• Komunikat ws. Nawrockiego. Goście w Pałacu. Patrzyła na nich cała Polska

    Komunikat ws. Nawrockiego. Goście w Pałacu. Patrzyła na nich cała Polska

    Dokładnie tydzień po spotkaniu z reprezentacją Polski w skokach narciarskich prezydent Karol Nawrocki ponownie otworzył drzwi Pałacu Prezydenckiego dla bohaterów zimowych igrzysk w Mediolan–Cortina. Tym razem głowa państwa gościła szerszą grupę olimpijczyków, którzy w ostatnich tygodniach reprezentowali biało-czerwone barwy na Półwyspie Apenińskim. O wizycie poinformował rzecznik prezydenta, Rafał Leśkiewicz, publikując w mediach społecznościowych pamiątkowe zdjęcie ze spotkania.

    23 lutego w Pałacu Prezydenckim pojawili się m.in. Kacper Tomasiak oraz Paweł Wąsek, którzy na skoczni w Predazzo sięgnęli po srebrny medal w konkursie duetów. Tomasiak dołożył do tego imponujący dorobek indywidualny – srebro na skoczni normalnej oraz brąz na dużym obiekcie. Sportowcom towarzyszyli przedstawiciele sztabu szkoleniowego, w tym trener kadry Maciej Maciusiak, a także prezes Polskiego Związku Narciarskiego, legendarny mistrz skoków Adam Małysz.

    Małysz w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet” podkreślał, że dla zawodników szczególne znaczenie miała bezpośrednia atmosfera spotkania. – Chłopakom zaimponowało przede wszystkim to, że mogli porozmawiać z prezydentem jak z normalnym człowiekiem. Taka rozmowa twarzą w twarz to coś zupełnie innego niż oficjalne przemówienia, które znamy z mediów. Prezydent był świetnie przygotowany, znał szczegóły dotyczące nie tylko zawodników, ale też trenerów i serwismenów – relacjonował szef federacji.

    Kilka dni później prezydent ponownie spotkał się z reprezentantami Polski. Jak przekazał rzecznik, było to oficjalne spotkanie z uczestnikami XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich. Wśród obecnych znaleźli się m.in. Władimir Semirunnij, srebrny medalista w łyżwiarstwie szybkim na dystansie 10 000 metrów, oraz Damian Żurek, który w rywalizacji na 500 i 1000 metrów dwukrotnie uplasował się tuż za podium, zajmując czwarte miejsce.

    Delegacji towarzyszyli również działacze sportowi, w tym prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz oraz Czesław Lang, pełniący podczas igrzysk funkcję attaché reprezentacji Polski.

    Spotkania w Pałacu Prezydenckim były okazją do podziękowań za sportową walkę i godne reprezentowanie kraju na najważniejszej zimowej imprezie czterolecia. Dla wielu zawodników była to nie tylko formalna uroczystość, lecz także symboliczne docenienie miesięcy ciężkiej pracy, które zaowocowały olimpijskimi sukcesami.

  • Dokonują koronacji. Fatalny werdykt dla Świątek. Wiadomość poszła w świat

    Dokonują koronacji. Fatalny werdykt dla Świątek. Wiadomość poszła w świat

    Można już dosłownie odliczać godziny do startu prestiżowego turnieju WTA 1000 w Indian Wells, jednego z najważniejszych przystanków w kalendarzu kobiecego tenisa. Na kalifornijskich kortach do rywalizacji powróci dwukrotna triumfatorka tej imprezy – Iga Świątek. Choć uwaga kibiców naturalnie skupia się na wiceliderce światowego rankingu, coraz głośniej mówi się również o jednej z jej potencjalnych rywalek. Jeden z zagranicznych portali posunął się nawet do symbolicznej „koronacji”, ogłaszając, że „wszyscy chcą korony” dla innej zawodniczki z tej samej części drabinki.

    Powrót po przerwie i trudna ścieżka

    Dla Świątek będzie to pierwszy występ od turnieju w Dosze. W Dubaju Polki nie oglądaliśmy, a jej ostatni start zakończył się ćwierćfinałową porażką z Maria Sakkari. Teraz przed nią kolejne wyzwanie – impreza, którą wygrywała już dwukrotnie, w 2022 oraz 2024 roku. Naturalnym celem jest więc trzeci tytuł i ponowne potwierdzenie dominacji na kalifornijskiej ziemi.

    We wtorek tuż po północy czasu polskiego rozlosowano drabinkę turnieju. Wiadomo już, że pierwszą rywalką 24-latki będzie Francesca Jones lub jedna z zawodniczek z kwalifikacji. W trzeciej rundzie możliwy jest rewanż za Doha – w gronie potencjalnych przeciwniczek ponownie znalazła się Sakkari. Oprócz niej na tej ścieżce widnieją także Warwara Graczowa oraz młoda Lilli Tagger.

    W 1/8 finału może dojść do bardzo ciekawego starcia z Karolína Muchová. W tej samej ćwiartce znalazły się również Mirra Andriejewa oraz Elina Switolina. Jeśli Świątek zamelduje się w półfinale, tam najwcześniej może trafić na takie nazwiska jak Jelena Rybakina, Jessica Pegula, Belinda Bencic czy Madison Keys. Układ drabinki zapowiada więc serię wymagających pojedynków już od pierwszych rund.

    „Wszyscy chcą korony Andriejewej”

    Szczególną uwagę na tę część turniejowej układanki zwrócił hiszpański portal Punto de Break. Dziennikarze nie mają wątpliwości, że to właśnie Andriejewa może być jedną z głównych bohaterek tegorocznej edycji. Wprost napisano, że „wszyscy chcą jej korony”, sugerując, iż młoda Rosjanka ma realne szanse na wielki sukces.

    To odważna teza, zwłaszcza że najwyżej rozstawioną zawodniczką w tej ćwiartce jest Świątek. Zdaniem hiszpańskich komentatorów powinniśmy jednak mówić raczej o „ćwiartce Andriejewej” niż „ćwiartce Świątek”. Jednocześnie podkreślono, że po Polce można spodziewać się solidnej, skutecznej gry i dalekiego marszu w turnieju – zwłaszcza biorąc pod uwagę jej wcześniejsze triumfy w Indian Wells.

    Andriejewa rozpocznie zmagania od pojedynku z Peyton Stearns lub Solaną Sierrą. Choć teoretycznie jest faworytką, eksperci zwracają uwagę, że w tej części drabinki nie brakuje zawodniczek gotowych pokrzyżować jej plany – w tym Switoliny czy Muchovej. Niewykluczone, że do walki o najwyższe cele włączy się również Sakkari. A część kibiców – określanych przez portal jako „tenisowi romantycy” – liczy na niespodziankę ze strony młodej Tagger.

    Rewanż wisi w powietrzu

    Co ciekawe, potencjalny ćwierćfinałowy pojedynek Świątek z Andriejewą zapowiada już oficjalny serwis WTA, przedstawiając go jako możliwą okazję do rewanżu za ubiegłoroczne starcie. Taki mecz byłby jednym z największych hitów tej fazy turnieju i bez wątpienia przyciągnąłby uwagę całego tenisowego świata.

    Jedno jest pewne – kalifornijska impreza zapowiada się wyjątkowo emocjonująco. Świątek wraca do gry z jasnym celem, ale droga do finału będzie pełna przeszkód. A jeśli dojdzie do wyczekiwanego starcia z Andriejewą, Indian Wells może znów stać się areną pojedynku, który zapisze się w historii turnieju.

  • Muchova u Świątek, potem Andriejewa i Rybakina. Oto wyniki losowania WTA Indian Wells

    Muchova u Świątek, potem Andriejewa i Rybakina. Oto wyniki losowania WTA Indian Wells

    Po emocjach związanych z występem Magdaleny Fręch na turnieju WTA 500 w Meridzie, nadchodzi pierwszy tysięcznik w ramach tzw. Sunshine Double, czyli zmagania w Indian Wells. Podczas imprezy w Kalifornii zobaczymy w akcji dwukrotną triumfatorkę tych rozgrywek – Igę Świątek. Tuż po północy rozlosowano drabinkę WTA i ATP. Wiemy już, na kogo Raszynianka, jej najgroźniejsze rywalki oraz pozostali nasi reprezentanci trafili na swojej drodze. Poniżej prezentujemy szczegóły.
    Iga Świątek poznała drabinkę WTA 1000 w Indian Wells

    Iga Świątek poznała drabinkę WTA 1000 w Indian WellsTakuya Matsumoto / Yomiuri / The Yomiuri Shimbun via AFPAFP

    Zmagania WTA 1000 w Indian Wells będą pierwszym turniejem od Australian Open, w którym zobaczymy wszystkie zawodniczki ze ścisłego topu. Podczas rozgrywek na Bliskim Wschodzie nie widzieliśmy w ogóle w akcji Aryny Sabalenki. W trakcie imprezy w Dosze zabrakło m.in. triumfatorki z Dubaju – Jessiki Peguli. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich, oprócz Białorusinki, nie zobaczyliśmy także m.in. Igi Świątek. Teraz światowa czołówka zgromadzi się w całości podczas kalifornijskiego tysięcznika.

    Indian Wells to miejsce, które doskonale kojarzy się naszej reprezentantce. Raszynianka triumfowała w tej lokalizacji w sezonach 2022 i 2024. Z kolei 12 miesięcy temu oraz przed trzema laty docierała do półfinału. Zobaczymy czy w tym roku Kalifornia znów okaże się szczęśliwa dla wiceliderki rankingu. Wciąż czeka bowiem na swój pierwszy meldunek w najlepszej “4” indywidualnych zmagań w tym sezonie. Póki co dwukrotnie zatrzymywała się na etapie ćwierćfinału – zarówno podczas Australian Open, jak i WTA 1000 w Dosze.

    Świątek przebywa na terenie Kalifornii od kilku dni. Ma już za sobą pierwsze sesje treningowe. Niedzielne zajęcia na korcie o nazwie Stadium 2 potrwały aż dwie godziny. Iga mocno pracowała nad różnymi elementami gry. We wtorek będzie posiadała okazję, by sprawdzić swoją formę na tle rywalek. Swój pierwszy mecz w ramach tysięcznika w Indian Wells rozegra dopiero w piątek albo sobotę czasu lokalnego. To efekt wolnego losu w pierwszej rundzie zmagań dla 32 najwyżej rozstawionych zawodniczek.

    Znamy drabinkę WTA Indian Wells

    W nocy z poniedziałku na wtorek, tuż po północy czasu polskiego, przeprowadzono losowanie kobiecej drabinki. Wiemy już, z kim Raszynianka może się zmierzyć w drugiej fazie singlowych rozgrywek. Pierwszą przeciwniczką 24-latki będzie Francesca Jones albo zawodniczka z eliminacji. W trzeciej rundzie może nas czekać rewanżowy pojedynek za ćwierćfinał WTA 1000 w Dosze, bowiem w gronie potencjalnych rywalek widnieje Maria Sakkari. Oprócz Greczynki są nimi także Warwara Graczowa i Lilli Tagger.

    W 1/8 finału możliwa jest rywalizacja między Świątek i Muchovą. Do ćwiartki naszej reprezentantki trafiły Mirra Andriejewa oraz Elina Switolina. Z kolei najwcześniej w półfinale Polka może się zmierzyć z Jeleną Rybakiną, Jessicą Pegulą, Belindą Bencic oraz Madison Keys. Po drugiej stronie drabinki znalazły się m.in. Aryna Sabalenka, Coco Gauff, Amanda Anisimova, Jasmine Paolini, Victoria Mboko czy Naomi Osaka. Białorusinka zagra w drugiej fazie z Alycią Parks albo zawodniczką z eliminacji.

    Magda Linette i Magdalena Fręch rozpoczną rywalizację od pierwszej rundy. Poznanianka trafiła na “dzień dobry” na Ashlyn Krueger, a nasza finalistka z Meridy zainauguruje zmagania od starcia z kwalifikantką. Zwyciężczynie tych spotkań trafią na rozstawione tenisistki: Linette albo Krueger na Ludmiłę Samsonową, a Fręch może czekać potyczka z Belindą Bencic.

    Oto drabinka ATP Indian Wells

    Po losowaniu u pań przystąpiono do ceremonii w singlu mężczyzn. Kamil Majchrzak i Hubert Hurkacz nie posiadają rozstawienia, w związku z czym muszą przystąpić do rywalizacji od pierwszej rundy. Zawodnik pochodzący z Piotrkowa Trybunalskiego trafił na “dzień dobry” na potężnie serwującego Giovanniego Mpetshi Perricarda. Rywalem zwycięzcy tego pojedynku będzie… Novak Djokovic!

    Potem ten fragment drabinki łączy się ze ścieżką, do której należy Hubert Hurkacz. Wrocławianin zainauguruje turniej w Kalifornii od starcia z Aleksandarem Kovaceviciem. W drugiej rundzie czeka już Corentin Moutet. Trzecia faza: Hurkacz – Majchrzak albo Hurkacz – Djokovic? Nie mamy nic przeciwko. Warto dodać, że wszyscy wymienieni zawodnicy trafili do połówki Carlosa Alcaraza.

    Mecze pierwszej rundy z udziałem Polaków:

    Magdalena Fręch – kwalifikantka

    Magda Linette – Ashlyn Krueger

    Kamil Majchrzak – Giovanni Mpetshi Perricard

    Hubert Hurkacz – Aleksandar Kovacevic

    Ewentualne mecze drugiej rundy z udziałem Polaków:

    Iga Świątek – Francesca Jones/kwalifikantka

    Magdalena Fręch/kwalifikantka – Belinda Bencic

    Magda Linette/Ashlyn Krueger – Ludmiła Samsonowa

    Kamil Majchrzak/Giovanni Mpetshi Perricard – Novak Djokovic

    Hubert Hurkacz/Aleksandar Kovacevic – Corentin Moutet
    Kobieta w sportowej odzieży uczestnicząca w meczu tenisowym, z widocznym wyrazem determinacji i zaangażowania, trzyma zaciśniętą pięść, na głowie ma biały daszek sportowy, a tło jest rozmyte.

    Magda LinetteScott TaetschAFP
    Magdalena Fręch

    Magdalena FręchDIMITAR DILKOFF/AFP/East NewsEast News
    Dwóch mężczyzn, każdy sfotografowany osobno, jeden ubrany w różową koszulkę i czapkę sportową, drugi w białą koszulkę sportową, na neutralnych tłach.

    Kamil Majchrzak i Hubert HurkaczMartin KEEP / IZHAR KHAN / AFPA

  • As zakończył seta na starcie Polki w WTA. Zwrot w drugim. Awans turniejowej “7”

    As zakończył seta na starcie Polki w WTA. Zwrot w drugim. Awans turniejowej “7”

    W środę w Indian Wells rozpocznie się jeden z dwóch ostatnich w pierwszym półroczu ważnych turniejów na kortach twardych. Z całą światową czołówką, w tym oczywiście z Igą Świątek. Maja Chwalińska wybrała jednak inną opcję, choć mogła próbować dostać się w Kalifornii do kwalifikacji. Zdecydowała się na przejście na kortach ziemnych, podobnie jak Iga, na nich czuje się najlepiej. I w znakomitym stylu zmagania zaczęła start w WTA 125 na Riwierze Tureckiej.

    Maja ChwalińskaHorvath TamasGetty Images

    Indian Wells, a później Miami – te dwa turnieje zakończą zmagania na kortach twardych w pierwszej części sezonu. Później tenisistki przeniosą się na ponad dwa miesiące na mączkę, a tę na początku czerwca zamienią ją na trawę. Rywalizacja na “hardzie” wróci dopiero po 20 lipca: najpierw w Pradze, później w Waszyngtonie i Memphis, wreszcie tysięczniki w Toronto i Cincinnati przygotują elitę do US Open.

    To główny cykl, obejmujący turnieje o randze od 250 w górę – punktacja z nich wliczana jest do rankingu WTA Race, decydującego o miejscach w finale sezonu w Rijadze. Mniejsze turnieje, nie tylko te w ramach ITF, ale i WTA 125, już teraz odbywają się na nawierzchni ziemnej. Na razie w Belek koło Antalyi, później też w Dubrowniku, Madrycie i Oeiras.

    Riwierę Turecką wybrały sobie za cel dwie Polki: Maja Chwalińska i Katarzyna Kawa. W rankingu WTA są bardzo blisko siebie, ale tylko ta pierwsza została rozstawiona w imprezie rangi WTA 125. I miała dobre losowanie, czego nie można znów powiedzieć o Kawie.

    Chwalińska z szansy pewnie skorzystała.

    WTA 125 Antalya. Maja Chwalińska kontra Adelina Lachinova. Stawką 1/8 finału

    Dla Chwalińskiej wyjazd do Australii nie był tak udany jak rok temu, tym razem nie dostała się do głównej drabinki w Auckland, poległa też w finale kwalifikacji Australian Open. Tyle że już europejskie turnieje dały nadzieję, że wkrótce doczekamy się jednak awansu podopiecznej trenera Jaroslava Machovsky’ego do najlepszej setki rankingu. A to otworzyłoby przed Mają nowe perspektywy, także w zakresie planowania kalendarza. I byłoby przepustką do Wielkich Szlemów.
    Maja Chwalińska

    Maja ChwalińskaMatthieu Mirville/DPPI via AFPAFP

    Był więc ćwierćfinał WTA 250 w Kluż-Napoce, przegrany z Emmą Raducanu, a później dramatyczny półfinał WTA 125 w Oeiras, przegrany z Darją Vidmanovą 5-7 w tie-breaku trzeciego seta. Na dziś Chwalińska do setnego miejsca traci około 180 punktów. To wciąż sporo, potrzebny jest jakiś spektakularny wynik. A najlepiej – dwa. 24-latka zgłosiła się do trzech marcowych turniejów rangi 125 – dwóch w Turcji, później w Chorwacji.

    W Antalyi losowała dobrze – w pierwszej rundzie trafiła na 18-letnią Łotyszkę Adelinę Lachinovą, która mieszka i trenuje właśnie w Turcji. I tam gra niemal przez cały rok. Dostała tu “dziką karte”, ale podobnie jak w dwóch poprzednich turniejach na Riwierze Tureckiej, znów nie była faworytką. I kolejny raz odbiła się od wyżej notowanych rywalek.

    Pierwszą partię Chwalińska wygrała 6:1, zakończyła ją asem. Jeszcze początek był w miarę wyrównany, później dominacja Mai stała się bardzo widoczna. Lachinova próbowała grać jak Polka – kombinacyjnie, technicznie, zmieniając rytm. A to nie jest właściwa droga, Chwalińska czuje takie wymiany jak mało kto.

    Gdy Maja prowadziła 6:1, 4:1, wydawało się, że spotkanie powoli dobiega końca. Tymczasem w grę Polki wkradło się lekkie rozprężenie. Kilka razy nieznacznie spudłowała, trochę szwankował pierwszy serwis. Łotyszka doprowadziła do 3:4, miała dwa break pointy z rzędu, później jeszcze jednego. Maja je obroniła, przechodząc do ataku. Zwłaszcza ten drugi, forhendowy drajw wolej, był efektowny. Wygrała tego gema, doprowadziła rywalkę do rozpaczy, bo Lachinova w ostatniej akcji biegała po całym korcie, częściej nawet atakując. Do skrótu Polki też dobiegła, ale i Chwalińska zaraz dopięła swego.

    24-latka z Bielska-Białej wygrała to spotkanie 6:1, 6:3. O ćwierćfinał zagra z Greczynką Despiną Papamichail.
    Młoda kobieta o spiętych włosach w sportowym stroju na tle rozmazanego obszaru, prawdopodobnie po wysiłku fizycznym, z lekko spoconą twarzą i skupionym wyrazem.

    Maja Chwalińsk

  • Abramowicz wyznaje prawdę ws. relacji ze Świątek. Otwarcie potwierdza jedno

    Abramowicz wyznaje prawdę ws. relacji ze Świątek. Otwarcie potwierdza jedno

    Od lat wiadomo, że współpraca Iga Świątek z Daria Abramowicz wykracza poza schemat typowej relacji zawodnik–psycholog. Bywały sezony, w których obie spędzały razem nawet 270 dni w roku. Sama Abramowicz nie zaprzecza tym liczbom i tłumaczy, że wynika to ze specyfiki tenisa na najwyższym poziomie. Jednocześnie stanowczo odnosi się do sugestii, jakoby ich relacja przekroczyła granice profesjonalizmu i przybrała formę prywatnej przyjaźni.

    Dyskusja wokół tej współpracy odżyła po ostatnich występach Świątek. W podcaście „Trzeci Serwis” temat podjęli były trener tenisistki Artur Szostaczko oraz ekspert Lech Sidor. Pierwszy z nich podkreślał, że nie zna drugiego przypadku, w którym zawodnik niemal bez przerwy przebywa z psychologiem – zarówno podczas turniejów, jak i wakacji. Zastrzegł jednak, że jeśli taka formuła odpowiada samej Idze, nie widzi powodu, by ją kwestionować. Z kolei Sidor po turniejach w Melbourne i Dosze ocenił, że nie widać wyraźnych efektów tej współpracy, sugerując, iż zawodniczka sprawia wrażenie spiętej i nadmiernie zestresowanej.

    Na te słowa ostro zareagował ojciec tenisistki, Tomasz Świątek. Wytknął krytykom brak znaczących osiągnięć i zasugerował, by skupili się na własnych sprawach. Podkreślił również, że osoby z zewnątrz nie mają pełnej wiedzy o tym, jak naprawdę wygląda relacja jego córki z psycholog.

    Teraz do sprawy publicznie odniosła się sama Daria Abramowicz. W rozmowie z Grzegorz Krychowiak na antenie RMF FM przyznała, że w niektórych sezonach rzeczywiście spędzała z Igą około 270 dni w roku. Jak zaznaczyła, to konsekwencja charakteru zawodowego tenisa, który wymaga niemal ciągłych podróży przez jedenaście miesięcy w roku. Jeśli zawodniczka nie odnajduje się w pracy zdalnej lub sporadycznych konsultacjach, a jej kalendarz nie pozwala na regularne powroty do domu, model współpracy musi być dostosowany do realiów.

    Abramowicz podkreśliła, że taka forma pracy nie jest ani lepsza, ani gorsza — jest po prostu inna. Długotrwałe przebywanie razem naturalnie buduje bliższe więzi, podobnie jak w drużynach sportowych podczas zgrupowań czy sezonów wyjazdowych. Krychowiak zasugerował w rozmowie, że w takim układzie trudno mówić wyłącznie o relacji zawodowej, a bardziej o pewnej odmianie przyjaźni.

    Psycholog nie zgodziła się z tym stwierdzeniem. Przyznała jednak, że rozumie, dlaczego z zewnątrz może to wyglądać niejednoznacznie. W sportach „podróżujących”, takich jak tenis czy narciarstwo alpejskie, zespoły często funkcjonują niczym rozszerzona rodzina. Niektórzy sportowcy określają swoje sztaby mianem „stada” czy najbliższego kręgu wsparcia. To naturalny efekt wspólnego przeżywania sukcesów i kryzysów w wymagającym środowisku.

    Abramowicz zaznaczyła jednak wyraźnie, że bliskość nie oznacza zacierania granic zawodowych. Jej zdaniem relacja z Igą Świątek opiera się na profesjonalizmie, jasno określonych rolach i odpowiedzialności. Emocjonalna więź, która powstaje w toku wieloletniej współpracy, jest elementem pracy na najwyższym poziomie, ale nie zastępuje jej profesjonalnych fundamentów.

  • Trzaskowski już się z tym nie kryje. Wprost o słowach Tuska na temat Murańskiego

    Trzaskowski już się z tym nie kryje. Wprost o słowach Tuska na temat Murańskiego

    Po wielu miesiącach Rafał Trzaskowski w końcu postanowił odnieść się do słów Donalda Tuska. Premier Polski w trakcie kampanii prezydenckiej kandydata Koalicji Obywatelskiej w jednym z wywiadów powołał się na Jacka Murańskiego, przywołując jego słowa o Karolu Nawrockim. Sytuacja natychmiast wywołała ogromną burzę w sieci, a teraz reaguje sam prezydent Warszawy. – Każdy próbował się włączyć, jak mógł, i pomagać – rozpoczął.
    Rafał Trzaskowski i Donald Tusk podczas wystąpień, w środku wstawione zdjęcie Jacka Murańskiego

    Rafał Trzaskowski, Donald Tusk, Jacek Murański (w kółku)Photo by MAREK ANTONI IWAŃCZUK / NURPHOTO / NURPHOTO VIA AFP/ARTUR WIDAK / NURPHOTO / NURPHOTO VIA AFP/ INSTAGRAM/JACEK MURAŃSKIAFP

    Jacek Murański jest postacią znaną. Mężczyzna od wielu lat prowadzi swoją karierę we freak fightach, w których zyskał już miano jednej z legend. Jako zawodnik 57-latek walczył m.in. w FAME MMA, Prime MMA oraz nieistniejącym już Clout MMA.

    Popularny “Muran” często wypowiada się także w kwestiach politycznych. W trakcie kampanii wyborczej kandydatów na urząd prezydenta Murański zabrał głos, aby ujawnić rzekome wpływy Patryka M. ps. “Wielki Bu” na Karola Nawrockiego. Donald Tusk zauważył wypowiedź freak fightera i powołał się na nią podczas swojej wizyty w “Polsat News”.

    – Jacek Murański, postać znana, także panu Nawrockiemu. […] Murański pod nazwiskiem: “wiem o tzw. kompromatach, hakach, którymi chwalił się Patryk M. ps. “Wielki Bu”, i o przełożeniu, które ma na Karola Nawrockiego” – zacytował premier. – Chcę, żeby Polacy mieli pewność. Dlatego – jeśli Jacek Murański, “Onet” i inne media kłamią – to Karol Nawrocki ma święty obowiązek wobec Polaków, aby natychmiast pójść do sądu – dodał.

    Było głośno o Jacku Murańskim przed wyborami. Trzaskowski w końcu zabrał głos

    Słowa premiera Polski bardzo szybko wywołały w sieci ogromne poruszenie, a wiele osób podważyło kompetencje Donalda Tuska, który powołał się w ich opinii na niezbyt wiarygodnego i w dodatku kontrowersyjnego zawodnika freak fightów. Blisko dziewięć miesięcy po wywiadzie polityka z Bogdanem Rymanowskim postanowił się do niego odnieść Rafał Trzaskowski, były kandydat KO na prezydenta.

    – To jest tak, że każdemu towarzyszą olbrzymie emocje, bo te wybory miały olbrzymią stawkę, w związku z tym każdy próbował się włączyć, jak mógł, i pomagać. To nie jest też tak, że wszystko jest rozpisane na role i że idealnie przygotowane i tak dalej, tylko w tym ostatnim tygodniu towarzyszyła nam taka masa emocji, że każdy próbował wspomóc kampanię tak jak umiał, a nie każdy jakby miał na to dobry pomysł – wskazał w podcaście z “Żurnalistą”.

    Część Polaków uważa, że słowa Donalda Tuska w programie u Rymanowskiego bardziej przeszkodziły niż pomogły Rafałowi Trzaskowskiemu w jego kampanii. Wiele wskazuje na to, że podobnego zdania jest sam prezydent Warszawy, który wprost zasugerował, że premier “nie miał na to dobrego pomysłu”.

    Na ten moment słowa Jacka Murańskiego o Karolu Nawrockim i jego gangsterskich powiązaniach z aresztowanym Patrykiem M. nie znalazły potwierdzenia. Pewne jest jedynie, że panowie niegdyś wspólnie trenowali na jednej sali bokserskiej, a o “Wielkim Bu” obecny prezydent Polski wypowiadał się tylko w kontekście wspólnych sportowych sparingów. – Na niczym innym nasza znajomość nie polegała – mówił w “Kanale Zero”.
    Uśmiechnięty mężczyzna w garniturze i krawacie siedzący na tle roślin oraz polskiej flagi, z przypiętym mikrofonem przy klapie marynarki.

    Karol Nawrocki skrytykował Donalda Tuska w “Śniadaniu Rymanowskiego”Polsat News
    Dwóch mężczyzn w garniturach stoi przy osobnych mównicach, przemawiając do mikrofonów, po lewej stronie ciemnoniebieskie tło, po prawej białe z biało-czerwonym akcentem.

    Donald Tusk zareagował na słowa Karola Nawrockiego Krzysztof Kaniewski/REPORTER/Pawel WodzynskiEast News

    Rafał Trzaskowski reaguje na wydarzenia na kampusie UWMarcin RutkiewiczReporter

    Nawrocki prezydentem. Reakcja Trzaskowskiego

  • Abramowicz wyznaje prawdę ws. relacji ze Świątek. Otwarcie potwierdza jedno

    Abramowicz wyznaje prawdę ws. relacji ze Świątek. Otwarcie potwierdza jedno

    Już dawno zauważono, że współpraca Igi Świątek i Darii Abramowicz różni się od większości zawodowych relacji. Bywały sezony, w których panie spędzały ze sobą nawet 270 dni w roku. Psycholog sama potwierdza fakt i tłumaczy, skąd to wynikało. Odnosi się również do słów, jakoby jej relacja z tenisistką wykroczyła poza profesjonalne ramy i zbliżyła się raczej do przyjaźni. Wyznaje, jak to wszystko wygląda naprawdę.

    Iga Świątek, Daria AbramowiczPIOTR KACZMAREK / 400MM.PLNewspix.pl

    W ostatnim czasie odżył temat współpracy Igi Świątek z Darią Abramowicz. W podcaście “Trzeci Serwis” poruszyli go dawny trener tenisistki Artur Szostaczko oraz ekspert Lech Sidor. “Nie znam drugiego takiego przypadku, że zawodnik dzień i noc spędza z psychologiem. I na wspólne wakacje są wyjazdy i na mecze, dlatego wiesz… ale, zawszę mówię ale. Jeśli Idze to pasuje, to ja jej nie będę tego odradzał” – mówił pierwszy z panów.

    Po Australian Open i Dosze nie widać, żeby cokolwiek pomagało ze strony Darii Abramowicz. Iga jest kłębkiem nerwów

    Wymiana zdań doczekała się riposty Tomasza Świątka, ojca wiceliderki rankingu WTA, który w ostrych słowach zarzucił Szostaczce i Sidorowi, że “prawie nic” nie osiągnęli. Zaapelował, by “zajęli się swoimi ogonkami”, sygnalizując jednocześnie, że o relacjach jego córki i psycholog zupełnie nic nie wiedzą. Teraz do wątku współpracy publicznie odnosi się jedna z zainteresowanych.

    Daria Abramowicz szczerze o współpracy z Igą Świątek. Tak to naprawdę wygląda

    Daria Abramowicz gościła w podcaście Grzegorza Krychowiaka w RMF FM i odniosła się do pojawiających się od dawna komentarzy, jakoby jej współpracą z Igą Świątek wykroczyła poza standardowe ramy w relacjach na linii psycholog i sportowiec. Zaznaczyła, że dla niej fundamentalne są oczekiwania zawodniczki i wedle nich dobiera metody pracy.

    “Krycha” zauważył, że jego rozmówczyni i Świątek spędzają ze sobą dużo czasu, bo 270 dni w roku. Abramowicz potwierdziła, że istotnie tak bywało w niektórych sezonach, lecz to “specyfika sportu”.

    “Jeżeli dynamika zespołu jest taka, że wszystkie jedenaście miesięcy tenisista podróżuje ze swoimi specjalistami, to jeżeli wymaga tego zawodnik, nie odnajduje się dobrze w pracy zdalnej czy incydentalnej, albo nie może pozwolić sobie, aby wracać do domu, to wtedy ta forma jest inna. Czy ona jest zła? Nie, ona jest inna” – opisała.

    To wszystko sprawia, że tworzą się bliższe więzi niż te w klasycznej współpracy albo pracy okazjonalnej. Psycholog przyrównała to do integracji w drużynach sportowych i wspólnego czasu spędzanego na zgrupowaniach. “To nie jest relacja profesjonalna. Tu można mówić nawet o jakiejś formie przyjaźni” – skomentował to Krychowiak.

    Daria Abramowicz nie zgodziła się z taką oceną sytuacji, natomiast rozumie, skąd mogą brać się takie osądy. “Ja tego tak nie postrzegam. Totalnie rozumiem, dlaczego to jest takie zagmatwane w odbiorze i w interpretacji. Ale tak to działa w sporcie na topowym poziomie, jak tenis czy narciarstwo alpejskie, sportach ‘podróżujących’, że nawet niektórzy sportowcy mówią, że dla nich zespoły są rozszerzoną rodziną albo nazywają je swoim ‘stadem’. To jest ok, ale to nie znaczy, że operujemy w świecie zaplatania sobie włosów i parzenia herbatek” – podsumowała.
    Iga Świątek oraz jej psycholog, Daria Abramowicz. Czy “team Świątek”, tak jak podpowiada trener Paweł Strauss, może się powiększyć?

    Iga Świątek oraz jej psycholog, Daria AbramowiczFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekBaranowski, AKPAAKPA
    Tenisistka w białym stroju sportowym i czapce trzymająca rakietę tenisową, skupiona na korcie podczas meczu, z rozmytą widownią w tle.

    Iga ŚwiątekSAEED KHANAFP

    Iga Świątek: Z tego jestem najbardziej zadowolona.

  • Świątek kompletnie rozbita. 1:4 i koniec. Rosjanka zaskoczyła cały świat

    Świątek kompletnie rozbita. 1:4 i koniec. Rosjanka zaskoczyła cały świat

    Iga Świątek zameldowała się już w Indian Wells, gdzie lada moment ruszy kolejny turniej rangi WTA 1000. Nasza reprezentantka trenuje przed przystąpieniem do rywalizacji na korcie, gdzie dwukrotnie sięgała po tytuł. Triumfować nie udało się w zeszłym roku. Wówczas Polka dosyć niespodziewanie przegrała z Mirrą Andriejewą, która niecały miesiąc wcześniej ograła ją także w Dubaju. Młoda Rosjanka zadziwiła cały tenisowy świat.
    article cover

    Iga ŚwiątekClive BrunskillAFP

    “Iga pojawiła się na korcie Stadium 2 o godz. 1:00 czasu polskiego, tuż po Victorii Mboko oraz Donnie Vekic. Oprócz Polki byli obecni wszyscy najważniejsi członkowie jej teamu: Wim Fissette, Daria Abramowicz, Maciej Ryszczuk oraz sparingpartner Tomasz Moczek. Najpierw Świątek przeprowadziła krótką rozgrzewkę motoryczną ze swoim trenerem od przygotowania fizycznego. Po kilku minutach zobaczyliśmy już Raszyniankę w akcji ze sparingpartnerem” – relacjonował trening Igi Świątek w Indian Wells Mateusz Stańczyk z naszej redakcji.

    Na zawodach w słonecznej Kalifornii druga rakieta świata postara się odzyskać optymalną formę po nieco dłuższej przerwie. Przypomnijmy, ostatni mecz Polka rozegrała 12 lutego – w Dosze, przeciwko Marii Sakkari, która ograła ją 2:6, 6:4, 7:5 w ćwierćfinale katarskiego “tysięcznika”. Potem – zgodnie z kalendarzem – Świątek powinna wystąpić w Dubaju, jednak postanowiła odpocząć i jak najlepiej przygotować się do zmagań w Indian Wells.

    Andrey Rublev – Tallon Griekspoor. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

    Oto nowa “zmora” Świątek? Nie minął nawet miesiąc. To były dwie bolesne porażki

    W zeszłym roku Raszynianka wzięła udział w obu turniejach, zarówno w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, jak i USA. Jej “zmorą” okazała się Mirra Andriejewa, która wówczas nie skończyła jeszcze nawet osiemnastu lat.

    W Dubaju obie zawodniczki spotkały się na etapie ćwierćfinału. Młoda Rosjanka bez większych problemów wygrała 6:3, 6:3, a kilka dni później sięgnęła po tytuł, pokonując w finale Clarę Tauson 7:6 (1), 6:1. Mało kto spodziewał się, że Adnriejewa będzie w stanie ograć Świątek, która do zawodów przystępowała podrażniona, po porażce z Jeleną Ostapenko w Dosze. Przy okazji rosyjska tenisistka zanotowała pierwszy triumf w zawodach rangi WTA 1000.

    15 marca, dokładnie 23 dni później, Polka trafiła na 17-latkę w półfinale zawodów w Indian Wells. Chciała wziąć rewanż. Udowodnić, że porażka w Zjednoczonych Emiratach Arabskich była tylko wypadkiem przy pracy.

    Tymczasem Andriejewa skarciła ją po raz drugi. Tym razem pojedynek rozstrzygnął się w trzech setach na korzyść Rosjanki. Nasza reprezentantka przegrała 6:7 (1), 6:1, 3:6. Koniec końców Mirra zgarnęła drugi puchar. Był to zdecydowanie najlepszy sezon w jej króciutkiej karierze.

    Teraz to sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa będzie chciała zdobyć trzecią statuetkę w Indian Wells. Świątek wygrywała w Kalifornii w 2022 i 2024 roku. Łącznie występowała na tym turnieju sześć razy. W 2019 roku przegrała w kwalifikacjach z Ysaline Bonaventure 2:6, 4:6. W drabince głównej w sumie poniosła tylko trzy porażki: z Jeleną Ostapenko (2021 rok), Jeleną Rybakiną (2023 rok) i Mirrą Andriejewą.

    W nocy z poniedziałku na wtorek odbędzie się losowanie drabinki tegorocznych zmagań. Wtedy jasnym stanie się, na jakim etapie turnieju Polka może trafić na 18-letnią Rosjankę. Pierwsze spotkanie z udziałem naszej tenisistki odbędzie się w piątek lub sobotę czasu lokalnego. Zapraszamy do śledzenia materiałów i relacji w Interii Sport.
    Tenisistka w sportowym stroju i czapeczce z daszkiem z wyciągniętymi ramionami, z intensywnym wyrazem twarzy. W tle rozmyta publiczność na trybunach.

    Iga ŚwiątekMATTHEW STOCKMAN / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP / ELSA / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Emocjonująca chwila podczas meczu tenisowego. Młoda zawodniczka w ciemnym stroju i białej czapce z daszkiem krzyczy, pokazując intensywne emocje związane z rywalizacją. W tle rozmyte postaci sugerujące obecność innych uczestników wydarzenia.

    Mirra AndriejewaCLIVE BRUNSKILL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Tenisistka w stroju sportowym z rakietą w ręku podczas meczu na korcie, z wyrazem emocji na twarzy, w tle rozmyte elementy hali z widocznym fragmentem napisu.

    Iga ŚwiątekAFP

    Julia Orzoł – najlepsze akcje MVP meczu UNI Opole – Lotto Chemik Police

  • Oficjalny komunikat Pałacu. Nawrocki czekał 7 dni. Jest potwierdzenie

    Oficjalny komunikat Pałacu. Nawrocki czekał 7 dni. Jest potwierdzenie

    Komunikat ws. Nawrockiego. Goście w Pałacu. Patrzyła na nich cała Polska

    Dokładnie tydzień temu Karol Nawrocki przyjął w Pałacu Prezydenckim delegację reprezentacji Polski w skokach narciarskich, która reprezentowała nas podczas tegorocznych zimowych igrzysk Mediolan-Cortina. Teraz 7 dni później prezydent RP przyjął kolejnych gości. Tym razem to skład naszych olimpijczyków, którzy bronili biało-czerwonych barw na Półwyspie Apenińskim. O wszystkim poinformował rzecznik głowy naszego państwa – Rafał Leśkiewicz.
    Prezydent PR Karol Nawrocki na tle Pałacu Prezydenckiego w Warszawie. Dziś przyjął w nim olimpijczyków

    Karol Nawrocki na tle Pałacu PrezydenckiegoARKADIUSZ ZIOLEK/East News / Roman Koksarov/Associated Press/East NewsEast News
    PKOl Banner Interia

    – Wydaje mi się, że na chłopakach zrobiło wrażenie przede wszystkim to, że spotkali się z normalnym człowiekiem. Bo rozmowa twarzą w twarz to zupełnie co innego niż publiczne wystąpienia, z jakich zna się prezydentów czy różnych polityków. Kacper i Paweł Wąsek widzieli więc człowieka, który normalnie się zachowuje tak jak każdy z nas. Oczywiście prezydent Nawrocki był bardzo dobrze przygotowany, wiedział bardzo dużo o każdym z naszej strony, łącznie z trenerami i serwismenami – tłumaczył w rozmowie z “Przeglądem Sportowym Onetem” sternik naszej federacji.

    Goście u Karola Nawrockiego. Polscy olimpijczycy w Pałacu Prezydenckim

    Dziś Karol Nawrocki przyjął w Pałacu Prezydenckim kolejnych sportowych gości, o czym poinformował za pośrednictwem mediów społecznościowych jego rzecznik prasowy Rafał Leśkiewicz.

    – Spotkanie Prezydenta RP Karola Nawrockiego z polskimi olimpijczykami, uczestnikami XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich – napisał, publikując w sieci zdjęcie głowy naszego państwa z biało-czerwoną delegacją, która reprezentowała nas w trakcie tegorocznych igrzysk.

    Na zdjęciu widoczny jest między innym Władimir Semirunnij, który wywalczył srebrny medal w łyżwiarstwie szybkim na dystansie 10 000 m, czy jego kolega po fachu Damian Żurek, który biegi na 500 oraz 1000 metrów zakończył tuż za podium – na czwartej lokacie.

    Zawodnikom – jak widzimy – towarzyszyli między innymi prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz oraz Czesław Lang sprawujący podczas tegorocznej imprezy czterolecia funkcję attache reprezentacji Polski.

    Władimir Semirunnij: Cały czas chcę utrzymać wysoki poziom.

  • Potwierdziły się doniesienia ws. Marty Nawrockiej. Ogłosiła w niedzielę

    Potwierdziły się doniesienia ws. Marty Nawrockiej. Ogłosiła w niedzielę

    W niedzielę po południu potwierdziły się doniesienia ws. Marty Nawrockiej. Sama oświadczyła

    Sport jest bliski sercu nie tylko Karola Nawrockiego, lecz także jego żony. Pierwsza dama udowadniała to już nieraz w przeszłości, a teraz potwierdza znowu. Jej najnowszy wpis w mediach społecznościowych wywołał poruszenie. Ważny komunikat oraz kilka zdjęć, którymi sama się pochwaliła, mówią całkiem sporo o tym, co jest dla niej ważne.
    Marta Nawrocka

    Pierwsza dama Marta NawrockaJacek SzydlowskiAgencja FORUM

    Jeszcze w trakcie kampanii prezydenckiej Karol Nawrocki wielokrotnie sygnalizował, że świat sportu jest mu szczególnie bliski. Swego czasu sam trenował boks oraz piłkę nożną, często gościł też na stadionie Lechii Gdańsk w roli kibica. Nie inaczej było już po objęciu prezydentury. Krótko po złożeniu przysięgi przed Zgromadzeniem Narodowym Nawrocki wybrał się na mecz ukochanej drużyny. Przywitano go z honorami – głośnymi okrzykami oraz transparentem o treści:

    Byłeś, jesteś, będziesz zawsze kibicem Lechii

    Sport zajmuje ważne miejsce również w sercu pierwszej damy. Wraz z mężem wybrała się na konkurs Pucharu Świata w skokach narciarskich w Zakopanem, nieraz towarzyszy mu także na treningach na siłowni. Zamiłowanie Marty Nawrockiej do aktywności fizycznej potwierdza także jej ostatnia publiczna działalność.

    Najnowszy wpis Marty Nawrockiej. Internauci zachwyceni

    Marta Nawrocka przed laty trenowała balet w renomowanej Ogólnokształcącej Szkole Baletowej w Gdańsku (OSB) im. Janiny Jarzynówny-Sobczak. Bardzo lubi też biegać, co akcentowała dziennikarka Joanna Pinkwart w programie Kanału Zero.

    “Jak byliśmy w Nowym Jorku na szczycie ONZ, ja wtedy akurat spędzałam dzień, biegając rano z panią prezydentową, bo w Central Parku było bieganie z członkami polonii amerykańskiej. Ostatnie metry biegniemy, a ona mówi: ‘Jeszcze mi mąż rano mówił, czy pójdę z nim na siłownię, ale powiedziałam, że nie, bo ja dziś będę biegać’. I on naprawdę poszedł” – wspominała.

    Teraz, przy okazji przypadającego na 1 marca Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych, Marta Nawrocka zdecydowała się wziąć udział w sportowej inicjatywnie, czym zresztą sama pochwaliła się wpisem w mediach społecznościowych.

    “Tropem Wilczym – Bieg Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Otwocku. Dystans 1963 metrów ma symboliczne znaczenie – to hołd dla Niezłomnych, w tym dla Józefa Franczaka ps ‘Lalek’, ostatniego z Żołnierzy Wyklętych, który zginął właśnie w 1963 roku. Historia nigdy nie zostanie zapomniana. My – kolejne pokolenia – niesiemy ją dalej” – przekazała w najświeższej aktualizacji, dołączając kilka fotografii.

    Ruszyła lawina komentarzy od zachwyconych internautów. “Pięknie!! Ja również oddałam hołd i 5 km zaliczone! Dla nich… za Polskę ! Cześć i chwała bohaterom”, “Zawsze taka uśmiechnięta i serdeczna”, “Nasza wspaniała pierwsza dama”, “Brawo, nie możemy zapomnieć o naszych bohaterach”, “Cudowna kobieta, pełna patriotycznych wezwań, miłości do Ojczyzny i ludzi” – podsumowują.
    Kobieta w zielonej marynarce z jasnymi włosami, delikatnym makijażem, uśmiechem, stoi w jasnym wnętrzu.

    Marta NawrockaPawel WodzynskiEast News
    Marta Nawrocka

    Marta NawrockaFilip Naumienko/REPORTERReporter
    Karol Nawrocki, Marta Nawrocka

    Karol Nawrocki, Marta Nawrocka Andrzej IwanczukReporter

    Nawrocki w ”Gościu Wydarzeń” o sytuacji na granicy z Niemcami: Zwołam Radę Gabinetową po zaprzysięże