• Abramowicz wezwana na dywanik ws. Świątek. To musiało się tak skończyć

    Abramowicz wezwana na dywanik ws. Świątek. To musiało się tak skończyć

    Rozstanie z Wim Fissette wcale nie uspokoiło atmosfery wokół Iga Świątek. Wręcz przeciwnie – coraz więcej kibiców oraz ekspertów domaga się zmian także w innych obszarach jej sztabu szkoleniowego. Najwięcej uwagi skupia się na Daria Abramowicz, która od lat odpowiada za przygotowanie mentalne liderki polskiego tenisa. W sprawie zdecydowanie wypowiedział się Lech Sidor, sugerując, że sytuacja wymaga jasnych wyjaśnień.

    Decyzja o zakończeniu współpracy z Fissette’em była bezpośrednią konsekwencją słabszych wyników Świątek. Punktem zwrotnym okazała się niespodziewana porażka w pierwszym meczu turnieju w Miami, gdzie Polka uległa Magda Linette 6:1, 5:7, 3:6. Jak się później okazało, przegrana ta miała poważne skutki – nie tylko doprowadziła do zmian w sztabie i szybkiego wyjazdu zawodniczki z Florydy, ale także wpłynęła na jej pozycję w rankingu. W obliczu awansu Coco Gauff do finału turnieju w Miami, Świątek spadnie na czwarte miejsce w zestawieniu WTA, choć sezon rozpoczynała jako wiceliderka.

    Coraz częściej pojawiają się głosy, że źródło problemów Polki leży przede wszystkim w sferze mentalnej. To właśnie za ten aspekt odpowiada Abramowicz, ciesząca się dużym zaufaniem zawodniczki. Lech Sidor nie owija w bawełnę i otwarcie sugeruje, że psycholog powinna publicznie odnieść się do sytuacji.

    W lutym szerokim echem odbiła się dyskusja Sidora z Artur Szostaczka w programie „Trzeci Serwis”. Szostaczka zwracał uwagę na nietypową, bardzo bliską relację między zawodniczką a psychologiem, podkreślając, że rzadko spotyka się sytuację, w której sportowiec spędza z psychologiem niemal cały czas – zarówno podczas turniejów, jak i poza nimi. Zaznaczał jednak, że jeśli taka forma współpracy odpowiada Świątek, nie należy jej kwestionować.

    Sidor był jednak bardziej krytyczny. Po występach w Australii i Dosze nie dostrzegał efektów pracy mentalnej, wskazując, że tenisistka sprawia wrażenie spiętej i zagubionej. Jako przykład podał jeden z pomeczowych wywiadów, w którym Świątek przepraszała kibiców za swoją postawę. Zdaniem eksperta zawodniczka z takimi osiągnięciami nie powinna czuć potrzeby tłumaczenia się w ten sposób.

    Komentator zauważa również zmianę w zachowaniu 24-latki – jego zdaniem nie przypomina ona już tej samej pewnej siebie i walecznej tenisistki, lecz sprawia wrażenie kruchej i niepewnej. W jego opinii sytuacja jest na tyle poważna, że wymaga jasnych odpowiedzi.

    Sidor nie ma wątpliwości, że to właśnie Abramowicz powinna zostać skonfrontowana z pytaniami. Zwraca uwagę, że opinia publiczna coraz częściej zastanawia się, kto odpowiada za obecny stan psychiczny zawodniczki. Podkreśla przy tym, że nie jest to rola trenera ani członków sztabu od przygotowania fizycznego, lecz właśnie psychologa.

    Na koniec stawia sprawę jasno – jego zdaniem Abramowicz powinna publicznie odnieść się do sytuacji i wyjaśnić, czy jest zadowolona z obecnej kondycji mentalnej swojej podopiecznej, która – jak zauważa – coraz częściej reaguje emocjonalnie i przegrywa mecze w trudnych momentach.

  • Burza po tym zachowaniu Nawrockiego w szatni Polaków. “Upokarza mnie”

    Burza po tym zachowaniu Nawrockiego w szatni Polaków. “Upokarza mnie”

    Prezydent Karol Nawrocki pojawił się na meczu reprezentacji Polski, by z trybun wspierać „Biało-Czerwonych” w walce o awans na mistrzostwa świata. Po zakończeniu spotkania – podobnie jak już wcześniej – udał się do szatni drużyny Robert Lewandowski i jego kolegów. Nagranie z tego wydarzenia szybko obiegło internet, wywołując burzliwą dyskusję i falę komentarzy. Wśród opinii pojawiły się nawet postulaty, by ograniczyć takie wizyty. Głos w sprawie zabrał m.in. Marek Migalski.

    Reprezentacja Polski pokonała Albanię 2:1 w półfinale baraży o mundial 2026, dzięki czemu 31 marca zmierzy się ze Szwecją w decydującym starciu o awans. Spotkanie na Stadionie Narodowym w Warszawie z trybun oglądał prezydent, który regularnie pojawia się na meczach kadry oraz rozgrywkach ligowych. Po końcowym gwizdku ponownie odwiedził piłkarzy w szatni, gdzie – w swoim stylu – włączył się w celebrację zwycięstwa.

    To nie pierwszy raz, gdy głowa państwa zachowała się w ten sposób. Już wcześniej, po wygranym meczu z Finlandią, zwrócił się do zawodników z charakterystycznym pytaniem: „Kto wygrał mecz?”, na co drużyna odpowiedziała chóralnie: „Polska!”. Tym razem scenariusz się powtórzył – prezydent ponownie zainicjował okrzyk i razem z piłkarzami odśpiewał znaną stadionową przyśpiewkę. Całość została zarejestrowana i udostępniona w mediach społecznościowych.

    Reakcje internautów okazały się skrajnie podzielone. Część komentujących doceniła swobodę i zaangażowanie prezydenta, podkreślając jego sportową przeszłość i autentyczność. Wskazywano, że dobrze odnajduje się w piłkarskim środowisku i potrafi stworzyć pozytywną atmosferę.

    Nie brakowało jednak głosów krytycznych. Niektórzy uznali, że politycy nie powinni ingerować w przestrzeń sportową, a takie zachowanie może być próbą budowania wizerunku kosztem sukcesu drużyny. Pojawiły się także opinie, że powtarzalność podobnych wizyt odbiera im spontaniczność i staje się sztuczna, a nawet niezręczna.

    Do dyskusji odniósł się również Marek Migalski. Zwrócił uwagę na wyraźny podział opinii społecznej, przyznając, że takie zachowanie nie odpowiada jego wyobrażeniu o roli prezydenta, ale jednocześnie zauważył, iż wielu Polaków może je odbierać bardzo pozytywnie.

    Sami zawodnicy nie komentują szerzej wizyty prezydenta, koncentrując się na przygotowaniach do najważniejszego meczu. Przed nimi decydujące starcie ze Szwecją, które rozstrzygnie, czy Polska zagra na mundialu.

    https://x.com/LaczyNasPilka/status/2037291095734804850?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2037291095734804850%7Ctwgr%5E3cf136bd0cdd6719f7b5035deef40f65a628715b%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Fsportowe-zycie%2Fnews-burza-po-tym-zachowaniu-nawrockiego-w-szatni-polakow-upokarznId23319582

    ← Back

    Thank you for your response. ✨

  • Oto co Tusk napisał w trakcie meczu Polaków. Nie czekał na ostatni gwizdek. “Zawsze”

    Oto co Tusk napisał w trakcie meczu Polaków. Nie czekał na ostatni gwizdek. “Zawsze”

    Reprezentacja Polski po bardzo trudnym i nerwowym spotkaniu pokonała Albanię na PGE Narodowym w Warszawie. Drużyna prowadzona przez Jana Urbana do przerwy przegrywała 0:1, ale po zmianie stron – także dzięki odrobinie szczęścia – zdołała odwrócić losy rywalizacji. Kluczową rolę odegrali doświadczeni liderzy kadry: Robert Lewandowski oraz Piotr Zieliński. Na końcowy wynik szybko zareagował także premier Donald Tusk.

    Po meczu selekcjoner nie ukrywał, że jego zespół sam wpędził się w problemy. Zwrócił uwagę na liczne błędy w rozegraniu, które napędziły rywali i pozwoliły im złapać pewność siebie. Podkreślił również, że Albania to drużyna bardzo dobrze zorganizowana w defensywie i potrafiąca wykorzystać każdą przestrzeń, jeśli tylko przeciwnik na to pozwoli. W jego ocenie momentami Polacy mieli duże trudności z kombinacyjną grą rywali.

    Problemy zaczęły się jeszcze przed przerwą. W 42. minucie poważny błąd popełnił Jan Bednarek, który jako ostatni obrońca stracił piłkę na rzecz Arbëra Hoxhy. Albańczyk bez większych problemów minął Kamila Grabarę i skierował futbolówkę do pustej bramki. Polacy schodzili więc do szatni z jednobramkową stratą i musieli szukać sposobu na odwrócenie sytuacji.

    Po przerwie trener zdecydował się na zmiany – na boisku pojawił się m.in. młody Oskar Pietuszewski. Choć jego wejście wniosło nieco energii, to decydujące momenty należały do bardziej doświadczonych zawodników.

    W 63. minucie wyrównanie dał Robert Lewandowski. Po dośrodkowaniu Sebastiana Szymańskiego z rzutu rożnego kapitan reprezentacji świetnie odnalazł się w polu karnym i precyzyjnym strzałem głową pokonał bramkarza Albanii. Gol przywrócił nadzieję i wyraźnie podniósł morale zespołu.

    Mimo wyrównania rywale nadal byli groźni i potrafili stwarzać sytuacje pod bramką Polski. Kilkakrotnie ratował nas Kamil Grabara, a innym razem Albańczykom brakowało skuteczności. Ostateczny cios zadał jednak Piotr Zieliński. Na niespełna kwadrans przed końcem spotkania pomocnik Interu Mediolan oddał kapitalny strzał z dystansu, nie dając szans Thomasowi Strakoszy.

    Dzięki temu trafieniu Polska wygrała 2:1 i awansowała do finału baraży. Jeszcze w trakcie meczu, tuż po bramce Zielińskiego, na wydarzenia na boisku zareagował premier Donald Tusk. W krótkim wpisie w mediach społecznościowych wskazał dwóch kluczowych bohaterów spotkania, podkreślając, że na Roberta i Piotra zawsze można liczyć.

  • Nawrocki wszedł do polskiej szatni. I się zaczęło. Sceny na Narodowym

    Nawrocki wszedł do polskiej szatni. I się zaczęło. Sceny na Narodowym

    Honorowym gościem w loży VIP na PGE Narodowym podczas czwartkowego starcia Polska – Albania był prezydent RP Karol Nawrocki. Zgodnie z przewidywaniami, po zwycięstwie 2:1 głowa państwa udała się do szatni reprezentacji, gdzie osobiście pogratulowała piłkarzom i wspólnie z nimi świętowała sukces. Moment ten uchwycono na nagraniach, które szybko obiegły internet.

    Karol Nawrocki, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, pojawił się na stadionie, by z trybun wspierać „Biało-Czerwonych” w barażowym meczu. Towarzyszył mu syn Antoni. Obaj zasiedli w loży VIP obok prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej, Cezarego Kuleszy. Co ciekawe, obecność prezydenta nie została oficjalnie ogłoszona przez spikera przed pierwszym gwizdkiem. Na trybunach nie pojawiły się także żadne reakcje kibiców skierowane w jego stronę – ani okrzyki, ani transparenty. Wszystko odbywało się więc w spokojnej, dyskretnej atmosferze.

    Sytuacja zmieniła się po końcowym gwizdku. Po wygranym przez Polaków spotkaniu 2:1 prezydent zszedł na murawę, gdzie miał okazję zamienić kilka słów z zawodnikami. To jednak był dopiero początek.

    Następnie Karol Nawrocki udał się do szatni drużyny prowadzonej przez selekcjonera Jana Urbana. Tam dołączył do świętujących piłkarzy, a atmosfera szybko stała się bardzo żywiołowa. Na opublikowanych nagraniach widać, jak prezydent inicjuje wspólne okrzyki, pytając głośno: „Kto wygrał mecz?!”, na co drużyna odpowiada w euforii.

    Zdjęcia z tego wieczoru pojawiły się również w mediach społecznościowych prezydenta. Widać na nich m.in. rozmowę z Mattym Cashem na murawie oraz powitanie z kapitanem reprezentacji, Robertem Lewandowskim, który zdobył pierwszą bramkę dla Polski w tym meczu.

    „Gramy dalej! Brawo Polacy” – napisał krótko Karol Nawrocki, podsumowując emocjonujący wieczór na PGE Narodowym.

  • A jednak, Nawrocki składa podpis pod tą ustawą. Kancelaria potwierdza

    A jednak, Nawrocki składa podpis pod tą ustawą. Kancelaria potwierdza

    Kancelaria Prezydenta RP oficjalnie potwierdziła, że Karol Nawrocki podjął ostateczną decyzję i podpisał nowelizację ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. To istotna wiadomość zwłaszcza dla czołowych polskich sportowców, takich jak Kacper Tomasiak, Paweł Wąsek czy Władimir Semirunnij, ponieważ dotyczy opodatkowania nagród za osiągnięcia olimpijskie. Jednocześnie oszacowano wpływ tej decyzji na finanse państwa.

    25 marca Kancelaria poinformowała, że dzień wcześniej prezydent podpisał siedem ustaw. Wśród nich znalazła się nowelizacja z 13 lutego 2026 roku dotycząca podatku dochodowego od osób fizycznych, która ma szczególne znaczenie dla uczestników zimowych igrzysk olimpijskich Mediolan-Cortina 2026 oraz przyszłych reprezentantów Polski na tej imprezie.

    Najważniejszą zmianą jest rozszerzenie zwolnienia podatkowego na nagrody rzeczowe przyznawane sportowcom. Dotychczas obejmowało ono jedynie nagrody pieniężne. Po wejściu w życie nowych przepisów z podatku zwolnione będą także nagrody rzeczowe otrzymywane od Polski Komitet Olimpijski, Polski Komitet Paralimpijski, Polski Związek Sportu Niesłyszących oraz Stowarzyszenie Olimpiady Specjalne Polska za wyniki osiągnięte odpowiednio na igrzyskach olimpijskich, paralimpijskich, igrzyskach głuchych i światowych igrzyskach Olimpiad Specjalnych.

    Nowe przepisy zaczną obowiązywać dzień po ich ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw, jednak będą miały zastosowanie do dochodów uzyskanych już od 1 stycznia 2026 roku. W praktyce oznacza to, że obejmą również medalistów niedawnych igrzysk we Włoszech – w tym Tomasiaka, który zdobył trzy medale, oraz srebrnych medalistów Wąska i Semirunnija. Ich nagrody rzeczowe nie będą podlegały opodatkowaniu.

    W trakcie prac legislacyjnych w Senacie Jarosław Neneman oszacował, że rozszerzenie zwolnienia podatkowego oraz objęcie nim nowych grup sportowców, w tym finalistów Olimpiad Specjalnych, będzie kosztować budżet państwa około 400 tysięcy złotych.

    Nie wszyscy senatorowie byli zgodni co do zasadności tej zmiany. Kazimierz Kleina wyraził sceptycyzm, podkreślając, że co do zasady nie popiera wyjątków w systemie podatkowym, choć ostatecznie skłaniał się ku poparciu projektu. Z kolei Wiktor Durlak opowiedział się zdecydowanie za nowelizacją, argumentując, że dotyczy ona wyłącznie wybitnych sportowców reprezentujących kraj na arenie międzynarodowej. Podobne stanowisko zajął Artur Dunin, wskazując, że państwo powinno umożliwić medalistom cieszenie się nagrodami bez dodatkowych obciążeń.

    Warto jednak zaznaczyć, że nowe przepisy nie obejmują nagród otrzymywanych od sponsorów – w ich przypadku sportowcy nadal będą zobowiązani do zapłaty podatku dochodowego.

  • Nawrocki wszedł na trybuny. Niespodziewany scenariusz. Trzeci wariant

    Nawrocki wszedł na trybuny. Niespodziewany scenariusz. Trzeci wariant

    Na półfinałowym spotkaniu barażowym o awans na mistrzostwa świata 2026, w którym Polska zmierzyła się z Albanią, na trybunach PGE Narodowego pojawił się prezydent Karol Nawrocki. Głowa państwa zasiadła w loży VIP, gdzie towarzyszyli mu m.in. prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Cezary Kulesza oraz jego syn Antoni. Obecność prezydenta wzbudzała spore zainteresowanie, zwłaszcza w kontekście niedawnych wydarzeń politycznych.

    W ostatnich miesiącach mecze reprezentacji Polski coraz częściej stawały się miejscem politycznych manifestacji. Kibice w większości wyrażali poparcie dla Karola Nawrockiego, jednocześnie kierując krytyczne hasła w stronę premiera Donalda Tuska. Głośnym echem odbiły się sceny z Kowna, gdzie podczas wizyty szefa rządu – siedzącego obok litewskiej premier Ingi Ruginiene – z trybun popłynęły wulgarne okrzyki i pojawiły się wymowne transparenty.

    W związku z tym pojawiały się pytania, jak tym razem zostanie przyjęty prezydent. Tym bardziej że w ostatnich dniach na stadionach pojawiały się banery krytykujące jego decyzję o zawetowaniu ustawy dotyczącej zmian w kodeksie postępowania karnego (druk sejmowy nr 1600). Projekt zakładał m.in. zakaz wykorzystywania nielegalnie zdobytych dowodów, ograniczenie stosowania tymczasowego aresztu, zwiększenie roli sądów kosztem prokuratury, a także wzmocnienie prawa do obrony i ułatwienie dostępu do pomocy prawnej z urzędu.

    Można było się spodziewać, że reakcja kibiców będzie wyraźna – albo w formie wsparcia, albo krytyki. Tymczasem doszło do zaskakującej sytuacji. Na stadionie zapanowała cisza. Prezydent nie został oficjalnie powitany, a w trakcie meczu nie pojawiły się ani okrzyki pod jego adresem, ani transparenty. Brak reakcji utrzymał się zarówno w pierwszej, jak i drugiej połowie spotkania.

    Sam mecz zakończył się pomyślnie dla reprezentacji Polski, która pokonała Albanię 2:1 i zapewniła sobie awans do finału baraży, gdzie zmierzy się ze Szwecją o miejsce na mundialu.

  • Na ten wynik czekała Świątek. Pogrom w meczu Gauff. 89 minut i koniec

    Na ten wynik czekała Świątek. Pogrom w meczu Gauff. 89 minut i koniec

    Iga Świątek od pewnego czasu nie uczestniczy już w rywalizacji w turnieju WTA 1000 w Miami, jednak czwartkowe wydarzenia miały ogromne znaczenie dla jej pozycji w światowym rankingu. Coco Gauff stanęła przed szansą wyprzedzenia Polki, walcząc o miejsce w finale. Jej rywalką w półfinale była Karolína Muchová, z którą Amerykanka miała dotychczas perfekcyjny bilans 5-0. Spotkanie trwało zaledwie 89 minut i przyniosło jednoznaczne rozstrzygnięcie.

    Gauff dotarła do półfinału po serii wymagających, trzysetowych pojedynków. Pokonała kolejno Elisabetta Cocciaretto, Alycia Parks, Sorana Cîrstea oraz Belinda Bencic. W starciu ze Szwajcarką była nawet w trudnej sytuacji w decydującym secie, ale potrafiła odwrócić losy meczu, wygrywając cztery ostatnie gemy. Dzięki temu znalazła się o krok od przeskoczenia Iga Świątek w rankingu WTA, co oznaczałoby awans na podium i jednoczesny spadek Polki na czwarte miejsce.

    Choć dotychczasowe mecze z Muchovą zdecydowanie przemawiały na korzyść Gauff, Czeszka liczyła na przełamanie niekorzystnej passy. Początek spotkania dawał jej nadzieję – już w pierwszym gemie przełamała rywalkę. Szybko jednak inicjatywę przejęła Amerykanka, która zaczęła grać coraz pewniej i skuteczniej. Kluczowe okazały się niewykorzystane okazje Muchovej – mimo licznych break pointów nie potrafiła ich zamienić na przełamania.

    Z biegiem czasu przewaga Gauff rosła. Amerykanka dominowała zarówno w wymianach, jak i przy własnym serwisie, podczas gdy Muchová popełniała coraz więcej błędów. Pierwszy set zakończył się zdecydowanym wynikiem 6:1.

    Druga partia miała podobny przebieg. Gauff szybko objęła prowadzenie, przełamując rywalkę już na początku, a następnie kontrolowała wydarzenia na korcie. W pewnym momencie wygrała aż dziesięć gemów z rzędu, praktycznie odbierając Muchovej nadzieję na powrót do meczu. Choć Czeszka zdołała w końcu przerwać tę serię, było już za późno, by realnie zagrozić przeciwniczce.

    Ostatecznie Coco Gauff wygrała 6:1, 6:1, meldując się w finale turnieju w Miami i zapewniając sobie miejsce na podium rankingu WTA kosztem Iga Świątek. W decydującym starciu o tytuł zmierzy się z jedną z dwóch rywalek: Aryna Sabalenka lub Elena Rybakina.

  • Potwierdza się ws. Abramowicz. Świątek zdecydowała i poprosiła ją o jedno

    Potwierdza się ws. Abramowicz. Świątek zdecydowała i poprosiła ją o jedno

    Uwagi płynące z boksu w stronę Igi Świątek od kilku tygodni budzą ogromne emocje i są szeroko komentowane w środowisku tenisowym. Szczególnie dużo krytyki spadło na Darię Abramowicz. Coraz częściej jednak pojawiają się głosy, że jej aktywność podczas meczów niekoniecznie wynika wyłącznie z własnej inicjatywy. Nowe światło na tę sprawę rzucił Maciej Ryszczuk, sugerując, że to sama zawodniczka mogła inspirować określone zachowania w swoim sztabie.

    Słabsze wyniki Świątek, których kulminacją była porażka z Magdą Linette w pierwszym meczu Miami Open, doprowadziły do rozstania z trenerem Wimem Fissettem. Pozostali członkowie zespołu zachowali jednak swoje stanowiska, co – mimo jasnego komunikatu tenisistki – nie spotkało się z powszechną aprobatą. Część ekspertów uważa, że konsekwencje powinny objąć również psycholog, wskazując na widoczne problemy mentalne zawodniczki. Podobne stanowisko prezentował Rick Macci, który sugerował, że Abramowicz także powinna ponieść odpowiedzialność za obecną sytuację.

    Duże kontrowersje wywołuje również zachowanie psycholog w trakcie spotkań. Abramowicz często aktywnie komunikuje się z zawodniczką, momentami sprawiając wrażenie bardziej zaangażowanej niż główny trener. Była tenisistka Rennae Stubbs publicznie zastanawiała się, czy tego rodzaju wskazówki nie przynoszą odwrotnego efektu i nie destabilizują gry Polki. Jako przykład przywoływano m.in. napiętą wymianę zdań między Świątek a Abramowicz podczas przegranego meczu z Eliną Switoliną w Indian Wells. W opinii wielu obserwatorów komentarze z boksu mogły wówczas jedynie pogłębić frustrację zawodniczki.

    W podobnym tonie wypowiadał się także Artur Szostaczko, który podkreślał, że problem Świątek nie leży w umiejętnościach tenisowych, lecz w sferze mentalnej. Zwracał przy tym uwagę na nietypowy układ sił w sztabie, sugerując, że rola głównego trenera została zepchnięta na dalszy plan kosztem psycholog.

    Nowe spojrzenie na całą sytuację przedstawił jednak Maciej Ryszczuk, od lat współpracujący ze Świątek jako trener przygotowania fizycznego. Jego wypowiedź sugeruje, że zwiększona aktywność członków zespołu, w tym Abramowicz, była odpowiedzią na wyraźne oczekiwania samej zawodniczki.

    – Łatwo jest oceniać z zewnątrz. W ostatnim czasie Iga częściowo tego potrzebowała. Prosiła o konkretne wskazówki w określonych momentach meczu. Sama precyzowała, co chce usłyszeć i kiedy, więc wynikało to bezpośrednio z jej potrzeb. W trudniejszych chwilach oczekiwała większego wsparcia i jeśli nie zawsze je otrzymywała, zwracała się do innych członków zespołu, by również zabierali głos – wyjaśnił Ryszczuk w rozmowie z „Faktem”.

    Szkoleniowiec podkreślił również, że Świątek przechodzi proces dojrzewania jako zawodniczka i coraz lepiej rozumie własne potrzeby. Jego zdaniem rozwój mentalny w sporcie wyczynowym przebiega w specyficzny sposób, ale Polka świadomie kształtuje swoją ścieżkę kariery i wyciąga wnioski z kolejnych doświadczeń.

    Na razie przed Świątek i jej zespołem krótka przerwa, po której rozpoczną przygotowania do turnieju w Stuttgarcie (13–19 kwietnia). Wszystko wskazuje na to, że w Niemczech tenisistka zaprezentuje się już z nowym trenerem u boku.

  • Aryna Sabalenka znów pokazała moc. Będzie wielki hit w Miami

    Aryna Sabalenka znów pokazała moc. Będzie wielki hit w Miami

    Aryna Sabalenka jest nie do zatrzymania w turnieju rangi WTA 1000 w Miami. Liderka światowego rankingu WTA osiągnęła półfinał po tym, jak pewnie pokonała Hailey Baptiste. Teraz czeka ją hitowy pojedynek z Jeleną Rybakiną.

    Aryna Sabalenka ma sporą szansę na to, by zdobyć Sunshine Double. Po tym, jak wygrała turniej rangi WTA 1000 w Indian Wells, teraz zmierza po końcowy triumf w imprezie rozgrywanej w Miami.

    Białorusinka zameldowała się już w półfinale po tym, jak pokonała Hailey Baptiste. Spotkanie rozstrzygnęło się po dwóch w miarę wyrównanych setach – 6:4, 6:4. Teraz przed liderką światowego rankingu WTA wielki hit, a mianowicie starcie z wiceliderką, Jeleną Rybakiną.

    ZOBACZ WIDEO: Iga Świątek dostawała sprzeczne komunikaty? Ostra dyskusja

    Już w pierwszym gemie Sabalenka musiała bronić break pointów. Wówczas jednak stanęła na wysokości zadania i wyszła z opresji. W trzecim również miała problemy, ale ponownie opanowała sytuację.

    Tymczasem Białorusinka nie miała za wiele do powiedzenia w gemach serwisowych Baptiste. Sytuacja w końcu uległa zmianie, kiedy to Amerykanka po raz pierwszy podawała, by pozostać w secie.

    Wówczas liderka światowego rankingu WTA wypracowała pierwsze break pointy, będące piłkami setowymi. Już przy pierwszej udało jej się zamknąć premierową odsłonę za sprawą triumfu 6:4.

    Z kolei od początku II partii miała miejsce wyrównana rywalizacja. Obie tenisistki były nieuchwytne we własnych gemach serwisowych. Sytuacja jednak uległa zmianie w szóstym.

    Sabalenka wypracowała bowiem break pointa, którego wykorzystała w kolejnej wymianie i prowadziła 4:2. Gdy wydawało się, że mecz dobiega już końca, Baptiste była w stanie momentalnie odpowiedzieć (3:4).

    Jednak w końcówce seta powtórzyła się sytuacja z premierowej odsłony. W dziesiątym gemie Amerykanka znów serwowała, by pozostać w grze i wówczas zaczęły się kłopoty. Białorusinka wypracowała bowiem trzy piłki meczowe i wykorzystała już drugą z nich.

    WTA Miami:

    ćwierćfinał gry pojedynczej:

    Aryna Sabalenka (1) – Hailey Baptiste (USA) 6:4, 6:4

  • Trener nie zostawia suchej nitki ws. Igi Świątek. “To nieakceptowalne”

    Trener nie zostawia suchej nitki ws. Igi Świątek. “To nieakceptowalne”

    Ważne, by w tym dudnieniu do głosu dochodzili fachowcy z tenisowego środowiska. Przede wszystkim, czy jest pan zaskoczony tym ruchem Igi Świątek?

    – Nie jestem zaskoczony. Bo znam historię od czasu, gdy Fissette jeszcze był sparingpartnerem na przykład Kim Clijsters. A jej były trener Carl Maes to mój dobry, bardzo dobry kolega, który mieszkał u mnie w domu przez dwa i pół roku.

    A to ciekawe.

    – No tak. Więc trochę dyskusji tenisowych się toczyło przy herbacie lub kawie. Dlatego mówię, że nie jestem zdziwiony.

    Dlaczego nie jest pan zdziwiony?

    – Pracując w angielskiej federacji mieliśmy grupę, w której były wspólne cele, a przy tym panowała radość i fajna atmosfera. Tacy zawodnicy, jak Jake Draper, gdy tylko wchodzili na kort, to wiedzieli, że mają za sobą całą grupę fizjologów, psychologów, trenerów od fizyczności i trenerów tenisa. Miesiąc temu rozmawiałem z Jamiem Delgado o tej całej sytuacji, bo on przejął Drapera. Jamie jest osobą pozytywną, mającą wiedzę, bo sam grał w tenisa i zajmował się wiele lat Andym Murrayem.

    I przekładając to na team Świątek?

    – Jeszcze spójrzmy na grupy wokół Jannika Sinnera, Carlosa Alcaraza i Novaka Djokovicia. Wszyscy się śmieją, mają radość z tego co robią, funkcjonując według dewizy “next beautiful day”. A niestety tego nie widać w grupie Świątek. Wszyscy są spięci, tajemniczy, zaciśnięte zęby… Ile można to wytrzymać? Trzeba pamiętać jedną rzecz: Iga jest absolutną ikoną polskiego tenisa i ona musi żyć w tym środowisku przez parę lat. Jak jest fajnie i radośnie, czyli mamy fun, to jest dobrze. Jednak jeśli w danym środowisku nie ma radości, a dominują spięcia i napięcia, to na dłuższą metę nie działa.

    To znaczy, że przyszły trener główny ma być kimś, kto wchodzi do tego teamu i sprawia, że wszystkim – odnosząc się do pana słów – rozluźniają się szczęki, uśmiechają się i wraca super atmosfera? A może to tylko iluzja, bo przewietrzenie teamu powinno wyglądać jeszcze inaczej?

    – Ja nie siedzę w tej grupie, a to wyostrzyłoby spojrzenie. Niemniej z boku, będąc na korcie, robiąc rozgrzewki, rozmawiając z agentem Igi i tak dalej, widziałem, że cała grupa jest spięta i nie ma radości. Mówię to jako ktoś, kto wszedł tylko do kuchni i zobaczył, co się dzieje. Życzę Idze jak najlepiej i mam do jej całej pracy ogromny szacunek, tylko szkoda, że dziewczyna nie ma wokół siebie grupy, która w dążeniu do wspólnego celu tworzy radosną atmosferę. To od razu różni team Igi od tych, które generalnie widzę, łącznie z moim byłym w federacji angielskiej przez cztery i pół roku.

    W przypadku Igi nie przesądzam, ale możliwa jest taka sytuacja, że zatarły się pewne granice, a tylko dopuszczenie kogoś ze świeżym spojrzeniem pozwoliłoby to wskazać i uwypuklić. Wszystko jednak zaczyna się od tego, że taka osoba musiałaby być wpuszczona. Bo jeśli ktoś uważa, że Iga jest jego własnością i nie wolno otworzyć się na coś nowego, to mamy trudną sytuację. Wówczas następny trener też poleci.

    I z tego bierze się ta cena, którą teraz płaci Iga? Chodzi też o hermetyczność grupy, co może doprowadzać do przesileń?

    – Ja wiem jedno: jeśli odsuwasz się od wszystkich i budujesz mur, to z czasem, jak spojrzymy na historię Chin, tak samo się cofasz. Uważam, że oczywiście trzeba robić swoją robotę, ale przy tym być otwartym na opinie i głosy nieprzypadkowych ludzi ze środowiska. Od razu mi się przypomina, gdy Piotr Woźniacki pracował z Karoliną. Wówczas, obserwując z boku trening, tam była radość z grania. On zawsze stworzył sytuację, że jego córka była zadowolona, były fajne emocje, a ludzie lubili patrzeć na jej zajęcia. Oczywiście Karolina zawsze miała też bardzo fajną charyzmę, czyli rodzaj magnetyzmu, który przyciągał. Ale nawet w przypadku Agnieszki Radwańskiej stworzono sytuację, że chciała pracować, a przy tym było wesoło, mimo że miała swoje problemy.

    Używając przenośni powiedział pan, że wszedł do kuchni, z której przyglądał się teamowi Świątek. Czy dojrzał pan, że osobowość Fissette’a może wiązać się z niemożnością przełamania tej rutyny, powagi i odseparowywania, czy został zdominowany, przez co nie był w stanie pewnych rzeczy uwolnić i poprawić?

    – Ja tego nie wiem. To wie tylko Fissette, w jaki sposób dał sobie radę z członkami teamu. To osoba, która mogłaby wyłożyć kawę na ławę. Ja natomiast dostrzegałem, że standardowo na pewno nie popełnił dużych błędów, bo zna się na tym fachu, jest długo w środowisku, więc uniknął pomyłek młodości. A jeśli zawiodła komunikacja w teamie, to już chyba nawet nie sprawa językowa, bo wszyscy w zespole mówią dobrze po angielsku. Jednak teoretycznie, nawet jeśli dobrze mówi się po angielsku, to we własnym języku czuje się to po prostu lepiej.

    Dokładnie w tym kierunku w rozmowie ze mną poszedł Piotr Woźniacki, na wstępie dementując informacje, że obejmie rolę trenera Świątek.

    – Wejdę w słowo, ja od razu czułem, że to jest kaczka dziennikarska. Znam Piotra dobrze i wiedziałem, że tak odpowie. Ma trójkę pięknych wnucząt, więc jak on ma jeździć z Igą w momencie, gdy tam w teamie jest ciężka sytuacja mentalna i zostawić najmłodsze skarby, które kocha? Ja również bym tego nie zrobił.

    Zmierzam jednak do następujących słów pana Piotra: “Ja wiem, że Iga jest komunikacyjna w różnych językach, ale myśli po polsku. To nie znaczy, że ona ma mieć tylko polskich trenerów, broń Boże, bo byśmy doszli do jakiegoś absurdu. Jednak uważam, że w tym momencie to jest bardzo dobra chwila, żeby jeszcze raz spróbować z kimś z Polski. I jakby wypuścić powietrze z tego balonu. Nawet żeby to było okresowe, jeśli nawet nie podjęli decyzji końcowej, ale by spróbować. Uważam, że to naprawdę dużo by jej dało”. I wytypował Dawida Celta.

    – Polski trop, w tej sytuacji, jest bardzo trafny. Celt jest fajnym chłopakiem. Kapitan reprezentacji Polski, miły, grzeczny, mąż pani Radwańskiej.

    To dobry kandydat?

    – Nie wiem, bo nigdy nie pracował w takim ujęciu jako pierwszy trener. I na przykład nigdy nie widziałem go z jakimś juniorem, który zdobyłby mistrzostwo Polski.

    A pan kogo by zasugerował? Padają przeróżne nazwiska zagranicznych fachowców, ot choćby Francisco Roig.

    – Tylko to znowu będą rozmowy po angielsku. W dodatku Roig tylko komunikuje się po angielsku, ale nie myśli po angielsku. I to jest problem, który dotyczy wielu Hiszpanów.

    Medialnie wrócił temat Tomasza Wiktorowskiego. Ale w rozmowie z WP SportoweFakty obecny trener Naomi Osaki grzecznie podziękował.

    – I wcale mu się nie dziwię. Ja na przykład, jeśli wykąpię się w jakimś jeziorku, już nigdy tam nie wracam. W środowisku wszyscy wiedzą, że pracując z moimi zawodnikami robię wszystko, co mogę, ale jak już zakończę, to nie ma powrotów.

    Więc kto? Jest ktoś, kogo chciałby pan życzliwie podsunąć dla Igi?

    – Trudno, bardzo trudno jest mi powiedzieć. To dlatego, że nie wiem, co dzieje się w teamie Igi oraz w jej życiu prywatnym. Ludzie o jej sytuacji mówią różne rzeczy, ale oficjalnie nic nie wiem. Rozmawiam dużo choćby z jej byłym trenerem Piotrem Sierzputowskim, bo jesteśmy kolegami, do tego ja trochę jego mentorem, ale… Rozmawiamy o różnych sprawach, ale nie mam absolutnej pewności. Nie wiem, jaka jest sytuacja rodzinna między tatą i mamą, czy Iga w ogóle rozmawia ze swoją rodzicielką, czy jej mama czegoś nie zaakceptowała. To nie moje sprawy, ale niewykluczone, że jakieś historie po prostu na nią wpływają.

    Z imienia i nazwiska nikogo pan nie poda?

    – Odpowiem inaczej. Jest wielu naprawdę dobrych trenerów, ale sytuacja nie jest łatwa. Ja widziałbym kogoś, kto jest trochę starszy. Przeszedł pewną drogą, odrobił cenne lekcje i wychował wielu zawodników. Taka osoba może Idze pomóc. Czyli ktoś, kto czuje się autorytetem, bo taka osoba ma w sobie siłę i nikt jej nie podskoczy. Jeśli miałeś iluś świetnych zawodników, z którymi pracowałeś od podstaw ileś lat, wchodzisz i układasz pracę teamu według swoich najlepszych doświadczeń. Niech pan popatrzy na Toniego Nadala, jemu nikt nie podskoczy. Nikt, żaden dziennikarz, psycholog, trener fizyczny, ani tenisowy. Jemu nikt nie może ingerować w robotę, bo się ośmieszy.

    W wątku z Piotrem Woźniackim powiedział pan, że teraz wyzwaniem jest wejść do teamu, gdzie jest “ciężka sytuacja mentalna”. I tu dochodzimy do najbardziej nielogicznej puenty, bo Iga ma w zespole psycholog Darię Abramowicz, z którą pracuje od 2019 roku.

    – To znowu delikatna sprawa. Jeśli ma się osobę, która dba o twoją głowę i wszystko, co związane z psychologią oraz treningiem mentalnym, to z czasem dzieje się tak, że wciąż można dostrzegać różne problemy, ale już nie potrafić na nie skutecznie reagować. Porównam to do sytuacji rodziców i dzieci. No przecież zgodzimy się, że często odnośnie swoich pociech uważamy, że są najpiękniejsze i najmądrzejsze. I czasem następuje trudna konfrontacja, gdy nauczyciel w szkole powie: “tak, pana dziecko jest fajne, ale to i to jest do poprawy”.

    Czyli zatraca się zdolność do trzeźwej oceny sytuacji i optymalnego reagowania?

    – Ja nie chcę nikogo krytykować, tylko może zaistniała sytuacja, że po tak długiej współpracy zatarły się granice między tym, kto jest lekarzem, kto kolegą, a kto przyjacielem. I jeśli dojdzie do takiego momentu, to kogoś wspaniałe wykształcenie, otwartość na nowinki i najlepsze intencje okazują się być niewystarczające. To miał na przykład Alcaraz ze swoim trenerem Juanem Carlosem Ferrero, z którym był od dziecka. Aż pojawił się moment, gdy zobaczył, że zatracili zdolność świeżego patrzenia i w grudniu rozstali się po ponad 7 latach. Ja na przykład wiele razy, pracując z danymi zawodnikami, rozmawiałem z moimi kolegami-trenerami, prosząc ich, by przyszli zobaczyć jak wygląda nasz trening. Byłem otwarty na ich spostrzeżenia i sugestie, chcąc przekonać się, co oni sądzą o tym z boku. Nie bałem się, że trener podbierze mi zawodnika, tylko wychodziłem z założenia, iż dobrze posłuchać kogoś ze świeżą parą oczu. W przypadku Igi nie przesądzam, ale możliwa jest taka sytuacja, że zatarły się pewne granice, a tylko dopuszczenie kogoś ze świeżym spojrzeniem pozwoliłoby to wskazać i uwypuklić. Wszystko jednak zaczyna się od tego, że taka osoba musiałaby być wpuszczona. Bo jeśli ktoś uważa, że Iga jest jego własnością i nie wolno otworzyć się na coś nowego, to mamy trudną sytuację. Wówczas następny trener też poleci.

    Gdyby tak było, to… Nie chcę użyć zbyt nacechowanego słowa.

    – Ja także, ale szkoda, że Iga – ikona polskiego tenisa – jest w takiej sytuacji. Bardzo szkoda. Ja chciałbym, żeby miała radość z grania. Wrócę do Karoliny, jej tata Piotr mimo że nie był trenerem tenisowym, tylko piłkarskim, to robił co mógł. I zrobił dla córki wszystko wspaniale, przy tym samemu ucząc się całego systemu. A są niektóre takie teamy, w których non stop coś się wali lub przychodzi moment, w którym zaczyna się sypać.

    A może też trzeba by było spojrzeć na całą sytuację z innej strony. Przez to, że Iga w tak spektakularnym stylu weszła kilka lat temu na najwyższy poziom i wciąż jest tą jedną, jedyną Polką w absolutnym topie, może generujemy za dużo tematów? W efekcie jej wytrzymałość, jak również całego teamu, skruszała?

    – Może, nie jestem pewien. To już jest sprawa Darii Abramowicz, żeby radzić sobie z tymi sytuacjami. Na tym też polega ta praca, a dziennikarzom trudno odmawiać prawa do tego, by szukali tematów i zgłębiali pewne historie. Na pewno nie można powiedzieć, że to wina tych złych dziennikarzy.

    Jeszcze jeden temat chciałbym z panem przedyskutować, mianowicie pracę teamu podczas meczu. Zgodzimy się, że zazwyczaj podpowiedzi padają w momencie z problemami, więc sytuacja sama w sobie już jest wymagająca. Czy może być tak, że naraz do swojego zawodnika mówią trzy osoby, kierując podpowiedzi i rady, a w dodatku jedna z drugą nawet się nie zazębia? A może takie obrazki są absolutnie nieakceptowalne?

    Ma pan całkowitą rację: to jest absolutnie nieakceptowalne. W teamie musi być jedna osoba, która przekazuje wiadomości, ale może je konsultować z teamem. Jeśli wszyscy kierują podpowiedzi i mówią przez siebie, to mamy nokaut. Jeśli mówimy konkretnie o meczu Igi z Magdą Linette, to nie ma wątpliwości, że team nie zareagował dobrze.

    – Był trudny mecz, była trudna sytuacja i team zawiódł. Zamiast pomóc, stworzyli nokaut. Trzy osoby zaczęły przez siebie krzyczeć, zamiast we trójkę skonsultować, by na końcu jedna osoba komunikowała podpowiedzi.

    To znaczy, że nawet trener główny, jeśli nie byłby wytypowany do takiej roli, nie ma prawa krzyczeć? Tak powiedział mi Piotr Woźniacki.

    – Tak. Powinien przekazać swoją wskazówkę tej osobie, która zgodnie z ustaleniem jako jedyna ma głośno wypowiadać sentencje. To święte słowa Piotra, on wie co mówi, bo zaczynając z 12-letnią Karoliną zjadł na tym sporcie zęby. A tutaj team zachował się jak amatorzy. Przepraszam, pełny respekt do pani psycholog, trenera Fissette’a oraz innych, ale trzeba to nazwać po imieniu. W ciężkiej sytuacji nie zdali egzaminu, zachowując się błędnie.

    – Tak też może być. Inna osoba może być tzw. team speakerem, ale to musi być skonsultowane, ustalone i przez wszystkich respektowane. Na pewno nie wyobrażam sobie, że trener nie przychyla się do takiego rozwiązania, tylko zostałoby ono przeforsowane. Bo to już na wstępie niweczy wszystko. Swoją drogą, gdyby osoba z językiem polskim była kimś takim, to nawet widzę w pewnym obszarze przewagę takiego rozwiązania, bo przeciwnicy nie rozumieją, o co chodzi. I tutaj znów wrócę do Piotra, który w naszym języku robił coaching z Karoliną. W czasie, gdy jej trenerem był Thomas Johansson, z którym ja też pracowałem w wieku juniora, niezmiennie speakerem był ojciec. Wchodził na kort, konsultował się z trenerem, który wygrywał w 2002 roku Australian Open, ale sam zabierał głos. Twierdzę, wracając do Igi, że zmotywowanie w języku polskim powinno na nią trochę lepiej podziałać niż w języku obcym. A teraz, w tej trudnej sytuacji, być może najlepiej.

    Miał pan dość poważne problemy ze zdrowiem. Jak obecnie wygląda pana życie i praca zawodowa?

    – Mówiłem panu o wypadku na Wimbledonie z okiem i ta historia się ciągnie. Przez półtora roku co trzy-cztery tygodnie dostawałem zastrzyki w oko. Na początku słabiej widziałem, przez co nie mogłem prowadzić samochodu, a teraz wszystko się poprawiło. Dosłownie cztery tygodnie temu dostałem wiadomość od lekarza, że pierwszy raz będę miał aplikowane zastrzyki co dwa miesiące. Nienawidzę tych zastrzyków, bo bardzo źle się po nich czułem i chorowałem. Na początku dali mi takie sterydy, że nabawiłem się zapalenia płuc. Teraz jest lepiej, natomiast przez ten cały czas nie mogłem za dużo jeździć, a przez to pracować. Co będzie? Nie wiem. Miałem spotkanie z angielską federacją. Możliwe, że tam wrócę, a to wszystko zależy od zdrowia. Za to na miejscu, w Oslo, zrobiłem małą grupę paru osób, konkretnie dzieci. I z niczego doszły do kadry narodowej do lat 14. Ponadto pomagam norweskiemu Davis Cup z porannymi treningami. Tak że cały czas jestem przy tenisie, ale z powrotem wrócę wyżej.

    Rozmawiał Artur Gac

    Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl
    Tenisistka w sportowym stroju oraz czapce z daszkiem wykonuje gest ręką na ciemnym tle, skupiona na grze.

    Iga ŚwiątekAFP
    Dwie kobiety, po lewej stronie osoba w białej sportowej koszulce z logo Polski, w okularach, z blond włosami spiętymi do tyłu, o skupionym wyrazie twarzy; po prawej stronie kobieta w sportowej czapce i niebieskiej koszulce, z widocznym logotypem sponso…

    Daria Abramowicz, Iga ŚwiątekFoto Olimpik/NurPhoto via AFP/Robert Prange/Getty ImagesAFP
    mężczyzna w czarnej sportowej odzieży i czapce stoi na kortcie tenisowym, trzymając rakietę w dłoni, na tle zielonego baneru z napisem ‘DAVISCUP.COM’

    Trener Paweł Straussarchiwum prywatne/Paweł StraussPUSTE

    Iga Świątek: Gra dla reprezentacji Polski to zawsze ogromna przyjemność.