• Trwał finał Australian Open i nagle taka scena na korcie. “Szaleństwo” [WIDEO]

    Trwał finał Australian Open i nagle taka scena na korcie. “Szaleństwo” [WIDEO]

    Niedzielny poranek czasu polskiego stał pod znakiem wielkiego finału tegorocznego Australian Open. Ostatnim akcentem pierwszego wielkoszlemowego turnieju sezonu było elektryzujące starcie dwóch absolutnych gwiazd światowego tenisa – Novaka Djokovicia i Carlosa Alcaraza. Obaj zawodnicy przez cały mecz prezentowali tenis na najwyższym poziomie, jednak kibicom na długo w pamięci pozostanie jedna, wręcz niewiarygodna wymiana piłek.

    W ostatni dzień stycznia poznaliśmy triumfatorkę rywalizacji singlistek. Po mistrzowski tytuł sięgnęła Jelena Rybakina, która w ten sposób zrewanżowała się Arynie Sabalence za porażkę w finale Australian Open sprzed trzech lat. Dzień później korty w Melbourne znów były areną wielkich emocji – zgodnie z tradycją rozegrano finał gry pojedynczej mężczyzn. Tym razem naprzeciw siebie stanęli „król” Australian Open, Novak Djoković, oraz Carlos Alcaraz, jeden z najbardziej utalentowanych przedstawicieli młodego pokolenia.

    Widowisko w finale Australian Open. Kosmiczna wymiana Djokovicia i Alcaraza

    Finał nie zawiódł oczekiwań. Pierwszą partię pewnie wygrał Djoković, triumfując 6:2. Alcaraz szybko odpowiedział, zwyciężając w drugim secie w identycznym stosunku gemów. Prawdziwa magia wydarzyła się jednak w trzeciej odsłonie meczu.

    W czwartym gemie, przy serwisie Hiszpana, obaj zawodnicy rozegrali wymianę, która mogłaby śmiało posłużyć za wizytówkę współczesnego tenisa. Djoković i Alcaraz popisywali się niesamowitą szybkością, precyzją i wyczuciem, wielokrotnie ratując się w pozornie beznadziejnych sytuacjach. Ostatecznie punkt padł łupem Alcaraza, a publiczność zgromadzona na Rod Laver Arena zareagowała długą owacją na stojąco. Organizatorzy Australian Open podsumowali tę akcję krótko w mediach społecznościowych: „Szaleństwo”.

    ATP Tour. Luty zdominowany przez turnieje rangi 500

    Po zakończeniu Australian Open tenisowy kalendarz ATP nie zwalnia tempa. Luty upłynie głównie pod znakiem turniejów rangi 500, które odbędą się m.in. w Dallas, Rotterdamie, Dosze, Rio de Janeiro, Dubaju oraz Acapulco. Na kolejne turnieje rangi Masters 1000 kibice będą musieli poczekać do początku marca, kiedy to najlepsi zawodnicy świata rywalizować będą w Indian Wells i Miami.

    https://x.com/AustralianOpen/status/2017905023963815977?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2017905023963815977%7Ctwgr%5E880206d84a4e59a32425dca269f658fd48a0814f%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Ftenis%2Faustralian-open%2Fnews-trwal-final-australian-open-i-nagle-taka-scena-na-korcie-szanId22545967

  • Szokujące doniesienia z USA. Fibak w aktach Epsteina. Byli sąsiadami

    Szokujące doniesienia z USA. Fibak w aktach Epsteina. Byli sąsiadami

    Amerykański Departament Sprawiedliwości opublikował miliony stron dokumentów związanych ze sprawą Jeffreya Epsteina. Wśród ujawnionych akt niespodziewanie pojawiło się nazwisko Wojciecha Fibaka. Były wybitny polski tenisista odniósł się do sprawy i wyjaśnił, w jakich okolicznościach znalazł się w dokumentach.

    Pierwsze zawiadomienie dotyczące Epsteina trafiło do amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości już w 2005 roku. Wynikało z niego, że znany multimilioner miał dopuścić się przestępstw o charakterze seksualnym wobec nieletnich. Śledczy zidentyfikowali wówczas 36 młodych dziewczyn, które miały paść ofiarą tych działań.

    Rok później Epstein został oficjalnie aresztowany, a w 2008 roku przyznał się do winy i został skazany na 18 miesięcy pozbawienia wolności. W kolejnych latach sprawa wracała, a w 2018 roku dziennikarze ujawnili, że liczba poszkodowanych mogła sięgać nawet 80. W 2019 roku prokuratura postawiła mu kolejne, znacznie poważniejsze zarzuty.

    Wojciech Fibak w dokumentach Epsteina. Jest wyjaśnienie
    Epsteinowi groziła kara do 45 lat więzienia, a proces miał ruszyć w 2020 roku. Do tego jednak nie doszło – w sierpniu 2019 roku Epstein zmarł w areszcie. Oficjalnie uznano, że popełnił samobójstwo. Z czasem ujawniano kolejne szokujące informacje dotyczące jego działalności, a w 2025 roku amerykańscy deputowani zaczęli naciskać na pełne odtajnienie akt sprawy.

    Dokumenty były publikowane stopniowo. W jednej z ostatnich transz, liczącej około trzech milionów stron, znalazła się korespondencja, w której pojawiło się nazwisko Wojciecha Fibaka. Sprawa szybko wywołała zainteresowanie mediów, a były tenisista został poproszony o komentarz.

    – To nie była postać anonimowa w Nowym Jorku. Byliśmy sąsiadami, spotykaliśmy się w restauracjach, na wernisażach, mieliśmy wielu wspólnych znajomych – tłumaczył Fibak w rozmowie z „Faktem”.

    Jak dodał, ich kontakt dotyczył wyłącznie sztuki. – Wiedział, że jestem kolekcjonerem. Wymieniliśmy maila właśnie w tym kontekście. Ja zbierałem prace Andy’ego Warhola i Jean-Michela Basquiata, on również interesował się sztuką i był osobą bardzo oczytaną – podkreślił były reprezentant Polski, jednoznacznie dystansując się od przestępczej działalności Epsteina.

  • Porażka Sabalenki w finale, błyskawiczna reakcja WTA. Jest oficjalny komunikat

    Finał tegorocznego Australian Open dostarczył kibicom wszystkiego, czego można było oczekiwać od starcia dwóch czołowych tenisistek świata. Pojedynek Aryny Sabalenki z Jeleną Rybakiną przerodził się w emocjonujący, trzysetowy thriller pełen zwrotów akcji. Ostatecznie po tytuł sięgnęła niżej notowana zawodniczka, a reakcja WTA była natychmiastowa i bardzo wymowna – w mediach społecznościowych mocno podkreślono niezwykły charakter triumfu reprezentantki Kazachstanu.

    W sobotnim finale wielkoszlemowego turnieju w Melbourne naprzeciw siebie stanęły Sabalenka i Rybakina, które przez cały turniej prezentowały znakomitą formę i przed decydującym meczem nie straciły ani jednego seta. Zapowiedzi sugerowały zaciętą walkę o trofeum – i dokładnie tak było na korcie Rod Laver Arena.

    Pierwsza odsłona należała do Rybakiny. Piąta rakieta świata imponowała spokojem i skutecznością przy własnym podaniu, co pozwoliło jej kontrolować przebieg wydarzeń i zwyciężyć 6:4. W drugim secie obraz gry uległ zmianie. Kazaszka obniżyła nieco poziom, a Sabalenka zaczęła grać coraz pewniej, narzucając rywalce swoje warunki. Liderka rankingu WTA wygrała także 6:4 i o losach tytułu musiał zdecydować trzeci set.

    Decydująca partia rozpoczęła się lepiej dla urodzonej w Mińsku Sabalenki, która mimo drobnych błędów szybko objęła prowadzenie 3:0. Rybakina nie zamierzała jednak składać broni. Zwyciężczyni ubiegłorocznego WTA Finals odrobiła straty, doprowadziła do remisu 3:3, a następnie poszła za ciosem. Wygrała dwa kolejne gemy i znalazła się o krok od tytułu, serwując po mistrzostwo.

    Sabalenka nie zdołała jednak odwrócić losów spotkania. Rybakina zachowała zimną krew i po 138 minutach intensywnej walki przypieczętowała zwycięstwo, sięgając po swój pierwszy w karierze triumf w Australian Open i drugi tytuł wielkoszlemowy.

    Reakcja WTA była błyskawiczna. Chwilę po zakończeniu finału na oficjalnym profilu organizacji w serwisie X pojawił się wpis informujący o wyniku meczu, wzbogacony o wymowne przesłanie odnoszące się do postawy Rybakiny. Przypomniano, że w trzecim secie przegrywała już 0:3, a mimo to odwróciła losy spotkania. „Nigdy nie odpuszczaj. Nigdy się nie poddawaj” – napisano.

    Dużo miejsca nowej mistrzyni poświęcono również na oficjalnej stronie WTA. W artykule podsumowującym finał Kazaszkę określono trzema słowami: „odważna, wytrwała, niewzruszona”. W tytule publikacji podkreślono natomiast, że Rybakina, triumfując w Melbourne, potwierdziła swoją przynależność do ścisłej elity światowego tenisa.

    Na wydarzenia na Rod Laver Arena zareagowali także organizatorzy turnieju, którzy w oficjalnym komunikacie ogłosili: Jelena Rybakina mistrzynią Australian Open. Rozstawiona z numerem piątym zawodniczka pokonała Arynę Sabalenkę w pasjonującym, trzysetowym finale i zapisała się na kartach historii turnieju.

  • Tak wygląda ranking WTA po finale Australian Open. Alarm dla Świątek

    Aryna Sabalenka przegrała finał Australian Open z Jeleną Rybakiną, jednak mimo porażki zachowała pozycję liderki rankingu WTA. Białorusinka wciąż ma wyraźną przewagę punktową nad Igą Świątek, a triumf Kazaszki znacząco wpłynął na układ czołówki światowego zestawienia.

    Australian Open dobiegł końca. Iga Świątek zakończyła udział w pierwszym wielkoszlemowym turnieju sezonu na etapie ćwierćfinału, gdzie musiała uznać wyższość Jeleny Rybakiny. Reprezentantka Kazachstanu w sobotnim finale – podobnie jak w 2023 roku – zmierzyła się z Aryną Sabalenką.

    Ranking WTA po finale Australian Open. Rybakina depcze Świątek po piętach

    Stawką finałowego starcia w Melbourne był nie tylko prestiżowy tytuł i pokaźna nagroda finansowa, ale również niezwykle istotne punkty do rankingu WTA. Jeszcze przed pierwszą piłką było jasne, że niezależnie od wyniku Aryna Sabalenka utrzyma prowadzenie w światowym zestawieniu, a Iga Świątek pozostanie na drugim miejscu.

    Jelena Rybakina miała jednak świadomość, że zwycięstwo w finale zapewni jej awans na trzecie miejsce w rankingu. Pierwszy set padł jej łupem po wyniku 6:4. W drugiej partii Sabalenka odpowiedziała w identycznym stosunku, doprowadzając do decydującego seta. W nim więcej zimnej krwi zachowała Rybakina, która przypieczętowała zwycięstwo i sięgnęła po tytuł.

    Dla 25-letniej Kazaszki to drugi triumf wielkoszlemowy w karierze – wcześniej wygrała Wimbledon w 2022 roku. Z kolei Sabalenka po raz drugi z rzędu przegrała finał Australian Open. Rok wcześniej lepsza od niej okazała się Madison Keys. Warto przypomnieć, że w latach 2023–2024 Białorusinka triumfowała w Melbourne, a przy okazji pierwszego tytułu w finale pokonała właśnie Rybakinę.

    Po zakończeniu turnieju Sabalenka ma na koncie 10 990 punktów rankingowych. Druga w zestawieniu Iga Świątek traci do liderki 3012 punktów. Trzecia jest Jelena Rybakina, która jako jedyna – poza Sabalenką i Świątek – przekroczyła barierę siedmiu tysięcy punktów.

    Czołową piątkę rankingu WTA uzupełniają dwie Amerykanki: Amanda Anisimova (6680 pkt) oraz Coco Gauff (6423 pkt), które wyprzedzają swoją rodaczkę Jessicę Pegulę. W najlepszej dziesiątce znalazły się również Mirra Andriejewa, Jasmine Paolini, Belinda Bencic oraz Elina Switolina, półfinalistka tegorocznego Australian Open.

    Ranking WTA Live po finale Australian Open:

    1. Aryna Sabalenka – 10 990 pkt

    2. Iga Świątek – 7 978 pkt

    3. Jelena Rybakina – 7 610 pkt

    4. Amanda Anisimova – 6 680 pkt

    5. Coco Gauff – 6 423 pkt

    6. Jessica Pegula – 6 103 pkt

    7. Mirra Andriejewa – 4 731 pkt

    8. Jasmine Paolini – 4 267 pkt

    9. Belinda Bencic – 3 342 pkt

    10. Elina Switolina – 3 205 pkt

  • Sabalenka grała z Rybakiną o tytuł Australian Open. 138 minut walki na Rod Laver Arena

    Sabalenka grała z Rybakiną o tytuł Australian Open. 138 minut walki na Rod Laver Arena

    Finał Australian Open w singlu kobiet, mimo nieobecności Igi Świątek, dostarczył kibicom wielkich emocji i zestawił ze sobą dwie czołowe postacie kobiecego tenisa. O tytuł w Melbourne rywalizowały Aryna Sabalenka oraz Jelena Rybakina, a wynik tego starcia był istotny także z perspektywy Polki – miał bowiem bezpośredni wpływ na układ czołówki rankingu WTA. Po niezwykle zaciętym pojedynku górą okazała się reprezentantka Kazachstanu, która odwróciła losy trzeciego seta i triumfowała 6:4, 4:6, 6:4. Jej zwycięstwo znacząco wpłynęło na sytuację w światowym zestawieniu.

    Sabalenka i Rybakina przez cały turniej prezentowały znakomitą formę. Obie dotarły do finału bez straty choćby jednego seta, potwierdzając swoją dominację na australijskich kortach. Liderka rankingu WTA eliminowała po drodze m.in. Elinę Switolinę, Ivę Jović oraz Victorię Mboko. Z kolei Kazaszka odprawiła z turnieju takie tenisistki jak Iga Świątek czy Jessica Pegula. W starciu z Polką do stanu 5:5 w pierwszym secie trwała wyrównana walka, jednak końcówka należała już do mistrzyni Wimbledonu z 2022 roku, która narzuciła swoje warunki.

    Finał w Melbourne był jednocześnie rewanżem za decydujący mecz Australian Open sprzed dwóch lat. W 2023 roku to Sabalenka sięgnęła po tytuł po trzysetowej batalii. Rybakina miała więc dodatkową motywację, by zrewanżować się rywalce z Mińska. Tym bardziej że ich ostatnie bezpośrednie starcie – finał WTA Finals 2025 – zakończyło się wyraźnym zwycięstwem Kazaszki w dwóch setach.

    Stawką niedzielnego pojedynku była jednak nie tylko prestiżowa statuetka, ale również układ sił w rankingu WTA. Iga Świątek miała zapewnione utrzymanie drugiej pozycji, lecz wynik finału decydował o tym, jak duża będzie jej przewaga lub strata wobec rywalek. Zwycięstwo Sabalenki oznaczałoby jej wyraźne odskoczenie na ponad 3700 punktów, natomiast triumf Rybakiny pozwalał jej zbliżyć się do Polki na dystans zaledwie 368 „oczek”. Obie finalistki pojawiły się na Rod Laver Arena tuż po godzinie 9:30 czasu polskiego.

    Pierwszy set rozpoczął się od serwisu Sabalenki, jednak już w początkowej fazie Rybakina przejęła inicjatywę. Mocne returny Kazaszki szybko przyniosły jej break pointy. Choć pierwszy z nich liderka rankingu jeszcze obroniła, przy kolejnym popełniła błąd i straciła podanie. W dalszej części seta obie tenisistki pewnie utrzymywały własny serwis, aż do ósmego gema, w którym Sabalenka doczekała się szans na odrobienie strat. Rybakina popisała się jednak znakomitą grą w kluczowych momentach, broniąc break pointów i zachowując przewagę. Ostatecznie wygrała premierową partię 6:4.

    Druga odsłona miała bardziej wyrównany przebieg. Sabalenka poprawiła jakość serwisu i tym razem bez problemów utrzymała podanie na otwarcie seta. Już w kolejnym gemie wywierała presję na returnie, doprowadzając do długiej rywalizacji na przewagi. Rybakina po raz kolejny wykazała się jednak odpornością psychiczną i wyszła z opresji, doprowadzając do remisu 1:1. Kluczowy moment nastąpił w siódmym gemie, gdy Sabalenka, mimo chwilowych problemów, zdołała utrzymać serwis. Przy stanie 5:4 dla Białorusinki presja była już po stronie Kazaszki. Tym razem Rybakina nie zdołała się obronić – Sabalenka przełamała ją do zera i wygrała seta 6:4.

    Decydująca partia rozpoczęła się lepiej dla liderki rankingu WTA. Sabalenka szybko przełamała rywalkę i objęła prowadzenie 2:0, a chwilę później podwyższyła je, popisując się efektownym smeczem. Rybakina nie zamierzała jednak składać broni. W piątym gemie wykorzystała moment słabszej gry przeciwniczki i odrobiła stratę przełamania, doprowadzając do wyrównania. Od tego momentu emocje sięgnęły zenitu, a losy meczu ważyły się niemal w każdym gemie.

    Przy stanie 3:3 Sabalenka miała jeszcze okazję, by ponownie przejąć inicjatywę, jednak kluczowe punkty padły łupem Kazaszki. Rybakina przełamała rywalkę, a następnie potwierdziła przewagę własnym serwisem, wygrywając pięć gemów z rzędu. Choć Sabalenka zdołała jeszcze na moment przerwać tę serię, końcówka należała już do mistrzyni Wimbledonu 2022. Jelena zachowała zimną krew przy własnym podaniu i zamknęła spotkanie zwycięstwem 6:4, 4:6, 6:4.

    Triumf w Australian Open sprawił, że Rybakina umocniła się na trzecim miejscu w rankingu WTA i zbliżyła się do Igi Świątek na zaledwie 368 punktów. Rywalizacja w ścisłej czołówce kobiecego tenisa zapowiada się więc w kolejnych tygodniach niezwykle interesująco.

  • 108 minut walki w finale Australian Open. Kazaszka pokonana, kolejna bolesna porażka

    Jeszcze zanim kibice na Rod Laver Arena obejrzeli finał singla Australian Open z udziałem Aryny Sabalenki i Jeleny Rybakiny, w Melbourne rozdano już pierwszy z najważniejszych kobiecych tytułów. Na centralnym korcie rozegrano finał gry podwójnej, w którym nie zabrakło wątków dobrze znanych z rywalizacji singlowej – zmian obywatelstwa, niespełnionych marzeń o wielkoszlemowym triumfie i powrotu na sam szczyt światowego rankingu.

    Do walki o trofeum przystąpiła m.in. reprezentantka Kazachstanu urodzona w Rosji – Anna Danilina. 30-letnia specjalistka od debla po raz kolejny stanęła przed szansą na pierwszy wielkoszlemowy tytuł w tej konkurencji, ale – podobnie jak wcześniej – musiała przełknąć gorycz porażki. Razem z Aleksandrą Krunić przegrała finał, a jej pogromczyni mogła świętować nie tylko triumf turniejowy, lecz także powrót na pozycję liderki rankingu WTA.

    Rosyjskie korzenie, inne barwy narodowe

    W światowym tenisie nie brakuje zawodniczek, które urodziły się w Rosji, lecz zdecydowały się reprezentować inne kraje. W ostatnich miesiącach sporo mówiło się o Anastazji Potapowej, która zaczęła występować pod flagą Austrii. Z kolei Maria Timofiejewa, Polina Kudiermietowa oraz Kamilla Rachimowa grają obecnie jako reprezentantki Uzbekistanu. Kilka lat wcześniej podobną decyzję podjęła urodzona w Moskwie Jelena Rybakina, dziś kojarzona jednoznacznie z Kazachstanem.

    Ten sam kraj od lat reprezentuje także Anna Danilina. Choć ma na koncie wielkoszlemowy tytuł w mikście – zdobyty podczas US Open w 2023 roku – w deblu wciąż czeka na przełomowy sukces. W 2022 roku, u boku Beatriz Haddad Mai, przegrała finał Australian Open, trzy lata później razem z Krunić musiała uznać wyższość rywalek w decydującym meczu Roland Garros. Do tego doszły nieudane finały w Wuhan i Tokio. Melbourne miało być miejscem przełamania tej serii.

    Pewna droga do finału

    Danilina i Krunić zostały rozstawione z numerem siódmym i od początku turnieju prezentowały bardzo solidną formę. W pierwszej rundzie pokonały Quinn Gleason i Jelenę Pridankinę, a następnie wyeliminowały australijski duet z dziką kartą – Darię Kasatkinę i Arinę Rodionową. W trzeciej rundzie poradziły sobie z kolejnymi reprezentantkami gospodarzy, Storm Hunter i Mayą Joint.

    Prawdziwy sygnał, że mogą sięgnąć po tytuł, wysłały jednak w ćwierćfinale, gdy wyeliminowały najwyżej rozstawioną parę turnieju – Katerinę Siniakovą i Taylor Townsend. W półfinale poszły za ciosem, pokonując Gabrielę Dabrowski i Luisę Stefani, i zameldowały się w decydującym starciu.

    Finał pełen zwrotów

    W meczu o tytuł Kazaszka i Serbka trafiły na rozstawione z numerem czwartym Elise Mertens i Shuai Zhang. Belgijka i Chinka po raz ostatni wspólnie grały w finale wielkoszlemowym w 2022 roku na Wimbledonie. Później Mertens święciła sukcesy z innymi partnerkami – z Su-wei Hsieh triumfowała w Melbourne, a z Weroniką Kudiermietową wygrała Wimbledon. W Australii pięciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa stanęła przed kolejną szansą na triumf.

    Początek finału układał się po myśli Daniliny i Krunić. Dwukrotnie przełamały rywalki i szybko objęły prowadzenie 3:0. Choć Mertens i Zhang odpowiedziały jednym przełamaniem, same po chwili znów straciły serwis. Belgijka i Chinka zdołały jednak wrócić do gry, doprowadziły do remisu 4:4, a przy stanie 6:5 miały nawet dwie piłki setowe. Nie wykorzystały ich, ale w tie-breaku były już skuteczniejsze i wygrały pierwszą partię 7:6(4).

    Drugi set rozpoczął się zupełnie inaczej. To Mertens i Zhang przejęły inicjatywę, szybko przełamały rywalki i korzystały z ich błędów przy własnym podaniu. W pewnym momencie prowadziły już 5:0 i wydawało się, że zmierzają po pewne zwycięstwo. Wtedy nastąpił jednak zryw Daniliny i Krunić, które wygrały cztery kolejne gemy i po drodze obroniły dwie piłki meczowe.

    Przy stanie 5:4 i własnym serwisie Belgijka i Chinka znalazły się pod dużą presją, ale tym razem nie pozwoliły rywalkom na kolejny zwrot akcji. Nie straciły ani jednego punktu i po 108 minutach gry przypieczętowały triumf, wygrywając 7:6(4), 6:4.

    Powrót na szczyt

    Dla Elise Mertens zwycięstwo w Australian Open miało wyjątkowe znaczenie. Oznaczało bowiem powrót na pierwsze miejsce w deblowym rankingu WTA. Już po półfinale Belgijka wyprzedziła w zestawieniu „na żywo” Katerinę Siniakovą, a triumf w Melbourne przyniósł jej aż 1870 punktów. Czeszka straciła w tym czasie 1570 „oczek”.

    Mertens po raz pierwszy została liderką rankingu deblistek w maju 2021 roku. Teraz, po kolejnym triumfie w Melbourne, znów mogła świętować powrót na sam szczyt – kosztem rywalek, które po raz kolejny musiały pogodzić się z rolą tych drugich.

  • Doniesienia ze sztabu Świątek. Absurdalna oferta. Pół domu i kredyt

    Absurdalne wiadomości do Igi Świątek. Menedżerka ujawnia propozycję wykupu połowy domu

    Iga Świątek jako tenisistka światowego formatu regularnie otrzymuje setki wiadomości z całego świata. Wśród nich nie brakuje próśb, gratulacji, ale też ofert, które potrafią wprawić w osłupienie. Jedną z najbardziej zaskakujących ujawniła Daria Sulgostowska – PR menedżerka wiceliderki rankingu WTA. W grę wchodziła bowiem propozycja wykupu… połowy domu, a nawet partycypacja w spłacie kredytu hipotecznego.

    Po ćwierćfinałowej porażce na Australian Open Iga Świątek koncentruje się już na kolejnym wyzwaniu. Jej następnym przystankiem będzie turniej rangi WTA 1000 w Dosze. Informację tę potwierdziła w rozmowie z serwisem Polskieradio24.pl właśnie Daria Sulgostowska, która współpracuje z najlepszą polską tenisistką od grudnia 2024 roku.

    Początek tej współpracy przypadł na wyjątkowo trudny moment. Wokół Świątek narastały wówczas kontrowersje związane z wykryciem w jej organizmie zabronionych substancji, co wymagało sprawnej komunikacji i zarządzania kryzysowego. Jak się okazuje, to jednak tylko część wyzwań, z jakimi na co dzień mierzy się sztab zawodniczki.

    W jednym z ubiegłorocznych wywiadów dla portalu „Forum Trenera” Sulgostowska opowiedziała o kulisach pracy z gwiazdą światowego sportu. Przyznała, że skrzynki mailowe obsługiwane przez zespół Świątek są nieustannie bombardowane wiadomościami od fanów. Wiele z nich ma pozytywny wydźwięk, ale nie brakuje również treści przykrych, agresywnych, a nierzadko wręcz absurdalnych.

    – Zaskoczyło mnie, w jakich sprawach, ale też w jaki sposób ludzie potrafią do nas pisać. Po porażkach, takich jak ta ostatnia z Jeleną Rybakiną, pojawiają się bardzo hejterskie maile. Człowiek jest świadomy, że tak się dzieje, ale kiedy faktycznie to czyta, to boli i jednocześnie zaskakuje – przyznała menedżerka.

    Oprócz fali hejtu do zespołu Świątek regularnie trafiają też prośby o pomoc finansową. Jedna z nich szczególnie zapadła Sulgostowskiej w pamięć.

    – Kiedyś ktoś zapytał, czy Iga nie chciałaby zostać współwłaścicielką domu w jakiejś małej miejscowości, ponieważ nadawca nie ma pieniędzy na spłatę kredytu – ujawniła.

    Jak podkreśla PR menedżerka tenisistki, tego typu wiadomości wcale nie należą do rzadkości. W skali miesiąca potrafią ich przyjść setki.

    – Nikt nie patrzy na to, ile Iga i jej rodzina musieli zainwestować, by dotrzeć do miejsca, w którym jest dzisiaj. Zamiast tego ciągle słyszymy, ile zarobiła – i to zawsze w kwotach brutto. Media dodatkowo napędzają takie postrzeganie. Ludziom wydaje się, że Iga ma nieograniczone środki i może pomagać wszystkim – tłumaczyła Sulgostowska.

    Do tego dochodzą liczne prośby o nagrania wideo z życzeniami czy dedykacjami na prywatne okazje. – „Mój tata kończy 70 lat, czy mogłabyś nagrać dla niego krótkie wideo?” – to tylko jeden z przykładów. Musimy odmawiać, bo kalendarz Igi jest wypełniony po brzegi – dodała.

    Menedżerka przypomniała jednocześnie, że kibice mają wiele okazji do spotkania z Igą Świątek w naturalnych warunkach – choćby podczas turniejów. – Są momenty po treningach, gdy rozdaje autografy, często nawet nieoficjalnie. To chwile, gdy jest dostępna, a takich okazji naprawdę nie brakuje. Trzeba jednak pamiętać, że oprócz startów w turniejach mamy też zobowiązania wobec sponsorów i organizatorów – podsumowała.

  • Jest reakcja na to, co wyprawia Sabalenka. To dlatego została ukarana

    Jest reakcja na to, co wyprawia Sabalenka. To dlatego została ukarana

    Dlaczego Sabalenka została ukarana? Kontrowersyjna decyzja sędzi w półfinale Australian Open

    Aryna Sabalenka pewnie awansowała do finału Australian Open, pokonując Elinę Switolinę 6:2, 6:3. Choć Ukrainka momentami prezentowała solidny tenis, półfinał był pokazem siły liderki rankingu WTA, która o tytuł w Melbourne zmierzy się z Jeleną Rybakiną. Po meczu jednak więcej niż o samym wyniku mówiło się o jednej, niezwykle rzadkiej decyzji sędzi, która wyraźnie zaskoczyła Sabalenkę – i nie tylko ją.

    Zaskoczenie na korcie

    Do kontrowersyjnej sytuacji doszło w pierwszym punkcie czwartego gema premierowej partii. Sabalenka zagrała piłkę, wydając charakterystyczny dla siebie dźwięk. Tym razem jednak nie był to krótki okrzyk towarzyszący uderzeniu, lecz przeciągłe „stęknięcie”, które – jak później tłumaczyła tenisistka – było reakcją na nieczyste trafienie ramą rakiety i obawę, że piłka poleci w aut.

    Ku jej zdziwieniu piłka wpadła w kort, Switolina zdołała ją odegrać, lecz wówczas sędzia główna Louise Engzell przerwała wymianę i przyznała punkt Ukraince. Decyzja wywołała konsternację zarówno na korcie, jak i na trybunach.

    – Ciekawa decyzja – zauważył na antenie Eurosportu Marek Furjan.
    – Moim zdaniem słuszna i sprawiedliwa – dodał trener Piotr Sierzputowski. – Ale Sabalenka rzeczywiście jest wyraźnie zdziwiona.

    „Hindrance”, czyli przeszkoda w grze

    Sędzia uznała, że dźwięk wydany przez Sabalenkę stanowił tzw. hindrance, czyli przeszkodę utrudniającą rywalce prawidłowe zagranie. W przepisach tenisowych pojęcie to jest bardzo szerokie – obejmuje wszelkie zachowania, które mogą rozproszyć przeciwnika: od okrzyków i chrząknięć, przez gesty, aż po werbalne komentarze w trakcie wymiany. Kluczowe jest jednak to, że interpretacja zawsze należy do sędziego.

    – Nie zawsze arbitrzy takie rzeczy wyłapują – podkreślał Furjan. I właśnie to było sednem zdziwienia Sabalenki. Przez lata jej charakterystyczne dźwięki uchodziły jej na sucho. Bywało, że stękała nie tylko w momencie uderzenia, ale również wtedy, gdy piłka była już po drugiej stronie siatki. Czasem przeciągała te odgłosy, czasem zmieniała ich natężenie. Był to stały element jej meczów – i do tej pory nikt nie karał jej za to stratą punktu.

    Wcześniej było „na granicy”

    Nie znaczy to jednak, że temat nigdy wcześniej nie budził wątpliwości. W lipcu 2025 roku, podczas meczu Wimbledonu z Elise Mertens, wielu obserwatorów zwracało uwagę, że Sabalenka wydaje dźwięki w nienaturalny – nawet jak na siebie – sposób. Trwały one długo i mogły wpływać na koncentrację Belgijki.

    Międzynarodowa sędzia Gabriela Załoga mówiła wówczas w rozmowie ze Sport.pl, że w praktyce bardzo trudno jednoznacznie ocenić moment, w którym dźwięk staje się przeszkodą. – Często reagujemy dopiero wtedy, gdy widzimy, że przeciwnikowi to faktycznie przeszkadza. Jeśli rywal nie protestuje, sędziowie rzadziej interweniują – tłumaczyła.

    Tym bardziej zaskakujące było więc to, że w półfinale Australian Open Switolina nie przerwała gry ani nie zgłosiła zastrzeżeń, a mimo to Engzell zdecydowała się odebrać Sabalence punkt.

    Brak spójnych przepisów

    Problem w tym, że w światowym tenisie wciąż brakuje jednoznacznych regulacji. WTA jako jedyna organizacja zarządzająca profesjonalnym tenisem wpisała wprost do swojego regulaminu na sezon 2026 pojęcie „grunting” jako przykład przeszkody w grze. W przepisach ATP oraz ITF takich zapisów nie ma, dlatego na turniejach męskich i imprezach organizowanych przez ITF – w tym w Wielkich Szlemach – podobne sytuacje są interpretowane bardzo różnie.

    Dobrym przykładem była sytuacja sprzed tygodnia, gdy Naomi Osaka głośno mobilizowała się okrzykami „Come on!” w momencie, gdy Sorana Cirstea przygotowywała się do drugiego serwisu. Mimo protestów Rumunki sędzia nie zareagował – Japonka nie otrzymała nawet ostrzeżenia.

    Sabalenka: „To była zła decyzja”

    Po meczu ze Switoliną Sabalenka nie kryła emocji. – Nigdy wcześniej coś takiego mi się nie przytrafiło, zwłaszcza jeśli chodzi o moje chrząkanie – mówiła na konferencji prasowej. – Piłka była zagrana głęboko, odbiła się inaczej, a ja po prostu naturalnie wydałam z siebie ten dźwięk. Gdy usłyszałam decyzję sędzi, pomyślałam: „Co z tobą jest nie tak?”. To była zła decyzja i bardzo mnie wkurzyła. Ale paradoksalnie pomogła mi – zmotywowała mnie jeszcze bardziej.

    Czy to coś zmieni?

    Sabalenka ma prawo czuć się zaskoczona, bo przez lata podobne zachowania nie były karane. Pytanie brzmi, czy decyzja z półfinału w Melbourne stanie się sygnałem ostrzegawczym – zarówno dla niej, jak i dla innych tenisistek. Stracony punkt przy stanie 1:2 w pierwszym secie nie miał większego wpływu na losy spotkania. Ale co, jeśli podobna sytuacja wydarzyłaby się w końcówce trzeciego seta finału Wielkiego Szlema?

    Od teraz Sabalenka może mieć z tyłu głowy myśl, że to, co dotąd uchodziło jej bez konsekwencji, nagle może kosztować ją bardzo wiele. A dopóki przepisy pozostają niejednoznaczne, podobne kontrowersje zapewne jeszcze nie raz wrócą na tenisowe korty.

  • Awans Rybakiny i nagła decyzja. WTA ogłasza, Kazaszka jednak wycofana

    Awans Rybakiny i nagła decyzja. WTA ogłasza, Kazaszka jednak wycofana

    Australian Open wchodzi w decydującą fazę. W kobiecej rywalizacji pozostały już tylko dwa spotkania: finał gry podwójnej z udziałem nowej liderki rankingu deblowego Elise Mertens oraz prawdziwy hit – pojedynek o tytuł pomiędzy Aryną Sabalenką i Jeleną Rybakiną. To starcie ma wyjątkowy wymiar: jest rewanżem za finał w Melbourne sprzed trzech lat, a także za niedawny mecz o gigantyczną pulę nagród podczas WTA Finals w Rijadzie. Na dzień przed finałem Kazaszka podjęła decyzję, której w zasadzie można było się spodziewać – dotyczącą jej dalszych planów turniejowych.

    Losowanie sprawiło, że Sabalenka i Rybakina trafiły do przeciwnych części drabinki, dlatego ich spotkanie w finale pierwszego wielkoszlemowego turnieju sezonu wydawało się bardzo realne. Obie imponowały formą już pod koniec poprzedniego roku, kiedy to właśnie między sobą rozstrzygnęły kwestię tytułu w WTA Finals w Rijadzie. Sezon 2025 rozpoczął się zresztą na tej samej nawierzchni, na której kończył się poprzedni – na kortach twardych.

    Sabalenka rozpoczęła rok od triumfu w Brisbane. Do jej pojedynku z Rybakiną tam jednak nie doszło, bo Kazaszka niespodziewanie uległa Karolinie Muchovej. W Melbourne obie prezentowały się już jednak znakomicie – wygrały po sześć spotkań, wszystkie w dwóch setach. W sobotę, po godzinie 9.30 czasu polskiego, zmierzą się w meczu o tytuł. Dla Sabalenki może to być piąty wielkoszlemowy triumf w karierze i trzeci w Australian Open. Rybakina walczy natomiast dopiero o swój drugi tytuł tej rangi – dotąd wygrała jedynie Wimbledon. Co więcej, poprzedni sezon w Wielkich Szlemach nie był dla niej szczególnie udany.

    Na dzień przed finałem Australian Open zapadła ważna decyzja dotycząca dalszych występów Kazaszki. Najlepsze tenisistki planują kalendarz z dużym wyprzedzeniem i podobnie było w przypadku Sabalenki oraz Rybakiny. W ubiegłym roku po rywalizacji w Australii następował tydzień przerwy przed tzw. Middle East Swing, czyli turniejami w Abu Zabi (WTA 500), Dosze (WTA 1000) i Dubaju (WTA 1000). W tym czasie rozgrywano także zawody w Linzu (WTA 500). Teraz turniej w Austrii przeniesiono na inną nawierzchnię i inny termin – początek kwietnia – a rywalizacja w Abu Zabi startuje bezpośrednio po Australian Open.

    Do turnieju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich wcześniej zgłosiła się Jelena Rybakina, co nie było zaskoczeniem. Kazaszka chętnie gra w zawodach tej rangi – Abu Zabi opuściła tylko w 2022 roku, a w sezonie 2024 triumfowała. Rok temu dotarła tam do półfinału, w którym przegrała z późniejszą zwyciężczynią Belindą Bencic. Teoretycznie w tym sezonie powinna więc bronić 195 punktów.

    Awans do finału Australian Open sprawił jednak, że spodziewano się wycofania Rybakiny z gry w Abu Zabi. I rzeczywiście – w piątek jej nazwisko zniknęło z listy uczestniczek w systemie WTA. Podobną decyzję podjęła także Elise Mertens, która w sobotę zagra o tytuł w deblu. Wcześniej z turnieju wycofała się Marketa Vondrousova, a teraz do tego grona dołączyły również Victoria Mboko i Barbora Krejcikova – ich zdjęcia usunięto z oficjalnej strony zawodów.

    Rybakina straci wprawdzie punkty zdobyte rok temu w Abu Zabi, ale w ich miejsce „wskoczą” 108 punktów za niedawny ćwierćfinał turnieju WTA 500 w Brisbane, które wcześniej nie liczyły się do jej dorobku. W praktyce nie będzie to więc szczególnie bolesne. Kazaszka i tak pozostanie trzecią rakietą świata, a w przypadku zwycięstwa nad Sabalenką w finale Australian Open znacznie zbliży się do drugiej w rankingu Igi Świątek.

    Na razie wszystkie największe gwiazdy znajdują się na liście zgłoszeń do turnieju WTA 1000 w Dosze, choć nie jest pewne, czy Sabalenka zdecyduje się na występ w Katarze. Jej ostatnie starty na Bliskim Wschodzie układały się bowiem bardzo słabo, a czasami w ogóle z nich rezygnowała. W Abu Zabi zobaczymy natomiast jedną reprezentantkę Polski – w grze podwójnej wystąpi Katarzyna Piter. W eliminacjach singla miała zagrać Magda Linette, jednak poznanianka pojawi się dopiero w turnieju w Dosze.

  • Sportowcy dopadli do Nawrockiego na ślubowaniu. Sytuacja wymknęła się spod kontroli

    Sportowcy dopadli do Nawrockiego na ślubowaniu. Sytuacja wymknęła się spod kontroli

    Sportowcy szykujący się do wyjazdu na zimowe igrzyska olimpijskie Mediolan–Cortina 2026 złożyli uroczyste ślubowanie w Centrum Olimpijskim. Wydarzenie miało wyjątkowo podniosły charakter, a swoją obecnością uświetnił je prezydent RP Karol Nawrocki. W pewnym momencie ceremonia przybrała jednak zupełnie nieoczekiwany obrót – sytuacja wymknęła się spod kontroli, a apele prowadzącej nie przynosiły skutku. Głowa państwa została bowiem otoczona przez olimpijczyków, którzy mieli jedną, bardzo konkretną prośbę.

    Prezydent Karol Nawrocki pojawił się na uroczystym spotkaniu z reprezentantami Polski, którzy już niebawem będą walczyć o medale zimowych igrzysk we Włoszech. Wręczył sportowcom olimpijskie nominacje, był świadkiem ślubowania, a wcześniej wygłosił krótkie przemówienie.

    – Gratuluję tych nominacji, do boju Polsko! Jestem przekonany, że Włochy będą szczęśliwe dla Polski. W hymnie śpiewamy „z ziemi włoskiej do Polski” i wierzę, że podobnie przyjadą do nas medale – mówił prezydent, podkreślając, że igrzyska olimpijskie to szczególny czas, w którym na bok odkładane są spory, a najważniejsza staje się sportowa rywalizacja.

    – Niech żyje Polska – zakończył, a sala nagrodziła go gromkimi brawami.

    Kulminacyjnym momentem uroczystości miała być chwila przeznaczona dla fotoreporterów. Karol Nawrocki ponownie został zaproszony na scenę, by zapozować do wspólnego zdjęcia z całą olimpijską reprezentacją. Wtedy wydarzenia potoczyły się w nieprzewidzianym kierunku.

    Sceny z udziałem Nawrockiego. Obietnice prowadzącej nie pomogły
    Prezydent szybko został otoczony przez sportowców, którzy chętnie robili sobie z nim pamiątkowe fotografie. Na jednym zdjęciu jednak się nie skończyło. Olimpijczycy podchodzili do głowy państwa po kolejne ujęcia, zamieniali kilka słów, a Karol Nawrocki z uśmiechem poświęcał im czas. Prowadząca galę kilkukrotnie próbowała przywrócić porządek.

    – Troszkę nam się uroczystość wymknęła spod kontroli. Bardzo proszę, żebyśmy jeszcze na chwilkę usiedli. Będzie jeszcze czas, żeby zrobić zdjęcie z panem prezydentem – apelowała do mikrofonu, jednak bez większego efektu.

    – Szanowni państwo, czy możemy jeszcze na moment zająć miejsca? Dosłownie ostatnie akcenty dzisiejszej uroczystości. Będzie szansa na zdjęcia z panem prezydentem, obiecuję na mały palec – ponawiała prośbę. Gdy i to nie zadziałało, z lekką rezygnacją dodała: – Jednak moja obietnica chyba nic nie znaczy. Nie wszyscy w nią wierzą.

    Ostatecznie, po dłuższej chwili, uczestnicy wrócili na swoje miejsca. Karol Nawrocki przeprosił za opóźnienie, na co ze sceny padła żartobliwa odpowiedź: – Panie prezydencie, panu wszystko się wybaczy.

    W finałowej części uroczystości ogłoszono jeszcze jedną ważną informację. Wraz z reprezentacją do Włoch wyruszy mobilny Dom Polski – Casa Polonia. Ma on stać się miejscem spotkań kibiców i mediów z polskimi olimpijczykami. W jego wnętrzu zaplanowano m.in. część muzealną z historycznym sprzętem sportowym oraz wybranymi medalami olimpijskimi zdobytymi przez Polaków. Nie zabraknie również elementów promujących polską kulturę i sztukę.