• Takie doniesienia o Katarzynie Skowrońskiej. Spakowała walizki i wróciła do Polski

    Takie doniesienia o Katarzynie Skowrońskiej. Spakowała walizki i wróciła do Polski

    Katarzyna Skowrońska po zakończeniu swojej bogatej kariery sportowej zdecydowała się na odważny krok i rozpoczęcie zupełnie nowego etapu życia poza Polską. Była reprezentantka kraju, która przez lata należała do czołowych postaci polskiej siatkówki, wybrała na swoje miejsce na ziemi Włochy – kraj, z którym od dawna czuła silną więź.

    To właśnie tam postanowiła zrealizować jedno ze swoich największych marzeń. Zainwestowała w wyjątkową nieruchomość – kilkusetletni młyn, który stopniowo przekształca w klimatyczny dom, łączący historyczny charakter z nowoczesnymi rozwiązaniami. Projekt od samego początku wzbudza spore zainteresowanie, a Skowrońska chętnie dzieli się w mediach społecznościowych kolejnymi etapami prac. Na publikowanych materiałach można zobaczyć, jak dawny budynek przechodzi imponującą metamorfozę, a także zajrzeć za kulisy aranżacji wnętrz.

    Ostatnio jednak była siatkarka postanowiła na chwilę odłożyć włoski projekt na bok. Wraz ze swoim partnerem, reżyserem Bartosz Prokopowicz, przyleciała do Polski, by spędzić trochę czasu w ojczyźnie i odpocząć od codziennych obowiązków.

    Pobyt w kraju nie umknął uwadze jej fanów. Skowrońska podzieliła się w sieci zdjęciami z wyjazdu, pokazując, jak wygląda jej czas w Polsce. Jednym z odwiedzonych miejsc była Łódź, gdzie para wybrała się na spacer do znanego Pasaż Róży – wyjątkowej instalacji artystycznej, przyciągającej turystów swoją niepowtarzalną estetyką.

  • Słowa Gauff nie przejdą bez echa. Amerykanka uderza. “To zaszło za daleko”

    Słowa Gauff nie przejdą bez echa. Amerykanka uderza. “To zaszło za daleko”

    Nagranie z udziałem Coco Gauff po porażce w Australian Open wywołało burzę w świecie tenisa i na nowo rozpaliło debatę o granicach prywatności zawodników. Coraz odważniejsze działania organizatorów i mediów sprawiają, że sportowcy czują się obserwowani nie tylko na korcie, ale i poza nim. Przed turniejem w Stuttgarcie Amerykanka ponownie zabrała głos i dała do zrozumienia całemu światu, że granice zostały przekroczone.
    Coco Gauff

    Coco GauffPhoto by MINAS PANAGIOTAKIS / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

    Podczas tegorocznego Australian Open doszło do sytuacji, która stała się punktem zapalnym szerokiej dyskusji o granicach prywatności w tenisie. Po porażce z Eliną Switoliną kamery uchwyciły Coco Gauff w strefie dla zawodników, gdzie – przekonana, że znajduje się poza zasięgiem obiektywów – dawała upust emocjom i niszczyła rakietę. Nagranie szybko obiegło media, wywołując mieszane reakcje: od współczucia po krytykę zachowania młodej Amerykanki. Problem nie dotyczył jednak samej reakcji tenisistki, lecz faktu, że uchwycono ją w miejscu dotąd uznawanym za prywatne.

    To wydarzenie przyspieszyło debatę o rosnącej obecności kamer w przestrzeniach, które jeszcze niedawno stanowiły dla sportowców azyl. W pogoni za uwagą widzów organizatorzy coraz częściej zaglądają tam, gdzie zawodnicy chcieliby zachować choć odrobinę intymności. W obronie Gauff stanęli inni czołowi gracze, w tym Iga Świątek oraz Novak Djoković. Polka otwarcie mówiła o traktowaniu tenisistów jak “zwierząt w zoo”, natomiast Serb sugerował, że tenis zaczyna przypominać reality show.

    Coco Gauff o prywatności tenisistów. “Niektórzy przybliżali obraz na telefony ludzi i czytali ich wiadomości tekstowe”

    Tuż przed startem turnieju w Stuttgarcie Coco Gauff ponownie odniosła się do sprawy, wskazując, gdzie jej zdaniem przebiega granica. Podkreśliła, że kluczowa jest kontrola nad tym, co trafia do transmisji – nawet jeśli wpływ organizacji takich jak WTA na turnieje wielkoszlemowe jest ograniczony. Zwróciła uwagę, że zawodnicy mają wiele prywatnych rytuałów, jak choćby modlitwa przed meczem, i nie zawsze mają gdzie się schronić przed kamerami.

    “Myślę, że chodzi o posiadanie jakiejś kontroli nad tym, może przez WTA lub… cóż, to są turnieje wielkoszlemowe, więc WTA trudno jest tak naprawdę wkroczyć. Oczywiście mają wpływ, ale myślę, że chodzi po prostu o kontrolowanie tego, co jest pokazywane, a co nie. Mamy wiele prywatnych momentów. Modlę się przed każdym meczem i musiałam mówić operatorom, żeby nie nagrywali tego momentu, bo nie ma wielu neutralnych miejsc, gdzie możemy przebywać. (…) Cieszę się, że może rozpoczęłam dyskusję, ale zdecydowanie uważam, że zaszło to za daleko. Jesteśmy sportowcami i dajemy show na korcie, ale nie sądzę, że musimy iść na kompromis ze wszystkim, co robimy poza nim. Myślę, że siłownia jest okej. Ale jeśli chodzi o korytarze i każdą inną sytuację, niektórzy przybliżali obraz na telefony ludzi i czytali ich wiadomości tekstowe. Widziałam o tym tweety. Myślę, że to jest moment, w którym posuwa się to trochę za daleko” – oznajmiła Amerykanka.
    Młoda tenisistka w sportowym stroju z opaską na głowie stoi na korcie, patrząc zamyślona w bok i trzymając palec przy ustach, wyrażając skupienie lub niepewność.

    Coco GauffRYAN LIMAFP
    Tenisistka w jasnym stroju sportowym z opaską na głowie ściska pięść w geście determinacji, na tle niebieskich krzeseł trybun i rozmytych sylwetek widzów.

    Coco GauffWANG ZHAO AFP
    Młoda sportsmenka w stroju sportowym i opasce na głowie na tle rozmytego boiska, skoncentrowana i gotowa do rywalizacji.

    Coco GauffIZHAR KHANAFP

    Jaume Munar – Rafael Jodar. Skrót meczu.

  • Nagranie Świątek ze Stuttgartu obiegło sieć. Kibice nie przeszli obojętnie

    Nagranie Świątek ze Stuttgartu obiegło sieć. Kibice nie przeszli obojętnie

    Iga Świątek przyciąga uwagę kibiców nie tylko na korcie. Tym razem w centrum zainteresowania znalazło się nagranie z udziałem sześciokrotnej mistrzyni wielkoszlemowej, które opublikowali organizatorzy turnieju rangi WTA 500 w Stuttgarcie. Reakcja internautów była natychmiastowa.
    Iga Świątek

    Iga Świątek na korcie w StuttgarcieManu Fernandez/Associated Press/East News East News

    Po zmianach w sztabie szkoleniowym Iga Świątek z nową energią rozpoczęła sezon na kortach ziemnych. Obecnie przebywa w Stuttgarcie, gdzie w najbliższych dniach powalczy o końcowy triumf w prestiżowym turnieju rangi WTA 500. Już na starcie rywalizacji wokół Polki zrobiło się głośno – a to za sprawą nagrania, które pojawiło się w mediach społecznościowych.

    Iga Świątek na sesji zdjęciowej. Kibice obsypali ją komplementami

    Na oficjalnym profilu turnieju na Instagramie opublikowano materiał wideo z udziałem sześciokrotnej mistrzyni wielkoszlemowej. Pokazano na nim kulisy sesji zdjęciowej, w której wzięła udział była liderka światowego rankingu. Organizatorzy podpisali nagranie w żartobliwym stylu, podkreślając, że na planie pojawiła się ich dwukrotna mistrzyni – Polka wygrywała tam bowiem w sezonach 2022 i 2023.

    Na reakcję internautów nie trzeba było długo czekać. Pod postem błyskawicznie pojawiły się komentarze fanów, którzy nie szczędzili ciepłych słów pod adresem naszej zawodniczki. “Jazda Iga”, “Super”, “Uwielbiam tę radość i luz u IGI. Powodzenia”, “Wygląda na to, że Iga wróci w tym roku do Warszawy swoim Porsche” – czytamy w komentarzach.

    Powrót Świątek do rywalizacji budzi duże emocje także z innego powodu. W jej sztabie szkoleniowym doszło do zmian – do zespołu dołączył nowy trener, Francisco Roig. W ostatnich tygodniach Polka przygotowywała się do sezonu na mączce na Majorce, gdzie trenowała w akademii Rafaela Nadala. Jak sama przyznała, wyjazd był planowany od dawna i przyniósł jej nie tylko inspirację, ale także konkretne wskazówki techniczne.

    Turniej rangi WTA 500 w Stuttgarcie potrwa do 19 kwietnia. Dzięki rozstawieniu Iga Świątek ma wolny los w pierwszej rundzie, a jej rywalką w kolejnym meczu będzie Laura Siegemund. Ich starcie zaplanowano na środę, 15 kwietnia.
    tenisistka w sportowym stroju i czapce z szeroko rozłożonymi ramionami wyraża radość, podchodząc w stronę wyciągniętej ręki kibica, na twarzy widoczne szerokie emocje i uśmiech

    Iga Świątek, finał WTA Stuttgart 2023Marijan Murat AFP
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem wyraża silne emocje, szeroko otwierając usta i zaciskając szczękę podczas meczu.

    Iga ŚwiątekAaron FavilaEast News
    Tenisistka w białym stroju sportowym i czapce trzymająca rakietę tenisową, skupiona na korcie podczas meczu, z rozmytą widownią w tle.

    Iga ŚwiątekSAEED KHANAFP

    Tallon Griekspoor – Denis Shapovalov. Skrót meczu.

  • Kreśli scenariusz dla Świątek i prosi o modlitwę. “To może być koniec”

    Kreśli scenariusz dla Świątek i prosi o modlitwę. “To może być koniec”

    Turniej Porsche Tennis Grand Prix 2026 wielką szansą, ale i też ogromnym zagrożeniem dla Igi Świątek. – W ćwierćfinale wybór między dżumą, a cholerą, a jeśli uda się przejść dalej, to tam może już czekać Rybakina, która przeskoczyła Świątek w rankingu WTA. A jak bardzo polski tenis potrzebuje odrodzenia Igi, pokazał ostatni mecz z Ukrainą. Wymowny był zwłaszcza gest Switoliny przyglądającej się kolejnym łatwym zwycięstwom koleżanek – mówi nam ekspert Polsatu Sport Andrzej Person.
    Andrzej Person kreśli scenariusz dla Igi Świątek na Stuttgart i prosi o modlitwę.

    Andrzej Person kreśli scenariusz dla Igi Świątek na Stuttgart i prosi o modlitwę.ZUMA Press Wire/ShutterstockEast News

    Różne są opinie na temat szans Igi Świątek w turnieju WTA w Stuttgarcie. Eksperci zwykle podkreślają, że kilka dni z nowym trenerem to za mało, by wyjść z kryzysu i rozstawiać rywalki po kątach. Michał Kaznowski, pierwszy trener Igi powiedział nam wprost, że będzie dobrze, jak ta zagra w Stuttgarcie dwa mecze, co oznacza ćwierćfinał. Inaczej widzi to Andrzej Person.

    O to trzeba się modlić. Bez Światek niewiele znaczymy

    Ekspert Polsatu Sport patrzy na powrót Świątek przez pryzmat tego, co stało się w meczu o finał Billie Jean King Cup, gdzie rywalem Polek była Ukraina. Robiliśmy sobie nadzieje, ale nasza drużyna bez Świątek przegrała łatwo 0:4. – Wymowny był obrazek ziewającej z nudów Eliny Switoliny – zwraca uwagę Person. – Ten mecz pokazał, ile znaczy kadra bez Świątek, ile ona sama znaczy dla polskiego tenisa. Magda Linette mogła z nią wygrać jeden mecz w Miami, ale ta sama Magda nie była w stanie pomóc reprezentacji w spotkaniu z Ukrainą. Z Igą w formie, w ogóle nie mam co do tego wątpliwości, byłoby inaczej.

    – Musimy się modlić o to, żeby Iga szybko wróciła do tego swojego najlepszego tenisa. Lub chociaż na tyle dobrego, żeby móc wygrywać mecze. Najlepiej już w Stuttgarcie. Mam takie przeczucie, że jak już uda jej się przeskoczyć te wszystkie rywalki i wejść do finału, gdzie najpewniej czekać będzie Gauff, to ona to wygra. Gauff gra dobrze, ale jest nieprzewidywalna, a Iga będzie miała ekstra motywację, bo może ją przeskoczyć w rankingu WTA. W końcu traci do niej tylko 17 punktów – zauważa Person.

    Wybór między dżumą a cholerą. Ostapenko lub Andriejewa w ćwierćfinale

    Nasz rozmówca widzi w Stuttgarcie szansę na to, by Świątek nabrała rozpędu i wiary w siebie. – Ma na swojej drodze takie rywalki, że ten scenariusz jest jak najbardziej prawdopodobny. Zwłaszcza jakby w ćwierćfinale wpadła na Ostapenko, z którą ma bilans 0:6. Tamta ma patent na Igę. Jak się spotykają, to gra dużo płaskich, szybkich piłek. Jest nisko, mocno, Iga musi gonić po korcie, a wiadomo, że nasza zawodniczka woli grać wyżej. Żadna seria nie trwa jednak wiecznie, a przełamanie Ostapenko mogłoby Idze bardzo, ale to bardzo pomóc – ocenia ekspert Polsatu Sport.

    – W sumie jednak ten ćwierćfinał, to taki wybór między dżumą a cholerą. Bo czy Iga trafi Ostapenko, czy Mirrę Andriejewą, to na jedno wyjdzie. Rozkapryszona, ale utalentowana rosyjska gwiazda też będzie trudnym przeciwnikiem. To w końcu jest TOP10. Nie ukrywam, że miałbym satysfakcję, jakby Iga wygrała z Andriejewą. Jej zachowanie na korcie nie odpowiada. Zwłaszcza jak krzyczy do swojej trenerki Conchity Martinez, a rodzice biją jej brawo.

    Fissette zrobił swoje, z Roigiem też się uda

    Zasadniczo oba scenariusze na ćwierćfinał są dla Świątek korzystne. – Czy przełamie Ostapenko, czy wygra z będącą na fali wznoszącej Andriejewą, to bez znaczenia. Każde z tych rozwiązań pozwoli jej się przygotować do meczu z Rybakiną. Ona jest świetna, ale Iga na mączce, to jest ta najlepsza Iga. Do tego dochodzi ogromne już doświadczenie Polki i nowy trener. Wiem, że jest krótko z Francisco Roigiem, ale według mnie ta zmiana da efekty. Co byśmy nie powiedzieli o Fissette, to miało to sens o tyle, że Iga dorzuciła wygraną w Wimbledonie, o czym marzyła. Także Fissette zrobił swoje i tak samo będzie z Roigiem.

    – Jedno jest dla mnie pewne, Iga nie pojechała do Stuttgartu po Porsche, bo już nie ma miejsca w garażu, a chyba nawet jedną z wygranych podarowała tacie. Dla Świątek najważniejsza jest teraz wygrana, która sprawi, że znów w siebie uwierzy, że złapie wiatr w żagle. Dobry wynik w Stuttgarcie może jej pomóc w tym, żeby dobrze się przygotować na turniej Rolanda Garrosa, bo to jest teraz ten prawdziwy cel. Dobrze by jednak było, jakby Iga przed wyjazdem do Paryża skoczyła w rankingu o to jedno piętro wyżej – kwituje Person.
    Zawodniczka tenisowa w czarno-różowym stroju i różowej czapce okazuje radość po zdobyciu punktu, ściskając pięść i patrząc z determinacją w stronę boiska.

    Iga ŚwiątekAFP
    Jelena Ostapenko

    Jelena OstapenkoBurak Akbulut/AnadoluAFP
    Emocjonująca chwila podczas meczu tenisowego. Młoda zawodniczka w ciemnym stroju i białej czapce z daszkiem krzyczy, pokazując intensywne emocje związane z rywalizacją. W tle rozmyte postaci sugerujące obecność innych uczestników wydarzenia.

    Mirra AndriejewaCLIVE BRUNSKILL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

    Mateusz Malinowski – najlepsze akcje MVP meczu PGE Projekt Warszawa – Bogdanka LUK Lublin.

  • Świątek zgarnęła od Niemców fortunę. Nagle wypaliła. Nagroda oddana. “To dla niego”

    Świątek zgarnęła od Niemców fortunę. Nagle wypaliła. Nagroda oddana. “To dla niego”

    Za chwilę Iga Świątek rozpocznie rywalizację na WTA 500 Stuttgart. Polska tenisistka doskonale zna niemiecką mączkę. Kolejno w 2022 i 2023 roku zgarniała tam tytuł, którego uzupełnieniem był sportowy samochód marki Porsche. Tym samym w garażu Świątek pojawiły się drogocenne modele Taycan GTS Sport Turismo i Taycan Turbo S Sport Turismo. Jak wyznała sama sportsmenka, drugi z pojazdów został przekazany w ręce wyjątkowej osoby.
    Iga Świątek podczas finału WTA Stuttgart 2023 z szeroko rozłożonymi ramionami w sportowym stroju i czapce

    Iga Świątek, finał WTA Stuttgart 2023Marijan Murat AFP

    Iga Świątek to królowa mączki. Nawet jeśli w poprzednim sezonie nie wygrała na niej żadnego turnieju, to na tej nawierzchni przez lata czuła się najlepiej. Cztery razy sięgała po tytuł wielkoszlemowego Roland Garros. Oprócz tego zgarniała puchary w Rzymie, Madrycie czy Stuttgarcie.

    Właśnie w niemieckim mieście Polka rozpocznie tegoroczny sezon na ziemnych kortach. Wraz z Francisco Roigem, swoim nowym trenerem, zameldowała się w kraju naszych zachodnich sąsiadów, gdzie spróbuje powrócić do swojej najlepszej formy.

    DJB: Bożydar Iwanow wspomina Jacka Magierę [WIDEO]POLSAT GO

    Oto co Świątek otrzymała od Niemców. Cena? 1,5 miliona zł. Potem nagły zwrot

    W Stuttgarcie Iga Świątek triumfowała dwukrotnie. Najpierw w 2022 (w debiucie), a następnie 2023 roku. Co ciekawe, w obu finałach pokonywała Arynę Sabalenkę. Za pierwsze zwycięstwo w tym turnieju nasza reprezentantka oprócz nagrody finansowej otrzymała Porsche Taycan GTS Sport Turismo, przygotowane przez organizatora zawodów.

    Wówczas cena auta w podstawowym wyposażeniu wynosiła 578 tys. złotych. To elektryczny model w błyszczącym, czerwonym kolorze. Rok później po ponownym ograniu Białorusinki w ręce Polki wpadł kolejny samochód jednej z najbardziej prestiżowych marek świata.

    Tym razem było to Porsche Taycan Turbo S Sport Turismo, którego cena oscylowała nawet w granicach 800 tys. złotych. Zaraz po zakończeniu spotkania Świątek ujawniła, że pojazd ten przekaże… swojemu tacie Tomaszowi.

    – Kolor wybierze tata, bo to auto będzie dla niego. On rozważa granatowy, ja mu mówię, że za nudny. Niech zaszaleje, może już nie mieć takiej okazji – mówiła uśmiechnięta przed kamerami Canal+Sport.

    Zanim jednak samochód został przekazany Tomaszowi Świątkowi, zgodnie z tradycją zwyciężczyni turnieju uroczyście wsiadła do swojej zdobyczy i zjechała z podestu. Polka zrobiła to bardzo… dynamicznie. – Prawie za szybko zjechałam, więc następnym razem muszę uważać. Ale na pewno podekscytowanie sprawiło, że jechałam ryzykownie. Przede wszystkim jednak bardzo się cieszę, że zagrałam tak solidny turniej i że mogę doświadczyć tego ponownie – opowiadała, cytowana przez Eurosport.

    Niestety “następnego razu” nie było, ponieważ w dwóch kolejnych edycjach Polce nie udało się przygarnąć nowych egzemplarzy Porsche. W 2024 roku odpadła na etapie półfinału po porażce z Jeleną Rybakiną, natomiast w poprzedniej edycji lepsza w ćwierćfinale okazała się Jelena Ostapenko, czyli późniejsza mistrzyni.

    W tym roku tenisistki walczą o Porsche 911 Carrera S Cabriolet w kolorze Cartagena Yellow Metallic. Iga Świątek rywalizację rozpocznie w drugiej rundzie. W niej zmierzy się z Niemką Laurą Siegemund albo Wiktorią Tomową z Bułgarii, która zastąpiła kontuzjowaną Magdalenę Fręch.
    Tenisistka w sportowym stroju oraz czapce z daszkiem wykonuje gest ręką na ciemnym tle, skupiona na grze.

    Iga ŚwiątekAFP
    Po lewej stronie starszy mężczyzna w szarej koszulce z logo marki On, w tle trybuny, po prawej młoda kobieta w białej sportowej bluzce i czapce z daszkiem, również z logo On, niebieskie tło kortu tenisowego.

    Tomasz Świątek oraz jego córka Iga ŚwiątekArtur Widak / NurPhoto / NurPhoto via AFP / Jean Catuffe / Jean Catuffe / DPPI via AFPAFP
    Młoda kobieta w sportowym stroju w jasnym oświetleniu oraz starszy mężczyzna w okularach przeciwsłonecznych i czarnej koszulce na tle rozmytego otoczenia.

    Na zdjęciu Iga Świątek oraz jej ojciec – Tomasz ŚwiątekYouTube @WTA / ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTERReporter

    Sergi Cardona otwiera wynik meczu Athletic Club – Villarreal CF.

  • Natłok plotek. Specjalny komunikat Świątek dla Polaków. Kawa na ławę

    Natłok plotek. Specjalny komunikat Świątek dla Polaków. Kawa na ławę

    Natłok plotek. Specjalny komunikat Świątek dla Polaków. Kawa na ławę

    Przed swoim pierwszym meczem – z Laurą Siegemund – na turnieju WTA 500 w Stuttgarcie Iga Świątek miała okazję spotkać się z dziennikarzami podczas konferencji prasowej. Było to pierwsze publicznie wystąpienie 24-latki po zmianie trenera. Wobec tego nie zabrakło pytań dotyczących jej decyzji. Także tego, dlaczego postanowiła pozostawić resztę sztabu w stanie nienaruszonym. Nasza tenisistka wprost odniosła się do tej kwestii i wykładając kawę na ławę wspomniała o krążących plotkach oraz stwierdziła, że był to komunikat skierowany specjalnie do Polaków, a dokładniej – do polskich mediów.
    article cover

    Iga Świątek, Daria AbramowiczWojciech KubikEast News

    Iga Świątek wraca w Stuttgarcie do gry po wstrząsie, który stanowiła dla niej porażka z Magdą Linette w Miami i którego sama dokonała potem w swoim sztabie szkoleniowym, decydując się na zmianę trenera.

    Nie dziwi więc, że podczas konferencji prasowej, na której Polka pojawiła się u progu rywalizacji na niemieckich kortach, nie brakowało pytań, dotyczących tego, co wydarzyło się w ostatnim czasie w karierze byłej liderki rankingu WTA.

    WTA 500 Stuttgart. Iga Świątek zabrała głos przed startem turnieju

    Skąd taka decyzja? Czy była to kwestia daleko posuniętej lojalności? Głos w tej sprawie zabrała sama zainteresowana, ogłaszając, że była to wiadomość specjalnie zaadresowana w stronę Polski.

    – Nie, to było bardziej skierowane do polskich mediów, które były niezwykle szorstkie dla całego teamu. Pojawiło się wiele spekulacji, a ja w zasadzie jednym zdaniem byłam w stanie je odciąć. I po prostu to zrobiłam – powiedziała Iga Świątek. I dodała:

    W Polsce w mediach panował chaos, więc chciałam wyklarować sytuację, także po to, by fani także mogli się dowiedzieć, co się dzieje

    Zabierając głos, nasza tenisistka podkreśliła także, że jest zadowolona z efektów współpracy ze swoją psycholog Darią Abramowicz, trenerem przygotowania fizycznego Maciejem Ryszczukiem czy sparingpartnerem Tomaszem Moczkiem.

    – Praca, którą wykonuję z Maciejem oraz Darią, a także gra z tym samym sparingpartnerem przez wiele, wiele lat – czuję, że to działa i to dobry proces. Właśnie dlatego nie zmieniłam reszty swojego sztabu – zadeklarowała otwarcie czwarta obecnie rakieta świata.

    Odniosła się także wprost do poruszonego przez dziennikarzy tematu lojalności.

    – W sporcie, jeśli chcesz iść naprzód, lojalność jest oczywiście świetna, ale jeśli coś nie działa, musisz reagować, ponieważ nasze kariery nie są zbyt długie, wiecie? Nie mamy czasu na to, by go marnować – zakomunikowała Iga Świątek.
    kobieta z prostymi, brązowymi włosami w jasnej bluzie z logotypami, trzyma uniesione dłonie na wysokości głowy, siedzi przed mikrofonem na tle ciemnej ściany z białymi napisami

    Iga ŚwiątekAP Photo/Aaron FavilaEast News
    Po lewej stronie kobieta w okularach i białej kurtce z godłem Polski oraz logo Lotto patrzy poważnie przed siebie, po prawej zawodniczka w czapce i sportowym stroju ociera twarz ręcznikiem po intensywnym wysiłku.

    Daria Abramowicz i Iga ŚwiątekŁukasz ŻurekAFP

    Iga Świątek zadowolona przed Miami Open. „Podczas treningów czułam się świetnie”.

  • Wielka krytyka spadła na Igę Świątek. Trenerka Ukrainki dosadnie reaguje

    Wielka krytyka spadła na Igę Świątek. Trenerka Ukrainki dosadnie reaguje

    Podobną historię miała pani już okazję przeżyć przed rokiem w Radomiu podczas konfrontacji Polska – Ukraina. Wyzwala to emocje, które rozdzierają wewnętrznie?

    Sandra Zaniewska: – Tak, takie konfrontujące. Po prostu mówię, że jeśli Marta gra, to oczywiście jestem za Martą. To zawodniczka, z którą pracuję, więc jest to normalne. A potem już mam takie myślenie, że niech wygrywa drużyna, która jest lepsza. Wiadomo, że serce jest w Polsce, to się nigdy nie zmieni.

    Jeśli pracuje się w teamie danego zawodnika, to wiadomo, że działa się w jego interesie. I w gruncie rzeczy, przy takim meczu, pani interes nie jest do końca zbieżny z interesem reprezentacji Polski.

    – Dokładnie. Jest to ciekawe i tak naprawdę zabawne, bo Ukraina miała możliwość grania z siedmioma innymi drużynami, a akurat trafiła znowu na Polskę. Jestem dopiero na dwóch Billie Jean King Cup z Martą i na obydwu gra przeciw Polsce. Na pewno jest to niespotykane, ale szczerze mówiąc lubię to, że grałyśmy w Gliwicach. Jestem w domu i spotkałam dużo osób, które znam, a nie widziałam ich przez bardzo długi czas.

    Może zatem, biorąc to wszystko pod uwagę, zaistniał najlepszy dla pani scenariusz?

    – W pewnym sensie tak. Generalnie miał to być tydzień, na którym mnie w ogóle miało nie być. Ale ponieważ jestem ze Śląska, więc Marta zapytała, czy chcę się pojawić. “No jasne, mogę być” – odparłam. Myślę, że jakby dziewczyny grały gdziekolwiek indziej, to by mnie nie było. Tak samo jak w zeszłym roku podczas finałów w Chinach.

    “Sandra Zaniewska to obecnie jeden z najlepszych tenisowych trenerów młodego pokolenia na świecie” – podpisałaby się pani pod takim stwierdzeniem?

    – Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale na pewno takie mam ambicje i chciałabym być w tym gronie. Więc jeżeli jeszcze mnie w nim nie ma, to na pewno chciałabym tam być. Do tego dążę.

    Ma pani 34 lata. Spotyka się pani z lekceważącym stosunkiem na zasadzie: “co ona może wiedzieć o trenowaniu?”.

    – Już nie. Myślę, że na samym początku, jak byłam w pierwszej pracy z Petrą Martić, to trochę tak czułam. Ludzie za bardzo nie wiedzieli czy ja tutaj pracuję, jestem koleżanką, czy przyjechałam na turniej, żeby sobie pooglądać mecze. Na szczęście dla mnie wyniki Petry przyszły dość szybko, pięła się w rankingu od początku naszej współpracy, a w takich wypadkach wyniki mówią same za siebie.

    A jest w gruncie rzeczy banalna odpowiedź na pytanie, dlaczego ten fach jest tak bardzo zdominowany przez męską myśl szkoleniową?

    – Myślę, że takim największym czynnikiem, bym powiedziała, jest to, że kobiety po karierze tak naprawdę wolą chyba być więcej w domu. Skupiają się na rodzinie i sprawach, których nie mogły mieć w momencie jak grały. Mężczyźni nawet jak grają i mają rozkwit karier, równolegle mogą mieć dzieci, a niektóre żony jeszcze jeżdżą z nimi. Dla kobiet nie jest to możliwe, muszą skończyć grać albo zrobić sobie przerwę na dzieci. Uważam, że to w normalny sposób kreuje więcej mężczyzn. Fajnie, że to się zmienia i zawodniczki biorą pod uwagę fakt, że to jest możliwe, by pracować z kobietą-trenerką. Natomiast też nie można winić zawodniczek za to, że skoro wychowały się tylko z mężczyznami, to jest dla nich naturalne, że wolą mieć przy sobie mężczyznę, bo są do tego po prostu przyzwyczajone. I w pewnym sensie zawsze to działało, więc czemu to zaburzać.

    Wasza współpraca z Martą Kostiuk rozpoczęła się w lipcu 2023 roku, zaraz po Wimbledonie. Gdzie jest sufit możliwości pani podopiecznej?

    – Nie ma, nie ma (uśmiech). Tak jak widzimy, Marta jest świetną atletką. Dosłownie jest w stanie zrobić wszystko na korcie fizycznie. Ma piękne uderzenia technicznie. Wiadomo, że zawsze strona emocjonalna była dla niej chyba największą rzeczą, którą mogła poprawić. Myślę, że z roku na rok ona dorasta, zmienia się i poprawia się we wszystkich elementach. Twierdzę, że trzeba dać trochę czasu. Z jednej strony nieraz ludzie mówią, że Marta ma już 24 lata. I to jest prawda, nie wygrała Szlema, ani nie była w półfinale, a największy wynik, jaki zrobiła, to ćwierćfinał. Jednak myślę, że dla niej też tenis nie jest, jak dla niektórych osób, jedyną rzeczą, która byłaby dla niej najważniejsza, a nic innego by się nie liczyło. Marta taka nie jest. Ona po prostu ma inne rzeczy, które też są ważne dla niej w życiu, może nawet ważniejsze od tenisa. A tenis jest jej pracą. Ona na to patrzy w ten sposób, więc jest to troszeczkę inne podejście. Nie uważam, że skoro ma 24 lata, to może już nigdy nie wygrać Wielkiego Szlema. Ona naprawdę ma ku temu możliwości, ale nie jestem w stanie powiedzieć, czy do tego dojdzie. Najważniejsze, że idzie taką drogą, w której jest szczęśliwa.

    Jak to jest z tą emocjonalną stroną Marty? W przeszłości mówiła, że inni trenerzy nie wykazywali zrozumienia, od razu była ganiona i krytykowana. Natomiast w pani znalazła przestrzeń i możliwość, by emocjonalność dalej ukazywać. Czy wobec tego chcecie ten aspekt pokonać, czy jednak nie do końca go poskromić?

    – Ja uważam, że to, że ona jest emocjonalna, z jednej strony może jest jej słabością, ale również wielkim atutem. Pytanie jest tylko, jak ona wykorzystuje te emocje. Dlatego sama emocjonalność dla mnie nie jest problemem. Ma taki charakter, to część jej osobowości i myślę, że to jest fajne. Bo to znaczy, że jej zależy, bardzo chce i dużo zrobi do tego, żeby wygrać. Ona uwielbia rywalizację, nie tylko na koncie, uwielbia rywalizację wszędzie i zawsze chce wygrywać i to jest super. I te emocje po prostu pojawiają się wtedy, gdzie coś ma tak wielką cenę dla niej. Moim zdaniem nie chodzi o to, żeby te emocje zupełnie zabijać, tylko po prostu przestawić je na pozytywną stronę, bo one też mogą jej pomagać. Emocje nie muszą dołować, ale ona może je wykorzystać w taki sposób, który ją pociągnie do jeszcze większej walki. Ja od samego początku nigdy nie mówiłam jej, że to jest problem, który musimy rozwiązać. Tylko tłumaczyłam, że musimy to trochę przekształcić na to, żeby jej pomagało, a nie odbierało energię.

    Gdy pani przejmowała Kostiuk, była notowana na 44. miejscu. Doszłyście dość szybko do miejsca “16”. To na razie jej najlepsze notowanie w karierze, najlepszym dla was sezonem był 2024 rok. Czego teraz brakuje Marcie, żeby móc kontynuować tego typu wyniki, nawiązać do “życiówki”, a nawet pójść wyżej?

    – Myślę, że trochę powtarzalności w turniejach. Jak widzimy, Marta jest w stanie zagrać naprawdę dobrze jeden czy dwa turnieje, a potem jest trochę spadek. Wpływ ma na to bardzo wiele czynników, musielibyśmy tutaj bardzo długo dyskutować. Krótko mówiąc ona też jeszcze dorasta, zmienia się i poprawia, pod tym względem z roku na rok jest coraz lepiej. Przez pierwsze dwa lata bardzo dużo pracowaliśmy również nad zmianami technicznymi i taktycznymi. Teraz miałyśmy dopiero pierwsze takie przygotowanie do tego sezonu, gdzie nie musiałyśmy już robić wielu zmian. Bardziej panowało skupienie na taktycznej grze, mentalnym przygotowaniu do punktów i różnych wyników. Układałam treningi w taki sposób, żeby Marta była w stanie wybierać lepiej patrząc na wynik meczu i stawiać na lepsze rozwiązania. Przez to, że przygotowanie było troszeczkę inne, ja widzę, że nie musimy skupiać się już na tak podstawowych rzeczach, w jakie chodziło wcześniej. Jesteśmy na pewno bliżej tego teraz niż kiedykolwiek wcześniej.

    Powiedziała pani, że atutem Marty jest to, że tenis nie jest jedyną aktywnością w jej życiu. Z jednej strony na pewno to pozwala zachować psychiczny i mentalny dobrostan. Jednak z drugiej strony tenis, generalnie sport zawodowy, wszedł na taki poziom, że wymagane jest zerojedynkowe “sfokusowanie”, co automatycznie niesamowicie drenuje psychikę sportowców. Widzimy ich zmagania, przerywanie karier i tak dalej. To chyba szalenie trudne, by znaleźć złoty środek.

    – Tak, ten balans jest bardzo ciężki i na pewno jest inny dla każdego zawodnika. Dla Marty życie, nie tenis tylko po prostu życie, jest naprawdę ważne. Ona zawsze szukała tego balansu. Oczywiście dalej czasami go szuka, bo jest to sport, który wymaga wiele. Wymaga wiele wyrzeczeń i poświęcenia. Czasami ktoś źle się czuje, a jest akurat czas Wimbledonu czy innego Wielkiego Szlema, niestety trzeba to odsunąć na bok i mimo wszystko robić swoją pracę, bo te turnieje są tak ważne, że się ich nie odpuści. To jest koszt, który kiedyś trzeba będzie w jakiś sposób zapłacić.

    – My w zeszłym roku skończyłyśmy sezon dość wcześnie po to, żeby Marta mogła mieć sześć tygodni przerwy. Wiedziałam, że ona tego potrzebuje, więc nie miałam problemu, by ją dostała, ale szczerze mówiąc podejmując tę decyzję sama siebie pytałam, czy to jest dobre i najtrafniejsze posunięcie, a może w jakiś sposób odbije się czkawką w kolejnym roku. Już w pierwszy dzień, jak wróciłyśmy do treningów, już wiedziałam, że to była dobra decyzja. Nieważne jak ten sezon pójdzie, to wiedziałam, że to była dobra decyzja dla Marty, jako osoby, a nie dla Marty jako tenisistki.

    Co dzisiaj z punktu widzenia zawodniczek, w tym również Marty, najtrudniejsze do udźwignięcia? Są to przede wszystkim ambicje samego zawodnika, bardziej presja najbliższego otoczenia ludzi, szeroko pojętej opinii publicznej, czy publikacje dziennikarzy?

    – Myślę, że to jest bardzo indywidualne. I to też może się zmieniać w zależności od tego, co się dzieje. Ale jeżeli jest taka jedna uniwersalna rzecz dla zawodników, co na pewno jest największym problemem, to jest po prostu kalendarz turniejowy, który jest… Tutaj nie ma zmiłuj, dosłownie nie ma zmiłuj! Jest bardzo ciężko zaplanować jakiekolwiek bloki treningowe. Co z tego, że gdzieś odpadniemy w pierwszej rundzie, skoro tego nie mieliśmy zaplanowanego, bo nastawieniem było spędzić całe 10-12 dni w rytmie startowym. Tym gorzej, gdy zaraz potem jest kolejny dwutygodniowy turniej, jak na przykład Indian Wells i Miami, czy tam Madryt i Rzym. I to jest najcięższe. Ten kalendarz nie daje przestrzeni do tego, żeby mieć większy balans. Coraz więcej zawodników szuka tego, żeby życie trochę zbalansować z pracą, żeby tenis nie był właśnie życiem, tylko bardziej pracą niż życiem.

    Kiedyś powiedziała Pani takie zdanie: “Marta jest jak moja bliźniaczka, ale o 10 lat młodsza”. Czy to jest w dalszym ciągu aktualne, a może celowo trochę pani wychłodziła wasze stosunki, by relacja na linii zawodnik-trener była bardziej powiedzmy rygorystyczna?

    – Nic nie zmieniałam. Jesteśmy bardzo podobne osobowościowo, mamy podobne poczucie humoru, jesteśmy też bardzo podobne z charakteru. Nie uważam, że to jest złe. Wprost przeciwnie, my dogadujemy się na wielu poziomach. To, że spędzamy ze sobą dosłownie więcej czasu niż z naszymi rodzinami świadczy, że jest w naszym teamie odpowiednia atmosfera. Problem byłby wtedy, gdyby na korcie coś było nie tak lub Marta by mnie nie słuchała i nie ufała. Tymczasem ona jest pod tym względem najlepszą zawodniczką, jaką miałam, bo czuję, że ufa mi w stu procentach. Słucha wszystkiego, co mówię i robi wszystko, co od niej wymagam. Rozmawiamy o rzeczach otwarcie, dlatego nie boję się nazywać wprost naszej relacji, bo działa na korcie i poza kortem.

    Przyznała pani, że dając Marcie sześć tygodni odpoczynku, było zawahanie, jak w kwestii mentalnej zadziała na zawodniczkę. Czy w teamie macie psychologa?

    – Tak, Marta współpracuje z psychologiem, ale jest to bardziej pomoc związana z rzeczami życiowymi niż stricte sportowymi.

    Zabieracie nieraz psychologa na turnieje?

    – Nie, zupełnie nie. Pani psycholog jest cały czas w domu w Ukrainie i Marta po prostu rozmawia z nią przez telefon.

    Są to działania zaplanowane wcześniej, czy bardziej reakcyjne?

    – Myślę, że bardziej reakcyjne, dlatego że z tym trybem niestety ciężko cokolwiek zaplanować. Wiele rzeczy jest zmiennych.

    Już kiedyś była pani pytana o ewentualną gotowość do pracy z Igą Świątek, gdy byliśmy jeszcze na etapie odejścia Tomasza Wiktorowskiego. Czy w bieżącej historii pojawiło się choćby wstępne sondowanie ze strony zawodniczki lub kogoś z jej otoczenia na zasadzie: “a jakby to było, jakbyśmy spróbowali z Sandrą”.

    – Ja nigdy nie dostałam kontaktu ze strony Igi, więc nie wiem. Nikt nigdy ze mną się nie skontaktował.

    Liczyła pani po cichu, że być może to jest ten moment?

    – Szczerze mówiąc nie, dlatego że cały czas pracuję z Martą. A jeśli jestem z zawodniczką, to nie myślę o innych i tym, co potencjalnie mogłoby się stać.

    W ubiegłym roku w rozmowie ze sport.tvp.pl powiedziała pani takie słowa: “Dla mnie jako człowieka byłoby dużym faux-pas, jeśli zostawiłabym nie tylko Martę, ale kogokolwiek, by iść pracować z kimś innym. Nie mogłabym wtedy spać spokojnie”. Mocny akcent na lojalność.

    – Dla mnie jest to normalne, jestem po prostu taką osobą. Wiadomo, że czasami rzeczy się kończą, ale nie wydaje mi się, że kiedyś skończyłabym współpracę z kimś po to, żeby iść do kogoś innego. Mogłabym oczywiście jakiś etap zakończyć, jeżeli coś by nie działało i potem pracować z kimś innym, ale nie na tej zasadzie. Czyli dostaję inną ofertę albo nawet lepszą ofertę i idę do kogoś innego. To po prostu nie ja.

    To pytanie też ma kontekst, bo według słów francuskiego tenisisty Giovanniego Mpetshima Perricarda dokładnie tak postąpił nowy trener Igi Francisco Roig. Jeszcze podczas Sunshine Double Hiszpan był widziany przy tym zawodniku. “Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem. To było bardzo zaskakujące i byłem rozczarowany. Miało to potrwać przynajmniej do sezonu na trawie. To bezwzględny świat” – skomentował w rozmowie z “L’Equipe”.

    – No tak, zdarza się i jest to dookoła nas. Ja nie chcę żyć w takim świecie, więc po prostu próbuję przynajmniej sobie kreować innych.

    A to trudne, prawda?

    – Dla mnie to jest po prostu normalna, ludzka rzecz, którą nie tylko wyobrażam sobie w tenisie. W wielu zawodach czy biznesach są ludzie lojalni, mniej lojalni oraz tacy, którzy są w ogóle nielojalni. Taki po prostu jest świat, a pytanie brzmi, jaki kto chce w nim być. Ja wiem, jaka ja chcę być i taka jestem.

    Może to tylko tak łatwo się mówi. Wyobraźmy sobie, że dostaje pani ofertę od Aryny Sabalenki, Jeleny Rybakiny lub wspomnianej Igi. Może takie propozycje zmieniają percepcję i człowiek zaczyna sobie wszystko relatywizować, nawet swoje zasady?

    – Oczywiście na pewno dla każdego byłoby to kuszące i mocno działa na ego. W momencie, gdy zawodniczka z czołówki kontraktuje jakiegokolwiek trenera, jest to potwierdzenie tego, że ten trener jest fachowcem. Jednak dla mnie, w moich myślach, byłby to cały czas powrót do moich wartości. Wartości są dla mnie ważne i ważniejsze jest dla mnie, żeby spać spokojnie i czuć się ze sobą dobrze niż wziąć okazję osiągnięcia czegoś większego lub zarobienia więcej pieniędzy, cokolwiek by to było, mając jednocześnie poczucie, że kogoś się zostawiło i skrzywdziło. To po prostu nie ja. Też nie oceniam, jeżeli ludzie to robią, to ich sumienia i wybory. Dla mnie najistotniejsze, by czuć się dobrze ze sobą i chcę podejmować takie wybory, które na to pozwolą.

    Jeden, dwa, może trzy największe atuty w arsenale Marty Kostiuk to…?

    – Numer jeden jej fizyczność, dwa agresywność i trzy inteligencja tenisowa.

    To ostatnie ważne.

    – Ważne, mega ważne. Czasami, szczerze mówiąc, przeszkadza, bo po prostu widzi trochę za dużo opcji, czyli do wyboru kilka możliwości. Zresztą dużo pracowałyśmy właśnie nad tym, żeby to w pewnym sensie trochę ograniczyć. Nie po to, żeby stała się głupsza na korcie, bo oczywiście nie o to chodzi, ale żeby miała troszeczkę mniej w głowie jeżeli chodzi o możliwości i wybory. Czasami mamy dyskusje na temat jakiegoś punktu i ja mówię “mogłaś tę piłkę zagrać na przykład po linii”, a Marta odpowiada: “tak, ale ja pomyślałam, że mogłabym ją zagrać szybko w środek i to też by było dobre lub otworzyć krótkim crossem”. Tak, to prawda, kilka dobrych opcji było do wyboru, ale musimy patrzeć trzy piłki do przodu. A dzięki temu, że ona jest tak dobra fizycznie, wie, że nawet jak nie zagra idealnego uderzenia, to i tak może to wybiegać do następnej piłki. Zatem wciąż ma szansę wrócić do wymiany i skonstruować ją jeszcze raz, więc czasami za dużo opcji. Obecnie nie pracujemy nad rozszerzeniem jej opcji, tylko nad zmniejszeniem ich.

    Krótko mówiąc celem jest zautomatyzowanie najlepszych opcji?

    – Idealnie to pan określił. Żeby zawodniczka nie musiała myśleć, tylko uderzenia same leciały jej z rakiety.

    Z kolei patrząc na Igę Świątek, co postrzega pani za jej największy skarb?

    – Myślę, że u Igi jest to na pewno jej fizyczność i agresywność, ale u niej na równi podkreśliłabym mentalność. To jaka może być skupiona na korcie, jak po prostu idzie po swoje. To jest niesamowite i myślę, że zawodniczki będąc po drugiej stronie kortu naprawdę czują i to tak jakby powoduje, że płycej oddychają (uśmiech).

    A w ostatnim czasie z kolei nie czują bardziej tego, że można Igę trochę zagotować? Czy na tej do niedawna jej olbrzymiej przewadze można obecnie trochę ugrać?

    – Sądzę, że po prostu Iga troszeczkę więcej psuje. A wiadomo, że w takim momencie, gdy zawodnik sam więcej psuje i popełnia więcej błędów, zaczyna więcej myśleć na korcie, bo musi znaleźć sposób na to, żeby tych błędów robić mniej. Wtedy się frustruje, co zmienia dynamikę. Jednak myślę, że trzeba na to spojrzeć inaczej. Patrzyliśmy na to wszystko, co Iga osiągnęła i wszyscy mówili: “wow, niesamowicie, super, ekstra” i stało się to tak normalne, że teraz gra troszeczkę gorzej i wszyscy myślą, że to jest koniec świata. A ja uważam, że to jest po prostu cykl bycia człowiekiem, dosłownie. To jest normalne i czy to by przyszło teraz, czy kiedykolwiek później, to musiało kiedyś przyjść. Bowiem nikt nie jest na takim topie do końca swojego życia i cały czas. To jest realnie niemożliwe, można to robić długo.

    – To widzimy nie tylko po Idze, ale wcześniej także po Novaku Djokoviciu. Każdy jest tylko człowiekiem, więc jakiś tam spadek przychodzi prędzej czy później. To też jest normalne, nie znaczy, że to jest koniec świata. Po prostu to oznacza, że trzeba znaleźć nowe sposoby na to, żeby znowu tam wejść.

    W naturalny sposób, gdy idzie trochę słabiej szuka się powodów i próbuje dopatrywać przyczyn. Ale zwróciła pani uwagę na pewną absurdalność, bo pytanie jak duża część opinii publicznej byłaby zadowolona z gry Igi dopiero w momencie, gdyby znów wróciła do roli dominatorki i seryjnego wygrywania, a przy tym śrubowania światowych rekordów.

    – Tak to wygląda, bo też Iga do tego swoich kibiców przyzwyczaiła, lecz oczekiwanie czegoś takiego od sportowca do końca nie jest fair. Mnie jest o wiele łatwiej mówić, bo nie jestem zawodniczką, do której te wszystkie komentarze są kierowane, więc jest mi łatwiej patrzeć przez palce.

    – Umówmy się, w większości najbardziej zajadli są ludzie, którzy nigdy nie grali, a na tym poziomie już na pewno nigdy nie grali. Tymczasem wypowiadają się bardzo kategorycznie dosłownie z kanapy oglądając mecze w telewizji. Ja mam trochę taki pogląd, że jeżeli ktoś tam nie był i sam nie dotknął takiego poziomu, to choć rozumiem, że każdy może mieć swoją opinię i i nie mam z tym żadnego problemu, tak pewne wypowiedzi mogą być trochę bardziej dyplomatyczne. Bo internet jest tak otwarty, że pewne rzeczy dochodzą do zawodników, a ci zawodnicy też są tylko ludźmi. Fajnie, że ludzie siedzą na kanapie i oglądają mecze w telewizji, super jeśli kibicują, ale powinno być trochę więcej pozytywności poprzez patrzenie na zawodników jak na ludzi, a nie jak na maszynę.

    Bycie globalną, a nawet krajową gwiazdą w sporcie, w dużym sporcie, którym żyją miliony kibiców, to nieprawdopodobny mentalny wysysacz.

    – Tak. I ogromna presja. W ogóle nie życzyłabym tego nikomu i też sama bym nie chciała tego chyba na siebie, bo jest bardzo dużo do dźwignięcia i życie kompletnie zmienia się. Więc to, że te dziewczyny, czy Iga, czy Sabalenka, czy ktokolwiek inny odnoszą takie sukcesy, jest świetne, bo oczywiście spełniają swoje marzenia, ale to wiąże się z dużym kosztem z innej strony. Ludzie często mówią: “no dobra, fajni

  • Polska jednak zagra na mundialu zamiast Iranu? PZPN ogłasza: “Nie wierzymy”

    Polska jednak zagra na mundialu zamiast Iranu? PZPN ogłasza: “Nie wierzymy”

    Według informacji przekazanych przez dziennikarzy The Athletic, FIFA analizuje różne scenariusze na wypadek ewentualnej rezygnacji Iranu z udziału w nadchodzących mistrzostwach świata. Wśród rozważanych opcji pojawia się nawet możliwość, że zwolnione miejsce mogłaby zająć reprezentacja Polski. Choć brzmi to sensacyjnie i mało realnie, temat zdążył już wywołać spore emocje. Do całej sprawy odniósł się jednak jednoznacznie Polski Związek Piłki Nożnej.

    Marcowa porażka z Szwecja (2:3) przekreśliła szanse Polaków na awans na mundial organizowany w Stany Zjednoczone, Meksyk i Kanada. W efekcie pojawiły się głosy, że to nie tylko koniec marzeń o udziale w turnieju, ale również możliwy schyłek reprezentacyjnej kariery Robert Lewandowski. Sam kapitan kadry nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji. W rozmowie z mediami przyznał, że potrzebuje czasu na przemyślenia i dopiero po powrocie do obowiązków klubowych będzie w stanie odpowiedzieć na pytania dotyczące przyszłości.

    Tymczasem niespodziewany scenariusz nakreślony przez The Athletic zakłada, że Polska mogłaby jednak otrzymać drugą szansę. Wszystko zależałoby od decyzji Iran, który – według doniesień – rozważa bojkot turnieju z powodu napiętej sytuacji politycznej i konfliktu z jednym z gospodarzy, czyli Stanami Zjednoczonymi. Irańska federacja miała również wnioskować o przeniesienie swoich spotkań do innych krajów-organizatorów, jednak ten pomysł spotkał się z chłodnym przyjęciem.

    Prezydent FIFA, Gianni Infantino, jasno podkreślił, że turniej odbędzie się zgodnie z pierwotnym planem i nie przewiduje się alternatywnych rozwiązań. Mimo to media sugerują, że w przypadku wycofania się Iranu mogłyby zostać rozegrane dodatkowe baraże o wolne miejsce. Wśród potencjalnych uczestników wymienia się m.in. Włochy, Dania, a w mniej prawdopodobnym wariancie również Polskę.

    Na te doniesienia szybko zareagował Polski Związek Piłki Nożnej, który stanowczo zdementował spekulacje. Federacja przyznała, że nie posiada żadnych informacji potwierdzających taki scenariusz i nie traktuje go poważnie.

    Mistrzostwa świata w 2026 roku zaplanowano na okres od 11 czerwca do 19 lipca. Reprezentacja Iranu trafiła do grupy G, gdzie ma zmierzyć się z Nowa Zelandia, Belgia oraz Egipt. Wszystkie te spotkania mają odbyć się na stadionach w Stanach Zjednoczonych, zgodnie z ustalonym harmonogramem.

  • Wybory na Węgrzech. Jest reakcja Karola Nawrockiego

    Wybory na Węgrzech. Jest reakcja Karola Nawrockiego

    Gratuluję tego zwycięstwa, suwerenny wybór narodu węgierskiego, nie prezydent Polski jest od tego, żeby to komentować – powiedział prezydent Karol Nawrocki reporterowi Polsat News Grzegorzowi Urbankowi. Głowa państwa wystosowała list gratulacyjny do Petera Magyara, podkreślając silny mandat społeczny jego ugrupowania oraz licząc na podtrzymanie współpracy polsko-węgierskiej.

    Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
    Prezydent Karol Nawrocki, obok pismo

    Karol Nawrocki pogratulował Peterowi MagyarowiJoanna MazurAgencja FORUM
    W skrócie

    Karol Nawrocki pogratulował zwycięstwa Peterowi Magyarowi i zapewnił o chęci współpracy z nowym rządem w Budapeszcie.

    Opozycyjna partia TISZA Petera Magyara, po przeliczeniu niemal 99 proc. głosów, wygrała wybory na Węgrzech, zdobywając 138 mandatów.

    Wynik wyborów był szeroko komentowany przez polityków z Polski i innych państw, a gratulacje złożyli m.in. Emmanuel Macron, Ursula von der Leyen i Keir Starmer.

    Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

    – To jest oczywiście wybór narodu węgierskiego, wybrali swojego premiera, któremu gratuluję zwycięstwa – powiedział prezydent Karol Nawrocki reporterowi Polsat News Grzegorzowi Urbankowi. To pierwszy komentarz głowy państwa po niedzielnych wyborach na Węgrzech.

    Polityk podkreślił, że “tysiącletnia przyjaźń polsko-węgierska musi trwać” i jest to kwestia “ponad wybory parlamentarne”.

    Wybory na Węgrzech. Karol Nawrocki pogratulował Peterowi Magyarowi

    – Gratuluję tego zwycięstwa, suwerenny wybór narodu węgierskiego, nie prezydent Polski jest od tego, żeby to komentować – dodał, zaznaczając, że będzie współpracował “z każdym przywódcą, każdym premierem, każdym prezydentem, którego wybiorą wolne narody, dla dobra Rzeczpospolitej”.

    Prezydent Karol Nawrocki skierował depeszę gratulacyjną do Petera Magyara po zwycięstwie jego ugrupowania w wyborach parlamentarnych na Węgrzech. W liście podkreślił znaczenie wysokiej frekwencji oraz silnego mandatu społecznego, jaki otrzymała partia TISZA.

    “Pragnę złożyć na Pańskie ręce gratulacje z okazji zwycięstwa Partii Szacunku i Wolności w wyborach parlamentarnych na Węgrzech. Wysoka frekwencja i uzyskany przez Pana wynik dają Panu i ugrupowaniu TISZA silny mandat społeczny, który – obejmując rząd – będzie Pan mógł odpowiednio wykorzystać” – napisał prezydent.

    Nawrocki wyraził przekonanie, że nowy premier podejmie działania sprzyjające rozwojowi Węgier, życząc także powodzenia w realizacji “odpowiedzialnej misji”.

    W depeszy pojawił się także wątek relacji polsko-węgierskich. Prezydent podkreślił znaczenie historycznego partnerstwa obu narodów oraz nadzieję na jego kontynuację. “Ufam, że dobre tradycje relacji polsko-węgierskich zostaną zachowane dzięki Pańskim wysiłkom. Przywiązanie do braterstwa naszych narodów pozostaje bowiem ważnym elementem relacji dwustronnych” – napisał.

    Nawrocki odniósł się również do zapowiadanej wizyty zagranicznej nowego szefa rządu w Polsce. “Z satysfakcją przyjąłem Pańską zapowiedź złożenia pierwszej wizyty zagranicznej jako Premier Węgier w Polsce. Jestem przekonany, że stworzy ona sposobność do rzeczowej wymiany poglądów i nakreślenia kierunków dalszej współpracy” – wskazał.

    W liście nie zabrakło odniesień do współpracy regionalnej i bezpieczeństwa. Prezydent zwrócił uwagę na rolę takich formatów jak NATO, Bukaresztańska Dziewiątka czy Grupa Wyszehradzka. “Wyrażam nadzieję na ścisłe współdziałanie w kształtowaniu współpracy regionalnej oraz w ramach formatów międzynarodowych (…) za pośrednictwem których możemy przeciwdziałać zagrożeniom dla naszego regionu” – podkreślił.

    Na zakończenie Nawrocki ponownie pogratulował Magyarowi i wyraził nadzieję na bezpośrednie spotkanie w przyszłości.

    Donald Tusk skomentował wyniki wyborów na Węgrzech. “Absolutnie wyjątkowe”

    Wcześniej wyniki węgierskich wyborów parlamentarnych były szeroko komentowane na polskiej scenie politycznej. Głos w tej sprawie zabrał między innymi premier Donald Tusk.

    – Najpierw Warszawa, później Bukareszt, Kiszyniów, teraz Budapeszt. Cieszę się, że ta część Europy pokazuje, że nie jesteśmy skazani na rządy skorumpowane i autorytarne, bo rząd Viktora Orbana niestety takim się stał po wielu latach – powiedział podczas konferencji prasowej w Seulu.

    Polityk podkreślił, że ma nadzieję, że relacje na linii Warszawa – Budapeszt będą “absolutnie wyjątkowe”. Wcześniej z kolei, w nocy, w mediach społecznościowych zamieścił krótki film, na którym widać, jak dzwoni do Magyara i gratuluje mu zwycięstwa.

    Węgry. TISZA Petera Magyara wygrywa wybory

    Niedzielne wybory na Węgrzech wygrała opozycyjna partia TISZA Petera Magyara. Po przeliczeniu niemal 99 proc. głosów uzyskała ona 53,06 proc. głosów i 138 mandatów w liczącym 199 posłów jednoizbowym parlamencie. Oznacza to, że uzyskała większość trzech czwartych, pozwalającą na zmianę konstytucji.

    Rządząca krajem przez ostatnie 16 lat partia Fidesz Viktora Orbana zdobyła natomiast 38,43 proc. głosów i 55 mandatów. Do parlamentu wejdzie także skrajnie prawicowa Mi Hazánk, która uzyskała 5,83 proc. i sześć mandatów.

    – Węgrzy dokonali wyboru i my go uszanujemy. Liczymy na utrzymanie pragmatycznych stosunków z nowymi władzami węgierskimi – zapewnił rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. Z kolei prezydent USA Donald Trump nie skomentował wyniku wyborów.

    Czarzasty w ”Graffiti” o działaniach Trumpa w Iranie: Mam gorzką satysfakcję, bo miałem rację

  • Iga Świątek pokazała zdjęcie sprzed lat. Posypały się komentarze

    Iga Świątek pokazała zdjęcie sprzed lat. Posypały się komentarze

    Iga Świątek wkracza w kolejny etap kariery. Tym razem pod wodzą Francisco Roiga sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa rozpocznie zmagania na WTA 500 Stuttgart, na ukochanej mączce. W poniedziałek na profilu Instagram Świątek ukazały się zdjęcia, które błyskawicznie uruchomiły falę komentarzy. “Nasza dziewczyna niewiele się zmieniła” – pisali kibice.
    Iga Świątek w niebieskiej koszulce i białej czapce, trzyma rakietę, w tle rozmyta widownia i niebieskie światła.

    Iga ŚwiątekRobert PrangeGetty Images

    Po pierwszej części sezonu na twardych kortach Iga Świątek podjęła bardzo ważne i trudne decyzje. Zakończyła współpracę z Wimem Fissettem, którego miejsce zajął Francisco Roig.

    Pod wodzą nowego szkoleniowca i samego Rafaela Nadala Polka trenowała na Majorce, gdzie przygotowywała się na ziemną część kampanii. To właśnie na mączce przez lata czuła się najlepiej. W końcu cztery tytuły Roland Garros nie wzięły się znikąd.

    Paweł Zatorski: Przez 16 lat przeżyłem wspaniałe i trudne chwilePolsat Sport

    Świątek opublikowała zdjęcie. I się zaczęło. Kibice ruszyli z reakcjami

    Obecnie nasza reprezentantka przebywa w Niemczech, gdzie lada moment rozpocznie zmagania na WTA 500 Stuttgart. To halowy turniej rozgrywany na sztucznej nawierzchni ziemnej, który Świątek wygrywała już dwukrotnie – w 2022 i 2023 roku.

    Okazuje się, że teraz firma Tecnifibre przygotowała dla 24-latki… nową rakietę. “Od jej pierwszej rakiety aż po tę, która jest wyłącznie jej – T-Fight IG. Ta sama pasja. Ta sama radość. Tylko kilka trofeów więcej zdobytych po drodze. Nowa rakieta T-Fight IG oddaje jej więź z kortem ziemnym – oraz cztery kultowe tytuły zdobyte na nim” – czytamy w najnowszym poście tenisistki, za pośrednictwem którego pochwaliła się nowym sprzętem.

    Przy okazji Iga Świątek odwzorowała swoje zdjęcie z dzieciństwa, na którym również dumnie dzierży rakietę wspomnianej marki. Fani błyskawicznie skomentowali obie fotografie.

    “Przestań, to jest takie urocze”, “Nasza dziewczyna niewiele się zmieniła”, “Najsłodsza rzecz, jaką dzisiaj widziałem”, “Cudowne wspomnienia z dzieciństwa i wiele więcej przed nami” – pisali w komentarzach internauci.

    Po latach gry biało-czarnym czy niebieskim modelem teraz Polka dumnie prezentuje się ze swoją nową, spersonalizowaną rakietą, którą Tecnifibre przygotowało właśnie dla niej. Już podczas treningów mogliśmy zobaczyć 24-latkę grającą odświeżonym sprzętem. Lada moment Raszynianka rozpocznie rywalizację w Stuttgarcie, gdzie w zeszłym roku na etapie ćwierćfinału zatrzymała ją Jelena Ostapenko.
    Zawodniczka tenisowa w sportowym stroju z czapką zasłania twarz dłońmi, wyrażając silne emocje po zakończonym meczu.

    Iga ŚwiątekAFP
    Zawodniczka tenisowa w białej koszulce z rakietą w ręku, patrząca do góry z wyrazem zdziwienia lub rozczarowania na twarzy, na tle niebieskiej tablicy z napisem.

    Iga ŚwiątekAndrew Schwartz/SIPAEast News
    Tenisistka w stroju sportowym z rakietą w ręku podczas meczu na korcie, z wyrazem emocji na twarzy, w tle rozmyte elementy hali z widocznym fragmentem napisu.

    Iga ŚwiątekAFP

    Tauron Gtk Gliwice – King Szczecin. Skrót meczu.