• Prośba Igi Świątek w Melbourne odrzucona. Bezlitosna decyzja ws. Polki

    Prośba Igi Świątek w Melbourne odrzucona. Bezlitosna decyzja ws. Polki

    Iga Świątek tegoroczny Australian Open rozpoczęła od pokonania Yue Yuan, w drugiej rundzie poradziła sobie z kolei z Marie Bouzkovą. Pierwszego seta przegrała w spotkaniu przeciwko Annie Kalinskiej, Rosjanka wówczas szybko podniosła się po porażce w partii inaugurującej spotkanie (1:6), oddała Polce zaledwie jednego gema. Trzeci set był już popisem wiceliderki rankingu WTA, która przypieczętowała awans do kolejnej rundy.

    “Były dwa zwroty akcji. (…) Ale szczerze mówiąc nie jestem zaskoczona, bo Anna potrafi grać świetnie. I właśnie to zrobiła w drugim secie. Może ja mogłam go rozpocząć bardziej intensywnie lub zrobić coś innego. Ale właśnie to udało się w trzecim secie. Więc jestem szczęśliwa po tym spotkaniu” – mówiła Świątek podczas pomeczowej konferencji prasowej.

    Kibice śledzący zmagania w Melbourne liczyli na to, że w czwartej rundzie dojdzie do starcia Polki z Naomi Osaką, prowadzoną obecnie przez byłego trenera Świątek, Tomasza Wiktorowskiego. Japonka wycofała się przed meczem z kwalifikantką Maddison Inglis, ta automatycznie zameldowała się w czwartej rundzie, w której trafiła na Igę Świątek.

    Australian Open. Iga Świątek chciała grać w ciągu dnia

    Mecz Polki z Australijką zaplanowano na jako pierwszy w sesji nocnej (czyli od godz. 9 rano czasu polskiego) na Rod Laver Arena, a na kilka godzin przed rozpoczęciem tego spotkania wyszły na jaw kulisy ustalania harmonogramu meczów. Ujawnił je Jim Courier – były amerykański tenisista, który w Melbourne pracuje jako ekspert. W rozmowie na antenie Tennis Channel przyznał, że niedzielne rozmowy nad rozpiską spotkań trwały bardzo długo.

    “Toczyła się ogromna walka, ponieważ Świątek chciała meczu w ciągu dnia. Australijska stacja, dla której również tu pracuję, desperacko chciała, żeby Australijka grała w prime time (a więc wieczorem czasu lokalnego – przyp. red.). Właśnie za to płacą duże pieniądze” – powiedział.

    To była długa, przeciągająca się walka. Mogę powiedzieć, że trwała do ostatniej chwili. W końcu Kanał 9 dostał to, czego chciał. I czego chce również turniej. A Iga nie dostała tego, czego chciała. Ale takie są kulisy na takich turniejach

    Courier wyznał również, że nie wie, dlaczego Polce tak zależało na rozegraniu meczu w ciągu dnia. Szczególnie, że przed nami decydujące fazy turnieju, czyli spotkania będą rozgrywane głównie w sesjach nocnych. “A tak przy okazji, jej granie o 11:30 rano to katastrofa dla Europy. Tam skąd pochodzi, to dla nich środek nocy” – dodał.

    Nie jest jednak tajemnicą, że Świątek woli grać za dnia, niż wieczorami. Jak w przeszłości zauważali eksperci, warunki panujące w sesjach nocnych mniej sprzyjają stylowi gry Polki, stąd prawdopodobnie takie preferencje pochodzącej z Raszyna tenisistki.
    Iga Świątek odwróciła losy meczu drugiej rundy z Danielle Collins na Australian Open 2024 w spektakularny sposób

    Iga ŚwiątekANTHONY WALLACE / AFPAFP
    Zawodniczka tenisowa w czarno-różowym stroju i różowej czapce okazuje radość po zdobyciu punktu, ściskając pięść i patrząc z determinacją w stronę boiska.

    Iga ŚwiątekAFP
    Tenisistka w sportowym stroju trzymająca rakietę na korcie, skupiona na meczu, w tle rozmyte trybuny z kibicami.

    Iga ŚwiątekMinas Panagiotakis / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

    Konrad Niedźwiedzki: Nasi reprezentanci od początku tego roku spisują się świetnie. WIDEOPolsat SportPolsat Spor

  • Prośba Igi Świątek w Melbourne odrzucona. Bolesna decyzja, Polka musi się z tym pogodzić

    Prośba Igi Świątek w Melbourne odrzucona. Bolesna decyzja, Polka musi się z tym pogodzić

    Iga Świątek mimo chwilowych problemów zdołała uporać się z Anną Kalinską i awansować do czwartej rundy Australian Open. Tam jej rywalką została Maddison Inglis – reprezentantka gospodarzy, której narodowość odegrała istotną rolę przy ustalaniu godziny spotkania. Kulisy tej decyzji ujawnił były tenisista Jim Courier. Amerykanin, dziś ekspert telewizyjny, zdradził, że prośba wiceliderki rankingu WTA została odrzucona. Polka musiała pogodzić się z faktem, że na największych turniejach jej preferencje nie zawsze będą decydujące.

    Świątek tegoroczny Australian Open rozpoczęła bardzo solidnie. W pierwszej rundzie pokonała Yue Yuan, a w drugiej bez większych problemów poradziła sobie z Marie Bouzkovą. Najwięcej emocji przyniósł jednak mecz trzeciej rundy przeciwko Annie Kalinskiej. Spotkanie miało nietypowy przebieg – Polka rozpoczęła znakomicie, wygrywając pierwszego seta 6:1, by w drugiej partii zupełnie oddać inicjatywę Rosjance i przegrać 1:6. Decydujący set należał już jednak w pełni do wiceliderki rankingu WTA, która zdominowała rywalkę i pewnie przypieczętowała awans do kolejnej rundy.

    – Były dwa zwroty akcji, ale szczerze mówiąc nie jestem zaskoczona, bo Anna potrafi grać świetnie. I właśnie to zrobiła w drugim secie. Może mogłam rozpocząć go bardziej intensywnie albo spróbować czegoś innego. To udało się w trzecim secie, dlatego jestem szczęśliwa po tym meczu – mówiła Świątek podczas konferencji prasowej.

    Wielu kibiców w Melbourne liczyło, że w czwartej rundzie dojdzie do hitowego starcia Polki z Naomi Osaką, trenowaną obecnie przez byłego szkoleniowca Świątek, Tomasza Wiktorowskiego. Japonka niespodziewanie wycofała się jednak przed meczem z kwalifikantką Maddison Inglis, dzięki czemu Australijka bez gry zameldowała się w czwartej rundzie i to ona stanęła naprzeciw Igi.

    Australian Open. Kulisy walki o godzinę meczu

    Spotkanie Świątek z Inglis zaplanowano jako pierwszy mecz sesji nocnej na Rod Laver Arena, co oznaczało rozpoczęcie rywalizacji około godziny 9:00 czasu polskiego. Na kilka godzin przed pierwszą piłką na jaw wyszły kulisy ustalania harmonogramu, o których opowiedział Jim Courier na antenie Tennis Channel. Jak przyznał, rozmowy nad niedzielną rozpiską trwały wyjątkowo długo.

    – Toczyła się ogromna walka, ponieważ Świątek chciała grać w ciągu dnia. Australijska stacja, dla której również tu pracuję, desperacko chciała, by Australijka wystąpiła w prime time. Właśnie za to płacą ogromne pieniądze – ujawnił były lider rankingu ATP.

    Courier dodał, że negocjacje przeciągały się do samego końca. – To była długa i wyczerpująca batalia. Ostatecznie Kanał 9 dostał to, czego chciał, podobnie jak organizatorzy turnieju. Iga nie dostała tego, na czym jej zależało. Takie są realia wielkich imprez – podkreślił.

    Amerykanin przyznał również, że nie do końca rozumie, dlaczego Polce tak bardzo zależało na grze w sesji dziennej, zwłaszcza że w decydujących fazach turnieju większość spotkań i tak rozgrywana jest wieczorami. – A swoją drogą, granie o 11:30 rano czasu lokalnego to katastrofa dla Europy. Dla kibiców z jej kraju to środek nocy – zauważył.

    Nie jest jednak tajemnicą, że Świątek od dawna preferuje mecze rozgrywane za dnia. Eksperci wielokrotnie podkreślali, że warunki panujące podczas sesji nocnych – wolniejsza nawierzchnia, cięższe piłki i inna wilgotność powietrza – nie zawsze sprzyjają jej agresywnemu stylowi gry.

    Aktualizacja

    Mimo gry w nielubianej przez siebie sesji nocnej Iga Świątek nie pozostawiła żadnych wątpliwości. Polka koncertowo rozprawiła się z Maddison Inglis, oddając Australijce zaledwie trzy gemy i pewnie zameldowała się w ćwierćfinale Australian Open.

  • Tak wygląda ranking WTA po błyskawicznym awansie Świątek

    Tak wygląda ranking WTA po błyskawicznym awansie Świątek

    Iga Świątek w ćwierćfinale Australian Open. Pokaz siły i ważne punkty do rankingu

    Iga Świątek bez większych problemów zameldowała się w ćwierćfinale Australian Open. W poniedziałkowym meczu czwartej rundy wiceliderka światowego rankingu WTA nie dała żadnych szans Maddison Inglis, wygrywając 6:0, 6:3. Różnica klas pomiędzy Polką a notowaną w drugiej setce Australijką była widoczna od pierwszych piłek.

    Spotkanie na korcie trwało zaledwie 72 minuty i miało jednostronny przebieg. Wynik pierwszego seta – 6:0 – najlepiej oddaje dominację 24-letniej Polki, która po raz pierwszy w tegorocznej edycji turnieju wygrała partię do zera. Inglis była bezradna wobec regularności, tempa i precyzji gry Świątek, a jedynej szansy na zdobycie gema w inauguracyjnej odsłonie nie potrafiła wykorzystać.

    Kontrola od początku do końca

    Świątek bardzo dobrze weszła w mecz i niemal natychmiast przejęła pełną kontrolę nad wydarzeniami na korcie. Australijska kwalifikantka, która przed Australian Open zajmowała 168. miejsce w rankingu WTA, nie była w stanie dotrzymać kroku jednej z najlepszych tenisistek świata. Polka pewnie wygrywała swoje gemy serwisowe, a przy returnie regularnie wywierała presję na rywalce.

    Drugi set rozpoczął się wprawdzie od przełamania serwisu Świątek, ale była to tylko chwilowa zadyszka. Polka błyskawicznie odrobiła stratę i ponownie zaczęła narzucać swoje warunki. Inglis grała odważniej niż w pierwszej partii, częściej utrzymywała własne podanie i nawet wypracowała break pointa, jednak kluczowe akcje znów należały do faworytki. Świątek zamknęła spotkanie wynikiem 6:3, potwierdzając awans do najlepszej ósemki turnieju.

    Rybakina kolejną rywalką

    Jeszcze przed rozpoczęciem meczu było jasne, że zwyciężczyni pojedynku Świątek – Inglis w ćwierćfinale trafi na Jelenę Rybakinę. Reprezentantka Kazachstanu również szybko uporała się ze swoją rywalką, pokonując Elise Mertens 6:1, 6:4.

    Starcie Świątek z Rybakiną zapowiada się jako jedno z najciekawszych w tej fazie turnieju. Będzie to już ich dwunasty bezpośredni pojedynek. Dotychczasowy bilans jest bardzo wyrównany, choć minimalnie na korzyść Polki, która wygrała sześć takich spotkań. Ich mecze regularnie należą do najbardziej intensywnych i stoją na najwyższym poziomie.

    Ranking: Sabalenka poza zasięgiem, ale strata może się zmniejszyć

    Awans do ćwierćfinału oznacza dla Świątek kolejne cenne punkty do rankingu WTA. Choć już wcześniej było wiadomo, że nawet triumf w finale Australian Open nie pozwoli jej wyprzedzić Aryny Sabalenki, Polka wciąż może znacząco zmniejszyć dystans do liderki.

    W czołówce rankingu nie doszło do większych przetasowań, ponieważ w turnieju nadal pozostają tenisistki z pierwszej szóstki światowego zestawienia. Z grona najlepszej dziesiątki odpadła natomiast Madison Keys, która nie obroni tytułu wywalczonego przed rokiem. W rankingu „na żywo” Amerykanka spadła na 15. miejsce i może zostać jeszcze wyprzedzona przez Ivę Jović – pod warunkiem że młoda tenisistka sensacyjnie pokona Sabalenkę.

    To właśnie liderka rankingu WTA ma w Melbourne najwięcej do stracenia, ponieważ rok temu dotarła do finału. Jedno jest jednak pewne: po zakończeniu Australian Open Sabalenka pozostanie numerem jeden na świecie. Świątek musi natomiast oglądać się za siebie – jej drugiej pozycji zagraża Amanda Anisimowa oraz Coco Gauff. Obie Amerykanki mogłyby ją wyprzedzić tylko w przypadku końcowego triumfu w turnieju.

    Ranking WTA „na żywo” po meczu Świątek – Inglis:

    • Aryna Sabalenka – 10 120 pkt (maks. 11 690)
    • Iga Świątek – 7 978 pkt (maks. 9 548)
    • Amanda Anisimowa – 6 680 pkt (maks. 8 250)
    • Coco Gauff – 6 423 pkt (maks. 7 993)
    • Jelena Rybakina – 6 040 pkt (maks. 7 610)
    • Jessica Pegula – 5 753 pkt (maks. 7 323)
    • Mirra Andriejewa – 4 731 pkt
    • Jasmine Paolini – 4 267 pkt
    • Belinda Bencic – 3 342 pkt
    • Jekaterina Aleksandrowa – 2 983 pkt
  • Tak potraktowali Igę Świątek. Zaiskrzyło po tym, co zrobiła Collins

    Tak potraktowali Igę Świątek. Zaiskrzyło po tym, co zrobiła Collins

    Iga Świątek była jak walec w 1/8 finału Australian Open z kwalifikantką Maddison Inglis, a miejscowi kibice euforią przyjmowali każdy punkt zdobyty przez ich rodaczkę. Polka nie wiedziała, czego spodziewać się z ich strony, bo rok temu m.in. obrzucali obelgami topowego tenisistę, a jej były trener ostrzegał teraz przed “nie zawsze fajnymi zachowaniami”. Po wygranej 6:0, 6:3 zaś przyznał, że to właśnie publiczność była jedyną pułapką czyhającą na Świątek.
    AO2026
    Eurosport

    Iga Świątek przegrała może z Australijczykami w niedzielę bitwę, ale dzień później wygrała wojnę. Wiceliderka światowego rankingu nie zdołała przekonać organizatorów, by zezwolili jej po raz pierwszy w tej edycji wielkoszlemowego turnieju w Melbourne zagrać w sesji dziennej, ale dzień później wyeliminowała będącą ich ostatnią nadzieją na triumf w kobiecym singlu Maddison Inglis i dodatkowo zepsuła im narodowe święto. I choć niewątpliwie miała przeciwko sobie zdecydowaną większość osób na trybunach, to po meczu nie zgotowali jej takiej reakcji jak rok temu Danielle Collins.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Świątek takiego meczu nigdy wcześniej nie grała. Obelgi i buczenie kontra euforia. “Nieraz odgrywa w tym swoją rolę alkohol”

    Świątek nigdy wcześniej nie grała w Australian Open przeciwko reprezentantce gospodarzy.

    – To nie są zawsze ładne zachowania. Ale atmosfera jest – opowiadał w studiu Eurosportu przed rozpoczęciem pojedynku Świątek – Inglis Piotr Sierzputowski, były trener Polki.

    Przekonał się o tym choćby rok temu Jack Draper, gdy mierzył się z Thanasim Kokkinakisem. Brytyjczyk nasłuchał się wtedy wielu obelg, miejscowi fani wiwatowali po jego niecelnych pierwszych podaniach, co uznaje się w tenisie za zachowanie mocno nietaktowne. Sędzia Marijana Veljovic miała zaś czasem problem z opanowaniem żywiołowego tłumu, który wtedy za wszelką cenę próbował pomóc swojemu ulubieńcowi w zaciętej pięciosetowej batalii.

    – Czy to było najgorsze twoje doświadczenie na korcie? – spytał potem na konferencji Drapera jeden z dziennikarzy, a ten potwierdził. Ale nie tylko nie pozwolił, aby te wszystkie prowokacje go wybiły z rytmu, a nawet wykorzystał je jako dodatkową motywację i kilka razy przykładał wymownie palec do ucha.

    I nie jest to odosobniony przypadek. Prowokacyjną grę z kibicami w Melbourne podjęła też rok temu Danielle Collins, która po wywiadzie po meczu z Australijką Destanee Aiavą została mocno wybuczana. A stacja ABC News opublikowała wtedy materiał, w którym pokazywała, jak na przestrzeni lat zmieniło się zachowanie australijskich kibiców. Kiedyś wychwalanych za swojego zachowanie, a którym w ostatnim czasie coraz częściej zdarzały się też mniej chlubne momenty. – Nieraz odgrywa w tym swoją rolę alkohol – wskazał jeden z wypowiadających się w materiale ekspertów.

    W poniedziałek jednak australijscy kibice pokazali tę przyjazną twarz. Oczywiście, wyraźnie opowiedzieli się po stronie skazywanej na pożarcie i 168. na liście WTA Inglis, ale przy tym nie przejawiali żadnych agresywnych zachowań wobec Świątek. Być może wpływ na to miała właśnie tenisowa przepaść dzieląca obie zawodniczki. Oraz nastawienie samej Australijki, która już za sprawą awansu do 1/8 finału odniosła niespodziewany życiowy sukces.

    Przed pierwszą akcją meczu podskakiwała z szerokim uśmiechem na twarzy. Wraz z kolejnymi straconymi gemami było jej coraz mniej do śmiechu. Ale gdy wygrała pierwszego gema – po przegraniu pierwszej partii 0:6 – to wzniosła ręce w geście zwycięstwa i cieszyła się tak, jakby co najmniej wygrała seta. Kibice od początku przyjęli tę konwencję i z wielkim entuzjazmem przyjmowali każdy punkt zdobyty przez zawodniczkę, której nikt na tym etapie turnieju się nie spodziewał.

    Cudu nie było. Świątek dopisała na swoje konto 326. wygrany mecz w tourze (przy 80 przegranych), a Inglis 26. porażkę (przy zaledwie siedmiu zwycięstwach). Sierzputowski przyznał potem, że Australijka nie miała narzędzi do męczenia Polki. I dodał, że jedyną pułapką mogło być zbyt mocne zwracanie uwagi na reakcję trybun.

    – Bo po każdej wygranej piłce Australijki było głośno. Jestem prawie pewien, że Iga mogła czuć wibracje na korcie – wskazał.

    Nawet jeśli jednak Świątek je czuła, to nie dała im się wybić z rytmu. W przeszłości grała już przeciwko zawodniczkom gospodarzy podczas Roland Garros i US Open. Co prawda publiczność w Paryżu i Nowym Jorku też potrafi dać się mocno we znaki rywalom – odpowiednio – Francuzów i Amerykanów, ale Polka nigdy nie miała z nimi tak nieprzyjemnych sytuacji jak choćby ta Drapera sprzed roku w Melbourne.
    Świątek długo negocjowała z organizatorami. Nie było wpadki. Zepsute święto

    Przed poniedziałkowym meczem zaś 24-latce narazili się organizatorzy. Nie ukrywa ona, że zdecydowanie woli występować podczas sesji dziennych, a w tegorocznej edycji Australian Open wszystkie mecze grała wieczorem. Przed spotkaniem z Inglis Jim Courier opowiadał w Tennis Channel, że Polka długo walczyła, by jej mecz 1/8 finału odbył się w pierwszej części dnia. Często życzenia topowych zawodników dotyczące pory rozgrywania spotkania są uwzględniane, ale tym razem tak nie było.

    O ile można zrozumieć chęć sześciokrotnej triumfatorki wielkoszlemowej, by wreszcie uniknąć wieczornej sesji, to też trudno było się spodziewać, że będący nadawcą Channel 9 zrezygnuje z tego, by pokazać mecz ostatniej australijskiej singlistki w turnieju w najlepszym czasie antenowym.

    – Granie wieczorami to kwestia zbieranie doświadczenia. Iga (za czasów naszej współpracy – red.) wydawała się radzić sobie z tym całkiem nieźle, ale zdarzały się wpadki. Trudno było potem wskazać, co wtedy zaważyło – wspominał Sierzputowski.

    Tym razem jednak ani przez chwilę nie groziła jej taka wpadka. W związku z tym odprawiła ostatnią nadzieję Australijczyków na triumf w tej edycji zawodów w Melbourne. A jakby tego było mało, to zrobiła to w Dniu Australii. Kibice jednak wyraźnie po meczu pokazali, że nie mieli jej tego za złe. Ciekawić może zaś, czy będą ją wspierać w hitowym ćwierćfinale, w którym zmierzy się z reprezentującą Kazachstan Jeleną Rybakiną.

    Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
    Google News Facebook Instagram YouTube X TikTok

  • Świątek zatrzymana, powtórka na Rod Laver Arena. Australijka dołączyła do Niemki

    Świątek zatrzymana, powtórka na Rod Laver Arena. Australijka dołączyła do Niemki

    Po wygranej 6:0 w pierwszym secie mało kto prawdopodobnie spodziewł się, że Maddison Inglis rozpocznie drugą partię od wygranego gema, a do tego przełamania Igi Świątek. Chociaż sytuacja była bardzo trudna, Australijka szalała wręcz z radości. Doszło tym samym do powtórki sprzed roku na Rod Laver Arena. Wówczas w centrum uwagi znalazła się Eva Lys. Ostatecznie Inglis przegrała 0:6, 3:6 i pożegnała się z Australian Open. Szczęśliwe chwile na pewno zapiszą się jednak na długo w jej pamięci.
    Dwie tenisistki świętujące zwycięstwo na korcie, obie uśmiechnięte, jedna z uniesionymi ramionami, druga zaciśniętą pięścią wyrażającą radość, tło z rozmazanym napisem.

    Tak Eva Lys i Maddison Inglis cieszyły się z pierwszego wygranego gema przeciwko Idze Świątek na AOMARTIN KEEP / WILLIAM WEST / AFPAFP

    Wyjątkowo nietypowy przebieg miało spotkanie 1/8 finału pomiędzy Igą Świątek i Maddison Inglis. Szanse kwalifikantki na pokonanie drugiej rakiety świata nie wyceniane były zbyt wysokie, a różnicę klas na korcie Raszynianka zaznaczyła bardzo szybko.

    Raszynianka rozbiła Australijkę w pierwszym secie 6:0 i nikt już chyba nie stawiał, że w poniedziałek na Rod Laver Arena może dojść do zwrotu akcji i sensacji. Mimo to w drugiej partii 28-latka postawiła Polce nieco trudniejsze warunki.

    Wielka radość Maddison Inglis. Świątek przegrała akcję, Australijka zachwycona

    Kompletnie niespodziewanie seta Inglis rozpoczęła od przełamania Igi, co publiczność zgromadzona na stadionie nagrodziła głośnym aplauzem. Wyjątkowo poruszona była także sama tenisistka, która choć została rozbita w pierwszym secie do zera, promieniała wręcz ze szczęścia. W końcu udało jej się urwać sześciokrotnej mistrzyni wielkoszlemowej gema i do tego ją przełamać po “bajglu”.

    Ostatecznie Australijka poległa 0:6, 3:6, jednak jej rozczulająca wręcz reakcja po pierwszym wygranym gemie, jak również po kilku innych udanych akcjach z pewnością zapadnie w pamięci na długo. Aż przypomina się spotkanie Evy Lys z Igą Świątek z ubiegłego sezonu.

    Inglis jak Eva Lys. Tak Niemka świętowała wygranego gema przeciwko Świątek

    Na tym samym etapie na Rod Laver Arena Niemka po raz drugi w karierze mierzyła się z Polką i została wręcz zmieciona z kortu. Świątek wygrała po 59 minutach 6:0, 6:1. Mimo brutalnego wyniku radość Lys z gema wygranego w drugim secie, a tym samym uniknięcia popularnego “rowerka” była ogromna. Wystarczy spojrzeć na kadry z tamtego momentu. Można powiedzieć, że we wtorek Australijka “dołączyła” do Niemki, biorąc pod uwagę emocjonalną reakcję.
    Tenisistka ubrana w sportowy strój i opaskę na głowie zaciska pięść w geście triumfu podczas meczu na korcie, trzymając rakietę tenisową.

    Eva LysIMAGO/Juergen HasenkopfNewspix.pl

    W ćwierćfinale Świątek zmierzy się z Jeleną Rybakiną. Będzie miała tym samym okazję zrewanżować jej się za porażkę z WTA Finals. Wówczas to Kazaszka triumfowała 3:6, 6:1, 6:0.
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce wykonująca gest zaciśniętej pięści w geście triumfu lub determinacji podczas meczu tenisowego.

    Iga ŚwiątekCHOLEWINSKI MARCINNewspix.pl
    Zawodniczka tenisa w sportowym stroju rozmawia uśmiechnięta z mężczyzną po drugiej stronie bandy, trzymając w jednej dłoni rakietę tenisową, a w drugiej ręcznik.

    Maddison InglisMartin KeepAFP

  • Świątek nie przypominała samej siebie. Takie obrazki to rzadkość

    Świątek nie przypominała samej siebie. Takie obrazki to rzadkość

    na tyle gemów było stać Maddison Inglis w meczu z Igą Świątek. Polka bez większych problemów uporała się z reprezentantką gospodarzy, dzięki czemu w ćwierćfinale Australian Open zagra z Jeleną Rybakiną. W trakcie poniedziałkowego pojedynku momentami nasza tenisistka pozwała sobie na zagrania, których na co dzień nie oglądamy w jej repertuarze. Jedno z nich wywołało niemałe poruszenie.
    Tenisistka w sportowym stroju i czapce, trzymająca rakietę, wyrażająca silne emocje na korcie, w tle zbliżenie na akcję na korcie tenisowym.

    Iga Świątek, Australian OpenAsanka Brendon Ratnayake/Associated Press/East News / zrzut ekranuEast News

    W 1/8 finału Australian Open na drodze Igi Świątek niespodziewanie pojawiła się Maddison Inglis (168. WTA). Australijka wskoczyła do tej rundy po tym, jak z turnieju wycofała się Naomi Osaka. Tym sposobem reprezentantka gospodarzy stanęła przed szansą na awans do ćwierćfinału.

    Marzenia z głowy szybko wybiła jej jednak druga rakieta świata. W pierwszym secie mistrzyni ostatniej edycji Wimbledonu nie pozwoliła wyszarpać rywalce ani jednego gema, notując kolejnego “bajgla” w Wielkim Szlemie. Dopiero na początku drugiej odsłony Inglis cieszyła się z wygranego gema.

    Iga Świątek – Coco Gauff. Skrót meczuPolsat Sport

    Ależ zagranie Świątek. Tego nie widzimy na co dzień

    I w tym przypadku stwierdzenie “cieszyła się” jest jak najbardziej adekwatne. Australijka dosłownie wybuchła z radości. Wiedziała, że tego dnia nie może liczyć na zbyt wiele. “Po zmianie stron, gdy Inglis doczekała się swojego punktu, na trybunach zapanowała ogromna euforia. W taki sposób Australijczycy chcieli wspomóc swoją reprezentantkę” – relacjonował Mateusz Stańczyk z Interii Sport.

    W tym starciu Iga Świątek czuła się naprawdę pewna siebie. Doskonale świadczy o tym to, co stało się w czwartym gemie drugiego seta. Przy wyniku 30:15 (z perspektywy Polki) i podaniu Maddison Inglis wiceliderka światowego rankingu nękała przeciwniczkę kierunkowymi forhendami. W pewnym momencie, kiedy Australijka zagrała do strony bekhendowej, 24-latka… zagrała skrót.

    Nie był to idealny drop shot, jednak zmusił rywalkę do podejścia pod siatkę. Australijka odegrała tak, że Świątek skończyła całą akcję precyzyjnym lobem. Trzeba przyznać, że rzadko kiedy widujemy Polkę, która podejmuje takie decyzje. W “normalnej rzeczywistości” z pewnością zdecydowałaby się na topspinowe zagranie po linii lub po krosie. Ale tym razem wykorzystała szerszy repertuar swoich umiejętności.

    Kiedy, jak nie teraz? Wielu ekspertów zaznacza, że pod wodzą Wima Fissette’a Iga Świątek powinna próbować nowych rozwiązań. I namiastkę tych prób w postaci skrótu zakończonego wygranym punktem obejrzeliśmy w poniedziałkowym spotkaniu.

    “Iga Świątek zdobywa FENOMENALNY punkt przeciwko Maddison Inglis podczas Australian Open. Kombinacja drop shot + lob. Genialna konstrukcja punktu” – czytamy na profilu “The Tennis Letter” w mediach społecznościowych, gdzie internauci również docenili 24-latkę za to zagranie.

    W ćwierćfinale Australian Open Świątek zmierzy się z Jeleną Rybakiną. Relacja na żywo w Interii Sport.
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekAFP
    Tenisistka w stroju sportowym z rakietą w ręku podczas meczu na korcie, z wyrazem emocji na twarzy, w tle rozmyte elementy hali z widocznym fragmentem napisu.

    Iga ŚwiątekAFP
    Młoda tenisistka ubrana w biały strój sportowy z uśmiechem na twarzy, trzymająca rakietę tenisową w jednej ręce, znajduje się na korcie trawiastym, za nią zegar i rozmyte sylwetki widzów.

    Iga ŚwiątekDaisuke Urakami / Yomiuri / The Yomiuri Shimbun via AFPAFP

    Rafał Kot o aferze z nominacjami olimpijskimi: Chciałem przeprosić za zaistniałą sytuację.

  • Co za mecz Świątek o ćwierćfinał AO! Rywalka skakała z radości

    Co za mecz Świątek o ćwierćfinał AO! Rywalka skakała z radości

    Oto pełne, przeredagowane opracowanie tekstu po polsku – w spójnym, dziennikarskim stylu, z zachowaniem sensu, ale bez kopiowania oryginalnych sformułowań:


    Iga Świątek bez większych problemów zameldowała się w ćwierćfinale Australian Open. W czwartej rundzie liderka polskiego tenisa rozbiła reprezentantkę gospodarzy Maddison Inglis 6:0, 6:3. Australijka, mimo wyraźnej różnicy klas, potrafiła cieszyć się z każdego sukcesu – a jeden z wygranych gemów celebrowała tak, jakby wygrała cały mecz. Teraz przed Świątek prawdziwy sprawdzian: hitowe starcie z Jeleną Rybakiną.

    Los po raz drugi z rzędu sprawił, że Iga Świątek o awans do ćwierćfinału Australian Open walczyła z dużo niżej notowaną rywalką. Rok temu na tym etapie jej przeciwniczką była sklasyfikowana wówczas na 128. miejscu Niemka Eva Lys. Tym razem Polka zmierzyła się z kwalifikantką Maddison Inglis, zajmującą 168. pozycję w rankingu WTA i korzystającą z dopingu miejscowej publiczności.

    Od pierwszych piłek było jednak widać, kto kontroluje wydarzenia na korcie. Świątek bardzo szybko objęła prowadzenie 3:0, wykorzystując błędy rywalki i imponując precyzją, zwłaszcza forhendem po linii oraz skutecznymi minięciami przy siatce. Polka cierpliwie budowała akcje, chętnie wchodziła w dłuższe wymiany, co wyraźnie jej służyło. – Inglis potrafi dobrze użyć prędkości piłki rywalki, ale sama nie generuje dużej mocy. Iga nie musi się spieszyć – zauważył na antenie Eurosportu Dawid Celt.

    Dominacja w pierwszym secie była całkowita. Świątek naciskała returnem, szybko zrobiło się 5:0. Australijce nie brakowało ambicji – momentami potrafiła się długo bronić i zaskoczyć Polkę w pojedynczych akcjach. – Świetna wymiana, brawa dla obu zawodniczek. Iga atakowała, a Inglis bardzo długo się broniła – chwalił Marek Furjan. Chwilę później Świątek zakończyła seta efektownym smeczem, wygrywając 6:0 w zaledwie 31 minut.

    W przerwie między setami Polka podeszła do swojego trenera Wima Fissette’a, który – mimo tak wysokiego prowadzenia – przekazał jej kilka wskazówek. – Spokojne dziś oblicze Fissette’a – podsumował Furjan. Nic dziwnego, skoro jego podopieczna w pełni panowała nad przebiegiem spotkania.

    Druga partia zaczęła się jednak niespodziewanie. Maddison Inglis przełamała serwis Świątek, zagrała odważniej, a po ostatniej piłce gema uniosła ręce w geście triumfu. Szeroki uśmiech i reakcja publiczności jasno pokazywały, jak wiele znaczył dla niej ten moment. – Proszę spojrzeć na jej reakcję, ile to dla niej znaczy – zwracali uwagę komentatorzy.

    Radość Australijki nie trwała jednak długo. Iga błyskawicznie odpowiedziała, odrobiła stratę i objęła prowadzenie 2:1. Uporządkowała grę, znów zaczęła dominować w wymianach i skutecznie pilnowała koncentracji – co przy tak dużej przewadze bywa kluczowe. Chwilę później było już 4:1 dla Polki, która pozwalała sobie nawet na efektowne rozwiązania, jak udany skrót. – Technicznie znacznie lepszy dropszot niż poprzednie. Z całym szacunkiem dla Inglis, ale w takich meczach można testować podobne zagrania – oceniał Celt.

    Inglis walczyła do końca, dwukrotnie utrzymała własne podanie, ale na więcej nie było jej stać. Świątek pewnie zamknęła spotkanie przy swoim serwisie, wygrywając po 72 minutach 6:0, 6:3. To już szósty z rzędu turniej wielkoszlemowy, w którym Polka dociera co najmniej do ćwierćfinału – imponująca regularność na najwyższym poziomie.

    W kolejnym meczu Iga Świątek zmierzy się z Jeleną Rybakiną. Reprezentantka Kazachstanu w czwartej rundzie bez większych problemów pokonała Elise Mertens 6:1, 6:3. Dotychczasowy bilans ich bezpośrednich starć to 6:5 dla Świątek, choć ostatnie słowo należało do Rybakiny, która w listopadzie podczas WTA Finals w Rijadzie wygrała 3:6, 6:1, 6:0. Ćwierćfinał w Melbourne zapowiada się więc jako prawdziwy hit.


  • Cały świat zobaczył, co Świątek napisała na kamerze

    Cały świat zobaczył, co Świątek napisała na kamerze

    Iga Świątek jest już w ćwierćfinale pierwszego turnieju wielkoszlemowego w tym roku – Australian Open. Polka po wygranym meczu z Maddison Inglis wzięła flamaster i napisała trzy słowa na kamerze.
    Iga Świątek
    Screen serwis X – TNT Sports

    Iga Świątek bez problemów awansowała do ćwierćfinału Australian Open. Polka w IV rundzie pokonała 6:0, 6:3 kwalifikantkę z Australii Maddison Inglis (168. WTA). “Australijka po wygraniu jednego z gemów cieszyła się tak, jakby zwyciężyła w całym spotkaniu. Świątek może już szykować się do ćwierćfinałowego hitu z Jeleną Rybakiną” – pisał w relacji z meczu Dominik Senkowski, dziennikarz Sport.pl.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Oto, co Iga Świątek napisała na kamerze. Trzy słowa

    Iga Świątek po tradycyjnym, pomeczowym wywiadzie wzięła flamaster, podeszła do jednej z kamer i napisała na niej kilka słów. “Stay cool tomorrow”, co można tłumaczyć: “trzymaj się jutro”.

    Świątek swoim wpisem nawiązała do pogody, która ma panować we wtorek w Melbourne. Przewiduje się, że upały mogą sięgać nawet 45 stopni!

    “Jutro 45 stopni Celsjusza. Uważajcie na siebie, nie przepadam za takimi upałami. Niech nadejdzie chłodniejsza pogoda” – napisał w serwisie X użytkownik Kathy Savran.

    To nie pierwszy raz w tegorocznym Australian Open, gdy są takie upały. Były one też w sobotę. Problemy z nimi miał Jannik Sinner, wielki faworyt turnieju. “W sobotę w Melbourne panują bardzo upalne warunki. Temperatura w cieniu przekracza 35 stopni Celsjusza. Te warunki zaczęły mocno doskwierać Jannikowi Sinnerowi, który w trzecim secie starcia z Eliotem Spizzirrim zaczął dosłownie słaniać się po korcie, zmagając się z kolejnymi skurczami” – pisała Agnieszka Piskorz ze Sport.pl

    Zobacz także: Fortuna! Tyle Świątek już zarobiła za awans do ćwierćfinału Australian Open

    Świątek w ćwierćfinale Australian Open zmierzy się z Jeleną Rybakiną (Kazachstan, 5. WTA). Pojedynek zostanie rozegrany w środę. Relacja na żywo na Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

  • Było 6:0, Świątek nagle potrzebowała pomocy. Abramowicz i Fissette w akcji

    Było 6:0, Świątek nagle potrzebowała pomocy. Abramowicz i Fissette w akcji

    Skupieni i poważni byli pracownicy Igi Świątek w trakcie jej meczu, na który mogliby się wybrać jak na piknik. W czwartej rundzie Australian Open wiceliderka światowego rankingu była skazana na pewne zwycięstwo nad 168. na liście WTA Maddison Inglis. Trener Wim Fissette i psycholożka Daria Abramowicz w pewnym momencie musieli wkroczyć do akcji, ale generalnie mogą być z Igi dumni. Bo wygrała ten mecz 6:0, 6:3.
    Iga Świątek, Wim Fissette i Daria Abramowicz
    Fot. REUTERS/Jaimi Joy, screen: Eurosport

    Dwa dni temu Iga Świątek zagrała bardzo nierówno przeciw 33. w rankingu WTA Annie Kalinskiej. Rosjankę pokonała 6:1, 1:6, 6:1. Teraz miała teoretycznie o wiele łatwiejsze zadanie. Ale teorię musiała potwierdzić w praktyce.

    Zobacz wideo Koncert Świątek, ale nagle stanęła! Zaskakująca rywalka Igi

    28-letnia Maddison Inglis przeżyła na tym Australian Open najlepsze chwile w karierze. Australijka przebiła się do turnieju głównego przez trzystopniowe eliminacje, następnie wygrała w pierwszej i drugiej rundzie maratony, z których każdy trwał ponad trzy godziny, a wreszcie do czwartej rundy awansowała po tym, jak kontuzjowana Naomi Osaka nie wyszła przeciw niej na kort.

    Rywalka Świątek w grze o ćwierćfinał dochodząc do tego etapu spełniła marzenia, których pewnie nawet bała się głośno wypowiedzieć, bo brzmiałyby aż tak nierealnie. Ale dalej pójść już nie mogła. Chyba nawet w marzeniach. A na pewno w tym turnieju.
    Świątek prowadziła, a Australijczycy nagle zaczęli świętować

    Świątek nie prezentuje w Melbourne swojej topowej formy, ale i tak jest za dobrą tenisistką, żeby nie pokonać o tyle słabszej rywalki. Iga nigdy nie przegrała wielkoszlemowego meczu z przeciwniczką spoza pierwszej setki światowego rankingu. Przed meczem z Inglis miała z takimi tenisistkami bilans 23-0. Teraz to jest już 24-0.

    Minęły ledwie trzy, może cztery minuty, Świątek prowadziła 1:0 i 15:0. I nagle australijska publika zerwała się z miejsc na Rod Laver Arena, czyli na największym obiekcie turnieju. Australijscy kibice fetowali pierwszy punkt swojej zawodniczki. Oni też wiedzieli, że Inglis może wygrać pojedyncze akcje, ewentualnie kilka gemów. Ale nie mecz.
    Trener dawał Świątek rady trochę jak na treningu

    – Iga może wrzucić piłkę rywalce i nie musi się spieszyć, bo przy swojej obronie może spokojnie przetrwać napór przeciwniczki – analizował trener Dawid Celt przy stanie 2:0. Kapitan reprezentacji Polski w Billie Jean King Cup komentował mecz w Eurosporcie.

    Natomiast trener Wim Fissette, czyli osobisty szkoleniowiec Świątek, odezwał się bodaj pierwszy raz dopiero przy stanie 4:0. Przekazał wtedy swojej tenisistce, żeby serwowała nie tak płasko, tylko z większym marginesem. Prawdę powiedziawszy, uwaga Fissette’a brzmiała jak rada na treningu, jak zachęta, do przećwiczenia pewnego elementu. Na pewno nie było to wskazywanie czegoś, co trzeba pilnie poprawić.
    Fissette i Abramowicz się ożywili. Ale tylko w jednym momencie

    Fissette’a, a z nim psycholożkę Darię Abramowicz, trenera przygotowania fizycznego Macieja Ryszczuka oraz sparingpartnera Igi Kacpra Żuka, realizator transmisji pokazywał nam często. Wszyscy byli spokojni, poważni, ale nikt z nich specjalnie tego meczu nie przeżywał. To naturalne. Tym razem raczej nie były potrzebne korekty, Iga nie potrzebowała specjalnego zagrzewania do walki, a tym bardziej podnoszenia na duchu czy nawet interakcji będących tak naprawdę stanowczą, emocjonalną wymianą zdań, co czasami w trudnych meczach Polki obserwujemy.

    Teraz po 32 minutach było już po secie. Świątek wygrała go 6:0. – Robić swoje konsekwentne, dbać o tempo, dbać o jakość, rozkładać agresję na kilka uderzeń, nie spieszyć się – te rady Idze telepatycznie przekazywał jeszcze w trakcie pierwszego seta Celt. Natomiast Fissette na początku drugiej partii znów powiedział Świątek kilka słów o serwisie. – Dawaj! Tylko reset i tylko ta piła. Swój tenis! – wtrąciła wtedy Abramowicz.

    Możliwe, że w tamtym momencie Polka straciła odrobinę pewności, bo drugiego seta zaczęła od utraty podania. Inglis wyszła na 1:0, przełamując Świątek. Ale tak naprawdę jeszcze przed przytoczoną przed chwilą sytuacją między Igą, a jej zespołem, zobaczyliśmy przełamanie powrotne. A po kolejnej chwili było już 6:0, 2:1 i Świątek zaczęła odjeżdżać. W stronę końca tego meczu, w stronę ćwierćfinału.
    Rybakina ogromnym wyzwaniem dla Świątek

    Teraz rywalką Świątek będzie Jelena Rybakina. Reprezentantka Kazachstanu jest w świetnej formie. Starcie z nią będzie dla Polki ogromnym wyzwaniem. Czy Iga jest na nie gotowa? Po jednostronnym meczu z Inglis kompletnie tego nie wiemy. Pewne jest tylko to, że Iga chcąc pozostać w turnieju, będzie musiała teraz zagrać swój najlepszy mecz w trwającym Australian Open.

    Przypomnijmy, że Australian Open to ostatni turniej wielkoszlemowy, którego Świątek jeszcze nie wygrała. Mistrzyni Roland Garros (2020, 2022, 2023 i 2024), US Open (2022) oraz Wimbledonu (2025) jest już tylko o trzy mecze od skompletowania Karierowego Wielkiego Szlema. Ale oczywiście teraz absolutnie nie można myśleć o takich rzeczach. Teraz konieczna jest pełna koncentracja tylko na Rybakinie.

  • Sceny! Iga Świątek popełniła błąd, ekstaza na trybunach Australian Open

    Sceny! Iga Świątek popełniła błąd, ekstaza na trybunach Australian Open

    Australian OpenSceny! Iga Świątek popełniła błąd, ekstaza na trybunach Australian Open
    Iga Świątek
    Iga Świątek (Foto: MARCIN CHOLEWINSKI/ NEWSPIX.PL / newspix.pl)

    Iga Świątek wygrała w czwartej rundzie Australian Open z Maddison Inglis. Polka gładko wygrała pierwszego seta 6:0, jednak drugą partię dość niespodziewanie zaczęła od przegranego gema serwisowego. To uradowało miejscową publiczność, która trzymała kciuki za swoją reprezentantkę. Zobacz nagranie z tego momentu.

    Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet

    Iga Świątek była murowaną faworytką w starciu ze 168. w rankingu WTA Australijką Maddison Inglis i pierwszy set wygrany przez Polkę do zera upłynął zgodnie z przewidywaniami ekspertów. Dość niespodziewanie jednak w drugiej partii zaatakowała rywalka, która przełamała wiceliderkę rankingu. Gem wygrany przez miejscową tenisistkę mocno rozweselił publiczność.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo
    Australijczycy w euforii po przegranym gemie Świątek

    “Czysta radość. Bezcenna reakcja Maddison Inglis (168. w rankingu WTA) na wygranie pierwszego gema w meczu z Igą Świątek Pierwszego seta Australijka przegrała 0:6” — czytamy na profilu Eurosportu na platformie X.

    Finalnie Świątek wygrała 6:0, 6:3 i w ćwierćfinale zagra z Jeleną Rybakiną.
    Teraz Świątek zagra z Rybakiną

    Rybakina w 1/8 finału pokonała Belgijkę Elise Mertens 6:1, 6:3. W obecnej edycji AO nie przegrała jeszcze seta. W żadnym meczu nie oddała rywalce więcej niż siedem gemów.

    26-letnia zawodniczka urodzona w Moskwie największy sukces odniosła w 2022 roku, kiedy wygrała Wimbledon. W 2023 w finale AO uległa Białorusince Arynie Sabalence, wcześniej w 1/8 finału eliminując Świątek.

    Historia rywalizacji Świątek z Rybakiną jest bogata i wyrównana. Mają za sobą 11 spotkań, z których sześć wygrała Polka. Aż pięć razy mierzyły się w poprzednim sezonie. Cztery pierwsze mecze padły łupem Świątek, w tym ćwierćfinał French Open. W listopadzie przegrała jednak z reprezentantką Kazachstanu 6:3, 1:6, 0:6 w WTA Finals, w którym Rybakina ostatecznie triumfowała.

    Źródło: PSO/PAP

    Źródło: Przegląd Sportowy Onet

    Data utworzenia:

    26 stycznia 2026 10:50
    Dziennikarz Przeglądu Sportowego