavilaEast News

    Po zwycięstwie nad 71. w rankingu WTA Francescą Jones, młoda reprezentantka Polski pochodząca z Czech, miała okazję opowiedzieć o sobie nieco więcej w rozmowie z “Eurosportem”. I od razu padło nazwisko Igi Świątek.

    Historyczny sukces Polki, a to nie koniec. Świątek od razu na pierwszym planie

    Dziennikarz Paweł Kuwik poprosił urodzoną w 2004 roku zawodniczkę, aby opowiedziała coś o sobie publiczności, która może jeszcze nie znać jej zbyt dobrze. Od razu dopytał o tenisowego idola Klimovicovej. Ta bez zastanowienia wskazała na wiceliderkę rankingu WTA.

    Którzy polscy sportowcy pojadą na ZIO? Tak może wyglądać kadra “Biało-Czerwonych”Polsat Sport

    – To będzie Iga, na pewno… Iga jest moim sportowym idolem. Każda kobieta by chciała grać, jak Iga – komplementowała Raszyniankę młodsza koleżanka z reprezentacji Polski.

    Nie ma się co dziwić 21-latce, że wskazała właśnie na Świątek, bowiem Raszynianka już od lat jest jedną z najbardziej docenianych zawodniczek nie tylko w Polsce, ale i na świecie.

    Klimovicova w ostatnich dniach zrobiła jednak wielki krok w stronę dużej kariery. Po przybyciu do Australii, najpierw wygrała trzy spotkania w kwalifikacjach Australian Open, a teraz wygrywała 6:2, 3:2 ze znacznie wyżej notowaną Brytyjką, by ostatecznie awansować do kolejnej rundy po poddaniu meczu przez rywalkę.

    Debiut w drabince głównej wielkoszlemowego turnieju od razu przypieczętowany został historycznym awansem, bowiem najwyżej do tej pory Klimovicova dochodziła podczas US Open i Rolanda Garrosa – tam zatrzymywała się jednak na 3 rundzie kwalifikacji.

    Teraz przed Polką jedno z najtrudniejszych wyzwań w jej dotychczasowej karierze. W kolejnej rundzie Australian Open 21-latka zmierzy się z Eliną Switoliną, która zajmuje 12. miejsce w rankingu WTA.
    Młoda kobieta w sportowym stroju trzyma biały ręcznik, prawdopodobnie po zakończonym meczu tenisowym. Tło jest rozmyte, widać sylwetkę innej osoby w oddali oraz fragmenty napisu na tablicy.

    Linda KlimovicovaLairys Laurent/ABACAEast News
    Tenisistka w czerwonym stroju sportowym wykonuje gest triumfu na korcie, trzymając rakietę tenisową. W tle widać rozmyte sylwetki kibiców.

    Linda KlimovicovaTomasz Jastrzębowski/Foto Olimpik/REPORTERReporter
    Iga Świątek odwróciła losy meczu drugiej rundy z Danielle Collins na Australian Open 2024 w spektakularny sposób

    Iga Świątek odwróciła losy meczu drugiej rundy z Danielle Collins na Australian Open 2024 w spektakularny sposóbANTHONY WALLACE / AFPAFP

  • 129 minut walki. Mecz dwukrotnie przerwany. A jednak rewanż na Świątek

    129 minut walki. Mecz dwukrotnie przerwany. A jednak rewanż na Świątek

    Podczas gdy Iga Świątek wciąż przebywała na korcie, walcząc o awans do drugiej rundy Australian Open z Yue Yuan, poznaliśmy nazwisko jej potencjalnej rywalki. O to miano walczyły Renata Zarazua oraz Marie Bouzkova. Ich mecz został przerwany aż dwukrotnie, z powodu przerw medycznych dla obu zawodniczek. Jako pierwsza poprosiła o nią Czeszka, która ostatecznie wygrała to spotkanie 6:2, 7:5 w ciągu 129 minut. Dzięki temu stanęła przed szansą, by zrewanżować się Polce za poprzednie dwie porażki. Oczywiście pod warunkiem, że Iga Świątek wygra swoje spotkanie.
    Tenisistka w jasnym stroju i czapce z daszkiem trzymająca rakietę na korcie, w tle ciemność, a w lewym górnym rogu okrągłe powiększenie z załamkiem innej sytuacji na korcie sportowym, gdzie dwie osoby pomagają sobie wzajemnie.

    Na zdjęciu Marie Bouzkova oraz Iga Świątek. Obie zagrają ze sobą w 2. rundzie Australian OpenArtur Widak / NurPhoto / NurPhoto via AFP / x.com @edgeAIappAFP

    Obie zawodniczki walczyły o wyrównanie swojego najlepszego wyniku z kortów Australian Open. Ani Renata Zarazua, ani Marie Bouzkova nie zdołały wcześniej przedostać się poza drugą rundę rywalizacji w Melbourne. Przynajmniej w singlu, bo Meksykanka wystąpiła przed rokiem w ćwierćfinale gry podwójnej.

    Poniedziałkowy mecz rozpoczął się od dwóch przełamań – najpierw na korzyść 80. rakiety świata, potem 44. w rankingu WTA Czeszki. Także kolejny gem, w którym serwowała Renata Zarazua zakończył się zwycięstwem Marie Bouzkovej i po chwili zrobiło się 4:1 na jej korzyść.

    27-latka nie wypuściła już tej przewagi z rąk i w ósmym gemie domknęła pierwszą partię, po raz trzeci przełamując swoją rywalkę.

    Drugi set rozpoczął się od problemów Marie Bouzkovej, która najpierw przegrała niezwykle zaciętego, premierowego gema, a później poprosiła o przerwę medyczną. Czeszka miała problem z dolną częścią pleców i u jej boku pojawił się fizjoterapeuta.

    Po powrocie na kort 27-latka przegrała drugiego gema, ale potem błyskawicznie odrobiła straty, doprowadzając najpierw do stanu 2:2, a następnie obejmując prowadzenie.

    Australian Open. Iga Świątek poznała potencjalną rywalkę. Okazja na rewanż

    Potem obie tenisistki grały gem za gem. A gdy Marie Bozukova prowadziła 4:3, nadeszła kolejna przerwa medyczna. Tym razem poprosiła o nią Renata Zarazua, a jej powodem było złe samopoczucie Meksykanki.

    Mimo problemów, 80. tenisistka rankingu WTA wciąż dzielnie walczyła na korcie, dotrzymując kroku rywalce. Ba, przedłużyła drugą partię do 12 gemów. Ale w końcu musiała uznać wyższość Czeszki, przegrywając drugiego seta 5:7, a tym samym i całe spotkanie. To Marie Bouzkova mogła więc czekać spokojnie na rozstrzygnięcie meczu Iga Świątek – Yue Yuan, który miał wyłonić jej rywalkę.

    Polka oraz Czeszka mierzyły się jak dotąd dwukrotnie. Za każdym razem górą była Polka, nie tracąc choćby jednego gema. W 2024 roku ograła Czeszkę 6:4, 6:2 na wielkoszlemowym Rolandzie Garrosie, a w poprzednim sezonie wygrała 6:1, 6:1 w turnieju WTA w Wuhanie.

    Iga Świątek: Z tego jestem najbardziej zadowolona. WIDEOPolsat SportPolsat Sport
    Zdeterminowana tenisistka w czarnej czapce i stroju sportowym świętuje zwycięstwo z zaciśniętą pięścią na tle widowni.

    Iga ŚwiątekAdam Hunger/Associated Press/East NewsEast News
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekAKPA

  • 7:0 dla Świątek, potem szalony zwrot akcji. Tak Gauff nazwała Polkę

    7:0 dla Świątek, potem szalony zwrot akcji. Tak Gauff nazwała Polkę

    Coco Gauff ma już za sobą pierwszy w tym sezonie mecz na kortach Australian Open. W pierwszej rundzie wielkoszlemowej rywalizacji w Melbourne trzecia obecnie rakieta świata trafiła na 93. w rankingu WTA Kamillę Rachimową, która pod koniec minionego roku postanowiła zmienić obywatelstwo, występując od tej pory pod flagą Uzbekistanu. I nie pozostawiła wątpliwości względem tego, kto zasłużył na awans.

    Mecz rozpoczął się po myśli zawodniczki z USA, która już na początku premierowej partii dwukrotnie przełamała rywalkę. I choć potem sama straciła serwis, ostatecznie pewnie wygrała tę odsłonę meczu 6:2. W drugiej partii Kamilla Rachimowa ugrała o jednego gema więcej. Ale to było zbyt mało na na genialną 21-latkę.

    Australian Open. Coco Gauff wprost o Idze Świątek

    Po spotkaniu Amerykanka udała się na konferencję prasową, po której została zapytana o Igę Świątek. A dokładniej rzecz ujmując o bilans bezpośrednich starć z polską tenisistką.

    Jeszcze w 2023 roku po triumfie naszej obecnej wiceliderki rankingu WTA 6:4, 6:2 na Rolandzie Garrosie wynosił on 7:0 na jej korzyść. Lecz potem nastąpił zwrot akcji.

    Jeszcze w tym samym roku Coco Gauff przełamała fatalną serię w Cincinnati, a ostatnio sama zaczęła dominować w starciach z Igą Świątek, wygrywając 4 ostatnie spotkania w cyklu WTA oraz na United Cup. Ostatnie z nich w tegorocznym półfinale.

    Reprezentantka Stanów Zjednoczonych odniosła się do sprawy, wprost przyznając, że dominacja Igi Świątek wywoływała u niej początkowo spore problemy natury mentalnej. Dopiero premierowe zwycięstwo pozwoliło jej je przełamać.

    Nie miałam żadnej innej klasyfikacji bezpośrednich pojedynków, przez którą czułabym się tak źle. W przeszłości sporo o tym myślałam, ponieważ chcesz po prostu zanotować pierwsze zwycięstwo. Gdy już je osiągnęłam, wymazałam resztę spotkań z pamięci

    I dodała: – Oczywiście, to świetna zawodniczka i zasłużyła na te zwycięstwa. Ale czułam, że część z moich porażek… może nie dużo, bo po prostu mnie ogrywała, ale część z nich, przynajmniej początkowo, wynikała z deficytów mentalnych. Gdy już je usunęłam, byłam w stanie grać swobodnie.

    Obecnie łączny bilans na stronie WTA wynosi 11 do 5 na korzyść Igi Świątek. Ale sama Coco Gauff w końcu zaczęła wierzyć, że jest w stanie notować kolejne zwycięstwa.

    – Oczywiście, w naszym bilansie wciąż występuje duża różnica. Ale wyrzuciłam ją z mojej głowy. Nie mogę zmienić przeszłości. Uczę się z niej. Zobaczymy, jak to się skończy na finiszu naszych karier. Ale przynajmniej już wiem, że naszych przyszłych spotkań nie będę rozpoczynała ten sposób, z problemem mentalnym – deklaruje Coco Gauff, która podczas tegorocznego Australian Open na Igę Świątek może trafić dopiero w potencjalnym finale.

    Iga Świątek – Coco Gauff. Skrót meczuPolsat Sport
    Coco Gauff i Iga Świątek

    Coco Gauff i Iga ŚwiątekPAUL CROCK/DAVID GRAYAFP
    Dwie zawodniczki tenisowe podczas rywalizacji, ujęte w dynamicznych pozach z rakietami tenisowymi, po lewej stronie kobieta w jasnej czapce, po prawej z opaską na głowie.

    Iga Świątek i Coco GauffNurPhoto / NurPhoto via AFP – Artur Widak / ANADOLU / Anadolu via AFPAFP

  • Świątek zaczyna Australian Open. Gra z kwalifikantką [NA ŻYWO]

    Świątek zaczyna Australian Open. Gra z kwalifikantką [NA ŻYWO]

    Świątek zaczyna Australian Open. Gra z kwalifikantką [NA ŻYWO]
    Witamy Państwa bardzo serdecznie i zapraszamy do relacji na żywo z pierwszego w tym roku meczu Igi Świątek w Australian Open. Jej rywalką jest kwalifikantka z Chin: Yue Yuan.

    Było już po meczu, gdy Coco Gauff zaczęła mówić o Świątek. Tak nazwała Polkę

    Coco Gauff dobrze zaczęła Australian Open i pokonała Kamillę Rachimową (6:2, 6:3). Amerykanka jest jedną z tych zawodniczek, z którą Iga Świątek będzie mogła zagrać dopiero w finale tego turnieju. W trakcie konferencji prasowej Gauff otrzymała pytanie dotyczące bilansu jej spotkań z reprezentantką Polski – ten do niedawna był tragiczny. “Naprawdę wiele o tym myślałam” – przyznała reprezentantka USA.
    Coco Gauff i Iga Świątek
    Screenshot TT: https://x.com/TheTennisLetter/status/2013140119172092022 REUTERS/Hollie Adams

    Jeszcze niedawno Iga Świątek górowała nad Coco Gauff. Po Roland Garros 2024 bilans ich spotkań wynosił 11:1 dla reprezentantki Polski. Tylko że od tego czasu coś się zmieniło. Gauff zaczęła wygrywać kolejne starcia z Igą Świątek. Obecnie ten bilans jest już mniej jednostronny – 11:5 dla Igi Świątek – a Amerykanka wygrała cztery kolejne mecze przeciwko polskiej tenisistce.

    Zobacz wideo Kuriozalne sceny w finale Pucharu Narodów Afryki! Senegal mistrzem! [SKRÓT MECZU]
    Tak Gauff poradziła sobie ze Świątek. “Wiele o tym myślałam”

    Obecnie trwa Australian Open i amerykańska tenisistka otrzymała pytanie dotyczące właśnie jej bilansu przeciwko Idze Świątek. Przyznała, że nie było jej łatwo.

    – Nie było drugiego bilansu, z którym czułabym się tak źle. W przeszłości naprawdę wiele o tym myślałam, bo po prostu chcesz wygrać ten jeden mecz. Gdy w końcu to się udało, to w jakiś sposób wykasowało to te poprzednie spotkania. Oczywiście jest świetną zawodniczka i zasługiwała na te zwycięstwa. Ale przynajmniej przy niektórych porażkach – nie powiem, że przy wielu, bo po prostu mnie deklasowała – ale przy niektórych czułam już na początku, że jestem w mentalnym dołku. Gdy się tego mentalnego dołka pozbyłam, to zyskałam wolność – powiedziała Coco Gauff.

    – Nie miałam drugiego takiego bilansu w tenisie, więc bardzo trudno było mi nawigować w tej sytuacji. Teraz mam poczucie, że mogę grać swobodnie. Oczywiście wciąż wiele nas dzieli, ale pozbyłam się tego z mojej głowy. Nie mogę zmienić przeszłości. Uczę się na niej. Jak to się skończy? Będę wiedziała, gdy będziemy kończyć kariery. Ale teraz przynajmniej wiem, że nie będę naszych przyszłych meczów zaczynać w mentalnym dołku – zaznaczyła.

    Za Coco Gauff już pierwszy mecz na Australian Open. Reprezentantka USA pokonała Kamillę Rachimową (6:2, 6:3). Amerykanka zagra z Igą Świątek najwcześniej w finale. Reprezentantka Polski dopiero rozegra swoje pierwsze spotkanie na tym turnieju – rozpocznie się ono w poniedziałek 19 stycznia około godziny 9:10. Zachęcamy do śledzenia tego meczu w Sport.pl oraz w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

  • Polki świętowały, a obok rozegrał się dramat. 3:5 i trybuny zamarły. Rywalka ruszyła na pomoc

    Polki świętowały, a obok rozegrał się dramat. 3:5 i trybuny zamarły. Rywalka ruszyła na pomoc

    Na jednym z kortów w Melbourne doszło do dramatycznych scen, które wstrząsnęły kibicami. Spotkanie pomiędzy Mariną Stakusic (WTA 127) a Priscillą Hon (WTA 121) zakończyło się w atmosferze niepokoju i łez. W 111. minucie pojedynku Kanadyjka nagle osunęła się na kort, sygnalizując poważne problemy zdrowotne. Chwilę później, wyraźnie poruszona, opuściła arenę zmagań.

    W niedzielę, 18 stycznia, oficjalnie rozpoczęła się rywalizacja w głównej drabince Australian Open. Już pierwsza runda przyniosła kilka niespodzianek. Z turniejem szybko pożegnały się m.in. Marta Kostiuk, sensacyjnie pokonana przez Elsę Jacquemot, oraz Jekaterina Aleksandrowa, która musiała uznać wyższość Zeynep Sonmez. Znakomicie zaprezentowały się natomiast reprezentantki Polski. W nocy z niedzieli na poniedziałek awans do drugiej rundy wywalczyły Magda Linette, Magdalena Fręch oraz debiutująca w głównej drabince Linda Klimovicova.

    Prawdziwy dramat rozegrał się jednak na ANZ Arena, gdy swoje mecze zakończyły już Linette i Fręch. W drugim spotkaniu dnia naprzeciw siebie stanęły Priscilla Hon i Marina Stakusic — tenisistki sąsiadujące ze sobą w światowym rankingu. Pierwszy set zdecydowanie należał do Kanadyjki, która wygrała 6:1. W drugiej partii role się odwróciły i to Australijka, występująca z dziką kartą, zwyciężyła 6:4.

    Decydujący set układał się po myśli Hon, która prowadziła już 5:3. Wtedy doszło do niepokojącego zdarzenia — 21-letnia Stakusic położyła się na korcie, dając znak, że nie jest w stanie kontynuować gry. Natychmiast zareagowali fizjoterapeuci, a przy rywalce pojawiła się także Hon. Szybko stało się jasne, że Kanadyjka nie będzie mogła dokończyć spotkania. Z kortu została odwieziona na wózku inwalidzkim, a całej sytuacji towarzyszyły łzy i duże emocje.

    Warto podkreślić postawę Priscilli Hon, która wykazała się ogromną empatią i klasą. Australijka pomogła rywalce wstać i zejść z kortu, zbierając zasłużone brawa od publiczności. Dzięki temu zwycięstwu 27-letnia tenisistka po raz pierwszy od 2020 roku zameldowała się w drugiej rundzie Australian Open.

    W kolejnym meczu Hon zmierzy się z Ivą Jović, która na inaugurację turnieju pewnie pokonała Karie Volynets 6:2, 6:2. Jeśli Australijka wygra także to spotkanie, w trzeciej rundzie może dojść do jej pojedynku z Magdaleną Fręch, o ile Polka w drugiej rundzie upora się z rozstawioną Jasmine Paolini.

  • Historyczna noc w Melbourne. Wymarzony debiut. Polka kontra Switolina

    Historyczna noc w Melbourne. Wymarzony debiut. Polka kontra Switolina

    Po udanych występach Magdaleny Fręch i Magdy Linette nadszedł czas na trzeci polski akcent drugiego dnia Australian Open. Na korcie numer 15 zaprezentowała się Linda Klimovicova, która po raz pierwszy w karierze wystąpiła w głównej drabince turnieju wielkoszlemowego. Jej rywalką była zdecydowanie wyżej notowana Francesca Jones. Młoda Polka rozpoczęła spotkanie znakomicie – wygrała pierwszego seta 6:2 i prowadziła 3:2 w drugiej partii, gdy Brytyjka z powodu problemów zdrowotnych była zmuszona poddać mecz. W nagrodę Klimovicova awansowała do drugiej rundy, gdzie zmierzy się z tenisową gwiazdą.

    Poniedziałek w Melbourne od samego początku układał się po myśli Biało-Czerwonych. Najpierw Magdalena Fręch bez większych problemów uporała się z Veroniką Erjavec, a następnie Magda Linette dokonała imponującego powrotu w meczu z Emmą Navarro. Poznanianka odwróciła losy spotkania i po trzysetowej batalii wyeliminowała rozstawioną Amerykankę, przerywając przy tym niechlubną serię ośmiu kolejnych porażek w pierwszych rundach turniejów wielkoszlemowych.

    Szansę na podtrzymanie znakomitej passy Polek miała Linda Klimovicova. 21-letnia zawodniczka po raz pierwszy w karierze przebrnąła eliminacje Wielkiego Szlema i zameldowała się w głównej drabince Australian Open. W kwalifikacjach spisała się bezbłędnie, nie tracąc ani jednego seta, a w decydującym meczu pokonała Greet Minnen. Dzięki temu mogła dziś zadebiutować w docelowych rozgrywkach, walcząc o premierowe zwycięstwo na tym poziomie. Po drugiej stronie siatki stanęła Francesca Jones.

    Brytyjka zajmuje 71. miejsce w rankingu WTA, czyli aż o 63 pozycje wyżej od reprezentantki Polski. Co ciekawe, również dla niej był to pierwszy w karierze występ w głównej drabince turnieju wielkoszlemowego. 25-latka od lat wzbudza ogromny szacunek w środowisku tenisowym – urodziła się bowiem z rzadką chorobą genetyczną, przez którą brakuje jej jednego palca u każdej dłoni oraz trzech palców u stóp. Mimo tych ograniczeń z powodzeniem rywalizuje na najwyższym poziomie, udowadniając, że determinacja i ciężka praca potrafią przezwyciężyć nawet największe trudności. Zapowiadało się więc interesujące starcie o awans do drugiej rundy Australian Open.

    Pojedynek rozpoczął się od serwisu Jones. Już w pierwszym gemie oglądaliśmy długą walkę na przewagi, jednak Brytyjka zdołała utrzymać podanie, nie broniąc ani jednego break pointa. Po zmianie stron to ona miała okazję do przełamania – prowadząc 1:0, wypracowała break pointa, lecz Klimovicova zachowała spokój i wyszła z opresji. Przez kolejne minuty obie tenisistki pewnie wygrywały swoje gemy serwisowe.

    Przełom nastąpił w piątym gemie. Wówczas Linda po raz pierwszy doczekała się okazji na przełamanie. Choć początkowo wydawało się, że Jones wybroni się po niezbyt precyzyjnym skrócie Polki, Klimovicova znakomicie zareagowała przy siatce i to ona zapisała na swoim koncie pierwsze przełamanie meczu. Od tego momentu wydarzenia na korcie toczyły się już pod dyktando 21-latki. Najpierw potwierdziła przewagę własnym serwisem, a następnie po raz kolejny odebrała rywalce podanie. Przy stanie 5:2 Jones popełniła podwójny błąd serwisowy, a Polka stanęła przed szansą zamknięcia seta.

    Choć w ostatnim gemie pojawiły się pewne nerwy i kolejne podwójne błędy, które dały Brytyjce break pointa, w kluczowych momentach Klimovicova zachowała większą precyzję. Ostatecznie 134. zawodniczka rankingu WTA wygrała pierwszą partię 6:2.

    Po zakończeniu seta Francesca Jones poprosiła o przerwę medyczną. Po kilku minutach rywalizacja została wznowiona, a Polka od razu próbowała pójść za ciosem. Już w pierwszym gemie drugiej odsłony wypracowała break pointa po efektownej akcji zakończonej forhendowym winnerem, jednak Jones zdołała się obronić i objęła prowadzenie. Przez kolejne gemy obie zawodniczki pewnie utrzymywały swoje podania, aż do piątego gema.

    Wtedy Klimovicova ponownie podkręciła tempo. Zagrała bardzo agresywnie, przełamała rywalkę do zera i wyszła na prowadzenie 3:2. Niestety dla kibiców, na tym emocje się zakończyły. Zmagająca się z problemami zdrowotnymi Francesca Jones zdecydowała się skreczować, uznając, że nie jest w stanie kontynuować rywalizacji na odpowiednim poziomie.

    Tym samym Linda Klimovicova zanotowała zwycięstwo w swoim debiucie w głównej drabince turnieju wielkoszlemowego. Polska ma już trzy reprezentantki w drugiej rundzie Australian Open, a jeszcze tego samego dnia o awans powalczy Iga Świątek. Dla Klimovicovej turniej w Melbourne będzie miał ciąg dalszy w środę – wówczas zmierzy się z rozstawioną z numerem 12 Eliną Switoliną.

  • Paolini czekała na ruch Fręch. 6:1 dla Polki, pogrom w Australian Open

    Paolini czekała na ruch Fręch. 6:1 dla Polki, pogrom w Australian Open

    Drugi dzień rywalizacji w głównej drabince Australian Open 2026 obfitował w polskie akcenty – kibice mogli śledzić aż pięć meczów z udziałem Biało-Czerwonych. Emocje zaczęły się bardzo wcześnie, bo już o godz. 1:00 czasu polskiego. W tym samym momencie, gdy na kort wychodziła Magda Linette, na jednym z bocznych obiektów swoje spotkanie rozpoczynała także Magdalena Fręch. Stawką tego pojedynku była nie tylko wygrana w pierwszej rundzie, ale również perspektywa starcia z wysoko rozstawioną Jasmine Paolini. Aby do niego doszło, Polka musiała uporać się z niżej notowaną Veroniką Erjavec – i zrobiła to w imponującym stylu, zwyciężając 6:1, 6:1.

    Przygotowania Magdaleny Fręch do Australian Open nie należały do najłatwiejszych. 28-latka wystartowała wcześniej w dwóch turniejach. Najpierw pojawiła się w Brisbane, gdzie już w pierwszym meczu sprawiła dużą niespodziankę, eliminując Marketę Vondrousovą. Spotkanie było niezwykle zacięte – Polka wygrała po tie-breaku w decydującym secie, broniąc po drodze aż trzech piłek meczowych. W kolejnym starciu znów zmierzyła się z Lindą Noskovą. Ponownie obejrzeliśmy pojedynek na pełnym dystansie, lecz tym razem górą była Czeszka.

    Kolejnym przystankiem na trasie Fręch był Hobart. Tam łodzianka rozpoczęła turniej bardzo pewnie, pokonując Elsę Jacquemot 6:4, 6:0. Niestety, w trakcie tego spotkania pojawiły się problemy zdrowotne – Polka doznała urazu uda i kilkukrotnie korzystała z przerwy medycznej. W efekcie wycofała się z dalszej rywalizacji, co wzbudziło pewne obawy dotyczące jej występu w Melbourne. Na szczęście szczegółowe badania nie wykazały poważnej kontuzji. Fręch wróciła do normalnych treningów jeszcze przed startem Australian Open, co pozwalało z optymizmem patrzeć na jej poniedziałkowy mecz pierwszej rundy.

    Jej rywalką została Veronika Erjavec, zajmująca 99. miejsce w rankingu WTA. Faworytką tego starcia była oczywiście Polka i od pierwszych minut było widać, że zamierza potwierdzić swoją wyższość.

    Mecz rozpoczął się od serwisu Fręch, ale początek nie był dla niej idealny. Już w pierwszym gemie musiała bronić kilku break pointów, głównie na skutek własnych niewymuszonych błędów. Polka potrzebowała chwili, by złapać odpowiedni rytm i precyzję uderzeń. Kluczowe piłki rozgrywała jednak na swoją korzyść – obroniła trzy szanse na przełamanie i objęła prowadzenie. Kolejne gemy również były wyrównane, a obie zawodniczki musiały walczyć na przewagi przy własnym podaniu.

    Przełom nastąpił w czwartym gemie. To wtedy Fręch wypracowała pierwsze break pointy i bez straty punktu przełamała serwis rywalki, wychodząc na prowadzenie 3:1. Erjavec próbowała jeszcze odpowiedzieć, jednak Polka potrafiła obronić się dobrym serwisem w kluczowych momentach i potwierdziła przewagę przełamania. Jak się później okazało, był to decydujący fragment pierwszego seta. Fręch całkowicie przejęła kontrolę nad wydarzeniami na korcie – wróciła ze stanu 0–30 przy serwisie Słowenki w szóstym gemie, a następnie wykorzystała własne podanie, by zamknąć partię wynikiem 6:1.

    Druga odsłona spotkania rozpoczęła się od kolejnego mocnego akcentu Polki, która już w pierwszym gemie wywalczyła break pointa. Tym razem Erjavec zdołała się obronić, a po zmianie stron sama spróbowała zagrozić serwisowi Fręch. Słowenka wygrała dwa pierwsze punkty, ale na tym jej ofensywa się skończyła – Polka szybko opanowała sytuację i doprowadziła do remisu 1:1.

    Od tego momentu na korcie istniała już tylko jedna zawodniczka. Magdalena Fręch całkowicie zdominowała rywalkę, wygrywając sześć kolejnych gemów z rzędu. Grała bardzo solidnie, cierpliwie budowała akcje i wykorzystywała słabości przeciwniczki. Ostatecznie zwyciężyła 6:1, 6:1, pewnie meldując się w drugiej rundzie Australian Open.

    W kolejnym meczu Polkę czeka znacznie trudniejsze wyzwanie – starcie z Jasmine Paolini. Wszystko wskazuje na to, że pojedynek ten odbędzie się na jednym z głównych kortów Melbourne Park i zapowiada się jako jedno z ciekawszych spotkań tej fazy turnieju.