• “Wstrząsający moment”. Świątek już nie wróci na szczyt

    “Wstrząsający moment”. Świątek już nie wróci na szczyt

    Po środowym triumfie nad Karoliną Muchovą obserwatorzy byli zgodni, że Iga Świątek zagrała właśnie najlepszy mecz w 2026 roku. Miało to stanowić niezawodny zwiastun jej kolejnego renesansu. Tymczasem dzień później Polka była już za burtą turnieju WTA 1000 w Indian Wells. Czy w najbliższych tygodniach możemy się spodziewać, że jednak wróci do roli dominatorki? – Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wróci, dobrze jej życzę, bo jest Polką. Ale coraz bardziej wydaje mi się to życzeniowe niż realne – odpowiada z dystansem ekspert Tomasz Wolfke, indagowany przez WP Sportowe Fakty.
    article cover

    Iga ŚwiątekAFP

    W czterech poprzednich edycjach kalifornijskiego tysięcznika Iga Świątek docierała przynajmniej do półfinału. A w latach 2022 i 2024 była w Indian Wells poza zasięgiem rywalek. Przez chwilę wierzyliśmy, że nie inaczej będzie w tym roku.

    Znakomicie rozegrane spotkania z Marią Sakkari i Karoliną Muchovą pozwalały wierzyć w dobry scenariusz. Wszystko załamało się jednak w ćwierćfinale. Tu Polka uległa Elinie Switolinie 2:6, 6:4, 4:6.

    Co dalej z Igą Świątek? Straciła pozycję wiceliderki światowego rankingu. Powrót na szczyt pozostaje mglistym pożądaniem

    – Jako analityk jestem bezradny – mówi w rozmowie z WP Sportowe Fakty tenisowy komentator i ekspert Tomasz Wolfke. – Jedynym realnym wytłumaczeniem jest głowa i że to się rozgrywa w sferze emocjonalnej. Nie da się zapomnieć grać w tenisa w ciągu jednego dnia. Statystycznie Iga powinna czuć się pewnie psychicznie po takich dwóch dobrych meczach. Wydaje się, że jest dobrze przygotowana fizycznie.

    W starciu ze Switoliną wróciły jednak stare demony. Niewymuszone błędy, frustracja na korcie, paraliż mentalny. Słowna utarczka z członkami sztabu przed ostatnim gemem – przegranym do zera – była kompletną ilustracją niemocy najlepszej polskiej tenisistki.

    – Był wstrząsający moment na początku drugiego seta, w którym w pierwszych dziesięciu akcjach była jedna wymiana – zwraca uwagę Wolfke, nazywając mecz Igi brzydkim. – Momentami się tego nie dało oglądać. I to boli najbardziej, a nie minimalna porażka po wyrównanym meczu 4:6 z bardzo dobrą Switoliną. Iga nagle przestała serwować. Popełniła 8 podwójnych błędów, co jest zatrważające.

    – Jak Iga po raz pierwszy seryjnie wygrywała sety do zera, niemal nie traciła gemów, to miałem przekonanie, że te jej okresy dominacji będą wracały. I tak było w 2023 i ostatni raz na wiosnę w 2024 roku. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wróci, dobrze jej życzę, bo jest Polką. Ale coraz bardziej wydaje mi się to życzeniowe niż realne – nie sili się na entuzjazm Wolfke.

    Świątek ma tyko kilka dni na regenerację organizmu i odzyskanie równowagi emocjonalnej. Z Kalifornii przenosi się na Florydę. Tam weźmie udział w Miami Open. Turniej rozegrany zostanie w dniach 17-29 marca.
    Iga Świątek, Indian Wells 2026

    Iga ŚwiątekClive BrunskillAFP
    Tenisistka w sportowym stroju i czapce z daszkiem trzyma rakietę oraz dwie piłki tenisowe, wykonując gest wyrażający niezadowolenie lub zaskoczenie podczas meczu na korcie z zielonym tłem.

    Iga ŚwiątekMatthew StockmanAFP
    Tenisistka w białej koszulce bez rękawów i fioletowej czapce z daszkiem trzyma ręcznik i wskazuje palcem w dół, wydaje się być zaangażowana w rozmowę; w tle rozmazane, niebieskie elementy kortu tenisowego.

    Iga ŚwiątekElla Ling/ShutterstockEast News

    Novak Djokovic – Jack Draper. Skrót meczu.

  • To już oficjalnie, Fissette w teamie ze światową “1”. Jest komunikat

    To już oficjalnie, Fissette w teamie ze światową “1”. Jest komunikat

    Wim Fissette jest trenerem Igi Świątek, w tym czasie zawodniczka z Raszyna wygrała trzy turnieje, m.in. Wimbledon. Od września zeszłego roku czeka jednak na jakiś sukces. Tej nocy polskiego czasu straciła szansę na wygranie Indian Wells. Co oznacza też spadek z drugiej pozycji na trzecią w rankingu WTA. Za dwa tygodnie jej drogi z belgijskim szkoleniowcem się rozejdą, ale na razie tylko na chwilę. Fissette od trzech lat jest bowiem kapitanem reprezentacji Belgii w rozgrywkach Billie Jean King Cup. I właśnie nadeszło potwierdzenie ws. jego współpracy z jedną ze światowych liderek WTA.

    Wim FissetteIMAGO/Juergen HasenkopfNewspix.pl

    17 kwietnia, czyli w dniu, w którym w WTA 500 w Stuttgarcie powinny odbywać się ćwierćfinały Porsche Open, minie półtora roku od rozpoczęcia współpracy Igi Świątek z Wimem Fissette. Belg zastąpił Tomasza Wiktorowskiego, z którym Iga wygrała wspólnie cztery wielkoszlemowe tytuły i zagościła na szczycie kobiecego rankingu. On też pracował w przeszłości z gwiazdami i liderkami rankingu, wygrywał z nimi Wielkie Szlemy. A upodobał sobie w tym zakresie zakresie Wimbledon.

    Z Polką też go wygrał, w pamiętnym finale Iga ograła Amandę Anisimovą w 57 minut 6:0, 6:0. Wygrała też w Cincinnati, później triumfowała w mniejszych zawodach w Seulu. I to właściwie tyle. Była jeszcze w finale w Bad Homburg, zazwyczaj odpadała na etapie 1/4 lub 1/2 finału. I podobnie jest w tym sezonie – Australian Open, Doha czy teraz Indian Wells kończyła właśnie na ćwierćfinałach. Pozostał jeszcze “tysięcznik” w Miami, później Polka będzie miała chwilę przerwy.

    Na pewno jednak nie będzie pracować w tygodniu poprzedzającym WTA 500 w Stuttgarcie, tam też już została ogłoszona jako uczestniczka Porsche Open, z Wimem Fissettem. Belg prowadzi bowiem od trzech lat reprezentację Belgii – i odnosi z nią wielkie sukcesy. Najpierw w grupie europejskiej, teraz w światowej. Na początku kwietnia Belgia zagra z USA w Gandawie o miejsce w finale BJK Cup w Shenzhen. To ten sam etap, co mecz Polski z Ukrainą.

    Świątek nie ma w składzie Polski, Fissette doczekał się powrotu gwiazdy. Komunikat ws. Elise Mertens

    Jesienią w Ismaning Belgia sensacyjnie ograła nie tyle może Turcję, co bardziej Niemcy – i kosztem tej drużyny znalazła się w fazie play-off. Już miesiąc temu Fissette oznajmił, że w kwietniu w jego drużynie po kilku latach przerwy znów wystąpi Elise Mertens. A 30-latka od chwili, gdy on zaczął pełnić funkcję kapitana kadry, regularnie odmawiała w niej gry. Mówimy zaś o tenisistce, która jest ostatnio przez cały czas w okolicach 20. pozycji w rankingu singlowym, ale też – od Australian Open – liderką zmagań deblowych. Inaczej mówiąc – “1”, jak Sabalenka w singlu. Obie zresztą w przeszłości odnosiły wspólnie spore sukcesy w grze podwójnej, wygrały nawet tytuł w Melbourne.
    Wim Fissette w roli kapitana reprezentacji Belgii.

    Wim Fissette w roli kapitana reprezentacji Belgii.AFP

    Teraz ta informacja oficjalnie została potwierdzona przez ITF, które organizuje zmagania w BJK Cup. Na 28 dni przed rywalizacją wszystkie drużyny muszą bowiem zgłosić składy, choć później można jeszcze dopisać jakieś nazwisko, jeśli jest miejsce. Stąd np. taka możliwość u Świątek.

    Z tej możliwości skorzystały też Amerykanki – na razie na ich liście są cztery zawodniczki. A liderką na nich pozostaje… Iva Jovic. 18-latka w najbliższym notowaniu rankingu będzie 17. zawodniczką świata, dwie pozycje przed Mertens. Możliwe, że dołączy jeszcze ktoś z TOP 6: Amanda Anisimova, Jessica Pegula i Coco Gauff. Ta ostatnia już zgłosiła się do WTA 500 w Stuttgarcie w następnym tygodniu.

    Fissette będzie miał w składzie Belgii także Hanne Vandewinkel, Sofię Costoulas, Greet Minnen i Magali Kempen. W ekipie USA, oprócz Jovic, znalazły się również: Hailey Baptiste, McCartney Kessler oraz deblistka: Nicole Melichar-Martinez. Kapitanką jest tam Lindsay Davenport.

    Mecz zostanie rozegrany 10 i 11 kwietnia w Ostendzie. Awansuje zespół, który zdobędzie trzy punkty.
    Wim Fissette

    Wim FissetteMatthieu Mirville / Matthieu Mirville / DPPI via AFPAFP
    Elise Mertens rywalizuje w singlu i deblu podczas WTA 1000 w Miami

    Elise MertensPATRICK HAMILTON / BELGA MAG / Belga via AFPAFP

    Iga Świątek/Casper Ruud – Leylah Fernandez/Felix Auger-AlliasimePolsat Sport

  • Iga Świątek opuszcza “piąty Szlem”. To nie przesada. Na liczniku pół miliona

    Iga Świątek opuszcza “piąty Szlem”. To nie przesada. Na liczniku pół miliona

    Na pewno fajnie jest tu być. Bardzo lubię to miejsce – mówiła 10 dni temu o Indian Wells Iga Świątek. Właśnie żegna się z Kalifornią. Odpadła w ćwierćfinale z Eliną Switoliną. “Tysięcznik” ten nie bez przyczyny określany jest “piątym Wielkim Szlemem”. Cieszy się ogromną popularnością zarówno wśród kibiców, jak i zawodników, co w ostatnich latach seryjnie przynosiło zwycięstwa w ważnym głosowaniu.
    Iga Świątek opuszcza kort w Indian Wells, w tle stadion tenisowy i widownia, widok na centralny kort.

    Iga Świątek i kort w Indian WellsRobert Prange/Getty Images / Robert Prange/Getty ImagesGetty Images

    Powoli kończy się turniej ATP i WTA 1000 w Indian Wells. W angielskojęzycznej części platformy X po raz kolejny przewijała się dyskusja, czy powinien być nazywany “piątym Wielkim Szlemem”, czyli najważniejszą imprezą po Australian Open, Rolandzie Garrosie, Wimbledonie i US Open.

    Zwolennicy tej tezy mają kilka mocnych argumentów, zarówno tych bardziej “romantycznych”, jak i opierających się na suchych liczbach.

    Atmosfera tutaj, otoczenie są niesamowite. Uwielbiam tu grać, dobrze się bawię

    Niedawno o dobrej atmosferze mówili też Jannik Sinner, Joao Fonseca czy Iga Świątek. – Tak, na pewno fajnie jest tu być. Bardzo lubię to miejsce. Jako drużyna też dobrze tu spędzamy czas. Cieszę się, że znów tu jesteśmy i przygotowujemy się do turnieju – mówiła. Odpadła z imprezy w nocy z czwartku na piątek, przegrała z Eliną Switoliną w ćwierćfinale.

    Co z twardymi statystykami? Indian Wells ma drugi największy kort na świecie, Stadion 1 (16 102 miejsc) ustępuje tylko nowojorskiemu obiektowi im. Arthura Ashe’a (23 771). Pomaga to z pewnością w uzyskaniu świetnej frekwencji. W 2025 r. łącznie wyniosła ona pół miliona osób, dokładnie 504 268. To piąty wynik na świecie, właśnie tuż po Szlemach, nieodstający mocno od “wimbledońskiego” (w zeszłym roku tam było 548 770 kibiców).

    Turnieje z największą frekwencją poza Wielkimi Szlemami:

    1. Indian Wells – 504 268

    2. Miami – 405 448

    3. Madryt – ok. 380 tys.

    4. Rzym – ok. 365 tys.

    5. Cincinnati – ok. 340 tys.

    6. Toronto – ok. 220-230 tys.

    7. Szanghaj – ok. 210 tys.

    8. Monte Carlo – ok. ok. 140-150 tys.

    9. Paris Masters – ok. 140 tys.

    10. ATP Finals – ok. 120-130 tys.

    Otoczka turnieju i jego organizacja od dawna jest doceniana przez cały tour. To wręcz niesamowite, że w ostatniej dekadzie raz po raz Indian Wells wygrywało głosowanie zawodników “Turniej Roku”. W 2025 r. wieloletnią passę przerwało dopiero Cincinnati Open, które wydało 260 milionów dolarów na modernizację, powiększenie swojego kampusu.

    – Nie da się odtworzyć gór Indian Wells w stanie Ohio. Ale możemy naprawdę dobrze wpłynąć na doświadczenia, które zawodnicy mają tutaj. Po prostu stwórzmy jak najlepsze przestrzenie, jedzenie i obsługę. Stwórzmy jak najlepsze siłownie. Dajmy im wystarczająco dużo miejsca, aby mogli znaleźć własne miejsce, swój czas, kiedy będą chcieli ‘uciec”. Oni to mają. Chcesz zagrać w golfa? Chcesz pójść do świetnej restauracji? Chcesz obejrzeć mecz FC Cincinnati, czy może chcesz pójść na mecz Reds Cincinnati (zespół baseballu – red.)? Możesz zrobić wszystkie te rzeczy – mówił dyrektor tamtejszej imprezy Bob Moran.
    Tenisistka w sportowej odzieży i czapce z daszkiem stoi na korcie, trzymając rakietę oraz piłkę tenisową w obu dłoniach, z wyrazem konsternacji na twarzy.

    Iga Świątek w Indian WellsMatthew StockmanGetty Images
    Oświetlone korty tenisowe otoczone trybunami, wieczorne niebo w tle z widocznym zachodem słońca oraz sylwetką budynków kompleksu sportowego.

    Indian WellsClive BrunskillGetty Images
    Pracownik usuwa wodę z kortu tenisowego oznaczonego napisem ‘INDIAN WELLS’ za pomocą rakli, trybuny są puste, a powierzchnia kortu mokra po deszczu.

    Indian WellsMatthew StockmanGetty Images

    Łukasz Tomczyk: Mieliśmy swoje momenty i nadal

  • Tomasiak pokazał klasę, potem “klops”. Do tego taki skok Stocha. Dramat mistrza

    Tomasiak pokazał klasę, potem “klops”. Do tego taki skok Stocha. Dramat mistrza

    Po walce z pogodą w Oslo skoczkowie ze sporym opóźnieniem przystąpili do rywalizacji na obiekcie Holmenkollbakken. Świetnie w poprzedzającym kwalifikacje treningu spisał się Kacper Tomasiak. W serii ocenianej rewelacyjny 19-latek nie oddał już tak dobrego skoku i zajął 34. miejsce. Reszta naszych reprezentantów również nie zachwyciła, a awans uzyskało jedynie czterech z nich. Poza “50” uplasował się m.in. Kamil Stoch. Całe kwalifikacje ex aequo wygrali Domen Prevc i Stephan Embacher.
    Skoki narciarskie: Domen Prevc i Stephan Embacher wygrali w Oslo

    Kacper TomasiakIMAGO/NEWSPIX.PLNewspix.pl

    Po perturbacjach pogodowych związanym ze zbyt silnym wiatrem ze sporym opóźnieniem rozpoczęły się skoki w Oslo. Po wielu spotkaniach jury trening poprzedzający kwalifikacje ruszył punktualnie o 17:00. Udało się go przeprowadzić bez większych problemów, a wyśmienicie w nim spisał się Kacper Tomasiak, który zajął 4. miejsce. Optymizmem nie napawała jednak forma reszty naszych skoczków – Aleksandra Zniszczoła, Pawła Wąska, Macieja Kota, Piotra Żyły i Kamila Stocha.

    Należało trzymać kciuki, że lepiej pójdzie im w serii kwalifikacyjnej, a szczególnie pierwszym trzem z wymienionych. Jako pierwszy z naszych zawodników w powietrzu był właśnie Zniszczoł. Ten w ostatniej chwili zastąpił w kadrze Dawida Kubackiego. W niezłym stylu skoczył 117 m i z notą 99.5 pkt zameldował się w TOP50, dzięki czemu wystartuje w sobotnim konkursie.

    Niedługo po nim w powietrzu był już Paweł Wąsek. 26-latek od zakończenia igrzysk olimpijskich zdecydowanie nie zachwyca i ma problemy ze zdobywaniem pucharowych punktów. Tym razem pod znakiem zapytania stanął jego występ… w pierwszej serii. Uzyskał zaledwie 113 metrów i był na 17. lokacie (86.8 pkt). Musiał liczyć, że gorzej spiszą się następni. Kapitalnie zaprezentował się Maciej Kot. Pofrunął aż 124 metry, a po przeliczeniu wszystkich składowych zajmował 3. miejsce (109.6 pkt). Taki wynik gwarantował kwalifikację.

    Awans do pierwszej serii zapewnił sobie także Piotr Żyła. Nasz doświadczony zawodnik skoczył nieco gorzej, niż w treningu i wylądował na 118. metrze. Był wówczas na 18. lokacie i mógł szykować się na skoki w sobotę (98.9 pkt). Fatalnie skoczył Stoch. Zaledwie 106 metrów, nota 79.3 pkt i 36. miejsce po 40 skokach. Wtedy stało się pewne, że w konkursie go nie będzie.

    Tomasiak nie zachwycił, lecz zadanie wykonał. “Biało-Czerwoni” bez szału

    Niedługo później nadszedł czas na Kacpra Tomasiaka. Trzykrotny medalista olimpijski w trudnych warunkach spisał się znacznie gorzej, niż w treningu i uzyskał 118,5 metra. Zajmował dalekie 24. miejsce, jednakże wykonał swoje zadanie i bez problemów zakwalifikował się do konkursu (99.8 pkt).

    Wiatr nie ułatwiał zawodnikom dalekich lotów, a znaczna większość z nich rozkładała ręce obrazując, że warunki łatwe nie są. Jednym z nich był Johann Andre Forfang, który wylądował na 119. metrze po niemałych problemach. Groźnie zrobiło się także w trakcie skoku Lindvika (96,5 m). Norweg ledwo się wyratował przed upadkiem i oczywiście zajmował ostatnią lokatę.

    W końcu nadszedł czas na czołówkę. Aż 134 metry poleciał Stephan Embacher. Młody Austriak nie próbował lądować z telemarkiem i mimo niskich not objął prowadzenie (130 pkt). Ren Nikaido uzyskał 117,5, Philipp Raimund 110, a Daniel Tschofenig 114 metrów.

    Ryoyu Kobayshi zaprezentował się podobnie – 119,5 m. Z warunkami walczył również Domen Prevc. Dominator tego sezonu po walce z wiatrem wylądował na 128. metrze i zwyciężył kwalifikacje ex aequo z Embacherem.

    Wyniki piątkowych kwalifikacji w Oslo:

    1. Stephan Embacher – 134 m, Domen Prevc – 128 m, 130 pkt

    3. Anze Lanisek – 128 m, 124.1 pkt

    15. Maciej Kot – 124 m, 109.6 pkt

    34. Kacper Tomasiak – 118,5 m, 99.8 pkt

    35. Aleksander Zniszczoł – 117 m, 99.5 pkt

    39. Piotr Żyła – 118 m, 98.9 pkt

    52. Paweł Wąsek – 113 – 86.8 pkt

    60. Kamil Stoch – 106 m, 79.3 pkt
    Zawodnik w kombinezonie narciarskim z numerem 52 i kaskiem z goglami, po zakończeniu skoku narciarskiego na tle band reklamowych podczas zawodów zimowych.

    Kacper TomasiakAction Press/ShutterstockEast News
    Skoczek narciarski w białym kombinezonie i kasku w trakcie lotu na nartach podczas zawodów, tło stanowi czyste niebo i niewyraźne elementy infrastruktury skoczni.

    Kacper TomasiakAction Press/ShutterstockEast News
    Skoczek narciarski w niebieskim kombinezonie i kasku z widocznymi logotypami sponsorów, siedzi na śniegu po wylądowaniu skoku, trzymając narty równolegle przed sobą.

    Piotr ŻyłaAction Press/ShutterstockEast News

    Apoloniusz Tajner: Od wielu lat oglądałem skoki ze spokojem, a Tomasiak znów obudził we mnie emocjePolsat Sport

  • “Nóż w plecy polskiej armii i zdrada stanu”. Gawkowski uderza w prezydenta

    “Nóż w plecy polskiej armii i zdrada stanu”. Gawkowski uderza w prezydenta

    Według Gawkowskiego “wróg jest u bram”, a 180 mld zł z programu SAFE pozwoli dozbroić polską armię w ciągu roku – dwóch. Wicepremier stwierdził, że do tej pory spór polityczny “nie dotyczył tak ostro bezpieczeństwa”. Mówił to w kontekście sprzeciwu prezydenta Karola Nawrockiego wobec zaciągnięcia przez Polskę europejskiego kredytu.

    Zdaniem wicepremiera postawa głowy państwa może negatywnie wpłynąć na zdolności obronne polskiej armii w obliczu zagrożenia agresją ze strony Rosji.

    – Cenię historię i jej korelacje, czasami co kilkadziesiąt lat, a czasami wiek do wieku – i my idziemy w podobnym tempie, i w podobnych myślach, jak zbliżał się rok 39. poprzedniego wieku. Wtedy za późno zaczęliśmy się zbroić, za późno zawieraliśmy sojusze i za późno zdecydowaliśmy się na to, żeby rozbudowywać polską armię. Dzisiaj kiedy mamy ten przełomowy moment przed sobą i możemy się zbroić, to wbija prezydent nóż w plecy polskiej armii i robi to z premedytacją. Ja się na to nie zgadzam, to jest zdrada stanu – oświadczył minister cyfryzacji.

    Prowadzący Marek Tejchman przypomniał stanowisko prezydenta, który również chce dozbrajać polskie wojsko, ale z pieniędzy pochodzących z mechanizmu, jaki miałby być stworzony w oparciu o Narodowy Bank Polski.

    Gawkowski ocenił, że projekt prezydenckiej ustawy w sprawie tzw. polskiego SAFE 0 proc. to “fake news”. – Nie jest prawdziwy, bo nie ma pieniędzy w NPB, które można przełożyć z kupki na kupkę – stwierdził. Dodał, że pierwszy zysk z proponowanego przez Nawrockiego projektu może być zaksięgowany w przyszłym roku.

    – Nie ma dzisiaj podstaw do tego, żeby sięgnąć po te pieniądze w krótkim okresie, a europejski SAFE jest tu i teraz na stole – powiedział i dodał, że jeżeli będzie perspektywa wykorzystania polskiego SAFE 0 proc., to również będzie trzeba po niego sięgnąć. – Na polską armię nie trzeba 200 mld zł, trzeba 400 mld, a może nawet 600 mld. Jeżeli będziemy mogli iść dwiema drogami, bardzo dobrze – ocenił.

    Wicepremier skomentował też czwartkowe orędzie, podczas którego prezydent oświadczył, że nie podpisze ustawy dotyczącej programu SAFE. Zdaniem ministra ta decyzja rzutuje na współpracę Pałacu Prezydenckiego z rządem w sprawach bezpieczeństwa. – Jak można mówić o kohabitacji, skoro przez miesiące powtarzaliśmy – bezpieczeństwo powinniśmy wyjąć poza nawias sporu politycznego – mówił.

    Przypomniał, że obie strony deklarowały chęć współpracy w obszarze dozbrajania armii, znaczenia sojuszu transatlantyckiego, że “obecność Polski w NATO daje nam przewagi i Rosja tutaj nie przyjdzie”. – Kiedy mamy dzisiaj potrzebę dozbrojenia polskiej armii i przemysłu zbrojeniowego (…), to trzeba to wszystko robić tu i teraz. W PiS-ie i u prezydenta zapanowało szaleństwo – ocenił Gawkowski.

    Artykuł aktualizowany.

    Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni

    Czytaj więcej

  • Fibak zabrał głos po porażce Świątek. “Patrzyłem i oczom nie wierzyłem”

    Fibak zabrał głos po porażce Świątek. “Patrzyłem i oczom nie wierzyłem”

    Sam się zastanawiam, co powinna teraz zrobić Iga Świątek. Wydaje mi się, że kolejna przerwa w startach i powrót do treningów nic nie da, bo Idze brakuje na korcie “confidence”, czyli pewności siebie, której nie da się wypracować inaczej, niż wygrywając z mocnymi rywalkami w turniejach – mówi Wojciech Fibak po porażce Polki z Eliną Switoliną w ćwierćfinale Indian Wells.
    Dariusz Wołowski: Ćwierćfinał tak wielkiej imprezy jak Indian Wells byłby sukcesem dla większości innych tenisistek, ale nie dla triumfatorki sześciu turniejów wielkoszlemowych.

    Wojciech Fibak: Z pewnością. Dla Igi to jest minimum, które potwierdza przynależność do światowej czołówki, ale to przecież dla nas nic nowego. Polka przystępowała do turnieju z numerem 2. Porażka w ćwierćfinale jest więc dla niej rozczarowaniem, tak jak dla mnie oraz wszystkich, którzy Idze kibicują. Elina Switolina ma w tej chwili więcej pewności siebie, wierzyła, że może pokonać Igę i tego dokonała. Choć był taki kuriozalny moment na początku drugiego seta, kiedy obie wybitne tenisistki przeżywały na korcie głęboką zapaść. Patrzyłem i oczom nie wierzyłem, bo tak słabej gry na takim poziomie nigdy chyba nie widziałem, a przecież oglądam setki meczów. Iga wygrała tego seta przede wszystkim dzięki swojej ambicji, poświęceniu i wielkiemu sercu do walki. Zrobiło się 1:1. Byłem wtedy pewny, że jednak zobaczymy Igę w półfinale. Niedawno była mistrzynią w rozstrzyganiu trzecich setów.

    Zobacz wideo Świątek sprzeciwia się rewolucji w tenisie. Sabalenka uważa inaczej
    We wcześniejszych meczach w Indian Wells z Marią Sakkari i Karoliną Muchovą gra Igi była bardzo dobra. Oddała obu rywalkom zaledwie siedem gemów.

    – To prawda, ale w 1/8 finału Muchova miała słabszy dzień i właściwie nie podjęła walki. Z Igą jest tak, że jej kluczowym zagraniem jest forhend. On wprowadził Polkę na szczyty tenisa. Kiedy jednak Iga przestrzeli forhendem dwa lub trzy razy, szczególnie w prostych sytuacjach, pojawia się niepewność. To paraliżuje Igę i peszy. Wtedy zaczyna skracać wymiany, podejmuje większe ryzyko, ze znacznie wyższym prawdopodobieństwem kolejnego błędu. I tak to się nakręca, prowadząc do straty pewności siebie. Rozchwiany forhend to początek problemów Igi ze wszystkimi innymi uderzeniami, także z serwisem. Kiedy Polka dominowała na światowych kortach, forhend nie zawodził, pracował jak zaprogramowany w komputerze. Z pewnością Iga stara się odnaleźć tę regularność w swoim najważniejszym zagraniu.
    Mówi pan o zachwianej pewności siebie, a więc o problemach mentalnych?

    – Nie nazwałbym tego w ten sposób. Nie chodzi przecież o to, że Iga przestaje walczyć, odpuszcza mecze. Pozostała taką wojowniczką, jaką znamy. Z tym, że coraz więcej tenisistek nauczyło się jak grać z Polką i uwierzyło, że można ją pokonać. Na pewno lekarstwo na obecne problemy Igi tkwi w jej głowie, bo przecież nie straciła klasy i techniki uderzeń. Wielu komentatorów widzi problem w serwisie Igi, ja myślę, że to tylko pochodna kłopotów z forhendem. Przy czym kiedy rywalka gra ostro i Polka musi biegać za piłką, paradoksalnie popełnia mniej błędów forhendowych. Odbija wtedy instynktownie, bez namysłu. Gorzej bywa przy łatwych piłkach, gdy ma czas się ustawić i zastanowić. Takie pudło wywołuje spadek pewności siebie i jakości gry.
    Iga odpuściła ostatnio turniej w Dubaju, by przeznaczyć ten czas na trening w USA. Powinna powtórzyć ten manewr? Już w poniedziałek rusza kolejny wielki turniej Miami Open.

    – Z pewnością Iga, jej trener i cały sztab mają teraz w głowie różne myśli. Miami Open jest rozgrywany w klimacie morskim, a więc w innych warunkach niż pustynny Indian Wells. Sam się zastanawiam co powinna teraz zrobić Iga. Wydaje mi się, że kolejna przerwa w startach i powrót do treningów nic nie da, bo Idze brakuje na korcie pewności siebie, której nie da się wypracować inaczej niż wygrywając z mocnymi rywalkami w turniejach. Można oczywiście zamknąć się w hali i odbijać forhendem piłkę tysiące razy, ale potem, gdy na korcie podczas meczu pojawią się stres i napięcie, efekt mozolnego treningu może być marny.
    Po Indian Wells Iga straci pozycję wiceliderki rankingu WTA. Przegrała pięć kolejnych meczów z rywalkami z czołowej dziesiątki.

    – Jeśli chce mnie pan namówić na jakąś karkołomną teorię, która dobrze się sprzeda w tytule tekstu, to nie dam panu tej satysfakcji. Nie chcę mówić, że te pięć porażek to przypadek, bo to są fakty. Kiedyś Iga przegrywała tak rzadko, tak rozpuściła nas swoimi sukcesami, że skala oczekiwań wobec niej poszybowała bardzo wysoko. Przeżyliśmy dzięki Idze wielkie chwile: pierwszy triumf wielkoszlemowy, pierwszy triumf wimbledoński, była 125 tygodni na czele światowego rankingu. Nie róbmy dziś tragedii narodowej z każdej porażki Igi, bo przecież nie o to chodzi. Ufajmy jej, nie straciła przecież ambicji, serca do walki, ani umiejętności. Na pewno będzie szukała rozwiązań. Ma 24 lata, jest w pełni możliwości. Bardzo trudno przewidywać przyszłość, ale ja nie przestaję wierzyć w Igę. Po prostu czołówka się wyrównała, coraz trudniej o zwycięstwa. Co oczywiście nie znaczy, że nie przeżywam problemów Igi. Nastąpiło pewne rozchwianie jej dyspozycji, po meczach lepszych trafiają się gorsze. Nie wygrywa już seriami, ale tak jak ona, tak i my uczymy się cierpliwości. W sporcie nie ma innej drogi.

    Wczytywanie kolejnego artykułu…

  • 9 godzin po meczu Świątek jest jednak półfinał WTA dla Polki. Dojdzie do rewanżu z Ukrainką

    9 godzin po meczu Świątek jest jednak półfinał WTA dla Polki. Dojdzie do rewanżu z Ukrainką

    To mógł być piękny piątek dla polskiego tenisa, już po godzinie 1 w nocy kończył się mecz Igi Świątek z Eliną Switoliną o półfinał WTA 1000 w Indian Wells. Niestety, najlepsza nasza tenisistka przegrała z rywalką trzysetową batalię, to nie ona zagra o finał z Jeleną Rybakiną. Taką szansę w Antalyi wypracowała sobie jednak starsza z reprezentantek Polski. Katarzyna Kawa świetnie spisała się w starciu z Carole Monnet. Wiadomo już, z kim w sobotę powalczy o finał. Dojdzie do rewanżu.
    article cover

    Iga Świątek (z prawej) nie zagra w półfinale w Indian Wells. Katarzynie Kawie ta sztuka udała się w AntalyiJoaquin Corchero/AFP7 via ZUMA Press WireNewspix.pl

    Dla Katarzyny Kawy było to już ósme spotkanie w Antalyi – 33-latka z Krynicy Zdroju wybrała się na Riwierę Turecką na serię trzech turniejów WTA 125 z cyklu Megasaray Hotels Open. Już na mączce, czyli na nawierzchni, na której odnosiła w ostatnim czasie spore sukcesy. A takimi były w zeszłym roku finały w Bogocie (WTA 250) czy Bastad (WTA 125).

    W pierwszej rywalizacji Polka przegrała już w 1/16 finału z Moyuką Uchijimą, późniejszą triumfatorką. W drugiej dotarła do półfinału, tam uległa Anhelinie Kalininie – w przeszłości finalistce WTA 1000 w Rzymie. I to całkiem niedawno. A Ukrainka później też wygrała finał – ze swoją rodaczką, znacznie wyżej dziś notowaną, Ołeksandrą Olijnykową.

    Kalinina mogła być też rywalką Polki w sobotnim półfinale, ale warunkiem ku temu były ich dwa dzisiejsze zwycięstwa. Kawa rywalizowała z Carole Monnet z Francji, Kalinina – z Rosjanką Aliną Czarajewą.

    WTA 125 w Antalyi. Katarzyna Kawa grała o półfinał w Turcji. Rywalką Carole Monnet z Francji

    Z Monnet Kawa mierzyła się dotąd dwa razy, obie te potyczki wygrała. W tym właśnie w Antalyi, dwa lata temu. Końcowy wynik wskazuje, jakby Polka wygrała to spotkanie dość łatwo, ale początek na to wcale nie wskazywał. Obie dość pewnie wygrywały swoje gemy serwisowe, to wprowadzenie piłki dawało inicjatywę jednej i drugiej. Monnet szukała słabszych stron Polki na bekhendzie, dobrze się przy tym poruszała. Kawa z kolei nie bała się wymian forhend-forhend czy bekhend-bekhend. I uderzała przy tym mocno, nie ujmowała siły. Jeszcze w tej początkowej fazie meczu trochę często się myliła, później opanowała jednak i tu sytuację.
    Zawodniczka tenisowa w białej koszulce wykonująca uderzenie piłki rakietą, skupiona na grze, z piłką tenisową znajdującą się tuż przed twarzą.

    Katarzyna KawaLuis AcostaAFP

    Do dziewiątego gema nie było tu większych emocji związanych z przełamaniami, wtedy podawała Polka. I zrobiło się 30-40. Monnet zaryzykowała returnem po pierwszym serwisie Kawy, ale przez środek. I nie była już w stanie dobiec na drugą stronę po świetnej odpowiedzi 33-latki. Za moment sytuacja się odwróciła, Katarzyna miała dwie piłki setowe, później trzecią. I returnem tę partię zakończyła – po 42 minutach było 6:4.

    Ten pierwszy miał kluczowe znaczenie, bo w trakcie drugiego widać już było, że zawodniczkę z Francji powoli opuszcza optymizm. Jeszcze nie na starcie, bo po raz pierwszy przełamała Polkę, objęła prowadzenie 1:0. Ale już zaraz doszło do re-breaka, a później Kawa wyraźnie już dominowała. Ona nie obniżyła jakości swojej gry, Monnet zaś już gorzej się poruszała niż w pierwszej partii, nie ustawiała się na czas do uderzeń. I te dłuższe wymiany bardzo często padały łupem 33-latki.

    Polka wygrała cztery gemy z rzędu, odskoczyła na 4:1. Miała nawet dwie piłki pod rząd na 5:1, break pointy, co pewnie dość szybko spowodowałoby koniec całego spotkania. Francuzka jednak wygrała kolejne akcje, obroniła tego gema.

    Tyle że oblicza całego spotkania nie była w stanie już zmienić – Katarzyna była w piątek zbyt solidną dla niej rywalką. Skończyło się więc na 6:4, 6:2 – po 82 minutach spotkania.

    Jest wielce prawdopodobne, że Polka w najbliższej aktualizacji rankingu WTA wróci do grona 130 najlepszych zawodniczek świata. A jeśli zdoła w Antalyi osiągnąć coś więcej niż półfinał, to stworzy sobie też poduszkę przed rozpoczęciem zmagań w WTA 250 w Bogocie. W Kolumbii będzie bowiem bronić punktów za zeszłoroczny finał.
    Tenisistka w zielonym stroju podczas dynamicznego uderzenia dwuręcznym backhandem, zbliżająca się piłka tenisowa na tle niebieskiego kortu.

    Katarzyna Kawa, Antalya 2026ORHAN CICEK/ANADOLUAFP
    Carole Monnet

    Carole MonnetVinny Orlando / LiveMedia / DPPI via AFPAFP

    Learner Tien – Jannik Sinner. Skrót meczu.

  • Rybakina udawała, że nie słyszy. Zakpiła ze wszystkich. Tego jej nie zapomną

    Rybakina udawała, że nie słyszy. Zakpiła ze wszystkich. Tego jej nie zapomną

    Iga Świątek zapłaci utratą pozycji wiceliderki światowego rankingu za porażkę w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Indian Wells. Jej miejsce zajmie Jelena Rybakina, która od wielu miesięcy imponuje wysoką i stabilną formą. Reprezentantka Kazachstanu uchodzi za tenisistkę o wyjątkowo łagodnym usposobieniu. Mimo to nie brakuje wokół niej kontrowersji i niewygodnych znaków zapytania.
    Jelena Rybakina w białym stroju udziela wywiadu na konferencji WTA, wstawka z Igą Świątek podczas meczu.

    Iga Świątek nie wytrzymała naporu Jeleny Rybakiny. Kazaszka zluzowała Polkę na pozycji wiceliderki światowego rankingu AFP

    Noc z czwartku na piątek czasu polskiego mogła się zakończyć dla Igi Świątek utratą miana drugiej rakiety świata. I dokładnie tak się stało. Spełnione zostały oba warunki do realizacji takiego scenariusza – Polka zakończyła turniej w Indian Wells na ćwierćfinale, z kolei Jelena Rybakina zagra o finał kalifornijskiej imprezy.

    Raszynianka uległa Elinie Switolinie 2:6, 6:4, 4:6. Tenis na dobrym poziomie pokazała jedynie w drugiej partii. W pierwszej i ostatniej walczyła nie tylko z rywalką, ale również z własnymi emocjami. W decydującym momencie poległa na obu frontach.

    Jelena Rybakina wyprzedza Igę Świątek w rankingu WTA. Na dwa niewygodne pytania nie chce udzielić odpowiedzi

    Rybakina to rodowita Rosjanka, przyszła na świat w Moskwie. Kazachstan reprezentuje od 2018 roku. Wyemigrowała, gdy okazało się, że w ojczyźnie nie może liczyć na odpowiednie warunki – treningowe i finansowe – do rozwoju kariery. Jej pochodzenie co jakiś czas staje się przedmiotem dywagacji.

    26-letnia obecnie zawodniczka nie miała łatwo zwłaszcza krótko po zbrojnej agresji Rosji na Ukrainę. Zapamiętane zostało jej mało chlubne zachowanie z konferencji prasowej w Londynie, gdy w 2022 roku wygrała tam Wimbledon. Nie okazała wówczas szacunku ani przedstawicielom mediów, ani ciekawym jej odpowiedzi kibicom.

    Pytanie, jakie usłyszała, było proste: Czy potępiasz wojnę i działania Putina? Rybakina najpierw sugerowała, że nie słyszy wyraźnie pytania. Zaraz potem zaczęła tłumaczyć, że nie rozumie, ponieważ jej angielski jest jeszcze niedoskonały. To wprowadziło zgromadzonych w sali konferencyjnej w konsternację, a dziennikarzy z Ukrainy – we wściekłość.

    Wyraźnie nie udźwignęła ciężaru tamtego pytania. Kiedy jednak dotarło do niej, że dalsze uniki będą bezskuteczne, odpowiedziała wymijająco: – Mogę tylko powiedzieć, że reprezentuję Kazachstan. Nie wybierałam sobie miejsca urodzenia.

    “Rybakina doznała poważnego ubytku słuchu na pytanie o działania Rosji na Ukrainie. Straciłaś słuch czy sumienie?” – pytał z nieskrywanym sarkazmem ukraiński serwis Segodnya.ua.

    Niewykluczone, że tenisistka bała się poruszania tak poważnego tematu, ponieważ w Rosji wciąż mieszkają jej rodzice.

    A gdzie zameldowana jest na stałe sama Rybakina? W grudniu ubiegłego roku zrobiło się wokół tej kwestii głośno po słowach Szamila Tarpiszczewa, prezesa Rosyjskiej Federacji Tenisowej. Oznajmił on niespodziewanie, że zawodniczka nadal korzysta z rosyjskiego obywatelstwa i mieszka w Moskwie.

    Kazachowie szybko zdementowali tę informację, ale… do dzisiaj nie zrobiła tego Rybakina. Nie wpływa to dobrze na jej pozasportowy wizerunek, mimo że na korcie radzi sobie z miesiąca na miesiąc coraz lepiej. I niewiele zmienia w tym temacie fakt, że wedle nieoficjalnych informacji jej obecnym miejscem zamieszkania pozostaje Dubaj.

    Plotka głosi, że tenisistka dzieli tam luksusowy apartament z trenerem Stefano Vukovem. Chorwat w ubiegłym roku był czasowo zawieszony przez WTA za znęcanie się psychiczne nad swoją podopieczną. O ich toksycznej relacji piszemy szerzej TUTAJ.
    Tenisistka w sportowym stroju w trakcie serwowania piłki, skupiona na wykonaniu perfekcyjnego ruchu, z uniesioną rakietą i piłką tenisową unoszącą się w powietrzu.

    Jelena RybakinaWilliam WestAFP
    Zawodniczka tenisa uderza piłkę rakietą podczas meczu, intensywna koncentracja na twarzy, sportowe ubranie, opaska na głowie, dynamiczny ruch rakiety i piłki, w tle rozmazane napisy oraz ciemne otoczenie kortu.

    Jelena RybakinaDavid GrayAFP
    Tenisistka w białej koszulce bez rękawów i fioletowej czapce z daszkiem trzyma ręcznik i wskazuje palcem w dół, wydaje się być zaangażowana w rozmowę; w tle rozmazane, niebieskie elementy kortu tenisowego.

    Iga ŚwiątekElla Ling/ShutterstockEast News

    Jelena Rybakina wzięła udział w wyjątkowej sesji zdjęciowej z trofeum. WIDEOJANELLE MEAGER / AFPTV / AFPAFP

  • Świątek rzuciła ręcznikiem i wybuchła. Przekleństwa w kierunku sztabu

    Świątek rzuciła ręcznikiem i wybuchła. Przekleństwa w kierunku sztabu

    Ćwierćfinał tegorocznego turnieju Indian Wells Open okazał się dla Iga Świątek bardzo trudnym doświadczeniem. Po trzech przekonujących zwycięstwach wiceliderka światowego rankingu musiała uznać wyższość Elina Switolina, przegrywając 2:6, 6:4, 4:6. Emocje w końcówce spotkania sięgnęły zenitu – Polka była wyraźnie zdenerwowana, a jej reakcje uchwyciły telewizyjne kamery.

    Nerwowy początek i słabszy pierwszy set

    Mecz od początku nie układał się po myśli Polki. Już w pierwszym gemie serwisowym pojawiły się dwa podwójne błędy, które zapowiadały problemy. Switolina szybko przejęła inicjatywę, grała bardzo solidnie w defensywie i skutecznie wykorzystywała potknięcia rywalki. Ukrainka kontrolowała przebieg pierwszej partii i wygrała ją pewnie 6:2.

    Powrót Świątek w drugim secie

    W drugiej odsłonie spotkania Świątek zdołała jednak poprawić swoją grę. Polka zaczęła lepiej serwować i częściej przejmowała inicjatywę w wymianach. Dzięki temu odrobiła straty i zwyciężyła 6:4, doprowadzając do decydującego seta. Już wtedy było jednak widać, że towarzyszy jej duża frustracja.

    Kulminacja emocji w końcówce meczu

    Najwięcej emocji pojawiło się w trzeciej partii. W dziewiątym gemie, przy stanie 4:4, Świątek została przełamana. Po stracie serwisu schodząc na krótką przerwę przy wyniku 4:5, Polka dała upust zdenerwowaniu – rzuciła ręcznikiem o kort, a z jej ust padły wulgarne słowa.

    Gdy usiadła na ławce i zaczęła słuchać wskazówek sztabu, zirytowana tenisistka z ironią zwróciła się w stronę swojego zespołu: „Sorry, grałam na odwal się”. Całą scenę zarejestrowały kamery telewizji Canal+.

    Switolina zamyka mecz

    Po tej nerwowej końcówce Świątek nie zdołała już odwrócić losów spotkania. Switolina utrzymała koncentrację i wygrała decydującego seta 6:4, zapewniając sobie awans do półfinału, w którym zmierzy się z Jeleną Rybakiną.

    Konsekwencje w rankingu

    Porażka Polki, a jednocześnie zwycięstwo Rybakiny nad Jessicą Pegulą, oznacza spadek Świątek na trzecie miejsce w zestawieniu WTA Tour. Strata do liderującej Aryny Sabalenki dodatkowo się powiększyła i wynosi już ponad trzy tysiące punktów.

    Kolejny turniej już wkrótce

    Kolejną okazją do powrotu na zwycięską ścieżkę będzie dla Świątek start w Miami Open, który zaplanowano w dniach od 17 do 29 marca. To jeden z najważniejszych turniejów w kalendarzu wiosennej części sezonu i szansa dla Polki na szybkie odbudowanie formy oraz pozycji w rankingu.

    https://x.com/eni_87ch/status/2032253175952974198?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2032253175952974198%7Ctwgr%5E9b59586f136030f463cb732956abf8247f8a99ea%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732658509swiatek-rzucila-recznikiem-i-wybuchla-wykrzyczala-to-w-kierunku.html

  • Świątek rzuciła ręcznikiem i wybuchła. Przekleństwa w kierunku sztabu

    Świątek rzuciła ręcznikiem i wybuchła. Przekleństwa w kierunku sztabu

    Iga Świątek po bardzo udanych trzech meczach w tegorocznym WTA 1000 Indian Wells przegrała w ćwierćfinale turnieju z Eliną Switoliną 2:6, 6:4, 4:6. Pod koniec meczu Polka była niezwykle wzburzona. Wszystko uchwyciły kamery telewizyjne.
    Iga Świątek
    screen z Canal+

    To z pewnością nie był udany mecz w wykonaniu wiceliderki rankingu WTA. Zaczął się bardzo źle, skończył podobnie. Co więcej, z ust Igi Świątek w ważnym momencie popłynęły wulgarne słowa, co w poprzednich spotkaniach nie zdarzało się.

    Zobacz wideo Świątek sprzeciwia się rewolucji w tenisie. Sabalenka uważa inaczej
    Świątek mocno w stronę sztabu. “Grałam na odwal się”

    W pierwszej odsłonie pojedynku ze Switoliną Polka zaczęła od dwóch podwójnych błędów serwisowych, co nie zwiastowało niczego dobrego. Ukrainka była zdecydowanie lepsza i zasłużenie wygrała 6:2. W drugim secie Polka podniosła się i zwyciężyła 6:4. Już wówczas jednak dawała wyraz swojej frustracji. Ta osiągnęła swój punkt kulminacyjny w kluczowej części meczu. Tuż po dziewiątym gemie, w którym Świątek została przełamana, z ust Polki popłynęły gorzkie i niecenzuralne słowa.

    Schodząc na krótką przerwę przy wyniku 4:5 Raszynianka cisnęła ręcznikiem o kort. “Kur”” no!” – dało się słyszeć, gdy już usiadła. Przy słuchaniu rad ze swojego sztabu kompletnie zirytowana Iga Świątek nie wytrzymała i z wyraźną nutą ironii w głosie krzyknęła: “Sorry, grałam na ‘odwal się’”. Całą sytuację uchwyciły kamery Canal+.

    Po tej wymianie “uprzejmości” ze swoim sztabem trenerskim Iga Świątek już nie zdołała odwrócić losów meczu z Eliną Switoliną. Ukrainka ostatecznie wygrała tę partię 6:4 i w półfinale Indian Wells zmierzy się z Jeleną Rybakiną.

    Ta porażka przy jednoczesnym zwycięstwie Eleny Rybakiny nad Jessiką Pegulą sprawia, że Świątek spadnie na trzecie miejsce w rankingu WTA. Raszynianka ma także coraz większą stratę do Aryny Sabalenki, która także awansowała do półfinału. Przewaga Białorusinki nad naszą rodaczką wynosi już 3002 punkty.

    Kiedy teraz zobaczymy Igę Świątek na korcie? Polka miała w planach wystąpić w turnieju w Miami. Ten odbędzie się w dniach od 17 do 25 marca.

    Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
    Google News Facebook Instagram YouTube X TikTok