• Rozstawiona “strzelba” wypada z drogi Świątek. Mimo 6:0, 5:2 i meczboli

    Rozstawiona “strzelba” wypada z drogi Świątek. Mimo 6:0, 5:2 i meczboli

    Tenisowe mecze trwają do momentu, gdy sędzia nie wypowie magicznej formułki “gem, set i mecz”. I na końcu wstawi nazwisko triumfatora czy triumfatorki.

    Ludmiła Samsonowa, Rosjanka reprezentująca kiedyś Włochy, czekała już na takie zdanie francuskiego arbitra Damiena Dumusoisa, gdy po 84 minutach prowadziła z Laurą Siegemund 6:0, 5:3 i 40-15, patrząc z jej perspektywy. A chwilę wcześniej było nawet 5:2 i serwowała – a do tej pory ani razu Niemka nie miała nawet break pointa.

    Wszystko nagle się odwróciło, doszło do sytuacji, która na tym poziomie zdarza się naprawdę rzadko.

    I zawodniczka, która mogła wpaść na Igę Świątek już w czwartej rundzie, odpadła.

    Australian Open. Ludmiła Samsonowa kontra Laura Siegemund w “ćwiartce” z Igą Świątek. Nieprawdopdoobny zwrot akcji

    27-letnia Rosjanka została w Melbourne rozstawiona z “18” – w pierwszych dwóch rundach była więc w teorii faworytką. Na pewno zaś jej akcje stały wyżej w konfrontacji z niemal 38-letnią Laurą Siegemund. Postawa Niemki była dużą niewiadomą, bo choć to zawodniczka niezwykle waleczna, szalenie ambitna, to jednak nie ma mocy w ręce. A Samsonowa taką ma – nie dość, że przy serwisie, to jeszcze potrafi grać płasko, co też daje przewagę.

    Siegemund przed Australian Open zagrała w Adelajdzie – jej występ wywołał niepokój. W potwornym upale rywalizowała z… 41-letnią Wierą Zwonariową, przegrała, skreczowała w drugim secie. To jednak tutaj, w stolicy stanu Wiktoria, sprawiła rok temu wielką sensację, ograła mistrzynię olimpijską Qinwen Zheng. A później zaliczyła kapitalny Wimbledon, jeszcze w ćwierćfinale wygrała pierwszego seta z Aryną Sabalenką, w trzecim była też blisko sukcesu.

    Dziś jednak w starciu z Samsonową Siegemund długo była tłem dla rywalki. Pierwszego seta przegrała 0:6, w drugim było już 2:5 – do tego momentu Niemka nie miała nawet jednej okazji do przełamania serwisu. I wtedy one się pojawiły, pierwsza, druga, trzecia. Tę ostatnią wykotrzystała, przedłużyła swoje nadzieje.
    Tenisistka uderza żółtą piłkę rakietą podczas intensywnego meczu na korcie, ubrana w fioletową sukienkę sportową i białą opaskę na głowie, w tle tablica wyników i ciemne otoczenie kortu.

    Ludmiła Samsonowa, Melbourne 2026William WestAFP

    Za moment Samsonowa prowadziła 5:3, miała dwie piłki meczowe. Siegemund pierwszą obroniła swoją piękną akcją, przy drugiej pomógł błąd rywalki. I kolejnych już Rosjanka nie dostała. Wszystko się zmieniło.

    Aby wygrać z doświadczoną zawodniczką z Niemiec, rywalka musi być cierpliwa. Musi umieć odpowiadać na slajsy Siegemund, nie może się “podpalać”. A Samsonową ta cierpliwość opuściła, mnożyły się błędy. 37-latka wygrała pięć gemów z rzędu – i całego seta 7:5.

    A później wyszła ze stanu 0:2 w decydującej odsłonie. Laura grała kapitalnie, w tej partii miała tylko dwa niewymuszone błędy, przy ośmiu rywalki. Mknęła po awans – i w końcu go wywalczyła. Wygrała 0:6, 7:5, 6:4. I co z tego, że jej najmocniejszy serwis został posłany z prędkością 158 km/godz, a średni pierwszy Samsonowej wynosił 170.

    To Niemka zagra o trzecią rundę z Australijką – albo z Maddison Inglis, albo z Kimberly Birrell.
    Ludmiła Samsonova

    Ludmiła SamsonowaMinas Panagiotakis / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / AFPAFP
    Laura Siegemund

    Laura SiegemundWILLIAM WEST / AFPAFP

    Iga Świątek – Belinda Bencic. Skrót

  • Było już 4:0 i zwrot! Sceny w meczu utrapienia Igi Świątek w Australian Open

    Było już 4:0 i zwrot! Sceny w meczu utrapienia Igi Świątek w Australian Open

    Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu

    Jelena Ostapenko z przytupem rozpoczęła swój udział w tegorocznej odsłonie Australian Open. Łotyszka, która ma patent na Igę Świątek na otwarcie zmagań zmierzyła się z nieobliczalną Słowaczką Rebekką Sramkovą notowaną na 73. pozycji w światowym rankingu.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Jak zakończył się mecz Ostapenko z Sramkovą?

    Kto będzie rywalką Ostapenko w kolejnej rundzie?

    Jakie były kluczowe momenty meczu Ostapenko?

    Na jakiej pozycji w rankingu jest Rebekka Sramkova?
    Koncert Jeleny Ostapenko! A potem rywalka ruszyła do walki

    Starcie w Melbourne trzymało w napięciu od samego początku. Obie zawodniczki nie zamierzały kalkulować i szybko ruszyły do ataku. Dowód? Dwa przełamania w pierwszych czterech gemach. A emocji nie potrafiła opanować zwłaszcza Sramkova, która po podwójnym błędzie serwisowym przegrała chwilę później kolejny gem serwisowy. I to był kluczowy moment inauguracyjnego seta. Ostapenko po chwili przy własnym podaniu wysunęła się na prowadzenie 5:3, a potem przypieczętowała wygraną 6:4.

    A Ostapenko nie zamierzała zwalniać tempa. Coraz większe spustoszenie u Sramkovej zaczął siać jej serwis, a na korcie zarysowywała się coraz większa przewaga Łotyszki. I przy stanie 4:0 wydawało się, że losy meczu są już rozstrzygnięte. Ale nic z tych rzeczy! Sramkova nie miała nic do stracenia i rzuciła na szale wszystkie możliwości. Od stanu 1:5 wygrała trzy kolejne gemy i zanosiło się na sensacyjny zwrot akcji. Ostatnie słowo należało jednak do Ostapenko, która przy swoim serwisie dopełniła dzieła i triumfowała 6:4.

    Ostapenko pokazała znakomitą dyspozycję u progu sezonu, choć końcówka drugiego seta może wlać w serca jej fanów sporo niepokoju. A w kolejnej rundzie czeka na nią już Xinyu Wang. Chinka w pierwszej rundzie rozprawiła się z Ukrainką Anheliną Kalininą.

  • Głośno o tym, co Osaka zrobiła w Melbourne. Świat długo o tym nie zapomni

    Głośno o tym, co Osaka zrobiła w Melbourne. Świat długo o tym nie zapomni

    18 stycznia Melbourne po raz kolejny zamieniło się w światowe centrum tenisa. Ruszyła 114. edycja Australian Open, a na kortach nie brakuje największych gwiazd światowego formatu. O mistrzowski tytuł walczy m.in. Naomi Osaka, która jeszcze przed pierwszą piłką swojego meczu sprawiła, że zrobiło się o niej głośno na całym świecie. Wszystko za sprawą stylizacji, w jakiej Japonka pojawiła się na korcie podczas starcia z Antonią Ruzić.

    Choć sezon tenisowy dopiero się rozkręca, emocje w Melbourne sięgają zenitu. Wielkoszlemowe Australian Open tradycyjnie przyciąga uwagę kibiców z całego globu, a tegoroczna edycja nie jest wyjątkiem. O najwyższe cele walczą również reprezentanci Polski – na czele z Igą Świątek, Hubertem Hurkaczem i Janem Zielińskim. Rywalizacja zapowiada się niezwykle zacięcie, bo stawka jest ogromna, a lista pretendentów do końcowego triumfu wyjątkowo długa.

    Wśród nich znajduje się także Naomi Osaka – czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa i dwukrotna triumfatorka Australian Open. Japonka, rozstawiona w tym roku z numerem 16, nie jest wymieniana w ścisłym gronie faworytek do końcowego zwycięstwa, ale doskonale zadbała o to, by już od pierwszego dnia turnieju mówiły o niej media na całym świecie.

    Naomi Osaka rozpoczęła zmagania w Melbourne we wtorek 20 stycznia, mierząc się z Serbką Antonią Ruzić. Zanim jednak doszło do pierwszej wymiany, uwagę wszystkich skupiło jej spektakularne wejście na Rod Laver Arena. Podopieczna Tomasza Wiktorowskiego pojawiła się na korcie w niezwykle odważnej, wręcz teatralnej stylizacji.

    Japonka miała na sobie cyjanowo-białą tunikę, białe spodnie oraz biały kapelusz z efektownym trenem z tiulu. Całość dopełniał biały parasol, który tylko podkreślał oryginalny charakter kreacji. Widok ten momentalnie wywołał falę komentarzy w mediach społecznościowych. „O WOW. Naomi Osaka wchodzi na Rod Laver Arena na swój debiut w Australian Open 2026. To z pewnością stanie się viralem na całym świecie” – napisał na platformie X dziennikarz Jose Morgado.

    https://x.com/josemorgado/status/2013550860706398587?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2013550860706398587%7Ctwgr%5E2df04a44bff0a49e509ec00c6bcb498cc7e18dc6%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Ftenis%2Faustralian-open%2Fnews-glosno-o-tym-co-osaka-zrobila-w-melbourne-swiat-dlugo-o-tymnId22541333

    Nie był to odosobniony głos zachwytu. Internet dosłownie zapłonął od reakcji kibiców i ekspertów. „Naomi Osaka, ty ikono”, „Jeden z najodważniejszych wyborów modowych w historii tenisa”, „WOW” – to tylko niektóre z komentarzy, jakie pojawiły się w sieci. Dla wielu fanów był to dowód na to, że Osaka po raz kolejny wykracza poza sportowe schematy i z pełną świadomością buduje swój wizerunek również poza kortem.

    Jak się okazało, stylizacja Japonki nie była przypadkowa. Za projekt odpowiada firma Nike, która tym razem połączyła siły z Robertem Wunem – cenionym projektantem z Hongkongu, znanym z odważnych, artystycznych form. Efekt tej współpracy przyciągnął uwagę nie tylko świata sportu, ale również mody, potwierdzając, że Naomi Osaka od lat pozostaje jedną z najbardziej wyrazistych postaci współczesnego tenisa.

    https://x.com/TunedIntoTennis/status/2013553277875421626?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2013553277875421626%7Ctwgr%5E2df04a44bff0a49e509ec00c6bcb498cc7e18dc6%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Ftenis%2Faustralian-open%2Fnews-glosno-o-tym-co-osaka-zrobila-w-melbourne-swiat-dlugo-o-tymnId22541333

  • Koniec serii “Zmory Świątek” w Melbourne. Dwa sety. To połówka Polki

    Koniec serii “Zmory Świątek” w Melbourne. Dwa sety. To połówka Polki

    Gdy po drugiej stronie siatki staje Iga Świątek, Jelena Ostapenko zamienia się w “tenisową bestię”. Rozbija Polkę jak chce, ma sposób na jej topspiny, kapitalnymi serwisami na zewnątrz na stronę równowagi zyskuje inicjatywę już na starcie akcji we własnych gemach. Pokazała to w zeszłym roku w dwóch ulubionych turniejach Polki: w Dosze i Stuttgarcie. A w tym ostatnim w finale rozbiła jeszcze 6:4, 6:1 samą Arynę Sabalenkę.

    Te dwa turnieje trzymają dziś Łotyszkę “przy życiu” w rankingu WTA – zdobyła w nich 1150 punktów, to 2/3 jej obecnego dorobku. Weryfikacja przyjdzie już wkrótce: w lutym i kwietniu. Jeśli Ostapenko będzie grać tak jak przez większą część poprzedniego sezonu, może wypaść nawet z najlepszej setki.

    Chyba że zagra tak jak we wtorek w Melbourne. Gdy w drugim secie kończył się piąty gem, w końcu wygrany przez Rebeccę Sramkovą, Łotyszka miała w tej partii bilans: 11 wygrywających uderzeń, jeden niewymuszony błąd.

    Australian Open. Jelena Ostapenko kontra Rebecca Sramkova. Jedno z ciekawszych spotkań pierwszej rundy

    Gwiazda tenisa z Łotwy w poprzednim roku zaliczyła bowiem negatywny bilans: więcej spotkań przegrała (20) niż wygrała (18). Mimo tych dwóch świetnych występów wiosną – w Dosze i Stuttgarcie triumfowała przecież w 10 potyczkach, cztery z nich były starciami z zawodniczkami z TOP 10.
    Zawodniczka tenisa w sportowej koszulce i opasce na nadgarstku wykonuje gest triumfu z zaciśniętą pięścią i skupionym wyrazem twarzy, na tle rozmytego kortu.

    Jelena Ostapenko, Melbourne 2026Darrian TraynorGetty Images

    W innych turniejach doznawała jednak kompromitujących czasem wpadek, ostatni mecz wygrała z US Open – z chińską kwalifikantką Xiyu Wang. A później były porażki: pamiętna z awanturą na końcu w meczu z Taylor Townsend w Nowym Jorku, z Mariną Stakusic w Guadalajarze, z Priscillą Hon w Peklinie oraz Soraną Cirsteą w Wuhanie. Sytuację ratowały trochę występy w deblu, bo tu Ostapenko jest czołową zawodniczką świata, grała więc w półfinałach WTA 1000 w Pekinie czy WTA Finals.

    Tyle że początek tego sezonu nie wskazywał na jakieś głębsze zmiany: porażki w singlu w Brisbane (znów z Cirsteą) i Adelajdzie (z Terezą Valentovą, mecz zakończony kreczem), ale też komplet zwycięstw w grze podwójnej i tytuł WTA 500 w Brisbane.

    Losowanie Australian Open też było dla Łotyszki niebezpieczne, jako dla tenisistki rozstawionej. Rebecca Sramkova ze Słowacji, mimo dość niskiej pozycji w rankingu, potrafi grać mocno, bywa niebezpieczna dla faworytek. Choć akurat z Jeleną trzy ostatnie starcia przegrała, w tym na mączce w Rzymie, gdy Ostapenko miała już trudny okres.

    Łotyszka zagrała dziś jednak dobrze, momentami nawet bardzo dobrze. W pierwszej partii miała momenty “zawieszenia”, straciła przewagę przełamania. Potrafiła jednak grać precyzyjnie, blisko linii końcowej czy bocznej. A jej rywalka z niedowierzaniem kręciła głową.

    Pierwszego seta wygrała 6:4, w drugim prowadziła już 4:0. Była niemal perfekcyjna, pokazywały to statystyki. A później na kwadrans wróciła “Penko” z poprzedniego sezonu: uderzająca na wiwat. Zachowała jednak cierpliwość, nie było oznak irytacji. I gdy została jej ostatnia szansa serwisowa, wykorzystała ją. Wygrała po 77 minutach 6:4, 6:4 – awansowała do drugiej rundy. Seria sześciu porażek z rzędu została przerwana.

    W niej Jelena zagra w czwartek z Xinyu Wang.
    Jelenie Ostapenko w meczu z Barborą Krejcikovą puściły nerwy

    Jelenie OstapenkoGLYN KIRK / AFPAFP
    Rebecca Sramkova

    Rebecca SramkovaFoto Olimpik/NurPhoto) (Photo by Foto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFP – FABRICE COFFRINI / AFPAFP

    Iga Świątek – Belinda Bencic. Skrót meczu

  • “Wspierają wojnę”. Ukrainka ostro o Rosjankach w trakcie Australian Open

    “Wspierają wojnę”. Ukrainka ostro o Rosjankach w trakcie Australian Open

    Oleksandra Olijnikowa przegrała z Madison Keys i odpadła z Australian Open. 92. zawodniczka rankingu i tak pokazała się jednak z dobrej strony, a w międzyczasie udzieliła głośnego wywiadu. Podkreśliła w nim, że tenisistki z Rosji nie powinny mieć prawa startu w międzynarodowych zawodach. – Za tymi ludźmi kryją się naprawdę okropne rzeczy – powiedziała Ukrainka.
    Oleksandra Olijnkowa
    Screen – X.com

    25-latka nie zdołała pokonać Keys, czyli jednej z faworytek do końcowego triumfu w Melbourne, ale nie ma powodów do wstydu. W pierwszym secie wtorkowego meczu była o krok od zaskoczenia Amerykanki – prowadziła z nią nawet 4:0 w tiebreaku. Ostatecznie Keys zdołała się wybronić i zamknąć mecz w dwóch partiach, natomiast Olijnikowa i tak zaprezentowała poziom, którego mało kto oczekiwał po zawodniczce z jej pozycji rankingowej.

    Zobacz wideo Mocne spięcie na linii Kosecki-Skorża. “Ty się, k***a, to przedszkola nadajesz!”

    Ukrainka powiedziała głośno prawdę o Rosji

    Co ciekawe, Oleksandra Olijnikowa jeszcze parę lat temu znajdowała się bardzo daleko od czołówki WTA. Przełom w jej karierze nastąpił w momencie, gdy jej ojciec trafił na front, aby wspomóc Ukrainę w wojnie z Rosją. Tenisistka poczuła wówczas, że gra w tenisa nie tylko dla siebie. Od tamtego czasu dokłada wszelkich starań, aby zbierać pieniądze na pomoc swoim rodakom. Jej nazwa użytkownika na Instagramie – “_drones4ua.org_” – też absolutnie nie jest przypadkowa.

    Olijnikowa opowiedziała swoją historię w rozmowie ze znanym dziennikarzem Benem Rothenbergem.

    – Teraz czuję się bardzo zmotywowana, żeby grać. Wcześniej nie miałam wystarczająco dużo pewności siebie. W sumie dalej w pełni nie mam. Ale sprawa jest taka, że mój ojciec dobrowolnie wstąpił do wojska w lato 2024 roku. I zyskałam poczucie, że muszę tutaj być, na największych turniejach, żeby opowiadać moją historię. Bo wiem, że to może pomóc ludziom. Mogę pomóc ojczyźnie, dzieląc się moją historią, bo wiem, że wiele dziewczyn w Ukrainie znajduje się w takiej samej sytuacji jak ja. Również czekają na swoich rodziców, mężów, braci, którzy są na froncie. Powiedziałam sobie, że muszę się tym dzielić. Zaczęłam naprawdę pracować. Wcześniej pracowałam na 100 procent, teraz pracuję na 300 procent – zdradziła ukraińska tenisistka.

    ZOBACZ TEŻ: Sceny na konferencji Igi Świątek. Naprawdę ją o to zapytali

    Olijnikowa nie ma też wątpliwości, jak świat sportu powinien podchodzić do startów Rosjan oraz Białorusinów w międzynarodowych zawodach.

    – Wierzę w to, że ci zawodnicy powinni zostać zdyskwalifikowani z imprez sportowych […] Mają ładne sukienki, nagrywają tiktoki, tworzą posty na Instagrama i wyglądają jak normalne dziewczyny. I ludzie nie czują, że one są nie niebezpieczne. Ale kiedy zrobisz pewien research, dowiesz się, że wiele z nich wspiera Putina czy Łukaszenkę. To coś, co jest bardzo łatwe do znalezienia – podkreśliła 25-latka.

    Po chwili Olijnikowa dodała jeszcze:

    – Za tymi ludźmi kryją się naprawdę okropne rzeczy. To nie jest dobre, że ludzie to ignorują. Z powodu ich opinii, z powodu rzeczy, które robią, są niebezpieczni. Ci zawodnicy również są powodem, dlaczego mój apartament się trząsł, zanim tu przyjechałam. A teraz jestem w Melbourne i widzę, że traktuje się ich tak samo jak mnie. Przecież oni płacili za drony Shahed. Wspierali działania swojej armii. I to nie jest okej – podsumowała Ukrainka.

  • Były mistrz UFC wypalił wprost ws. walki z Nawrockim! “Jestem gotów”

    Były mistrz UFC wypalił wprost ws. walki z Nawrockim! “Jestem gotów”

    Pomysły na walki celebrytów, gwiazdorów czy nawet artystów w ostatnich czasach pojawiają się bardzo często. Nawet w naszym kraju rzadko spotyka się jednak propozycje pojedynków z prezydentem. Taka padła podczas rozmowy Grzegorza Krychowiaka z Janem Błachowiczem, któremu w żartach została złożona oferta zmierzenia się z Karolem Nawrockim.
    Karol Nawrocki
    Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

    Grzegorz Krychowiak w trakcie rozmowy z Janem Błachowiczem chciał wysondować, czy były mistrz wagi półciężkiej UFC jest zainteresowany starciem z prezydentem. Mowa nie o walce, a o treningu lub sparingu. – Wchodzi Karol Nawrocki do klatki – zagadnął Krychowiak, a Błachowicz odpowiedział krótko: – Boksuję. -Kto by wygrał? – dopytał były reprezentant Polski. – Wiadomo, że ja, ale widziałem jak tarczę robił. Jest dobrze – podsumował Błachowicz.

    Zobacz wideo Walczył z Usykiem, był mistrzem świata. “Przedstawiano mnie jak mięso armatnie”
    Walka Nawrocki – Błachowicz. Zawodnik MMA: “Nie zawalczyłbyś z prezydentem?”

    Krychowiak zapytał jeszcze Błachowicza, czy chciałby zmierzyć się z prezydentem w walce charytatywnej. – Dlaczego nie? Jeżeli prezydent wyrazi zgodę, jestem gotów. Nie zawalczyłbyś z prezydentem? Czy go lubisz czy nie, ile ludzi może to o sobie mówić: idziesz walczyć z prezydentem. Prezydent Karol Nawrocki widać, że boksuje. Pewnie byśmy się próbowali. Finalnie to walka, sparing, więc może zdarzyć się wszystko.

    Nawrocki wcześniej otrzymywał już nieoficjalne propozycje walk, jednak publicznie je wyśmiewał. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zadeklarował w żartach, że chętnie zmierzyłby się z prezydentem, jednak wcześniej musiałby zrzucić wagę. Nawrocki ostro ripostował.

    – Ostatnio widziałem człowieka, który jak aligator albo jak bohater stał w gronie kobiet z ręką w kieszeni i mówił nawet, że jest gotowy do tego, żeby się ze mną zmierzyć w sensie fizycznym. Myślę, że mamy przed sobą z ministrem sprawiedliwości dużo poważniejsze sprawy niż moje zgaszenie światła ministrowi. To nie o to chodzi. Przede wszystkim musimy trzymać się polskiej Konstytucji – mówił Nawrocki podczas rozmowy w Kanale Zero.

    Karol Nawrocki przez lata łączył karierę naukową, pracę w IPN-ie, z uprawianiem sportu. Zaczynał jako piłkarski junior u trenera Michała Globisza, później na chwilę wrócił do sportów walki, by ćwiczyć w RKS Stoczniowiec, a potem wznowił treningi piłkarskie w KKS Gedania. Ostatnim klubem prezydenta i jednocześnie tym, w którym spędził najwięcej czasu, były EX Siedlce Gdańsk, drużyna z B-klasy, która później awansowała na wyższe poziomy rozgrywkowe. – Przez lata myślałem, że będę sportowcem. (…) Boksersko rozbijałem się wyłącznie sparingowo, ale za to we wszystkich możliwych klubach w Gdańsku. Zrozumiałem, że sport pozostanie tylko pasją – mówił Nawrocki w rozmowie z portalem lechiahistoria.pl.

    Zobacz też: Karol Nawrocki zaczynał w B-klasie. “Do dziś jest zawodnikiem klubu”

    Nawrocki grał w Ex Siedlce Gdańsk przez blisko 15 lat. Jak mówił prezes tego klubu Jarosław Kujawski, pod koniec 2024 roku, gdy trwała już na dobre kampania wyborcza, Nawrocki dalej był zawodnikiem tego klubu. – Dołączył do seniorskiej drużyny Ex Siedlce Gdańsk we wrześniu 2001 i grał nieprzerwanie do roku 2016. Do dziś jest zarejestrowanym zawodnikiem naszego klubu, aczkolwiek od roku 2016 gra z nami już tylko sporadycznie – informował działacz rok temu.

  • Zwrot w meczu ze Świątek, a teraz powtórka “z rozrywki”. Finał po 130 minutach

    Zwrot w meczu ze Świątek, a teraz powtórka “z rozrywki”. Finał po 130 minutach

    Eva Lys jest doskonale znana polskim kibicom. Niemiecka tenisistka kilka razy rywalizowała z Igą Świątek. 24-latka w pierwszej rundzie Australian Open zmierzyła się z Soraną Cirsteą. Spotkanie trwało ponad dwie godziny i łudząco przypominało ostatni mecz pomiędzy Niemką, a Polką.
    Młoda kobieta w sportowym stroju tenisowym i białej czapce trzyma czerwoną rakietę do tenisa, stojąc na tle ciemnego boiska, z uniesioną ręką jakby tłumaczyła lub wyjaśniała sytuację podczas meczu.

    Eva Lys odpadła w 1. rundzie Australian Open 2026Frank MolterDPA

    Eva Lys (WTA 39) doskonale jest znana kibicom z Polski. Niemka aż czterokrotnie rywalizowała z Igą Świątek. Za każdym razem górą była Polka, ale ostatni mecz pomiędzy tymi tenisistkami miał sporą dramaturgię.

    Panie spotkały się w tegorocznym United Cup w Sydney. Niemka wygrała pierwszego seta 6:3 i prezentowała bardzo dobry tenis. W drugim secie prowadziłą 3:1 i miała szansę na 4:2. Świątek się obroniła i dzięki pięciu “oczkom” z rzędu wygrała drugiego seta 6:3. W trzecim secie Raszynianka wykorzystała wszystkie swoje szanse i triumfowała 6:4.

    Ponad dwugodzinny bój w Melbourne. Eva Lys ma czego żałować

    Po tamtym spotkaniu Lys była chwalona przez tenisowych ekspertów i jechała z dużymi nadziejami na Australian Open. W pierwszej rundzie los przydzielił jej niemalże sąsiadkę ze światowego rankingu – Soranę Cirsteę (WTA 41).

    Niemka w inauguracyjnym secie szybko wyszła na prowadzenie 3:0. W siódmym gemie Rumunka wykorzystała drugiego break pointa i zanotowała przełamanie powrotne. Tyle, że Niemki to nie podłamało. Chwilę później wygrała dwa gemy “na sucho” i zapisała pierwszą partię na swoim koncie (6:3).

    Początek drugiego seta także należał do 24-letniej Niemki, która z przewagą przełamania prowadziła 3:1. Cirstea odwróciła jednak losy partii i meczu. Najpierw doprowadziła do wyrównania (3:3), a w kluczowym momencie wykorzystała drugiego break pointa i zapisała seta na swoim koncie, wygrywając go 6:4.

    W trzeciej, decydującej odsłonie doszło do kilku przełamań, ale lepiej nerwy na wodzy utrzymała Cirstea. Rumunka w ósmym gemie znalazła sposób na serwis rywalki, a chwilę później wykorzystała pierwszą piłkę meczową.

    Tym samym to Cirstea zmierzy się w 2. rundzie Australian Open ze zwyciężczynią pojedynku Naomi Osaka – Antonia Ruzic.
    Tenisistka w sportowym stroju i opasce, z dłońmi zakrywającymi usta, wyraża silne emocje, prawdopodobnie zaskoczenie lub wzruszenie. Tło jest jednolite, granatowe, nic nie rozprasza uwagi od postaci.

    Eva LysAndy Wong/Associated PressEast News
    Eva Lys

    Eva LysGreg BAKERAFP
    Tenisistka uderzająca piłkę rakietą podczas meczu na korcie, skupienie na twarzy zawodniczki, dynamiczny moment gry.

    Eva LysMinas PanagiotakisAFP

    Asy serwisowe w meczu Moya Radomka Radom – ŁKS Commercecon Łódź.

  • Mistrzyni świata wypadła z drogi Świątek do tytułu. Niespodzianka w Australian Open

    Mistrzyni świata wypadła z drogi Świątek do tytułu. Niespodzianka w Australian Open

    Iga Świątek ma za sobą pierwszy, wcale niełatwy krok w tegorocznym Australian Open. Wiceliderka światowego rankingu musiała się sporo napracować w starciu z Yue Yuan, ale ostatecznie wyszła z opresji i zameldowała się w drugiej rundzie turnieju w Melbourne. Kłopoty spotkały również jedną z tenisistek, która mogła znaleźć się na potencjalnej drodze Polki w trzeciej fazie rywalizacji. Dwukrotna drużynowa mistrzyni świata i świeża triumfatorka turnieju WTA pożegnała się z singlowymi zmaganiami już na otwarcie.

    Pierwsza runda Australian Open powoli dobiega końca, a wśród zawodniczek, które zapewniły sobie awans, jest już Iga Świątek. Raszynianka w poniedziałek przeszła wymagający test, choć niewielu spodziewało się, że tyle problemów sprawi jej notowana daleko Yue Yuan. Chinka długo prezentowała się bardzo odważnie i w premierowym secie prowadziła nawet 5:3. W kluczowym momencie Świątek zdołała jednak podnieść poziom gry, odrobiła straty, doprowadziła do tie-breaka i rozstrzygnęła go na swoją korzyść. Druga partia była już bardziej kontrolowana, co pozwoliło Polce zakończyć spotkanie w dwóch setach. W kolejnej rundzie 24-latka zmierzy się z Marie Bouzkovą.

    We wtorek na kortach w Melbourne pojawiły się tenisistki, które mogły stanąć na drodze Świątek w trzeciej rundzie turnieju. W tym gronie znalazła się m.in. Elisabetta Cocciaretto – aktualna drużynowa mistrzyni świata w Billie Jean King Cup. Co ciekawe, do rozpoczęcia Australian Open jedyną zawodniczką, która pokonała Włoszkę w tym sezonie, była Magda Linette. Poznanianka dokonała tego podczas turnieju WTA 250 w Auckland. Później Cocciaretto przeniosła się do Hobart, gdzie sięgnęła po tytuł, wygrywając w finale z Ivą Jović.

    Triumf na Tasmanii okazał się jednak kosztowny. Intensywne zmagania dały o sobie znać już w pierwszym meczu Australian Open, w którym Włoszka – jako wyraźna faworytka – zmierzyła się z Julią Grabher.

    Spotkanie rozpoczęło się od serii przełamań. Najpierw serwis rywalki odebrała Cocciaretto, lecz chwilę później Grabher odpowiedziała tym samym, mimo że Włoszka miała piłkę na prowadzenie 2:0. Austriaczka, broniąc aż pięciu break pointów, objęła prowadzenie tuż przed zmianą stron. Cocciaretto miała swoje szanse także w piątym gemie, lecz Grabher po raz kolejny wyszła z opresji, odrabiając straty od stanu 15–40. Gdy wszystko wskazywało na tie-breaka, w dwunastym gemie 95. rakieta świata wykorzystała moment słabości rywalki i za drugim setbolem zamknęła partię wynikiem 7:5.

    Drugi set przebiegał już według innego scenariusza. Cocciaretto szybko objęła prowadzenie 2:0 i miała nawet okazje na podwójne przełamanie. Choć po zmianie stron musiała bronić piłek na 2:2, tym razem zdołała utrzymać przewagę. Od tego momentu na korcie oglądaliśmy prawdziwy festiwal przełamań, który zakończyła Włoszka, wygrywając ósmego gema. Chwilę później utrzymała serwis do 15 i zamknęła seta rezultatem 6:2.

    Decydująca partia znów rozpoczęła się od prowadzenia Cocciaretto 2:0, jednak tym razem nie potrafiła ona utrzymać kontroli nad wydarzeniami. Grabher stopniowo odrabiała straty i po pięciu gemach wyszła na prowadzenie. Kluczowy okazał się ósmy gem, w którym Austriaczka wróciła ze stanu 0–30 i przełamała rywalkę. Przy wyniku 5:3 stanęła przed szansą zamknięcia meczu. Cocciaretto nie składała broni – najpierw przełamała Grabher, a następnie prowadziła 30–15 w gemie, który mógł doprowadzić do wyrównania.

    Ostatecznie decydujące punkty padły jednak łupem reprezentantki Austrii. Grabher wykorzystała pierwszego meczbola, popisując się agresywnym returnem, po którym Włoszka nie była w stanie skutecznie odpowiedzieć. Tym samym mistrzyni turnieju WTA 250 w Hobart sensacyjnie pożegnała się z Australian Open już w pierwszej rundzie.

    Julia Grabher wygrała 7:5, 2:6, 6:4 i to ona zameldowała się w drugiej rundzie, pozostając potencjalną rywalką Igi Świątek w trzeciej fazie turnieju. Wcześniej jednak Polka musi uporać się z Marie Bouzkovą, a Austriaczka wygrać kolejne spotkanie z Anną Kalinską lub Sonay Kartal.

  • Koniec serii “Zmory Świątek” w Melbourne. Dwa sety. To połówka Polki

    Koniec serii “Zmory Świątek” w Melbourne. Dwa sety. To połówka Polki

    Zmora czy koszmar? Ostapenko znów straszy rywalki. W Melbourne wysłała wyraźny sygnał

    „Zmora” – a może wręcz „koszmar”. Tak polscy kibice najczęściej określają Jelenę Ostapenko, gdy mowa o jej rywalizacji z Igą Świątek. Bilans jest dla Polki bezlitosny: sześć meczów, sześć porażek, na różnych nawierzchniach. Łotyszka zawsze znajdowała sposób na liderkę światowego tenisa. W tegorocznym Australian Open obie znów trafiły do dolnej połówki drabinki. Różnica polegała na tym, że Ostapenko przyjechała do Melbourne po serii singlowych niepowodzeń – jej ostatnie zwycięstwo w tej rywalizacji pochodziło jeszcze z US Open. We wtorek pokazała jednak, że nie wolno jej skreślać.

    Gdy po drugiej stronie siatki staje Iga Świątek, Ostapenko potrafi przeobrazić się w prawdziwą „tenisową bestię”. Jej agresywna gra kompletnie rozbija topspinowy rytm Polki, a serwisy na zewnątrz z prawej strony dają jej inicjatywę od pierwszego uderzenia. Udowodniła to w zeszłym sezonie w dwóch ulubionych turniejach Świątek – w Dosze i w Stuttgarcie. W tym drugim, w wielkim finale, bezlitośnie ograła także Arynę Sabalenkę, zwyciężając 6:4, 6:1.

    To właśnie te dwa turnieje wciąż „utrzymują ją przy życiu” w rankingu WTA. Zdobyte tam 1150 punktów stanowi dziś aż dwie trzecie jej całego dorobku. Prawdziwa weryfikacja nadejdzie jednak szybko – w lutym i kwietniu. Jeśli Łotyszka zaprezentuje formę z większości poprzedniego sezonu, grozi jej nawet wypadnięcie z czołowej setki świata.

    Chyba że będzie grała tak, jak we wtorek w Melbourne. Gdy w drugim secie kończył się piąty gem, wygrany przez Rebeccę Sramkovą, statystyki Ostapenko robiły wrażenie: 11 uderzeń kończących i zaledwie jeden niewymuszony błąd w całej partii.

    Dla mistrzyni French Open z 2017 roku poprzedni sezon był trudny – zanotowała więcej porażek (20) niż zwycięstw (18). Jasnymi punktami były wiosenne występy w Dosze i Stuttgarcie, gdzie wygrała łącznie 10 meczów, w tym cztery przeciwko tenisistkom z TOP 10. Poza tymi turniejami przydarzały się jednak bolesne i momentami kompromitujące wpadki.

    Ostatnie zwycięstwo w singlu przed Melbourne odniosła jeszcze na US Open, pokonując chińską kwalifikantkę Xiyu Wang. Później przyszły porażki: głośna awantura po meczu z Taylor Townsend w Nowym Jorku, przegrane z Mariną Stakusic w Guadalajarze, Priscillą Hon w Pekinie oraz Soraną Cirsteą w Wuhanie. Sytuację ratowały występy deblowe – Ostapenko należy do światowej czołówki w tej konkurencji, grała m.in. w półfinale WTA 1000 w Pekinie oraz w WTA Finals.

    Początek nowego sezonu także nie zapowiadał przełomu. Porażki w singlu w Brisbane (ponownie z Cirsteą) i Adelajdzie (z Terezą Valentovą, mecz zakończony kreczem) kontrastowały z sukcesami w deblu – komplet zwycięstw i tytuł WTA 500 w Brisbane.

    Losowanie Australian Open również nie było dla Łotyszki łaskawe. Jako zawodniczka rozstawiona trafiła na Rebeccę Sramkovą. Choć Słowaczka zajmuje dość odległe miejsce w rankingu, potrafi grać bardzo mocno i bywa groźna dla faworytek. Co prawda trzy ostatnie pojedynki z Ostapenko przegrała – w tym na mączce w Rzymie, gdy Łotyszka była w słabszej dyspozycji – ale lekceważenie jej byłoby błędem.

    Tym razem Ostapenko od początku prezentowała solidny, momentami bardzo wysoki poziom. W pierwszym secie zdarzały jej się chwile dekoncentracji i straciła przewagę przełamania, lecz potrafiła grać precyzyjnie, tuż przy liniach końcowych i bocznych. Sramkova często reagowała na to jedynie niedowierzającym kręceniem głową.

    Pierwszą partię Łotyszka wygrała 6:4, a w drugiej szybko odskoczyła na 4:0. Przez długi czas była niemal bezbłędna, co potwierdzały statystyki. Później na kilkanaście minut wróciła jednak „Penko” z poprzedniego sezonu – uderzająca na oślep i ryzykująca za dużo. Tym razem zachowała jednak spokój, nie było widać frustracji. Gdy nadeszła ostatnia szansa przy własnym serwisie, wykorzystała ją bez wahania.

    Po 77 minutach gry zwyciężyła 6:4, 6:4 i awansowała do drugiej rundy Australian Open. Co równie ważne – przerwała serię sześciu porażek z rzędu i wysłała rywalkom czytelny sygnał: Jelena Ostapenko znów potrafi być groźna.

  • Szok w środku nocy w Australian Open! Oto co cię ominęło. Nie dowierzała

    Szok w środku nocy w Australian Open! Oto co cię ominęło. Nie dowierzała

    Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu

    Błyskawicznie z turniejem pożegnała się finalistka US Open sprzed pięciu lat, która wciąż utrzymuje się w szerokiej czołówce kobiecego tenisa. Mowa o Kanadyjce Leylah Fernandez, która niespodziewanie przegrała z Indonezyjką Janice Tjen 2:6, 6:7(1). Kłopotów z awansme nie miała za to Katerina Siniakova, która gładko ograła Pannę Udvardy 6:1, 6:2.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Kto dokonał sensacji w Australian Open?

    Jakie problemy miała Madison Keys w meczu?

    Kto jest najwyżej notowaną Australijką w turnieju?

    Z kim wygrała Taylah Preston w pierwszej rundzie?
    Australia straciła wielką nadzieję! Oto co cię ominęło w nocy w Australian Open

    Sporym rozczarowaniem dla Australijczyków jest porażka Mai Joint. To najwyżej notowana reprezentantka gospodarzy w rankingu WTA, ale w pierwszej rundzie uległa Terezie Valentovej 4:6, 4:6. Więcej o tym meczu przeczytać można tutaj >>>.

    Niespodziewane kłopoty miała mistrzyni Australian Open Madison Keys. Amerykanka grała na korcie centralnym z kwalifikantką, debiutującą na tym szczeblu Oleksandrą Olyjnikową. I niespodziewanie to Ukrainka prowadziła 4:0 po kilkunastu minutach gry. Potem jednak doszło do zwrotu i tie-breaka. Tu przeczytasz więcej o kłopotach Amerykanki >>>.

    W tym momencie fani Madison Keys nie wierzyli własnym oczom:

    Tak Madison Keys odrobiła straty w pierwszym secie:

    Zobacz także: Chaos w Australian Open! “To żart”. Kibice nie mogli wejść na kort

    Największym zaskoczeniem nocy jest triumf Taylah Preston. Australijka występuje w turnieju poprzez dziką kartę do głównej drabinki od organizatorów, a w pierwszej rundzie po raz pierwszy wygrała mecz w najważniejszym turnieju w swojej ojczyźnie. 161. rakieta świata w trzech setach ograła wyżej notowaną Chinkę Shuai Zhang, a po wszystkim nie mogła uwierzyć we własny sukces. Tu przeczytasz więcej o tym spotkaniu >>>.

    Zobacz radość Taylah Preston po wielkiej sensacji:

    Z turniejem niespodziewanie pożegnał się też Tallon Griekspoor. Holender mógł być potencjalnym rywalem dla Huberta Hurkacza w drugiej rundzie Australian Open, ale w rozczarowującym stylu przegrał z Ethanem Quinnem 2:6, 3:6, 2:6. Więcej o tym meczu przeczytasz w tym miejscu >>>.

    Do gry po 509 dniach przerwy od wielkoszlemowej rywalizacji wróciła była liderka rankingu WTA Karolina Pliskova. Czeszka w dwóch setach poradziła sobie z byłą mistrzynią US Open Sloane Stephens. Druga partia była pokazem siły wracającej Pliskovej, która ma realne szanse na dobry wynik w Melbourne. Tu znajdziesz szczegóły >>>.

    Tu znajdziesz komplet wyników z nocy w Australian Open: