• Miała bilans 0:7 ze Świątek. Gauff mówi wprost, jak się wtedy czuła

    Miała bilans 0:7 ze Świątek. Gauff mówi wprost, jak się wtedy czuła

    Coco Gauff przez długi czas nie potrafiła znaleźć sposobu na Igę Świątek. Teraz przyznała, że to była dla niej jedna z największych mentalnych przeszkód w karierze.

    Coco Gauff rozpoczęła Australian Open od pewnej wygranej z Kamillą Rachimową, ale na pomeczowej konferencji sporo uwagi poświęcono jej rywalizacji z Igą Świątek. Amerykanka nie unikała tego tematu i otwarcie przyznała, że to właśnie Polka była dla niej największym wyzwaniem – nie tylko sportowym, ale przede wszystkim mentalnym.

    – Nie było żadnej innej rywalki, która wpływałaby na mnie aż tak bardzo – powiedziała Gauff. Przez długi czas nie mogła wygrać ze Świątek ani jednego meczu, przegrywając pierwsze siedem starć z rzędu. Dopiero ósme podejście przyniosło przełom.

    Amerykanka przyznała, że początkowo podchodziła do tych meczów z ogromną presją, co przekładało się na gorszą grę.

    – To nie były tylko porażki na korcie, część z nich zaczynała się już w mojej głowie – stwierdziła. Jak tłumaczy, sama świadomość niekorzystnego bilansu działała na nią paraliżująco.

    Dopiero gdy udało się przełamać tę barierę, poczuła ulgę i zaczęła podchodzić do rywalizacji z większym luzem. Dziś bilans bezpośrednich meczów to 11:5 dla Świątek, ale ostatnie cztery spotkania padły łupem Gauff.

    – Teraz gram swobodnie. To już nie wraca. Nie mogę zmienić przeszłości, ale wiem, że kolejne mecze nie zaczną się już od mentalnej porażki – zaznaczyła.

    W drugiej rundzie Australian Open Gauff zmierzy się z Olgą Danilović. Świątek czeka natomiast pojedynek z Marie Bouzkovą.

    ZOBACZ WIDEO: Były niemiecki piłkarz znów to zrobił. Tak wybrał się w góry

  • Zabawne nagranie ze Świątek. W “roli głównej” jej spódniczka

    Zabawne nagranie ze Świątek. W “roli głównej” jej spódniczka

    Zabawne nagranie ze Świątek. W “roli głównej” jej spódniczka

    Takich obrazków z udziałem Igi Świątek nie oglądamy często. W trakcie meczu Australian Open 2026 polska tenisistka musiała zmierzyć się z nieoczekiwanym “przeciwnikiem”. Zobacz wideo.

    Podczas pierwszej rundy wielkoszlemowego Australian Open 2026, w której Iga Świątek zmierzyła się z Chinką Yue Yuan (7:6, 6:3 – WIĘCEJ TUTAJ), doszło do rzadko spotykanej sytuacji na korcie tenisowym.

    Mimo że druga rakieta świata była zdecydowaną faworytką (Yuan zajmuje 130. miejsce w rankingu WTA), mecz okazał się bardzo wymagający, a dodatkowym “przeciwnikiem” Świątek… okazała się jej własna spódniczka.

    ZOBACZ WIDEO: Ewa Pajor wyróżniona. Nie miała sobie równych!

    Od samego początku spotkania było widać, że polska tenisistka nie czuje się swobodnie w wybranym na ten dzień stroju. Spódniczka wydawała się krępować jej ruchy.

    Na nagraniu z trybun zamieszczonym na profilu “moon” na platformie X, które błyskawicznie obiegło media społecznościowe (patrz poniżej), widać moment frustracji Świątek. Podczas jednej z przerw, siedząc na ławce, nasza tenisistka… rozdarła spódniczkę rękami, aby zyskać więcej swobody w ruchu.

    Po ciężko wywalczonym zwycięstwie w pierwszym secie (tie-break 7-5), 24-latka zdecydowała się na bardziej radykalny krok i udała się do szatni. Na drugi set wyszła już nie w spódniczce, a w spodenkach (WIĘCEJ TUTAJ).

    Zmiana stroju przyniosła efekt – w drugim secie Świątek zaprezentowała się znacznie pewniej, zamykając mecz wynikiem (6:3) i awansując do kolejnej rundy AO 2026.

  • Jest reakcja Donalda Tuska po szpili od Karola Nawrockiego. Zaprzeczył sam sobie

    Jest reakcja Donalda Tuska po szpili od Karola Nawrockiego. Zaprzeczył sam sobie

    Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu

    Wśród młodzieży popularnym stał się trend, w ramach którego zapytana znana osoba deklaruje, ile polubień musi osiągnąć dany film, by zgodziła się dokonać jakiejś konkretnej rzeczy. Podczas rozpoczęcia roku szkolnego w Wolanowie Karol Nawrocki w ten sposób obiecał uczniom, że zje z nimi kebaba, jeśli ich film zyska cztery polubienia. Zgodnie z obietnicą doszło do tego w październiku.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Co powiedział Karol Nawrocki o Tuskowi?

    Ile polubień musi zebrać film, aby Tusk zjadł pizzę?

    Jaką obietnicę zrealizował Karol Nawrocki?

    Co premier Tusk zapowiedział po feriach?

    W listopadzie dzieci zaczepiły Donalda Tuska podczas finału turnieju “Z Orlika na Stadion”, który odbył się na stadionie Narodowym w Warszawie. Zmagania wygrali zawodnicy szkoły podstawowej z rodzinnego miasta premiera — Gdańska. Tusk rzucił młodym chłopcom większe wyzwanie, a więc aż pół miliona polubień. Tak dużej liczby nie udało się zebrać.
    Nawrocki wbił szpilkę Tuskowi. Poszło o “lajki”

    “Oddam swoje lajki premierowi Tuskowi, bo słyszałem, że nie ma wystarczającej liczby, by zjadł pizzę. Niech to będzie mój gest” — wbił szpilkę po dwóch tygodniach Nawrocki.

    Na dziś nagranie z Tuskiem na TikToku ma 22,6 tys. polubień. Mimo to premier postanowił, że spotka się z autorami.

    Zobacz: Prezydent Karol Nawrocki zjadł u niej kebab. Właścicielka baru zdradza kulisy wizyty

    19 stycznia premier opublikował film w swoich mediach społecznościowych, w którym nawiązał do wspomnianego zaproszenia na pizzę. “Wiecie, lajki lajkami, bo myśmy się tam na coś umawiali, nie? Ale pizza musi być. Jesteście gotowi? No to spróbujemy od razu po feriach. Datę znajdziemy, ja już miejsce przygotowane mam, ale to będzie niespodzianka” — powiedział Tusk na załączonym nagraniu z rozmowy telefonicznej z chłopcami.

  • Oto co Anna Lewandowska przekazała na WOŚP. Słynna suknia to nie wszystko!

    Oto co Anna Lewandowska przekazała na WOŚP. Słynna suknia to nie wszystko!

    Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu

    34. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy odbędzie się 25 stycznia. Tym razem Fundacja Jerzego Owsiaka zbiera pieniądze na rzecz diagnostyki i leczenia chorób przewodu pokarmowego u najmłodszych pacjentów, a hasło przewodnie 34. Finału WOŚP brzmi: “Zdrowe brzuszki naszych dzieci”.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Co to za suknia, którą Anna Lewandowska wystawiła na aukcję?

    Kiedy odbędzie się 34. Finał WOŚP?

    Jaką nagrodę można wygrać na drugiej aukcji?

    Ile wynosi obecna cena różowej sukni?

    Do akcji co roku włącza się wiele gwiazd sportu. W tym gronie nie mogło zabraknąć najsłynniejszego sportowego małżeństwa w naszym kraju. Robert Lewandowski przekazał na aukcję swoją koszulkę z finału Superpucharu Hiszpanii, w którym FC Barcelona pokonała Real Madryt 3:2, a on sam strzelił jedną z bramek. Obecnie licznik wskazuje ponad 50 tys. zł.
    Anna Lewandowska gra z WOŚP! Oto co przekazała

    W poniedziałek Anna Lewandowska zaapelowała o wsparcie WOŚP i zachęciła do udziału w licytacjach. — Gramy razem do końca świata i jeden dzień dłużej — zwróciła się do fanów.

    Justyna Kowalczyk wyłożyła karty na stół w sprawie WOŚP. Wymowny gest

    Na jednej z aukcji można wylicytować różową suknię balową zaprojektowaną przez Gosię Baczyńską. To właśnie w tej kreacji Anna Lewandowska przykuła uwagę na tegorocznej Gali Mistrzów Sportu, podczas której odbierała nagrody w imieniu męża.

    — Ta suknia ma dla mnie wyjątkowe znaczenie. Teraz może zrobić coś jeszcze ważniejszego — pomóc. Grajmy razem z WOŚP — napisała na Instastory Anna Lewandowska. Aktualna cena to 3250 zł. Licytacja zakończy się w poniedziałek 16 lutego ok. godz. 17.30.

    Tak Anna Lewandowska wspiera WOŚP w 2026 r.

    Tak Anna Lewandowska wspiera WOŚP w 2026 r.Allegro.pl

    Na drugiej aukcji znajdziemy 1 miejsce na Camp by Ann. Zwycięzca będzie mógł wykorzystać nagrodę pomiędzy kwietniem 2026 r. a lutym 2027 r., wybierając datę dostępnych obozów w Dojo Stara Wieś. Miejsca na campy Lewandowskiej za każdym razem rozchodzą się jak ciepłe bułeczki.

    Obecna cena to 6500 zł, a aukcja potrwa do poniedziałku 16 lutego do godz. 11.43.

    Tak Anna Lewandowska wspiera WOŚP w 2026 r.

    Tak Anna Lewandowska wspiera WOŚP w 2026 r.Allegro.pl

  • Nie zdarza się to często. Tak rywalka potraktowała Igę Świątek. Na nagraniu widać to doskonale

    Nie zdarza się to często. Tak rywalka potraktowała Igę Świątek. Na nagraniu widać to doskonale

    Tak zachowała się rywalka Igi Świątek tuż po meczu Australian O

    Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym
    Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu

    Pierwsze koty za płoty. W pierwszej rundzie Australian Open Iga Świątek mierzyła się z Yue Yuan (130. WTA) i choć teoretycznie wydawało się, że jest murowaną faworytką, to wcale tak łatwo nie było. Chinka ewidentnie miała ochotę zaskoczyć i w wielu momentach meczu jej się to udawało.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Jakie problemy Iga Świątek miała w meczu z Yue Yuan?

    Jakim wynikiem zakończył się mecz Igi Świątek z Yue Yuan?

    Co się wydarzyło po meczu między Iga Świątek a Yue Yuan?

    Jak Yue Yuan zareagowała na swoją porażkę z Igą Świątek?
    Oto co stało się pod siatką tuż po meczu Igi Świątek z Yue Yuan w Australian Open

    W pierwszym secie Yuan prowadziła już 5:3, ale Świątek odwróciła jego losy i finalnie zdołała zwyciężyć po tie-breaku 7:6(5). Druga partia przebiegała już znacznie bardziej pod kontrolą Polki, ale do momentu aż jej rywalka zdecydowała się skorzystać z przerwy medycznej. Po niej widać było, że ma więcej sił i znów zaczęła grać lepiej.

    Zobacz więcej: Nawet cierpiąca rywalka obnażyła największą słabość Igi Świątek

    Finalnie jednak druga rakieta świata stanęła na wysokości zadania i “domknęła” wynik seta 6:3, tym samym awansując do drugiej rundy wielkoszlemowej imprezy. A tuż po pojedynku z Chinką byliśmy świadkami bardzo ładnych obrazków, które organizatorzy pokazali w swoich mediach społecznościowych.

    Nie przegap: Arcyhity! To czeka teraz Polaków w Australian Open. Zobaczcie drabinkę

    Panie standardowo podeszły do siebie pod siatką po ostatniej akcji meczu i nie zabrakło serdeczności. Niżej notowana tenisistka z uśmiechem na ustach podziękowała Polce za mecz i ta odwdzięczyła się tym samym. Widać było, że Yuan — choć przegrała — była zadowolona ze swojego występu i nie ma się co temu absolutnie dziwić.

  • Uderza w Świątek po tym, co Polka zrobiła w pierwszym meczu Australian Open

    Uderza w Świątek po tym, co Polka zrobiła w pierwszym meczu Australian Open

    Iga Świątek w pierwszej rundzie Australian Open wygrała 7:6, 6:3 z Yue Yuan. Premierowe przetarcie z turniejem było dla Polki dużo bardziej wymagające, niż można było się spodziewać. Wątpliwości ekspertów budzi agresywna taktyka wiceliderki rankingu WTA. Oto co o grze Świątek powiedziała jedna z byłych tenisistek.
    Iga Świątek
    Eurosport

    Iga Świątek w pierwszej rundzie wielkoszlemowego Australian Open zmierzyła się z Yue Yuan. Polka pokonała Chinkę w dwóch setach, 7:6, 6:3. Pierwsza przeszkoda okazała się dużo bardziej wymagająca niż można było się spodziewać. Postawa Polki na korcie zaskoczyła ekspertów.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
    Świątek walczy o pierwszej zwycięstwo w Australian Open. To pozwoliłoby jej skompletować szlema

    Iga Świątek w meczu z Yue Yuan spędziła na korcie niecałe dwie godziny. Wyprowadziła 24 zwycięskie piłki. Popełniła 35 niewymuszonych błędów. Aż 21 w pierwszym secie. Właśnie ta część spotkania z znajdującą się na 130. miejscu w rankingu WTA Chinką sprawiła wiceliderce rankingu WTA najwięcej problemów. Do wyłonienia zwyciężczyni był potrzebny tie-break. Australian Open to ostatni turniej wielkoszlemowy, którego nie wygrała Świątek. W przypadku triumfu skompletowałaby Karierowego Wielkiego Szlema. Oto co powiedziała po meczu.

    – Na początku byłam trochę spięta, więc musiałam się trochę rozruszać i skupić na swojej grze. Po prostu musiałem zareagować trochę szybciej, nie dać się zepchnąć i naprawdę dać z siebie wszystko. Nie zagrałam idealnie, dlatego jestem zadowolona. Wygrywanie meczów nie jest trudne, kiedy wszystko idzie dobrze. Dzisiaj nie było i udało mi się wygrać – powiedziała po meczu Iga Świątek.

    Zobacz też: Kasa płynie na konto. Tyle muszą zapłacić Świątek
    Była tenisistka komentuje mecz Świątek. “Nie musi być tak śmiała i agresywna”

    Spotkanie Igi Świątek dla TNT Sports skomentowała była brytyjska tenisistka Anne Keothavong, swego czasu najwyżej notowana w kraju. Ekspertka dość krytycznie podeszła do nadmiernie agresywnego stylu gry Polki w pierwszych gemach meczu z Chinką.

    – Nie sądziłam, że kiedykolwiek dojdzie do niespodzianki, ale byłam zaskoczona tym, jak Świątek zaczęła, jak podeszła do meczu i jak chciała trafić każdą piłką. Uważam, że nie musi być tak śmiała i agresywna na początku każdego spotkania. Widzimy ją na początku meczów – tempo jest o wiele szybsze w pierwszych trzech, czterech gemach niż przez resztę gry. Za bardzo stara się zmiażdżyć przeciwniczki – twierdzi Anne Keothavong.

    W drugiej rundzie Australian Open Iga Świątek zagra z Marie Bouzkovą. Czeszka wygrała z Renatą Zarazuę 6:2, 7:5. Spotkanie odbędzie się w środę, 21 stycznia.

    Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
    Google News Facebook Instagram YouTube X TikTok

  • Minus 710 pkt u Igi Świątek. Oto ranking WTA po starcie Australian Open

    Minus 710 pkt u Igi Świątek. Oto ranking WTA po starcie Australian Open

    Zaczynamy! Iga Świątek ma już za sobą pierwszy krok w tegorocznym Australian Open. Zwycięstwo na otwarcie turnieju oznacza nie tylko awans do kolejnej rundy, ale też symboliczny start w rankingowym pościgu za Aryną Sabalenką, która wciąż zajmuje fotel liderki światowego zestawienia WTA. Na tym etapie sezonu kluczowe jest jednak coś innego – obrona punktów zdobytych przed rokiem. A tu sytuacja Polki wcale nie jest komfortowa, bo w rankingowych zestawieniach na czerwono widnieje przy jej nazwisku minus 710 punktów. Co ciekawe, jeszcze trudniejsze zadanie stoi przed Sabalenką. Wyjaśniamy te zawiłości w możliwie prosty sposób.

    Były kłopoty, ale cel został osiągnięty

    Pierwszy mecz w Melbourne nie był dla Igi Świątek spacerkiem. Yue Yuan, sklasyfikowana dopiero na 130. miejscu w rankingu WTA, zagrała bez kompleksów i przez długi czas potrafiła postawić się faworytce. Polka musiała wznieść się na wyższy poziom, zwłaszcza w pierwszym secie, by ostatecznie wygrać 7:6(5), 6:3 i zameldować się w drugiej rundzie Australian Open.

    To zwycięstwo ma znaczenie nie tylko sportowe, ale też rankingowe. Każdy wygrany mecz na kortach w Melbourne wpływa na układ sił w światowym tenisie, a w przypadku Świątek i Sabalenki gra toczy się o naprawdę duże liczby.

    Świątek ma co bronić. Sabalenka – jeszcze więcej

    Do tegorocznego Australian Open Iga Świątek przystępowała z dorobkiem 7548 punktów. Wynikało to z faktu, że z jej konta odjęto już 780 punktów zdobytych w poprzedniej edycji turnieju, kiedy dotarła do półfinału. Po zwycięstwie w pierwszej rundzie Polka dopisała do swojego bilansu 70 punktów – 10 za sam udział w turnieju i 60 za wygraną z Yuan – co dało jej aktualnie 7618 punktów.

    Mimo to w rankingu WTA Live przy nazwisku Świątek wciąż widnieje –710 punktów. Oznacza to, że Polka „wyjdzie na zero” dopiero w momencie, gdy ponownie awansuje do półfinału. Jeśli chce realnie poprawić swój rankingowy dorobek, musi co najmniej zagrać w finale, a najlepiej – sięgnąć po tytuł.

    Liderka też pod presją

    Choć to Iga Świątek często postrzegana jest jako ta, która „goni”, sytuacja Aryny Sabalenki wcale nie jest łatwiejsza. Białorusinka przed rokiem dotarła w Melbourne aż do finału, co oznacza, że w tym sezonie broni aż 1300 punktów. Aktualnie liderka rankingu WTA ma 9760 punktów, a po awansie do drugiej rundy – podobnie jak Polka – wciąż pozostaje daleka od spokojnej sytuacji.

    Sabalenka musi jeszcze „odrobić” 1230 punktów, by wyjść na zero względem zeszłorocznego wyniku. To sprawia, że każdy kolejny mecz ma dla niej ogromne znaczenie, a ewentualna wpadka na wczesnym etapie turnieju mogłaby bardzo skomplikować jej położenie w rankingu.

    Walka od pierwszej piłki

    Australian Open dopiero się rozkręca, ale już teraz widać, że zarówno Świątek, jak i Sabalenka nie mają marginesu błędu. Obie muszą wygrywać praktycznie każde spotkanie, by nie stracić cennych punktów i utrzymać się w grze o najwyższe cele.

    Tak właśnie wygląda sytuacja w rankingu WTA Live po pierwszym meczu Igi Świątek – emocje dopiero się zaczynają, a rankingowa matematyka będzie towarzyszyć nam aż do samego finału w Melbourne.

  • Zaskakujące plany tenisistki. Ogłosiła tuż po porażce w Australian Open Oprac.: Amanda Gawron

    Zaskakujące plany tenisistki. Ogłosiła tuż po porażce w Australian Open Oprac.: Amanda Gawron

    W Australii trwa właśnie kolejna edycja Australian Open, a o wielkoszlemowy tytuł walczyła między innymi Tatjana Maria. Doświadczona Niemka niestety szybko pożegnała się z turniejem, jeśli chodzi o grę pojedynczą. W pierwszej rundzie została wyeliminowana przez Petrę Marcinko, przegrywając 6:3, 7:5. Choć sportowo nie był to dla niej udany start sezonu, tuż po meczu Maria zaskoczyła kibiców wyjątkową deklaracją dotyczącą swojej przyszłości.
    Tenisistka w niebieskim stroju sportowym i opasce na głowie poprawia nakrycie głowy podczas rozgrywki na korcie tenisowym.

    Tatjana MariaSimon BarberGetty Images

    18 stycznia Melbourne stało się światową stolicą tenisa. To właśnie tam rozgrywana jest 114. edycja Australian Open, a o wielkoszlemowy tytuł walczyła między innymi Tatjana Maria. Doświadczona Niemka nie zaliczy jednak tego występu do udanych. Już w pierwszej rundzie turnieju singlowego została wyeliminowana przez Petrę Marcinko, która wygrała 6:3, 7:5. Sportowe rozczarowanie szybko zeszło jednak na dalszy plan, ponieważ tuż po meczu 38-letnia tenisistka złożyła deklarację, która poruszyła kibiców.

    Tatjana Maria planuje zagrać w deblu Australian Open z córką. Padła data

    Od dawna było jasne, że Tatjana Maria planuje zakończyć karierę w wyjątkowy sposób. Numer dwa wśród niemieckich tenisistek i 42. zawodniczka rankingu WTA wielokrotnie podkreślała, że jej wielkim marzeniem jest wspólny występ z córką Charlotte. Nikt wówczas nie podejrzewał jednak, że będzie to plan możliwy do zrealizowania. Jak się jednak teraz okazało, Niemka nie miała zamiaru rzucać słów na wiatr – po porażce z Chorwatką Petrą Marcinko Niemka potwierdziła, że plany wreszcie nabrały konkretnych ram czasowych. “Za dwa lata chcę grać tutaj w debla z Charlotte. Wtedy będzie miała 14 lat i będzie mogła wystąpić w turnieju” – oznajmiła, cytowana przez BILD.

    Występ matki i córki w turnieju Wielkiego Szlema byłby wydarzeniem bez precedensu i trudno dziś wskazać podobny przypadek w historii tenisa. Termin nie jest przypadkowy. Za dwa lata Tatjana Maria skończy 40 lat i, jak sama przyznaje, dalsze odkładanie tego pomysłu nie wchodzi w grę. “Gdybyśmy to przełożyły, musiałabym grać jeszcze przez kilka lat” – wyjaśniła niemiecka zawodniczka.

    Debel Maria/Maria w Melbourne w 2028 roku brzmi jak spełnienie sportowego marzenia, choć pojawiają się pytania o ewentualny wspólny występ na igrzyskach olimpijskich w Los Angeles. Ten scenariusz nie dojdzie jednak do skutku. Charlotte będzie reprezentować Francję, a na igrzyskach olimpijskich nie ma możliwości gry w parach o mieszanej narodowości. Wybór barw narodowych przez córkę Tatjany Marii wynika z lepszych struktur szkoleniowych we Francji. Ojciec dziewczynki, Charles-Édouard Maria, jest Francuzem o kolumbijskich korzeniach, dlatego rozważane były także Niemcy, Kolumbia oraz Stany Zjednoczone, gdzie mieszka rodzina. Ostateczna decyzja zapadła latem 2024 roku.

    Jeśli chodzi o tegoroczną edycję Australian Open, Niemka wciąż ma szansę na wygranie turnieju deblowego. O trofeum walczy w parze z Simoną Waltert.
    Tatjana Maria

    Tatjana MariaFRANK MOLTER/DPA Picture-Alliance via AFPAFP
    Tatjana Maria

    Tatjana MariaAFP
    Tenisistka w jasnozielonej sukience sportowej odbijająca piłkę rakietą na tle czarnej ściany z białym logo.

    Tatjana MariaMorgan HancockGetty Images

    Naomi Osaka zaspokaja swoją potrzebę prędkości na torze gokartowym w Australii

  • Świątek wygrała z Chinką, ale co się stało po meczu. “Dziwne i niezdrowe”

    Świątek wygrała z Chinką, ale co się stało po meczu. “Dziwne i niezdrowe”

    Świątek wygrała, a potem została zaatakowana. “Dziwne i niezdrowe”

    Pierwszy set potrwał zaledwie 23 minuty, a Iga Świątek wygrała go 6:0. W całym meczu Polka pokonała Chinkę Yue Yuan 6:0, 6:3 tak pewnie i bezdyskusyjnie, że na konferencji prasowej musiała się tłumaczyć z… nadmiernej agresji. W grze Świątek widział ją jeden z dziennikarzy.
    Iga Świątek
    Reuters oraz screen z https://www.youtube.com/watch?v=_w3VJsWMvXc&t=251s

    Iga Świątek zmierzy się ze 130. w światowym rankingu Chinką Yue Yuan w pierwszej rundzie wielkoszlemowego Australian Open. Z tą rywalką nasza wiceliderka listy WTA grała niedawno w Pekinie. We wrześniu ubiegłego roku w drugiej rundzie tamtejszego tysięcznika Polka była dużo lepsza i szybko wygrała.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany

    Kilka miesięcy temu Yue Yuan dała nam się poznać jako tenisistka waleczna i dosyć silna. Uwagę zwracały jej serwisy przekraczające prędkość 180 km/h. Ale choć Chinka była w formie – co pokazała, wygrywając w pierwszej rundzie z Julią Putincewą 6:3, 6:3 – to i tak niewiele była w stanie zdziałać przeciw dobrze dysponowanej Polce.
    Kamera pokazała Fissette’a i Abramowicz. To było wymowne

    Świątek grała w Pekinie tuż po swoim triumfie w turnieju w Seulu. Zaledwie sześć dni po wygranym finale w Korei Południowej Iga zaczęła grę w Chinach. I błyskawicznie wygrała pierwszego seta. Partia zakończona wynikiem 6:0 dla Polki potrwała zaledwie 23 minuty. W punktach było aż 27:9. Już po 11 minutach w gemach było 3:0. I już wtedy kamera pokazywała nam trenera Wima Fissette’a i psycholożkę Darię Abramowicz oglądających spotkanie z absolutnym spokojem. – Tu absolutnie nie ma się do czego przyczepić w grze Igi. Jest wzorowo – mówił komentujący mecz w stacji Canal+ Dawid Celt, czyli trener, który Igę świetnie zna z reprezentacji Polski.

    Koniec końców Yue Yuan powalczyła w drugim secie z dużo lepszym powodzeniem niż w pierwszym. Dzięki temu nie odjechała na rowerze, jak mówi się w tenisie o kimś, kto przegrywa 0:6, 0:6. Ale po zwycięstwie Świątek 6:0, 6:3 i tak wszyscy widzowie w Pekinie czuli, że miejscowa tenisistka miała niewiele do powiedzenia.
    Świątek została totalnie zaskoczona. Dziwiła się, że musi to tłumaczyć

    Mimo wszystko zaskakujące, a wręcz dziwne, było to, co na konferencji prasowej po meczu zrobił jeden z dziennikarzy. – Nawet nie wiem, jak na to odpowiedzieć – powiedziała Świątek, słysząc pytanie reportera. Dziennikarz postanowił przeanalizować zachowanie tenisistki. Stwierdził, że jest bardziej agresywna niż kiedyś i pytał, czy powodem jest fakt, że Świątek straciła prowadzenie w światowym rankingu. – No cóż, dziękuję za nadmierną analizę, za nadinterpretację – odpowiedziała w pierwszej chwili Iga. A za moment dodała: – Nawet nie wiem, jak na to odpowiedzieć, bo nie, nie jestem inną osobą z powodu bycia numerem dwa. Nie zachowuję się inaczej dlatego, że jestem numerem dwa. Przecież nie myślę o tym codziennie, nie myślę o tym, zwłaszcza podczas pojedynku z rywalką, gdy mam pracę do wykonania. Uważam, że nigdy nie będzie tak, że osobowość na korcie zmieni się z powodu czegoś takiego. To byłoby dziwne i niezdrowe.

    Dziś Świątek wciąż jest numerem dwa w światowym rankingu. I w Melbourne nie ma szans awansować na pierwsze miejsce, które zajmuje Aryna Sabalenka. Ale w Australian Open Iga może osiągnąć inną wielką rzecz, jeszcze większą. Jeśli wygra ten turniej, skompletuje tzw. Karierowego Wielkiego Szlema. Po tym jak wygrała Roland Garros (w 2020, 2022, 2023 i 2024 roku), US Open (2022) i Wimbledon (2025) Polka nigdy nie została mistrzynią tylko jednego turnieju wielkoszlemowego – właśnie Australian Open (w 2022 i 2025 była w półfinałach).

    Mecz Iga Świątek – Yue Yuan w pierwszej rundzie Australian Open 2026 odbędzie się w poniedziałek o godzinie 9.00. Transmisja w Eurosporcie, na platformie HBO MAX i w Playerze. Relacja na żywo na Sport.pl.

  • Cezary Kucharski o procesie z Lewandowskim. “Szantaż? To zmyślona bzdura!”

    Cezary Kucharski o procesie z Lewandowskim. “Szantaż? To zmyślona bzdura!”

    Jestem zdeterminowany, tak jak oni byli w knuciu intryg. Chcę pokazać, że tę bzdurę o szantażu zmyślili – przekonuje Cezary Kucharski. Były agent Roberta Lewandowskiego zabrał głos ws. procesu z gwiazdą światowego futbolu.

    Cezary Kucharski i Robert Lewandowski rozpoczęli trwającą ponad dekadę współpracę, gdy przyszły kapitan Biało-Czerwonych był jeszcze nastolatkiem. Kucharski reprezentował “Lewego” przy transferach ze Znicza Pruszków do Lecha Poznań i później do Borussii Dortmund i Bayernu Monachium. Ich drogi rozeszły się w 2018 roku.

    Wciąż pozostawali jednak wspólnikami w spółce RL Management, która zarządza wizerunkiem piłkarza. We wrześniu 2020 roku Kucharski pozwał Lewandowskiego o zapłatę blisko 40 mln zł za udziały w firmie. Miesiąc później natomiast agent został aresztowany w związku z domniemanym szantażem, którego miał dopuścić się względem piłkarza w trakcie negocjacji dotyczących swojego wyjścia z RL Management.

    Dariusz Tuzimek, WP Sportowe Fakty: Może pan w ogóle rozmawiać o procesie z Robertem Lewandowskim, skoro jest wyłączona jawność?

    Cezary Kucharski, były agent Roberta Lewandowskiego: Mogę. Niejawność rozumiem w ten sposób, że nie mogę relacjonować dokładnie przebiegu rozpraw, ale moje opinie mogę wygłaszać.

    Wyjaśnijmy, bo nie wszyscy to wiedzą, że równocześnie trwają dwa procesy Kucharski vs. Lewandowski. Jeden to sprawa karna z oskarżeniem pana o szantaż, a drugi to cywilna, w której z kolei pan domaga się od piłkarza rozliczenia finansowego na prawie 40 mln złotych za wyjście ze wspólnej spółki RL Management. Jak łączą się te dwa procesy?

    Oba dotyczą tego samego, czyli rozliczenia finansowego mojego wyjścia ze spółki RL Management, do której wniosłem wyłączne prawa do 2030 roku dotyczące komercjalizacji wizerunku Roberta Lewandowskiego. To moje roszczenie im – mam tu na myśli drugą stronę – się nie podobało, więc poszli w 2020 roku do upolitycznionej, PiS-owskiej prokuratury, złożyli na mnie doniesienie, aby mnie przestraszyć i abym to roszczenie oddał za niewielką kwotę.

    ZOBACZ WIDEO: Boruc wkręcił Fabiańskiego w szatni Legii. “Weź wstań…”

    Uważa pan, że to był jakiś rodzaj nacisku?

    To była ich kontra na to, że w procesie cywilnym domagałem się od wspólnika rozliczenia z majątku spółki i tego, co ona wypracowała. Nie mam żadnych wątpliwości, że ówczesna PiS-owska prokuratura dlatego tak ochoczo przystąpiła do działań, bo został im wystawiony były poseł PO. Można było to propagandowo rozegrać i tak się stało, bo już podczas zatrzymania była na miejscu kamera TVP Info, a słynne paski informacyjne na ekranie pojawiły się w tej stacji chwilę po wkroczeniu służb do mojego domu. Przypadku w tym nie ma, to była dobrze skoordynowana akcja. Uważam, że to nie są dwie różne sprawy i tak ten spór trzeba rozumieć.

    Mówi pan o PiS-owskiej prokuraturze, ale przecież od dwóch lat ta partia już w Polsce nie rządzi.

    Ale w prokuraturze niewiele się zmieniło. Nie zadawali im trudnych pytań. Można powiedzieć, że w praktyce to mecenas Lewandowskiego prowadził to śledztwo.

    Wtedy prokuratura była zainteresowana jedynie szukaniem haków na mnie, jako byłego posła Platformy Obywatelskiej. Uważam, że do dziś prokuratura to nadal jest państwo w państwie.

    W krótkiej wypowiedzi dla Sport.pl powiedział pan, że miał kryć Lewandowskiego do końca życia, a teraz do końca życia będzie z nim walczył. Czy to nie jakaś obsesja? Ta sprawa pana zżera, płaci pan zdrowiem.

    Jakoś daję radę… Nigdy nie odpuszczę komuś, kto próbował zniszczyć mój wizerunek. Ludzie, którzy mnie nie znają, mylą obsesję z determinacją i konsekwencją, a ci, co mnie znają, wiedzą, że od zawsze taki byłem.

    OK, a to niech pan mi przypomni, ile dni był pan w śpiączce na początku 2022 roku? Sześćdziesiąt?

    Trzydzieści.

    Otarł się pan wtedy o śmierć. Nie sądzi pan, że ówczesna choroba to efekt tego, że przez kilka lat zajmował się pan tylko konfliktem z Lewandowskim?

    Ja tego nie łącze. Ale moja żona – na przykład – tak. W tamtym okresie miałem po prostu poważniejsze prywatne problemy, niż sprawa z Lewandowskim. Wtedy odchodził mój tata, umierał na raka.

    I nic? Żadnej refleksji, że życie jest krótkie, że nie warto go spędzić w salach sądowych?

    Właśnie dlatego, że to wszystko się w moim życiu wydarzyło, jestem przekonany, że muszę to teraz odwrócić w coś pozytywnego. Dlatego jestem tak zdeterminowany. Tak samo jak oni byli zdeterminowani w knuciu intrygi przeciwko mnie. Chcę pokazać, że tę bzdurę o szantażu zmyślili.

    Na czym konkretnie miała polegać ta intryga?

    Prawnicy Lewandowskiego umówili nas w Monachium na negocjacje po tym, jak już uzgodnili porozumienie. Spotkaliśmy się wyłącznie po to, by ustalić kwotę, którą trzeba było wpisać w umowie. Ale rozmowa dziwnie przebiegała, ja dążę do porozumienia, a Lewandowski mówi jakieś absurdy, nie proponuje żadnej rozsądnej kwoty, torpeduje próby porozumienia. Jak wszyscy wiemy, przyszedł tam nagrywać, by zebrać jak najwięcej materiału, żeby później spróbować na jego bazie uzasadnić tezę o szantażu.

    Ale przecież na nagraniach słychać, jak Lewandowski pyta: ”To za co Czarek chcesz te pieniądze?”. A pan odpowiada: ”Za to, że do końca życia będę krył ciebie i twoją żonę, że jesteście oszustami podatkowymi”. I właśnie to zdanie pozwoliło zbudować hipotezę, że chodziło o szantaż.

    To jest manipulacja, nic więcej. Moja odpowiedź na pytanie Lewandowskiego, za co chcę pieniądze, brzmiała: ”Przeczytaj sobie porozumienie”, a nie tylko, że będę ich krył do końca życia.

    No ale jest takie pana zdanie na nagraniu.

    Ja w tej przytoczonej przez pana wypowiedzi odwołuję się do treści wynegocjowanego porozumienia, w którym prawnicy Lewandowskiego wymagali ode mnie, że mam milczeć przez 30 lat, czyli do końca życia. A jeśli ujawnię jakieś informacje, miałbym zapłacić karę umowną 2 mln zł.

    I nieprawdą jest, że podałem jedynie kwotę 20 mln euro za zrzeczenie się tych praw. W naszej rozmowie padały różne kwoty, najczęściej 3,5 mln, co dotyczyło wartości wkładu, jaki wniosłem do spółki.

    Uważam, że w ogóle nie ma wątpliwości, że to była pułapka. Lewandowski tak mnie naprowadzał w rozmowie, żeby uprawdopodobnić tezę o szantażu

    W stenogramach jest też fragment, kiedy to pan zarzuca Robertowi szantaż!

    Zaczął mówić jakieś totalne głupoty pod moim adresem, że przemycałem jakieś pieniądze, że wyłudziłem kredyt w banku, nie złożyłem oświadczenia majątkowego, straszył mnie prokuratorem. Powiedziałem mu, że gada bzdury i zapytałem, czy on mnie szantażuje? Dzisiaj rozumiem, po co robił takie “wrzutki”, że to było specjalnie powiedziane pod nagranie.

    Szykuje się jakiś przełom?

    Sędzia ma już zapewne pogląd na sprawę po 30 godzinach przesłuchań. W sądzie Lewandowscy i ich świadkowie nie mieli rozpostartego czerwonego dywanu, tak jak to było u prokuratorów. Sędzia nie prosił gwiazdy futbolu o autograf, jak to miało miejsce w prokuraturze regionalnej w Warszawie.

    Odniosłem wrażenie, że to jest sąd bardziej nad Lewandowskimi i ich ludźmi. Teraz to oni muszą odpowiadać na trudne pytania i wyjaśniać swoje oskarżenia.

    W konflikcie z Robertem jesteście już od niemal 10 lat, proces trwa już od dawna. Warto tracić kolejne lata?

    Nie mam z tym problemu. Bardzo się cieszę, gdy się z nimi spotykam w sądzie.

    Proces z Robertem Lewandowskim nie jest jawny, ale pan zaprosił w roli obserwatorów rozpraw dwóch dziennikarzy: Pawła Wilkowicza ze Sport.pl oraz dziennikarza śledczego TVN24 Roberta Zielińskiego. Po co, jaka jest ich rola?

    Proces jest utajniony na wniosek Lewandowskiego i prokuratury, ale każdy ma prawo powołać dwóch niezależnych obserwatorów, aby byli obecni na rozprawach. Zdecydowałem się na tych ludzi, bo oni świetnie znają tę sprawę, a Zieliński nie raz opisywał działania prokuratury, poznał dobrze te mechanizmy.

    Ale co pan chciał tym osiągnąć? Przecież ich też obowiązuje dochowanie tajemnicy procesu, nie mogą niczego publikować.

    Na razie nie mogą.

    Wie pan, że chcą to zrobić za jakiś czas?

    Może ja opublikuję wszystko z detalami? Powiem tylko tyle, że prawnicy Lewandowskiego chcieli uniemożliwić udział dziennikarzy, ale sąd się nie zgodził. I nie mogę powiedzieć, jakie były argumenty.

    Ma pan satysfakcję, że doprowadził Lewandowskiego przed sąd?

    Przecież ja chciałem podpisać porozumienie wynegocjowane przez prawników. To oni sami doprowadzili się na salę sądową. Uważam, że dobrze się stało, bo może zrozumieją, że nie można od tak skrzywdzić innego człowieka, oskarżając go niesłusznie.

    Wygląda na to, że ten proces jest najważniejszym meczem pana życia.

    Ja to wszystko traktuję jako dalszy ciąg negocjacji. Tyle że teraz te negocjacje toczą się z udziałem aparatu państwa. Na ostatniej rozprawie sędzia zapowiedział, że w przyszłym roku zakończy proces w sprawie karnej i wyda wyrok, tak więc finał jest blisko.