• Polka skradła jego serce. Tak świętował sensacyjny medal olimpijski

    Polka skradła jego serce. Tak świętował sensacyjny medal olimpijski

    To była jedna z największych sensacji tegorocznych igrzysk olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo. Gregor Deschwanden został brązowym medalistą na normalnej skoczni. Fiński portal cytuje słowa zawodnika, który przyznał że świętował naprawdę hucznie.
    OLYMPICS-2026-SKIJUMPING/
    Fot. REUTERS/Kai Pfaffenbach

    Igrzyska olimpijskie w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo chylą się ku końcowi. Zakończenie zmagań zaplanowano na niedzielę 22 lutego. Wielu sportowców już wróciło do swoich krajów. Rywalizacja w skokach narciarskich dobiegła końca, a tegoroczną imprezę na długo zapamięta kilku zawodników. Wśród nich jest Gregor Deschwanden.

    Zobacz wideo Dlatego Tomasiak robi znak krzyża przed skokiem. Powiedział to przed kamerą
    Deschwanden ujawnił. Tak świętował po medalu igrzysk

    To był niesamowity konkurs. Philipp Raimund został mistrzem olimpijskim, choć nigdy wcześniej w swojej karierze nie wygrał zawodów Pucharu Świata. Wicemistrzem tytułować się może Kacper Tomasiak, choć to na igrzyskach wywalczył pierwsze podium we wciąż krótkiej karierze. Wreszcie brązowy medal przypadł w udziale Gregorowi Deschwandenowi – solidnemu skoczkowi, który jednak przez długą karierę tylko sześć razy stawał na podium.

    Do tej pory Szwajcaria cieszyła się z pięciu medali w skokach na ZIO. Cztery z nich to podwójne złota Simona Ammanna (z 2002 i 2010 roku), a jeden srebro Waltera Steinera z 1972 roku, gdy wygrywał Wojciech Fortuna. Teraz Deschwanden też przegrał z Polakiem – Kacprem Tomasiakiem, ale z brązu może być zadowolony jak ze złota. Zresztą najlepiej świadczą o tym jego słowa cytowane w fińskich mediach.

    Siemieniec nie gryzł się w język po porażce Jagiellonii. Nazwał to wprost

    – Nie mieliśmy w tym roku zbyt wielu powodów do świętowania. Powiedziałem zespołowi, że jeśli jest powód do świętowania, powinniśmy go wykorzystać. I tak mieliśmy potem dwa dni wolnego. Nawet nie pamiętam, kiedy wróciłem do domu. To była szalona noc, ale zasłużyliśmy na to – powiedział, a jego wypowiedź przytacza portal iltalehti.fi.

    Dziennikarz dopytał jak Deschwanden czuł się rano po nocy świętowania. Skoczek odparł: – Właściwie całkiem nieźle, bo jedliśmy popijając. Poza tym spałem długo.

    Warto przypomnieć, na co także zwróciło uwagę cytowane źródło, że Deschwanden zapowiedział szwajcarskim mediom plan zrobienia sobie tatuażu w kształcie pizzy. Czas pokaże, czy niespełna 35-letni skoczek wywiąże się z deklaracji.

  • Burza po słowach ojca Świątek ws. relacji z Abramowicz. Widzi to cały świat

    Burza po słowach ojca Świątek ws. relacji z Abramowicz. Widzi to cały świat

    Tomasz Świątek zdecydowanie i ostro zareagował na komentarz Artura Sztostaczki oraz Lecha Sidora w temacie relacji na linii Iga Świątek – Daria Abramowicz. Słowa ojca polskiej tenisistki niosą się nie tylko po rodzimym podwórku. Zauważa je cały świat. Wokół tej wypowiedzi trwa prawdziwa medialna burza. Piszą o jednym.
    Dwie kobiety przytulają się przy barierek, jedna z nich ubrana jest w sportowy strój tenisowy i czapkę z daszkiem, obok stoi mężczyzna w koszulce z nadrukiem Australian Open, wokół zgromadzeni są kibice.

    Tomasz Świątek, Daria Abramowicz, Iga ŚwiątekPAWEL JASKOLKAAGENCJA SE

    Artur Szostaczko, który szkolił Igę Świątek na początku jej kariery, oraz ekspert Lech Sidor nagrali trwający ponad dwie godziny podcast w ramach “Trzeciego Serwisu”. Jednym z poruszonych przez nich wątków był ten dotyczący wieloletniej współpracy tenisistki i psycholog Darii Abramowicz.

    “Nie znam drugiego takiego przypadku, że zawodnik dzień i noc spędza z psychologiem. I na wspólne wakacje są wyjazdy i na mecze, dlatego wiesz… ale, zawszę mówię ale. Jeśli Idze to pasuje, to ja jej nie będę tego odradzał. Dlatego ludzie muszą zrozumieć. Ja mogę powiedzieć swoje zdanie, albo trochę być zdziwionym. Ale jeżeli zawodniczce drugiej, a wcześniej pierwszej na świecie – ma wygranych sześć Wielkich Szlemów… to co my możemy jej zaproponować czy doradzić?” – mówił Szostaczko.

    Po Australian Open i Dosze nie widać, żeby cokolwiek pomagało ze strony Darii Abramowicz. Iga jest kłębkiem nerwów

    Wideo dokumentujące tę wymianę zdań publicznie skomentował ojciec Igi, Tomasz Świątek. “Co żeście obaj osiągnęli, prawie nic, zajmijcie się swoimi ogonkami. G***o wiesz jeden z drugim w nogach śpisz” – napisał ze swojego profilu w mediach społecznościowych. Słowa te niosą się echem także po światowych mediach.

    Światowa prasa reaguje na słowa Tomasza Świątka ws. Igi i Darii Abramowicz

    “Ojciec Igi Świątek odpowiada ripostą na uwagi dotyczące psycholog” – opisuje Tennis World USA. Dodano, że Tomasz Świątek “ostro zareagował” na komentarz Szostaczki i Sidora, “wyrażając tym samym swoją frustrację i oburzenie ciągłą krytyką córki”.

    Artykuły opisujące sytuację w podobnym tonie pojawiły się też w innych światowych mediach, w tym m.in. w Tennis365, Tennis Tonic i Collegge Football Network. Portale kładą akcent na to, że choć polska tenisistka już nieraz zmieniała głównego szkoleniowca, stanowisko jej sztabowego psychologa od lat niezmiennie obsadzone jest przez jedną osobę, Darię Abramowicz.

    Trzy grosze dorzuca Times od India. “Tomasz Świątek nie pozostał obojętny [na słowa trenera i eksperta – przyp. red.]. W bezpośredniej odpowiedzi online zaapelował do krytyków, aby skupili się na swojej pracy, zamiast oceniać zespół jego córki. Jego przesłanie było emocjonalne i jasne. Uważa, że komentarze przekroczyły pewną granicę. Wszystko to dzieje się w czasie, gdy Iga Świątek wciąż jest jedną z najlepszych zawodniczek WTA Tour, mimo że sezon 2025 obfitował u niej w trudne momenty” – napisano.

    “Ojciec Igi Świątek, Tomasz, w nietypowy sposób reaguje na krytykę, gdy zakwestionowano relację córki z psycholog Darią” – ogłasza z kolei serwis Sportskeeda. “Ojciec Świątek ostro skrytykował niedawną analizę dynamiki w teamie córki. Polka została oskarżona o zbytnią bliskość ze swoją psycholog Darią Abramowicz. (…) Były trener Świątek Artur Szostaczko i podcaster Lech Sidor nazwali Abramowicz ‘szarą eminencją’ jej zespołu. Ujawnili kilka osobistych faktów i opowiedzieli o jej silnym wpływie za kulisami” – podsumowano.

    Iga Świątek zaniepokojona ciągłą obserwacją podczas turniejów. WIDEOAssociated Press© 2026 Associated Press
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFP _AFP
    Dwie kobiety na korcie tenisowym, jedna ubrana w białą koszulkę i okulary przeciwsłoneczne, druga w żółtej koszulce i czerwonej czapce, trzymający ręcznik i rakietę tenisową, rozmawiają ze sobą na tle niebieskiej ściany.

    Daria Abramowicz i Iga ŚwiątekZUMA Press Wire/ShutterstockEast News
    Tomasz Świątek, Iga Świątek

    Tomasz Świątek, Iga ŚwiątekDIMITAR DILKOFFAFP

  • Wycofanie Świątek, a teraz sceny u Gauff. Koniec ogłoszony po 67 minutach1

    Wycofanie Świątek, a teraz sceny u Gauff. Koniec ogłoszony po 67 minutach1

    Zaskakujący wynik meczu Gauff w Dubaju. Ledwie 67 minut. Rozpacz na trybunach

    Turniej WTA 1000 w Dubaju wkroczył w decydującą fazę. Pod nieobecność Igi Świątek i Aryny Sabalenki, szansę na zdobycie tytułu podtrzymywała Coco Gauff. Dziś Amerykanka stanęła do walki o półfinał. Jej przeciwniczką była Alexandra Eala, która w tym tygodniu mogła liczyć na mocne wsparcie na trybunach. Mecz, który zapowiadał się pasjonująco, niespodziewanie okazał się bardzo jednostronny. Sędzia ogłosił końcowy rezultat po zaledwie 67 minutach.
    Sportowiec w białym stroju sportowym z opaską na głowie wyraża silne emocje poprzez szeroko otwarte usta jakby krzyczał lub wyrażał desperację, wyraźnie widoczne napięcie mięśniowe twarzy i szyi, w tle nieostre postaci na trybunach.

    Coco Gauff rywalizowała o awans do półfinału WTA 1000 w DubajuMartin KeepAFP

    Jeszcze 24 godziny temu Coco Gauff znajdowała się jedną nogą poza turniejem WTA 1000 w Dubaju. Elise Mertens miała trzy meczbole w tie-breaku drugiego seta na wyeliminowanie słabo grającej Amerykanki. Belgijka nie wykorzystała jednak żadnej z tych szans i to się na niej zemściło. Ostatecznie to tenisistka z USA triumfowała 2:6, 7:6(9), 6:3 i zameldowała się w najlepszej “8” tysięcznika w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

    Dzisiaj zanosiło się na kolejne bardzo ciekawe wyzwanie dla 21-latki. A to dlatego, że jej przeciwniczką była Alexandra Eala. Reprezentantka Filipin znakomicie spisywała się w tym tygodniu. Na drodze do ćwierćfinału pokonała m.in. Jasmine Paolini. W dodatku 47. rakieta świata mogła liczyć na niesamowity doping na trybunach. Publiczność żywiołowo reagowała podczas poprzednich spotkań z udziałem 20-latki. Stąd pojawiało się pytanie, jak z tą sytuacją poradzi sobie Gauff. Odpowiedź poznaliśmy podczas czwartkowej batalii.

    WTA Dubaj: Coco Gauff kontra Alexandra Eala w ćwierćfinale

    Mecz rozpoczął się od serwisu Eali. Już na “dzień dobry” doszło do przełamania na korzyść Gauff. Po zmianie stron Amerykanka potwierdziła przewagę i wyszła na prowadzenie 2:0. W następnym gemie Alexandra próbowała złapać dobry rytm. Wychodziły jej pojedyncze akcje, ale brakowało jednak ciągłości w grze reprezentantki Filipin. To sprawiało, że nie mogła zdobyć choćby premierowego “oczka”. Coco z każdą minutą konsekwentnie budowała przewagę. Widziała, że rywalka nie czuje się zbyt pewnie na korcie.

    20-latka popełniała bardzo dużo błędów, co przy solidnym poziomie tenisistki z USA sprawiło, że już przy stanie 5:0 turniejowa “3” serwowała po zwycięstwo w partii. Eala próbowała jeszcze podjąć walkę. Obroniła setbola i doprowadziła do stanu równowagi. Później przyszła jednak kolejna okazja dla Gauff na zamknięcie premierowej odsłony i i ta została już wykorzystana. Ostatecznie partia zakończyła się tzw. bajglem, czyli 6:0 na korzyść Coco.

    Publika, która niosła Alexandrę w poprzednich dniach, dotychczas nie miała zbyt wielu powodów do radości. Szansą na zmianę mógł być początek drugiej części spotkania, ale Amerykanka od pierwszej piłki robiła wszystko, by przeciwniczka ani przez moment nie złapała komfortu w swojej grze. Kolejne gemy wędrowały na konto turniejowej “3”, szybko zrobiło się 3:0 z podwójnym przełamaniem. Dopiero w trakcie czwartego rozdania Eala dostała premierowy punkt na zdobycie “oczka”. Gauff szybko wydostała się jednak z opresji. Obroniła break pointa na własnych warunkach, poprzez udany skrót, a potem utrzymała swoje podanie.

    Tuż przed zmianą stron tej samej sztuki dokonała Alexandra. Po ostatniej akcji piątego gema reprezentantka Filipin zacisnęła pięść, jakby zadowolona z faktu, że uniknęła wyniku 6:0, 6:0 na korzyść Coco. Na trybunach rozległa się potężna wrzawa. To był moment, który porwał Ealę do walki. Emocje zaczęła odczuwać także Amerykanka. Zobaczyliśmy przełamanie na korzyść 20-latki po podwójnym błędzie serwisowym zawodniczki ze Stanów Zjednoczonych. Podczas następnego rozdania Alexandra podjęła kilka złych decyzji i to poskutkowało breakiem na korzyść Gauff.

    Chwilę później spotkanie dobiegło końca. Ku rozpaczy kibiców zgromadzonych na trybnuach, sędzia Richard Haigh ogłosił po 67 minutach, że Coco wygrała mecz 6:0, 6:2. O awans do decydującej fazy WTA 1000 w Dubaju powalczy ze zwyciężczynią starcia Elina Switolina – Antonia Ruzic. Może zatem dojść do rewanżowej potyczki za ćwierćfinał Australian Open. Wtedy Ukrainka nie dała szans Amerykance. Najpierw jednak reprezentantka naszych wschodnich sąsiadów musi pokonać Chorwatkę.
    Tenisistka w jasnym stroju podczas dynamicznego uderzenia piłki rakietą na korcie, skupienie na twarzy, w tle widoczna rozmyta publiczność.

    Coco GauffMinas Panagiotakis / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Alexandra Eala

    Alexandra EalaRich StorryAFP
    Zawodniczka tenisowa w pomarańczowym topie i białej spódnicy z rakietą w ręce wyraża silne emocje podczas meczu, w tle rozmyta postać w białym stroju.

    Elina SwitolinaWilliam WestAFP

    Valentin Royer – Carlos Alcara

  • Mecz roku w Dubaju, tie-break w 3. secie. Świątek już poza TOP 10

    Mecz roku w Dubaju, tie-break w 3. secie. Świątek już poza TOP 10

    Rok temu Mirra Andriejewa wygrała dwa wielkie turnieje rangi 1000 z rzędu – najpierw w Dubaju, później w Indian Wells. Już wtedy pojawiły się głosy, że nastoletnia Rosjanka lada chwila zagrozi Arynie Sabalence na szczycie rankingu. Tyle że po fatalnej drugiej części sezonu te głosy ucichły.

    Ten rok zapowiadał już jednak pewną zmianę. Był triumf w WTA 500 w Adelajdzie, choć zdarzały się też i kryzysy, choćby podczas meczu z Eliną Switoliną w Melbourne. W podcaście “Break Point” Dawid Celt, kapitan reprezentacji Polski w BJK Cup, mówił jednak, że Andriejewa wraca na dobre tory. Widać było pewną zmianę mentalną, potrafiła już wygrywać spotkania, które nie toczyły się po jej myśli.

    To czwartkowe starcie z Amandą Anisimovą może być jednak dla Rosjanki bolesnym ciosem. Momentami grała świetnie, momentami fatalnie, ale niemal przez cały czas kapitalnie się broniła na linii końcowej lub już za nią. Wspólnie z Amerykanką stworzyły genialne widowisko – pełne zwrotów akcji.

    WTA 1000 w Dubaju. Mirra Andriejewa – Amanda Anisimova. Stawką meczu był półfinał

    Ten wzrost jakości gry 18-latki widać było zwłaszcza w pierwszym secie. Anisimova była coraz bardziej sfrustrowana, niewiele mogła poradzić. Próbowała grać agresywniej, bardziej ryzykownie, ale to przynosiło tylko coraz bardziej irytujące błędy. Ona w pierwszym secie popełniła ich 20, Andriejewa – 11. A liczbę wygrywających ataków miały niemal taką samą.
    Emocjonująca chwila podczas meczu tenisowego. Młoda zawodniczka w ciemnym stroju i białej czapce z daszkiem krzyczy, pokazując intensywne emocje związane z rywalizacją. W tle rozmyte postaci sugerujące obecność innych uczestników wydarzenia.

    Mirra AndriejewaCLIVE BRUNSKILL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

    Kluczem było jednak pierwsze podanie Rosjanki. To ono rok temu prowadziło ją do zwycięstw nad Igą Świątek, aż dwóch, ale także i z Aryną Sabalenką. Później były dwa ćwierćfinały w Wielkich Szlemach i fatalna końcówka sezonu, która ostatecznie wypchnęła nastolatkę z singlowego udziału w WTA Finals.

    Tyle że po pierwszych występach w tym sezonie nastąpiło już pewne przełamanie. Owszem, Andriejewa przeżywała kryzys w Australian Open, w starciu z Eliną Switoliną, spadła na nią krytyka. W Rosji mówiono o konieczności wymiany trenerki, bo Conchita Martinez nie jest w stanie pozytywnie wpłynąć na grę 18-latki z Syberii. Tę pierwszą partię Mirra wygrała 6:2, ale cztery ostatnie gemy, z trzema przełamaniami, były znakomite. Pełne wymian, skrótów, kontr z pełnej defensywy.

    Gdy w drugim secie Rosjanka prowadziła 2:0 i 40-15 przy podaniu Anisimovej, wydawało się, że jest po sprawie. Że zaraz podwyższy na 3:0, później wygra znów swojego gema. I rozbije Amerykankę. Nastąpił jednak zaskakujący zwrot, finalistce Wimbledonu i US Open wystarczyły dwie, trzy dobre akcje, by złapać flow. I dać się ponieść.

    Andriejewą zaś dopadło to, z czym – tak się wydawało – już sobie poradziła. Zaczęła uderzać się pięścią w okolice kolana czy mięśnia czworogłowego uda, była wściekła. Nie poradziła sobie z sytuacją, za chwilę przegrywała już 2:5. Po pięciu oddanych gemach z rzędu.

    Chwilę później Anisimova miała wynik 5:3, 30-30 i serwowała. Popełniła podwójny błąd, szósty w secie. Sprawy zaczęły się jej wymykać z rąk. Wyrzuciła forhend w aut, Andriejewa odrobiła stratę. Dołożyła gema, później kolejnego, wyrównała na 5:5. Usiadła na ławce, sięgnęła po swój zeszyt i zaczęła czytać, może o swoich założeniach na to spotkania. Odsuwając jednocześnie operatora kamery. Tyle że to jednak Anisimova dołożyła dwa brakujące gemy, wygrała partię 7:5.

    Ten mecz był dalej zwariowany, wymykał się wszelkim regułom. Na starcie trzeciej partii Anisimova, serwując, popełniła trzy niewymuszone błędy. Zrobiło się 0-40, a za moment – 0:1. Rosjanka, mają przewagę przełamania, zaczęła grać spokojniej, całą presję zrzuciła na finalistkę Wimbledonu i US Open. A przede wszystkim – zaczęła kapitalnie bronić w akcjach, które z góry wydawały się przegrane. I nastąpił kolejny zwrot w chwili, gdy nic tego nie zapowiadało. Mirra serwowała po 4:2, miała 40-30 w swoim gemie serwisowym. Obie wymieniały się kapitalnymi slajsami, biegały po całej szerokości kortu. Aż w końcu tę wymianę wygrała Amerykanka, a za moment wyrównała na 3:3.

    Zaczęła powtarzać się sytuacja z drugiego seta, gdy Rosjanka uderzała się po nogach. Znów przegrała wymianę, a Anisimova za moment objęła prowadzenie 4:3.

    Decydowały się losy awansu do półfinału, kolejny gem był kluczowy. Andriejewa musiała przerwać serię rywalki, a tymczasem pojawił się kolejny break point dla Anisimovej. A później drugi, trzeci i czwarty. Aż w końcu Amerykanka zdołała dopełnić dzieła, stop wolejem po cudownej akcji z obu stron. Amanda miała 5:3, serwowała po półfinał w Dubaju.
    Tenisistka ubrana w białą koszulkę unosi rękę, machając do widowni, z rakietą tenisową trzymaną w tle. Twarz kobiety jest uśmiechnięta, a na szyi ma sportowy wisiorek.

    Amanda AnisimovaHenry NichollsAFP

    Mało tego, za moment miała meczbola. I… doszło do dalszej rywalizacji, Andriejewa wygrała gema, za moment wyrównała na 5:5. Szła za ciosem, kolejne przełamanie dało Rosjance 6:5. Przy swoim serwisie miała 30-30, brakowało jej dwóch punktów do półfinału. Te punkty wygrała jednak… Amerykanka. O losach spotkania decydował więc tie-break. Chyba najbardziej sprawiedliwy w tej sytuacji.

    W nim Rosjanka wygrała pierwszy punkt, ale później skuteczniejsza była Amerykanka. Odskoczyła na 6-2, wygrała 7-4. Całe spotkanie zaś 2:6, 7:5, 7:6 (4).

    Nie miała sił by się cieszyć, Andriejewa zaś się rozpłakała. I zrozpaczona poszła do szatni.

    To zaś oznacza, że Andriejewa straci niemal 800 punktów w rankingu WTA, choć utrzyma miejsce w TOP 10 rankingu WTA.

    W rankingu WTA Race poza najlepszą dziesiątką znajdzie się zaś po Middle East Swing Iga Świątek. Po awansie do półfinału w Dubaju na 11. pozycję zepchnęła ją bowiem Anisimova.
    Tenisistka ubrana w czerwony strój sportowy i czarną czapkę z daszkiem, trzymająca rękę przed sobą i patrząca na nią podczas meczu na korcie tenisowym.

    Mirra AndriejewaGreg BAKERAFP
    Tenisistka w sportowej odzieży siedzi na ławce podczas przerwy w meczu, trzymając biały ręcznik za głową. Na głowie ma daszek, na nadgarstku opaskę, a w tle widoczny jest fragment sprzętu sportowego.

    Amanda AnisimovaWilliam WestAFP

    Mirra Andreeva (RUS) pokonała Igę Świątek (POL). Skrót meczu.

  • Kto kogo trzyma w szachu? Rozpad PL2050 to dla rządu Donalda Tuska same kłopoty

    Kto kogo trzyma w szachu? Rozpad PL2050 to dla rządu Donalda Tuska same kłopoty

    Rozpad Polski 2050 spowodował niepewność, co do przyszłości rządu Donalda Tuska i Koalicji 15 Października.

    Szanse Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz na stanowisko wicepremiera wyraźnie zmalały po utracie przez nią kontroli nad partią i klubem parlamentarnym.

    W koalicji pojawiły się pytania o renegocjację umowy, parytety w komisjach sejmowych oraz podział stanowisk po rozpadzie klubu Polski 2050.

    Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

    Rozłam partii i klubu parlamentarnego Polski 2050 wstrząsnął tą formacją, ale już w koalicji rządzącej nie zaskoczył nikogo. Z rozmów Interii z politykami trzech pozostałych ugrupowań, a także z ludźmi z rządu i otoczenia premiera Donalda Tuska, można wręcz odnieść wrażenie ulgi, że polityczna telenowela w Polsce 2050 dobiegła końca.

    Teraz wszyscy stawiają sobie jednak pytanie: co dalej? Bo chociaż i “stara” Polska 2050, i rozłamowcy z klubu parlamentarnego Centrum zapewniali publicznie, że pozostają wierni Koalicji 15 Października i zamierzają wspierać rząd premiera Tuska, to organizacyjnych i personalnych wyzwań nie zabraknie.

    Nasi rozmówcy mają też świadomość, że im bliżej będzie wyborów parlamentarnych, tym stabilność koalicji będzie coraz mocniej zagrożona. W końcu politycy i Polski 2050, i Centrum na ten moment nie mają co marzyć o obecności na Wiejskiej w przyszłej kadencji Sejmu. Przynajmniej nie ze swoich list. Polityczne kuszenie, transfery i przejmowanie posłów są więc realną perspektywą. I wyłącznie kwestią czasu.

    Polska 2050. “Sytuacja wymaga omówienia”. Potrzebne spotkanie liderów

    Obecna sytuacja, przynajmniej w teorii, wymagałaby pilnego zwołania spotkania liderów Koalicji 15 Października. Miało do niego dojść 11 lutego po Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, ale spotkanie u prezydenta przeciągnęło się tak mocno, że naradę koalicjantów odwołano. Na razie bez nowego terminu. Inna sprawa, że w samej koalicji nie bardzo dzisiaj wiadomo, kto na takim spotkaniu miałby się pojawić.

    – Formuła dotyczy szefów partii, a nie szefów klubów – przypomina w rozmowie z Interią ważna polityczka obozu władzy. Jej zdaniem, “Tusk będzie teraz czekać, co się wydarzy”. – Bo kogo ma zaprosić? Z jakiego tytułu? Hennig-Kloska nie jest ani szefową partii, ani szefową klubu, bo szefem klubu zostanie Suchoń. To kim ona tam właściwie jest? – zastanawia się nasza rozmówczyni.

    – Na pewno nowa sytuacja będzie wymagać omówienia – nie ma wątpliwości jeden z liderów PSL. W obecnej, trudnej sytuacji stara się doszukiwać pozytywów, a tym w jego ocenie są deklaracje zarówno Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, jak i Pauliny Hennig-Kloski, że ich formacje będą dalej wspierać Koalicję 15 Października i rząd Donalda Tuska.
    Czterech mężczyzn w garniturach stoi przy mikrofonach podczas konferencji prasowej lub oficjalnego wystąpienia, w tle widoczne flagi Polski i Unii Europejskiej.

    Od lewej: Włodzimierz Czarzasty, Szymon Hołownia, Donald Tusk, Władysław Kosiniak-KamyszOmar Marques / ANADOLUAFP

    Z tym wsparciem może być jednak różnie, jak słyszymy w szeregach Koalicji Obywatelskiej. Nasi rozmówcy z partii wskazują, że Polska 2050 często głosowała zupełnie nie przejmując się ustaleniami koalicyjnymi.

    – Jeśli się uparli, to i tak głosowali, jak chcieli – wspomina polityk KO z rządu. – Teraz możemy zakładać, że grupa Centrum będzie raczej mocniej związana koalicyjnymi ustaleniami, ale pozostałość po Polsce 2050 już tak pół na pół, więc za wielkiej przewidywalności tutaj nie ma – dodaje.

    Przyszłość Koalicji 15 Października. Dużo pytań, mało odpowiedzi

    Swoista deklaracja wierności wobec rządu i koalicji rządzącej nie załatwia jednak wszystkich problemów, które pojawiają się na skutek rozpadu Polski 2050.

    Na pierwszy plan wysuwa się kwestia stanowiska wicepremiera dla formacji Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Do uzupełnienia grona zastępców Donalda Tuska miało dojść w najbliższym czasie, a sama ministra funduszy i polityki regionalnej liczyła, że to jej w udziale przypadnie prestiżowa funkcja. Utrata kontroli nad partią i klubem parlamentarnym mocno komplikują jednak jej sytuację.

    Tutaj mamy dobrze przećwiczoną drogę z przeszłości. Oni dziarsko podążają drogą Nowoczesnej, która jako satelita Platformy funkcjonowała grubo ponad siedem lat. Nie ma sensu brać ich na pokład

    Mówi polityk z otoczenia szefa rządu: – Pełczyńska-Nałęcz może się już pożegnać ze stanowiskiem wicepremiera. Bo za chwilę mogłaby do Tuska przyjść też Hennig-Kloska i powiedzieć: skoro ona dostała wicepremiera, to mnie też się należy, bo przecież mam tylu samo posłów. To zamyka drogę do rozszerzenia katalogu wicepremierów.

    Polityk Koalicji Obywatelskiej z rządu: – Problem wicepremiera dla Pełczyńskiej-Nałęcz to dzisiaj najmniejszy problem Polski 2050. Ciężko sobie wyobrazić taką decyzję personalną w tych okolicznościach.

    Jeden z liderów PSL: – Polityczna oczywista oczywistość jest taka, że jeśli ktoś słabnie, to trudno, żeby w sposób skuteczny podbijał swoje oczekiwania. Funkcję wicepremiera dla minister Pełczyńskiej-Nałęcz należy włożyć w obecnej sytuacji między bajki.

    Stanowisko wicepremiera to jednak tylko część kadrowych wyzwań, przed którymi staje premier Tusk i cała koalicja rządząca. Kolejnym pytaniem jest, co zrobić z prezydium Sejmu: czy klub Centrum powinno mieć swojego wicemarszałka, czy może to pozostałości po Polsce 2050 nie powinny już mieć swojego przedstawiciela w tym gremium?

    Idźmy dalej. Nasi rozmówcy wskazują na konieczność nowego wyliczenia parytetów w komisjach sejmowych po rozpadzie klubu parlamentarnego Polski 2050.

    Wreszcie dochodzimy też do kwestii miejsc w rządzie. Polska 2050 miała trzy stanowiska ministerialne: Paulina Hennig-Kloska w Ministerstwie Klimatu i Środowiska, Katarzyna Pełczyńska Nałęcz w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej, Marta Cienkowska w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Do tego Adriana Porowska jako odpowiedzialna za społeczeństwo obywatelskie sekretarz stanu w Kancelarii Premiera. Do tego kilkanaście osób na stanowiskach sekretarzy i podsekretarzy stanu.

    – W rządzie trzeba zostawić wszystko tak, jak jest. Ta sama liczba posłów ma tę samą liczbę stanowisk. Co tu dzielić? – uważa doświadczony polityk Koalicji Obywatelskiej, z którym rozmawiamy.

    Wątpliwości jest jednak sporo, tak samo jak pół potencjalnych przyszłych sporów. Dlatego w sejmowych kuluarach dość powszechnie spekuluje się o konieczności renegocjacji zawartej po wyborach w 2023 roku umowy koalicyjnej. Rzecz w tym, że chętnych do takiego zabiegu wielu nie ma. Każda z formacji koalicyjnych zdaje sobie sprawę, z jakim trudem udało się wypracować i tak bardzo ogólnikową umowę. Rozgrzebywanie jej w środku kadencji, kiedy politycznie i sondażowo sprawy dla rządu wyglądają całkiem nieźle, brzmi jak proszenie się o kłopoty.
    Dwie kobiety stoją obok siebie w eleganckim wnętrzu, jedna uśmiechnięta, druga w okularach, w tle rozmowy i inni uczestnicy spotkania. Atmosfera formalna, wnętrze jasne i nowoczesne.

    Rozłam w Polsce 2050 może przysporzyć rządowi Donalda Tuska sporej liczby wyzwań i problemówJacek DomińskiReporter

    – Przepisywanie umowy koalicyjnej w tej sytuacji byłoby absurdalne – ocenia polityk z otoczenia szefa rządu. – Ona powstała na początku kadencji i nikt nie zakładał jej rewizji. Tutaj raczej przestrzeni do zmian nie ma, nie widzę tego – analizuje. Na koniec dodaje: – Premier może jednym i drugim powiedzieć: cieszcie się, że macie to, co macie, bo w sumie nie powinniście mieć już niczego.

    Mówi osoba z partyjnych władz jednego z koalicjantów: – Umowa koalicyjna została zawarta między partiami, a teraz przybył nam po prostu jeden klub sejmowy. Ewentualna zmiana umowy koalicyjnej to w tym momencie wyłącznie decyzja premiera.

    Za kulisami rządu. Kto kogo trzyma w szachu?

    Przy rozpadzie Polski 2050 nie sposób też jednak uciec od klasycznej partyjnej polityki. Choćby dlatego, że jeszcze przed turbulencjami formacja notowała w sondażach stabilne, choć bardzo skromne, poparcie na poziomie mniej więcej 1 proc. Teraz tym 1 proc. muszą podzielić się dwa nowe byty. To zaś nie daje optymistycznych perspektyw na przyszłość w kontekście wyborów parlamentarnych w 2027 roku.

    W tym momencie, ani politycy ze “starej” Polski 2050, ani rozłamowcy z Centrum nie mówią o politycznych transferach. Z informacji Interii w kręgach koalicyjnych wynika, że przynajmniej na razie nie toczą się też żadne poważne rozmowy o akcesie do Lewicy, PSL czy Koalicji Obywatelskiej.

    Pełczyńska-Nałęcz może się już pożegnać ze stanowiskiem wicepremiera. Bo za chwilę mogłaby do Tuska przyjść też Hennig-Kloska i powiedzieć: skoro ona dostała wicepremiera, to mnie też się należy, bo przecież mam tylu samo posłów. To zamyka drogę do rozszerzenia katalogu wicepremierów.

    – Tutaj mamy dobrze przećwiczoną drogę z przeszłości. Oni dziarsko podążają drogą Nowoczesnej, która jako satelita Platformy funkcjonowała grubo ponad siedem lat. Nie ma sensu brać ich na pokład – nie owija w bawełnę doświadczony polityk KO. Podkreśla przy tym, że takie szybkie transfery wyglądałyby fatalnie wizerunkowo.

    Poza tym, w KO kończy się właśnie proces wyboru władz regionalnych. – Spóźnili się z tym swoim rozłamem o pół roku. Wtedy mogliby wejść do gry, wynegocjować sobie jakieś miejsca we władzach na poziomie powiatów czy regionów. Teraz nie da się ich nigdzie wsadzić – mówi wprost nasz rozmówca.

    Sytuacja jest jednak rozwojowa, a wiele zależeć będzie od tego, jak ułoży się współpraca pomiędzy okrojoną Polską 2050 i nowym klubem Centrum a premierem Donaldem Tuskiem. Nasi rozmówcy z KO przewidują, że rozłamowcy od Pauliny Hennig-Kloski będą bardziej posłuszni premierowi, licząc, że gdy przyjdzie czas układania wyborczych list, “Kierownik” (tak Tuska nazywają w KO – przyp. red.) znajdzie dla nich miejsca.

    – Dzisiaj nikt jej niczego pewnego nie obieca. Dzisiaj wszystko, co może dostać, to mglistą obietnicę, że się o nich zatroszczymy. Ale w ich nędznej sytuacji to i tak jest już dużo – przewiduje jedno z naszych źródeł w KO.

    Więcej pytań dotyczy formacji Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. W KO zastanawiają się, czy polityczna porażka, jaką jest utrata połowy klubu parlamentarnego, ostudzi wielkie ambicje ministry funduszy i polityki regionalnej. Jeśli nie, szanse na eskalację z premierem Tuskiem znacząco wzrosną.

    Rzecz w tym, że jak to w Koalicji 15 Października: każdy trzyma każdego w szachu. Rządzący dysponują w Sejmie 241 głosami, w tym 32 szable należą do Polski 2050 (17) i Centrum (15). Formacja Pełczyńskiej-Nałęcz 17 mandatów ma jednak tylko na papierze, bo i Paweł Zalewski, i Joanna Mucha poinformowali już o swoim odejściu z ugrupowania. Nie weszli jednak do klubu Centrum. W praktyce Polska 2050, podobnie jak Centrum, ma więc 15 posłów i balansuje na granicy utrzymania klubu poselskiego.

    Tak podbramkowa sytuacja ogranicza obu podmiotom pole manewru i możliwości nacisku na premiera. Wystarczy bowiem, że Tusk złożyłby ofertę przystąpienia do KO i pewnego miejsca na listach w 2027 roku kilkorgu parlamentarzystom, a oba kluby stałyby się kołami. W teorii Polska 2050 i Centrum mogłyby szantażować premiera pozbawieniem rządu większości w Sejmie, ale to oznaczałoby przejście na stronę opozycji i późniejszą zależność od Prawa i Sprawiedliwości oraz Konfederacji. Te natomiast, przynajmniej na razie, nie prowadzą rozmów o transferach polityków Polski 2050.

    Na jeszcze jedną rzecz zwraca uwagę osoba z otoczenia premiera Tuska. – Dzisiaj problem ma i Pełczyńska-Nałęcz, i Hennig-Kloska. Obie mają po 15 posłów i muszą spełniać wszelkie roszczenia swoich ludzi, tak naprawdę nie mają władzy nad własnymi ludźmi. Wystarczy, że którejś wyjdzie jeden poseł i są pozamiatane, nie mają klubu poselskiego – mówi.

    Na koniec dodaje: – One to sobie policzyły, są przekonane, że ani jednym, ani drugim premier nie zabierze ministrów, więc uważają, że są bezpieczni. Ale spokojnie, Tusk w takie rozgrywki gra nie od wczoraj. A tu ma dużo mocniejsze karty i od jednej, i od drugiej.

    Łukasz Rogojsz

    Nowa szefowa Polski 2050 chce być wicepremierem w rządzie. Tomczyk w ”Gościu Wydarzeń”: W umowie koalicyjnej się nic nie zmieni

  • Karol Nawrocki podjął decyzję. Są kolejne weta prezydenta

    Karol Nawrocki podjął decyzję. Są kolejne weta prezydenta

    Karol Nawrocki zawetował ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa oraz programie Aktywny Rolnik.

    Prezydent podpisał ustawę o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa i nowelizację dotyczącą zmian w pomocy obywatelom Ukrainy.

    Nawrocki zapowiedział możliwość przeprowadzenia referendum w sprawie zmian w funkcjonowaniu sądów, jeśli dialog z rządem zakończy się niepowodzeniem.

    Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

    – Nie mogę podpisać ustawy, która pod hasłem “przywracania praworządności” w rzeczywistości wprowadza nowy etap chaosu i otwiera drogę do politycznego wpływu na sędziów – poinformował Karol Nawrocki.

    Prezydent, argumentując swoją decyzję o zawetowaniu ustawy o KRS, stwierdził, że wprowadza ona “segregację sędziów” oraz oddaje wymiar sprawiedliwości “w ręce politycznej grupy interesów”.

    – Zdecydowanie sprzeciwiam się dzieleniu sędziów na lepszych i gorszych. Bo w rzeczywistości rządowi chodzi o podział na sędziów “naszych” i “obcych” – dodał Nawrocki.

    Karol Nawrocki zawetował nowelę ustawy o KRS

    Głowa państwa podkreśliła przy tym, że w polskim porządku prawnym “nie ma żadnych ‘neo ani ‘paleo’ sędziów”. – To, czy ktoś jest sędzią, wynika z konstytucji i ustaw. Ustawa jest w oczywisty sposób niezgodna z konstytucją i mogłaby być narzędziem do usunięcia sędziów, których obecna władza się obawia – tłumaczył.

    Prezydent jednocześnie przedstawił własny projekt ustawy, którego celem jest “stabilność i realne skrócenie czasu postępowań”.

    – W związku z postępującym rozkładem wymiaru sprawiedliwości, tak jak wcześniej zapowiadałem, przedstawiam własny projekt ustawy o przywróceniu prawa do sądu oraz rozpoznaniu sprawy bez uzasadnionej zwłoki oparty na trzech konkretnych zasadach: bezstronności sądów, niepodważalności orzeczeń, potwierdzeniu statusu prawidłowo nominowanych sędziów – zapowiedział.

    Karol Nawrocki dodał ponadto, że jeżeli “propozycje dialogu zostaną odrzucone”, zwróci się do narodu z wnioskiem o referendum “o przywrócenie normalności w funkcjonowaniu sądów”. – Niech zdecydują obywatele. To ich głos jest zawsze najważniejszy – podkreślił prezydent.

    Prezydent Polski przeciwko programowi Aktywny Rolnik

    Głowa państwa podjęła także decyzję o zawetowaniu ustawy dotyczącej programu Aktywny Rolnik. Karol Nawrocki stwierdził bowiem, że “pod ładną nazwą ustawy” ukryta została “brzydka prawda o proponowanych zmianach”.

    – Proponowane przepisy premiują wielkie podmioty, a od małych rolników wymagają udowadniania swojej “aktywności” poprzez skomplikowaną biurokrację – stwierdził prezydent.

    Karol Nawrocki po raz kolejny podkreślił, że przepisy proponowane przez rząd prowadzą do dzielenia rolników na “lepszych i gorszych”. – To nie jest reforma. To jest zagrożenie dla setek tysięcy rolniczych polskich rodzin i dla bezpieczeństwa żywnościowego państwa – zaznaczył.

    Karol Nawrocki podpisał również dwie inne ustawy

    Prezydent w trakcie nagrania, które pojawiło się w mediach społecznościowych jego kancelarii poinformował ponadto o podpisaniu dwóch kolejnych ustaw – o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa i zmianach w pomocy obywatelom Ukrainy.

    – Bezpieczeństwo cyfrowe jest dziś elementem bezpieczeństwa państwa. Ta ustawa wzmacnia mechanizmy obronne, poprawia współpracę instytucji i pozwala eliminować dostawców wysokiego ryzyka – argumentował Karol Nawrocki.

    Prezydent podkreślił jednak, że musi także “zareagować na głos przedsiębiorców, którzy uważają, że ustawowe obowiązki stosowane wobec nich są nadmiarowe i nieproporcjonalne”.

    – Aspekt ten powinien zbadać Trybunał Konstytucyjny, dlatego w tej sprawie kieruję wniosek o kontrolę następczą – dodał.

    Karol Nawrocki o pomocy obywatelom Ukrainy. “Musi iść w parze z odpowiedzialnością”

    W przypadku ustawy o wygaszeniu rozwiązań wynikających z ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy prezydent podkreślił, że jego podpis pokazuje, że “konsekwencja w działaniu ma sens”.

    – Moja presja w tej sprawie – w tym wcześniejsze weto – zmusiły rząd do poprawy tego projektu i wprowadzenia zmian oczekiwanych przez wielu Polaków, a zgłoszonych przeze mnie – mówiła głowa państwa.

    Karol Nawrocki ocenił, że to dowód na to, iż “stanowczość przynosi efekty”. – Gdy ubiegałem się o urząd Prezydenta Rzeczpospolitej, zobowiązałem się przywrócić równowagę w polsko-ukraińskich relacjach – przypomniał.

    – Niezmiennie stoimy po stronie Ukrainy w jej walce przeciwko imperialnej Rosji. (…) Polska, jak żadne inne państwo, zdała egzamin z solidarności, ale to, co było uzasadnione w chwili próby, z czasem zaczęło rodzić poczucie nierówności wobec polskich obywateli. Obiecałem zakończyć etap bezwarunkowych przywilejów. Dziś to zobowiązanie realizuję – powiedział prezydent.

    – Nowa ustawa kończy pomoc interwencyjną i wprowadza zasady systemowe. Wsparcie – tak, przywileje kosztem Polaków – nie – mówił Karol Nawrocki, po czym dodał, że “świadczenia będą powiązane z pracą w Polsce i realizowanie obowiązku szkolnego przez dzieci”.

    Prezydent zaznaczył przy tym, że “pomoc musi iść w parze z odpowiedzialnością i wkładem w naszą wspólnotę”.

    Prezydent zaapelował o “stabilną, sprawiedliwą i bezpieczną Polskę”

    Na sam koniec Karol Nawrocki podkreślił, że “państwo musi być przewidywalne, prawo musi być stabilne, a obywatel musi być bezpieczny”.

    – Wszystkie podjęte decyzje są po to, by chronić fundament Rzeczypospolitej – zaufanie obywatela do państwa. Wierzę, że ponad podziałami jesteśmy w stanie obronić to, co najważniejsze – stabilną, sprawiedliwą i bezpieczną Polskę – podsumował prezydent.

    Karol Nawrocki zawetował wcześniej m.in. ustawy o kryptowalutach i języku śląskim

    Przypomnijmy, że w zeszły czwartek Karol Nawrocki podpisał osiem oraz zawetował dwie inne ustawy. Wówczas wśród odrzuconych dokumentów znalazła się nowelizacja prawa o nadaniu mowie śląskiej statusu języka regionalnego oraz ustawa o rynku kryptowalut.

    Prezydent, komentując decyzję dotyczącą drugiego z wymienionych projektów, podkreślał, że otrzymał “taką są ustawę jak poprzednio, w której zmieniono tylko jeden detal”.

    – Nie podpiszę złego prawa tylko dlatego, że zostało przegłosowane ponownie przez parlamentarną większość – mówił odnosząc się do ustawy o kryptowalutach.

    Ustawa zakładająca nadanie mowie śląskiej statusu języka regionalnego była natomiast dziewiątą próbą legislacyjną w tej sprawie.

    Na początku roku Karol Nawrocki przekazał także informację o zawetowaniu ustawy cyfrowej, zmiany ustawy o Narodowym Centrum Badań i Rozwoju oraz ustawy o rynku ubezpieczeń.

    W przypadku ustawy cyfrowej głowa państwa argumentowała, iż DSA (Digital Services Act) zawierała “rozwiązania absurdalne”, które miały – zdaniem prezydenta – oddać kontrolę nadtreściami w internecie “urzędnikom podległym rządowi”.

    Gramatyka w ”Gościu Wydarzeń” o rozpadzie Polski 2050: Myślę, że najwięcej winy jest w nas samychPolsat NewsPolsat

  • Potwierdziły się doniesienia ws. Ewy Pajor i FC Barcelony

    Potwierdziły się doniesienia ws. Ewy Pajor i FC Barcelony

    w fazie ligowej Ligi Mistrzyń i ze spokojem oczekiwała na swojego rywala w ćwierćfinale imprezy. Miał nim zostać Real Madryt albo Paris FC. Hiszpanki trumfowały w premierowym starciu 3:2, a w drugim już od piątej minuty grały w przewadze jednej zawodniczki po
    czerwonej kartce dla They Greboval. Skończyło się 2:0 dla “Królewskich”.

    Zobacz wideo Kosecki mocno o Lewandowskim: Tiki-taka kończyła się niestety na Robercie

    W najlepszej ósemce dojdzie więc do “El Calsico”. Już w styczniu “Mundo Deportivo” informowało, że Barcelona chciałaby zorganizować ten mecz na zmodernizowanym Camp Nou. Tak też się stanie!
    Ewa Pajor zagra na Camp Nou

    “Drużyna Pere Romeu rozegra rewanżowy mecz ćwierćfinału Ligi Mistrzów Kobiet z Realem Madryt w świątyni Blaugrany!” – napisano na oficjalnej stronie klubu. Spotkanie odbędzie się 2 kwietnia o godz. 18:45.

    Kobiecy zespół wróci na Camp Nou po ponad 1000 dniach. Ostatni raz wystąpił na tym obiekcie jeszcze przed modernizacją – 27 kwietnia 2023 roku w półfinale z Chelsea (1:1). Wtedy w drużynie nie było jeszcze Ewy Pajor, która tym samym za niespełna dwa miesiące dostanie szansę na debiut na tym legendarnym stadionie.

    “Powrót na Camp Nou to nie tylko wydarzenie sportowe; to także przykład zaangażowania Klubu w projekt Barca Women’s. Zobowiązanie do rozgrywania klasycznych meczów na niezwykle funkcjonalnym stadionie potwierdza strategiczny wymiar drużyny, która stała się światowym punktem odniesienia i wzorem dla nowych pokoleń” – zaznacza kataloński “Sport”.
    Wyjątkowe nagranie Barcelony Femeni

    FCB ogłosiła tę wiadomość na specjalnym nagraniu. Filmik podkreśla rolę kibiców, którzy są siłą napędową tej drużyny i przypomina, że spotkanie sprzed trzech lat wyznaczyło granicę między przeszłością a przyszłością i było kamieniem milowym w rozwoju kobiecej sekcji. El Clasico będzie mogło obejrzeć ponad 60 tysięcy fanów.

    FC Barcelona będzie faworytem tego dwumeczu. To będzie już czwarte spotkanie tych drużyn w tym sezonie. Wszystkie wcześniejsze wygrała ekipa z Katalonii, nie tracąc w nich ani jednego gola.

  • Roddick wydał wyrok ws. ukarania Świątek. O tym będzie głośno

    Roddick wydał wyrok ws. ukarania Świątek. O tym będzie głośno

    Nie milkną echa kontrowersyjnej wypowiedzi dyrektora turnieju w Dubaju Salaha Tahlaka, który zażądał dodatkowych kar dla zawodniczek wycofujących się w ostatniej chwili z największych imprez. Tak postąpiły m.in. Iga Świątek i Aryna Sabalenka. Były mistrz US Open Andy Roddick skrytykował ten pomysł. – To bez sensu – odpowiedział w swoim podcaście “Served”.
    Iga Świątek i ANdy Roddick
    fot. screen https://www.youtube.com/@ServedPodcast fot. REUTERS/Toby Melville

    – Myślę, że zawodnicy powinni być surowiej karani za wycofanie się, nie tylko grzywną, ale powinni mieć odjęte punkty rankingowe. Sama grzywna nic nie da – mówił Salah Tahlak, cytowany przez portal thenationalnews.com.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany

    W ten sposób organizator “tysięcznika” w Dubaju zareagował na wycofanie się z imprezy Igi Świątek. Polka swoją decyzję uzasadniła “niekorzystnym harmonogramem”. Wcześniej o rezygnacji z występu poinformowała liderka rankingu WTA Aryna Sabalenka. Ona zasłoniła się kontuzją. Tahlak dodał, że pytał nawet lekarza turniejowego, co to za uraz i czy rzeczywiście jest tak groźny, by Białorusinka nie przyjechała do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Dostał odpowiedź, że mogłaby zagrać.
    Roddick krytykuje Tahlaka

    Słowa Tahlaka odbiły się szerokim echem i zostały odebrane jako “niedorzeczne”. Skomentował je mistrz US Open z 2003 roku, Andy Roddick. – To ty zabiegasz o to, by ten turniej miał rangę 1000 i odbywał się w tym regionie w lutym – rozpoczął Amerykanin.

    – Czyli on chce odjąć punkty, które zawodnicy już kiedyś zdobyli? Przecież je mają, wywalczyli je! Wyobrażasz sobie, że ktoś wygrywa mecz, a następnie ktoś mu to odbiera? […] Każdy punkt, który mają teraz na koncie, został zdobyty, bo wygrali mecze, a teraz mamy im odejmować punkty? Nie sądzę, żeby to było dobrze przemyślane – dodał.

    Roddick podkreślił, że już i tak zawodnicy tracą pieniądze, jeśli nie mogą zagrać w danej imprezie, a teraz jeszcze mieliby tracić punkty. – To nie ma dla mnie sensu – zakończył.
    Gdzie zagra Iga Świątek?

    Iga Świątek w tym sezonie ma na koncie dwa ćwierćfinały – w Australian Open i w Dausze. Do Dubaju nie pojechała, chcąc lepiej przygotować się do rozpoczynającego się na początku marca Indian Wells. Polka jest zdrowa, nic jej nie dolega, zatem spokojnie może potrenować przed kolejnymi wyzwaniami.

    Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
    Google News Facebook Instagram YouTube X TikTok

  • Wielkie święto w Barcelonie. Na to czekał Lewandowski i spółka. Flick zachwycony

    Wielkie święto w Barcelonie. Na to czekał Lewandowski i spółka. Flick zachwycony

    W ostatnim tygodniu FC Barcelona prezentowała się bardzo kiepsko. Po porażce 0:4 z Atletico Madryt w Pucharze Króla zespół Hansiego Flicka poległ również przeciwko Gironie (1:2) w derbach Katalonii. Osłodą dla kibiców mistrzów Hiszpanii mogą być informacje, które w czwartkowe popołudnie przekazały tamtejsze media.
    Zawodnicy drużyny piłkarskiej FC Barcelona w oficjalnych strojach pozują do wspólnej fotografii przed meczem, na zbliżeniu widoczni dwaj piłkarze pochylający się do przodu, zawodnicy mają poważne i skoncentrowane miny, a za nimi stoją inni członkowie z…

    PedriJOSEP LAGOAFP

    Nie tak Barcelona wyobrażała sobie połowę stycznia. Równo tydzień temu drużyna Roberta Lewandowskiego i Wojciecha Szczęsnego przegrała aż 0:4 z Atletico w Madrycie w pierwszym półfinałowym meczu Pucharu Króla. Cztery dni później odbyły się derby stolicy Katalonii.

    W nich to Girona w oparach potężnych kontrowersji zwyciężyła 2:1. W obu tych spotkaniach z ławki rezerwowych wchodził kapitan reprezentacji Polski, który nie zdołał pomóc kolegom. Barcelona złapała wyraźną zadyszkę, a przecież przed nią najważniejsze jeszcze mecze sezonu.

    Jakim składem zagra Lech Poznań? Dyskusja w Polsat Futbol Cast. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

    Co za wieści z Barcelony. Hiszpanie potwierdzają

    Zarówno w starciu z Atletico, jak i z Gironą Hansi Flick nie mógł skorzystać z Pedriego. Jeden z najważniejszych, o ile nie najważniejszy zawodnik Barcelony doznał kontuzji ścięgna udowego w prawej nodze podczas meczu Ligi Mistrzów przeciwko Slavii Praga. Do tej pory opuścił siedem starć od końcówki stycznia.

    Jak podaje kataloński “Sport”, 23-latek częściowo wrócił do treningów z całym zespołem i najprawdopodobniej będzie mógł zagrać w najbliższą niedzielę. Wtedy mistrzowie Hiszpanii w ramach 25. kolejki zagrają nam Camp Nou z Levante. “W Barcelonie bardzo za nim tęsknili. To kompas drużyny” – podkreślają tamtejsi eksperci.

    To nie koniec dobrych informacji dla fanów katalońskiego klubu. Z kolegami na murawie przebywa już także Marcus Rashford. Angielski skrzydłowy pauzował w dwóch ostatnich meczach. Wszystko przez odczuwany dyskomfort w lewym kolanie. Według “Sportu” wypożyczony z Manchesteru United gwiazdor za moment wróci do optymalnej formy i będzie mógł zagrać z Levante.

    Podobnie jak Eric Garcia. 25-latek opuścił boisko w derbach z Gironą w 73. minucie. Na ławkę siadał ze wściekłością na twarzy. Media od razu spekulowały, że taka reakcja może być spowodowana urazem, jednak zawodnik ten również ma być do dyspozycji Hansiego Flicka na niedzielę.

    Cała trójka to bardzo istotni piłkarze, którzy wnoszą jakość do ekipy mistrzów Hiszpanii. Obecnie Barcelona traci dwa punkty do pierwszego Realu Madryt w tabeli La Liga.
    Piłkarz drużyny FC Barcelona w niebiesko-bordowej koszulce z logo sponsora i numerem na krótkich spodenkach podczas meczu piłki nożnej, w dynamicznym ruchu na tle rozmazanej publiczności stadionowej.

    Pedri JOSE BRETONAFP
    Dwóch piłkarzy na stadionie, jeden z nich z numerem 10 i nazwiskiem Rashford na koszulce, obejmują się po udanej akcji. W tle rozmyty tłum kibiców na trybunach.

    Marcus RashfordManaure QuinteroAFP
    Dwóch piłkarzy ubranych w fioletowe stroje treningowe klubu FC Barcelona wychodzi z tunelu na stadion. Jeden z zawodników nosi ochronną maskę na twarzy.

    Eric Garcia i RaphinhaLLUIS GENEAFP

    Rosja i Białoruś dopuszczone do startów. “Kto ma kręgosłup moralny, wie, jaka powinna być decyzja”

  • Chwile grozy na skoczni, to mogło skończyć się fatalnie. Wszystko się nagrało

    Chwile grozy na skoczni, to mogło skończyć się fatalnie. Wszystko się nagrało

    19 lutego stał się ostatnim dniem zmagań kombinatorów norweskich na zimowych igrzyskach olimpijskich 2026. Podczas konkursu skoków doszło przy tym do niebezpiecznego incydentu – przez nieuwagę jednego z członków obsługi zawodów Amerykanin Ben Loomis… uderzył w dmuchawę do śniegu. Choć ostatecznie nie stało się mu nic wielkiego, to niewiele tu brakowało do tragedii.
    Skoczek narciarski podczas lądowania, ubrany w biały kombinezon z numerem 16 i kask z goglami. W tle widać śnieżne podłoże, a w lewym górnym rogu znajduje się powiększone koło z innym ujęciem skoku.

    Zimowe igrzyska olimpijskie: Ben Loomis miał szczęście. Incydent na skoczni mógł skończyć się dla niego naprawdę źleAlex Slitz/Getty Images – x.com/Eurosport_PLGetty Images
    PKOl Banner Interia

    Rywalizacja kombinatorów norweskich w ramach zimowych igrzysk olimpijskich 2026 została podzielona na trzy konkurencje – zawody na skoczni normalnej łączone z biegiem na 10 km, zawody na skoczni dużej łączone z biegiem na 10 km oraz debiutującą “drużynówkę”, w ramach której sportowcy znów zjawili się na dużym obiekcie, a do tego otrzymali zadanie przemierzenia dystansu 2 x 7,5 km.

    W tym ostatnim przypadku walkę o medale zaplanowano na 19 lutego – i trzeba przyznać, że w pewnej chwili doszło do naprawdę niepokojącego incydentu, który w najgorszym wariancie mógł skończyć się poważnym urazem jednego z uczestników współzawodnictwa.

    Zimowe igrzyska olimpijskie: Poważne niedopatrzenie na skoczni. Zawodnik uderzył w… dmuchawę

    Wszystko zdarzyło się podczas serii konkursowej w Predazzo, kiedy to z belki ruszył reprezentant USA Ben Loomis. Niestety podczas zjazdu… zahaczył on o dmuchawę do śniegu, której nie cofnął w porę członek obsługi:

    Co ważne Loomis zdołał kontynuować swoją próbę i ostatecznie wylądował na 116. metrze, zajmując ostatecznie z Niklasem Malacinskim siódmą lokatę na 14 ekip (najlepsi byli Niemcy Rydzek i Geiger, Polacy Jarząbek i Krzempek znaleźli się na 13. pozycji).

    “Gdyby mnie trafiło w twarz…”. Kombinator wprost o niebezpiecznej sytuacji na igrzyskach

    “Kiedy mnie puszczono, zastanawiałem się, czy on zdoła się jeszcze ruszyć. Nie bolało mnie to, został mi jedynie odcisk na moim kombinezonie. Na szczęście trafiło mnie to tylko w ramię. Gdyby trafiło mnie w twarz, historia potoczyłaby się zupełnie inaczej” – stwierdził Ben Loomis, cytowany przez “Bild”. Jego trener, Emil Wilhelmsen, uznał zaś całe zdarzenie za “irytujące”.

    “To był ekstremalny dzień. Załoga wykonała znakomitą pracę. Bardzo szkoda, że doszło do incydentu z Loomisem. Na szczęście nic bardzo złego się nie stało, ale coś takiego nie powinno mieć miejsca. Osoba zaangażowana w zdarzenie przeprosiła jury, a FIS przeprosił kadrę Stanów Zjednoczonych” – powiedział Lasse Ottesen, dyrektor międzynarodowej federacji ds. kombinacji norweskiej.

    Obiekt w Predazzo gościł w ten czwartek po raz ostatni zmagania o najwyższe laury w ramach ZIO 2026. Zakończenie imprezy, której formalnymi gospodarzami są Mediolan oraz i Cortina d’Ampezzo, nastąpi w niedzielę 22 lutego.
    Kompleks skoczni narciarskich w górskiej okolicy, pokryty śniegiem, z widocznymi trybunami dla widzów, maszynami pracującymi na skoczniach oraz otaczającym terenem z lasami i wzgórzami. W tle żurawie budowlane świadczą o prowadzonych pracach modernizac…

    Skocznie w PredazzoLuca BrunoEast News
    Kompleks skoczni narciarskich położony na tle wzgórza z częściowo ośnieżonym stokiem, otoczony gęstym lasem świerkowym, widoczne konstrukcje techniczne oraz przygotowane lądowisko skoczni.

    Skocznie narciarskie w Predazzo zostały przebudowane specjalnie na ZIO 2026Luca BrunoEast News
    Kościół z wysoką wieżą góruje nad otoczeniem na tle ośnieżonych gór, wokół kolorowe budynki miejskie oraz wąska ulica z zaparkowanymi samochodami. Słońce oświetla część fasady i wprowadza kontrast pomiędzy jasnymi i zacienionymi fragmentami miasta.

    PredazzoKoji ITOAFP

    Jakim składem zagra Lech Poznań? Dyskusja w Polsat Futbol Cast.