• Dwa tie-breaki w meczu Hurkacza w Indian Wells. 113 minut i koniec

    Dwa tie-breaki w meczu Hurkacza w Indian Wells. 113 minut i koniec

    Krótka to była przygoda Huberta Hurkacz z prestiżowym turniejem ATP na kortach Indian Wells. Niestety, polski tenisista przegrał z Aleksandarem Kovaceviciem. Po 113 minutach górą był rywal z USA, który wygrał 7:6(6), 7:6(4).
    TENNIS/
    Jayne Kamin-Oncea / IMAGN IMAGES via Reuters Connect

    Luty był dla Huberta Hurkacza miesiącem z tenisowego koszmaru. Z trzech turniejów, w których brał udział, został wyeliminowano już po pierwszej rundzie. Przełamania nie było też podczas niezwykle prestiżowego, nazywanego niekiedy “piątym szlemem”, turnieju ATP Indian Wells. Przygoda z tegorocznymi zmaganiami potrwała 113 minut i ograniczyła się do meczu I rundy z Aleksandarem Kovaceviciem.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Hurkacz znów odpada w I rundzie. 113 minut

    Hurkacz i Kovacević to sąsiedzi w rankingu ATP. Zajmują odpowiednio 71. i 72. miejsce na światowych listach. Nic więc dziwnego, że ich spotkanie było zacięte. W pierwszym secie nie doszło do ani jednego przełamania. Tenisiści solidarnie wygrywali swoje gemy serwisowe, a o triumfie musiał zadecydować tie-break, który rozpoczął się od czterech breakpointów. Hurkacz przy stanie 6:5 miał piłkę setową, ale ją zmarnował. Dużo lepiej zachował się Kovacević i swojego setbola wykorzystał, wygrywając partię 8:6 w tie-breaku.

    Drugi set rozpoczął się bliźniaczo i aż do stanu 4:4 dla Kovacevicia tenisiści wygrywali swoje gemy serwisowe. W dziewiątym gemie przewagę przełamania uzyskał Amerykanin, ale ją momentalnie zmarnował. O wszystkim znów zadecydować miał tie-break i choć Hurkacz, przegrywając w nim 1:3, zdołał dogonić rywala, to w kluczowym momencie, mając swoje dwa serwisy i mogąc wyjść na prowadzenie, zmarnował jeden z nich. Ostatecznie przegrał 4:7.

    Hurkacz zmarnował szansę na awans, ale też na polski mecz w 1/8 finału. Byłoby to możliwe, gdyby w astępnej rundzie pokonał Francuza Cortentina Mouteta, a Kamil Majchrzak wygra z Novakiem Djokoviciem. Tak się jednak nie stało i w Indian Wells pozostaje nam trzymanie kciuków za Majchrzaka.
    ATP I runda Indian Wells:

    Hubert Hurkacz – Aleksandar Kovacević 0:2 (6:7 (6:8), 6:7 (4:7))

    Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
    Google News Facebook Instagram YouTube X TikTok

  • Pilna decyzja Karola Nawrockiego. Nie mogło być inaczej, sam się przyznał

    Pilna decyzja Karola Nawrockiego. Nie mogło być inaczej, sam się przyznał

    Karol Nawrocki był obecny na trybunach podczas przejazdu polskiej pary w łyżwiarstwie figurowym na zimowych igrzyskach olimpijskich Mediolan-Cortina 2026. Rywalizacja tak go urzekła, że po powrocie podjął pilną decyzję, do której sam przyznał się później na spotkaniu z Sylwią Nowak-Trębacką i innymi przedstawicielami dyscypliny. Zadeklarował coś jeszcze.
    article cover

    Prezydent Karol NawrockiFOT. ANNA KLEPACZKO / FOTOPYKNewspix.pl
    PKOl Banner Interia

    Przed startem zimowych igrzysk olimpijskich Mediolan-Cortina 2026 Karol Nawrocki spotkał się w Warszawie z jadącymi do Włoch sportowcami, by wręczyć im olimpijskie nominacje i być świadkiem uroczystego ślubowania. Krótko po tym sam wsiadł na pokład samolotu i udał się na miejsce, by osobiście wesprzeć Polaków podczas ceremonii otwarcia imprezy. Wraz z synem pojawił się również na trybunach podczas przejazdu polskiej pary w łyżwiarstwie figurowym. Jak się okazuje, jest ciąg dalszy tej historii.

    Nawrocki podjął decyzję po powrocie z igrzysk. Teraz to wychodzi

    Podczas niedawnych zimowych igrzysk olimpijskich we Włoszech Polska po raz pierwszy w historii wzięła udział w konkursie drużynowym w łyżwiarstwie figurowym. To nie koniec sukcesów. Władimir Samojłow został też pierwszym od 34 lat polskim reprezentantem, który ukończył program dowolny solistów na igrzyskach. W tym kontekście o dyscyplinie zrobiło się głośno, co cieszy Sylwię Nowak-Trębacką, trenerkę naszej łyżwiarskiej kadry.

    Faktycznie pojawiło się dodatkowe zainteresowanie i to jest też odpowiedni moment, żeby pokazać perspektywę, naświetlić z czym się borykamy, pokazując przy tym naszych wspaniałych zawodników. Na pewno warto podkreślać, że łyżwiarstwo figurowe, to po prostu piękna dyscyplina.

    Ma nadzieję, że w najważniejszych ośrodkach łyżwiarstwa figurowego w Polsce powstaną teraz nowe obiekty. Obecne są bowiem przepełnione, co jest poważnym utrudnieniem. Część zawodników i zawodniczek wysyłana jest na treningi za granicę.

    “Moim marzeniem jest obiekt stricte nastawiony pod łyżwiarstwo. W którym środowisko sportowe byłoby gospodarzem i partnerem do rozmów. Dziś często wygląda to inaczej. Zdarza się, że nasze plany szkoleniowe musimy przerywać, bo zmienia się harmonogram lodowiska. Przychodzimy raczej w roli petenta, a nie gospodarza. To trudne” – wyznaje.

    Być może jakąś rolę odegra tu przychylność Karola Nawrockiego, który był urzeczony występami Polaków w łyżwiarstwie figurowym na igrzyskach we Włoszech. Podczas występu Sofiji Dowhal i Wiktora Kuleszy zadawał towarzyszącej mu na trybunach Nowak-Trębackiej wiele pytań i – jak wydało się trenerce – “spojrzał na dyscyplinę trochę inaczej”.

    Po powrocie do Warszawy prezydent błyskawicznie podjął pewną decyzję. “Nie wiem, czy nie nadużyję tutaj protokołu, ale podczas spotkania z prezydentem Nawrockim już w Polsce, po igrzyskach, przyznał nam się, że po powrocie z Włoch poprosił o zamrożenie jednego z kortów tenisowych. Bo akurat warunki atmosferyczne na to pozwalały. I z uśmiechem przyznał, że razem z synem jeździli tam na łyżwach! To było dla nas bardzo miłe, bo oznaczało, że choć trochę udało się zainteresować naszą dyscypliną głowę państwa. Bardzo doceniam też deklarację wsparcia dla łyżwiarstwa i fakt, że prezydent zaczął patrzeć na ten sport z jeszcze większym zainteresowaniem” – zdradza Sylwia Nowak-Trębacka.

    Miłych słów i gestów w kierunku łyżwiarstwa figurowego absolutnie nie odebrała jako kurtuazji, a jako coś szczerego. “Prezydent Nawrocki jako głowa państwa znalazł czas, aby przyjechać na lodowisko i kibicować naszej reprezentacji podczas igrzysk. Wspierał tych młodych ludzi, często debiutujących w olimpijskich realiach. Ja sama byłam bardzo poruszona tą sytuacją i trudno opisać, jak wiele to znaczyło dla naszych łyżwiarek i łyżwiarzy” – przekazuje, podsumowując, że takie wsparcie było dla jej podopiecznych “ogromną mobilizacją i sygnałem, że ich wysiłek jest dostrzegany”.
    Para łyżwiarzy figurowych w efektownych strojach, trzymających się za ramiona w trakcie występu na lodowisku, z wyrazami emocji i skupienia na twarzach.

    Sofija Dowhal i Wiktor KuleszaTim ClaytonGetty Images
    Mężczyzna w garniturze i krawacie stoi na tle dużych biało-czerwonych flag, na klapie marynarki widoczna przypinka z flagą Polski

    Prezydent Karol NawrockiWojciech OlkusnikEast News
    Jekatierina Kurakowa

    Jekatierina KurakowaYUAN TIANAFP

    Władimir Semirunnij: Byłem bardzo dumny, że mogłem nieść Polską flagę

  • Bliski koniec pięknej serii japońskiej mistrzyni WTA. Thriller na koniec meczu z Polką

    Bliski koniec pięknej serii japońskiej mistrzyni WTA. Thriller na koniec meczu z Polką

    W cieniu startu zmagań w WTA 1000 Indian Wells, w tureckiej Antalyi kończy się drugi z trzech turniejów rangi 125. I co ważniejsze – w najlepszej jego ósemce znalazły się aż dwie Polki: Maja Chwalińska i Katarzyna Kawa. Obie walczyły w piątek o miejsce w półfinałach, trudniejsze zadanie czekało tę młodszą. Rywalką Mai była bowiem Moyuka Uchijima, która klasę na mączce pokazała rok temu w Madrycie. A teraz potwierdziła ją w Antalyi, wygrywając pierwszą imprezę. A teraz jej piękna seria mogła dobiec końca. Chwalińska prowadziła 5:4 w trzecim secie i serwowała.

    Maja ChwalińskaMarcin CholewińskiNewspix.pl

    Niespełna rok temu Moyuka Uchijima byłą w TOP 50 rankingu WTA – stało się to po fenomenalnym w jej wykonaniu turnieju rangi 1000 w Madrycie. Sprawiłą kilka sensacji, ograła m.in. Ons Jabeur, Jessicę Pegulę i Jekaterinę Aleksandrową, doszła do ćwierćfinału. Dziś w rankingu jest 77. awansowała po ostatnim challengerze w Antalyi, spokojnie mogłaby jednak walczyć o miejsce w głównej drabince Indian Wells. Wybrała grę na mączce i mniejsze pieniądze.

    Tyle że dzięki temu sporo może zyskać w rankingu, bo w poprzednim tygodniu w pierwszej imprezie z cyklu Megasaray Hotels Open okazała się najlepsza. A na starcie pokonała wtedy naszą Katarzynę Kawę. W czwartek wygrała ósmy mecz z rzędu, dziś tę serię mogła przedłużyć po potyczce z Mają Chwalińską.

    Choć po pierwszym secie wcale nie było tego widać.

    WTA 125 w Antalyi. Maja Chwalińska kontra Moyuka Uchijima. Stawką półfinał turnieju

    Początkowo nic nie wskazywało na tak niespodziewany scenariusz – Maja już w pierwszym gemie broniła break pointów, później została przełamana na 1:2. Uchijima nie uderza z siłą Sabalenki, nie porusza się jak Świątek, nie broni jak Gauff. Ale też potrafi jednym uderzeniem przejąć inicjatywę, gdy tylko ktoś przeciwko niej gra zbyt bezpiecznie.

    I tak było w drugim secie, wcześniej Japonka dostosowała się do tego, co chciała grać Chwalińska. A Polka grała kombinacyjnie, zmieniała tempo akcji, dorzucała skróty. Uchijima zaś wkraczała w te gierki – i je przegrywała. Miała też chyba problem z “czytaniem” zamiarów leworęcznej Polki. Stąd 6:2 dla Chwalińskiej.
    Maja Chwalińska

    Maja ChwalińskaFlaviu Buboi/NurPhotoAFP

    Druga partia była już przeciwieństwem tej pierwszej, urodzona w Kuala Lumpur Japonka zaczęła grać agresywniej. Niezbyt dobry pomysłem Chwalińskiej była gra przez środek kortu na forhend Japonki – Uchijima była wtedy w stanie przechodzić do ataków. Prowadziła już 5:1, Polka wygrała jednak dwa kolejne gemy. Pojawiła się szansa na uniknięcie trzeciego seta, potrzebna była jednak kontynuacja serii. Maja sama sobie jednak nie pomogła serwisem, doszły kolejne błędy, znów została przełamana. Skończyło się na 3:6, za moment, po przerwie toaletowej dla Chwalińskiej, musiały więc zacząć decydującą rozgrywkę.

    Tę Polka zaczęła znów od kilku pomyłek, ale w trzecim gemie zdobyła breaka, a za moment potwierdziła go własnym gemem. Prowadziła 3:1, była na dobrej drodze do awansu do półfinału.

    Tyle że tak prosty scenariusz w tym meczu nie mógł się sprawdzić. Uchijima odrobiła stratę w ósmym gemie, mimo że Chwalińska zdołał ze stanu 0-40 doprowadzić do równowagi. Za moment Polka jeszcze raz przełamała rywalkę, serwowała więc po mecz. I znów było 0-40. Wygrała dwie pierwsze akcje, ale w trzeciej trafiła w korytarz deblowy.

    Uchijima wyrównała, za moment gładko podwyższyła na 6:5. I uzyskała dwie piłki meczowe przy podaniu Polki. Wykorzystała już pierwszą, po serwisie Moyuki Chwalińska zagrała niedokładnie.

    Japonka triumfowała 2:6, 6:3, 7:5.
    Kobieta w czerwonej koszulce i czarnych spodenkach przygotowuje się do serwisu w tenisie, trzymając żółtą piłkę tenisową i pochylając się lekko do przodu; na jednym z jej łokci widoczny jest opatrunek.

    Maja ChwalińskaIPA Sport/ABACAEast News
    Moyuka Uchijima

    Moyuka Uchijima

    Matteo Arnaldi – Mackenzie McDonald. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • Wszedł na szczyt ze Świątek. Wraca po paru latach. Trener już potwierdził

    Wszedł na szczyt ze Świątek. Wraca po paru latach. Trener już potwierdził

    Iga Świątek osiągała spore sukcesy już w wieku juniorskim. W 2018 roku okazała się najlepsza w singlu na Wimbledonie oraz w deblu podczas Roland Garros. Nasza reprezentantka może też pochwalić się znakomitym osiągnięciem w drużynie. Dziesięć lat temu, razem z Mają Chwalińską i Stefanią Rogozińską-Dzik, wygrały turniej Junior BJK Cup. Teraz pojawił się komunikat od trenera, który wprowadził na światowy szczyt ówczesną kadrę U16 dziewcząt. Będzie wielki powrót.
    Mikołaj Weymann znów trenerem kadry Polek U16, razem z Igą Świątek zdobyli cenne trofeum

    Iga Świątek, pod dowództwem Mikołaja Weymanna, sięgnęła z koleżankami po bardzo cenne trofeumWOJCIECH FIGURSKI / 058SPORT.PL / NEWSPIX.PL / Mikołaj Weymann – FacebookNewspix.pl

    Był przełom września i października 2016 roku. Iga Świątek miała wówczas 15 lat, wciąż skupiała się głównie na juniorskich zmaganiach. Już wtedy stanowiła o sile polskiej kadry, wówczas U16 dziewcząt. Razem z Mają Chwalińską i Stefanią Rogozińską-Dzik pojechały do Budapesztu na finałowe zmagania w ramach Junior BJK Cup – a tak naprawdę Junior Fed Cup, bo tak nazywały się w tamtym czasie te rozgrywki. W singlu obserwowaliśmy Świątek i Chwalińską, a Rogozińska-Dzik czasami pojawiała się w składzie na debla. W przeciwnym razie występował duet Iga/Maja.

    Nasze reprezentantki przeszły jak burza przez fazę grupową, pokonując Indię 3-0, Węgry 3-0 i Kanadę 2-1. Dzięki temu awansowały do półfinału i spotkały się w nim z faworyzowanymi Rosjankami. Najpierw Chwalińska uległa Anastazji Potapowej 6:3, 6:7(5), 1:6, potem Świątek pokonała Olesię Pierwuszynę 6:3, 6:3. O miejscu w finale decydował debel. Iga i Maja nie dały szans rywalkom, triumfując 6:1, 6:3 w potyczce z Potapową oraz Pierwuszyną.

    W wielkim finale czekały Amerykanki. W pierwszym meczu Chwalińska przegrała z Claire Liu 3:6, 4:6. Świątek podtrzymała nadzieje na triumf, ogrywając Amandę Anisimovą 6:4, 6:2. Znów wszystko rozstrzygał debel. W nim Iga i Maja po raz kolejny dały popis. Zwyciężyły 6:4, 6:0 w rywalizacji przeciwko parze Claire Liu/Caty McNally. W ten sposób zapewniły naszej reprezentacji tytuł najlepszej juniorskiej drużyny świata. Dla Polek był to drugi taki sukces w tych rozgrywkach. Wcześniej, bo w 2005 roku, dokonały tej sztuki również Agnieszka i Urszula Radwańskie oraz ich przyjaciółka – Maksymiliana Wandel.

    Wielki powrót w PZT. Szkoleniowiec oficjalnie potwierdza

    Funkcję trenera kadry U16 dziewcząt, który poprowadził Świątek, Chwalińską i Rogozińską-Dzik do wielkiego trofeum, pełnił wówczas Mikołaj Weymann. Dwa dni temu szkoleniowiec ten przekazał informację za pośrednictwem mediów społecznościowych, że po kilku latach rozłąki wraca na to stanowisko. “Chciałbym poinformować, że po pięciu latach przerwy, wracam do pracy w Polskim Związku Tenisowym na stanowisko Trenera Kadry Dziewcząt U16. Dołożę wszelkich starań, aby powtórzyć sukces sprzed 10 lat oraz wspomóc zawodniczki w osiąganiu sukcesów indywidualnych” – przekazał Weymann.

    Przed rokiem, gdy turniej Junior BJK Cup odbywał się na terenie Chile, Polki po raz pierwszy od 10 lat zameldowały się w najlepszej “4”, kończąc zmagania tuż za podium. Dokonały tej sztuki Barbara Kostecka, Oliwia Sybicka i Antonina Snochowska. Zobaczymy czy w najbliższym czasie kadrze U16 znów uda się dotrzeć do strefy medalowej, już pod dowództwem Mikołaja Weymanna.
    Kobieta z ciemnymi włosami spiętymi z tyłu, ubrana w szary golf bez rękawów, siedzi w pomieszczeniu z niewyraźnym tłem i patrzy w stronę aparatu z neutralnym wyrazem twarzy.

    Iga ŚwiątekFoto OlimpikAFP
    Maja Chwalińska

    Maja ChwalińskaFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP
    Stefania Rogozińska-Dzik

    Stefania Rogozińska-DzikFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP

    Kamil Majchrzak – Giovanni Mpetshi Perricard. Skrót meczu.

  • Iga Świątek poznała rywalkę w pierwszym meczu w Indian Wells

    Iga Świątek poznała rywalkę w pierwszym meczu w Indian Wells

    Turniej rangi WTA 1000 w Indian Wells od lat cieszy się ogromnym prestiżem i często określany jest mianem „piątego Wielkiego Szlema”. W tegorocznej edycji do rywalizacji wkrótce przystąpi Iga Świątek, która już wie, z kim zmierzy się w swoim pierwszym meczu. W starciu zawodniczek z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych lepsza okazała się reprezentantka gospodarzy – Kayla Day, która pokonała Francescę Jones 6:3, 6:1 w zaledwie 74 minuty.

    Polska tenisistka ma bardzo dobre wspomnienia związane z kalifornijskimi kortami. W ubiegłym sezonie dotarła tam do półfinału, w którym musiała uznać wyższość Mirry Andriejewej. Z kolei w 2024 roku triumfowała w całym turnieju, pokonując w finale Marię Sakkari. Było to zresztą powtórzenie finałowego starcia z 2022 roku, gdy również okazała się lepsza od Greczynki.

    Pierwsza rywalka Świątek już znana

    Dzięki rozstawieniu z numerem drugim Świątek rozpocznie tegoroczną rywalizację dopiero od drugiej rundy. Jej pierwszą przeciwniczką będzie właśnie Kayla Day. Obie tenisistki nigdy wcześniej nie grały ze sobą w oficjalnym meczu.

    Starsza o dwa lata Day musiała w Indian Wells przebijać się przez kwalifikacje. W pierwszej rundzie turnieju głównego nie dała szans zawodniczce z czołowej setki rankingu. Sama zajmuje obecnie dopiero 187. miejsce w zestawieniu WTA, jednak przeciwko Jones zaprezentowała się bardzo pewnie.

    Brytyjka wygrała 6:3, 6:1, a jej przewaga była jeszcze większa, niż sugeruje wynik. W drugim secie prowadziła już 3:0 i dopiero wtedy pozwoliła rywalce zdobyć jedynego gema w tej partii.

    Udany początek sezonu Day

    Day może być zadowolona z początku sezonu, ponieważ ma już na koncie jeden tytuł. W lutym triumfowała w turnieju ITF w Orlando, gdzie w finale pokonała Amerykankę Katrinę Scott 6:4, 6:2.

    Świątek faworytką starcia

    Zdecydowaną faworytką sobotniego pojedynku będzie oczywiście Iga Świątek. Dla wiceliderki rankingu WTA będzie to pierwszy występ od 12 lutego. Wówczas Polka odpadła z turnieju w Dosze po niezwykle zaciętym meczu z Marią Sakkari, przegranym 6:4, 4:6, 5:7.

    Świątek z pewnością będzie chciała w Indian Wells powtórzyć przynajmniej wynik z poprzedniego sezonu, czyli awansować do półfinału. Droga do tego celu jest jednak długa, a już w kolejnej rundzie może dojść do interesującego rewanżu.

    Jeśli zarówno Polka, jak i Maria Sakkari wygrają swoje mecze drugiej rundy, ponownie staną naprzeciw siebie. Greczynka w swoim pierwszym spotkaniu zmierzy się z Austriaczką Lilli Tagger.

    Mecz Igi Świątek w drugiej rundzie zaplanowano na sobotę.

    Wynik meczu 1. rundy:
    Francesca Jones – Kayla Day 3:6, 1:6.

  • Nie dojdzie do rewanżu na Świątek za porażkę w Cincinnati. Sensacyjny triumf 18-latki

    Nie dojdzie do rewanżu na Świątek za porażkę w Cincinnati. Sensacyjny triumf 18-latki

    Iga Świątek dzięki wysokiemu rozstawieniu rozpocznie rywalizację w turnieju BNP Paribas Open dopiero od drugiej rundy. Już pierwsza faza zawodów przyniosła jednak kilka rozstrzygnięć ważnych dla wiceliderki światowego rankingu. Polka poznała swoją pierwszą przeciwniczkę, a także potencjalne rywalki w kolejnych etapach rywalizacji. Wiadomo już również, że w Kalifornii nie dojdzie do powtórki pojedynku sprzed niemal dwóch lat z Cincinnati, ponieważ w tej części drabinki doszło do niespodzianki z udziałem młodej tenisistki.

    Zawodniczka z Raszyna, jako jedna z najwyżej rozstawionych uczestniczek turnieju w Indian Wells, ma wolny los w pierwszej rundzie. Na kort wyjdzie dopiero w sobotę czasu lokalnego, co dla kibiców w Polsce oznacza wieczór tego samego dnia lub noc z soboty na niedzielę. Na swoją rywalkę w drugiej rundzie musiała poczekać do czwartku. Ostatecznie będzie nią kwalifikantka Kayla Day, która w pierwszej rundzie pokonała Francesca Jones.

    To jednak nie jedyne istotne rozstrzygnięcie dla Świątek. W nocy z czwartku na piątek czasu polskiego poznaliśmy także potencjalne przeciwniczki Polki w trzeciej rundzie. I właśnie tutaj doszło do niespodziewanego rezultatu, ponieważ nieoczekiwany przebieg miał mecz pomiędzy Varvara Gracheva a 18-letnią Lilli Tagger.

    Już wcześniej było jasne, że jedną z możliwych rywalek Świątek w trzeciej rundzie jest Maria Sakkari, która niedawno pokonała Polkę podczas turnieju w Dubaju. Nie było jednak wiadomo, z kim Greczynka zmierzy się najpierw w drugiej rundzie. O tym zdecydowało właśnie starcie Graczowej z Tagger.

    Francuzka rozpoczęła sezon dość słabo – podczas turniejów w Nowej Zelandii i Australii wygrała tylko jedno spotkanie. Lepiej zaprezentowała się w Dosze, gdzie dotarła do trzeciej rundy, przegrywając właśnie z Sakkari. W Dubaju przeszła kwalifikacje, pokonując m.in. Magdalena Fręch, lecz w turnieju głównym została zatrzymana w drugiej rundzie przez Jessica Pegula.

    Z kolei młoda Austriaczka nie przebiła się przez kwalifikacje do Australian Open, ale później zaczęła notować coraz lepsze wyniki. Wygrała turniej rangi challenger w Fudżajrze, a także dotarła do finału imprezy WTA 125 w Bombaju. Mimo to przed meczem z wyżej notowaną Graczową trudno było stawiać ją w roli faworytki – Tagger zajmuje dopiero 119. miejsce w rankingu WTA, podczas gdy jej rywalka plasuje się na 58. pozycji.

    Już początek spotkania pokazał jednak, że młodej Austriaczki nie można lekceważyć. Tagger przełamała przeciwniczkę już w pierwszym gemie i bardzo pewnie prezentowała się przy własnym serwisie. Gdy to ona serwowała, Graczowa była w stanie zdobyć zaledwie cztery punkty w całym secie. Efekt był imponujący – 18-latka wygrała pierwszą partię 6:2 i wyraźnie zasygnalizowała możliwość sprawienia dużej niespodzianki.

    W drugiej odsłonie spotkania Francuzka zagrała nieco lepiej i nawet raz przełamała serwis rywalki. Tagger nadal jednak bardzo dobrze returnowała, a w czwartym gemie obroniła aż cztery break pointy. Kluczowy moment nastąpił przy stanie 4:4, gdy Austriaczka ponownie przełamała przeciwniczkę. Chwilę później utrzymała własny serwis i zakończyła mecz zwycięstwem 6:2, 6:4 po 82 minutach gry.

    Tym samym młoda tenisistka niespodziewanie awansowała do drugiej rundy turnieju w Indian Wells, gdzie zmierzy się z Sakkari. Jeśli pokona Greczynkę, w kolejnej fazie może stanąć naprzeciwko Świątek.

    Dla Graczowej oznacza to natomiast utratę szansy na rewanż za pojedynek sprzed dwóch lat. W 2024 roku podczas turnieju w Cincinnati Polka pokonała ją w trzech setach. Było to ostatnie starcie obu zawodniczek. Z Tagger natomiast Świątek jeszcze nigdy nie miała okazji rywalizować.

  • Amerykanka deklasuje w 73 minuty. Oto rywalka Świątek w drugiej rundzie WTA Indian Wells

    Amerykanka deklasuje w 73 minuty. Oto rywalka Świątek w drugiej rundzie WTA Indian Wells

    Główna rywalizacja w turnieju rangi WTA 1000 w Indian Wells Tennis Garden nabiera tempa, choć kibice wciąż czekają na pierwszy występ Iga Świątek. Polska tenisistka rozpocznie zmagania dopiero w drugiej rundzie – w sobotę czasu lokalnego – ponieważ jako jedna z najwyżej rozstawionych zawodniczek otrzymała wolny los na inaugurację. W czwartek poznaliśmy natomiast jej pierwszą rywalkę w kalifornijskim turnieju. W meczu pierwszej rundy doszło do jednostronnego pojedynku na korcie Stadium 7, w którym triumfowała tenisistka sklasyfikowana aż o 94 miejsca niżej w rankingu.

    Świątek dobrze zna korty w Indian Wells

    Polka przebywa w Kalifornii od około tygodnia i ma już za sobą kilka intensywnych treningów. Turniej w Indian Wells to dla niej miejsce szczególne – w ostatnich czterech sezonach zawsze docierała tu co najmniej do półfinału, a w dwóch przypadkach sięgała po końcowy triumf (w 2022 i 2024 roku).

    Wiceliderka rankingu WTA Tour dzięki wysokiej pozycji w zestawieniu została zwolniona z gry w pierwszej rundzie. Oznaczało to, że na swoją przeciwniczkę musi poczekać do rozstrzygnięcia jednego z meczów otwierających turniej.

    Po losowaniu drabinki wiadomo było, że jedną z możliwych rywalek będzie Francesca Jones, plasująca się w dziewiątej dziesiątce rankingu. Drugą potencjalną przeciwniczkę wyłoniły kwalifikacje. Ostatecznie do głównej drabinki przebiła się Amerykanka Kayla Day, zajmująca dopiero 187. miejsce na świecie. To właśnie starcie tych dwóch zawodniczek miało zdecydować, kto zagra ze Świątek w drugiej rundzie.

    Powrót po latach do dawnej rywalizacji

    Dla Jones i Day był to pierwszy oficjalny pojedynek na zawodowym poziomie, choć w przeszłości miały okazję zmierzyć się w turnieju juniorskim. Podczas dziewczęcego Wimbledon 2016 zwyciężyła Amerykanka, wygrywając 4:6, 7:5, 6:1. Dziesięć lat później tenisistki znów stanęły po przeciwnych stronach siatki – już jako zawodowe zawodniczki. Mimo niższego miejsca w rankingu to Day uchodziła za faworytkę spotkania.

    Jednostronny mecz w pierwszej rundzie

    Pojedynek rozpoczął się od serwisu Brytyjki. Na początku obie zawodniczki pewnie utrzymywały własne podania. Pierwsze emocje pojawiły się w trzecim gemie, kiedy Day wypracowała sobie break pointa. Jones zdołała jednak wyjść z opresji, a chwilę później sama miała trzy szanse na objęcie prowadzenia 3:1.

    Przełamanie nastąpiło dopiero w piątym gemie i od tego momentu inicjatywę przejęła Amerykanka. Jones próbowała natychmiast odrobić straty, lecz nie wykorzystała dwóch okazji na rebreak. W kolejnych minutach Day kontrolowała przebieg wydarzeń i zakończyła seta w dziewiątym gemie, przełamując rywalkę ze stanu 0:30. Pierwsza partia zakończyła się wynikiem 6:3.

    Dominacja Amerykanki

    Drugą odsłonę meczu rozpoczęła zwyciężczyni pierwszego seta. Choć Jones zdobyła dwa pierwsze punkty, dalsza część partii należała już niemal wyłącznie do Amerykanki. Day szybko wyszła na prowadzenie 3:0, a w szóstym gemie ponownie przełamała przeciwniczkę.

    Dzięki temu mogła zamykać spotkanie przy własnym serwisie. Ostatecznie tenisistka notowana aż o 94 miejsca niżej w światowym rankingu wygrała bardzo pewnie 6:3, 6:1 po 73 minutach gry.

    Tym samym to Kayla Day będzie pierwszą rywalką Igi Świątek w tegorocznym turnieju WTA 1000 w Indian Wells. Stawką ich pojedynku będzie awans do trzeciej rundy kalifornijskiej imprezy.

  • Polscy tenisiści w cieniu Świątek. Sukces Fręch pokazał, jak jest naprawdę

    Polscy tenisiści w cieniu Świątek. Sukces Fręch pokazał, jak jest naprawdę

    Polski tenis przeżywa obecnie jeden z najlepszych okresów w swojej historii. Sukcesy odnoszą nie tylko największe gwiazdy, ale także zawodnicy i zawodniczki, którzy regularnie pojawiają się w czołówce światowych rankingów. Mimo to wielu z nich wciąż pozostaje w cieniu spektakularnych osiągnięć Igi Świątek. Jej dominacja sprawiła, że inne wyniki polskich tenisistów często nie są odbierane z należytą uwagą, choć jeszcze kilkanaście lat temu byłyby powodem do ogromnej dumy i szerokiej dyskusji w mediach.

    Dobrym przykładem jest niedawny występ Magdaleny Fręch w turnieju rangi WTA 500 w meksykańskiej Meridzie. Polka zaprezentowała się tam znakomicie, docierając aż do finału. Po drodze wyeliminowała między innymi rozstawioną z numerem czwartym Czeszkę Marie Bouzkovą oraz Hiszpankę Jessicę Bouzas-Maneiro, która na początku roku w rozgrywkach United Cup sensacyjnie pokonała Coco Gauff. Dopiero w decydującym meczu Fręch musiała uznać wyższość Cristiny Bukszy, przegrywając 1:6, 6:4, 4:6.

    Mimo porażki w finale osiągnięcie łodzianki należy uznać za bardzo wartościowe. Fręch została pierwszą polską tenisistką w tym sezonie, która w grze pojedynczej awansowała do finału turnieju głównego cyklu WTA. Był to zarazem trzeci taki rezultat w jej karierze. W 2024 roku wygrała zawody w Guadalajarze, a kilka miesięcy później dotarła do finału w Pradze. Tam przegrała w historycznym dla polskiego tenisa meczu o tytuł z Magdą Linette – był to pierwszy w historii finał WTA, w którym zmierzyły się dwie reprezentantki Polski.

    Sukces Fręch w cieniu większej gwiazdy

    Osiągnięcia Fręch czy Linette są bez wątpienia znaczące, jednak w obecnej rzeczywistości często giną w cieniu triumfów Igi Świątek. Gdy liderka polskiego tenisa pod koniec września ubiegłego roku wygrała turniej WTA 500 w Seulu, informacja ta szybko trafiła na czołówki portali informacyjnych i do serwisów telewizyjnych, które na co dzień nie zajmują się tenisem. Tematem żyli nie tylko pasjonaci tej dyscypliny, ale także szerokie grono kibiców sportu.

    Inaczej wyglądała sytuacja w przypadku finału Fręch w Meridzie. Choć turniej należał do tej samej kategorii, zainteresowanie mediów było zdecydowanie mniejsze. Informacja o sukcesie Polki nie przebiła się poza środowisko sportowe, a wywiady z nią czy jej trenerem Andrzejem Kobierskim pojawiały się rzadko. Tymczasem dla tenisistki zajmującej 36. miejsce w rankingu WTA finał tak prestiżowych zawodów może być nawet większym osiągnięciem niż triumf w podobnej imprezie dla zawodniczki z absolutnej światowej czołówki.

    Można odnieść wrażenie, że w obecnej erze nawet znaczące rezultaty innych polskich tenisistów są oceniane przez pryzmat tego, co osiąga Świątek. Gdy ktoś nie wygrywa turniejów wielkoszlemowych lub nie walczy o pierwsze miejsce w rankingu, jego sukcesy bywają traktowane jako coś oczywistego lub niewystarczającego. A przecież w realiach światowego tenisa już sam awans do finału turnieju tej rangi jest ogromnym osiągnięciem.

    Drużynowy triumf i niedocenieni bohaterowie

    Podobny mechanizm można było zauważyć na początku sezonu, gdy reprezentacja Polski wygrała w Australii turniej United Cup. Był to pierwszy taki sukces naszej drużyny w historii. Choć wielu kibiców doceniło ten triumf, część komentarzy koncentrowała się na słabszej dyspozycji Świątek, która przegrała swoje spotkania z Coco Gauff oraz Belindą Bencic.

    Tymczasem kluczowe punkty zdobyli inni zawodnicy. Hubert Hurkacz wygrał decydujące mecze w singlu, a w grze mieszanej świetnie spisali się Jan Zieliński i Katarzyna Kawa. Bez ich zwycięstw Polska nie sięgnęłaby po tytuł, jednak ich wkład w sukces drużyny nie zawsze był podkreślany z taką siłą, jak na to zasługiwał.

    Hurkacz i niedoceniony rekordowy sezon

    Jeszcze bardziej widoczne jest to w przypadku Huberta Hurkacza. Najlepszy sezon w jego karierze przypadł na 2021 rok. Wtedy Polak dotarł do półfinału Wimbledonu – co do dziś pozostaje jednym z największych osiągnięć w historii polskiego męskiego tenisa. W tym samym roku wygrał prestiżowy turniej ATP 1000 w Miami, pokonując w finale Jannika Sinnera. Do tego dołożył triumfy w Delray Beach i Metz oraz dobre wyniki w innych turniejach najwyższej rangi, między innymi ćwierćfinały w Indian Wells i Toronto oraz półfinał w halowym Mastersie w Paryżu.

    Mimo tak imponującego sezonu Hurkacz zajął dopiero 17. miejsce w plebiscycie „Przeglądu Sportowego” na Sportowca Roku 2021. Co ciekawe, wyżej sklasyfikowana była wtedy Iga Świątek, choć jej sezon nie był tak spektakularny jak kolejne lata, w których dominowała w światowym tenisie.

    Badania firmy ARC Rynek i Opinia w ramach projektu „Sponsoring Monitor” pokazują także ogromną różnicę w rozpoznawalności sportowców. Świątek jest dziś jedną z trzech najbardziej znanych postaci polskiego sportu – obok Roberta Lewandowskiego i Kamila Stocha – osiągając niemal 70-procentowy poziom rozpoznawalności. Hurkacz, mimo wielu lat spędzonych w światowej czołówce ATP, notuje wyniki w granicach 18–25 procent. Nie zmienił tego nawet fakt, że wyprzedził w rankingach Wojciecha Fibaka i stał się najwyżej sklasyfikowanym polskim tenisistą w historii.

    Moment, gdy Linette była na pierwszym planie

    Jednym z nielicznych momentów, gdy inny polski tenisista znalazł się na pierwszym planie medialnym kosztem Świątek, był Australian Open 2023. Liderka światowego rankingu odpadła wtedy w czwartej rundzie, natomiast Magda Linette sprawiła ogromną niespodziankę, docierając aż do półfinału. Był to najlepszy wynik w jej karierze w turniejach wielkoszlemowych.

    Przez kilka dni to właśnie o Linette mówiło się najwięcej. Zapraszano ją do programów telewizyjnych i radiowych, a jej sukces był szeroko komentowany również poza środowiskiem tenisowym. Pokazało to, jak wielkim wydarzeniem może być osiągnięcie polskiego tenisisty, gdy nie jest ono automatycznie porównywane z wynikami największej gwiazdy.

    Złoty okres polskiego tenisa

    Warto pamiętać, że finał Fręch w Meridzie czy półfinał wielkoszlemowy Linette to rezultaty, które jeszcze dekadę temu wydawały się w Polsce niemal nierealne. Gdy spojrzymy na historię naszego tenisa, liczba tytułów na najwyższym poziomie, finałów WTA i ATP czy ćwierćfinałów turniejów wielkoszlemowych nie jest aż tak duża, by przechodzić nad nimi do porządku dziennego.

    Polski tenis znajduje się dziś w wyjątkowym momencie. W kwietniu 2025 roku po raz pierwszy w historii aż trzy nasze tenisistki jednocześnie znalazły się w czołowej trzydziestce rankingu WTA. Iga Świątek, Magda Linette i Magdalena Fręch osiągały w ostatnich latach najlepsze pozycje w swoich karierach i – obok Agnieszki Radwańskiej – należą do grona najwyżej sklasyfikowanych Polek w historii tej dyscypliny.

    To pokazuje, że sukcesy polskiego tenisa nie ograniczają się wyłącznie do jednej zawodniczki. Choć Świątek jest bez wątpienia jego największą gwiazdą, za jej plecami stoi cała grupa tenisistów i tenisistek, którzy również osiągają wyniki na światowym poziomie.

    Sukces, który staje się normą

    Paradoksalnie, dominacja Świątek sprawiła także, że jej własne sukcesy bywają traktowane jako coś oczywistego. Kibice przyzwyczaili się, że regularnie wygrywa turnieje, dociera do finałów czy półfinałów i walczy o pierwsze miejsce w rankingu. W efekcie każde potknięcie jest szeroko komentowane, a zwycięstwa przestają wywoływać tak wielkie emocje jak kiedyś.

    To naturalna cena, jaką płacą sportowcy należący do absolutnej elity. Gdy ktoś przez lata utrzymuje się na szczycie, jego sukces przestaje być sensacją, a staje się oczekiwaną normą.

    Doceniajmy wszystkich

    Dlatego patrząc na wyniki polskich tenisistów, warto zachować szerszą perspektywę. Awans do finału turnieju WTA 500, miejsce w czołowej dziesiątce rankingu ATP czy półfinał wielkoszlemowy to osiągnięcia wymagające lat pracy, ogromnych nakładów finansowych i wielkiej determinacji.

    Polski tenis przeżywa dziś złoty okres – i nie jest to wyłącznie era Igi Świątek. To także czas sukcesów Huberta Hurkacza, Magdy Linette, Magdaleny Fręch oraz wielu innych zawodników. Warto o tym pamiętać, zanim uznamy kolejne dobre wyniki za coś oczywistego. Bo jeszcze niedawno byłyby one wydarzeniem, o którym mówiłby cały kraj.

  • Tusk odpowiedział na inicjatywę Nawrockiego. “Mam trzy postulaty”

    Tusk odpowiedział na inicjatywę Nawrockiego. “Mam trzy postulaty”

    Premier Polski Donald Tusk zwrócił się publicznie do prezydenta Karol Nawrocki oraz prezesa Narodowy Bank Polski Adam Glapiński, apelując o szybkie decyzje dotyczące programu SAFE. Szef rządu podkreślił, że sytuacja bezpieczeństwa w regionie nie pozwala na polityczne spory ani opóźnienia, a Polska potrzebuje środków z tego programu jak najszybciej.

    Tusk: nie ma czasu na eksperymenty

    Na nagraniu opublikowanym w serwisie X premier stwierdził, że obecnie najważniejsze jest szybkie uruchomienie finansowania dla polskiej gospodarki i przemysłu zbrojeniowego. Według niego środki przewidziane w programie SAFE są już w praktyce przygotowane do wykorzystania.

    — Polska, polskie firmy, pracownicy tych firm oraz bezpieczeństwo naszego kraju czekają na te pieniądze. Nie ma czasu na kombinacje — mówił premier.

    Jak podkreślił, przedsiębiorstwa już przygotowują projekty związane z tym programem, a do maja Polska mogłaby zaplanować wydanie nawet około 200 miliardów złotych.

    Premier przypomina o sytuacji bezpieczeństwa

    Donald Tusk zwrócił uwagę, że obecna sytuacja międzynarodowa wymaga odpowiedzialnych decyzji. Przypomniał, że w regionie trwa wojna, dlatego – jego zdaniem – nie powinno być miejsca na polityczne gry.

    Premier odniósł się także do informacji dotyczących sytuacji finansowej banku centralnego. Powołał się na list prezesa NBP z grudnia, w którym wskazano na wysokie straty instytucji.

    Według przytoczonych przez Tuska danych:

    w 2024 roku strata banku centralnego miała przekroczyć 60 miliardów złotych,

    a na koniec 2025 roku zbliżyć się do poziomu 100 miliardów złotych.

    Szef rządu zwrócił uwagę na sprzeczność między tymi informacjami a pojawiającymi się propozycjami nowych mechanizmów finansowania.

    — Jeśli przez lata słyszeliśmy, że z powodu strat NBP nie ma pieniędzy dla rządu, a nagle pojawiają się nowe możliwości, to oczekujemy bardzo konkretnych wyjaśnień — zaznaczył.

    Trzy postulaty premiera

    W swoim wystąpieniu Donald Tusk przedstawił również trzy konkretne postulaty skierowane do prezydenta i prezesa NBP.

    1. Natychmiastowe podpisanie programu SAFE, aby nie tracić czasu na procedury i umożliwić szybkie uruchomienie środków.

    2. Przedstawienie szczegółowych informacji o możliwościach finansowych NBP oraz planie wykorzystania ewentualnych dodatkowych środków.

    3. Powrót polskiego złota do kraju – premier podkreślił, że rezerwy złota należą do państwa, a nie do konkretnych polityków.

    Pomysł „polskiego SAFE 0 proc.”

    Propozycja alternatywnego rozwiązania pojawiła się po spotkaniu prezydenta Karola Nawrockiego z prezesem NBP Adamem Glapińskim. W jego trakcie omawiano koncepcję programu określanego jako „polski SAFE 0 proc.”.

    Prezydent wyjaśniał, że pomysł jest wynikiem wcześniejszych prac ekspertów w Kancelarii Prezydenta oraz analiz prowadzonych przez Narodowy Bank Polski. Celem ma być stworzenie rozwiązania, które byłoby suwerenną i korzystną dla Polski alternatywą dla mechanizmu SAFE.

    Karol Nawrocki zapowiedział również, że jeśli zajdzie taka potrzeba, jego kancelaria może przygotować własną inicjatywę ustawodawczą, aby przyspieszyć wdrożenie programu.

    Głos ministra obrony

    Do sprawy odniósł się także minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. W swoim wpisie w serwisie X podkreślił, że program SAFE pozwala na szybkie pozyskanie środków na modernizację armii.

    Zaznaczył jednak, że dodatkowe źródła finansowania mogłyby jedynie wzmocnić możliwości obronne kraju.

    Jak podkreślił wicepremier, kluczowe jest jednak to, aby nowe instrumenty finansowe nie zastępowały programu SAFE, lecz stanowiły jego uzupełnienie. Dzięki temu — jego zdaniem — Wojsko Polskie mogłoby jeszcze szybciej rozwijać swoje zdolności i zwiększać poziom bezpieczeństwa państwa.

    https://x.com/donaldtusk/status/2029564432427217339?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2029564432427217339%7Ctwgr%5Ecdd879850860cbd902ef5d77914e039bad3f5c95%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwydarzenia.interia.pl%2Fkraj%2Fnews-tusk-odpowiedzial-na-inicjatywe-nawrockiego-mam-trzy-postulanId22616147

  • Były trener Świątek zaczął mówić o zarobkach w tenisie. Ujawnił konkretne kwoty

    Były trener Świątek zaczął mówić o zarobkach w tenisie. Ujawnił konkretne kwoty

    W świecie zawodowego tenisa ogromne pieniądze trafiają przede wszystkim do zawodników i zawodniczek. Wielkie premie za wyniki w turniejach oraz lukratywne kontrakty reklamowe sprawiają, że najlepsi mogą liczyć na wielomilionowe zarobki. Znacznie rzadziej mówi się jednak o tym, ile w rzeczywistości zarabiają trenerzy pracujący na najwyższym poziomie. Na ten temat zdecydował się wypowiedzieć były szkoleniowiec Igi Świątek – Piotr Sierzputowski.

    W kalifornijskim Indian Wells rozpoczął się właśnie jeden z najważniejszych turniejów sezonu, zaliczany do rangi „1000”. W rywalizacji biorą udział zarówno tenisistki, jak i tenisiści, a w turnieju głównym zobaczymy aż pięciu reprezentantów Polski: Igę Świątek, Magdalenę Fręch, Magdę Linette, Huberta Hurkacza oraz Kamila Majchrzaka. Największe nadzieje kibice tradycyjnie wiążą z liderką polskiego tenisa. Świątek jest rozstawiona z numerem drugim i dzięki temu rozpocznie zmagania dopiero od drugiej rundy – swój pierwszy mecz rozegra w sobotę.

    Ogromne pieniądze w światowym tenisie

    Od ponad roku Świątek współpracuje z belgijskim trenerem Wimem Fissette’em. Wcześniej jej szkoleniowcem był Tomasz Wiktorowski, a początki kariery w zawodowym tourze zawdzięcza właśnie Piotrowi Sierzputowskiemu. To on w rozmowie na kanale „Break Point” wrócił wspomnieniami do współpracy z polską tenisistką, a także opowiedział o realiach finansowych pracy trenerów.

    Najlepsze tenisistki świata należą dziś do najlepiej zarabiających sportsmenek. W 2025 roku portal „Sportico” przygotował ranking ich dochodów. Na pierwszym miejscu znalazła się Coco Gauff, która zarobiła łącznie 31 milionów dolarów. Na tę kwotę złożyło się 8 milionów dolarów wywalczonych na korcie oraz aż 23 miliony z umów sponsorskich.

    Drugą pozycję zajęła Aryna Sabalenka z wynikiem około 30 milionów dolarów. Podium wśród tenisistek zamknęła Iga Świątek, której roczne dochody oszacowano na 23 miliony dolarów. Polka wywalczyła 10 milionów dolarów w turniejach, a kolejne 13 milionów pochodziło z kontraktów reklamowych.

    Ile zarabiają trenerzy?

    Choć sukcesy zawodników nie byłyby możliwe bez pracy całego sztabu szkoleniowego, zarobki trenerów pozostają zdecydowanie mniej spektakularne. Sierzputowski w rozmowie ujawnił jednak przybliżone stawki funkcjonujące w światowym tourze.

    Jak wyjaśnił, większość trenerów pracujących z zawodnikami z czołowej dwusetki rankingu rozlicza się w systemie tygodniowym.

    – Mogę powiedzieć szczerze, że znam te widełki. W przypadku zawodników z TOP 200 najczęściej wygląda to tak, że trener dostaje wynagrodzenie za tydzień pracy – tłumaczył.

    Najniższe stawki, o których słyszał, wynoszą około 1250–1500 dolarów tygodniowo. Do tego zawodnik pokrywa wszystkie koszty związane z podróżami, noclegami czy wyżywieniem.

    – To jest taka baza. Oprócz tego opłacane są wszystkie wydatki: zakwaterowanie, jedzenie, transport. Trener nie ponosi tych kosztów z własnej kieszeni – wyjaśnił były szkoleniowiec Świątek.

    Górna granica zarobków

    Sierzputowski zdradził również, jak mogą wyglądać zarobki w przypadku najbardziej renomowanych szkoleniowców.

    – Nie słyszałem o kwotach wyższych niż około 12 tysięcy dolarów tygodniowo – powiedział.

    Takie wynagrodzenie dotyczy jednak przede wszystkim trenerów o bardzo dużej renomie, często byłych zawodników, którzy sami w przeszłości osiągali sukcesy na korcie. W ich przypadku praca za niewielkie pieniądze zwyczajnie nie wchodzi w grę.

    Zdaniem Sierzputowskiego średnie wynagrodzenie trenerów pracujących w kobiecym tourze wynosi około 2–3 tysięcy dolarów tygodniowo. W przypadku szkoleniowców współpracujących z tenisistami zarobki są zazwyczaj wyższe – nawet o 20–30 procent. Wynika to z faktu, że turnieje ATP oferują większe pule nagród.

    Premie i procent od nagród

    Stała tygodniowa pensja to jednak tylko część wynagrodzenia. W wielu przypadkach trenerzy otrzymują także premie uzależnione od wyników zawodnika.

    Najczęściej jest to procent od nagrody wywalczonej w turnieju. Według Sierzputowskiego standardem jest około 6–7 procent, choć zdarzają się znacznie bardziej korzystne umowy.

    – Słyszałem nawet o 30 procentach od nagrody turniejowej – przyznał.

    W przypadku największych gwiazd takie premie są jednak często uzależnione od osiągnięcia konkretnego etapu zawodów. Nierzadko bywa tak, że trener otrzymuje udział w nagrodzie dopiero wtedy, gdy zawodnik dotrze co najmniej do półfinału turnieju.

    Jak widać, choć trenerzy są nieodłączną częścią sukcesów tenisistów, ich zarobki – w porównaniu z milionami trafiającymi do zawodników – pozostają zdecydowanie bardziej umiarkowane.