• Świątek już po pierwszym starciu w Indian Wells. Muchova przetestowała formę Igi

    Świątek już po pierwszym starciu w Indian Wells. Muchova przetestowała formę Igi

    Początek marca w tenisowym kalendarzu tradycyjnie oznacza jedno – rywalizację rangi „1000” w słonecznej Kalifornii. W tym roku nie jest inaczej. Na kortach w Indian Wells od kilku dni przebywa już Iga Świątek, która przygotowuje się do startu w prestiżowym turnieju WTA 1000 Indian Wells. Środowy poranek czasu lokalnego okazał się dla wiceliderki światowego rankingu wyjątkowo pracowity – Polka odbyła dwie wymagające sesje sparingowe, a organizatorzy udostępnili transmisję z obu treningów. Dzięki temu można było dokładnie prześledzić przebieg i rezultaty tych potyczek.

    Najpierw Sznajder – wyrównana walka na Stadium 1

    Świątek, która w pierwszej rundzie ma wolny los, rozpocznie turniej od drugiej fazy. Jej rywalką będzie Brytyjka Francesca Jones lub jedna z kwalifikantek. Zanim jednak przyjdzie czas na oficjalne mecze, raszynianka postawiła na solidne przetarcie z rywalkami z touru.

    Tuż po godzinie 19:00 czasu polskiego pojawiła się na korcie Stadium 1, gdzie czekała już Diana Sznajder. Obie tenisistki weszły na arenę tuż po zakończeniu zajęć przez Venus Williams i Leylah Fernandez. Początek miał klasyczny charakter – najpierw długie odbijanie na połowie kortu, następnie wymiany zza linii końcowej. Później zawodniczki ćwiczyły woleje i smecze, a na końcu przeszły do serwisu i returnu.

    Kulminacją godzinnej sesji była około 20-minutowa gierka na punkty. Jako pierwsza serwowała Rosjanka i po asie szybko wyszła na prowadzenie 30:0. Kolejne akcje należały jednak do Świątek, która wykorzystała drugiego break pointa i przełamała rywalkę. Po chwili Polka podwyższyła na 2:0.

    Sznajder nie odpuszczała. Najpierw utrzymała swoje podanie, a następnie doprowadziła do zaciętej walki przy serwisie Świątek. Przy stanie 40:0 dla Polki doszło do gry na przewagi. W jednej z akcji piłka po zagraniu Igi spadła bardzo blisko linii, lecz Rosjanka wskazała aut. Ponieważ był to trening, zawodniczki same rozstrzygały sporne sytuacje. Emocji nie brakowało – Sznajder wyraźnie reagowała na nieudane returny, co tylko podkreślało intensywność rywalizacji.

    Ostatecznie przy piątej okazji Rosjanka doprowadziła do przełamania. Świątek popełniła podwójny błąd serwisowy – piłka po taśmie wypadła poza pole gry. Sparing zakończył się remisem 2:2. Po krótkim podziękowaniu Polka szybko udała się na kolejny kort.

    Muchova czekała – dłuższy i bardziej taktyczny sprawdzian

    Na korcie treningowym numer 1 czekała już Karolína Muchová. Co ciekawe, obie tenisistki mogą wpaść na siebie w czwartej rundzie turnieju, więc ich wspólna sesja miała dodatkowy smaczek.

    Czeszka w międzyczasie trenowała serwis. Po krótkim przywitaniu i niespełna 10-minutowej rozgrzewce rozpoczęła się niemal 50-minutowa gierka na punkty.

    Muchová zaczęła od serwisu i znalazła się w poważnych tarapatach – przegrywała 0:40. W czwartej akcji dopisało jej jednak szczęście, gdy piłka po taśmie przeszła na stronę Świątek i ta nie zdążyła do niej dobiec. Ostatecznie Czeszka wyszła z opresji i utrzymała podanie.

    W kolejnym gemie Świątek rozpoczęła od podwójnego błędu serwisowego, lecz szybko odzyskała kontrolę i zakończyła gema asem. Sama była zaskoczona – przygotowywała się już do drugiego podania, jednak Muchová pokazała, że piłka trafiła w pole serwisowe.

    W dalszej części sparingu nie brakowało wyrównanych gemów i walki na przewagi. Obie tenisistki serwowały solidnie, nie dopuszczając do breaków. Nawet gdy przy stanie 0:30 przy podaniu Świątek pachniało przełamaniem, Polka potrafiła wyjść z trudnej sytuacji, mimo kolejnego podwójnego błędu serwisowego.

    Ostatecznie żadna z zawodniczek nie straciła serwisu, a sparing zakończył się wynikiem 5:5. Po blisko dwóch godzinach intensywnej pracy Świątek zakończyła dzień treningowy, który był dla niej cennym sprawdzianem przed startem w turnieju.

    Forma? Stabilna, choć niepozbawiona drobnych wahań przy podaniu. Najważniejsze jednak, że Polka miała okazję zmierzyć się z wymagającymi rywalkami i przetestować różne warianty gry jeszcze przed pierwszym oficjalnym meczem w Indian Wells.

  • Polki sprawiły sensację w Gdańsku. Holandia zaskoczona. Przepiękny gol Pajor

    Polki sprawiły sensację w Gdańsku. Holandia zaskoczona. Przepiękny gol Pajor

    Reprezentacja Polski kobiet rozpoczęła eliminacje do mistrzostw świata od wymagającego starcia w Gdańsku. Zespół prowadzony przez Nina Patalon zmierzył się z silną reprezentacją Holandii. Choć to rywalki uchodziły za faworytki, Polki nie tylko podjęły walkę, ale dwukrotnie potrafiły odpowiedzieć na ciosy i ostatecznie wywalczyły cenny remis 2:2.

    Już w 8. minucie spotkania gospodynie stworzyły pierwszą groźną sytuację. Po rzucie rożnym do piłki najwyżej wyskoczyła Tanja Pawollek, a jej strzał głową zatrzymał się na poprzeczce. Kilka chwil później pod bramką Polek również zrobiło się nerwowo – Holenderki zagroziły po stałym fragmencie gry, lecz defensywa biało-czerwonych wyszła z opresji obronną ręką.

    W 15. minucie znów aktywna Pawollek spróbowała szczęścia. Zawodniczka Unionu Berlin oddała kolejny strzał, tym razem jednak piłka trafiła wprost w ręce bramkarki Oranje. Polki od początku meczu pokazywały, że nie zamierzają ograniczać się wyłącznie do defensywy.

    W 24. minucie stadion w Gdańsku eksplodował z radości. Kapitalną akcję indywidualną przeprowadziła Ewa Pajor. Napastniczka reprezentacji Polski dynamicznie wpadła w pole karne i precyzyjnym strzałem prawą nogą umieściła piłkę tuż pod poprzeczką przy dalszym słupku. Było 1:0 dla gospodyń.

    Holenderki odpowiedziały tuż przed przerwą. Do wyrównania doprowadziła Veerle Buurman, wykorzystując jedną z okazji w polu karnym. Mimo straconego gola Polki mogły schodzić do szatni z podniesionymi głowami – ich gra w pierwszej połowie mogła się podobać.

    Druga część spotkania rozpoczęła się jednak najgorzej jak to możliwe. Chwilę po wznowieniu gry Oranje zdobyły drugą bramkę i to biało-czerwone musiały odrabiać straty. Po raz pierwszy w tym meczu znalazły się w sytuacji, w której musiały gonić wynik.

    W 57. minucie bardzo bliska wyrównania była ponownie Pajor. Po jej strzale głową piłka znów zatrzymała się na poprzeczce – było to już drugie obramowanie bramki trafione przez Polki tego wieczoru. Szczęście wyraźnie sprzyjało rywalkom.

    Na około kwadrans przed końcem mocnym uderzeniem z dystansu popisała się Adriana Achcińska. Piłka przeleciała zaledwie kilkanaście centymetrów obok „okienka” bramki. Gdyby wpadła do siatki, byłby to gol wyjątkowej urody.

    Determinacja Polek została nagrodzona w samej końcówce. Kilka minut przed ostatnim gwizdkiem Ewelina Kamczyk posłała znakomite, prostopadłe podanie do Paulina Tomasiak. Tomasiak zachowała zimną krew i precyzyjnym strzałem doprowadziła do remisu 2:2. Asysta Kamczyk była najwyższej klasy i w pełni zasłużyła na uznanie.

    Ostatecznie spotkanie zakończyło się podziałem punktów. Choć Polki nie były faworytkami, pokazały charakter i potrafiły rywalizować z Holenderkami jak równe z równymi. Wywalczony remis w Gdańsku to wartościowy sygnał na dalszą część eliminacji.

    Kolejne wyzwanie czeka zespół Niny Patalon już 7 marca – wtedy biało-czerwone zmierzą się z reprezentacją Francji w walce o kolejne punkty w drodze na mundial.

  • A jednak to prawda ws. Polski. Nawrocki w akcji. Potwierdziło się we wtorek

    A jednak to prawda ws. Polski. Nawrocki w akcji. Potwierdziło się we wtorek

    We wtorkowym wydaniu „Porannej rozmowy” w RMF FM gościem Tomasza Terlikowskiego był prezes Polski Komitet Olimpijski, Radosław Piesiewicz. Jednym z głównych tematów wywiadu była potencjalna organizacja igrzysk olimpijskich w Polsce. Szef PKOl odniósł się do niedawnego spotkania z prezydentem Karolem Nawrockim oraz przewodniczącą MKOl Kirsty Coventry, a przy okazji potwierdził, że w międzynarodowych kręgach pojawiają się obawy dotyczące sytuacji politycznej w naszym kraju.

    Prezydent Karol Nawrocki uczestniczył w ceremonii otwarcia zimowych igrzysk olimpijskich Zimowe Igrzyska Olimpijskie Mediolan-Cortina 2026. Jego obecność we Włoszech nie ograniczała się jednak wyłącznie do kibicowania sportowcom. W trakcie wizyty spotkał się m.in. z premier Włoch Giorgia Meloni, a także prowadził rozmowy na temat ewentualnej organizacji letnich igrzysk olimpijskich w Polsce.

    Kluczowe znaczenie miało spotkanie z przewodniczącą Międzynarodowy Komitet Olimpijski, Kirsty Coventry. Uczestniczyli w nim również Maja Włoszczowska – członkini MKOl – oraz Radosław Piesiewicz. Po rozmowach prezydent podkreślał, że choć na deklaracje jest jeszcze za wcześnie, Polska wyraziła gotowość do ubiegania się o organizację igrzysk w 2036 roku. Zaznaczył przy tym, że jest to wspólne stanowisko głowy państwa i rządu, a sama idea powinna łączyć, a nie dzielić. W rozmowach akcentował również fakt, że Polska znajduje się w gronie dwudziestu największych gospodarek świata.

    Do tych wydarzeń odniósł się w RMF FM Radosław Piesiewicz. Na początku swojej wypowiedzi podziękował prezydentowi za inicjatywę zorganizowania spotkania. Jak zaznaczył, rozmowy były merytoryczne i przebiegały w dobrej atmosferze. Nie przesądzają one jeszcze o przyznaniu Polsce prawa do organizacji igrzysk, ale – jego zdaniem – stanowią istotny krok w kierunku złożenia oficjalnej aplikacji.

    Prezes PKOl podkreślił jednak, że kluczowe znaczenie ma współpraca wszystkich stron. – Potrzebny jest kolektyw i pełna koordynacja działań między PKOl a Ministerstwem Sportu – zaznaczył.

    Prowadzący rozmowę Tomasz Terlikowski zwrócił uwagę na pojawiające się sygnały, że napięta sytuacja polityczna w Polsce może być postrzegana przez MKOl jako czynnik utrudniający starania o organizację igrzysk. Piesiewicz przyznał, że takie głosy rzeczywiście się pojawiają.

    – To prawda – potwierdził, dodając jednocześnie apel o nieupolitycznianie sportu. Zapowiedział ponowne wystąpienie do ministra sportu z prośbą o spotkanie i przekazanie szczegółów rozmów z MKOl. Jak zaznaczył, w spotkaniu z przewodniczącą Coventry nie uczestniczył żaden przedstawiciel resortu, a dla Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego naturalnym partnerem do rozmów jest narodowy komitet olimpijski – w tym przypadku Polski Komitet Olimpijski.

    Wypowiedzi prezesa PKOl pokazują, że choć temat igrzysk w Polsce nabiera realnych kształtów, kluczowe dla dalszych działań będzie wypracowanie ponadpolitycznego porozumienia i wspólnej strategii na arenie międzynarodowej.

  • Komunikat ws. Nawrockiego. Goście w Pałacu. Patrzyła na nich cała Polska

    Komunikat ws. Nawrockiego. Goście w Pałacu. Patrzyła na nich cała Polska

    Dokładnie tydzień po spotkaniu z reprezentacją Polski w skokach narciarskich prezydent Karol Nawrocki ponownie otworzył drzwi Pałacu Prezydenckiego dla bohaterów zimowych igrzysk w Mediolan–Cortina. Tym razem głowa państwa gościła szerszą grupę olimpijczyków, którzy w ostatnich tygodniach reprezentowali biało-czerwone barwy na Półwyspie Apenińskim. O wizycie poinformował rzecznik prezydenta, Rafał Leśkiewicz, publikując w mediach społecznościowych pamiątkowe zdjęcie ze spotkania.

    23 lutego w Pałacu Prezydenckim pojawili się m.in. Kacper Tomasiak oraz Paweł Wąsek, którzy na skoczni w Predazzo sięgnęli po srebrny medal w konkursie duetów. Tomasiak dołożył do tego imponujący dorobek indywidualny – srebro na skoczni normalnej oraz brąz na dużym obiekcie. Sportowcom towarzyszyli przedstawiciele sztabu szkoleniowego, w tym trener kadry Maciej Maciusiak, a także prezes Polskiego Związku Narciarskiego, legendarny mistrz skoków Adam Małysz.

    Małysz w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet” podkreślał, że dla zawodników szczególne znaczenie miała bezpośrednia atmosfera spotkania. – Chłopakom zaimponowało przede wszystkim to, że mogli porozmawiać z prezydentem jak z normalnym człowiekiem. Taka rozmowa twarzą w twarz to coś zupełnie innego niż oficjalne przemówienia, które znamy z mediów. Prezydent był świetnie przygotowany, znał szczegóły dotyczące nie tylko zawodników, ale też trenerów i serwismenów – relacjonował szef federacji.

    Kilka dni później prezydent ponownie spotkał się z reprezentantami Polski. Jak przekazał rzecznik, było to oficjalne spotkanie z uczestnikami XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich. Wśród obecnych znaleźli się m.in. Władimir Semirunnij, srebrny medalista w łyżwiarstwie szybkim na dystansie 10 000 metrów, oraz Damian Żurek, który w rywalizacji na 500 i 1000 metrów dwukrotnie uplasował się tuż za podium, zajmując czwarte miejsce.

    Delegacji towarzyszyli również działacze sportowi, w tym prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz oraz Czesław Lang, pełniący podczas igrzysk funkcję attaché reprezentacji Polski.

    Spotkania w Pałacu Prezydenckim były okazją do podziękowań za sportową walkę i godne reprezentowanie kraju na najważniejszej zimowej imprezie czterolecia. Dla wielu zawodników była to nie tylko formalna uroczystość, lecz także symboliczne docenienie miesięcy ciężkiej pracy, które zaowocowały olimpijskimi sukcesami.

  • Dokonują koronacji. Fatalny werdykt dla Świątek. Wiadomość poszła w świat

    Dokonują koronacji. Fatalny werdykt dla Świątek. Wiadomość poszła w świat

    Można już dosłownie odliczać godziny do startu prestiżowego turnieju WTA 1000 w Indian Wells, jednego z najważniejszych przystanków w kalendarzu kobiecego tenisa. Na kalifornijskich kortach do rywalizacji powróci dwukrotna triumfatorka tej imprezy – Iga Świątek. Choć uwaga kibiców naturalnie skupia się na wiceliderce światowego rankingu, coraz głośniej mówi się również o jednej z jej potencjalnych rywalek. Jeden z zagranicznych portali posunął się nawet do symbolicznej „koronacji”, ogłaszając, że „wszyscy chcą korony” dla innej zawodniczki z tej samej części drabinki.

    Powrót po przerwie i trudna ścieżka

    Dla Świątek będzie to pierwszy występ od turnieju w Dosze. W Dubaju Polki nie oglądaliśmy, a jej ostatni start zakończył się ćwierćfinałową porażką z Maria Sakkari. Teraz przed nią kolejne wyzwanie – impreza, którą wygrywała już dwukrotnie, w 2022 oraz 2024 roku. Naturalnym celem jest więc trzeci tytuł i ponowne potwierdzenie dominacji na kalifornijskiej ziemi.

    We wtorek tuż po północy czasu polskiego rozlosowano drabinkę turnieju. Wiadomo już, że pierwszą rywalką 24-latki będzie Francesca Jones lub jedna z zawodniczek z kwalifikacji. W trzeciej rundzie możliwy jest rewanż za Doha – w gronie potencjalnych przeciwniczek ponownie znalazła się Sakkari. Oprócz niej na tej ścieżce widnieją także Warwara Graczowa oraz młoda Lilli Tagger.

    W 1/8 finału może dojść do bardzo ciekawego starcia z Karolína Muchová. W tej samej ćwiartce znalazły się również Mirra Andriejewa oraz Elina Switolina. Jeśli Świątek zamelduje się w półfinale, tam najwcześniej może trafić na takie nazwiska jak Jelena Rybakina, Jessica Pegula, Belinda Bencic czy Madison Keys. Układ drabinki zapowiada więc serię wymagających pojedynków już od pierwszych rund.

    „Wszyscy chcą korony Andriejewej”

    Szczególną uwagę na tę część turniejowej układanki zwrócił hiszpański portal Punto de Break. Dziennikarze nie mają wątpliwości, że to właśnie Andriejewa może być jedną z głównych bohaterek tegorocznej edycji. Wprost napisano, że „wszyscy chcą jej korony”, sugerując, iż młoda Rosjanka ma realne szanse na wielki sukces.

    To odważna teza, zwłaszcza że najwyżej rozstawioną zawodniczką w tej ćwiartce jest Świątek. Zdaniem hiszpańskich komentatorów powinniśmy jednak mówić raczej o „ćwiartce Andriejewej” niż „ćwiartce Świątek”. Jednocześnie podkreślono, że po Polce można spodziewać się solidnej, skutecznej gry i dalekiego marszu w turnieju – zwłaszcza biorąc pod uwagę jej wcześniejsze triumfy w Indian Wells.

    Andriejewa rozpocznie zmagania od pojedynku z Peyton Stearns lub Solaną Sierrą. Choć teoretycznie jest faworytką, eksperci zwracają uwagę, że w tej części drabinki nie brakuje zawodniczek gotowych pokrzyżować jej plany – w tym Switoliny czy Muchovej. Niewykluczone, że do walki o najwyższe cele włączy się również Sakkari. A część kibiców – określanych przez portal jako „tenisowi romantycy” – liczy na niespodziankę ze strony młodej Tagger.

    Rewanż wisi w powietrzu

    Co ciekawe, potencjalny ćwierćfinałowy pojedynek Świątek z Andriejewą zapowiada już oficjalny serwis WTA, przedstawiając go jako możliwą okazję do rewanżu za ubiegłoroczne starcie. Taki mecz byłby jednym z największych hitów tej fazy turnieju i bez wątpienia przyciągnąłby uwagę całego tenisowego świata.

    Jedno jest pewne – kalifornijska impreza zapowiada się wyjątkowo emocjonująco. Świątek wraca do gry z jasnym celem, ale droga do finału będzie pełna przeszkód. A jeśli dojdzie do wyczekiwanego starcia z Andriejewą, Indian Wells może znów stać się areną pojedynku, który zapisze się w historii turnieju.

  • Muchova u Świątek, potem Andriejewa i Rybakina. Oto wyniki losowania WTA Indian Wells

    Muchova u Świątek, potem Andriejewa i Rybakina. Oto wyniki losowania WTA Indian Wells

    Po emocjach związanych z występem Magdaleny Fręch na turnieju WTA 500 w Meridzie, nadchodzi pierwszy tysięcznik w ramach tzw. Sunshine Double, czyli zmagania w Indian Wells. Podczas imprezy w Kalifornii zobaczymy w akcji dwukrotną triumfatorkę tych rozgrywek – Igę Świątek. Tuż po północy rozlosowano drabinkę WTA i ATP. Wiemy już, na kogo Raszynianka, jej najgroźniejsze rywalki oraz pozostali nasi reprezentanci trafili na swojej drodze. Poniżej prezentujemy szczegóły.
    Iga Świątek poznała drabinkę WTA 1000 w Indian Wells

    Iga Świątek poznała drabinkę WTA 1000 w Indian WellsTakuya Matsumoto / Yomiuri / The Yomiuri Shimbun via AFPAFP

    Zmagania WTA 1000 w Indian Wells będą pierwszym turniejem od Australian Open, w którym zobaczymy wszystkie zawodniczki ze ścisłego topu. Podczas rozgrywek na Bliskim Wschodzie nie widzieliśmy w ogóle w akcji Aryny Sabalenki. W trakcie imprezy w Dosze zabrakło m.in. triumfatorki z Dubaju – Jessiki Peguli. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich, oprócz Białorusinki, nie zobaczyliśmy także m.in. Igi Świątek. Teraz światowa czołówka zgromadzi się w całości podczas kalifornijskiego tysięcznika.

    Indian Wells to miejsce, które doskonale kojarzy się naszej reprezentantce. Raszynianka triumfowała w tej lokalizacji w sezonach 2022 i 2024. Z kolei 12 miesięcy temu oraz przed trzema laty docierała do półfinału. Zobaczymy czy w tym roku Kalifornia znów okaże się szczęśliwa dla wiceliderki rankingu. Wciąż czeka bowiem na swój pierwszy meldunek w najlepszej “4” indywidualnych zmagań w tym sezonie. Póki co dwukrotnie zatrzymywała się na etapie ćwierćfinału – zarówno podczas Australian Open, jak i WTA 1000 w Dosze.

    Świątek przebywa na terenie Kalifornii od kilku dni. Ma już za sobą pierwsze sesje treningowe. Niedzielne zajęcia na korcie o nazwie Stadium 2 potrwały aż dwie godziny. Iga mocno pracowała nad różnymi elementami gry. We wtorek będzie posiadała okazję, by sprawdzić swoją formę na tle rywalek. Swój pierwszy mecz w ramach tysięcznika w Indian Wells rozegra dopiero w piątek albo sobotę czasu lokalnego. To efekt wolnego losu w pierwszej rundzie zmagań dla 32 najwyżej rozstawionych zawodniczek.

    Znamy drabinkę WTA Indian Wells

    W nocy z poniedziałku na wtorek, tuż po północy czasu polskiego, przeprowadzono losowanie kobiecej drabinki. Wiemy już, z kim Raszynianka może się zmierzyć w drugiej fazie singlowych rozgrywek. Pierwszą przeciwniczką 24-latki będzie Francesca Jones albo zawodniczka z eliminacji. W trzeciej rundzie może nas czekać rewanżowy pojedynek za ćwierćfinał WTA 1000 w Dosze, bowiem w gronie potencjalnych rywalek widnieje Maria Sakkari. Oprócz Greczynki są nimi także Warwara Graczowa i Lilli Tagger.

    W 1/8 finału możliwa jest rywalizacja między Świątek i Muchovą. Do ćwiartki naszej reprezentantki trafiły Mirra Andriejewa oraz Elina Switolina. Z kolei najwcześniej w półfinale Polka może się zmierzyć z Jeleną Rybakiną, Jessicą Pegulą, Belindą Bencic oraz Madison Keys. Po drugiej stronie drabinki znalazły się m.in. Aryna Sabalenka, Coco Gauff, Amanda Anisimova, Jasmine Paolini, Victoria Mboko czy Naomi Osaka. Białorusinka zagra w drugiej fazie z Alycią Parks albo zawodniczką z eliminacji.

    Magda Linette i Magdalena Fręch rozpoczną rywalizację od pierwszej rundy. Poznanianka trafiła na “dzień dobry” na Ashlyn Krueger, a nasza finalistka z Meridy zainauguruje zmagania od starcia z kwalifikantką. Zwyciężczynie tych spotkań trafią na rozstawione tenisistki: Linette albo Krueger na Ludmiłę Samsonową, a Fręch może czekać potyczka z Belindą Bencic.

    Oto drabinka ATP Indian Wells

    Po losowaniu u pań przystąpiono do ceremonii w singlu mężczyzn. Kamil Majchrzak i Hubert Hurkacz nie posiadają rozstawienia, w związku z czym muszą przystąpić do rywalizacji od pierwszej rundy. Zawodnik pochodzący z Piotrkowa Trybunalskiego trafił na “dzień dobry” na potężnie serwującego Giovanniego Mpetshi Perricarda. Rywalem zwycięzcy tego pojedynku będzie… Novak Djokovic!

    Potem ten fragment drabinki łączy się ze ścieżką, do której należy Hubert Hurkacz. Wrocławianin zainauguruje turniej w Kalifornii od starcia z Aleksandarem Kovaceviciem. W drugiej rundzie czeka już Corentin Moutet. Trzecia faza: Hurkacz – Majchrzak albo Hurkacz – Djokovic? Nie mamy nic przeciwko. Warto dodać, że wszyscy wymienieni zawodnicy trafili do połówki Carlosa Alcaraza.

    Mecze pierwszej rundy z udziałem Polaków:

    Magdalena Fręch – kwalifikantka

    Magda Linette – Ashlyn Krueger

    Kamil Majchrzak – Giovanni Mpetshi Perricard

    Hubert Hurkacz – Aleksandar Kovacevic

    Ewentualne mecze drugiej rundy z udziałem Polaków:

    Iga Świątek – Francesca Jones/kwalifikantka

    Magdalena Fręch/kwalifikantka – Belinda Bencic

    Magda Linette/Ashlyn Krueger – Ludmiła Samsonowa

    Kamil Majchrzak/Giovanni Mpetshi Perricard – Novak Djokovic

    Hubert Hurkacz/Aleksandar Kovacevic – Corentin Moutet
    Kobieta w sportowej odzieży uczestnicząca w meczu tenisowym, z widocznym wyrazem determinacji i zaangażowania, trzyma zaciśniętą pięść, na głowie ma biały daszek sportowy, a tło jest rozmyte.

    Magda LinetteScott TaetschAFP
    Magdalena Fręch

    Magdalena FręchDIMITAR DILKOFF/AFP/East NewsEast News
    Dwóch mężczyzn, każdy sfotografowany osobno, jeden ubrany w różową koszulkę i czapkę sportową, drugi w białą koszulkę sportową, na neutralnych tłach.

    Kamil Majchrzak i Hubert HurkaczMartin KEEP / IZHAR KHAN / AFPA

  • As zakończył seta na starcie Polki w WTA. Zwrot w drugim. Awans turniejowej “7”

    As zakończył seta na starcie Polki w WTA. Zwrot w drugim. Awans turniejowej “7”

    W środę w Indian Wells rozpocznie się jeden z dwóch ostatnich w pierwszym półroczu ważnych turniejów na kortach twardych. Z całą światową czołówką, w tym oczywiście z Igą Świątek. Maja Chwalińska wybrała jednak inną opcję, choć mogła próbować dostać się w Kalifornii do kwalifikacji. Zdecydowała się na przejście na kortach ziemnych, podobnie jak Iga, na nich czuje się najlepiej. I w znakomitym stylu zmagania zaczęła start w WTA 125 na Riwierze Tureckiej.

    Maja ChwalińskaHorvath TamasGetty Images

    Indian Wells, a później Miami – te dwa turnieje zakończą zmagania na kortach twardych w pierwszej części sezonu. Później tenisistki przeniosą się na ponad dwa miesiące na mączkę, a tę na początku czerwca zamienią ją na trawę. Rywalizacja na “hardzie” wróci dopiero po 20 lipca: najpierw w Pradze, później w Waszyngtonie i Memphis, wreszcie tysięczniki w Toronto i Cincinnati przygotują elitę do US Open.

    To główny cykl, obejmujący turnieje o randze od 250 w górę – punktacja z nich wliczana jest do rankingu WTA Race, decydującego o miejscach w finale sezonu w Rijadze. Mniejsze turnieje, nie tylko te w ramach ITF, ale i WTA 125, już teraz odbywają się na nawierzchni ziemnej. Na razie w Belek koło Antalyi, później też w Dubrowniku, Madrycie i Oeiras.

    Riwierę Turecką wybrały sobie za cel dwie Polki: Maja Chwalińska i Katarzyna Kawa. W rankingu WTA są bardzo blisko siebie, ale tylko ta pierwsza została rozstawiona w imprezie rangi WTA 125. I miała dobre losowanie, czego nie można znów powiedzieć o Kawie.

    Chwalińska z szansy pewnie skorzystała.

    WTA 125 Antalya. Maja Chwalińska kontra Adelina Lachinova. Stawką 1/8 finału

    Dla Chwalińskiej wyjazd do Australii nie był tak udany jak rok temu, tym razem nie dostała się do głównej drabinki w Auckland, poległa też w finale kwalifikacji Australian Open. Tyle że już europejskie turnieje dały nadzieję, że wkrótce doczekamy się jednak awansu podopiecznej trenera Jaroslava Machovsky’ego do najlepszej setki rankingu. A to otworzyłoby przed Mają nowe perspektywy, także w zakresie planowania kalendarza. I byłoby przepustką do Wielkich Szlemów.
    Maja Chwalińska

    Maja ChwalińskaMatthieu Mirville/DPPI via AFPAFP

    Był więc ćwierćfinał WTA 250 w Kluż-Napoce, przegrany z Emmą Raducanu, a później dramatyczny półfinał WTA 125 w Oeiras, przegrany z Darją Vidmanovą 5-7 w tie-breaku trzeciego seta. Na dziś Chwalińska do setnego miejsca traci około 180 punktów. To wciąż sporo, potrzebny jest jakiś spektakularny wynik. A najlepiej – dwa. 24-latka zgłosiła się do trzech marcowych turniejów rangi 125 – dwóch w Turcji, później w Chorwacji.

    W Antalyi losowała dobrze – w pierwszej rundzie trafiła na 18-letnią Łotyszkę Adelinę Lachinovą, która mieszka i trenuje właśnie w Turcji. I tam gra niemal przez cały rok. Dostała tu “dziką karte”, ale podobnie jak w dwóch poprzednich turniejach na Riwierze Tureckiej, znów nie była faworytką. I kolejny raz odbiła się od wyżej notowanych rywalek.

    Pierwszą partię Chwalińska wygrała 6:1, zakończyła ją asem. Jeszcze początek był w miarę wyrównany, później dominacja Mai stała się bardzo widoczna. Lachinova próbowała grać jak Polka – kombinacyjnie, technicznie, zmieniając rytm. A to nie jest właściwa droga, Chwalińska czuje takie wymiany jak mało kto.

    Gdy Maja prowadziła 6:1, 4:1, wydawało się, że spotkanie powoli dobiega końca. Tymczasem w grę Polki wkradło się lekkie rozprężenie. Kilka razy nieznacznie spudłowała, trochę szwankował pierwszy serwis. Łotyszka doprowadziła do 3:4, miała dwa break pointy z rzędu, później jeszcze jednego. Maja je obroniła, przechodząc do ataku. Zwłaszcza ten drugi, forhendowy drajw wolej, był efektowny. Wygrała tego gema, doprowadziła rywalkę do rozpaczy, bo Lachinova w ostatniej akcji biegała po całym korcie, częściej nawet atakując. Do skrótu Polki też dobiegła, ale i Chwalińska zaraz dopięła swego.

    24-latka z Bielska-Białej wygrała to spotkanie 6:1, 6:3. O ćwierćfinał zagra z Greczynką Despiną Papamichail.
    Młoda kobieta o spiętych włosach w sportowym stroju na tle rozmazanego obszaru, prawdopodobnie po wysiłku fizycznym, z lekko spoconą twarzą i skupionym wyrazem.

    Maja Chwalińsk

  • Abramowicz wyznaje prawdę ws. relacji ze Świątek. Otwarcie potwierdza jedno

    Abramowicz wyznaje prawdę ws. relacji ze Świątek. Otwarcie potwierdza jedno

    Od lat wiadomo, że współpraca Iga Świątek z Daria Abramowicz wykracza poza schemat typowej relacji zawodnik–psycholog. Bywały sezony, w których obie spędzały razem nawet 270 dni w roku. Sama Abramowicz nie zaprzecza tym liczbom i tłumaczy, że wynika to ze specyfiki tenisa na najwyższym poziomie. Jednocześnie stanowczo odnosi się do sugestii, jakoby ich relacja przekroczyła granice profesjonalizmu i przybrała formę prywatnej przyjaźni.

    Dyskusja wokół tej współpracy odżyła po ostatnich występach Świątek. W podcaście „Trzeci Serwis” temat podjęli były trener tenisistki Artur Szostaczko oraz ekspert Lech Sidor. Pierwszy z nich podkreślał, że nie zna drugiego przypadku, w którym zawodnik niemal bez przerwy przebywa z psychologiem – zarówno podczas turniejów, jak i wakacji. Zastrzegł jednak, że jeśli taka formuła odpowiada samej Idze, nie widzi powodu, by ją kwestionować. Z kolei Sidor po turniejach w Melbourne i Dosze ocenił, że nie widać wyraźnych efektów tej współpracy, sugerując, iż zawodniczka sprawia wrażenie spiętej i nadmiernie zestresowanej.

    Na te słowa ostro zareagował ojciec tenisistki, Tomasz Świątek. Wytknął krytykom brak znaczących osiągnięć i zasugerował, by skupili się na własnych sprawach. Podkreślił również, że osoby z zewnątrz nie mają pełnej wiedzy o tym, jak naprawdę wygląda relacja jego córki z psycholog.

    Teraz do sprawy publicznie odniosła się sama Daria Abramowicz. W rozmowie z Grzegorz Krychowiak na antenie RMF FM przyznała, że w niektórych sezonach rzeczywiście spędzała z Igą około 270 dni w roku. Jak zaznaczyła, to konsekwencja charakteru zawodowego tenisa, który wymaga niemal ciągłych podróży przez jedenaście miesięcy w roku. Jeśli zawodniczka nie odnajduje się w pracy zdalnej lub sporadycznych konsultacjach, a jej kalendarz nie pozwala na regularne powroty do domu, model współpracy musi być dostosowany do realiów.

    Abramowicz podkreśliła, że taka forma pracy nie jest ani lepsza, ani gorsza — jest po prostu inna. Długotrwałe przebywanie razem naturalnie buduje bliższe więzi, podobnie jak w drużynach sportowych podczas zgrupowań czy sezonów wyjazdowych. Krychowiak zasugerował w rozmowie, że w takim układzie trudno mówić wyłącznie o relacji zawodowej, a bardziej o pewnej odmianie przyjaźni.

    Psycholog nie zgodziła się z tym stwierdzeniem. Przyznała jednak, że rozumie, dlaczego z zewnątrz może to wyglądać niejednoznacznie. W sportach „podróżujących”, takich jak tenis czy narciarstwo alpejskie, zespoły często funkcjonują niczym rozszerzona rodzina. Niektórzy sportowcy określają swoje sztaby mianem „stada” czy najbliższego kręgu wsparcia. To naturalny efekt wspólnego przeżywania sukcesów i kryzysów w wymagającym środowisku.

    Abramowicz zaznaczyła jednak wyraźnie, że bliskość nie oznacza zacierania granic zawodowych. Jej zdaniem relacja z Igą Świątek opiera się na profesjonalizmie, jasno określonych rolach i odpowiedzialności. Emocjonalna więź, która powstaje w toku wieloletniej współpracy, jest elementem pracy na najwyższym poziomie, ale nie zastępuje jej profesjonalnych fundamentów.

  • Trzaskowski już się z tym nie kryje. Wprost o słowach Tuska na temat Murańskiego

    Trzaskowski już się z tym nie kryje. Wprost o słowach Tuska na temat Murańskiego

    Po wielu miesiącach Rafał Trzaskowski w końcu postanowił odnieść się do słów Donalda Tuska. Premier Polski w trakcie kampanii prezydenckiej kandydata Koalicji Obywatelskiej w jednym z wywiadów powołał się na Jacka Murańskiego, przywołując jego słowa o Karolu Nawrockim. Sytuacja natychmiast wywołała ogromną burzę w sieci, a teraz reaguje sam prezydent Warszawy. – Każdy próbował się włączyć, jak mógł, i pomagać – rozpoczął.
    Rafał Trzaskowski i Donald Tusk podczas wystąpień, w środku wstawione zdjęcie Jacka Murańskiego

    Rafał Trzaskowski, Donald Tusk, Jacek Murański (w kółku)Photo by MAREK ANTONI IWAŃCZUK / NURPHOTO / NURPHOTO VIA AFP/ARTUR WIDAK / NURPHOTO / NURPHOTO VIA AFP/ INSTAGRAM/JACEK MURAŃSKIAFP

    Jacek Murański jest postacią znaną. Mężczyzna od wielu lat prowadzi swoją karierę we freak fightach, w których zyskał już miano jednej z legend. Jako zawodnik 57-latek walczył m.in. w FAME MMA, Prime MMA oraz nieistniejącym już Clout MMA.

    Popularny “Muran” często wypowiada się także w kwestiach politycznych. W trakcie kampanii wyborczej kandydatów na urząd prezydenta Murański zabrał głos, aby ujawnić rzekome wpływy Patryka M. ps. “Wielki Bu” na Karola Nawrockiego. Donald Tusk zauważył wypowiedź freak fightera i powołał się na nią podczas swojej wizyty w “Polsat News”.

    – Jacek Murański, postać znana, także panu Nawrockiemu. […] Murański pod nazwiskiem: “wiem o tzw. kompromatach, hakach, którymi chwalił się Patryk M. ps. “Wielki Bu”, i o przełożeniu, które ma na Karola Nawrockiego” – zacytował premier. – Chcę, żeby Polacy mieli pewność. Dlatego – jeśli Jacek Murański, “Onet” i inne media kłamią – to Karol Nawrocki ma święty obowiązek wobec Polaków, aby natychmiast pójść do sądu – dodał.

    Było głośno o Jacku Murańskim przed wyborami. Trzaskowski w końcu zabrał głos

    Słowa premiera Polski bardzo szybko wywołały w sieci ogromne poruszenie, a wiele osób podważyło kompetencje Donalda Tuska, który powołał się w ich opinii na niezbyt wiarygodnego i w dodatku kontrowersyjnego zawodnika freak fightów. Blisko dziewięć miesięcy po wywiadzie polityka z Bogdanem Rymanowskim postanowił się do niego odnieść Rafał Trzaskowski, były kandydat KO na prezydenta.

    – To jest tak, że każdemu towarzyszą olbrzymie emocje, bo te wybory miały olbrzymią stawkę, w związku z tym każdy próbował się włączyć, jak mógł, i pomagać. To nie jest też tak, że wszystko jest rozpisane na role i że idealnie przygotowane i tak dalej, tylko w tym ostatnim tygodniu towarzyszyła nam taka masa emocji, że każdy próbował wspomóc kampanię tak jak umiał, a nie każdy jakby miał na to dobry pomysł – wskazał w podcaście z “Żurnalistą”.

    Część Polaków uważa, że słowa Donalda Tuska w programie u Rymanowskiego bardziej przeszkodziły niż pomogły Rafałowi Trzaskowskiemu w jego kampanii. Wiele wskazuje na to, że podobnego zdania jest sam prezydent Warszawy, który wprost zasugerował, że premier “nie miał na to dobrego pomysłu”.

    Na ten moment słowa Jacka Murańskiego o Karolu Nawrockim i jego gangsterskich powiązaniach z aresztowanym Patrykiem M. nie znalazły potwierdzenia. Pewne jest jedynie, że panowie niegdyś wspólnie trenowali na jednej sali bokserskiej, a o “Wielkim Bu” obecny prezydent Polski wypowiadał się tylko w kontekście wspólnych sportowych sparingów. – Na niczym innym nasza znajomość nie polegała – mówił w “Kanale Zero”.
    Uśmiechnięty mężczyzna w garniturze i krawacie siedzący na tle roślin oraz polskiej flagi, z przypiętym mikrofonem przy klapie marynarki.

    Karol Nawrocki skrytykował Donalda Tuska w “Śniadaniu Rymanowskiego”Polsat News
    Dwóch mężczyzn w garniturach stoi przy osobnych mównicach, przemawiając do mikrofonów, po lewej stronie ciemnoniebieskie tło, po prawej białe z biało-czerwonym akcentem.

    Donald Tusk zareagował na słowa Karola Nawrockiego Krzysztof Kaniewski/REPORTER/Pawel WodzynskiEast News

    Rafał Trzaskowski reaguje na wydarzenia na kampusie UWMarcin RutkiewiczReporter

    Nawrocki prezydentem. Reakcja Trzaskowskiego

  • Abramowicz wyznaje prawdę ws. relacji ze Świątek. Otwarcie potwierdza jedno

    Abramowicz wyznaje prawdę ws. relacji ze Świątek. Otwarcie potwierdza jedno

    Już dawno zauważono, że współpraca Igi Świątek i Darii Abramowicz różni się od większości zawodowych relacji. Bywały sezony, w których panie spędzały ze sobą nawet 270 dni w roku. Psycholog sama potwierdza fakt i tłumaczy, skąd to wynikało. Odnosi się również do słów, jakoby jej relacja z tenisistką wykroczyła poza profesjonalne ramy i zbliżyła się raczej do przyjaźni. Wyznaje, jak to wszystko wygląda naprawdę.

    Iga Świątek, Daria AbramowiczPIOTR KACZMAREK / 400MM.PLNewspix.pl

    W ostatnim czasie odżył temat współpracy Igi Świątek z Darią Abramowicz. W podcaście “Trzeci Serwis” poruszyli go dawny trener tenisistki Artur Szostaczko oraz ekspert Lech Sidor. “Nie znam drugiego takiego przypadku, że zawodnik dzień i noc spędza z psychologiem. I na wspólne wakacje są wyjazdy i na mecze, dlatego wiesz… ale, zawszę mówię ale. Jeśli Idze to pasuje, to ja jej nie będę tego odradzał” – mówił pierwszy z panów.

    Po Australian Open i Dosze nie widać, żeby cokolwiek pomagało ze strony Darii Abramowicz. Iga jest kłębkiem nerwów

    Wymiana zdań doczekała się riposty Tomasza Świątka, ojca wiceliderki rankingu WTA, który w ostrych słowach zarzucił Szostaczce i Sidorowi, że “prawie nic” nie osiągnęli. Zaapelował, by “zajęli się swoimi ogonkami”, sygnalizując jednocześnie, że o relacjach jego córki i psycholog zupełnie nic nie wiedzą. Teraz do wątku współpracy publicznie odnosi się jedna z zainteresowanych.

    Daria Abramowicz szczerze o współpracy z Igą Świątek. Tak to naprawdę wygląda

    Daria Abramowicz gościła w podcaście Grzegorza Krychowiaka w RMF FM i odniosła się do pojawiających się od dawna komentarzy, jakoby jej współpracą z Igą Świątek wykroczyła poza standardowe ramy w relacjach na linii psycholog i sportowiec. Zaznaczyła, że dla niej fundamentalne są oczekiwania zawodniczki i wedle nich dobiera metody pracy.

    “Krycha” zauważył, że jego rozmówczyni i Świątek spędzają ze sobą dużo czasu, bo 270 dni w roku. Abramowicz potwierdziła, że istotnie tak bywało w niektórych sezonach, lecz to “specyfika sportu”.

    “Jeżeli dynamika zespołu jest taka, że wszystkie jedenaście miesięcy tenisista podróżuje ze swoimi specjalistami, to jeżeli wymaga tego zawodnik, nie odnajduje się dobrze w pracy zdalnej czy incydentalnej, albo nie może pozwolić sobie, aby wracać do domu, to wtedy ta forma jest inna. Czy ona jest zła? Nie, ona jest inna” – opisała.

    To wszystko sprawia, że tworzą się bliższe więzi niż te w klasycznej współpracy albo pracy okazjonalnej. Psycholog przyrównała to do integracji w drużynach sportowych i wspólnego czasu spędzanego na zgrupowaniach. “To nie jest relacja profesjonalna. Tu można mówić nawet o jakiejś formie przyjaźni” – skomentował to Krychowiak.

    Daria Abramowicz nie zgodziła się z taką oceną sytuacji, natomiast rozumie, skąd mogą brać się takie osądy. “Ja tego tak nie postrzegam. Totalnie rozumiem, dlaczego to jest takie zagmatwane w odbiorze i w interpretacji. Ale tak to działa w sporcie na topowym poziomie, jak tenis czy narciarstwo alpejskie, sportach ‘podróżujących’, że nawet niektórzy sportowcy mówią, że dla nich zespoły są rozszerzoną rodziną albo nazywają je swoim ‘stadem’. To jest ok, ale to nie znaczy, że operujemy w świecie zaplatania sobie włosów i parzenia herbatek” – podsumowała.
    Iga Świątek oraz jej psycholog, Daria Abramowicz. Czy “team Świątek”, tak jak podpowiada trener Paweł Strauss, może się powiększyć?

    Iga Świątek oraz jej psycholog, Daria AbramowiczFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekBaranowski, AKPAAKPA
    Tenisistka w białym stroju sportowym i czapce trzymająca rakietę tenisową, skupiona na korcie podczas meczu, z rozmytą widownią w tle.

    Iga ŚwiątekSAEED KHANAFP

    Iga Świątek: Z tego jestem najbardziej zadowolona.