• Nie będzie starcia ze Świątek. W nocy zapadł werdykt. To już oficjalne

    Nie będzie starcia ze Świątek. W nocy zapadł werdykt. To już oficjalne

    Tuż po godz. 1:30 czasu polskiego rozpoczął się kolejny dzień rywalizacji na Rod Laver Arena w ramach tegorocznej edycji Australian Open. Już premierowy mecz zapowiadał się niezwykle interesująco. W batalii o najlepszą “8” wielkoszlemowych zmagań w Melbourne spotkały się dwie przyjaciółki – Jessica Pegula i Madison Keys. Wyżej rozstawiona była oczywiście ta pierwsza, ale to młodsza z Amerykanek broniła tytułu wywalczonego 12 miesięcy temu. W ubiegłym sezonie Keys pokonała po drodze m.in. Igę Świątek, mimo że Polka miała meczbola w półfinale. Tym razem obie znów mogły się ze sobą spotkać na tym etapie turnieju, w końcu to ta sama połówka.

    Najpierw warunkiem dla Madison była jednak wygrana ze swoją koleżanką. Reprezentantki USA dotarły do czwartej rundy bez straty seta, chociaż obrończyni trofeum musiała kilkukrotnie wychodzić z opresji. W zestawieniu H2H było dotychczas 2-1 dla Keys. 30-latka zwyciężyła w dwóch ostatnich bezpośrednich starciach. Co ciekawe, obie spotkały się ze sobą tuż przed ubiegłoroczną rywalizacją na Australian Open, bowiem walczyły ze sobą w finale WTA 500 w Adelajdzie. Wówczas Madison triumfowała po trzysetowej potyczce. Tamten sukces natchnął ją potem do pierwszego wielkoszlemowego tytułu. Dzisiaj Jessie stanęła przed szansą na wyrównanie rachunków z przyjaciółką.

    Australian Open: Jessica Pegula kontra Madison Keys w czwartej rundzie

    Mecz rozpoczął się od serwisu Peguli. Turniejowa “6” mocno weszła w spotkanie. Grała solidnie, nie dawała punktów za darmo. Błędy zaś pojawiały się po stronie Keys. Po tym, jak półfinalistka ubiegłorocznego US Open utrzymała na starcie swoje podanie do zera, potem wywalczyła przełamanie. Następnie Jessica wyszła ze stanu 0-40 przy własnym serwisie i zrobiło się już 3:0 na tablicy wyników. W kolejnych minutach Madison wreszcie zaczepiła się na grę, zaczęła lepiej trafiać i dzięki temu mogła wywierać większą presję na swojej koleżance. W trakcie siódmego rozdania obrończyni tytułu wykorzystała trzeciego break pointa i złapała kontakt.

    Po zmianie stron Keys serwowała po to, by doprowadzić do remisu w premierowej odsłonie. Wtedy jednak znów unaoczniły się problemy Madison z regularnością z głębi kortu. Solidna Pegula momentalnie wykorzystała szansę, by odzyskać przewagę przełamania. Przy stanie 5:3 Jessica podawała po zwycięstwo w partii. Było trochę emocji, młodsza z Amerykanek doprowadziła jeszcze do wyniku 30-30. Kluczowe dwie akcje powędrowały jednak na konto 31-latki. Ostatecznie turniejowa “6” triumfowała w pierwszym secie 6:3.

    Początek drugiej części spotkania to falstart w wykonaniu Keys. Mimo kilku okazji na prowadzenie 1:0, finalnie doszło do następnego breaka w tym spotkaniu. W bolesny sposób z perspektywy Madison, bowiem po podwójnym błędzie serwisowym. W trakcie czwartego rozdania próbowała niwelować stratę, miała piłkę na 2:2. Ale to Pegula była autorką kolejnego przełamania. Po pięciu gemach Jessica liderowała z rezultatem 4:1, na dodatek posiadając przewagę podwójnego breaka.

    Wtedy, podobnie jak w pierwszej partii, Keys zerwała się do walki. Ruszyła w pogoń i miała nawet okazję na 4:4. Ostatecznie starsza z reprezentantek USA nie pozwoliła już na całkowite zniwelowanie strat. Pegula utrzymała różnicę jednego przełamania do końca seta. Dzięki temu wyeliminowała turniejową “9” wynikiem 6:3, 6:4. Stało się jasne, że Madison nie obroni tytułu wywalczonego przed rokiem i nie dojdzie do jej rewanżowego starcia z Igą Świątek podczas wielkoszlemowych zmagań w Melbourne. Kto wie, być może zobaczymy półfinał Polki z Jessie. Najpierw jednak obie muszą dotrzeć do najlepszej “4” imprezy. Teraz Amerykanka zmierzy się z triumfatorką meczu Amanda Anisimova – Xinyu Wang.

    Iga Świątek – Coco Gauff. Skrót meczuPolsat Sport
    Iga Świątek i Madison Keys, półfinał Australian Open 2025

    Iga Świątek i Madison Keys, półfinał Australian Open 2025Yuichi YamazakiAFP
    Tenisistka w pomarańczowym stroju sportowym i białej czapce z daszkiem przebywa na korcie, trzyma rakietę tenisową w lewej ręce i unosi prawą dłoń w geście zatrzymania lub wyciszenia, w tle widownia na trybunach.

    Jessica Pegula, Melbourne 2026William WestAFP
    Sportowa tenisistka w niebieskiej sukience wykonuje gest triumfu, trzymając rakietę w ręku, na tle kortu tenisowego z widocznymi elementami reklamowymi.

    Amanda AnisimovaTIMOTHY A. CLARYAFP

  • Koalicja reaguje na słowa Karola Nawrockiego, który wspomniał o Trumpie. “Fatalna przypadłość”

    Koalicja reaguje na słowa Karola Nawrockiego, który wspomniał o Trumpie. “Fatalna przypadłość”

    Prezydent Karol Nawrocki odniósł się do słów Donalda Trumpa dotyczących żołnierzy NATO w Afganistanie.

    Krzysztof Brejza i Marcin Kierwiński, skrytykowali wypowiedzi Karola Nawrockiego.

    Wypowiedź Donalda Trumpa o udziale żołnierzy NATO w Afganistanie spotkała się z krytyką liderów z Polski i innych krajów.

    Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

    W niedzielę, podczas konferencji prasowej na Litwie, prezydent Karol Nawrocki odniósł się do niedawnych słów swojego amerykańskiego odpowiednika, Donalda Trumpa. Chodziło o wypowiedź dotyczącą udziału żołnierzy państw członkowskich NATO w konflikcie w Afganistanie.

    – Jestem przekonany, że o Polsce nie myślał, bo nie po to mówiłby mi 48 godzin wcześniej, że jesteśmy “great warriors” (pol. “wielkimi wojownikami” – red.), wielokrotnie to powtarzając – stwierdził Nawrocki.

    Odpowiedź prezydenta Polski wywołała reakcje wśród niektórych polityków w naszym kraju.

    Echa słów Trumpa o żołnierzach. Nawrocki: Nie myślał o Polsce. Politycy komentują

    “Prezydent Karol Nawrocki ‘wie’, że kiedy Donald Trump bagatelizował walkę żołnierzy z Europy w Afganistanie i Iraku ‘nie miał na myśli Polaków’” – napisał Krzysztof Brejza, przywołując słowa głowy państwa.

    “Zwierzchnik Sił Zbrojonych RP ma zawsze stawać w obronie naszych żołnierzy, a nie racjonalizować głupie wypowiedzi! Patriotyzm to nie okrzyki i race, tylko odwaga wtedy kiedy trzeba!” – dodał europoseł KO.

    Głos w sprawie zabrał także Marcin Kierwiński. “Prezydent Nawrocki jest pewny, że Trump nie miał na myśli polskich żołnierzy. To ciekawe. Bo jakoś przeprosił jedynie Brytyjczyków” – stwierdził szef MSWiA.

    Kierwiński ocenił też, że “bezgraniczne wazeliniarstwo to jednak fatalna przypadłość”. Z kolei Zbigniew Konwiński, przewodniczący klubu KO stwierdził, że “Nawrocki na Litwie krytykuje Polaków i broni oczywiście Trumpa”. “Bo honor polskiego żołnierza szkalowany przez prezydenta USA nie ma dla p. Karola znaczenia. Beznadziejny przypadek lizusa” – dodał.

    Burza po słowach Trumpa o żołnierzach w Afganistanie. Oburzenie w krajach NATO

    Kilka dni temu Donald Trump w wywiadzie dla amerykańskiej stacji FOX News stwierdził, że USA “nigdy nie potrzebowały” żołnierzy z Sojuszu Północnoatlantyckiego w prowadzonej przed laty operacji w Afganistanie.

    – Tak naprawdę nigdy ich o nich nie prosiliśmy. Mówią, że wysłali żołnierzy do Afganistanu i to prawda. Ale pozostali nieco z tyłu, nieco z dala od linii frontu – stwierdził prezydent Stanów Zjednoczonych.

    Słowa Trumpa wywołały oburzenie wielu światowych liderów, w tym także polskich. Krytyczne komentarze zamieścili wówczas m.in. premier Donald Tusk, szef MSZ Radosław Sikorski, czy minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak.

    Z kolei sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP Marcin Przydacz stwierdził m.in., że “krytyka postawy niektórych państw europejskich nie może dotyczyć i nie dotyczy postawy Polski i polskiego żołnierza”.

    Natomiast w pierwszej reakcji na wypowiedź prezydenta USA, Karol Nawrocki podkreślił, że “polscy żołnierze walczący w Afganistanie zasługują na szacunek i słowa podziękowania za ich służbę”.

    “Polityczny WF”: Jak to było z wysłaniem polskich wojsk na Grenlandię

  • Przerwa medyczna w meczu Anisimovej. Wyklarowała się sytuacja u Świątek

    Przerwa medyczna w meczu Anisimovej. Wyklarowała się sytuacja u Świątek

    Dziewiąty dzień głównych zmagań podczas Australian Open przebiega pod znakiem rywalizacji w dolnej części drabinki, do której należy Iga Świątek. W pierwszym poniedziałkowym spotkaniu Jessica Pegula pokonała broniącą tytułu Madison Keys. Później wyłoniono kolejną rywalkę dla Amerykanki i jednocześnie drugą potencjalną przeciwniczkę Raszynianki w ew. półfinale. Zdecydowało w tej kwestii starcie Amanda Anisimova – Xinyu Wang. Po 102 minutach gry wszystko stało się jasne.
    Tenisistka w sportowej odzieży siedzi na ławce podczas przerwy w meczu, trzymając biały ręcznik za głową. Na głowie ma daszek, na nadgarstku opaskę, a w tle widoczny jest fragment sprzętu sportowego.

    Amanda Anisimova znalazła się w połówce z Igą Świątek podczas Australian Open 2026William WestAFP

    Amanda Anisimova została rozstawiona z “4” w tegorocznym Australian Open. W związku z tym mogła trafić na Igę Świątek dopiero w półfinale albo finale. Po losowaniu drabinki, które przeprowadzono 15 stycznia, okazało się, że panie mogą spotkać się ze sobą na etapie najlepszej “4”, bowiem trafiły do tej samej połówki. Obie posiadały jednak przed sobą sporo wyzwań. Amerykanka świetnie poradziła sobie w pierwszych trzech rundach podczas wielkoszlemowych zmagań w Melbourne, nie straciła ani jednego seta.

    Dziś poprzeczka dla finalistki ubiegłorocznego US Open miała powędrować w górę. A to dlatego, że na jej drodze znalazła się Xinyu Wang. Chinka znajduje się w świetnej dyspozycji na początku sezonu 2026. Dotarła do finału WTA 250 w Auckland, a w trakcie Australian Open wyeliminowała już dwie rozstawione tenisistki – Jelenę Ostapenko oraz Lindę Noskovą. W poniedziałek stanęła przed szansą, by pokonać następną zawodniczkę z numerkiem. Zapowiadała się ciekawa rywalizacja, mimo że przedmeczowe notowania wskazywały Amerykankę w roli wyraźnej faworytki.

    Australian Open: Amanda Anisimova kontra Xinyu Wang w czwartej rundzie

    Początek spotkania przebiegał pod dyktando serwujących. Na pierwsze większe emocje trzeba było zaczekać do szóstego gema. Wówczas pojawił się premierowy break point dla Anisimovej, mimo że Wang prowadziła 40-15 przy swoim podaniu. Ostatecznie Chinka zdołała wyjść z opresji. Dokonała tej sztuki także w trakcie dziesiątego rozdania, kiedy to Amanda wypracowała sobie setbola. Xinyu posłała mocny serwis, po którym Amerykanka zagrała return w siatkę. Finalnie o losach premierowej odsłony decydował tie-break. Dopiero w nim turniejowa “4” potrafiła przechylić szalę na swoją korzyść. Od stanu 3-3 wygrała trzy akcje z rzędu i przejęła kontrolę nad tą rozgrywką. Końcowy wynik seta brzmiał 7:6(4) na korzyść faworytki.

    Nieźle ciekawy okazał się start drugiej części pojedynku. Anisimova próbowała pójść za ciosem i wykorzystać momentum, jakie zbudowała sobie w tie-breaku premierowej odsłony. Pojawiał się kolejne break pointy dla Amerykanki, potem była jedna okazja dla Wang. Ostatecznie za piątą szansą doszło jednak do pierwszego przełamania w tym pojedynku. Ten gem okazał się tak absorbujący z perspektywy Amandy, że po zmianie stron przypłaciła za to cenę. Czwarta rakieta świata, która do tej pory nie miała żadnych problemów z własnym podaniem, nagle musiała bronić break pointów. Już premierowa szansa dla Xinyu przyniosła wyrównanie na 1:1.

    Festiwal przełamań trwał jednak nadal. Po chwili Anisimova wróciła na prowadzenie, a rywalka poprosiła o przerwę medyczną. Pomoc Chince została udzielona poza kortem. Po powrocie można było zobaczyć solidny bandaż na prawym udzie Wang. Kilkuminutowa rozłąka z rywalizacją nie wytrąciła Amandy z dobrego rytmu. Jako pierwsza utrzymała swoje podanie w drugim secie i wyszła na 3:1. Kolejny fragment przebiegał po myśli turniejowej “4”. W trakcie siódmego rozdania pojawił się nawet break point na 5:2. Ostatecznie nie obejrzeliśmy już ani jednego przełamania w tym meczu. Amerykanka triumfowała 7:6(4), 6:4. W kolejnej fazie zmierzy się ze swoją rodaczką – Jessicą Pegulą. Zwyciężczyni tej rywalizacji zagra w półfinale z kimś z czwórki: Jelena Rybakina, Elise Mertens, Maddison Inglis albo Iga Świątek.

    Iga Świątek odpada z US Open! Anisimova i Auger-Aliassime w półfinale [Day 11]AP© 2025 Associated Press
    Tenisistka w sportowej koszulce i fioletowej czapce z daszkiem stoi na korcie, patrząc przed siebie z poważnym wyrazem twarzy, w tle rozmyta publiczność.

    Iga ŚwiątekMARK AVELLINO / ANADOLU / Anadolu via AFPAFP
    Tenisistka ubrana w białą koszulkę unosi rękę, machając do widowni, z rakietą tenisową trzymaną w tle. Twarz kobiety jest uśmiechnięta, a na szyi ma sportowy wisiorek.

    Amanda AnisimovaHenry NichollsAFP
    Xinyu Wang

    Xinyu WangHU JINGWEN / XINHUA / Xinhua via AFPAFP

  • Rewanż Świątek odroczony. Dwa sety w meczu Pegula – Keys na Rod Laver Arena

    Na poniedziałek zaplanowano spotkania czwartej rundy Australian Open w dolnej części drabinki singla kobiet – tej samej, w której rywalizuje Iga Świątek. Zanim jednak Polka pojawi się na korcie, oczy kibiców zwrócone były na Rod Laver Arena, gdzie jako pierwsze zaprezentowały się dwie Amerykanki: Jessica Pegula i Madison Keys. Ich pojedynek miał istotne znaczenie także z perspektywy potencjalnej ścieżki raszynianki do finału turnieju w Melbourne.

    Tuż po godz. 1:30 czasu polskiego rozpoczął się kolejny dzień rywalizacji w głównej arenie Australian Open. Już inauguracyjne spotkanie zapowiadało się niezwykle ciekawie – o awans do ćwierćfinału walczyły przyjaciółki z reprezentacji USA. Wyżej rozstawiona była Jessica Pegula, turniejowa „szóstka”, jednak to Madison Keys przystępowała do meczu w roli obrończyni tytułu wywalczonego przed rokiem.

    To właśnie Keys w poprzedniej edycji turnieju pokonała po drodze Igę Świątek, mimo że Polka miała wówczas piłkę meczową w półfinale. Tegoroczna drabinka sprawiała, że rewanż na tej samej fazie był możliwy – obie Amerykanki znów znalazły się bowiem w tej samej połówce turnieju. Warunkiem było jednak zwycięstwo Madison nad swoją koleżanką.

    Obie dotarły do czwartej rundy bez straty seta, choć Keys kilkukrotnie musiała ratować się z opresji. Bilans bezpośrednich spotkań przemawiał minimalnie na jej korzyść – 2:1, a dodatkowo 30-latka wygrała dwa ostatnie pojedynki. Co ciekawe, tenisistki zmierzyły się ze sobą także tuż przed ubiegłorocznym Australian Open, w finale turnieju WTA 500 w Adelajdzie. Wówczas górą była Madison, a tamto zwycięstwo okazało się początkiem drogi po jej pierwszy wielkoszlemowy triumf. Teraz Pegula stanęła przed szansą na wyrównanie rachunków.

    Pewna Pegula i koniec marzeń Keys

    Spotkanie rozpoczęło się od serwisu Peguli i od samego początku turniejowa „szóstka” narzuciła swoje warunki. Grała bardzo solidnie, konsekwentnie punktowała błędy rywalki i szybko przejęła inicjatywę. Po pewnie utrzymanym podaniu wywalczyła przełamanie, a chwilę później obroniła własny serwis ze stanu 0–40. Na tablicy wyników zrobiło się 3:0.

    Z czasem Keys zaczęła prezentować się lepiej, poprawiła skuteczność z głębi kortu i w siódmym gemie wykorzystała trzeciego break pointa, łapiąc kontakt. Miała nawet szansę doprowadzić do remisu, lecz przy stanie 4:3 znów zawiodła ją regularność. Pegula błyskawicznie odzyskała przełamanie i przy stanie 5:3 serwowała po zwycięstwo w secie. Choć Keys jeszcze postraszyła, doprowadzając do 30–30, dwie kluczowe akcje należały do starszej z Amerykanek. Pegula zamknęła partię wynikiem 6:3.

    Drugi set rozpoczął się fatalnie dla obrończyni tytułu. Madison miała okazje na prowadzenie, lecz zakończyła gema podwójnym błędem serwisowym, oddając rywalce kolejne przełamanie. Chwilę później Pegula dołożyła następny break i po pięciu gemach prowadziła już 4:1, mając komfortową przewagę.

    Podobnie jak w pierwszym secie Keys próbowała jeszcze odwrócić losy rywalizacji. Zerwała się do walki, miała nawet szansę na wyrównanie przy stanie 3:4. Pegula zachowała jednak spokój, nie pozwoliła na całkowite odrobienie strat i do końca seta kontrolowała wydarzenia na korcie. Ostatecznie zwyciężyła 6:3, 6:4, eliminując turniejową „dziewiątkę”.

    Tym samym Madison Keys nie obroni tytułu wywalczonego przed rokiem, a kibice nie doczekają się jej rewanżowego starcia z Igą Świątek w Melbourne. Niewykluczone jednak, że na drodze Polki stanie inna Amerykanka – Jessica Pegula. Warunkiem jest awans obu tenisistek do półfinału turnieju. W ćwierćfinale Pegula zmierzy się z triumfatorką meczu Amanda Anisimova – Xinyu Wang.

  • Świątek czekała na to 605 dni. Nikt się tego nie spodziewał

    Świątek czekała na to 605 dni. Nikt się tego nie spodziewał

    Mecz Igi Świątek z Anną Kalińską w trzeciej rundzie Australian Open miał znacznie większy ciężar gatunkowy, niż mógłby sugerować sam wynik. Choć zwycięstwo 6:1, 1:6, 6:1 zapewniło Polce awans do czwartej rundy, równie istotny okazał się sam przebieg spotkania. Dla liderki światowego rankingu był to bowiem pierwszy od bardzo dawna pojedynek tak skrajnie nierówny set po secie, a jednocześnie dowód, że potrafi zatrzymać przeciwniczkę, która na moment przejmuje pełną kontrolę nad wydarzeniami na korcie.

    W sobotę Świątek po raz kolejny potwierdziła, że w Melbourne czuje się pewnie. Pokonanie Kalińskiej oznaczało awans do 1/8 finału, ale kluczowe było to, w jaki sposób Polka zareagowała na załamanie gry w drugim secie. Po bardzo szybkim i jednostronnym otwarciu spotkania, przegranym przez Rosjankę 1:6 w zaledwie 24 minuty, role niespodziewanie się odwróciły. Druga partia trwała 40 minut i zakończyła się takim samym wynikiem, lecz na korzyść Kalińskiej. Decydujący set znów należał jednak do Świątek, która w 36 minut zamknęła mecz i nie pozwoliła rywalce rozwinąć skrzydeł.

    Jak pokazują statystyki, w całej dorosłej karierze Igi nie było wcześniej oficjalnego spotkania wygranego w tak nietypowym układzie setów. Na najwyższym poziomie rzadko zdarza się, by zawodniczki aż tak wyraźnie dominowały na zmianę. Tym bardziej ten mecz zapisał się w jej historii jako ewenement.

    Co więcej, był to pierwszy od 605 dni pojedynek, w którym Świątek po pewnym zwycięstwie w pierwszym secie wyraźnie przegrała drugiego (1:6), a mimo to zdołała wrócić na właściwe tory i wygrać cały mecz. Poprzednio podobna sytuacja miała miejsce 29 maja 2024 roku w Paryżu, w drugiej rundzie Roland Garros. Wówczas Polka po ponad trzech godzinach rywalizacji pokonała Naomi Osakę 7:6, 1:6, 7:5, odwracając losy spotkania mimo prowadzenia Japonki 5:2 w trzecim secie i piłki meczowej po jej stronie. Takie zwycięstwa budują nie tylko ranking, ale przede wszystkim odporność mentalną.

    Ostatnie miesiące nie zawsze układały się dla Świątek pomyślnie w meczach o podobnym scenariuszu. Kilkukrotnie zdarzało się, że po wygraniu pierwszego seta Polka traciła kontrolę nad spotkaniem i przegrywała kolejne partie. Tak było chociażby w finale United Cup ze Szwajcarią, gdy uległa Belindzie Bencic 6:3, 0:6, 3:6, czy w fazie grupowej WTA Finals w Rijadzie, gdzie przegrała z Jeleną Rybakiną 6:1, 1:6, 0:6. Podobny przebieg miały również porażki z Madison Keys w półfinale Australian Open 2025 oraz z Julią Putincewą w Wimbledonie 2024.

    Nieco krótszą przerwę – 125 dni – dzielił ją natomiast od ostatniego zwycięstwa w meczu, w którym jeden z setów przegrała 0:6 lub 1:6. We wrześniu ubiegłego roku w finale turnieju WTA 500 w Seulu Świątek odwróciła losy spotkania z Jekateriną Aleksandrową, wygrywając 1:6, 7:6, 7:5. Później przyszły jednak porażki z Bencic, Rybakiną oraz Jasmine Paolini w Wuhanie, gdzie Włoszka rozegrała – jak podkreślały media – jeden z najlepszych meczów sezonu.

    Zwycięstwo nad Kalińską wpisuje się więc w szerszy kontekst jej kariery i pokazuje, że Polka wciąż potrafi odnajdywać rozwiązania w trudnych momentach. Statystyki trzysetowych meczów tylko to potwierdzają. W 2019 roku wygrała 14 z 20 takich spotkań, w pandemicznym sezonie 2020 bilans wyniósł 2–1. Rok później zanotowała wynik 4–5, a w znakomitym sezonie 2022 triumfowała w 16 z 21 trzysetówek. W 2023 roku jej bilans to 9–7, w kolejnym sezonie 13–3, w poprzednim 8–7, a w obecnym – jak na razie – 2–1.

    W poniedziałek Świątek zmierzy się w czwartej rundzie z Maddison Inglis, która do turnieju głównego dostała się przez kwalifikacje. Faworytką pozostaje Polka, dla której będzie to już szósty z rzędu turniej wielkoszlemowy zakończony awansem do drugiego tygodnia rywalizacji. W całej dorosłej karierze tylko siedem razy na 28 startów odpadała przed 1/8 finału Wielkiego Szlema – i aż trzykrotnie miało to miejsce w jej debiutanckim sezonie w 2019 roku.

    Gotowe. Przeredagowałem cały tekst po polsku w spójną, publicystyczną formę, zachowując wszystkie kluczowe fakty, liczby i kontekst sportowo-mentalny, ale nadając mu płynniejszą narrację i wyraźniejsze akcenty analityczne.

  • Co za mecz Świątek o ćwierćfinał Australian Open! Wystarczyło 59 minut

    Co za mecz Świątek o ćwierćfinał Australian Open! Wystarczyło 59 minut

    Stawka ogromna, różnica klas jeszcze większa? Świątek znów przed szansą na szybki awans

    Ćwierćfinał Australian Open to moment, w którym zwykle nie ma już miejsca na przypadek. A jednak niemal dokładnie rok temu Iga Świątek stanęła przed rywalką z bardzo dalekiego miejsca w rankingu i zakończyła sprawę w niespełna godzinę. Wynik 6:0, 6:1 w 59 minut przeszedł do historii turnieju. Pytanie brzmi: czy w Melbourne znów zobaczymy podobny scenariusz?

    W sobotę Iga Świątek udanie przeszła pierwszy poważny sprawdzian podczas Australian Open 2026. W trzeciej rundzie wiceliderka światowego rankingu pokonała Annę Kalinską 6:1, 1:6, 6:1. Starcie z 33. zawodniczką WTA miało momenty trudne i chaotyczne, ale ostatecznie Polka potwierdziła swoją klasę. Teraz jednak – przynajmniej na papierze – przed nią zadanie zdecydowanie łatwiejsze.

    Rywalka z dalekiego miejsca w rankingu

    Maddison Inglis zajmuje dopiero 168. miejsce w rankingu WTA i już sam awans do czwartej rundy Australian Open jest dla niej największym sukcesem w karierze. 28-letnia Australijka wcześniej tylko raz dotarła do trzeciej rundy turnieju wielkoszlemowego – również w Melbourne, w 2022 roku. W pozostałych startach w Wielkim Szlemie nie potrafiła wygrać nawet jednego meczu w głównej drabince.

    Jej najwyższe miejsce w rankingu to 112., a obecna pozycja tylko podkreśla, jak niespodziewany jest ten wynik. Do turnieju głównego Inglis musiała przebijać się przez kwalifikacje, a później stoczyła dwa prawdziwe maratony.

    Maratony, kontuzja rywalki i życiowa szansa

    W pierwszej rundzie po trzech godzinach i trzech minutach walki pokonała rodaczkę Kimberly Birrell 7:6, 6:7, 6:4. Jeszcze dłużej trwało jej starcie z Laurą Siegemund – trzy godziny i 23 minuty, zakończone zwycięstwem 6:4, 6:7, 7:6. Po takich wysiłkach miała zmierzyć się z Naomi Osaką, ale Japonka wycofała się z powodu kontuzji. Inglis bez wychodzenia na kort awansowała do meczu ze Świątek o ćwierćfinał.

    Déjà vu sprzed roku

    Ta historia może wywoływać u kibiców Świątek bardzo konkretne skojarzenia. Dokładnie 20 stycznia 2025 roku Polka mierzyła się w czwartej rundzie Australian Open z Evą Lys – tenisistką notowaną wówczas na 128. miejscu w rankingu, która do turnieju głównego dostała się jako „szczęśliwa przegrana” z kwalifikacji.

    Dla Niemki ukraińskiego pochodzenia był to turniej marzeń, ale na korcie nie było złudzeń. Świątek rozbiła ją 6:0, 6:1 w 59 minut, a pierwszy set trwał zaledwie 24 minuty.

    Pokaz siły, który przeszedł do historii

    Komentatorzy Eurosportu nie kryli zdumienia. Dawid Olejniczak już po kilkunastu minutach meczu zwracał uwagę na przepaść w sile uderzeń. – Ten return Igi był o 20 km/h szybszy niż serwis rywalki – podkreślał. Prędkości serwisów Lys na poziomie 125–134 km/h określił w końcu dosadnie jako „niegodne meczu w cyklu WTA”.

    Trybuny Rod Laver Arena zareagowały… owacją, gdy Lys przy stanie 0:6, 0:3 wygrała honorowego gema. Justyna Kostyra nie bez przesady mówiła wtedy, że stadion świętuje jeden wygrany gem rywalki Świątek.

    Czy historia się powtórzy?

    Kilka minut później Polka była już w ćwierćfinale, a cały mecz nazwano „idealnym treningiem” przed dalszą fazą turnieju. Teraz sytuacja wydaje się uderzająco podobna. Inglis gra najlepszy tenis w życiu, występuje przed własną publicznością i z pewnością wyjdzie na kort bez kompleksów. Ale różnica klas, doświadczenia i jakości gry jest ogromna.

    Nie musi to znów skończyć się wynikiem 6:0, 6:1. Jednak od tenisistki formatu Igi Świątek należy oczekiwać wyraźnego potwierdzenia swojej wyższości. Jeśli Polka zagra na swoim poziomie, scenariusz szybkiego i jednostronnego meczu o ćwierćfinał Australian Open znów wydaje się bardzo realny.

  • Godziny do meczu Świątek. Niebywały komunikat. Oto co może stać się z Polką

    Godziny do meczu Świątek. Niebywały komunikat. Oto co może stać się z Polką

    W poniedziałek około godziny 9:00 naszego czasu wzrok polskich fanów tenisa będzie spoglądał w stronę Rod Laver Areny w Melbourne, na której Iga Świątek powalczy o ćwierćfinał Australian Open z reprezentantką gospodarzy – Maddison Inglis. Do tego pojedynku można odliczać już godziny. Tymczasem organizatorzy pierwszej wielkoszlemowej imprezy w tym sezonie wydali komunikat, w którym poinformowali, co dla Polki oznaczać będzie ewentualne zwycięstwo.
    Iga Świątek na kortach Australian Open

    Iga Świątek na kortach Australian OpenYuichi YAMAZAKI / AFPAFP

    Iga Świątek pokonała już trzy pierwsze szczeble turniejowej drabinki Australian Open. A na każdym z nich czekało na nią zupełnie inne wyzwanie.

    Każdy z trzech setów zakończył się wynikiem 6:1. Zmieniały się jednak ich zwyciężczynie. W pierwszej partii górą była Iga Świątek, drugą wygrała Rosjanka, a na koniec to druga rakieta świata udowodniła swoją wyższość.

    – Były dwa zwroty akcji. (…) Ale szczerze mówiąc nie jestem zaskoczona, bo Anna potrafi grać świetnie. I właśnie to zrobiła w drugim secie. Może ja mogłam go rozpocząć bardziej intensywnie lub zrobić coś innego. Ale właśnie to udało się w trzecim secie. Więc jestem szczęśliwa po tym spotkaniu – tłumaczyła po swoim triumfie nad Kalinską Iga Świątek.

    Rywalką Polki w boju o ćwierćfinał Australian Open mogła być obecna podopieczna jej byłego trenera Tomasza Wiktorowskiego – Naomi Osaka. Mogła, bo Japonka z powodu problemów zdrowotnych niestety wycofała się z rywalizacji. Skorzystała na tym 168. w rankingu WTA reprezentantka gospodarzy Maddison Inglis, która wyjdzie na kort z Igą Świątek, szukając sensacji.

    Głos przed tym pojedynkiem zabrali na łamach oficjalnego serwisu organizatorzy wielkoszlemowej rywalizacji w Melbourne.

    Australian Open. Organizatorzy reagują przed meczem Iga Świątek – Maddison Inglis

    Jak zaznaczono w komunikacie zapowiadającym poniedziałkowe zmagania, Iga Świątek zmierzy się z Maddison Inglis po raz drugi w karierze. Poprzednio obie zawodniczki spotkały się na korcie pięć lat temu, gdy Polka pokonała Australijkę w Adelajdzie. Jeśli tym razem będzie podobnie, naszą 24-latkę może spotkać coś wyjątkowego – zdoła zapisać się w historii.

    Po przetrwaniu zaciętej, trzysetowej rywalizacji z Anną Kalinską, rozstawiona z numerem drugim Iga Świątek kieruje wzrok w stronę możliwości zostania najmłodszą tenisistką, która zanotuje sześć awansów do ćwierćfinałów Wielkiego Szlema z rzędu od czasów Sereny Williams na Wimbledonie w 2003 roku

    Dodali przy tym, że także licząca na wsparcie rodzimej publiczności Maddison Inglis może zapisać się w annałach, jeśli sprawi sensację, ogrywając Igę Świątek. Bo ostatnią Australijką, która zdołała wyeliminować na Australian Open jedną z dwóch najwyżej rozstawionych zawodniczek była Wenyd Turnbull, która w 1980 roku wykluczyła z rywalizacji Martinę Navratilovą.
    Kobieta w sportowej kurtce siedzi przy stole konferencyjnym, mówi do mikrofonu, w tle znajdują się logotypy sponsorskie oraz tło związane z wydarzeniem tenisowym

    Iga Świątek AFP
    Sportowiec w sportowym stroju i białej czapce wykonuje gest dłonią, skupiona twarz wskazuje na koncentrację, tło jest ciemne, co podkreśla sylwetkę.

    Iga ŚwiątekAFP

    Iga Świątek: Z tego jestem najbardziej zadowolona.

  • Klęska Rosjan w Australian Open! Buczenie na koniec, afera. To musisz wiedzieć

    Klęska Rosjan w Australian Open! Buczenie na koniec, afera. To musisz wiedzieć

    Klęska Rosjan w Australian Open! Buczenie na koniec, afera. To musisz wiedzieć
    Mirra Andriejewa, Daniił Miedwiediew i sytuacja po meczu ze Switoliną
    Mirra Andriejewa, Daniił Miedwiediew i sytuacja po meczu ze Switoliną (Foto: Cameron Spencer / Staff, Morgan Hancock / Stringer / Getty Images)

    Działo się! Coco Gauff mimo rewelacyjnego początku niespodziewanie namęczyła się w starciu z Karoliną Muchovą, bo ta sprawiła jej ogromne problemy. W międzyczasie z Australian Open pożegnał się Daniił Miedwiediew, który przeciwko 20-letniemu Amerykaninowi był właściwie bezradny. Kolejny dzień australijskich zmagań dostarczył ogrom emocji, a jeśli cokolwiek przegapiliście, to jest to idealna pora, aby nadrobić zaległości. O ostatnim meczu dnia będzie głośno przez to, co zrobiła Mirra Andriejewa po porażce.

    Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet

    W Melbourne zapada noc, a tym samym zakończył się ósmy dzień zmagań w głównej drabince Australian Open. O tym, co działo się w godzinach nocnych czasu polskiego, nieco więcej przeczytacie tutaj, ale teraz pora podsumować także to, co wydarzyło się później. A mocnych wrażeń po raz kolejny nie brakowało.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo
    Błyskawiczne mecze w Australian Open. I niespodzianka u Daniiła Miedwiediewa

    Niespodzianki nie było w meczu Alexandra Zvereva (3. ATP) z Francisco Cerundolo (21.). Niemiec był faworytem i zdołał pokonać swojego rywala wynikiem 6:2, 6:4, 6:4. Tym samym dołączył tego dnia do Carlosa Alcaraza i awansował do ćwierćfinału imprezy w Melbourne. Niedługo potem dokonał tego również 20-letni Learner Tien (29.). Amerykanin mierzył się z Rosjaninem Daniiłem Miedwiediewem (12.) i sprawił niespodziankę, wygrywając 6:4, 6:0, 6:3.

    Zobacz więcej: Gwiazda wycofała się z Australian Open! Natychmiastowe skutki dla Novaka Djokovicia

    Na koniec dnia u panów byliśmy świadkami pojedynku, który zapowiadał się niezwykle interesująco: Alex De Minaur (6.) mierzył się z Alexandrem Bublikiem (10.). Podobnie jak w poprzednich starciach i tym razem zakończyło się tylko na trzech setach. Australijczyk zwyciężył 6:4, 6:1, 6:1, a ich mecz potrwał zaledwie… 1 godz. 33 min, a to na tym poziomie, między takimi zawodnikami nie zdarza się zbyt często. Należy też wyjaśnić, że w niedzielę z dalszej gry w AO zrezygnował Jakub Mensik. Tym samym Novak Djoković automatycznie awansował do ćwiercfinału.

    Tak Tien zareagował na zwycięstwo z Miewiediewem
    Nagłe problemy Coco Gauff. I afera na koniec dnia po meczu Ukrainki i Rosjanki

    Pora nakreślić, co działo się w turnieju pań. W nocy Aryna Sabalenka (1. WTA) i Iva Jović (27.) awansowały do ćwierćfinałów, a niedługo potem dołączyły do nich Coco Gauff (3.) i Elina Switolina. Amerykanka zaczęła w fantastycznym stylu i zdominowała w pierwszym secie Karolinę Muchovą (19.), triumfując 6:1. Potem jednak zaczęły się problemy. Czeszka wróciła w drugiej partii, wygrała 6:3, a to zwiastowało emocje w decydującej odsłonie.

    Sprawdź też: “To nierealne”. Bitwa pod siatką w Australian Open. Cały stadion zawył z zachwytu

    W niej jednak Gauff stanęła na wysokości zadania i dość pewnie zwyciężyła rezultatem 6:3, awansując tym samym do ćwierćfinału. Na koniec mogliśmy obserwować batalią Eliny Switoliny (12.) z Mirrą Andriejewą (7.). Ukrainka niespodziewanie wyeliminowała 18-letnią Rosjankę 6:2, 6:4, ale głośno jest nie tylko o samym wyniku. Panie po meczu nie podziękowały sobie za grę, a to spotkało się z buczeniem na trybunach. Zobaczcie sami.

    Tak zakończył się mecz Eliny Switoliny z Mirrą Andriejewą

  • Szok w Melbourne, trener Sabalenki z podbitym okiem. Tenisistka przemówiła

    Szok w Melbourne, trener Sabalenki z podbitym okiem. Tenisistka przemówiła

    Aryna Sabalenka znów jest w centrum uwagi w Melbourne, choć tym razem nie tylko za sprawą pewnego awansu do ćwierćfinału Australian Open. Po zwycięstwie nad Victorią Mboko więcej niż o jej grze mówiło się o… podbitym oku trenera Białorusinki. Liderka światowego rankingu szybko zabrała głos i wyjaśniła, skąd wzięła się tajemnicza “kontuzja” w jej sztabie.
    Zbliżenie na kobietę w sportowym stroju podczas wydarzenia sportowego, z uniesioną ręką i skupionym wyrazem twarzy, w lewym górnym rogu wstawka z mężczyzną w białej czapce z napisem na policzku.

    Aryna Sabalenka tłumaczyła podbite oko treneraX/RottenKnee23, DAVID GRAYAFP

    Aryna Sabalenka przebywa obecnie w Melbourne, gdzie walczy o piąte w karierze trofeum wielkoszlemowe. Liderka światowego rankingu Australian Open rozpoczęła bardzo pewnie i w niedzielę zameldowała się w ćwierćfinale singla kobiet, pokonując w dwóch setach utalentowaną Victorię Mboko. Choć sportowo Białorusinka znów potwierdziła swoją klasę, to uwagę dziennikarzy i kibiców przykuło coś zupełnie innego niż rywalizacja na korcie – podbite oko jednego z jej trenerów.

    Liderka światowego rankingu wygrała z Kanadyjką 6:1, 7:6(1), kontrolując wydarzenia na korcie przez większość spotkania. Od stanu 1:1 w pierwszym secie wygrała pięć gemów z rzędu, pokazując siłę i agresję, z których słynie. Więcej emocji przyniosła druga partia. Prowadząc 4:1, pozwoliła rywalce wrócić do gry, nie wykorzystała czterech piłek meczowych przy stanie 5:4 i o awansie musiał zadecydować tie-break. Tam jednak Sabalenka nie pozostawiła złudzeń.

    Trener Aryny Sabalenki z podbitym okiem i szwami. Białorusinka musiała się tłumaczyć

    W trakcie spotkania kamery telewizyjne regularnie pokazywały jednak nie tylko kort, ale i lożę trenerską. Przygotowujący fizycznie Sabalenkę Jason Stacy pojawił się z wyraźnym siniakiem pod okiem, szwami oraz napisem na twarzy “I like pain” (“lubię ból”). To natychmiast uruchomiło lawinę spekulacji w mediach społecznościowych.

    Po meczu 27-letnia tenisistka z Mińska postanowiła rozwiać wszelkie wątpliwości. Jak wyjaśniła, “kontuzja” jej szkoleniowca nie ma nic wspólnego z tenisem. Do incydentu doszło kilka dni wcześniej na siłowni. “Bawiliśmy się takim dość elastycznym kijem” – zdradziła Sabalenka z rozbawieniem. “Ja lubię ból na korcie, on lubi ból poza nim. Taki mamy zespół. Zawsze dobrze się bawimy. Wszystko jest w porządku, goi się naprawdę szybko” – dodała.

    Nie jest wcale niespodziankę, że Sabalenka i Stacy mają swoje rytuały przedmeczowe. Zawodniczka zwykle składa autograf na łysinie trenera na szczęście. Tym razem napis pojawił się… pod okiem.

    Przypomnijmy, że Sabalenka triumfowała w Melbourne w 2023 i 2024 roku, a w poprzedniej edycji przegrała w finale z Madison Keys. W ćwierćfinale zagra we wtorek z rozstawioną z numerem “29” Amerykanką Ivą Jović.
    Kobieta ubrana w sportowy strój tenisowy trzyma rakietę, uśmiecha się i unosi otwartą dłoń w geście pozdrowienia podczas meczu tenisowego.

    Aryna SabalenkaDavid GrayAFP
    Aryna Sabalenka

    Aryna SabalenkaHarry How/Getty Images/AFPAFP
    Tenisistka w kolorowej sportowej sukience wykonuje dynamiczne uderzenie piłki rakietą na korcie tenisowym, skupiona na grze, w tle widoczna niebieska nawierzchnia kortu.

    Aryna SabalenkaIZHAR KHANAFP

    „Pragnę pokoju” – Sabalenka odpowiada na słowa

  • Szok w Melbourne, trener Sabalenki z podbitym okiem. Tenisistka przemówiła

    Szok w Melbourne, trener Sabalenki z podbitym okiem. Tenisistka przemówiła

    Aryna Sabalenka ponownie znalazła się w centrum zainteresowania podczas Australian Open w Melbourne, choć tym razem powody wykraczały poza sam wynik sportowy. Po pewnym awansie do ćwierćfinału turnieju więcej niż o jej dominacji na korcie mówiło się o… podbitym oku jednego z członków jej sztabu szkoleniowego. Liderka światowego rankingu szybko postanowiła zabrać głos i wyjaśnić, skąd wzięła się tajemnicza „kontuzja” jej trenera.

    Białorusinka kontynuuje walkę o piąty w karierze tytuł wielkoszlemowy i od pierwszych meczów w Melbourne prezentuje wysoką formę. W niedzielnym spotkaniu czwartej rundy Sabalenka pokonała utalentowaną Victorię Mboko 6:1, 7:6(1), potwierdzając, że ponownie jest jedną z głównych faworytek do końcowego triumfu. Od stanu 1:1 w pierwszym secie wygrała pięć gemów z rzędu, narzucając rywalce swoje tempo i pokazując charakterystyczną dla siebie agresję.

    Druga partia była już bardziej wymagająca. Sabalenka prowadziła 4:1, jednak pozwoliła Kanadyjce odrobić straty. Przy stanie 5:4 nie wykorzystała czterech piłek meczowych, przez co o losach awansu musiał rozstrzygnąć tie-break. W decydującym fragmencie meczu liderka rankingu WTA nie pozostawiła jednak złudzeń, wygrywając go zdecydowanie i przypieczętowując miejsce w ćwierćfinale.

    Mimo sportowego sukcesu kamery telewizyjne często kierowały się nie tylko na kort, lecz także na lożę trenerską Sabalenki. Uwagę przykuwał przede wszystkim Jason Stacy, trener przygotowania fizycznego Białorusinki, który pojawił się z wyraźnym siniakiem pod okiem, szwami oraz charakterystycznym napisem na twarzy: „I like pain” („Lubię ból”). Ten widok natychmiast wywołał falę spekulacji i komentarzy w mediach społecznościowych.

    Po meczu Sabalenka postanowiła uciąć wszelkie domysły. Z uśmiechem wyjaśniła, że uraz jej szkoleniowca nie ma nic wspólnego ani z tenisem, ani z żadnym poważnym incydentem. Do wszystkiego doszło kilka dni wcześniej na siłowni. – Bawiliśmy się takim dość elastycznym kijem – zdradziła tenisistka. – Ja lubię ból na korcie, on lubi ból poza nim. Taki mamy zespół. Zawsze dobrze się bawimy. Wszystko jest w porządku, goi się naprawdę szybko – dodała, rozbrajając szczerością.

    Relacja Sabalenki z Jasonem Stacy’m od dawna znana jest z nietypowych rytuałów i luźnej atmosfery. Zawodniczka regularnie podpisuje się markerem na łysinie trenera na szczęście przed meczami. Tym razem jednak napis trafił… pod oko, co tylko podsyciło zainteresowanie całej sytuacji.

    Warto przypomnieć, że Sabalenka triumfowała w Australian Open w latach 2023 i 2024, a w poprzedniej edycji dotarła aż do finału, gdzie musiała uznać wyższość Madison Keys. Teraz ponownie celuje w końcowy sukces. W ćwierćfinale, zaplanowanym na wtorek, zmierzy się z rozstawioną z numerem 29 Amerykanką Ivą Jović.