• PZN ogłasza, Tomasiak oficjalnie wycofany z mistrzostw świata. Jest dosadna reakcja

    PZN ogłasza, Tomasiak oficjalnie wycofany z mistrzostw świata. Jest dosadna reakcja

    Decyzja Polski Związek Narciarski o wycofaniu Kacper Tomasiak z dalszych startów w mistrzostwach świata juniorów wywołała sporo dyskusji w środowisku skoków narciarskich. Młody zawodnik ma opuścić norweskie Lillehammer i dołączyć do reprezentacji Polski na zawody Pucharu Świata w fińskim Lahti. Nie wszystkim podoba się taki ruch działaczy. Dość krytycznie odniósł się do niego doświadczony trener Kazimierz Długopolski.

    Kolejny medal w dorobku młodego skoczka

    19-letni Tomasiak może pochwalić się kolejnym sukcesem w swojej karierze. Po trzech medalach zdobytych podczas Zimowe Igrzyska Olimpijskie Mediolan–Cortina 2026 wywalczył również srebrny krążek na mistrzostwach świata juniorów w Lillehammer. To osiągnięcie ma znaczenie nie tylko dla samego zawodnika, ale również dla całej polskiej kadry.

    Dzięki temu wynikowi Polska zapewniła sobie dodatkowe miejsce dla juniora w zawodach Puchar Świata w skokach narciarskich w przyszłym sezonie.

    — Czuję się całkiem dobrze. Moje skoki nie były idealne, ale rywalizacja ze Stephanem Embacherem mogła się podobać. Jestem zadowolony z wyniku. Liczyłem na medal, myślałem o pierwszym albo drugim miejscu. Wiedziałem jednak, że zdobycie złota będzie bardzo trudne — mówił Tomasiak w rozmowie z TVP Sport po zakończeniu konkursu.

    Jak sam podkreślił, brak złotego medalu nie był dla niego wielkim rozczarowaniem.

    — Nie udało się wygrać, ale nie jestem z tego powodu szczególnie zły — dodał młody skoczek.

    Kontrowersyjna decyzja PZN

    Rywalizacja w mistrzostwach świata juniorów w Lillehammer jeszcze się nie zakończyła. W sobotę zaplanowano konkurs drużynowy mężczyzn, a dzień później zawody mikstów. Mimo to Tomasiak nie wystąpi już w żadnym z tych startów.

    Polski Związek Narciarski poinformował, że zawodnik opuści Norwegię przed weekendem i poleci do Finlandii, gdzie weźmie udział w zawodach Puchar Świata w skokach narciarskich w Lahti. Tam dołączy do bardziej doświadczonych reprezentantów: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Paweł Wąsek oraz Maciej Kot.

    Decyzja ta spotkała się jednak z krytyką części ekspertów. Wśród nich znalazł się trener Kazimierz Długopolski.

    — Raczej nie jest to dobra decyzja. Myślę, że pozostali zawodnicy mogą być rozczarowani. Mistrzostwa świata juniorów odbywają się tylko raz w roku, natomiast konkursów Pucharu Świata zostało jeszcze kilka. Moim zdaniem Kacper Tomasiak powinien zostać w Norwegii, choć oczywiście rozumiem, że jego obecność przydałaby się także w Pucharze Świata — ocenił szkoleniowiec w rozmowie z WP SportoweFakty.

    Ważne miejsce dla polskich juniorów

    Długopolski zwrócił również uwagę na znaczenie miejsca startowego wywalczonego przez Tomasiaka dzięki srebrnemu medalowi. Oznacza ono, że w kolejnym sezonie Polska będzie mogła wystawić w zawodach Pucharu Świata sześciu skoczków, w tym przynajmniej jednego juniora korzystającego z dodatkowej kwoty.

    — Mamy kilku młodych zawodników, którzy powinni próbować swoich sił w zawodach najwyższej rangi. To bardzo dobra wiadomość dla polskich skoków. Trudno dziś powiedzieć, kto dokładnie skorzysta z tego miejsca w przyszłym sezonie, ale wierzę, że nasi juniorzy pokażą się z dobrej strony — podsumował trener.

    Plan zawodów w Lahti

    Zawody Puchar Świata w skokach narciarskich w Lahti odbędą się równolegle z końcówką mistrzostw świata juniorów w Lillehammer. W piątek zaplanowano konkurs indywidualny (godz. 14:30). W sobotę najpierw rozegrane zostaną kwalifikacje (15:30), a następnie kolejny konkurs indywidualny (17:00). Z kolei w niedzielę zawodnicy rywalizować będą w konkursie duetów, poprzedzonym serią próbną.

  • Potwierdzają ws. Szeremety, to już oficjalne. Długo przyszło czekać, komunikat PZB

    Potwierdzają ws. Szeremety, to już oficjalne. Długo przyszło czekać, komunikat PZB

    Powrót Julii Szeremety do rywalizacji w kategorii do 60 kg był długo wyczekiwany, ale wreszcie stał się faktem. Polski Związek Bokserski oficjalnie potwierdził, że niespełna 23-letnia zawodniczka pojawi się w ringu podczas międzynarodowego turnieju w Koszalinie. Co więcej, to właśnie ona stoczy walkę otwierającą całą imprezę. Będzie to jednocześnie jej pierwszy występ w roli pełnoprawnej seniorki.

    Moment ukończenia 23 lat oznaczał dla Szeremety koniec startów w kategorii młodzieżowej. Symbolicznym zwieńczeniem tego etapu kariery było zdobycie złotego medalu młodzieżowych mistrzostw Europy w boksie. Tym samym Polka powtórzyła sukces sprzed dwóch lat. Po triumfie nie kryła radości. W rozmowie z mediami Polskiego Związku Bokserskiego podkreślała, że cieszy się, iż mogła zakończyć starty w tej kategorii właśnie złotym medalem.

    Od teraz pięściarka będzie rywalizować już wyłącznie na seniorskich ringach. Sama zawodniczka przyznaje jednak, że nie odczuwa z tego powodu większego stresu. Jak podkreślała w programie „Dzień dobry TVN”, do pojedynków ze starszymi rywalkami jest przyzwyczajona, ponieważ od dawna mierzy się z seniorkami podczas międzynarodowych zawodów, w tym mistrzostw Europy i świata.

    Już wkrótce kibice zobaczą jej pierwszy oficjalny występ w nowym etapie kariery. Organizatorzy ogłosili, że Szeremeta zaprezentuje się podczas międzynarodowego turnieju Fight Club Baltic Cup, który odbędzie się w Koszalinie w dniach 7–8 marca. To właśnie ona pojawi się w ringu w walce inaugurującej całe wydarzenie.

    Zawody zapowiadają się bardzo imponująco pod względem frekwencji. Według zapowiedzi organizatorów w turnieju wystartuje około 350 zawodników z różnych krajów, którzy stoczą w sumie blisko 200 walk. Jak informuje portal ekoszalin.pl, zainteresowanie imprezą jest tak duże, że lista zgłoszeń została już zamknięta.

    Turniej obejmuje szeroki zakres kategorii wiekowych – od zawodników mających zaledwie 11 lat aż po seniorów. Właśnie ci ostatni stanowią prawie połowę uczestników, a ich pojedynki będą odbywać się bez kasków ochronnych. Walki zaplanowano równolegle na czterech ringach.

    Udział Szeremety oraz innych reprezentantów Polski potwierdził już Polski Związek Bokserski. W Koszalinie wystąpią także m.in. Natalia Niewiadomska, Angelika Krysztoforska, Nadia Formela, Nikola Prymaczenko, Wiktoria Rogalińska, Paweł Brach, Jakub Krzpiet, Nikodem Szafarz, Bartłomiej Rośkowicz, Maciej Marchel, Mateusz Urban, Wiktor Skiba, Oskar Kopera oraz Jakub Domurad.

    Organizatorzy przygotowali również dobrą wiadomość dla kibiców – wstęp na trybuny będzie bezpłatny. Jak podkreślono w komunikacie federacji, turniej ma być ważnym etapem sprawdzającym formę zawodników kadry narodowej w pierwszych miesiącach sezonu 2026.

    Ciekawostką jest także kategoria wagowa, w której zaprezentuje się Szeremeta. Kibice przyzwyczaili się oglądać ją w wadze 57 kg, w której zdobyła m.in. srebrny medal igrzysk olimpijskich w Paryżu w 2024 roku. Tym razem jednak zobaczymy ją w kategorii do 60 kg. Dla zawodniczki to w pewnym sensie powrót do przeszłości – właśnie w tej wadze w 2022 roku sięgnęła po tytuł mistrzyni Polski, pokonując w finale Żaklinę Kociołek.

  • Porażka Polki, a później taki zwrot w WTA. Będzie jednak starcie o finał

    Porażka Polki, a później taki zwrot w WTA. Będzie jednak starcie o finał

    Na piątkowy przedpołudnie organizatorzy turnieju WTA 125 Megasaray Hotels Open zaplanowali wszystkie cztery spotkania w ćwierćfinałach singla. Dwa z nich były niezwykle interesujące z punktu widzenia polskich kibiców: najpierw grała Maja Chwalińska, później zaś, na korcie centralnym, Katarzyna Kawa. Młodszej z Polek nie udało się awansować, choć z Moyuką Uchijimą prowadziła 5:4 w trzecim secie i serwowała. A Kawa wygrała dziewięć gemów z rzędu, prowadziła 6:1, 3:0, gdy też straciła kontrolę nad meczem. W jej starciu ze Słowenką Tamarą Zidanšek doszło do dramatycznej końcówki.
    article cover

    Katarzyna Kawa, Antalya 2026ORHAN CICEK / ANADOLUAFP

    Dwie Polki w najlepszej ósemce turnieju rangi 125 to już jest spore osiągnięcie. Katarzyna Kawa i Maja Chwalińska od miesięcy walczą o to, by znaleźć się – pierwszy raz w karierze – w gronie 100 najlepszych tenisistek świata. Są blisko, a jednak wciąż daleko. Bo aby awansować o te 30-40 pozycji, potrzebnych jest kilka sukcesów w zawodach tej skali. Albo choć w jednym w turnieju głównego cyklu WTA.

    Kawa była tego blisko rok temu w Bogocie, dotarła do finału, choć zaczynała turniej od kwalifikacji. I w tym meczu o tytuł przegrała z Camilą Osorio. Te punkty straci ze swojego dorobku za niecały miesiąc, dlatego tym bardziej istotny jest fakt, że wreszcie przerwała serię porażek. A tych było aż siedem. W Antalyi właśnie wygrała trzeci mecz – tym razem ze Słowenką Tamarą Zidanšek.

    I to w mocno niecodziennych okolicznościach.

    WTA 125 w Antalyi. Katarzyna Kawa grała o półfinał Megasaray Hotels Open

    Zanim obie zawodniczki zaczęły swoje spotkanie na korcie centralnym kompleksu tenisowego w Belek, do szatni udała się Maja Chwalińska. Ona grała na obiekcie numer 5 z Moyuką Uchijimą, Japonka została tu rozstawiona z “3”. Faworytką była tenisistka z Azji, w niedzielę wygrała pierwszy turniej z cyklu trzech na Riwierze Tureckiej. A teraz dobrze otworzyła mecz z Polką – prowadziła z przełamaniem 2:1.
    Tenisistka w żółtej spódniczce wykonuje dynamiczny forhend na korcie ziemnym, uderzając piłkę w trakcie meczu turniejowego.

    Katarzyna Kawa, Antalya 2026ORHAN CICEK/ANADOLUAFP

    Została więc Kawa, ona nie została w Antalyi rozstawiona. Wygrała dwa spotkania, pokonała m.in. Mayar Sherif z Egiptu. W ćwierćfinale jej szanse oraz Tamary Zidanšek oceniane były podobnie.

    Słowenka już na starcie przełamała serwis Kawy, ale ta natychmiast odpowiedziała tym samym. Reprezentantka Polski zaczęła znakomicie grać z linii końcowej, narzucała tempo, rozbijała rywalkę. Już pod koniec pierwszej partii Zidanšek stała się bardzo nerwowa, na początku drugiej te nerwy przerodziły się we frustrację. Nic jej nie szło, nawet proste zagrania lądowały poza kortem lub w siatce. Stąd 6:1 i 3:0 dla Polki, która miała otwartą drogę do półfinału.

    Katarzyna miał dwa breaki zaliczki, to ogromny kapitał. I nagle przegrała swojego gema serwisowego, teraz to jej gra się całkowicie załamała. Za chwilę było już 3:4 i stan równowagi, Słowenka była o dwie akcje od prowadzenia za zapasem przełamania!
    Tenisistka w sportowym stroju uderza piłkę rakietą w trakcie meczu, koncentrując się na precyzyjnym wykonaniu uderzenia na tle zamazanego kortu.

    Tamara Zidansek Flaviu Buboi / NurPhotoAFP

    Owszem, dość mocno wiało, ale nawet to nie tłumaczy tak dużej zmiany w jakości gry. Teraz obie zaczęły się gubić, kluczowy był dziewiąty gem. Najpierw Kawa miała break pointa, świetnymi zagraniami Zidanšek uzyskała przewagę. Po czym popełniła podwójny błąd serwisowy, a później wpakowała smecza spod siatki w tę właśnie siatkę. Kawa wygrała tego gema, za chwilę dorzuciła ostatniego. Po 76 minutach było więc 6:1, 6:4 na jej korzyść.

    W sobotę o finał doświadczona zawodniczka z Krynicy Zdroju powalczy o finał z Anheliną Kalininą. Ma z Ukrainką bilans 2:0, ale oba te spotkania odbyły się w 2019 roku.
    Katarzyna Kawa rywalizowała o awans do drugiej rundy WTA 250 w Bogocie

    Katarzyna KawaPawel Andrachiewicz / PressFocus / NEWSPIX.PLNewspix/East News

    Sebastian Korda – Francisco Comesana. Skrót meczu.

  • Wymiana ognia na Bliskim Wschodzie. Tusk podał liczbę ewakuowanych Polaków

    Wymiana ognia na Bliskim Wschodzie. Tusk podał liczbę ewakuowanych Polaków

    Od 1 marca ponad 2800 osób ewakuowało się z terenów zagrożonych – poinformował Donald Tusk na spotkaniu zespołu koordynacyjnego w sprawie sytuacji na Bliskim Wschodzie. – Mam tez dużo sygnałów, że nie wszędzie ludzi odpowiedzialni za informacje, za bezpośredni kontakt, działają tak, jak powinni – dodał. Premier wydał polecenie szefowi MSZ, aby monitorował sytuację w poszczególnych placówkach dyplomatycznych.

    Premier Donald Tusk podał liczbę ewakuowanych z Bliskiego Wschodu PolakówAndrzej IwańczukReporter
    W skrócie

    Od 1 marca ponad 2800 Polaków zostało ewakuowanych z terenów zagrożonych na Bliskim Wschodzie.

    Premier Donald Tusk zlecił monitorowanie pracy placówek dyplomatycznych i podkreślił konieczność ciągłej gotowości do działania.

    Szef MSZ Radosław Sikorski poinformował o planowanej ewakuacji ok. 300 Polaków z Kataru drogą lądową przez Arabię Saudyjską.

    Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

    Premier na wstępie spotkania przypomniał, że w kraju wylądowały już dwa samoloty wojskowe z ewakuowanymi Polakami. Na pokładzie były przede wszystkim osoby, które wymagały pomocy medycznej.

    Od 1 marca ponad 2800 Polaków ewakuowało się z terenów zagrożonych – przekazał Tusk.

    – To jest rzeczywiście duża liczba, ale chciałbym od razu państwu powiedzieć, że nie ma najmniejszego powodu, abyście czuli jakąś szczególną satysfakcję z tego, co do tej pory udało się zrobić, ponieważ bardzo dużo ludzi czeka ciągle nie tylko na pomoc, ale również na informacje – tłumaczył premier.

    Ewakuacja Polaków z Bliskiego Wschodu. Tusk wydał polecenie Sikorskiemu

    – Mam tez dużo sygnałów, że nie wszędzie ludzi odpowiedzialni za informacje, za bezpośredni kontakt działają tak, jak powinni – dodał lider Koalicji Obywatelskiej.

    – Bardzo proszę, żeby monitorować przez 24 godziny na dobę, kto, jak pracuje – przekazał Tusk, zwracając się do szefa MSZ Radosława Sikorskiego.

    Premier podkreślił, że “sygnały o zagrożeniach wojennych są ciągle bardzo niepokojące. Sytuacja może się zagęszczać, szczególnie w Dubaju”.

    – Unia Europejska jest gotowa współfinansować naszą akcję ewakuacyjną w ramach mechanizmu europejskiego, jeśli na pokładzie naszych samolotów miejsce znajdą także inni obywatele UE. Oczywiście dla nas priorytetem są obywatele polscy, ale proszę elastycznie i inteligentnie korzystać z tego mechanizmu – poinformował.

    Jak zauważył Tusk, obywatele Polski również będą mogli korzystać z tego mechanizmu w samolotach innych państw UE.

    Szef rządu mobilizował do działania w obliczu kryzysowej sytuacji. – Niech nie liczą na pobłażliwość ci, co do których będziemy mieli pewność, że nie zdali egzaminu z jakiegoś niewyjaśnionego powodu. Wszyscy muszą absolutnie być w najwyższej gotowości i skoncentrowani – podkreślił.

    “Niestety konflikt rozszerza się”. Sikorski o atakach na Katar

    Podczas zebrania głos zabrał również szef MSZ. Poinformował, że służby dyplomatyczne Polski “praktycznie zakończyły” ewakuację z Izraela, Jordanii i Libanu. – Jordanię opuściło przy pomocy naszych konsuli ok. 800 osób, a Izrael 360 osób – przekazał.

    – Niestety konflikt się rozszerza na nowe kraje. Mamy poważną sytuację naszych obywateli w Katarze, bo zwiększyła się liczba i intensywność nalotów, tam są ataki balistyczne i drony. Dzisiaj będę rozmawiał z ministrem spraw zagranicznych Kataru – przekazał Radosław Sikorski.

    W Katarze ma znajdować się około 300 Polaków. Planowana jest ewakuacja drogą lądową przez Arabię Saudyjską.

    – Dzisiaj planowanych jest w sumie osiem lotów (ewakuacyjnych – red.), sześć ze Zjednoczonych Emiratów i Arabskich i dwa z Omanu dla obywateli naszego kraju, w sumie 1500 osób – poinformował Sikorski.

    Nacisk na dowódców ws. SAFE? Szef MON odpowiada

  • Szalone sceny w Lahti, padł kolejny rekord. Prevc nie do zatrzymania

    Szalone sceny w Lahti, padł kolejny rekord. Prevc nie do zatrzymania

    Nika Prevc ponownie dokonała historycznego wyczynu. Słowenka w czwartek w Lahti zapewniła sobie trzecią z rzędu Kryształową Kulę. W piątek 20-latka ponownie zdominowała rywalizację w Finlandii, pobijając tym samym legendarny rekord. Prevc triumfowała po raz 16. w tym sezonie, zapisując się jednocześnie w historii kobiecych skoków narciarskich.
    Nika Prevc w białym kombinezonie i kasku podczas lotu w konkursie Pucharu Świata. Wkładka: lądowanie przy zielonej linii punktu K.

    Nika Prevc wygrała 16. konkurs Pucharu Świata w tym sezonie. To jest absolutny rekordLeo Authamayou/NordicFocus/Getty Images / screen za: eurosport.tvn24.plGetty Images

    Od trzech lat rywalizacja w Pucharze Świata kobiet zdominowana jest przez jedną zawodniczkę. Nika Prevc do tego sezonu przystępowała mając na koncie dwie zdobyte Kryształowe Kule z rzędu. Już sam ten fakt czynił ze Słowenki największą faworytkę nie tylko do trzeciego z rzędu zwycięstwa w cyklu, lecz również do złota olimpijskiego.

    W Pucharze Świata wszystko szło zgodnie z planem Słowenki. Nika Prevc nie miała sobie równych, z drobnym wyłączeniem początku sezonu, gdy eksplozję formy przeżywała Japonka Nozomi Maruyama. Oznaczało to w praktyce, że Prevc już przed igrzyskami jest w praktyce pewna kolejnego triumfu w Pucharze Świata.

    Zawody olimpijskie nie poszły jednak zgodnie z planem dominatorki. W Predazzo Prevc indywidualnie nie wywalczyła złotego medalu – na skoczni normalnej zdobyła srebro, a na większym z obiektów była dopiero trzecia. Po dwa mistrzostwa olimpijskie sięgnęła Norweżka Anna Odine Stroem. Prevc ten brak powetowała sobie w konkursie mikstów, który słoweńska kadra z łatwością wygrała.

    Dominatorka ze Słowenii. Nika Prevc pobiła historyczny rekord

    Już wcześniej wiadomym było, że nadchodzące zawody PŚ kobiet w fińskim Lahti mogą przynieść historyczne rozstrzygnięcia. Prevc stanęła przed szansą oficjalnego zapewnienia sobie trzeciej Kryształowej Kuli. Słowenka dokonała tego już w czwartkowym konkursie, w którym okazała się najlepsza. Prócz niej na podium stanęły także Stroem oraz Maruyama. Anna Twardosz rywalizację zakończyła na 29. pozycji.

    Piątek przyniósł Prevc kolejne wyzwanie, a także i kolejny sukces. Słowenka osiągając odległości 130 i 128,5 metra ponownie triumfowała, pozostawiając w tyle swoje największe rywalki. Nika wygrała po raz 16. w tym sezonie, dzięki czemu zapisała się w historii skoków narciarskich. Twardosz również i tym razem punktowała, notując tym razem 21. miejsce.

    Słowenka triumfując po raz 16. w jednym sezonie Pucharu Świata pobiła dotychczasowy rekord należący do legendarnej Sary Takanashi. Japonka w sezonie 2013/14 triumfowała piętnastokrotnie. Dodatkowo Prevc wyśrubowała jeszcze jedną imponującą statystykę. Jak podał na portalu “X” Adam Bucholz, Słowenka w tym sezonie stawała na podium PŚ aż 24 razy. Druga w klasyfikacji Norweżka Maren Lundby uczyniła to “zaledwie” 19-krotnie.

    Do zakończenia sezonu Pucharu Świata kobiet pozostało już tylko konkursy w Oslo, a także zawody na skoczniach mamucich w Vikersund oraz Planicy.
    Nika Prevc

    Nika PrevcKARL-JOSEF HILDENBRANDDPAdpa Picture-Alliance via AFPAFP
    Zawodnik w stroju narciarskim podczas skoku na nartach, unoszący się w powietrzu, w tle jasne niebo. Narciarz ubrany w biały kombinezon z widocznymi logotypami sponsorów, kask oraz gogle ochronne.

    Nika PrevcPhoto by GEIR OLSEN / NTB / AFPAFP
    Narciarz w białym kombinezonie oraz kasku w locie podczas skoku narciarskiego na tle ciemnego nieba, z dobrze widocznym numerem startowym, goglami i nartą z napisem AUGMENT, logo igrzysk olimpijskich na piersi.

    Anna Twardosz w trakcie olimpijskiej rywalizacji na skoczni dużej w PredazzoTOBIAS SCHWARZAFP

    Roman Kosecki nie gryzł się w język! “To nie jest tak, że nakupujesz sobie piłkarzy i wygrasz”.

  • Dwa tie-breaki w meczu Hurkacza w Indian Wells. 113 minut i koniec

    Dwa tie-breaki w meczu Hurkacza w Indian Wells. 113 minut i koniec

    Krótka to była przygoda Huberta Hurkacz z prestiżowym turniejem ATP na kortach Indian Wells. Niestety, polski tenisista przegrał z Aleksandarem Kovaceviciem. Po 113 minutach górą był rywal z USA, który wygrał 7:6(6), 7:6(4).
    TENNIS/
    Jayne Kamin-Oncea / IMAGN IMAGES via Reuters Connect

    Luty był dla Huberta Hurkacza miesiącem z tenisowego koszmaru. Z trzech turniejów, w których brał udział, został wyeliminowano już po pierwszej rundzie. Przełamania nie było też podczas niezwykle prestiżowego, nazywanego niekiedy “piątym szlemem”, turnieju ATP Indian Wells. Przygoda z tegorocznymi zmaganiami potrwała 113 minut i ograniczyła się do meczu I rundy z Aleksandarem Kovaceviciem.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Hurkacz znów odpada w I rundzie. 113 minut

    Hurkacz i Kovacević to sąsiedzi w rankingu ATP. Zajmują odpowiednio 71. i 72. miejsce na światowych listach. Nic więc dziwnego, że ich spotkanie było zacięte. W pierwszym secie nie doszło do ani jednego przełamania. Tenisiści solidarnie wygrywali swoje gemy serwisowe, a o triumfie musiał zadecydować tie-break, który rozpoczął się od czterech breakpointów. Hurkacz przy stanie 6:5 miał piłkę setową, ale ją zmarnował. Dużo lepiej zachował się Kovacević i swojego setbola wykorzystał, wygrywając partię 8:6 w tie-breaku.

    Drugi set rozpoczął się bliźniaczo i aż do stanu 4:4 dla Kovacevicia tenisiści wygrywali swoje gemy serwisowe. W dziewiątym gemie przewagę przełamania uzyskał Amerykanin, ale ją momentalnie zmarnował. O wszystkim znów zadecydować miał tie-break i choć Hurkacz, przegrywając w nim 1:3, zdołał dogonić rywala, to w kluczowym momencie, mając swoje dwa serwisy i mogąc wyjść na prowadzenie, zmarnował jeden z nich. Ostatecznie przegrał 4:7.

    Hurkacz zmarnował szansę na awans, ale też na polski mecz w 1/8 finału. Byłoby to możliwe, gdyby w astępnej rundzie pokonał Francuza Cortentina Mouteta, a Kamil Majchrzak wygra z Novakiem Djokoviciem. Tak się jednak nie stało i w Indian Wells pozostaje nam trzymanie kciuków za Majchrzaka.
    ATP I runda Indian Wells:

    Hubert Hurkacz – Aleksandar Kovacević 0:2 (6:7 (6:8), 6:7 (4:7))

    Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
    Google News Facebook Instagram YouTube X TikTok

  • Pilna decyzja Karola Nawrockiego. Nie mogło być inaczej, sam się przyznał

    Pilna decyzja Karola Nawrockiego. Nie mogło być inaczej, sam się przyznał

    Karol Nawrocki był obecny na trybunach podczas przejazdu polskiej pary w łyżwiarstwie figurowym na zimowych igrzyskach olimpijskich Mediolan-Cortina 2026. Rywalizacja tak go urzekła, że po powrocie podjął pilną decyzję, do której sam przyznał się później na spotkaniu z Sylwią Nowak-Trębacką i innymi przedstawicielami dyscypliny. Zadeklarował coś jeszcze.
    article cover

    Prezydent Karol NawrockiFOT. ANNA KLEPACZKO / FOTOPYKNewspix.pl
    PKOl Banner Interia

    Przed startem zimowych igrzysk olimpijskich Mediolan-Cortina 2026 Karol Nawrocki spotkał się w Warszawie z jadącymi do Włoch sportowcami, by wręczyć im olimpijskie nominacje i być świadkiem uroczystego ślubowania. Krótko po tym sam wsiadł na pokład samolotu i udał się na miejsce, by osobiście wesprzeć Polaków podczas ceremonii otwarcia imprezy. Wraz z synem pojawił się również na trybunach podczas przejazdu polskiej pary w łyżwiarstwie figurowym. Jak się okazuje, jest ciąg dalszy tej historii.

    Nawrocki podjął decyzję po powrocie z igrzysk. Teraz to wychodzi

    Podczas niedawnych zimowych igrzysk olimpijskich we Włoszech Polska po raz pierwszy w historii wzięła udział w konkursie drużynowym w łyżwiarstwie figurowym. To nie koniec sukcesów. Władimir Samojłow został też pierwszym od 34 lat polskim reprezentantem, który ukończył program dowolny solistów na igrzyskach. W tym kontekście o dyscyplinie zrobiło się głośno, co cieszy Sylwię Nowak-Trębacką, trenerkę naszej łyżwiarskiej kadry.

    Faktycznie pojawiło się dodatkowe zainteresowanie i to jest też odpowiedni moment, żeby pokazać perspektywę, naświetlić z czym się borykamy, pokazując przy tym naszych wspaniałych zawodników. Na pewno warto podkreślać, że łyżwiarstwo figurowe, to po prostu piękna dyscyplina.

    Ma nadzieję, że w najważniejszych ośrodkach łyżwiarstwa figurowego w Polsce powstaną teraz nowe obiekty. Obecne są bowiem przepełnione, co jest poważnym utrudnieniem. Część zawodników i zawodniczek wysyłana jest na treningi za granicę.

    “Moim marzeniem jest obiekt stricte nastawiony pod łyżwiarstwo. W którym środowisko sportowe byłoby gospodarzem i partnerem do rozmów. Dziś często wygląda to inaczej. Zdarza się, że nasze plany szkoleniowe musimy przerywać, bo zmienia się harmonogram lodowiska. Przychodzimy raczej w roli petenta, a nie gospodarza. To trudne” – wyznaje.

    Być może jakąś rolę odegra tu przychylność Karola Nawrockiego, który był urzeczony występami Polaków w łyżwiarstwie figurowym na igrzyskach we Włoszech. Podczas występu Sofiji Dowhal i Wiktora Kuleszy zadawał towarzyszącej mu na trybunach Nowak-Trębackiej wiele pytań i – jak wydało się trenerce – “spojrzał na dyscyplinę trochę inaczej”.

    Po powrocie do Warszawy prezydent błyskawicznie podjął pewną decyzję. “Nie wiem, czy nie nadużyję tutaj protokołu, ale podczas spotkania z prezydentem Nawrockim już w Polsce, po igrzyskach, przyznał nam się, że po powrocie z Włoch poprosił o zamrożenie jednego z kortów tenisowych. Bo akurat warunki atmosferyczne na to pozwalały. I z uśmiechem przyznał, że razem z synem jeździli tam na łyżwach! To było dla nas bardzo miłe, bo oznaczało, że choć trochę udało się zainteresować naszą dyscypliną głowę państwa. Bardzo doceniam też deklarację wsparcia dla łyżwiarstwa i fakt, że prezydent zaczął patrzeć na ten sport z jeszcze większym zainteresowaniem” – zdradza Sylwia Nowak-Trębacka.

    Miłych słów i gestów w kierunku łyżwiarstwa figurowego absolutnie nie odebrała jako kurtuazji, a jako coś szczerego. “Prezydent Nawrocki jako głowa państwa znalazł czas, aby przyjechać na lodowisko i kibicować naszej reprezentacji podczas igrzysk. Wspierał tych młodych ludzi, często debiutujących w olimpijskich realiach. Ja sama byłam bardzo poruszona tą sytuacją i trudno opisać, jak wiele to znaczyło dla naszych łyżwiarek i łyżwiarzy” – przekazuje, podsumowując, że takie wsparcie było dla jej podopiecznych “ogromną mobilizacją i sygnałem, że ich wysiłek jest dostrzegany”.
    Para łyżwiarzy figurowych w efektownych strojach, trzymających się za ramiona w trakcie występu na lodowisku, z wyrazami emocji i skupienia na twarzach.

    Sofija Dowhal i Wiktor KuleszaTim ClaytonGetty Images
    Mężczyzna w garniturze i krawacie stoi na tle dużych biało-czerwonych flag, na klapie marynarki widoczna przypinka z flagą Polski

    Prezydent Karol NawrockiWojciech OlkusnikEast News
    Jekatierina Kurakowa

    Jekatierina KurakowaYUAN TIANAFP

    Władimir Semirunnij: Byłem bardzo dumny, że mogłem nieść Polską flagę

  • Bliski koniec pięknej serii japońskiej mistrzyni WTA. Thriller na koniec meczu z Polką

    Bliski koniec pięknej serii japońskiej mistrzyni WTA. Thriller na koniec meczu z Polką

    W cieniu startu zmagań w WTA 1000 Indian Wells, w tureckiej Antalyi kończy się drugi z trzech turniejów rangi 125. I co ważniejsze – w najlepszej jego ósemce znalazły się aż dwie Polki: Maja Chwalińska i Katarzyna Kawa. Obie walczyły w piątek o miejsce w półfinałach, trudniejsze zadanie czekało tę młodszą. Rywalką Mai była bowiem Moyuka Uchijima, która klasę na mączce pokazała rok temu w Madrycie. A teraz potwierdziła ją w Antalyi, wygrywając pierwszą imprezę. A teraz jej piękna seria mogła dobiec końca. Chwalińska prowadziła 5:4 w trzecim secie i serwowała.

    Maja ChwalińskaMarcin CholewińskiNewspix.pl

    Niespełna rok temu Moyuka Uchijima byłą w TOP 50 rankingu WTA – stało się to po fenomenalnym w jej wykonaniu turnieju rangi 1000 w Madrycie. Sprawiłą kilka sensacji, ograła m.in. Ons Jabeur, Jessicę Pegulę i Jekaterinę Aleksandrową, doszła do ćwierćfinału. Dziś w rankingu jest 77. awansowała po ostatnim challengerze w Antalyi, spokojnie mogłaby jednak walczyć o miejsce w głównej drabince Indian Wells. Wybrała grę na mączce i mniejsze pieniądze.

    Tyle że dzięki temu sporo może zyskać w rankingu, bo w poprzednim tygodniu w pierwszej imprezie z cyklu Megasaray Hotels Open okazała się najlepsza. A na starcie pokonała wtedy naszą Katarzynę Kawę. W czwartek wygrała ósmy mecz z rzędu, dziś tę serię mogła przedłużyć po potyczce z Mają Chwalińską.

    Choć po pierwszym secie wcale nie było tego widać.

    WTA 125 w Antalyi. Maja Chwalińska kontra Moyuka Uchijima. Stawką półfinał turnieju

    Początkowo nic nie wskazywało na tak niespodziewany scenariusz – Maja już w pierwszym gemie broniła break pointów, później została przełamana na 1:2. Uchijima nie uderza z siłą Sabalenki, nie porusza się jak Świątek, nie broni jak Gauff. Ale też potrafi jednym uderzeniem przejąć inicjatywę, gdy tylko ktoś przeciwko niej gra zbyt bezpiecznie.

    I tak było w drugim secie, wcześniej Japonka dostosowała się do tego, co chciała grać Chwalińska. A Polka grała kombinacyjnie, zmieniała tempo akcji, dorzucała skróty. Uchijima zaś wkraczała w te gierki – i je przegrywała. Miała też chyba problem z “czytaniem” zamiarów leworęcznej Polki. Stąd 6:2 dla Chwalińskiej.
    Maja Chwalińska

    Maja ChwalińskaFlaviu Buboi/NurPhotoAFP

    Druga partia była już przeciwieństwem tej pierwszej, urodzona w Kuala Lumpur Japonka zaczęła grać agresywniej. Niezbyt dobry pomysłem Chwalińskiej była gra przez środek kortu na forhend Japonki – Uchijima była wtedy w stanie przechodzić do ataków. Prowadziła już 5:1, Polka wygrała jednak dwa kolejne gemy. Pojawiła się szansa na uniknięcie trzeciego seta, potrzebna była jednak kontynuacja serii. Maja sama sobie jednak nie pomogła serwisem, doszły kolejne błędy, znów została przełamana. Skończyło się na 3:6, za moment, po przerwie toaletowej dla Chwalińskiej, musiały więc zacząć decydującą rozgrywkę.

    Tę Polka zaczęła znów od kilku pomyłek, ale w trzecim gemie zdobyła breaka, a za moment potwierdziła go własnym gemem. Prowadziła 3:1, była na dobrej drodze do awansu do półfinału.

    Tyle że tak prosty scenariusz w tym meczu nie mógł się sprawdzić. Uchijima odrobiła stratę w ósmym gemie, mimo że Chwalińska zdołał ze stanu 0-40 doprowadzić do równowagi. Za moment Polka jeszcze raz przełamała rywalkę, serwowała więc po mecz. I znów było 0-40. Wygrała dwie pierwsze akcje, ale w trzeciej trafiła w korytarz deblowy.

    Uchijima wyrównała, za moment gładko podwyższyła na 6:5. I uzyskała dwie piłki meczowe przy podaniu Polki. Wykorzystała już pierwszą, po serwisie Moyuki Chwalińska zagrała niedokładnie.

    Japonka triumfowała 2:6, 6:3, 7:5.
    Kobieta w czerwonej koszulce i czarnych spodenkach przygotowuje się do serwisu w tenisie, trzymając żółtą piłkę tenisową i pochylając się lekko do przodu; na jednym z jej łokci widoczny jest opatrunek.

    Maja ChwalińskaIPA Sport/ABACAEast News
    Moyuka Uchijima

    Moyuka Uchijima

    Matteo Arnaldi – Mackenzie McDonald. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • Wszedł na szczyt ze Świątek. Wraca po paru latach. Trener już potwierdził

    Wszedł na szczyt ze Świątek. Wraca po paru latach. Trener już potwierdził

    Iga Świątek osiągała spore sukcesy już w wieku juniorskim. W 2018 roku okazała się najlepsza w singlu na Wimbledonie oraz w deblu podczas Roland Garros. Nasza reprezentantka może też pochwalić się znakomitym osiągnięciem w drużynie. Dziesięć lat temu, razem z Mają Chwalińską i Stefanią Rogozińską-Dzik, wygrały turniej Junior BJK Cup. Teraz pojawił się komunikat od trenera, który wprowadził na światowy szczyt ówczesną kadrę U16 dziewcząt. Będzie wielki powrót.
    Mikołaj Weymann znów trenerem kadry Polek U16, razem z Igą Świątek zdobyli cenne trofeum

    Iga Świątek, pod dowództwem Mikołaja Weymanna, sięgnęła z koleżankami po bardzo cenne trofeumWOJCIECH FIGURSKI / 058SPORT.PL / NEWSPIX.PL / Mikołaj Weymann – FacebookNewspix.pl

    Był przełom września i października 2016 roku. Iga Świątek miała wówczas 15 lat, wciąż skupiała się głównie na juniorskich zmaganiach. Już wtedy stanowiła o sile polskiej kadry, wówczas U16 dziewcząt. Razem z Mają Chwalińską i Stefanią Rogozińską-Dzik pojechały do Budapesztu na finałowe zmagania w ramach Junior BJK Cup – a tak naprawdę Junior Fed Cup, bo tak nazywały się w tamtym czasie te rozgrywki. W singlu obserwowaliśmy Świątek i Chwalińską, a Rogozińska-Dzik czasami pojawiała się w składzie na debla. W przeciwnym razie występował duet Iga/Maja.

    Nasze reprezentantki przeszły jak burza przez fazę grupową, pokonując Indię 3-0, Węgry 3-0 i Kanadę 2-1. Dzięki temu awansowały do półfinału i spotkały się w nim z faworyzowanymi Rosjankami. Najpierw Chwalińska uległa Anastazji Potapowej 6:3, 6:7(5), 1:6, potem Świątek pokonała Olesię Pierwuszynę 6:3, 6:3. O miejscu w finale decydował debel. Iga i Maja nie dały szans rywalkom, triumfując 6:1, 6:3 w potyczce z Potapową oraz Pierwuszyną.

    W wielkim finale czekały Amerykanki. W pierwszym meczu Chwalińska przegrała z Claire Liu 3:6, 4:6. Świątek podtrzymała nadzieje na triumf, ogrywając Amandę Anisimovą 6:4, 6:2. Znów wszystko rozstrzygał debel. W nim Iga i Maja po raz kolejny dały popis. Zwyciężyły 6:4, 6:0 w rywalizacji przeciwko parze Claire Liu/Caty McNally. W ten sposób zapewniły naszej reprezentacji tytuł najlepszej juniorskiej drużyny świata. Dla Polek był to drugi taki sukces w tych rozgrywkach. Wcześniej, bo w 2005 roku, dokonały tej sztuki również Agnieszka i Urszula Radwańskie oraz ich przyjaciółka – Maksymiliana Wandel.

    Wielki powrót w PZT. Szkoleniowiec oficjalnie potwierdza

    Funkcję trenera kadry U16 dziewcząt, który poprowadził Świątek, Chwalińską i Rogozińską-Dzik do wielkiego trofeum, pełnił wówczas Mikołaj Weymann. Dwa dni temu szkoleniowiec ten przekazał informację za pośrednictwem mediów społecznościowych, że po kilku latach rozłąki wraca na to stanowisko. “Chciałbym poinformować, że po pięciu latach przerwy, wracam do pracy w Polskim Związku Tenisowym na stanowisko Trenera Kadry Dziewcząt U16. Dołożę wszelkich starań, aby powtórzyć sukces sprzed 10 lat oraz wspomóc zawodniczki w osiąganiu sukcesów indywidualnych” – przekazał Weymann.

    Przed rokiem, gdy turniej Junior BJK Cup odbywał się na terenie Chile, Polki po raz pierwszy od 10 lat zameldowały się w najlepszej “4”, kończąc zmagania tuż za podium. Dokonały tej sztuki Barbara Kostecka, Oliwia Sybicka i Antonina Snochowska. Zobaczymy czy w najbliższym czasie kadrze U16 znów uda się dotrzeć do strefy medalowej, już pod dowództwem Mikołaja Weymanna.
    Kobieta z ciemnymi włosami spiętymi z tyłu, ubrana w szary golf bez rękawów, siedzi w pomieszczeniu z niewyraźnym tłem i patrzy w stronę aparatu z neutralnym wyrazem twarzy.

    Iga ŚwiątekFoto OlimpikAFP
    Maja Chwalińska

    Maja ChwalińskaFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP
    Stefania Rogozińska-Dzik

    Stefania Rogozińska-DzikFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP

    Kamil Majchrzak – Giovanni Mpetshi Perricard. Skrót meczu.

  • Iga Świątek poznała rywalkę w pierwszym meczu w Indian Wells

    Iga Świątek poznała rywalkę w pierwszym meczu w Indian Wells

    Turniej rangi WTA 1000 w Indian Wells od lat cieszy się ogromnym prestiżem i często określany jest mianem „piątego Wielkiego Szlema”. W tegorocznej edycji do rywalizacji wkrótce przystąpi Iga Świątek, która już wie, z kim zmierzy się w swoim pierwszym meczu. W starciu zawodniczek z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych lepsza okazała się reprezentantka gospodarzy – Kayla Day, która pokonała Francescę Jones 6:3, 6:1 w zaledwie 74 minuty.

    Polska tenisistka ma bardzo dobre wspomnienia związane z kalifornijskimi kortami. W ubiegłym sezonie dotarła tam do półfinału, w którym musiała uznać wyższość Mirry Andriejewej. Z kolei w 2024 roku triumfowała w całym turnieju, pokonując w finale Marię Sakkari. Było to zresztą powtórzenie finałowego starcia z 2022 roku, gdy również okazała się lepsza od Greczynki.

    Pierwsza rywalka Świątek już znana

    Dzięki rozstawieniu z numerem drugim Świątek rozpocznie tegoroczną rywalizację dopiero od drugiej rundy. Jej pierwszą przeciwniczką będzie właśnie Kayla Day. Obie tenisistki nigdy wcześniej nie grały ze sobą w oficjalnym meczu.

    Starsza o dwa lata Day musiała w Indian Wells przebijać się przez kwalifikacje. W pierwszej rundzie turnieju głównego nie dała szans zawodniczce z czołowej setki rankingu. Sama zajmuje obecnie dopiero 187. miejsce w zestawieniu WTA, jednak przeciwko Jones zaprezentowała się bardzo pewnie.

    Brytyjka wygrała 6:3, 6:1, a jej przewaga była jeszcze większa, niż sugeruje wynik. W drugim secie prowadziła już 3:0 i dopiero wtedy pozwoliła rywalce zdobyć jedynego gema w tej partii.

    Udany początek sezonu Day

    Day może być zadowolona z początku sezonu, ponieważ ma już na koncie jeden tytuł. W lutym triumfowała w turnieju ITF w Orlando, gdzie w finale pokonała Amerykankę Katrinę Scott 6:4, 6:2.

    Świątek faworytką starcia

    Zdecydowaną faworytką sobotniego pojedynku będzie oczywiście Iga Świątek. Dla wiceliderki rankingu WTA będzie to pierwszy występ od 12 lutego. Wówczas Polka odpadła z turnieju w Dosze po niezwykle zaciętym meczu z Marią Sakkari, przegranym 6:4, 4:6, 5:7.

    Świątek z pewnością będzie chciała w Indian Wells powtórzyć przynajmniej wynik z poprzedniego sezonu, czyli awansować do półfinału. Droga do tego celu jest jednak długa, a już w kolejnej rundzie może dojść do interesującego rewanżu.

    Jeśli zarówno Polka, jak i Maria Sakkari wygrają swoje mecze drugiej rundy, ponownie staną naprzeciw siebie. Greczynka w swoim pierwszym spotkaniu zmierzy się z Austriaczką Lilli Tagger.

    Mecz Igi Świątek w drugiej rundzie zaplanowano na sobotę.

    Wynik meczu 1. rundy:
    Francesca Jones – Kayla Day 3:6, 1:6.