• Sabalenka zagroziła szefowi turnieju WTA, naprawdę to powiedziała. Zero dyplomacji

    Sabalenka zagroziła szefowi turnieju WTA, naprawdę to powiedziała. Zero dyplomacji

    Aryna Sabalenka ogłosiła niedługo przed startem turnieju WTA 1000 w Dubaju, że nie pojawi się na kortach w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Białorusinka nie kryła rozczarowania swoją decyzją. Podkreśliła, że łączy ją szczególna więź zarówno z samymi zawodami, jak i z kibicami oraz miastem. Zaznaczyła jednak, że jej stan zdrowia nie pozwalał na rywalizację na najwyższym poziomie. Wyraziła jednocześnie nadzieję, że w przyszłości będzie mogła wrócić do Dubaju i życzyła organizatorom udanej edycji turnieju. W podobnym czasie z udziału w imprezie zrezygnowała także Iga Świątek.

    Nieobecność dwóch czołowych tenisistek świata wywołała duże poruszenie wśród organizatorów. Dyrektor turnieju, Salah Tahlak, nie ukrywał swojego niezadowolenia. Przyznał, że decyzje zawodniczek były dla niego zaskoczeniem, a podawane powody uznał za nie do końca przekonujące. W ostrych słowach zasugerował nawet, że obecne kary za wycofanie się z turniejów są niewystarczające. Jego zdaniem tenisistki powinny ponosić znacznie poważniejsze konsekwencje, w tym utratę dużej liczby punktów rankingowych — nawet od 500 do 1000 — co miałoby realnie zniechęcać do takich decyzji.

    Na te wypowiedzi Sabalenka zareagowała już przed rozpoczęciem turnieju w Miami. Jej odpowiedź była stanowcza i pozbawiona dyplomacji. Przyznała, że słowa dyrektora zawodów ją dotknęły i sprawiły, że zaczęła poważnie zastanawiać się nad swoją przyszłością w kontekście występów w Dubaju. Nie wykluczyła, że po tej sytuacji może już nigdy nie zdecydować się na powrót do tego turnieju.

  • “Przyłapali” Fissette’a w Miami. Trener Świątek na trybunach, ale kto obok niego

    “Przyłapali” Fissette’a w Miami. Trener Świątek na trybunach, ale kto obok niego

    Iga Świątek w trwającym sezonie konsekwentnie dociera do ćwierćfinałów, ale na tym etapie kończy swoją walkę o kolejne trofea. Taka seria wyników sprawiła, że pozycja jej trenera, Wim Fissette, w oczach kibiców wyraźnie osłabła. Belg znalazł się pod presją, a jedynym sposobem na jej zmniejszenie wydają się sukcesy turniejowe. Najbliższa okazja do przełamania tej passy nadarzy się w Miami.

    Historia ostatnich miesięcy pokazuje, jak zmienna bywa współpraca tego duetu. Fissette objął funkcję szkoleniowca Świątek w październiku 2024 roku i od tego czasu ich wspólna droga przypomina sinusoidę. Początek 2025 roku był rozczarowujący, jednak później nastąpiło wyraźne odbicie – triumfy w Wimbledonie oraz w Cincinnati pokazały, że potencjał tej współpracy jest ogromny.

    Wejście w sezon 2026 nie napawało jednak optymizmem. Jeszcze przed Australian Open forma Świątek budziła wątpliwości, zwłaszcza po przeciętnych występach w United Cup. Turniej w Melbourne tylko potwierdził te obawy – Polka odpadła w ćwierćfinale. Po krótkiej przerwie udała się do Kataru, gdzie scenariusz znów się powtórzył. W Dosze zatrzymała się na tym samym etapie, przegrywając z Maria Sakkari. Następnie zrezygnowała z występu w Dubaju, by lepiej przygotować się do Indian Wells, lecz i tam zakończyła rywalizację w ćwierćfinale.

    Teraz cała uwaga skupia się na turnieju w Miami. Świątek oczekuje na swój pierwszy mecz, a jej trener już rozpoczął przygotowania. Fissette pojawił się na trybunach podczas spotkania Magda Linette z Warwara Graczowa. Towarzyszyły mu również dzieci, które zabrał ze sobą do Stanów Zjednoczonych.

    Obecność Belga na tym meczu nie była przypadkowa. Miała charakter czysto analityczny, ponieważ to właśnie zwyciężczyni tego pojedynku będzie rywalką Świątek w drugiej rundzie turnieju. Sam mecz okazał się wymagający nie tylko dla zawodniczek, ale i obserwatorów – rywalizację kilkukrotnie przerywał deszcz, co znacznie wydłużyło całe widowisko. Dla Fissette’a była to jednak cenna okazja do dokładnej analizy potencjalnej przeciwniczki swojej podopiecznej przed startem zmagań w Miami.

  • Krzyki z boksu i nerwowa Świątek. Dawid Celt nie mógł wytrzymać, zareagował

    Krzyki z boksu i nerwowa Świątek. Dawid Celt nie mógł wytrzymać, zareagował

    Iga Świątek rozpoczęła już przygotowania do turnieju w Miami, po tym jak rywalizację w Indian Wells zakończyła na etapie ćwierćfinału. W decydującej partii ostatniego meczu wyraźnie dało się zauważyć jej zdenerwowanie – Polka wchodziła w dyskusje ze swoim boksem, z którego dochodziły również emocjonalne okrzyki, między innymi ze strony Darii Abramowicz. Cała sytuacja szybko stała się tematem szerokiej debaty w środowisku tenisowym. Teraz głos w sprawie zabrał także Dawid Celt, który zwrócił uwagę, że reakcje wokół tej sytuacji zaczęły wymykać się spod kontroli.

    Dyskusja na temat funkcjonowania sztabu Świątek trwa już od końcówki jej współpracy z Tomaszem Wiktorowskim. Za każdym razem, gdy wyniki nie układają się po myśli liderki polskiego tenisa, pojawiają się spekulacje dotyczące odpowiedzialności członków jej zespołu. Wśród najczęściej wskazywanych nazwisk pojawia się Daria Abramowicz, choć – jak podkreślają niektórzy – sprawa jest znacznie bardziej złożona i nie da się jej sprowadzić do prostych ocen.

    Szczególne emocje wzbudził ćwierćfinałowy pojedynek z Eliną Switoliną w Indian Wells. Spotkanie zakończyło się po trzech setach, a w grze Świątek widoczna była duża liczba błędów, które miały kluczowy wpływ na końcowy rezultat. Tym bardziej zaskakujące było to, że dzień wcześniej Polka zaprezentowała się znakomicie w starciu z wymagającą Karoliną Muchovą.

    W meczu ze Switoliną ponownie dało się dostrzec napięcie i frustrację u Świątek. Reakcje dochodzące z jej boksu, w tym podniesiony głos Abramowicz, zostały szybko wychwycone przez media i kibiców. Do sytuacji odnieśli się już m.in. Tomasz Wolfke, Lech Sidor oraz Artur Szostaczko. Teraz do tej grupy dołączył Dawid Celt, który na co dzień dobrze zna realia kobiecego tenisa.

    W rozmowie w programie „Misja Sport” Celt próbował nieco uspokoić nastroje. Jego zdaniem skala reakcji była niewspółmierna do samego zdarzenia. Podkreślił, że znacznie ważniejsze jest przeanalizowanie przebiegu całego spotkania, zwłaszcza różnic pomiędzy wcześniejszymi meczami a decydującą partią, niż skupianie się na pojedynczym incydencie z końcówki, kiedy emocje były już bardzo wysokie.

    Jak zaznaczył, podobne sytuacje nie są niczym wyjątkowym w świecie tenisa. Zawodnicy i członkowie sztabów przeżywają mecze bardzo intensywnie, a napięcie często znajduje ujście w spontanicznych reakcjach. Według niego takie momenty zdarzały się już wcześniej i z pewnością będą się powtarzać – nie tylko w kobiecym tourze.

    Tymczasem Świątek koncentruje się już na kolejnym wyzwaniu. Turniej w Miami rusza 17 marca, jednak Polka – jako jedna z najwyżej rozstawionych zawodniczek – na swój pierwszy mecz będzie musiała jeszcze poczekać. Na kort wyjdzie dopiero w czwartek, 19 marca, gdy pozna swoją rywalkę.

  • WTA potwierdza. Spadek Świątek to nie koniec. Jest decyzja ws. Rybakiny

    WTA potwierdza. Spadek Świątek to nie koniec. Jest decyzja ws. Rybakiny

    Jelena Rybakina opuściła Indian Wells bez trofeum, ale mimo to miała powody do satysfakcji. Do Kalifornii przyjechała jako trzecia rakieta świata, a wyjechała już jako wiceliderka rankingu WTA, wyprzedzając Igę Świątek. Awans na drugą pozycję, tuż za Aryną Sabalenką, okazał się jednak dopiero początkiem dobrych wiadomości dla reprezentantki Kazachstanu.

    Dla Świątek tegoroczny występ w prestiżowym turnieju w Indian Wells zakończył się na etapie ćwierćfinału. W walce o półfinał lepsza okazała się Elina Switolina, co miało poważne konsekwencje rankingowe. Polka straciła bowiem drugie miejsce na rzecz Rybakiny, która zaprezentowała znakomitą formę i dotarła aż do finału.

    Choć w decydującym starciu Kazaszka musiała uznać wyższość Sabalenki — mimo że miała nawet piłkę meczową — jej występ został oceniony bardzo wysoko. Rybakina mogła więc opuszczać Kalifornię z podniesioną głową, świadoma swojego osiągnięcia.

    Tuż przed startem kolejnego turnieju w Miami władze WTA podsumowały wydarzenia ostatnich dni, przyznając wyróżnienia w kilku kategoriach. Wśród nagrodzonych znalazła się również Rybakina.

    Kazachska tenisistka została uhonorowana w kategorii „Najbardziej zauważalny wzrost tygodnia”. Jak podkreślono w uzasadnieniu, jej awans o jedną pozycję miał ogromne znaczenie — dzięki drodze do finału, w której pokonała m.in. Jessicę Pegulę i Switolinę, osiągnęła najwyższe miejsce w karierze i wyprzedziła Świątek.

    Sam finał pomiędzy Rybakiną a Sabalenką został wybrany „Meczem tygodnia”, natomiast liderka rankingu została uznana za „Największą gwiazdę”.

    Z kolei tytuł „Cytatu tygodnia” przypadł słowom Sabalenki, które wypowiedziała przed finałem: przyznała wówczas, że ma już dość przegrywania najważniejszych spotkań. Determinacja Białorusinki była widoczna także na korcie — obroniła piłkę meczową, a następnie sięgnęła po tytuł, pieczętując swoją znakomitą formę i nie kryjąc ogromnej radości po zwycięstwie.

  • Nawrocki przyłapany z kontrowersyjnym politykiem, który ma zakaz wjazdu do Ukrainy

    Nawrocki przyłapany z kontrowersyjnym politykiem, który ma zakaz wjazdu do Ukrainy

    Obecność Karol Nawrocki na meczu Górnik Zabrze z Raków Częstochowa wywołała spore poruszenie wśród kibiców i komentatorów. Wizyta prezydenta na stadionie w Zabrzu nie przeszła bez echa, zwłaszcza że towarzyszyła jej kontrowersyjna oprawa i polityczne konteksty.

    Podczas prezentacji ważnych gości na trybunach rozległy się gwizdy. Część polityków związanych z Koalicja Obywatelska sugerowała w mediach społecznościowych, że były one skierowane w stronę Nawrockiego. Inaczej sytuację relacjonowali jednak kibice obecni na stadionie. Według nich niezadowolenie fanów dotyczyło przede wszystkim prezydenta miasta, Kamil Żbikowski, a powodem miała być przeciągająca się sprzedaż klubu.

    Od miesięcy mówi się o możliwym przejęciu Górnika przez Lukas Podolski, który jest jednym z głównych zainteresowanych zakupem. Transakcja miała zostać sfinalizowana już w lutym, jednak do tej pory nie doszła do skutku, co budzi frustrację wśród kibiców.

    Najwięcej emocji wzbudziło jednak towarzystwo, w jakim pojawił się Nawrocki. Na trybunach siedział obok George Simion, rumuńskiego polityka i lidera skrajnej prawicy. Simion był zaangażowany w kampanię wyborczą Nawrockiego i publicznie go wspierał, pojawiając się m.in. na jego wiecu właśnie w Zabrzu.

    W 2025 roku Simion ubiegał się o urząd prezydenta Rumunii, jednak przegrał z Nicușor Dan, burmistrzem Bukaresztu. Mimo porażki pozostaje jedną z czołowych postaci rumuńskiej sceny politycznej. Polityk znany jest z poparcia dla Donald Trump oraz krytycznego stosunku do Unii Europejskiej.

    Kontrowersje wokół Simiona dotyczą także jego relacji międzynarodowych. Ma on zakaz wjazdu na teren Mołdawia oraz Ukraina. Władze w Kijowie tłumaczyły swoją decyzję działaniami polityka, które uznano za sprzeczne z interesem państwa i naruszające jego suwerenność.

    Dodatkowo, według doniesień byłego rumuńskiego ministra obrony, Anatol Șalaru, Simion miał w przeszłości utrzymywać kontakty z rosyjskimi służbami specjalnymi. Sprawa trafiła do sądu po tym, jak polityk pozwał Șalaru za zniesławienie, jednak przegrał proces w dwóch instancjach.

    Mimo licznych kontrowersji George Simion nadal utrzymuje silną pozycję w rumuńskiej polityce, a jego obecność u boku Karol Nawrocki na meczu w Zabrzu tylko podsyciła debatę wokół relacji i zaplecza politycznego polskiego prezydenta.

  • Protest ws. Abramowicz, miarka się przebrała. To musiało się tak skończyć

    Protest ws. Abramowicz, miarka się przebrała. To musiało się tak skończyć

    Nie ustają dyskusje wokół relacji i napięć w sztabie Igi Świątek, zwłaszcza na linii tenisistka – jej psycholog Daria Abramowicz. Sprawa nabrała takiego rozgłosu, że trudno było uniknąć jednoznacznych komentarzy. Głos zabrał pierwszy trener zawodniczki, Artur Szostaczko, który w zdecydowany sposób odniósł się do sytuacji, krytykując układ sił w zespole i rolę, jaką odgrywa psycholog.

    Temat powrócił ze zdwojoną siłą po ćwierćfinale turnieju w Indian Wells, przegranym przez Świątek. W trakcie meczu doszło do nerwowej wymiany zdań między zawodniczką a jej sztabem, co natychmiast stało się przedmiotem szerokiej debaty. Szostaczko, zapytany o przyczyny wahań formy swojej podopiecznej, bez wahania wskazał na kwestie mentalne.

    Trener zwrócił uwagę na wyraźne różnice w grze Świątek w krótkim odstępie czasu. W meczu przeciwko Karolinie Muchovej Polka prezentowała spokój, pewność siebie i wysoką jakość, natomiast w starciu z Eliną Switoliną widoczna była frustracja i brak stabilności. Jego zdaniem nie chodzi o umiejętności tenisowe, lecz o psychikę, która wciąż pozostaje kluczowym wyzwaniem.

    Szostaczko zasugerował również, że problem może leżeć głębiej – w strukturze samego sztabu szkoleniowego. Według niego rola trenera została zepchnięta na dalszy plan, co uważa za sytuację nie do zaakceptowania. W jego ocenie to właśnie psycholog ma zbyt duży wpływ na funkcjonowanie zespołu i podejmowane decyzje.

    Odnosząc się do głośnej sytuacji z Indian Wells, przypomniał słowa Świątek, która w emocjach rzuciła w stronę swojego boksu, że gra „na odwal się”. Dla Szostaczki jest to sygnał, że z zawodniczką dzieje się coś niepokojącego. Podkreślił, że tenisistka tej klasy powinna zachowywać się adekwatnie do swojego statusu i unikać podobnych wypowiedzi.

    Na razie ani Świątek, ani Abramowicz nie odniosły się publicznie do pojawiających się komentarzy. Polska tenisistka koncentruje się już na kolejnym wyzwaniu – turnieju w Miami, gdzie rozpocznie rywalizację od drugiej rundy. Istnieje możliwość, że w dalszej fazie zawodów zmierzy się z Magdą Linette, jednak wszystko zależy od wyników pierwszych spotkań, w tym meczu Warwary Graczowej.

  • Narzeczony Sabalenki ogłasza decyzję ws. związku. To musiało się tak skończyć

    Narzeczony Sabalenki ogłasza decyzję ws. związku. To musiało się tak skończyć

    Triumf Aryna Sabalenka w prestiżowym turnieju Indian Wells odbił się szerokim echem nie tylko w świecie sportu. Tuż po zwycięstwie białoruskiej tenisistki głos zabrał jej narzeczony, Georgios Frangulis, który w mediach społecznościowych podzielił się wyjątkowo osobistym wpisem. Grecki biznesmen nie tylko publicznie wyznał ukochanej miłość, ale również zasugerował ważną decyzję dotyczącą ich wspólnej przyszłości. Ostatnie tygodnie spędzone razem w Kalifornii okazały się dla pary niezwykle szczęśliwe – i zakończyły się symboliczną obietnicą.

    Wielki finał w Indian Wells

    Niedzielny finał turnieju w Indian Wells potwierdził dominację Sabalenki w kobiecym tenisie. Liderka rankingu WTA stoczyła niezwykle zacięty pojedynek z reprezentującą Kazachstan Jelena Rybakina. Po trzech emocjonujących setach Białorusinka zwyciężyła 3:6, 6:3, 7:6(6), udowadniając, że jej pozycja na szczycie rankingu nie jest przypadkowa.

    Wygrana w Kalifornii jeszcze bardziej powiększyła jej przewagę nad rywalkami. W najnowszym zestawieniu WTA Sabalenka wyprzedza Rybakinę o 3242 punkty, natomiast trzecią w rankingu Iga Świątek aż o 3612 punktów. Tak duża różnica sprawia, że jej dominacja w kobiecym tourze staje się coraz bardziej wyraźna, a rywalki będą potrzebowały wielu świetnych wyników, by zmniejszyć tę stratę.

    Emocjonalny wpis narzeczonego

    Na sukces Sabalenki szybko zareagował jej partner, Georgios Frangulis. Grecki przedsiębiorca zamieścił w mediach społecznościowych wpis podsumowujący ostatnie tygodnie, które spędzili razem w Kalifornii.

    „Za nami kilka tygodni w Kalifornii zakończonych powrotem z trofeum, ogromnym pierścionkiem i małym pieskiem” – napisał Frangulis.

    W ten sposób nawiązał do trzech ważnych wydarzeń w ich życiu: zwycięstwa Sabalenki w Indian Wells, niedawnych zaręczyn oraz pojawienia się w ich domu nowego pupila. Para zdecydowała się przygarnąć szczeniaka rasy Cavalier King Charles Spaniel o imieniu Ash. Inspiracją dla Sabalenki był legendarny amerykański tenisista Arthur Ashe, jeden z najwybitniejszych mistrzów w historii tej dyscypliny.

    W dalszej części wpisu Frangulis zwrócił się bezpośrednio do swojej narzeczonej.

    „Jesteś legendą, moja miłości. Kocham cię, Aryno” – napisał.

    Obietnica dotycząca przyszłości

    To jednak nie wszystko. W swoim wpisie Grek zasugerował również, że w przyszłości para może na stałe związać się z Kalifornią.

    „Uwielbiam to miejsce. Kiedyś kupimy tu dom” – zapowiedział.

    Do wpisu dołączył zdjęcie, na którym całuje Sabalenkę, a obok nich siedzi ich nowy pies. Fotografia szybko obiegła media społecznościowe i wzbudziła ogromne zainteresowanie fanów tenisistki.

    Jak zaczęła się ich historia

    Związek Sabalenki i Frangulisa rozpoczął się w 2024 roku. Grecki biznesmen jest starszy od tenisistki o osiem lat i w ostatnim czasie stał się ważną częścią jej otoczenia. Dołączył również do jej sztabu, oferując wsparcie mentalne, które – jak podkreślają obserwatorzy – może mieć istotny wpływ na jej stabilność i wyniki na korcie.

    Relacja ma także wymiar zawodowy. Sabalenka została ambasadorką firmy Frangulisa – sieci kawiarni oferujących napoje i przekąski na bazie jagód acai, które zdobywają popularność w wielu krajach świata.

    Żart, który stał się rzeczywistością

    Jeszcze w styczniu, po zwycięstwie w finale turnieju w Brisbane International, Sabalenka żartobliwie zwróciła się do swojego partnera podczas ceremonii wręczenia trofeum. Trzymając mikrofon w ręku, skierowała do niego słowa z trybun.

    Podziękowała mu za wsparcie, po czym z uśmiechem dodała, że ma nadzieję, iż wkrótce będzie mogła nazywać go inaczej niż „chłopakiem”. Jej wypowiedź wywołała śmiech publiczności i została odebrana jako sympatyczny żart.

    Jak się okazało, żart szybko przerodził się w rzeczywistość. Niespełna dwa miesiące później Frangulis uklęknął przed Sabalenką i poprosił ją o rękę. Tenisistka bez wahania odpowiedziała „tak”.

    Plany na przyszłość

    Na razie para nie ujawniła szczegółów dotyczących ślubu. Nie wiadomo również, kiedy dokładnie mogłaby odbyć się ceremonia. Sabalenka otwarcie mówi natomiast o swoich planach rodzinnych.

    W jednym z wywiadów udzielonych w styczniu przyznała, że macierzyństwo widzi raczej w dalszej perspektywie.

    – Myślę, że dla mnie najlepszym momentem na urodzenie dziecka będzie prawdopodobnie wiek około 32 lat – powiedziała 27-letnia tenisistka.

    Na razie jednak wszystko wskazuje na to, że Sabalenka koncentruje się przede wszystkim na karierze. Jej znakomita forma, triumf w Indian Wells i stabilna sytuacja w rankingu WTA pokazują, że znajduje się obecnie w jednym z najlepszych momentów swojej sportowej drogi – a u jej boku stoi partner, który nie ukrywa dumy i zachwytu nad jej osiągnięciami.

  • Wygrana Sabalenki, a potem taki komunikat. Poszło w świat. “Mam już dość”

    Wygrana Sabalenki, a potem taki komunikat. Poszło w świat. “Mam już dość”

    Aryna Sabalenka na konferencji prasowej po półfinale przeciwko Lindzie Noskovej odpowiadała na zróżnicowane pytania. Podkreśliła, że ciężko pracowała nad rozwojem swojej gry i obecnie posiada szerszy wachlarz strategii meczowych, które umożliwiają jej dostosowanie się do sytuacji na korcie. Przed nią finał w Indian Wells. To może wywoływać złe skojarzenia. Białosinka przyznała, czego już ma dość.
    Aryna Sabalenka przy stole w białym t-shircie i naszyjnikach, unosi ręce do twarzy; w tle rozmazane logo marki.

    Aryna SabalenkaLintao ZhangGetty Images

    Przed Aryną Sabalenką finał turnieju WTA 1000 w Indian Wells, nazywanego często z racji na swój prestiż i klimat “piątym Wielkim Szlemem”. W 2023 roku przegrała w starciu o trofeum z Jeleną Rybakiną, a dwanaście miesięcy temu triumfu pozbawiła ją Mirra Andriejewa.

    – Chcę się skupić. Jeśli docieram do finału, to chcę mieć pewność, że wygram, zdobędę trofeum. Wiecie, mam już dość przegrywania tych wielkich finałów. Miałam wrażenie, że chociaż zawodniczki grały niesamowity tenis w tych finałach, miałam mnóstwo okazji, których nie wykorzystałam – powiedziała na konferencji prasowej po zwycięskim półfinale nad Lidią Noskovą.

    Nie można się dziwić słowom liderki światowego rankingu. Od stycznia 2025 roku wygrała tylko jeden z czterech finałów wielkoszlemowych, a w pozostałych imprezach miała bilans 4-3. Schodziła z obiektu pokonana właśnie w Indian Wells, a także w Stuttgarcie i na WTA Finals w Rijadzie.

    Została także zapytana o swój ciągły rozwój tenisowy mimo znajdowania się na samym szczycie.

    Aryna Sabalenka o rozwoju swojego tenisa: “Plan A nie działa? Mam B i C”

    – Chcę mieć lepszą jakość wszystkich tych zagrań, które doskonaliłam przez lata. Czuję, że jeśli chcesz być na szczycie, zawsze musisz czegoś szukać, drobnych detali, które dodasz do swojej gry, żeby być naprawdę nieprzewidywalną. Posiadanie wszystkich tych narzędzi w grze zdecydowanie daje ogromną przewagę nad innymi graczami. W porównaniu do mnie sprzed kilku lat jestem zdecydowanie lepszą, bardziej wszechstronną zawodniczką. Wiem, że jeśli mój plan A nie działa, mam plany B i C. Nad tym właśnie pracowaliśmy intensywnie przez ostatnie kilka lat – podkreśliła.

    W Kalifornii pokonała już Himeno Sakatsume, Jaqueline Cristian, Naomi Osakę, Victorię Mboko i wspomnianą już Noskovą. Jak na razie nie straciła ani seta. Tylko w jednej partii oddała rywalce więcej niż 4 gemy, była to pierwsza z Mboko, ale i tak Białorusinka wygrała tam tie-breaka do zera.

    Przed nią ostatni krok. Ten najważniejszy, a jednocześnie przypominający o kilku bolesnych historiach z jej kariery.
    Tenisistka wykonuje dynamiczne uderzenie piłki podczas meczu tenisowego, skupiona na rozgrywce. W tle kontrastujące, niebieskie linie kortu podkreślają sportowy charakter sceny.

    Aryna Sabalenka jest jedną z kandydatek do zwycięstwa w WTA Finals 2025ADEK BERRYAFP
    Aryna Sabalenka mocno przeżywała porażkę w finale Australian Open

    Aryna Sabalenka mocno przeżywała porażkę w finale Australian OpenMartin KEEP / x.com/SabanewsssAFP
    Aryna Sabalenka podczas ceremonii po finale Roland Garros 2025

    Aryna Sabalenka podczas ceremonii po finale Roland Garros 2025MUSTAFA YALCIN / ANADOLU / Anadolu via AFPAFP

    Bogdanka LUK Lublin – Aluron CMC Warta Zawiercie. Skrót meczu

  • Trzeci polski finał WTA w tym sezonie. Trzy setbole, później 4:1 w drugim secie

    Trzeci polski finał WTA w tym sezonie. Trzy setbole, później 4:1 w drugim secie

    Najpierw w styczniu swój deblowy tytuł w imprezie WTA w Hobart wywalczyła Katarzyna Piter, w lutym zaś singlowy finał w Meridzie przegrała Magdalena Fręch. Do tego było jeszcze polskie zwycięstwo w United Cup, ale to impreza mieszana. Jeszcze dziś w Antalyi były aż dwie kolejne szanse na triumf w imprezie rangi 125. Najpierw swój półfinał rozegrała w singlu Katarzyna Kawa, później deblowe starcie o tytuł zaczęła Maja Chwalińska. Mistrzynie trzeciego turnieju Megasaray Hotels Open poznaliśmy po dwóch setach pełnych zwrotów akcji.
    article cover

    Maja ChwalińskaWojciech KubikEast News

    Występami w Antalyi Katarzyna Kawa i Maja Chwalińska zaczęły sezon gry na mączce, a właśnie na tej nawierzchni obie czują się najlepiej. Kawa w drugim turnieju z rzędu rangi WTA 125 awansowała do półfinału. I po raz drugi z rzędu trafiła na tym etapie na Anhelinę Kalininę. Nie ma co ukrywać, to rywalka była faworytką w tych potyczkach. Jeszcze niedawno Ukrainka była w TOP 30 rankingu WTA, grała w finale wielkiego turnieju w Rzymie. A teraz wraca do dawnej dyspozycji po ponad półrocznej przerwie.

    I to ona pokonała Kawę po raz drugi, tydzień temu zajęło jej to 92 minuty, teraz zaś – 83. A w obu tych potyczkach Polka wygrała siedem gemów. Dziś skończyło się na wyniku 6:3, 6:4.

    Rywalką Kalininy w finale będzie Słowenka Tamara Zidanšek, która dziś zdemolowała swoją rodaczkę Veronikę Erjavec 6:0, 6:3. A to singlowa półfinalistka French Open z 2021 roku – w tamtej edycji Iga Świątek odpadła o jedną rundę wcześniej. Zidanšek w tym tygodniu miała jedną trudniejszą przeprawę – w drugiej rundzie z Mają Chwalińską. Stworzyły pasjonujące widowisko, trwające równe 200 minut. Słowenka wygrała 6:7 (1), 6:3, 7:6 (7).

    A mimo tego Chwalińska pozostała w Antalyi – dziś stanęła przed szansą wygrania zawodów Megasaray Hotels Open. Tyle że w deblu.

    WTA 125 w Antalyi. Maja Chwalińska przed szansą wygrania turnieju. Wielkie emocje w finale Megasaray Hotels Open

    Partnerką Polki w tym turnieju była Jesika Malečková – z 31-letnią Czeszką Maja zna się doskonale, w przeszłości grały już razem. I nawet cieszyły ze wspólnych zwycięstw w turniejach. Czeszka od niedawna skupia się już wyłącznie na grze deblowej, jest w najlepszej setce rankingu WTA. A Maja raczej już odpuszcza taką rywalizację, podejmuje się jej od czasu do czasu. I raczej z zawodniczkami, z którymi zna się lub przyjaźni. W Klużu-Napoce grała wspólnie z Kają Juvan. A teraz zdecydowała się na drugi taki występ w sezonie.

    W drodze do finału wygrały trzy spotkania, w półfinale broniły nawet piłki meczowej. Ale też ich rywalki – Rosjanka Maria Kozyriewa i Białorusinka Iryna Szymanowicz – miały ciężkie przeprawy. Mimo że w Antalyi zostały roztsawione z “1”. W 1/4 finału wygrały trzecią partię 10-8, w półfinale przegrywały w niej z rosyjskim duetem Zajcewa/Chromaczowa już 1-5. A później… triumfowały w dziewięciu akcjach z rzędu.

    Dziś w finale emocje były porównywalne. Już sam przebieg pierwszego seta zapowiadał, że o końcowym triumfie mogą decydować detale. Raz prowadził polsko-czeski duet, raz musiał gonić Rosjankę i Białorusinkę. Chwalińska i Malečková prowadziły 6:5, serwowały, ale ostatecznie to tie-break zdecydował.

    A w nim Polka i Czeszka wygrywały już 6-3, miały trzy setbole, dwa przy swoim serwisie. Podawała Chwalińska, dwa razy – tuż przy siatce – piłkę na skończenie seta dostała Czeszka. I dwa razy… zagrała w siatkę. Zwłaszcza w tej pierwszej sytuacji pomyłka była bardzo bolesna. Zrobiło się 6-5, za chwilę… Malečková znów zagrała niemal tak samo przy siatce, aż usiadła na korcie. A później Rosjanka z Białorusinką już okazji nie wypuściły. Triumfowały 9-7.
    Kobieta o spiętym wyrazie twarzy w sportowej koszulce, zaciska pięść w geście determinacji na ciemnofioletowym tle.

    Maja ChwalińskaAlex Nicodim / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP

    To jednak niczego jeszcze nie oznaczało. Zwłaszcza, że Maja i Jesika odskoczyły w drugiej partii na 4:1. I zacięły się, przegrały cztery kolejne gemy. Zrobiło się więc 4:5, za chwilę 15-40, z ich perspektywy. Obroniły dwie piłki meczowe, zrobiła się równowaga. I wtedy Szymanowicz zagrywała na Chwalińską, Polka odpowiedziała returnem. Białorusinka zdecydowała się na zmianę kierunku, Malečková zdołała odpowiedzieć, ale potyczkę na “małe kara” z Chromaczewą przegrała.

    Skończyło się więc na 7:6 (7), 6:4 – na drugi tytuł Polki w tym sezonie w imprezie WTA musimy więc poczekać.

    Awans do finału sprawił jednak, że w poniedziałkowej aktualizacji rankingu WTA Maja Chwalińska awansuje aż o 23 pozycje – będzie teraz 145. W singlowym znajdzie się na 128. miejscu.

    W przyszłym tygodniu 24-latka z Bielska-Białej ma wolne, od 23 marca będzie zaś rywalizować w zawodach WTA 125 w Dubrowniku.
    Młoda kobieta o spiętych włosach w sportowym stroju na tle rozmazanego obszaru, prawdopodobnie po wysiłku fizycznym, z lekko spoconą twarzą i skupionym wyrazem.

    Maja ChwalińskaZUMA Press Wire/ShutterstockEast News

    Mikołaj Sawicki: Spodziewałem się przywitania, ale nie z takim rozmachem

  • 83 minuty walki Katarzyny Kawy o finał WTA. Będzie ogromny awans Polki w rankingu

    83 minuty walki Katarzyny Kawy o finał WTA. Będzie ogromny awans Polki w rankingu

    W nocy z czwartku na piątek doszło do pożegnania Igi Świątek ze zmaganiami w Indian Wells po przegranej z Eliną Switoliną. Mimo to wciąż mieliśmy szansę w tym tygodniu na singlowy finał w rozgrywkach pod szyldem WTA z udziałem naszej reprezentantki. Dziś o awans do decydującego starcia podczas “125” w Antalyi walczyła Katarzyna Kawa. Jej przeciwniczką również była Ukrainka – Anhelina Kalinina. Ostateczne rozstrzygnięcie w tym spotkaniu poznaliśmy po 83 minutach.
    Katarzyna Kawa i Iga Świątek podczas deblowego występu w BJK Cup Finals 2024

    Katarzyna Kawa i Iga Świątek podczas deblowego występu w BJK Cup Finals 2024ZUMA/NEWSPIX.PLAFP

    Katarzyna Kawa przybyła do Antalyi z nadzieją, że wreszcie uda jej się przerwać niekorzystną serię w singlowych rozgrywkach. Nasza reprezentantka wystartowała w aż trzech turniejach rangi WTA 125 na mączce w tej lokalizacji. Zaczęło się nie najlepiej, bowiem w pierwszym występie Polka odpadła już na “dzień dobry”, po porażce z Moyuką Uchijimą. To była siódma przegrana z rzędu dla 33-latki w grze pojedynczej.

    Przełamanie złej passy nadeszło tydzień później. Nasza bohaterka z United Cup nie tylko doczekała się zwycięstwa, ale dotarła nawet do półfinału rozgrywek. Uległa w nim Anhelinie Kalininie 5:7, 2:6. I tak się składa, że podczas trzecich zmagań w Turcji obie panie znów spotkały się na korcie, ponownie na tym samym etapie. Polka szybko dostała zatem szansę zrewanżowania się Ukraince. Faworytką dzisiejszego starcia pozostawała jednak 29-latka.

    WTA Antalya: Katarzyna Kawa walczyła o finał

    Mecz rozpoczął się od serwisu Kalininy. Po tym, jak Anhelina wróciła ze stanu 15-30 i zdobyła gema, po zmianie stron próbowała przełamać naszą reprezentantkę. Miała dwa break pointy na 2:0, ale w obu sytuacjach Kawa wyszła z opresji. Premierowe przełamanie nadeszło podczas szóstego rozdania. Wówczas Ukrainka wykorzystała ostatnią z dwóch szans i zrobiło się 4:2. W następnych minutach trwał festiwal breaków. Katarzyna posiadała swoje podanie, by wyrównać, ale nie powiodła się ta sztuka. Dziewiąte rozdanie okazało się decydującym w tej partii. Polka wypracowała sobie jeszcze jedną okazję na przełamanie, jednak ostatnie trzy punkty powędrowały na konto przeciwniczki. Dzięki temu Kalinina triumfowała w premierowej odsłonie 6:3.

    Drugą część pojedynku inaugurowała Kawa. Zaczęło się nieźle, od dwóch wygranych akcji. Potem przyszła niekorzystna seria z perspektywy naszej reprezentantki. Po tym, jak Anhelina obroniła break pointa w czwartym gemie, zobaczyliśmy rezultat 4:0 dla tenisistki wschodnich sąsiadów. Mimo arcytrudnej sytuacji, Katarzyna nie zamierzała się poddawać. Od stanu 1:5 ruszyła w pogoń za przeciwniczką. Po dziewiątym rozdaniu złapała kontakt i zgarnęła trzecie “oczko” z rzędu. Kalinina posiadała jeszcze jedną sposobność na zamknięcie pojedynku przy własnym podaniu. Tym razem dopięła swego. Mimo walki na przewagi, wykorzystała drugiego meczbola i po 83 minutach rywalizacji cieszyła się ze zwycięstwa 6:3, 6:4.

    Naszej reprezentantce nie udało się zatem zrewanżować za przegraną sprzed tygodnia, dobra passa Ukrainek w starciach z Polkami trwa (patrząc także na zwycięstwo Eliny Switoliny z Igą Świątek). Mimo dzisiejszej przegranej, Kawa może być pewna awansu o kilkanaście miejsc w rankingu WTA. W notowaniu, które ukazało się 2 marca, znajdowała się na 146. pozycji. W nieoficjalnym zestawieniu “na żywo” jest na 130. lokacie, ale może jeszcze zostać wyprzedzona przez Anhelinę, jeśli ta wygra jutrzejszy finał z Tamarą Zidansek.
    Tenisistka w czerwonej spódniczce i białej koszulce z godłem Polski podnosi rękę z wyciągniętym palcem wskazującym, trzymając rakietę, na tle rozmytej publiczności.

    Katarzyna KawaAndrzej Iwańczuk/ReporterEast News
    Anhelina Kalinina

    Anhelina KalininaAFP
    Tenisistka w jasnej koszulce i białej czapce z daszkiem ściska zaciśniętą pięść w geście triumfu, stojąc na korcie ziemnym.

    Katarzyna KawaFoto Olimpik/Nur Photo AFP

    Arthur Fils – Alexander Zverev. Skrót meczu.