• 5:6 0-40 Rybakiny, szał Amerykanów na trybunach. Koniec po 136 minutach

    5:6 0-40 Rybakiny, szał Amerykanów na trybunach. Koniec po 136 minutach

    Rywalizacja w turnieju WTA 1000 w Indian Wells rozpoczęła się tego dnia o godzinie 20:00 czasu polskiego. Jeszcze zanim na głównym korcie Stadium 1 doszło do starcia Kamila Majchrzaka z Novakiem Djokoviciem, kibice mogli obejrzeć pojedynek z udziałem jednej z największych gwiazd kobiecego tenisa – Jelena Rybakina. Triumfatorka Australian Open 2026 zmierzyła się z reprezentantką gospodarzy Hailey Baptiste. Amerykanka sprawiła faworytce sporo problemów, a całe spotkanie przerodziło się w zaciętą, trzysetową batalię. Ostateczne rozstrzygnięcie zapadło dopiero po 136 minutach gry.

    Intensywny początek sezonu Rybakiny

    W przeciwieństwie do takich zawodniczek jak Aryna Sabalenka czy Iga Świątek, Rybakina nie zrezygnowała z żadnego z lutowych turniejów rangi WTA 1000 na Bliskim Wschodzie. W WTA Doha Open dotarła do ćwierćfinału, gdzie zatrzymała ją rewelacyjnie spisująca się Victoria Mboko. Następnie przeniosła się do WTA Dubai Tennis Championships, gdzie jednak jej występ zakończył się przedwcześnie. W spotkaniu o awans do ćwierćfinału przeciwko Antonia Ruzic Kazaszka skreczowała na początku trzeciego seta.

    Przed startem głównej rywalizacji w BNP Paribas Open Rybakina pojawiła się jeszcze na korcie podczas pokazowego Eisenhower Cup. Występując w parze z Taylor Fritz, obroniła tytuł zdobyty rok wcześniej. W półfinale duet ten pokonał parę Iga Świątek / Casper Ruud.

    Trudna przeprawa z Baptiste

    Prawdziwe zmagania w Kalifornii Rybakina rozpoczęła dopiero w drugiej rundzie, gdzie jej rywalką była Hailey Baptiste – tenisistka zajmująca 43. miejsce w światowym rankingu. Amerykanka znana jest z tego, że potrafi sprawić problemy wyżej notowanym przeciwniczkom i również tym razem udowodniła swoją waleczność. Kibice zgromadzeni na Stadium 1 byli świadkami bardzo wyrównanego i emocjonującego spotkania.

    Pierwszy set rozpoczął się znakomicie dla Rybakiny. Już w gemie otwarcia przełamała rywalkę, choć Baptiste prowadziła wcześniej 40:30. Chwilę później Kazaszka wyszła z trudnej sytuacji przy własnym serwisie – ze stanu 0:30 doprowadziła do wyniku 2:0. Z biegiem czasu Amerykanka zaczęła jednak łapać rytm i coraz śmielej atakowała serwis przeciwniczki. W szóstym gemie miała nawet break pointa, ale na przełamanie musiała poczekać do kolejnej okazji. W końcu doprowadziła do remisu 4:4, a po chwili wyszła nawet na prowadzenie.

    Wszystko wskazywało na to, że o losach seta zdecyduje tie-break. Baptiste była jednak o krok od zamknięcia partii wcześniej. W dwunastym gemie przy serwisie Rybakiny prowadziła już 40:0, co oznaczało trzy setbole z rzędu. Publiczność głośno wspierała reprezentantkę USA, licząc na sensację. Rybakina zachowała jednak zimną krew – obroniła wszystkie trzy piłki setowe i doprowadziła do tie-breaka. W nim od stanu 2:2 przejęła inicjatywę i nie oddała jej już do końca, wygrywając pierwszą partię 7:6(5).

    Odpowiedź Amerykanki

    Początek drugiego seta był bardzo wyrównany i przebiegał pod dyktando serwujących. W drugim gemie Baptiste wyszła z trudnej sytuacji przy stanie 15:30 i po długiej walce doprowadziła do remisu. Gdy chwilę później Rybakina utrzymała podanie do zera, wydawało się, że Kazaszka przejęła kontrolę nad wydarzeniami. Niespodziewanie jednak w jej grze pojawił się kryzys.

    Baptiste doskonale to wykorzystała. W piątym gemie przełamała faworytkę, a następnie całkowicie zdominowała końcówkę seta. Amerykanka wygrała kolejne gemy bardzo pewnie i nie straciła już ani jednego punktu w partii. Ostatecznie triumfowała 6:2, doprowadzając do decydującego seta i wywołując ogromny entuzjazm wśród publiczności.

    Decydujący set dla Rybakiny

    Baptiste rozpoczęła trzecią partię z impetem i natychmiast wypracowała sobie break pointa po świetnym returnie. Rybakina zdołała jednak obronić się w długim gemie na przewagi, przerywając serię pięciu wygranych gemów przez rywalkę. Ten moment okazał się przełomowy.

    Kazaszka odzyskała pewność w swoich uderzeniach i w czwartym gemie przełamała Baptiste, nie tracąc przy tym ani jednego punktu przy jej serwisie. Amerykanka próbowała natychmiast odpowiedzieć i doprowadziła do równowagi w kolejnym gemie, lecz nie wywalczyła break pointa.

    Na tablicy wyników pojawił się rezultat 4:1 dla Rybakiny i od tego momentu mistrzyni tegorocznego Australian Open kontrolowała przebieg spotkania. W końcówce udało jej się jeszcze raz przełamać przeciwniczkę i przypieczętować zwycięstwo.

    Po 136 minutach zaciętej walki Jelena Rybakina wygrała 7:6(5), 2:6, 6:2 i awansowała do trzeciej rundy turnieju w Indian Wells. O miejsce w kolejnej fazie zmierzy się ze zwyciężczynią meczu Marta Kostiuk – Taylor Townsend.

  • Kłopoty Barcelony w Bilbao. Po wejściu Lewandowskiego nagły zwrot. Wystarczyło jedno uderzenie

    Kłopoty Barcelony w Bilbao. Po wejściu Lewandowskiego nagły zwrot. Wystarczyło jedno uderzenie

    Piłkarze Athletic Bilbao w ostatnich miesiącach bardzo źle wspominali rywalizację z FC Barcelona. Kibice z Kraju Basków wciąż mieli w pamięci bolesną porażkę 0:5 w półfinale Superpuchar Hiszpanii na początku roku. Tym razem spotkanie wyglądało jednak zupełnie inaczej. Mistrzowie Hiszpanii długo nie potrafili znaleźć sposobu na szczelną defensywę gospodarzy. Dopiero po wejściu na murawę Robert Lewandowski gra Barcelony nabrała tempa, a zwycięstwo zapewnił kapitalnym strzałem młody talent katalońskiego zespołu – Lamine Yamal. Dzięki temu Barcelona utrzymała czteropunktową przewagę nad Real Madryt w tabeli.

    Trudna historia starć z Barceloną

    Ostatnie mecze z Barceloną były dla Athleticu prawdziwą zmorą. Oprócz wspomnianej porażki w Superpucharze Hiszpanii Baskowie przegrywali także w lidze – jesienią aż 0:4 na stadionie Barcelony. W poprzednim sezonie również nie potrafili znaleźć sposobu na kataloński zespół, który zwyciężał 3:0 i 2:1 w lidze oraz 2:0 w Superpucharze.

    Sobotnie starcie miało ogromne znaczenie dla układu tabeli La Liga. Dzień wcześniej Real Madryt, mimo licznych problemów kadrowych, wygrał 2:1 z Celta Vigo i zmniejszył stratę do Barcelony do zaledwie jednego punktu. Z kolei dziewiąty w tabeli Athletic walczy o miejsce gwarantujące udział w europejskich pucharach w przyszłym sezonie.

    Lewandowski na ławce po kontuzji

    Polscy kibice liczyli na powrót do wyjściowego składu Robert Lewandowski, który niedawno zmagał się z kontuzją – doznał złamania w obrębie twarzoczaszki. Uraz okazał się jednak mniej poważny, niż początkowo przypuszczano, dlatego napastnik znalazł się w kadrze meczowej. Trener Hansi Flick zdecydował się jednak rozpocząć spotkanie bez Polaka. „Lewy” rozpoczął mecz na ławce rezerwowych razem z bramkarzem Wojciech Szczęsny.

    Athletic postawił trudne warunki

    Początek meczu mógł być dla Barcelony fatalny. Już po 19 sekundach gospodarze byli o krok od zdobycia bramki. Po dośrodkowaniu z lewej strony Joao Cancelo interweniował bardzo niefortunnie i piłka odbiła się od poprzeczki. Portugalczyk próbował zrehabilitować się kilka minut później strzałem z dystansu, ale uderzył bardzo niecelnie. Wcześniej dobrą okazję miał Ferran Torres, który jednak nie zdecydował się na strzał.

    W 11. minucie poważny problem pojawił się w zespole gospodarzy. Kontuzji doznał Unai Gomez, który po jednym ze starć upadł na murawę i natychmiast złapał się za kolano. 22-letni skrzydłowy musiał opuścić boisko przy pomocy fizjoterapeutów.

    Po intensywnym początku tempo spotkania wyraźnie spadło. Barcelona dominowała w posiadaniu piłki, lecz nie przekładało się to na konkretne okazje bramkowe. Baskowie bronili się bardzo konsekwentnie, a bramkarz Unai Simon przez długi czas nie miał zbyt wiele pracy.

    Niewykorzystane okazje gospodarzy

    Najlepszą okazję Athletic miał w 35. minucie. Po błędzie Barcelony sam na sam z bramkarzem znalazł się Selton Sanchez, lecz golkiper gości Joan Garcia zachował zimną krew i w ostatniej chwili przerwał akcję.

    Chwilę przed przerwą kibice na stadionie eksplodowali z radości, gdy Inaki Williams pokonał Garcíę płaskim strzałem. Radość trwała jednak tylko chwilę – sędzia José Luis Munuera Montero dopatrzył się spalonego, co potwierdziły powtórki.

    Wejście Lewandowskiego i decydujący moment

    Po zmianie stron Barcelona nadal miała problem z przełamaniem defensywy gospodarzy. W 62. minucie trener Hansi Flick zdecydował się na potrójną zmianę. Na boisko weszli Robert Lewandowski, Raphinha oraz Fermin Lopez, którzy zastąpili Ferran Torres, Marcus Rashford i Dani Olmo.

    Polski napastnik już kilka minut po wejściu miał dobrą okazję – otrzymał dokładne podanie z prawego skrzydła, lecz jego strzał został zablokowany przez obrońcę.

    Magiczny moment Yamala

    Przełom nastąpił w 68. minucie. Przez większą część spotkania mało widoczny Lamine Yamal w decydującym momencie popisał się fenomenalnym uderzeniem. Piłka po strzale 18-latka odbiła się od słupka i wpadła do bramki obok bezradnego Unai Simon.

    Gospodarze do końca walczyli o wyrównanie, lecz Barcelona nie pozwoliła sobie odebrać zwycięstwa na trudnym terenie w Bilbao. Dzięki temu FC Barcelona utrzymała cztery punkty przewagi nad Real Madryt.

    W następnej kolejce Real Madryt zmierzy się u siebie z Elche CF, natomiast Barcelona zagra na Camp Nou przeciwko Sevilla FC.

  • Świątek przegrywała już 1:5. Szalona pogoń na start Indian Wells

    Świątek przegrywała już 1:5. Szalona pogoń na start Indian Wells

    Powrót Iga Świątek do rywalizacji po trzytygodniowej przerwie zakończył się zwycięstwem. W drugiej rundzie prestiżowego turnieju BNP Paribas Open Polka pokonała Amerykankę Kayla Day 6:0, 7:6. Choć pierwszy set był jednostronnym pokazem siły wiceliderki światowego rankingu, druga partia przyniosła ogromne emocje – Świątek przegrywała już 1:5, lecz zdołała odwrócić losy seta i rozstrzygnąć go na swoją korzyść w tie-breaku. W kolejnej rundzie jej rywalką będzie Greczynka Maria Sakkari, z którą niedawno przegrała w Dosze.

    Powrót po przerwie i szybkie wejście w mecz

    Dla Świątek był to pierwszy występ od 12 lutego. Wówczas zakończyła udział w turnieju w Dosze na etapie ćwierćfinału, przegrywając właśnie z Sakkari. Następnie wycofała się z rywalizacji w Dubaju, decydując się na odpoczynek i spokojne treningi przed kolejnymi startami.

    Do rywalizacji wróciła w Indian Wells, gdzie jako zawodniczka rozstawiona rozpoczęła zmagania od drugiej rundy. Jej przeciwniczką była Kayla Day, która w pierwszej rundzie pokonała Brytyjkę Francesca Jones 6:3, 6:1.

    Początek meczu był dla Polki nieco nerwowy. Już w pierwszym gemie serwisowym popełniła dwa podwójne błędy i musiała przyzwyczaić się do trudnych warunków panujących na kortach w Kalifornii, gdzie od kilku dni tenisistkom dokucza silny wiatr. Szczególnie utrudnia on podrzut piłki przy serwisie.

    Dominacja w pierwszym secie

    Adaptacja Świątek do warunków trwała jednak bardzo krótko. Po zaledwie jedenastu minutach prowadziła już 3:0. Polka grała spokojnie i bardzo płynnie, imponując przede wszystkim znakomitym returnem. Jedno z takich uderzeń dało jej bezpośredni punkt i pierwsze przełamanie.

    Chwilę później było już 4:0 dla wiceliderki rankingu. Z biegiem seta poprawiała serwis, a w wymianach wyraźnie narzucała tempo, z którym Day nie była w stanie sobie poradzić. Amerykanka, zajmująca obecnie dopiero 187. miejsce w rankingu WTA, rzadko ma okazję rywalizować z zawodniczkami światowej czołówki i było to wyraźnie widoczne.

    Najbardziej wyrównany okazał się piąty gem. Day wywalczyła w nim trzy break pointy po serii odważnych zagrań i głębokich returnów. Świątek jednak zachowała spokój, grała taktycznie i nie pozwoliła rywalce wykorzystać żadnej z szans. Ostatecznie pierwszego seta zamknęła po podwójnym błędzie serwisowym Amerykanki. Cała partia trwała zaledwie 27 minut i zakończyła się wynikiem 6:0.

    Drugi set pełen zwrotów akcji

    Druga odsłona meczu wyglądała zupełnie inaczej. Day rozpoczęła ją od przełamania serwisu Świątek i zaczęła grać zdecydowanie odważniej. Po chwili prowadziła już 2:0, a kibice nagrodzili ją owacją za pierwszy wygrany gem w meczu.

    Amerykanka złapała wyraźny rytm. W pewnym momencie wygrała dziewięć punktów z rzędu i była bardzo blisko podwójnego przełamania. Choć Polce udało się zmniejszyć straty na 1:2, przeciwniczka nie straciła pewności siebie. Coraz lepiej serwowała i po kolejnych udanych akcjach wyszła na prowadzenie 3:1.

    Problemy Świątek narastały. Polka popełniała błędy, miała też kłopoty z utrzymaniem równowagi na korcie, co sugerowało możliwe problemy z obuwiem. Day wykorzystała moment słabości faworytki i po kolejnym przełamaniu prowadziła już 4:1, a chwilę później nawet 5:1.

    Wielki powrót Świątek

    Gdy wydawało się, że Amerykanka doprowadzi do trzeciego seta, nastąpił zwrot akcji. Świątek zaczęła grać znacznie pewniej – spokojniej budowała akcje i wybierała właściwe momenty do przyspieszenia. Choć wciąż zdarzały się jej pojedyncze błędy, coraz częściej oglądaliśmy tenis znany z pierwszej partii.

    Day natomiast zaczęła odczuwać presję. Jej uderzenia traciły płynność, a przewaga szybko topniała. Kluczowy był jeden z długich gemów, w którym Polka wygrała wyczerpującą wymianę, pokazując ogromną cierpliwość. To był sygnał, że wraca do swojej najlepszej gry.

    Świątek doprowadziła do wyrównania 5:5, a o losach seta zdecydował tie-break. W nim Amerykanka nie wytrzymała napięcia, natomiast Polka zagrała bardzo pewnie i kontrolowała przebieg rozgrywki. Ostatecznie triumfowała w całym meczu 6:0, 7:6, pieczętując efektowny powrót.

    Kolejne wyzwanie w Indian Wells

    W trzeciej rundzie turnieju w Indian Wells rywalką Świątek będzie Maria Sakkari. Greczynka, zajmująca obecnie 34. miejsce w rankingu WTA, pokonała w drugiej rundzie Austriaczkę Lilli Tagger 7:5, 6:0.

    Ich ostatnie spotkanie zakończyło się zwycięstwem Sakkari – w Dosze wygrała z Polką 2:6, 6:4, 7:5. Nadchodzący mecz będzie więc dla Świątek okazją do rewanżu i kolejnym poważnym testem w kalifornijskim turnieju.

  • Wim Fissette’s Coaching Impact on Iga Swiatek’s Game Development

    Wim Fissette’s Coaching Impact on Iga Swiatek’s Game Development

    At the BNP Paribas Open, Wim Fissette is deeply engaged in a coaching clinic focused on Iga Swiatek, the world’s No. 2 female player and a formidable six-time Grand Slam singles champion. Fissette’s approach embodies the blend of technical expertise and teaching ability necessary for success at the pinnacle of tennis. Over the course of 18 years, he has coached a number of Grand Slam champions, including Kim Clijsters, Simona Halep, and Naomi Osaka, but it is his recent work with Swiatek that stands out, particularly following her surprising Wimbledon victory last year.

    Fissette emphasizes the importance of creating a clear vision for an athlete’s game plan, especially when transitioning from one surface to another. Swiatek, known for her dominance on clay, faced challenges on grass, struggling with lower bounces and a slippery surface. Before her Wimbledon run, Swiatek had a modest record on grass, which made her more open to experimentation and willing to step out of her comfort zone.

    Fissette notes that the key to Swiatek’s success lay in gradually building her confidence through small improvements and building on her positive experiences. This shift in mindset allowed her to embrace risks and enhance her serve, which were critical in her journey to capturing the Wimbledon title. She showcased her prowess by winning the final two matches with remarkable ease, solidifying her status as a versatile player capable of triumphing on every surface.

    As they prepare for the 2026 season, where Swiatek holds a 9-4 record so far, Fissette underscores that the duo is consistently fine-tuning her game. Looking ahead to her first match in Indian Wells, he highlights the importance of the Bad Homburg tournament as a confidence booster prior to Wimbledon, where Swiatek demonstrated her growing comfort on grass.

    Reflecting on Swiatek’s attributes as a player, Fissette draws parallels with other greats he has coached, particularly Angelique Kerber, in terms of mentality and work ethic. They both share a relentless drive and commitment to improvement, a sentiment Swiatek embodies as she remains focused on her growth rather than past successes.

    Fissette conveys that while Swiatek has already achieved more Grand Slam victories than any of his previous charges at such a young age, her outlook remains grounded. She is driven not by past accolades but by a desire to keep evolving in her sport, a crucial element in maintaining competitiveness in a landscape with many emerging talents.

    Both coach and player understand the modern landscape of tennis, where athletes thrive well into their late 20s and early 30s, offering hope for Swiatek as she navigates her career. Fissette acknowledges that continual development is vital and that the pressure of immediate success does not define longevity in the sport. As they face upcoming challenges together, the mutual commitment to improvement remains a cornerstone of their journey.

  • 1:5, Iga Świątek na deskach. Niebywałe, co zrobiła potem w Indian Wells

    1:5, Iga Świątek na deskach. Niebywałe, co zrobiła potem w Indian Wells

    Zanim Polka wyszła na kort jasne było już z kim może zmierzyć się w kolejnym meczu. I nie były to dobre wieści. Na zwyciężczynie starcia Świątek — Day czekała bowiem Maria Sakkari, która pokonała w dwóch setach Lilli Tagger. W drugiej partii Greczynka rozbiła niżej notowaną rywalkę do zera i potwierdziła, że jest w dobrej formie. A o tym już kilka tygodni temu przekonała się Raszynianka, która przegrała z nią w ćwierćfinale turnieju w Dausze.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Jakie były problemy Igi Świątek w drugiej partii?

    Kto będzie rywalką Świątek w trzeciej rundzie?

    Jaki był rezultat pierwszego seta meczu Świątek z Day?

    Jak zakończył się tie-break w meczu Świątek?

    Świątek sobotniego starcia nie rozpoczęła najlepiej. W pierwszym gemie popełniła dwa podwójne błędy serwisowe i pozwoliła rywalce doprowadzić do równowagi. Mimo tego 24-latka utrzymała serwis i objęła prowadzenie 1:0. W drugiej i trzeciej partii problemów już nie było. Wiceliderka rankingu szybko uzyskała przełamanie, a następnie wygrała własne podanie do zera. Tym samym, po 10 minutach na tablicy wyników widniał rezultat 3:0.
    Fenomenalna gra Igi Świątek! Rywalka była bezradna

    Dwie kolejne odsłony pierwszego seta były znacznie bardziej wyrównane i trwały blisko kwadrans. Najpierw Świątek postarała się o kolejne przełamanie, a chwilę później Day dość niespodziewanie stanęła przed szansą na odrobienie części strat. Pomimo stanu 40:15 i łącznie trzech break pointów Amerykanka nie odebrała jednak podania Polce.

    To uskrzydliło podopieczną Wima Fissette’a i jednocześnie przybiło Amerykankę, która w kolejnym gemie nie zdobyła nawet punktu i po niespełna 30 minutach przegrała seta 0:6.

    Tym bardziej zaskakujący był początek drugiej odsłony rywalizacji. W niej bowiem Day szybko przełamała Świątek, krótko po tym wygrała swoje podanie do zera, a przy kolejnym serwisie Polki wyszła na prowadzenie 40:0! Po dziewięciu wygranych punktach z rzędu w końcu pojawiły się jednak błędy i nasza tenisistka ostatecznie uniknęła stanu 0:3.
    Nagły kryzys Świątek. A potem kolejny zwrot. I awans!

    Na niewiele się to jednak zdało, bo chwilę później reprezentantka USA prowadziła już 4:1, mając na koncie podwójne przełamanie. Amerykanka poszła za ciosem i w kolejnym gemie nie pozwoliła Świątek zmniejszyć strat, sensacyjnie odskakując na 5:1.

    Zobacz także: Polski kompletnie rozbite. Były bez szans. Nie tak to miało wyglądać

    I gdy niemal wszystko wskazywało na to, że za chwilę miejscowi kibice będą mieli duże powody do radości, doszło do kolejnego zwrotu! Day zaczęła się mylić, a Polka stopniowo odrabiała straty i wygrywając cztery gemy z rzędu doprowadziła do remisu 5:5!

    Na tym jednak nie poprzestała. Przy swoim serwisie bowiem nie zawiodła i zrobiło się 6:5, a po jednym z punktów na korcie w Kalifornii można było usłyszeć głośne “jazda”. Ale Day broni nie złożyła i finalnie o wszystkim zadecydował tie-break. W nim raz po raz na korcie wybrzmiewała “jazda”, bo 24-latka zdobywała kolejne punkty. Ostatecznie wygrała decydującą rozgrywkę aż 7-2 i mogła cieszyć się z końcowego zwycięstwa.

    O czwartą rundę w Indian Wells nasza tenisistka powalczy z Marią Sakkari. To spotkanie śmiało można nazwać hitem. Co ciekawe, obie zawodniczki zmierzyły się ze sobą niedawno, bo 12 lutego w ćwierćfinale imprezy w Dausze. I wówczas lepsza okazała się Greczynka, która po przegranej w pierwszym secie 2:6, w dwóch kolejnych triumfowała 6:4, 7:5.

  • Historyczny gol Pajor, potem czerwona kartka. Polki postawiły się gigantowi

    Historyczny gol Pajor, potem czerwona kartka. Polki postawiły się gigantowi

    Piłkarska reprezentacja Polski kobiet rozpoczęła eliminacje do mistrzostw świata od remisu 2:2 z Holandią. Kilka dni później przed drużyną stanęło jednak jeszcze trudniejsze zadanie – wyjazdowe spotkanie w Dijon z jedną z najlepszych reprezentacji na świecie, Francją. Choć „Biało-Czerwone” pokazały charakter i zdobyły historycznego gola za sprawą Ewy Pajor, ostatecznie po meczu rozgrywanym przez długi czas w osłabieniu przegrały 1:4.

    Podopieczne Niny Patalon rozpoczęły kwalifikacje we wtorek. W grupie mierzą się z wymagającymi rywalkami – Holandią, Francją oraz Irlandią. Choć Polki nie są stawiane w roli faworytek do zwycięstwa w grupie, ambitnie walczą o jak najlepszy wynik i szansę na upragniony awans na mundial.

    Pierwsze spotkanie z Holenderkami w Gdańsku zakończyło się niespodziewanym remisem 2:2. Po bardzo dobrej postawie naszej drużyny pojawiła się nadzieja, że Polki mogą zaprezentować się z dobrej strony także w starciu z Francją w Dijon. Tym razem jednak przeciwniczki należały do ścisłej światowej czołówki i to one były zdecydowanymi faworytkami.

    Sobotni mecz był dopiero trzecim w historii pojedynkiem obu reprezentacji. W dwóch wcześniejszych starciach górą były Francuzki, które wygrywały 2:0 oraz 6:0. Również tym razem szybko pokazały swoją siłę. W 20. minucie wynik otworzyła Marie-Antoinette Katoto, która popisała się znakomitym strzałem głową i wyprowadziła gospodynie na prowadzenie.

    Polki nie zamierzały jednak łatwo oddać pola. Grały odważnie i w 29. minucie doprowadziły do wyrównania. Po podaniu Tanji Pawollek w polu karnym najlepiej odnalazła się Ewa Pajor. Napastniczka Barcelony delikatnie skierowała piłkę w stronę bramki, a bramkarka Francji Pauline Peyraud-Magnin popełniła błąd. Tym samym padł pierwszy w historii gol reprezentacji Polski kobiet w meczu przeciwko Francji.

    Z czasem jednak gospodynie zaczęły przejmować inicjatywę. Jeszcze przed przerwą zamieszanie w polu karnym wykorzystała Sakina Karchaoui. Zawodniczka Paris Saint-Germain z bliskiej odległości pokonała Kingę Szemik i ponownie dała Francuzkom prowadzenie.

    Sytuacja Polek dodatkowo się skomplikowała pod koniec pierwszej połowy. Drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną, otrzymała Nadia Krezyman. Oznaczało to, że „Biało-Czerwone” musiały radzić sobie w dziesiątkę przez całą drugą część spotkania.

    Po przerwie przewaga Francji była jeszcze bardziej widoczna. W 59. minucie sędzia podyktowała rzut karny dla gospodyń. Do piłki podeszła Karchaoui i pewnym strzałem w lewy dolny róg podwyższyła wynik na 3:1.

    https://x.com/sport_tvppl/status/2030385378406850732?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2030385378406850732%7Ctwgr%5E70772d863fcc2bb467b120133060edd877b3a284%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Fpilka-nozna%2Freprezentacja-polski%2Fnews-historyczny-gol-pajor-potem-czerwona-kartka-polki-postawilynId22616920

    Kilka minut później Francuzki zadały kolejny cios. Po dośrodkowaniu kapitan reprezentacji Francji piłka odbiła się od Martyny Zieniewicz, a całą sytuację wykorzystała Kadidiatou Diani. Zawodniczka Lyonu z bliska skierowała piłkę do siatki, ustalając rezultat meczu na 4:1.

    W końcówce spotkania gospodynie kontrolowały przebieg gry i nie dopuściły już do groźniejszych sytuacji pod swoją bramką. Ostatecznie Francja wygrała 4:1 i odniosła drugie zwycięstwo w tych kwalifikacjach.

    Polki kolejne mecze rozegrają w kwietniu przeciwko Irlandii. Pierwsze spotkanie zaplanowano na 14 kwietnia, a rewanż cztery dni później. Będą to bardzo ważne starcia, które mogą mieć kluczowe znaczenie dla układu tabeli w grupie eliminacyjnej.

  • Dominacja, zapaść i pogoń z 1:5. Iga Świątek powróciła do gry

    Dominacja, zapaść i pogoń z 1:5. Iga Świątek powróciła do gry

    Iga Świątek pokonała Kaylę Day 6:0, 7:6(2) i awansowała do trzeciej rundy Indian Wells. Polka przegrywała w drugim secie już 1:5. Był to też dla niej pierwszy mecz od blisko miesiąca.

    Po niespełna miesiącu do rywalizacji w cyklu WTA powróciła Iga Świątek. Wiceliderka światowego rankingu miała nieco dłuższą przerwę po tym, jak w Dosze odpadła na etapie ćwierćfinału. Pokonała ją Maria Sakkari.

    Polka ma za sobą mocną serię treningową. W pierwszym spotkaniu po powrocie do zmagań zmierzyła się z Kaylą Day. Amerykanka przebrnęła przez kwalifikacje, a w pierwszej rundzie tegorocznego Indian Wells pokonała Francescę Jones.

    ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: pożar podczas słynnych derbów. Strażacy próbowali opanować żywioł

    To było pierwsze starcie podopiecznej Wima Fissette’a z 25-letnią reprezentantką Stanów Zjednoczonych. Gem otwarcia przy podaniu Świątek okazał się wyrównany. Zawodniczka z Raszyna szukała rytmu serwisowego. Popełniła dwa podwójne błędy, ale ostatecznie opanowała sytuację.

    Sześciokrotna triumfatorka wielkoszlemowa szybko zdobyła przewagę na korcie. Niedługo zajęło jej przyzwyczajenie się do wietrznych warunków. Nasza tenisistka grała z każdym punktem coraz odważniej. Posyłała wiele uderzeń kończących, popełniając niewielką liczbę błędów.

    Świątek zdobyła przełamanie przy pierwszej okazji i na tym się nie zatrzymała. Day próbowała nawiązać jakąkolwiek walkę, ale była bezradna. Iga grała po prostu znakomicie. Szczególnie mógł się podobać jej agresywny i jednocześnie bardzo pewny forhend.

    Tym samym 24-latka wygrała premierową partię 6:0. Druga rozpoczęła się od nagłej zapaści zdecydowanej faworytki tego starcia. To niestety dość regularny schemat ostatnich spotkań w wykonaniu Świątek, która po pierwszym świetnym secie zupełnie traci rytm i koncentrację.

    Kayla Day szybko wyszła na prowadzenie 2:0 i miała trzy piłki z rzędu, aby wywalczyć podwójne przełamanie. Jej utytułowana rywalka się obroniła, co jednak nie wpłynęło na obraz gry. Świątek była spięta. Popełniała dużo prostych, czasem niezrozumiałych błędów. Nie pomagał też jej niestabilny serwis.

    Mało kto spodziewał się, że Amerykanka będzie prowadziła w secie 5:1. Tak się stało. Iga Świątek stanęła pod ścianą, ale na szczęście nieco się obudziła w krytycznej sytuacji. Podniosła poziom gry. Prezentowała nieco bardziej zachowawczy, choć jednocześnie efektywniejszy tenis.

    Polska tenisistka ruszyła w pogoń, która zakończyła się sukcesem. Wyrównała stan rywalizacji 5:5. Wszystko na końcu rozstrzygnęło się z kolei w tie-breaku. Ten rozpoczął się po myśli naszej zawodniczki.

    Świątek błyskawicznie uzyskała przewagę i zachowała koncentrację do samego końca. Wydostała się z tarapatów, zamknęła spotkanie w dwóch setach i awansowała do trzeciej rundy Indian Wells 2026. W niej zmierzy się z… Marią Sakkari.

    BNP Paribas Open, Indian Wells (USA)
    WTA 1000, kort twardy, pula nagród 9,415 mln dolarów
    sobota, 7 marca

    II runda gry pojedynczej:

    Iga Świątek (Polska, 2) – Kayla Day (USA) 6:0, 7:6(2)

    Program i wyniki turnieju kobiet

  • Było 1:5 w drugim secie, Świątek przegrywała ze 187. rakietą świata. Tie-break skończył mecz

    Było 1:5 w drugim secie, Świątek przegrywała ze 187. rakietą świata. Tie-break skończył mecz

    Powrót Iga Świątek do rywalizacji w cyklu WTA nastąpił po ponad trzech tygodniach przerwy. Polscy kibice długo czekali na moment, w którym wiceliderka światowego rankingu ponownie pojawi się na korcie. Stało się to podczas prestiżowego turnieju Indian Wells, gdzie Polka rozpoczęła zmagania od drugiej rundy. Jej rywalką była amerykańska kwalifikantka Kayla Day – zawodniczka z końca drugiej setki rankingu, która przed laty uchodziła za ogromny talent i w 2016 roku wygrała juniorski turniej US Open.

    Błyskawiczny początek Świątek

    Pierwszy set nie pozostawił złudzeń co do różnicy poziomów. Świątek od początku narzuciła bardzo wysokie tempo gry, dominując w wymianach i zmuszając rywalkę do licznych błędów. Choć w pierwszym gemie Polka popełniła dwa podwójne błędy serwisowe, zdołała wyjść z opresji i utrzymać podanie. Od tego momentu jej gra zaczęła wyglądać coraz lepiej.

    Polka szybko przejęła kontrolę nad wydarzeniami na korcie. Kolejne gemy wygrywała pewnie, imponując agresywnymi returnami i skutecznymi uderzeniami kończącymi. Po zaledwie 12 minutach prowadziła już 3:0. Amerykanka próbowała walczyć, a w piątym gemie nawet wypracowała trzy break pointy, lecz Świątek za każdym razem wychodziła z trudnej sytuacji świetnymi akcjami.

    Efekt był bezlitosny dla Day – po 28 minutach gry Polka zamknęła pierwszą partię wynikiem 6:0. Statystyki tylko potwierdzały dominację wiceliderki rankingu – aż 16 winnerów w jednym secie mówiło samo za siebie.

    Historia rywalki

    Dla Kayli Day sam awans do drugiej rundy był już pewnym sukcesem. Amerykanka przed laty była jedną z najbardziej obiecujących juniorek świata. W 2016 roku triumfowała w juniorskim US Open, a wcześniej dotarła do półfinału juniorskiego Wimbledon Championships, gdzie przegrała z Anastasia Potapova. W tamtym okresie była nawet liderką juniorskiego rankingu ITF.

    Przejście do seniorskiego tenisa okazało się jednak znacznie trudniejsze. Jako nastolatka zdołała awansować w okolice 120. miejsca w rankingu, ale później jej rozwój wyhamował. Najwyżej była na 84. pozycji na świecie, jednak większość punktów zdobywała w turniejach ITF, gdzie nie rywalizuje się z absolutną światową czołówką.

    Spotkanie ze Świątek było dla niej dopiero czwartym meczem z zawodniczką z pierwszej dziesiątki rankingu. Wcześniej dwukrotnie mierzyła się z Garbiñe Muguruza oraz raz z Madison Keys – wszystkie te pojedynki przegrała.

    Niespodziewany zwrot akcji

    Drugi set rozpoczął się jednak zupełnie inaczej niż pierwszy. Już w pierwszym gemie Amerykanka wypracowała kolejne break pointy, a przy trzeciej okazji Świątek popełniła błąd z forhendu, posyłając piłkę w aut. Publiczność na stadionie numer dwa wybuchła radością – Day przełamała jedną z najlepszych tenisistek świata.

    Ten moment wyraźnie dodał Amerykance pewności siebie. W kolejnym gemie wygrała własne podanie do zera, a chwilę później znów znalazła się w znakomitej sytuacji przy serwisie Polki. W pewnym momencie wygrała aż dziewięć akcji z rzędu i zaczęła grać coraz odważniej.

    Świątek natomiast wyglądała na zaskoczoną takim rozwojem wydarzeń. Pojawiały się błędy, także podwójne przy serwisie, a Amerykanka wykorzystała moment zawahania i ponownie przełamała Polkę. Na tablicy wyników pojawiło się sensacyjne 4:1 dla Day.

    Chwilę później było już 5:1 dla Amerykanki, a przy stanie 30:30 w kolejnym gemie brakowało jej zaledwie dwóch punktów, by doprowadzić do trzeciego seta.

    Mistrzowska reakcja

    W tym właśnie momencie Świątek pokazała klasę zawodniczki ze ścisłej światowej czołówki. Polka zaczęła stopniowo odzyskiwać kontrolę nad meczem, poprawiła serwis i znów zaczęła dominować w wymianach z głębi kortu.

    Najpierw odrobiła część strat, a następnie wygrała kilka kluczowych gemów z rzędu. Amerykanka zaczęła odczuwać presję przy prowadzeniu 5:4 i własnym serwisie. Wtedy Świątek zdecydowanie przyspieszyła tempo gry, przełamała rywalkę i doprowadziła do remisu 5:5.

    Ostatecznie o losach drugiej partii zdecydował tie-break. W nim Polka była już zdecydowanie lepsza – grała pewnie i konsekwentnie, wygrywając 7:2.

    Awans i rewanż na horyzoncie

    Cały mecz zakończył się zwycięstwem Świątek 6:0, 7:6 (2). Choć wynik sugeruje stosunkowo pewną wygraną, druga partia była dla Polki poważnym testem koncentracji i odporności psychicznej.

    W kolejnej rundzie turnieju w Indian Wells na Świątek czeka już dobrze znana rywalka – Maria Sakkari. Będzie to okazja do rewanżu za niespodziewaną porażkę w ćwierćfinale turnieju w Doha, która była ostatnim występem Polki przed ponad trzytygodniową przerwą od startów.

  • Było 1:5 w drugim secie, Świątek przegrywała ze 187. rakietą świata. Tie-break skończył mecz

    Było 1:5 w drugim secie, Świątek przegrywała ze 187. rakietą świata. Tie-break skończył mecz

    Aż 23 dni minęły od poprzedniego występu Igi Świątek w turnieju WTA. Polka miewała oczywiście w przeszłości tak długie przerwy w trakcie sezonu, ale raczej jesienią, po US Open, przed startem zmagań w Azji.

    24-latka z Raszyna już pod koniec zeszłego roku zaznaczyła, że takie sytuacje, czyli rezygnacje z niektórych teoretycznie obowiązkowych turniejów WTA 1000, mogą się zdarzać. I niestraszne są tu kary nakładane przez WTA, “zerówki” wliczane do dorobku.

    Tym poprzednim występem był ćwierćfinał w Dosze z Marią Sakkari – niespodziewanie przegrany przez podopieczną Wima Fissette’a. A później nastąpiła zmiana planów, wycofanie z Dubaju, co – połączone z podobną decyzją Aryny Sabalenki – wywołało spore poruszenie. Polka poświęciła ten czas na przygotowania do Sunshine Double, czyli wielkich turniejów w Kalifornii (Indian Wells) i na Florydzie (Miami).

    W takich sytuacjach często bywa tak, że zawodniczka potrzebuje czasu, by złapać właściwy rytm. Bo nie zapewniają go treningi czy towarzyskie zmagania, a w przypadku Polki takim była rywalizacja w Eisenhower Cup. Dziś sytuacja była o tyle inna, że Iga wpadła na rywalkę z końca drugiej setki rankingu. A z takimi gra niezwykle rzadko. I zazwyczaj – dość krótko.

    WTA Indian Wells. Iga Świątek przystąpiła do rywalizacji. Mecz z byłą mistrzynią juniorskiego US Open w 1/32 finału

    Tą przeciwniczką byłą Kayla Day, niegdyś jeden z największych talentów światowego tenisa. W 2016 roku Amerykanka została juniorską mistrzynią US Open, chwilę wcześniej przegrała półfinał Wimbledonu z Anastazją Potapową, odniosła kilka innych sukcesów. I zajmowała pierwsze miejsce w światowym rankingu ITF.

    Tyle że od dorosłego tenisa dość brutalnie się odbiła. Jako nastolatka wskoczyła w okolice 120. pozycji na świecie – i kolejnego szczebla nie była już w stanie pokonać. Dwa lata temu wskoczyła na 84. pozycję, ale nie dzięki grze w głównym cyklu WTA, a właśnie przez sukcesy w zawodach ITF. A tam się z najlepszymi nie gra.
    Tenisistka w czapce i sportowym stroju wykonuje forehand, skupiając się na nadlatującej piłce tenisowej, trzymając rakietę jedną ręką na tle rozmazanego napisu na korcie.

    Iga Świątek, Indian Wells 2026Matthew Stockman/Getty ImagesAFP

    Dla Day był to czwarty mecz z zawodniczką z TOP 10 rankingu, wcześniej dwukrotnie mierzyła się z Garbine Muguruzą, raz z Madison Keys. Wszystkie te spotkania przegrała. Pierwszy raz jednak mogła rywalizować o punkty w wiceliderką rankingu.

    Świątek w ostatnich dniach dużo pracowała nad serwisem, to ma jej pomóc tak, jak pomagało podczas ostatniego Wimbledonu. Tymczasem w gemie otwarcia popełniła dwa podwójne błędy, choć wygrała go na przewagi. I dopiero później wskoczyła na swój właściwy poziom, przy którym rywalka nie miała już większych szans. Dwa kolejne gemy dorzuciła ekspresowo, po 12 minutach było już 3:0.

    Ostatni mecz z tak nisko notowaną zawodniczką, nie licząc dwóch starć w listopadzie w Billie Jean King Cup, zagrała w Montrealu – wtedy pokonała Chinkę Hanyu Guo 6:3, 6:1 – w 72 minuty. Teraz Polka obrała kurs na szybsze zakończenie potyczki z rywalką, dla której było to już czwarte spotkanie na kortach w Indian Wells. Musiała tu bowiem rywalizować w kwalifikacjach.

    Świątek się bowiem wyraźnie rozkręcała. Nawet gdy przyszły trudniejsze chwile – trzy break pointy dla Amerykanki w piątym gemie – to od razu popisała się takimi akcjami, po których można było tylko klaskać.

    Po 28 minutach było 6:0 dla Polki, miała to spotkanie pod całkowitą kontrolą. 16 winnerów świadczyło o tym najlepiej. I żal robiło się Kayli Day, że tak srogą lekcję musi otrzymywać przed swoimi kibicami.
    Tenisistka w niebieskiej koszulce i białej spódnicy wykonuje zamach rakietą tenisową na korcie podczas meczu, w tle widoczny fragment napisu na zielonej tablicy.

    Kayla Day w meczu z Igą ŚwiątekMatthew Stockman/Getty ImagesAFP

    Na triumfatorkę tego spotkania czekała już Maria Sakkari, która wcześniej pokonała 7:5, 6:0 Lilli Tagger. I musiałby się zdarzyć jakiś sportowy kataklizm, by nie doszło do rewanżu Polki z Greczynką za Dohę. Tymczasem sytuacja nagle gwałtownie się zmieniła.

    Drugi set zaczął się jednak niespodziewanie, Amerykanka znów miała dwie szanse na przełamanie serwisu Polki, później trzecią. I przy tej ostatniej Świątek się pomyliła, huknęła forhendem w aut. Kibice na Stadium 2 zareagowali owacją, Kayli Day też wyraźnie ulżyło.

    Amerykanka poszła za ciosem, wygrała swojego gema do zera, w kolejnym Polki też miała 40-0, patrząc ze swojej perspektywy. Zaliczyła dziewięć udanych akcji z rzędu.

    Wydawało się, że Iga już ten chwilowy kryzys ma za sobą, skoro jednak wygrała tego gema. A tymczasem Day była coraz bardziej pewna, coraz chętniej atakowała. Iga zaś sprawiała wrażenie pogubionej, może nawet zniechęconej. Znów została przełamana, zrobiło się 1:4. Takiego scenariusza chyba nikt się nie spodziewał. A za moment było 1:5 i 30-30, Day brakowało dwóch punktów do wyrównania stanu meczu.

    Polka wygrała trzy kolejne gemy, ale dalej nie można było mieć poczucia, że jest pewna swojego tenisa. Były podwójne błędy, były inne pomyłki, ale jednak nawiązała kontakt z rywalką. Kayla prowadziła już tylko 5:4, serwowała. Ale jednocześnie presja mogła jej w tym momencie wiązać już ręce i nogi.

    Stało się coś innego – to Polka wzięła sprawy w swoje ręce. I znów zaczęła grać jak na początku spotkania. Wyrównała na 5:5, choć awans zapewniła sobie dopiero po tie-breaku.

    Świątek wygrała ten mecz 6:0, 7:6 (2). I w poniedziałek lokalnego czasu zagra z Marią Sakkari.

    Dokładny zapis relacji na żywo z meczu 1/32 finału Indian Wells między Igą Świątek i Kaylą Day można znaleźć tutaj.
    Tenisistka w białym stroju na kortach trawiastych podczas meczu, z rakietą w ręku, uśmiechnięta po udanym zagraniu; w tle widoczny zegar ścienny i rozmyci kibice.

    Iga ŚwiątekDaisuke Urakami / Yomiuri / The Yomiuri Shimbun via AFPAFP
    Tenisistka w białej opasce i białym topie uderza piłkę tenisową z dużą siłą, koncentrując się na wykonaniu precyzyjnego zagrania.

    Kayla DayANTHONY WALLACEAFP

    Iga Świątek – Suzan Lamens. Skrót meczu.

  • Dwa sety Kawy w walce o finał WTA. Będzie wielki awans Polki w rankingu

    Dwa sety Kawy w walce o finał WTA. Będzie wielki awans Polki w rankingu

    Do Antalyi Katarzyna Kawa leciała mając siedem kolejnych porażek w singlu, ale też w pamięci, że to jej postawa przyczyniła się do historycznego tytułu dla Polski w United Cup. W Turcji 33-latka przegrała mecz otwarcia pierwszego turnieju WTA 125, z późniejszą triumfatorką Moyuką Uchijimą. Ten tydzień był już jednak lepszy, Kawa trzykrotnie triumfowała, dotarła do najlepszej czwórki. Finalistkę poznaliśmy po dwóch setach, pierwszy był kuriozalny. Polka oraz Ukrainka Anhelina Kalinina zaliczyły bowiem… 11 przełamań. Efekt świetnej postawy Katarzyny już widać w rankingu WTA “na żywo”.
    article cover

    Katarzyna Kawa zaliczy awans w kolejnej aktualizacji rankingu WTAIZHAR KHANAFP

    Katarzyna Kawa już jakiś czas temu postanowiła, że skupi się na grze pojedynczej – podjęła jeszcze jedną próbę awansu do najlepszej singlistek. W deblu już tam była, świetnie czuje się na korcie, zwłaszcza gdy ma wsparcie z tyłu. Widać to było w BJK Cup w Maladze, gdy tworzyła duet z Igą Świątek, ale też niedawno w United Cup. W Sydney, wspólnie z Janem Zieliński, cieszyła się po każdym z pięciu spotkań. To ta para niespodziewanie dała Biało-Czerwonym historyczny tytuł.

    Tyle że te piękne chwile nie przeniosły się na wyniki singlowe 33-latki z Krynicy Zdroju. W 2024 roku przegrała trzy ostatnie spotkania – w Madrasie, Dubaju i Limoges. A w styczniu i lutym doszło pięć kolejnych – w Melbourne, Lesznie, Ostrawie oraz Dosze i już w Antalyi.

    W tym tygodniu doszło jednak do długo oczekiwanego przełomu – Kawa wyeliminowała w pierwszej rundzie rozstawioną z “5” Mayar Sherif, później wygrałą dwa kolejne starcia. Zameldowała się w półfinale – tu w sobotę stoczyła pojedynek z Anheliną Kalininą.

    Ukrainka miała w zeszłym roku sześciomiesięczną przerwę, wypadła z pierwszej setki rankingu. Choć patrząc na jej wyniki od grudnia – tytuł w WTA 125 w Limoges, wygrane kwalifikacje Australian Open, finał pierwszych zawodów w Antalyi, można się spodziewać, że tylko na chwilę. Mówimy bowiem o tenisistce, która całkiem niedawno była jeszcze na 25. pozycji w rankingu. I świetnie radzi sobie na mączce, grała w końcu w finale WTA 1000 w Rzymie z Jeleną Rybakiną, choć skreczowała po kontuzji na początku drugiej partii.

    WTA Antalya. Katarzyna Kawa kontra Anhelina Kalinina. Stawką meczu finał turnieju rangi 125

    Mecz Polki i Ukrainki trwał 92 minut i był kuriozalny z jednego powodu: licznych przełamań. To że sytuacje z pięcioma czy sześcioma breakami w secie się zdarzają, nikogo nie dziwi. W tym pojedynku po 11 gemach było jednak… 11 przełamań! A później Kalinina w końcu wygrała swojego gema serwisowego i zapisała partię na swoim koncie jeszcze przed tie-breakiem.
    Tenisistka w żółtej spódniczce wykonuje dynamiczny forhend na korcie ziemnym, uderzając piłkę w trakcie meczu turniejowego.

    Katarzyna Kawa, Antalya 2026ORHAN CICEK/ANADOLUAFP

    Polka miała w tym pierwszym secie 22 procent skuteczności pierwszego oraz 25 drugiego serwisu. Jej rywalka jeszcze jakoś punktowała przy pierwszym wprowadzeniu piłki (12/24), ale była już bezradna przy drugim (1/12). To jednak ona znalazła się w połowie drogi do finału.

    W przeszłości Kawa i Kalinina grały dwukrotnie, oba te spotkania wygrała Polka. Tyle że działo się to jeszcze przed pandemią. Teraz doszło do skutecznego rewanżu, Kalinina w drugiej partii prezentowała się już znacznie lepiej. Przestał szwankować serwis, grała coraz pewniej. Polka co prawda w końcu wygrała swoje podanie, w trzecim gemie, ale już na starcie została przełamana. I tym razem z pogoni za rywalką nic nie wyszło. Skończyło się na 5:7, 2:6.

    Kalinina o tytuł zagra ze swoją rodaczką, najwyżej rozstawioną w tych zawodach, Ołeksandrą Olijnykową.

    Polka ma jednak co świętować. W rankingu “na żywo” już awansowała o dziewięć pozycji -na 137. miejsce. W najbliższym tygodniu 33-latka znów zagra w Antalyi w WTA 125. I jeszcze może poprawić swoją sytuację, bo “nie spadną” jej żadne punkty.

    Aktualizacja rankingu nastąpi zaś w poniedziałek 16 marca, po zakończeniu WTA 1000 w Indian Wells.
    Katarzyna Kawa rywalizowała o awans do drugiej rundy WTA 250 w Bogocie

    Katarzyna KawaPawel Andrachiewicz / PressFocus / NEWSPIX.PLNewspix/East News
    Anhelina Kalinina

    Anhelina KalininaTIZIANA FABI/AFPAFP

    Katarzyna Kawa – Marta Kostiuk. Skrót meczu.