• Polska legenda dosadnie podsumowała Nawrockiego. Błachowicz wcale się nie krył

    Polska legenda dosadnie podsumowała Nawrockiego. Błachowicz wcale się nie krył

    Przeszłość Karola Nawrockiego, a przede wszystkim jego zamiłowanie do piłki nożnej i boksu sprawia, że prezydent już wielokrotnie miał okazję być wywoływany do tablicy przez polskich sportowców, którzy chcieliby się z nim zmierzyć. Teraz do tego grona dołączył Jan Błachowicz. Były mistrz UFC jasno dał do zrozumienia, że byłby chętny na starcie z Nawrockim, bo niewiele osób na świecie mogłoby pochwalić się walką z głową państwa. “Cieszyński Książe” na potwierdzenie tej tezy znalazł tylko przykład Kadyrowa.
    Mężczyzna w garniturze przemawia przy mównicy na tle flagi Polski i dużych cyfr 2020 oraz napisu PL+

    Karol NawrockiAndrzej IwańczukEast News

    Kiedy podczas kampanii wyborczej głośno zaczęły pojawiać się informacje o zamiłowaniu Karola Nawrockiego do boksu, ówczesny kandydat na prezydenta już wtedy zaczął otrzymywać pierwsze propozycje skrzyżowania rękawic z byłymi i wciąż aktywnymi sportowcami. Wszystko nasiliło się już po objęciu przez niego urzędu główy państwa.

    Następca Andrzeja Dudy z pewnością w przyszłości nie będzie mógł odpędzić się od kolejnych ofert, bowiem kolejka chętnych do zawalczenia z nim na charytatywnym wydarzeniu jest coraz dłuższa i właśnie dołączył do niej Jan Błachowicz.

    Były mistrz kategorii półciężkiej UFC w rozmowie z Grzegorzem Krychowiakiem w jego nowym podkaście, miał okazję odpowiedzieć na pytanie, czy widziałby się w takim starciu i nad odpowiedzią nie musiał zastanawiać się przesadnie długo.

    Polska legenda dosadnie podsumowała Nawrockiego. Błachowicz wcale się nie krył

    – Dlaczego nie?! Zawsze można zrobić. Jeżeli Pan prezydent wyrazi zgodę, jestem gotów. Nie zawalczyłbyś z prezydentem? Czy go lubisz, czy go nie lubisz… Walczysz z prezydentem! Ilu ludzi może tak powiedzieć na świecie? Pewnie nikt – dopytywał “Cieszyński Książę” jasno dając do zrozumienia, że wyjątkowość takiego wydarzenia jeszcze bardziej podbija jego prestiż. Chwilę później przyszła mu do głowy pewna postać. – Nie, jest ten prezydent Czeczenii, Kadyrow – dodał z uśmiechem.

    Co więcej, jeden z najbardziej zasłużonych polskich zawodników w historii MMA nie ukrywał, że miał okazję widzieć próbkę umiejętności Karola Nawrockiego i ocenia je naprawdę dobrze.

    – Podoba mi się, wiesz… Tarcze widziałem, jak robi – jest dobrze – podsumował krótko Błachowicz.

    Póki co, Jan Błachowicz może jednak skupiać się przede wszystkim na swojej karierze w federacji UFC. Jego ostatnia walka, która odbyła się na początku grudnia, zakończyła się ogłoszeniem remisu. Ostatnie zwycięstwo Polaka w amerykańskiej federacji miało miejsce w maju 2022 roku. Od tamtej pory “Cieszyński Książę” zanotował 2 remisy i 2 porażki.
    Jan Błachowicz

    Jan BłachowiczMARCELLO ZAMBRANA / AGIF / AGIF via AFPAFP
    Mężczyzna z brodą w sportowej bluzie z logotypami UFC, Reebok i Volkswagena siedzi przy stole z mikrofonem w ręce i gestykuluje, za nim widoczna ściana z logotypami sponsorów.

    Jan Błachowicz zawalczy na gali UFC w grudniuJason SilvaAFP
    Mężczyzna w garniturze przemawia zza mównicy gestykulując dłońmi na tle rozmytej biało-czerwonej flagi Polski.

    Karol NawrockiKlaudia RadeckaAFP

    Bloki w meczu Moya Radomka Radom – ŁKS Commercecon Łódź.

  • Legenda tenisa nie ma złudzeń ws. Świątek. “Kiedy oglądałem jej grę…”

    Legenda tenisa nie ma złudzeń ws. Świątek. “Kiedy oglądałem jej grę…”

    Jest zestresowana – mówi wprost Jim Courier o tym, jak prezentuje się Iga Świątek. W pierwszej rundzie Australian Open 2026 polska wiceliderka światowego rankingu dopiero po dwóch godzinach twardej walki pokonała 130. na liście WTA Chinkę Yue Yuan 7:6, 6:3.
    TENNIS-AUSOPEN/
    Fot. REUTERS/Tingshu Wang

    Iga Świątek zaczęła Australian Open od zwycięstwa, bo inaczej być nie mogło. Polka jest za dobrą tenisistką, żeby odpadać na tym etapie turniejów wielkoszlemowych. To się jej nie zdarzyło od Wimbledonu 2019 roku. Wtedy Iga zaliczyła jedyną porażkę w pierwszej rundzie imprezy wielkoszlemowej w całej swojej karierze. Pokonując Yue Yuan Świątek wygrała już 27 z 28 pierwszych rund w turniejach tej rangi.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany

    Ale po poniedziałkowym wejściu Polki w Australian Open nie słychać zachwytów nad jej grą. Poprosiliśmy o eksperckie opinie byłych mistrzów, którzy pracują w Melbourne dla Eurosportu. Krótka wypowiedź Jima Couriera nie pozostawia wątpliwości.

    – Świątek jest zestresowana i próbuje znaleźć formę. Zwycięstwo w Australian Open dałoby jej Karierowego Wielkiego Szlema – zauważa były numer jeden światowego rankingu ATP.
    Były mistrz wskazuje kluczową rzecz w grze Świątek

    Courier nie podejmuje się typowania czy nasza mistrzyni Roland Garros (z 2020, 2022, 2023 i 2024 roku) oraz US Open (2022) i Wimbledonu (2025) może wygrać tegoroczny turniej w Melbourne. Ale Amerykanin wskazuje, co Świątek powinna poprawić. – Kiedy oglądałem jej grę w United Cup, widziałem, że nie potrafiła znaleźć równowagi między atakiem a obroną. Będę na to zwracał uwagę w tym turnieju – mówi dwukrotny mistrz Australian Open (z 1992 i 1993 roku).

    – Czego Iga potrzebuje? Musi wyjść i mieszać, musi łączyć atak z obroną tak, żeby stworzyć z tego idealną kombinację. Musi uważać na moment, w którym trzeba się cofnąć i wykorzystać swoje niesamowite umiejętności defensywne. Musi używać nóg i przedłużać wymiany. Jest niesamowitą zawodniczką i prawdopodobnie potrzebuje tylko trochę świadomości w ważnych momentach – punktuje Courier.

    Absolutnie nie dziwi, że legenda tenisa zwraca też uwagę na forhend Polki. To uderzenie Świątek jest niepewne, w meczu z Yuan oglądaliśmy wiele niewymuszonych forhendowych błędów Igi. – Piłka odbija się tu wysoko, jest szybka i to będzie stanowić wyzwanie dla jej forhendu – takimi słowami Courier podkreśla konieczność poprawienia przez Świątek tego uderzenia.

    Kolejny mecz w Australian Open Świątek zagra najpewniej w środę. Jej rywalką w drugiej rundzie będzie Czeszka Marie Bouzkova (44 WTA).

    Transmisje z Australian Open w Eurosporcie, na platformie HBO MAX i w Playerze. Relacje na Sport.pl.

  • Sceny na konferencji Igi Świątek. Naprawdę ją o to zapytali

    Sceny na konferencji Igi Świątek. Naprawdę ją o to zapytali

    Iga Świątek nie ukrywa, że jest wielką fanką Taylor Swift. Podczas konferencji prasowych zdarza jej się otrzymywać pytania na temat amerykańskiej gwiazdy muzyki i tak też było w Melbourne. 24-latka wypowiedziała się na temat jej ostatniego albumu, który nie zebrał wybitnych recenzji. Polka stanęła jednak w obronie Swift.
    Iga Świątek
    Fot. REUTERS/Hollie Adams

    O tym, że Świątek uwielbia słuchać utworów Amerykanki, wie nawet sama zainteresowana. W październiku nasza tenisistka otrzymała od Swift osobisty list oraz parę prezentów związanych z premierą jej albumu. Polak pochwaliła się tym na social mediach. – Kilka lat temu nawet nie marzyłabym o takich momentach. Jestem taka wdzięczna – napisała 24-latka.

    Zobacz wideo Mocne spięcie na linii Kosecki-Skorża. “Ty się, k***a, to przedszkola nadajesz!”

    Świątek skomentowała album Swift

    Taylor Swift ma oczywiście miliony wielbicieli na całym świecie. Śmiało można uznać ją za największą obecnie gwiazdę muzyki pop, która sukcesy odnosi od kilkunastu lat. Jej album, który miał premierę w październiku, czyli “The Life of a Showgirl”, prawdopodobnie nie wyszedł jej jednak tak jak poprzednie. Podczas konferencji prasowej w Melbourne Świątek została właśnie o to zapytana. Czy również jest rozczarowana albumem Swift, czy może jednak przypadł jej do gustu?

    – Tak, lubię go – odpowiedziała Polka. – Szczerze, ludzie będą krytykować wszystko. Myślę, że był świetny. Choć co prawda dość krótki. To nie tak, że znajdziesz jakieś nowe, zaskakujące rzeczy, kiedy posłuchasz go kilka razy. Ale piosenki są chwytliwe. Myślę to jest to, czego chciała. To, o czym mówiła od początku. Każda piosenka jest hitem. Myślę jednak, że w sztuce i muzyce można mieć swoje własne przemyślenia – stwierdziła Świątek.

    Po chwili 24-latka została jeszcze zapytana o ulubiony utwór z albumu Amerykanki. – Szczerze, trudno jest wybrać, bo ona zawsze utrzymuje wysoki poziom. Cały album na takim jest. Lubię “Elizabeth Taylor”, ale nie powiedziałabym, że ta piosenka odstaje mocno od innych w moim rankingu – podsumowała tenisistka.

    Iga Świątek kolejny mecz rozegra 22 stycznia. Jej rywalką będzie Marie Bouzkova.

  • Bolesne 4:6, 2:6. Teraz Świątek ogłasza w Melbourne. Wyliczyła 6 miesięcy

    Bolesne 4:6, 2:6. Teraz Świątek ogłasza w Melbourne. Wyliczyła 6 miesięcy

    Choć Iga Świątek wygrała swój poniedziałkowy mecz 1. rundy Australian Open, po zwycięstwie nad Yue Yuan przyszło jej myśleć nie tylko o rzeczach przyjemnych, ale i tych trudnych. A wszystko przez pytanie jednego z dziennikarzy, który po ostatniej porażce 4:6, 2:6 postanowił zapytać ją o jej fatalny w ostatnim czasie bilans starć z Coco Gauff. Co ciekawe, podobne pytanie o swoją perspektywę usłyszała wcześniej sama Amerykanka, która wprost wypowiedziała się o pojedynkach z Polką oraz samej 24-letniej tenisistce z Raszyna.
    Zawodniczka tenisowa w żółtej czapce i opasce na nadgarstku zasłania twarz dłonią, trzymając rakietę tenisową, jej postawa sugeruje silne emocje lub rozczarowanie podczas meczu.

    Iga Świątek podczas starcia z Coco Gauff w MadrycieAFP7 v

    – Zdołałaś odwrócić swój bilans starć z Igą. Wygrałaś cztery ostatnie mecze, nie tracąc seta. Jak wpływa to na twoje myślenie? Jak to wszystko odwróciłaś? – takie pytanie usłyszała Coco Gauff po wygranym meczu z Kamillą Rachimową.

    A jej odpowiedź nie pozostawiała wątpliwości co do tego, że porażka w siedmiu premierowych meczach z Polką fatalnie wpływała na jej psychikę aż do czasu przełamania złej passy.

    – Nie miałam żadnej innej klasyfikacji bezpośrednich pojedynków, przez którą czułabym się tak źle. W przeszłości sporo o tym myślałam, ponieważ chcesz po prostu zanotować pierwsze zwycięstwo. Gdy już je osiągnęłam, wymazałam resztę spotkań z pamięci – wyznała Coco Gauff. I dodała:

    Oczywiście, to świetna zawodniczka i zasłużyła na te zwycięstwa. Ale czułam, że część z moich porażek… może nie dużo, bo po prostu mnie ogrywała, ale część z nich, przynajmniej początkowo, wynikała z deficytów mentalnych. Gdy już je usunęłam, byłam w stanie grać swobodnie

    Australian Open. Iga Świątek wprost o ostatnim bilansie starć z Coco Gauff

    Podobnej treści pytanie usłyszała w trakcie poniedziałkowej konferencji prasowej Iga Świątek. Czy seria porażek z Coco Gauff ma jakieś przełożenie na jej umysł?

    – Szczerze mówiąc, nie ma żadnego. Gdy z nią wygrywałam, było tak samo. Dlatego mogę kontynuować ten stan. Nie brałam niczego za pewnik i nie podchodziłam do spotkań bez koncentracji. Myślę, że to mówi coś więcej o samej grze i o rzeczach nad którymi powinno się pracować, które trzeba ulepszać. Ona także się rozwinęła. Bilans bezpośrednich starć nie ma znaczenia. Choć jeśli jej zadacie to pytanie, może odpowie inaczej – wyjaśniła swój punkt widzenia Iga Świątek.

    A następnie jeszcze rozwinęła temat, tłumacząc powody swojego podejścia do całej sprawy.

    – Chcę traktować każdy mecz jako oddzielną historię. Każdy jest rozgrywany w innych warunkach. Nie ma powodu, by zawsze oglądać się wstecz. Ostatni raz mierzyłyśmy się z Coco Gauff 6 miesięcy temu. To długi okres w tenisie. Dla mnie to nie jest pełna historia. Bardziej chodzi o to, jak czułam się w danym miesiącu czy nawet tygodniu, jak czuła się ona i jak będziemy ze sobą rywalizować – powiedziała druga rakieta świata.

    Wspomniany pojedynek w stolicy Hiszpanii miał miejsce w maju zeszłego roku. Iga Świątek została wówczas rozbita przez Amerykankę, przegrywając 1:6, 1:6. Obie spotkały się rzecz jasna na korcie także ostatnio, na starcie tego sezonu, podczas rozgrywek United Cup, w ramach półfinałowego boju Polska – Stany Zjednoczone. Także wówczas nasza tenisistka musiała uznać wyższość Coco Gauff, przegrywając 4:6, 2:6.

    Iga Świątek mimo problemów nie zawiodła w pierwszej rundzie tegorocznego Australian Open. Choć może nie należy mówić tu o “problemach”, a o dobrej i walecznej postawie Yue Yuan, która była w stanie postawić się wiceliderce rankingu WTA.
    Coco Gauff (L) i Iga Świątek (P)

    Coco Gauff (L) i Iga Świątek (P)OSCAR J BARROSO/Spain DPPI/BURAK AKBULUT/ANADOLUAFP
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekDIMITAR DILKOFF / AFPAFP

    Iga Świątek – Eva Lys. Skrót meczu.

  • Słowa Gauff o Świątek niosą się po świecie. Jest riposta Polki

    Słowa Gauff o Świątek niosą się po świecie. Jest riposta Polki

    Nie było drugiego bilansu, z którym czułabym się tak źle. W przeszłości naprawdę wiele o tym myślałam – mówiła Coco Gauff o historii bezpośrednich pojedynków z Igą Świątek. Swego czasu ich bilans wynosił 11:1 na korzyść Polki. Ostatnio jednak to Amerykanka wygrała cztery mecze z rzędu. Sama Gauff zdradziła, jak wiele to dla niej znaczy. A jak do sprawy podchodzi Świątek? Odpowiedź Polki może zaskakiwać.
    Iga Świątek i Coco Gauff

    Coco Gauff uchodziła w przyszłości za jedną z najwygodniejszych rywalek dla Igi Świątek. Utalentowana zawodniczka długo nie mogła znaleźć sposobu na Polkę. Przegrała z nią pierwszych siedem meczów, potem zaś ich bilans wynosił 11:1 dla Świątek. Ostatnio jednak to Gauff seryjnie wygrywa te starcia. Zrobiła to już cztery razy z rzędu. Po ostatnim spotkaniu w United Cup wspomniany bilans wynosi już 11:5. Nieoczekiwanie stał się też tematem ożywionej dyskusji.

    Zobacz wideo Kuriozalne sceny w finale Pucharu Narodów Afryki! Senegal mistrzem! [SKRÓT MECZU]
    Gauff mówiła o “mentalnym dołku”. Nagle taka odpowiedź Świątek. “Nie ma znaczenia”

    W trakcie Australian Open Gauff pytana była o niego przez dziennikarzy. Okazało się, że Amerykanka mocno przejmowała się niekorzystnymi statystykami. – Nie było drugiego bilansu, z którym czułabym się tak źle. W przeszłości naprawdę wiele o tym myślałam, bo po prostu chcesz wygrać ten jeden mecz. Gdy w końcu to się udało, to w jakiś sposób wykasowało to te poprzednie spotkania – stwierdziła w trakcie jednej z konferencji prasowych.

    Gauff przyznała też, że w przeszłości, grając ze Świątek, często była w “mentalnym dołku”. Gdy niekorzystną serię udało się przełamać, problem zniknął. – Pozbyłam się tego z mojej głowy – wyznała. A jak do całej sprawy podchodzi Iga Świątek? Podczas konferencji również ją zapytaną o historię meczów z Gauff. Polka przyznała zaś, że w ogóle o niej “nie myśli”. – Chyba bezpośrednie pojedynki nie mają większego znaczenia. Może dla niej, jeśli zadajesz jej to samo pytanie, to jest coś innego – odpowiedziała dziennikarzowi.
    Tak Świątek podchodzi do meczów z Gauff. “Bardziej zwracam uwagę na to…”

    Sama Świątek przekonywała, że przed meczami z Gauff nie spoglądała na bilans. – Nawet kiedy wygrywałam z nią, nie myślałam o tym. Myślę, że dlatego mogłam to kontynuować, bo nie brałam wygranej za pewnik. Bardziej koncentrowałam się na grze, na rzeczach, nad którymi powinnam popracować lub które powinnam poprawić, bo ona też się poprawiała – stwierdziła nasza tenisistka, cytowana przez thetennisgazette.com.

    Teraz jednak bilans spotkań z Gauff nie jest dla Świątek tak korzystny. Dlatego też pytana była, czy przejmuje się ostatnimi czterema porażkami. – Chyba po prostu chcę traktować każdy mecz jako osobną historię. Każdy mecz toczy się w innych warunkach. Więc nie ma sensu ciągle do tego wracać i… Ostatni raz grałyśmy w Madrycie (poza meczem w United Cup w 2026 r. – red.). To było ponad sześć miesięcy temu. To dość długi okres w tenisowym życiu. Dla mnie to nie jest cała historia. Bardziej zwracam uwagę na to, jak ja się czuję w danym miesiącu czy tygodniu i jak ona się czuje, jak będziemy grać przeciwko sobie. To wszystko – podsumowała.

  • Mistrzyni świata wypada z drabinki Świątek. Nocna niespodzianka na Australian Open

    Mistrzyni świata wypada z drabinki Świątek. Nocna niespodzianka na Australian Open

    Powoli dobiegają zmagania w pierwszej rundzie Australian Open. Wczoraj awans do kolejnej fazy zmagań w Melbourne wywalczyła Iga Świątek. Nasza reprezentantka ma za sobą wymagający test. Niespodziewane kłopoty sprawiła jej Yue Yuan. Chinka prowadziła już 5:3 w pierwszym secie. Wtedy Raszynianka zdołała jednak doprowadzić do tie-breaka, którego wygrała. Następnie wiceliderka rankingu zdołała zamknąć pojedynek w dwóch odsłonach. W następnym meczu 24-latka zmierzy się z Marie Bouzkovą.

    Dzisiaj zobaczyliśmy w akcji tenisistki, które znajdują się na potencjalnym kursie Świątek w trzeciej rundzie wielkoszlemowej imprezy. Na korcie w Melbourne zaprezentowała się m.in. Elisabetta Cocciaretto – aktualna drużynowa mistrzyni świata w rozgrywkach BJK Cup. Do momentu rozpoczęcia Australian Open, jedyną tenisistką, która pokonała Włoszkę w tym sezonie, była Magda Linette. Poznanianka dokonała tej sztuki podczas drugiej fazy WTA 250 w Auckland. Później reprezentantka Italii udała się na turniej do Hobart i okazała się tam najlepsza, pokonując w finale Ivę Jović. Zmagania na Tasmanii sporo kosztowały jednak triumfatorkę rozgrywek poprzedzających rywalizację w Melbourne. Wszystko wyszło podczas wtorkowej rywalizacji z Julią Grabher, w której była zdecydowaną faworytką.

    Australian Open: Elisabetta Cocciaretto kontra Julia Grabher w pierwszej rundzie

    Mecz rozpoczął się od wzajemnych przełamań – najpierw tej sztuki dokonała Cocciaretto, a później Grabher, mimo że Elisabetta posiadała piłkę na 2:0. Tuż przed zmianą stron Julia objęła prowadzenie, broniąc po drodze aż pięciu break pointów. Włoszka miała szanse na przełamanie także w trakcie piątego rozdania, ale tym razem reprezentantka Austrii wróciła ze stanu 15-40, zgarniając cztery akcje z rzędu. Gdy wydawało się, że panie zmierzają w kierunku tie-breaka, w dwunastym gemie 95. rakieta świata wykorzystała moment słabości tenisistki z Italii. Za drugim setbolem zamknęła partię wynikiem 7:5.

    Druga część pojedynku wyglądała inaczej. Cocciaretto szybko objęła prowadzenie 2:0, potem miała nawet dwa break pointy na podwójne przełamanie. Tuż po zmianie stron Elisabetta musiała bronić piłek na 2:2. Tym razem odparła jednak atak Grabher i powróciła do dwóch “oczek” przewagi. To był kluczowy moment dla dalszych losów seta. Kolejne minuty obfitowały w festiwal przełamań. Zakończyła go Włoszka, podczas ósmego rozdania. Utrzymała serwis do 15 i zamknęła tę odsłonę rezultatem 6:2.

    Trzecia partia rozpoczęła się tak, jak druga – od prowadzenia 2:0 dla triumfatorki z Hobart. Tym razem Cocciaretto wpuściła jednak rywalkę do gry, pozwoliła na odrobienie strat. Po pięciu gemach to Grabher znalazła się z przodu. W trakcie ósmego rozdania Julia wróciła ze stanu 0-30 i przełamała Elisabettę. Dzięki temu przy wyniku 5:3 mogła zamykać pojedynek. Waleczna tenisistka z Italii nie poddawała się do samego końca. Najpierw dobrała się do serwisu Julii, a następnie prowadziła 30-15 – w gemie, który mógł dać wyrównanie w trzecim secie.

    Decydujące punkty spotkania trafiły jednak na konto reprezentantki Austrii. Zawodniczka z końcówki pierwszej setki wykorzystała premierowego meczbola, posyłając agresywny return. Po nim Włoszka nie znalazła już odpowiedzi. Tym samym mistrzyni turnieju WTA 250 w Hobart wypada z drabinki Igi Świątek. Do drugiej rundy awansowała Julia Grabher po zwycięstwie 7:5, 2:6, 6:4. Kto wie, być może to 95. rakieta świata zmierzy się z Polką w trzeciej fazie zmagań w Melbourne. Najpierw Raszynianka musi jednak pokonać Marie Bouzkovą, a tenisistka z Austrii wygrać spotkanie z Anną Kalinską albo Sonay Kartal.

    Iga Świątek – Belinda Bencic. Skrót meczuPolsat Sport
    Elisabetta Cocciaretto

    Elisabetta CocciarettoFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP
    Tenisistka w sportowej czapce i białym stroju energicznie zaciska pięść, wyrażając silne emocje podczas meczu. Intensywność spojrzenia i otwarte usta podkreślają determinację oraz skupienie zawodniczki.

    Iga ŚwiątekDavid GrayAFP
    Tenisistka z uniesionymi rękami w geście triumfu na korcie, na plecach widoczny napis Italia; w tle drużyna ubrana na biało i niebiesko cieszy się energetycznie z sukcesu zawodniczki.

    Radość Elisabetty Cocciaretto podczas BJK Cup 2025AFPAFP

  • Niedawno wygrała z Polką, teraz taki mecz. Finalistka US Open za burtą w Melbourne

    Niedawno wygrała z Polką, teraz taki mecz. Finalistka US Open za burtą w Melbourne

    Jeszcze kilka dni temu Janice Tjen fetowała kolejny sukces w deblu u boku Katarzyny Piter. Polsko-indonezyjski duet sięgnął po tytuł podczas turnieju WTA 250 w Hobart, potwierdzając znakomitą dyspozycję. Teraz tenisistka reprezentująca Indonezję przeniosła świetną formę na korty w Melbourne – i to w imponującym stylu. W swoim pierwszym meczu singlowym podczas tegorocznego Australian Open sprawiła dużą sensację, eliminując rozstawioną z numerem 22 Leylah Fernandez, byłą finalistkę US Open. Emocji nie brakowało aż do samego końca.

    Choć Janice Tjen występuje pod indonezyjską flagą, w Polsce jej nazwisko staje się coraz bardziej rozpoznawalne. Wszystko za sprawą udanej współpracy deblowej z Katarzyną Piter. W minionym tygodniu zawodniczki po raz drugi połączyły siły i ponownie zakończyły turniej z trofeum w rękach. W finale imprezy w Hobart nie pozostawiły żadnych złudzeń parze Magali Kempen/Anna Siskova, wygrywając pewnie 6:2, 6:2. Bilans wspólnych występów Piter i Tjen robi wrażenie – po ośmiu meczach duet pozostaje niepokonany.

    Obie tenisistki wystąpią razem także w deblu podczas Australian Open. W pierwszej rundzie w Melbourne czeka je wymagające starcie z Darią Kasatkiną i Ariną Rodionovą. Zanim jednak dojdzie do tej potyczki, Janice Tjen musiała skupić się na rywalizacji singlowej. Los przydzielił jej bardzo trudne zadanie – już na otwarcie turnieju trafiła na Leylah Fernandez, rozstawioną z numerem 22 i finalistkę US Open z 2021 roku. To Kanadyjka była wyraźną faworytką wtorkowego meczu o awans do drugiej rundy. Tenisistka zajmująca 59. miejsce w rankingu WTA sprawiła jednak jedną z pierwszych niespodzianek turnieju, eliminując wyżej notowaną rywalkę.

    Od pierwszych piłek spotkania było jasne, że Fernandez nie będzie miała łatwej przeprawy. Tjen umiejętnie mieszała tempo gry i już w otwierającym gemie zmusiła Kanadyjkę do obrony dwóch break pointów przy stanie 15–40. Wówczas faworytka zdołała jeszcze wyjść z opresji, wygrywając cztery kolejne akcje. W piątym gemie Indonezyjka dopięła jednak swego, przełamując serwis rywalki. Od tego momentu zaczęła wyraźnie przejmować inicjatywę – po siódmym gemie prowadziła już z przewagą dwóch przełamań. Przy stanie 5:2 serwowała po zwycięstwo w secie. Fernandez miała jeszcze piłkę na zdobycie trzeciego gema, ale Tjen zachowała spokój i zamknęła partię wynikiem 6:2.

    Drugi set przyniósł znacznie więcej dramaturgii. Choć początkowo nic tego nie zapowiadało, emocje szybko sięgnęły zenitu. W trzecim gemie Janice ponownie przełamała Kanadyjkę, a chwilę później popisała się świetną postawą przy własnym podaniu – wróciła ze stanu 0–40, broniąc cztery break pointy i obejmując prowadzenie 3:1. Ta sytuacja nie podcięła jednak skrzydeł Fernandez, a wręcz dodała jej energii do walki. W szóstym gemie, mimo że Tjen miała piłkę na 4:2, doszło do przełamania zwrotnego. Po siedmiu gemach to rozstawiona zawodniczka wyszła na prowadzenie, po drodze broniąc jeszcze break pointa.

    Po kolejnej zmianie stron inicjatywa znów przeszła na stronę nierozstawionej Indonezyjki. Tjen wygrała dwa gemy z rzędu i przy stanie 5:4 serwowała na zwycięstwo w meczu. Fernandez po raz kolejny pokazała jednak charakter, doprowadzając do wyrównania. O losach drugiego seta musiał zadecydować tie-break.

    W decydującej rozgrywce Janice Tjen rozpoczęła znakomicie, szybko obejmując prowadzenie 3:0. Kanadyjka zdołała jeszcze zdobyć pierwszy punkt, ale na więcej rywalka już jej nie pozwoliła. Tie-break zakończył się zdecydowanym zwycięstwem Indonezyjki 7:1, a cały mecz rezultatem 6:2, 7:6(1).

    Dzięki temu sensacyjnemu triumfowi to Janice Tjen zameldowała się w drugiej rundzie Australian Open. O awans do trzeciej fazy turnieju powalczy ze zwyciężczynią pojedynku pomiędzy Karoliną Plíškovą a Sloane Stephens.

    https://x.com/z_kortu/status/2013430005443817820?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2013430005443817820%7Ctwgr%5E42502f80fea6aed35a1097fbfbaa91d869790568%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Figa-swiatek%2Fnews-zwrot-akcji-jednak-faktem-chodzi-o-swiatek-i-wosp-koroniewsknId22518374

  • Mistrzyni świata wypada z drabinki Świątek. Nocna niespodzianka na Australian Open

    Mistrzyni świata wypada z drabinki Świątek. Nocna niespodzianka na Australian Open

    Iga Świątek nie bez trudu, ale skutecznie zameldowała się w drugiej rundzie Australian Open. Polka w starciu z Yue Yuan musiała gonić wynik w pierwszym secie, jednak zdołała opanować sytuację i rozstrzygnąć spotkanie na swoją korzyść. Problemy dopadły również tenisistkę, która mogła znaleźć się na drodze wiceliderki rankingu w trzeciej rundzie turnieju w Melbourne. Dwukrotna drużynowa mistrzyni świata, świeżo po triumfie w poprzednim tygodniu, sensacyjnie pożegnała się z rywalizacją singlową już w meczu otwarcia.

    Pierwsza runda Australian Open powoli dobiega końca. W poniedziałek awans do kolejnej fazy wywalczyła Iga Świątek, choć jej występ daleki był od spacerku. Yue Yuan postawiła się faworytce i w premierowej odsłonie prowadziła już 5:3. Wtedy jednak Raszynianka wrzuciła wyższy bieg, odrobiła straty i doprowadziła do tie-breaka, w którym potwierdziła swoją klasę. Drugi set był już bardziej pod kontrolą Polki, która zamknęła spotkanie w dwóch partiach. W kolejnym meczu 24-latka zmierzy się z Marie Bouzkovą.

    We wtorek na kortach w Melbourne pojawiły się zawodniczki znajdujące się na potencjalnej ścieżce Świątek w trzeciej rundzie wielkoszlemowej imprezy. Wśród nich była Elisabetta Cocciaretto – aktualna drużynowa mistrzyni świata w Billie Jean King Cup. Do startu Australian Open jedyną tenisistką, która zdołała pokonać Włoszkę w tym sezonie, była Magda Linette. Poznanianka dokonała tego podczas turnieju WTA 250 w Auckland. Później Cocciaretto przeniosła się do Hobart, gdzie sięgnęła po tytuł, triumfując w finale nad Ivą Jović. Intensywny tydzień na Tasmanii wyraźnie jednak odbił się na jej dyspozycji, co uwidoczniło się w starciu pierwszej rundy Australian Open z Julią Grabher, mimo że to Włoszka uchodziła za wyraźną faworytkę.

    Pojedynek Cocciaretto z Grabher rozpoczął się od wzajemnych przełamań. Najpierw serwis rywalce odebrała Włoszka, chwilę później odpowiedziała Austriaczka, choć Elisabetta miała piłkę na prowadzenie 2:0. W kolejnych gemach Grabher imponowała odpornością, broniąc aż pięciu break pointów, a następnie wychodząc na prowadzenie. W piątym gemie Cocciaretto znów miała swoje szanse, lecz reprezentantka Austrii wróciła ze stanu 15–40 i zgarnęła cztery kolejne punkty. Gdy wszystko wskazywało na tie-break, 95. rakieta świata wykorzystała chwilę słabości Włoszki i w dwunastym gemie zamknęła seta wynikiem 7:5.

    Druga partia miała zupełnie inny przebieg. Cocciaretto szybko objęła prowadzenie 2:0 i była bliska podwójnego przełamania. Po zmianie stron sama musiała jednak bronić piłek na 2:2, co jej się udało i znów odskoczyła rywalce. Od tego momentu na korcie zapanował chaos – kolejne gemy przynosiły serię przełamań. Ostatecznie lepiej z tej wymiany ciosów wyszła Włoszka, która w ósmym gemie odebrała serwis Grabher, a następnie utrzymała własne podanie do 15, kończąc seta 6:2.

    Decydująca partia rozpoczęła się podobnie jak druga – od prowadzenia 2:0 dla triumfatorki z Hobart. Tym razem jednak Cocciaretto nie potrafiła pójść za ciosem. Pozwoliła Grabher wrócić do gry, a po pięciu gemach to Austriaczka była na prowadzeniu. W ósmym gemie Julia odrobiła straty ze stanu 0–30 i przełamała Włoszkę, dzięki czemu przy wyniku 5:3 serwowała po zwycięstwo. Cocciaretto jeszcze raz pokazała charakter, doprowadzając do przełamania zwrotnego i stanu 30–15 w gemie, który mógł wyrównać wynik seta.

    Końcówka należała jednak do reprezentantki Austrii. Grabher zachowała więcej zimnej krwi i przy pierwszym meczbolu popisała się agresywnym returnem, po którym Włoszka nie była już w stanie odpowiedzieć. Tym samym mistrzyni turnieju WTA 250 w Hobart wypadła z potencjalnej drabinki Igi Świątek. Julia Grabher zwyciężyła 7:5, 2:6, 6:4 i awansowała do drugiej rundy Australian Open. Niewykluczone, że to właśnie 95. tenisistka świata zmierzy się z Polką w trzeciej fazie turnieju, choć wcześniej Świątek musi pokonać Marie Bouzkovą, a Grabher wygrać swoje spotkanie z Anną Kalinską lub Sonay Kartal.

  • Cały świat widział, jak Ukrainka potraktowała Sabalenkę. “Nie wspomniałam o Białorusi…”

    Cały świat widział, jak Ukrainka potraktowała Sabalenkę. “Nie wspomniałam o Białorusi…”

    Bardzo pechowo potoczył się dla Marty Kostiuk tegoroczny Australian Open. Ukrainka sensacyjnie odpadła już w pierwszej rundzie, a turniej zakończyła z poważną kontuzją, która może wykluczyć ją z gry na dłuższy czas. Jakby tego było mało, wokół 23-letniej tenisistki wciąż nie milkną echa kontrowersji związanych z jej wypowiedziami na temat Aryny Sabalenki i Igi Świątek. Głośnym echem odbiło się również jej zachowanie wobec Białorusinki podczas turnieju w Brisbane. Teraz Kostiuk postanowiła się wytłumaczyć, choć jej wyjaśnienia dla wielu zabrzmiały co najmniej osobliwie.

    Australian Open 2026 Marta Kostiuk z pewnością zapamięta na długo, jednak niestety wyłącznie w negatywnym sensie. Zajmująca 20. miejsce w światowym rankingu Ukrainka niespodziewanie przegrała w pierwszej rundzie z dużo niżej notowaną Elsą Jacquemont. Trwający ponad trzy godziny dramat zakończył się wynikiem 7:6(4), 6:7(4), 6:7(10) na niekorzyść faworytki. Sam fakt, że Kostiuk dotrwała do końca spotkania, zasługuje jednak na uznanie.

    Koszmarna kontuzja w Melbourne

    W trakcie meczu doszło do dramatycznego zdarzenia. Ukrainka niefortunnie upadła na kort, wyraźnie odczuwając ból. Mimo urazu kontynuowała grę, lecz po spotkaniu przekazała fatalne wieści. W oficjalnym komunikacie ujawniła, że doznała zerwania więzadeł w stawie skokowym. To jedna z najpoważniejszych kontuzji w tenisie, która zwykle oznacza długą przerwę od rywalizacji.

    Jak cień za Kostiuk ciągną się również wydarzenia z końcówki ubiegłego sezonu. Wówczas Ukrainka otwarcie uderzyła w Igę Świątek oraz Arynę Sabalenkę, sugerując, że obie zawodniczki mają wyższy poziom testosteronu. Jej słowa zostały odebrane jako podważanie uczciwości rywalizacji na najwyższym poziomie. Tuż przed Australian Open ponownie zrobiło się o niej głośno, tym razem za sprawą zachowania wobec Sabalenki podczas turnieju WTA w Brisbane.

    Burza po finale w Brisbane

    Kostiuk dotarła tam do finału, w którym po raz kolejny wyraźnie przegrała z Aryną Sabalenką – 4:6, 3:6. Sama porażka nie była jednak powodem medialnej burzy. Prawdziwe emocje wywołało to, co wydarzyło się po meczu.

    Podczas ceremonii wręczenia nagród Ukrainka nie pogratulowała Sabalence zwycięstwa. Zamiast tego w swojej przemowie skupiła się na sytuacji w ojczyźnie i losach swojej rodziny.

    – Chcę powiedzieć kilka słów o Ukrainie. Jest tu w Brisbane bardzo gorąco, więc trudno to sobie wyobrazić, ale moja siostra śpi w domu pod trzema kocami, bo jest tam tak zimno – powiedziała, wywołując konsternację wśród kibiców i obserwatorów.

    Media natychmiast podchwyciły temat, zarzucając Kostiuk brak klasy sportowej i nieumiejętność pogodzenia się z porażką, zwłaszcza że jej rywalką była Sabalenka, z którą Ukrainka pozostaje w wyraźnym konflikcie na tle politycznym. Skala krytyki była tak duża, że tenisistka zdecydowała się zabrać głos w wywiadzie dla ukraińskiej „Tribuny”.

    „Nie powiedziałam ani słowa o wojnie”

    Kostiuk przyznała, że fala hejtu bardzo ją dotknęła.

    – Zrobiłam niezbyt mądrą rzecz – otworzyłam Twittera. Przeczytałam całe to „piękno”, które ludzie tam pisali. Tamtej nocy spałam bardzo źle. Poszłam spać o czwartej nad ranem, a około drugiej w nocy płakałam przez jakieś 30 minut. To było dla mnie szokujące i kompletnie niezrozumiałe – wyznała.

    Najbardziej zabolały ją jednak zarzuty o upolitycznianie sportu.

    – Mam wiele pytań, ale najważniejsze brzmi: jak można mówić, że coś upolityczniłam, skoro nie powiedziałam ani słowa o wojnie? Nie użyłam tego słowa, nie wspomniałam Rosji ani Białorusi – podkreślała z wyraźnym rozgoryczeniem.

    Odniosła się także do krytyki związanej z brakiem gratulacji dla Sabalenki.

    – Nie zgadzam się z zarzutem, że jej nie wspomniałam. Po prostu podziękowałam wszystkim moim rywalkom w tym tygodniu. Myślę, że Aryna doskonale rozumie, dlaczego jej nie wymieniłam, i sądzę, że jest z tym całkowicie w porządku – stwierdziła.

    Na koniec dodała, że wspominanie Ukrainy po finałach turniejów jest dla niej czymś naturalnym.

    – To już czwarty rok pełnoskalowej wojny. Czy wciąż na mnie wpływa? Dla mnie to nie miało w tym przypadku znaczenia. Najbardziej dotknęło mnie właśnie to oskarżenie o upolitycznienie. W każdym przemówieniu po finałach wspominam Ukrainę. Ale z jakiegoś powodu tylko to wystąpienie wywołało tak duży oddźwięk – prawdopodobnie dlatego, że drugą finalistką była Aryna – zakończyła.

    Choć Kostiuk próbowała wyjaśnić swoje intencje, dyskusja wokół jej zachowania i słów wciąż trwa. A kontuzja odniesiona w Melbourne sprawia, że najbliższe tygodnie mogą być dla Ukrainki wyjątkowo trudne – nie tylko sportowo.

  • Pierwszy taki mecz Świątek od 510 dni. Sabalenka może zazdrościć

    Pierwszy taki mecz Świątek od 510 dni. Sabalenka może zazdrościć

    Iga Świątek wygrała z Yue Yuan 7:6, 6:3 w pierwszej rundzie Australian Open, lecz był to jej najbardziej wymagający start w turnieju wielkoszlemowym od blisko półtora roku. Po raz pierwszy od 510 dni Polka musiała tak mocno walczyć już na otwarcie imprezy tej rangi, a przebieg spotkania wyraźnie niepokoił komentatorów i kibiców.

    Tak długiej i nerwowej przeprawy w pierwszej rundzie Wielkiego Szlema Świątek nie przeżyła od US Open, gdy mierzyła się jeszcze z Kamilą Rachimową. Wówczas, po 116 minutach gry, zwyciężyła 6:4, 7:6(6), choć po drodze straciła przewagę przełamania, a w tie-breaku musiała bronić trzech piłek meczowych. Od tamtej pory inauguracje wielkoszlemowe były dla niej formalnością. W minionym sezonie przechodziła je niemal bez wysiłku, wygrywając kolejno w Melbourne, Paryżu, Londynie i Nowym Jorku w dwóch setach, często bardzo wyraźnie.

    Mecz z Yue Yuan w Melbourne znacząco odbiegał od tego schematu. Świątek od początku zmagała się nie tylko z agresywnie grającą rywalką, ale też z własnymi problemami. Serwis nie funkcjonował tak, jak powinien, pojawiały się podwójne błędy, a forhend – zwykle będący jej największym atutem – falował, zwłaszcza w pierwszym secie. Chinka szybko objęła prowadzenie i w pewnym momencie była o krok od wyniku 3:0 z podwójnym przełamaniem. – To zaczyna niepokoić – mówił wówczas na antenie Eurosportu Lech Sidor.

    Razem z Justyną Kostyrą komentatorzy wielokrotnie reagowali westchnieniami ulgi, oddając emocje panujące wśród polskich kibiców. Spotkanie było pełne zwrotów akcji. Świątek odrobiła straty z 0:3 na 3:3, chwilę później znów przegrywała 3:5, by ostatecznie wygrać pierwszego seta po tie-breaku. Druga partia również nie przyniosła natychmiastowego uspokojenia. Polka szybko wyszła na 3:0, ale przewaga stopniała do 4:3. Dopiero końcówka należała do niej – set zakończył się wynikiem 6:3, choć Yuan do samego końca walczyła ambitnie, nawet po skorzystaniu z przerwy medycznej.

    Przez moment można było się zastanawiać, czy głośne zapowiedzi Danielle Collins, mówiące o możliwym szybkim odpadnięciu Świątek w Melbourne, nie okażą się prorocze. Ostatecznie Polka wyszła jednak z opresji. Choć grała poniżej swoich standardów, w kluczowych fragmentach pokazała klasę. Tie-break pierwszego seta oraz ostatnie gemy drugiej partii należały do niej – to wtedy zdobywała najważniejsze punkty.

    Co taki mecz mówi o dalszych losach Świątek w Australian Open? Właściwie niewiele. Historia pokazuje, że jej pierwsze spotkania w turniejach wielkoszlemowych rzadko są miarodajnym prognostykiem. W US Open 2024 męczyła się z Rachimową, a później gładko pokonywała kolejne rywalki, docierając do ćwierćfinału. Rok wcześniej w Nowym Jorku demolowała przeciwniczki w trzech pierwszych rundach, by w czwartej zagrać słabiej i przegrać z Jeleną Ostapenko. Z kolei podczas Wimbledonu 2025 już w drugiej rundzie miała kłopoty z Caty McNally, a turniej zakończyła zdobyciem tytułu, wygrywając ostatnie mecze do zera.

    Nieprzewidywalność tenisa sprawia, że trudny start wcale nie musi być złym znakiem. Część ekspertów od lat powtarza wręcz, że lepiej zostać sprawdzonym na początku niż bezboleśnie przejść pierwsze rundy. Yue Yuan okazała się właśnie taką rywalką. Choć zajmuje obecnie 130. miejsce w rankingu WTA, jej gra w Melbourne zupełnie tego nie odzwierciedlała. Agresywne, płaskie uderzenia, odwaga i wiara w sukces przypominały zawodniczkę z czasów, gdy była notowana w okolicach czołowej czterdziestki świata.

    Być może pomógł jej brak presji – cecha często sprzyjająca tenisistom z kwalifikacji w starciach z absolutną czołówką. Gdy jednak pojawiła się realna szansa, przy stanie 5:4 w pierwszym secie, ręka zadrżała jej przy serwisie. Poziom gry spadł, co Świątek bezlitośnie wykorzystała. To jeden z najbardziej charakterystycznych mechanizmów w zawodowym tenisie, choć nie odbiera to Chince uznania za występ.

    Teraz przed Świątek zupełnie inne wyzwanie. W drugiej rundzie zmierzy się z Marie Bouzkovą, tenisistką grającą mniej agresywnie, wolniej, opierającą się bardziej na regularności niż na ryzykownych atakach. To powinno oznaczać inny przebieg spotkania niż z Yuan.

    Wygrana w Melbourne była dla Igi Świątek już 25. z rzędu zwycięstwem w pierwszej rundzie turnieju wielkoszlemowego. Na tym etapie przegrała tylko raz – w Wimbledonie 2019, w swoim pierwszym sezonie w zawodowym tourze. Takiej regularności mogą jej dziś zazdrościć największe rywalki, w tym Aryna Sabalenka, Coco Gauff, Jessica Pegula, Amanda Anisimova czy Jelena Rybakina.