• Tomasiak pokazał klasę, potem “klops”. Do tego taki skok Stocha. Dramat mistrza

    Tomasiak pokazał klasę, potem “klops”. Do tego taki skok Stocha. Dramat mistrza

    Po walce z pogodą w Oslo skoczkowie ze sporym opóźnieniem przystąpili do rywalizacji na obiekcie Holmenkollbakken. Świetnie w poprzedzającym kwalifikacje treningu spisał się Kacper Tomasiak. W serii ocenianej rewelacyjny 19-latek nie oddał już tak dobrego skoku i zajął 34. miejsce. Reszta naszych reprezentantów również nie zachwyciła, a awans uzyskało jedynie czterech z nich. Poza “50” uplasował się m.in. Kamil Stoch. Całe kwalifikacje ex aequo wygrali Domen Prevc i Stephan Embacher.
    Skoki narciarskie: Domen Prevc i Stephan Embacher wygrali w Oslo

    Kacper TomasiakIMAGO/NEWSPIX.PLNewspix.pl

    Po perturbacjach pogodowych związanym ze zbyt silnym wiatrem ze sporym opóźnieniem rozpoczęły się skoki w Oslo. Po wielu spotkaniach jury trening poprzedzający kwalifikacje ruszył punktualnie o 17:00. Udało się go przeprowadzić bez większych problemów, a wyśmienicie w nim spisał się Kacper Tomasiak, który zajął 4. miejsce. Optymizmem nie napawała jednak forma reszty naszych skoczków – Aleksandra Zniszczoła, Pawła Wąska, Macieja Kota, Piotra Żyły i Kamila Stocha.

    Należało trzymać kciuki, że lepiej pójdzie im w serii kwalifikacyjnej, a szczególnie pierwszym trzem z wymienionych. Jako pierwszy z naszych zawodników w powietrzu był właśnie Zniszczoł. Ten w ostatniej chwili zastąpił w kadrze Dawida Kubackiego. W niezłym stylu skoczył 117 m i z notą 99.5 pkt zameldował się w TOP50, dzięki czemu wystartuje w sobotnim konkursie.

    Niedługo po nim w powietrzu był już Paweł Wąsek. 26-latek od zakończenia igrzysk olimpijskich zdecydowanie nie zachwyca i ma problemy ze zdobywaniem pucharowych punktów. Tym razem pod znakiem zapytania stanął jego występ… w pierwszej serii. Uzyskał zaledwie 113 metrów i był na 17. lokacie (86.8 pkt). Musiał liczyć, że gorzej spiszą się następni. Kapitalnie zaprezentował się Maciej Kot. Pofrunął aż 124 metry, a po przeliczeniu wszystkich składowych zajmował 3. miejsce (109.6 pkt). Taki wynik gwarantował kwalifikację.

    Awans do pierwszej serii zapewnił sobie także Piotr Żyła. Nasz doświadczony zawodnik skoczył nieco gorzej, niż w treningu i wylądował na 118. metrze. Był wówczas na 18. lokacie i mógł szykować się na skoki w sobotę (98.9 pkt). Fatalnie skoczył Stoch. Zaledwie 106 metrów, nota 79.3 pkt i 36. miejsce po 40 skokach. Wtedy stało się pewne, że w konkursie go nie będzie.

    Tomasiak nie zachwycił, lecz zadanie wykonał. “Biało-Czerwoni” bez szału

    Niedługo później nadszedł czas na Kacpra Tomasiaka. Trzykrotny medalista olimpijski w trudnych warunkach spisał się znacznie gorzej, niż w treningu i uzyskał 118,5 metra. Zajmował dalekie 24. miejsce, jednakże wykonał swoje zadanie i bez problemów zakwalifikował się do konkursu (99.8 pkt).

    Wiatr nie ułatwiał zawodnikom dalekich lotów, a znaczna większość z nich rozkładała ręce obrazując, że warunki łatwe nie są. Jednym z nich był Johann Andre Forfang, który wylądował na 119. metrze po niemałych problemach. Groźnie zrobiło się także w trakcie skoku Lindvika (96,5 m). Norweg ledwo się wyratował przed upadkiem i oczywiście zajmował ostatnią lokatę.

    W końcu nadszedł czas na czołówkę. Aż 134 metry poleciał Stephan Embacher. Młody Austriak nie próbował lądować z telemarkiem i mimo niskich not objął prowadzenie (130 pkt). Ren Nikaido uzyskał 117,5, Philipp Raimund 110, a Daniel Tschofenig 114 metrów.

    Ryoyu Kobayshi zaprezentował się podobnie – 119,5 m. Z warunkami walczył również Domen Prevc. Dominator tego sezonu po walce z wiatrem wylądował na 128. metrze i zwyciężył kwalifikacje ex aequo z Embacherem.

    Wyniki piątkowych kwalifikacji w Oslo:

    1. Stephan Embacher – 134 m, Domen Prevc – 128 m, 130 pkt

    3. Anze Lanisek – 128 m, 124.1 pkt

    15. Maciej Kot – 124 m, 109.6 pkt

    34. Kacper Tomasiak – 118,5 m, 99.8 pkt

    35. Aleksander Zniszczoł – 117 m, 99.5 pkt

    39. Piotr Żyła – 118 m, 98.9 pkt

    52. Paweł Wąsek – 113 – 86.8 pkt

    60. Kamil Stoch – 106 m, 79.3 pkt
    Zawodnik w kombinezonie narciarskim z numerem 52 i kaskiem z goglami, po zakończeniu skoku narciarskiego na tle band reklamowych podczas zawodów zimowych.

    Kacper TomasiakAction Press/ShutterstockEast News
    Skoczek narciarski w białym kombinezonie i kasku w trakcie lotu na nartach podczas zawodów, tło stanowi czyste niebo i niewyraźne elementy infrastruktury skoczni.

    Kacper TomasiakAction Press/ShutterstockEast News
    Skoczek narciarski w niebieskim kombinezonie i kasku z widocznymi logotypami sponsorów, siedzi na śniegu po wylądowaniu skoku, trzymając narty równolegle przed sobą.

    Piotr ŻyłaAction Press/ShutterstockEast News

    Apoloniusz Tajner: Od wielu lat oglądałem skoki ze spokojem, a Tomasiak znów obudził we mnie emocjePolsat Sport

  • “Nóż w plecy polskiej armii i zdrada stanu”. Gawkowski uderza w prezydenta

    “Nóż w plecy polskiej armii i zdrada stanu”. Gawkowski uderza w prezydenta

    Według Gawkowskiego “wróg jest u bram”, a 180 mld zł z programu SAFE pozwoli dozbroić polską armię w ciągu roku – dwóch. Wicepremier stwierdził, że do tej pory spór polityczny “nie dotyczył tak ostro bezpieczeństwa”. Mówił to w kontekście sprzeciwu prezydenta Karola Nawrockiego wobec zaciągnięcia przez Polskę europejskiego kredytu.

    Zdaniem wicepremiera postawa głowy państwa może negatywnie wpłynąć na zdolności obronne polskiej armii w obliczu zagrożenia agresją ze strony Rosji.

    – Cenię historię i jej korelacje, czasami co kilkadziesiąt lat, a czasami wiek do wieku – i my idziemy w podobnym tempie, i w podobnych myślach, jak zbliżał się rok 39. poprzedniego wieku. Wtedy za późno zaczęliśmy się zbroić, za późno zawieraliśmy sojusze i za późno zdecydowaliśmy się na to, żeby rozbudowywać polską armię. Dzisiaj kiedy mamy ten przełomowy moment przed sobą i możemy się zbroić, to wbija prezydent nóż w plecy polskiej armii i robi to z premedytacją. Ja się na to nie zgadzam, to jest zdrada stanu – oświadczył minister cyfryzacji.

    Prowadzący Marek Tejchman przypomniał stanowisko prezydenta, który również chce dozbrajać polskie wojsko, ale z pieniędzy pochodzących z mechanizmu, jaki miałby być stworzony w oparciu o Narodowy Bank Polski.

    Gawkowski ocenił, że projekt prezydenckiej ustawy w sprawie tzw. polskiego SAFE 0 proc. to “fake news”. – Nie jest prawdziwy, bo nie ma pieniędzy w NPB, które można przełożyć z kupki na kupkę – stwierdził. Dodał, że pierwszy zysk z proponowanego przez Nawrockiego projektu może być zaksięgowany w przyszłym roku.

    – Nie ma dzisiaj podstaw do tego, żeby sięgnąć po te pieniądze w krótkim okresie, a europejski SAFE jest tu i teraz na stole – powiedział i dodał, że jeżeli będzie perspektywa wykorzystania polskiego SAFE 0 proc., to również będzie trzeba po niego sięgnąć. – Na polską armię nie trzeba 200 mld zł, trzeba 400 mld, a może nawet 600 mld. Jeżeli będziemy mogli iść dwiema drogami, bardzo dobrze – ocenił.

    Wicepremier skomentował też czwartkowe orędzie, podczas którego prezydent oświadczył, że nie podpisze ustawy dotyczącej programu SAFE. Zdaniem ministra ta decyzja rzutuje na współpracę Pałacu Prezydenckiego z rządem w sprawach bezpieczeństwa. – Jak można mówić o kohabitacji, skoro przez miesiące powtarzaliśmy – bezpieczeństwo powinniśmy wyjąć poza nawias sporu politycznego – mówił.

    Przypomniał, że obie strony deklarowały chęć współpracy w obszarze dozbrajania armii, znaczenia sojuszu transatlantyckiego, że “obecność Polski w NATO daje nam przewagi i Rosja tutaj nie przyjdzie”. – Kiedy mamy dzisiaj potrzebę dozbrojenia polskiej armii i przemysłu zbrojeniowego (…), to trzeba to wszystko robić tu i teraz. W PiS-ie i u prezydenta zapanowało szaleństwo – ocenił Gawkowski.

    Artykuł aktualizowany.

    Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni

    Czytaj więcej

  • Fibak zabrał głos po porażce Świątek. “Patrzyłem i oczom nie wierzyłem”

    Fibak zabrał głos po porażce Świątek. “Patrzyłem i oczom nie wierzyłem”

    Sam się zastanawiam, co powinna teraz zrobić Iga Świątek. Wydaje mi się, że kolejna przerwa w startach i powrót do treningów nic nie da, bo Idze brakuje na korcie “confidence”, czyli pewności siebie, której nie da się wypracować inaczej, niż wygrywając z mocnymi rywalkami w turniejach – mówi Wojciech Fibak po porażce Polki z Eliną Switoliną w ćwierćfinale Indian Wells.
    Dariusz Wołowski: Ćwierćfinał tak wielkiej imprezy jak Indian Wells byłby sukcesem dla większości innych tenisistek, ale nie dla triumfatorki sześciu turniejów wielkoszlemowych.

    Wojciech Fibak: Z pewnością. Dla Igi to jest minimum, które potwierdza przynależność do światowej czołówki, ale to przecież dla nas nic nowego. Polka przystępowała do turnieju z numerem 2. Porażka w ćwierćfinale jest więc dla niej rozczarowaniem, tak jak dla mnie oraz wszystkich, którzy Idze kibicują. Elina Switolina ma w tej chwili więcej pewności siebie, wierzyła, że może pokonać Igę i tego dokonała. Choć był taki kuriozalny moment na początku drugiego seta, kiedy obie wybitne tenisistki przeżywały na korcie głęboką zapaść. Patrzyłem i oczom nie wierzyłem, bo tak słabej gry na takim poziomie nigdy chyba nie widziałem, a przecież oglądam setki meczów. Iga wygrała tego seta przede wszystkim dzięki swojej ambicji, poświęceniu i wielkiemu sercu do walki. Zrobiło się 1:1. Byłem wtedy pewny, że jednak zobaczymy Igę w półfinale. Niedawno była mistrzynią w rozstrzyganiu trzecich setów.

    Zobacz wideo Świątek sprzeciwia się rewolucji w tenisie. Sabalenka uważa inaczej
    We wcześniejszych meczach w Indian Wells z Marią Sakkari i Karoliną Muchovą gra Igi była bardzo dobra. Oddała obu rywalkom zaledwie siedem gemów.

    – To prawda, ale w 1/8 finału Muchova miała słabszy dzień i właściwie nie podjęła walki. Z Igą jest tak, że jej kluczowym zagraniem jest forhend. On wprowadził Polkę na szczyty tenisa. Kiedy jednak Iga przestrzeli forhendem dwa lub trzy razy, szczególnie w prostych sytuacjach, pojawia się niepewność. To paraliżuje Igę i peszy. Wtedy zaczyna skracać wymiany, podejmuje większe ryzyko, ze znacznie wyższym prawdopodobieństwem kolejnego błędu. I tak to się nakręca, prowadząc do straty pewności siebie. Rozchwiany forhend to początek problemów Igi ze wszystkimi innymi uderzeniami, także z serwisem. Kiedy Polka dominowała na światowych kortach, forhend nie zawodził, pracował jak zaprogramowany w komputerze. Z pewnością Iga stara się odnaleźć tę regularność w swoim najważniejszym zagraniu.
    Mówi pan o zachwianej pewności siebie, a więc o problemach mentalnych?

    – Nie nazwałbym tego w ten sposób. Nie chodzi przecież o to, że Iga przestaje walczyć, odpuszcza mecze. Pozostała taką wojowniczką, jaką znamy. Z tym, że coraz więcej tenisistek nauczyło się jak grać z Polką i uwierzyło, że można ją pokonać. Na pewno lekarstwo na obecne problemy Igi tkwi w jej głowie, bo przecież nie straciła klasy i techniki uderzeń. Wielu komentatorów widzi problem w serwisie Igi, ja myślę, że to tylko pochodna kłopotów z forhendem. Przy czym kiedy rywalka gra ostro i Polka musi biegać za piłką, paradoksalnie popełnia mniej błędów forhendowych. Odbija wtedy instynktownie, bez namysłu. Gorzej bywa przy łatwych piłkach, gdy ma czas się ustawić i zastanowić. Takie pudło wywołuje spadek pewności siebie i jakości gry.
    Iga odpuściła ostatnio turniej w Dubaju, by przeznaczyć ten czas na trening w USA. Powinna powtórzyć ten manewr? Już w poniedziałek rusza kolejny wielki turniej Miami Open.

    – Z pewnością Iga, jej trener i cały sztab mają teraz w głowie różne myśli. Miami Open jest rozgrywany w klimacie morskim, a więc w innych warunkach niż pustynny Indian Wells. Sam się zastanawiam co powinna teraz zrobić Iga. Wydaje mi się, że kolejna przerwa w startach i powrót do treningów nic nie da, bo Idze brakuje na korcie pewności siebie, której nie da się wypracować inaczej niż wygrywając z mocnymi rywalkami w turniejach. Można oczywiście zamknąć się w hali i odbijać forhendem piłkę tysiące razy, ale potem, gdy na korcie podczas meczu pojawią się stres i napięcie, efekt mozolnego treningu może być marny.
    Po Indian Wells Iga straci pozycję wiceliderki rankingu WTA. Przegrała pięć kolejnych meczów z rywalkami z czołowej dziesiątki.

    – Jeśli chce mnie pan namówić na jakąś karkołomną teorię, która dobrze się sprzeda w tytule tekstu, to nie dam panu tej satysfakcji. Nie chcę mówić, że te pięć porażek to przypadek, bo to są fakty. Kiedyś Iga przegrywała tak rzadko, tak rozpuściła nas swoimi sukcesami, że skala oczekiwań wobec niej poszybowała bardzo wysoko. Przeżyliśmy dzięki Idze wielkie chwile: pierwszy triumf wielkoszlemowy, pierwszy triumf wimbledoński, była 125 tygodni na czele światowego rankingu. Nie róbmy dziś tragedii narodowej z każdej porażki Igi, bo przecież nie o to chodzi. Ufajmy jej, nie straciła przecież ambicji, serca do walki, ani umiejętności. Na pewno będzie szukała rozwiązań. Ma 24 lata, jest w pełni możliwości. Bardzo trudno przewidywać przyszłość, ale ja nie przestaję wierzyć w Igę. Po prostu czołówka się wyrównała, coraz trudniej o zwycięstwa. Co oczywiście nie znaczy, że nie przeżywam problemów Igi. Nastąpiło pewne rozchwianie jej dyspozycji, po meczach lepszych trafiają się gorsze. Nie wygrywa już seriami, ale tak jak ona, tak i my uczymy się cierpliwości. W sporcie nie ma innej drogi.

    Wczytywanie kolejnego artykułu…

  • 9 godzin po meczu Świątek jest jednak półfinał WTA dla Polki. Dojdzie do rewanżu z Ukrainką

    9 godzin po meczu Świątek jest jednak półfinał WTA dla Polki. Dojdzie do rewanżu z Ukrainką

    To mógł być piękny piątek dla polskiego tenisa, już po godzinie 1 w nocy kończył się mecz Igi Świątek z Eliną Switoliną o półfinał WTA 1000 w Indian Wells. Niestety, najlepsza nasza tenisistka przegrała z rywalką trzysetową batalię, to nie ona zagra o finał z Jeleną Rybakiną. Taką szansę w Antalyi wypracowała sobie jednak starsza z reprezentantek Polski. Katarzyna Kawa świetnie spisała się w starciu z Carole Monnet. Wiadomo już, z kim w sobotę powalczy o finał. Dojdzie do rewanżu.
    article cover

    Iga Świątek (z prawej) nie zagra w półfinale w Indian Wells. Katarzynie Kawie ta sztuka udała się w AntalyiJoaquin Corchero/AFP7 via ZUMA Press WireNewspix.pl

    Dla Katarzyny Kawy było to już ósme spotkanie w Antalyi – 33-latka z Krynicy Zdroju wybrała się na Riwierę Turecką na serię trzech turniejów WTA 125 z cyklu Megasaray Hotels Open. Już na mączce, czyli na nawierzchni, na której odnosiła w ostatnim czasie spore sukcesy. A takimi były w zeszłym roku finały w Bogocie (WTA 250) czy Bastad (WTA 125).

    W pierwszej rywalizacji Polka przegrała już w 1/16 finału z Moyuką Uchijimą, późniejszą triumfatorką. W drugiej dotarła do półfinału, tam uległa Anhelinie Kalininie – w przeszłości finalistce WTA 1000 w Rzymie. I to całkiem niedawno. A Ukrainka później też wygrała finał – ze swoją rodaczką, znacznie wyżej dziś notowaną, Ołeksandrą Olijnykową.

    Kalinina mogła być też rywalką Polki w sobotnim półfinale, ale warunkiem ku temu były ich dwa dzisiejsze zwycięstwa. Kawa rywalizowała z Carole Monnet z Francji, Kalinina – z Rosjanką Aliną Czarajewą.

    WTA 125 w Antalyi. Katarzyna Kawa grała o półfinał w Turcji. Rywalką Carole Monnet z Francji

    Z Monnet Kawa mierzyła się dotąd dwa razy, obie te potyczki wygrała. W tym właśnie w Antalyi, dwa lata temu. Końcowy wynik wskazuje, jakby Polka wygrała to spotkanie dość łatwo, ale początek na to wcale nie wskazywał. Obie dość pewnie wygrywały swoje gemy serwisowe, to wprowadzenie piłki dawało inicjatywę jednej i drugiej. Monnet szukała słabszych stron Polki na bekhendzie, dobrze się przy tym poruszała. Kawa z kolei nie bała się wymian forhend-forhend czy bekhend-bekhend. I uderzała przy tym mocno, nie ujmowała siły. Jeszcze w tej początkowej fazie meczu trochę często się myliła, później opanowała jednak i tu sytuację.
    Zawodniczka tenisowa w białej koszulce wykonująca uderzenie piłki rakietą, skupiona na grze, z piłką tenisową znajdującą się tuż przed twarzą.

    Katarzyna KawaLuis AcostaAFP

    Do dziewiątego gema nie było tu większych emocji związanych z przełamaniami, wtedy podawała Polka. I zrobiło się 30-40. Monnet zaryzykowała returnem po pierwszym serwisie Kawy, ale przez środek. I nie była już w stanie dobiec na drugą stronę po świetnej odpowiedzi 33-latki. Za moment sytuacja się odwróciła, Katarzyna miała dwie piłki setowe, później trzecią. I returnem tę partię zakończyła – po 42 minutach było 6:4.

    Ten pierwszy miał kluczowe znaczenie, bo w trakcie drugiego widać już było, że zawodniczkę z Francji powoli opuszcza optymizm. Jeszcze nie na starcie, bo po raz pierwszy przełamała Polkę, objęła prowadzenie 1:0. Ale już zaraz doszło do re-breaka, a później Kawa wyraźnie już dominowała. Ona nie obniżyła jakości swojej gry, Monnet zaś już gorzej się poruszała niż w pierwszej partii, nie ustawiała się na czas do uderzeń. I te dłuższe wymiany bardzo często padały łupem 33-latki.

    Polka wygrała cztery gemy z rzędu, odskoczyła na 4:1. Miała nawet dwie piłki pod rząd na 5:1, break pointy, co pewnie dość szybko spowodowałoby koniec całego spotkania. Francuzka jednak wygrała kolejne akcje, obroniła tego gema.

    Tyle że oblicza całego spotkania nie była w stanie już zmienić – Katarzyna była w piątek zbyt solidną dla niej rywalką. Skończyło się więc na 6:4, 6:2 – po 82 minutach spotkania.

    Jest wielce prawdopodobne, że Polka w najbliższej aktualizacji rankingu WTA wróci do grona 130 najlepszych zawodniczek świata. A jeśli zdoła w Antalyi osiągnąć coś więcej niż półfinał, to stworzy sobie też poduszkę przed rozpoczęciem zmagań w WTA 250 w Bogocie. W Kolumbii będzie bowiem bronić punktów za zeszłoroczny finał.
    Tenisistka w zielonym stroju podczas dynamicznego uderzenia dwuręcznym backhandem, zbliżająca się piłka tenisowa na tle niebieskiego kortu.

    Katarzyna Kawa, Antalya 2026ORHAN CICEK/ANADOLUAFP
    Carole Monnet

    Carole MonnetVinny Orlando / LiveMedia / DPPI via AFPAFP

    Learner Tien – Jannik Sinner. Skrót meczu.

  • Rybakina udawała, że nie słyszy. Zakpiła ze wszystkich. Tego jej nie zapomną

    Rybakina udawała, że nie słyszy. Zakpiła ze wszystkich. Tego jej nie zapomną

    Iga Świątek zapłaci utratą pozycji wiceliderki światowego rankingu za porażkę w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Indian Wells. Jej miejsce zajmie Jelena Rybakina, która od wielu miesięcy imponuje wysoką i stabilną formą. Reprezentantka Kazachstanu uchodzi za tenisistkę o wyjątkowo łagodnym usposobieniu. Mimo to nie brakuje wokół niej kontrowersji i niewygodnych znaków zapytania.
    Jelena Rybakina w białym stroju udziela wywiadu na konferencji WTA, wstawka z Igą Świątek podczas meczu.

    Iga Świątek nie wytrzymała naporu Jeleny Rybakiny. Kazaszka zluzowała Polkę na pozycji wiceliderki światowego rankingu AFP

    Noc z czwartku na piątek czasu polskiego mogła się zakończyć dla Igi Świątek utratą miana drugiej rakiety świata. I dokładnie tak się stało. Spełnione zostały oba warunki do realizacji takiego scenariusza – Polka zakończyła turniej w Indian Wells na ćwierćfinale, z kolei Jelena Rybakina zagra o finał kalifornijskiej imprezy.

    Raszynianka uległa Elinie Switolinie 2:6, 6:4, 4:6. Tenis na dobrym poziomie pokazała jedynie w drugiej partii. W pierwszej i ostatniej walczyła nie tylko z rywalką, ale również z własnymi emocjami. W decydującym momencie poległa na obu frontach.

    Jelena Rybakina wyprzedza Igę Świątek w rankingu WTA. Na dwa niewygodne pytania nie chce udzielić odpowiedzi

    Rybakina to rodowita Rosjanka, przyszła na świat w Moskwie. Kazachstan reprezentuje od 2018 roku. Wyemigrowała, gdy okazało się, że w ojczyźnie nie może liczyć na odpowiednie warunki – treningowe i finansowe – do rozwoju kariery. Jej pochodzenie co jakiś czas staje się przedmiotem dywagacji.

    26-letnia obecnie zawodniczka nie miała łatwo zwłaszcza krótko po zbrojnej agresji Rosji na Ukrainę. Zapamiętane zostało jej mało chlubne zachowanie z konferencji prasowej w Londynie, gdy w 2022 roku wygrała tam Wimbledon. Nie okazała wówczas szacunku ani przedstawicielom mediów, ani ciekawym jej odpowiedzi kibicom.

    Pytanie, jakie usłyszała, było proste: Czy potępiasz wojnę i działania Putina? Rybakina najpierw sugerowała, że nie słyszy wyraźnie pytania. Zaraz potem zaczęła tłumaczyć, że nie rozumie, ponieważ jej angielski jest jeszcze niedoskonały. To wprowadziło zgromadzonych w sali konferencyjnej w konsternację, a dziennikarzy z Ukrainy – we wściekłość.

    Wyraźnie nie udźwignęła ciężaru tamtego pytania. Kiedy jednak dotarło do niej, że dalsze uniki będą bezskuteczne, odpowiedziała wymijająco: – Mogę tylko powiedzieć, że reprezentuję Kazachstan. Nie wybierałam sobie miejsca urodzenia.

    “Rybakina doznała poważnego ubytku słuchu na pytanie o działania Rosji na Ukrainie. Straciłaś słuch czy sumienie?” – pytał z nieskrywanym sarkazmem ukraiński serwis Segodnya.ua.

    Niewykluczone, że tenisistka bała się poruszania tak poważnego tematu, ponieważ w Rosji wciąż mieszkają jej rodzice.

    A gdzie zameldowana jest na stałe sama Rybakina? W grudniu ubiegłego roku zrobiło się wokół tej kwestii głośno po słowach Szamila Tarpiszczewa, prezesa Rosyjskiej Federacji Tenisowej. Oznajmił on niespodziewanie, że zawodniczka nadal korzysta z rosyjskiego obywatelstwa i mieszka w Moskwie.

    Kazachowie szybko zdementowali tę informację, ale… do dzisiaj nie zrobiła tego Rybakina. Nie wpływa to dobrze na jej pozasportowy wizerunek, mimo że na korcie radzi sobie z miesiąca na miesiąc coraz lepiej. I niewiele zmienia w tym temacie fakt, że wedle nieoficjalnych informacji jej obecnym miejscem zamieszkania pozostaje Dubaj.

    Plotka głosi, że tenisistka dzieli tam luksusowy apartament z trenerem Stefano Vukovem. Chorwat w ubiegłym roku był czasowo zawieszony przez WTA za znęcanie się psychiczne nad swoją podopieczną. O ich toksycznej relacji piszemy szerzej TUTAJ.
    Tenisistka w sportowym stroju w trakcie serwowania piłki, skupiona na wykonaniu perfekcyjnego ruchu, z uniesioną rakietą i piłką tenisową unoszącą się w powietrzu.

    Jelena RybakinaWilliam WestAFP
    Zawodniczka tenisa uderza piłkę rakietą podczas meczu, intensywna koncentracja na twarzy, sportowe ubranie, opaska na głowie, dynamiczny ruch rakiety i piłki, w tle rozmazane napisy oraz ciemne otoczenie kortu.

    Jelena RybakinaDavid GrayAFP
    Tenisistka w białej koszulce bez rękawów i fioletowej czapce z daszkiem trzyma ręcznik i wskazuje palcem w dół, wydaje się być zaangażowana w rozmowę; w tle rozmazane, niebieskie elementy kortu tenisowego.

    Iga ŚwiątekElla Ling/ShutterstockEast News

    Jelena Rybakina wzięła udział w wyjątkowej sesji zdjęciowej z trofeum. WIDEOJANELLE MEAGER / AFPTV / AFPAFP

  • Świątek rzuciła ręcznikiem i wybuchła. Przekleństwa w kierunku sztabu

    Świątek rzuciła ręcznikiem i wybuchła. Przekleństwa w kierunku sztabu

    Ćwierćfinał tegorocznego turnieju Indian Wells Open okazał się dla Iga Świątek bardzo trudnym doświadczeniem. Po trzech przekonujących zwycięstwach wiceliderka światowego rankingu musiała uznać wyższość Elina Switolina, przegrywając 2:6, 6:4, 4:6. Emocje w końcówce spotkania sięgnęły zenitu – Polka była wyraźnie zdenerwowana, a jej reakcje uchwyciły telewizyjne kamery.

    Nerwowy początek i słabszy pierwszy set

    Mecz od początku nie układał się po myśli Polki. Już w pierwszym gemie serwisowym pojawiły się dwa podwójne błędy, które zapowiadały problemy. Switolina szybko przejęła inicjatywę, grała bardzo solidnie w defensywie i skutecznie wykorzystywała potknięcia rywalki. Ukrainka kontrolowała przebieg pierwszej partii i wygrała ją pewnie 6:2.

    Powrót Świątek w drugim secie

    W drugiej odsłonie spotkania Świątek zdołała jednak poprawić swoją grę. Polka zaczęła lepiej serwować i częściej przejmowała inicjatywę w wymianach. Dzięki temu odrobiła straty i zwyciężyła 6:4, doprowadzając do decydującego seta. Już wtedy było jednak widać, że towarzyszy jej duża frustracja.

    Kulminacja emocji w końcówce meczu

    Najwięcej emocji pojawiło się w trzeciej partii. W dziewiątym gemie, przy stanie 4:4, Świątek została przełamana. Po stracie serwisu schodząc na krótką przerwę przy wyniku 4:5, Polka dała upust zdenerwowaniu – rzuciła ręcznikiem o kort, a z jej ust padły wulgarne słowa.

    Gdy usiadła na ławce i zaczęła słuchać wskazówek sztabu, zirytowana tenisistka z ironią zwróciła się w stronę swojego zespołu: „Sorry, grałam na odwal się”. Całą scenę zarejestrowały kamery telewizji Canal+.

    Switolina zamyka mecz

    Po tej nerwowej końcówce Świątek nie zdołała już odwrócić losów spotkania. Switolina utrzymała koncentrację i wygrała decydującego seta 6:4, zapewniając sobie awans do półfinału, w którym zmierzy się z Jeleną Rybakiną.

    Konsekwencje w rankingu

    Porażka Polki, a jednocześnie zwycięstwo Rybakiny nad Jessicą Pegulą, oznacza spadek Świątek na trzecie miejsce w zestawieniu WTA Tour. Strata do liderującej Aryny Sabalenki dodatkowo się powiększyła i wynosi już ponad trzy tysiące punktów.

    Kolejny turniej już wkrótce

    Kolejną okazją do powrotu na zwycięską ścieżkę będzie dla Świątek start w Miami Open, który zaplanowano w dniach od 17 do 29 marca. To jeden z najważniejszych turniejów w kalendarzu wiosennej części sezonu i szansa dla Polki na szybkie odbudowanie formy oraz pozycji w rankingu.

    https://x.com/eni_87ch/status/2032253175952974198?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2032253175952974198%7Ctwgr%5E9b59586f136030f463cb732956abf8247f8a99ea%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732658509swiatek-rzucila-recznikiem-i-wybuchla-wykrzyczala-to-w-kierunku.html

  • Świątek rzuciła ręcznikiem i wybuchła. Przekleństwa w kierunku sztabu

    Świątek rzuciła ręcznikiem i wybuchła. Przekleństwa w kierunku sztabu

    Iga Świątek po bardzo udanych trzech meczach w tegorocznym WTA 1000 Indian Wells przegrała w ćwierćfinale turnieju z Eliną Switoliną 2:6, 6:4, 4:6. Pod koniec meczu Polka była niezwykle wzburzona. Wszystko uchwyciły kamery telewizyjne.
    Iga Świątek
    screen z Canal+

    To z pewnością nie był udany mecz w wykonaniu wiceliderki rankingu WTA. Zaczął się bardzo źle, skończył podobnie. Co więcej, z ust Igi Świątek w ważnym momencie popłynęły wulgarne słowa, co w poprzednich spotkaniach nie zdarzało się.

    Zobacz wideo Świątek sprzeciwia się rewolucji w tenisie. Sabalenka uważa inaczej
    Świątek mocno w stronę sztabu. “Grałam na odwal się”

    W pierwszej odsłonie pojedynku ze Switoliną Polka zaczęła od dwóch podwójnych błędów serwisowych, co nie zwiastowało niczego dobrego. Ukrainka była zdecydowanie lepsza i zasłużenie wygrała 6:2. W drugim secie Polka podniosła się i zwyciężyła 6:4. Już wówczas jednak dawała wyraz swojej frustracji. Ta osiągnęła swój punkt kulminacyjny w kluczowej części meczu. Tuż po dziewiątym gemie, w którym Świątek została przełamana, z ust Polki popłynęły gorzkie i niecenzuralne słowa.

    Schodząc na krótką przerwę przy wyniku 4:5 Raszynianka cisnęła ręcznikiem o kort. “Kur”” no!” – dało się słyszeć, gdy już usiadła. Przy słuchaniu rad ze swojego sztabu kompletnie zirytowana Iga Świątek nie wytrzymała i z wyraźną nutą ironii w głosie krzyknęła: “Sorry, grałam na ‘odwal się’”. Całą sytuację uchwyciły kamery Canal+.

    Po tej wymianie “uprzejmości” ze swoim sztabem trenerskim Iga Świątek już nie zdołała odwrócić losów meczu z Eliną Switoliną. Ukrainka ostatecznie wygrała tę partię 6:4 i w półfinale Indian Wells zmierzy się z Jeleną Rybakiną.

    Ta porażka przy jednoczesnym zwycięstwie Eleny Rybakiny nad Jessiką Pegulą sprawia, że Świątek spadnie na trzecie miejsce w rankingu WTA. Raszynianka ma także coraz większą stratę do Aryny Sabalenki, która także awansowała do półfinału. Przewaga Białorusinki nad naszą rodaczką wynosi już 3002 punkty.

    Kiedy teraz zobaczymy Igę Świątek na korcie? Polka miała w planach wystąpić w turnieju w Miami. Ten odbędzie się w dniach od 17 do 25 marca.

    Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
    Google News Facebook Instagram YouTube X TikTok

  • Burza po tym, co zrobiła Abramowicz w meczu Świątek. “Karygodne”

    Burza po tym, co zrobiła Abramowicz w meczu Świątek. “Karygodne”

    Iga Świątek przegrała 2:6, 6:4, 4:6 z Eliną Switoliną w ćwierćfinale w Indian Wells. Ostatni set długo był zacięty, a na wyniku mogło zaważyć to, co działo się w boksie Polki. Poszło o zachowanie Darii Abramowicz. “Jest przerwa przed kluczowym gemem, po co jeszcze podnosić temperaturę, skoro gołym okiem widać wzburzenie Igi” – napiBłaszczyk. Na X wywiązała się dyskusja.
    TENNIS/
    Jayne Kamin-Oncea / IMAGN IMAGES via Reuters Connect

    Iga Świątek (2. WTA) na ćwierćfinale zakończyła turniej w Indian Wells. “Zawiódł serwis, potężna broń w poprzednich meczach turnieju, a teraz rozedrgany. Zawiodły nerwy. W piekielnym 35-stopniowym skwarze wiceliderka światowego rankingu przegrała ze wspaniałą defensorką Eliną Switoliną 2:6, 6:4, 4:6” – pisał Radosław Leniarski, dziennikarz Sport.pl. Polka miała w tym meczu sporo trudnych momentów.

    Zobacz wideo Świątek sprzeciwia się rewolucji w tenisie. Sabalenka uważa inaczej
    Iga Świątek walczyła z Eliną Switoliną w Indian Wells. Daria Abramowicz krzyczała z boksu. “Gołym okiem widać wzburzenie”

    W ostatnim secie zawodniczki szły gem za gem, lecz w teamie Polki czuć było duże napięcie. “Te krzyki Darii Abramowicz z boksu to tak chyba za bardzo nie pomagają. Jest przerwa przed kluczowym gemem, po co jeszcze podnosić temperaturę, skoro gołym okiem widać wzburzenie Igi” – napisał Hubert Błaszczyk w serwisie X.

    Niedługo później spotkanie dobiegło końca. “72 błędy. 42 niewymuszone, 30 wymuszonych. Bez rytmu, bez spokoju, bez wyrachowania. Jak to wytłumaczyć po dobrym spotkaniu z Muchovą? To nie jest logiczna gra…” – podsumował Maciej Zaręba, dziennikarz Canal+Sport.
    Daria Abramowicz przesadziła w meczu Igi Świątek? “Karygodne”

    Ponownie zareagował Błaszczyk. “Nerwy, napięcie. Widziałeś, że jak było trochę luzu w drugim secie, to ten tenis był inny. Ale podgrzewanie Igi przed ostatnim gemem – karygodne. Trzeba było uspokoić atmosferę, a nie doprowadzać do wybuchu. W efekcie – gem bez historii” – ocenił. Następnie wszedł w wymianę zdań z Adamem Romerem z “Tenisklubu”.

    “Ale trzeba też powiedzieć uczciwie, że przedostatni gem (jedyny break w decydującym secie) też już był wyjątkowo nerwowy. Przegrany po czterech błędach Igi” – zauważył Romer. “Od 3:3 było nerwowo. Nagle tracisz podanie, widać, że buzuje. Iga przecież wie, że popełniła błędy. Można odpuścić te krzyki” – odpowiedział Błaszczyk.

    Zobacz także: Tak wygląda ranking WTA po meczu Świątek – Switolina

    Przez ostatnią porażkę w Indian Wells Iga Świątek straci drugie miejsce w rankingu WTA na rzecz Jeleny Rybakiny, która będzie półfinałową rywalką Eliny Switoliny.

    Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
    Google News Facebook Instagram YouTube X TikTok

  • 77 minut po meczu ze Świątek zapadł werdykt ws. Switoliny. Zwrot akcji w Indian Wells

    77 minut po meczu ze Świątek zapadł werdykt ws. Switoliny. Zwrot akcji w Indian Wells

    Switolina pokonała Świątek w Indian Wells, potem zapadło rozstrzygnięcie. Wszystko już jasne

    Nocny ćwierćfinał w Indian Wells nie potoczył się po myśli Igi Świątek. O godz. 1:23 czasu polskiego pani sędzia Julie Kjendlie ogłosiła, że to Elina Switolina zameldowała się w najlepszej “4” zmagań rangi WTA 1000 na terenie Kalifornii. Dokładnie 77 minut po rozegraniu ostatniej piłki tej trzysetowej batalii, zapadło istotne rozstrzygnięcie ws. Ukrainki. Wiemy już, z kim i kiedy powalczy w kolejnej fazie. Na koniec doszło do zwrotu akcji, który ma też konsekwencje dla Polki.
    Iga Świątek i Elina Switolina walczyły ze sobą o awans do półfinału WTA 1000 w Indian Wells

    Iga Świątek i Elina Switolina walczyły ze sobą o awans do półfinału WTA 1000 w Indian WellsCLIVE BRUNSKILL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP / Ryan Lim / AFPAFP

    Turniej WTA 1000 w Indian Wells był dla Igi Świątek trzecim indywidualnym występem w tym sezonie. Dotychczas Raszynianka za każdym razem docierała do ćwierćfinału, ale nie potrafiła pokonać tej bariery. Podobnie zakończyła się przygoda Polki także ze zmaganiami na terenie Kalifornii. Po udanych meczach z Marią Sakkari i Karoliną Muchovą, przyszła przegrana z Eliną Switoliną. Nasza reprezentantka słabo weszła w ten pojedynek, wyraźnie uległa w premierowej odsłonie. Potem zdołała doprowadzić do trzeciej partii, ale w kluczowym momencie zabrakło chłodnej głowy. Ostatecznie to Ukrainka cieszyła się ze zwycięstwa 6:2, 4:6, 6:4.

    Potem zawodniczka naszych wschodnich sąsiadów mogła przyglądać się, z kim przyjdzie jej rywalizować w starciu o finał tysięcznika w Indian Wells. Jeszcze zanim Switolina rozegrała ostatnią piłkę meczu ze Świątek, na Stadium 1 wystartowała już potyczka z udziałem Jessiki Peguli oraz Jeleny Rybakiny. To właśnie ta batalia miała wyłonić następną przeciwniczkę dla 31-latki. Amerykanka polowała na ósmy półfinał z rzędu, a także na rewanż chociażby za porażkę z reprezentantką Kazachstanu na etapie najlepszej “4” tegorocznego Australian Open. O godz. 2:40 stało się jasne, która zawodniczka zmierzy się z Eliną.

    WTA Indian Wells: Jessica Pegula kontra Jelena Rybakina w ćwierćfinale

    Mecz rozpoczął się od serwisu Rybakiny. Już na “dzień dobry” zobaczyliśmy walkę na przewagi, ale wówczas jeszcze bez break pointa. Ten pojawił się w trzecim gemie. Pegula miała szansę zgarnąć piąty punkt z rzędu po wyjściu ze stanu 0-40, ale finalnie Jelena utrzymała swoje podanie. Kluczowy moment premierowej odsłony przypadł tuż po zmianie stron. Wówczas Jessica nie wykorzystała prowadzenia 30-15 przy własnym podaniu i sytuacja w secie wymknęła się spod kontroli tenisistki z USA. Amerykanka popadła w kryzys, nie zdołała już zgarnąć choćby jednego “oczka” do końca partii. Ostatecznie reprezentantka Kazachstanu wygrała ją aż 6:1.

    Druga część pojedynku wyglądała inaczej. To Pegula jako pierwsza wywalczyła przełamanie. Stało się to w czwartym gemie. Potem poprawiła własnym podaniem i wyszła na 4:1. Gdy wydawało się, że Jessica jest na dobrej drodze, by doprowadzić do trzeciej partii, wówczas nastał zwrot akcji. Podczas siódmego rozdania 5. rakieta świata nie wykorzystała prowadzenia 30-15. Później, mimo trzech break pointów dla Jessie, Jelena wyrównała stan rywalizacji na 4:4. Ostatecznie o losach seta decydował dopiero tie-break. Ten niemal od samego początku układał się po myśli Rybakiny.

    Mecz dobiegł końca o godz. 2:40 czasu polskiego. Mistrzyni Australian Open 2026, dzięki skutecznemu zwrotowi akcji na koniec, triumfowała w dwóch odsłonach – 6:1, 7:6(4). Tym samym Amerykance nie udało się wziąć rewanżu za porażkę z Melbourne i jej seria siedmiu półfinałów z rzędu dobiegła końca. To reprezentantka Kazachstanu zmierzy się z Eliną Switoliną. Początek tej batalii w nocy z piątku na sobotę nie przed godz. 2:00 czasu polskiego. Wcześniej, bo około północy, odbędzie się potyczka Aryny Sabalenki z Lindą Noskovą. Wygrana Rybakiny z Pegulą oznacza też, że Jelena po raz pierwszy w karierze zostanie wiceliderką rankingu. W najnowszym notowaniu, które ukaże się 16 marca, Iga Świątek spadnie na trzecią pozycję.
    Jelena Rybakina

    Jelena RybakinaIZHAR KHANAFP
    Tenisistka w pomarańczowym stroju sportowym i białej czapce z daszkiem przebywa na korcie, trzyma rakietę tenisową w lewej ręce i unosi prawą dłoń w geście zatrzymania lub wyciszenia, w tle widownia na trybunach.

    Jessica PegulaWilliam WestAFP
    Zawodniczka tenisowa w pomarańczowym topie i białej spódnicy z rakietą w ręce wyraża silne emocje podczas meczu, w tle rozmyta postać w białym stroju.

    Elina SwitolinaWilliam WestAFP

    Novak Djokovic – Jack Draper. Skrót meczu.

  • Nie tylko Świątek. Turniejowe “1” też za burtą. Radość Czeszki w Indian Wells

    Nie tylko Świątek. Turniejowe “1” też za burtą. Radość Czeszki w Indian Wells

    W nocy z czwartku na piątek czasu polskiego rozstrzygnął się los Igi Świątek w tegorocznej edycji turnieju WTA 1000 w Indian Wells. Nasza reprezentantka uległa Elinie Switolinie po trzysetowej batalii i tym razem nie dotrze do półfinału zmagań na terenie Kalifornii. W tle tych wydarzeń działy się także inne istotne rzeczy. Z rywalizacją pożegnały się turniejowe “1”. Na obiekcie Stadium 3 doszło do pogromu w 60 minut.
    Katerina Siniakova błyszczy podczas turnieju WTA 1000 w Indian Wells

    Katerina Siniakova błyszczy podczas turnieju WTA 1000 w Indian WellsMaddie MeyerAFP

    Tegoroczna edycja turnieju WTA 1000 w Indian Wells obfituje w wiele ciekawych wydarzeń. Już w trzeciej rundzie singlowych zmagań z rywalizacją pożegnała obrończyni tytułu – Mirra Andriejewa. Rosjanka nie poradziła sobie z emocjami i po blisko trzygodzinnej batalii niespodziewanie uległa Katerinie Siniakovej. Ten pojedynek sporo kosztował Czeszkę. W następnym meczu skreczowała na początku drugiego seta przeciwko Elinie Switolinie i w związku z tym to Ukrainka mierzyła się z Igą Świątek w batalii o półfinał. Reprezentantka naszych wschodnich sąsiadów rozstrzygnęła ją na swoją korzyść po trzech setach.

    Jeśli chodzi o Siniakovą, dla niej nie oznaczało to jeszcze definitywnego końca rywalizacji w Indian Wells. Katerina wciąż pozostawała w grze o sukces w grze podwójnej, w duecie z Taylor Townsend. Mimo problemów zdrowotnych, Czeszka zdołała się przygotować do dalszej walki i w nocy z czwartku na piątek czasu polskiego razem z Amerykanką stanęły do pojedynku z turniejowymi “1” – Sarą Errani oraz Jasmine Paolini.

    WTA Indian Wells: Katerina Siniakova i Taylor Townsend walczyły o finał w deblu

    Mecz rozpoczął się od serwisu Włoszek. Pierwsze minuty przebiegały pod dyktando podających zawodniczek, ale w trzecim gemie pojawiły się premierowe break pointy. Mistrzynie Australian Open 2025 wykorzystały już pierwszą z dwóch okazji na przełamanie, dzięki czemu przejęły inicjatywę w secie. Siniakova oraz Townsend zdominowały kolejny fragment rywalizacji. W trakcie piątego rozdania wróciły ze stanu 15-40 i zdobyły następnego breaka. Po zmianie stron potwierdziły wyraźną przewagę. Finalnie zamknęły partię rezultatem 6:2.

    Katerina i Taylor nie zamierzały się zatrzymywać. Poszły za ciosem i już na “dzień dobry” w drugiej części pojedynku wywalczyły przełamanie po decydującym punkcie. Czesko-amerykański team znów zawiązał kapitalną serię. Po tym, jak triumfatorki pierwszego seta utrzymały swoje podanie mimo break pointa w czwartym gemie, na tablicy wyników zrobiło się już 4:0. Okazja do odrobienia jednego przełamania pojawiła się także podczas szóstego rozdania, ale finalnie mistrzynie Australian Open 2025 ani razu nie straciły własnego serwisu w całym meczu.

    Po 60 minutach Siniakova oraz Townsend mogły się cieszyć z efektownego zwycięstwa 6:2, 6:2. Rozstawione z “3” tenisistki powalczą o tytuł z finalistkami tegorocznych wielkoszlemowych zmagań w Melbourne. Po drugiej stronie siatki zamelduje się para Anna Danilina/Aleksandra Krunic. W drugim półfinale pokonały duet Cristina Bucsa/Nicole Melichar-Martinez 6:3, 6:4. Zapowiada się pasjonująca batalia o trofeum na terenie Kalifornii.
    Zawodniczka tenisowa w czarnej koszulce z zaciśniętą pięścią wyraża silne emocje zwycięstwa lub determinacji na tle niebieskiego boiska.

    Taylor TownsendCHARLY TRIBALLEAU AFP
    Tenisistka w ciemnym stroju grająca w tenisa na korcie, skupiona na odbiciu piłki rakietą, trybuny w tle puste.

    Sara ErraniJason Whitman / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP
    Jasmine Paolini

    Jasmine PaoliniMUSTAFA YALCIN / ANADOLU / Anadolu via AFPAFP

    Iga Świątek/Casper Ruud – Jelena Rybakina/Taylor Fritz