• Zawrzało po decyzji Igi Świątek. Ekspert ujawnia: Ludzie zwracają bilety

    Zawrzało po decyzji Igi Świątek. Ekspert ujawnia: Ludzie zwracają bilety

    Nieobecność Igi Świątek w meczu reprezentacji Polski z Ukrainą w kwalifikacjach Billie Jean King Cup wywołała spore poruszenie – zarówno w środowisku tenisowym, jak i wśród kibiców. Spotkanie zaplanowane na 10–11 kwietnia w Gliwicach miało być jednym z najważniejszych wydarzeń sezonu dla „Biało-Czerwonych”, jednak decyzja liderki polskiego tenisa znacząco zmieniła jego odbiór.

    24-letnia Świątek poinformowała 28 marca, że nie wystąpi w tym spotkaniu. W swoim komunikacie podkreśliła, że była to dla niej trudna decyzja, zwłaszcza że gra przed własną publicznością zawsze miała dla niej szczególne znaczenie. Zaznaczyła jednak, że ostatnie tygodnie były dla niej bardzo wymagające – nie tylko pod względem sportowym, ale również w kontekście zmian zachodzących w jej sztabie. Przyznała, że potrzebuje chwili, by uporządkować pewne sprawy i skupić się na spokojnej pracy treningowej.

    Skład reprezentacji Polski został ogłoszony wcześniej, 12 marca, i znalazły się w nim: Magda Linette, Maja Chwalińska, Katarzyna Kawa oraz Linda Klimovicova. Początkowo pozostawiono jedno wolne miejsce, które – jak wielu przypuszczało – miało przypaść właśnie Świątek. Ostatecznie jednak drużynę uzupełniła Martyna Kubka.

    Decyzja najlepszej polskiej tenisistki zbiegła się w czasie z jej sportowym kryzysem. Po niespodziewanej porażce z Magdą Linette w Miami Świątek zakończyła współpracę z trenerem Wimem Fissettem i do dziś nie ogłosiła nazwiska jego następcy. Wszystko wskazuje na to, że obecnie koncentruje się na odbudowie formy i pracy nad nowym etapem kariery.

    Brak Świątek w składzie mocno obniża szanse Polek – uważa Lech Sidor, trener i komentator tenisowy. Jego zdaniem drużyna jest wyraźnie osłabiona, szczególnie że nie wystąpi także Magdalena Fręch. W tej sytuacji rola liderki spadnie na Magdę Linette, jednak – jak podkreśla ekspert – rywalki przyjadą w najmocniejszym zestawieniu, z Eliną Switoliną i Martą Kostiuk na czele. Sidor nie ukrywa, że bez Świątek zwycięstwo Polski będzie bardzo trudne do osiągnięcia.

    Ekspert zwrócił również uwagę na pozasportowe skutki tej decyzji. Jego zdaniem brak największej gwiazdy znacząco wpłynął na zainteresowanie wydarzeniem. Pojawiły się informacje, że część kibiców zaczęła zwracać bilety lub odsprzedawać je na rynku wtórnym. Tym bardziej że wcześniej wokół organizacji meczu pojawiły się kontrowersje, m.in. związane z odwołaniem innego wydarzenia w hali PreZero Arena.

    Mimo rozczarowania Sidor podkreśla, że reprezentacja zasługuje na wsparcie. Przed Polkami trudne wyzwanie, ale stawka jest wysoka – awans do turnieju finałowego Billie Jean King Cup, który we wrześniu odbędzie się w Chinach.

  • Minęło 10 dni od triumfu Linette nad Świątek. Polka skreślona w Stanach

    Minęło 10 dni od triumfu Linette nad Świątek. Polka skreślona w Stanach

    W nocy z 19 na 20 marca, gdy w Polsce większość kibiców spała, na kortach Florydy doszło do nieoczekiwanego rozstrzygnięcia. Iga Świątek po raz pierwszy od ponad czterech lat przegrała swój inauguracyjny mecz w turnieju. Co więcej, uległa rodaczce – Magda Linette. Wkrótce potem zawodniczka z Raszyna zdecydowała się zakończyć współpracę z trenerem Wim Fissette. Tymczasem dla Linette przygoda w Miami zakończyła się dwa dni później.

    Poznanianka planowała jednak szybko wrócić na kort – już w poniedziałek miała zmierzyć się z McCartney Kessler w pierwszej rundzie turnieju WTA 500 w Charleston. Ostatecznie doszło jednak do niespodziewanego zwrotu wydarzeń.

    W spotkaniu drugiej rundy Miami Open Linette sensacyjnie pokonała Świątek. Choć pierwszą partię przegrała wyraźnie 1:6, w kolejnych dwóch setach odwróciła losy meczu i wyeliminowała wiceliderkę rankingu WTA. Ta porażka miała daleko idące konsekwencje – Świątek ogłosiła rozstanie z Fissette’em, rozpoczęła poszukiwania nowego szkoleniowca i zrezygnowała z występu w reprezentacji Polski przeciwko Ukrainie w Gliwicach.

    Linette z kolei odpadła w następnej rundzie, przegrywając z Alexandra Eala. W przeciwieństwie do Świątek planowała jeszcze jeden start przed powrotem do kraju – w turnieju WTA 500 w Charleston, rozgrywanym na zielonej mączce i z pulą nagród wynoszącą 2,3 miliona dolarów.

    Podczas losowania drabinki nazwisko Linette znalazło się wśród uczestniczek, jednak nie została rozstawiona – w odróżnieniu od Magdalena Fręch. Los nie był dla niej łaskawy, ponieważ trafiła na Kessler, zawodniczkę znajdującą się blisko niej w rankingu, ale wyjątkowo niewygodną. Obie tenisistki mierzyły się już dwukrotnie i za każdym razem górą była młodsza Amerykanka.

    Ostatecznie jednak Linette nie przystąpi do rywalizacji w Charleston. Już po losowaniu jej nazwisko zostało wykreślone z drabinki, a powodem okazała się choroba wirusowa. Jej miejsce zajmie jedna z zawodniczek z kwalifikacji, która zmierzy się z Kessler, a zwyciężczyni tego meczu trafi następnie na Janice Tjen.

    W tej sytuacji jedyną Polką w głównej części turnieju pozostaje Fręch, rozstawiona z numerem 11. Łodzianka rozpocznie rywalizację od drugiej rundy, gdzie zagra z Anna Bondar lub kwalifikantką. Co więcej, Fręch wystąpi także w deblu – właśnie w parze z Bondar.

    Warto dodać, że z udziału w turnieju w Charleston wcześniej wycofało się kilka znanych zawodniczek, w tym Amanda Anisimova, Jelena Ostapenko, Emma Navarro oraz Daria Kasatkina.

  • Polski trener potwierdza to, co mówiono o sztabie Świątek. To będzie zadanie nowego szkoleniowca

    Polski trener potwierdza to, co mówiono o sztabie Świątek. To będzie zadanie nowego szkoleniowca

    Iga Świątek wciąż nie ujawniła, kto zostanie jej nowym trenerem, a w mediach regularnie pojawiają się kolejne nazwiska potencjalnych kandydatów. Głos w tej sprawie zabrał Tomasz Iwański, który w rozmowie z PAP podkreślił, że czwarta rakieta świata nie musi koniecznie szukać szkoleniowca o głośnym nazwisku. Jego zdaniem kluczowe jest znalezienie osoby, która odnajdzie się w obecnym układzie jej sztabu i będzie potrafiła skutecznie współpracować z jego członkami.

    Po nieudanym występie w turnieju WTA 1000 w Miami Świątek zdecydowała się zakończyć współpracę z Wimem Fissettem i obecnie pozostaje bez trenera. Taka sytuacja nie potrwa jednak długo – można się spodziewać, że w najbliższym czasie Polka ogłosi nazwisko nowego szkoleniowca. Wśród najczęściej wymienianych kandydatów pojawiają się m.in. Dawid Celt oraz Francisco Roig.

    Bez względu na to, kto obejmie tę funkcję, będzie musiał nie tylko pomóc tenisistce wrócić do najwyższej formy, ale również dopasować się do jasno określonej struktury w jej zespole. Istotną rolę odgrywa w nim Daria Abramowicz, co wcześniej podkreślał ekspert tenisowy Adam Romer. Odnosząc się do kandydatury Roiga, zauważył, że doświadczony Hiszpan doskonale zdaje sobie sprawę z realiów, w jakich przyszłoby mu pracować.

    – Nie można odmówić Roigowi autorytetu, jest w tym środowisku od lat. Wie też, że w tym układzie kluczową postacią pozostaje Daria Abramowicz. Nie każdy trener byłby skłonny to zaakceptować, ale z drugiej strony praca z tak wybitną zawodniczką jak Świątek to ogromna szansa, więc takie warunki wpisuje się w koszty – zaznaczył Romer.

    W podobnym tonie wypowiedział się Tomasz Iwański. Były szkoleniowiec m.in. Nadii Pietrowej i Kamila Majchrzaka uważa, że najważniejsze nie jest nazwisko trenera, lecz jego zdolność do współpracy z otoczeniem zawodniczki. Chodzi zarówno o Darię Abramowicz, jak i pozostałych członków sztabu, w tym Macieja Ryszczuka.

    – Jeśli Iga nie planuje większych zmian w swoim zespole, potrzebuje kogoś, kto będzie potrafił się z nim porozumieć i uporządkować pewne elementy. W ostatnim czasie w jej grze pojawiło się sporo chaosu – ocenił Iwański.

    Szkoleniowiec zasugerował również, że proces poszukiwania nowego trenera rozpoczął się znacznie wcześniej, jeszcze przed zakończeniem współpracy z Fissettem.

    – Nie sądzę, by Iga zaczęła rozglądać się za trenerem dopiero w dniu rozstania z Wimem. Takie decyzje dojrzewają wcześniej. W cały proces zaangażowani są menedżerowie, ale też sami zawodnicy, którzy przez lata kariery budują sieć kontaktów – podsumował.

  • Jest oficjalne potwiedzenie. Świątek traci kolejną pozycję

    Jest oficjalne potwiedzenie. Świątek traci kolejną pozycję

    W poniedziałek ukazało się najnowsze notowanie rankingu WTA. Iga Świątek po raz drugi z rzędu spadła o jedno miejsce w światowym zestawieniu. Jak przedstawia się sytuacja jej oraz innych reprezentantek Polski?

    Po turnieju w Indian Wells Iga Świątek spadła z drugiego na trzecie miejsce. Po występie w Miami wypadła z podium. W poniedziałek WTA opublikowała najnowszy ranking, w którym Polka przesunęła się z trzeciej na czwartą lokatę. Stało się tak, ponieważ wyprzedziła ją Coco Gauff, która na Florydzie dotarła do finału.

    Świątek przegrała w Miami już w II rundzie, a jej pogromczynią okazała się Magda Linette. Nie powtórzyła tym samym zeszłorocznego ćwierćfinału i straciła kolejne punkty. W najnowszym notowaniu klasyfikacji WTA Gauff wyprzedza ją o zaledwie 15 punktów, ale to ona jest na najniższym stopniu podium.

    ZOBACZ WIDEO: “Dzięki, Kamil!”. Ludzie polskiego sportu oddają hołd Stochowi

    Na czele rankingu WTA pozostała Aryna Sabalenka. Białorusinka po raz drugi z rzędu wygrała Miami Open i tym samym obroniła 1000 punktów. W jej dorobku 11025 punktów. Na drugim miejscu umocniła się Kazaszka Jelena Rybakina, którą Sabalenka pokonała w czwartkowym półfinale.

    Amerykanka Jessica Pegula nie powtórzyła zeszłorocznego finału, ale pozostała piątą rakietą świata. Szósta jest jej rodaczka Amanda Anisimova. Na siódmą pozycję awansowała Ukrainka Elina Switolina, która wyprzedziła Włoszkę Jasmine Paolini. Top 10 zamykają dwie zdolne tenisistki, Kanadyjka Victoria Mboko i Rosjanka Mirra Andriejewa.

    Magdalena Fręch bez powodzenia grała na Florydzie i dlatego spadła w rankingu z 37. na 38. pozycję. Z kolei Magda Linette po zwycięstwie nad Świątek odpadła w III rundzie. Ponieważ w zeszłym roku była w ćwierćfinale turnieju w Miami, zaliczyła spadek z 50. na 57. lokatę.

    Katarzyna Kawa przesunęła się ze 131. na 132. pozycję. Za jej plecami znalazła się Maja Chwalińska, która osunęła się w dół o pięć miejsc. Spadek zanotowała również Linda Klimovicova, która ostatnie dwa tygodnie spędziła w Słowenii. Polka jest aktualnie 154. rakietą świata.

    Liderką rankingu deblistek pozostała Belgijka Elise Mertens. Mistrzyniami Miami Open zostały Katerina Siniakova i Taylor Townsend. Czeszka utrzymała dzięki temu drugą pozycję, a Amerykanka awansowała na piątą. Trzecie miejsce zajmują Włoszki Sara Errani i Jasmine Paolini, które przegrały w niedzielnym finale. Najlepsza z Polek, Katarzyna Piter, awansowała na 69. lokatę.

    W tym tygodniu zostaną rozegrane dwa turnieje głównego cyklu. Tenisistki będą mogły rywalizować w Charleston (WTA 500) i Bogocie (WTA 250).

    Notowanie WTA w grze pojedynczej:
    1. Aryna Sabalenka 11025 pkt
    2. Jelena Rybakina (Kazachstan) 8108
    3. Coco Gauff (USA) 7278
    4. Iga Świątek (Polska) 7263
    5. Jessica Pegula (USA) 6243
    6. Amanda Anisimova (USA) 6180
    7. Elina Switolina (Ukraina) 3965
    8. Jasmine Paolini (Włochy) 3907
    9. Victoria Mboko (Kanada) 3531
    10. Mirra Andriejewa 3121
    11. Karolina Muchova (Czechy) 2993
    12. Belinda Bencić (Szwajcaria) 2983
    13. Jekaterina Aleksandrowa 2973
    14. Linda Noskova (Czechy) 2801
    15. Naomi Osaka (Japonia) 2324
    16. Iva Jović (USA) 2105
    17. Clara Tauson (Dania) 2040
    18. Madison Keys (USA) 2026
    19. Diana Sznaider 1953
    20. Elise Mertens (Belgia) 1936

    38. Magdalena Fręch (Polska) 1348
    57. Magda Linette (Polska) 1059
    132. Katarzyna Kawa (Polska) 588
    133. Maja Chwalińska (Polska) 584
    154. Linda Klimovicova (Polska) 490
    283. Martyna Kubka (Polska) 236

  • Jedno zdanie wystarczyło. Tak Hiszpanie ocenili Pajor po El Clasico

    Jedno zdanie wystarczyło. Tak Hiszpanie ocenili Pajor po El Clasico

    FC Barcelona odniosła kolejne zwycięstwo nad Realem Madryt w tym sezonie. W niedzielny wieczór triumfowała 3:0, ale tym razem Ewa Pajor nie miała większego wpływu na wynik. Zaliczyła dość dyskretny występ, o czym piszą hiszpańskie media. Jedno zdanie wystarczyło, by podsumować jej postawę.
    Ewa Pajor
    X.com/screen

    FC Barcelona była faworytem do zwycięstwa z Realem Madryt. Obie drużyny mierzyły się kilka dni temu, w Lidze Mistrzyń, i górą były właśnie Katalonki – 6:2. Ba, dwa trafienia zdobyła Ewa Pajor. Tym razem na boisku od pierwszego gwizdka jej zabrakło. Weszła dopiero na 20 minut przed końcem, zmieniając Salmę Paralluelo. Wówczas Barcelona prowadziła 3:0 i takim też rezultatem zakończył się mecz.

    Zobacz wideo Czy to był ostatni mecz Lewandowskiego? Kosecki: On jest zawsze tam, gdzie Polska go potrzebuje. Jest nie do zastąpienia!
    Ewa Pajor niewidoczna. Hiszpanie chwalą rywalki

    Tym razem Pajor gola ani asysty zdobyć się nie udało. Nie miała też wielu sytuacji bramkowych, co wpłynęło na jej ocenę po meczu. Portal flashscore.pl wystawił jej “6,6” w 10-stopniowej skali, co było dość przeciętną notą. Nie miała jednak zbyt wiele czasu, by pokazać umiejętności strzeleckie. A jak oceniły ją hiszpańskie media?

    “Mundo Deportivo” napisało ledwie kilka słów w sprawie jej występu. “Skryta” – czytamy. “Jakim luksusem jest możliwość zatrzymania najlepszego strzelca w El Clasico” – dodali dziennikarze, podkreślając, że Real nie dał się rozpędzić Polce, która jest jednym z największych katów tego zespołu. Do niedzielnego wieczora to właśnie 29-latka dzierżyła miano najskuteczniejszej strzelczyni w historii kobiecych El Clasico, ex-aequo z Alexią Putellas. Miały po 13 trafień. W ostatnim meczu Hiszpanka trafiła jednak do siatki, zostając samodzielną liderką.

    Zobacz też: Hajto wprost o Pietuszewskim. “Nie mówię, żeby mu pomnik stawiać, ale…”.
    Niesamowite statystyki Barcelony

    Dzięki niedzielnemu zwycięstwu Katalonki umocniły się na prowadzeniu hiszpańskiej ligi. Mają aż 13 punktów więcej od Realu i tytuł jest praktycznie w ich rękach. Mogą go zgarnąć już w poniedziałek 6 kwietnia. Jak podają media, potrzebne do tego jest zwycięstwo z Levante Badalona i porażka bądź remis Realu z Madrid CFF. Wrażenie robi także bilans bramkowy – Barcelona straciła tylko sześć goli w lidze, a strzeliła aż… 106! 16 z tych trafień to zasługa naszej rodaczki.

  • Ewa Pajor pozbawiona rekordu w Madrycie. Hitowe El Clasico rozstrzygnięte trzema golami

    Ewa Pajor pozbawiona rekordu w Madrycie. Hitowe El Clasico rozstrzygnięte trzema golami

    Ewa Pajor uwielbia grać w El Clasico. Polka po ostatnim występie w Lidze Mistrzów stała się najlepszą strzelczynią w historii tych spotkań. Szansę na poprawę dorobku dostała błyskawicznie, bo już w kolejnym spotkaniu. W ramach 24. kolejki ligi hiszpańskiej w Madrycie Barcelona znów zmierzyła się z Realem, a Polka zaczęła mecz na ławce. Pajor weszła na murawę w 70. minucie przy wyniku 0:3 i ten już się nie zmienił. Barcelona ponownie zatriumfowała w starciu z Realem Madryt.
    Ewa Pajor

    Ewa PajorIMAGO/Joan GosaEast News

    O ile w rywalizacji Realu Madryt z FC Barcelona wśród panów mamy względny remis, o tyle w przypadku pań istnieje tak naprawdę tylko jedna strona – ta katalońska. Wystarczy napisać, że na ostatnie 10 meczów piłkarki Barcelony wygrały aż dziewięciokrotnie, a wielki udział w tym miała Ewa Pajor.

    Polka w Katalonii jest dość krótko, ale już napisała nową kartę w historii żeńskich El Clasico. W niedawnym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów w Madrycie Pajor popisała się dubletem. Były to jej odpowiednio 12 i 13 gol w historii rywalizacji z zespołem “Las Blancas”.

    FC Barcelona triumfuje w Madrycie. Pajor weszła z ławki

    Dzięki temu napastniczka reprezentacji Polski stała się najskuteczniejszą piłkarką w historii kobiecych El Clasico razem z Alexią Putellas. Szansę na poprawę dorobku bramkowego dostała błyskawicznie. Po ledwie czterech dniach zawodniczki z Barcelony ponownie zawitały do Madrytu, aby zmierzyć się z rywalkami z Realu.

    Tym razem w ramach 24. kolejki ligi hiszpańskiej. Różnica w tabeli wynosiła przed spotkaniem 10 oczek na rzecz przyjezdnych. Być może dlatego Pajor zaczęła jako rezerwowa. Brak Polki był widoczny w grze Barcelony. Mimo tego to właśnie przyjezdne wyszły na prowadzenie.

    W 18. minucie na strzał z dystansu zdecydowała się Ona Battle. Piłka po kopnięciu defensorki odbiła się od jednej z zawodniczek Realu i wpadła do bramki. Niedługo później dobrą okazję miała zmienniczka Pajor – Paralluelo. 22-latka otrzymała dobre dośrodkowanie w pole karne.

    Nie zdołała się jednak złożyć odpowiednio do strzału i tę szansę zaprzepaściła. Real właściwie nie odpowiedział niczym. Do przerwy Barcelona prowadziła 1:0 i mogła mieć poczucie absolutnej kontroli. Druga połowa rozpoczęła się bez żadnych zmian personalnych w obu zespołach.

    Widać było jednak zmianę nastawienia w grze Realu. Na nic się ona jednak zdała, bo Barcelona już w 51. minucie podwyższyła prowadzenie. Zrobiła to Alexia Putellas, która tym samym strzeliła czternastego gola w El Clasico i i wyprzedziła pod tym względem Ewę Pajor.

    To nie był koniec. Już w 55. minucie Barcelona prowadziła 3:0. Tym razem samobójczym trafieniem “popisała się” Lakrar. Jakby tego było mało w 70. minucie na boisku zameldowała się Ewa Pajor. Polka już po minucie miała bardzo dobrą okazję, którą jednak zmarnowała. Wiele więcej już się nie wydarzyło. Barcelona wygrała ostatecznie 3:0 i śrubuje świetną serię w meczach bezpośrednich.
    0 – 3
    Piłkarka FC Barcelony w stroju klubowym wyraża radość po zdobyciu gola, w tle widoczny fragment meczu na ekranie z sytuacją podbramkową.

    Ewa Pajor strzeliła szesnastego gola w obecnie trwającym sezonie ligi hiszpańskiejUrbanandsport / youtube.com/@ligaf_oficialAFP
    Zawodniczka drużyny FC Barcelona w stroju sportowym z widocznym logotypem klubu oraz sponsora, wykonuje gest triumfu unosząc zaciśniętą pięść, na jej twarzy widać silne emocje i determinację.

    Ewa Pajor jest liderką Barcelony. Przed nią starcie z Realem MadrytUrbanandsportEast News
    Piłkarka w stroju drużyny FC Barcelona z uśmiechem na twarzy unosi rękę w geście triumfu podczas meczu, w tle rozmyte sylwetki i ciemne trybuny stadionu.

    Ewa Pajor cieszyła się z kolejnego zwycięstwa FC BarcelonyIMAGO/Joan GosaEast News

    “Czekamy na drugiego Lewandowskiego”. Co za słowa Hajty o Pietuszewskim.

  • Głośno o tym, co zrobił Nawrocki. Padł zarzut. “Zagranie pod publiczkę”

    Głośno o tym, co zrobił Nawrocki. Padł zarzut. “Zagranie pod publiczkę”

    Tomasz Frankowski: – Że już gorzej być nie może, bo i tak wyglądaliśmy słabo w tym spotkaniu, ale wciąż zachowywaliśmy szanse na awans. Stracona bramka tuż przed przerwą podłamała jeszcze bardziej zespół, po którym i tak widać było, że nie wierzy w swoje umiejętności. Dobrze, że potem nastąpiła dobra rozmowa w szatni. Jak to się mówi, lepiej stracić bramkę w 44. niż w 46. minucie, tuż po powrocie na murawę, gdy burzy to cały twój plan. Więc było tu trochę szczęścia w nieszczęściu. W przerwie – przypuszczam – doszło do słusznej analizy. Nastąpiła zmiana Filipa Rózgi – do którego nie mam pretensji – na Oskara Pietuszewskiego i ten zespół w drugiej połowie wyglądał zgoła inaczej, czego efektem były te dwie bramki naszych dwóch gwiazd.

    I ta reakcja cieszyła, bo – nie wiem, czy pan się zgodzi – ale moim zdaniem nasza kadra w ostatnim czasie miała mentalność z papieru i jej pewność siebie potrafił zdmuchnąć nawet najmniejszy powiew niepowodzeń. Nie mówiąc już o zwycięstwach po tym, gdy pierwsi traciliśmy bramkę, czego kompletnie nie mieliśmy w zwyczaju.

    – Przede wszystkim smutne, że zespół nie wyglądał od pierwszej minuty, tak jak od 46.

    Może z wyłączeniem pierwszego kwadransa.

    – To prawda. Pierwsze 10 minut imponowało, w mecz weszliśmy bardzo dobrze, ale krótko to trwało i to raczej nie wina Polaków, a zasługa Albańczyków, którzy wzięli się w garść, odparli atak i zaczęli grać w piłkę, prowadząc ofensywę na naszą bramkę. A my dawaliśmy im pole do popisu. Chodzi mi zwłaszcza o obrońców, ale i pomocników, którzy łatwo tracili piłkę przy próbach rozegrania. Na tym polu zawodził zwłaszcza Matty Cash, który kilkukrotnie zagrał niedokładnie. Stracona bramka była tego efektem.

    Wrócił Jan Bednarek ze starych, kiepskich lat – chciałoby się powiedzieć…

    – Niestety. Wszyscy mają oczy i widzą. Jan też zdaje sobie sprawę z tego, że taki kiks nie przystoi reprezentantowi Polski.. Ale chwała, że nastąpiła pozytywna reakcja. I w tym trudnym, zamkniętym meczu, w którym Robert był pieczołowicie kryty i nie mógł sobie dać rady, w końcu w 63. minucie dokonał przełomu. Co nie było łatwe.

    Bo wcześniej musiał zdemolować w powietrzu kryjącego go rywala.

    – I to dosłownie. A Robert to zrobił. Dał nadzieję. A z kolei Piotr Zieliński dał awans.

    Padło nazwisko Oskara Pietuszewskiego. Był to – pana zdaniem – debiut dobry czy bardzo dobry?

    – Bardzo przyzwoity. Nie zapominajmy, że on nie ma 25 czy nawet 20 lat, a dopiero 17. Niejeden powiedziałby więc, że było to genialne wejście, bo robi wiatr, porusza trybuny i mimo, że czasem wygląda jak “jeździec bez głowy”, gdy porywa się na dwóch obrońców, tracąc piłkę, to blisko od roku to przynosi efekty. Najpierw w Jagielloni Białystok, potem w FC Porto i w końcu także w reprezentacji Polski, do której wszedł z futryną. Bramki bezpośrednio nie wypracował, ale na pewno miał wkład w to zwycięstwo.

    To jednak Robert Lewandowski dał sygnał do ataku swoją arcyważną i trudną do zdobycia bramką. Powinniśmy się cieszyć, że wciąż to robi czy raczej martwić tym, że ciągle musi tego dokonywać?

    – Nie ma wyboru. Po prostu jest kapitanem i naszą podstawową “dziewiątką”. Więc ma obowiązki “dziewiątki” i kapitana. A że potrafi to robić, to tylko chwała mu za to. Ale jest to piłkarz, którego pewnie docenimy znacznie bardziej, gdy skończy karierę. Jest to akurat mój kolega po fachu, więc wiem, co mówię.

    Patrząc na jego emocjonalną reakcję po meczu… Myśli pan, że mógł być to jego ostatni mecz w kadrze na Stadionie Narodowym?

    – Zdawał sobie sprawę, że to realny scenariusz. Widziałem, jak po meczu szedł całkiem wyobcowany, jakby obok polskiej drużyny. Więc może gdzieś podświadomie odczuwa, co się może wydarzyć po meczu w Szwecji, jeśli ten nie pójdzie po naszej myśli. I niewykluczone, że już gdzieś w głowie przygotowuje się do decyzji o zakończeniu reprezentacyjnej kariery.

    A skoro mowa o pana byłym fachu, nie martwi pana obecny stan ataku naszej reprezentacji?

    – Cóż, to prawda, że jest Robert i cała reszta lata świetlne za nim. Ale nie ma co ukrywać, już od 20 lat zmagam się z tego typu pytaniami, od kiedy sam zakończyłem piłkarską karierę. Zawsze był problem z tym, co będzie, gdy ja przestanę grać w kadrze, gdy odejdzie Maciek Żurawski czy Emmanuel Olisadebe, potem Artur Wichniarek i kolejny napastnicy, grający w reprezentacji. Ale zawsze rodzą się talenty, które mając wokół siebie piłkarzy potrafiących grać w piłkę, potwierdzają swoją jakość. Faktycznie, wokół Roberta kręci się gra ofensywna już od 15 lat, ale ci, którzy wokół niego grali, też potrafili być skuteczni. Że wspomnę Arkadiusza Milika, Karola Świderskiego czy Krzysztofa Piątka. Więc na razie nie wyprzedzajmy czasów. Mamy jeden mecz, który dzieli nas od mundialu i który musimy wygrać lub nawet zremisować, a potem być bardziej skuteczni w rzutach karnych.

    No właśnie, jak pan patrzy na mecz ze Szwecją? Zdaje się, że nie jedziemy tam w roli faworyta, ale jednak z szansami na awans.

    – Tak. Wygrać nie musimy. Może to być zwycięski remis, jak przed dwoma laty z Walią. Szanse rozkładają się 50 na 50. Zdajemy sobie sprawę, że Szwedzi dostali się do baraży “tylnymi drzwiami”, czyli poprzez zwycięstwo w dywizji C Ligi Narodów. Eliminacje kompletnie zawalili, ale te eliminacje skończyły się pół roku temu. W międzyczasie zmienili trenera. W spotkaniu z Ukrainą Szwedzi udowodnili, że są już innym zespołem. Mają ofensywnych piłkarzy, o których wiedzieliśmy, że są groźni. Viktor Gyokeres i Anthony Elanga są po prostu świetni. A my musimy ich wykluczyć z gry. Więc liczę na to, że Jan Bednarek i Jakub Kiwior zagrają jak w FC Porto, a nie jak ostatnio z Albanią. Są do tego zdolni. Mam nadzieję, że cała nasza obrona na PGE Narodowym wyczerpała limit błędów przeznaczony na całe baraże i zobaczymy już nieco inne oblicze reprezentacji Polski.

    – Nie ma co ukrywać, że decyzje i posunięcia prezydenta Karola Nawrockiego są kontrowersyjne, by nie powiedzieć niewłaściwe. Przynajmniej w mojej opinii. Ta wizyta w szatni naszych piłkarzy, podobnie jak to było wcześniej w przypadku koszykarzy, to zagranie ewidentnie pod publiczkę. Oczywiście, wiemy, z jakiego światka wywodzi się prezydent, więc przyśpiewki nie są mu obce. Ale na temat Karola Nawrockiego w kontekście sportu wolałbym się nie rozwijać, bo są ważniejsze sprawy dla bezpieczniejsza naszego kraju i jego weta, w tym przede wszystkim to dotyczące programu SAFE czy zupełnie niepotrzebna wizyta na Węgrzech w celu wsparcia prorosyjskiego Premiera Orbana.
    Piłkarz w czerwonej koszulce z godłem Polski siedzi przy stole konferencyjnym, trzyma rękę przy ustach, w tle tablica z logotypami sponsorów oraz mikrofony.

    Robert LewandowskiAFP
    mężczyzna w garniturze z białą koszulą i czerwonym krawatem, uśmiechnięty, w tle jasne drzwi

    Karol NawrockiTomasz Jastrzebowski/REPORTEREast News

    Jak będzie wyglądał mecz Szwecja – Polska? Eksperci prognozują.

  • Nokaut. Ranking WTA już zaktualizowany

    Nokaut. Ranking WTA już zaktualizowany

    Aryna Sabalenka ponownie najlepsza. Tym razem liderka rankingu WTA świętowała zwycięstwo w turnieju w Miami. Mizerne pocieszenie dla czwartej Igi Świątek jest takie, że pokonana w finale Coco Gauff nie oddaliła się od niej.

    Aryna Sabalenka wystartowała w turniejach na kortach twardych w USA po Australian Open. Białorusinki brakowało w rywalizacji w imprezach na Bliskim Wschodzie, ale już w Stanach Zjednoczonych zaprezentowała rewelacyjną formę.

    Sabalenka była najlepsza zarówno w Indian Wells i w Miami. Akurat na Florydzie broniła punktów za zwycięstwie w poprzednim sezonie, więc cieszy się podtrzymaniem dorobku. Wynosi on 11025 punktów. Sabalenka dominuje w klasyfikacji, jest bezkonkurencyjną liderką.

    Za Aryną Sabalenką na drugim miejscu jest Jelena Rybakina z 8108 punktami.

    ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Gol z połowy boiska. Można oglądać i oglądać

    Już sam awans do finału Coco Gauff oznaczał, że Amerykanka weszła w rankingu na żywo na trzecie miejsce przed Igę Świątek. Jej przewaga nad Polką jest niewielka, ponieważ 15-punktowa. W sobotę ani drgnęła z powodu porażki Coco Gauff w trzysetowym finale.

    Przypomnijmy, że Iga Świątek odpadła w Miami po jednym meczu w drugiej rundzie w Magdą Linette, stąd strata 150 punktów.

    Zobacz sytuację w rankingu WTA po turnieju w Miami:
    Punkty Zysk/strata w Miami
    1. Aryna Sabalenka 11025 –
    2. Jelena Rybakina 8108 +325
    3. Coco Gauff 7278 +530
    4. Iga Świątek 7263 -150
    5. Jessica Pegula 6243 -425

  • Wielka radość w domu mistrzyni WTA Finals. Wraz z ukochanym ogłaszają

    Wielka radość w domu mistrzyni WTA Finals. Wraz z ukochanym ogłaszają

    Caroline Garcia rozpoczyna nowy etap w życiu. Była gwiazda światowego tenisa, która w ubiegłym roku zakończyła karierę, ogłosiła radosną nowinę – już wkrótce po raz pierwszy zostanie mamą. Na reakcję ze świata nie trzeba było czekać – rywalki błyskawicznie pospieszyły z gratulacjami.
    Caroline Garcia zostanie mamą

    Caroline Garcia zostanie mamąInstagram/carogarcia, Franck FIFEAFP

    Caroline Garcia to jedna z najbardziej utytułowanych francuskich tenisistek ostatnich lat. W trakcie swojej kariery sięgała po zwycięstwa w prestiżowych turniejach WTA, była notowana w czołówce światowego rankingu i dała się poznać jako zawodniczka o niezwykle ofensywnym stylu gry. Na koncie ma m.in. triumf w WTA Finals, a także sukcesy w grze podwójnej, w tym triumfy wielkoszlemowe, które na stałe zapisały ją w historii dyscypliny. Przez lata rywalizowała z najlepszymi tenisistkami świata, w tym m.in. z Igą Świątek, dostarczając kibicom wielu emocjonujących pojedynków.

    W ubiegłym roku Francuzka oficjalnie zakończyła swoją sportową karierę i przeszła na emeryturę. Decyzję tę zapowiedziała już w maju 2025 roku, informując, że po występie w US Open zamknie zawodowy rozdział życia. Podkreślała wtedy, że po kilkunastu latach rywalizacji na najwyższym poziomie i dekadach podporządkowania codzienności tenisowi czuje gotowość na zmiany. Zaznaczała jednak, że zanim to nastąpi, chce jeszcze w pełni przeżyć ostatnie turnieje i godnie pożegnać się z kortem.

    Jeszcze przed przejściem na sportową emeryturę życie prywatne francuskiej gwiazdy nabrało tempa. W lipcu 2025 roku poślubiła Borję Durana, z którym związana jest od 2023 roku, rozpoczynając nowy etap u boku ukochanego. Teraz Garcia ogłosiła, że przed nią i jej wybrankiem kolejny, niezwykle ekscytujący rozdział.

    Caroline Garcia zostanie mamą. “Rodzina się powiększa”

    W niedzielę 29 marca Caroline Garcia opublikowała w mediach społecznościowych wpis, w którym wraz z mężem przekazali światu radosne wieści. Podzielili się oni zdjęciami zrobionymi na plaży, na których zauważyć można… zaokrąglony brzuch tenisistki oraz zdjęcia wykonane podczas badania USG. “Rodzina się powiększa” – napisali w krótkim, ale wymownym opisie.

    Pod postem natychmiast pojawiła się fala gratulacji i ciepłych słów. Wśród osób, które publicznie wyraziły radość, znalazły się również znane tenisistki, w tym m.in. Ons Jabeur, Paula Badosa, Danielle Collins, Jasmine Paolini oraz Garbine Muguruza. Wszystko wskazuje na to, że dla Caroline Garcii zaczyna się jeden z najpiękniejszych etapów życia – już nie na korcie, lecz poza nim.
    Caroline Garcia

    Caroline GarciaCarmen Mandato / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Caroline Garcia

    Caroline GarciaALEXANDRE MARTINS / Alexandre Martins / DPPI via AFPAFP
    Caroline Garcia

    Caroline GarciaBERTRAND GUAY / AFPAFP

    Alexander Zverev – Jannik Sinner. Skrót meczu.

  • Pożegnalny skok Kamila Stocha, a tu taki gest. Poruszający komunikat FIS

    Pożegnalny skok Kamila Stocha, a tu taki gest. Poruszający komunikat FIS

    Kariera Kamil Stoch dobiegła końca. W niedzielne przedpołudnie w Planica świat skoków narciarskich pożegnał jednego z najwybitniejszych zawodników w historii tej dyscypliny. Trzykrotny mistrz olimpijski zakończył swoją sportową drogę, a wyjątkowy hołd oddała mu również FIS, publikując w mediach społecznościowych specjalny materiał wideo z najważniejszymi momentami jego kariery.

    Stoch zadebiutował w Pucharze Świata 17 stycznia 2004 roku w Zakopane, zajmując 49. miejsce. Już rok później pokazał swój potencjał, zdobywając pierwsze punkty i zajmując wysoką, siódmą lokatę podczas próby przedolimpijskiej w Pragelato. Na pierwsze zwycięstwo w cyklu musiał jednak jeszcze poczekać – przyszło ono w Zakopanem i miało wymiar symboliczny. W tym samym czasie swój ostatni sezon kończył Adam Małysz. Po jego upadku w pierwszej serii konkursu to właśnie młodszy kolega sięgnął po triumf, co wielu odebrało jako przekazanie pałeczki lidera polskich skoków.

    Przez ponad dwie dekady Stoch zapisał się złotymi zgłoskami w historii sportu. Na swoim koncie zgromadził trzy złote medale olimpijskie, dwa tytuły mistrza świata, dwie Kryształowe Kule za triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata oraz trzy zwycięstwa w prestiżowym Turniej Czterech Skoczni.

    Ostatni rozdział tej imponującej kariery rozegrał się ponownie w Planicy. Stoch jako jedyny reprezentant Polski wystąpił w finałowym konkursie sezonu, przeznaczonym dla najlepszej trzydziestki klasyfikacji generalnej. W pierwszej serii uzyskał 193 metry, co dało mu 30. miejsce na półmetku.

    Drugą serię rozpoczynał jako pierwszy – oddając tym samym swój ostatni skok w karierze. W tej wyjątkowej chwili towarzyszyła mu żona, Ewa Bilan-Stoch, która pojawiła się na belce startowej i symbolicznie wypuściła go na rozbieg. W finałowej próbie osiągnął 190 metrów, zamykając tym samym swoją wieloletnią przygodę ze skokami.

    Na dole czekali na niego najbliżsi oraz koledzy z reprezentacji, którzy wspólnie uczcili zakończenie jego kariery. Swój hołd oddała także FIS, publikując pożegnalny film ukazujący drogę Stocha – od pierwszych kroków w sporcie, przez debiut i triumf w Zakopanem, sukcesy w Turnieju Czterech Skoczni, aż po rekordowe loty w Planicy i japońskim Sapporo.

    https://x.com/FISskijumping/status/2038183976280506741?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2038183976280506741%7Ctwgr%5E28702a7fdd9a306c8a57f03b21e00be1ff52001a%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Fskoki-narciarskie%2Fnews-pozegnalny-skok-kamila-stocha-a-tu-taki-gest-poruszajacy-komnId23320326