• Izrael wygwizdany, wiceprezydent USA wybuczany. Karol Nawrocki reaguje

    Izrael wygwizdany, wiceprezydent USA wybuczany. Karol Nawrocki reaguje

    Piątkowa ceremonia otwarcia igrzysk olimpijskich w Mediolanie została przygotowana bez nadmiernego patosu i pompy, co – jak się okazało – przypadło do gustu wielu uczestnikom tego wyjątkowego święta sportu. Wśród zaproszonych gości na trybunach legendarnego San Siro zasiadł prezydent RP Karol Nawrocki, który w rozmowie z Interią podzielił się swoimi wrażeniami z uroczystości. Odniósł się także do mniej przyjemnych momentów, kiedy z trybun dało się słyszeć gwizdy pod adresem reprezentacji Izraela oraz wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych J.D. Vance’a.

    Uroczystość na mediolańskim stadionie im. Giuseppe Meazzy – a także w trzech innych włoskich miastach – rozpoczęła się punktualnie o godzinie 20 i trwała około trzech i pół godziny. Gospodarze postawili na bogaty, lecz nienachalny program artystyczny, który skutecznie rozgrzewał zarówno dostojnych gości, jak i blisko 67 tysięcy kibiców zgromadzonych na trybunach, szczególnie że wraz z upływem czasu temperatura wyraźnie spadała. Każdy, kto nie zadbał o cieplejsze ubranie, musiał zmierzyć się z coraz bardziej odczuwalnym chłodem.

    Na murawie San Siro nie zabrakło światowych gwiazd. Publiczność mogła podziwiać m.in. występ włoskiego tenora Andrei Bocellego oraz amerykańskiej piosenkarki Mariah Carey. Wielu widzów było także poruszonych wykonaniem hymnu państwa-gospodarza – „Il Canto degli Italiani” – choć, jak zwykle w takich przypadkach, interpretacja artystyczna pozostaje kwestią indywidualnego gustu.

    Ceremonia przebiegała w serdecznej atmosferze aż do momentu, który dla wielu stanowił kulminacyjny punkt wieczoru, czyli defilady reprezentacji narodowych. Tradycyjnie jako pierwsi zaprezentowali się Grecy, a po nich kolejne kraje, ustawione już w porządku alfabetycznym. Pierwszy wyraźny zgrzyt pojawił się w chwili, gdy na stadionie ukazała się flaga Izraela oraz niewielka, zaledwie czteroosobowa grupa sportowców z tego kraju. Oklaski szybko ucichły, a w ich miejsce pojawiły się gwizdy i oznaki wrogości ze strony części publiczności. Podobna reakcja spotkała później reprezentację Stanów Zjednoczonych, a konkretnie wiceprezydenta J.D. Vance’a, którego wizerunek wyświetlony na telebimie został przyjęty buczeniem.

    Mimo tych incydentów prezydent Karol Nawrocki skupił się przede wszystkim na pozytywnych aspektach wydarzenia. W jego ocenie gospodarze doskonale wykorzystali okazję, by podkreślić włoską tożsamość i dumę narodową. – Organizatorzy pokazali, że jesteśmy we Włoszech, w Mediolanie, i że mamy prawo cieszyć się z bycia u siebie. Bardzo wyraźnie wybrzmiał wymiar dbałości o wartości narodowe, tradycję i tożsamość. Właśnie w takim kontekście widzę również całą Europę – jako wspólnotę narodów dumnych ze swojej historii i kultury, a jednocześnie potrafiących ze sobą współpracować. To była piękna uroczystość – podsumował prezydent RP.

    Głowa państwa zwróciła szczególną uwagę na elementy scenariusza, które wprost nawiązywały do narodowej tożsamości gospodarzy. – Podobał mi się wymiar artystyczny całej ceremonii, a zwłaszcza momenty, w których organizatorzy z pewnym dystansem i humorem witali nas we Włoszech. To było bardzo udane wydarzenie. Doceniam także mocne podkreślenie roli Włoch i ich kultury. Jak państwo wiedzą, wcześniej spotkałem się zarówno z premier Giorgią Meloni, jak i z prezydentem Sergio Mattarellą – przypomniał Nawrocki.

    Do wątków politycznych prezydent odniósł się także podczas rozmowy z polskimi dziennikarzami przed jednym z hoteli w centrum Mediolanu. Zapytany o reakcje z trybun, podkreślił, że starał się patrzeć na całość wydarzenia przez pryzmat idei olimpijskiej. – Skupiałem się na tym wspaniałym święcie sportu. Klaskałem wszystkim reprezentacjom, które pojawiały się na stadionie. Przyjechaliśmy tutaj po to, by łączyć, a nie dzielić. Mam nadzieję, że igrzyska olimpijskie – zgodnie ze swoją tradycją – pozostaną momentem wspólnoty, a nie areną politycznych sporów – zaznaczył.

    Wysłannik Interii poprosił prezydenta o jeszcze bardziej szczegółową ocenę ceremonii otwarcia. Karol Nawrocki nie krył zadowolenia. – To wydarzenie bardzo mi się podobało. Nie tylko ze względu na oprawę artystyczną, bo była to w istocie ceremonia łącząca sport i sztukę. To również wyjątkowy moment, w którym spotykają się głowy państw, prezydenci, premierzy i członkowie rodzin królewskich, by rozmawiać nie tylko o sporcie, ale także o sprawach międzynarodowych – zdradził prezydent RP.

  • Prezydent Nawrocki wyszedł z hotelu i ogłosił. Pilna wiadomość ws. igrzysk

    Polska delegacja z prezydentem RP Karolem Nawrockim oraz prezesem PKOl Radosławem Piesiewiczem spotkała się dziś z przewodniczącą Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Kirsty Coventry. Głównym tematem rozmów była gotowość Polski do organizacji letnich igrzysk olimpijskich. Tuż po spotkaniu, przed hotelem, głowa państwa podzieliła się szczegółami rozmów z polskimi mediami.

    Prezydent od razu zaznaczył, że rozmowy będą kontynuowane, ponieważ cały proces ma charakter długofalowy.
    – Jesteśmy na określonym etapie tych działań. Uważam jednak, że głos prezydenta Polski w tej sprawie był istotny – podkreślił Karol Nawrocki.

    Zapytany o konkretne reakcje ze strony MKOl, dał do zrozumienia, że nie należy mówić o przełomie. – To odpowiedź, z którą spotykam się często na arenie międzynarodowej: duże uznanie dla Polski, naszych sukcesów gospodarczych oraz tempa rozwoju. Polska postrzegana jest jako kraj bezpieczny, co stanowi ogromny atut naszej wspólnoty narodowej – mówił prezydent.

    Jak zaznaczył, nie oczekiwał jednoznacznych deklaracji, bo w ten sposób takie decyzje nie zapadają. – Mówimy o bardzo szerokiej perspektywie czasowej. Sama propozycja została jednak przyjęta z otwartością przez panią przewodniczącą – zaakcentował.

    Karol Nawrocki potwierdził, że podczas spotkania wskazywał konkretną datę – 2036 rok – jako preferowany termin organizacji igrzysk w Polsce. Jednocześnie przyznał, że w toku dalszych rozmów i negocjacji konieczna może być pewna elastyczność.
    – Trzeba brać pod uwagę lata 2036, 2040 oraz 2044. Dziś rozmawialiśmy przede wszystkim o tej pierwszej dacie. Wskazywałem także na nasze doświadczenie organizacyjne, m.in. Euro 2012, a także mistrzostwa świata i Europy w wielu dyscyplinach. Mamy się czym pochwalić. To powód do dumy, że jako prezydent Polski mogę zabiegać o tak prestiżowe wydarzenie – zaznaczył.

    Pobyt prezydenta RP we Włoszech przy okazji zimowych igrzysk olimpijskich dobiega końca. Wczoraj Karol Nawrocki uczestniczył w ceremonii otwarcia, natomiast jutro nie będzie już obecny m.in. na rywalizacji polskich snowboardzistów w Livigno.

    – Niestety dziś muszę wracać do kraju, czeka mnie wiele obowiązków. Miałem okazję obejrzeć na żywo jazdę figurową i muszę przyznać, że to niezwykle emocjonujące widowisko – być może stanie się moją nową pasją. Nie mogę zostać dłużej, ale występy wszystkich naszych reprezentantów będę śledził w telewizji, o ile pozwoli na to czas – zapowiedział prezydent.

  • Putin dopiął swego. Skandal podczas ceremonii otwarcia IO. Rosjanie złamali kluczowy zakaz

    Putin dopiął swego. Skandal podczas ceremonii otwarcia IO. Rosjanie złamali kluczowy zakaz

    Ceremonia otwarcia zimowych igrzysk olimpijskich Mediolan/Cortina od samego początku zapowiadała się jako wydarzenie z rozmachem. I rzeczywiście – widowisko przygotowane przez organizatorów przerosło oczekiwania nawet najbardziej wymagających obserwatorów. Każdy element tej wieczornej celebracji był dopracowany niemal do perfekcji, a atmosfera na legendarnym stadionie San Siro na długo zapadnie w pamięć kibiców na całym świecie. Niestety, wśród efektownych obrazów pojawiły się także sceny, które nie powinny mieć miejsca. Sceny, które z pewnością wywołały satysfakcję na Kremlu.

    Ceremonie otwarcia igrzysk olimpijskich od lat stanowią wizytówkę całej imprezy. To właśnie wtedy gospodarze starają się olśnić świat, łącząc sport, kulturę i symbolikę w jedno wielkie widowisko. Wystarczy wspomnieć letnie igrzyska w Paryżu w 2024 roku, których otwarcie było jednocześnie spektakularne i szeroko dyskutowane, również z powodu kontrowersji. Włosi doskonale zdawali sobie sprawę z tych oczekiwań i zrobili wszystko, by zimowa edycja igrzysk miała wyjątkowy charakter.

    6 lutego Mediolan, Livigno oraz Cortina d’Ampezzo zamieniły się w centra światowego sportu. Organizatorom udało się stworzyć atmosferę wspólnoty i podniosłości, dając uczestnikom poczucie, że biorą udział w wydarzeniu o historycznym znaczeniu. Pod tym względem plan został zrealizowany w stu procentach.

    Jak to jednak bywa przy imprezach tej skali, nie wszystko przebiegło idealnie. Część problemów wynika z niedociągnięć organizacyjnych, inne są efektem zachowań, nad którymi gospodarze nie zawsze są w stanie zapanować. Podczas piątkowej ceremonii otwarcia doszło do incydentu, który natychmiast obiegł media i wywołał niemałe poruszenie. Wykorzystali go rosyjscy kibice, łamiąc jeden z kluczowych zakazów obowiązujących podczas tegorocznych igrzysk.

    Zakaz ten wciąż pozostaje w mocy. Rosyjscy kibice posunęli się jednak o krok za daleko
    W związku z trwającą wojną w Ukrainie Rosja oraz Białoruś objęte są licznymi sankcjami, także w świecie sportu. Zawodnicy z tych krajów mogą brać udział w wybranych zawodach jedynie pod rygorystycznymi warunkami. Nie wolno im manifestować poparcia dla władz na Kremlu, a w rywalizacji muszą występować jako sportowcy neutralni – bez flagi narodowej i hymnu.

    Zasada neutralności dotyczy nie tylko samych sportowców, ale również kibiców obecnych na arenach olimpijskich. Właśnie ona została złamana podczas ceremonii otwarcia we Włoszech. Rosyjski dziennikarz Dmitrij Kuzniecow opublikował w mediach społecznościowych zdjęcie, na którym widać kibica pozującego do fotografii z rosyjską flagą w dłoniach.

    Co szczególnie bulwersujące, cała sytuacja rozegrała się na oczach jednego ze stewardów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo imprezy. Jak relacjonuje Kuzniecow z portalu „sport-express.ru”, członek obsługi nie zareagował w żaden sposób, całkowicie ignorując złamanie obowiązujących zasad.

    To jednak nie jedyny rosyjski akcent, który pojawił się w kontekście tegorocznych zimowych igrzysk olimpijskich. Jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem imprezy włoskie media informowały o cyberatakach wymierzonych w krajową infrastrukturę. Niemal natychmiast zaczęto je łączyć z rosyjskimi grupami hakerskimi, co tylko dolało oliwy do ognia i sprawiło, że wokół igrzysk pojawił się niepokojący polityczny cień.

  • Piekło zamarzło. Collins mówi jednym głosem ze Świątek w głośnej sprawie

    Piekło zamarzło. Collins mówi jednym głosem ze Świątek w głośnej sprawie

    Podczas tegorocznego kobiecego Australian Open jednym z najgorętszych tematów pozasportowych stała się kwestia prywatności zawodniczek. Dyskusję rozpaliło nagranie zza kulis, które obiegło media społecznościowe – widać na nim Coco Gauff, kompletnie roztrzęsioną po sensacyjnej porażce, jak w emocjach roztrzaskuje swoją rakietę. Filmik wywołał lawinę komentarzy, a swoje zdanie na temat wszechobecnych kamer wyraziło wiele tenisistek, w tym Iga Świątek. Teraz do tej sprawy wróciła Danielle Collins i – co nie zdarza się często – w pełni zgodziła się z opinią Polki.

    Kamery niemal wszędzie. Granica została przekroczona?

    Współczesny tenis, zwłaszcza na turniejach wielkoszlemowych, to nie tylko rywalizacja na korcie, ale też stała obecność kamer poza nim. Zawodniczki nagrywane są w tunelach, korytarzach, strefach zamkniętych dla kibiców, a czasem nawet w momentach skrajnych emocji tuż po porażce. Właśnie ten aspekt wzbudził ogromne kontrowersje w Melbourne.

    Iskrą zapalną było nagranie Coco Gauff, która po nieoczekiwanej przegranej w ćwierćfinale z Eliną Switoliną, już poza kortem, w miejscu teoretycznie prywatnym, dała upust frustracji. Wideo szybko trafiło do sieci, wywołując pytania o to, gdzie kończy się prawo kibiców i mediów do „kulisy”, a zaczyna prawo sportowców do prywatności.

    Świątek ostro o realiach tenisowych

    Niedługo później doszło do kolejnego incydentu – tym razem z udziałem Igi Świątek. W mediach pojawiło się nagranie, na którym Polka nie mogła wejść do szatni, bo została poproszona o okazanie przepustki. Sama tenisistka wykorzystała ten moment, by publicznie skrytykować organizatorów i system funkcjonowania turniejów.

    – Pozostaje pytanie, czy jesteśmy tenisistkami, czy zwierzętami w zoo, które obserwuje się nawet podczas robienia kupy? – mówiła ironicznie Świątek na konferencji prasowej, jasno dając do zrozumienia, że granica prywatności została przekroczona.

    Danielle Collins: „To poważny problem”

    Teraz do całej sprawy odniosła się Danielle Collins. Amerykanka nie wystąpiła w Australian Open z powodu problemów zdrowotnych, ale po zakończeniu turnieju zabrała głos w podcaście „The Big T”. Jej stanowisko okazało się zaskakująco zbieżne z tym, co wcześniej mówiła Świątek – mimo że w przeszłości Collins wielokrotnie krytykowała Polkę.

    – To poważny problem związany z prywatnością. Zawodnicy powinni mieć przestrzeń, by się schować, przetrawić emocje i nie czuć, że są obserwowani w każdej sekundzie. Żaden inny sport nie daje mediom takiego dostępu za kulisy – podkreśliła Amerykanka.

    Collins zwróciła uwagę, że czym innym są emocjonalne reakcje na korcie, a czym innym sytuacje, które mają miejsce już poza nim. – Jeśli ktoś niszczy rakietę na korcie, okej. Ale Coco zrobiła to za kulisami, z dala od ludzi. To powinno tam pozostać – dodała.

    Polityka na konferencjach? „To absolutnie nie na miejscu”

    To jednak nie był koniec jej krytycznych uwag. Collins zdradziła, że jeszcze bardziej zirytowały ją pytania polityczne, które niektórzy dziennikarze zadawali tenisistkom podczas konferencji prasowych.

    – To turniej tenisowy. Dziennikarzom, którzy zadają takie pytania, powinno się cofnąć akredytacje. To absolutnie nie na miejscu. Tenisiści nie są politykami i nie powinni być zmuszani do odpowiadania na pytania, do których nie mają kompetencji. Poza tym zwyczajnie nie czujemy się z tym komfortowo – stwierdziła stanowczo.

    Głos Collins tylko wzmocnił debatę, która rozpoczęła się w Melbourne. Coraz więcej zawodniczek otwarcie mówi o tym, że tenisowy show poszedł za daleko, a prywatność sportowców staje się towarem, na który nie zawsze wyrażają zgodę.

  • USA zrywają kontakty z Włodzimierzem Czarzastym. Reaguje Donald Tusk

    USA zrywają kontakty z Włodzimierzem Czarzastym. Reaguje Donald Tusk

    Premier Donald Tusk odniósł się do głośnego oświadczenia ambasadora Stanów Zjednoczonych w Polsce, który poinformował o zerwaniu kontaktów z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym. W krótkim, lecz wymownym wpisie opublikowanym w serwisie X szef rządu podkreślił, że relacje sojusznicze powinny opierać się na wzajemnym szacunku.

    „Panie ambasadorze Rose, sojusznicy powinni się szanować, a nie pouczać. Przynajmniej tak w Polsce rozumiemy partnerstwo” – napisał Donald Tusk.

    Wpis premiera był reakcją na oświadczenie ambasadora USA Toma Rose’a, który przekazał w mediach społecznościowych, że Waszyngton nie będzie utrzymywał relacji z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym. Dyplomata uzasadnił swoją decyzję „oburzającymi i nieuzasadnionymi obelgami” pod adresem prezydenta Donalda Trumpa.

    Czarzasty: podtrzymuję swoje stanowisko
    Marszałek Sejmu odniósł się do sprawy krótko po publikacji wpisu ambasadora. W rozmowie z Onetem zaznaczył, że decyzja strony amerykańskiej jest bezpośrednio związana z jego sprzeciwem wobec poparcia kandydatury Donalda Trumpa do Pokojowej Nagrody Nobla.

    – Ponieważ oświadczenie pana ambasadora zostało wydane w związku z moim stanowiskiem w sprawie braku poparcia dla kandydatury pana prezydenta Trumpa do Pokojowej Nagrody Nobla, podtrzymuję swoje zdanie w tej kwestii – podkreślił Czarzasty.

    W poniedziałek marszałek Sejmu oficjalnie poinformował, że nie poprze wniosku o przyznanie Trumpowi Pokojowej Nagrody Nobla. Jak tłumaczył, amerykański prezydent – jego zdaniem – nie spełnia kryteriów, które uzasadniałyby takie wyróżnienie. Czarzasty wskazywał, że Trump „reprezentuje politykę siły” oraz prowadzi „politykę transakcyjną przy użyciu presji”. Zwracał również uwagę na wypowiedzi dotyczące m.in. udziału polskich żołnierzy w misjach zagranicznych oraz sprawy Grenlandii.

    USA zrywają kontakty. Polityczna burza w Polsce
    Marszałek Sejmu zabrał głos także w mediach społecznościowych. Zapewnił, że niezmiennie postrzega Stany Zjednoczone jako kluczowego partnera Polski, jednak nie zamierza wycofywać się ze swojego stanowiska.

    „Z szacunkiem odnoszę się do USA jako strategicznego sojusznika naszego kraju. Z ubolewaniem przyjmuję deklarację ambasadora Toma Rose’a, ale nie zmienię swojego zdania w fundamentalnych dla Polek i Polaków sprawach” – napisał Czarzasty.

    Decyzja amerykańskiego dyplomaty wywołała falę komentarzy na polskiej scenie politycznej. Rzecznik prezydenta Karola Nawrockiego, Rafał Leśkiewicz, stwierdził, że „w czasach PRL Stany Zjednoczone były dla komunistów największym wrogiem”, a „mentalność postkomunisty Włodzimierza Czarzastego nie uległa zmianie”.

    Z kolei poseł Lewicy Tomasz Trela ocenił sprawę w ostrych słowach:
    – Trump się obraził, bo marszałek Czarzasty nie podpisał gotowca przygotowanego przez samego Trumpa w sprawie Pokojowej Nagrody Nobla dla… samego siebie.

    Były premier Mateusz Morawiecki również skomentował sytuację, sugerując, że działania marszałka Sejmu mogą szkodzić relacjom z kluczowym sojusznikiem.
    – Stara miłość nie rdzewieje. Wiadomo, komu pomaga Włodzimierz Czarzasty, psując relacje z USA. Każdy, kto go popiera, sabotuje bezpieczeństwo Polski – napisał.

    Spór wokół Pokojowej Nagrody Nobla dla Donalda Trumpa przerodził się tym samym w poważny dyplomatyczno-polityczny konflikt, który wciąż wywołuje silne emocje zarówno w kraju, jak i w relacjach polsko-amerykańskich.

  • 1:6, 1:6 z Igą Świątek, powtórki później już nie było. A teraz deklasacja, 53 minuty i koniec

    1:6, 1:6 z Igą Świątek, powtórki później już nie było. A teraz deklasacja, 53 minuty i koniec

    Sorana Cîrstea ma w swojej karierze zarówno imponujące zwycięstwa, jak i wyjątkowo dotkliwe porażki. Jedna z nich miała miejsce w 2024 roku w Madrycie, gdy w starciu z Igą Świątek Rumunka zdołała ugrać zaledwie dwa gemy. Od tamtego momentu tak bolesne niepowodzenia już jej się nie przydarzały. Teraz role się odwróciły – podczas turnieju w Klużu-Napoce to właśnie Cîrstea zaprezentowała tenisową dominację, kończąc swój mecz po zaledwie 53 minutach i dając prawdziwy pokaz mocy jako turniejowa „trójka”.

    Niedawno niespełna 36-letnia zawodniczka z Bukaresztu ogłosiła, że sezon 2026 będzie jej ostatnim w profesjonalnym tourze. W grudniu 2025 roku poinformowała w mediach społecznościowych o decyzji zakończenia kariery. „Kocham tenis. Uwielbiam dyscyplinę, rutynę i ciężką pracę. Rywalizacja oraz adrenalina napędzają moją duszę. Ale jak wszystko w życiu, to również musi się kiedyś skończyć” – napisała wówczas.

    Cîrstea zapisze się w historii tenisa m.in. jako triumfatorka prestiżowego turnieju WTA 1000 w Madrycie w grze podwójnej oraz zwyciężczyni singlowych zmagań w Cleveland. Na jej koncie nie brakowało efektownych wygranych, ale i bolesnych lekcji. Ostatnia tak dotkliwa porażka miała miejsce właśnie w Madrycie w kwietniu 2024 roku, gdy w meczu z Igą Świątek przegrała 1:6, 1:6.

    Od tamtej pory, nawet jeśli schodziła z kortu pokonana, nigdy nie kończyła spotkań z dorobkiem mniejszym niż kilka gemów. Co więcej, sama potrafiła kilkukrotnie zdeklasować rywalki. W trakcie zwycięskiego turnieju w Cleveland w kwalifikacjach rozbiła Annę Frey 6:1, 6:0, a w drugiej rundzie nie dała szans Jil Teichmann, wygrywając 6:1, 6:1. W sezonie 2026 Rumunka stawia sobie jeden cel – jak najlepiej pożegnać się z zawodowym tenisem.

    Tenis. Nokaut Sorany Cîrstei w Klużu-Napoce

    Sezon Cîrstea rozpoczęła w Brisbane, gdzie pokonała Anastazję Pawluczenkową oraz Jelenę Ostapenko, by następnie ulec Arynie Sabalence. W Adelajdzie przeszła kwalifikacje, jednak z powodu drobnych problemów zdrowotnych wycofała się z turnieju głównego. Na korty wróciła podczas Australian Open – w pierwszej rundzie wygrała z Evą Lys, a w drugiej po zaciętym boju przegrała z wyżej notowaną Naomi Osaką.

    Kolejnym przystankiem w jej kalendarzu okazał się turniej WTA 250 w Klużu-Napoce, rozgrywany w jej ojczyźnie. Cîrstea została tam rozstawiona z numerem trzecim. W tych samych zawodach oglądamy również Maję Chwalińską, która w środę awansowała do ćwierćfinału. Kilka godzin później na kort wyszła także Rumunka, mierząc się z Tamarą Zidanšek. W pierwszej rundzie Cîrstea pokonała Kamilę Rachimową 6:4, 6:4.

    Już premierowa partia spotkania z Zidanšek była pokazem absolutnej dominacji zawodniczki zajmującej 36. miejsce w rankingu WTA. Rumunka oddała rywalce tylko jednego gema, a w pozostałych gemach Słowenka zdobyła zaledwie cztery punkty. Drugi set wyglądał podobnie – choć w trzecim gemie pojawiła się chwilowa równowaga, był to jedynie moment wytchnienia dla tenisistki z 153. miejsca światowego zestawienia.

    Turniejowa „3” wygrała drugą partię do zera, cały mecz zakończyła wynikiem 6:1, 6:0 i w zaledwie 53 minuty przypieczętowała awans do ćwierćfinału. Tam jej rywalką będzie inna rozstawiona zawodniczka – Anastazja Potapowa.

  • Prezes PiS trafił do szpitala. Na jaw wychodzą kulisy leczenia

    Prezes PiS trafił do szpitala. Na jaw wychodzą kulisy leczenia

    Jarosław Kaczyński przebywa obecnie w jednym z warszawskich szpitali. Jak wynika z najnowszych informacji, jego stan zdrowia systematycznie się poprawia, a reakcja na zastosowane leczenie jest bardzo dobra. Polityk dobrze zareagował na antybiotyki i wszystko wskazuje na to, że wkrótce opuści placówkę medyczną.

    Kiedy Jarosław Kaczyński opuści szpital?

    O hospitalizacji prezesa Prawa i Sprawiedliwości poinformował pod koniec stycznia rzecznik partii Rafał Bochenek, zaznaczając, że powodem pobytu w szpitalu była niegroźna infekcja. Nieoficjalnie media, w tym „Super Express”, podawały jednak, że Jarosław Kaczyński zmaga się z zapaleniem płuc. Osoby z jego otoczenia wskazywały, że od pewnego czasu dokuczał mu kaszel oraz podwyższona temperatura.

    Z najnowszych ustaleń dziennikarzy „SE” wynika, że hospitalizacja zbliża się do końca. – Prezes czuje się bardzo dobrze, zareagował na podawane antybiotyki, nie kaszle i nie ma już temperatury. Jest przygotowywany do wypisu, który powinien nastąpić do końca tygodnia – przekazali informatorzy gazety.

    Stan zdrowia prezesa PiS

    Głos w sprawie stanu zdrowia Jarosława Kaczyńskiego zabrali również jego współpracownicy. – Pierwszego dnia trafił do szpitala z gorączką, którą udało się szybko obniżyć. Pojawiło się podejrzenie zapalenia płuc. Przez weekend nie było oficjalnych komunikatów, ale prezes normalnie odbiera telefony. Rozmawiałem z nim dwa dni temu i jego stan się nie pogarsza – mówił rozmówca „Faktu” z otoczenia lidera PiS.

    Inna osoba dodawała, że nie ma powodów do niepokoju. – W pewnym wieku infekcje zdarzają się częściej, to nic nadzwyczajnego – podkreślano.

    Wcześniejsze hospitalizacje Jarosława Kaczyńskiego

    To nie pierwszy raz, gdy Jarosław Kaczyński trafia do szpitala. W lutym 2025 roku przebywał w placówce medycznej, gdzie – jak informował rzecznik PiS – przechodził rutynowe, wcześniej zaplanowane badania. Media donosiły wówczas, że został przyjęty na oddział kardiologii Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Lublinie jako pacjent NN, czyli osoba o nieustalonej tożsamości.

    Sytuację tę wyjaśniał później rzecznik prasowy marszałka województwa lubelskiego Remigiusz Małecki. – Najprawdopodobniej pod wpływem emocji personel zakwalifikował pacjenta jako NN. Po przybyciu kierownika oddziału sytuacja została natychmiast wyjaśniona i skorygowana zgodnie z obowiązującymi procedurami – tłumaczył w rozmowie z Onetem.

    Wcześniej, w latach 2019 i 2022, Jarosław Kaczyński był hospitalizowany w związku z zabiegami endoprotezy stawu kolanowego. W 2018 roku trafił do szpitala wojskowego z powodu ostrego stanu zapalnego kolana, co wymagało około miesiąca leczenia. Z kolei w 2016 roku przeszedł rutynowe, coroczne badania w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie.

  • Doniesienia z rodziny Świątek. Chodzi o mamę. Trener ujawnił wszystko

    Doniesienia z rodziny Świątek. Chodzi o mamę. Trener ujawnił wszystko

    Ojciec Tomasz Świątek oraz starsza siostra Agata od lat są stałymi towarzyszami Igi Świątek w jej drodze na tenisowy szczyt. Regularnie pojawiają się na trybunach i w boksie zawodniczki, wspierając ją podczas najważniejszych turniejów. Uwagę wielu kibiców i mediów od dawna przykuwa jednak nieobecność matki wiceliderki rankingu WTA – Doroty Świątek. Choć nie widać jej przy korcie, pozostaje ona postacią obecną w przestrzeni medialnej. Sama udzielała wywiadów, a także była wspominana przez osoby z otoczenia tenisistki. Jedną z takich wypowiedzi, która swego czasu odbiła się szerokim echem, były słowa pierwszego trenera Igi – Artura Szostaczki.

    Starsza siostra Agata, podobnie jak Iga, w młodości próbowała swoich sił na tenisowym korcie. Jej sportowa droga została jednak przerwana przez kontuzję, która skłoniła ją do zmiany życiowych planów. Zdecydowała się w pełni poświęcić nauce, kończąc wydział stomatologiczno-dentystyczny Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Dziś pracuje w gabinecie dentystycznym, kontynuując w ten sposób rodzinną tradycję.

    Z tą profesją związana jest również matka sióstr. Dorota Świątek jest ortodontką i stomatolożką, a według relacji Artura Szostaczki nie była entuzjastką pomysłu, by Iga od najmłodszych lat stawiała wszystko na tenis. Pierwszy szkoleniowiec zawodniczki z Raszyna, w rozmowie z Polsatem Sport, ujawnił kulisy początków jej kariery.

    – Mama Igi nie była zwolenniczką tego, by córka poświęciła życie tenisowi. Chciała, aby – podobnie jak starsza córka Agatka – została stomatologiem – mówił Szostaczko. – Agata zresztą dobrze sobie radzi w tym zawodzie. Najważniejsze jednak, że Iga poszła za ciosem. Dziś mamy fenomenalne wyniki, z których wszyscy się cieszymy i za które trzymamy kciuki – dodał.

    Te słowa szybko obiegły sportowe media w Polsce i wywołały spore poruszenie.

    Jak przypominał przed laty Marcin Piątek na łamach tygodnika „Polityka”, Dorota i Tomasz Świątkowie rozwiedli się, gdy Iga miała kilkanaście lat. O relacjach z córką matka tenisistki opowiadała później w wywiadzie dla WP SportoweFakty. Nie ukrywała wówczas, że są one bardzo ograniczone.

    – Zawsze gratuluję córce wygranych tytułów, najczęściej drogą mailową. Natomiast kontakt jest mocno ograniczony. Iga często przebywa za granicą, ma bardzo napięty terminarz i wiele obowiązków. Jest pochłonięta swoimi sprawami zawodowymi. Rozumiem to. Jako dorosła osoba sama określa i kształtuje relacje z innymi – mówiła Dorota Świątek. – Poza odległością i napiętym grafikiem na nasze relacje wpływają też czynniki rodzinne, ale nie chciałabym zgłębiać tematu. Postawmy tu kropkę – dodała.

    Matka Igi wracała również do swoich obaw związanych z tenisową karierą córki w podcaście „Tygodnika Angora”. W szczerych słowach przyznała, że sport zawodowy budził w niej ogromny lęk.

    – Sport jest gorszy niż hazard, bo tam się traci pieniądze – stwierdziła obrazowo. – Przez cały okres juniorskiego rozwoju córki bałam się dwóch rzeczy. Po pierwsze, utraty zdrowia, jakiejś poważnej kontuzji. Zdrowie jest przecież największą walutą sportowca. Po drugie, bałam się struktur ITF i WTA. Zastanawiałam się, czy Idze starczy zdrowia i sił, by się przebić, nie mając żadnego „handicupu” związanego z narodowością czy obywatelstwem – tłumaczyła swoją perspektywę.

    Choć jej obawy były duże, historia potoczyła się w sposób, który dziś zna cały tenisowy świat. Iga Świątek osiągnęła sportowy szczyt, zapisując się na stałe w historii polskiego sportu.

  • Telefon od Trzaskowskiego. Kliczko z dumą ogłasza. Wprost o Polakach

    Telefon od Trzaskowskiego. Kliczko z dumą ogłasza. Wprost o Polakach

    Najpierw telefon od Rafała Trzaskowskiego, a następnie konkretna pomoc wysłana prosto z Polski. Mer Kijowa i były mistrz świata w boksie Witalij Kliczko poinformował w mediach społecznościowych, że do stolicy Ukrainy dotarła niezwykle potrzebna w obecnych warunkach przesyłka z Warszawy. Sprzęt został już częściowo rozdysponowany, a przy tej okazji Kliczko wprost zwrócił się do prezydenta Warszawy oraz wszystkich Polaków, dziękując za okazane wsparcie.

    Na Ukrainie wciąż trwa wojenny terror wywołany agresją rosyjskich wojsk Władimira Putina. W ostatnich tygodniach szczególnie nasilone stały się ataki na ukraińską infrastrukturę energetyczną. Ich skutki są dramatyczne – tysiące mieszkańców zostały pozbawione dostępu do prądu i ogrzewania, co jest wyjątkowo dotkliwe w warunkach zimowych. Bez ciepła i energii elektrycznej znalazły się m.in. szpitale, budynki mieszkalne, szkoły oraz obiekty kluczowe dla funkcjonowania państwa.

    W obliczu tej sytuacji Polska po raz kolejny ruszyła z pomocą swojemu wschodniemu sąsiadowi. Wsparcie zostało udzielone w ramach akcji „Ciepło dla Ukrainy”, w ramach której zaplanowano przekazanie do Kijowa 90 agregatów prądotwórczych. O inicjatywie mówił jeszcze w drugiej połowie stycznia prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski podczas konferencji zorganizowanej w stołecznych Wodociągach.

    – Przekazujemy naszą pomoc dla Kijowa i wyrazy solidarności z narodem ukraińskim. Widzimy, co dzieje się u naszych sąsiadów. Putin bestialsko atakuje infrastrukturę krytyczną, przez co duża część Kijowa została odcięta od dostaw prądu. Rozmawiałem z Witalijem Kliczko i wiem, że ta pomoc jest teraz niezbędna. Dlatego 90 urządzeń wyruszy w drogę do Kijowa – zapowiadał wówczas Trzaskowski.

    Jak się okazało, zapowiedziana przesyłka dotarła już do stolicy Ukrainy. O jej odbiorze poinformował sam mer Kijowa.

    Pomoc z Warszawy dotarła do Kijowa. Witalij Kliczko dziękuje Rafałowi Trzaskowskiemu
    Były mistrz świata w wadze ciężkiej federacji WBC, dziś pełniący funkcję mera Kijowa, przekazał szczegóły w najnowszym wpisie opublikowanym na Telegramie.

    – Kijów otrzymał kolejne 31 generatorów od ratusza i gminy Warszawy. Pierwsza partia 59 urządzeń dotarła do stolicy Ukrainy w zeszły piątek. Łącznie otrzymaliśmy 90 generatorów z polskiej stolicy. Sprzęt został natychmiast przewieziony do wybranych dzielnic miasta i służy do zasilania budynków, w których wciąż występują problemy z przywróceniem ogrzewania – poinformował Kliczko.

    Mer Kijowa przypomniał również, że dzień wcześniej zwrócił się do międzynarodowych partnerów o pilną pomoc w przezwyciężeniu kryzysu energetycznego.

    – Prezydent naszego miasta partnerskiego, Warszawy, Rafał Trzaskowski, zadzwonił do mnie osobiście i zaoferował wsparcie. Polacy niezwłocznie zareagowali i wysłali potrzebny sprzęt – dodał były pięściarz.

    W swoim wpisie Witalij Kliczko nie krył wdzięczności wobec Polski.

    – Dziękuję prezydentowi Warszawy oraz naszym polskim przyjaciołom za tę niezwykle potrzebną pomoc w czasie kryzysu energetycznego. W najbliższym czasie spodziewamy się kolejnej partii generatorów, zakupionych ze środków charytatywnych zebranych przez Polaków – podsumował mer Kijowa.

  • Świątek w centrum burzy. Polka wykluczona z listy. Wymowna decyzja AO

    Świątek w centrum burzy. Polka wykluczona z listy. Wymowna decyzja AO

    Wielkoszlemowe emocje na kortach Australian Open już opadły, ale turniej w Melbourne wciąż pozostaje żywym tematem. Organizatorzy imprezy nie pozwalają o nim zapomnieć, publikując podsumowania i zestawienia nawiązujące do tego, co wydarzyło się podczas tegorocznej edycji. Przypomnijmy – w rywalizacji kobiet triumfowała Jelena Rybakina, a wśród mężczyzn najlepszy okazał się Carlos Alcaraz. Jedna z opublikowanych list wywołała jednak spore zdziwienie, bo zabrakło na niej Igi Świątek, choć jej słowa – przynajmniej w teorii – idealnie wpisywały się w ideę tego zestawienia.

    Nie chodziło bowiem o ranking sportowy, lecz o listę „cytatów wartych zapamiętania”, które padły podczas Australian Open 2026. Jak czytamy na oficjalnej stronie turnieju, są to „refleksje, reakcje i rzadkie momenty, które zdołały uchwycić ducha AO 2026”. Wśród wyróżnionych wypowiedzi znalazły się m.in.:

    – słowa Carlosa Alcaraza po triumfie, który pozwolił mu skompletować Karierowego Wielkiego Szlema:
    „Nikt nie wie, jak ciężko pracowałem, by wywalczyć ten tytuł. Po prostu goniłem za tą chwilą”;

    – gratulacje Novaka Djokovicia skierowane do Hiszpana po przegranym finale:
    „Gratulacje, Carlos, za wspaniały turniej. To, co tutaj zrobiłeś, było… Mam wrażenie, że najlepsze słowa, by to opisać, to ‘historyczne’ i ‘legendarne’”;

    – refleksje Jeleny Rybakiny na temat radzenia sobie z emocjami:
    „Jaka jest najgorsza rzecz, która może się zdarzyć? Mój trener zawsze powtarza mi, że porażka, ale potem dostajesz kolejną szansę, by grać w następnym tygodniu. Mamy kilka Wielkich Szlemów, więc byłam skoncentrowana, ale nie zestresowana”;

    – oraz przemyślenia Aryny Sabalenki:
    „Dziś jesteś przegraną, jutro możesz być zwyciężczynią. Mam nadzieję, że w tym sezonie będę częściej triumfatorką niż przegraną”.

    Co znamienne, na liście zabrakło wypowiedzi Igi Świątek, choć to właśnie jej słowa odbiły się najszerszym echem w światowych mediach podczas tegorocznego Australian Open. Polka wywołała prawdziwe poruszenie, komentując nagranie z udziałem Coco Gauff. Amerykanka została przyłapana przez kamery w chwili, gdy po niespodziewanej porażce z Eliną Switoliną dawała upust swoim emocjom.

    – Pytanie brzmi, czy my jesteśmy tenisistkami, czy zwierzętami w zoo? One są obserwowane nawet przy wypróżnianiu. Byłoby miło mieć nieco prywatności. Nie zawsze chce się być tak uważnie obserwowanym – mówiła Świątek podczas konferencji prasowej.

    Te słowa momentalnie obiegły sportowe media na całym świecie i wywołały szeroką dyskusję na temat granic prywatności zawodników. W końcu do sprawy odniósł się także dyrektor Australian Open, Craig Tiley, który w rozmowie z „Tennis Channel” przedstawił nieco inną perspektywę niż polska wiceliderka rankingu WTA.

    – Mamy wiele obszarów, w których kamer nie ma. Pokoje trenerów, gdzie szkoleniowcy i zawodnicy mogą spokojnie pracować, szatnie, sale treningowe, gabinet pielęgnacyjny, pokoje do spania i odpoczynku – tam kamer nie ma. Na korcie centralnym, wokół niego oraz w korytarzach oczywiście są. Będziemy nadal przyglądać się tej sprawie i wsłuchiwać w głosy uczestników turnieju. Jednocześnie chcemy jednak, by kibic był jak najbliżej zawodnika. Wierzymy, że w ten sposób możemy podnieść ich wartość i sprawić, że fani pokochają ich jeszcze bardziej. Tą drogą zamierzamy podążać dalej – tłumaczył Tiley.

    Brak słów Świątek w zestawieniu „cytatów wartych zapamiętania” nie przeszkodził jednak temu, by to właśnie jej wypowiedź stała się jednym z najbardziej komentowanych momentów całego Australian Open 2026.