• Szok w Melbourne, trener Sabalenki z podbitym okiem. Tenisistka przemówiła

    Szok w Melbourne, trener Sabalenki z podbitym okiem. Tenisistka przemówiła

    Aryna Sabalenka ponownie znalazła się w centrum zainteresowania podczas Australian Open w Melbourne, choć tym razem powody wykraczały poza sam wynik sportowy. Po pewnym awansie do ćwierćfinału turnieju więcej niż o jej dominacji na korcie mówiło się o… podbitym oku jednego z członków jej sztabu szkoleniowego. Liderka światowego rankingu szybko postanowiła zabrać głos i wyjaśnić, skąd wzięła się tajemnicza „kontuzja” jej trenera.

    Białorusinka kontynuuje walkę o piąty w karierze tytuł wielkoszlemowy i od pierwszych meczów w Melbourne prezentuje wysoką formę. W niedzielnym spotkaniu czwartej rundy Sabalenka pokonała utalentowaną Victorię Mboko 6:1, 7:6(1), potwierdzając, że ponownie jest jedną z głównych faworytek do końcowego triumfu. Od stanu 1:1 w pierwszym secie wygrała pięć gemów z rzędu, narzucając rywalce swoje tempo i pokazując charakterystyczną dla siebie agresję.

    Druga partia była już bardziej wymagająca. Sabalenka prowadziła 4:1, jednak pozwoliła Kanadyjce odrobić straty. Przy stanie 5:4 nie wykorzystała czterech piłek meczowych, przez co o losach awansu musiał rozstrzygnąć tie-break. W decydującym fragmencie meczu liderka rankingu WTA nie pozostawiła jednak złudzeń, wygrywając go zdecydowanie i przypieczętowując miejsce w ćwierćfinale.

    Mimo sportowego sukcesu kamery telewizyjne często kierowały się nie tylko na kort, lecz także na lożę trenerską Sabalenki. Uwagę przykuwał przede wszystkim Jason Stacy, trener przygotowania fizycznego Białorusinki, który pojawił się z wyraźnym siniakiem pod okiem, szwami oraz charakterystycznym napisem na twarzy: „I like pain” („Lubię ból”). Ten widok natychmiast wywołał falę spekulacji i komentarzy w mediach społecznościowych.

    Po meczu Sabalenka postanowiła uciąć wszelkie domysły. Z uśmiechem wyjaśniła, że uraz jej szkoleniowca nie ma nic wspólnego ani z tenisem, ani z żadnym poważnym incydentem. Do wszystkiego doszło kilka dni wcześniej na siłowni. – Bawiliśmy się takim dość elastycznym kijem – zdradziła tenisistka. – Ja lubię ból na korcie, on lubi ból poza nim. Taki mamy zespół. Zawsze dobrze się bawimy. Wszystko jest w porządku, goi się naprawdę szybko – dodała, rozbrajając szczerością.

    Relacja Sabalenki z Jasonem Stacy’m od dawna znana jest z nietypowych rytuałów i luźnej atmosfery. Zawodniczka regularnie podpisuje się markerem na łysinie trenera na szczęście przed meczami. Tym razem jednak napis trafił… pod oko, co tylko podsyciło zainteresowanie całej sytuacji.

    Warto przypomnieć, że Sabalenka triumfowała w Australian Open w latach 2023 i 2024, a w poprzedniej edycji dotarła aż do finału, gdzie musiała uznać wyższość Madison Keys. Teraz ponownie celuje w końcowy sukces. W ćwierćfinale, zaplanowanym na wtorek, zmierzy się z rozstawioną z numerem 29 Amerykanką Ivą Jović.

  • Tak kibice zirytowali Świątek. Już nie zamierza tego kryć, wyznała w Melbourne

    Tak kibice zirytowali Świątek. Już nie zamierza tego kryć, wyznała w Melbourne

    Iga Świątek już za kilkadziesiąt godzin powalczy o awans do ćwierćfinału Australian Open. Spotkania Polki na Antypodach cieszą się sporym zainteresowaniem z racji jej efektownej gry oraz wysokiego rankingu WTA. Na trybunach nie brakuje także sporej liczby naszych rodaków. I to właśnie między innymi do nich Raszynianka skierowała swoje słowa. Tuż przed starciem w ramach 1/8 finału podopieczna Wima Fissette’a gorzko wyznała na temat zachowania niektórych fanów. “Czasem doping potrafi być irytujący” – wypaliła. Następnie podała konkretny przykład.
    Tenisistka ubrana w sportowy strój i czapkę z daszkiem trzyma rakietę tenisową, stojąc na korcie podczas meczu, z gestem wyrażającym zaskoczenie lub niezadowolenie.

    Iga ŚwiątekMinas Panagiotakis / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

    Pierwszy Wielki Szlem w tegorocznym kalendarzu wciąż może być radosny dla polskich kibiców. Co prawda w turnieju nie pozostało zbyt wielu przedstawicieli kraju nad Wisłą, ale za to mowa o nazwiskach, które mogą celować w końcowy triumf. Ćwierćfinał w niedzielę zapewnił sobie w deblu Jan Zieliński. Dorównać starszemu rodakowi w poniedziałkowy poranek naszego czasu postara się Iga Świątek. Raszynianka w drodze do 1/8 finału przegrała zaledwie jednego seta. Wspomnianą partię odebrała jej Anna Kalinska, lecz Rosjanki na nic więcej nie było już stać.

    Na wiceliderkę rankingu WTA czeka tym razem przedstawicielka gospodarzy, Maddison Inglis. To właśnie dla niej jutro trybuny najpewniej wypełnią się do ostatniego miejsca. Spotkanie dodatkowo zostanie rozegrane w “Dzień Australii”. Zawodniczki już teraz z tego powodu mogą spodziewać się żywiołowej atmosfery. Właśnie o nią została zapytana Iga Świątek. Cytaty drugiej rakiety globu pojawiły się w najnowszej depeszy Polskiej Agencji Prasowej. 24-latka postawiła na szczerość, ponieważ zwróciła fanom uwagę na ich zachowanie.

    To nie podoba się Świątek w dopingu kibiców. Padł konkretny przykład

    “Ogólnie z braw i okrzyków można czerpać energię, ale czasem doping potrafi być irytujący, np. kiedy próbujesz usłyszeć radę od trenera albo ktoś nagle krzyknie: ‘zaserwuj asa’. To potrafi utrudniać koncentrację. Tenis to sport, gdy w trakcie punktów jest cisza, a potem, gdy nagle coś usłyszysz, może cię to rozdrażnić” – powiedziała wielka faworytka jutrzejszej konfrontacji.

    Nie zabrakło też jednak ciepłych słów o rodakach. “Generalnie doceniam wsparcie i polscy kibice są wspaniali. W każdym miejscu na świecie, gdzie grałam nawet przeciwko gospodarzom, to na trybunach doping był wyrównany. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało w następnym meczu” – dodała.

    26 stycznia fanów w biało-czerwonych barwach czeka ciężkie zadanie w postaci przekrzyczenia liczniej zgromadzonych Australijczyków. Czy gospodarze napędzą swoją zawodniczkę? O tym przekonamy się około godziny 9:00. Tekstowa relacja na żywo w Interia Sport.

    100 dni do XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026. WIDEOANDREA BERNARDI / AFPTV / AFPAFP
    Zawodniczka tenisowa w białej koszulce z rakietą w ręku, patrząca do góry z wyrazem zdziwienia lub rozczarowania na twarzy, na tle niebieskiej tablicy z napisem.

    Iga ŚwiątekAndrew Schwartz/SIPAEast News
    Tenisistka w sportowym stroju i czapce z daszkiem trzyma rakietę tenisową, unosząc ramiona w geście niezrozumienia lub frustracji, w tle widoczna widownia na stadionie tenisowym.

    Iga ŚwiątekFoto OlimpikAFP
    Tenisistka w sportowym stroju oraz czapce z daszkiem wykonuje gest ręką na ciemnym tle, skupiona na grze.

    Iga ŚwiątekAFP

  • To pierwszy taki mecz w karierze Świątek. “Przegrała i znokautowała”

    To pierwszy taki mecz w karierze Świątek. “Przegrała i znokautowała”

    Takiego spotkania Iga Świątek nie rozegrała jeszcze w całej swojej seniorskiej karierze. W trzeciej rundzie Australian Open Polka zaprezentowała prawdziwy tenisowy rollercoaster, pokonując Annę Kalinską 6:1, 1:6, 6:1. Najpierw całkowita dominacja, potem zaskakujący kryzys i wreszcie ponowny nokaut. A jakby tego było mało – o ćwierćfinał raszynianka zagra z rywalką, której nikt się na tym etapie nie spodziewał.

    Sobotnie starcie z Rosjanką miało wyjątkowo nietypowy przebieg. Świątek w pierwszym secie była niemal bezbłędna – wygrała go w zaledwie 24 minuty, oddając rywalce tylko jednego gema. Jednak w drugiej partii obraz gry zmienił się diametralnie. To Kalinska przejęła inicjatywę, a Polka nagle straciła rytm, zaczęła się spieszyć i popełniać proste błędy.

    Jak wynika z analizy wszystkich meczów Igi Świątek od początku jej występów w seniorskiej rywalizacji w 2019 roku, nigdy wcześniej nie zakończyła ona spotkania wynikiem 6:1, 1:6, 6:1. Tak skrajne różnice w poszczególnych setach zdarzają się w profesjonalnym tenisie niezwykle rzadko.

    – Pierwszy set wyglądał zdecydowanie lepiej niż wcześniejsze mecze Igi w tym turnieju, z Yue Yuan i Marie Bouzkovą. Od drugiej partii coś się jednak zacięło. Świątek grała nerwowo, spieszyła się, a jej reakcje – rozkładane ręce i spojrzenia w stronę sztabu na trybunach – mówiły wiele – analizował w komentarzu wideo dziennikarz Sport.pl Dominik Senkowski.

    Kluczowe okazało się jednak otwarcie decydującego seta. To wtedy Świątek błyskawicznie odskoczyła na 3:0, czym całkowicie podcięła skrzydła Kalinskiej. Rosjanka wyglądała na zrezygnowaną, a publiczność coraz wyraźniej okazywała niezadowolenie z tempa, w jakim uciekały jej kolejne punkty. Trzecia partia znów była popisem Polki – zakończonym wygraną 6:1 i pewnym awansem do czwartej rundy.

    W poniedziałek w Melbourne wiceliderka światowego rankingu miała zmierzyć się z Naomi Osaką, co zapowiadało się na jedno z największych wydarzeń turnieju. Do tego pojedynku jednak nie dojdzie. Japonka wycofała się tuż przed meczem z powodu kontuzji, a jej miejsce zajmie reprezentantka gospodarzy – Maddison Inglis.

    – Szkoda, że nie zobaczymy meczu Świątek – Osaka. Dwie byłe liderki rankingu, dziesięć tytułów wielkoszlemowych łącznie i dodatkowy smaczek w postaci trenerów, którzy jeszcze niedawno pracowali „po drugiej stronie”. Dla kobiecego tenisa byłoby to ogromne wydarzenie – podkreśla Senkowski.

    Rywalka Polki będzie jednak prawdziwą sensacją tej edycji Australian Open. Maddison Inglis zajmuje obecnie 168. miejsce w rankingu WTA, a najwyżej w karierze była notowana na 112. pozycji. Do turnieju głównego w Melbourne musiała przebijać się przez eliminacje, a awans do czwartej rundy to jej najlepszy wynik w historii startów wielkoszlemowych.

    Dotychczas tylko raz wygrała mecz w pierwszej rundzie turnieju tej rangi, a jej wcześniejszym maksimum była trzecia runda Australian Open cztery lata temu. Ze Świątek mierzyła się tylko raz – w lutym 2021 roku w Adelajdzie. Wówczas Polka nie pozostawiła złudzeń, zwyciężając 6:1, 6:3.

    Teraz obie spotkają się ponownie, a stawką będzie miejsce w ćwierćfinale wielkoszlemowego turnieju. Dla Inglis to życiowa szansa, dla Świątek – obowiązek potwierdzenia aspiracji do końcowego triumfu.

  • “Przewidywalny ruch matki legendy tenisa po wywołaniu skandalu na Australian Open”

    “Przewidywalny ruch matki legendy tenisa po wywołaniu skandalu na Australian Open”

    Przewidywalny ruch matki legendy tenisa po wywołaniu skandalu na Australian Open
    Australian Open to nie tylko sportowe emocje, rekordowe mecze i wielkie powroty legend na korty, ale także wydarzenie, które regularnie generuje medialne kontrowersje poza samą grą. Tym razem w centrum uwagi znalazła się matka jednej z ikon światowego tenisa, której zachowanie na trybunach wywołało prawdziwą burzę w mediach społecznościowych oraz międzynarodowej prasie sportowej.
    Do incydentu doszło podczas jednego z głośnych meczów turnieju, gdy kamera kilkukrotnie uchwyciła emocjonalne reakcje kobiety, jej gesty, komentarze oraz zachowanie wobec sędziów i publiczności. Nagrania bardzo szybko obiegły internet, a opinia publiczna podzieliła się na dwa obozy – jedni bronili jej jako matki, która przeżywa każdy punkt swojego dziecka, inni uznali jej zachowanie za niestosowne i nieprzystające do rangi turnieju wielkoszlemowego.
    Po wywołaniu medialnego zamieszania jej reakcja była – jak określiło to wielu komentatorów – całkowicie przewidywalna. Zamiast dalszego podsycania konfliktu, zdecydowała się na wycofanie z medialnej przestrzeni. Zniknęła z trybun podczas kolejnych meczów, ograniczyła swoją obecność w strefach VIP, a w mediach społecznościowych pojawiły się sygnały o „przerwie od publicznej aktywności”. Dla obserwatorów świata sportu był to ruch dobrze znany – klasyczna strategia „ciszy medialnej”, która często pozwala przeczekać burzę i stopniowo odbudować wizerunek.
    Eksperci od wizerunku publicznego nie mają wątpliwości, że takie działanie jest logiczne i skuteczne. Brak kolejnych wypowiedzi, brak konfrontacji z mediami oraz unikanie eskalacji emocji sprawiają, że temat stopniowo traci na intensywności. Nowe mecze, nowe historie i nowe bohaterki oraz bohaterowie turnieju szybko przesuwają uwagę opinii publicznej w inną stronę.
    Cała sytuacja pokazuje jednak coś więcej niż tylko pojedynczy skandal. Obnaża ogromną presję, jaka spoczywa nie tylko na sportowcach, ale również na ich rodzinach. Bliscy wielkich gwiazd funkcjonują w przestrzeni publicznej, w której każdy gest, spojrzenie czy emocjonalna reakcja może zostać zinterpretowana, oceniona i wykorzystana medialnie. Granica między prywatnością a publicznym wizerunkiem praktycznie przestaje istnieć.
    Dla samej legendy tenisa cała sytuacja była dodatkowym obciążeniem psychicznym. Sportowcy często podkreślają, że chcą chronić swoich bliskich przed presją mediów, ale w rzeczywistości nie zawsze jest to możliwe. Emocje rodzinne są naturalne, autentyczne i ludzkie – jednak w świecie wielkiego sportu stają się częścią widowiska.
    Ostatecznie „przewidywalny ruch” matki legendy tenisa może okazać się najrozsądniejszym rozwiązaniem. Czas, cisza i dystans medialny to narzędzia, które wielokrotnie ratowały wizerunek osób publicznych po kontrowersjach. Australian Open będzie toczyć się dalej, turniej zapisze kolejne historie, a obecny skandal – jak wiele podobnych wcześniej – z czasem stanie się tylko epizodem w długiej historii wielkiego sportu.
    Ta sytuacja przypomina jednak, że tenis to nie tylko rywalizacja na korcie, ale również emocje, relacje rodzinne, presja medialna i ludzkie reakcje, które – choć naturalne – w świecie globalnych transmisji mogą urosnąć do rangi międzynarodowego skandalu.

  • Mirra Andriejewa rozbita. Niespodzianka na Australian Open. Ukrainka wzięła rewanż

    Mirra Andriejewa rozbita. Niespodzianka na Australian Open. Ukrainka wzięła rewanż

    Zwycięstwem Mirry Andriejewej zakończył się jej pierwszy w karierze pojedynek z Eliną Switoliną. Ukrainka z pewnością miała wielką chęć odpłacić się za to Rosjance, eliminując ją z Australian Open. Kibice zgromadzony na trybunach raczej nie spodziewali się jednak, że rywalizacja na korcie obierze tak zaskakujący kierunek. Dość powiedzieć, że pierwszy set zakończył się demolką. Ostatecznie w Melbourne doszło do ogromnej niespodzianki.
    Zawodniczka tenisa ziemnego w jasnym stroju sportowym i czapce, z wyrazistą mimiką oraz gestem uniesionej dłoni, która wykazuje emocjonalną reakcję w trakcie meczu.

    Mirra Andriejewa została wyeliminowana z Australian OpenWilliam WestAFP

    Spory ładunek emocjonalny towarzył meczowi 1/8 finału Australian Open pomiędzy Mirrą Andriejewą i Eliną Switoliną. Od czasu wybuchu wojny rywalizacja z sportowców z Ukrainy i Rosji wykracza poza ramy sportu i generują wielkie emocje, zyskując na swojej symbolice. Zwłaszcza, że 18-latka nie tak dawno została nawet odznaczona przez Władimira Putina.

    Demolka w 1. secie w meczu Switolina – Andriejewa. Ukrainka zaskoczyła

    To 7. tenisistka świata postrzega była przed meczem za wyraźną faworytkę. Switolina mimo przewagi doświadczenia nie potrafiła wygrać z Andriejewą w Indian Wells w ubiegłym roku. Z pewnością miała ogromną ochotę na wzięcie odwetu na rywalce w Melbourne. I to ona jako pierwsza zyskała przewagę.

    Switolina przełamała Rosjankę w czwartym gemie, co pozwoliło jej wyjść na prowadzenie 3:1, narzucając przy tym presję na młodsza rywalkę. A ta znana jest z braku kontroli nad emocjami.

    Chwilę później po przełamanie sięgnęła również Andriejewa i wydawało się, że złepie kontakt. Ukrainka jednak prezentowała na tyle zróżnicowany repertuar zagrań, że raz za razem zaskakiwała młodszą koleżankę “po fachu”. Poskutkowało to kapitalną serią. Od stanu 3:2 Switolina wygrała kolejne trzy gemy z rzędu i całego seta w zaledwie 36 minut 6:2.

    100 dni do XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026. WIDEOANDREA BERNARDI / AFPTV / AFPAFP

    Wielka niespodzianka w Melbourne. Switolina zrewanżowała się Andriejewej

    Drugą partię Rosjanka rozpoczęła z inną energią, jak gdyby wstąpiły w nią nowe siły. Do zera przłamała rywalkę, dołożyła swoje podanie i było 2:0. Jeszcze przed upływem kwadransa miała szansę znów przełamać Ukrainkę, ale ta, choć przegrywała już 15:40, obroniła podanie. Jak to mówi się w przypadku piłki nożnej – niewykorzystane sytuacje się mszczą.

    Bo zamiast 3:0 dla Andriejewej, zrobiło się 3:2 dla Switoliny, która odwróciła losy rywalizacji w drugim secie. Rosjanka biła mocno, ale w wielu sytuacjach niecelnie. Im bliżej było końca seta, tym bardziej zacięta stawała się rywalizacja.

    W newralgicznym momencie lepiej zachowała się Switolina. Pierwszą piłkę meczową Andriejewa jeszcze obroniła, ale drugiej już nie. Ukrainka przełamaniem przeciwniczki zakończyła spotkanie, triumfując 6:2, 6:4 i sprawiając sporą niespodziankę w Melbourne.
    Tenisistka w żółtej sukience wykonuje dynamiczny wślizg, wyciągając rakietę, by odbić lecącą piłkę na niebieskim korcie.

    Mirra AndriejewaMartin KeepAFP
    Tenisistka w białym stroju sportowym unosi zaciśniętą pięść i uśmiecha się, trzymając rakietę tenisową. W tle rozmyta publiczność na trybunach obserwująca wydarzenie.

    Elina SwitolinaPAUL CROCKAFP
    Tenisistka w jasnożółtym stroju krzyczy z emocjami na korcie, pochylona do przodu, trzyma rakietę tenisową, jej twarz wyraża silne zaangażowanie i energię podczas meczu.

    Mirra AndriejewaSport PzNewspix.pl

    PGE Start Lublin – Legia Warszawa. Skrót meczu.

  • “Katastrofa” Świątek. Gorąco przed walką Polki o ćwierćfinał. Niepokojący werdykt

    “Katastrofa” Świątek. Gorąco przed walką Polki o ćwierćfinał. Niepokojący werdykt

    Iga Świątek już za kilkadziesiąt godzin może znaleźć się w najlepszej ósemce Australian Open. Polka, póki co, na Antypodach radzi sobie całkiem dobrze, choć nie brakuje w jej grze niepokojących momentów. Raszynianka wystraszyła swoich kibiców w sobotę, gdy aż 1:6 przegrała seta z Anną Kalinską. Ponadto sporo do życzenia pozostawiał pierwszy serwis. Tuż przed ćwierćfinałem właśnie o tym zrobiło się głośno. Bezkompromisowy werdykt wydał jeden z byłych tenisistów. “To jest katastrofa, nie ma się co oszukiwać” – przyznał.
    Sportowiec ubrany w sportowy top i czapkę z daszkiem zasłania twarz dłońmi, wyrażając silne emocje tuż po zakończeniu meczu tenisowego

    Iga ŚwiątekAFP

    Podopieczna Wima Fissette’a ma za sobą iście szalony mecz trzeciej rundy Australian Open. Nie dość, że zagrała trzy sety, to na dodatek każdy z nich kończył się wynikiem 6:1. Kibice wielkie oczy robili zwłaszcza podczas drugiej partii, podczas której Rosjanka kompletnie zdominowała faworytkę. Już po niej ruszyły pierwsze analizy. Ogromne poruszenie wywołały zwłaszcza statystyki zaprezentowane przez organizatorów zmagań. A w nich przy punktach wygranych po pierwszym serwisie Polki pojawiło się zaledwie trzynaście procent.

    “???” – napisał tylko krótko Dawid Żbik na platformie X. Internauci byli zdecydowanie bardziej bezpośredni. Tak samo zresztą jak niektórzy eksperci. W niedzielny poranek dołączył do nich Michał Dembek. “13 proc. to jest katastrofa, nie ma się co oszukiwać. Oczywiście, rywalka zaczęła wywierać returnem trochę większą presję, ale spadek poziomu podania Świątek i tak jest absolutnie nielogiczny. Bo przecież nie stoi za tym problem fizyczny, w tym elemencie Iga wygląda świetnie. To wszystko sprowadza się najwyraźniej do głowy i ciągłego falowania” – powiedział były tenisista w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet.

    Iga Świątek musi się poprawić. Sceny z soboty już nie mogą się powtórzyć

    Później wiceliderka rankingu WTA wróciła do odpowiedniej gry i w decydującej partii nie dała żadnych szans oponentce. Nie zmienia to jednak faktu, że w kolejnych potyczkach podobne liczby mogą być zgubne w skutkach. Poziom rośnie wraz z każdą kolejną rundą. “Brakuje trochę cierpliwości, przetrzymania, zaakceptowania tego, że sytuacja jest trudniejsza i trzeba się uspokoić, może spróbować czegoś innego. Trzeba na to uważać, bo choć rywalka w czwartej rundzie nie wygląda na bardzo groźną [Maddison Inglis z kwalifikacji – dop. red.], to od ćwierćfinału mogą się już pojawić duże kłopoty” – ostrzegł Michał Dembek.

    100 dni do XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026. WIDEOANDREA BERNARDI / AFPTV / AFPAFP
    Tenisistka ubrana w czarną koszulkę sportową z różowymi akcentami oraz różową czapkę trzyma rakietę tenisową i piłkę, widoczna na czarnym tle kortu.

    Iga Świątek AFP
    Tenisistka w ciemnym stroju i białej czapce zakrywa dłonią twarz w geście wyrażającym emocje, stojąc na korcie tenisowym, w tle rozmyta widownia.

    Iga ŚwiątekAFP
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekAFP

  • Powiedział to głośno o współpracy Świątek i Fissette’a. “To nie jest rozwojowe”

    Powiedział to głośno o współpracy Świątek i Fissette’a. “To nie jest rozwojowe”

    Iga Świątek w poniedziałek zagra o ćwierćfinał Australian Open. Polka podczas swoich spotkań potrafi grać świetnie, by po chwili zdecydowanie obniżyć poziom. Michał Dembek, były tenisista, a obecnie trener, wskazał w rozmowie z “Przeglądem Sportowym Onet”, co jest największą bolączką wiceliderki światowego rankingu.
    Iga Świątek, Wim Fissette
    Polsat Sport

    Zdecydowanie można powiedzieć, że to był mecz z gatunku dziwnych. W trzeciej rundzie Australian Open Iga Świątek zmierzyła się z Anną Kalinską. Wygrała pierwszego seta 6:1, by przegrać kolejnego… takim samym wynikiem. W trzeciej partii również był rezultat 6:1, lecz ponownie na korzyść Świątek. Kalinska zmagała się z problemami zdrowotnymi, nie grała na jakimś zadziwiająco wysokim poziomie, a mimo wszystko najlepsza polska tenisistka miała problemy, by ją pokonać.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
    Świątek nie słucha Fissette’a? Oto wnioski

    Kibiców zastanawia, dlaczego Świątek w ciągu kilku minut potrafi tak drastycznie obniżyć poziom gry. Można to pokazać na przykładzie serwisu, który w pierwszym secie starcia z Kalinską funkcjonował bardzo dobrze, a w drugiej partii fatalnie. Nawet komentatorzy Eurosportu twierdzili, że nigdy w życiu nie widzieli takich rzeczy. Może się okazać, że w bataliach z silnymi przeciwniczkami Świątek będzie bez szans na zwycięstwo.

    – Brakuje trochę cierpliwości, przetrzymania, zaakceptowania tego, że sytuacja jest trudniejsza i trzeba się uspokoić, może spróbować czegoś innego. Trzeba na to uważać, bo choć rywalka w czwartej rundzie nie wygląda na bardzo groźną (Maddison Inglis z kwalifikacji – dop. red.), to od ćwierćfinału mogą się już pojawić duże kłopoty – powiedział w rozmowie z “Przeglądem Sportowym Onet” Michał Dembek, były tenisista, a obecnie trener.

    Dembek przyznaje, że w zeszłym roku Świątek i jej trener Wim Fissette osiągnęli wielki sukces, wygrywając Wimbledon. Według niego jednak Polka obecnie nie dokonuje zmian w grze podczas spotkań. Wygląda to niepokojąco.

    – Gdy Wim Fissette opowiada o tym, jak chciałby zmieniać tenis Świątek, to ja słucham i zgadzam się w stu procentach. Skróty, trochę więcej siatki, różnorodność drugiego serwisu… Wszystko prawda – przyznał Dembek.

    – Tylko potem przychodzi mecz i praktycznie 90 proc. tego drugiego serwisu idzie na bekhend rywalki. I to jest dziś – moim zdaniem – rzecz, która najbardziej kuleje w grze Świątek. Nie wiem, jakie Wim Fissette ma przełożenie, żeby Igę do pewnych rzeczy przekonać. Żeby grała tak, jak on opowiada w mediach. Nawet jeśli przegra przez to kilka meczów – dodał.
    Świątek nie ma odwagi, by stosować zmiany? “To nie jest myślenie rozwojowe”

    Dembek zwraca uwagę na to, iż w przypadku Świątek nie możemy mówić o podejmowaniu odważnych decyzji, spróbowaniu nowych rzeczy. Dlatego też ma wątpliwości, czy Polka rzeczywiście wykonuje plan nakreślony przez trenera.

    – Meczowo jakby brakowało odwagi, jakby się bała, że jeżeli coś spróbuje zrobić coś nowego dwa-trzy razy w meczu, to nagle wynik jej ucieknie. To nie jest niestety myślenie rozwojowe, które cechuje największych mistrzów: Djokovicia, Nadala – skwitował.

    Czytaj także: Rywalka Świątek ujawnia, co dzieje się na AO. “Większość z nas ma problemy”

    Trener tenisa podkreślił również, że Świątek ma wielki talent, sześć tytułów wielkoszlemowych, ale przede wszystkim potencjał na to, by liczba tych tytułów była dwucyfrowa. Bez stopniowej poprawy gry jednak ten scenariusz się nie ziści.

  • Hurkacz odpadł, a tu taka nowina. Jednak Polak zagra w ćwierćfinale Australian Open

    Hurkacz odpadł, a tu taka nowina. Jednak Polak zagra w ćwierćfinale Australian Open

    Czwartkowe wydarzenia na kortach Australian Open przyniosły polskim kibicom spore rozczarowanie w singlu mężczyzn. Hubert Hurkacz sensacyjnie odpadł już w drugiej rundzie, przegrywając z Ethanem Quinnem. Mimo tej niespodzianki biało-czerwoni nie zostali jednak bez pozytywnych emocji w męskiej rywalizacji. O awans do ćwierćfinału debla walczył bowiem bohater niedawnego United Cup – Jan Zieliński. Warszawianin po raz kolejny zaprezentował się znakomicie, a losy spotkania rozstrzygnęły się w zaledwie 68 minut.

    Tegoroczny Australian Open już teraz jest dla Jana Zielińskiego turniejem wyjątkowym. Wszystko za sprawą historycznego sukcesu w United Cup, gdzie wspólnie z Katarzyną Kawą pozostali niepokonani w pięciu meczach miksta i poprowadzili Polskę do pierwszego w dziejach triumfu w tych drużynowych rozgrywkach. Styczeń to dla Zielińskiego także nowy rozdział w deblu mężczyzn. Jego nowym partnerem został Brytyjczyk Luke Johnson. Przed przylotem do Melbourne duet miał okazję wystąpić tylko w jednym turnieju – imprezie rangi ATP 250 w Adelajdzie, gdzie wygrał mecz otwarcia, kończąc udział na drugiej rundzie.

    Po przenosinach do Melbourne Zieliński łączył start w deblu mężczyzn z rywalizacją w mikście, gdzie występował u boku Su-Wei Hsieh. Ten wątek zakończył się jednak szybko – obrońcy tytułu z Australian Open 2024 pożegnali się z turniejem już w pierwszej rundzie, przegrywając z parą Irina Chromaczowa/Christian Harrison 4:6, 6:7(5). Od tego momentu Polak mógł skupić się wyłącznie na grze podwójnej.

    W czwartek Zieliński i Johnson stanęli do walki o awans do ćwierćfinału debla. Ich rywalami byli Adam Pavlasek, były partner deblowy Polaka, oraz Australijczyk John-Patrick Smith. Spotkanie rozegrano na John Cain Arena, trzecim co do ważności obiekcie turnieju, co miało dodatkowe znaczenie ze względu na obecność miejscowego tenisisty.

    Od pierwszych piłek Zieliński i Johnson starali się przejąć inicjatywę. Rozpoczęli mecz od serwisu, wywierając presję na przeciwnikach. Już w drugim gemie mieli aż pięć break pointów, lecz nie zdołali ich wykorzystać. Kluczowy moment pierwszego seta nadszedł jednak w czwartym gemie, gdy rywale nie zdobyli ani jednego punktu przy własnym podaniu. Przełamanie okazało się decydujące – polsko-brytyjska para do końca partii pewnie kontrolowała sytuację i wygrała ją 6:3.

    Drugi set również szybko ułożył się po myśli Zielińskiego i Johnsona. Już w trzecim gemie wypracowali dwa break pointy i wykorzystali pierwszego z nich. Od tego momentu konsekwentnie zmierzali po zwycięstwo i awans do ćwierćfinału. Przy stanie 5:4 przypieczętowali sukces, a w dziesiątym gemie Jan Zieliński popisał się efektownym lobem, po którym nie krył radości, celebrując udane zagranie. Po 68 minutach rywalizacji mecz dobiegł końca – Polak i Brytyjczyk zwyciężyli 6:3, 6:4.

    W walce o półfinał Australian Open Zieliński i Johnson zmierzą się z jedną z najmocniejszych par turnieju: albo z duetem Marcelo Arevalo/Mate Pavić, albo z parą Austin Krajicek/Nikola Mektic.

  • Sabalenka się przyznała. Prosto z kortu w Melborune. “Nie wierzę, że to mówię”

    Sabalenka się przyznała. Prosto z kortu w Melborune. “Nie wierzę, że to mówię”

    Aryna Sabalenka zameldowała się w ćwierćfinale Australian Open. W nocy z soboty na niedzielę polskiego czasu Białorusinka pokonała 19-letnią Victorię Mboko w dwóch setach. Szczególnie w drugiej partii rywalka napsuła jej krwi. Zaraz po zakończeniu pojedynku pierwsza rakieta świata doceniła Kanadyjkę, a przy okazji pokusiła się o dosyć szczerą refleksję względem samej siebie.
    Tenisistka udzielająca wywiadu na korcie po meczu, z mikrofonem oznaczonym logo turnieju Australian Open. W tle widownia i transparenty kibiców.

    SabalenkaDavid GrayAFP

    Do tej pory podczas tegorocznej edycji Australian Open Aryna Sabalenka nie straciła jeszcze żadnego seta. Najbliżej wpadki była w starciu z Anastazją Potapową, którą ograła dopiero po dwóch tie-breakach. Z soboty na niedzielę naszego czasu o ćwierćfinał zawodniczka z Mińska mierzyła się z Victorią Mboko.

    W pierwszej partii liderka rankingu WTA kompletnie rozbiła młodą Kanadyjkę. Pozwoliła ugrać jej tylko jednego gema, dodając do tego dwa przełamania. “Początkowo obserwowaliśmy jednostronne starcie, ale później zrobiło się bardzo interesująco. Ostateczne rozstrzygnięcie poznaliśmy po 86 minutach” – relacjonował Mateusz Stańczyk z naszej redakcji.

    „Pragnę pokoju” – Sabalenka odpowiada na słowa Oliynykovej© 2026 Associated Press

    Sabalenka ogłasza, prosto z Melbourne. Już wszystko jasne

    W drugiej partii rywalizacja była już zdecydowanie bardziej wyrównana. Choć Białorusinka prowadziła już 4:1, to Mboko zdołała doprowadzić do remisu 5:5. Kanadyjka dwa razy wygrywała gema, kiedy piłka była po stronie przeciwniczki. Ostatecznie byliśmy świadkami tie-breaka, w którym większym doświadczeniem wykazała się starsza z tenisistek.

    Sabalenka dosłownie rozniosła Mboko. W pewnym momencie było już 6:0, jednak faworytka nie wykorzystała piłki meczowej. Koniec końców zamknęła “dogrywkę” wynikiem 7:1, triumfując na etapie 1/8 finału Australian Open.

    Tak czy inaczej Victoria Mboko pokazała się z bardzo dobrej strony. Rywalizować z pierwszą rakietą świata jak równy z równym, w wieku 19 lat? Szacunek. Tego samego zdania jest sama Aryna Sabalenka, która nie szczędziła Kanadyjce ciepłych słów. Gdyby tego było mało, sama przyznała, że jako 27-latka wcale nie czuje się już jak dojrzała kobieta.

    Jak na tak młody wiek, jest niesamowitą zawodniczką (Mboko – red.). To niesamowite widzieć tak młode tenisistki wchodzące na turniej. Nie mogę uwierzyć, że to mówię – wciąż czuję się jak dziecko, ale cóż

    – Jest niesamowitą zawodniczką. Naprawdę dała mi dziś popalić. Jestem niesamowicie szczęśliwa z wygranej. Grała fantastycznie i rywalizowała ze mną do granic możliwości. Ale cieszę się, że awansowałam – powtórzyła.
    Kobieta ubrana w sportowy strój tenisowy trzyma rakietę, uśmiecha się i unosi otwartą dłoń w geście pozdrowienia podczas meczu tenisowego.

    Aryna SabalenkaDavid GrayAFP
    Aryna Sabalenka zagra w Brisbane o tytuł

    Aryna Sabalenka zagra w Brisbane o tytułWilliam WestAFP
    Aryna Sabalenka rywalizowała z Mirrą Andriejewą o ćwierćfinał Australian Open 2025

    Aryna Sabalenka rywalizowała z Mirrą Andriejewą o ćwierćfinał Australian Open 2025WILLIAM WEST / AFPAFP

    PGE Start Lublin – Legia Warszawa. Skrót meczu.

  • Trener ujawnił, co Świątek zrobiła w Melbourne. Nie miała wyjścia. “To było ryzykowne”

    Trener ujawnił, co Świątek zrobiła w Melbourne. Nie miała wyjścia. “To było ryzykowne”

    Spotkanie Igi Świątek z Anną Kalinską w 1/16 finału Australian Open było pełne niespodzianek. Najpierw Polka rozbiła Rosjankę 6:1, jednak w drugim secie to rywalka doprowadziła do wyrównania po takim samym wyniku. Żeby było jeszcze ciekawiej, partia numer trzy zakończyła się… identycznym rezultatem, na korzyść naszej tenisistki.

    – Było lekko podwyższone ciśnienie w drugim secie, ale Iga miała w miarę pod kontrolą mecz. Wiedziałem, że raczej odbuduje się, choć nie jest łatwo wygrywać, jak wszystko idzie dobrze, ale w trudniejszych momentach. W chwili, nazwijmy ją “zapaścią jakościową”, żeby się z tego szybko podnieść i Iga to super zrobiła – mówi w rozmowie z “Eurosportem” Maciej Ryszczuk.

    Iga Świątek: Cieszę się z jakości mojej gry. To na pewno był dobry meczPolsat Sport

    Iga Świątek nie przestraszyła się upałów. Trener wszystko opowiedział

    Trener Polki od przygotowania fizycznego poruszył także wątek zdrowia i kondycji drugiej rakiety świata. – Myślę, że z meczu na mecz się rozkręca. Mieliśmy dosyć mocny okres przygotowawczy. Powiedziałbym, że jeden z cięższych. Mam nadzieję, że teraz będzie nam to wszystko oddawało i wydaje mi się, że widać to na korcie. Iga zyskuje pewność siebie. Fizycznie też pokazuje, że jest w stanie wytrzymać warunki panujące w Melbourne – dodał.

    A te są naprawdę ekstremalne. W szczytowych momentach dnia temperatura sięga nawet blisko 40 stopni. W takim upale czasami trudno się poruszać, nie wspominając już o uprawianiu sportu. Z relacji Ryszczuka wynika, że Świątek mogła wybierać pomiędzy treningiem w klimatyzowanej hali a na świeżym powietrzu.

    Ostatecznie wybór padł na drugą z opcji. – To był trochę “rzut monetą”, trochę ryzykowne. Mogliśmy udać się na halę albo trenować na otwartej przestrzeni. Iga wolała na otwartej, żeby podrzucić piłkę na słońcu, żeby była przygotowana na otarty dach (w meczu – red.). Było jak było, ale Iga powiedziała, że dla niej nie jest problemem trenować w takich warunkach – zdradził szkoleniowiec.

    Ponadto dowiedzieliśmy się, że przy takich upałach cały sztab Świątek pomaga sobie różnego rodzaju kamizelkami chłodzącymi, a przede wszystkim dba o odpowiednie nawodnienie i unika ostrego słońca, jeśli jest to możliwe.

    W poniedziałek 26 stycznia około godz. 9:00 Polka przystąpi do meczu z Australijką Maddison Inglis (168. WTA). Jego stawką będzie awans do ćwierćfinału pierwszego Wielkiego Szlema w sezonie.
    Iga Świątek odwróciła losy meczu drugiej rundy z Danielle Collins na Australian Open 2024 w spektakularny sposób

    Iga Świątek odwróciła losy meczu drugiej rundy z Danielle Collins na Australian Open 2024 w spektakularny sposóbANTHONY WALLACE / AFPAFP
    Iga Świątek podczas meczu z Madison Keys, Australian Open 2025

    Iga Świątek podczas meczu z Madison Keys, Australian Open 2025Yuichi YamazakiAFP
    Z lewej strony mężczyzna w czerwonej czapce z daszkiem i jasnej koszulce, z prawej strony kobieta w białej czapce oraz stroju sportowym, trzymająca dużą trofeum z uśmiechem na twarzy.

    Maciej Ryszczuk (L) i Iga Świątek (P)Stach Antkowiak/REPORTER/AFP/DAISUKE URAKAMI/Yomiuri East News

    PGE Start Lublin – Legia Warszawa. Skrót meczu.