• Niewielu się spodziewało. Krótka przygoda Sabalenki z trzecią rundą Indian Wells

    Niewielu się spodziewało. Krótka przygoda Sabalenki z trzecią rundą Indian Wells

    Niewiele jest zawodniczek, które na kortach twardych są w stanie rywalizować z potężnie uderzającą Aryną Sabalenką. Białorusinka wygrała na tej nawierzchni blisko 20 turniejów, ale jednak ani razu nie podniosła w górę okazałego pucharu w Indian Wells. I chce to zmienić. W 1/16 finału tegorocznej edycji czekało ją starcie z zawodniczką, z którą dotąd się nie mierzyła: Jaqueline Cristian. Rumunka jest 35. na świecie, wydawało się, że może sprawić spore kłopoty liderce rankingu. I zaskoczyła ją w końcówce pierwszej partii. Ostatecznie jednak Aryna rozegrała… jedno z najkrótszych swoich spotkań w tym roku.
    article cover

    Aryna SabalenkaHarry How/Getty ImagesAFP

    Na kortach twardych Aryna Sabalenka wygrała w karierze już 19 turniejów – trzy pozostałe tytuły dorzuciła na madryckiej mączce. I to chyba może razić w jej dorobku, bo przecież ma umiejętności i możliwości, by triumfować na każdej nawierzchni. Ją samą w przeszłości bolały przegrane finały w Stuttgarcie, ale tak samo Białorusinka pragnie zwycięstwa w Indian Wells. Jednej z najbardziej prestiżowych imprez rangi 1000, do tego w szczególnym miejscu.

    Była tu już dwukrotnie w finale, przegrała najpierw z Jeleną Rybakiną, rok temu zaś z Mirrą Andriejewą. Odbiła sobie to w Miami, ale jednak niedosyt pozostał. I widać to było na ceremonii po starciu z młodą Rosjanką.

    Teraz Aryna wróciła tu po tytuł, bez Rybakiny czy Swiątek w swojej części drabinki. I pierwszym występem od Australian Open, bo przecież nie czuła się na siłach by grać w Dosze oraz Dubaju.

    Cristian nie jest tenisistką wybitną, ale potrafi uderzać nisko i mocno, co czyni kłopoty jej rywalkom. Choć raczej nie gwiazdom – do dziś z tymi z TOP 10 miała bilans 1:13.

    WTA Indian Wells. Aryna Sabalenka kontra Jaqueline Cristian na Stadium 1. Stawką czwarta runda

    Aryna zaczęła to spotkanie z rozmachem – cztery serwisy, po których gry praktycznie nie było, kilkadziesiąt sekund i 1:0. Rumunka jednak za momenty odpowiedziała też dość pewnie wygranym gemem. W jej przypadku, co miało się okazać już wkrótce, kluczem do powodzenia był pierwszy serwis. A gdy zaczęło go brakować, Sabalenka posyłała na drugą stronę potężne pociski.

    Białorusinka już w czwartym gemie wykorzystała szansę na przełamanie. Drugą, bo przy pierwszej posłała smecza spod samej siatki daleko za końcową linię. I sama długo patrzyła w to miejsce.
    Kobieta w sportowym stroju tenisowym w trakcie dynamicznego uderzenia piłki rakietą, skoncentrowana twarz i widoczny ruch ramienia, tło rozmyte z dominującym ciemnozielonym kolorem.

    Aryna Sabalenka, Indian Wells 2026Harry How/Getty ImagesAFP

    Tyle że był to błąd przypadkowy, Aryna grała ze swobodą, nie dawała rywalce żadnych szans. A już zupełnie demolowała Cristian własnym serwisem – gdy wprowadzała piłkę do gry za pierwszym razem, do stanu 5:2, wygrała wszystkie takie akcje – 14 z 14. I dwie z trzech po drugim podaniu.

    A później pojawiły się drobne problemy, gdy serwowała już po seta, przy stanie 5:3. Podwójny błąd, przegrana “dwójka” i – pierwszy raz – “jedynka”. Zrobiło się 15-40, Jaqueline miała dwa break pointy. I drugiego wykorzystała, po… kolejnym podwójnym błędzie światowej liderki.

    Aryna pokazywała ludziom ze swojego sztabu, że nawalił naciąg w jej rakiecie. Rywalka miała szansę na wyrównanie stanu w secie, choć przecież wcześniej nic na to nie wskazywało. Nie dała rady, nie wytrzymała presji. Przy break poincie dla Aryny ona sama też popełniła podwójny błąd, po 37 minutach było więc 4:6. I statystyki dokładnie odzwierciedlały to, że Białorusinka starała się grać na swoich warunkach. To ona atakowała, a że czasem popełniała błędy, to już inna kwestia.

    Druga partia toczyła się początkowo według podobnego scenariusza. Przełamanie na rzecz Sabalenki, 3:1. Choć sama gra była już chyba gorsza niż w pierwszej partii. Nie brała poprawki na wiatr, często więc się nieznacznie myliła. Rumunka w piątym gemie uzyskała trzy break pointy, by znów wrócić do tej rywalizacji. Ale akurat wtedy Aryna grała tuż przed linię, a nie za nią. I zdołała jednak przepchnąć tego gema, uciekła na 4:1. I dość szybko zamknęła to spotkanie – wygrała 6:4, 6:1.

    To niespodzianką nie jest, ale tak krótkiej rywalizacji – 71 minut i 37 sekund – niewielu ekspertów się zapewne spodziewało. Sabalenka w tym roku tylko dwukrotnie wygrywała szybciej: na starcie w Brisbane z Cristiną Bucsą oraz już w Indian Wells z Sakatsume. Ten drugi mecz trwał równe 70 minut.

    W meczu o ćwierćfinał Aryna zmierzy się z lepszą z pary: Naomi Osaka/Camila Osorio. Jeśli dojdzie do potyczki z Japonką, będzie to ich rewanż za starcie w czwartej rundzie US Open w 2018 roku. Wtedy lepsza okazała się Japonka, później zdobyła tytuł na Arthit Ashe Stadium.
    Kobieta ubrana w czarną sportową koszulkę na ramiączkach, z rozpuszczonymi włosami, patrzy w górę z wyrazem rozbawienia lub zaskoczenia na twarzy, tło rozmyte, skupienie na postaci.

    Aryna SabalenkaChristopher PikeAFP
    Jaqueline Cristian pokonała Barborę Krejcikovą w drugiej rundzie WTA 1000 w Pekinie

    Jaqueline CristianMARTIN BERNETTI / AFPAFP

    Iga Świątek – Karolina Muchova. Indian Wells 2024. Skrót meczu.

  • Słowa Świątek niosą się po świecie, nagle odpowiedź organizatorów. Jedno słowo

    Słowa Świątek niosą się po świecie, nagle odpowiedź organizatorów. Jedno słowo

    Po dominacji w pierwszym i zaciętej walce w drugim secie Iga Świątek pokonała Kaylę Day 6:0, 7:6(7:2) w drugiej rundzie Indian Wells i zameldowała się w kolejnym etapie. Niedługo po meczu w mediach społecznościowych dodała kilka fotografii oraz krótki wpis. Jej słowa niosą się po sieci, a w komentarzach pojawiła się krótka odpowiedź organizatorów turnieju.
    Tenis: Iga Świątek nadała komunikat po meczu Indian Wells

    Iga ŚwiątekRobert Prange/Getty ImagesGetty Images

    Po blisko miesięcznej przerwie w sobotę wieczorem czasu polskiego do gry wróciła Iga Świątek. 24-latka ostatni raz rywalizowała w Dosze, gdzie miejsce miał turniej WTA 1000. Teraz bierze udział w kolejnych zawodach właśnie tej rangi, Indian Wells. Ten odbywa się w Stanach Zjednoczonych, a dokładniej w słonecznej Kalifornii.

    Rozstawiona z “2” zawodniczka zmagania rozpoczęła od 2. rundy. W niej przyszło jej zmierzyć się z zawodniczką gospodarzy – Kaylą Day. 187. rakieta świata w pierwszym secie prezentowała się słabo, co wykorzystała nasza zawodniczka, wygrywając go 6:0. Druga partia wyglądała natomiast już zupełnie inaczej.

    Sześciokrotna mistrzyni turniejów wielkoszlemowych przegrywała aż 1:5, lecz mimo to zdołała powrócić do rywalizacji, a o wygranej tego seta decydował tie-break. W nim Świątek pokazała klasę i zwyciężyła 7:2, a cały mecz 2:0. W ten sposób awansowała do kolejnej fazy Indian Wells.

    Organizatorzy odpowiedzieli Świątek. Wystarczyło jedno słowo

    Niedługo po meczu w mediach społecznościowych tenisistka opublikowała post z kilkoma fotografiami. Do tego nie zabrakło krótkiego wpisu.

    – Pierwszy mecz na @bnpparibasopen zaliczony. Do zobaczenia w poniedziałek – czytamy.

    Post ten niesie się po sieci, a na tę chwilę zgromadził już blisko 17 tys. polubień. Co ciekawe, nie zabrakło również odpowiedzi ze strony organizatorów zmagań. Ci umieścili w komentarzu tylko jedno słowo – “Jazda”. To można interpretować, jako wsparcie dla naszej zawodniczki.

    Następny mecz Iga Świątek rozegra w poniedziałek 9 marca. Będzie to mecz z Marią Sakkari. Godzina starcia nie jest jeszcze ustalona.
    Kobieta w sportowej czapce i opasce na nadgarstku z zaciśniętą pięścią wyraża silne emocje, prawdopodobnie po udanej akcji podczas meczu tenisowego.

    Iga ŚwiątekArtur WidakAFP
    Tenisistka w białej koszulce bez rękawów i fioletowej czapce z daszkiem trzyma ręcznik i wskazuje palcem w dół, wydaje się być zaangażowana w rozmowę; w tle rozmazane, niebieskie elementy kortu tenisowego.

    Iga ŚwiątekElla Ling/ShutterstockEast News
    Tenisistka w niebieskiej koszulce i białej spódnicy wykonuje zamach rakietą tenisową na korcie podczas meczu, w tle widoczny fragment napisu na zielonej tablicy.

    Kayla Day w meczu z Igą ŚwiątekMatthew Stockman/Getty ImagesAFP

    Dalibor Svrcina – Jannik Sinner. Skrót meczu.

  • Andriejewa w ćwiartce Świątek, a tu demolka. 6:0, 6:0. Aż trudno uwierzyć

    Andriejewa w ćwiartce Świątek, a tu demolka. 6:0, 6:0. Aż trudno uwierzyć

    Czwarty dzień głównej rywalizacji w turnieju WTA 1000 w Indian Wells przyniósł kibicom kolejne interesujące rozstrzygnięcia. Niedługo po zakończeniu spotkania Igi Świątek z Kaylą Day na korcie Stadium 2 pojawiła się jedna z największych gwiazd młodego pokolenia – Mirra Andriejewa. Obrończyni tytułu, która znalazła się w tej samej ćwiartce drabinki co wiceliderka światowego rankingu, zmierzyła się w drugiej rundzie z Argentynką Solaną Sierrą. Starcie okazało się niezwykle jednostronne i zakończyło się po zaledwie 50 minutach, a jego wynik może budzić spore zdziwienie.

    Ubiegłoroczna edycja kalifornijskiego turnieju była dla Andriejewej wyjątkowo udana. Rosjanka znajdowała się wówczas w znakomitej dyspozycji i potwierdziła to także na kortach w Indian Wells. W drodze do triumfu pokonała między innymi Jelenę Rybakinę oraz Igę Świątek, a w wielkim finale nie dała szans Arynie Sabalence. Dzięki temu sięgnęła po drugi z rzędu tytuł rangi WTA 1000, ponieważ niespełna miesiąc wcześniej triumfowała również w turnieju w Dubaju.

    Tegoroczny start w Indian Wells wiąże się jednak dla 18-latki z dodatkowymi oczekiwaniami. Jako obrończyni trofeum musi mierzyć się z presją i rolą jednej z głównych faworytek. Swoją przygodę z turniejem rozpoczęła od występu w deblu, gdzie stworzyła duet z Victorią Mboko. Młode tenisistki sprawiły sporą niespodziankę, pokonując po emocjonującym super tie-breaku mistrzynie Australian Open 2026 w grze podwójnej – Elise Mertens i Shuai Zhang.

    Był to dobry sygnał przed pierwszym meczem singlowym Andriejewej w tegorocznej edycji imprezy. Na korcie Stadium 2 pojawiła się tuż po zakończeniu spotkania Igi Świątek i rozpoczęła rywalizację z Solaną Sierrą. Od pierwszych minut było widać wyraźną różnicę klas.

    Rosjanka rozpoczęła spotkanie od pewnie wygranego gema serwisowego, a chwilę później odrobiła stratę z 15:30 i przełamała Argentynkę. W czwartym gemie Sierra była bliska zdobycia swojego pierwszego punktu w meczu, jednak nie wykorzystała okazji. Później pojawiły się kolejne szanse – aż cztery break pointy przy serwisie Andriejewej – ale żadnej z nich nie udało się zamienić na przełamanie. Rosjanka zachowała stuprocentową skuteczność w kluczowych momentach i ostatecznie nie oddała rywalce ani jednego gema w pierwszej partii, zwyciężając 6:0.

    Drugi set rozpoczął się od bardziej wyrównanej walki. W pierwszym gemie oglądaliśmy długą rywalizację na przewagi, lecz Andriejewa nie dopuściła przeciwniczki do żadnej okazji na przełamanie. Chwilę później sama doczekała się break pointa i natychmiast go wykorzystała. Od tego momentu całkowicie przejęła kontrolę nad przebiegiem meczu.

    Sierra zaczęła wyraźnie tracić wiarę w możliwość odwrócenia losów spotkania. Nad Argentynką zawisła groźba przegranej bez zdobycia choćby jednego gema – scenariusza, który na tym poziomie rozgrywek zdarza się niezwykle rzadko. Andriejewa kontynuowała swoją dominację, wygrywając aż 16 z 17 kolejnych punktów i nie pozostawiając rywalce żadnych złudzeń.

    Po 50 minutach gry Rosjanka mogła świętować imponujące zwycięstwo 6:0, 6:0. Taki rezultat w turniejach tej rangi należy do rzadkości. Jak podaje serwis OptaAce, w imprezach WTA 1000 był to pierwszy od 2021 roku przypadek, gdy nastolatka wygrała mecz bez straty gema. Ostatni raz dokonała tego Iga Świątek, która w finale turnieju w Rzymie pokonała wówczas Karolinę Plíškovą również wynikiem 6:0, 6:0.

    W trzeciej rundzie Andriejewa zmierzy się z Kateriną Siniakovą. Jeśli obie zawodniczki będą kontynuować zwycięską passę, w dalszej fazie turnieju może dojść do bardzo ciekawie zapowiadającego się pojedynku Rosjanki z Igą Świątek – potencjalnie już na etapie ćwierćfinału.

  • Totalna dominacja Świątek. Polka gra we własnej lidze, gwiazdy daleko w tyle

    Totalna dominacja Świątek. Polka gra we własnej lidze, gwiazdy daleko w tyle

    Iga Świątek zameldowała się w trzeciej rundzie zawodów w Indian Wells. Choć w sobotnim meczu Amerykanka Kayla Day – szczególnie w drugim secie – sprawiła jej spore problemy, to ostatecznie Polce udało się triumfować w wielkim stylu. Zwycięstwo to ma przełożenie również w statystykach. W jednej z nich Świątek jest totalną dominatorką. Nawet Serena Williams musi uznać jej wyższość.
    Iga Świątek w sportowej czapce i opasce, z zaciśniętą pięścią podczas meczu tenisowego.

    Iga ŚwiątekArtur WidakAFP

    W sobotę, po godz. 22:00, Iga Świątek zmierzyła się z Kaylą Day w drugiej rundzie WTA 1000 Indian Wells. Zaledwie po niecałych trzydziestu minutach nasza reprezentantka prowadziła w całym meczu po wygranej 6:0 w pierwszym secie.

    Wiele wskazywało na to, że po krótkiej przerwie druga rakieta świata dokończy dzieła zniszczenia. Tymczasem to Amerykanka zaprezentowała się z bardzo dobrej strony. Na tyle dobrej, że w pewnym momencie prowadziła już 5:1, będąc o krok od doprowadzenia do wyrównania.

    Iga Świątek/Casper Ruud – Jelena Rybakina/Taylor Fritz. WIDEOPolsat Sport

    Niewiarygodne, czego dokonała Świątek. Kosmiczne liczby

    Wtedy Świątek wrzuciła najszybszy bieg. Szybko na tablicy wyników widniał już remis 5:5. Ostatecznie doszło do tie-breaka, w którym Raszynianka była górą (7:2). Tym samym Polka wygrała swój pierwszy pojedynek w Indian Wells.

    Zgodnie z wyliczeniami platformy “OptaAce” był to… 33. triumf z rzędu 24-latki w pierwszym pojedynku zawodów rangi WTA 1000. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w tej klasyfikacji nasza rodaczka jest kompletnym hegemonem.

    Na drugim miejscu znajdują się Serena Williams i Wiktoria Azarenka, które 23 razy pod rząd wygrywały na start “tysięczników” wprowadzonych do kalendarza od 2009 roku. Następne w tym zestawieniu są Maria Szarapowa (19 wygranych z rzędu) i Karolina Muchowa (18).

    W takiej sytuacji śmiało można stwierdzić, że “Iga Świątek gra we własnej lidze”. Kolejną szansę na wyśrubowanie rekordu Polka będzie miała w Miami (start turnieju 17 marca). Najpierw będzie chciała zgarnąć trzeci tytuł w Indian Wells. Teraz na jej drodze znów stanie Maria Sakkari, która niecały miesiąc temu wygrała w Katarze.

    – Myślę, że w Dosze było to dla mnie całkiem oczywiste, dlaczego przegrałam i od razu, gdy zeszłam z kortu, wiedziałam co poprawić. Pod względem technicznym nie przygotowałam się do niektórych zagrań tak, jak powinnam. Kiedy wróciliśmy do domu, naprawdę ciężko trenowałam – mówiła Polka przed pojedynkiem z Greczynką podczas konferencji prasowej.
    Tenisistka w czarno-białym stroju sportowym i czapce trzyma rakietę tenisową, przygotowując się do odbicia piłki podczas meczu na korcie o zielonym tle z widoczną częścią napisu reklamowego.

    Iga ŚwiątekMatthew StockmanAFP
    Tenisistka w białej koszulce bez rękawów i fioletowej czapce z daszkiem trzyma ręcznik i wskazuje palcem w dół, wydaje się być zaangażowana w rozmowę; w tle rozmazane, niebieskie elementy kortu tenisowego.

    Iga ŚwiątekElla Ling/ShutterstockEast News
    Tenisistka w sportowym stroju i czapce z daszkiem trzyma rakietę tenisową, unosząc ramiona w geście niezrozumienia lub frustracji, w tle widoczna widownia na stadionie tenisowym.

    Iga ŚwiątekFoto OlimpikAFP

    Athletic Bilbao – FC Barcelona. SKRÓT. WIDEO (Eleven Sports) Eleven Sports

  • Andriejewa w ćwiartce Świątek, a tu demolka. 6:0, 6:0. Aż trudno uwierzyć

    Andriejewa w ćwiartce Świątek, a tu demolka. 6:0, 6:0. Aż trudno uwierzyć

    Za nami czwarty dzień głównych zmagań w ramach turnieju WTA 1000 w Indian Wells. Po meczu Igi Świątek z Kaylą Day na Stadium 2, do akcji wkroczyła broniąca tytułu Mirra Andriejewa, znajdująca się w ćwiartce wiceliderki rankingu. 18-latka walczyła o awans do trzeciej rundy tysięcznika z reprezentantką Argentyny – Solaną Sierrą. Mecz zakończył się po zaledwie 50 minutach. Na dodatek wynikiem, w który aż trudno uwierzyć.
    Mirra Andriejewa walczyła o awans do trzeciej rundy WTA 1000 w Indian Wells

    Mirra Andriejewa walczyła o awans do trzeciej rundy WTA 1000 w Indian WellsWilliam WestAFP

    Miniona edycja turnieju w Indian Wells okazała się niezwykle szczęśliwa dla Mirry Andriejewej. Rosjanka znajdowała się wówczas w znakomitej formie, co udowodniła także na terenie Kalifornii. Pokonała po drodze m.in. Jelenę Rybakinę oraz Igę Świątek, a na deser rozprawiła się w finale z Aryną Sabalenką. W ten sposób zdobyła swój drugi tytuł rangi WTA 1000 z rzędu, bowiem niespełna miesiąc wcześniej okazała się najlepsza w Dubaju.

    18-latka przystępuje zatem do tegorocznych rozgrywek z pewnym ciężarem na barkach. Zmagania zainaugurowała od występu w deblu, w duecie z Victorią Mboko. Nastolatki pokonały po super tie-breaku mistrzynie Australian Open 2026 – Elise Mertens oraz Shuai Zhang. To był dobry zwiastun z perspektywy Andriejewej przed premierowym meczem w singlu. Mirra wyszła na Stadium 2 tuż po Idze Świątek, by rywalizować z reprezentantką Argentyny – Solaną Sierrą. Pojedynek potrwał niecałą godzinę.

    WTA Indian Wells: Mirra Andriejewa kontra Solana Sierra w drugiej rundzie

    Spotkanie od samego początku układało się po myśli tenisistki z Krasnojarska. Najpierw utrzymała swoje podanie, a potem wróciła ze stanu 15-30 i zdobyła przełamanie. Podczas czwartego gema zawodniczka z Ameryki Południowej miała okazję na premierowe “oczko”, jednak nie wykorzystała jej. Kolejne szanse pojawiły się na returnie – i to aż cztery. Mimo to Andriejewa wciąż zachowywała 100% skuteczność. Ostatecznie Mirra nie przegrała ani jednego rozdania w pierwszej partii, wygrała ją 6:0.

    Na starcie drugiej części pojedynku zobaczyliśmy walkę na przewagi, ale 18-latka nie dopuściła rywalki do break pointa. Ten pojawił się po zmianie stron, dla Andriejewej. Obrończyni tytułu zamieniła go w przełamanie i rozpoczęła totalną dominację na korcie. Sierra straciła wiarę w to, że może coś jeszcze zdziałać w tej rywalizacji. Wisiało nad nią widmo przegrania spotkania bez zdobycia choćby jednego gema. I ten scenariusz został zrealizowany. Mirra całkowicie przejęła kontrolę nad sytuacją, wygrała aż 16 z 17 kolejnych akcji.

    Dzięki temu po 50 minutach mogła się cieszyć ze zwycięstwa 6:0, 6:0. To wynik, w który aż trudno uwierzyć, bo na tym poziomie nie zdarza się zbyt często. Jak podaje OptaAce, w turniejach rangi WTA 1000 to dopiero pierwszy przypadek od 2021 roku, gdy nastolatka wygrywa mecz bez straty gema. Wówczas Iga Świątek pokonała takim rezultatem Karolinę Pliskovą w finale zmagań w Rzymie. Zobaczymy, jak Andriejewa poradzi sobie w trzeciej rundzie z Kateriną Siniakovą. Rosjanka i Polka mogą się teoretycznie spotkać ze sobą na etapie ćwierćfinału.
    Zbliżenie na młodą tenisistkę w niebieskim stroju sportowym podczas gry, skupiona na odbiciu piłki tenisowej rakietą.

    Mirra AndriejewaNoushad ThekkayilAFP
    Zawodniczka w niebieskiej koszulce wykonuje forehand podczas meczu tenisowego, trzymając rakietę i koncentrując się na piłce znajdującej się tuż przed nią, w tle widoczny rozmazany napis i publiczność.

    Solana SierraANTONY DICKSONAFP
    Katerina Siniakova

    Katerina SiniakovaWANG ZHAO / AFPAFP

    Dalibor Svrcina – Jannik Sinner. Skrót meczu.

  • Legenda wydała werdykt ws. baraży o MŚ 2026. To będzie kluczowe

    Legenda wydała werdykt ws. baraży o MŚ 2026. To będzie kluczowe

    Niespełna trzy tygodnie dzielą reprezentację Polski od decydującej walki o udział w piłkarskich mistrzostwach świata 2026. Pierwszą przeszkodą będzie Albania. Jakub Błaszczykowski wydał wyrok ws. naszej drużyny. 109-krotny reprezentant Polski nie ma wątpliwości.
    Jakub Błaszczykowski wydał wyrok ws. meczów barażowych o awans na MŚ 2026

    Jakub Błaszczykowski wydał wyrok ws. meczów barażowych o awans na MŚ 2026Andrzej IwanczukAFP

    Pod koniec marca poznamy ostatnich uczestników piłkarskich mistrzostw świata 2026. O jedno z sześciu wolnych miejsc powalczy reprezentacja Polski. Podopieczni Jana Urbana 26 marca zmierzą się z Albanią na PGE Narodowym. W przypadku zwycięstwa czeka ich decydujący bój z lepszym z pary Ukraina – Szwecja. Finał baraży zaplanowano na 31 marca, a Polacy na pewno rozegrają go na wyjeździe.

    Legenda wydała werdykt ws. baraży o MŚ 2026. To będzie kluczowe

    Teraz głos w sprawie meczów barażowych zabrał Jakub Błaszczykowski. 109-krotny reprezentant Polski jest pozytywnie nastawiony.

    Zawsze trzeba podchodzić do wszystkiego z optymizmem. Wszystko i tak będzie trzeba wywalczyć na boisku, trzeba udowodnić swoją wyższość i po prostu wygrać mecz. Nie czekają nas łatwe mecze. Wręcz będą to ciężkie boje, niezależnie od rywali. Wierzę jednak w chłopaków i w ich umiejętności. Całym sercem wierzę, że zakwalifikujemy się na mistrzostwa świata i trzymam za nich bardzo mocno kciuki

    Błaszczykowski podkreślił, że PGE Narodowy jest atutem polskiej reprezentacji i to dobrze, że z takim rywalem, jak Albania zagramy na własnym stadionie.

    – W ostatnich latach przekonaliśmy się na własnej skórze, że w Tiranie gra się bardzo trudno. Wsparcie kibiców, które jest ogromne przy okazji meczów reprezentacji Polski sprawia, że piłkarze czują się jeszcze bardziej pewni siebie. Doping naszych fanów jest wspaniały – przyznał.

    40-latek podkreślił, że “mamy lepszą reprezentację od Albańczyków i powinniśmy z nimi wygrać”. – Wierzę, że nasi zawodnicy będą w stanie zrealizować plan, który nakreśli im sztab szkoleniowy na czele z trenerem Urbanem – dodał.

    Polacy w przypadku zwycięstwa zagrają z Ukrainą lub Szwecją, ale na wyjeździe. Błaszczykowski nie wskazał jednak wygodniejszego rywala.

    – Najpierw trzeba się skupić na tym pierwszym kroku i właściwie go wykonać, a nie myśleć o tym, co dalej – stwierdził i dodał, że Polska ma “tyle jakości, żeby poradzić sobie i ze Szwecją, i z Ukrainą”.
    Jakub Błaszczykowski

    Jakub BłaszczykowskiPiotr Dziurman/REPORTEREast News
    Jakub Błaszczykowski

    Jakub BłaszczykowskiArtur Barbarowski/East NewsEast News
    Dwóch piłkarzy w białych koszulkach reprezentacji Polski na stadionie, jeden przekazuje drugiemu opaskę kapitana, w tle trybuny w czerwonych barwach.

    Jakub Błaszczykowski i Robert LewandowskiBeata ZawadzkaEast News

    Tauron GTK Gliwice – Energa Trefl Sopot. Skrót meczu.

  • Lewandowski na ustach Hiszpanów. Oto co zrobił w meczu La Liga. Tak go nazwali

    Lewandowski na ustach Hiszpanów. Oto co zrobił w meczu La Liga. Tak go nazwali

    W wielkich bólach FC Barcelona pokonała na wyjeździe Athletic Bilbao. Goście bardzo skromnie triumfowali 1:0. Jedynego gola strzelił Lamine Yamal, bohater sobotniego spotkania i ostatnich tygodni. W drugiej połowie na murawie zameldował się Robert Lewandowski, który spędził na niej pół godziny. Jak w tym czasie spisał się zdaniem hiszpańskich ekspertów?
    Robert Lewandowski w jasnej koszulce z czarną maską ochronną na twarzy stoi na boisku podczas meczu.

    Robert LewandowskiMATTHIEU MIRVILLEAFP

    Przez złamanie kości wewnętrznej w lewym oczodole wszystko wskazywało na to, że Robert Lewandowski nie pojawi się we wyjściowym składzie Barcelony na mecz z Athletikiem Bilbao w 27. kolejce La Liga. I tak też się stało. Od pierwszej minuty na pozycji napastnika na San Mames w zespole gości biegł Ferran Torres.

    Młody Hiszpan kolejny raz zawiódł Hansiego Flicka. Przez ponad godzinę ani nie zanotował asysty, ani nie wpisał się na listę strzelców. To już ósmy taki mecz z rzędu w jego wykonaniu.

    Kontuzja może być dobra dla Lewandowskiego? Zaskakujące słowa ekspertaPolsat Sport

    Hiszpanie zabrali głos ws. Lewandowskiego. Oto werdykty

    W 62. minucie na placu gry zameldował się Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski miał na twarzy specjalną maskę, która chroniła go przed ewentualnym pogłębieniem urazu.

    Przez niecałe pół godziny 37-latek zanotował dziesięć kontaktów z piłką. Oddał jeden strzał, który został zablokowany. Przy kilku próbach za każdym razem celnie podawał do kolegów. Rola naszego rodaka w tym starciu opierała się często na walce z defensorami Athletiku.

    Zwłaszcza po 66. minucie, kiedy to Barcelona wyszła na prowadzenie po cudownym trafieniu Lamine’a Yamala. Wychowanek zapewnił gościom wygraną i trzy punkty. Choć Lewandowski tym razem nie zanotował żadnych liczb, to hiszpańskie media doceniły go za poświęcenie dla zespołu.

    “Pancernik” – nazwał go kataloński “Sport”. “Dobrze wykonywał pracę w ofensywie, wykonał kilka ciekawych ruchów. Solidny występ” – napisano w krótkim uzasadnieniu.

    “Skupiony. Kolejna wersja zabójcy, który zrozumiał, czego wymagał pojedynek na San Mames” – odnotowali eksperci eldesmarque.com, gdzie Robert Lewandowski otrzymał notę “6” w dziesięciopunktowej skali. W tym sezonie po 33 spotkaniach ma na koncie 14 bramek.

    Sam polski napastnik po zakończeniu spotkania w mediach społecznościowych udostępnił kilka swoich zdjęć ze starcia przeciwko ekipie Ernesto Valverde. “Udana wycieczka. 3 punkty w kieszeni” – napisał.

    Z tego cała Barcelona cieszy się najbardziej. Obecnie mistrzowie Hiszpanii są liderami tabeli, utrzymują czteropunktową przewagę nad drugim Realem Madryt. We wtorek Katalończyków czeka pierwszy mecz z Newcastle United w 1/8 finału Ligi Mistrzów.
    Mężczyzna w ciepłej sportowej kurtce z godłem Polski na piersi uśmiecha się, siedząc w jasnym otoczeniu stadionowym z rozmytym tłem.

    Robert LewandowskiANDRZEJ IWANCZUK/REPORTEREast News
    Mężczyzna w bordowej kurtce sportowej na ciemnym, rozmytym tle, lekko zwrócony w bok, z poważnym wyrazem twarzy.

    Robert LewandowskiGrzegorz Wajda/REPORTER East News
    Piłkarz ubrany w granatowo-bordową koszulkę z logo klubu FC Barcelona oraz sponsora, stojący na boisku podczas meczu, w tle rozmyte sylwetki kibiców i stadion.

    Robert LewandowskiJOSE BRETON / NURPHOTO / NURPHOTO VIA AFPAFP

    Ataki w meczu Aluron CMC Warta Zawiercie – Cuprum Stilon Gorzów

  • 6:4 Majchrzaka w meczu z Djokoviciem. 132 minuty pasjonującej walki w Indian Wells

    6:4 Majchrzaka w meczu z Djokoviciem. 132 minuty pasjonującej walki w Indian Wells

    Sobotni wieczór przyniósł polskim kibicom tenisa emocje na najwyższym poziomie. Równolegle swoje spotkania w ramach drugiej rundy turnieju w Indian Wells rozgrywali Iga Świątek i Kamil Majchrzak. Zawodnik pochodzący z Piotrkowa Trybunalskiego zmierzył się na głównej arenie z legendą dyscypliny – Novakiem Djokoviciem. Nasz reprezentant wygrał pierwszego seta w meczu ze swoim idolem, ale później nastąpił zwrot akcji. Ostatecznie to Serb triumfował 4:6, 6:1, 6:2. Oto co się wydarzyło w Kalifornii.
    Kamil Majchrzak i Novak Djokovic walczyli ze sobą o awans do trzeciej rundy ATP Masters 1000 w Indian Wells

    Kamil Majchrzak i Novak Djokovic walczyli ze sobą o awans do trzeciej rundy ATP Masters 1000 w Indian WellsMartin KEEP / IZHAR KHAN / AFPAFP

    Po losowaniu drabinki ATP Masters 1000 w Indian Wells polskim kibicom tenisa marzył się scenariusz, by w drugiej rundzie Kamil Majchrzak zmierzył się z Novakiem Djokoviciem, a triumfator tego starcia trafił później na Huberta Hurkacza. Już po premierowej fazie stało się jasne, że ten scenariusz zostanie zrealizowany tylko w połowie. A mało brakowało, byśmy w ogóle nie mieli naszego reprezentanta w kolejnej rundzie męskich rozgrywek w Kalifornii.

    Majchrzak przegrywał już 3:4 w trzecim secie, w dodatku Giovanni Mpetshi Perricard prowadził 30-15 przy własnym podaniu. Wtedy stało się coś, co ciężko było sobie wyobrazić. Potężnie serwujący Francuz, który po słabym początku meczu złapał dobry rytm, nie dowiózł przewagi do mety. Kamil natychmiast odrobił stratę, a spotkanie zakończył na swoją korzyść jeszcze przed potencjalnym tie-breakiem.

    30-latek wygrał 6:3, 1:6, 7:5 i dzięki temu dostał szansę, by po raz pierwszy w karierze zmierzyć się z legendą tej dyscypliny – Novakiem Djokoviciem. Potem okazało się, że zwycięzca tej potyczki na pewno nie trafi na Huberta Hurkacza, bowiem Polak odpadł po dwóch tie-breakach z Aleksandarem Kovaceviciem. W ten sposób Majchrzak pozostał naszym jedynakiem w męskiej drabince singla, a na dodatek czekało potężne wyzwanie. Serb przystępował do meczu w roli zdecydowanego faworyta. Jedynym znakiem zapytania w jego przypadku było to, jak 38-latek zaprezentuje się po kilkutygodniowej przerwie.

    ATP Indian Wells: Kamil Majchrzak kontra Novak Djokovic w drugiej rundzie

    Mecz rozpoczął się od serwisu Djokovicia. Panowie musieli się zmagać z mocnymi podmuchami wiatru, który odgrywać sporą rolę w trakcie wymian. Nieoczekiwanie Majchrzak wypracował sobie break pointa już na “dzień dobry”. Podczas akcji dopisało mu sporo szczęścia. Serb posłał dropszota, Polak go odegrał. Piłka zawadziła o taśmę i spadła tuż za siatkę. Novak był bez szans na odbiór. W taki oto sposób nasz reprezentant przełamał 38-latka i jako pierwszy znalazł się na prowadzeniu. Tenisista pochodzący z Piotrkowa Trybunalskiego przeprosił oczywiście wielkiego mistrza, ten się tylko uśmiechnął, bo nie mógł nic poradzić na tę sytuację.

    Po zmianie stron Majchrzak potwierdził przewagę i wyszedł na 2:0. Djokovic poszukiwał natychmiastowego odrobienia strat. W czwartym gemie ruszył w pogoń i ze stanu 15-40 doprowadził do break pointa. Mimo to Kamil oddalił zagrożenie, a na koniec posłał asa. Chwilę później doszło do podwójnego przełamania na korzyść naszego reprezentanta. 30-latek znalazł się na doskonałej drodze do tego, by wygrać pierwszego seta, prowadził już 4:1.

    Nole nie zamierzał jednak odpuszczać. Chociaż Polak wypracował sobie piłkę na cztery “oczka” przewagi, ostatecznie zawodnik rozstawiony z “3” doczekał się premierowego breaka na własne konto. Potem szybko przypilnował serwisu i złapał kontakt z Majchrzakiem. Gorąco zrobiło się w momencie, gdy nasz reprezentant podawał po zwycięstwo w premierowej odsłonie. Pierwsze trzy akcje powędrowały do Djokovicia, dzięki temu 38-latek miał trzy break pointy z rzędu na 5:5. Mimo takiej sytuacji, Kamil wydostał się z opresji. Po drugim setbolu Polak zapisał na swoją korzyść wynik 6:4.

    Drugą część pojedynku ponownie otwierał Novak. Tym razem Serb podkręcił tempo od samego początku i nie pozwolił sobie na taki powolny start, jak w poprzedniej partii. Najpierw utrzymał serwis, a potem przełamał naszego reprezentanta. W trzecim gemie pojawił się cień nadziei dla 30-latka na odrobienie straty breaka. Było 40-15 dla Polaka, ale ostatecznie Djokovic powiększył przewagę do trzech “oczek”. Majchrzak został zepchnięty do defensywy – do tego stopnia, że w trakcie szóstego rozdania musiał się bronić przed przegraniem partii do zera.

    Nole miał setbola na 6:0, jednak Kamil finalnie oddalił zagrożenie. Nasz tenisista walczył do końca i mimo arcytrudnej sytuacji wciąż wierzył w zniwelowanie chociaż jednego breaka. Posiadał ku temu jedną okazję, ale nie udało się jej wykorzystać. Ostatecznie rozstawiony z “3” zawodnik zdołał zakończyć tę odsłonę podczas siódmego gema. Potrzebował ku temu łącznie pięciu setboli. Rezultat 6:1 dla Djokovicia oznaczał, że panowie rozegrają dodatkową partię.

    Trzecią fazę rywalizacji inaugurował Majchrzak. Rywal od razu próbował wywrzeć presję na naszym tenisiście. Początkowo Kamil dzielnie pilnował swoich podań, a w czwartym gemie miał nawet wynik 30-30 na returnie. Polak nie trafił jednak kluczowego bekhendu w kort. Tuż przed zmianą stron doszło do przełamania na korzyść Serba. 30-latek dzielnie się bronił, oddalił dwa break pointy. Przy trzecim Djokovic dopiął już swego i po raz pierwszy znalazł się na prowadzeniu w tej partii.

    Novak wyglądał na bardzo zmotywowanego. Chciał jak najszybciej skończyć tę batalię. W siódmym gemie obserwowaliśmy bardzo długą walkę przy serwisie Majchrzaka. Polak miał w sumie cztery okazje na trzecie “oczko”, ale brakło “kropki nad i”. Nole przełamał i przy stanie 5:2 podawał po zwycięstwo. Ostatecznie 38-latek triumfował 4:6, 6:1, 6:2 i zameldował się w trzeciej rundzie ATP Masters 1000 w Indian Wells, gdzie zmierzy się z Aleksandarem Kovaceviciem.

    Dokładny zapis relacji z meczu Kamil Majchrzak – Novak Djokovic jest dostępny TUTAJ. Główne zmagania w Indian Wells potrwają do 15 marca. Najważniejsze informacje dotyczące turniejów WTA i ATP można śledzić za pomocą tenisowej zakładki na stronie Interii.
    Młody mężczyzna w sportowej czapce i niebieskiej koszulce unosi rękę do góry w geście powitania lub pożegnania, tło utrzymane w jednolitym niebieskim kolorze, na przedramieniu widoczny tatuaż.

    Kamil MajchrzakSarah StierAFP
    Tenisista w zielonej koszulce wykonuje gest palcem przy uchu, trzymając rakietę tenisową na korcie.

    Novak DjokovićMartin KeepAFP
    Aleksandar Kovacevic

    Aleksandar KovacevicAFP

    Kamil Majchrzak – Giovanni Mpetshi Perricard. Skrót meczu.

  • Potężne zagrożenie dla Igi Świątek! Wystarczy spojrzeć. Nie jest dobrze

    Potężne zagrożenie dla Igi Świątek! Wystarczy spojrzeć. Nie jest dobrze

    Iga Świątek rozpoczęła Indian Wells od wolnego losu w pierwszej rundzie, więc miała dodatkowy czas na przygotowania. W drugim etapie natomiast przyszło jej mierzyć się z kwalifikantką Kaylą Day (187. WTA). Nasza rodaczka oczywiście była zdecydowaną faworytką, co potwierdziła również na korcie, wygrywając w dwóch setach. Tym samym jest już w trzeciej rundzie.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Kto jest obecnie na pierwszym miejscu w rankingu WTA?

    Ile punktów zdobyła Iga Świątek za swoje zwycięstwo w Indian Wells?

    Jakie miejsce zajmuje Jelena Rybakina w rankingu WTA?

    Ile punktów Iga Świątek musi bronić w Indian Wells?
    Iga Świątek wygrywa w Indian Wells, a za jej plecami ogromne zagrożenie. Tłumaczymy

    A co oznacza to w rankingu WTA? Zacznijmy od tego, że na razie zmian w czołówce nie obserwujemy. Aryna Sabalenka jest pierwsza z dorobkiem 10090 pkt (i również jest w trzecim etapie IW). Drugie miejsce zajmuje natomiast Świątek, która po zwycięstwie z Day ma na swoim koncie 7263 “oczek”. Co istotne, wygrana ta warta była tylko 35 punktów — za awans do drugiej rundy było ich 30, do trzeciej 65, a więc różnica to 35.

    Polecamy: Fissette zdradził, co zmienił w grze Świątek. To był klucz do wszystkiego

    Sytuacja naszej rodaczki jest dodatkowo skomplikowana ze względu na to, że rok temu w Indian Wells dotarła aż do półfinału. To zapewniło jej cenne 390 pkt w światowym zestawieniu. Teraz musi ich bronić. Po awansie do trzeciego etapu obok jej nazwiska w rankingu WTA Live wciąż widnieje liczba minus 325 “oczek”. A na horyzoncie jest jeszcze jedno poważne zagrożenie. Nazywa się Jelena Rybakina.

    Nie przegap: Iga Świątek z dużym spadkiem. Stworzyli “alternatywny ranking”

    Kazaszka w sobotni wieczór również zapewniła sobie awans do trzeciej rundy i znajduje się na trzecim miejscu w rankingu. W tej chwili ma ona 7198 pkt, co oznacza, że do Świątek traci ich jedynie 65. A w dodatku rok temu w Indian Wells dotarła ona jedynie do czwartego etapu. Dlatego znacznie szybciej będzie mogła wyjść “na zero” i zacząć zdobywać nowe punkty. Niewykluczone więc, że Rybakina przegoni Polkę. Na to trzeba uważać.

    Oto aktualna sytuacja w rankingu WTA Live

    Ranking WTA Live

    Ranking WTA Livelive-tennis.eu

  • Iga Świątek wpakowała się w bagno. Sama to przyznała

    Iga Świątek wpakowała się w bagno. Sama to przyznała

    Że wyszłam z bagna, w które się wpakowałam – tak Iga Świątek odpowiedziała na pytanie, co ją najbardziej cieszy. Nas w meczu Polki ze 187. w światowym rankingu Kaylą Day w drugiej rundzie w Indian Wells cieszyło, że Iga, będąc w bagnie, nie wpadła w panikę. Ale martwić się też jest czym. Konkretnie: ciągle tym samym.
    Iga Świątek
    screen z Canal+ Sport

    Pierwszy set trwał 28 minut, a drugi – aż 70. W pierwszej partii Iga Świątek zagrała 16 uderzeń kończących przy tylko siedmiu niewymuszonych błędach, a w drugiej też miała 16 winnerów, ale własnych pomyłek popełniła aż 18. Po secie koncertowym, wygranym 6:0, wiceliderka światowego rankingu zagrała seta, w którym fałszowała. Zwłaszcza serwując. Nie widzieliśmy Igi w grze przez prawie miesiąc, bo zgodnie z zapowiedziami zwolniła. Ale już w pierwszym meczu po powrocie przekonaliśmy się, że wciąż kuleje tam, gdzie i przed przerwą radziła sobie najgorzej.

    Zobacz wideo Dlatego Tomasiak robi znak krzyża przed skokiem. Powiedział to przed kamerą

    Od 12 lutego do 7 marca Świątek miała przerwę od turniejowego grania. Mogła odpocząć i spokojnie potrenować. Mogła wrócić z nową energią i z nowymi przemyśleniami. – Pracowałam nad tym, żeby lepiej wytrzymywać dłuższe akcje, dłużej pozostać w solidnej grze, a niekoniecznie przyspieszać i podejmować ryzyko. Zawsze swoją grę opierałam na solidności. Przez ostatnie miesiące mam wrażenie, że to trochę uciekło, chciałabym znów to złapać – mówiła Bartoszowi Ignacikowi z Canal+ przed swoim pierwszym występem w turnieju rangi WTA 1000 w Indian Wells.

    W styczniu i w lutym 2026 roku Świątek rozegrała w sumie tylko 13 meczów (bilans 9:4). Rok temu w analogicznym okresie tych meczów było aż 18 (bilans 14:4). Świątek od kilku lat mocno zaczynała każdy kolejny sezon, a teraz postanowiła nie tylko mówić o tym, że turniejowy kalendarz jest zbyt napięty, ale też z jednego z występów po prostu zrezygnowała – w Dubaju.

    Świątek zwolniła, nie pędziła w pogoni za rankingowymi punktami, bo i ona sama czuła, że lepiej będzie, jeśli skupi się na treningu, i, jak opowiedziała w zacytowanej przed chwilą rozmowie z Canal +, to samo rekomendowali jej wszyscy w teamie.
    Świątek tego nie kryje. “Na treningu czuję dużą poprawę”

    – Są rzeczy, które chciałabym poprawić i nad którymi też pracowaliśmy chociażby w Warszawie, ale nie wiem, kiedy one zatrybią – mówiła. – A jakie to rzeczy? – zapytał Ignacik. – Ogólnie [pracowaliśmy] nad serwisem cały czas i na treningu czuję dużą poprawę. Zobaczymy, jak będzie w meczu – odpowiedziała.

    W meczu zobaczyliśmy, że nadal nie jest dobrze. Nawet w secie wygranym z Day 6:0 Świątek pewniej i szybciej kończyła gemy serwisowe rywalki niż własne. A drugi set stał się dla Polki drogą przez mękę czy – jak to sama ujęła w pomeczowej rozmowie z Joanną Sakowicz-Kostecką – wpakowaniem się w bagno właśnie przez problemy z serwisem.

    Przy prowadzeniu 6:0 nagle Świątek przegrała swojego gema serwisowego na rozpoczęcie drugiej partii
    Przy stanie 6:0, 0:2 Świątek przy swoim podaniu przegrywała już 0:40, ale tu jeszcze zdołała się wykaraskać, wyszła na 6:0, 1:2
    Przy wyniku 6:0, 1:3 Iga znowu przegrywała 0:40 przy swoim serwisie. I tym razem dogoniła rywalkę, ale w grze na przewagi nie dała Amerykance rady i została przełamana po raz drugi

    Tak wyglądała droga Świątek z seta, przez którego przeszła suchą stopą do bagna. Bagnem był wynik 1:5 w drugiej partii.

    Świątek uratowała się spokojem. Był taki moment, że po drugim podwójnym błędzie serwisowym w jednym gemie (tym na 1:4) rzuciła kilka ostrych słów, a realizator transmisji długo pokazywał nam Darię Abramowicz, chyba spodziewając się, że między tenisistką, a jej psycholożką może dojść do jakiejś interakcji. Ale niczego takiego nie zobaczyliśmy. I Abramowicz, i trener Wim Fissette obserwowali, jak poradzi sobie ich zawodniczka, raczej nie udzielając jej wskazówek, ani nie próbując jej pocieszać.

    W trudnym momencie Świątek potrafiła zwolnić grę tak, żeby nie szukać kończących uderzeń z nieprzygotowanych pozycji. Dzięki temu ograniczyła liczbę niewymuszonych błędów. Czyli przestała dawać prezenty nisko notowanej, ale bardzo ambitnie walczącej i coraz mocniej wierzącej w siebie rywalce. Wreszcie też Iga ustabilizowała swój serwis. Od stanu 1:5 nie dała Amerykance już ani jednej szansy na przełamanie.
    Trudno nie tęsknić za tym, co Świątek robiła na Wimbledonie

    Za to brawa. Natomiast martwi, że będąca pod koniec drugiej setki światowego rankingu Day miała w dwusetowym meczu aż 13 breakpointów! I dwa z nich wykorzystała.

    Świątek zrobiła sobie przerwę od grania i trenowała, jaka sama mówi, z myślą między innymi o poprawieniu serwisu. To nie dziwi. Z 13 meczów, jakie rozegrała w styczniu i lutym bieżącego roku, w tylko jednym nie została przełamana. Popatrzmy na szczegółowe statystyki, a zrozumiemy, jak bardzo serwis Polki niedomaga.

    Świątek została przełamana aż 7 razy przez Lys
    1 raz przez Lamens
    Nie została przełamana przez Joint
    5 razy przez Gauff
    6 razy przez Bencić
    3 razy przez Yuan
    2 razy przez Bouzkovą
    3 razy przez Kalinską
    1 raz przez Inglis
    4 razy przez Rybakinę
    1 raz przez Tjen
    4 razy przez Kasatkinę
    5 razy przez Sakkari
    2 razy przez Day

    Czyli w 13 meczach w 2026 roku Świątek aż 44 razy straciła swój serwis. A zatem była przełamywana średnio aż 3,4 raza na mecz.

    Podczas trwającej już prawie półtora roku współpracy Świątek z Fissettem oglądaliśmy taki turniej, w którym Iga serwowała o niebo lepiej. To był oczywiście wygrany przez nią Wimbledon 2025. Popatrzmy na szczegóły:

    0 przełamań w meczu z Kudiermietową;
    2 przełamania z McNally;
    0 przełamań z Collins;
    2 przełamania z Tauson;
    2 przełamania z Samsonową;
    0 przełamań z Bencić;
    0 przełamań z Anisimovą.

    Czyli w całym Wimbledonie Świątek tylko sześć razy straciła swoje podanie. Sześć razy w siedmiu meczach. A zatem Iga była wtedy przełamywana średnio 0,85 raza na mecz.
    Nawet Sabalenka nie umiała przełamać Świątek. 7/7!

    Podczas Wimbledonu Świątek serwowała tak pewnie, jak w czasach swej dominacji w tourze. Przypomnijmy sobie choćby turniej w Rzymie w 2024 roku. W jego finale Iga nie dała szans Arynie Sabalence (6:2, 6:3). Obroniła wtedy wszystkie siedem breakpointów. A w całym turnieju w sześciu meczach (z Perą, Putincewą, Kerber, Keys, Gauff i Sabalenką) dała się przełamać w sumie tylko pięć razy.

    Wtedy przy breakpointach Świątek potrafiła posyłać wygrywające serwisy z prędkościami przekraczającymi 190 km/h. To były popisy pewności siebie, to były demonstracje siły, to były potwierdzenia, że jest się numerem jeden światowego tenisa.

    Dziś Świątek cały czas zmaga się z falującym serwisem i generalnie falującą grą. W meczu z Day nie zobaczyliśmy niczego, czego byśmy nie pamiętali z ostatnich tygodni. Ale poczekajmy na to, co zobaczymy teraz. W trzeciej rundzie (Świątek zaczęła turniej od drugiej rundy, bo w pierwszej miała wolny los) Iga zmierzy się ze starą, dobrą i wyjątkowo wymagającą znajomą, czyli z Marią Sakkari. Niecały miesiąc temu Polka uległa Greczynce w ćwierćfinale w Dosze. I to po tym meczu postanowiła zwolnić, żeby po powrocie do cyklu móc przyspieszyć. Ciekawie będzie poobserwować czy da radę to zrobić, mając na drodze naprawdę trudną przeszkodę.