• Tak potraktowali Igę Świątek. Zaiskrzyło po tym, co zrobiła Collins

    Tak potraktowali Igę Świątek. Zaiskrzyło po tym, co zrobiła Collins

    Iga Świątek była jak walec w 1/8 finału Australian Open z kwalifikantką Maddison Inglis, a miejscowi kibice euforią przyjmowali każdy punkt zdobyty przez ich rodaczkę. Polka nie wiedziała, czego spodziewać się z ich strony, bo rok temu m.in. obrzucali obelgami topowego tenisistę, a jej były trener ostrzegał teraz przed “nie zawsze fajnymi zachowaniami”. Po wygranej 6:0, 6:3 zaś przyznał, że to właśnie publiczność była jedyną pułapką czyhającą na Świątek.
    AO2026
    Eurosport

    Iga Świątek przegrała może z Australijczykami w niedzielę bitwę, ale dzień później wygrała wojnę. Wiceliderka światowego rankingu nie zdołała przekonać organizatorów, by zezwolili jej po raz pierwszy w tej edycji wielkoszlemowego turnieju w Melbourne zagrać w sesji dziennej, ale dzień później wyeliminowała będącą ich ostatnią nadzieją na triumf w kobiecym singlu Maddison Inglis i dodatkowo zepsuła im narodowe święto. I choć niewątpliwie miała przeciwko sobie zdecydowaną większość osób na trybunach, to po meczu nie zgotowali jej takiej reakcji jak rok temu Danielle Collins.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Świątek takiego meczu nigdy wcześniej nie grała. Obelgi i buczenie kontra euforia. “Nieraz odgrywa w tym swoją rolę alkohol”

    Świątek nigdy wcześniej nie grała w Australian Open przeciwko reprezentantce gospodarzy.

    – To nie są zawsze ładne zachowania. Ale atmosfera jest – opowiadał w studiu Eurosportu przed rozpoczęciem pojedynku Świątek – Inglis Piotr Sierzputowski, były trener Polki.

    Przekonał się o tym choćby rok temu Jack Draper, gdy mierzył się z Thanasim Kokkinakisem. Brytyjczyk nasłuchał się wtedy wielu obelg, miejscowi fani wiwatowali po jego niecelnych pierwszych podaniach, co uznaje się w tenisie za zachowanie mocno nietaktowne. Sędzia Marijana Veljovic miała zaś czasem problem z opanowaniem żywiołowego tłumu, który wtedy za wszelką cenę próbował pomóc swojemu ulubieńcowi w zaciętej pięciosetowej batalii.

    – Czy to było najgorsze twoje doświadczenie na korcie? – spytał potem na konferencji Drapera jeden z dziennikarzy, a ten potwierdził. Ale nie tylko nie pozwolił, aby te wszystkie prowokacje go wybiły z rytmu, a nawet wykorzystał je jako dodatkową motywację i kilka razy przykładał wymownie palec do ucha.

    I nie jest to odosobniony przypadek. Prowokacyjną grę z kibicami w Melbourne podjęła też rok temu Danielle Collins, która po wywiadzie po meczu z Australijką Destanee Aiavą została mocno wybuczana. A stacja ABC News opublikowała wtedy materiał, w którym pokazywała, jak na przestrzeni lat zmieniło się zachowanie australijskich kibiców. Kiedyś wychwalanych za swojego zachowanie, a którym w ostatnim czasie coraz częściej zdarzały się też mniej chlubne momenty. – Nieraz odgrywa w tym swoją rolę alkohol – wskazał jeden z wypowiadających się w materiale ekspertów.

    W poniedziałek jednak australijscy kibice pokazali tę przyjazną twarz. Oczywiście, wyraźnie opowiedzieli się po stronie skazywanej na pożarcie i 168. na liście WTA Inglis, ale przy tym nie przejawiali żadnych agresywnych zachowań wobec Świątek. Być może wpływ na to miała właśnie tenisowa przepaść dzieląca obie zawodniczki. Oraz nastawienie samej Australijki, która już za sprawą awansu do 1/8 finału odniosła niespodziewany życiowy sukces.

    Przed pierwszą akcją meczu podskakiwała z szerokim uśmiechem na twarzy. Wraz z kolejnymi straconymi gemami było jej coraz mniej do śmiechu. Ale gdy wygrała pierwszego gema – po przegraniu pierwszej partii 0:6 – to wzniosła ręce w geście zwycięstwa i cieszyła się tak, jakby co najmniej wygrała seta. Kibice od początku przyjęli tę konwencję i z wielkim entuzjazmem przyjmowali każdy punkt zdobyty przez zawodniczkę, której nikt na tym etapie turnieju się nie spodziewał.

    Cudu nie było. Świątek dopisała na swoje konto 326. wygrany mecz w tourze (przy 80 przegranych), a Inglis 26. porażkę (przy zaledwie siedmiu zwycięstwach). Sierzputowski przyznał potem, że Australijka nie miała narzędzi do męczenia Polki. I dodał, że jedyną pułapką mogło być zbyt mocne zwracanie uwagi na reakcję trybun.

    – Bo po każdej wygranej piłce Australijki było głośno. Jestem prawie pewien, że Iga mogła czuć wibracje na korcie – wskazał.

    Nawet jeśli jednak Świątek je czuła, to nie dała im się wybić z rytmu. W przeszłości grała już przeciwko zawodniczkom gospodarzy podczas Roland Garros i US Open. Co prawda publiczność w Paryżu i Nowym Jorku też potrafi dać się mocno we znaki rywalom – odpowiednio – Francuzów i Amerykanów, ale Polka nigdy nie miała z nimi tak nieprzyjemnych sytuacji jak choćby ta Drapera sprzed roku w Melbourne.
    Świątek długo negocjowała z organizatorami. Nie było wpadki. Zepsute święto

    Przed poniedziałkowym meczem zaś 24-latce narazili się organizatorzy. Nie ukrywa ona, że zdecydowanie woli występować podczas sesji dziennych, a w tegorocznej edycji Australian Open wszystkie mecze grała wieczorem. Przed spotkaniem z Inglis Jim Courier opowiadał w Tennis Channel, że Polka długo walczyła, by jej mecz 1/8 finału odbył się w pierwszej części dnia. Często życzenia topowych zawodników dotyczące pory rozgrywania spotkania są uwzględniane, ale tym razem tak nie było.

    O ile można zrozumieć chęć sześciokrotnej triumfatorki wielkoszlemowej, by wreszcie uniknąć wieczornej sesji, to też trudno było się spodziewać, że będący nadawcą Channel 9 zrezygnuje z tego, by pokazać mecz ostatniej australijskiej singlistki w turnieju w najlepszym czasie antenowym.

    – Granie wieczorami to kwestia zbieranie doświadczenia. Iga (za czasów naszej współpracy – red.) wydawała się radzić sobie z tym całkiem nieźle, ale zdarzały się wpadki. Trudno było potem wskazać, co wtedy zaważyło – wspominał Sierzputowski.

    Tym razem jednak ani przez chwilę nie groziła jej taka wpadka. W związku z tym odprawiła ostatnią nadzieję Australijczyków na triumf w tej edycji zawodów w Melbourne. A jakby tego było mało, to zrobiła to w Dniu Australii. Kibice jednak wyraźnie po meczu pokazali, że nie mieli jej tego za złe. Ciekawić może zaś, czy będą ją wspierać w hitowym ćwierćfinale, w którym zmierzy się z reprezentującą Kazachstan Jeleną Rybakiną.

    Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
    Google News Facebook Instagram YouTube X TikTok

  • Świątek zatrzymana, powtórka na Rod Laver Arena. Australijka dołączyła do Niemki

    Świątek zatrzymana, powtórka na Rod Laver Arena. Australijka dołączyła do Niemki

    Po wygranej 6:0 w pierwszym secie mało kto prawdopodobnie spodziewł się, że Maddison Inglis rozpocznie drugą partię od wygranego gema, a do tego przełamania Igi Świątek. Chociaż sytuacja była bardzo trudna, Australijka szalała wręcz z radości. Doszło tym samym do powtórki sprzed roku na Rod Laver Arena. Wówczas w centrum uwagi znalazła się Eva Lys. Ostatecznie Inglis przegrała 0:6, 3:6 i pożegnała się z Australian Open. Szczęśliwe chwile na pewno zapiszą się jednak na długo w jej pamięci.
    Dwie tenisistki świętujące zwycięstwo na korcie, obie uśmiechnięte, jedna z uniesionymi ramionami, druga zaciśniętą pięścią wyrażającą radość, tło z rozmazanym napisem.

    Tak Eva Lys i Maddison Inglis cieszyły się z pierwszego wygranego gema przeciwko Idze Świątek na AOMARTIN KEEP / WILLIAM WEST / AFPAFP

    Wyjątkowo nietypowy przebieg miało spotkanie 1/8 finału pomiędzy Igą Świątek i Maddison Inglis. Szanse kwalifikantki na pokonanie drugiej rakiety świata nie wyceniane były zbyt wysokie, a różnicę klas na korcie Raszynianka zaznaczyła bardzo szybko.

    Raszynianka rozbiła Australijkę w pierwszym secie 6:0 i nikt już chyba nie stawiał, że w poniedziałek na Rod Laver Arena może dojść do zwrotu akcji i sensacji. Mimo to w drugiej partii 28-latka postawiła Polce nieco trudniejsze warunki.

    Wielka radość Maddison Inglis. Świątek przegrała akcję, Australijka zachwycona

    Kompletnie niespodziewanie seta Inglis rozpoczęła od przełamania Igi, co publiczność zgromadzona na stadionie nagrodziła głośnym aplauzem. Wyjątkowo poruszona była także sama tenisistka, która choć została rozbita w pierwszym secie do zera, promieniała wręcz ze szczęścia. W końcu udało jej się urwać sześciokrotnej mistrzyni wielkoszlemowej gema i do tego ją przełamać po “bajglu”.

    Ostatecznie Australijka poległa 0:6, 3:6, jednak jej rozczulająca wręcz reakcja po pierwszym wygranym gemie, jak również po kilku innych udanych akcjach z pewnością zapadnie w pamięci na długo. Aż przypomina się spotkanie Evy Lys z Igą Świątek z ubiegłego sezonu.

    Inglis jak Eva Lys. Tak Niemka świętowała wygranego gema przeciwko Świątek

    Na tym samym etapie na Rod Laver Arena Niemka po raz drugi w karierze mierzyła się z Polką i została wręcz zmieciona z kortu. Świątek wygrała po 59 minutach 6:0, 6:1. Mimo brutalnego wyniku radość Lys z gema wygranego w drugim secie, a tym samym uniknięcia popularnego “rowerka” była ogromna. Wystarczy spojrzeć na kadry z tamtego momentu. Można powiedzieć, że we wtorek Australijka “dołączyła” do Niemki, biorąc pod uwagę emocjonalną reakcję.
    Tenisistka ubrana w sportowy strój i opaskę na głowie zaciska pięść w geście triumfu podczas meczu na korcie, trzymając rakietę tenisową.

    Eva LysIMAGO/Juergen HasenkopfNewspix.pl

    W ćwierćfinale Świątek zmierzy się z Jeleną Rybakiną. Będzie miała tym samym okazję zrewanżować jej się za porażkę z WTA Finals. Wówczas to Kazaszka triumfowała 3:6, 6:1, 6:0.
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce wykonująca gest zaciśniętej pięści w geście triumfu lub determinacji podczas meczu tenisowego.

    Iga ŚwiątekCHOLEWINSKI MARCINNewspix.pl
    Zawodniczka tenisa w sportowym stroju rozmawia uśmiechnięta z mężczyzną po drugiej stronie bandy, trzymając w jednej dłoni rakietę tenisową, a w drugiej ręcznik.

    Maddison InglisMartin KeepAFP

  • Świątek nie przypominała samej siebie. Takie obrazki to rzadkość

    Świątek nie przypominała samej siebie. Takie obrazki to rzadkość

    na tyle gemów było stać Maddison Inglis w meczu z Igą Świątek. Polka bez większych problemów uporała się z reprezentantką gospodarzy, dzięki czemu w ćwierćfinale Australian Open zagra z Jeleną Rybakiną. W trakcie poniedziałkowego pojedynku momentami nasza tenisistka pozwała sobie na zagrania, których na co dzień nie oglądamy w jej repertuarze. Jedno z nich wywołało niemałe poruszenie.
    Tenisistka w sportowym stroju i czapce, trzymająca rakietę, wyrażająca silne emocje na korcie, w tle zbliżenie na akcję na korcie tenisowym.

    Iga Świątek, Australian OpenAsanka Brendon Ratnayake/Associated Press/East News / zrzut ekranuEast News

    W 1/8 finału Australian Open na drodze Igi Świątek niespodziewanie pojawiła się Maddison Inglis (168. WTA). Australijka wskoczyła do tej rundy po tym, jak z turnieju wycofała się Naomi Osaka. Tym sposobem reprezentantka gospodarzy stanęła przed szansą na awans do ćwierćfinału.

    Marzenia z głowy szybko wybiła jej jednak druga rakieta świata. W pierwszym secie mistrzyni ostatniej edycji Wimbledonu nie pozwoliła wyszarpać rywalce ani jednego gema, notując kolejnego “bajgla” w Wielkim Szlemie. Dopiero na początku drugiej odsłony Inglis cieszyła się z wygranego gema.

    Iga Świątek – Coco Gauff. Skrót meczuPolsat Sport

    Ależ zagranie Świątek. Tego nie widzimy na co dzień

    I w tym przypadku stwierdzenie “cieszyła się” jest jak najbardziej adekwatne. Australijka dosłownie wybuchła z radości. Wiedziała, że tego dnia nie może liczyć na zbyt wiele. “Po zmianie stron, gdy Inglis doczekała się swojego punktu, na trybunach zapanowała ogromna euforia. W taki sposób Australijczycy chcieli wspomóc swoją reprezentantkę” – relacjonował Mateusz Stańczyk z Interii Sport.

    W tym starciu Iga Świątek czuła się naprawdę pewna siebie. Doskonale świadczy o tym to, co stało się w czwartym gemie drugiego seta. Przy wyniku 30:15 (z perspektywy Polki) i podaniu Maddison Inglis wiceliderka światowego rankingu nękała przeciwniczkę kierunkowymi forhendami. W pewnym momencie, kiedy Australijka zagrała do strony bekhendowej, 24-latka… zagrała skrót.

    Nie był to idealny drop shot, jednak zmusił rywalkę do podejścia pod siatkę. Australijka odegrała tak, że Świątek skończyła całą akcję precyzyjnym lobem. Trzeba przyznać, że rzadko kiedy widujemy Polkę, która podejmuje takie decyzje. W “normalnej rzeczywistości” z pewnością zdecydowałaby się na topspinowe zagranie po linii lub po krosie. Ale tym razem wykorzystała szerszy repertuar swoich umiejętności.

    Kiedy, jak nie teraz? Wielu ekspertów zaznacza, że pod wodzą Wima Fissette’a Iga Świątek powinna próbować nowych rozwiązań. I namiastkę tych prób w postaci skrótu zakończonego wygranym punktem obejrzeliśmy w poniedziałkowym spotkaniu.

    “Iga Świątek zdobywa FENOMENALNY punkt przeciwko Maddison Inglis podczas Australian Open. Kombinacja drop shot + lob. Genialna konstrukcja punktu” – czytamy na profilu “The Tennis Letter” w mediach społecznościowych, gdzie internauci również docenili 24-latkę za to zagranie.

    W ćwierćfinale Australian Open Świątek zmierzy się z Jeleną Rybakiną. Relacja na żywo w Interii Sport.
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekAFP
    Tenisistka w stroju sportowym z rakietą w ręku podczas meczu na korcie, z wyrazem emocji na twarzy, w tle rozmyte elementy hali z widocznym fragmentem napisu.

    Iga ŚwiątekAFP
    Młoda tenisistka ubrana w biały strój sportowy z uśmiechem na twarzy, trzymająca rakietę tenisową w jednej ręce, znajduje się na korcie trawiastym, za nią zegar i rozmyte sylwetki widzów.

    Iga ŚwiątekDaisuke Urakami / Yomiuri / The Yomiuri Shimbun via AFPAFP

    Rafał Kot o aferze z nominacjami olimpijskimi: Chciałem przeprosić za zaistniałą sytuację.

  • Co za mecz Świątek o ćwierćfinał AO! Rywalka skakała z radości

    Co za mecz Świątek o ćwierćfinał AO! Rywalka skakała z radości

    Oto pełne, przeredagowane opracowanie tekstu po polsku – w spójnym, dziennikarskim stylu, z zachowaniem sensu, ale bez kopiowania oryginalnych sformułowań:


    Iga Świątek bez większych problemów zameldowała się w ćwierćfinale Australian Open. W czwartej rundzie liderka polskiego tenisa rozbiła reprezentantkę gospodarzy Maddison Inglis 6:0, 6:3. Australijka, mimo wyraźnej różnicy klas, potrafiła cieszyć się z każdego sukcesu – a jeden z wygranych gemów celebrowała tak, jakby wygrała cały mecz. Teraz przed Świątek prawdziwy sprawdzian: hitowe starcie z Jeleną Rybakiną.

    Los po raz drugi z rzędu sprawił, że Iga Świątek o awans do ćwierćfinału Australian Open walczyła z dużo niżej notowaną rywalką. Rok temu na tym etapie jej przeciwniczką była sklasyfikowana wówczas na 128. miejscu Niemka Eva Lys. Tym razem Polka zmierzyła się z kwalifikantką Maddison Inglis, zajmującą 168. pozycję w rankingu WTA i korzystającą z dopingu miejscowej publiczności.

    Od pierwszych piłek było jednak widać, kto kontroluje wydarzenia na korcie. Świątek bardzo szybko objęła prowadzenie 3:0, wykorzystując błędy rywalki i imponując precyzją, zwłaszcza forhendem po linii oraz skutecznymi minięciami przy siatce. Polka cierpliwie budowała akcje, chętnie wchodziła w dłuższe wymiany, co wyraźnie jej służyło. – Inglis potrafi dobrze użyć prędkości piłki rywalki, ale sama nie generuje dużej mocy. Iga nie musi się spieszyć – zauważył na antenie Eurosportu Dawid Celt.

    Dominacja w pierwszym secie była całkowita. Świątek naciskała returnem, szybko zrobiło się 5:0. Australijce nie brakowało ambicji – momentami potrafiła się długo bronić i zaskoczyć Polkę w pojedynczych akcjach. – Świetna wymiana, brawa dla obu zawodniczek. Iga atakowała, a Inglis bardzo długo się broniła – chwalił Marek Furjan. Chwilę później Świątek zakończyła seta efektownym smeczem, wygrywając 6:0 w zaledwie 31 minut.

    W przerwie między setami Polka podeszła do swojego trenera Wima Fissette’a, który – mimo tak wysokiego prowadzenia – przekazał jej kilka wskazówek. – Spokojne dziś oblicze Fissette’a – podsumował Furjan. Nic dziwnego, skoro jego podopieczna w pełni panowała nad przebiegiem spotkania.

    Druga partia zaczęła się jednak niespodziewanie. Maddison Inglis przełamała serwis Świątek, zagrała odważniej, a po ostatniej piłce gema uniosła ręce w geście triumfu. Szeroki uśmiech i reakcja publiczności jasno pokazywały, jak wiele znaczył dla niej ten moment. – Proszę spojrzeć na jej reakcję, ile to dla niej znaczy – zwracali uwagę komentatorzy.

    Radość Australijki nie trwała jednak długo. Iga błyskawicznie odpowiedziała, odrobiła stratę i objęła prowadzenie 2:1. Uporządkowała grę, znów zaczęła dominować w wymianach i skutecznie pilnowała koncentracji – co przy tak dużej przewadze bywa kluczowe. Chwilę później było już 4:1 dla Polki, która pozwalała sobie nawet na efektowne rozwiązania, jak udany skrót. – Technicznie znacznie lepszy dropszot niż poprzednie. Z całym szacunkiem dla Inglis, ale w takich meczach można testować podobne zagrania – oceniał Celt.

    Inglis walczyła do końca, dwukrotnie utrzymała własne podanie, ale na więcej nie było jej stać. Świątek pewnie zamknęła spotkanie przy swoim serwisie, wygrywając po 72 minutach 6:0, 6:3. To już szósty z rzędu turniej wielkoszlemowy, w którym Polka dociera co najmniej do ćwierćfinału – imponująca regularność na najwyższym poziomie.

    W kolejnym meczu Iga Świątek zmierzy się z Jeleną Rybakiną. Reprezentantka Kazachstanu w czwartej rundzie bez większych problemów pokonała Elise Mertens 6:1, 6:3. Dotychczasowy bilans ich bezpośrednich starć to 6:5 dla Świątek, choć ostatnie słowo należało do Rybakiny, która w listopadzie podczas WTA Finals w Rijadzie wygrała 3:6, 6:1, 6:0. Ćwierćfinał w Melbourne zapowiada się więc jako prawdziwy hit.


  • Cały świat zobaczył, co Świątek napisała na kamerze

    Cały świat zobaczył, co Świątek napisała na kamerze

    Iga Świątek jest już w ćwierćfinale pierwszego turnieju wielkoszlemowego w tym roku – Australian Open. Polka po wygranym meczu z Maddison Inglis wzięła flamaster i napisała trzy słowa na kamerze.
    Iga Świątek
    Screen serwis X – TNT Sports

    Iga Świątek bez problemów awansowała do ćwierćfinału Australian Open. Polka w IV rundzie pokonała 6:0, 6:3 kwalifikantkę z Australii Maddison Inglis (168. WTA). “Australijka po wygraniu jednego z gemów cieszyła się tak, jakby zwyciężyła w całym spotkaniu. Świątek może już szykować się do ćwierćfinałowego hitu z Jeleną Rybakiną” – pisał w relacji z meczu Dominik Senkowski, dziennikarz Sport.pl.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Oto, co Iga Świątek napisała na kamerze. Trzy słowa

    Iga Świątek po tradycyjnym, pomeczowym wywiadzie wzięła flamaster, podeszła do jednej z kamer i napisała na niej kilka słów. “Stay cool tomorrow”, co można tłumaczyć: “trzymaj się jutro”.

    Świątek swoim wpisem nawiązała do pogody, która ma panować we wtorek w Melbourne. Przewiduje się, że upały mogą sięgać nawet 45 stopni!

    “Jutro 45 stopni Celsjusza. Uważajcie na siebie, nie przepadam za takimi upałami. Niech nadejdzie chłodniejsza pogoda” – napisał w serwisie X użytkownik Kathy Savran.

    To nie pierwszy raz w tegorocznym Australian Open, gdy są takie upały. Były one też w sobotę. Problemy z nimi miał Jannik Sinner, wielki faworyt turnieju. “W sobotę w Melbourne panują bardzo upalne warunki. Temperatura w cieniu przekracza 35 stopni Celsjusza. Te warunki zaczęły mocno doskwierać Jannikowi Sinnerowi, który w trzecim secie starcia z Eliotem Spizzirrim zaczął dosłownie słaniać się po korcie, zmagając się z kolejnymi skurczami” – pisała Agnieszka Piskorz ze Sport.pl

    Zobacz także: Fortuna! Tyle Świątek już zarobiła za awans do ćwierćfinału Australian Open

    Świątek w ćwierćfinale Australian Open zmierzy się z Jeleną Rybakiną (Kazachstan, 5. WTA). Pojedynek zostanie rozegrany w środę. Relacja na żywo na Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

  • Było 6:0, Świątek nagle potrzebowała pomocy. Abramowicz i Fissette w akcji

    Było 6:0, Świątek nagle potrzebowała pomocy. Abramowicz i Fissette w akcji

    Skupieni i poważni byli pracownicy Igi Świątek w trakcie jej meczu, na który mogliby się wybrać jak na piknik. W czwartej rundzie Australian Open wiceliderka światowego rankingu była skazana na pewne zwycięstwo nad 168. na liście WTA Maddison Inglis. Trener Wim Fissette i psycholożka Daria Abramowicz w pewnym momencie musieli wkroczyć do akcji, ale generalnie mogą być z Igi dumni. Bo wygrała ten mecz 6:0, 6:3.
    Iga Świątek, Wim Fissette i Daria Abramowicz
    Fot. REUTERS/Jaimi Joy, screen: Eurosport

    Dwa dni temu Iga Świątek zagrała bardzo nierówno przeciw 33. w rankingu WTA Annie Kalinskiej. Rosjankę pokonała 6:1, 1:6, 6:1. Teraz miała teoretycznie o wiele łatwiejsze zadanie. Ale teorię musiała potwierdzić w praktyce.

    Zobacz wideo Koncert Świątek, ale nagle stanęła! Zaskakująca rywalka Igi

    28-letnia Maddison Inglis przeżyła na tym Australian Open najlepsze chwile w karierze. Australijka przebiła się do turnieju głównego przez trzystopniowe eliminacje, następnie wygrała w pierwszej i drugiej rundzie maratony, z których każdy trwał ponad trzy godziny, a wreszcie do czwartej rundy awansowała po tym, jak kontuzjowana Naomi Osaka nie wyszła przeciw niej na kort.

    Rywalka Świątek w grze o ćwierćfinał dochodząc do tego etapu spełniła marzenia, których pewnie nawet bała się głośno wypowiedzieć, bo brzmiałyby aż tak nierealnie. Ale dalej pójść już nie mogła. Chyba nawet w marzeniach. A na pewno w tym turnieju.
    Świątek prowadziła, a Australijczycy nagle zaczęli świętować

    Świątek nie prezentuje w Melbourne swojej topowej formy, ale i tak jest za dobrą tenisistką, żeby nie pokonać o tyle słabszej rywalki. Iga nigdy nie przegrała wielkoszlemowego meczu z przeciwniczką spoza pierwszej setki światowego rankingu. Przed meczem z Inglis miała z takimi tenisistkami bilans 23-0. Teraz to jest już 24-0.

    Minęły ledwie trzy, może cztery minuty, Świątek prowadziła 1:0 i 15:0. I nagle australijska publika zerwała się z miejsc na Rod Laver Arena, czyli na największym obiekcie turnieju. Australijscy kibice fetowali pierwszy punkt swojej zawodniczki. Oni też wiedzieli, że Inglis może wygrać pojedyncze akcje, ewentualnie kilka gemów. Ale nie mecz.
    Trener dawał Świątek rady trochę jak na treningu

    – Iga może wrzucić piłkę rywalce i nie musi się spieszyć, bo przy swojej obronie może spokojnie przetrwać napór przeciwniczki – analizował trener Dawid Celt przy stanie 2:0. Kapitan reprezentacji Polski w Billie Jean King Cup komentował mecz w Eurosporcie.

    Natomiast trener Wim Fissette, czyli osobisty szkoleniowiec Świątek, odezwał się bodaj pierwszy raz dopiero przy stanie 4:0. Przekazał wtedy swojej tenisistce, żeby serwowała nie tak płasko, tylko z większym marginesem. Prawdę powiedziawszy, uwaga Fissette’a brzmiała jak rada na treningu, jak zachęta, do przećwiczenia pewnego elementu. Na pewno nie było to wskazywanie czegoś, co trzeba pilnie poprawić.
    Fissette i Abramowicz się ożywili. Ale tylko w jednym momencie

    Fissette’a, a z nim psycholożkę Darię Abramowicz, trenera przygotowania fizycznego Macieja Ryszczuka oraz sparingpartnera Igi Kacpra Żuka, realizator transmisji pokazywał nam często. Wszyscy byli spokojni, poważni, ale nikt z nich specjalnie tego meczu nie przeżywał. To naturalne. Tym razem raczej nie były potrzebne korekty, Iga nie potrzebowała specjalnego zagrzewania do walki, a tym bardziej podnoszenia na duchu czy nawet interakcji będących tak naprawdę stanowczą, emocjonalną wymianą zdań, co czasami w trudnych meczach Polki obserwujemy.

    Teraz po 32 minutach było już po secie. Świątek wygrała go 6:0. – Robić swoje konsekwentne, dbać o tempo, dbać o jakość, rozkładać agresję na kilka uderzeń, nie spieszyć się – te rady Idze telepatycznie przekazywał jeszcze w trakcie pierwszego seta Celt. Natomiast Fissette na początku drugiej partii znów powiedział Świątek kilka słów o serwisie. – Dawaj! Tylko reset i tylko ta piła. Swój tenis! – wtrąciła wtedy Abramowicz.

    Możliwe, że w tamtym momencie Polka straciła odrobinę pewności, bo drugiego seta zaczęła od utraty podania. Inglis wyszła na 1:0, przełamując Świątek. Ale tak naprawdę jeszcze przed przytoczoną przed chwilą sytuacją między Igą, a jej zespołem, zobaczyliśmy przełamanie powrotne. A po kolejnej chwili było już 6:0, 2:1 i Świątek zaczęła odjeżdżać. W stronę końca tego meczu, w stronę ćwierćfinału.
    Rybakina ogromnym wyzwaniem dla Świątek

    Teraz rywalką Świątek będzie Jelena Rybakina. Reprezentantka Kazachstanu jest w świetnej formie. Starcie z nią będzie dla Polki ogromnym wyzwaniem. Czy Iga jest na nie gotowa? Po jednostronnym meczu z Inglis kompletnie tego nie wiemy. Pewne jest tylko to, że Iga chcąc pozostać w turnieju, będzie musiała teraz zagrać swój najlepszy mecz w trwającym Australian Open.

    Przypomnijmy, że Australian Open to ostatni turniej wielkoszlemowy, którego Świątek jeszcze nie wygrała. Mistrzyni Roland Garros (2020, 2022, 2023 i 2024), US Open (2022) oraz Wimbledonu (2025) jest już tylko o trzy mecze od skompletowania Karierowego Wielkiego Szlema. Ale oczywiście teraz absolutnie nie można myśleć o takich rzeczach. Teraz konieczna jest pełna koncentracja tylko na Rybakinie.

  • Sceny! Iga Świątek popełniła błąd, ekstaza na trybunach Australian Open

    Sceny! Iga Świątek popełniła błąd, ekstaza na trybunach Australian Open

    Australian OpenSceny! Iga Świątek popełniła błąd, ekstaza na trybunach Australian Open
    Iga Świątek
    Iga Świątek (Foto: MARCIN CHOLEWINSKI/ NEWSPIX.PL / newspix.pl)

    Iga Świątek wygrała w czwartej rundzie Australian Open z Maddison Inglis. Polka gładko wygrała pierwszego seta 6:0, jednak drugą partię dość niespodziewanie zaczęła od przegranego gema serwisowego. To uradowało miejscową publiczność, która trzymała kciuki za swoją reprezentantkę. Zobacz nagranie z tego momentu.

    Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet

    Iga Świątek była murowaną faworytką w starciu ze 168. w rankingu WTA Australijką Maddison Inglis i pierwszy set wygrany przez Polkę do zera upłynął zgodnie z przewidywaniami ekspertów. Dość niespodziewanie jednak w drugiej partii zaatakowała rywalka, która przełamała wiceliderkę rankingu. Gem wygrany przez miejscową tenisistkę mocno rozweselił publiczność.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo
    Australijczycy w euforii po przegranym gemie Świątek

    “Czysta radość. Bezcenna reakcja Maddison Inglis (168. w rankingu WTA) na wygranie pierwszego gema w meczu z Igą Świątek Pierwszego seta Australijka przegrała 0:6” — czytamy na profilu Eurosportu na platformie X.

    Finalnie Świątek wygrała 6:0, 6:3 i w ćwierćfinale zagra z Jeleną Rybakiną.
    Teraz Świątek zagra z Rybakiną

    Rybakina w 1/8 finału pokonała Belgijkę Elise Mertens 6:1, 6:3. W obecnej edycji AO nie przegrała jeszcze seta. W żadnym meczu nie oddała rywalce więcej niż siedem gemów.

    26-letnia zawodniczka urodzona w Moskwie największy sukces odniosła w 2022 roku, kiedy wygrała Wimbledon. W 2023 w finale AO uległa Białorusince Arynie Sabalence, wcześniej w 1/8 finału eliminując Świątek.

    Historia rywalizacji Świątek z Rybakiną jest bogata i wyrównana. Mają za sobą 11 spotkań, z których sześć wygrała Polka. Aż pięć razy mierzyły się w poprzednim sezonie. Cztery pierwsze mecze padły łupem Świątek, w tym ćwierćfinał French Open. W listopadzie przegrała jednak z reprezentantką Kazachstanu 6:3, 1:6, 0:6 w WTA Finals, w którym Rybakina ostatecznie triumfowała.

    Źródło: PSO/PAP

    Źródło: Przegląd Sportowy Onet

    Data utworzenia:

    26 stycznia 2026 10:50
    Dziennikarz Przeglądu Sportowego

  • Krótki mecz Świątek, ale co się stało w rankingu. Spadek potwierdzony

    Krótki mecz Świątek, ale co się stało w rankingu. Spadek potwierdzony

    Dziewiąty dzień rywalizacji w Melbourne Park ostatecznie wyłonił ósemkę najlepszych zawodniczek w singlowej rywalizacji pierwszego wielkoszlemowego turnieju w tym roku. Od 1998 roku nie było takiej sytuacji, by na etapie ćwierćfinału zostało sześć najwyżej rozstawionych zawodniczek. Można więc powiedzieć, że były w tym turnieju pewne niespodzianki, ale sensacje – już nie.

    Taką sensacją byłaby na pewno obecność na etapie ćwierćfinału Maddison Inglis, która przebijała się tu przez eliminacje. Tyle że Australijka musiałaby dziś na Rod Laver Arena ograć Igę Świątek, to przerosło jej możliwości. Polka w 73 minuty wygrała 6:0, 6:3. I w środę o miejsce w półfinale zmierzy się z Jeleną Rybakiną.

    Ranking WTA. Iga Świątek coraz bliżej potwierdzenia drugiego miejsca. Ogromny spadek Madison Keys

    W niedzielę swoje cztery spotkania w 1/8 finału rozgrywały zawodniczki z górnej części drabinki, z Aryną Sabalenką na czele, w poniedziałek zaś – z dolnej. Wczoraj można mówić o małym zaskoczeniu, skoro Mirra Andriejewa dość gładko przegrała z Eliną Switoliną. Ukrainka jest o krok od powrotu do TOP 10 rankingu WTA – potrzebować będzie jednak zwycięstwa we wtorek z Coco Gauff.
    Kobieta w sportowym stroju i białej czapce z daszkiem poprawia nakrycie głowy na korcie tenisowym. W tle widoczne rozmyte sylwetki publiczności.

    Madison KeysDIMITAR DILKOFFAFP

    W poniedziałek wszystkie spotkania trwały dwa sety, to z udziałem Igi Świątek było najkrótsze. Polka spędziła na korcie 73 minuty, Jelena Rybakina potrzebowała do awansu 77 minut, Jessica Pegula 78, a Amanda Anisimova – 102. I właściwie tylko spotkanie tej ostatniej z Qinyu Wang wiązało się z jakimiś emocjami.

    Ważne znaczenie miało zaś starcie dwóch doświadczonych Amerykanek, czyli Keys i Peguli. Ta pierwsza broniła w Melbourne tytułu, który rok temu zdobyła w niesamowitych okolicznościach: pokonując m.in. Rybakinę, Świątek i Sabalenkę. Teraz ta sztuka się nie udała, co z kolei oznacza, że Keys straci po niemal roku miejsce w najlepszej dziesiątce rankingu. Straci aż 1740 punktów, oznacza to spadek na 15. miejsce w rankingu lub 16., jeśli Iva Jović ogra we wtorek Arynę Sabalenkę.

    Białorusinka na pewno pozostanie liderką rankingu – bez względu na pozostałe wyniki. Świątek z kolei utrzyma drugą pozycję, jeśli w środę wygra półfinał z Rybakiną. A może ją stracić tylko w sytuacji, jeśli Gauff lub Anisimova wygrają tytuł w Melbourne. Nie ma możliwości, by obie wyprzedziły 24-latkę z Raszyna.

    Ranking WTA “na żywo” po 1/8 finału Australian Open

    1. Aryna Sabalenka – 10120 pkt

    2. Iga Świątek – 7978 pkt

    3. Amanda Anisimova – 6680 pkt

    4. Coco Gauff – 6423 pkt

    5. Jelena Rybakina – 6040 pkt

    6. Jessica Pegula – 5753 pkt

    7. Mirra Andriejewa – 4731 pkt

    8. Jasmine Paolini – 4267 pkt

    9. Belinda Bencic – 3342 pkt

    10. Jekaterina Aleksandrowa – 2983 pkt

    11. Elina Switolina – 2855 pkt

    12. Linda Noskova – 2761 pkt

    13. Victoria Mboko – 2606 pkt

    14. Naomi Osaka – 2366 pkt

    15. Madison Keys – 2345 pkt

    —

    20. Iva Jović – 2031 pkt

    * grubszą czcionką zawodniczki, która wciąż grają w Australian Open
    Tenis. Iga Świątek – obecna liderka rankingu WTA

    Iga ŚwiątekVictor Joly / Victor Joly / DPPI via AFPAFP
    Tenisistka w czerwonej sukience wykonująca gest triumfu ze zaciśniętą pięścią, jej twarz wyraża emocje i skupienie, tło zaciemnione bez widocznych szczegółów.

    Aryna SabalenkaAA/ABACAAFP

    Co za wymiana! Świątek zdominowała rywalka

  • Fortuna! Tyle Świątek już zarobiła za awans do ćwierćfinału Australian Open

    Fortuna! Tyle Świątek już zarobiła za awans do ćwierćfinału Australian Open

    Iga Świątek pokonała reprezentantkę gospodarzy Maddison Inglis 6:0, 6:3 i pewnie awansowała do ćwierćfinału Australian Open. A to wiąże się nie tylko z samym wejściem do najważniejszej części turnieju, ale także z ogromnymi zarobkami.
    Iga Świątek
    Fot. REUTERS/Jaimi Joy

    Wiceliderka światowych list rozpoczęła turniej od wygranych z Chinką Yue Yua, Czeszką Marie Bouzkovą oraz Rosjanką Anną Kalinską. Kolejną jej przeciwniczką miała być Naomi Osaka, ale Japonka ze względów zdrowotnych wycofała się z turnieju. Świątek o awans do ćwierćfinału zagrała z australijską kwalifikantką Maddison Inglis (168.), która do tego spotkania spędziła na korcie ponad 16 godzin.

    Zobacz wideo Kosecki szczerze o zwolnieniu Urbana: To było dla mnie strasznym ciosem

    Świątek już zarobiła fortunę. Ile dokładnie?

    Polka nie dała szans rywalce. W pierwszym secie nie straciła gema. W drugiej partii ambitnie grająca Inglis, ku radości miejscowych fanów, wygrała trzy gemy. Na więcej nie było jej jednak stać. To Polka wygrała 6:0, 6:3.

    Zwycięstwo Świątek oznacza nie tylko awans do ćwierćfinału i pojedynek z Jeleną Rybakiną (5. WTA) oraz punkty do rankingu. To także konkretne pieniądze na koncie.

    “Pula nagród wyniesie 111,5 mln dol. australijskich, co stanowi wzrost o prawie 16 proc. w porównaniu z 2025 r. To największy wzrost w historii turnieju. Nagrody pieniężne będą rosły w każdej rundzie. Mistrzowie singla mężczyzn i kobiet zarobią po 4,15 mln dol. australijskich, czyli o 19 proc. więcej niż w ubiegłym roku” – ogłosili organizatorzy Australian Open jeszcze przed rozpoczęciem imprezy.

    Już po pokonaniu Anny Kalinskiej w 3. rundzie Świątek mogła cieszyć się z pokaźnej nagrody. Polka wzbogaciła się wówczas o 320 tys. dol. australijskich, co w przeliczeniu daje 1,16 mln zł. Po zwycięstwie nad Inglis wiceliderka rankingu WTA zainkasowała już 500 tysięcy AUD, a więc 1,8 mln zł.

    Ile można zarobić w Australian Open 2026?

    1. runda: 100 tys. AUD (ok. 363 tys. zł)
    2. runda: 150 tys. AUD (ok. 543 tys. zł)
    3. runda: 220 tys. AUD (ok. 800 tys. zł)
    4. runda: 320 tys. AUD (ok. 1,16 mln zł)
    Ćwierćfinał: 500 tys. AUD (ok. 1,8 mln zł)
    Półfinał: 840 tys. AUD (ok. 3,1 mln zł)
    Finalista / Finalistka: 1,45 mln AUD (ok. 5,3 mln zł)
    Triumfator / Triumfatorka: 2,79 mln AUD (ok. 10,2 mln zł)

    W jutrzejszym ćwierćfinale Australian Open Iga Świątek zmierzy się z Jeleną Rybakiną. Relacja z tego pojedynku dostępna będzie na stronie Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

  • Pogrom w meczu Świątek o ćwierćfinał. Wszystko jasne ws. hitu w Melbourne

    Pogrom w meczu Świątek o ćwierćfinał. Wszystko jasne ws. hitu w Melbourne

    Po tym, jak Iga Świątek przebrnęła przez premierowe dwie rundy tegorocznego Australian Open bez straty partii, w trzeciej fazie Polka musiała już powalczyć na pełnym dystansie setowym. Problemy naszej reprezentantce sprawiła rozstawiona z “31” Anna Kalinska. Panie rozegrały spotkanie pełne zwrotów akcji. Najpierw zobaczyliśmy dominację Raszynianki. Później nastąpił u niej spadek jakości i do głosu doszła Rosjanka. W decydującej odsłonie rywalizacji wiceliderka rankingu WTA zdołała się odrodzić i powróciła do lepszego poziomu. Ostatecznie mistrzyni Wimbledonu 2025 triumfowała 6:1, 1:6, 6:1.

    Losowanie drabinki sugerowało, że w 1/8 finału Iga może się spotkać z Naomi Osaką. W trakcie meczu Świątek z Kalinską dotarła jednak przykra informacja ws. Japonki. Otóż czterokrotna mistrzyni imprez wielkoszlemowych wycofała się z dalszej rywalizacji z powodu problemów zdrowotnych na kilka godzin przed planowanym starciem trzeciej rundy z Maddison Inglis. W związku z tym Australijka awansowała walkowerem do najlepszej “16”.

    Zawodniczka gospodarzy plasuje się obecnie na 168. miejscu w kobiecym zestawieniu, musiała przedzierać się przez eliminacje. Wiadomo już jednak, że w notowaniu po Australian Open mocno poprawi swój ranking. To efekt życiowego wyniku w Melbourne. Z jednej strony pojedynek czwartej rundy z Polką stanowił dla niej nagrodę, a z drugiej – nie miała nic do stracenia, mogła jedynie zyskać, bo to Raszynianka przystępowała do rywalizacji w roli zdecydowanej faworytki. Jeszcze przed pierwszą piłką, tuż po zakończeniu rozgrzewki, można było zauważyć szeroki uśmiech na twarzy Inglis.

    Australian Open: Iga Świątek kontra Maddison Inglis w czwartej rundzie

    Mecz rozpoczął się od serwisu Świątek. Turniejowa “2” od pierwszych akcji starała się narzucać własne warunki gry. Premierowe rozdanie wygrała pewnie, do zera. Po zmianie stron, gdy Inglis doczekała się swojego punktu, na trybunach zapanowała ogromna euforia. W taki sposób Australijczycy chcieli wspomóc swoją reprezentantkę.

    Mimo potężnego wsparcia, Maddison nie uniknęła przełamania w drugim gemie. Przy break poincie długimi fragmentami świetnie się broniła, próbowała nawet skontrować Igę. Ostatecznie to jednak 168. rakieta świata popełniła błąd, po którym Polka wyszła na prowadzenie 2:0. Na starcie trzeciego rozdania zrobiło się trochę nerwowo z perspektywy Raszynianki, przegrała dwie akcje. Potem wiceliderka rankingu WTA wyszła jednak z opresji i potwierdziła przewagę breaka.

    Australijka starała się wychodzić poza swoją strefę komfortu, szukała innych rozwiązań. W czwartym i szóstym gemie miała swoje okazje na zdobycie “oczka” przy własnym serwisie. W trakcie tego ostatniego rozdania Świątek zdołała wyjść ze stanu 15-40. Nasza reprezentantka zgarnęła cztery akcje z rzędu i dzięki temu zapisała na swoim koncie pierwszego w tym sezonie seta wygranego do zera.

    Druga część pojedynku rozpoczęła się dość niespodziewanie, bowiem już na “dzień dobry” zobaczyliśmy break pointy dla Maddison. Przy pierwszym zaryzykowała, nie trafiła. Przy drugim posłała agresywny return, po którym Iga odpowiedziała zagraniem daleko poza linię końcową. Wtedy na twarzy Australijki rozgościł szeroki uśmiech, uniosła ręce w geście triumfu. W taki sposób celebrowała swojego pierwszego wygranego gema w tym spotkaniu.

    Po zmianie stron nasza reprezentantka szukała natychmiastowego re-breaka. Dobrze zaczęła, od prowadzenia 30-0, ale później to rywalka miała piłkę na 2:0. Po kilku słabszych akcjach Polki, znów obserwowaliśmy dominację wiceliderki rankingu na korcie. Świątek odrobiła stratę i zaczęła uciekać przeciwniczce. W tym konkretnym fragmencie pozwoliła Inglis na wygranie tylko pojedynczych wymian, szybko zrobiło się 4:1 dla faworytki.

    Wtedy Australijka doczekała się pierwszego utrzymanego podania w całym spotkaniu. Wróciła ze stanu 15-30 i dorzuciła drugie “oczko” na swoje konto. Tenisistka z drugiej setki znów załapała się na grę i szukała swojej szansy także przy serwisie naszej reprezentantki. Był break point dla Maddison, ale został błyskawicznie zlikwidowany. Ostatecznie Iga triumfowała w całym spotkaniu 6:0, 6:3 po 73 minutach walki. W ćwierćfinale czeka nas prawdziwy hit, bowiem w środę Raszynianka zmierzy się z Jeleną Rybakiną.

    Świątek uspokaja: „Fizycznie czuję się dobrze”, mimo choroby© 2026 Associated Press
    Tenisistka w sportowej koszulce i fioletowej czapce z daszkiem stoi na korcie, patrząc przed siebie z poważnym wyrazem twarzy, w tle rozmyta publiczność.

    Iga ŚwiątekMARK AVELLINO / ANADOLU / Anadolu via AFPAFP
    Tenisistka w jasnoniebieskiej koszulce i białej czapce trzymająca rakietę do tenisa, klaszcząca dłonią o rączkę rakiety, w tle widoczna publiczność ożywiona oglądanym meczem.

    Jelena RybakinaMinas PanagiotakisAFP
    Dwie tenisistki ściskają sobie dłonie na korcie, obie ubrane w sportowe stroje, jedna z nich ma różową czapkę, druga białą opaskę na głowie, w tle rozmyta hala sportowa.

    Jelena Rybakina i Iga Świątek, 20.04.2024 r.THOMAS KIENZLEAFP