• Świątek się wściekła, sceny na konferencji prasowej. “Czy my jesteśmy zwierzętami w zoo?”

    Świątek się wściekła, sceny na konferencji prasowej. “Czy my jesteśmy zwierzętami w zoo?”

    Na etapie ćwierćfinału Iga Świątek zakończyła udział w tegorocznym Australian Open. Polka poległa 5:7, 1:6 z Jeleną Rybakiną i marzenia o triumfie w Melbourne musi odłożyć przynajmniej na następny rok. Na konferencji prasowej po porażce atmosfera była wyjątkowo napięta. Dość powiedzieć, że w pewnym momencie wiceliderka rankingu WTA nie wytrzymała i z jej strony padły mocne słowa. -Czy my jesteśmy zwierzętami w zoo? – wypaliła.
    Zawodniczka tenisowa w sportowym stroju i czapce, z uniesioną pięścią w geście triumfu, na korcie tenisowym. W prawym górnym rogu okrągłe powiększenie tej samej osoby, trzymającej dłonie na twarzy, wyrażającej silne emocje i napięcie.

    Iga Świątek nie wytrzymała na konferencji prasowejABACA/NEWSPIX.PL / x.comNewspix.pl

    Jelena Rybakina była zdecydowanie najpoważniejszą rywalką, z jaką Idze Świątek przyszło się mierzyć podczas tegorocznego Australian Open. Kazaszka postrzegana była przed meczem ćwierćfinałowym za faworytkę i w tym przypadku typowana bukmacherów niestety się potwierdziły.

    Rybakina lepsza od Świątek. Polka nie hamowała się na konferencji prasowej

    Po pełnym walki secie pierwszym reprezentantka Polski poległa 5:7, a później niestety coś się w jej grze załamało. Podbudowana zwycięstwem Rybakina za to zaczęła się rozpędzać i bardzo szybko uciekła z wynikiem, który nie był już możliwy do odrobienia. A przynajmniej nie przy takiej postawie.

    Reprezentantka Kazachstanu wygrała 7:5, 6:1 i awansowała do półfinału. Idze zaś pozostało odłożyć marzenia o pierwszym w karierze triumfie w Melbourne przynajmniej na przyszły rok. Po odpadnięciu miała w sobie wyraźnie wiele złości, której dała ujście w trakcie konferencji prasowej.

    Pytanie brzmi, czy my jesteśmy tenisistkami, czy zwierzętami w zoo? One są obserwowane nawet przy wypróżnianiu. Byłoby miło mieć nieco prywatności. Nie zawsze che się być tak uważnie obserwowanym

    Svitolina z awansem do półfinału Australian Open. WIDEOAssociated Press© 2026 Associated Press

    Świątek uderza w organizację Australian Open. To jej się nie podoba

    – Byłoby miło móc zrobić takie rzeczy w przestrzeni, gdzie nie patrzy cały świat – dodała Iga, po czym zawiesiła się i skryła twarz w dłoniach, wyraźnie zmęczona i przytłoczona – Na Wimbledonie są niektóre korty, gdzie ludzie z akredytacją mogą wejść, ale nie ma tam kibiców, tak też jest na Roland Garros. Sa też turnieje, gdzie nie jest możliwe zrobić nic bez udziału kamer. Nie sądzę, że to powinno tak wyglądać – dodała rozczarowana Polka.

    – My tenisistki powinniśmy być oglądane na korcie i w trakcie konferencji. To nasza praca. Nie jest naszym zadaniem bycie memem, kiedy zapomnisz akredytacji. Jasne, to zabawne. Ludzie mają o czym rozmawiać. Dla nas nie sądzę, żeby było to konieczne – dodała, nawiązując również do konkretnego nagrania. Ukazywało one, jak Raszynianka po jednym z meczów zapomniała niezbędnej akredytacji, aby móc przejść przez drzwi i w biegu musiała się po nią wracać. Wideo z zajścia błyskawicznie obiegło media społecznościowe.
    Tenisistka ubrana w biały top i czapkę z daszkiem gestykuluje ręką, stojąc na tle ciemnego tła. Sportowa opaska na nadgarstku i skoncentrowany wyraz twarzy podkreślają zaangażowanie w grę.

    Iga ŚwiątekCHOLEWINSKI MARCINNewspix.pl
    Dwie tenisistki podają sobie ręce przy siatce po meczu. Jedna z zawodniczek ubrana w białą koszulkę i czapkę z daszkiem, druga w jasnej sukience sportowej z białą opaską na głowie. W tle widoczny sędzia oraz kilka osób z obsługi turnieju.

    Iga Świątek i Jelena RybakinaCHOLEWINSKI MARCINNewspix.pl
    Jelena Rybakina

  • Sensacja w Australian Open. Światowa “1” wyeliminowana. Nie będzie kolejnego tytułu

    Sensacja w Australian Open. Światowa “1” wyeliminowana. Nie będzie kolejnego tytułu

    Jedenasty dzień głównych zmagań w ramach Australian Open 2026 obfituje w sporo ciekawych rozstrzygnięć. Dla nas rozpoczęło się od przykrego zdarzenia, bowiem z rywalizacji o tytuł w singlu kobiet została wyeliminowana Iga Świątek. To efekt przegranej z Jeleną Rybakiną w ćwierćfinale. Kilka godzin później nastała prawdziwa sensacja na jednym z bocznych kortów, podczas spotkania z udziałem liderki rankingu WTA w grze podwójnej. Na koniec doszło do niebywałej sytuacji.
    Tenisistka w białym stroju z rakietą w ręce zasłania twarz dłonią, stojąc na korcie tenisowym, w tle rozemocjonowani kibice za barierką.

    Anna Danilina przyczyniła się do sensacyjnego rozstrzygnięcia w Australian Open 2026CRISTINA QUICLERAFP

    Już tylko niespełna pięć dni pozostało do zakończenia kolejnej edycji Australian Open. Niestety, po środowych zmaganiach wiemy już, że w tym roku po tytuł w Melbourne nie sięgnie Iga Świątek. Nasza reprezentantka pożegnała się z rywalizacją na etapie najlepszej “8”, a więc fazę wcześniej niż 12 miesięcy temu. Dzisiejszą pogromczynią Raszynianki okazała się Jelena Rybakina. Po wyrównanym początku spotkania, później zawodniczka występująca w barwach Kazachstanu odjechała z wynikiem wiceliderce rankingu WTA. Wynikało to przede wszystkim z problemów serwisowych 24-latki. Mistrzyni WTA Finals 2025 doskonale wykorzystała ten fakt do zbudowania przewagi. Ostatecznie zwyciężyła 7:5, 6:1.

    Chwilę po tym, jak na Rod Laver Arena zakończył się pojedynek Świątek i Rybakiny, na jednym z bocznych kortów wystartowała ćwierćfinałowa rywalizacja w deblu z udziałem światowej “1”. Katerina Siniakova i grającą z nią w parze Taylor Townsend walczyły w tym roku o obronę tytułu. Do najlepszej “8” dotarły bez straty partii, w poprzedniej rundzie otrzymały nawet walkowera od duetu Miyu Kato/Fanny Stollar. Podczas dzisiejszej rywalizacji musiały się zmierzyć z tenisistkami, które wyeliminowały je z ubiegłorocznego Roland Garros. Mowa o ekipie Anna Danilina/Aleksandra Krunic. Rewanżowe starcie zakończyło się w bolesny sposób dla Czeszki oraz Amerykanki.

    Australian Open: Anna Danilina i Aleksandra Krunic autorkami sensacji

    Mecz rozpoczął się od utrzymanego serwisu przez duet Siniakova/Townsend, chociaż już na “dzień dobry” musiały wracać ze stanu 15-30. To była jednak tylko zapowiedź problemów, jakie nastały w dalszej fazie seta. W trzecim i siódmym gemie turniejowe “1” nie miały zbyt wiele do powiedzenia. W obu przypadkach zostały przełamane do 15 – za każdym razem działo się to przy serwisie liderki rankingu WTA w grze podwójnej. Z kolei Danilina i Krunic nie miały problemu z utrzymaniem swoim podań. Dzięki temu triumfowały w premierowej odsłonie 6:2.

    Początek drugiej części pojedynku przebiegał po myśli serwujących. Taki stan rzeczy potrwał aż do piątego rozdania. Wówczas Anna i Aleksandra nie straciły ani jednego punktu na returnie, dzięki czemu znalazły się na prowadzenie 3:2 z przewagą breaka. Od tamtej pory sytuacja na korcie uległa zmianie. Nagle obrończynie tytułu zerwały się do walki. Szybko zniwelowały stratę, a po ósmym gemie, kiedy rywalki posiadały piłkę na 4:4, doszło do sytuacji, kiedy to Katerina i Taylor mogły zamykać seta. Wykorzystały swoją szansę i zwyciężyły w partii 6:3.

    Decydująca odsłona przyniosła totalny zwrot akcji na korcie. Danilina i Krunic zdobyły przełamanie już w drugim gemie. Nie tylko oddały prowadzenia do końca meczu, ale także nie straciły ani jednego “oczka” do końca pojedynku. Finalny wynik brzmiał 6:2, 3:6, 6:0 na korzyść pary rozstawionej z “7”. Tym samym Siniakova i Townsend nie obronią tytułu wywalczonego przed rokiem. Co więcej – Czeszka może stracić nawet pozycję liderki rankingu WTA w grze podwójnej kosztem Elise Mertens. Stanie się tak, jeśli Belgijka i Shuai Zhang wygrają swój półfinał.

    Svitolina z awansem do półfinału Australian Open. WIDEOAssociated Press© 2026 Associated Press
    Kateřina Siniakova

    Kateřina SiniakovaAFP
    Taylor Townsend

    Taylor TownsendAFP
    Tenisistka w sportowej koszulce i fioletowej czapce z daszkiem stoi na korcie, patrząc przed siebie z poważnym wyrazem twarzy, w tle rozmyta publiczność.

    Iga ŚwiątekMARK AVELLINO / ANADOLU / Anadolu via AFPAFP

  • Rybakina nagle podeszła do Vukova. Sceny w meczu ze Świątek. I ta mina

    Rybakina nagle podeszła do Vukova. Sceny w meczu ze Świątek. I ta mina

    To koniec. Iga Świątek musi poczekać do 2027 roku, aby znów powalczyć o puchar w Melbourne. Tym razem Polka odpadła na etapie ćwierćfinału, w którym lepsza okazała się Jelena Rybakina. Mimo triumfu Kazaszce – szczególnie na początku pojedynku – towarzyszył wielki stres, co przełożyło się na wynik. Nagle rywalka Świątek podeszła do swojego trenera.
    Trener w sportowej czapce i kurtce rozmawia z tenisistką w niebieskim stroju, oboje skupieni na rozmowie, w tle widoczne trybuny z siedzącymi kibicami.

    Vukov, RybakinaMatthew StockmanAFP

    – Nie mam do siebie żadnych pretensji. Od początku wchodziłam agresywnie w jej drugi serwis, wywierałam presję. Jak gra się tak agresywnie, jak my – returnując – no to faktycznie błędy się pojawią (…) Ogromna szkoda, ale… obie jesteśmy dobrymi tenisistkami. Ona też bardzo dobrze gra, lubi szybkie nawierzchnie. Po prostu walczyłam i nie do końca poszło po mojej myśli – mówiła Iga Świątek po porażce z Jeleną Rybakiną.

    To reprezentantka Kazachstanu awansowała do półfinału Australian Open, w którym zmierzy się przeciwko Jessice Peguli. Na przestrzeni całego spotkania piąta rakieta świata była lepsza, zagrała pewniej i solidnej w kluczowych momentach, co przełożyło się na zwycięstwo 7:5, 6:1.

    Iga Świątek – Coco Gauff. Skrót meczuPolsat Sport

    To Rybakina powiedziała trenerowi. Zaraz po starcie meczu ze Świątek

    Choć ostatecznie Rybakina pokazała się z bardzo dobrej strony, to początek meczu w jej wykonaniu nie należał do perfekcyjnych, łagodnie mówiąc. W pierwszym gemie piłka była po stronie Kazaszki, która od stanu 15:15… nie wygrała żadnego punktu. Tym samym to Świątek na start przełamała rywalkę.

    Niestety – z perspektywy polskich kibiców – w gemie numer dwa przy podaniu naszej reprezentantki to 26-latka wykorzystała trzeciego break-pointa i doprowadziła do remisu. Mecz rozpoczął się więc od dwóch przełamań.

    Nagle kamery pokazały moment, w którym Jelena Rybakina podeszła do swojego boksu. A w nim zasiadał Stefano Vukov – jej trener, wokół którego w ostatnich latach działo naprawdę wiele. Na światło dzienne wyszły kulisy rzekomej toksycznej współpracy szkoleniowca z tenisistką. Vukov był nawet zawieszony przez WTA, jednak teraz legalnie może być w sztabie Kazaszki.

    Wracając do tego, co działo się na korcie – trener, znajdujący się dosłownie obok Rybakiny, zaczął dawać jej wskazówki dotyczące starcia. – Musisz zrozumieć przebieg meczu – tłumaczył. Nagle tenisistka, poprawiając warkocz, wypaliła: – Obie zaczęłyśmy tak fatalnie (używając nieco bardziej niecenzuralnych słów). Stefano Vukov pokiwał życzliwie głową, po czym na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Chwilę później reprezentantka Kazachstanu wróciła do rywalizacji, która ostatecznie potoczyła się po jej myśli.
    Jelena Rybakina

    Jelena RybakinaIZHAR KHANAFP
    Mężczyzna w sportowej czapce i bluzie Yonex gestykuluje podczas rozmowy z tenisistką ubrana w niebieski strój sportowy, siedzącą przodem do niego na trybunach.

    Stefano Vukov udzielający wskazówek Jelenie RybakinieMATTHEW STOCKMAN/Getty Images via AFPAFP
    Jelena Rybakina awansowała do półfinału Wimbledonu 2024

    Jelena Rybakina awansowała do półfinału Wimbledonu 2024HENRY NICHOLLS / AFPAFP

    Marica Płowdiw – DevelopRes Rzeszów.

  • Świątek ogłasza po porażce z Rybakiną. Powiedziała to przed kamerami. “Nie czułam”

    Świątek ogłasza po porażce z Rybakiną. Powiedziała to przed kamerami. “Nie czułam”

    Świątek po porażce z Rybakiną: „Po prostu walczyłam, ale nie wszystko ułożyło się po mojej myśli”

    Iga Świątek zakończyła swój udział w Australian Open na etapie ćwierćfinału. W nocy z wtorku na środę polskiego czasu wiceliderka rankingu WTA przegrała z Jeleną Rybakiną 5:7, 1:6. Tego dnia to reprezentantka Kazachstanu była wyraźnie skuteczniejsza i to ona awansowała do półfinału turnieju w Melbourne.

    Pierwszy set przez długi czas był niezwykle wyrównany. Już na samym początku obie tenisistki zanotowały po jednym przełamaniu, a następnie konsekwentnie utrzymywały własne podania. Różnica polegała jednak na tym, że to Świątek przez większość partii musiała gonić wynik. Przy stanie 6:5 dla Rybakiny Polka stanęła przed szansą doprowadzenia do tie-breaka, ale nie zdołała obronić własnego serwisu. 26-letnia zawodniczka urodzona w Moskwie wykorzystała moment i objęła prowadzenie w całym spotkaniu.

    Druga odsłona była już wyraźnie pod dyktando Rybakiny. Kazaszka nabrała pewności siebie, poprawiła serwis i narzuciła tempo, z którym Polka nie była w stanie sobie poradzić. Świątek ugrała w tej partii tylko jednego gema, a cały mecz zakończył się wynikiem 7:5, 6:1 po niewiele ponad półtorej godziny gry. W półfinale Australian Open Rybakina zmierzy się z Jessicą Pegulą.

    Krótko po zakończeniu spotkania Iga Świątek pojawiła się przed kamerami polskiego oddziału „Eurosportu”, gdzie podzieliła się swoimi przemyśleniami. Zapytana, czy kluczowy był pierwszy, bardziej wyrównany set, odpowiedziała bez wahania:
    – Nie, nie można tak powiedzieć. Faktycznie w pierwszym secie poziom był bardziej wyrównany i kilka piłek zrobiło różnicę, a w drugim ona już się rozkręciła. Serwowała lepiej, złapała pewność, a mi było coraz trudniej. Taka była różnica. Nie ma znaczenia, który set był ważniejszy.

    24-latka odniosła się także do pytania o ewentualny brak chłodnej głowy w decydujących momentach. – Nie mam do siebie pretensji pod tym względem. Od początku agresywnie wchodziłam w jej drugi serwis i starałam się wywierać presję. Gdy gra się tak ofensywnie, błędy po prostu się zdarzają. Pamiętam dwie sytuacje przy stanie 30:30, gdy returnowałam jej drugi serwis i właśnie wtedy popełniłam błędy. Jeśli chce się wygrać seta, takie piłki trzeba trafiać w kort. To był set, w którym zadecydowały dwie, trzy akcje. Ogromna szkoda, ale obie jesteśmy dobrymi tenisistkami. Ona świetnie gra i lubi szybkie nawierzchnie. Po prostu walczyłam i nie do końca poszło po mojej myśli – podsumowała.

    Na zakończenie Świątek spojrzała szerzej na cały swój występ w Melbourne. Po chwili namysłu przyznała, że mimo porażki widzi wiele pozytywów. – To było dobre rozpoczęcie sezonu. Było sporo pracy w trakcie turnieju, jeśli chodzi o poprawianie technicznych elementów. Idealnie byłoby, gdyby wszystko działało od razu na Wielkim Szlemie, ale tenis jest skomplikowanym sportem i nie zawsze tak się dzieje. Na początku nie czułam się najlepiej, później podniosłam poziom i naprawdę podobały mi się mecze po pierwszej rundzie.

    Wracając jeszcze do starcia z Rybakiną, Polka podkreśliła, że choć wynik ją boli, to daje też jasny sygnał, nad czym pracować dalej. – To rezultat, z którego nie jestem zadowolona, ale wiem, co chcę poprawić. Gdybym jutro wyszła na trening, miałabym konkretne cele. Kontynuowałabym to, co zaczęliśmy w okresie przygotowawczym i czego nie zdążyliśmy w pełni dopracować. Chcę się dalej rozwijać jako tenisistka. Nie jestem załamana. W tym sezonie trzeba pracować i iść naprzód – zakończyła Świątek.

  • Świątek nie mogła uwierzyć w to, co zrobiła Rybakina. Aż podniosła rękę

    Świątek nie mogła uwierzyć w to, co zrobiła Rybakina. Aż podniosła rękę

    Iga Świątek zatrzymana w Melbourne. Rybakina zagrała koncert i awansowała do półfinału Australian Open

    Iga Świątek przegrała z Jeleną Rybakiną 5:7, 1:6 w ćwierćfinale Australian Open. Kluczowy okazał się fragment, w którym Polka straciła pięć gemów z rzędu, a jej rywalka weszła na poziom gry, na który trudno było znaleźć odpowiedź. W jednej z decydujących akcji Świątek z niedowierzaniem patrzyła na piłkę, która po uderzeniu Rybakiny minimalnie zahaczyła o linię. – Pokaz mocy Rybakiny! – podsumowali komentatorzy.

    W Melbourne spotkały się druga i czwarta rakieta świata. Dla Świątek i Rybakiny był to już 12. pojedynek w karierze, ale po raz pierwszy na tak zaawansowanym etapie turnieju wielkoszlemowego. Stawka była ogromna – półfinał Australian Open.

    Obiecujący początek Polki

    Świątek zaczęła bardzo dobrze. Już w pierwszym gemie przełamała rywalkę, skutecznie atakując jej drugi serwis. Rybakina miała problemy z pierwszym podaniem, popełniała też błędy z forhendu, co Polka bezlitośnie wykorzystywała. Chwilę później sama jednak znalazła się w opałach. Co prawda obroniła dwa break pointy, dobrze czytała kierunki zagrań przeciwniczki, ale w końcu Kazaszka doprowadziła do przełamania zwrotnego.

    Rybakina wyszła też z poważnych tarapatów przy własnym serwisie, gdy przegrywała 0:40. Wtedy pomogły as i błąd Świątek, której zabrakło cierpliwości w jednej z wymian. Polka szybko jednak odpowiedziała lepszymi gemami serwisowymi i na tablicy wyników znów był remis. – Bądź bardziej agresywna przy returnie drugiego podania – motywował Rybakinę jej trener Stefano Vukov.

    Decydująca końcówka pierwszego seta

    Do stanu 3:3 obie tenisistki pewnie utrzymywały podanie. Rybakina częściej trafiała pierwszym serwisem, Świątek popisała się efektowną akcją bekhendową i dołożyła pierwszego asa. – Tego potrzeba – komentował Dawid Celt w Eurosporcie, a sztab Polki nagrodził ją brawami.

    Z czasem inicjatywę zaczęła jednak przejmować Rybakina. Zagrała znakomitego gema serwisowego, wygranego do zera, uderzając mocno i płasko pod linię końcową. – Świetna gra Jeleny, Iga niewiele może sobie zarzucić – oceniała Justyna Kostyra. W końcówce seta Świątek miała słabszy moment: gorzej serwowała, popełniła błąd z forhendu z powietrza, a potem posłała bekhend w siatkę. Przełamanie przesądziło sprawę – 7:5 dla Rybakiny.

    Drugi set pod dyktando Rybakiny

    Druga partia od początku układała się nie po myśli Polki. Szybkie przełamanie, podwójny błąd serwisowy i coraz więcej pomyłek w wymianach sprawiły, że Rybakina odskoczyła na 3:0. – Za szybko Iga decyduje się na siłowe rozwiązania – zauważał Celt. Kazaszka serwowała niemal bezbłędnie, a Świątek po jednej z przegranych piłek bezradnie rozłożyła ręce w stronę swojego zespołu.

    Polka jeszcze próbowała się podnieść – utrzymała podanie i doprowadziła do równowagi przy serwisie rywalki – ale Rybakina ratowała się asami. Jedno z jej zagrań, które spadło w sam narożnik kortu, wywołało u Świątek wyraźne niedowierzanie. Piłka jednak zahaczyła o linię, a przewaga Kazaszki rosła z każdą minutą. Chwilę później domknęła mecz przy własnym podaniu, wygrywając 7:5, 6:1. – Pokaz siły Rybakiny – podsumowała Kostyra.

    Najtrudniejsza możliwa rywalka

    Jeszcze przed ćwierćfinałem ekspertka Laura Robson przewidywała, że Jelena Rybakina będzie dla Świątek najtrudniejszą możliwą przeciwniczką. Te słowa w pełni się potwierdziły. Polka, zwłaszcza w pierwszym secie, prezentowała solidny poziom, ale w starciu z rozpędzoną, znakomicie serwującą rywalką to nie wystarczyło. W drugiej partii zabrakło jej przede wszystkim jakości podania.

    Rybakina awansowała do półfinału Australian Open, gdzie zmierzy się z jedną z Amerykanek – Jessicą Pegulą lub Amandą Anisimovą. W drugim półfinale turnieju Aryna Sabalenka zagra z Eliną Switoliną.

  • Decyzja po meczu Świątek. WTA ogłasza. Rywalka Polki jednak triumfuje

    Decyzja po meczu Świątek. WTA ogłasza. Rywalka Polki jednak triumfuje

    Maddison Inglis – bez niespodzianki – przegrała swój poniedziałkowy mecz IV rundy Australian Open z Igą Świątek. Mimo to ma jednak powody do zadowolenia i chwilę swojego triumfu. A wszystko za sprawą zarządzającej kobiecym tenisem organizacji WTA, która odtrąbiła swoją decyzję za pośrednictwem oficjalnego komunikatu. Jej władze postanowiły wyróżnić Australijkę, przyznając jej honorową nagrodę. I tak 168. zawodniczka światowego rankingu znalazła się na jednej liście choćby u boku Aryny Sabalenki.
    Tenisistka w niebieskiej spódniczce i białej koszulce z uśmiechem trzyma rakietę na korcie tenisowym, w lewym górnym rogu widoczna zbliżona twarz innej tenisistki wykonującej gest uciszenia palcem do ust.

    Iga Świątek i Maddison InglisWILLIAM WEST / AFP / Martin KEEP / AFPAFP

    Walcząca o skompletowanie Karierowego Wielkiego Szlema Iga Świątek pewnie – choć nie bez problemów – pokonała pierwsze cztery szczeble turniejowej drabinki na tegorocznym Australian Open.

    Australijka dotarła do 4. rundy korzystając z problemów zdrowotnych Naomi Osaki i nie zdołała sprawić sensacji. Iga Świątek była poza jej zasięgiem, choć 168. rakieta świata była w stanie wyszarpać jej trzy gemy, przegrywając ostatecznie 0:6, 3:6.

    Jestem jednocześnie rozczarowana i dumna, bo dałam z siebie wszystko. Atmosfera była niesamowita, starałam się cieszyć każdą minutą. Iga jest zawodniczką z innego poziomu, cały czas czujesz presję z jej strony. Nie mam dużego doświadczenia w takich meczach

    Na pocieszenie pozostała jej jednak nie tylko pokaźna nagroda finansowa w wysokości 330 tysięcy dolarów amerykańskich (czyli prawie 1,2 mln złotych). Jej dzielną postawę doceniła po starciu z Igą Świątek i jej poprzednich meczach organizacja WTA, przyznając jej jedną z nagród.

    Australian Open. Porażka ze Świątek, a potem to. Inglis wyróżniona przez WTA

    W oficjalnym komunikacie ogłoszono, że to właśnie Maddison Inglis zaprezentowała w minionych dniach “Najbardziej inspirujący występ tygodnia”.

    Miniony tydzień był prawdziwą rewolucją dla 28-letniej Australijki, która zyskała rzesze fanów dzięki swoim występom na korcie i wrażliwości poza nim

    Tym samym zawodniczka z drugiej setki rankingu trafiła na listę triumfatorek, na której znalazła się między innymi pierwsza rakieta świata Aryna Sabalenka, Coco Gauff czy Mirra Andriejewa. Pełną listę nagród przyznanych przez WTA zamieszczamy poniżej.

    Nagrody tygodnia przyznane przez WTA:

    “Gwiazda tygodnia” – Aryna Sabalenka

    “Najbardziej inspirujący występ tygodnia” – Maddison Inglis

    “Wschodząca gwiazda tygodnia” – Iva Jović

    “Najbardziej niespodziewany wynik tygodnia” – Nikola Bartunkova pokonująca Belindę Bencic

    “Najbardziej zdominowany mecz tygodnia” – zwycięstwo Ivy Jović nad Juliją Putincewą

    “Największy zwrot akcji tygodnia” – zwycięstwo Laury Siegemund nad Ludmiłą Samsonową

    “Uderzenie tygodnia” – “No-look pass” Coco Gauff

    “Modowe oświadczenie tygodnia” – Ikoniczny strój Naomi Osaki

    “Statystyka tygodnia” – Sabalenka wyznaczająca nowy standard w tie-breakach Wielkiego Szlema

    “Gwiazda tygodnia w mediach społecznościowych” – Mirra Andriejewa

    Iga Świątek odwróciła losy meczu drugiej rundy z Danielle Collins na Australian Open 2024 w spektakularny sposób

    Iga ŚwiątekANTHONY WALLACE / AFPAFP
    Tenis. Iga Świątek – obecna wiceliderka rankingu WTA

    Tenis. Iga Świątek – obecna wiceliderka rankingu WTACOREY SIPKIN / AFPAFP
    Uśmiechnięta tenisistka w jasnoniebieskiej spódniczce i białej koszulce, trzymająca rakietę tenisową, na ciemnym tle z elementami oznaczeń boiska i napisami.

    Maddison InglisMartin KeepAFP

    Asy serwisowe w meczu UNI Opole – Sokół & Hagric Mogilno.

  • Złamana reguła, potem łzy. Sceny na AO. Świątek czeka na powtórkę

    Złamana reguła, potem łzy. Sceny na AO. Świątek czeka na powtórkę

    Iga Świątek jak dotąd docierała do ćwierćfinału Australian Open dwukrotnie i za każdym wychodziła z niego zwycięsko, zatrzymując się dopiero na półfinale, co do dziś stanowi jej najlepszy wynik na Antypodach. Tak było przed rokiem – gdy 24-latkę ograła późniejsza mistrzyni Madison Keys – oraz w sezonie 2022. Cofnijmy się więc o 4 lata, by przed bojem z Jeleną Rybakiną przypomnieć sobie, jak wyglądał premierowy ćwierćfinał z udziałem Igi Świątek w Melbourne.

    Na kolejnych szczeblach turniejowej drabinki nasza reprezentantka pokonywała wówczas kolejno: Brytyjkę Harriet Dart, Szwedkę Rebeccę Peterson, reprezentującą obecnie Australię Darię Kasatkinę oraz Soranę Cirsteę. Wyjątkowy był zwłaszcza jej pojedynek z Rumunką w 4. rundzie, bo na jego finiszu Iga Świątek zalała się łzami, w ten osobliwy sposób świętując swój triumf.

    A była to zapowiedź tego, co miało wydarzyć się w ćwierćfinale.

    Australian Open. Tak wyglądał pierwszy ćwierćfinał Igi Świątek. Wyrzucona rakieta i łzy radości

    Jej rywalką była wówczas zapomniana już zapewne przez wielu fanów tenisa Estonka Kaia Kanepi. Był to ich pierwszy i ostatni bezpośredni pojedynek w karierze. Ale za to jaki.

    O zaciętości tego meczu najlepiej świadczy jego ostatnia akcja, gdy Iga Świątek musiała zaciekle bronić się z głębi kortu przy smeczach przeciwniczki oraz fakt, że obie tenisistki spędziły na korcie dokładnie 3 godziny i 1 minutę. W tamtym momencie był to najdłuższy mecz w karierze Igi Świątek, choć już trzy miesiące później wynik ten przebiło trwające o 2 minuty dłużej starcie z Ludmiłą Samsonową w Stuttgarcie.

    Wiele mówiła o całej sytuacji także reakcja Igi Świątek, która wbrew własnym regułom aż wyrzuciła w górę swoją rakietę. Ale także i w tym przypadku w jej oczach pojawiły się łzy. Skąd taki wybuch radości i skrajne wyrażanie swoich emocji? O tym Iga Świątek opowiadała później w swoim felietonie opublikowanym na łamach BBC.

    Tuż po moich dwóch ostatnich wygranych meczach płakałam i okazywałam wiele emocji. Na koniec pojedynku w czwartej rundzie z Soraną Cirsteą byłam bardzo rozemocjonowana, gdy usiadłam na moim krześle i zaczęłam szlochać. I później, gdy wygrałam ćwierćfinał z Kaią Kanepi, wyrzuciłam moją rakietę w powietrze i krzyczałam. To była spontaniczna akcja. Zazwyczaj nie robię takich rzeczy

    I dodała: – Oba mecze kosztowały mnie wiele energii i były związane z olbrzymią dawką stresu. Więc gdy wygrałam, mój organizm powiedział: “Nareszcie”. A ja potrafię płakać, gdy wygrywam i potrafię płakać, kiedy przegrywam.

    Reprezentantka Polski ujawniła także wówczas nieco więcej na temat swojej emocjonalności, twierdząc wprost, że dla niej “tydzień bez płaczu to nie tydzień”.

    – Niektórzy uważają, że okazywanie emocji nie jest dobre, ale ja mam odwrotne zdanie. Czasami to pomaga, a czasami nie, to prawda, ale trzeba zrozumieć, co jest potrzebne w danej chwili. W meczu z Kaią okazałam emocje, ale nie powiedziałabym, że robiłam to bardziej niż inni. Czułam, że to pomogło mi odwrócić losy meczu i ostatecznie wygrać. Czasem dobrze jest się nie hamować. Krzyczeć, płakać, cokolwiek. Potem poczujesz się lepiej. Nie twierdzę, że masz płakać i krzyczeć ile się da. Mówię, że chodzi o znalezienie swojej drogi i zrobienie tego, co najlepsze dla ciebie jako jednostki – stwierdziła Iga Świątek.
    Temat wpadki Igi Świątek wraca jak bumerang. Australijczycy w końcu powiedzieli “dość”

    Iga ŚwiątekJOSE BRETON / NURPHOTO / NURPHOTO VIA AFPAFP
    Iga Świątek na kortach Australian Open

    Iga Świątek na kortach Australian OpenYuichi YAMAZAKI / AFPAFP
    Sportowiec ubrany w czarną koszulkę i czapkę, stojący przy mikrofonie na tle niebieskiego ekranu, zakrywający twarz dłońmi wyrażając silne emocje.

    Iga Świątek via ZUMA Press Wire/ShutterstockEast News

    Iga Świątek: Z tego jestem najbardziej zadowolona. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • Ojciec rywalki Świątek przerwał milczenie po sześciu latach. Trener zwolniony

    Ojciec rywalki Świątek przerwał milczenie po sześciu latach. Trener zwolniony

    Już w pierwszych dniach Australian Open Jessica Pegula wprawiła tenisowych komentatorów w niemałe zakłopotanie. Amerykanka, która w półfinale turnieju może trafić na Igę Świątek, po jednym ze zwycięstw zostawiła na obiektywie kamery tajemniczy napis. Dla większości kibiców był on zupełnie niezrozumiały. Klucz do zagadki krył się jednak w… rodzinnych powiązaniach tenisistki.

    Po wygranej w pierwszej rundzie z Rosjanką Anastasiją Zacharową Pegula nie celebrowała triumfu w typowy sposób. Zamiast tego podeszła do kamery ustawionej przy korcie i napisała na niej słowa: „It was a catch”, dokładając do tego smutną buźkę. Dosłownie oznacza to: „To był chwyt”. Przekaz wywołał konsternację – komentatorzy i widzowie głowili się, co tenisistka miała na myśli. Tylko amerykańscy kibice szybko połączyli fakty. Wiedzieli, że Pegula nawiązała nie do tenisa, lecz do wydarzeń z boisk NFL.

    Futbolowy dramat, który dotknął rodzinę Pegulów
    W Stanach Zjednoczonych trwały wówczas play-offy ligi NFL, a dokładniej faza ćwierćfinałów, znana jako divisional round. Dzień przed meczem Peguli w Melbourne rozegrano spotkanie, które szczególnie ją poruszyło. W Denver miejscowi Broncos mierzyli się z Buffalo Bills – drużyną należącą do jej ojca, Terry’ego Peguli.

    Mecz miał niezwykle dramatyczny przebieg. Na 55 sekund przed końcem Broncos objęli prowadzenie 30:27. Gdy wydawało się, że zwycięstwo jest blisko, Bills zdołali doprowadzić do remisu rzutem na pięć sekund przed końcową syreną. O losach spotkania miała więc zadecydować dogrywka.

    To właśnie w niej doszło do sytuacji, która wywołała ogromne emocje. Rozgrywający Bills Josh Allen posłał długie podanie w pole punktowe rywali. Piłkę złapał Brandin Cooks, lecz w momencie upadku futbol został mu odebrany przez obrońcę Broncos Ja’Quana McMillana. Sędziowie uznali przechwyt, a Broncos wykorzystali sytuację i wygrali 33:30.

    Kibice Bills nie pogodzili się z tą decyzją. Ich zdaniem Cooks miał pełną kontrolę nad piłką, a akcja powinna zostać uznana jako skuteczny chwyt. To właśnie do tej kontrowersji nawiązała Jessica Pegula, pisząc na kamerze „It was a catch”. Gdyby arbitrzy ocenili sytuację inaczej, Bills mieliby piłkę i realną szansę na zwycięstwo.

    – Tak, wczoraj było po prostu fatalnie – przyznała Pegula już w Melbourne. – Trudny mecz, bolesna porażka. Sposób, w jaki przegraliśmy, był jak cios prosto w serce – dodała.

    Decyzja właściciela i koniec pewnej epoki
    Tuż po porażce Terry Pegula zdecydował się na radykalny krok i zwolnił wieloletniego trenera Bills, Seana McDermotta. Właściciel klubu tłumaczył później, że nie była to reakcja na kontrowersyjną decyzję sędziów, lecz efekt głębszych przemyśleń.

    – Kiedy zobaczyłem drużynę w szatni, zobaczyłem rozpacz. Zdałem sobie sprawę, że rok po roku w play-offach uderzamy w tę samą ścianę. Zadałem sobie pytanie: dokąd zmierzamy z tym, co mamy? I to była podstawa mojej decyzji – wyjaśniał Pegula w pierwszym od sześciu lat obszernym wywiadzie dla mediów.

    McDermott prowadził Bills przez dziewięć sezonów. Zbudował zespół regularnie zaliczany do grona faworytów do Super Bowl, ale mimo świetnych występów w sezonie zasadniczym drużyna nigdy nie awansowała do wielkiego finału.

    Nowy stadion i ogromne pieniądze
    Nadchodzący sezon będzie dla Bills wyjątkowy także z innego powodu. Drużyna zadebiutuje na nowym New Highmark Stadium, który pomieści 67 tysięcy widzów. Koszt budowy obiektu wyniósł 2,2 miliarda dolarów, z czego aż 850 milionów pochodzi z pieniędzy publicznych. Stan Nowy Jork dołożył 600 milionów, a hrabstwo Erie – 250 milionów.

    Terry Pegula, który fortunę zbudował na wydobyciu gazu łupkowego, kupił Buffalo Bills w 2014 roku za 1,4 miliarda dolarów, płacąc całą kwotę gotówką. W rywalizacji o klub pokonał m.in. Donalda Trumpa, przyszłego prezydenta USA, od lat marzącego o posiadaniu drużyny NFL. Z perspektywy czasu była to znakomita inwestycja – dziś wartość Bills jest ponad czterokrotnie wyższa niż w momencie zakupu.

    Pegula jest również właścicielem drużyny NHL Buffalo Sabres oraz zespołu lacrosse’a Buffalo Bandits.

    Tenisowe emocje w Melbourne
    Tymczasem Jessica Pegula skupia się na rywalizacji w Melbourne. W nocy z wtorku na środę rozegra ćwierćfinał Australian Open przeciwko Amandzie Anisimovej. Jeśli wygra, w półfinale może dojść do jej starcia z Igą Świątek – pod warunkiem, że Polka pokona Jelenę Rybakinę. To spotkanie również zaplanowano na noc z wtorku na środę czasu polskiego.

  • Rywalka Świątek odpuściła, sama to ogłosiła. Szokujące wyznanie stało się faktem

    Rywalka Świątek odpuściła, sama to ogłosiła. Szokujące wyznanie stało się faktem

    Danielle Collins zupełnie inaczej wyobrażała sobie początek sezonu 2026. Z powodu problemów zdrowotnych Amerykanka została zmuszona do wycofania się z Australian Open, pierwszego w tym roku turnieju wielkoszlemowego. Kontuzja pleców okazała się na tyle poważna, że tenisistka musiała przejść kilka zabiegów i skupić się na rehabilitacji. Choć sportowo jest to dla niej spory cios, 32-latka nie zamierzała tracić czasu i postanowiła poświęcić się sprawom prywatnym, o których otwarcie opowiedziała fanom w mediach społecznościowych.

    Collins jest w Polsce postacią doskonale rozpoznawalną, głównie za sprawą głośnych konfliktów z Igą Świątek. Ich relacja zaostrzyła się w 2024 roku podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu. Po jednym z meczów Amerykanka w ostrych słowach skrytykowała Polkę, zarzucając jej m.in. fałsz i nieszczerość. Od tamtej pory nie brakowało prowokacyjnych gestów oraz wypowiedzi, które tylko podsycały napięcie między obiema zawodniczkami i wzbudzały emocje wśród kibiców.

    Teraz jednak tenisistka znalazła się w zupełnie innym momencie życia. Przerwa od rywalizacji sprawiła, że Collins zaczęła głośno mówić o swoich planach poza kortem. Jednym z tematów, który szczególnie zainteresował jej obserwatorów, była kwestia miłości. Amerykanka nie ukrywa, że obecnie jest singielką i chciałaby to zmienić. W tym celu postanowiła spróbować szczęścia w aplikacji randkowej.

    Wybór padł na Rayę – ekskluzywną platformę znaną z tego, że korzystają z niej celebryci, sportowcy i ludzie ze świata show-biznesu. Już sam opis profilu Collins wywołał spore poruszenie. Tenisistka bardzo jasno określiła swoje oczekiwania i wizję przyszłości. Podkreśliła, że choć wciąż jest profesjonalną sportsmenką, marzy o bardziej tradycyjnym życiu rodzinnym. Wprost napisała, że chce skupić się na domu, rodzinie, pieczeniu chleba, opiece nad psami i – w przyszłości – macierzyństwie. Nie zabrakło też bezpośrednich uwag skierowanych do potencjalnych kandydatów, w których zaznaczyła, że nie toleruje kłamstw, nawet tych dotyczących wzrostu.

    Eksperyment z aplikacją randkową nie trwał jednak długo. W trakcie sesji pytań i odpowiedzi w mediach społecznościowych Collins została zapytana o to, jak idą poszukiwania partnera. Jej odpowiedź była szczera i jednoznaczna. Przyznała, że na Rayi spędziła zaledwie dwa tygodnie i całkowicie zrezygnowała z dalszego korzystania z aplikacji.

    – Byłam na Rayi przez dwa tygodnie i już wiem, że nigdy tam nie wrócę do żadnej aplikacji randkowej. Jest tam zdecydowanie za dużo oszustów – przekazała.

    Choć próba znalezienia miłości w sieci zakończyła się rozczarowaniem, Danielle Collins nie traci otwartości i poczucia humoru. Na razie skupia się na powrocie do zdrowia i rehabilitacji, a kibice z pewnością będą uważnie śledzić nie tylko jej sportowy comeback, ale także kolejne życiowe decyzje jednej z najbardziej wyrazistych postaci kobiecego tenisa.

  • Furia Coco Gauff po zejściu z kortu, a teraz takie słowa. Amerykanka się tłumaczy

    Furia Coco Gauff po zejściu z kortu, a teraz takie słowa. Amerykanka się tłumaczy

    Coco Gauff nie zdołała awansować do półfinału Australian Open 2026. Jedna z głównych faworytek turnieju pożegnała się z Melbourne już na etapie ćwierćfinału, a jej porażka była wyjątkowo bolesna. Elina Switolina kompletnie zdominowała Amerykankę, zwyciężając 6:1, 6:2 w zaledwie 59 minut. Po meczu uwagę kibiców i mediów przyciągnęło jednak nie tylko sportowe niepowodzenie 21-latki, lecz także jej emocjonalna reakcja poza kortem.

    Rozstawiona z numerem „3” Gauff od pierwszych piłek nie potrafiła narzucić rywalce swojego stylu gry. Ukrainka prezentowała się znakomicie – była agresywna, precyzyjna i konsekwentna, a Amerykanka szybko zaczęła popełniać błędy. Frustracja narastała z każdym gemem, a końcowy wynik tylko podkreślił skalę bezradności młodej gwiazdy.

    Tuż po ostatniej piłce Gauff w pośpiechu opuściła kort. Chwilę później kamery telewizyjne uchwyciły moment, w którym tenisistka rozładowywała emocje, kilkukrotnie z impetem uderzając rakietą o ziemię. Nagrania błyskawicznie obiegły świat, wywołując dyskusję na temat zachowania zawodniczki i granic prywatności sportowców.

    Na pomeczowej konferencji prasowej sama zainteresowana odniosła się do całej sytuacji. – Próbowałam znaleźć miejsce, w którym nikt by mnie nie nagrywał, ale oczywiście kamery i tak tam były. Mam wrażenie, że jedynym prywatnym miejscem na tym turnieju jest szatnia – przyznała szczerze Gauff, nie kryjąc rozczarowania sposobem realizacji transmisji.

    Amerykanka przypomniała również, że podobne sceny miały już miejsce w przeszłości i dotyczyły innych czołowych tenisistek. – Aryna Sabalenka też znalazła się w takiej sytuacji, gdy grałam z nią w finale US Open. Uważam, że nie ma potrzeby, by takie momenty były transmitowane – dodała.

    Gauff zaznaczyła przy tym, że nie jest dumna ze swojego zachowania i że nie był to pierwszy raz, gdy dała upust emocjom w podobny sposób. Wspomniała o incydencie z Roland Garros, po którym obiecała sobie, że nie będzie więcej łamać rakiet na korcie. – Powiedziałam wtedy, że to nie jest dobre zachowanie i nie chcę tego powtarzać – przypomniała.

    21-latka podkreśliła jednak, że na korcie zawsze stara się panować nad nerwami, mając świadomość, że jest wzorem dla młodszych kibiców. – Chcę dawać dobry przykład dzieciom i fanom na trybunach. Tym razem musiałam jednak wyrzucić z siebie emocje, bo w przeciwnym razie mogłabym wyładować frustrację na swoim zespole, a oni absolutnie na to nie zasługują – tłumaczyła.

    Dla Coco Gauff porażka ze Switoliną oznacza jedno z najbardziej rozczarowujących zakończeń wielkoszlemowego turnieju w ostatnich miesiącach. Dla samej tenisistki to jednak także kolejna lekcja – nie tylko sportowa, ale i emocjonalna. Jeśli chcesz, mogę przygotować wersję jeszcze bardziej analityczną albo stylizowaną pod tekst do portalu sportowego.