• Radziecka piosenka na Australian Open. W roli głównej skandalistka pochodząca z Rosji

    Radziecka piosenka na Australian Open. W roli głównej skandalistka pochodząca z Rosji

    Nie sposób przejść obojętnie obok zachowania Julii Putincewej podczas tegorocznego Australian Open. Kazachska tenisistka, urodzona w Moskwie, po raz kolejny znalazła się w centrum uwagi nie tylko ze względu na wyniki sportowe, ale przede wszystkim przez kontrowersyjne gesty i wypowiedzi po meczu. Po zakończeniu spotkania z Zeynep Sonmez jej reakcje wywołały burzę na trybunach, a później również lawinę komentarzy w mediach.

    Putincewa awansowała do czwartej rundy turnieju w Melbourne, jednak już od pierwszych dni rywalizacji jej postawa wzbudzała skrajne emocje. Na inaugurację zmagań, po zwycięstwie nad Beatriz Haddad Maią, 31-latka dała popis zachowania, które wielu odebrało jako prowokacyjne – tańczyła, śpiewała i manifestowała swoją zadziorność, jakby celowo chciała podgrzać atmosferę wokół własnej osoby.

    Podobny scenariusz powtórzył się w meczu 1/16 finału z Zeynep Sonmez. Gdy tylko ostatnia piłka wpadła w kort, Putincewa w wymowny sposób zwróciła się w stronę publiczności, „odwdzięczając się” kibicom za ich wcześniejsze reakcje. Jej gesty natychmiast spotkały się z ostrą odpowiedzią fanów zgromadzonych na trybunach, a sam mecz szybko przestał być oceniany wyłącznie przez pryzmat sportu.

    Jeszcze więcej światła na całą sytuację rzuciła konferencja prasowa po spotkaniu. Putincewa otwarcie przyznała, że w jej odczuciu kibice próbowali wpływać na przebieg rywalizacji.
    – Jeden facet zaczął kaszleć tylko po to, żeby przeszkodzić mi w uderzeniu. Pomyślałam wtedy: dobrze, teraz na pewno nie przegram. Byłam gotowa walczyć do samego końca – relacjonowała. – Było dziś wiele momentów, gdy kibice zachowywali się niegrzecznie, krzycząc między moim pierwszym a drugim serwem. Nie robili tego bardzo głośno, ale wystarczająco, by wytrącić mnie z rytmu. Co mogę zrobić? Jedni znają się na tenisie, inni nie – dodała bez ogródek.

    Na tym jednak nie koniec zaskakujących wyznań. Tenisistka zdradziła bowiem, że w trakcie spotkania… nuciła piosenkę. I to nie byle jaką. Jak się okazało, Putincewa podczas meczów pozwalała sobie podśpiewywać refren starego radzieckiego utworu o zającach, znanego z kultowego filmu „Brylantowa ręka”.
    – Może brzmi to zabawnie, ale zarówno w pierwszym meczu, jak i dziś nuciłam tę starą radziecką piosenkę o zającach. Pomagało mi to oderwać się od rzeczywistości – przyznała z uśmiechem.

    Na zakończenie odniosła się jeszcze do kwestii wsparcia z trybun, podkreślając, że nie czuła się osamotniona.
    – Jestem bardzo wdzięczna kibicom z Kazachstanu. Starali się przetrwać w tłumie tureckich fanów i naprawdę mnie wspierali. Słyszałam też doping Australijczyków w trzecim secie. Nie miałam wrażenia, że cały świat jest przeciwko mnie – podsumowała, nawiązując do swojego zachowania po meczu.

    Po trzech zwycięstwach w Melbourne Julia Putincewa stanie teraz przed szansą awansu do ćwierćfinału wielkoszlemowego turnieju. Jej kolejną rywalką będzie Iva Jović. Zaledwie 18-letnia Amerykanka sprawiła ogromną sensację, eliminując ósmą rakietę świata Jasmine Paolini po wygranej 6:2, 7:6 (3). Spotkanie zapowiada się interesująco nie tylko sportowo – zwłaszcza jeśli Putincewa ponownie postanowi skraść show poza kortem.

  • Zatrważający set Coco Gauff w Melbourne. A później stało się coś dziwnego

    Zatrważający set Coco Gauff w Melbourne. A później stało się coś dziwnego

    Piątkowe zmagania w trzeciej rundzie singla podczas Australian Open od samego początku przyniosły sporo emocji. Najpierw poważnie sprawdzona została Aryna Sabalenka, a chwilę później na korcie pojawiła się druga najwyżej rozstawiona zawodniczka w górnej połówce drabinki – triumfatorka ostatniego French Open, Coco Gauff. Amerykanka niespodziewanie natknęła się jednak na ogromny opór ze strony starszej rodaczki, Hailey Baptiste. To właśnie ona przerwała imponującą serię ośmiu wygranych setów Gauff z rzędu. Co więcej, w pierwszej partii doszło do wręcz kuriozalnej sytuacji – Coco nie zanotowała ani jednego uderzenia kończącego. Dopiero później wzięła się solidnie do pracy.

    Z perspektywy turniejowej drabinki potencjalny półfinał pomiędzy Coco Gauff a Aryną Sabalenką wydaje się najbardziej oczywistym scenariuszem. Oczywiście teoria teorią, a praktyka często pisze własne historie – swoje ambicje mają przecież takie zawodniczki jak Mirra Andriejewa, Elina Switolina, Karolina Muchova czy Jasmine Paolini. Faktem jest jednak, że właśnie od trzeciej rundy rozpoczęła się faza, w której rozstawione tenisistki zaczynają na siebie wpadać, a mecze z udziałem czołówki rankingu WTA stają się wyraźnie trudniejsze nawet dla największych gwiazd.

    Przekonała się o tym już w nocy Aryna Sabalenka, która do pokonania Anastazji Potapowej potrzebowała dwóch tie-breaków. W drugim secie Białorusinka musiała nawet bronić kilku piłek setowych. Jeszcze większe zaskoczenie przyniósł jednak pierwszy set pojedynku Coco Gauff z Hailey Baptiste na Margaret Court Arena.

    21-letnia Amerykanka przyjechała do Melbourne w kapitalnej formie. Miała na koncie osiem kolejnych wygranych setów, wszystkie rozegrane bardzo pewnie – jedynie Iga Świątek w turnieju w Sydney była w stanie ugrać z nią cztery gemy w jednej partii. Starcie z Baptiste, zajmującą 70. miejsce w rankingu WTA, w teorii nie zapowiadało sensacji. Rzeczywistość szybko zweryfikowała jednak te przewidywania.

    Mecz dwóch Amerykanek, które przed laty wspólnie walczyły o juniorski tytuł US Open w grze podwójnej, rozpoczął się dość osobliwie. W pierwszym gemie Baptiste popełniła aż osiem niewymuszonych błędów i bez walki oddała serwis. Chwilę później Gauff odpowiedziała tym samym – w swoim gemie serwisowym zaliczyła cztery niewymuszone pomyłki, w tym dwa podwójne błędy serwisowe przy zaledwie czterech rozegranych punktach.

    Z biegiem czasu poziom gry nieco się ustabilizował, choć trudno było powiedzieć, by sytuacja Coco wyglądała dobrze. To Baptiste dyktowała warunki na korcie, prowadziła wymiany po swojemu i coraz częściej popisywała się wygrywającymi forhendami. Błędy wciąż się pojawiały, ale nie przeszkadzały jej w budowaniu przewagi.

    W ósmym gemie faworytka została przełamana, a Baptiste wyszła na prowadzenie 5:3. Stanęła przed szansą zamknięcia seta przy własnym podaniu. Prowadziła 40–15 i miała dwa setbole, lecz w decydującym momencie dały o sobie znać nerwy. Kilka błędów pozwoliło Gauff odrobić stratę przełamania. Hailey jednak nie zaczęła kalkulować – nadal grała odważnie, często na granicy ryzyka. Ostatecznie to ona wygrała dziewiątego gema i cały set 6:3.

    Statystyki pierwszej partii były dla Gauff wręcz alarmujące. Nie zanotowała ani jednego winnera, podczas gdy Baptiste miała ich aż 12. Na Margaret Court Arena było widać wyraźnie, kto w tym momencie rozdaje karty.

    Krótka przerwa między setami wystarczyła jednak 21-latce, by w swoim setnym singlowym meczu wielkoszlemowym dokonać korekt. Zaczęła grać bezpieczniej, ograniczyła ryzyko, a na Baptiste ogromny wpływ miał już drugi gem drugiej partii, w którym po raz pierwszy została przełamana. Czwarty gem, po którym zrobiło się 0:4, praktycznie odebrał jej wiarę w powodzenie.

    Co prawda Baptiste miała jeszcze sześć piłek przy własnym serwisie, by zmniejszyć straty do 1:3 i pozostać w grze, ale nie potrafiła ich wykorzystać. Przy stanie 0:4 Gauff była już bezlitosna i nie dopuściła do żadnego powrotu rywalki. Choć jej gra nadal nie zachwycała – cztery winnery w secie nie robiły wielkiego wrażenia – to wystarczyło, by uniknąć sensacji. Druga partia zakończyła się efektownym 6:0.

    W decydującym secie Coco jeszcze bardziej pilnowała serwisu i nie pozwalała sobie na nerwowe przestoje, które kosztowały ją pierwszy set. Jedno przełamanie okazało się wystarczające. Po 110 minutach walki Gauff zamknęła mecz zwycięstwem 3:6, 6:0, 6:3, meldując się w kolejnej rundzie Australian Open.

  • To naprawdę dzieje się ws. Świątek. Tylko jeden mecz, dostała ostrzeżenie

    To naprawdę dzieje się ws. Świątek. Tylko jeden mecz, dostała ostrzeżenie

    Iga Świątek pozostaje jedyną Polką w singlowej rywalizacji tegorocznego Australian Open. Wiceliderka rankingu WTA na razie prezentuje się w Melbourne bardzo solidnie – nie straciła jeszcze ani jednego seta, a kibice wierzą, że jej zwycięska passa potrwa jak najdłużej. Przed Raszynianką stoją jednak coraz trudniejsze wyzwania. Już w najbliższych dniach może dojść do pojedynku, który miałby nie tylko sportowy, ale i symboliczny wymiar. Po drugiej stronie kortu mógłby bowiem stanąć Tomasz Wiktorowski, a z tego powodu do Igi dotarło już pierwsze ostrzeżenie.

    Początek pierwszego w sezonie turnieju wielkoszlemowego był dla biało-czerwonych bardzo obiecujący. Wszyscy polscy singliści i singlistki zdołali awansować do drugiej rundy. Na tym etapie ich udział w turnieju jednak się zakończył i dziś honor polskiego tenisa w Melbourne broni już wyłącznie Świątek. Jak dotąd robi to bez zarzutu. Choć w jej grze zdarzają się chwilowe wahania, potrafi opanować sytuację i wygrywać kolejne mecze, co potwierdza perfekcyjny bilans setów – 4:0.

    Przy okazji zwycięstwa nad Marie Bouzkovą Polka zapisała się także na kartach historii. Jak przypomniała WTA, Świątek siódmy rok z rzędu zameldowała się w trzeciej rundzie Australian Open. Co więcej, jest to już jej 24. kolejny turniej wielkoszlemowy, w którym awansowała co najmniej do trzeciej rundy. Ostatnią porażkę na etapie drugiej rundy poniosła jeszcze w 2019 roku podczas US Open, gdy lepsza okazała się Anastasija Sevastova.

    W sobotę rywalką Raszynianki będzie Anna Kalinska, a w Polsce ruszyła już fala analiz tej konfrontacji. Swoimi spostrzeżeniami podzielił się m.in. Marcin Matkowski. Były znakomity deblista nie ukrywa optymizmu. – Iga jest w gronie głównych faworytek do wygrania całego turnieju. Z Kalinską będzie trudniej niż z wcześniejszymi rywalkami, ale wierzę, że Iga sobie poradzi – powiedział w rozmowie z PAP. Podobne opinie wyrażają inni eksperci, podkreślając, że styl gry tej przeciwniczki powinien bardziej odpowiadać Polce, choć sama Kalinska potrafi być bardzo niewygodna.

    Największe emocje mogą jednak dopiero nadejść. W kolejnej rundzie istnieje realna szansa na starcie Świątek z Naomi Osaką. Japonka to czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa, a obecnie także podopieczna Tomasza Wiktorowskiego, wieloletniego trenera Igi. Taki mecz miałby bezprecedensowy charakter i byłby jednym z najgłośniejszych wydarzeń turnieju. – Jeśli dojdzie do spotkania z Osaką, na pewno nie będzie łatwo, ale jestem przekonany, że na tym etapie Iga koncentruje się wyłącznie na najbliższym meczu – zaznaczył Matkowski.

    Czy rzeczywiście dojdzie do tego historycznego starcia? Odpowiedź poznamy w ciągu najbliższych kilkudziesięciu godzin, a Melbourne szykuje się na potencjalny hit z udziałem polskiej gwiazdy.

  • Walkower w meczu z Sabalenką, teraz taka historia. Sceny na Rod Laver Arena

    Walkower w meczu z Sabalenką, teraz taka historia. Sceny na Rod Laver Arena

    Australian Open: Sabalenka musiała się napracować. 122 minuty walki na Rod Laver Arena

    Piątek w Melbourne otworzył rywalizację o awans do czwartej rundy gry pojedynczej Australian Open. Tuż po godzinie 1:30 czasu polskiego na korcie Rod Laver Arena pojawiła się Aryna Sabalenka, która zmierzyła się z Anastazją Potapową. Obie tenisistki miały już za sobą niewyjaśnioną historię – podczas ubiegłorocznego turnieju w Stuttgarcie do ich bezpośredniego starcia w ogóle nie doszło, bo Rosjanka oddała mecz walkowerem. Tym razem obyło się bez takich scen, a o awans do kolejnej rundy trzeba było stoczyć prawdziwą batalię. Jej rozstrzygnięcie poznaliśmy dopiero po 122 minutach zaciętej gry.

    Liderka rankingu WTA rozpoczęła sezon 2026 w imponującym stylu. Sabalenka nie straciła jeszcze ani jednego seta, a w Melbourne swoją serię zwycięstw przedłużyła już do siedmiu spotkań. W pierwszych rundach Australian Open Białorusinka bez większych problemów uporała się z Tiantsoą Rakotomangą Rajaonah oraz Zhuoxuan Bai. Były to jednak rywalki spoza czołowej setki rankingu, dlatego wraz z kolejnymi fazami turnieju jasne było, że poziom trudności będzie systematycznie rósł.

    W trzeciej rundzie na drodze Sabalenki stanęła Anastazja Potapowa, która kilka tygodni wcześniej poinformowała w mediach społecznościowych, że od sezonu 2026 reprezentuje Austrię. 24-latka zajmuje obecnie 55. miejsce w rankingu WTA, a w poprzedniej rundzie sprawiła sporą niespodziankę, eliminując Emmę Raducanu. Jej dotychczasowy bilans meczów z Sabalenką nie napawał jednak optymizmem – w dwóch rozegranych spotkaniach Potapowa ugrała odpowiednio trzy i cztery gemy, a w Stuttgarcie oddała mecz bez walki. Tym razem chciała udowodnić, że stać ją na znacznie więcej, choć faworytka była tylko jedna.

    Początek meczu zapowiadał długą i wyrównaną rywalizację. Już pierwszy gem przy serwisie Sabalenki był bardzo zacięty i rozgrywany na przewagi, choć ostatecznie Białorusinka nie musiała bronić break pointów. Chwilę później emocje przeniosły się na stronę Potapowej. Reprezentantka Austrii miała swoje szanse, ale nie wykorzystała ich, popełniając błąd w kluczowej wymianie. Sabalenka wyszła na prowadzenie 2:0 i wydawało się, że zaraz przejmie pełną kontrolę nad wydarzeniami na korcie.

    Potapowa nie zamierzała jednak składać broni. Kapitalny lob przy stanie 30-0 dla liderki rankingu WTA całkowicie odmienił przebieg gema. Nierozstawiona zawodniczka wygrała cztery akcje z rzędu, odrobiła stratę przełamania, a następnie doprowadziła do remisu 2:2. Kolejne gemy były pełne nerwów i błędów z obu stron, a żadna z tenisistek nie potrafiła zbudować wyraźnej przewagi.

    Sabalenka mogła w tej fazie spotkania opierać się przede wszystkim na swoim serwisie, który pozwalał jej utrzymywać presję na rywalce. Potapowa kilkukrotnie była bliska przełamania, ale w decydujących momentach brakowało jej precyzji. Gdy liderka rankingu WTA prowadziła 5:4, Austriaczka bez straty punktu utrzymała podanie i doprowadziła do tie-breaka. W nim początek należał do Sabalenki, która szybko wyszła na prowadzenie 3-0. Potapowa zdołała jeszcze wyrównać, ale końcówka znów należała do Białorusinki. Skuteczne returny i większy spokój w kluczowych akcjach dały jej zwycięstwo 7:6(4) w pierwszym secie.

    Tie-break wyraźnie dodał Sabalence pewności siebie. Druga partia zaczęła się od jej wyraźnej dominacji – grała agresywnie, ograniczyła liczbę prostych błędów i szybko zbudowała solidną przewagę. Potapowa pierwszego gema w tym secie wygrała dopiero przy stanie 0:4. Wówczas w grze liderki rankingu WTA pojawiło się jednak rozluźnienie, które rywalka skrzętnie wykorzystała. Przełamanie i odrobienie strat sprawiły, że mecz znów stał się otwarty.

    Austriaczka uwierzyła, że może jeszcze wrócić do gry. Doprowadziła do remisu 4:4, a końcówka seta przerodziła się w prawdziwy thriller. Obie zawodniczki miały swoje okazje, ale żadna nie potrafiła zakończyć partii przed tie-breakiem. W decydującej rozgrywce Potapowa była o krok od doprowadzenia do trzeciego seta – miała aż trzy piłki setowe. Wtedy jednak zabrakło jej chłodnej głowy. Dwa błędy na returnie i podwójny błąd serwisowy całkowicie odmieniły losy tej partii.

    Sabalenka wykorzystała potknięcia rywalki, a ostatnie trzy wymiany padły jej łupem. Przy meczbolu Potapowa nie wytrzymała długiej wymiany, a Białorusinka mogła unieść ręce w geście triumfu. Spotkanie zakończyło się wynikiem 7:6(4), 7:6(7) po ponad dwóch godzinach gry.

    W czwartej rundzie Australian Open liderka rankingu WTA zmierzy się z Victorią Mboko. Jeśli Sabalenka chce kontynuować swoją imponującą serię bez straty seta, będzie musiała ponownie wejść na najwyższy poziom koncentracji.

  • Przyjaciółka Sabalenki pokonana, triumf Rosjanki. Gwiazda WTA żegna się z Melbourne

    Przyjaciółka Sabalenki pokonana, triumf Rosjanki. Gwiazda WTA żegna się z Melbourne

    Piąty dzień rywalizacji w głównej drabince Australian Open rozpoczął się od prawdziwego trzęsienia ziemi. Już na starcie czwartkowych zmagań z turniejem pożegnała się kolejna rozstawiona zawodniczka, a sensacyjną bohaterką poranka w Melbourne została Oksana Sielechmietjewa. Rosjanka, sklasyfikowana poza czołową setką rankingu WTA, sprawiła jedną z największych niespodzianek tegorocznej edycji, eliminując półfinalistkę ubiegłorocznego Australian Open. Porażka ta będzie miała dla Hiszpanki bardzo bolesne konsekwencje rankingowe.

    Sielechmietjewa zapewniła sobie miejsce w głównej drabince bez konieczności gry w eliminacjach. W pierwszej rundzie stoczyła zacięty, trzysetowy pojedynek z Niemką Ellą Seidel. Po wyrównanej walce w dwóch pierwszych partiach decydujący set był już całkowicie pod dyktando Rosjanki. 101. zawodniczka świata nie pozostawiła rywalce żadnych złudzeń, wygrywając tę odsłonę do zera i cały mecz 6:3, 3:6, 6:0, mimo że w rankingu WTA plasuje się aż o 19 pozycji niżej od Seidel.

    Znacznie trudniejsze wyzwanie czekało na 23-latkę w drugiej rundzie, przynajmniej w teorii. Po drugiej stronie siatki stanęła Paula Badosa – bliska przyjaciółka Aryny Sabalenki, obecnie 26. rakieta świata i półfinalistka Australian Open sprzed roku. Hiszpanka doskonale zdawała sobie sprawę, że w Melbourne broni ogromnej liczby punktów, a ewentualna wpadka na wczesnym etapie turnieju może oznaczać drastyczny spadek w rankingu. Przed meczem była wyraźną faworytką, a wielu kibiców i ekspertów już teraz wyczekiwało jej trzeciorundowego starcia z Jessicą Pegulą. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna – tegoroczna przygoda Badosy z Australian Open zakończyła się na etapie drugiej rundy, co z pewnością nie było dobrą wiadomością także dla jej białoruskiej przyjaciółki.

    Spotkanie rozpoczęło się fatalnie dla Hiszpanki. Badosa już w pierwszym gemie serwisowym została przełamana, choć prowadziła 30:15. Po zmianie stron próbowała natychmiast odrobić stratę i miała ku temu break pointa, jednak Sielechmietjewa wyszła z opresji obronną ręką. Rosjanka zaczęła grać coraz pewniej i szybko zbudowała wyraźną przewagę – na tablicy wyników pojawił się rezultat 4:0. Wydawało się, że pierwszy set wymyka się Badosie spod kontroli, ale wtedy Hiszpanka poderwała się do walki. Zaczęła odrabiać straty i po ośmiu gemach doprowadziła do remisu, mimo że chwilę wcześniej Rosjanka miała trzy kolejne piłki na prowadzenie 5:3. Badosa zdołała jednak wyjść ze stanu 0:40 i wrócić do gry.

    Od tego momentu walka w secie zaczęła się praktycznie od nowa. Emocji nie brakowało – w dziewiątym gemie Hiszpanka znów musiała bronić break pointów. Przy trzeciej okazji nie zdołała już jednak zatrzymać rozpędzonej rywalki. Sielechmietjewa ponownie objęła prowadzenie i stanęła przed szansą zamknięcia partii przy własnym serwisie. Badosa walczyła do końca, miała nawet dwie piłki na wyrównanie do stanu 5:5, lecz dziesiąty gem okazał się ostatnim w tej odsłonie. Pierwszy set zakończył się wynikiem 6:4 dla Rosjanki.

    Druga partia rozpoczęła się od utrzymanego podania przez Badosę, co mogło dawać nadzieję na odwrócenie losów meczu. Kolejne minuty należały jednak do Sielechmietjewej. Rosjanka wygrała trzy gemy z rzędu i przejęła pełną kontrolę nad wydarzeniami na korcie. W siódmym gemie dopisało jej także szczęście – piłka po taśmie spadła po stronie Hiszpanki, co przyniosło kolejne przełamanie. Przy stanie 5:2 Sielechmietjewa serwowała po zwycięstwo.

    Badosa po raz kolejny pokazała charakter i nie zamierzała składać broni. Udało jej się odrobić jedno przełamanie, wykorzystując dopiero czwartego break pointa, a napięcie znów wyraźnie wzrosło. W dziewiątym gemie Hiszpanka prowadziła 30:15, lecz wtedy Rosjanka popisała się świetną defensywą. Chwilę później Badosa popełniła podwójny błąd serwisowy i pojawił się meczbol dla Sielechmietjewej. Presja zrobiła swoje – Rosjanka nie wykorzystała tej szansy, posyłając return w siatkę, i Badosa dołożyła jeszcze czwarte „oczko”, przerzucając ciężar odpowiedzialności na rywalkę.

    Decydujący, dziesiąty gem zaczął się niekorzystnie dla Sielechmietjewej, ale od stanu 30:30 Rosjanka wzniosła się na wyżyny swoich umiejętności. Najpierw trafiła w samą linię, a chwilę później popisała się kapitalnym minięciem, które definitywnie zakończyło spotkanie. Oksana Sielechmietjewa wygrała 6:4, 6:4 i sprawiła jedną z największych sensacji turnieju, meldując się w trzeciej rundzie Australian Open, gdzie zmierzy się z Jessicą Pegulą.

    Dla Pauli Badosy porażka ta oznacza prawdziwą katastrofę rankingową. Hiszpanka, która przed turniejem zajmowała 26. miejsce w zestawieniu WTA, spadnie co najmniej na 64. pozycję, co jest ogromnym ciosem zarówno sportowym, jak i mentalnym.

  • Radykalna decyzja, dobę przed meczem Świątek z Rosjanką. Jest komunikat

    Radykalna decyzja, dobę przed meczem Świątek z Rosjanką. Jest komunikat

    Rywalizacja w trzeciej rundzie Australian Open właśnie nabiera rozpędu. W gronie zawodniczek, które awansowały do tego etapu turnieju, znalazły się dwie Polki – Iga Świątek oraz Magda Linette. Poznanianka swój mecz rozegra w piątek, natomiast na występ Raszynianki kibice będą musieli poczekać do soboty. Wiceliderka światowego rankingu WTA zmierzy się wówczas z Anną Kalinską. Na dobę przed tym pojedynkiem organizatorzy zaprezentowali szczegółowy plan gier na sobotę, decydując się przy tym na zdecydowane i nietypowe rozwiązania. Oto najważniejsze informacje.

    Iga Świątek bez większych strat przeszła przez dwie pierwsze rundy wielkoszlemowych zmagań w Melbourne, nie tracąc ani jednego seta. Nie oznacza to jednak, że obyło się bez nerwów. W inauguracyjnym meczu Polka znalazła się w trudnym położeniu, przegrywając już 3:5 w pierwszym secie z Yue Yuan, lecz zdołała odwrócić losy tej partii. Również w starciu z Marie Bouzkovą wiceliderka rankingu WTA musiała gonić wynik – tym razem w drugiej odsłonie, gdy Czeszka prowadziła 3:1. Ostatecznie Świątek wygrała sześć kolejnych gemów i zamknęła seta wynikiem 6:3, co po spotkaniu dawało jej sporo satysfakcji.

    W trzeciej rundzie poprzeczka powędruje jednak wyraźnie wyżej. Po raz pierwszy w tegorocznej edycji Australian Open Polka zmierzy się z rozstawioną rywalką. Jej przeciwniczką będzie Anna Kalinska, turniejowa „31”. Rosjanka już wcześniej potrafiła sprawić Świątek sporo problemów, głównie za sprawą swojego agresywnego stylu gry, opartego na płaskich i szybkich uderzeniach. Obie tenisistki spotkały się m.in. w tej samej fazie ubiegłorocznego US Open. Wówczas Kalinska prowadziła aż 5:1 w pierwszym secie, lecz Świątek zdołała odrobić straty, wygrała tie-breaka, a następnie całe spotkanie. Teraz historia może napisać kolejny rozdział.

    Australian Open: znamy plan gier na sobotę. Wtedy mecz Świątek – Kalinska

    Organizatorzy Australian Open opublikowali już oficjalny plan gier na sobotę – dzień, w którym dojdzie do polsko-rosyjskiego starcia o awans do czwartej rundy turnieju. Władze wielkoszlemowej imprezy zostały jednak zmuszone do podjęcia radykalnych decyzji. Powodem są ekstremalne warunki pogodowe – do Melbourne mają dotrzeć potężne upały, a temperatura może sięgnąć nawet 40 stopni Celsjusza. W związku z tym postanowiono przyspieszyć rozpoczęcie rywalizacji. Pierwsze mecze wystartują już o godz. 10:30 czasu lokalnego, zamiast standardowych 11:00 lub 11:30.

    Pojedynek Igi Świątek z Anną Kalinską otworzy sesję wieczorną na Margaret Court Arena, czyli drugim co do ważności korcie Australian Open. Co ciekawe, Raszynianka nie miała jeszcze okazji grać na tym obiekcie podczas tegorocznej edycji turnieju. Wiadomo już, że spotkanie rozpocznie się nie wcześniej niż o godz. 9:00 czasu polskiego. Tak przedstawia się sobotni harmonogram na tej arenie (24 stycznia):

    • godz. 0:30 czasu polskiego: Jessica Pegula – Oksana Sielechmietjewa
    • nie przed godz. 2:00: Peyton Stearns – Amanda Anisimova
    • nie przed godz. 4:30: Ben Shelton – Valentin Vacherot
    • nie przed godz. 9:00: Anna Kalinska – Iga Świątek
    • następnie: Marin Čilić – Casper Ruud

    Również w sesji wieczornej, lecz na głównej Rod Laver Arena, rozegrany zostanie mecz, który wyłoni potencjalną rywalkę dla zwyciężczyni pojedynku Świątek – Kalinska w czwartej rundzie. W drugim spotkaniu od godz. 9:00 czasu polskiego na korcie pojawią się Naomi Osaka oraz Maddison Inglis. Wcześniej kibice zobaczą tam starcie Botica van de Zandschulpa z Novakiem Djokoviciem. Wszystko wskazuje więc na to, że sobota w Melbourne dostarczy fanom tenisa ogromnej dawki emocji.

    https://x.com/z_kortu/status/2014546338013134966?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2014546338013134966%7Ctwgr%5Ea1c6a547fca4ad31df975d5f495606a26655161c%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Figa-swiatek%2Fnews-radykalna-decyzja-dobe-przed-meczem-swiatek-z-rosjanka-jestnId22542595

  • Takich słów Osaki mało kto się spodziewał. Dopiero co wywołała burzę

    Takich słów Osaki mało kto się spodziewał. Dopiero co wywołała burzę

    Naomi Osaka podczas tegorocznego Australian Open przyciąga uwagę nie tylko wynikami, ale przede wszystkim nietuzinkowymi stylizacjami, w których pojawia się na korcie. Jej oryginalne kreacje – parasol, kapelusz z długim welonem czy spodnie przypominające spódnicę – wzbudzają zainteresowanie mediów na całym świecie. Dużo mniej zachwytu wywołuje natomiast jej postawa w trakcie meczów. Zastrzeżenia dotyczą nie tylko formy sportowej byłej liderki rankingu WTA, lecz także jej zachowania, na które po jednym ze spotkań zwróciła uwagę Sorana Cirstea.

    Japonka, trenowana przez Tomasza Wiktorowskiego, postanowiła dodać tenisowym kortom odrobinę mody i teatralności. Styl, którym się wyróżnia, stał się jednym z najczęściej komentowanych tematów pierwszych dni turnieju w Melbourne. Problem w tym, że gdy przychodzi do samej gry, Osaka nie imponuje już tak bardzo jak kiedyś. Dwukrotna triumfatorka Australian Open (2019 i 2021) z dużnym trudem przebrnęła przez dwie pierwsze rundy. Najpierw po trzysetowej batalii pokonała Chorwatkę Antonię Ruzic 6:3, 3:6, 6:4, a następnie w podobnym stylu uporała się z Rumunką Soraną Cirsteą, zwyciężając 6:3, 4:6, 6:2.

    Spotkanie z Cirsteą miało jednak nie tylko sportowy wymiar. W trzecim secie, przy stanie 4:2 i 30-30 z perspektywy serwującej Rumunki, doszło do nerwowej sytuacji. Cirstea zaczęła zgłaszać pretensje do sędzi, twierdząc, że okrzyki rywalki przed jej serwisem ją rozpraszają. Gra została na dłuższą chwilę przerwana, a atmosfera na korcie wyraźnie się zagęściła.

    Bezpośrednio po meczu Naomi Osaka nie okazywała szczególnego zrozumienia dla zarzutów rywalki. Jej komentarz, przytoczony przez portugalskiego dziennikarza Jose Morgado, wywołał spore poruszenie. – Była zła z powodu moich motywacyjnych okrzyków „come on”. Chyba to był jej ostatni Australian Open, więc pewnie dlatego była zdenerwowana. Mogła mi to powiedzieć w trakcie meczu – stwierdziła Japonka, co wielu odebrało jako lekceważące.

    Do sprawy wrócono jednak podczas pomeczowej konferencji prasowej. Osaka, mając więcej czasu na ochłonięcie, zaprezentowała zupełnie inne oblicze. – Chcę przeprosić. To, co powiedziałam na korcie, było lekceważące, a ja nie lubię w ten sposób traktować ludzi. To nie jest w moim stylu. Kiedy się dopinguję okrzykami, nie robię tego po to, by rozpraszać przeciwniczkę. Jeśli Sorana chciałaby ze mną o tym porozmawiać, jestem na to otwarta – przyznała była liderka rankingu WTA, pokazując klasę i dystans do własnych emocji.

    W trzeciej rundzie Australian Open Naomi Osaka zmierzy się z reprezentantką gospodarzy Maddison Inglis. Zwyciężczyni tego spotkania może w kolejnej fazie trafić na Igę Świątek, choć wcześniej liderka polskiego tenisa będzie musiała uporać się z Anną Kalinską.

  • Szaleństwo w Australian Open! 0:6 i zwrot. Potężne konsekwencje dla Igi Świątek

    Szaleństwo w Australian Open! 0:6 i zwrot. Potężne konsekwencje dla Igi Świątek

    Szaleństwo w Australian Open! 0:6 i zwrot. Potężne konsekwencje dla Igi Świątek
    Iga Świątek i Nikola Bartunkova
    Iga Świątek i Nikola Bartunkova (Foto: Cameron Spencer / Staff / Getty Images / Eurosport)

    Ależ to był wieczór w Australian Open! Dziesiąta rakieta świata — Belinda Bencic — podchodziła do meczu z Nikolą Bartunkovą jako murowana faworytka. I niespodzianka. W pierwszym secie Szwajcarka przegrała, ale w drugim wróciła, zwyciężając 6:0. W trakcie trzeciego byliśmy świadkami absolutnego szaleństwa na korcie i trybunach. A na finiszu doszło do gigantycznej sensacji, która niesie poważne konsekwencje dla Igi Świątek.

    Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet

    Jedno z ostatnich czwartkowych starć w trakcie Australian Open dostarczyło mnóstwo emocji. Belinda Bencic (10. WTA) podejmowała w nim Nikolę Bartunkovą (126.). “Na papierze” Szwajcarka wydawała się naturalną faworytką. Szczególnie że w tym roku nie przegrała jeszcze żadnego spotkania, a rozegrała ich sześć. Ale 19-letnia Czeszka najwyraźniej nic sobie z tego nie robiła.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo
    Niespodzianka na start, a potem 0:6! Zrobiło się gorąco w Australian Open

    Początek pierwszego seta był dość wyrównany, ale szybko pojawiły się pierwsze przełamania po jednej i drugiej stronie. Finalnie Bartunkova wypracowała sobie przewagę breaka i po sześciu gemach prowadziła 4:2. Prowadzenia nie oddała już do końca. Bencic co prawda próbowała jej jeszcze zagrozić, ale finalnie Czeszka zwyciężyła 6:3. To zwiastowało możliwą sensację.

    Zobacz więcej: Afera w Australian Open! Naomi Osaka rozpętała burzę. Rywalka była wściekła

    W drugiej partii obraz gry drastycznie się zmienił. To 10. rakieta świata pokazała całkowitą dominację. W zaledwie 30 minut rozbiła ona 19-letnią rywalkę rezultatem 6:0. W tamtym momencie wydawało się, że Szwajcarka wróciła na odpowiednie tory i lada moment “domknie” wynik całego meczu w trzecim secie.

    Doping dla Nikoli Bartunkovej
    Absolutne szaleństwo! 10. rakieta świata odpada. Ważne wieści dla Igi Świątek

    Ale nic bardziej mylnego! Bartunkova wydawała się niezrażona wynikiem sprzed chwili i od razu rozpoczęła od przełamania Bencic. Potem ta zaczęła wracać i nawet udało jej się objąć prowadzenie 3:2, ale wtedy znów Czeszka wyglądała dużo lepiej. Dołożyła kolejne dwa breaki i nawet to, że przegrała raz przy swoim podaniu, nie było problemem.

    Sprawdź też: Iga Świątek się nie powstrzymała. Tak reaguje na aferę w Australian Open

    Trybuny szalały, a 126. rakietę świata dodatkowo to napędzało. Widać było, że nie może odnaleźć się na korcie i finalnie to niżej notowana tenisistka wygrała 6:3, 0:6, 6:4, sprawiając sensację i awansując do trzeciej rundy Australian Open. To również ważna wiadomość dla Igi Świątek, bo Polka w ćwierćfinale mogła trafić na Bencic. Teraz wiemy, że to się nie stanie.

  • Skarga na Świątek na Australian Open. Kuriozalna akcja, jest reakcja Polki

    Skarga na Świątek na Australian Open. Kuriozalna akcja, jest reakcja Polki

    Skarga na Świątek na Australian Open. Kuriozalna akcja, jest reakcja Polki

    Podczas spotkania drugiej rundy Australian Open pomiędzy Igą Świątek a Marie Bouzkovą doszło do jednej z najbardziej nietypowych i komentowanych akcji tegorocznego turnieju. W pewnym momencie Polka zagrała piłkę w taki sposób, że ta – ku zaskoczeniu wszystkich – po odbiciu się po stronie rywalki nabrała niezwykłej rotacji i bez jakiejkolwiek ingerencji Czeszki… wróciła z powrotem na kort zajmowany przez Świątek. Bouzkova próbowała jeszcze ratować sytuację, lecz bezskutecznie. Chwilę później zgłosiła pretensje do sędziego, jednak jej protest niczego nie zmienił. Po meczu do całego zdarzenia odniosła się również sama wiceliderka światowego rankingu.

    Iga Świątek ma już za sobą dwie udane rundy w Melbourne. W pierwszym meczu pokonała Chinkę Yue Yuan 7:6(5), 6:3, a następnie w zdecydowanym stylu uporała się z Marie Bouzkovą, zwyciężając 6:2, 6:3. Kolejną rywalką Polki będzie Rosjanka Anna Kalinska. Ich pojedynek zaplanowano na sobotę, 24 stycznia, choć dokładna godzina rozpoczęcia spotkania nie została jeszcze podana. Tymczasem echa pojedynku z Czeszką wciąż są żywe, a wszystko za sprawą jednej, wyjątkowo kuriozalnej wymiany.

    Do zdarzenia doszło w siódmym gemie pierwszego seta, przy prowadzeniu Świątek 4:2. Polka zagrała piłkę tuż nad siatką, a ta po odbiciu się po stronie Bouzkovej, dzięki ogromnej rotacji, wróciła na stronę kortu zajmowaną przez Igę. Obie tenisistki znajdowały się wówczas bardzo blisko siatki. Bouzková, nie chcąc odpuścić, spróbowała jeszcze dotknąć piłki, lecz przy tej próbie zahaczyła o siatkę. Zgodnie z przepisami punkt został przyznany Świątek, co wywołało wyraźne niezadowolenie po stronie Czeszki.

    Bouzkova natychmiast zgłosiła swoje zastrzeżenia sędziemu, argumentując, że zachowanie Polki miało ją zdekoncentrować, a wręcz przestraszyć w decydującym momencie. Po analizie sytuacji przy użyciu powtórek wideo arbiter nie miał jednak żadnych wątpliwości i nie przychylił się do protestu tenisistki z Czech. Jej tłumaczenia nie przekonały również komentatorów Eurosportu. „Nie, nie postraszyła jej. To była dziwna sytuacja, ale Bouzkova nie mogła być wystraszona. Po prostu spanikowała” – usłyszeli widzowie podczas transmisji.

    Do głośnej akcji odniosła się także sama Iga Świątek. Już po zakończeniu meczu, gdy emocje nieco opadły, Polka opublikowała w mediach społecznościowych dwie relacje. Najpierw udostępniła zdjęcie dokumentujące moment kuriozalnej wymiany, opatrując je roześmianą emotikoną. Chwilę później pokazała kilka ujęć, na których widać jej reakcję tuż po zdarzeniu. Całość skwitowała żartobliwym podpisem: „Pokerowa mina”, pokazując tym samym duży dystans do całej sytuacji i potwierdzając, że potrafi zachować luz nawet w najbardziej niecodziennych momentach wielkoszlemowej rywalizacji.

  • Dwa dni do meczu a Świątek ogłasza coś takiego. “Nie wiem, czy możecie to usłyszeć”

    Dwa dni do meczu a Świątek ogłasza coś takiego. “Nie wiem, czy możecie to usłyszeć”

    W sobotę w Melbourne temperatura sięgnie ekstremalnych wartości – i nie będzie to jedyny czynnik, który może wpłynąć na przebieg meczu Igi Świątek w trzeciej rundzie Australian Open. Synoptycy zapowiadają nawet 40 stopni Celsjusza, a w takich warunkach każda dodatkowa niedyspozycja może okazać się kluczowa. Tymczasem wiceliderka światowego rankingu otwarcie przyznała, że zmaga się z problemami zdrowotnymi, które mogą odbić się na jej dyspozycji na korcie.

    Świątek zgodnie z planem zameldowała się w trzeciej rundzie turnieju, choć początek rywalizacji nie był dla niej spacerem. W pierwszym meczu sporo nerwów napsuła jej Yue Yuan. Chińska kwalifikantka postawiła twarde warunki, a Polka musiała walczyć przez ponad dwie godziny, by zwyciężyć 7:6(5), 6:3. Dopiero końcówka spotkania przyniosła większą kontrolę nad wydarzeniami na korcie.

    Znacznie spokojniejszy przebieg miało starcie drugiej rundy z Marie Bouzkovą. Czeszka, sklasyfikowana na 44. miejscu w rankingu WTA, nie była w stanie dotrzymać tempa Polce. Świątek oddała rywalce zaledwie pięć gemów i wygrała 6:2, 6:3, spędzając na korcie o około 40 minut mniej niż w poprzednim meczu. W kontekście jej aktualnej dyspozycji fizycznej taki oszczędny występ ma szczególne znaczenie.

    – Czułam się pewnie – podkreślała Świątek po spotkaniu z Bouzkovą. Na pomeczowej konferencji prasowej wróciła jednak do tematu przemęczenia, o którym coraz częściej mówią czołowi zawodnicy i zawodniczki touru. – Terminarz jest bardzo napakowany. Nie mamy czasu, by się całkowicie zresetować. To praktycznie niemożliwe. Mam wrażenie, że sezon nie ma ani początku, ani końca – przyznała, zapowiadając, że będzie szukała okazji do odpoczynku nawet w trakcie sezonu.

    Polka doceniła również styl gry swojej rywalki z drugiej rundy. – W pewnych momentach musiałam częściej podchodzić do siatki, bo Bouzkova świetnie broni i bardzo dużo biega. Trudno wtedy zagrać czystego winnera. Wiedzieliśmy w sztabie, że to może być kluczowe, dlatego skupiliśmy się na tym elemencie podczas treningów. Dzięki temu czułam się pewnie – tłumaczyła.

    Niepokój mogą jednak budzić słowa Świątek dotyczące jej zdrowia. – Nie wiem, czy to słychać, ale trochę się przeziębiłam. Chciałam zwalczyć chorobę i wrócić do dobrej dyspozycji, ale poza tym niewiele więcej mogłam zrobić – wyznała 24-latka.

    Te problemy mogą mieć istotny wpływ na jej sobotni mecz trzeciej rundy. Rywalką Świątek będzie Anna Kalinska, zajmująca 33. miejsce w rankingu WTA. Dodatkowym przeciwnikiem Polki będą jednak warunki atmosferyczne. Prognozy zapowiadają falę upałów, a temperatura w Melbourne może przekroczyć nawet 40 stopni Celsjusza. W połączeniu z niedawno przebytą chorobą będzie to dla wiceliderki światowego rankingu jeden z najtrudniejszych testów od początku turnieju.