• 3:6 Gauff. Koniec meczu po 110 minutach. Już o jedną Amerykankę mniej w turnieju

    3:6 Gauff. Koniec meczu po 110 minutach. Już o jedną Amerykankę mniej w turnieju

    O północy czasu polskiego rozpoczęła się kolejna sesja wieczorna w ramach imprezy rangi “1000” w Miami. Pierwszym meczem był pojedynek WTA. W akcji zobaczyliśmy Coco Gauff. Jej przeciwniczką okazała się 105. zawodniczka rankingu – Alycia Parks. Już przed startem było zatem jasne, że jedna Amerykanka musi się pożegnać z singlowymi zmaganiami tuż przed 1/8 finału. Mistrzyni Roland Garros 2025 niespodziewanie przegrała pierwszego seta 3:6. Końcowe rozstrzygnięcie nastało po 110 minutach.
    Coco Gauff rywalizowała z Alycią Parks o awans do czwartej rundy WTA 1000 w Miami

    Coco Gauff rywalizowała z Alycią Parks o awans do czwartej rundy WTA 1000 w MiamiOSCAR J BARROSO / Spain DPPI / DPPI via AFPAFP

    Po tym, jak Iga Świątek szybko pożegnała się z turniejem WTA 1000 w Miami, Coco Gauff znalazła się przed szansą, by awansować na trzecie miejsce w rankingu kosztem Polki. Do realizacji tego celu Amerykanka potrzebowała co najmniej finału podczas rozgrywek na terenie Florydy. Już pierwszy pojedynek okazał się solidnym testem dla 22-latki. Musiała bowiem odrabiać stratę seta w meczu z Elisabettą Cocciaretto, ale powiodła jej się ta sztuka. Ostatecznie pokonała Włoszkę 3:6, 6:4, 6:3.

    W nocy z soboty na niedzielę naszego czasu Gauff ponownie wkroczyła do akcji. Tym razem mistrzyni Roland Garros 2025 zmierzyła się ze swoją rodaczką – Alycią Parks. 25-latka, w której swego czasu pokładano duże nadzieje, plasuje się obecnie na 105. miejscu w rankingu. W drugiej rundzie tysięcznika w Miami nieoczekiwanie wyeliminowała Marię Sakkari, triumfując 6:3, 6:3. Potyczka z Coco miała odpowiedzieć na pytanie czy tenisistkę z drugiej setki stać na dwa zwycięstwa z rzędu z rozstawionymi rywalkami.

    WTA Miami: Coco Gauff kontra Alycia Parks w trzeciej rundzie

    Mecz rozpoczął się doskonale z perspektywy Gauff. Czwarta rakieta świata przełamała rodaczkę już na “dzień dobry”, w sumie zgarnęła dziewięć punktów z rzędu na starcie. Potem nastał nieoczekiwany zwrot akcji. Po czterech rozdaniach był już remis. Parks wykorzystała czwartego break pointa, potem sama obroniła piłkę na przełamanie i przy zmianie stron Alycia po raz pierwszy objęła prowadzenie. To nie był koniec świetnej passy 105. zawodniczki rankingu. Przedłużyła swoją serię do pięciu “oczek”, broniąc po drodze break pointa. Wywalczoną przewagę utrzymała do końca seta, wygrywając go 6:3.

    Druga część pojedynku przyniosła totalny zwrot akcji. Dużą rolę odegrał początek, kiedy to Parks nie wykorzystała trzech piłek na przełamanie. To wzmocniło Coco, a jednocześnie osłabiło jej rodaczkę. Gauff utrzymała podanie po wymagającej batalii. Gdy panie zmieniły strony, tenisistka z drugiej setki miała 30-15 przy swoim serwisie. Mimo to doszło do breaka. Alycia notorycznie traciła wysokie przewagi w gemach. W trakcie trzeciego rozdania znów posiadała 30-15, a w kolejnych dwóch aż 40-0. Każda taka rywalizacja, niezależnie czy na podaniu, czy na returnie, kończyła się po myśli mistrzyni RG 2025. Finalny wynik partii brzmiał 6:0 po tym, jak 22-latka wykorzystała drugiego setbola.

    Decydująca odsłona potyczki rozpoczęła się od dwóch wygranych akcji przez Parks na returnie. Później sytuacja znów odwróciła się na niekorzyść 25-latki. W drugim gemie została przełamana, a potem nie zdołała zgarnąć “oczka” na returnie, mimo aż trzech break pointów. Na tablicy wyników było już 3:0 dla Gauff. Dopiero wtedy Alycia zdołała przerwać serię dziewięciu przegranych gemów z rzędu. Na więcej Coco już nie pozwoliła. Ostatecznie to mistrzyni Roland Garros 2025 triumfowała 3:6, 6:0, 6:1 i zameldowała się w czwartej rundzie, gdzie zmierzy się z Soraną Cirsteą. Z kolei Parks pożegnała się już z singlowym turniejem i pozostał jej tylko występ w deblu, razem ze Sloane Stephens.
    Kobieta ubrana w żółty strój sportowy i opaskę na głowie, z opaską tenisową na nadgarstku, unosząca rękę do twarzy podczas zawodów sportowych, w tle rozmyte światła kortu.

    Coco GauffMartin KeepAFP
    Alycia Parks

    Alycia ParksLILLIAN SUWANRUMPHA AFP
    Tenisistka w fioletowej koszulce okazuje silne emocje po wygraniu punktu, ściska pięść i krzyczy z radości na korcie tenisowym. W tle widoczna rozmyta publiczność.

    Sorana CirsteaMartin KeepAFP

    Kamil Majchrzak – Learner Tien. Skrót meczu.

  • Linette wracała z 3:6, 1:3 w meczu z Ealą. Wszystko jasne ws. gry o 1/4 finału w Miami

    Linette wracała z 3:6, 1:3 w meczu z Ealą. Wszystko jasne ws. gry o 1/4 finału w Miami

    Niespełna dwie doby po tym, jak Magda Linette zadziwiła tenisowy świat, pokonując Igę Świątek, Poznanianka przystąpiła do rywalizacji o czwartą rundę WTA 1000 w Miami. Tam czekało ją starcie z kolejną rozstawioną zawodniczką. Tym razem mowa o turniejowej “31”, półfinalistce imprezy na Florydzie sprzed roku – Alexandrze Eali. Po 108 minutach stało się jasne, która z nich powalczy o awans do najlepszej “8” w obecnej edycji zmagań.
    Magda Linette rywalizowała z Alexandrą Ealą o awans do czwartej rundy WTA 1000 w Miami

    Magda Linette rywalizowała z Alexandrą Ealą o awans do czwartej rundy WTA 1000 w MiamiZUMA/NEWSPIX.PLNewspix.pl

    W nocy z czwartku na piątek czasu polskiego Magda Linette odniosła jedno z najcenniejszych zwycięstw w swojej karierze. Wydarzyło się to podczas starcia z… Igą Świątek. Początek potyczki z udziałem dwóch naszych reprezentantek nie wskazywał na wygraną Poznanianki. Trzecia rakieta świata triumfowała w premierowej odsłonie 6:1, co wskazywało raczej na powtórkę rezultatu z 2023 roku i ich batalii w Pekinie. Od drugiej partii wszystko się zmieniło. 34-latka zaczęła pilnować swoich podań, to Raszynianka nie poradziła sobie w kluczowych momentach. Ostateczny wynik brzmiał 1:6, 7:5, 6:3 na korzyść Linette.

    Tamten mecz potwierdził, że Magda doskonale czuje się na Florydzie. Przed rokiem dotarła do ćwierćfinału WTA 1000 w Miami i teraz również zachowywała szansę na osiągnięcie co najmniej takiego rezultatu. W sobotę na jej drodze znalazła się zawodniczka, która 12 miesięcy temu zaszła jeszcze dalej w turnieju. Mowa o rozstawionej z “31” Alexandrze Eali, półfinalistce Miami Open 2025. Czekało nas zatem starcie z udziałem tenisistek, które jako ostatnie eliminowały Świątek ze zmagań w tej lokalizacji.

    Poznanianka posiadała jak dotąd bilans 2-1 w bezpośrednich potyczkach z reprezentantką Filipin, ale ich poprzedni mecz, rozegrany na początku tego sezonu w Auckland, zakończył się wygraną 20-latki. Linette dostała szansę na rewanż. Dla Magdy cel był jasny – od razu zaczepić się na grę i nie pozwolić rywalce na ucieczkę z wynikiem, tak jak to miało miejsce podczas batalii z Raszynianką.

    WTA Miami: Magda Linette kontra Alexandra Eala w trzeciej rundzie

    Mecz rozpoczął się od serwisu Eali. Już pierwszy gem dostarczył sporej dawki emocji. Po podwójnym błędzie serwisowym Alexandry pojawił się break point dla Linette. Reprezentantka Filipin zdołała jednak wyjść z opresji na własnych warunkach. Kolejne minuty przebiegały pod dyktando zawodniczek, które w danej chwili miały do dyspozycji własne podanie. Ciekawiej zrobiło się dopiero w szóstym gemie. Tam doszło do równowagi przy podaniu Magdy, ale na szczęście nasza tenisistka nie musiała bronić piłek na przełamanie.

    Stan 40-40 pojawił się także kilka minut później. Niestety, tym razem turniejowa “31” doczekała się już okazji na 5:3. Eala zepchnęła Linette do defensywy poprzez głęboki return i poszła za ciosem. Break dla 20-latki stał się faktem. Alexandra serwowała, by zamknąć premierową odsłonę. Nie miała najmniejszych problemów, by domknąć sprawę. Ostateczny rezultat partii brzmiał 6:3. Przewagę reprezentantki Filipin dało się zauważyć także po statystykach: 10 uderzeń kończących i tylko 7 niewymuszonych błędów. Po stronie Magdy wyglądało to znacznie gorzej: 7-15.

    Początek drugiej części pojedynku ułożył się źle z perspektywy Magdy. Rywalka kontynuowała serię wygranych gemów z rzędu. Na “dzień dobry” zdobyła przełamanie, potem podwyższyła prowadzenie do wyniku 2:0. Dopiero wtedy Poznanianka przerwała serię pięciu “oczek” dla przeciwniczki i… poprosiła o przerwę medyczną. To najlepiej obrazowało, że poprzednie trzysetówki mocno dały się we znaki 34-latce.

    Mimo trudnej sytuacji, Linette nie zamierzała się poddawać. Od stanu 1:3 ruszyła do odrabiania strat. Po sześciu rozdaniach mieliśmy już remis. Chwilę później zrobiło się gorąco przy serwisie Magdy. Było 15-40 z perspektywy 34-latki, ale od tego momentu Poznanianka wygrała cztery punkty z rzędu i po raz pierwszy w tym secie znalazła się na prowadzeniu. Podczas dziesiątego rozdania Eala świetnie poradziła sobie pod presją utrzymania się w grze o zwycięstwo w partii, potem miała 0-30 na returnie.

    Ostatecznie nie doszło już do żadnego przełamania i o losach drugiej odsłony decydował tie-break. Kluczowa rozgrywka od początku układała się po myśli Alexandry. Szybko zrobiło się 6-1 dla turniejowej “31”, a co za tym idzie – wypracowała sobie aż pięć meczboli. Finalnie 20-latka zwyciężyła 6:3, 7:6(2) i zameldowała się w czwartej rundzie, gdzie zmierzy się z Karoliną Muchovą. Z kolei Linette powalczy jeszcze w deblu, w duecie z Ann Li.
    Tenisistka w jasnym stroju i białej czapce grająca podczas meczu, koncentrująca się na odbiciu piłki tenisowej rakietą, dynamiczny moment sportowy.

    Magda LinetteMartin KeepAFP
    Alexandra Eala

    Alexandra EalaAL BELLO / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Kobieta w białym stroju sportowym z pomarańczową opaską na głowie uderza dwuręcznym backhandem żółtą piłkę tenisową, skupiona na grze.

    Karolina MuchovaIZHAR KHANAFP

    Kamil Majchrzak – Learner Tien. Skrót meczu.

  • Linette wracała z 3:6, 1:3 w meczu z Ealą. Wszystko jasne ws. gry o 1/4 finału w Miami

    Linette wracała z 3:6, 1:3 w meczu z Ealą. Wszystko jasne ws. gry o 1/4 finału w Miami

    Niespełna 48 godzin po sensacyjnym zwycięstwie nad Igą Świątek, Magda Linette ponownie pojawiła się na korcie w Miami, walcząc o awans do czwartej rundy prestiżowego turnieju WTA 1000. Tym razem na jej drodze stanęła rozstawiona z numerem 31 Alexandra Eala – półfinalistka ubiegłorocznej edycji zmagań na Florydzie. Po 108 minutach intensywnej rywalizacji stało się jasne, która z tenisistek pozostaje w grze o ćwierćfinał.

    Jeszcze kilkadziesiąt godzin wcześniej Linette sprawiła ogromną niespodziankę, eliminując Igę Świątek. Początek tamtego spotkania nie zapowiadał jednak takiego obrotu spraw – raszynianka pewnie wygrała pierwszego seta 6:1. Od drugiej partii obraz gry uległ jednak całkowitej zmianie. Doświadczona poznanianka zaczęła grać znacznie solidniej, szczególnie przy własnym podaniu, podczas gdy Świątek miała problemy w kluczowych momentach. Ostatecznie Linette odwróciła losy meczu, triumfując 1:6, 7:5, 6:3.

    To zwycięstwo tylko potwierdziło, że korty w Miami wyjątkowo jej odpowiadają. Przed rokiem dotarła tu do ćwierćfinału i również teraz miała realne szanse powtórzyć ten wynik. Jej kolejną rywalką była jednak zawodniczka, która w poprzedniej edycji osiągnęła jeszcze lepszy rezultat. Alexandra Eala, bo o niej mowa, rok temu dotarła aż do półfinału, a co ciekawe – obie tenisistki łączył fakt, że w ostatnich występach w Miami eliminowały Świątek.

    Bilans bezpośrednich spotkań przemawiał nieznacznie na korzyść Linette (2-1), jednak ich ostatni pojedynek w Auckland zakończył się zwycięstwem młodszej Filipinki. Polka liczyła więc na udany rewanż i od początku chciała narzucić swoje warunki gry.

    Spotkanie rozpoczęło się od serwisu Eali i już pierwszy gem przyniósł sporo emocji. Linette wypracowała break point po podwójnym błędzie rywalki, jednak ta zdołała wyjść z opresji. W kolejnych minutach obie tenisistki pilnowały swoich podań, a przełom nastąpił dopiero w ósmej partii. Wówczas Eala przejęła inicjatywę, zdobyła przełamanie i wyszła na prowadzenie 5:3. Chwilę później bez problemów zamknęła seta wynikiem 6:3, prezentując solidną i skuteczną grę – zakończyła partię z 10 uderzeniami wygrywającymi i tylko 7 niewymuszonymi błędami, podczas gdy Linette popełniła ich aż 15.

    Drugi set rozpoczął się niekorzystnie dla Polki. Eala kontynuowała dobrą passę, szybko obejmując prowadzenie 2:0, a następnie 3:1. W tym momencie Linette, wyraźnie odczuwająca trudy wcześniejszych spotkań, poprosiła o przerwę medyczną. Mimo problemów fizycznych nie złożyła jednak broni. Od stanu 1:3 rozpoczęła skuteczną pogoń i doprowadziła do wyrównania.

    W końcówce seta emocje sięgnęły zenitu. Linette obroniła dwa break pointy przy stanie 15-40 i po raz pierwszy w tej partii wyszła na prowadzenie. Eala odpowiedziała jednak pewną grą i doprowadziła do tie-breaka. W decydującej rozgrywce Filipinka od początku narzuciła swoje tempo, szybko obejmując prowadzenie 6-1 i wypracowując aż pięć piłek meczowych. Wykorzystała jedną z nich, wygrywając tie-break 7-2, a całe spotkanie 6:3, 7:6.

    Tym samym Alexandra Eala awansowała do czwartej rundy, gdzie zmierzy się z Karoliną Muchovą. Magda Linette żegna się natomiast z rywalizacją singlową, ale pozostaje jeszcze w grze deblowej, gdzie występuje w parze z Ann Li.

  • Przyjaciółka Sabalenki bezradna, popis Amerykanki. 6:1 i finisz po 76 minutach

    Przyjaciółka Sabalenki bezradna, popis Amerykanki. 6:1 i finisz po 76 minutach

    W sobotę na kortach w Miami rozpoczęto rywalizację w trzeciej rundzie turnieju rangi WTA 1000. Ze względu na wcześniejsze opóźnienia spowodowane deszczem, organizatorzy wciąż kończyli jednak także spotkania drugiej rundy. Jednym z nich był mecz na korcie numer 2, gdzie zaprezentowała się rozstawiona z numerem 18 Iva Jovic. Młoda Amerykanka potrzebowała zaledwie 76 minut, by pewnie pokonać Paula Badosa – prywatnie bliską znajomą Aryna Sabalenka.

    18-letnia Jovic coraz śmielej zaznacza swoją obecność w światowym tenisie. Zajmuje już wysokie, 17. miejsce w rankingu i wyraźnie celuje w kolejne sukcesy. Turniej w Miami był dla niej kolejną szansą na zdobycie cennych punktów. Dzięki rozstawieniu rozpoczęła zmagania od drugiej rundy, gdzie trafiła właśnie na Badosę.

    Hiszpanka, była wiceliderka światowego rankingu, wciąż próbuje wrócić do swojej najlepszej formy. Obecnie plasuje się pod koniec pierwszej setki zestawienia. W poprzednim tygodniu dotarła do półfinału turnieju WTA 125 w Austin, gdzie zatrzymała ją Bianca Andreescu. W Miami rozpoczęła od zwycięstwa nad Alaksandra Sasnowicz, ale starcie z Jovic okazało się już znacznie większym wyzwaniem.

    Pierwszy set rozpoczął się od serii przełamań. Jovic jako pierwsza utrzymała własne podanie dopiero w czwartym gemie, wychodząc z bardzo trudnej sytuacji 0:40 i broniąc aż czterech break pointów. Ten moment okazał się przełomowy. Amerykanka szybko przejęła inicjatywę, zdobyła kolejne gemy i zbudowała bezpieczną przewagę, którą utrzymała do końca partii, wygrywając 6:2.

    Drugi set od początku układał się pod dyktando Jovic. Szybkie przełamanie i pewna gra przy własnym serwisie pozwoliły jej kontrolować przebieg spotkania. W piątym gemie ponownie przełamała rywalkę, a Badosa nie była w stanie odpowiedzieć. Hiszpanka nie wygrała już ani jednego gema, a Jovic przypieczętowała zwycięstwo wynikiem 6:2, 6:1.

    W kolejnej rundzie Amerykanka zmierzy się z Talia Gibson, jedną z największych rewelacji tegorocznego Sunshine Double. Australijka zachwyciła już w Indian Wells, gdzie dotarła do ćwierćfinału, eliminując m.in. Jasmine Paolini, Clara Tauson oraz Jekaterina Aleksandrowa. W Miami również przebijała się przez kwalifikacje, a w drugiej rundzie sprawiła ogromną niespodziankę, pokonując Naomi Osaka.

    Zapowiada się więc niezwykle interesujące starcie o awans do najlepszej szesnastki turnieju.

  • Narzeczony Sabalenki pochwalił się całemu światu. Aryna musiała zareagować

    Narzeczony Sabalenki pochwalił się całemu światu. Aryna musiała zareagować

    Aryna Sabalenka i Georgios Frangulis ponownie znaleźli się w centrum zainteresowania fanów. Tym razem to wpis multimilionera w mediach społecznościowych wywołał spore poruszenie. Frangulis opublikował serię zdjęć z narzeczoną, na które tenisistka zareagowała w wyjątkowo emocjonalny sposób, dzieląc się publicznie romantycznym wyznaniem.

    Białorusinka od lat imponuje formą na korcie i regularnie powiększa swoją kolekcję trofeów. Ma już na koncie cztery tytuły wielkoszlemowe, była liderką rankingu deblowego WTA, a obecnie przewodzi zestawieniu singlistek. Równie dobrze układa się jej życie prywatne – w codzienności i karierze wspiera ją partner, Georgios Frangulis.

    Ich związek od początku budzi duże zainteresowanie kibiców. Para chętnie dzieli się wspólnymi chwilami w sieci, publikując zarówno zdjęcia z podróży, jak i bardziej prywatne кадry. Niedawno zakochani ogłosili także zaręczyny, co tylko zwiększyło zainteresowanie ich relacją.

    Tym razem to jednak Frangulis skradł uwagę internautów. Biznesmen opublikował wpis ze zdjęciami, na których nie zabrakło ujęć z Sabalenką, opatrując go krótkim podpisem: „Kilka tygodni miłości”. Post szybko zdobył popularność, a w komentarzach pojawiło się wiele ciepłych słów pod adresem pary.

    Największe emocje wzbudziła jednak reakcja samej tenisistki. Sabalenka nie kryła uczuć i napisała pod postem: „Kocham cię kochanie, miłości mojego życia”, czym jeszcze bardziej rozczuliła fanów.

    Tymczasem liderka światowego rankingu przebywa obecnie w Miami, gdzie broni tytułu w turnieju rangi Miami Open. Na inaugurację zmagań zmierzyła się z Ann Li. Amerykanka postawiła trudne warunki, jednak ostatecznie Sabalenka zwyciężyła 7:6(5), 6:4 i awansowała do kolejnej rundy.

    W następnym meczu jej rywalką będzie Catherine McNally, a Białorusinka kontynuuje walkę o kolejne trofeum w swojej imponującej karierze.

  • Niepokonany od stycznia, niepokonany w finale. Szymański mistrzem świata

    Sobota przyniosła polskim kibicom sporo powodów do radości – najpierw brązowy medal sztafety mieszanej 4×400 m, a wieczorem srebro Natalii Bukowieckiej na tym samym dystansie. Wszyscy jednak czekali na najcenniejszy krążek. Miał go zdobyć Jakub Szymański, który w tym sezonie halowym pozostawał niepokonany. Tymczasem w półfinale błysnął Amerykanin Trey Cunningham, uzyskując świetny czas 7,35 s i ustanawiając rekord życiowy. To on wydawał się głównym faworytem. Polak odpowiedział jednak tam, gdzie miało to największe znaczenie – w finale. Choć nie poprawił rekordu kraju, dogonił rywala już w połowie dystansu i sięgnął po historyczne złoto.

    Trzy tygodnie wcześniej, podczas mistrzostw Polski, Szymański przebiegł 60 m przez płotki w 7,40 s, mimo drobnego kontaktu z Damianem Czykierem. Wtedy zapowiedział, że jeśli złoży wszystko w jedną całość, poprawi rekord kraju – i słowa dotrzymał. Kilka dni później w Berlinie uzyskał 7,37 s, wyrównując wyniki Dylana Bearda i właśnie Cunninghama, którzy mieli być jego najgroźniejszymi rywalami w walce o złoto w Toruniu.

    Półfinały wywróciły jednak sytuację do góry nogami. Cunningham wygrał swoją serię w imponującym stylu, co musiało zrobić wrażenie. Szymański podkreślał jednak po finale, że decydujący bieg rządzi się własnymi prawami – i miał rację. Dodatkowo z rywalizacji odpadł Dylan Beard, który co prawda awansował do finału, ale nie pojawił się na starcie z powodu kontuzji.

    Przed finałem Szymański został zapytany przez Małgorzatę Hołub-Kowalik o przewidywany wynik. Zapisał na kartce czas 7,34 s. Był w stanie pobiec tak szybko, choć start nie należał do idealnych – miał najgorszy czas reakcji wśród finalistów (0,162 s). Straty szybko jednak odrobił. Stawka długo biegła niemal równo, ale już na dwa płotki przed metą Polak wysunął się na prowadzenie. Niewielkie, lecz wystarczające, by utrzymać je do końca. Do złota wystarczył wynik 7,40 s.

    Cunningham ostatecznie nie zdobył nawet srebra – wyprzedził go Hiszpan Enrique Llopis. Warto też dodać, że w tym sezonie zabrakło dominatora tej konkurencji, rekordzisty świata Granta Hollowaya, który nie wystartował w hali. Tym samym tytuł mistrzowski nie powędrował do Stanów Zjednoczonych.

    Jakub Szymański został trzecim Europejczykiem w historii, który sięgnął po złoto halowych mistrzostw świata na 60 m przez płotki.

    Finał – 60 m przez płotki:

    1. Jakub Szymański (Polska) – 7,40 s

    2. Enrique Llopis (Hiszpania) – 7,42 s

    3. Trey Cunningham (USA) – 7,43 s

    4. Demario Prince (Jamajka) – 7,43 s

    5. Wilhelm Belocian (Francja) – 7,45 s

    6. Shusei Nomoto (Japonia) – 7,49 s

    7. Franco Le Roux (RPA) – 7,51 s

    8. Lorenzo Simonelli (Włochy) – 7,52 s

  • 87 minut walki w meczu Naomi Osaki w Miami. Sensacja stała się faktem

    87 minut walki w meczu Naomi Osaki w Miami. Sensacja stała się faktem

    Naomi Osaka, podobnie jak Iga Świątek, rozpoczęła rywalizację w turnieju WTA 1000 w Miami od drugiej rundy dzięki rozstawieniu. Japonka, oznaczona numerem 16 i prowadzona przez Tomasza Wiktorowskiego, zmierzyła się z Talią Gibson, która do głównej drabinki przebijała się przez kwalifikacje. Już w pierwszym secie niżej notowana Australijka sprawiła niespodziankę, a drugą partię rozpoczęła od przełamania. Ostatecznie zwyciężczynię wyłoniono po 87 minutach rywalizacji.

    Osaka rozpoczęła sezon od występu w United Cup, a następnie pojawiła się w Australian Open, gdzie wygrała dwa spotkania. Do kolejnego meczu jednak nie przystąpiła, decydując się na wycofanie z turnieju ze względów zdrowotnych.
    „Podjęłam trudną decyzję o wycofaniu się, aby zadbać o organizm po ostatnim meczu. Bardzo zależało mi na dalszej grze, dlatego ta sytuacja jest dla mnie bolesna. Nie mogę jednak ryzykować pogorszenia stanu zdrowia, jeśli chcę wrócić do pełni sił” – przekazała w mediach społecznościowych.

    Na kort wróciła dopiero w marcu podczas turnieju w Indian Wells. Dotarła tam do czwartej rundy, w której przegrała z późniejszą triumfatorką całej imprezy, Aryną Sabalenką. Następnie, podobnie jak inne czołowe zawodniczki, przeniosła się na Florydę, by wziąć udział w kolejnym „tysięczniku” – Miami Open.

    W Miami Osaka, zajmująca obecnie 15. miejsce w rankingu WTA, rozpoczęła zmagania od drugiej rundy. Jej rywalką była notowana na 68. pozycji Talia Gibson, która wcześniej pewnie ograła Sarę Bejlek 6:1, 6:0.

    Początek meczu był wyrównany. Gibson już na starcie musiała bronić dwóch break pointów, ale wyszła z opresji obronną ręką. Gra długo toczyła się gem za gem, aż do stanu 5:5. Wówczas Australijka przełamała Osakę, a następnie – mimo kolejnych break pointów dla rywalki – utrzymała podanie i wykorzystała pierwszą piłkę setową, wygrywając inauguracyjną partię 7:5.

    Drugi set również rozpoczął się po myśli 21-letniej tenisistki. Gibson szybko przełamała Osakę i objęła prowadzenie 2:0. Japonka miała wyraźne problemy z odczytaniem serwisu przeciwniczki, przez co sensacyjny wynik stawał się coraz bardziej realny. Ostatecznie nie zdołała odwrócić losów spotkania – Australijka zwyciężyła 6:4, a cały mecz zakończyła w dwóch setach 7:5, 6:4.

    Po 87 minutach Gibson zameldowała się w trzeciej rundzie turnieju w Miami, gdzie zmierzy się z Ivą Jović. Osaka natomiast, podobnie jak Iga Świątek, odpadła już po swoim pierwszym meczu na Florydzie.

  • 87 minut walki w meczu Naomi Osaki w Miami. Sensacja stała się faktem

    87 minut walki w meczu Naomi Osaki w Miami. Sensacja stała się faktem

    Naomi Osaka, podobnie jak Iga Świątek, turniej WTA 1000 w Miami z racji rozstawienia rozpoczęła od drugiej rundy. Rozstawiona z “16” podopieczna Tomasza Wiktorowskiego zmierzyła się z Talią Gibson, która wcześniej musiała przedzierać się przez kwalifikacje. Niżej notowana tenisistka już w pierwszym secie sprawiła niespodziankę, drugą partię rozpoczęła z kolei od przełamania wielkoszlemowej mistrzyni. Finalnie triumfatorkę tego meczu poznaliśmy po 87 minutach walki.

    Naomi Osaka w drugiej rundzie turnieju w Miami trafiła na Talię GibsonIZHAR KHANAFP

    Naomi Osaka sezon rozpoczęła podczas United Cup, później oglądaliśmy ją w Australian Open, gdzie wygrała dwa mecze. Do trzeciego nie przystąpiła, postanowiła wycofać się z wielkoszlemowej imprezy w Melbourne.

    “Podjęłam trudną decyzję o wycofaniu się, aby zająć się czymś, czego wymaga mój organizm po moim ostatnim meczu. Byłam bardzo podekscytowana możliwością dalszej gry, a ten występ znaczył dla mnie najwięcej, więc konieczność zatrzymania się w tym miejscu łamie mi serce. Nie mogę jednak ryzykować pogorszenia stanu zdrowia, jeśli chcę wrócić na kort” – poinformowała za pośrednictwem mediów społecznościowych.

    WTA Miami. Dwa sety walki w meczu Naomi Osaka – Talia Gibson

    Osaka, która obecnie zajmuje 15. miejsce w rankingu WTA, z racji rozstawienia turniej rozpoczęła od drugiej rundy. W tej trafiła na notowaną na 68. pozycji Talię Gibson, która wcześniej musiała przedzierać się przez kwalifikacje. Australijka turniej główny rozpoczęła od mocnego uderzenia, wręcz zdeklasowała Sarę Bejlek (6:1, 6:0).

    Gibson na początku meczu z utytułowaną rywalką musiała bronić dwóch break pointów, ale poradziła sobie pod presją. Dalej gra toczyła się gem za gem, aż do stanu 5:5. Wówczas Australijka przełamała Osakę, po chwili ponownie broniła break pointów i ponownie wyszła z opresji. Wykorzystała pierwszą piłkę setową, dość nieoczekiwanie wygrywając premierową partię (7:5).

    21-letnia Australijka świetnie weszła w drugiego seta, otworzyła go przełamaniem rywalki, po chwili prowadziła już 2:0. Osaka z kolei miała problem ze znalezieniem sposobu na serwis przeciwniczki, przez co sensacja wisiała w powietrzu. I finalnie stała się faktem, podopieczna Wiktorowskiego nie zdołała już odwrócić losów rywalizacji, Gibson wygrała seta 6:4, cały mecz 2:0 (7:5, 6:4) i po 87 minutach walki zameldowała się w trzeciej rundzie turnieju w Miami, w tej zagra z Ivą Jović. A Osaka podzieliła los Igi Świątek, która również po pierwszym meczu pożegnała się z turniejem na Florydzie.
    Dwoje ludzi ubranych w sportowe koszulki stoi obok siebie na tle niebieskiego boiska tenisowego, kobieta po lewej stronie ma na koszulce nadrukowane piłki tenisowe, mężczyzna po prawej stronie nosi okulary przeciwsłoneczne i czarną koszulkę z kolorowym…

    Naomi Osaka i Tomasz WiktorowskiWojciech KubikEast News
    Trener udziela wskazówek tenisistce stojącej na korcie, oboje trzymają rakiety tenisowe. W tle widownia na trybunach, część miejsc jest pusta. Kobieta w sportowym stroju słucha uważnie, a mężczyzna pokazuje coś dłonią.

    Tomasz Wiktorowski i Naomi OsakaWojciech KubikEast News
    Tenisistka ubrana w fioletową koszulkę i opaskę na głowie zaciśniętą pięścią wyraża radość i determinację podczas meczu, na tle rozmazanego logotypu marki zegarków.

    Talia GibsonHarry How/Getty ImagesAFP

    Kamil Majchrzak – Learner Tien. Skrót meczu.

  • Niepokój ws. Świątek, padło nazwisko Abramowicz. “Pomaga czy szkodzi?”

    Niepokój ws. Świątek, padło nazwisko Abramowicz. “Pomaga czy szkodzi?”

    Po ostatniej porażce Igi Świątek w Miami na nowo rozpętała się głośna dyskusja na temat roli Darii Abramowicz w teamie polskiej zawodniczki. Swoje trzy grosze postanowiła wtrącić również Rennae Stubbs. Znana trenerka i była tenisistka w swoim podcaście głośno zaczęła zastanawiać się, czy psycholożka wciąż pomaga Raszyniance w realizacji kolejnych sportowych celów, czy raczej jej rady obecnie szkodzą byłej liderce światowego rankingu.
    Daria Abramowicz, Iga Świątek

    Daria Abramowicz i Iga Świątek Łukasz ŻurekAFP

    W ostatnich miesiącach coraz głośniej mówi się o roli Darii Abramowicz w sztabie Igi Świątek. Wielu dziennikarzy i ekspertów otwarcie zastanawia się, czy współpraca tenisistki i psycholożki nie wykracza poza relację czysto zawodową oraz czy metody wdrażane przez Abramowicz rzeczywiście pomagają byłej liderce światowego tenisa w realizacji kolejnych sportowych celów. Dyskusja rozgorzała na nowo po sensacyjnej porażce Polki w turnieju rangi WTA 1000 w Miami. Po raz pierwszy od 2021 roku Świątek przegrała mecz otwarcia, a do kolejnej rundy awansowała Magda Linette. Po tym spotkaniu pojawiły się głosy, że być może nadszedł moment na zmiany w teamie. Do tej debaty włączyła się także była tenisistka i ekspertka, Rennae Stubbs.

    Rennae Stubbs pełna obaw o Igę Świątek. Nagle wspomniała o Darii Abramowicz

    Rennae Stubbs w swoim podcaście zwróciła uwagę przede wszystkim na mowę ciała Świątek. Jej zdaniem okazywanie frustracji na korcie to sygnał, który rywalki potrafią błyskawicznie wykorzystać, co bardzo często kończy się źle. Podkreśliła, że podobne zachowania można było zaobserwować również u Coco Gauff.

    Najwięcej emocji wzbudził jednak wątek dotyczący roli Darii Abramowicz w teamie polskiej zawodniczki. Stubbs, razem z dziennikarką Caitlin Thompson, zasugerowały, że to właśnie psycholożka może być dziś jedną z najbardziej krytykowanych osób w otoczeniu Świątek, głównie dlatego, że od lat pozostaje jej najbliższą współpracowniczką. Ekspertki zaczęły się zastanawiać, czy ta relacja rzeczywiście wciąż działa na korzyść tenisistki, czy metody Abramowicz jednak nie pomagają już Świątek. Jako przykład Stubbs przytoczyła sytuację z meczu z Magdą Linette, kiedy Iga nie reagowała na słowa swojej psycholożki, gdy ta z boksu przekazywała jej rady.

    “Nie wiem, co dokładnie mówią, bo komunikują się po polsku, ale wyobrażam sobie, że jest to coś w stylu: “uspokój się” albo “weź się w garść”. Cokolwiek do niej krzyczy, Iga nie reaguje i ewidentnie nie jest to rozwiązywane wewnątrz zespołu w sposób, który byłby dla niej pomocny. Czy wskazówki Abramowicz podczas meczów faktycznie pomagają Świątek, czy wręcz jej szkodzą?” – zastanawiała się znana trenerka.
    Dwie kobiety siedzą na ławce sportowej, jedna trzyma rakietę tenisową i ubrane są w sportowe stroje, rozmawiają ze sobą w trakcie odpoczynku na otwartym korcie tenisowym.

    Daria Abramowicz i Iga ŚwiątekZUMA Press Wire/ShutterstockEast News
    Dwie kobiety na korcie tenisowym, jedna ubrana w białą koszulkę i okulary przeciwsłoneczne, druga w żółtej koszulce i czerwonej czapce, trzymający ręcznik i rakietę tenisową, rozmawiają ze sobą na tle niebieskiej ściany.

    Daria Abramowicz i Iga ŚwiątekZUMA Press Wire/ShutterstockEast News
    Zawodniczka siedzi na ławce w stroju sportowym, opierając ręce na głowie, obok niej klęka mężczyzna, sprawiający wrażenie doradcy lub trenera, a z boku stoi druga kobieta w stroju sportowym. Na ławce leży ręcznik, a w tle widoczna jest niebieska butelk…

    Iga Świątek z Wimem Fissettem i Darią AbramowiczWilliam WestAFP

    Kamil Majchrzak – Miomir Kecmanovic. Skrót meczu.

  • Porażka Świątek na oczach Radwańskiej, a to nie koniec. Polka grzmi. Nie mogła milczeć

    Porażka Świątek na oczach Radwańskiej, a to nie koniec. Polka grzmi. Nie mogła milczeć

    Iga Świątek w drugiej rundzie turnieju WTA 1000 w Miami przegrała z Magdą Linette, a więc podopieczną Agnieszki Radwańskiej. “Isia” oglądała to wszystko z wysokości trybun, a później została zapytana o sytuację Świątek. Radwańska wystosowała apel do wszystkich, którzy teraz w Igę “uderzają”. – Dajmy jej spokój – powiedziała w rozmowie z Canal + Sport była mistrzyni WTA Finals.
    Agnieszka Radwańska i Iga Świątek

    Agnieszka Radwańska i Iga ŚwiątekAFP/Newspix.plAFP

    Iga Świątek do Miami ruszała z nadzieją na poprawę swojej sytuacji po trzech mocno przeciętnych występach. Polka w tym sezonie była niezwykle regularna, ale nie była to regularność, której sama by oczekiwała. Trzy ćwierćfinały z rzędu wstydu oczywiście nie przynoszą, ale są dalekie od jej własnych oczekiwań.

    Była liderka rankingu WTA w Miami swojej sytuacji nie poprawiła, stało się wręcz odwrotnie. W pierwszym meczu turnieju Iga rywalizowała z podopieczną Agnieszki Radwańskiej – Magdą Linette. Faworytką była oczywiście Iga i po pierwszym secie wszystko wskazywało na to, że z tej roli się wywiąże.

    Donośny apel Radwańskiej ws. Świątek. Znaczące słowa

    Dwa kolejne nie były jednak dla Igi udane, co skończyło się ostatecznie porażką po trzech partiach. Po meczu wylała się oczywiście fala krytyki zarówno na Igę, jak i jej sztab szkoleniowy na czele z Darią Abramowicz oraz Wimem Fissettem. Sama Świątek przeprosiła kibiców za prezentowany poziom.

    Głos ostatecznie zabrała także Agnieszka Radwańska. – Ja to doskonale rozumiem, wiem, widzę co się dzieje. Apeluję o to żeby dać jej trochę spokoju, nie hejtować za każdym razem, gdy przegra mecz. To nie jest koniec świata. To jest sport, zawsze będą gorsze momenty – zaapelowała na antenie Canal + Sport.

    – Pewnie, jest wiele rzeczy, które bym zmieniła i poradziła Idze, ale myślę, że telewizja nie jest platformą, żeby o tym mówić. Na pewno wiem, co tam się dzieje i to też nie jest kwestia, dnia tygodnia, to jest proces. Wiele rzeczy musi się zgadzać poza kortem, żeby na korcie było dobrze – podsumowała Radwańska.
    Tenisistka w białej czapce i koszulce siedzi na ławce, trzymając dłonie w geście zdziwienia lub frustracji, obok niej siedzi osoba w podobnym stroju pochylona nad smartfonem lub tabletem; w tle siatka kortu tenisowego.

    Iga Świątek odpadła z turnieju WTA 1000 w Miami po porażce z Magdą LinetteFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP
    Dwie tenisistki w trakcie meczu, każda skoncentrowana na uderzeniu piłki rakietą, ubrane w sportowe stroje i czapki z daszkiem, dynamiczne ujęcia akcji na korcie.

    Iga Świątek i Magda Linette walczyły o awans do trzeciej rundy WTA 1000 w MiamiMark Avellino / ANADOLU / Anadolu via AFP / Martin KEEP / AFPAFP
    Iga Świątek po sensacyjnej porażce z Alexandrą Ealą w Miami

    Iga Świątek po sensacyjnej porażce z Alexandrą Ealą w MiamiFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP

    #VolleyWrocław – Sokół & Hagric Mogilno. Skrót meczu