• Pogromczyni Igi Świątek gra o finał Australian Open! Gdzie obejrzeć mecz Jeleny Rybakiny?

    Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu

    Australian Open WTA: Jessica Pegula – Jelena Rybakina dzisiaj na żywo. Co wiemy przed meczem?

    Jessica Pegula i Jelena Rybakina zmierzą się dzisiaj w półfinale Australian Open WTA. Mecz rozpocznie się nie przed godz. 11 czasu polskiego. Jessica Pegula, reprezentująca USA, dotychczas pokonała w turnieju m.in. Amandę Anisimową i Madison Keys.

    O której godzinie dziś rozpocznie się mecz Pegula – Rybakina?

    Gdzie można obejrzeć transmisję meczu?

    Jakie były dotychczasowe wyniki Jeleny Rybakinnej?

    Kto będzie komentował mecz na Eurosport 1?

    Ostatnie wyniki Jessiki Peguli w turnieju:

    Amanda Anisimowa 2:0 (6:2, 7:6)
    Madison Keys 2:0 (6:3, 6:4)
    Oksana Selekhmeteva 2:0 (6:3, 6:2)
    McCartney Kessler 2:0 (6:0, 6:2)
    Anastasia Zakharova 2:0 (6:2, 6:1)

    Dotychczasowe wyniki Jeleny Rybakiny:

    Iga Świątek 2:0 (7:5, 6:1)
    Elise Mertens 2:0 (6:1, 6:3)
    Tereza Valentova 2:0 (6:2, 6:3)
    Warwara Graczowa 2:0 (7:5, 6:2)
    Kaja Juvan 2:0 (6:4, 6:3)

    Jessica Pegula – Jelena Rybakina. O której dzisiaj mecz? Transmisja meczu na żywo, wyniki, relacja live

    Transmisję dzisiejszego spotkania przeprowadzi Eurosport 1. Mecz będzie można obejrzeć także w streamingu online na HBO Max i Playerze. Relacja tekstowa na żywo będzie dostępna na stronie Przeglądu Sportowego Onet.

    Początek meczu: Jessica Pegula – Jelena Rybakina, czwartek, 29 stycznia, nie przed godz. 11

  • Nikt nie patrzy na prawą stopę Igi Świątek. Tak przegrała Australian Open.

    Nikt nie patrzy na prawą stopę Igi Świątek. Tak przegrała Australian Open.

    Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu

    Odwieczny problem Igi Świątek

    Problemy Igi Świątek nawet w najlepszym 2022 r. wiązały się głównie z serwisem. Liczby osiągane przez nią przy własnym podaniu nigdy nie zachwycały, a eksperci przekonywali wówczas, że jeśli Polka poprawiłaby właśnie ten element, to jej dominacja mogłaby trwać latami.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Jakie zmiany radzi Rick Macci dla Igi Świątek?

    Które zawodniczki mają lepszy serwis od Świątek?

    Jakie są główne problemy serwisowe Igi Świątek?

    Czy Iga mogłaby poprawić swój serwis w trakcie sezonu?

    W kontekście Igi od dawna pojawiają się głosy, że powinna zatrudnić biomechanika, jak zrobiła Aryna Sabalenka, a ostatnio Coco Gauff. Wybitny trener i biomechanik Rick Macci, który był jednym z głównych twórców sukcesów sióstr Williams, mówi nam, co powinna zmienić. To szczegóły, które według niego zrobiłyby ogromne zmiany.

    Na początku 2026 r. widać jak na dłoni, że przewaga Świątek w tourze już nie istnieje, a pod względem efektywności serwisu wiele rywalek jest lepszych od Polki. To bezpośrednio przekłada się na wyrównaną walkę i nerwowość, a także znacznie więcej przełamań serwisu Igi. W skrócie, problemy Polki.

    Obecnie pod względem podania prym wiodą Aryna Sabalenka i Jelena Rybakina. Zwyciężczyni środowego ćwierćfinału to autorka największej liczby asów serwisowych (516) w poprzednim sezonie. Dla porównania Świątek była pod tym względem zaledwie ósma (243 asy).

    “Rybakina ma najlepszy serwis pod względem biomechanicznej wydajności, jaki kiedykolwiek widziałem w WTA. Noga napędza rakietę w idealnym momencie, co jest sprzeczne z intuicją, a rakieta pozostaje po stronie uderzenia przy prawej łopatce. Trajektoria opadania piłki pozwala jej osiągać kąty, których po prostu nie widzieliśmy” — uważa Rick Macci.
    Najtrudniejsza sekwencja ruchów w jednej z najtrudniejszych dyscyplin na świecie. To właśnie musi zmienić Świątek

    Aby w pełni zrozumieć, jak skomplikowaną dyscypliną sportu jest tenis, warto spojrzeć na liczby. To jedna z najbardziej wymagających dyscyplin świata. W prestiżowym zestawieniu “ESPN Sport Skills Difficulty Rankings” zajmuje wysokie, siódme miejsce pod względem trudności, wyprzedzając m.in. piłkę nożną, bejsbol czy gimnastykę. A serwis powszechnie uznaje się za technicznie najtrudniejszy element. Wymaga nienagannej synchronizacji, gdzie jeden drobny błąd w ustawieniu może zrujnować efekt. Ewentualnych zmian trzeba dokonywać powoli i z głową.

    Maciej Trąbski (Przegląd Sportowy Onet): Dominacja z 2022 r. to już historia. Nikt nie oczekiwał, że Iga będzie wygrywać wszystko w nieskończoność, ale jej bezradność w starciach z największymi rywalkami musi niepokoić. Często wracamy do tematu serwisu jako jej pięty achillesowej. Sam wspominałeś, że to element, który ją blokuje. Co dokładnie jest z nim nie tak?

    Rick Macci: Będę szczery. Z punktu widzenia biomechaniki jej serwis nie jest poprawnie połączony od podłoża aż po rękę trzymającą rakietę. Praca nóg nie inicjuje ruchu rakiety we właściwym momencie. Iga stosuje postawę typu “pinpoint” [z dosuwaniem tylnej nogi], ale jej prawa stopa jest zdecydowanie zbyt mocno przesunięta w prawo. Przez to ona przedwcześnie otwiera barki i traci mnóstwo momentu pędu ciała.

    Polecamy: Iga Świątek niemal wszystko z nimi przegrywa. Eksperci są wprost w szoku

    Jak to naprawić?

    Jeśli ćwiczysz cokolwiek miliony razy, to będzie to coraz lepsze. Jej serwis już się poprawił, ale umówmy się, ona wciąż marnuje ogromny potencjał, ma jeszcze naprawdę wiele do poprawy. Mimo wszystko, ponieważ jest tak silna psychicznie i ma najlepszą pracę stóp w tourze, na 100 proc. może wrócić na szczyt. Ale gdyby zdobywała więcej darmowych punktów z serwisu, życie stałoby się dla niej o wiele prostsze.

    Mecz z Rybakiną pokazał to dobitnie. Wydaje się, że Jelena czy Aryna Sabalenka wygrywają gemy serwisowe bez większego wysiłku, a Iga musi każdą piłkę wybiegać.

    Sabalenka czy Rybakina zdobywają więcej darmowych punktów, bo ich serwisy są biomechanicznie bardzo efektywne. Sposób, w jaki Sabalenka wykorzystuje podłoże, to jeden z głównych powodów, dla których generuje taką moc. Aryna poprawiła też ustawienie ręki podrzucającej piłkę i ma teraz znacznie lepszą rotację całego ciała.

    Wykorzystuje tylne biodro, podczas gdy Iga jest przedwcześnie zwrócona przodem do siatki. Elementów tej układanki jest wiele, ale ten jest jednym z kluczowych. Różnica mocy między nią a Rybakiną i Sabalenką opiera się całkowicie na nauce i błędach biomechanicznych.

    Ustawienie stóp przy serwisie Świątek i Rybakiny

    Ustawienie stóp przy serwisie Świątek i Rybakinyx.com/AustralianOpen

    W meczu z Rybakiną podobnie jak w wielu ostatnich meczach z czołówką widzieliśmy niepokojący schemat. Wyrównany lub wygrany pierwszy set, a potem zapaść w drugim lub trzecim i wynik 1:6, lub 0:6. Technika sypie się, gdy Iga jest pod presją?

    To zdecydowanie oznacza, że zaczyna rywalizować sama ze sobą. Prawdopodobnie jest wewnętrznie sfrustrowana brakiem łatwych punktów i może tracić nieco ducha walki w trakcie meczu. Ale Iga to wielka mistrzyni, wierzę, że rozwiąże te problemy.

    Liczba przegranych setów 1:6 lub 0:6 od 2019 do 2026 r.:

    Załóżmy, że wchodzisz dziś do sztabu Igi jako konsultant. Zaryzykowałbyś zmianę techniki serwisu w trakcie sezonu i w dodatku w środku jej kariery?

    Gdybym był konsultantem, wziąłbym pod uwagę każdą ewentualność. Taką również. Trzeba eksperymentować, wprowadzać korekty i czasem poczuć się niekomfortowo, zrobić krok wstecz, żeby kiedyś poczuć się naprawdę pewnie z nowym, lepszym rozwiązaniem.

    Jej serwis działa na słabsze rywalki, ale potrzebuje więcej punktów bezpośrednio po własnym podaniu z najlepszymi. Jej wyniki mogłyby być wtedy o wiele lepsze, bo jest świetną atletką i ma szybkokurczliwe włókna mięśniowe, ale technika ruchu serwisowego, o którym tyle mówię, została po prostu źle poukładana w młodym wieku.

    Co konkretnie byś zmienił?

    Spróbowałbym zostać przy jej obecnej postawie nóg, ale pokazałbym jej, jak poprawnie zsynchronizować tylne biodro z całą sekwencją ruchu serwisowego. Zmieniłbym też pozycję lewej ręki, bo jest nieprawidłowa. Musi też inaczej ustawiać tylną nogę tuż przed serwisem, przenieść na nią 70 proc. ciężaru i pozostać ustawioną bokiem w momencie uderzenia, zamiast ustawiać się przodem do siatki zbyt wcześnie, jak to robi teraz.

    O co toczy się gra? Jeśli Iga faktycznie by to naprawiła, czy dystans do Sabalenki i Rybakiny zniknie?

    Wymagałoby to przeprogramowania pamięci mięśniowej i odruchów, ale nie mam wątpliwości, że Iga mogłaby z łatwością zyskać dodatkowe 15-16 km na godz. przy serwisie i trafiać o wiele więcej piłek nie do odebrania dla przeciwniczek. Zmieniłby się kąt opadania piłki, wzrósłby procent trafień. Gdyby punktowała po serwisie, to automatycznie uruchamiałoby pewność siebie.

    Rick Macci na swoim kanale YouTube tłumaczy, jak poprawić ruch biodra:

    To wywołuje efekt domina. Wygrywasz łatwo swoje gemy serwisowe, to zmienia się dynamika meczu, a pewność siebie przeciwniczki maleje. W jej głowie pojawia się więcej myśli, które powodują niepewność. To jest jeden obszar, który na 100 proc. mógłby zmienić zasady gry na kolejne lata.

  • Osaka dodała zdjęcie z Wiktorowskim. Komunikat po nieudanym Australian Open

    Osaka dodała zdjęcie z Wiktorowskim. Komunikat po nieudanym Australian Open

    Rozgrywki Australian Open 2026 wciąż trwają, jednak dla Naomi Osaki tegoroczna przygoda z Melbourne dobiegła końca znacznie wcześniej, niż sama mogła się tego spodziewać. Japonka już w sobotę poinformowała o wycofaniu się z dalszej rywalizacji z powodu kontuzji, która uniemożliwiła jej walkę o kolejne rundy pierwszego wielkoszlemowego turnieju sezonu. Z pewnością nie tak wyobrażała sobie zakończenie występu w imprezie, w której w przeszłości sięgała po końcowy triumf.

    W poniedziałek 28-letnia tenisistka opublikowała w mediach społecznościowych serię zdjęć i nagrań podsumowujących jej pobyt w stolicy stanu Wiktoria. Uwagę kibiców zwróciła jedna z fotografii, na której obok Osaki pojawił się Tomasz Wiktorowski – były trener Igi Świątek, a obecnie członek sztabu Japonki. Do posta Osaka dołączyła krótki, ale wymowny komentarz.

    Losowanie głównej drabinki Australian Open, przeprowadzone 15 stycznia, rozbudziło apetyty fanów tenisa. Wszystko wskazywało bowiem na to, że po raz pierwszy od Roland Garros 2024 może dojść do bezpośredniego starcia Igi Świątek z Naomi Osaką. Dodatkowego smaczku tej potencjalnej konfrontacji dodawały roszady w sztabach szkoleniowych – Wim Fissette, niegdyś trener Osaki, dziś pracuje z wiceliderką rankingu WTA, natomiast Tomasz Wiktorowski, przez lata związany ze Świątek, obecnie wspiera czterokrotną mistrzynię wielkoszlemową.

    Do trzeciej rundy wszystko układało się zgodnie z planem. Zarówno Polka, jak i Japonka pewnie awansowały, będąc o krok od bezpośredniego pojedynku o miejsce w ćwierćfinale. Iga Świątek miała zmierzyć się z Anną Kalinską, natomiast Osaka czekała na pojedynek z Maddison Inglis. Na papierze to raszyniankę czekało trudniejsze zadanie – i rzeczywiście, mecz z Rosjanką okazał się pełen zwrotów akcji. Ostatecznie Świątek zwyciężyła 6:1, 1:6, 6:1, meldując się w kolejnej rundzie.

    W trakcie tego spotkania do Melbourne dotarła jednak niepokojąca informacja dotycząca Osaki. Japonka na kilka godzin przed planowanym meczem z reprezentantką Australii ogłosiła wycofanie się z turnieju. W oficjalnym komunikacie nie kryła rozczarowania.
    – Musiałam podjąć bardzo trudną decyzję o rezygnacji z dalszej gry. Problemy zdrowotne dały o sobie znać po ostatnim meczu. Byłam niesamowicie podekscytowana możliwością kontynuowania rywalizacji, bo ten występ znaczył dla mnie naprawdę wiele. Serce mi pęka, ale nie mogę ryzykować pogłębienia urazu, jeśli chcę wrócić na kort w pełni sił – przekazała tenisistka.

    Tym samym nadzieje na hitowe starcie Świątek – Osaka prysły w jednej chwili. Dla Japonki był to wyjątkowo bolesny koniec pobytu w Melbourne, mieście, które kojarzy jej się z ogromnymi sukcesami. To właśnie tam dwukrotnie triumfowała w Australian Open, zapisując się w historii turnieju. Tym razem jednak jej udział zakończył się przedwcześnie, mimo że była uznawana za jedną z faworytek do awansu co najmniej do najlepszej szesnastki.

    W poniedziałek Osaka postanowiła symbolicznie pożegnać się z Melbourne za pośrednictwem Instagrama. Wśród opublikowanych materiałów znalazło się zdjęcie z Tomaszem Wiktorowskim, a całość opatrzyła krótkim podpisem:
    „Dziękuję, Melbourne, za wszystkie wspomnienia. Do następnego…” – napisała dwukrotna mistrzyni Australian Open. Przy okazji skierowała także podziękowania w stronę hotelu, w którym mieszkała podczas turnieju, oraz firmy odpowiedzialnej za jej nawodnienie.

    Na razie nie wiadomo, jak poważny jest uraz Japonki i czy zdąży ona wrócić do pełni zdrowia przed kolejnymi startami. Osaka jest zgłoszona do turniejów WTA 1000 na Bliskim Wschodzie – w Dosze i Dubaju. Zmagania w Katarze rozpoczną się już 8 lutego. Sam Australian Open potrwa natomiast do pierwszego dnia nowego miesiąca. Wszystko wskazuje na to, że najbliższe tygodnie będą kluczowe dla dalszych planów startowych byłej liderki rankingu WTA.

  • Eksperci nie mają litości dla Świątek. 5:24 mówi wszystko

    Iga Świątek pożegnała się z tegorocznym Australian Open po porażce w ćwierćfinale 5:7, 1:6 z Jeleną Rybakiną. Po wyrównanej walce w pierwszej partii, tenisistka z Kazachstanu nie dała szans 24-latce w drugiej odsłonie. Na uwagę po tym spotkaniu zasługuje fakt, iż Polka ma bardzo niekorzystny bilans pierwszych setów w starciu przeciwko najlepszym rywalkom.
    Iga Świątek na Australian Open
    Fot. REUTERS/Hollie Adams

    Tegoroczny Australian Open dla naszych singlistów oraz singlistek dobiegł końca. Ostatnią nadzieją na sukces była Iga Świątek, lecz 24-latka nie zdołała przebić się przez “ścianę” jaką okazała się być Jelena Rybakina. Kazaszka po wygranej pierwszej partii w drugiej zdeklasowała Igę, zamykając jej szansę na grę w dziesiątym półfinale wielkoszlemowym w karierze.

    Zobacz wideo Świątek zatrzymana przez Rybakinę w Australian Open! Czego zabrakło?
    5-24. Fatalny bilans Świątek

    Niedługo po spotkaniu o ocenę gry Polki pokusił się Jamie Murray na antenie “TNT Sports”. W pierwszych słowach przyznał krótko, jakie ma odczucia po tym pojedynku. – Jestem trochę zawiedziony postawą Świątek – skomentował. Ekspert wskazał na bardzo niekorzystny bilans dla Polki. W jego ocenie Świątek ma wyraźny problem z odrabianiem strat w meczach z czołowymi tenisistkami. – Świątek ma obecnie bilans 5-24 po przegranym pierwszym secie z rywalkami z TOP 10. Dla kogoś tak dobrego, jak ona, nie jest to dobra informacja. Polka musi znaleźć to coś, co nie działa i zacząć odwracać losy spotkania, gdy nie idzie po jej myśli – kontynuował.
    “Naśladuj Jannika Sinnera”

    W tym samym programie wtórował mu Jim Courier, który udzielił Polce konkretnej rady. – Naśladuj Jannika Sinnera. Myślę, że jedną z rzeczy, które można zaobserwować, oglądając grę kogoś takiego jak Jannik Sinner jest to, że automatycznie podejmuje decyzje w trakcie. Wiadomo, że jeśli będzie pod presją to wycofa się do obrony, lecz ciągle będzie dążył do gry w ataku – przyznał. – Myślę, że Iga mogłaby wykorzystać takie nastawienie w swojej grze. Wiedząc, że gra przeciwko komuś, kto mocno uderza piłkę, przez co będzie zmuszona do gry w obronie, musi zacząć tak działać, że gdy tylko zdarzy się okazja natychmiast przejdzie do ataku – kontynuował.

    Zobacz też: Wisła Kraków ogłosiła wielki hit! Tego jeszcze nie było

    Czterokrotny triumfator turniejów wielkoszlemowych odniósł się bezpośrednio do ćwierćfinałowej batalii pomiędzy Świątek a Rybakiną. – W takich meczach trzeba znaleźć odpowiednie połączenie i użyć mocnego forhendu, by uzyskać trochę pola gry, gdyż Rybakina jest niesamowita w środkowej części kortu. Jeśli zmusisz ją do biegania, będzie bardziej podatna na ataki – ocenił 55-latek.

    Najbliższym turniejem z udziałem Igi Świątek będzie WTA 1000 w Doha. Polka trzykrotnie triumfowała w tej imprezie, a miało to miejsce w sezonach: 2022, 2023 oraz 2024. W ubiegłym roku drogę 24-latki po czwarty z rzędu tytuł zatrzymała w półfinale Jelena Ostapenko, wygrywając tamto spotkanie 6:3, 6:1.

  • Nawet władze Australian Open widziały, co zrobiła Świątek. Jest ogłoszenie

    Nawet władze Australian Open widziały, co zrobiła Świątek. Jest ogłoszenie

    Iga Świątek niestety nie zagra w półfinale Australian Open. Nasza reprezentantka pożegnała się z turniejem po porażce z Jeleną Rybakiną. Oznacza to, że w tym roku 24-latka jeszcze nie skompletuje wszystkich czterech pucharów Wielkiego Szlema . Tak organizatorzy zawodów w Melbourne podsumowali jej porażkę. “Nadzieje Świątek rozwiane” – czytamy.
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekIZHAR KHANAFP

    Przed meczem Igi Świątek z Jeleną Rybakiną trudno było wskazać zdecydowaną faworytkę. Wydaje się, że mimo wszystko to Kazaszka była w nieco bardziej uprzywilejowanej sytuacji. Do starcia z Polką nie przegrała żadnego seta ani nie rozegrała tie-breaka. Co więcej, poprzedni sezon zakończyła triumfem w WTA Finals.

    Za to druga rakieta świata nawet mimo wygranych na Australian Open nie zawsze prezentowała swój optymalny poziom. W pierwszym secie ich pojedynku rywalizacja była niesłychanie wyrównana. Tak naprawdę zaważyło kilka punktów, które w najważniejszych momentach wygrywała Rybakina.

    Dlaczego Iga Świątek przegrała z Belindą Bencic? Alicja Rosolska wyjaśniaPolsat Sport

    Świątek poległa, ale co stało się później? Organizatorzy ogłaszają ws. Polki

    Po pierwszym secie zakończonym wynikiem 7:5 z perspektywy zawodniczki Stefano Vukova przyszedł czas na drugą partię. W niej 26-latka była już nie do zatrzymania. Świątek zdołała ugrać tylko jednego gema, po czym pożegnała się z turniejem w Melbourne.

    Nadzieje Świątek na Wielkiego Szlema rozwiane przez Rybakinę

    Organizatorzy zawodów podsumowali mecz, w którym to urodzona w Moskowie 26-latka poradziła sobie zdecydowanie lepiej. “Po porażce w dwóch setach z Jeleną Rybakiną w środowym ćwierćfinale 24-latka zamierza wprowadzić kluczowe zmiany w swojej grze, które pozwolą jej lepiej przygotować się do podniesienia Pucharu Pamięci Daphne Akhurst, kiedy przyjedzie do Australii w przyszłym roku” – napisano, cytując przy okazji pomeczowe wypowiedzi wiceliderki rankingu WTA.

    Przypomnijmy, do skompletowania tzw. Klasycznego Wielkiego Szlema Polce brakuje już tylko triumfu w Australii. Na jej koncie widnieją trofea Roland Garros, Wimbledonu i US Open.

    “Mimo to dwukrotna półfinalistka AO może wyciągnąć pozytywne wnioski ze swoich występów w Melbourne Park. Docierając do tego etapu, stała się najmłodszą kobietą, która sześć razy z rzędu dotarła do ćwierćfinału wielkoszlemowego od czasu Sereny Williams, która dokonała tego wyczynu na Wimbledonie w 2003 roku” – dodają na osłodę włodarze AO.

    Na koniec odnotowano kolejne wypowiedzi Igi Świątek dotyczące rozwoju pod okiem Wima Fissette’a oraz dłuższych przerw, podczas których będzie mogła urozmaicić swoją grę. Jednocześnie nie zabrakło małej szpilki w kwestii podania Polki. “W okresie przygotowawczym wprowadziła zmiany w swoim serwisie, ale podczas meczów AO wróciła do starych nawyków” – stwierdzono.

    W półfinale Australian Open Jelena Rybakina zmierzy się zJessicą Pegulą.
    Sportowiec ubrany w sportowy top i czapkę z daszkiem zasłania twarz dłońmi, wyrażając silne emocje tuż po zakończeniu meczu tenisowego

    Iga ŚwiątekAFP
    Tenisistka w sportowym stroju oraz czapce z daszkiem wykonuje gest ręką na ciemnym tle, skupiona na grze.

    Iga ŚwiątekAFP
    Tenisistka w białym stroju i białej czapce wykonuje zamach rakietą podczas meczu, w tle rozmazane trybuny i niebieski kort.

    Jelena RybakinaSarah StierAFP

    SVG LÜNEBURG – Asseco Resovia Rzeszów. Skrót meczu

  • Eksperci nie mają litości dla Świątek. 5:24 mówi wszystko

    Eksperci nie mają litości dla Świątek. 5:24 mówi wszystko

    Iga Świątek pożegnała się z tegorocznym Australian Open po porażce w ćwierćfinale 5:7, 1:6 z Jeleną Rybakiną. Po wyrównanej walce w pierwszej partii, tenisistka z Kazachstanu nie dała szans 24-latce w drugiej odsłonie. Na uwagę po tym spotkaniu zasługuje fakt, iż Polka ma bardzo niekorzystny bilans pierwszych setów w starciu przeciwko najlepszym rywalkom.
    Iga Świątek na Australian Open
    Fot. REUTERS/Hollie Adams

    Tegoroczny Australian Open dla naszych singlistów oraz singlistek dobiegł końca. Ostatnią nadzieją na sukces była Iga Świątek, lecz 24-latka nie zdołała przebić się przez “ścianę” jaką okazała się być Jelena Rybakina. Kazaszka po wygranej pierwszej partii w drugiej zdeklasowała Igę, zamykając jej szansę na grę w dziesiątym półfinale wielkoszlemowym w karierze.

    Zobacz wideo Świątek zatrzymana przez Rybakinę w Australian Open! Czego zabrakło?
    5-24. Fatalny bilans Świątek

    Niedługo po spotkaniu o ocenę gry Polki pokusił się Jamie Murray na antenie “TNT Sports”. W pierwszych słowach przyznał krótko, jakie ma odczucia po tym pojedynku. – Jestem trochę zawiedziony postawą Świątek – skomentował. Ekspert wskazał na bardzo niekorzystny bilans dla Polki. W jego ocenie Świątek ma wyraźny problem z odrabianiem strat w meczach z czołowymi tenisistkami. – Świątek ma obecnie bilans 5-24 po przegranym pierwszym secie z rywalkami z TOP 10. Dla kogoś tak dobrego, jak ona, nie jest to dobra informacja. Polka musi znaleźć to coś, co nie działa i zacząć odwracać losy spotkania, gdy nie idzie po jej myśli – kontynuował.
    “Naśladuj Jannika Sinnera”

    W tym samym programie wtórował mu Jim Courier, który udzielił Polce konkretnej rady. – Naśladuj Jannika Sinnera. Myślę, że jedną z rzeczy, które można zaobserwować, oglądając grę kogoś takiego jak Jannik Sinner jest to, że automatycznie podejmuje decyzje w trakcie. Wiadomo, że jeśli będzie pod presją to wycofa się do obrony, lecz ciągle będzie dążył do gry w ataku – przyznał. – Myślę, że Iga mogłaby wykorzystać takie nastawienie w swojej grze. Wiedząc, że gra przeciwko komuś, kto mocno uderza piłkę, przez co będzie zmuszona do gry w obronie, musi zacząć tak działać, że gdy tylko zdarzy się okazja natychmiast przejdzie do ataku – kontynuował.

    Zobacz też: Wisła Kraków ogłosiła wielki hit! Tego jeszcze nie było

    Czterokrotny triumfator turniejów wielkoszlemowych odniósł się bezpośrednio do ćwierćfinałowej batalii pomiędzy Świątek a Rybakiną. – W takich meczach trzeba znaleźć odpowiednie połączenie i użyć mocnego forhendu, by uzyskać trochę pola gry, gdyż Rybakina jest niesamowita w środkowej części kortu. Jeśli zmusisz ją do biegania, będzie bardziej podatna na ataki – ocenił 55-latek.

    Najbliższym turniejem z udziałem Igi Świątek będzie WTA 1000 w Doha. Polka trzykrotnie triumfowała w tej imprezie, a miało to miejsce w sezonach: 2022, 2023 oraz 2024. W ubiegłym roku drogę 24-latki po czwarty z rzędu tytuł zatrzymała w półfinale Jelena Ostapenko, wygrywając tamto spotkanie 6:3, 6:1.

  • Eksperci nie mają litości dla Świątek. 5:24 mówi wszystko

    Eksperci nie mają litości dla Świątek. 5:24 mówi wszystko

    Iga Świątek zakończyła udział w tegorocznym Australian Open na etapie ćwierćfinału. Polka przegrała 5:7, 1:6 z Jeleną Rybakiną i choć pierwsza partia była bardzo wyrównana, w drugiej odsłonie to tenisistka z Kazachstanu całkowicie przejęła kontrolę nad wydarzeniami na korcie. Po meczu uwagę ekspertów zwrócił nie tylko sam wynik, ale również niepokojąca statystyka dotycząca występów Świątek przeciwko czołowym rywalkom światowego rankingu.

    Tym samym dobiegł końca tegoroczny Australian Open dla polskich singlistów i singlistek. Ostatnią nadzieją na awans do półfinału była właśnie liderka polskiego tenisa, jednak 24-latka nie znalazła sposobu na Rybakinę, która po wygraniu pierwszego seta zagrała niemal bezbłędnie. Druga partia była jednostronnym widowiskiem i zamknęła Idze drogę do dziesiątego w karierze półfinału turnieju wielkoszlemowego.

    Niepokojące liczby. 5–24 przeciwko elicie

    Niedługo po zakończeniu spotkania na ocenę gry Świątek zdecydował się Jamie Murray, który komentował mecz na antenie „TNT Sports”. Były tenisista i ekspert nie ukrywał rozczarowania.
    – Jestem trochę zawiedziony postawą Świątek – przyznał wprost.

    Murray zwrócił uwagę na bardzo niekorzystny bilans Polki w meczach z najlepszymi zawodniczkami świata. Jak podkreślił, Świątek ma obecnie bilans 5–24 w spotkaniach z tenisistkami z TOP 10, jeśli przegrywa pierwszego seta.
    – Dla zawodniczki tej klasy to nie jest dobra statystyka. Iga musi znaleźć element, który nie funkcjonuje, i nauczyć się odwracać losy meczów, gdy sytuacja na korcie nie układa się po jej myśli – ocenił.

    Zdaniem eksperta to właśnie umiejętność reagowania w trudnych momentach i zmiany dynamiki spotkania może być kluczowa w rywalizacji z absolutną światową czołówką.

    „Naśladuj Jannika Sinnera” – konkretna rada

    W tym samym programie głos zabrał również Jim Courier, czterokrotny triumfator turniejów wielkoszlemowych, który postanowił udzielić Polce konkretnej wskazówki.
    – Naśladuj Jannika Sinnera – stwierdził bez wahania. – Kiedy oglądasz jego grę, widać, że bardzo szybko podejmuje decyzje na korcie. Nawet jeśli jest pod presją i musi się cofnąć do obrony, wciąż myśli ofensywnie i szuka okazji do ataku – tłumaczył.

    Courier zaznaczył, że takie podejście mogłoby przynieść Świątek wymierne korzyści, zwłaszcza w starciach z tenisistkami uderzającymi bardzo mocno.
    – Jeśli wiesz, że rywalka zmusi cię do defensywy, musisz być gotowa, by przy pierwszej nadarzającej się okazji natychmiast przejść do ataku – podkreślił.

    55-latek odniósł się także bezpośrednio do ćwierćfinałowego meczu z Rybakiną.
    – W takich spotkaniach trzeba znaleźć odpowiednią kombinację i wykorzystać mocny forhend, by zyskać przestrzeń na korcie. Rybakina jest niezwykle groźna w środkowej strefie. Jeśli jednak zmusisz ją do biegania, staje się bardziej podatna na ataki – ocenił Courier.

    Porażka w Melbourne z pewnością będzie dla Igi Świątek materiałem do głębokiej analizy. Eksperci są zgodni: potencjał pozostaje ogromny, ale kluczowe może okazać się lepsze reagowanie w momentach, gdy mecz nie układa się po jej myśli – zwłaszcza w starciach z największymi gwiazdami kobiecego tenisa.

  • Wiktorowski zastąpiony przez Fissette’a. Świątek miała świadomość ryzyka. Przepaść jest ogromna

    Wiktorowski zastąpiony przez Fissette’a. Świątek miała świadomość ryzyka. Przepaść jest ogromna

    Iga Świątek w końcówce sezonu 2024 podjęła jedną z najważniejszych decyzji w swojej dotychczasowej karierze. Po niemal trzech latach współpracy postanowiła zakończyć pracę z Tomaszem Wiktorowskim, trenerem, który poprowadził ją na sam szczyt światowego tenisa. Kilkanaście dni później ogłosiła nazwisko jego następcy – został nim Wim Fissette. Już wtedy było jasne, że wybór Belga wiąże się z pewnym ryzykiem. Po Australian Open coraz głośniej słychać jednak głosy kibiców, że być może to ryzyko było zbyt duże, a współpraca z 45-letnim szkoleniowcem może zmierzać ku końcowi. Co więcej – taki scenariusz idealnie wpisywałby się w dotychczasowy przebieg kariery Fissette’a, który pod wieloma względami jest przeciwieństwem Wiktorowskiego.

    Świątek jak dotąd miała w swojej profesjonalnej karierze zaledwie trzech trenerów. Pierwszym z nich był Piotr Sierzputowski, z którym zaczęła współpracę w 2016 roku, gdy oficjalnie wkroczyła w świat zawodowego tenisa. To właśnie on towarzyszył jej w pierwszych latach rozwoju, prowadząc ją od juniorskim sukcesów aż do historycznego triumfu w Roland Garros w 2020 roku. Ich współpraca trwała pięć lat i miała charakter długofalowego projektu, opartego na stopniowym budowaniu formy i odporności mentalnej.

    Po rozstaniu z Sierzputowskim Świątek postawiła na jedno z najbardziej uznanych nazwisk w polskim tenisie. Tomasz Wiktorowski, były trener Agnieszki Radwańskiej, zapowiadał, że jego celem jest wprowadzenie Igi na absolutny szczyt światowego rankingu. Te zapowiedzi nie pozostały pustymi słowami. To właśnie pod jego wodzą Polka została liderką rankingu WTA i sięgnęła po kolejne tytuły wielkoszlemowe, przeżywając – jak dotąd – najlepszy okres swojej kariery. Ich współpraca trwała niemal równo trzy lata i zakończyła się w październiku 2024 roku.

    Decyzja o rozstaniu z Wiktorowskim była sygnałem, że Świątek chce szukać nowych impulsów i spojrzenia z zewnątrz. Wybór padł na trenera zagranicznego – Wima Fissette’a. Ogłoszenie tej współpracy nastąpiło kilkanaście dni po zakończeniu poprzedniej i od samego początku wzbudzało spore emocje. Nie chodziło wyłącznie o zmianę narodowości szkoleniowca, lecz przede wszystkim o jego dotychczasowy styl pracy.

    Fissette od lat uchodzi za trenera, który rzadko wiąże się z zawodniczkami na dłużej. W jego CV nie brakuje znanych nazwisk i sukcesów, ale uwagę zwraca przede wszystkim krótki czas poszczególnych współprac. Najdłużej pracował z Kim Clijsters – przez 33 miesiące – co i tak jest wyjątkiem na tle całej kariery Belga. Średni czas współpracy Fissette’a z jedną tenisistką wynosi niespełna 15 miesięcy (nie licząc obecnej pracy z Igą Świątek).

    To właśnie ten aspekt był najczęściej podnoszony w momencie ogłoszenia decyzji Polki. Świątek przez całą karierę stawiała na stabilność i długotrwałe relacje, podobnie jak Tomasz Wiktorowski, który sam może pochwalić się imponującą średnią – w jego przypadku współpraca z jedną zawodniczką trwa przeciętnie aż 71 miesięcy. Różnica między oboma szkoleniowcami jest więc wręcz przepaścią.

    Symboliczne „15 miesięcy”, które stało się znakiem rozpoznawczym kariery Fissette’a, wybrzmiało szczególnie mocno po Australian Open 2026. Turniej w Melbourne nie spełnił oczekiwań Świątek, a ostatnie wyniki nie napawają optymizmem w kontekście dalszej współpracy z Belgiem. Nic dziwnego, że wśród kibiców i komentatorów pojawiają się pytania, czy to nie moment, w którym historia Fissette’a po raz kolejny zatoczy koło.

    Świątek znalazła się bowiem na swoistej granicy – umownej czerwonej linii, którą w przeszłości wyznaczała większość współprac Belga. Czy tym razem będzie inaczej i relacja przetrwa trudniejszy moment, czy też dojdzie do kolejnego rozstania? Odpowiedź na to pytanie może okazać się jedną z kluczowych dla dalszego przebiegu kariery najlepszej polskiej tenisistki.

  • Lewandowski odwrócił losy spotkania. Kanonada na Camp Nou. Tak bawi się “Barca”

    Lewandowski odwrócił losy spotkania. Kanonada na Camp Nou. Tak bawi się “Barca”

    FC Barcelona pokonała FC Kopenhaga 4:1 i w efektownym stylu przypieczętowała bezpośredni awans do 1/8 finału Ligi Mistrzów. Jedną z kluczowych postaci spotkania był Robert Lewandowski, który ponownie rozpoczął mecz w wyjściowym składzie mistrzów Hiszpanii. Polak trafił do siatki w niezwykle istotnym momencie, wywalczył rzut karny i zapisał się w klubowej historii dzięki kolejnemu imponującemu osiągnięciu strzeleckiemu.

    Mecz o wszystko i osobista stawka Lewandowskiego

    Przed ostatnią kolejką fazy ligowej sytuacja Barcelony była jasna – tylko zwycięstwo gwarantowało jej miejsce w najlepszej szesnastce rozgrywek bez konieczności gry w 1/16 finału. Statystycy wyliczali, że „Duma Katalonii” ma na to 87 procent szans, jednak boisko szybko pokazało, że droga do celu wcale nie będzie łatwa.

    W podstawowej jedenastce po raz kolejny znalazł się Robert Lewandowski, dla którego był to nie tylko mecz o awans drużyny, ale również okazja do osiągnięcia kolejnego indywidualnego kamienia milowego. Kapitan reprezentacji Polski nie zawiódł.

    Zimny prysznic na Camp Nou

    Początek spotkania był dla gospodarzy prawdziwym szokiem. Już w 4. minucie Viktor Dadason idealnie wbiegł w tempo do prostopadłego podania i w sytuacji sam na sam z Joanem Garcíą uderzył bez przyjęcia sprzed pola karnego. Piłka wpadła do siatki, a trybuny Camp Nou na moment zamilkły.

    Stracony gol okazał się wyjątkowo bolesny także z historycznego punktu widzenia – Barcelona ustanowiła bowiem niechlubny klubowy rekord, o którym szeroko pisano już po meczu.

    Kilka minut później bliski wyrównania był Lewandowski. Polak znalazł się oko w oko z Dominikiem Kotarskim, jednak tym razem górą był bramkarz mistrza Danii. Jak się okazało, był to tylko wstęp do tego, co miało nadejść.

    Przewaga Barcelony rosła

    Im dłużej trwało spotkanie, tym wyraźniej rosła przewaga gospodarzy. FC Kopenhaga miała sporo szczęścia w końcówce pierwszej połowy. Najpierw strzał Erica Garcíi zatrzymał się na poprzeczce, a chwilę później kapitalną interwencją po uderzeniu Lamine’a Yamala popisał się Kotarski.

    Po przerwie Barcelona ruszyła do zdecydowanego ataku i szybko przyniosło to efekt.

    Lewandowski daje sygnał do ataku

    Niespełna trzy minuty po wznowieniu gry Lamine Yamal przeprowadził dynamiczną akcję prawym skrzydłem i idealnie dograł piłkę na piąty metr. Tam czekał już Lewandowski, który bez problemów skierował futbolówkę do bramki. Wyrównanie na 1:1 przywróciło Barcelonie nadzieję i jednocześnie pozwoliło Polakowi wyrównać snajperski rekord Lionela Messiego w klubowych rozgrywkach europejskich.

    W tym momencie „Blaugrana” przesunęła się z 13. na 9. miejsce w tabeli fazy ligowej, ale wciąż było to za mało, by zapewnić sobie bezpośredni awans.

    Koncert Barcelony po przerwie

    Kolejne minuty należały już wyłącznie do gospodarzy. Na listę strzelców wpisali się jeszcze Lamine Yamal oraz Raphinha, który pewnie wykorzystał rzut karny podyktowany po faulu na Lewandowskim. Wynik ustalił wprowadzony z ławki rezerwowych Marcus Rashford. W drugiej połowie FC Kopenhaga była jedynie tłem dla rozpędzonej Barcelony.

    W końcówce piłka co prawda ponownie wpadła do bramki gospodarzy, jednak po analizie VAR sędzia anulował trafienie, dopatrując się przewinienia w jednej z wcześniejszych faz akcji.

    Awans bezpośredni i wielkie ambicje

    Ostatecznie FC Barcelona zakończyła fazę ligową na 5. miejscu w tabeli. Taki rezultat oznacza uniknięcie barażów o 1/8 finału i bezpośredni awans do kolejnej rundy Ligi Mistrzów. Zespół z Katalonii pozostaje w grze o wszystkie najważniejsze trofea w tym sezonie, a Robert Lewandowski po raz kolejny udowodnił, że wciąż jest jedną z kluczowych postaci europejskiego futbolu.

  • Sztab Igi Świątek ogłasza decyzję. Nie można dłużeć zwlekać. Koniec spekulacji

    Sztab Igi Świątek ogłasza decyzję. Nie można dłużeć zwlekać. Koniec spekulacji

    Iga Świątek próbuje poukładać sobie w głowie i w treningu nieudany występ w Australian Open. Polka liczyła na pierwszy w karierze wielkoszlemowy triumf w Melbourne, jednak jej marzenia zakończyły się na etapie ćwierćfinału. W pierwszych wypowiedziach po porażce wydawało się, że druga rakieta świata potrzebuje chwili oddechu od turniejowej rywalizacji, by skupić się wyłącznie na pracy treningowej. Dziś wiemy już, że te deklaracje zostały odczytane zbyt pochopnie.

    Świątek przegrała walkę o półfinał z Jeleną Rybakiną – rywalką, która pokonała ją również pod koniec ubiegłego sezonu w WTA Finals. W Melbourne Polka była w stanie nawiązać wyrównaną rywalizację tylko w pierwszym secie. W drugim Kazaszka przejęła pełną kontrolę nad wydarzeniami na korcie, a wynik 5:7, 1:6 jasno pokazał różnicę dyspozycji w kluczowym momencie spotkania.

    Ta porażka oznacza, że na skompletowanie Karierowego Wielkiego Szlema Świątek musi poczekać co najmniej do kolejnego sezonu. Bezpośrednio po meczu nie ukrywała frustracji i rozczarowania. Co znamienne, zamiast myśleć o odpoczynku, mówiła raczej o natychmiastowym powrocie na kort – tyle że nie meczowy, a treningowy.

    – Najbardziej chciałabym teraz wyjść na kort treningowy i poprawiać te elementy, których nie udało mi się w pełni dopracować w okresie przygotowawczym. To normalne, że wdrożenie zmian zajmuje więcej niż trzy tygodnie – podkreślała na konferencji prasowej po porażce z Rybakiną. – Na pewno są rzeczy, które mogę zmienić, żeby grać lepiej. Spróbuję to zrobić w najbliższych tygodniach i miesiącach – dodawała.

    Te słowa wielu odebrało jako zapowiedź czasowego wycofania się z turniejowej rywalizacji. Tym bardziej że Świątek już wcześniej sygnalizowała chęć luźniejszego podejścia do kalendarza startów. – W poprzednim sezonie miałam problem z omijaniem turniejów, ale w tym spróbuję zmienić nastawienie. Przy tak małej liczbie dni między zawodami trudno realnie coś poprawić w swojej grze – mówiła jeszcze w Melbourne.

    Tymczasem rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Druga rakieta świata nie zamierza robić długiej przerwy i wróci do gry znacznie szybciej, niż można było przypuszczać. Już za kilkanaście dni zobaczymy ją ponownie na korcie – tym razem w Dosze.

    – Kolejny turniej, w którym wystąpi Iga Świątek, to Doha – potwierdziła w rozmowie z serwisem PolskieRadio24.pl menedżerka tenisistki, Daria Sulgostowska. Turniej rangi WTA 1000 odbędzie się w dniach 8–14 lutego.

    To miejsce szczególne dla Polki. Na katarskich kortach czuje się znakomicie, co potwierdzają wyniki z ostatnich lat. Świątek triumfowała w Dosze w 2022, 2023 i 2024 roku, a w poprzedniej edycji dotarła do półfinału, gdzie musiała uznać wyższość Jeleny Ostapenko. Wszystko wskazuje na to, że właśnie tam spróbuje odpowiedzieć sportowo na rozczarowanie z Melbourne.