• USA zrywają kontakty z Włodzimierzem Czarzastym. Reaguje Donald Tusk

    USA zrywają kontakty z Włodzimierzem Czarzastym. Reaguje Donald Tusk

    Premier Donald Tusk odniósł się do głośnego oświadczenia ambasadora Stanów Zjednoczonych w Polsce, który poinformował o zerwaniu kontaktów z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym. W krótkim, lecz wymownym wpisie opublikowanym w serwisie X szef rządu podkreślił, że relacje sojusznicze powinny opierać się na wzajemnym szacunku.

    „Panie ambasadorze Rose, sojusznicy powinni się szanować, a nie pouczać. Przynajmniej tak w Polsce rozumiemy partnerstwo” – napisał Donald Tusk.

    Wpis premiera był reakcją na oświadczenie ambasadora USA Toma Rose’a, który przekazał w mediach społecznościowych, że Waszyngton nie będzie utrzymywał relacji z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym. Dyplomata uzasadnił swoją decyzję „oburzającymi i nieuzasadnionymi obelgami” pod adresem prezydenta Donalda Trumpa.

    Czarzasty: podtrzymuję swoje stanowisko
    Marszałek Sejmu odniósł się do sprawy krótko po publikacji wpisu ambasadora. W rozmowie z Onetem zaznaczył, że decyzja strony amerykańskiej jest bezpośrednio związana z jego sprzeciwem wobec poparcia kandydatury Donalda Trumpa do Pokojowej Nagrody Nobla.

    – Ponieważ oświadczenie pana ambasadora zostało wydane w związku z moim stanowiskiem w sprawie braku poparcia dla kandydatury pana prezydenta Trumpa do Pokojowej Nagrody Nobla, podtrzymuję swoje zdanie w tej kwestii – podkreślił Czarzasty.

    W poniedziałek marszałek Sejmu oficjalnie poinformował, że nie poprze wniosku o przyznanie Trumpowi Pokojowej Nagrody Nobla. Jak tłumaczył, amerykański prezydent – jego zdaniem – nie spełnia kryteriów, które uzasadniałyby takie wyróżnienie. Czarzasty wskazywał, że Trump „reprezentuje politykę siły” oraz prowadzi „politykę transakcyjną przy użyciu presji”. Zwracał również uwagę na wypowiedzi dotyczące m.in. udziału polskich żołnierzy w misjach zagranicznych oraz sprawy Grenlandii.

    USA zrywają kontakty. Polityczna burza w Polsce
    Marszałek Sejmu zabrał głos także w mediach społecznościowych. Zapewnił, że niezmiennie postrzega Stany Zjednoczone jako kluczowego partnera Polski, jednak nie zamierza wycofywać się ze swojego stanowiska.

    „Z szacunkiem odnoszę się do USA jako strategicznego sojusznika naszego kraju. Z ubolewaniem przyjmuję deklarację ambasadora Toma Rose’a, ale nie zmienię swojego zdania w fundamentalnych dla Polek i Polaków sprawach” – napisał Czarzasty.

    Decyzja amerykańskiego dyplomaty wywołała falę komentarzy na polskiej scenie politycznej. Rzecznik prezydenta Karola Nawrockiego, Rafał Leśkiewicz, stwierdził, że „w czasach PRL Stany Zjednoczone były dla komunistów największym wrogiem”, a „mentalność postkomunisty Włodzimierza Czarzastego nie uległa zmianie”.

    Z kolei poseł Lewicy Tomasz Trela ocenił sprawę w ostrych słowach:
    – Trump się obraził, bo marszałek Czarzasty nie podpisał gotowca przygotowanego przez samego Trumpa w sprawie Pokojowej Nagrody Nobla dla… samego siebie.

    Były premier Mateusz Morawiecki również skomentował sytuację, sugerując, że działania marszałka Sejmu mogą szkodzić relacjom z kluczowym sojusznikiem.
    – Stara miłość nie rdzewieje. Wiadomo, komu pomaga Włodzimierz Czarzasty, psując relacje z USA. Każdy, kto go popiera, sabotuje bezpieczeństwo Polski – napisał.

    Spór wokół Pokojowej Nagrody Nobla dla Donalda Trumpa przerodził się tym samym w poważny dyplomatyczno-polityczny konflikt, który wciąż wywołuje silne emocje zarówno w kraju, jak i w relacjach polsko-amerykańskich.

  • 1:6, 1:6 z Igą Świątek, powtórki później już nie było. A teraz deklasacja, 53 minuty i koniec

    1:6, 1:6 z Igą Świątek, powtórki później już nie było. A teraz deklasacja, 53 minuty i koniec

    Sorana Cîrstea ma w swojej karierze zarówno imponujące zwycięstwa, jak i wyjątkowo dotkliwe porażki. Jedna z nich miała miejsce w 2024 roku w Madrycie, gdy w starciu z Igą Świątek Rumunka zdołała ugrać zaledwie dwa gemy. Od tamtego momentu tak bolesne niepowodzenia już jej się nie przydarzały. Teraz role się odwróciły – podczas turnieju w Klużu-Napoce to właśnie Cîrstea zaprezentowała tenisową dominację, kończąc swój mecz po zaledwie 53 minutach i dając prawdziwy pokaz mocy jako turniejowa „trójka”.

    Niedawno niespełna 36-letnia zawodniczka z Bukaresztu ogłosiła, że sezon 2026 będzie jej ostatnim w profesjonalnym tourze. W grudniu 2025 roku poinformowała w mediach społecznościowych o decyzji zakończenia kariery. „Kocham tenis. Uwielbiam dyscyplinę, rutynę i ciężką pracę. Rywalizacja oraz adrenalina napędzają moją duszę. Ale jak wszystko w życiu, to również musi się kiedyś skończyć” – napisała wówczas.

    Cîrstea zapisze się w historii tenisa m.in. jako triumfatorka prestiżowego turnieju WTA 1000 w Madrycie w grze podwójnej oraz zwyciężczyni singlowych zmagań w Cleveland. Na jej koncie nie brakowało efektownych wygranych, ale i bolesnych lekcji. Ostatnia tak dotkliwa porażka miała miejsce właśnie w Madrycie w kwietniu 2024 roku, gdy w meczu z Igą Świątek przegrała 1:6, 1:6.

    Od tamtej pory, nawet jeśli schodziła z kortu pokonana, nigdy nie kończyła spotkań z dorobkiem mniejszym niż kilka gemów. Co więcej, sama potrafiła kilkukrotnie zdeklasować rywalki. W trakcie zwycięskiego turnieju w Cleveland w kwalifikacjach rozbiła Annę Frey 6:1, 6:0, a w drugiej rundzie nie dała szans Jil Teichmann, wygrywając 6:1, 6:1. W sezonie 2026 Rumunka stawia sobie jeden cel – jak najlepiej pożegnać się z zawodowym tenisem.

    Tenis. Nokaut Sorany Cîrstei w Klużu-Napoce

    Sezon Cîrstea rozpoczęła w Brisbane, gdzie pokonała Anastazję Pawluczenkową oraz Jelenę Ostapenko, by następnie ulec Arynie Sabalence. W Adelajdzie przeszła kwalifikacje, jednak z powodu drobnych problemów zdrowotnych wycofała się z turnieju głównego. Na korty wróciła podczas Australian Open – w pierwszej rundzie wygrała z Evą Lys, a w drugiej po zaciętym boju przegrała z wyżej notowaną Naomi Osaką.

    Kolejnym przystankiem w jej kalendarzu okazał się turniej WTA 250 w Klużu-Napoce, rozgrywany w jej ojczyźnie. Cîrstea została tam rozstawiona z numerem trzecim. W tych samych zawodach oglądamy również Maję Chwalińską, która w środę awansowała do ćwierćfinału. Kilka godzin później na kort wyszła także Rumunka, mierząc się z Tamarą Zidanšek. W pierwszej rundzie Cîrstea pokonała Kamilę Rachimową 6:4, 6:4.

    Już premierowa partia spotkania z Zidanšek była pokazem absolutnej dominacji zawodniczki zajmującej 36. miejsce w rankingu WTA. Rumunka oddała rywalce tylko jednego gema, a w pozostałych gemach Słowenka zdobyła zaledwie cztery punkty. Drugi set wyglądał podobnie – choć w trzecim gemie pojawiła się chwilowa równowaga, był to jedynie moment wytchnienia dla tenisistki z 153. miejsca światowego zestawienia.

    Turniejowa „3” wygrała drugą partię do zera, cały mecz zakończyła wynikiem 6:1, 6:0 i w zaledwie 53 minuty przypieczętowała awans do ćwierćfinału. Tam jej rywalką będzie inna rozstawiona zawodniczka – Anastazja Potapowa.

  • Prezes PiS trafił do szpitala. Na jaw wychodzą kulisy leczenia

    Prezes PiS trafił do szpitala. Na jaw wychodzą kulisy leczenia

    Jarosław Kaczyński przebywa obecnie w jednym z warszawskich szpitali. Jak wynika z najnowszych informacji, jego stan zdrowia systematycznie się poprawia, a reakcja na zastosowane leczenie jest bardzo dobra. Polityk dobrze zareagował na antybiotyki i wszystko wskazuje na to, że wkrótce opuści placówkę medyczną.

    Kiedy Jarosław Kaczyński opuści szpital?

    O hospitalizacji prezesa Prawa i Sprawiedliwości poinformował pod koniec stycznia rzecznik partii Rafał Bochenek, zaznaczając, że powodem pobytu w szpitalu była niegroźna infekcja. Nieoficjalnie media, w tym „Super Express”, podawały jednak, że Jarosław Kaczyński zmaga się z zapaleniem płuc. Osoby z jego otoczenia wskazywały, że od pewnego czasu dokuczał mu kaszel oraz podwyższona temperatura.

    Z najnowszych ustaleń dziennikarzy „SE” wynika, że hospitalizacja zbliża się do końca. – Prezes czuje się bardzo dobrze, zareagował na podawane antybiotyki, nie kaszle i nie ma już temperatury. Jest przygotowywany do wypisu, który powinien nastąpić do końca tygodnia – przekazali informatorzy gazety.

    Stan zdrowia prezesa PiS

    Głos w sprawie stanu zdrowia Jarosława Kaczyńskiego zabrali również jego współpracownicy. – Pierwszego dnia trafił do szpitala z gorączką, którą udało się szybko obniżyć. Pojawiło się podejrzenie zapalenia płuc. Przez weekend nie było oficjalnych komunikatów, ale prezes normalnie odbiera telefony. Rozmawiałem z nim dwa dni temu i jego stan się nie pogarsza – mówił rozmówca „Faktu” z otoczenia lidera PiS.

    Inna osoba dodawała, że nie ma powodów do niepokoju. – W pewnym wieku infekcje zdarzają się częściej, to nic nadzwyczajnego – podkreślano.

    Wcześniejsze hospitalizacje Jarosława Kaczyńskiego

    To nie pierwszy raz, gdy Jarosław Kaczyński trafia do szpitala. W lutym 2025 roku przebywał w placówce medycznej, gdzie – jak informował rzecznik PiS – przechodził rutynowe, wcześniej zaplanowane badania. Media donosiły wówczas, że został przyjęty na oddział kardiologii Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Lublinie jako pacjent NN, czyli osoba o nieustalonej tożsamości.

    Sytuację tę wyjaśniał później rzecznik prasowy marszałka województwa lubelskiego Remigiusz Małecki. – Najprawdopodobniej pod wpływem emocji personel zakwalifikował pacjenta jako NN. Po przybyciu kierownika oddziału sytuacja została natychmiast wyjaśniona i skorygowana zgodnie z obowiązującymi procedurami – tłumaczył w rozmowie z Onetem.

    Wcześniej, w latach 2019 i 2022, Jarosław Kaczyński był hospitalizowany w związku z zabiegami endoprotezy stawu kolanowego. W 2018 roku trafił do szpitala wojskowego z powodu ostrego stanu zapalnego kolana, co wymagało około miesiąca leczenia. Z kolei w 2016 roku przeszedł rutynowe, coroczne badania w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie.

  • Doniesienia z rodziny Świątek. Chodzi o mamę. Trener ujawnił wszystko

    Doniesienia z rodziny Świątek. Chodzi o mamę. Trener ujawnił wszystko

    Ojciec Tomasz Świątek oraz starsza siostra Agata od lat są stałymi towarzyszami Igi Świątek w jej drodze na tenisowy szczyt. Regularnie pojawiają się na trybunach i w boksie zawodniczki, wspierając ją podczas najważniejszych turniejów. Uwagę wielu kibiców i mediów od dawna przykuwa jednak nieobecność matki wiceliderki rankingu WTA – Doroty Świątek. Choć nie widać jej przy korcie, pozostaje ona postacią obecną w przestrzeni medialnej. Sama udzielała wywiadów, a także była wspominana przez osoby z otoczenia tenisistki. Jedną z takich wypowiedzi, która swego czasu odbiła się szerokim echem, były słowa pierwszego trenera Igi – Artura Szostaczki.

    Starsza siostra Agata, podobnie jak Iga, w młodości próbowała swoich sił na tenisowym korcie. Jej sportowa droga została jednak przerwana przez kontuzję, która skłoniła ją do zmiany życiowych planów. Zdecydowała się w pełni poświęcić nauce, kończąc wydział stomatologiczno-dentystyczny Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Dziś pracuje w gabinecie dentystycznym, kontynuując w ten sposób rodzinną tradycję.

    Z tą profesją związana jest również matka sióstr. Dorota Świątek jest ortodontką i stomatolożką, a według relacji Artura Szostaczki nie była entuzjastką pomysłu, by Iga od najmłodszych lat stawiała wszystko na tenis. Pierwszy szkoleniowiec zawodniczki z Raszyna, w rozmowie z Polsatem Sport, ujawnił kulisy początków jej kariery.

    – Mama Igi nie była zwolenniczką tego, by córka poświęciła życie tenisowi. Chciała, aby – podobnie jak starsza córka Agatka – została stomatologiem – mówił Szostaczko. – Agata zresztą dobrze sobie radzi w tym zawodzie. Najważniejsze jednak, że Iga poszła za ciosem. Dziś mamy fenomenalne wyniki, z których wszyscy się cieszymy i za które trzymamy kciuki – dodał.

    Te słowa szybko obiegły sportowe media w Polsce i wywołały spore poruszenie.

    Jak przypominał przed laty Marcin Piątek na łamach tygodnika „Polityka”, Dorota i Tomasz Świątkowie rozwiedli się, gdy Iga miała kilkanaście lat. O relacjach z córką matka tenisistki opowiadała później w wywiadzie dla WP SportoweFakty. Nie ukrywała wówczas, że są one bardzo ograniczone.

    – Zawsze gratuluję córce wygranych tytułów, najczęściej drogą mailową. Natomiast kontakt jest mocno ograniczony. Iga często przebywa za granicą, ma bardzo napięty terminarz i wiele obowiązków. Jest pochłonięta swoimi sprawami zawodowymi. Rozumiem to. Jako dorosła osoba sama określa i kształtuje relacje z innymi – mówiła Dorota Świątek. – Poza odległością i napiętym grafikiem na nasze relacje wpływają też czynniki rodzinne, ale nie chciałabym zgłębiać tematu. Postawmy tu kropkę – dodała.

    Matka Igi wracała również do swoich obaw związanych z tenisową karierą córki w podcaście „Tygodnika Angora”. W szczerych słowach przyznała, że sport zawodowy budził w niej ogromny lęk.

    – Sport jest gorszy niż hazard, bo tam się traci pieniądze – stwierdziła obrazowo. – Przez cały okres juniorskiego rozwoju córki bałam się dwóch rzeczy. Po pierwsze, utraty zdrowia, jakiejś poważnej kontuzji. Zdrowie jest przecież największą walutą sportowca. Po drugie, bałam się struktur ITF i WTA. Zastanawiałam się, czy Idze starczy zdrowia i sił, by się przebić, nie mając żadnego „handicupu” związanego z narodowością czy obywatelstwem – tłumaczyła swoją perspektywę.

    Choć jej obawy były duże, historia potoczyła się w sposób, który dziś zna cały tenisowy świat. Iga Świątek osiągnęła sportowy szczyt, zapisując się na stałe w historii polskiego sportu.

  • Telefon od Trzaskowskiego. Kliczko z dumą ogłasza. Wprost o Polakach

    Telefon od Trzaskowskiego. Kliczko z dumą ogłasza. Wprost o Polakach

    Najpierw telefon od Rafała Trzaskowskiego, a następnie konkretna pomoc wysłana prosto z Polski. Mer Kijowa i były mistrz świata w boksie Witalij Kliczko poinformował w mediach społecznościowych, że do stolicy Ukrainy dotarła niezwykle potrzebna w obecnych warunkach przesyłka z Warszawy. Sprzęt został już częściowo rozdysponowany, a przy tej okazji Kliczko wprost zwrócił się do prezydenta Warszawy oraz wszystkich Polaków, dziękując za okazane wsparcie.

    Na Ukrainie wciąż trwa wojenny terror wywołany agresją rosyjskich wojsk Władimira Putina. W ostatnich tygodniach szczególnie nasilone stały się ataki na ukraińską infrastrukturę energetyczną. Ich skutki są dramatyczne – tysiące mieszkańców zostały pozbawione dostępu do prądu i ogrzewania, co jest wyjątkowo dotkliwe w warunkach zimowych. Bez ciepła i energii elektrycznej znalazły się m.in. szpitale, budynki mieszkalne, szkoły oraz obiekty kluczowe dla funkcjonowania państwa.

    W obliczu tej sytuacji Polska po raz kolejny ruszyła z pomocą swojemu wschodniemu sąsiadowi. Wsparcie zostało udzielone w ramach akcji „Ciepło dla Ukrainy”, w ramach której zaplanowano przekazanie do Kijowa 90 agregatów prądotwórczych. O inicjatywie mówił jeszcze w drugiej połowie stycznia prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski podczas konferencji zorganizowanej w stołecznych Wodociągach.

    – Przekazujemy naszą pomoc dla Kijowa i wyrazy solidarności z narodem ukraińskim. Widzimy, co dzieje się u naszych sąsiadów. Putin bestialsko atakuje infrastrukturę krytyczną, przez co duża część Kijowa została odcięta od dostaw prądu. Rozmawiałem z Witalijem Kliczko i wiem, że ta pomoc jest teraz niezbędna. Dlatego 90 urządzeń wyruszy w drogę do Kijowa – zapowiadał wówczas Trzaskowski.

    Jak się okazało, zapowiedziana przesyłka dotarła już do stolicy Ukrainy. O jej odbiorze poinformował sam mer Kijowa.

    Pomoc z Warszawy dotarła do Kijowa. Witalij Kliczko dziękuje Rafałowi Trzaskowskiemu
    Były mistrz świata w wadze ciężkiej federacji WBC, dziś pełniący funkcję mera Kijowa, przekazał szczegóły w najnowszym wpisie opublikowanym na Telegramie.

    – Kijów otrzymał kolejne 31 generatorów od ratusza i gminy Warszawy. Pierwsza partia 59 urządzeń dotarła do stolicy Ukrainy w zeszły piątek. Łącznie otrzymaliśmy 90 generatorów z polskiej stolicy. Sprzęt został natychmiast przewieziony do wybranych dzielnic miasta i służy do zasilania budynków, w których wciąż występują problemy z przywróceniem ogrzewania – poinformował Kliczko.

    Mer Kijowa przypomniał również, że dzień wcześniej zwrócił się do międzynarodowych partnerów o pilną pomoc w przezwyciężeniu kryzysu energetycznego.

    – Prezydent naszego miasta partnerskiego, Warszawy, Rafał Trzaskowski, zadzwonił do mnie osobiście i zaoferował wsparcie. Polacy niezwłocznie zareagowali i wysłali potrzebny sprzęt – dodał były pięściarz.

    W swoim wpisie Witalij Kliczko nie krył wdzięczności wobec Polski.

    – Dziękuję prezydentowi Warszawy oraz naszym polskim przyjaciołom za tę niezwykle potrzebną pomoc w czasie kryzysu energetycznego. W najbliższym czasie spodziewamy się kolejnej partii generatorów, zakupionych ze środków charytatywnych zebranych przez Polaków – podsumował mer Kijowa.

  • Świątek w centrum burzy. Polka wykluczona z listy. Wymowna decyzja AO

    Świątek w centrum burzy. Polka wykluczona z listy. Wymowna decyzja AO

    Wielkoszlemowe emocje na kortach Australian Open już opadły, ale turniej w Melbourne wciąż pozostaje żywym tematem. Organizatorzy imprezy nie pozwalają o nim zapomnieć, publikując podsumowania i zestawienia nawiązujące do tego, co wydarzyło się podczas tegorocznej edycji. Przypomnijmy – w rywalizacji kobiet triumfowała Jelena Rybakina, a wśród mężczyzn najlepszy okazał się Carlos Alcaraz. Jedna z opublikowanych list wywołała jednak spore zdziwienie, bo zabrakło na niej Igi Świątek, choć jej słowa – przynajmniej w teorii – idealnie wpisywały się w ideę tego zestawienia.

    Nie chodziło bowiem o ranking sportowy, lecz o listę „cytatów wartych zapamiętania”, które padły podczas Australian Open 2026. Jak czytamy na oficjalnej stronie turnieju, są to „refleksje, reakcje i rzadkie momenty, które zdołały uchwycić ducha AO 2026”. Wśród wyróżnionych wypowiedzi znalazły się m.in.:

    – słowa Carlosa Alcaraza po triumfie, który pozwolił mu skompletować Karierowego Wielkiego Szlema:
    „Nikt nie wie, jak ciężko pracowałem, by wywalczyć ten tytuł. Po prostu goniłem za tą chwilą”;

    – gratulacje Novaka Djokovicia skierowane do Hiszpana po przegranym finale:
    „Gratulacje, Carlos, za wspaniały turniej. To, co tutaj zrobiłeś, było… Mam wrażenie, że najlepsze słowa, by to opisać, to ‘historyczne’ i ‘legendarne’”;

    – refleksje Jeleny Rybakiny na temat radzenia sobie z emocjami:
    „Jaka jest najgorsza rzecz, która może się zdarzyć? Mój trener zawsze powtarza mi, że porażka, ale potem dostajesz kolejną szansę, by grać w następnym tygodniu. Mamy kilka Wielkich Szlemów, więc byłam skoncentrowana, ale nie zestresowana”;

    – oraz przemyślenia Aryny Sabalenki:
    „Dziś jesteś przegraną, jutro możesz być zwyciężczynią. Mam nadzieję, że w tym sezonie będę częściej triumfatorką niż przegraną”.

    Co znamienne, na liście zabrakło wypowiedzi Igi Świątek, choć to właśnie jej słowa odbiły się najszerszym echem w światowych mediach podczas tegorocznego Australian Open. Polka wywołała prawdziwe poruszenie, komentując nagranie z udziałem Coco Gauff. Amerykanka została przyłapana przez kamery w chwili, gdy po niespodziewanej porażce z Eliną Switoliną dawała upust swoim emocjom.

    – Pytanie brzmi, czy my jesteśmy tenisistkami, czy zwierzętami w zoo? One są obserwowane nawet przy wypróżnianiu. Byłoby miło mieć nieco prywatności. Nie zawsze chce się być tak uważnie obserwowanym – mówiła Świątek podczas konferencji prasowej.

    Te słowa momentalnie obiegły sportowe media na całym świecie i wywołały szeroką dyskusję na temat granic prywatności zawodników. W końcu do sprawy odniósł się także dyrektor Australian Open, Craig Tiley, który w rozmowie z „Tennis Channel” przedstawił nieco inną perspektywę niż polska wiceliderka rankingu WTA.

    – Mamy wiele obszarów, w których kamer nie ma. Pokoje trenerów, gdzie szkoleniowcy i zawodnicy mogą spokojnie pracować, szatnie, sale treningowe, gabinet pielęgnacyjny, pokoje do spania i odpoczynku – tam kamer nie ma. Na korcie centralnym, wokół niego oraz w korytarzach oczywiście są. Będziemy nadal przyglądać się tej sprawie i wsłuchiwać w głosy uczestników turnieju. Jednocześnie chcemy jednak, by kibic był jak najbliżej zawodnika. Wierzymy, że w ten sposób możemy podnieść ich wartość i sprawić, że fani pokochają ich jeszcze bardziej. Tą drogą zamierzamy podążać dalej – tłumaczył Tiley.

    Brak słów Świątek w zestawieniu „cytatów wartych zapamiętania” nie przeszkodził jednak temu, by to właśnie jej wypowiedź stała się jednym z najbardziej komentowanych momentów całego Australian Open 2026.

  • Kibice ryknęli do Nawrockiego. I uderzyli w Tuska. A teraz taka reakcja

    Kibice ryknęli do Nawrockiego. I uderzyli w Tuska. A teraz taka reakcja

    Polityczne hasła na trybunach podczas meczów reprezentacji Polski od miesięcy budzą ogromne emocje. Kibice niejednokrotnie kierowali swoje ataki w stronę premiera Donalda Tuska, jednocześnie skandując nazwisko prezydenta Karola Nawrockiego. Do tych wydarzeń odniósł się teraz Mateusz Pilecki, przedstawiciel stowarzyszenia „To My Polacy”, które we wtorek oficjalnie zakończyło współpracę z Polskim Związkiem Piłki Nożnej. Jego stanowisko w tej sprawie nie pozostawia wątpliwości.

    We wtorek obie strony – zarówno PZPN, jak i stowarzyszenie kibiców – poinformowały o zerwaniu dotychczasowej współpracy. Organizacja „To My Polacy”, odpowiedzialna w ostatnim czasie za zorganizowany doping na meczach kadry narodowej, wydała komunikat po spotkaniu z władzami federacji.

    – Dziś o godzinie 10:30 odbyło się spotkanie z przedstawicielami PZPN w sprawie organizacji dopingu podczas meczów barażowych. Zostaliśmy poinformowani, że dalsza współpraca w obecnej formule nie będzie kontynuowana – przekazano w oficjalnym oświadczeniu.

    Decyzja PZPN ma bezpośredni związek z wydarzeniami, do których doszło 14 listopada 2025 roku podczas meczu eliminacji mistrzostw świata 2026 Polska – Holandia na PGE Narodowym. Spotkanie zostało wówczas przerwane na kilka minut po rażącym naruszeniu regulaminu i wyjątkowo niebezpiecznych zachowaniach części kibiców. Chodziło m.in. o użycie materiałów pirotechnicznych oraz wrzucenie ich na murawę – w kierunku dzieci podających piłki, fotoreporterów oraz samych piłkarzy.

    – Takie działania stanowiły bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia i życia uczestników wydarzenia – tłumaczył PZPN w swoim komunikacie, podkreślając, że nie może tolerować podobnych incydentów.

    W środę Mateusz Pilecki był gościem programu „Tylko Sport” na Kanale Sportowym. W trakcie rozmowy odniósł się nie tylko do kulis zakończenia współpracy z federacją, ale również do politycznych haseł i transparentów, które w ostatnich miesiącach pojawiały się na stadionach podczas meczów reprezentacji.

    Współprowadzący program Dominik Piechota przytoczył pytanie jednego z widzów: – Dlaczego przenosiliście politykę na stadion? Szczuliście politycznych oponentów i inny elektorat. Po co? Czy to miało kogokolwiek jednoczyć, skoro jednoznacznie opowiadaliście się po jednej stronie sceny politycznej?

    Odpowiedź Pileckiego była jednoznaczna i samokrytyczna. – Pełna zgoda. To jest moment, w którym musimy posypać głowę popiołem. Polityka nie powinna trafiać na stadion i nie powinno się jej mieszać do piłki nożnej. Futbol ma być świętem dla wszystkich – niezależnie od poglądów, sympatii partyjnych czy preferencji wyborczych. Tego typu przekazów powinno być jak najmniej, a najlepiej wcale – zadeklarował.

    Jako przykład właściwego dopingu podał wyjazdowy mecz reprezentacji Polski z Maltą. – Tam nie padło ani jedno hasło polityczne. Każdy mógł się dobrze bawić i skupić wyłącznie na sporcie – zaznaczył.

    W ostatnich miesiącach kibice kilkukrotnie skandowali imię i nazwisko prezydenta Karola Nawrockiego, m.in. podczas spotkań z Nową Zelandią i Finlandią na Stadionie Śląskim w Chorzowie. W przypadku meczu z Finlandią głowa państwa oglądała spotkanie bezpośrednio z trybun.

    Z drugiej strony, obiektem regularnych ataków stał się premier Donald Tusk. Najostrzejsze incydenty miały miejsce podczas wyjazdowego meczu reprezentacji Polski z Litwą w Kownie. Z sektora zajmowanego przez polskich kibiców niósł się wówczas skandowany okrzyk: „Donald, matole! Twój rząd obalą kibole”.

    Na tym jednak się nie skończyło. Pojawiły się także wulgarne hasła, transparent z napisem „Nie jesteś, nie byłeś, nie będziesz kibicem reprezentacji Polski”, a także kontrowersyjny wizerunek szefa polskiego rządu, który wywołał szeroką falę krytyki i komentarzy.

  • Demolka w meczu z Igą Świątek, powtórka w Abu Zabi. Nieudany rewanż za finał

    Demolka w meczu z Igą Świątek, powtórka w Abu Zabi. Nieudany rewanż za finał

    W turnieju WTA 500 w Abu Zabi najwyżej rozstawioną zawodniczką jest broniąca tytułu Belinda Bencić, natomiast numer „2” przypadł Jekaterinie Aleksandrowej. Rosjanka rywalizację rozpoczęła od starcia z Dajaną Jastremską. Było to kolejne ich bezpośrednie spotkanie – przed rokiem mierzyły się w finale turnieju w Linzu, gdzie górą była Aleksandrowa. Także tym razem Ukrainka nie zdołała się zrewanżować i ponownie została wyraźnie zdominowana. Dla Jastremskiej była to kolejna bolesna lekcja tenisa – podobnie jak w poprzednim sezonie, gdy w Indian Wells przegrała z Igą Świątek 0:6, 2:6.

    Rok temu triumfatorką turnieju w Abu Zabi została Belinda Bencić, co odbiło się szerokim echem w świecie tenisa. Szwajcarka sięgnęła po tytuł zaledwie dziesięć miesięcy po narodzinach córki, udowadniając, że potrafi wrócić na najwyższy poziom w imponującym stylu. W tegorocznej edycji mistrzyni olimpijska z Tokio ponownie walczy o końcowy triumf. Dzięki wolnemu losowi w pierwszej rundzie rywalizację rozpocznie dopiero od drugiej, w której zmierzy się z Sonay Kartal.

    Bencić, zajmująca 9. miejsce w rankingu WTA, jest w Abu Zabi rozstawiona z numerem „1”. Tuż za nią w drabince znalazła się Jekaterina Aleksandrowa, aktualnie 11. tenisistka świata. Rosjanka, podobnie jak Szwajcarka, również rozpoczęła turniej od drugiej rundy. Jej rywalką była Dajana Jastremska, sklasyfikowana na 43. pozycji w światowym zestawieniu. Ostatni raz obie zawodniczki grały ze sobą w 2025 roku w finale turnieju w Linzu i tam również lepsza okazała się Aleksandrowa.

    Jastremska sezon rozpoczęła od dwóch zwycięstw w Brisbane, jednak później zanotowała bolesną porażkę w pierwszej rundzie turnieju w Adelajdzie, gdzie została zdeklasowana przez Katerinę Siniakovą 0:6, 1:6. Był to jej najsłabszy występ od ubiegłorocznego Indian Wells, gdy w zaledwie 66 minut przegrała z Igą Świątek 0:6, 2:6.

    WTA Abu Zabi: szybkie rozstrzygnięcie w meczu Jastremska – Aleksandrowa

    Początek środowego spotkania zapowiadał powtórkę jednej z dotkliwych porażek Ukrainki. Aleksandrowa od pierwszych gemów narzuciła swoje warunki, dwukrotnie przełamała rywalkę i szybko objęła prowadzenie 4:0. W piątym gemie Jastremska znalazła się na krawędzi kolejnej straty podania, jednak zdołała obronić trzy break pointy. Chwilę później odpowiedziała przełamaniem powrotnym, co mogło na moment wytrącić Rosjankę z rytmu.

    Była to jednak tylko chwilowa poprawa gry Ukrainki. Aleksandrowa szybko odzyskała pełną kontrolę nad przebiegiem seta. Przy stanie 4:3 jeszcze raz musiała bronić się przed przełamaniem, ale wyszła z opresji i ostatecznie zamknęła partię wynikiem 6:3.

    Drugi set był już całkowitą dominacją 11. rakiety świata. Aleksandrowa wygrała kolejne gemy bez większego wysiłku, ponownie przełamując bezradną rywalkę. Jastremska nie była w stanie nawiązać walki, a set zakończył się „bajglem” – 6:0. Całe spotkanie trwało zaledwie 70 minut, a Rosjanka zwyciężyła 6:3, 6:0.

    W ćwierćfinale turnieju w Abu Zabi Jekaterina Aleksandrowa zmierzy się ze zwyciężczynią meczu Aleksandra Eala – Alaksandra Sasnowicz.

  • Mamy to, Polka zdobyła złoto MŚ! Niesamowity występ, co za sukces

    Oto przeredagowana wersja tekstu po polsku, w bardziej dynamicznym, newsowym stylu, z wyraźnym podkreśleniem wagi sukcesu:

    To historyczny moment dla polskiego sportu zimowego. Zuzanna Witych sięgnęła po złoty medal mistrzostw świata we freeride, zapisując się na kartach historii jako triumfatorka pierwszych MŚ rozgrywanych pod egidą FIS. Kapitalny przejazd Polki został oceniony na 80,33 pkt, co nie pozostawiło rywalkom złudzeń. Jej reakcja po ogłoszeniu wyników mówiła wszystko – tej radości nie da się podrobić.

    Zawody odbyły się w Andorze, a Witych przystępowała do nich w roli jednej z głównych faworytek. Presja była ogromna, lecz Polka udźwignęła ją w najlepszy możliwy sposób. W decydującej próbie zaprezentowała przejazd, który zachwycił sędziów zarówno pod względem technicznym, jak i artystycznym. Efekt? Złoto mistrzostw świata i ogromny sukces polskiej reprezentacji.

    Freeride to jedna z najbardziej widowiskowych i wymagających konkurencji sportów zimowych. Zawodnicy rywalizują poza przygotowanymi trasami, na naturalnych zboczach gór, gdzie liczą się nie tylko umiejętności, ale też odwaga, kreatywność i doskonałe czytanie terenu. W takich warunkach Zuzanna Witych czuje się jak ryba w wodzie – i po raz kolejny to udowodniła.

    Nagranie ze zwycięskiego przejazdu błyskawicznie obiegło media społecznościowe, a gratulacje napływały z całego świata. Polski Związek Narciarski również nie krył dumy z osiągnięcia swojej zawodniczki.
    – Niesamowite osiągnięcie naszej reprezentantki w pierwszych mistrzostwach świata rozgrywanych w strukturach FIS! – podkreślono w oficjalnym komunikacie.

    Triumf w Andorze nie jest dziełem przypadku. Witych od lat należy do światowej czołówki freeride’u. W 2020 roku sięgnęła po mistrzostwo Europy, a rok później zajęła trzecie miejsce w klasyfikacji Freeride World Tour. Teraz do tej imponującej kolekcji dołożyła najcenniejszy z możliwych krążków.

    Polska ma złoto mistrzostw świata, a nazwisko Zuzanny Witych na długo pozostanie symbolem tego sukcesu. To osiągnięcie, które bez wątpienia przejdzie do historii.

  • Skrzyszowska nie wytrzymała po tym, co Kazimierska zrobiła w Nowym Jorku. Dosadnie

    Świetne informacje napłynęły z USA, gdzie Klaudia Kazimierska notuje znakomity początek sezonu halowego. Polska biegaczka błysnęła podczas prestiżowych mityngów w Stanach Zjednoczonych, najpierw poprawiając w Bostonie halowy rekord kraju na 1500 metrów, a następnie przechodząc do historii w Nowym Jorku, gdzie ustanowiła nowy rekord Polski na milę. Swoimi osiągnięciami pochwaliła się w mediach społecznościowych, a pod wpisem natychmiast zaroiło się od komentarzy. Na sukces koleżanki mocno zareagowała m.in. Pia Skrzyszowska, która jednym zdaniem dosadnie podsumowała formę Kazimierskiej.

    Podczas mityngu Millrose Games w Nowym Jorku – drugich z ośmiu najbardziej prestiżowych zawodów zimowego cyklu World Athletics – 24-letnia Polka spisała się znakomicie. Uzyskała czas 4:21.36 na dystansie mili, poprawiając po 26 latach halowy rekord Polski, który od 1999 roku należał do Lidii Chojeckiej (4:24.44). Wynik ten dał Kazimierskiej trzecie miejsce w mocno obsadzonym biegu. Wyprzedziły ją jedynie Australijka Jessica Hull oraz triumfatorka zawodów – Amerykanka Nikki Hiltz.

    Po zawodach Kazimierska zabrała głos w mediach społecznościowych, a jej wpis szybko wywołał lawinę reakcji.
    „Ach, Nowy Jorku. Czekałam na ciebie” – rozpoczęła emocjonalnie, po czym wróciła do wydarzeń sprzed roku. Jak przypomniała, już wcześniej planowała start w Stanach Zjednoczonych, jednak plany pokrzyżowały jej problemy zdrowotne.
    „W zeszłym roku moje biodro było humorzaste i odmówiło współpracy w sezonie halowym, więc musiałam przełożyć wyjazd do Nowego Jorku na 2026 rok. Ale to niesamowicie satysfakcjonujące być w mieście, w którym spełniają się marzenia” – napisała.

    Biegaczka zwróciła również uwagę, że w ciągu zaledwie kilku dni pobiła dwa halowe rekordy Polski – na 1500 metrów w Bostonie oraz na milę w Nowym Jorku. W obu startach zajęła trzecie miejsca, rywalizując z absolutną światową czołówką. „To prawdziwe życiowe doświadczenie. Kocham to” – podsumowała, publikując zdjęcia z zawodów.

    Pod wpisem szybko pojawiły się gratulacje od kibiców oraz ludzi ze środowiska lekkoatletycznego. Swojego zachwytu nie kryła Pia Skrzyszowska, mistrzyni Europy w biegu na 100 metrów przez płotki. „Co za sezonnn!!!” – napisała krótko, ale wymownie. Słowa uznania przekazali również m.in. mistrz Polski na 5 km Kamil Herzyk, Wilma Nielsen – brązowa medalistka mistrzostw Europy U23 na 800 metrów i świeżo upieczona rekordzistka Szwecji – oraz Karissa Schweizer, rekordzistka świata w sztafecie 4×1500 m i była halowa rekordzistka USA na 3000 metrów.
    „Powiedziałabym, że to całkiem udany wyjazd służbowy” – żartobliwie skomentowała Schweizer.

    Gratulacje popłynęły także z oficjalnego konta zespołu z Oregonu, w którym Kazimierska trenuje od trzech lat. Polka studiuje na University of Oregon w Eugene i rozwija swoją karierę biegową w renomowanej grupie trenującej na słynnym Hayward Field. Wcześniej studiowała matematykę w Poznaniu, jednak zdecydowała się porzucić ten kierunek, by spróbować swoich sił za oceanem.

    – O wyjeździe do Stanów Zjednoczonych marzyłam właściwie zawsze, brakowało mi tylko odwagi. To była intuicja, że powinnam tam polecieć, spróbować i zaryzykować – mówiła w czerwcu w rozmowie z Eurosportem.

    Patrząc na ostatnie występy, decyzja ta przynosi spektakularne efekty.