• Francuzi ogłaszają nazwisko nowego trenera Igi Świątek. Koniec historii

    Francuzi ogłaszają nazwisko nowego trenera Igi Świątek. Koniec historii

    Opinia publiczna jest w trakcie oczekiwania na ogłoszenie Igi Świątek, który trener zostanie jej nowym szkoleniowcem po odejściu Belga Wima Fissette’a. Od kilku dni za faworyta do tej roli uchodził były trener Rafaela Nadala, słynny fachowiec z Hiszpanii. Dzisiaj francuski dziennik L’Equipe nie tylko połączył kropki, ale wprost ogłosił imię i nazwisko uznanego szkoleniowca, który ma objąć kluczową rolę w teamie polskiej gwiazdy. Jest nim Francisco Roig.
    Francuzi ogłaszają nazwisko nowego trenera Igi Świątek. Koniec krótkiej historii

    Iga ŚwiątekMATTHEW STOCKMAN / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP / ELSA / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

    Dokładnie tydzień temu informacje, które nieco wcześniej nieśmiało zaczęły krążyć, doczekały się ujawnienia przez polskie media. Interia donosiła, powołując się na informacje pozyskane przez Przegląd Sportowy Onet, że słynny hiszpański trener Francisco Roig jest bardzo poważnym kandydatem na nowego szkoleniowca Igi Świątek.

    Media: Iga Świątek wybrała nowego trenera

    – Ma doświadczenie w pracy z wielkimi graczami, a najlepszym przykładem jest Rafael Nadal. Wie, jak radzić sobie z taką gwiazdą jak Iga. Był już w takiej sytuacji, więc jestem pewien, że świetnie by sobie poradził – mówił cytowany Pedro de Pablos Garcia, dziennikarz publikujący w “Marce” i serwisie Punto de Break.

    Rozmówcy Interii widzieli innych kandydatów, Piotr Woźniacki wskazywał na wagę pracy w tym konkretnym momencie z fachowcem z Polski, bezpośrednio typując Dawida Celta. Z kolei Paweł Strauss uważał, że polski klucz byłby trafny, ale tak zdecydowanie nie uznał, że kapitan reprezentacji Polski byłby skrojony pod wymagania Świątek. I czwarta tenisistka świata, sześciokrotna triumfatorka Wielkich Szlemów, zdaje się iść zupełnie innym torem.

    Emocje i słuszność podejrzeń, że może chodzi o Roiga, podgrzał kierunek obrany przez raszyniankę. Udała się do Akademii Rafaela Nadala, by rozpocząć przygotowania do sezonu na kortach ziemnych. Teraz francuski dziennik L’Equipe jest pewny: nowym trenerem Świątek będzie właśnie Francisco Roig!

    “Giovanni Mpetshi Perricard, którego przez niecały miesiąc trenował Francisco Roig, były trener Rafaela Nadala, zakończył współpracę, ponieważ Hiszpan dołączył do sztabu Igi Świątek” – ustalił prestiżowy dziennik.

    Więcej wkrótce…
    Tenisistka w białej koszulce bez rękawów i fioletowej czapce z daszkiem trzyma ręcznik i wskazuje palcem w dół, wydaje się być zaangażowana w rozmowę; w tle rozmazane, niebieskie elementy kortu tenisowego.

    Iga ŚwiątekElla Ling/ShutterstockEast News
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem wyraża silne emocje, szeroko otwierając usta i zaciskając szczękę podczas meczu.

    Iga Świątek Aaron FavilaEast News

    Iga Świątek/Casper Ruud – Jelena Rybakina/Taylor Fritz.

  • Kulesza zdecydował ws. przyszłości Jana Urbana. Nadał specjalny komunikat

    Kulesza zdecydował ws. przyszłości Jana Urbana. Nadał specjalny komunikat

    Reprezentacja Polski nie zdołała wywalczyć awansu na mistrzostwa świata, przegrywając w finale baraży ze Szwecją 2:3. Choć „Biało-Czerwoni” ambitnie gonili wynik, ostatecznie musieli uznać wyższość rywali. Tuż po zakończeniu spotkania głos zabrał prezes PZPN, Cezary Kulesza, który za pośrednictwem platformy X ogłosił decyzję dotyczącą przyszłości selekcjonera.

    We wtorkowy wieczór Polacy stanęli przed szansą wyjazdu na mundial, mierząc się ze Szwecją, która wcześniej pokonała Ukrainę 3:1. Zespół Jana Urbana przystępował do tego starcia po wymagającym meczu z Albanią. Już w pierwszej połowie spotkania na PGE Narodowym sytuacja była trudna — błąd Jana Bednarka pozwolił rywalom objąć prowadzenie, a po 45 minutach to goście byli bliżej upragnionego celu.

    Nadzieję przywrócili jednak liderzy kadry. Robert Lewandowski oraz Piotr Zieliński ponownie odegrali kluczowe role, choć tym razem na pierwszy plan wysunął się Nicola Zalewski. Selekcjoner zdecydował się na kilka zmian w składzie — w obronie pojawił się Przemysław Wiśniewski, do wyjściowej jedenastki wrócił Zalewski, a w ataku szansę od pierwszej minuty otrzymał Karol Świderski.

    Mecz ze Szwecją pokazał dwa oblicza polskiej drużyny. W ofensywie potrafili oni tworzyć groźne akcje i momentami dominowali przeciwnika, jednak błędy w defensywie okazały się kosztowne. Jeszcze przed przerwą wyrównującego gola zdobył Zalewski, który po zmianie stron asystował przy trafieniu Świderskiego. Polacy coraz śmielej atakowali i wydawało się, że doprowadzą co najmniej do dogrywki.

    Decydujący cios padł jednak w 88. minucie. Po chaosie w polu karnym i kolejnych błędach obrony Viktor Gyökeres wykorzystał sytuację i zdobył zwycięską bramkę dla Szwecji. Tym samym to gospodarze zapewnili sobie udział w mundialu 2026, a Polska po raz pierwszy od 2014 roku nie wystąpi na tej imprezie.

    Po końcowym gwizdku Cezary Kulesza odniósł się zarówno do wyniku, jak i przyszłości reprezentacji. Prezes PZPN podziękował zawodnikom za walkę i jasno zadeklarował dalsze wsparcie dla selekcjonera. Jak przekazał w mediach społecznościowych, kontrakt Jana Urbana zostanie przedłużony, co oznacza kontynuację jego pracy z kadrą mimo niepowodzenia w barażach.

  • Cała Polska uległa złudzeniu. Oto prawda o meczu ze Szwecją

    Cała Polska uległa złudzeniu. Oto prawda o meczu ze Szwecją

    Cała Polska mogła ulec złudzeniu. Trudno znaleźć kibica, który po meczu Polska – Szwecja nie powiedziałby: przegrała drużyna lepsza. Ale czy na pewno tak było? Gdy spojrzymy na to spotkanie bez emocji, wnioski wcale nie muszą być tak oczywiste.

    Legendarny włoski dziennikarz Gianni Brera twierdził, że idealny mecz piłkarski powinien zakończyć się wynikiem 0:0. Jako wielki zwolennik taktyki i porządku na boisku uważał, że każdy gol jest raczej dowodem błędu niż przejawem geniuszu. Kiedy słynny półfinał mundialu z 1970 roku między Reprezentacja Włoch w piłce nożnej a Reprezentacja Niemiec Zachodnich w piłce nożnej zakończył się wynikiem 4:3 i został okrzyknięty „meczem stulecia”, Brera nazwał go wręcz obrazą futbolu. W jego oczach chaos i błędy w defensywie przekreślały jakąkolwiek wielkość tego widowiska.

    Podobne podejście można było wyczuć w słowach Mateusz Borek, który po meczu ze Szwecją zauważył, że trudno mówić o dobrym występie, skoro drużyna traci aż trzy bramki. I coś w tym jest – może rzeczywiście warto odrzucić narrację o „dobrym meczu” Polaków.

    Nie chodzi tu tylko o banalne stwierdzenie, że liczy się wynik. Owszem, futbol nie jest łyżwiarstwem figurowym, ale styl i sposób gry także mają znaczenie. Problem polega na tym, że w piłce nożnej ocena „stylu” często zależy od jednego arbitra. W tym przypadku był nim Slavko Vinčić. Gdyby inaczej ocenił sytuację z udziałem Jakub Kamiński w polu karnym, Polska mogła otrzymać rzut karny. Gdyby z kolei nie dał się przekonać upadkowi Anthony Elanga w starciu z Nicola Zalewski, być może nie byłoby rzutu wolnego, po którym padła jedna z bramek. To pokazuje, że element „wrażenia artystycznego” w futbolu istnieje – choć w mniej formalnej formie niż w sportach ocenianych przez sędziów punktowych.

    Jeśli jednak spojrzeć na mecz szerzej, łatwo zrozumieć, skąd wzięło się przekonanie, że Polska była lepsza. Więcej akcji ofensywnych, większa aktywność, więcej strzałów – to wszystko buduje obraz przewagi. Ale czy to wystarczy, by mówić o lepszej drużynie?

    Gdy zmienimy perspektywę i zaczniemy oceniać nie tylko ofensywę, lecz także organizację gry, dyscyplinę taktyczną i realizację założeń, obraz zaczyna wyglądać inaczej. O ile w ataku Polacy momentami imponowali, o tyle w defensywie popełniali błędy, które trudno usprawiedliwić. Sposób, w jaki tracili gole, można określić jednym słowem: katastrofa. Szwedzi nie musieli grać wielkiego meczu – wystarczyło, że wykorzystali prezenty.

    Dlatego pocieszanie się ładnymi akcjami ofensywnymi może być złudne. W piłce nożnej od dawna funkcjonuje powiedzenie, że atak przyciąga kibiców, ale to obrona wygrywa mecze. I ten mecz był tego dobitnym potwierdzeniem.

  • Miał być hit ze Świątek, było 0:6 z Linette. Koszmar przyszedł po chwili

    Miał być hit ze Świątek, było 0:6 z Linette. Koszmar przyszedł po chwili

    Dokładnie dwa tygodnie temu polscy kibice z uwagą śledzili wydarzenia w Miami Open – Magda Linette grała z Warwarą Graczową o to, by w kolejnej rundzie triumfatorka mogła się zmierzyć z Igą Świątek. Urodzona w Moskwie reprezentantka Francji premierową partię wygrała 6:2, wyglądała lepiej. A później została zdominowana przez Poznaniankę. Dalszy ciąg tej historii znamy – związany jest z sensacją w polskim boju. A co z Graczową? Przez kilka miesięcy będzie musiała żyć ze świadomością, że nie dostanie szansy do rewanżu. Poniżej szczegóły.
    article cover

    Warwara GraczowaYuichi YamazakiAFP

    Równe trzy lata temu Warwara Graczowa pokonała w Miami Ons Jabeur, wtedy rozstawioną z “4”, a później rozbiła Magdalenę Fręch 6:1, 6:2. I po raz pierwszy zapewniła sobie awans do TOP 50 rankingu WTA. Było to też jedno z jej ostatmich spotkań “bez flagi” przy nazwisku – choć urodziła się w Moskwie i miała rosyjskie obywatelstwo, to od siedmiu już lat mieszkała i trenowała w Cannes. Z jesienią 2022 roku pozytywnie zdała egzamin ze znajomości języka.

    Wkrótce przy jej nazwisku pojawiła się flaga Francji, spodziewano się, że może sporo namieszać w światowej czołówce. Tak się nie stało, na początku 2024 roku była 39., dziś jest o 20 pozycji niżej. Stała się typową zawodniczką z drugiego szeregu, którą stać na przebłyski. Jak niedawno w Dosze, gdzie pokonała Lindę Noskovą, a gdyby ograła też Marię Sakkari, wpadłaby na Igę Świątek. Przegrała z Greczynką, a ta później wyrzuciła też z turnieju naszą zawodniczkę.
    Warwara Graczowa zameldowała się w 1/8 finału French Open, podobnie jak Iga Świątek

    Warwara GraczowaALAIN JOCARD / AFPAFP

    Do podobnego scenariusza doszło też w Miami – Graczowa znów mogła zmierzyć się z Igą, ale warunkiem było ogranie Magdy Linette. Pierwszego seta wygrała 6:2, a później to Polka przejęła kontrolę nad spotkaniem. I dwie kolejne partie zapisała na swoim koncie (6:2, 6:0).

    A później Linette ograła też Świątek, w meczu z podobnym scenariuszem, czyli po wysoko przegranej pierwszej partii. A Graczowa nie dostanie okazji do kolejnej potyczki z polską zawodniczką. Ani żadną inną – w najbliższych miesiącach.

    Warwara Graczowa wydała oświadczenie. Chodzi o zdarzenie z poprzedniego tygodnia

    25-letnia tenisistka miała w tym tygodniu grać w WTA 500 w Charleston, wycofała się jednak z rywalizacji. Jest jeszcze na liście zgłoszeń w połowie kwietnia do WTA 250 w Rouen, ale też już wiadomo, że tam nie zagra.

    A wszystko przez kontuzję, której doznała w poprzednim tygodniu podczas treningu. – Z przykrością informuję, że zerwałam więzadło krzyżowe przednie. Czeka mnie długa droga do powrotu, ale jestem zdeterminowana, by pojawić się mocniejsza – napisała w mediach społecznościowych.

    Zapowiedziała też, że w tym czasie będzie można śledzić jej… nowe hobby.

    Standardowo proces powrotu do pełni zdrowia po operacji ACL trwa około sześciu miesięcy. Jeśli podobnie będzie w przypadku Graczowej, zapewne pojawi się jesienią podczas Asian Swing. I będzie mogła skorzystać z zamrożonego rankingu. Choć możliwa jest też opcja z powrotem na początku kolejnego sezonu, już w Australii.
    Kobieta w czarnej sportowej sukience i białej czapce odbija piłkę rakietą tenisową na korcie tenisowym podczas gry.

    Warwara GraczowaMinas PanagiotakisAFP

    Dayana Yastremska – Varvara Gracheva. Skrót meczu

  • Świątek odkrywa prawdę. Koniec milczenia. Pierwsze słowa po odejściu Fissette’a

    Świątek odkrywa prawdę. Koniec milczenia. Pierwsze słowa po odejściu Fissette’a

    Iga Świątek przemówiła publicznie. Nie licząc komunikatu o rezygnacji z gry w BJK Cup, uczyniła to po raz pierwszy od pożegnania z trenerem Wimem Fissette’em. – Dlaczego ludzie mówią mi, co powinnam robić ze swoim życiem? – pyta w rozmowie ze Sport.pl. Na zakręcie profesjonalnej kariery kilka razy znajdowała się już wcześniej. Do tej pory nie dzieliła się jednak swoimi emocjami tuż przed zatrudnieniem nowego szkoleniowca.
    Iga Świątek i Wim Fissette podczas treningu na korcie, mężczyzna trzyma rakietę i piłki, niebieska siatka w tle

    To już obrazek archiwalny. Iga Świątek pożegnała się z trenerem Wimem Fissette’em po porażce w Miami OpenMarcin CholewińskiNewspix.pl

    Iga Świątek przystępowała do bieżącego sezonu z klarownym planem. Celem strategicznym było odzyskanie pozycji na szczycie rankingu WTA. Po trzech miesiącach ta wizja wymaga jednak korekty.

    Najlepsza polska tenisistka nie zdołała przebrnąć fazy ćwierćfinałowej w żadnym turnieju. A kiedy z Miami Open pożegnała się już po pierwszym występie, przegrywając z Magdą Linette, zdecydowała się na zmianę trenera. Posadę stracił Wim Fissette.

    Iga Świątek przerywa milczenie. “Chcę znów poczuć, że na korcie jestem jak ściana”

    Tąpnięcie w sztabie Raszynianki było nie do uniknięcia. Jeśli nie doszłoby do niego po turnieju na Florydzie, miałoby pewnie miejsce w perspektywie kilku kolejnych tygodni. Iga nie była już w stanie maskować frustracji – ani na korcie, ani poza nim.

    Eksperci znów zaczęli regularnie wskazywać na jej domniemane problemy ze sferą mentalną. A ona sama wyznała, że w trakcie gry… za dużo myśli. Zatraciła gdzieś automatyzmy, które uczyniły z niej niegdyś pierwszą rakietę świata.

    W ostatnim czasie Polka nie była w stanie skupić się wyłącznie na tenisie. Potwierdza to pytanie, jakie zadaje w rozmowie ze Sport.pl. – Dlaczego ludzie mówią mi, co powinnam robić ze swoim życiem? – docieka Iga.

    Zamiast powrotu na szczyt rankingu WTA musiała się pogodzić z utratą pozycji wiceliderki. Najpierw zsunęła się na trzecią lokatę. A od poniedziałku klasyfikowana jest na czwartym miejscu.

    Nie zamierza jednak kapitulować. Lada dzień ogłosi nazwisko nowego trenera. W spekulacjach najczęściej przewija się Francisco Roig, były członek teamu Rafaela Nadala.

    – Chcę znów poczuć, że na korcie jestem jak ściana – oznajmia Świątek w awizowanym wywiadzie dla Sport.pl (publikacja całej rozmowy w środę). Odsłania też kulisy i przyczyny rozstania z belgijskim szkoleniowcem. I nie unika tematu budzącej kontrowersje współpracy z Darią Abramowicz.

    Do gry wraca już w połowie kwietnia. Weźmie wtedy udział w turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. Tą imprezą zainauguruje występy na kortach ziemnych.
    Kobieta siedząca przy stole podczas konferencji prasowej, trzymająca mikrofon, w tle logo WTA Tour oraz BNP Paribas, sportowe ubranie

    Iga ŚwiątekAFP
    Zawodniczka tenisowa w czarno-różowym stroju i różowej czapce okazuje radość po zdobyciu punktu, ściskając pięść i patrząc z determinacją w stronę boiska.

    Iga ŚwiątekAFP
    Zawodniczka tenisowa w białej koszulce z rakietą w ręku, patrząca do góry z wyrazem zdziwienia lub rozczarowania na twarzy, na tle niebieskiej tablicy z napisem.

    Iga ŚwiątekAndrew Schwartz/SIPAEast News

    Tomasz Tomaszewski: Iga jest nieszczęśliwa, niezadowolona i sfrustrowana.

  • Lewandowski przemówił po porażce. “Najgorsze uczucie”. Nagle dostał TO pytanie

    Lewandowski przemówił po porażce. “Najgorsze uczucie”. Nagle dostał TO pytanie

    Reprezentacja Polski przegrała ze Szwecją 2:3 w decydującym meczu barażowym o awans na mundial. Choć Biało-Czerwoni przez dużą część spotkania prezentowali się lepiej i częściej dochodzili do sytuacji bramkowych, to jednak w najważniejszym aspekcie – skuteczności – okazali się gorsi od rywali. Po końcowym gwizdku głos zabrał kapitan kadry, Robert Lewandowski, którego słowa wyraźnie oddawały skalę rozczarowania.

    Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem to Szwedzi byli wskazywani jako faworyci. Drużyna prowadzona przez Graham Potter potwierdziła swoją formę w półfinale baraży, pokonując Ukrainę 3:1. Polacy natomiast musieli się sporo napracować, by ograć Albanię 2:1, odrabiając straty.

    Już pierwsza połowa spotkania ze Szwecją pokazała, że Polacy mają duży potencjał w ataku. Stwarzali sytuacje, ale tylko Nicola Zalewski zdołał zamienić jedną z nich na gola. Tymczasem gospodarze wykazali się niemal stuprocentową skutecznością – dwukrotnie zagrozili bramce Kamil Grabara i oba te momenty zakończyli trafieniami.

    Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie. Polska nadal dominowała, co przyniosło efekt w postaci wyrównującego gola autorstwa Karol Świderski. Mimo przewagi i licznych prób, to jednak Szwedzi zadali decydujący cios. W 88. minucie zwycięskiego gola zdobył Viktor Gyökeres, pozbawiając Polaków marzeń o mundialu.

    Po meczu Robert Lewandowski nie krył emocji. Przyznał, że trudno mu znaleźć odpowiednie słowa, by opisać to, co czuje drużyna. Podkreślił brutalność futbolu, w którym dobra gra nie zawsze idzie w parze z wynikiem. Zwrócił uwagę szczególnie na trzecią bramkę, która – jego zdaniem – przesądziła o losach spotkania. Kapitan zaznaczył też, że gdyby doszło do dogrywki, szanse Polski rosłyby z każdą minutą.

    Napastnik został również zapytany o swoją przyszłość w reprezentacji, zwłaszcza w kontekście zagadkowego wpisu w mediach społecznościowych z utworem „Time To Say Goodbye”. Odpowiedział jednak bardzo ostrożnie – przyznał, że potrzebuje czasu na przemyślenia i na razie nie jest gotowy na żadne deklaracje. Podkreślił, że skupia się teraz na obowiązkach klubowych i czekających go meczach.

    Dotychczas Robert Lewandowski rozegrał w reprezentacji Polski 165 spotkań, w których zdobył 89 bramek i zanotował 38 asyst.

  • Świątek odkrywa prawdę. Koniec milczenia. Pierwsze słowa po odejściu Fissette’a

    Świątek odkrywa prawdę. Koniec milczenia. Pierwsze słowa po odejściu Fissette’a

    Iga Świątek po raz pierwszy od rozstania z Wim Fissette zdecydowała się publicznie zabrać głos. W rozmowie ze Sport.pl nie ukrywa emocji i frustracji, jakie towarzyszyły jej w ostatnich tygodniach. — Dlaczego ludzie mówią mi, co powinnam robić ze swoim życiem? — pyta retorycznie, dając do zrozumienia, jak dużą presję odczuwa poza kortem.

    Początek sezonu miał dla Polki jasno określony cel — powrót na szczyt rankingu WTA. Rzeczywistość szybko jednak zweryfikowała te plany. Po trzech miesiącach rywalizacji nie udało jej się dotrzeć nawet do półfinału żadnego z turniejów. Kulminacją problemów była porażka już w pierwszym meczu w Miami, gdzie lepsza okazała się Magda Linette. To wydarzenie przyspieszyło decyzję o zakończeniu współpracy z dotychczasowym trenerem.

    Zmiana w sztabie była właściwie nieunikniona. Jeśli nie nastąpiłaby w tamtym momencie, doszłoby do niej w najbliższej przyszłości. Świątek coraz wyraźniej dawała odczuć narastającą frustrację — zarówno na korcie, jak i poza nim. Eksperci zaczęli zwracać uwagę na jej problemy mentalne, a sama zawodniczka przyznała, że w trakcie meczów za dużo analizuje i traci naturalność gry, która wcześniej była jej największym atutem.

    Dodatkowo presja otoczenia i liczne komentarze sprawiły, że nie była w stanie skupić się wyłącznie na sporcie. W efekcie, zamiast walczyć o powrót na pozycję liderki, stopniowo spadała w rankingu — najpierw na trzecie, a następnie na czwarte miejsce.

    Mimo trudnego okresu 24-latka nie zamierza się poddawać. W najbliższym czasie planuje ogłosić nazwisko nowego szkoleniowca. Wśród potencjalnych kandydatów najczęściej wymienia się Francisco Roig, który w przeszłości współpracował z Rafael Nadal.

    — Chcę znów poczuć, że na korcie jestem jak ściana — podkreśla Świątek, zapowiadając powrót do swojej najlepszej wersji. W wywiadzie zapowiada także, że odniesie się do kulis rozstania z Fissette’em oraz do współpracy z psycholożką Daria Abramowicz, która od dawna budzi duże zainteresowanie i różne opinie w środowisku tenisowym.

    Powrót na kort nastąpi już w połowie kwietnia. Polka rozpocznie część sezonu na mączce od występu w turnieju WTA 500 w Stuttgarcie, gdzie spróbuje odbudować formę i odzyskać pewność siebie.

  • Lewandowski załamany. Poruszające obrazki po meczu, dramat kapitana i kadry

    Najczarniejszy scenariusz dla reprezentacji Polski niestety stał się faktem. Biało-czerwoni nie zagrają na tegorocznych mistrzostwach świata, a marzenia o udziale w mundialu prysły po końcowym gwizdku finału baraży ze Szwecją. Po zakończeniu spotkania piłkarze prowadzeni przez Jana Urbana nie kryli ogromnego rozczarowania. Szczególnie poruszające były ujęcia z Robertem Lewandowskim, które na długo zapadną w pamięć kibiców.

    Wtorkowy wieczór dostarczył ogromnych emocji. Starcie Szwecji z Polską w decydującym meczu o awans na mistrzostwa świata 2026 obfitowało w zwroty akcji i do samego końca dawało nadzieję na szczęśliwe zakończenie dla Polaków. Drużyna Jana Urbana dwukrotnie musiała odrabiać straty i za każdym razem potrafiła wrócić do gry. Niestety ostateczny cios zadali gospodarze.

    W 88. minucie meczu, rozgrywanego w Sztokholmie, doszło do ogromnego zamieszania w polu karnym Polaków. Kamil Grabara popisał się świetną interwencją, a piłka odbiła się jeszcze od słupka. Ostatecznie jednak dopadł do niej Viktor Gyökeres, który z bliskiej odległości potężnym strzałem umieścił ją pod poprzeczką.

    Jak się później okazało, było to trafienie przesądzające o losach spotkania i dające Szwedom upragniony awans na mundial. Dla Polaków oznaczało to bolesne rozczarowanie. Tym bardziej, że podopieczni Urbana zaprezentowali się z dobrej strony i przez długie fragmenty meczu mieli przewagę. W piłce nożnej liczą się jednak gole, a ta bywa bezlitosna.

    Po ostatnim gwizdku w polskim zespole dominowało przygnębienie. Trudno się temu dziwić – awans był na wyciągnięcie ręki, zabrakło jedynie postawienia przysłowiowej kropki nad „i”. Najbardziej wymowne sceny dotyczyły kapitana kadry. Robert Lewandowski został uchwycony przez kamery, gdy kucał na murawie, wyraźnie zdruzgotany, ze łzami w oczach.

    Dla napastnika to szczególnie bolesny moment. Wszystko wskazywało na to, że nadchodzący mundial mógł być jego ostatnim wielkim turniejem w karierze. Dziś trudno przewidzieć, jakie decyzje podejmie w najbliższej przyszłości, jednak wiele wskazuje na to, że może już nie otrzymać kolejnej szansy występu na mistrzostwach świata.

  • Skandal w Szwecji. Sędzia okradł Polaków z rzutu karnego

    Sędzia Slavko Vinčić znalazł się w centrum uwagi po dwóch bardzo kontrowersyjnych decyzjach podjętych na niekorzyść reprezentacji Polski. Arbiter dwukrotnie nie wskazał na rzut karny dla „Biało-Czerwonych”, mimo że w obu przypadkach doszło do wyraźnych kopnięć w polu karnym Szwedów.

    Były sędzia międzynarodowy i ekspert Rafał Rostkowski nie ma żadnych wątpliwości co do pierwszej z tych sytuacji. Jego zdaniem już w pierwszej minucie meczu Polska powinna otrzymać „jedenastkę”. Do zdarzenia doszło w momencie, gdy do strzału przygotowywał się Robert Lewandowski, który – według Rostkowskiego – został nieprzepisowo powstrzymany przez rywala.

    Ekspert podkreślił, że było to przewinienie nierozważne, a więc oprócz rzutu karnego należała się także żółta kartka dla szwedzkiego zawodnika. Tymczasem Vinčić odgwizdał faul, ale przyznał rzut wolny dla Szwecji, uznając – zdaniem Rostkowskiego błędnie – że wcześniej piłka odbiła się od ręki Matty Cash.

    Pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem gospodarzy 2:1, jednak po przerwie Polacy ruszyli do zdecydowanych ataków. Już na początku drugiej części meczu doszło do kolejnej spornej sytuacji – ponownie w polu karnym Szwedów kopnięty został polski zawodnik, lecz arbiter po raz drugi nie zdecydował się na podyktowanie rzutu karnego.

    Te decyzje mogą stać się jednym z głównych tematów dyskusji po zakończeniu spotkania, ponieważ wzbudziły ogromne emocje zarówno wśród ekspertów, jak i kibiców.

    Mimo kontrowersji reprezentacja Polski zdołała doprowadzić do wyrównania. Bramkę na 2:2 zdobył Karol Świderski, a wcześniej do siatki trafił również Nicola Zalewski.

  • Nie do wiary, ile kosztuje ten nowy zegarek Sabalenki. Przeszła samą siebie

    Nie do wiary, ile kosztuje ten nowy zegarek Sabalenki. Przeszła samą siebie

    Najpierw zaręczynowy 12-karatowy pierścionek, a za chwilę następne drogie i luksusowe “cacko” Aryny Sabalenki. U Białorusinki dostrzeżono nowy zegarek, który wart jest prawdziwą fortunę. Do tej pory tenisistka prezentowała na nadgarstku różne modele, ale teraz przeszła nawet samą siebie. Na taki zakup pozwolić sobie mogą nieliczni.

    Aryna Sabalenka po zwycięstwie w Indian WellsMatthew StockmanAFP

    Aryna Sabalenka powtórzyła osiągnięcie Igi Świątek. Została piątą tenisistką w historii, która sięgnęła po historyczne Sunshine Double. Najpierw w finale Indian Wells pokonała Jelenę Rybakinę 3:6, 6:3, 7:6, a następnie odprawiła z kwitkiem Coco Gauff w Miami Open (6:2, 4:6, 6:3). To oznacza, że w tym roku wygrała trzy z czterech turniejów, w których brała udział. Triumfowała bowiem także w Brisbane. W Australian Open dotarła do finału, lecz uległa Rybakinie.

    Zwycięstwa przekładają się na sytuację rankingu WTA. Białorusinka lideruje z 11,025 punktami na koncie. Druga jest Jelena Rybakina (8,108 pkt), trzecia Coco Gauff (7,278 pkt), czwarta Iga Świątek (7,263 pkt), a piąta Jessica Pegula (6,243 pkt).

    Sabalence świetnie idzie na tylko na korcie. Układa się jej również w życiu prywatnym. Początkiem marca zaręczyła się z ukochanym, Georgiosem Frangulisem. Milioner oświadczył się 12-karatowym pierścionkiem, którego cenę szacuje się na przedział od 500 do 800 tys. dolarów (ok. 2-3 mln zł). Nie jest to jednak jedyne drogie cacko, z którym Aryna ostatnio prawie się nie rozstaje.

    Kosmicznie drogi zegarek Sabalenki. Cena może zwalić z nóg

    Już po meczu w turnieju Indian Wells, do którego Sabalenka przystąpiła krótko po zaręczynach, na nadgarstku tenisistki dostrzeżono nowy zegarek. Profil Celebrity Watch Spotter, który zresztą obserwuje Georgios Frangulis, opisał, że to model Audemars Piguet Royal Oak z 18-karatowego matowego różowego złota.

    “To zegarek wysadzany szafirami o szlifie bagietowym w tęczowych, wielobarwnych kolorach wokół ramki. Numer referencyjny: 15412OR” – czytamy. Cena? Około 460 tys. dolarów, czyli niespełna 2 mln złotych.

    Aryna Sabalenka w kolekcji ma sporo zegarków od Audemars Piguet, jest bowiem ambasadorką tej szwajcarskiej manufaktury. Do tej pory publicznie pokazywała się w modelach Royal Oak wartych, w przeliczeniu na złotówki, od 250 tys. do maksymalnie 1 mln, więc teraz przeszła nawet samą siebie.

    Można domniemywać, że to upominki w ramach współpracy. Białorusinka może liczyć na intratne kontrakty, które zapewniają spore wpływy. Oprócz tego sama podniosła też sporo z kortu. Według danych udostępnionych przez WTA w całej karierze, dzięki grze w tenisa, zarobiła ponad 49 mln dolarów. To ponad 200 mln zł. A to przecież nie jest jej ostatnie słowo.
    kobieta w sportowym stroju stoi obok dużego, błyszczącego trofeum i trzyma dekoracyjną wstążkę, wyraźnie uśmiechnięta i zadowolona, w tle rozmazana publiczność na trybunach

    Aryna SabalenkaMatthew StockmanAFP
    Uśmiechnięta kobieta trzymająca przezroczyste trofeum w dłoniach, w tle ogromna replika piłki tenisowej oraz fontanna.

    Aryna Sabalenka po zwycięstwie w Miami OpenMAURICIO PAIZAFP
    Sportowczyni uśmiechająca się podczas konferencji prasowej, siedzi przy stole z mikrofonem, napojem izotonicznym oraz dużym, przezroczystym trofeum na pierwszym planie.

    Aryna SabalenkaMAURICIO PAIZAFP
    tenisistka w różowym stroju sportowym stoi na korcie, trzyma rakietę w jednej ręce, drugą zakrywa twarz w geście rozczarowania lub frustracji; w tle siatka oraz logo WTA

    Aryna SabalenkaMatthew StockmanAFP

    Aryna Sabalenka po meczu z Laurą Siegemund: Publiczność dała mi tę energię.