• Było 1:5 w drugim secie, Świątek przegrywała ze 187. rakietą świata. Tie-break skończył mecz

    Było 1:5 w drugim secie, Świątek przegrywała ze 187. rakietą świata. Tie-break skończył mecz

    Powrót Iga Świątek do rywalizacji w cyklu WTA nastąpił po ponad trzech tygodniach przerwy. Polscy kibice długo czekali na moment, w którym wiceliderka światowego rankingu ponownie pojawi się na korcie. Stało się to podczas prestiżowego turnieju Indian Wells, gdzie Polka rozpoczęła zmagania od drugiej rundy. Jej rywalką była amerykańska kwalifikantka Kayla Day – zawodniczka z końca drugiej setki rankingu, która przed laty uchodziła za ogromny talent i w 2016 roku wygrała juniorski turniej US Open.

    Błyskawiczny początek Świątek

    Pierwszy set nie pozostawił złudzeń co do różnicy poziomów. Świątek od początku narzuciła bardzo wysokie tempo gry, dominując w wymianach i zmuszając rywalkę do licznych błędów. Choć w pierwszym gemie Polka popełniła dwa podwójne błędy serwisowe, zdołała wyjść z opresji i utrzymać podanie. Od tego momentu jej gra zaczęła wyglądać coraz lepiej.

    Polka szybko przejęła kontrolę nad wydarzeniami na korcie. Kolejne gemy wygrywała pewnie, imponując agresywnymi returnami i skutecznymi uderzeniami kończącymi. Po zaledwie 12 minutach prowadziła już 3:0. Amerykanka próbowała walczyć, a w piątym gemie nawet wypracowała trzy break pointy, lecz Świątek za każdym razem wychodziła z trudnej sytuacji świetnymi akcjami.

    Efekt był bezlitosny dla Day – po 28 minutach gry Polka zamknęła pierwszą partię wynikiem 6:0. Statystyki tylko potwierdzały dominację wiceliderki rankingu – aż 16 winnerów w jednym secie mówiło samo za siebie.

    Historia rywalki

    Dla Kayli Day sam awans do drugiej rundy był już pewnym sukcesem. Amerykanka przed laty była jedną z najbardziej obiecujących juniorek świata. W 2016 roku triumfowała w juniorskim US Open, a wcześniej dotarła do półfinału juniorskiego Wimbledon Championships, gdzie przegrała z Anastasia Potapova. W tamtym okresie była nawet liderką juniorskiego rankingu ITF.

    Przejście do seniorskiego tenisa okazało się jednak znacznie trudniejsze. Jako nastolatka zdołała awansować w okolice 120. miejsca w rankingu, ale później jej rozwój wyhamował. Najwyżej była na 84. pozycji na świecie, jednak większość punktów zdobywała w turniejach ITF, gdzie nie rywalizuje się z absolutną światową czołówką.

    Spotkanie ze Świątek było dla niej dopiero czwartym meczem z zawodniczką z pierwszej dziesiątki rankingu. Wcześniej dwukrotnie mierzyła się z Garbiñe Muguruza oraz raz z Madison Keys – wszystkie te pojedynki przegrała.

    Niespodziewany zwrot akcji

    Drugi set rozpoczął się jednak zupełnie inaczej niż pierwszy. Już w pierwszym gemie Amerykanka wypracowała kolejne break pointy, a przy trzeciej okazji Świątek popełniła błąd z forhendu, posyłając piłkę w aut. Publiczność na stadionie numer dwa wybuchła radością – Day przełamała jedną z najlepszych tenisistek świata.

    Ten moment wyraźnie dodał Amerykance pewności siebie. W kolejnym gemie wygrała własne podanie do zera, a chwilę później znów znalazła się w znakomitej sytuacji przy serwisie Polki. W pewnym momencie wygrała aż dziewięć akcji z rzędu i zaczęła grać coraz odważniej.

    Świątek natomiast wyglądała na zaskoczoną takim rozwojem wydarzeń. Pojawiały się błędy, także podwójne przy serwisie, a Amerykanka wykorzystała moment zawahania i ponownie przełamała Polkę. Na tablicy wyników pojawiło się sensacyjne 4:1 dla Day.

    Chwilę później było już 5:1 dla Amerykanki, a przy stanie 30:30 w kolejnym gemie brakowało jej zaledwie dwóch punktów, by doprowadzić do trzeciego seta.

    Mistrzowska reakcja

    W tym właśnie momencie Świątek pokazała klasę zawodniczki ze ścisłej światowej czołówki. Polka zaczęła stopniowo odzyskiwać kontrolę nad meczem, poprawiła serwis i znów zaczęła dominować w wymianach z głębi kortu.

    Najpierw odrobiła część strat, a następnie wygrała kilka kluczowych gemów z rzędu. Amerykanka zaczęła odczuwać presję przy prowadzeniu 5:4 i własnym serwisie. Wtedy Świątek zdecydowanie przyspieszyła tempo gry, przełamała rywalkę i doprowadziła do remisu 5:5.

    Ostatecznie o losach drugiej partii zdecydował tie-break. W nim Polka była już zdecydowanie lepsza – grała pewnie i konsekwentnie, wygrywając 7:2.

    Awans i rewanż na horyzoncie

    Cały mecz zakończył się zwycięstwem Świątek 6:0, 7:6 (2). Choć wynik sugeruje stosunkowo pewną wygraną, druga partia była dla Polki poważnym testem koncentracji i odporności psychicznej.

    W kolejnej rundzie turnieju w Indian Wells na Świątek czeka już dobrze znana rywalka – Maria Sakkari. Będzie to okazja do rewanżu za niespodziewaną porażkę w ćwierćfinale turnieju w Doha, która była ostatnim występem Polki przed ponad trzytygodniową przerwą od startów.

  • Było 1:5 w drugim secie, Świątek przegrywała ze 187. rakietą świata. Tie-break skończył mecz

    Było 1:5 w drugim secie, Świątek przegrywała ze 187. rakietą świata. Tie-break skończył mecz

    Aż 23 dni minęły od poprzedniego występu Igi Świątek w turnieju WTA. Polka miewała oczywiście w przeszłości tak długie przerwy w trakcie sezonu, ale raczej jesienią, po US Open, przed startem zmagań w Azji.

    24-latka z Raszyna już pod koniec zeszłego roku zaznaczyła, że takie sytuacje, czyli rezygnacje z niektórych teoretycznie obowiązkowych turniejów WTA 1000, mogą się zdarzać. I niestraszne są tu kary nakładane przez WTA, “zerówki” wliczane do dorobku.

    Tym poprzednim występem był ćwierćfinał w Dosze z Marią Sakkari – niespodziewanie przegrany przez podopieczną Wima Fissette’a. A później nastąpiła zmiana planów, wycofanie z Dubaju, co – połączone z podobną decyzją Aryny Sabalenki – wywołało spore poruszenie. Polka poświęciła ten czas na przygotowania do Sunshine Double, czyli wielkich turniejów w Kalifornii (Indian Wells) i na Florydzie (Miami).

    W takich sytuacjach często bywa tak, że zawodniczka potrzebuje czasu, by złapać właściwy rytm. Bo nie zapewniają go treningi czy towarzyskie zmagania, a w przypadku Polki takim była rywalizacja w Eisenhower Cup. Dziś sytuacja była o tyle inna, że Iga wpadła na rywalkę z końca drugiej setki rankingu. A z takimi gra niezwykle rzadko. I zazwyczaj – dość krótko.

    WTA Indian Wells. Iga Świątek przystąpiła do rywalizacji. Mecz z byłą mistrzynią juniorskiego US Open w 1/32 finału

    Tą przeciwniczką byłą Kayla Day, niegdyś jeden z największych talentów światowego tenisa. W 2016 roku Amerykanka została juniorską mistrzynią US Open, chwilę wcześniej przegrała półfinał Wimbledonu z Anastazją Potapową, odniosła kilka innych sukcesów. I zajmowała pierwsze miejsce w światowym rankingu ITF.

    Tyle że od dorosłego tenisa dość brutalnie się odbiła. Jako nastolatka wskoczyła w okolice 120. pozycji na świecie – i kolejnego szczebla nie była już w stanie pokonać. Dwa lata temu wskoczyła na 84. pozycję, ale nie dzięki grze w głównym cyklu WTA, a właśnie przez sukcesy w zawodach ITF. A tam się z najlepszymi nie gra.
    Tenisistka w czapce i sportowym stroju wykonuje forehand, skupiając się na nadlatującej piłce tenisowej, trzymając rakietę jedną ręką na tle rozmazanego napisu na korcie.

    Iga Świątek, Indian Wells 2026Matthew Stockman/Getty ImagesAFP

    Dla Day był to czwarty mecz z zawodniczką z TOP 10 rankingu, wcześniej dwukrotnie mierzyła się z Garbine Muguruzą, raz z Madison Keys. Wszystkie te spotkania przegrała. Pierwszy raz jednak mogła rywalizować o punkty w wiceliderką rankingu.

    Świątek w ostatnich dniach dużo pracowała nad serwisem, to ma jej pomóc tak, jak pomagało podczas ostatniego Wimbledonu. Tymczasem w gemie otwarcia popełniła dwa podwójne błędy, choć wygrała go na przewagi. I dopiero później wskoczyła na swój właściwy poziom, przy którym rywalka nie miała już większych szans. Dwa kolejne gemy dorzuciła ekspresowo, po 12 minutach było już 3:0.

    Ostatni mecz z tak nisko notowaną zawodniczką, nie licząc dwóch starć w listopadzie w Billie Jean King Cup, zagrała w Montrealu – wtedy pokonała Chinkę Hanyu Guo 6:3, 6:1 – w 72 minuty. Teraz Polka obrała kurs na szybsze zakończenie potyczki z rywalką, dla której było to już czwarte spotkanie na kortach w Indian Wells. Musiała tu bowiem rywalizować w kwalifikacjach.

    Świątek się bowiem wyraźnie rozkręcała. Nawet gdy przyszły trudniejsze chwile – trzy break pointy dla Amerykanki w piątym gemie – to od razu popisała się takimi akcjami, po których można było tylko klaskać.

    Po 28 minutach było 6:0 dla Polki, miała to spotkanie pod całkowitą kontrolą. 16 winnerów świadczyło o tym najlepiej. I żal robiło się Kayli Day, że tak srogą lekcję musi otrzymywać przed swoimi kibicami.
    Tenisistka w niebieskiej koszulce i białej spódnicy wykonuje zamach rakietą tenisową na korcie podczas meczu, w tle widoczny fragment napisu na zielonej tablicy.

    Kayla Day w meczu z Igą ŚwiątekMatthew Stockman/Getty ImagesAFP

    Na triumfatorkę tego spotkania czekała już Maria Sakkari, która wcześniej pokonała 7:5, 6:0 Lilli Tagger. I musiałby się zdarzyć jakiś sportowy kataklizm, by nie doszło do rewanżu Polki z Greczynką za Dohę. Tymczasem sytuacja nagle gwałtownie się zmieniła.

    Drugi set zaczął się jednak niespodziewanie, Amerykanka znów miała dwie szanse na przełamanie serwisu Polki, później trzecią. I przy tej ostatniej Świątek się pomyliła, huknęła forhendem w aut. Kibice na Stadium 2 zareagowali owacją, Kayli Day też wyraźnie ulżyło.

    Amerykanka poszła za ciosem, wygrała swojego gema do zera, w kolejnym Polki też miała 40-0, patrząc ze swojej perspektywy. Zaliczyła dziewięć udanych akcji z rzędu.

    Wydawało się, że Iga już ten chwilowy kryzys ma za sobą, skoro jednak wygrała tego gema. A tymczasem Day była coraz bardziej pewna, coraz chętniej atakowała. Iga zaś sprawiała wrażenie pogubionej, może nawet zniechęconej. Znów została przełamana, zrobiło się 1:4. Takiego scenariusza chyba nikt się nie spodziewał. A za moment było 1:5 i 30-30, Day brakowało dwóch punktów do wyrównania stanu meczu.

    Polka wygrała trzy kolejne gemy, ale dalej nie można było mieć poczucia, że jest pewna swojego tenisa. Były podwójne błędy, były inne pomyłki, ale jednak nawiązała kontakt z rywalką. Kayla prowadziła już tylko 5:4, serwowała. Ale jednocześnie presja mogła jej w tym momencie wiązać już ręce i nogi.

    Stało się coś innego – to Polka wzięła sprawy w swoje ręce. I znów zaczęła grać jak na początku spotkania. Wyrównała na 5:5, choć awans zapewniła sobie dopiero po tie-breaku.

    Świątek wygrała ten mecz 6:0, 7:6 (2). I w poniedziałek lokalnego czasu zagra z Marią Sakkari.

    Dokładny zapis relacji na żywo z meczu 1/32 finału Indian Wells między Igą Świątek i Kaylą Day można znaleźć tutaj.
    Tenisistka w białym stroju na kortach trawiastych podczas meczu, z rakietą w ręku, uśmiechnięta po udanym zagraniu; w tle widoczny zegar ścienny i rozmyci kibice.

    Iga ŚwiątekDaisuke Urakami / Yomiuri / The Yomiuri Shimbun via AFPAFP
    Tenisistka w białej opasce i białym topie uderza piłkę tenisową z dużą siłą, koncentrując się na wykonaniu precyzyjnego zagrania.

    Kayla DayANTHONY WALLACEAFP

    Iga Świątek – Suzan Lamens. Skrót meczu.

  • Dwa sety Kawy w walce o finał WTA. Będzie wielki awans Polki w rankingu

    Dwa sety Kawy w walce o finał WTA. Będzie wielki awans Polki w rankingu

    Do Antalyi Katarzyna Kawa leciała mając siedem kolejnych porażek w singlu, ale też w pamięci, że to jej postawa przyczyniła się do historycznego tytułu dla Polski w United Cup. W Turcji 33-latka przegrała mecz otwarcia pierwszego turnieju WTA 125, z późniejszą triumfatorką Moyuką Uchijimą. Ten tydzień był już jednak lepszy, Kawa trzykrotnie triumfowała, dotarła do najlepszej czwórki. Finalistkę poznaliśmy po dwóch setach, pierwszy był kuriozalny. Polka oraz Ukrainka Anhelina Kalinina zaliczyły bowiem… 11 przełamań. Efekt świetnej postawy Katarzyny już widać w rankingu WTA “na żywo”.
    article cover

    Katarzyna Kawa zaliczy awans w kolejnej aktualizacji rankingu WTAIZHAR KHANAFP

    Katarzyna Kawa już jakiś czas temu postanowiła, że skupi się na grze pojedynczej – podjęła jeszcze jedną próbę awansu do najlepszej singlistek. W deblu już tam była, świetnie czuje się na korcie, zwłaszcza gdy ma wsparcie z tyłu. Widać to było w BJK Cup w Maladze, gdy tworzyła duet z Igą Świątek, ale też niedawno w United Cup. W Sydney, wspólnie z Janem Zieliński, cieszyła się po każdym z pięciu spotkań. To ta para niespodziewanie dała Biało-Czerwonym historyczny tytuł.

    Tyle że te piękne chwile nie przeniosły się na wyniki singlowe 33-latki z Krynicy Zdroju. W 2024 roku przegrała trzy ostatnie spotkania – w Madrasie, Dubaju i Limoges. A w styczniu i lutym doszło pięć kolejnych – w Melbourne, Lesznie, Ostrawie oraz Dosze i już w Antalyi.

    W tym tygodniu doszło jednak do długo oczekiwanego przełomu – Kawa wyeliminowała w pierwszej rundzie rozstawioną z “5” Mayar Sherif, później wygrałą dwa kolejne starcia. Zameldowała się w półfinale – tu w sobotę stoczyła pojedynek z Anheliną Kalininą.

    Ukrainka miała w zeszłym roku sześciomiesięczną przerwę, wypadła z pierwszej setki rankingu. Choć patrząc na jej wyniki od grudnia – tytuł w WTA 125 w Limoges, wygrane kwalifikacje Australian Open, finał pierwszych zawodów w Antalyi, można się spodziewać, że tylko na chwilę. Mówimy bowiem o tenisistce, która całkiem niedawno była jeszcze na 25. pozycji w rankingu. I świetnie radzi sobie na mączce, grała w końcu w finale WTA 1000 w Rzymie z Jeleną Rybakiną, choć skreczowała po kontuzji na początku drugiej partii.

    WTA Antalya. Katarzyna Kawa kontra Anhelina Kalinina. Stawką meczu finał turnieju rangi 125

    Mecz Polki i Ukrainki trwał 92 minut i był kuriozalny z jednego powodu: licznych przełamań. To że sytuacje z pięcioma czy sześcioma breakami w secie się zdarzają, nikogo nie dziwi. W tym pojedynku po 11 gemach było jednak… 11 przełamań! A później Kalinina w końcu wygrała swojego gema serwisowego i zapisała partię na swoim koncie jeszcze przed tie-breakiem.
    Tenisistka w żółtej spódniczce wykonuje dynamiczny forhend na korcie ziemnym, uderzając piłkę w trakcie meczu turniejowego.

    Katarzyna Kawa, Antalya 2026ORHAN CICEK/ANADOLUAFP

    Polka miała w tym pierwszym secie 22 procent skuteczności pierwszego oraz 25 drugiego serwisu. Jej rywalka jeszcze jakoś punktowała przy pierwszym wprowadzeniu piłki (12/24), ale była już bezradna przy drugim (1/12). To jednak ona znalazła się w połowie drogi do finału.

    W przeszłości Kawa i Kalinina grały dwukrotnie, oba te spotkania wygrała Polka. Tyle że działo się to jeszcze przed pandemią. Teraz doszło do skutecznego rewanżu, Kalinina w drugiej partii prezentowała się już znacznie lepiej. Przestał szwankować serwis, grała coraz pewniej. Polka co prawda w końcu wygrała swoje podanie, w trzecim gemie, ale już na starcie została przełamana. I tym razem z pogoni za rywalką nic nie wyszło. Skończyło się na 5:7, 2:6.

    Kalinina o tytuł zagra ze swoją rodaczką, najwyżej rozstawioną w tych zawodach, Ołeksandrą Olijnykową.

    Polka ma jednak co świętować. W rankingu “na żywo” już awansowała o dziewięć pozycji -na 137. miejsce. W najbliższym tygodniu 33-latka znów zagra w Antalyi w WTA 125. I jeszcze może poprawić swoją sytuację, bo “nie spadną” jej żadne punkty.

    Aktualizacja rankingu nastąpi zaś w poniedziałek 16 marca, po zakończeniu WTA 1000 w Indian Wells.
    Katarzyna Kawa rywalizowała o awans do drugiej rundy WTA 250 w Bogocie

    Katarzyna KawaPawel Andrachiewicz / PressFocus / NEWSPIX.PLNewspix/East News
    Anhelina Kalinina

    Anhelina KalininaTIZIANA FABI/AFPAFP

    Katarzyna Kawa – Marta Kostiuk. Skrót meczu.

  • Sabalenka chce rewolucji w Wielkim Szlemie, Świątek mówi “stop”. Która ma rację?

    Sabalenka chce rewolucji w Wielkim Szlemie, Świątek mówi “stop”. Która ma rację?

    W ostatnich dniach znów rozgorzała dyskusja, czy tenisistki powinny, wzorem mężczyzn, rywalizować w formacie do trzech wygranych setów. Odmienne zdanie w tej sprawie wyraziły liderki – Aryna Sabalenka oraz Iga Świątek. Czy kobiety powinny grać w Wielkim Szlemie dłuższe spotkania?

    Pomysł rozgrywania spotkań kobiecych w takiej formule nie jest nowy. W przeszłości panie rywalizowały do trzech wygranych setów w finałach niektórych edycji kończącego sezon Turnieju Mistrzyń. Dziś temat wrócił za sprawą Craiga Tiley’a. Były dyrektor Australian Open, od niedawna szef Amerykańskiego Związku Tenisowego, zaproponował, by mecze pań w Wielkim Szlemie były rozgrywane w singlu od ćwierćfinału w formacie “best of five”.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Sabalenka: “Miałabym więcej tytułów”

    Dyskusja nabrała tempa po ostatnich wypowiedziach w Indian Wells. Obecna liderka rankingu WTA, Aryna Sabalenka, nie kryje entuzjazmu wobec propozycji wydłużenia meczów. Białorusinka, znana z potężnej siły fizycznej, upatruje w tym szansy na ugruntowanie swojej dominacji. Jej podejście jest uderzająco pragmatyczne i skupione na sobie. – Gdybyśmy to wdrożyli, miałabym pewnie więcej tytułów w Wielkim Szlemie. Czuję, że jestem silna fizycznie, że moje ciało sobie z tym poradzi – zadeklarowała.

    Sabalenka podkreśliła przy tym indywidualny charakter rywalizacji tenisowej: – Wszystkie zawodniczki musiałyby ostro pracować nad wytrzymałością, ale to jest sport indywidualny i musimy się martwić o siebie.

    To podejście, choć szczere, budzi kontrowersje, bo pomija globalny interes dyscypliny na rzecz jednostkowych korzyści. Aryna Sabalenka zabrzmiała bardziej, jak skupiona na własnych interesach, aniżeli prawdziwa liderka kobiecego tenisa nie tylko na korcie, ale i poza nim.

    Zupełnie inną optykę przyjęła Iga Świątek. Polka, mimo że fizycznie również należy do ścisłej czołówki, patrzy na problem systemowo. Jej zdaniem wydłużanie meczów stoi w sprzeczności z tym, jak dziś konsumujemy media. – Szczerze mówiąc, myślę, że to dziwne podejście w świecie, w którym wszystko staje się coraz szybsze. Nie wiem, czy publiczności by się to spodobało – zauważa Iga.

    Świątek słusznie punktuje, że organizatorzy już teraz szukają sposobów na skracanie meczów (np. tie-break w piątym secie w Wielkim Szlemie zamiast gry na przewagi), by uniknąć wielogodzinnych batalii, które rozbijają plan gier. Polka obawia się też o jakość widowiska: – Nie wiem, czy byłybyśmy w stanie utrzymać jakość gry przez pięć setów. Nigdy nie trenowałyśmy w sposób przygotowujący do tego.
    Świątek patrzy inaczej

    Dla Igi Świątek zmiana formatu oznaczałaby konieczność przemodelowania całego kalendarza WTA, co przy obecnym natłoku obowiązkowych turniejów wydaje się niemal niemożliwe. Dopiero co WTA zmagała się z krytyką z uwagi na zbyt dużą intensywność terminarza, problem nie został jeszcze rozwiązany, a teraz tenisistki miałyby otrzymać kolejne wyzwanie, w postaci dłuższej gry w Wielkim Szlemie.

    Do debaty włączyła się także Coco Gauff (aktualnie 4. w rankingu WTA), która – podobnie jak Iga Świątek – jest sceptyczna, choć przyznaje, że fizycznie by sobie poradziła. Amerykanka zauważa jednak istotny kłopot: propozycję, by kobiety grały “pięciosetówki” dopiero od ćwierćfinałów. Jej zdaniem zmiana formatu w trakcie imprezy mija się z celem. Jak grać do trzech wygranych setów, to – według Gauff – już od pierwszej rundy.

    I tu dochodzimy do sedna problemu: logistyki. Wyobraźmy sobie dzień na korcie centralnym Roland Garros czy Australian Open, w którym zaplanowano dwa mecze męskie i dwa kobiece – wszystkie w dłuższej formule. Przy pechowym zbiegu okoliczności – cztery “pięciosetówki” – taki maraton trwałby kilkanaście godzin. Bez gigantycznych inwestycji w kolejne korty, najlepiej z dachem, lub wydłużenia najważniejszych turniejów do trzech tygodni, proponowane rozwiązanie może sparaliżować rozgrywki.

    Analizując głosy tenisistek trudno nie odnieść wrażenia, że Iga Świątek wykazuje się większą dojrzałością w spojrzeniu na dyscyplinę. Aryna Sabalenka, forsując korzystny dla niej pomysł, zdaje się zapominać o pozostałych tenisistkach. Patrzy też na rywalizację bardzo krótkowzrocznie. W jednym turnieju Sabalenka, Gauff czy Świątek poradzą sobie z jeszcze intensywniejszymi startami, ale cztery razy w roku, gdy wcześniej nigdy nie grały tak długich spotkań? Polka słusznie wskazuje, że to wymaga zupełnie innego sposobu treningu, czego trudno się nauczyć mając 20 lat, czy w jeszcze późniejszym wieku.
    Będzie fala kontuzji?

    Łatwo też tenisistkom z absolutnej czołówki mówić o “pięciosetówkach”, gdy mogą liczyć na wieloosobowy sztab i najlepszą regenerację. Ale co z zawodniczką z 80. miejsca w rankingu WTA, która występuje w eliminacjach, a potem musiałaby grać maratony w turnieju głównym Wielkiego Szlema? To mogłoby pogłębić tylko przepaść między najlepszymi a resztą stawki.

    Przekonanie Aryny Sabalenki o słuszności rozważanego pomysłu przypomina też jej podejście do grudniowego meczu pokazowego z Nickiem Kyrgiosem w Dubaju. Wówczas liderka rankingu była przekonana, że warto rozgrywać mecz z Australijczykiem, choć wiele osób ze środowiska tenisowego ostrzegało, że to może skończyć się niekorzystnie zarówno dla niej, jak i dla kobiecego tenisa. Białorusinka zapewniała, że pokona Australijczyka, czym da dowód siły kobiet na korcie, a skończyło się pewnym zwycięstwem Kyrgiosa, który wcześniej przez osiem miesięcy nie grał zawodowo w tenisa. Mecz miał promować kobiece rozgrywki, a w rzeczywistości, przez sporą dysproporcję sił i wynik, jedynie wywołał niepotrzebne dyskusje o wyższości męskiego tenisa nad kobiecym.

    Czytaj także: Magda Linette odpadła z imprezy w Indian Wells

    Widać trzy główne argumenty za pozostawieniem w Wielkim Szlemie obecnego formatu kobiecych turniejów. Obecna intensywność gry wydaje się wystarczająca – mecze kobiet są często bardziej dynamiczne, bo każda piłka ma większą wagę, skoro wystarczy wygrać dwa sety do triumfu. Krótszy format wymusza koncentrację od pierwszego uderzenia.

    Do tego kobiecy tenis jest przez to bardziej nieprzewidywalny. Pojawia się więcej niespodzianek, co buduje emocje. W formule do trzech wygranych partii faworyt ma zawsze więcej czasu na odrobienie strat. Może podnieść się nawet wtedy, gdy przegrywa już 0:2 w setach i jest prawie na deskach.

    Równie ważny pozostaje także wątek zdrowotny. Przy obecnym kalendarzu Organizacji Kobiecego Tenisa, dołożenie tenisistkom nowych obowiązków to prosta recepta na falę kontuzji i przedwczesne kończenie karier. Zawodniczki po takich maratonach potrzebowałyby dłuższych przerw w startach, na co aktualnie nie ma miejsca. W tym roku zaledwie tydzień po Australian Open ruszył pierwszy w sezonie turniej rangi WTA 1000 – w Dosze. Jeśli gwiazdy będą grać jeszcze więcej, w końcu zostaną “zajechane”, co ostatecznie odbije się na jakości produktu o nazwie WTA Tour.

    Konieczność gry do trzech wygranych setów to jeden z argumentów tych, którzy uważają, że inaczej nie da się uzasadnić zrównania nagród dla obu płci w Wielkim Szlemie. Tymczasem równość finansowa nie musi oznaczać kopiowania męskich formatów, czy takich samych wyników. W lekkoatletycznej Diamentowej Lidze kobiety i mężczyźni są wynagradzani równo, choć nie uzyskają podobnych rezultatów.
    Czy dojdzie do zmian?

    Z drugiej strony, zwolennicy wydłużenia spotkań u pań wskazują nie tylko na wątek sprawiedliwości w zakresie finansów, ale także wartości dla kibiców i telewizji. Najbardziej pamiętne mecze w historii tenisa to często pięciosetowe batalie mężczyzn, np. Rafael Nadal – Roger Federer. Dłuższe mecze pozwalają opowiedzieć historię. Kibice mają więcej czasu na emocjonalne zaangażowanie się w widowisko. Finały kobiet, trwające czasem krócej niż godzinę, jak w zeszłorocznym Wimbledonie, gdy Iga Świątek rozbiła Amandę Anisimową 6:0, 6:0, są rozczarowaniem dla stacji telewizyjnych i fanów, którzy dużo zapłacili za bilety.

    Jednocześnie są tacy, którzy twierdzą, że format “best of five” prowadzi do większej sprawiedliwości w tenisie. Eliminuje bowiem przypadkowość. Dłuższy dystans premiuje stabilność formy, przygotowanie kondycyjne i odporność psychiczną. Do tego mecze pięciosetowe pozwalają na pamiętne powroty (ze stanu 0:2), co w obecnym formacie kobiecym (przy 0:1) jest znacznie trudniejsze do zrealizowania pod względem dramaturgicznym.

    W praktyce wydaje się jednak, że wydłużenie meczów tenisistek może paradoksalnie “zabić” ich jakość, zamieniając pokaz umiejętności w festiwal przetrwania. Czy wolimy oglądać szybki, intensywny mecz kobiecy, trwający czasem 90, a czasem 150 minut, czy pięciogodzinny maraton, w którym zawodniczki w czwartym secie będą ledwo stać na nogach? Wątpliwe, by kibice byli takimi obrazkami zachwyceni, a tym samym organizatorzy imprez, nie mówiąc już o głównych zainteresowanych. Wydaje się, że prędzej to mężczyznom skrócony zostanie format rozgrywek w Wielkim Szlemie do meczów do dwóch wygranych setów – z uwagi na naciski telewizji oraz zmianę sposobu konsumpcji mediów – niż kobiety zostaną zmuszone, by grać dłużej.

    Wczytywanie kolejnego artykułu…

  • Wykluczenie Osaki, Japonka nie wytrzymała. Wiadomość dotarła do Wiktorowskiego

    Wykluczenie Osaki, Japonka nie wytrzymała. Wiadomość dotarła do Wiktorowskiego

    4:0 na start, ale co stało się potem. Osaka zaskoczona. Koniec po 88 minutach

    Wykluczeniem z powodu kontuzji zakończył się udział Naomi Osaki w Australian Open, co mocno sfrustrowało Japonkę. Podopieczni Tomasza Wiktorowskiego po ponad miesięcznej przerwie przystąpiła do rywalizacji w Indian Wells, który zaczęła od zwycięstwa nad Victorią Jimenez Kasintsevą. Po spotkaniu nie wytrzymała i nadała głośną wiadomość, której odbiorcą był m.in. Tomasz Wiktorowski.
    Naomi Osaka

    Naomi OsakaPhil WalterGetty Images

    Od czasu powrotu na kort po przerwie macierzyńskiej Naomi Osaka regularnie zmaga się z problemami natury fizycznej. Japonka łapie kontuzje, przez które przedwcześnie kończy udział w poszczególnych turniejach. Było tak w ubiegłym roku w Osace, a także w Australian Open w styczniu.

    Po pokonaniu Antonii Ruzic i Sorany Cirstei 28-latka oddała walkowerem mecz z Maddison Inglis. Znów na drodze stanęła jej kontuzja, co doprowadziło do frustracji i zwątpienia. Świadomy problemów swojej podopiecznej jest Tomasz Wiktorowski.

    Naomi Osaka triumfuje w pierwszym meczu na Indian Wells. 88 minut walki

    Indian Wells była liderka rankingu WTA zaczęła od 2. rundy i pokonała w niej Victorię Jimenez Kasintsevę. Napotkała jednak większe problemy, aniżeli mogła się spodziewać.

    Pierwszego seta rozpoczęła kapotalnie – od podwójnego przełamania rywalki, co pozwoliło jej wyjść na prowadzenie 4:0. Później jednak wkradło się lekkie rozprężenie, co wykorzystała rywalka. Od stanu 5:1 doprowadziła ona do 5:5, a w sztabie Osaki zrobiło się nerwowo.

    Ostatecznie to 16. rakieta świata triumfowała 7:5. W drugiej partii poszło jej już dużo bardziej gładko. Oddała przeciwniczce tylko dwa gemy i po 88 minutach walki triumfowała 7:5, 6:2, pieczętując awans do 1/16 finału.

    Osaka w końcu nie wytrzymała. Nadała bolesną wiadomość

    Po meczu odniosła się do ostatnich problemów zdrowotnych. Nie ukrywała, że był to dla niej trudny okres. Ominęła w związku z tym turnieje w Dosze i Dubaju.

    Każdego roku czuję, jak to zaczyna się dziać. Byłam po prostu bardzo rozczarowana samą sobą, a potem, jak na ironię, podczas treningu doznałam kontuzji. Nabawiłam się kolejnego urazu

    – Mam nadzieję, że to już wystarczająco dużo kontuzji na cały rok. Jestem po prostu wdzięczna, że mogę tu być i grać – dodała podopieczna Tomasza Witorowskiego.

    Jak się okazuje, przyszłość polskiego trenera u boku byłej liderki liderki rankingu WTA stoi pod znakiem zapytania. Szczegóły zdradził Karol Stopa. – Albo Tomek zdoła jej narzucić swój rytm, albo to może być krótka przygoda. Z tego, co słyszałem, są umówieni do Indian Wells, a później ma nastąpić weryfikacja – przekazał w programie “Trzeci Serwis”.

    W kolejnym spotkaniu na Indian Wells Naomi Osaka zmierzy się z Camilą Osorio.
    Tenisistka w turkusowym stroju sportowym i niebieskiej czapce z daszkiem stoi z zamkniętymi oczami i lekko pochyloną głową, wyrażając emocje napięcia lub frustracji na korcie tenisowym podczas meczu.

    Naomi OsakaRobert PrangeGetty Images
    Mężczyzna z siwą brodą i okularami przeciwsłonecznymi trzymający rakietę tenisową, stojący przy siatce na niebieskim korcie tenisowym, wykonujący gest ręką podczas rozmowy lub instruktażu.

    Tomasz WiktorowskiFoto OlimpikAFP
    Tenisistka w jasnozielonej sukience uderza piłkę rakietą dwuręcznym backhandem; intensywna koncentracja na twarzy i dynamiczny ruch ramion podkreślają sportową rywalizację.

    Naomi OsakaMatthew StockmanAFP

    Alejandro Davidovich Fokina – Zachary Svajda. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • Sabalenka zaczęła Indian Wells. Faworytki miały kłopoty   

    Sabalenka zaczęła Indian Wells. Faworytki miały kłopoty  

    Podczas nocnej sesji turnieju w Indian Wells Masters kibice zobaczyli kilka spotkań z udziałem największych gwiazd kobiecego tenisa. Większość faworytek nie zawiodła i zameldowała się w trzeciej rundzie. Swoje mecze wygrały m.in. Aryna Sabalenka, Coco Gauff oraz Amanda Anisimova, choć nie każda z nich miała równie spokojną drogę do zwycięstwa. Z udanym powrotem na korty zaprezentowała się także Naomi Osaka.

    Sabalenka bez problemów na start

    Dla liderki rankingu WTA, Aryna Sabalenka, był to pierwszy występ od czasu finału Australian Open. Białorusinka zdecydowała się na dłuższą przerwę i opuściła lutowe turnieje na Bliskim Wschodzie – Qatar Open w Dosze oraz Dubai Tennis Championships. W tym czasie jednak nie brakowało wydarzeń w jej życiu prywatnym – tenisistka zaręczyła się ze swoim partnerem Georgiosem Frangulisem i do Kalifornii przyjechała już z pierścionkiem na dłoni.

    Rywalką Sabalenki w drugiej rundzie była Japonka Himeno Sakatsume, zajmująca 136. miejsce w światowym rankingu. Faworytka od początku kontrolowała przebieg spotkania. Już w pierwszym gemie przełamała przeciwniczkę, a następnie utrzymywała bezpieczną przewagę. Pierwszy set zakończył się wynikiem 6:4 dla Białorusinki.

    W drugiej partii liderka światowego rankingu jeszcze bardziej podkręciła tempo. Dwukrotnie odebrała serwis rywalce, sama nie dopuszczając jej nawet do break pointa. Ostatecznie Sabalenka zwyciężyła 6:4, 6:2 w zaledwie 72 minuty i zameldowała się w trzeciej rundzie, gdzie zmierzy się z Rumunką Jaqueline Cristian.

    Trudna przeprawa Gauff

    Znacznie więcej emocji dostarczył mecz z udziałem Coco Gauff. Amerykanka nie rozpoczęła sezonu tak dobrze, jak oczekiwano. W Melbourne i Dubaju dwukrotnie zatrzymywała ją Elina Svitolina, natomiast w Dosze sensacyjnie pokonała ją już w pierwszym meczu Elisabetta Cocciaretto.

    Powrót do gry na amerykańskiej ziemi również nie był dla niej łatwy. Jej przeciwniczką była Rosjanka Kamilla Rakhimova, która postawiła faworytce bardzo trudne warunki. Choć pierwszego seta Gauff wygrała dość pewnie 6:3, druga partia zamieniła się w prawdziwy tenisowy rollercoaster.

    Set trwał aż 75 minut – dłużej niż całe spotkanie Sabalenki. Gauff przegrywała już 2:5 i była podwójnie przełamana. Rachimowa dwukrotnie serwowała po zwycięstwo w secie, ale Amerykanka za każdym razem potrafiła się obronić, broniąc także piłki setowej. W końcówce seta serwis przestał być atutem którejkolwiek z zawodniczek – przełamania padały jedno po drugim.

    O losach partii zdecydował tie-break, w którym Gauff zachowała więcej zimnej krwi i zwyciężyła 7:5. Całe spotkanie wygrała 6:3, 7:6(5) po dwóch godzinach walki. W kolejnej rundzie zmierzy się z lepszą z pojedynku Alexandra Eala – Dayana Yastremska.

    Anisimova odwróciła losy meczu

    Spore kłopoty na początku swojego spotkania miała również Amanda Anisimova. Amerykanka sensacyjnie przegrała pierwszego seta z Rosjanką Anna Blinkova 5:7, choć sama aż trzykrotnie przełamywała rywalkę. Problemem był jednak jej własny serwis – straciła go aż cztery razy.

    Od drugiej partii obraz gry zmienił się diametralnie. Anisimova zaczęła dominować na korcie i błyskawicznie przejęła inicjatywę. Kolejne sety wygrała zdecydowanie 6:1 i 6:0. Co ciekawe, oba trwały łącznie tylko sześć minut dłużej niż pierwsza partia. Dzięki temu Amerykanka awansowała do trzeciej rundy, gdzie zagra z Emma Raducanu.

    Udany powrót Osaki

    Z dobrej strony pokazała się również Naomi Osaka, dla której był to pierwszy występ od czasu Australian Open. Japonka musiała wtedy wycofać się z powodu kontuzji i przez ponad miesiąc pauzowała.

    W drugiej rundzie jej rywalką była reprezentantka Andory Victoria Jimenez Kasintseva. Początek meczu zapowiadał się na jednostronny – Osaka prowadziła już 5:1 w pierwszym secie. Rywalka zdołała jednak doprowadzić do wyrównania 5:5, co na chwilę skomplikowało sytuację faworytki. Ostatecznie Japonka opanowała nerwy i wygrała seta 7:5.

    W drugiej partii Osaka nie pozostawiła już żadnych wątpliwości, zwyciężając 6:2. Cały mecz trwał 88 minut i zakończył się jej awansem do trzeciej rundy. Tam zmierzy się z Kolumbijką Camila Osorio, która wcześniej niespodziewanie wyeliminowała rozstawioną z numerem 18 Iva Jović. Jeśli Japonka wygra również to spotkanie, w czwartej rundzie może dojść do bardzo ciekawego starcia z Sabalenką.

  • Sensacja na drodze Gauff do półfinału Indian Wells. Klęska “11”, ponad 100 miejsc różnicy

    Sensacja na drodze Gauff do półfinału Indian Wells. Klęska “11”, ponad 100 miejsc różnicy

    W piątek zmagania w Indian Wells wkroczyły w etap drugiej rundy, a to pierwsza okazja do zobaczenia w akcji 32 tenisistek rozstawionych w głównej drabince. Pierwsze mecze zaczęły się o godz. 11 czasu lokalnego. I już na starcie doszło do sporej sensacji – w meczu rozstawionej z “11” Jekateriny Aleksandrowej. Niedawna finalistka WTA 500 z Abu Zabi była w jednej ćwiartce drabinki z Coco Gauff, mierzyła się z rywalką z drugiej setki rankingu.

    Talia Gibson jako pierwsza wyeliminowała zawodniczkę rozstawioną w Indian WellsHarry How/Getty ImagesAFP

    Turniej w Indian Wells jest trzecią imprezą rangi 1000 w kalendarzu WTA. Jednocześnie dużo bardziej prestiżową – i z większym budżetem – niż rywalizacje w Dosze czy Dubaju. No i z większą drabinką – tutaj rozstawione są aż 32 zawodniczki. I wszystkie mają wolny los w pierwszej rundzie.

    Taki przywilej przysługuje też Jekaterinie Aleksandrowej, która jeszcze niedawno była w TOP 10 rankingu, teraz zajmuje w nim 11. pozycję. I miała w Kalifornii realną szansę na wyprzedzenie zwłaszcza Mirry Andriejewej. Nastoletnia Rosjanka broni tu bowiem aż 1000 punktów za zeszłoroczny triumf.

    W piątek do rywalizacji miały przystąpić tenisistki z górnej połówki drabinki, tej z Aryną Sabalenką. Aleksandrowa mogłaby z Białorusinką spotkać się w półfinale, wcześniej z Coco Gauff, ale już w trzeciej rundzie z Clarą Tauson, a w czwartej – z Jasmine Paolini.

    WTA Indian Wells. Jekaterina Aleksandrowa przystąpiła do rywalizacji. Sensacja po 93 minutach

    Jeszcze na początku lutego doświadczona Rosjanka dotarła do finału turnieju WTA 500 w Abu Zabi. Wydawało się, że ma za sobą już fatalny okres związany z porażkami w Australii. A tymczasem przyszła zaskakująca porażka w finale z Sarą Bejlek, później przegrana w Dosze Jeleną Ostapenko i w Dubaju – z Magdą Linette.

    W Indian Wells zadanie wydawało się jednak dużo łatwiejsze. 21-letnia Talia Gibson jeszcze nigdy nie była w najlepszej setce światowego rankingu, w lutym prezentowała się nieźle, ale w… imprezach ITF. A to przepaść. Do startu tego turnieju nie miała jeszcze w dorobku zwycięstwa z zawodniczką z TOP 50. W Indian Wells w końcu je odniosła – pokonała w pierwszej rundzie Ann Li.
    Tenisistka w fioletowej sukience i sportowej czapce świętuje udany punkt na korcie, zaciśnięta pięść wyraża emocje, w tle widoczna żółta piłka tenisowa.

    Talia Gibson, Indian Wells 2026Harry How/Getty ImagesAFP

    I już to było pierwszym ostrzeżeniem dla Aleksandrowej. A drugim fakt, że… w trzech poprzednich edycjach przegrała w Kalifornii pierwsze spotkania.

    Dziś Rosjanka w pierwszym secie wypracowywała sobie break pointy w aż trzech gemach – łącznie miała ich pięć. Żadnego nie zamieniła na przełamanie. Australijka dostała jedną taką szansę, w szóstym gemie. I uzyskała stuprocentową skuteczność, odskoczyła na 4:2. A seta wygrała 6:3.

    Drugi set był niemal identyczny. Znów break pointy dla Aleksandrowej w czwartym i szóstym gemie, bez końcowego sukcesu. Gibson się świetnie w tych sytuacjach broniła, a dziewiątym gemie też uzyskała taką okazję. Wtedy jeszcze jej nie wykorzystała, ale już kilka minut później – tak. Objęła prowadzenie 6:5, za moment domknęła mecz. Wygrała z turniejową “11” 6:3, 7:5 – to jej największy sukces w karierze.

    Pozwolił, na razie w rankingu “na żywo”, na pierwszy awans do TOP 100 światowego rankingu.
    Kobieta w białym stroju sportowym i białej czapce z daszkiem trzyma rakietę tenisową na tle fioletowego kortu, wyrażając emocje mimiką twarzy i gestami rąk.

    Jekaterina AleksandrowaKARIM JAAFAR AFP
    Talia Gibson

    Talia GibsonADRIAN DENNIS / AFPAFP

    Frances Tiafoe – Aleksandar Kovacevic. Skrót meczu.

  • Kiedy Iga Świątek gra z Kaylą Day? Indian Wells [TRANSMISJA NA ŻYWO, TV]

    Kiedy Iga Świątek gra z Kaylą Day? Indian Wells [TRANSMISJA NA ŻYWO, TV]

    Iga Świątek zagra z Kaylą Day w II rundzie Indian Wells. Dla Polki jest to powrót do gry po niespełna miesięcznej przerwie. Obie tenisistki zmierzą się pierwszy raz w historii, a zdecydowaną faworytką jest nasza zawodniczka. O której godzinie? Gdzie obejrzeć w TV mecz Świątek – Day? Tenis. Transmisja na żywo, stream. Relacja tekstowa i wynik w Interii Sport.
    Iga Świątek w jasnej koszulce podczas treningu przed Indian Wells na tle zielonego kortu i logo turnieju.

    Iga Świątek podczas przygotować do Indian Wells 2026Robert PrangeGetty Images

    Mecz Iga Świątek – Kayla Day w II rundzie Indian Wells zostanie rozegrany dzisiaj 7 marca jako drugi od godziny 20:00 czasu polskiego na Stadium 2 (po Bautista Agut – Draper), ale nie przed 22:00. Transmisję na żywo w TV z tego spotkania będzie można obejrzeć na kanale CANAL+ Sport 2. Z kolei stream online będzie dostępny dla abonentów platformy CANAL+ Online. Relacja tekstowa oraz wynik na stronie Interii Sport.

    Iga Świątek – Kayla Day. Indian Wells. O której i gdzie obejrzeć? [TRANSMISJA NA ŻYWO, TV]

    Świątek udział w tegorocznym Indian Wells rozpoczyna od II rundy. W niej zmierzy się z Kaylą Day (WTA 187). Amerykanka w pierwszym meczu pokonała Francescę Jones (WTA 93) 6:3, 6:1. Day nigdy nie wygrała żadnego turnieju rangi WTA, a jej największym osiągnięciem na turniejach wielkoszlemowych jest III runda Rolanda Garrosa w 2023 roku. Polka jest zatem zdecydowaną faworytką tej konfrontacji, a dla obu tenisistek będzie to pierwsze bezpośrednie spotkanie.

    Mecz Iga Świątek – Kayla Day w II rundzie Indian Wells zostanie rozegrany dzisiaj 7 marca jako drugi od godziny 20:00 czasu polskiego na Stadium 2 (po Bautista Agut – Draper), ale nie przed 22:00 Relacja tekstowa oraz wynik na stronie Interii Sport.

    Transmisję na żywo w TV z tego spotkania będzie można obejrzeć na kanale CANAL+ Sport 2. Z kolei stream online będzie dostępny dla abonentów platformy CANAL+ Online.
    Tenisistka w białym stroju sportowym i fioletowej czapce z daszkiem, z wyraźnym skupieniem na twarzy, podczas meczu na oświetlonym korcie.

    Iga Świątek poznała rywalkę w drugiej rundzie WTA 1000 w Indian WellsNoushad Thekkayil / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP
    Tenisistka skupiona podczas meczu na korcie, ubrana w sportowy strój oraz czapkę z daszkiem, trzymająca rakietę do tenisa. W tle zamazana publiczność.

    Iga Świątek pojawiła się już na turnieju WTA 1000 w Indian Wells Artur Widak / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP

    Kamil Majchrzak – Giovanni Mpetshi Perricard. Skrót meczu.

  • Rywale bez szans, dublet Lewandowskiego. O tym występie Polaka mówiono jeszcze długo

    Rywale bez szans, dublet Lewandowskiego. O tym występie Polaka mówiono jeszcze długo

    Robert Lewandowski od lat pokazuje, że potrafi znaleźć sposób na grę przeciwko Athletic Bilbao. Kapitan reprezentacji Polski wielokrotnie trafiał do siatki zespołu z Kraju Basków, a jednym z jego najbardziej pamiętnych występów było spotkanie rozegrane w maju 2025 roku. Wówczas Polak zdobył dwie bramki, a FC Barcelona odniosła efektowne zwycięstwo na stadionie San Mamés Stadium.

    Obiekt w Bilbao, często określany mianem „La Catedral”, od dawna uchodzi za jeden z najtrudniejszych stadionów w Hiszpanii dla drużyn przyjezdnych. Mimo to są zawodnicy, którzy potrafią tam błyszczeć – a wśród nich bez wątpienia znajduje się Robert Lewandowski. Napastnik Barcelony już przy pierwszej okazji udowodnił, że starcia z baskijskim klubem wyjątkowo mu odpowiadają. W październiku 2022 roku, w swoim premierowym meczu przeciwko Athleticowi w barwach katalońskiego klubu, strzelił gola i zanotował asystę, przyczyniając się do wysokiej wygranej Barcelony 4:0.

    Od tamtego momentu Polak mierzył się z drużyną z Bilbao ośmiokrotnie i aż sześć razy wpisywał się na listę strzelców. Najbardziej spektakularny występ zaliczył jednak w końcówce sezonu 2024/25, gdy Barcelona była już pewna mistrzostwa Hiszpanii.

    Choć wynik tamtego spotkania nie miał większego znaczenia dla układu tabeli, kibice oczekiwali efektownego zakończenia rozgrywek. Piłkarze prowadzeni przez Hansi Flick spełnili te oczekiwania, a jednym z głównych bohaterów był właśnie Lewandowski.

    Polak otworzył wynik spotkania po niespełna piętnastu minutach gry. W sytuacji sam na sam z bramkarzem rywali, Unai Simón, zachował zimną krew i efektownym lobem przerzucił piłkę nad golkiperem. Zaledwie trzy minuty później ponownie dał o sobie znać – po rzucie rożnym wykonanym przez Raphinha znalazł się tuż przy linii bramkowej i lekkim uderzeniem głową skierował piłkę do siatki.

    Barcelona kontrolowała przebieg spotkania, a w końcówce wynik ustalił jeszcze Dani Olmo, który pewnie wykorzystał rzut karny. Tym samym kataloński zespół efektownie zakończył mistrzowski sezon.

    W najbliższym czasie Barcelonę czeka kolejna konfrontacja z Athletikiem Bilbao – ponownie na stadionie San Mamés i ponownie w rozgrywkach La Liga. Tym razem jednak stawka będzie znacznie większa, ponieważ walka o mistrzostwo Hiszpanii wciąż trwa. Katalończycy mają wprawdzie przewagę nad Real Madrid, ale do końcowego triumfu droga wciąż jest daleka.

    Nie jest jeszcze pewne, czy Lewandowski wyjdzie w tym meczu w podstawowym składzie. Po niedawnym urazie oczodołu napastnik może wystąpić w specjalnej masce ochronnej. Wiele wskazuje na to, że rozpocznie spotkanie na ławce rezerwowych, a od pierwszej minuty zagra Ferran Torres. Hiszpan w dotychczasowych starciach z Athleticem zdobył pięć bramek w czternastu meczach, choć w ostatnim czasie ma problemy ze skutecznością i z pewnością będzie chciał przełamać się właśnie w „Katedrze”.

  • Równoległa walka Gauff i Paolini w Indian Wells. Rozstrzygnięcie o 1:41 w nocy

    Równoległa walka Gauff i Paolini w Indian Wells. Rozstrzygnięcie o 1:41 w nocy

    Noc z piątku na sobotę czasu polskiego przyniosła nam ciekawe potyczki w ramach turnieju WTA 1000 w Indian Wells. Panie z górnej części drabinki walczyły o awans do trzeciej rundy. Chwilę po tym, jak swój mecz rozegrała Aryna Sabalenka, zobaczyliśmy w akcji m.in. Coco Gauff oraz Jasmine Paolini. Można rzec, że obie toczyły ze sobą korespondencyjny pojedynek o to, która jako pierwsza zamelduje się w kolejnej fazie. Ostateczne rozstrzygnięcie tej zagadki nastąpiło o godz. 1:41.
    Coco Gauff i Jasmine Paolini walczyły o awans do trzeciej rundy WTA 1000 w Indian Wells

    Coco Gauff i Jasmine Paolini walczyły o awans do trzeciej rundy WTA 1000 w Indian WellsDAVID GRAY / AFP / Waleed Zein / ANADOLU / Anadolu via AFPAFP

    Podczas losowania drabinki WTA 1000 w Indian Wells, które odbyło się w nocy z poniedziałku na wtorek o północy czasu polskiego, okazało się, że Coco Gauff i Jasmine Paolini znalazły się w jednej ćwiartce. W związku z tym mogły trafić na siebie jeszcze przed strefą półfinałową. Droga do ich bezpośredniego starcia była jednak wymagająca. Co prawda miały wolny los w pierwszej rundzie, ale obie musiały wygrać po trzy spotkania, by spotkać się ze sobą w ćwierćfinale zmagań na terenie Kalifornii.

    Co ciekawe, premierowe pojedynku Amerykanki i Włoszki wystartowały o niemal tej samej porze – około godz. 23:40 czasu polskiego. Po meczu Aryny Sabalenki na Stadium 1, do akcji na korcie centralnym wkroczyła mistrzyni Roland Garros 2025. Turniejowa “4” mierzyła się z Kamillą Rachimową. Z kolei na Stadium 4 zobaczyliśmy tenisistkę z Italii, w rywalizacji ze wzbudzającą kontrowersje Rosjanką – Anastazją Potapową.

    Coco Gauff walczyła o trzecią rundę z Kamillą Rachimową

    W meczu Amerykanki początek należał do 21-latki. Przełamanie na starcie, a potem powiększenie przewagi. Po piątym rozdaniu było 4:1 dla Gauff z podwójnym breakiem. W następnych minutach Rachimowa ruszyła do odrabiania strat, znalazła się o dwie piłki od wyrównania. Coco odparła jednak atak rywalki i dorzuciła piąte, a później także szóste “oczko” na swoje konto. Na koniec seta wywalczyła jeszcze jedno przełamanie i wygrała go 6:3.

    Druga część pojedynku rozpoczęła się tak samo jak poprzednia, od wyniku 2:0 dla tenisistki z USA. Potem turniejowa “4” wpadła jednak w fatalną serię, przegrała pięć gemów z rzędu. Przy stanie 5:2 Rachimowa miała setbola przy własnym podaniu. Nie wykorzystała go i w następnych minutach Gauff odrobiła stratę. Mimo to Kamilla dostała kolejną szansę na zamknięcie partii przy własnym podaniu. Wtedy również doszło do przełamania i o rezultacie tej odsłony decydował tie-break.

    Mieliśmy w nim sporo mini breaków. Reprezentantka Uzbekistanu prowadziła 5-4 i serwowała. Potem przegrała jednak trzy akcje z rzędu. Gdy na zegarze wybiła godz. 1:41 czasu polskiego, zobaczyliśmy upust emocji u Coco. I trudno się temu dziwić, bo za Amerykanką niełatwe spotkanie, gdzie w drugiej fazie sytuacja wymknęła się spod kontroli 21-latki. Ostatecznie zdołała jednak wygrać bez straty partii – 6:3, 7:6(5) i dzięki temu zagra w trzeciej rundzie z Dajaną Jastremską albo Alexandrą Ealą.

    Jasmine Paolini toczyła batalię z Anastazją Potapową

    O kilkadziesiąt minut dłużej potrwało spotkanie z udziałem Paolini. Tam doszło do trzysetówki. W pierwszym secie zobaczyliśmy prawdziwy rollercoaster – najpierw było 2:0 dla Potapowej, potem 4:2 dla Jasmine. Później Rosjanka wróciła do gry i znalazła się nawet w sytuacji, kiedy to mogła zamykać partię w dwunastym gemie, przy własnym podaniu. Ostatecznie zobaczyliśmy jednak tie-break. W nim Anastazja prowadziła już 6-2, ale niebezpiecznie traciła przewagę. Następne trzy akcje powędrowały na konto Włoszki, dzięki czemu tenisistka z Italii serwowała po remis. Czwarty setbol okazał się decydujący. Finalnie Potapowa triumfowała w premierowej odsłonie 7:6(5).

    Druga partia toczyła się pod dyktando Paolini – i to od samego początku, bowiem już na “dzień dobry” siódma rakieta świata zdobyła breaka. Później powiększyła jeszcze przewagę, w pewnym momencie zrobiło się 5:1. Potapowa do końca szukała swojej szansy na odrobienie choćby jednego przełamania. Pojawiła się ku temu szansa w ósmym gemie, gdy Jasmine podawała po doprowadzenie do trzeciej fazy pojedynku. Kolejne punkty powędrowały jednak do Włoszki. Wynikiem 6:2 wprowadziła nas w decydującą odsłonę batalii na Stadium 4.

    Pierwsze minuty należały do serwujących. Podczas czwartego rozdania Potapowa doczekała się trzech piłek z rzędu na 3:1, ale to nie wystarczyło do przełamania. Paolini wyszła z opresji i sama zgarnęła breaka, w trakcie siódmego gema. Turniejowa “7” znalazła się na pole position do wygranej. Po zmianie stron wyszła ze stanu 0-30 i jeszcze bardziej zbliżyła się do triumfu. Na koniec Jasmine wywalczyła następne przełamanie, dzięki czemu zwyciężyła 6:7(5), 6:2, 6:3. O awans do czwartej rundy powalczy z Ajlą Tomljanovic.
    Coco Gauff

    Coco GauffDIMITAR DILKOFFAFP
    Młoda kobieta w sportowym stroju gestykuluje podczas meczu tenisowego na otwartym korcie; w tle rozmyte postacie widzów.

    Jasmine PaoliniANDREAS GORAAFP
    Anastazja Potapowa

    Anastazja PotapowaMARIJAN MURAT / DPA / dpa Picture-Alliance via AFPAFP

    Learner Tien – Adam Walton. Skrót meczu