• Sabalenka podpadła Ukraińcom. Koniec nadziei. Czwarta klęska

    Sabalenka podpadła Ukraińcom. Koniec nadziei. Czwarta klęska

    Sabalenka zniszczyła marzenia Ukraińców. Czwarta klęska. Koniec nadziei

    Stało się. Aryna Sabalenka zagra w czwartym z rzędu finale Australian Open. W czwartkowy poranek polskiego czasu Białorusinka rozbiła Elinę Switolinę 6:2, 6:3. Dla reprezentantki naszych wschodnich sąsiadów był to czwarty w karierze półfinał turnieju rangi Wielkiego Szlema. Czwarty, w którym nie udało jej się wyszarpać udziału w meczu o trofeum.
    Tenisistka w kolorowym stroju gestykuluje ręką podczas meczu, w tle widoczni kibice trzymający dużą ukraińską flagę.

    Aryna Sabalenka, UkrainaIZHAR KHAN / AFP / PAUL CROCK / AFPAFP

    Mało kto spodziewał się, że podczas tegorocznego Australian Open w półfinale będziemy oglądać Elinę Switolinę. W połówce drabinki 31-latki znalazły groźne zawodniczki, które nie potrafiły jednak pokonać żony Gaela Monflisa.

    Ta na start pierwszego Wielkiego Szlema w sezonie pokonała Cristinę Bucsę (6:4, 6:1). W drugiej rundzie krwi w pierwszym secie napsuła jej Linda Klimovicova. Reprezentantka Polski ostatecznie poległa 5:7, 1:6. W kolejnym pojedynku Switolina pokonała dwie Rosjanki – Dianę Sznajder (7:6 (4), 6:4) i Mirrę Andriejewę (6:2, 6:4).

    „Pragnę pokoju” – Sabalenka odpowiada na słowa Oliynykovej© 2026 Associated Press

    W ten sposób Sabalenka zniszczyła marzenia Ukraińców. Białorusinka bezlitosna

    Na etapie ćwierćfinału Ukrainka zmierzyła się z Coco Gauff, czyli trzecią rakietą świata. Tymczasem mecz trwał zaledwie niecałą godzinę i zakończył się brutalną porażką Amerykanki 1:6, 2:6.

    Jasnym stało się, że Switolinie po jej czwartym wielkoszlemowym półfinale znów nie będzie dane zagrać o puchar. W 2019 roku walczyła w półfinale Wimbledonu. Wówczas jej pogromczynią okazała się Simona Halep, która wygrała 6:1, 6:3. Kilka miesięcy później Ukrainka o finał rywalizowała z Sereną Williams na US Open. Przeciwko legendarnej Amerykance poległa 3:6, 1:6.

    Rok 2023 to już przegrana 3:6, 3:6 z Marketą Vondrousovą, późniejszą triumfatorką, w półfinale na korcie centralnym w Londynie. 29 stycznia 2026 roku czwartego gwoździa do trumny porażek Eliny Switoliny w tej fazie turnieju wbiła Sabalenka.

    Ukraińscy kibice tenisa z pewnością mieli nadzieję, że być może tym razem ich reprezentantka sprawi sensację. W końcu ani razu w historii Wielkich Szlemów nie oglądaliśmy ukraińskiej zawodniczki w finale. I niestety – z ich perspektywy – to się nie zmieni. Przynajmniej do połowy maja, kiedy ruszy Roland Garros. Będzie to kolejna szansa dla tenisistek z kraju naszych wschodnich sąsiadów na napisanie historii.

    Za to Aryna Sabalenka zagra w czwartym z rzędu finale Australian Open. W meczu o tytuł zmierzy się z Jeleną Rybakiną lub Jessicą Pegulą.
    Aryna Sabalenka rywalizowała z Mirrą Andriejewą o ćwierćfinał Australian Open 2025

    Aryna Sabalenka rywalizowała z Mirrą Andriejewą o ćwierćfinał Australian Open 2025WILLIAM WEST / AFPAFP
    Aryna Sabalenka rywalizowała z Anastazją Pawluczenkową o półfinał Australian Open 2025

    Aryna Sabalenka rywalizowała z Anastazją Pawluczenkową o półfinał Australian Open 2025ADRIAN DENNIS / AFPAFP
    Młoda kobieta w stroju sportowym z zamkniętymi oczami i wyrazem rozczarowania na twarzy, prawdopodobnie podczas meczu tenisowego

    Elina SwitolinaMinas Panagiotakis / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

    Levallois Paris Saint-Cloud – SSC Palmberg Schwerin. Skrót meczu.

  • Spotkanie w Pałacu Prezydenckim bez KO i Lewicy. Klub PiS stawi się w całości, Pałac tłumaczy

    Spotkanie w Pałacu Prezydenckim bez KO i Lewicy. Klub PiS stawi się w całości, Pałac tłumaczy

    Prezydent Karol Nawrocki zaprosił wszystkie kluby i koła parlamentarne na spotkanie w Pałacu Prezydenckim.

    Koalicja Obywatelska i Lewica odmówiły udziału, a ich przedstawiciele nie potwierdzili obecności.

    Spotkanie z całym klubem PiS odbędzie się jako ostatnie – o godzinie 18.

    Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

    Prezydent Karol Nawrocki wystosował zaproszenia do wszystkich szefów klubów parlamentarnych na spotkania w Pałacu Prezydenckim.

    Będą się osbywały w czwartek 29 stycznia przez cały dzień. Na każde spotkanie przewidziano mniej więcej godzinę.

    Karol Nawrocki zaprasza posłów. KO i Lewica odmawiają

    “Maski opadły. KO i Lewica same wyłączają się z polityki współpracy. Paradoksalnie – dobrze, że wreszcie bez udawania” – skomentował w mediach społecznościowych szef Gabinetu Prezydenta Paweł Szefernaker.

    “Nie chodzi o kurtuazyjne spotkanie u Prezydenta. Chodzi o rozmowę o sprawach ludzi: o bezpieczeństwie, tańszym prądzie, lepszej ochronie zdrowia i problemach rolników. Prezydent zaprosił do rozmowy ponad podziałami. KO i Lewica wybrały kolejny konflikt zamiast dialogu i własny polityczny interes zamiast interesu obywateli” – dodał.

    Anna Maria-Żukowska z Lewicy wyjaśniała, że zaproszenie, które do niej trafiło, było kurtuazyjne i nie został zakreślony żaden zakres tematyczny spotkania.

    Jego zdjęcie zamieściła w serwisie X. Wynika z niego, że Lewica została zaproszona na godzinę 15.

    – Z tego, co wiem, przewodniczący klubu Zbigniew Konwiński podjął decyzję, że nie będzie uczestniczył w spotkaniu – powiedział Szłapka. Dopytywany, czy na spotkaniu z prezydentem będą inni przedstawiciele klubu, odparł: – Z tego co wiem, to nie.

    – Mam taką informację od przewodniczącego klubu – zapewnił. Na pytanie, czy ta sytuacja może się zmienić odpowiedział: “nie sądzę”.

    W Pałacu są przekonani, że decyzję o tym, by KO nie przyszła do prezydenta, musiał narzucić sam Donald Tusk. – Przecież najpierw potwierdzili, że przyjdą, a potem sami przyznali, że zmienili zdanie – uważa jeden ze współpracowników prezydenta.

    Spotkania u Karola Nawrockiego. Wyjątek dla PiS?

    Poza Lewicą i KO swoją obecność na spotkaniu z prezydentem potwierdzili przedstawiciele wszystkich pozostałych kół i klubów poselskich.

    Jako ostatnie tego dnia spotkanie zaplanowano spotkanie z klubem PiS. Kiedy pytamy współpracowników prezydenta, dlaczego w przypadku pozostałych ugrupowań zaproszenia dostali szefowie klubów, a w przypadku PiS stawi się cały klub, słyszymy, że nie ma w tym nic dziwnego.

    – Zaproszenia wystosowano do szefów klubów, ale w każdym zaproszeniu była informacja o tym, że szczegóły spotkania i wszelkie kwestie organizacyjne są do doprecyzowania. Niektóre kluby wysłały po kilka osób, a w przypadku PiS zdecydowano, że będzie to spotkanie z całym klubem. Nie ma w tym nic dziwnego, przecież to PiS wspierał prezydenta w kampanii wyborczej i to naturalne, że co jakiś czas prezydent chce się z posłami spotkać – tłumaczy nam jeden ze współpracowników głowy państwa.

    I dodaje: – Formuła jak i agenda spotkań od początku były otwarte, każdy klub sam mógł zdecydować zarówno to, o czym chce rozmawiać z prezydentem jak i o tym, ilu posłów przyjdzie do Pałacu. Gdyby inni chcieli przyjść całym klubem, to wystarczyło zgłosić taką chęć i nie byłoby problemu. Tak, jak zrobił to PiS.

    Cały klub PiS u Nawrockiego? “Dziś jest poczucie w Pałacu”

    Klub PiS już na początku tygodnia rozesłał do wszystkich swoich posłów wiadomość z informacją o możliwości wzięcia udziału w spotkaniu z prezydentem w czwartek 29 stycznia o godzinie 18.

    – To nie pierwsze takie spotkanie z prezydentem, choć poprzednie nie odbywały się w Pałacu. Widać, że prezydent chce popracować nad lepszą współpracą z PiS. Dziś jest chyba poczucie w Pałacu, że to Karol prowadzi całą politykę opozycyjną wobec rządu, a PiS zajmuje się głównie walkami frakcyjnymi. Dobrze byłoby to zmienić i popracować nad większą synergią działań obozu prezydenta i PiS – mówi nam jeden z posłów Prawa i Sprawiedliwości.

    – Może Karolowi uda się wyrwać PiS z letargu, w jaki popadliśmy po wygranej w wyborach prezydenckich, bo rzeczywiście przydałoby się, żebyśmy się bardziej wzięli do roboty – dodaje nasz rozmówca.

    Kamila Baranowska

    KO i Lewica nie spotkają się z prezydentem. Wójcik w ”Gościu Wydarzeń”: To ogromny błąd. Pamiętajmy o tym, co dzieje się za granicami kraju

  • Wielka radość u Rosjan. Już ponad 13 lat, tylko Świątek mogła to teraz przerwać

    Wielka radość u Rosjan. Już ponad 13 lat, tylko Świątek mogła to teraz przerwać

    Iga Świątek na spełnienie marzenia o skompletowaniu karierowego Wielkiego Szlema będzie musiała poczekać co najmniej kilkanaście kolejnych miesięcy. Polka wciąż ma przed sobą tylko jedną brakującą cegiełkę – triumf w Australian Open. Pozostałe trzy najważniejsze trofea w światowym tenisie ma już na koncie: zwyciężała w Rolandzie Garrosie, Wimbledonie oraz US Open. Osiągnięcie pełnego Wielkiego Szlema byłoby wydarzeniem o ogromnym znaczeniu nie tylko dla polskich kibiców, ale i dla całego tenisowego świata. Po raz ostatni dokonała tego kobieta ponad trzynaście lat temu, a euforia ogarnęła wówczas Rosję.

    Australian Open pozostaje jak dotąd jedynym turniejem wielkoszlemowym, którego Iga Świątek nie potrafiła jeszcze podbić. W tegorocznej edycji turnieju w Melbourne podopieczna Wima Fissette’a z meczu na mecz prezentowała się coraz lepiej, aż w ćwierćfinale natrafiła na przeszkodę nie do pokonania. Jelena Rybakina ponownie okazała się dla Polki rywalką wyjątkowo niewygodną. Choć pierwszy set przyniósł wyrównaną walkę i trzymał kibiców w napięciu, w drugiej partii Kazaszka całkowicie zdominowała wydarzenia na korcie, oddając Świątek zaledwie jednego gema. Porażka była tym bardziej bolesna, że oznaczała utratę kolejnej szansy na zapisanie się w historii tenisa poprzez skompletowanie karierowego Wielkiego Szlema.

    Ten wyjątkowy wyczyn polega na zwycięstwie w każdym z czterech najważniejszych turniejów: Australian Open, Rolandzie Garrosie, Wimbledonie i US Open. To osiągnięcie zarezerwowane wyłącznie dla największych legend tej dyscypliny. Do tej pory udało się to zaledwie dziesięciu tenisistkom. W tym elitarnym gronie znajdują się: Maureen Connolly, Doris Hart, Shirley Fry, Margaret Court, Billie Jean King, Chris Evert, Martina Navratilova, Steffi Graf, Serena Williams oraz Maria Szarapowa. Co istotne, to właśnie Rosjanka jako ostatnia dołączyła do tej prestiżowej listy.

    Moment, w którym Szarapowa skompletowała karierowego Wielkiego Szlema, przeszedł do historii tenisa. Stało się to w 2012 roku na kortach Rolanda Garrosa. Rosjanka zaprezentowała wówczas znakomitą formę, przechodząc przez turniej niemal bezproblemowo. Jedynego seta straciła w pojedynku z Klarą Koukalovą, a w wielkim finale nie pozostawiła złudzeń Sarze Errani, która zdołała ugrać jedynie pięć gemów. Triumf w Paryżu był pieczęcią postawioną na jednym z najważniejszych osiągnięć w karierze Szarapowej.

    – To najbardziej wyjątkowy moment w mojej karierze. Myślałam, że wygrana w Wimbledonie w wieku siedemnastu lat będzie najcenniejszym przeżyciem, ale kiedy dziś padłam na kolana, zrozumiałam, że to chwila absolutnie szczególna, nawet bardziej niż tamta – mówiła wzruszona Rosjanka tuż po finale, cytowana przez „telegraph.co.uk”.

    Jej sukces wywołał wówczas ogromną euforię wśród rosyjskich kibiców. Radość ta trwa do dziś, bo od ponad trzynastu lat żadna inna tenisistka nie dołączyła do elitarnego grona zdobywczyń karierowego Wielkiego Szlema. Już teraz wiadomo, że także w 2026 roku lista ta nie zostanie poszerzona o nazwisko Igi Świątek.

    Tenisistki, które skompletowały karierowego Wielkiego Szlema (wg ESPN):

    Maria Szarapowa – od 2012 roku (Roland Garros)

    Serena Williams – od 2003 roku (Australian Open)

    Steffi Graf – od 1988 roku (US Open)

    Martina Navratilova – od 1983 roku (US Open)

    Chris Evert – od 1982 roku (Australian Open)

    Billie Jean King – od 1972 roku (Roland Garros)

    Margaret Court – od 1963 roku (Wimbledon)

    Shirley Fry – od 1957 roku (Australian Open)

    Doris Hart – od 1954 roku (US Open)

    Maureen Connolly – od 1953 roku (Roland Garros)

  • Fibak zobaczył, co zrobiła Świątek i nie dowierzał. “Gdybym ja tak zrobił…”

    Fibak zobaczył, co zrobiła Świątek i nie dowierzał. “Gdybym ja tak zrobił…”

    Gdybym ja tak zrobił, to Australijczycy pytaliby, czy ze mną wszystko okej – mówi Sport.pl Wojciech Fibak, odnosząc się do zachowania Igi Świątek w przegranym ćwierćfinale Australian Open. Były tenisista nie zostawia złudzeń co do sytuacji Polki w meczu z Jeleną Rybakiną i wskazuje, co jego zdaniem od dawna odpowiada za jej problemy.
    Iga Świątek, Wojciech Fibak
    Fot. REUTERS/Maxim Shemetov, YouTube/WojewódzkiKędzierski

    Od razu wiadomo było, że po czterech wcześniejszych meczach Igi Świątek w Australian Open ćwierćfinał z Jeleną Rybakiną będzie weryfikacją. I nią był. Polka przegrała 5:7, 1:6, a po nim opowiadała na konferencji prasowej m.in. o pracy nad zmianami w grze. Wojciech Fibak zaś z przekonaniem stwierdza, że żadnych zmian nie dostrzega i dodaje zaskakująco: – Gdyby Wim Fissette je wprowadził, to by stracił pracę.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    “Idze trzeba tylko współczuć”. Rybakina niczym pociąg TGV

    Fibak miał w głowie gotowy scenariusz na środowy mecz, bazując na niektórych wcześniejszych pojedynkach tych zawodniczek. Brał pod uwagę, że Rybakina może wygrać pierwszego seta, ale w drugim do gry miała się włączyć Świątek i potem gładko rozstrzygnąć na swoją korzyść decydującą partię. Wydarzenia na korcie potoczyły się inaczej, a były tenisista uważa, że przy tak grającej rywalce, Polka nie miała właściwie nic do powiedzenia.

    – Omawiamy to spotkanie od strony Igi, bo jest Polką, ale uważam, że trzeba tu pochwalić Rybakinę i pogratulować jej. A Idze trzeba tylko współczuć, że trafiła na tak dysponowaną Kazaszkę w ćwierćfinale. W drugim secie miała szansę na przełamanie przy 1:3 i być może potem by odrobiła straty, ale rywalka faktycznie nie pomagała jej wtedy. W przeszłości, gdy się mierzyły, Iga mogła liczyć na prezenty. Teraz na palcach jednej ręki można byłoby policzyć te, które miała w całym meczu – stwierdza były gracz top 10 rankingu tenisistów.

    I dodaje, że według niego nawet Świątek w swoim najlepszym wydaniu, gdy kilka lat temu dominowała, raczej z tak świetnie dysponowaną Kazaszką by w Melbourne nie wygrała. Zajmująca piąte miejsce na światowej liście tenisistka bowiem świetnie radzi sobie na szybkich kortach i “beton” na antypodach sprzyja jej stylowi.

    – Była nie do pokonania. Grała na wielkim ryzyku, mocno, płasko, blisko linii. Była jak pociąg TGV – opisuje Fibak.
    “Człowiek jest cały roztrzęsiony, wszystkie myśli kotłują się w głowie”. W tym Fibak widzi główny problem Świątek

    Nie zgadza się on z dość powszechną opinią, że tym, co przede wszystkim utrudniało Polce rywalizację w ćwierćfinale, ale też było problemem w jej wcześniejszych meczach, był nadmierny pośpiech. O więcej spokoju przy kolejnych uderzeniach apelował też nieraz trener Wim Fissette.

    – Nie dostrzegłem zbytnio pośpiechu. Gdy Rybakina narzucała zawrotne tempo, to Iga nie miała nic do powiedzenia i nie miała czasu zastanawiać się, jak zagrać, tylko czy w ogóle zdoła dobiec do piłki. Słyszałem, że komentujący mecz w Eurosporcie Dawid Celt też wspominał, że potrzeba spokoju. Ale jak można mieć spokój, gdy przegrywa się 5:7, 0:3 i nagle pojawia się szansa, by wrócić? Wiadomo, że człowiek jest cały roztrzęsiony w środku i tylko marzy o tym, by trafić, a wszystkie myśli kotłują się w głowie – argumentuje mój rozmówca.

    I choć Fibak odnotował błąd Świątek z bekhendu w ważnym momencie oraz słuchał, jak Celt – poza brakiem spokoju – zwracał uwagę też na problemy z serwisem, to sam w czym innym upatruje źródła ostatnich problemów sześciokrotnej triumfatorki turniejów wielkoszlemowych.

    – Mówię o tym od lat – największy techniczny problem Igi dotyczy forhendu. Kiedyś rozprowadzała nim rywalki po korcie, ale gdy jest rozregulowany, to rzutuje to na całość gry. Polka nadaje temu uderzeniu dużą rotację – jak Rafael Nadal. Tam jest bardzo mały margines bezpieczeństwa – może niecały centymetr na to, by piłka przeszła odpowiednio blisko ramy. Gdy pewność siebie jest trochę naruszona, to zdarza się tam więcej kiksów, nieczystych zagrań, a to deprymuje. Teraz nie ma tej regularności i to Igę gubi. Gdyby forhend funkcjonował bez zarzutu, to byśmy tych wszystkich rozmów nie prowadzili – przekonuje triumfator Australian Open z 1978 roku w deblu.
    Było już 5:7, 0:3. Wyjątkowe zachowanie Świątek. “Zwierzę tenisowe”

    Przy okazji przegranej z Rybakiną sporo osób zwróciło uwagę na dwie niepokojące tendencje. Świątek od jakiegoś czasu ma problem ze znalezieniem recepty na rywalki ze światowej czołówki. Z siedmiu ostatnich spotkań z zawodnikami z top 10 wygrała tylko jeden, a do tego ostatnie sety w pojedynkach z nimi kończyły się często bolesnym 0:6 lub 1:6. Podczas gdy w przeszłości słynęła z wychodzenia obronną ręką z sytuacji niemal niemożliwych do uratowania. Fibak jednak przekonuje, że w środę w ostatnim secie Polka nie przestała walczyć.

    – Nawet przy wyniku 0:3 i 1:4 cały czas próbowała, mobilizowała się, podskakiwała. Piłka leciała pięć metrów od linii, a ona jeszcze tam biegła, by się upewnić, że na pewno spadnie poza kortem. Gdybym jak tak zrobił, to Australijczycy pytaliby w przerwie, czy ze mną wszystko okej. 90 procent tenisistów by w ogóle nie ruszyło do takiej piłki. Ale Iga to zwierzę tenisowe, jest jak lwica. Ona stara się do samego końca i zaciska zęby. Taką niezwykłą waleczność mieli w sobie tylko Nadal, Jimmy Connors i Monica Seles – wylicza utytułowany tenisista.

    Celt i wiele innych osób powtarza, że Świątek musi wprowadzić trochę urozmaicenia w grze, bo jej dotychczasowy styl nie jest już tak skuteczny, jak kiedyś. Fibak podchodzi do tego zupełnie inaczej.

    – Iga nie jest w stanie wygrywać slajsem czy wolejami. To nie jest jej tenis, to nie jest jej styl. Żadnych slajsów. Rezygnacja ze skrótów za czasów Tomka Wiktorowskiego była właściwą decyzją, którą wsparłem. Aryna Sabalenka może i zaczęła potem to zagranie częściej stosować, ale ile razy dzięki niemu zdobyła ważne punkty? To nie dzięki niemu wygrywa. Sformułowania, że rywalki przyzwyczaiły się do stylu gry Igi, są szablonowe. O każdej zawodniczce można tak powiedzieć. Gdyby wygrywała, to nikt by jej stylu nie krytykował – argumentuje mój rozmówca.
    Ryzykowny plan Świątek? “Jedyne lekarstwo”

    Sama Polka na konferencji prasowej po środowym ćwierćfinale przyznała, że podczas okresu przygotowawczego zaczęła pracować z Fissettem, który półtora roku temu zastąpił Wiktorowskiego, nad zmianami w serwisie. I dodała, że wprowadzanie tych zmian przebiega u niej dość wolno. Fibak stwierdza, że żadnych zmian w tym elemencie u 24-latki nie dostrzega i uważa, że do takich dojść w ogóle nie powinno.

    – Uważam, że takie zmiany są groźne. Gdyby Belg je wprowadził, to by stracił pracę – stwierdza nieoczekiwanie ekspert.

    Jest jeszcze inny temat, w przypadku którego jest on bardzo sceptyczny wobec planów drugiej tenisistki świata. Ta już pod koniec poprzedniego sezonu zapowiadała, że w kolejnym ograniczy nieco starty. Po przegranej z Rybakiną w Melbourne została spytana na konferencji prasowej, czy wciąż bierze pod uwagę rezygnację nawet z obowiązkowych turniejów rangi WTA 1000, by na spokojnie popracować w tym czasie nad poprawą gry. Odpowiedź była twierdząca.

    – Iga, będąc wiceliderką światowego rankingu, nie może sobie pozwolić na to, by odpuszczać “tysięczniki”, bo będą kary finansowe i punktowe – stwierdza Fibak.

    Ale na tym nie kończy. Wraca tu do kwestii pewności siebie, której według niego brakuje teraz Świątek, a którą sam uważa za podstawę sukcesów w tenisie.

    – Nie można uzyskać jej, zamykając się w sterylnych warunkach, by pracować nad danym uderzeniem. Uzyskuje się ją tylko poprzez wygrywanie meczów o punkty. Jeśli Iga wygra np. turniej w Dosze [to pierwszy planowany start Świątek po Australian Open – red.], to pewność siebie i regularność forhendowa powrócą. Nerwowość nie zniknie, gdy zamknie się na korcie treningowym w Warszawie czy gdziekolwiek indziej. Tenisiści czasem o takich rozwiązaniach wspominają, ale realia są tak naprawdę zupełnie inne. Iga na treningu może ten forhend trafiać, ale gdy przyjdzie do ważnego meczu z wymagającą rywalką, to pewność siebie osłabnie i problem wróci. Tu żadna przerwa nie pomoże. Trzeba dalej grać i wygrywać turnieje. To jest jedyne lekarstwo – podsumowuje jeden z najlepszych polskich tenisistów w historii.

  • Sabalenka pokazała, dlaczego jest numerem jeden. Kosmiczny tenis w półfinale AO

    Sabalenka pokazała, dlaczego jest numerem jeden. Kosmiczny tenis w półfinale AO

    Aryna Sabalenka pierwszą finalistką Australian Open 2026! W pierwszym secie Elina Switolina nie sprawiła jej większych trudności. W drugim gra wyrównała się o wiele bardziej. Ba, Ukrainka była w stanie nawet przełamać Białorusinkę, ale długo z prowadzenia się nie cieszyła. Sabalenka szybko odzyskała rezon i wygrała 6:2, 6:3. Tym samym obroniła punkty za poprzedni sezon, a już w sobotę może dołożyć kolejne i jeszcze mocniej odskoczyć Idze Świątek w rankingu WTA.
    Aryna Sabalenka
    screen

    Już przed startem Australian Open mówiło się, że to Aryna Sabalenka jest główną kandydatką do zgarnięcia tytułu. Ta sztuka udawała jej się w poprzednich latach dwukrotnie (2023 i 2024). I faktycznie bez większych problemów zameldowała się w półfinale. Ba, w drodze do niego nie straciła nawet seta, choć trzeba wspomnieć, że grała tylko z rywalkami spoza TOP 15 więc teoretycznie miała łatwą drabinkę. Na tym etapie jej przeciwniczką była Elina Switolina, dla której to pierwszy półfinał w Melbourne w karierze. Mimo wszystko nie można było skreślać Ukrainki. Także nie straciła seta, a dodatkowo pokonała Coco Gauff czy Mirrę Andriejewą, zawodniczki z absolutnego topu.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
    Znakomity pierwszy set Sabalenki. Nawet absurdalna sytuacja jej nie rozbiła

    Bilans bezpośrednich pojedynków przemawiał na korzyść Sabalenki. Panie mierzyły się sześciokrotnie i aż pięć z tych meczów wygrała Białorusinka, w tym cztery ostatnie. Switolina chciała w końcu przełamać tę niekorzystną serię przeciwko liderce rankingu WTA. Czy jej się to udało?

    Początek miała bardzo obiecujący. Już w pierwszym gemie wywalczyła break pointy. Prowadziła 40:15, ale Sabalenka widowiskowo wyszła z opresji. Później gra się wyrównała, a na korcie zaczęły pojawiać się coraz większe emocje. Te wzięły górę szczególnie w czwartym gemie. Wówczas sędzina nagle przerwała akcję i przyznała punkt Switolinie, z czym rywalka nie mogła się pogodzić. Powód? Sabalenka oprócz specyficznego dla siebie krzyku przy odbiciu piłki wydała jeszcze dodatkowy dźwięk w trakcie wymiany, co zgodnie z regulaminem nie jest dozwolone. – Jak wielu zawodników tak robi? – pytała zszokowana Białorusinka, ale sędzina pozostawała nieugięta. – Powiedziałaś “UH – AYA”… nie wydajesz normalnego dźwięku – broniła się pani arbiter.

    Ta sytuacja nie wpłynęła negatywnie na pierwszą rakietę świata. Ba, rozzłościła ją i dodała większej motywacji. Efekt? Przełamała Switolinę, a po chwili na tablicy wyników było już 4:1. Mimo wszystko Ukrainka nie zamierzała się poddawać i chciała odwrócić losy tego seta. Do większej pracy motywował ją również mąż, a zarazem genialny tenisista, Gael Monfils, który był obecny w jej boksie. Sabalenka była dla niej jednak za mocna. Posyłała precyzyjne i piekielnie mocne piłki. To zaowocowało kolejnym przełamaniem na korzyść faworytki, tym razem w decydującej fazie seta, czyli w ósmym gemie. Białorusinka wygrała 6:2.
    Bezkonkurencyjna Sabalenka. Kolejny finał AO w karierze

    – 21 set z rzędu wygrany przez Sabalenkę w roku 2026 – informowali komentatorzy Eurosportu. Tenisistka wydawała się w wybornej formie i mało co wskazywało, że Switolina będzie w stanie pokonać ją tego dnia. Na początku drugiej partii doszło jednak do zaskoczenia. Pierwszy gem i… utrata serwisu przez Białorusinkę. – Teraz większa inicjatywa po stronie Switoliny – mówili komentatorzy. Długo ten stan nie trwał, bo błyskawicznie Sabalenka wróciła do gry na wysokim poziomie, bombardując rywalkę serwisem.

    Zobacz też: Eksperci nie mają litości dla Świątek. 5:24 mówi wszystko.

    Znakomicie grała też w gemach serwisowych Ukrainki. I tak właśnie doszło do przełamania na korzyść Białorusinki w szóstej odsłonie tego seta (4:2). Switolina starała się jeszcze zaskoczyć czymś rywalkę, ale ta wydawała się niewzruszona. Straty odrobić się nie udało. Ostatecznie Sabalenka wygrała ten set 6:3 i mecz 2:0. Na uwagę zasługują też kosmiczne statystyki pierwszej rakiety świata. Mowa o 29 winnerach i 15 niewymuszonych błędach. A jak to wyglądało po stronie Switoliny? 12 zagrań kończących i 17 niewymuszonych błędów.

    Aryna Sabalenka – Elina Switolina 6:2, 6:3

    Tym samym Sabalenka została pierwszą finalistką tegorocznego Australian Open. A z kim zmierzy się na tym etapie? Ze zwyciężczynią starcia Jessica Pegula – Jelena Rybakina. Finał zaplanowano na sobotę, 31 stycznia.

  • Sabalenka rywalizowała ze Switoliną o finał Australian Open. Dwa sety i koniec

    Sabalenka rywalizowała ze Switoliną o finał Australian Open. Dwa sety i koniec

    Australian Open wkroczył w kluczową fazę, jednak od środy turniej w Melbourne toczy się już bez udziału Igi Świątek. Nie oznaczało to jednak braku emocji – półfinały singla kobiet zapowiadały się niezwykle atrakcyjnie. W pierwszym z nich na Rod Laver Arena zmierzyły się Aryna Sabalenka i Elina Switolina. Stawką był nie tylko awans do finału, ale także zakończenie jednej z dwóch imponujących serii – obie tenisistki pozostawały niepokonane od dziesięciu meczów. Ostatecznie to liderka rankingu WTA triumfowała 6:2, 6:3, mimo kontrowersyjnej decyzji sędziowskiej, która na moment wytrąciła ją z równowagi.

    Dla Sabalenki był to już czwarty z rzędu półfinał Australian Open. W 2023 i 2024 roku kończyła zmagania w Melbourne z tytułem mistrzowskim, a przed rokiem jej marsz po finał zatrzymała Madison Keys. W tegorocznej edycji Białorusinka od początku jasno deklarowała, że jej celem jest odzyskanie korony. Szóstą rywalką na drodze do tego celu okazała się Elina Switolina, która również prezentowała się w Australii znakomicie.

    Przed czwartkowym starciem obie zawodniczki mogły pochwalić się identycznym bilansem – 10 zwycięstw i zero porażek w sezonie. Co więcej, żadna z nich nie straciła wcześniej seta w Australian Open 2026. Było więc jasne, że w półfinale któraś z tenisistek po raz pierwszy w tym roku zazna goryczy porażki.

    Spotkanie lepiej zaczęła Sabalenka, choć już w pierwszym gemie serwisowym musiała bronić dwóch break pointów. Switolina próbowała wykorzystać swoje szanse, lecz liderka rankingu WTA zachowała spokój i dzięki mocnym uderzeniom szybko oddaliła zagrożenie. Kolejne gemy toczyły się zgodnie z rytmem serwujących, aż do czwartego rozdania, które przyniosło sporo kontrowersji. Sędzia przerwała wówczas wymianę i przyznała punkt Ukraince, uznając, że Sabalenka wykonała dodatkowy okrzyk już po zagraniu piłki. Decyzja wywołała zdziwienie obu zawodniczek, a nawet obejrzenie powtórki nie skłoniło arbiter do jej zmiany.

    Choć sytuacja wyraźnie podirytowała Sabalenkę, Białorusinka szybko wróciła do ofensywnej gry. Switolina miała jeszcze kilka okazji na wyrównanie, jednak nie potrafiła ich wykorzystać. To właśnie wtedy liderka rankingu WTA przejęła inicjatywę, zdobyła przełamanie i odskoczyła na 4:1. Ukrainka próbowała jeszcze wrócić do seta, broniąc się przed kolejnymi atakami rywalki, lecz końcówka należała już do tenisistki z Mińska. Sabalenka dołożyła jeszcze jedno przełamanie i zamknęła pierwszą partię wynikiem 6:2.

    Drugi set rozpoczął się niespodziewanie od problemów Sabalenki przy własnym podaniu. Switolina wykorzystała moment dekoncentracji rywalki, przełamała ją i po chwili prowadziła 2:0. Był to jednak ostatni moment przewagi Ukrainki w tym meczu. Liderka rankingu WTA szybko odzyskała rytm, zaczęła dominować siłą uderzeń i konsekwentnie odrabiała straty. Kluczowy okazał się szósty gem, w którym Switolina nie wykorzystała szansy na 3:3. Od tego momentu Sabalenka przejęła pełną kontrolę nad wydarzeniami na korcie.

    Końcówka spotkania była popisem Białorusinki. Wygrała pięć gemów z rzędu, pieczętując zwycięstwo 6:3 i przerywając imponującą serię dziesięciu wygranych meczów Switoliny. Cały półfinał trwał zaledwie 76 minut.

    Dzięki temu triumfowi Aryna Sabalenka po raz kolejny zameldowała się w finale Australian Open, gdzie o tytuł powalczy ze zwyciężczynią pojedynku Jessica Pegula – Jelena Rybakina. Switolina, mimo porażki, może opuszczać Melbourne z podniesioną głową – jej postawa w turnieju zapewni jej powrót do czołowej dziesiątki rankingu WTA.

  • Koniec niezwykłej serii w półfinale Sabalenki ze Switoliną. 76 minut walki

    Koniec niezwykłej serii w półfinale Sabalenki ze Switoliną. 76 minut walki

    Aryna Sabalenka już po raz czwarty z rzędu zameldowała się na etapie najlepszej “4” Australian Open. W 2023 i 2024 roku zakończyło się to zdobyciem tytułu, a 12 miesięcy temu musiała uznać wyższość Madison Keys. W tym sezonie Białorusinka zamierzała odzyskać koronę w Melbourne. Szóstą w sumie przeszkodą dla tenisistki z Mińska na tegorocznej drodze do trofeum w stolicy stanu Wiktoria okazała się Elina Switolina.

    Co ciekawe, obie zawodniczki miały ze sobą wiele wspólnego przed startem dzisiejszej rywalizacji. Żadna z nich nie zaznała jeszcze porażki w tym sezonie (bilans 10-0). W dodatku panie nie straciły jak dotąd ani jednego seta podczas Australian Open 2026. Było zatem jasne, że w czwartek któraś z nich popsuje sobie nieco statystyki i zazna premierowej przegranej. Zapowiadała się arcyciekawa batalia o finał.

    Australian Open: Aryna Sabalenka kontra Elina Switolina w półfinale

    Mecz rozpoczął się od serwisu Sabalenki. Już na “dzień dobry” musiała zmierzyć się z solidnym testem. Switolina wyszła na prowadzenie 40-15 na returnie, dzięki czemu pojawiły się dwa break pointy z rzędu dla Ukrainki. Liderka rankingu WTA szybko zniwelowała zagrożenie, w dodatku na własnych warunkach. Elina nie miała zbyt wiele do powiedzenia przy kolejnych akcjach i ostatecznie to Aryna jako pierwsza objęła prowadzenie. Następne minuty przebiegał po myśli podających zawodniczek. Arcyciekawej sytuacji doświadczyliśmy na starcie czwartego rozdania. Wówczas pani sędzia przerwała wymianę i przyznała punkt 12. rakiecie świata. Jej zdaniem tenisistka z Mińska wykonała dodatkowy okrzyk, już po odegraniu. Turniejowa “1” nie mogła się z tym pogodzić, zaskoczona była także Switolina. Mimo obejrzenia powtórki przez arbiter, decyzja nie uległa zmianie.

    Sabalenka wyglądała na sfrustrowaną całym zajściem, mówiła sobie coś pod nosem także podczas następnych akcji. Po powrocie do gry Elina miała swoje okazje na 2:2 – i to aż trzy. Brakowało jej jednak postawienia “kropki nad i”. Białorusinka generowała potężną moc i ciągle wywierała presję na przeciwniczce poprzez ofensywę. W końcu liderka rankingu WTA doczekała się szansy na przełamanie. Już pierwsza okazja dała 27-latce dwa “oczka” przewagi. Po chwili Ukrainka powinna wypracować sobie dwa break pointy powrotne. Powinna, bo miała otwartą sytuację, a zdecydowała się na nieudany skrót. Losy rozdania odwróciły się na korzyść tenisistki z Mińska i zrobiło się już 4:1.

    Turniejowa “1” próbowała iść za ciosem i w szóstym gemie szukała swojej szansy na podwójne przełamanie. Zobaczyliśmy piłkę na cztery “oczka” różnicy, jednak tym razem Switolina zdołała wyjść z opresji i jeszcze przedłużyła nadzieje na nawiązanie walki w premierowej odsłony. Sabalenka ciągle imponowała mocą własnych zagrań, wiele akcji toczyło się na jej warunkach, z zastosowaniem ulubionych schematów numeru jeden. Podczas siódmego rozdania Elina doprowadziła co prawda do stanu równowagi przy serwisie Aryny, ale następne dwa punkty rozwiały marzenia o powrotnym przełamaniu. Ósmy gem okazał się ostatnim w tym secie. Tenisistka z mińska wywalczyła jeszcze jednego breaka i wygrała partię wynikiem 6:2.

    Na starcie drugiej części pojedynku zrobiło się bardzo ciekawie. Początkowo liderka rankingu WTA prowadziła 30-15, ale potem dało się zauważyć u niej spore napięcie. Przegrała trzy następne akcje i została przełamana. Po zmianie stron Switolina pewnie utrzymała swoje podanie i wyszła na 2:0. W następnych minutach Aryna wróciła do gry. Ukrainka oddała rywalce inicjatywę i 27-latka szybko to wykorzystała. Sabalenka zainaugurowała znakomitą passę. Po tym, jak w szóstym gemie Elina nie wzięła piłki na 3:3, zrobiło się już 4:2 z perspektywy Białorusinki. Po chwili 12. rakieta świata miała jeszcze break pointa, ale znów, gdy tylko przyszło do kluczowej piłki, punkt trafił na konto turniejowej “1”.

    Liderka rankingu WTA zdeklasowała swoją przeciwniczkę w końcówce. Seria pięciu kolejnych wygranych gemów pozwoliła na zakończenie passy 10 zwycięstw Switoliny z rzędu. Finalny wynik spotkania po 76 minutach gry brzmiał 6:2, 6:3 na korzyść tenisistki z Mińska. Tym samym Aryna znów zameldowała się w finale rozgrywek w Melbourne. O tytuł powalczy ze zwyciężczynią meczu Jessica Pegula – Jelena Rybakina. Z kolei Ukrainka, chociaż odpadła, to również ma prawo do dużej satysfakcji ze swojej postawy. Po rywalizacji w stolicy stanu Wiktoria wróci do czołowej “10” kobiecego zestawienia.

    Dokładny zapis relacji z meczu Aryna Sabalenka – Elina Switolina jest dostępny TUTAJ. Główny turniej Australian Open potrwa do 1 lutego. Najważniejsze informacje z wielkoszlemowych zmagań można śledzić za pomocą specjalnej zakładki na stronie Interii.

    Iga Świątek zaniepokojona ciągłą obserwacją podczas turniejów. WIDEOAssociated Press© 2026 Associated Press
    Tenisistka w żółtym stroju trzymająca rakietę tenisową, unosząca rękę w geście pożegnania lub podziękowania na tle rozmytej publiczności na trybunach.

    Aryna SabalenkaWilliam WestAFP
    Tenisistka w białym stroju sportowym unosi zaciśniętą pięść i uśmiecha się, trzymając rakietę tenisową. W tle rozmyta publiczność na trybunach obserwująca wydarzenie.

    Elina SwitolinaPAUL CROCKAFP
    Kobieta ubrana w sportowy strój tenisowy trzyma rakietę, uśmiecha się i unosi otwartą dłoń w geście pozdrowienia podczas meczu tenisowego.

    Aryna SabalenkaDavid GrayAFP

  • Lewandowski wyrównał rekord Messiego. Historyczny gol Polaka, może już tylko uciekać

    Lewandowski wyrównał rekord Messiego. Historyczny gol Polaka, może już tylko uciekać

    Robert Lewandowski po raz kolejny udowodnił, że jego nazwisko na stałe zapisało się w historii Ligi Mistrzów. Wydawało się, że mecz siódmej kolejki edycji 2025/2026 przeciwko Slavii Praga nie będzie miał większego znaczenia w skali całych rozgrywek, a jednak właśnie wtedy Polak dokonał wyczynu o historycznym wymiarze. Strzelony gol sprawił, że czeski klub stał się 39. zespołem, któremu Lewandowski zdobył bramkę w Champions League. Tym samym kapitan reprezentacji Polski wyprzedził Cristiano Ronaldo i znalazł się o krok od absolutnego rekordu należącego do Lionela Messiego.

    Na tym jednak nie poprzestał. Już w kolejnym spotkaniu, w ramach ósmej kolejki, Lewandowski ponownie wpisał się na listę strzelców. Gol przeciwko FC Kopenhaga oznaczał, że Polak wyrównał niewiarygodne osiągnięcie Argentyńczyka, który w swojej karierze trafiał do siatki aż 40 różnych drużyn w Lidze Mistrzów.

    Lewandowski od dawna funkcjonuje w świadomości kibiców jako jedna z ikon tych rozgrywek. Dorobek 106 goli w Champions League plasuje go w ścisłej czołówce wszech czasów. Przed nim pozostają już tylko dwaj giganci światowego futbolu – Cristiano Ronaldo, który zdobył 140 bramek, oraz Lionel Messi z 129 trafieniami. Co istotne, obaj są już na finiszu swoich karier i wszystko wskazuje na to, że ich liczby nie zostaną znacząco poprawione – ani pod względem zdobytych goli, ani liczby rywali, którym potrafili strzelać.

    W przypadku Cristiano Ronaldo lista „ofiar” zamknęła się na 38 zespołach. Lewandowski, trafiając przeciwko Slavii Praga, przebił ten wynik i zrównał się niemal natychmiast z Messim. Argentyńczyk przez lata zgromadził 40 drużyn, którym strzelał w Lidze Mistrzów – i dokładnie do tego samego poziomu doszedł teraz Polak.

    Decydujący moment nastąpił 28 stycznia 2026 roku na Camp Nou, przy ponad 40 tysiącach widzów. Barcelona sensacyjnie przegrywała z Kopenhagą 0:1, a Lewandowski w pierwszej połowie pozostawał raczej w cieniu wydarzeń. Po przerwie wszystko się jednak zmieniło. Już w 47. minucie napastnik Barcelony wykorzystał dogodną sytuację w polu karnym i z bliska skierował piłkę do siatki. Gol nie tylko uspokoił kibiców, ale przede wszystkim zapewnił Lewandowskiemu miejsce w historii rozgrywek.

    Lista klubów, którym Robert Lewandowski strzelał gole w Lidze Mistrzów, robi ogromne wrażenie. Znajdują się na niej m.in.: AEK Ateny, Ajax Amsterdam, Anderlecht, Arsenal, AS Roma, Atletico Madryt, Bayern Monachium, Benfica Lizbona, Beşiktaş, Borussia Dortmund, Chelsea, Crvena Zvezda, Dinamo Zagrzeb, Dynamo Kijów, FC Barcelona, FC Porto, Inter Mediolan, Juventus, Lazio Rzym, Manchester City, PSG, Real Madryt, Tottenham, Napoli, Zenit Sankt Petersburg, a także Kopenhaga, która dołączyła do tego elitarnego grona jako czterdziesta.

    Lewandowski nie tylko goni legendy – on sam już nią jest. A historia, którą pisze w Lidze Mistrzów, wciąż może mieć kolejne, równie spektakularne rozdziały.

    https://x.com/CezaryKawecki/status/2016619576193146969?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2016619576193146969%7Ctwgr%5Ef870b19cc4f8a31eff1dcdc0e57eb5a6d477fecc%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Frobert-lewandowski%2Fnews-lewandowski-wyrownal-rekord-messiego-historyczny-gol-polakanId22544640

  • Pogromczyni Igi Świątek gra o finał Australian Open! Gdzie obejrzeć mecz Jeleny Rybakiny?

    Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu

    Australian Open WTA: Jessica Pegula – Jelena Rybakina dzisiaj na żywo. Co wiemy przed meczem?

    Jessica Pegula i Jelena Rybakina zmierzą się dzisiaj w półfinale Australian Open WTA. Mecz rozpocznie się nie przed godz. 11 czasu polskiego. Jessica Pegula, reprezentująca USA, dotychczas pokonała w turnieju m.in. Amandę Anisimową i Madison Keys.

    O której godzinie dziś rozpocznie się mecz Pegula – Rybakina?

    Gdzie można obejrzeć transmisję meczu?

    Jakie były dotychczasowe wyniki Jeleny Rybakinnej?

    Kto będzie komentował mecz na Eurosport 1?

    Ostatnie wyniki Jessiki Peguli w turnieju:

    Amanda Anisimowa 2:0 (6:2, 7:6)
    Madison Keys 2:0 (6:3, 6:4)
    Oksana Selekhmeteva 2:0 (6:3, 6:2)
    McCartney Kessler 2:0 (6:0, 6:2)
    Anastasia Zakharova 2:0 (6:2, 6:1)

    Dotychczasowe wyniki Jeleny Rybakiny:

    Iga Świątek 2:0 (7:5, 6:1)
    Elise Mertens 2:0 (6:1, 6:3)
    Tereza Valentova 2:0 (6:2, 6:3)
    Warwara Graczowa 2:0 (7:5, 6:2)
    Kaja Juvan 2:0 (6:4, 6:3)

    Jessica Pegula – Jelena Rybakina. O której dzisiaj mecz? Transmisja meczu na żywo, wyniki, relacja live

    Transmisję dzisiejszego spotkania przeprowadzi Eurosport 1. Mecz będzie można obejrzeć także w streamingu online na HBO Max i Playerze. Relacja tekstowa na żywo będzie dostępna na stronie Przeglądu Sportowego Onet.

    Początek meczu: Jessica Pegula – Jelena Rybakina, czwartek, 29 stycznia, nie przed godz. 11

  • Nikt nie patrzy na prawą stopę Igi Świątek. Tak przegrała Australian Open.

    Nikt nie patrzy na prawą stopę Igi Świątek. Tak przegrała Australian Open.

    Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu

    Odwieczny problem Igi Świątek

    Problemy Igi Świątek nawet w najlepszym 2022 r. wiązały się głównie z serwisem. Liczby osiągane przez nią przy własnym podaniu nigdy nie zachwycały, a eksperci przekonywali wówczas, że jeśli Polka poprawiłaby właśnie ten element, to jej dominacja mogłaby trwać latami.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Jakie zmiany radzi Rick Macci dla Igi Świątek?

    Które zawodniczki mają lepszy serwis od Świątek?

    Jakie są główne problemy serwisowe Igi Świątek?

    Czy Iga mogłaby poprawić swój serwis w trakcie sezonu?

    W kontekście Igi od dawna pojawiają się głosy, że powinna zatrudnić biomechanika, jak zrobiła Aryna Sabalenka, a ostatnio Coco Gauff. Wybitny trener i biomechanik Rick Macci, który był jednym z głównych twórców sukcesów sióstr Williams, mówi nam, co powinna zmienić. To szczegóły, które według niego zrobiłyby ogromne zmiany.

    Na początku 2026 r. widać jak na dłoni, że przewaga Świątek w tourze już nie istnieje, a pod względem efektywności serwisu wiele rywalek jest lepszych od Polki. To bezpośrednio przekłada się na wyrównaną walkę i nerwowość, a także znacznie więcej przełamań serwisu Igi. W skrócie, problemy Polki.

    Obecnie pod względem podania prym wiodą Aryna Sabalenka i Jelena Rybakina. Zwyciężczyni środowego ćwierćfinału to autorka największej liczby asów serwisowych (516) w poprzednim sezonie. Dla porównania Świątek była pod tym względem zaledwie ósma (243 asy).

    “Rybakina ma najlepszy serwis pod względem biomechanicznej wydajności, jaki kiedykolwiek widziałem w WTA. Noga napędza rakietę w idealnym momencie, co jest sprzeczne z intuicją, a rakieta pozostaje po stronie uderzenia przy prawej łopatce. Trajektoria opadania piłki pozwala jej osiągać kąty, których po prostu nie widzieliśmy” — uważa Rick Macci.
    Najtrudniejsza sekwencja ruchów w jednej z najtrudniejszych dyscyplin na świecie. To właśnie musi zmienić Świątek

    Aby w pełni zrozumieć, jak skomplikowaną dyscypliną sportu jest tenis, warto spojrzeć na liczby. To jedna z najbardziej wymagających dyscyplin świata. W prestiżowym zestawieniu “ESPN Sport Skills Difficulty Rankings” zajmuje wysokie, siódme miejsce pod względem trudności, wyprzedzając m.in. piłkę nożną, bejsbol czy gimnastykę. A serwis powszechnie uznaje się za technicznie najtrudniejszy element. Wymaga nienagannej synchronizacji, gdzie jeden drobny błąd w ustawieniu może zrujnować efekt. Ewentualnych zmian trzeba dokonywać powoli i z głową.

    Maciej Trąbski (Przegląd Sportowy Onet): Dominacja z 2022 r. to już historia. Nikt nie oczekiwał, że Iga będzie wygrywać wszystko w nieskończoność, ale jej bezradność w starciach z największymi rywalkami musi niepokoić. Często wracamy do tematu serwisu jako jej pięty achillesowej. Sam wspominałeś, że to element, który ją blokuje. Co dokładnie jest z nim nie tak?

    Rick Macci: Będę szczery. Z punktu widzenia biomechaniki jej serwis nie jest poprawnie połączony od podłoża aż po rękę trzymającą rakietę. Praca nóg nie inicjuje ruchu rakiety we właściwym momencie. Iga stosuje postawę typu “pinpoint” [z dosuwaniem tylnej nogi], ale jej prawa stopa jest zdecydowanie zbyt mocno przesunięta w prawo. Przez to ona przedwcześnie otwiera barki i traci mnóstwo momentu pędu ciała.

    Polecamy: Iga Świątek niemal wszystko z nimi przegrywa. Eksperci są wprost w szoku

    Jak to naprawić?

    Jeśli ćwiczysz cokolwiek miliony razy, to będzie to coraz lepsze. Jej serwis już się poprawił, ale umówmy się, ona wciąż marnuje ogromny potencjał, ma jeszcze naprawdę wiele do poprawy. Mimo wszystko, ponieważ jest tak silna psychicznie i ma najlepszą pracę stóp w tourze, na 100 proc. może wrócić na szczyt. Ale gdyby zdobywała więcej darmowych punktów z serwisu, życie stałoby się dla niej o wiele prostsze.

    Mecz z Rybakiną pokazał to dobitnie. Wydaje się, że Jelena czy Aryna Sabalenka wygrywają gemy serwisowe bez większego wysiłku, a Iga musi każdą piłkę wybiegać.

    Sabalenka czy Rybakina zdobywają więcej darmowych punktów, bo ich serwisy są biomechanicznie bardzo efektywne. Sposób, w jaki Sabalenka wykorzystuje podłoże, to jeden z głównych powodów, dla których generuje taką moc. Aryna poprawiła też ustawienie ręki podrzucającej piłkę i ma teraz znacznie lepszą rotację całego ciała.

    Wykorzystuje tylne biodro, podczas gdy Iga jest przedwcześnie zwrócona przodem do siatki. Elementów tej układanki jest wiele, ale ten jest jednym z kluczowych. Różnica mocy między nią a Rybakiną i Sabalenką opiera się całkowicie na nauce i błędach biomechanicznych.

    Ustawienie stóp przy serwisie Świątek i Rybakiny

    Ustawienie stóp przy serwisie Świątek i Rybakinyx.com/AustralianOpen

    W meczu z Rybakiną podobnie jak w wielu ostatnich meczach z czołówką widzieliśmy niepokojący schemat. Wyrównany lub wygrany pierwszy set, a potem zapaść w drugim lub trzecim i wynik 1:6, lub 0:6. Technika sypie się, gdy Iga jest pod presją?

    To zdecydowanie oznacza, że zaczyna rywalizować sama ze sobą. Prawdopodobnie jest wewnętrznie sfrustrowana brakiem łatwych punktów i może tracić nieco ducha walki w trakcie meczu. Ale Iga to wielka mistrzyni, wierzę, że rozwiąże te problemy.

    Liczba przegranych setów 1:6 lub 0:6 od 2019 do 2026 r.:

    Załóżmy, że wchodzisz dziś do sztabu Igi jako konsultant. Zaryzykowałbyś zmianę techniki serwisu w trakcie sezonu i w dodatku w środku jej kariery?

    Gdybym był konsultantem, wziąłbym pod uwagę każdą ewentualność. Taką również. Trzeba eksperymentować, wprowadzać korekty i czasem poczuć się niekomfortowo, zrobić krok wstecz, żeby kiedyś poczuć się naprawdę pewnie z nowym, lepszym rozwiązaniem.

    Jej serwis działa na słabsze rywalki, ale potrzebuje więcej punktów bezpośrednio po własnym podaniu z najlepszymi. Jej wyniki mogłyby być wtedy o wiele lepsze, bo jest świetną atletką i ma szybkokurczliwe włókna mięśniowe, ale technika ruchu serwisowego, o którym tyle mówię, została po prostu źle poukładana w młodym wieku.

    Co konkretnie byś zmienił?

    Spróbowałbym zostać przy jej obecnej postawie nóg, ale pokazałbym jej, jak poprawnie zsynchronizować tylne biodro z całą sekwencją ruchu serwisowego. Zmieniłbym też pozycję lewej ręki, bo jest nieprawidłowa. Musi też inaczej ustawiać tylną nogę tuż przed serwisem, przenieść na nią 70 proc. ciężaru i pozostać ustawioną bokiem w momencie uderzenia, zamiast ustawiać się przodem do siatki zbyt wcześnie, jak to robi teraz.

    O co toczy się gra? Jeśli Iga faktycznie by to naprawiła, czy dystans do Sabalenki i Rybakiny zniknie?

    Wymagałoby to przeprogramowania pamięci mięśniowej i odruchów, ale nie mam wątpliwości, że Iga mogłaby z łatwością zyskać dodatkowe 15-16 km na godz. przy serwisie i trafiać o wiele więcej piłek nie do odebrania dla przeciwniczek. Zmieniłby się kąt opadania piłki, wzrósłby procent trafień. Gdyby punktowała po serwisie, to automatycznie uruchamiałoby pewność siebie.

    Rick Macci na swoim kanale YouTube tłumaczy, jak poprawić ruch biodra:

    To wywołuje efekt domina. Wygrywasz łatwo swoje gemy serwisowe, to zmienia się dynamika meczu, a pewność siebie przeciwniczki maleje. W jej głowie pojawia się więcej myśli, które powodują niepewność. To jest jeden obszar, który na 100 proc. mógłby zmienić zasady gry na kolejne lata.