• Trzy gemy Mai w niemal 40 minut. Później deklasacja. Nr “5” już na aucie

    Trzy gemy Mai w niemal 40 minut. Później deklasacja. Nr “5” już na aucie

    W czwartek Maja Chwalińska odniosłą w Oeiras jedno ze swoich największych zwycięstw w karierze – na mączce pokonała półfinalistkę French Open z 2023 roku Beatriz Haddad Maię. I to jak, 6:0, 6:4! A dziś stanęła do walki z turniejową “5” – Simoną Waltert. Przegrała z nią jesienią zeszłego roku w Lublanie, kilka dni temu Szwajcarka rozbiła Katarzynę Kawę. Dziś po trzech gemach Maja prowadziła 2:1, na korcie były już od… ponad 39 minut. A później doszło do deklasacji na Campo 1.

    Maja ChwalińskaRobert PrangeGetty Images

    Haddad Maia jest 69. na świecie, Chwalińska – 129. Brazylijka zawsze imponowała znakomitą dyspozycję fizyczną, potrafiła grać nawet czterogodzinne spotkania. A na Polce takie dłuższe gry zostawiały ślady, często zmagała się z kontuzjami. W trakcie meczu z Beatriz też doznała kontuzji mięśniowej, potrzebowała wsparcia medycznego i pomocy poza kortem. Wróciła z potężnym bandażem, zdołała dwukrotnie przełamać Haddad Maię, wygrała 6:0, 6:4.

    Dziś stawką był już półfinał, a rywalką – Szwajcarka Simona Waltert. Dziś 92. na świecie, mająca gwarancję miejsca w głównej drabince French Open. A Maja wciąż o to walczyć, by jako kolejna Polka znaleźć się w TOP 100. Ewentualny sukces w Portugalii jeszcze tego nie da, ale może bardzo zbliżyć. I na dobrą sprawę powinien już zapewnić rozstawienie w kwalifikacjach w Paryżu.

    Zwłaszcza po tym, co 24-latka pokazała w piątek na Campo 1.

    WTA Oeiras. Trzy gemy w 39 minut. I wszystkie pozostałe w niecałą godzinę. Chwalińska grała o półfinał

    Chwalińska mierzyła się z Waltert we wrześniu zeszłego roku w Lublanie – Polka przyleciała wtedy do Słowenii prosto z Montreux, tam wygrała turniej WTA 125. I mogła być już zmęczona – występowała z licznymi bandażami i tejpami. Z Waltert zagrała zacięte spotkanie, przegrała 4:6 w trzecim secie. A przecież wówczas Simona była w światowym rankingu 134., o 10 pozycji za naszą zawodniczką.

    W tym tygodniu Waltert rozbiła już w Oeiras Katarzynę Kawę (6:1, 6:1), później uporała się z Rebeką Masarovą. Dziś też była faworytką, Maja się mocno postawiła. A co zdecydowało? Z dużą pewnością można powiedzieć, że trzeci gem pierwszego seta.
    Tenisistka skupiona na odbiciu piłki podczas meczu na korcie, ujęcie dynamiczne z piłką unoszącą się w powietrzu, tło stanowi siatka i trybuny.

    Maja ChwalińskaIPA Sport/ABACAEast News

    W pierwszych dwóch byliśmy świadkami przełamań. Ten trzeci składał się jednak aż z 32 punktów – Szwajcarka miała sześć okazji na jego skończenie, Chwalińska – aż osiem. I wreszcie tę ostatnią Polka wykorzystała, mogły chwilę odpocząć na ławce. Wynik 2:1 po ponad 39 minutach gry? To brzmi tak bardzo nierealnie, bardzo często krócej trwają całe sety.

    A później już Polka grała na własnych warunkach. Była aktywna, nie bała się podejmować ryzyka, zmieniała styl gry. Waltert zaś nie za bardzo wiedziała, co się wokół niej dzieła. Jakby została sparaliżowana na korcie. Przegrała wszystkie pozostałe gemy w tym secie, to było już “tylko” 21 punktów. I całego seta aż 1:6.

    W drugiej partii Maja dalej dominowała. Nie zwalniała tempa, a jeśli Walter zaproponowała grę na slajsy, wchodziła w to. Wygrywała niemal wszystkie dłuższe wymiany. W drugim gemie Simona miała jeszcze cztery okazje na wyrównanie na 1:1, nie wykorzystała ich. Zrobiło się 2:0 dla Polki, później 3, 4, 5, wreszcie i 6:0.

    Chwalińska rozbiła zawodniczkę rozstawioną z “5” 6:1 i 6:0. To również jedno z najlepszych spotkań Polki, tak chyba można śmiało powiedzieć.

    O finał Maja zagra z odradzającą się Robin Montgomery – 21-letnia Amerykanka była już w najlepszej setce, dziś zajmuje dopiero 416. pozycję. Możliwości podwójnej juniorskiej mistrzyni US Open z 2021 roku są jednak ogromne.
    Młoda kobieta o jasnych włosach spiętych w kucyk białą gumką, ubrana w sportowy strój na tle rozmytego stadionu, z lekko skupionym wyrazem twarzy.

    Maja ChwalińskaJarek PraszkiewiczPAP

    ACF Fiorentina – Crystal Palace FC. Skrót meczu.

  • Jest pierwsza półfinalistka w Stuttgarcie. U progu meczu Świątek

    Jest pierwsza półfinalistka w Stuttgarcie. U progu meczu Świątek

    Turniej Porsche Tennis Grand Prix w Stuttgarcie wszedł wreszcie w decydującą fazę – w rywalizacji pozostało zaledwie osiem najlepszych zawodniczek. Na piątek zaplanowano wszystkie ćwierćfinały, w tym ten nas najbardziej interesujący: Igi Świątek z Mirrą Andriejewą. Zanim jednak Polka wyszła na kort centralny, pojawiły się na nim zawodniczki z dwóch tenisowych pokoleń: Elina Switolina i Linda Noskova. Ich starcie potrwało równe 100 minut. I wiemy już, kto w sobotę zagra o finał.

    Linda Noskova (z lewej) i Elina SwitolinaMarcin Golba/Nur Photo & Matthew/Stockmann/Getty Images via AFPAFP

    Aby wygrać z Lindą Noskovą, trzeba umieć grać cierpliwie. Podobnie jak np. z Clarą Tauson. Czeszka kapitalnie serwuje, w dwóch pierwszych spotkań w Stuttgarcie zanotowała aż 24 asy. A dziś wpadła na zawodniczkę, która w teorii była faworytką, także za sprawą swojego znakomitego sezonu i już 21 zwycięstwa. Tyle że gdy wcześniej się dwukrotnie mierzyły, do kolejnej rundy przechodziła Czeszka.

    Był to mecz zawodniczki rozstawionej z numerem 4 (Switolina) oraz tej, której do rozstawienia zabrakło bardzo niewiele. Noskova pragnie wskoczyć do TOP 10 jest tego coraz bliżej. A triumf w Stuttgarcie mógłby ją ku temu znacznie przybliżyć.

    WTA 500 w Stuttgarcie. Linda Noskova rywalką Eliny Switoliny. Stawką już półfinał

    Nie od dziś wiadomo, że największym atutem Noskovej jest potężny serwis. Gdy grała rok temu w Indian Wells z Igą Świątek, posłała Polce aż 16 asów, cztery w jednym krótkim gemie, w niecałą minutę. Ale na returnie już tak dobrze nie jest.

    Switolina na pewno potrafi grać bardziej kombinacyjnie, ma inne atuty, choć przecież jej podanie też jest niczego sobie. Niemniej musiała szukać słabszych momentów w grze o 10 lat młodszej rywalki.

    I dostała tę szansę już w pierwszym gemie, szybko zrobiło się 0-30, za chwilę 15-40, po podwójnym błędzie Dunki. Za chwilę miała drugie podanie, ale zdołała zepchnąć Ukrainkę do defensywy, Switolina wyrzuciła bekhend. Noskova wyrównała stan w gemie swoją świetną akcją, a gema zakończyła asem – już 25. w tym turnieju.

    To był jedyny taki niepewny moment w pierwszej fazie spotkania. Scenariusz był bowiem w kolejnych gemach taki sam – serwująca uzyskiwała tak dużą przewagę już na starcie, że za chwilę kończyła akcję. Noskova nie miała zamiaru grać długich akcji, to nie jej styl. A Switolinie też trochę przeszkadzała nawierzchnia – bardzo śliska w tegorocznej edycji.
    Elina Switolina

    Elina SwitolinaHan Yan/Xinhua NewsEast News

    W dziesiątym gemie, przy stanie 5:4 dla Czeszki, wreszcie zrobiło się trochę goręcej. Noskova zdołała doprowadzić do równowagi, brakowało jej dwóch punktów do wzięcia całego seta. Switolina jednak na więcej już nie pozwoliła, znakomicie przeprowadziła dwie kolejne akcje.

    Nic więc dziwnego, że po zaledwie, jak na 12 gemów, 40 minutach dobrnęły do tie-breaka.

    Tu ważne mogło być każde małe przełamanie, a Switolina wywalczyła je już w pierwszej akcji, za chwilę odskoczyła na 3-0. Drugi mały break point dał Ukraince piłkę setową (6-2), a trzeci – zakończył partię (7-2). Po 45 minutach od pierwszego serwisu Noskovej.

    Mowa ciała 21-letniej zawodniczki z Przerowa wskazywała, że ten przegrany set zrobił na niej duże wrażenie, negatywne. W drugim gemie broniła aż czterech break pointów, zwłaszcza tego pierwszego Ukrainka mogła żałować. Wtedy Czeszka jeszcze wyszła z opresji.

    Tyle że nie oznaczało to końca kłopotów Lindy. Wtedy się udało, w czwartym gemie – już nie. Pojawił się stan 0-40, to oznaczało trzy break pointy dla Eliny. I Ukrainka nie musiała nawet kiwnąć palcem, by odskoczyć na 3:1. Wystarczył podwójny błąd rywalki.

    A skoro Ukrainka tak pewnie wygrywała swoje gemy, nie dała rywalce nawet jednej szansy na przełamanie, to można było już zakładać, że za 15-20 minut poznamy pierwszą półfinalistkę Porsche Tennis Grand Prix.
    Linda Noskova

    Linda NoskovaMAHMUD HAMSAFP

    Tak się stało, choć po dobrych 30 minutach, doszło bowiem do zaskakujących scen na korcie centralnym. W siódmym gemie Noskova w końcu wywalczyła break pointa – Ukrainka go obroniła. A następnie… posłała dwa asy.

    W dziewiątym, przy 5:3, było z kolei 30-30 – Ukraince brakowało dwóch punktów do awansu. A przecież serwowała. Czeszka zagrała jedną fenomenalną akcję, za moment – drugą. I nawiązała kontakt, odżyła. Znów wygrała swojego gema do zera, miała dwie szanse na kolejne przełamanie, już na 6:5. A Switolina popełniała takie błędy, o jakich wcześniej nie było w ogóle mowy.

    Tyle że w decydującym momencie jeszcze raz zebrała się w sobie. I było widać tę wielką radość zawodniczki z Ukrainy po ostatniej piłce, znakomitej, podsumowującej to spotkanie.

    Switolina wygrała 7:6 (2), 7:5. Miała 11 asów, żadnego podwójnego błędu przy serwisie, co przy bilansie rywalki (6/5) było wartością dodaną.
    Linda Noskova pokonała Igę Świątek podczas tegorocznego Australian Open

    Linda NoskovaTIZIANA FABI / AFPAFP
    Kobieta ubrana w sportową białą koszulkę, o spiętych włosach, z wyrazem napięcia lub emocji na twarzy, stoi na tle rozmytego czarnego tła z jasnymi napisami.

    Elina SwitolinaPAUL CROCKAFP

    Elina Switolina: Chciałabym podziękować za wszystko, co Polacy robią dla Ukrainy. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • Po meczu czekała niespodzianka. Świątek totalnie zaskoczona

    Po meczu czekała niespodzianka. Świątek totalnie zaskoczona

    Po meczu na Igę Świątek czekała niespodzianka. Grupa kibiców, solidnie przygotowana, zgotowała tenisistce gorące powitanie w drodze do szatni.

    Iga Świątek jest w Stuttgarcie, w którym rozpoczęła część sezonu na kortach ziemnych. Polka zdążyła już pokonać jedną przeciwniczkę, którą w drugiej rundzie turnieju była Laura Siegemund. Do zakończonego po dwóch setach meczu z Niemką doszło w środę.

    Czwartek był potencjalnie jedynym dniem przerwy od meczów Igi Świątek w Stuttgarcie. W piątek zagra w ćwierćfinale z Mirrą Andriejewą, a w sobotę i niedzielę ewentualne półfinał oraz finał.

    W stories na Instagramie pojawiło się nagranie ze spotkania Igi Świątek z kibicami, którzy czekali w drodze z kortu do szatni. Iga Świątek była w stroju meczowym, a nie treningowym, więc do spotkania doszło po pokonaniu Laury Siegemund.

    ZOBACZ WIDEO: Polacy o Lewandowskim. Powinien zostać w Barcelonie?

    Tenisistka wyglądała na zaskoczoną, kiedy zobaczyła oczekujących na nią kibiców. Ci powitali idolkę chóralnymi okrzykami “Iga, Iga”.

    Świątek zapytała całą grupę, czy ma mówić do niej po polsku czy po angielsku. Padło na ten drugi język, ponieważ fani, choć zaopatrzeni w biało-czerwone gadżety, nie przyjechali z naszego kraju.

    “Ein, zwei, drei” – powiedział z kolei po niemiecku fotograf, kiedy robił zdjęcie Idze Świątek z kibicami. Tenisistka zwróciła uwagę między innymi na koszulki z jej imieniem.

    Zapytała też, co właściwie mają krzyczeć w momencie robienia zdjęcia. Padło na kojarzony z nią od lat okrzyk “jazda”.

    Występ w Stuttgarcie to jeden z najbliższych Polsce w sezonie Igi Świątek. Stąd obecność na trybunach fanów z naszego kraju. Jak widać, nie brakuje też tych spoza ojczyzny byłej liderki rankingu WTA.

  • Niepokojące sceny w Niemczech. Świątek pod lupą. Numer “1” na liście

    Niepokojące sceny w Niemczech. Świątek pod lupą. Numer “1” na liście

    Mimo pewnej wygranej z Laurą Siegemund w drugiej rundzie turnieju WTA 500 w Stuttgarcie piątkowy ćwierćfinał z Mirrą Andriejewą pozostaje wielką niewiadomą. Nie tylko dlatego, że wciąż nie wiemy, na jakim poziomie ustabilizowała się forma naszej tenisistki podczas treningów pod czujnym okiem Francisco Roiga, ale i przez nieco niepokojące sceny, które oglądaliśmy w jej ostatnim meczu z Niemką. Polka trafiła pod lupę ekspertów, a komentatorzy stacji Canal+ Sport zauważyli, że pod pewnym względem stała się nawet numerem “1” z całej stawki, czego zdecydowanie wolałaby uniknąć.
    article cover

    Iga ŚwiątekWojciech Olkusnik/East News East News

    Za takie uznać należy w chwile, w których była liderka rankingu WTA miała problemy z przyczepnością. Ba, podczas jednej z wymian w pierwszym secie 24-latka kompletnie straciła równowagę, upadając na kort.

    – Coś jest nie tak z modelem buta na tej nawierzchni. Ona jest wyjątkowo śliska i poruszanie się na niej to zupełnie coś innego niż na klasycznych kortach ziemnych. Nie przypominam sobie, żeby Iga wywinęła takiego orła. (…) To trochę dla niej niebezpieczne, bo może się nabawić jakiegoś urazu. Ona zawsze biega agresywnie, szeroko – tłumaczył.

    WTA 500 Stuttgart. Iga Świątek kontra… niemiecki kort

    Zaistniały problem wzięli także pod uwagę w “Tenis Raporcie” komentatorzy stacji Canal+ Sport – Maciej Łuczak oraz Maciej Zaręba, zaznaczając, że może on mieć bezpośrednie przełożenie na wynik piątkowego ćwierćfinału z Mirrą Andriejewą, w którym poprzeczka pójdzie zdecydowanie w górę.

    – Na pewno była dotąd najczęściej tracącą równowagę zawodniczką na tym korcie w Stuttgarcie Iga Świątek. Myślę, że ona sama zdaje sobie sprawę z tych problemów, które miały miejsce w pierwszym meczu przeciwko Laurze Siegemund. I w jakiś sposób szukała rozwiązania. My nie odpowiemy na to pytanie, co dokładnie było problemem – powiedział Maciej Łuczak.

    – Do samej nawierzchni już jestem przyzwyczajona, ale czasami się zdarzy, że człowiek będzie chciał zrobić zwrot na linii, to wtedy nie ma szans, by się odepchnąć. To jest taki kort, gdzie trzeba zaakceptować, że kilka punktów ucieknie z takich rzeczy, na które niekoniecznie mamy wpływ – mówiła nasza reprezentantka.

    – My mieliśmy wrażenie, że chodzi o strefę kortu, która była tuż za linią końcową. Będziemy dziś na pewno bacznie obserwować, jak to będzie wyglądało z przyczepnością Igi Świątek. Bo możemy podejrzewać, że mecz z Mirrą Andriejewą będzie dużo większym wyzwaniem. To będzie pojedynek dużo bardziej wymagający – odniósł się do jej wypowiedzi ekspert wspomnianej stacji. I dodał:

    Takie drobne rzeczy też mogą wpływać na to, która tenisistka ostatecznie zejdzie z kortu jako wygrana

    Iga Świątek zadowolona przed Miami Open. „Podczas treningów czułam się świetnie”.

  • Tak Świątek zapewniła sobie pierwszy triumf z Andriejewą. Trzysetowa batalia

    Tak Świątek zapewniła sobie pierwszy triumf z Andriejewą. Trzysetowa batalia

    Turniej WTA 500 w Stuttgarcie wkracza w decydującą fazę. Piątek oznacza dzień ćwierćfinałów. Po tym, jak Mirra Andriejewa pokonała wczoraj Alycię Parks, stało się jasne, że czeka nas pierwsza potyczka Rosjanki z Igą Świątek na korcie ziemnym. Już przed losowaniem drabinki istniało spore prawdopodobieństwo, że dojdzie do starcia Polki z 18-latką albo Jeleną Ostapenko. Ostatecznie padło na tenisistkę z Krasnojarska. Oto jak wyglądał ich premierowy pojedynek w ogóle, zakończony triumfem Raszynianki.
    Mirra Andriejewa i Iga Świątek po raz pierwszy zmierzyły się ze sobą podczas WTA Cincinnati przed dwoma laty

    Mirra Andriejewa i Iga Świątek po raz pierwszy zmierzyły się ze sobą podczas WTA Cincinnati przed dwoma latyDYLAN BUELL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

    W ostatnich tygodniach Iga Świątek otworzyła nowy rozdział w swojej karierze. Zmieniła trenera i podejście w przygotowaniach do rywalizacji na mączce. Pierwszym oficjalnym meczem Polki pod wodzą Francisco Roiga był mecz drugiej rundy WTA 500 w Stuttgarcie. Nasza reprezentantka zmierzyła się w środę z Laurą Siegemund. Po 90 minutach starcia turniejowa “3” zapisała na swoim koncie zwycięstwo 6:2, 6:3. Fajerwerków jeszcze nie było, bo trudno ich oczekiwać po tak krótkim okresie współpracy z hiszpańskim szkoleniowcem. Realna ocena nadejdzie w kolejnych tygodniach.

    Niemniej na piątek przypadł pierwszy ciekawszy test dla Raszynianki. Nie przed godz. 17:00 mistrzyni Wimbledonu 2025 zmierzy się z Mirrą Andriejewą. Będzie to ich czwarte bezpośrednie spotkanie, ale dopiero pierwsze na korcie ziemnym. Można zatem powiedzieć, że czeka ich premierowe rozdanie w “królestwie Świątek”. Co ciekawe, w dotychczasowym H2H jest 2-1 dla 18-latki. Każda z tych potyczek odbyła się na hardzie. Ich pierwszy mecz został rozegrany na szybkim korcie w Cincinnati, przed dwoma laty. Wówczas lepsza okazała się Iga, po 150 minutach rywalizacji.

    Świątek wygrała z Andriejewą w pierwszym bezpośrednim starciu

    Tamten pojedynek o półfinał nie rozpoczął się najlepiej z perspektywy Raszynianki. Straciła serwis w trzecim gemie i później miała problem ze zniwelowaniem strat. Były dwa break pointy podczas szóstego rozdania, a potem tyle samo także w trakcie dziesiątego, gdy Andriejewa serwowała po zwycięstwo w partii. Mimo dwóch szans Świątek na 5:5, ostatecznie Mirra nie została przełamana w premierowej odsłonie i wygrała ją do czterech.

    Druga część wyglądała już inaczej. Iga mocno weszła w seta, przełamała rywalkę w drugim gemie. Potem uzyskała prowadzenie 3:0 i nie oddała go do końca partii. Mogła nawet podwyższyć przewagę, zgarniając podwójnego breaka w trakcie szóstego rozdania, ale finalnie zapisała na swoim koncie wynik 6:3. W ten sposób doprowadziła do decydującej fazy rywalizacji.

    Podczas trzeciego seta obie tenisistki weszły na kapitalny poziom serwowania. Miały doskonałe statystyki w tym elemencie, co powodowało, że przez długi czas nie obserwowaliśmy ani jednego break pointa. Te pojawiły się dopiero w jedenastym gemie. Wówczas dało się zauważyć spore emocje po stronie Andriejewej, rzucała nawet rakietą o kort. Przy ostatniej z dwóch okazji na 6:5 dla Polki, Rosjanka posłała bekhend do korytarza deblowego.

    Raszynianka serwowała po zwycięstwo w spotkaniu. Pojawiła się jeszcze piłka na tie-breaka dla Mirry, ale młoda zawodniczka nie opanowała nerwów na returnie. Po 2 godzinach i 30 minutach rywalizacji Świątek podniosła ręce w geście triumfu, zapisując na swoim koncie wygraną 4:6, 6:3, 7:5 i awans do półfinału. Wówczas w boksie Igi znajdował się jeszcze Tomasz Wiktorowski. Było to jedno z ostatnich zwycięstw Polki pod wodzą tego trenera.

    Dominacja Mirry w meczach z Igą na początku 2025 roku

    Można powiedzieć, że nasza reprezentantka miała pecha, bowiem jej kolejne dwa bezpośrednie pojedynki z Andriejewą przypadły na złote tygodnie Rosjanki w początkowej fazie sezonu 2025. Sama Świątek też miała wtedy problemy z docieraniem do finałów. W ubiegłorocznym turnieju rangi WTA 1000 w Dubaju obie spotkały się na etapie najlepszej “8”. Mirra odniosła wygraną w dwóch partiach – 6:3, 6:3.

    Niespełna miesiąc później, podczas tysięcznika w Indian Wells, obejrzeliśmy już trzysetówkę, ale znów zakończoną zwycięstwem tenisistki z Krasnojarska – tym razem 7:6(1), 1:6, 6:3. Andriejewa wygrała oba te turnieje. Był to jak dotąd najlepszy moment w jej zawodowej karierze. Obecnie Rosjanka też radzi sobie nieźle, notuje serię sześciu wygranych spotkań z rzędu. Zapoczątkowała ją tytułem rangi “500” w Linzu. Zobaczymy, czy Idze uda się wyrównać bilans H2H z 18-latką. Raszynianka z pewnością będzie chciała wykorzystać rywalizację na mączce jako własny atut. Jak się wszystko potoczy, przekonamy się po godz. 17:00.
    Tenisistka w sportowym stroju i czapce z daszkiem trzyma rakietę w jednej ręce i zaciska pięść w geście triumfu, wyrażając silne emocje podczas meczu na tle rozmazanego zielonego ekranu z logo zegarka Rolex.

    Iga ŚwiątekCLIVE BRUNSKILL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    młoda kobieta w sportowym stroju i niebieskiej czapce z daszkiem, z zaciętą miną, na tle rozmytego tłumu

    Mirra AndriejewaDubreuil Corinne/ABACAEast News
    Tenisistka w sportowym stroju i czapeczce z daszkiem z wyciągniętymi ramionami, z intensywnym wyrazem twarzy. W tle rozmyta publiczność na trybunach.

    Iga ŚwiątekMATTHEW STOCKMAN / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP / ELSA / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

    Iga Świątek pokonuje Andreevą w Cincinnati.

  • Aż huczy ws. Fissette’a. “Wielki sukces”. Świętuje po rozstaniu ze Świątek

    Aż huczy ws. Fissette’a. “Wielki sukces”. Świętuje po rozstaniu ze Świątek

    Iga Świątek rywalizuje obecnie w turnieju WTA 500 w Stuttgarcie, gdzie walczy o swoje pierwsze trofeum pod okiem nowego szkoleniowca, Francisco Roiga. Tymczasem jej były trener, Wim Fissette, może już pochwalić się premierowym sukcesem po zakończeniu współpracy z byłą liderką światowego rankingu. W Belgii nie brakuje głosów uznania dla 46-letniego szkoleniowca, choć jednocześnie pojawiają się spekulacje dotyczące jego kolejnych zawodowych kroków.

    W tym roku reprezentacja Polski nie wystąpi w finałowym turnieju Billie Jean King Cup. Zespół prowadzony przez Dawida Celtę przegrał decydujące spotkanie z Ukrainą w Gliwicach, a brak Igi Świątek w składzie okazał się znaczący. W efekcie Polki straciły szansę na wrześniowy występ w Shenzhen. O końcowy triumf powalczą natomiast reprezentacje Ukrainy, Czech, Wielkiej Brytanii, Włoch, Kazachstanu, Hiszpanii, Chin oraz Belgii, której kapitanem jest właśnie Fissette.

    Belg poprowadził swoją drużynę do głośnego zwycięstwa nad reprezentacją Stanów Zjednoczonych w meczu decydującym o awansie. Choć Amerykanki wystąpiły w osłabionym składzie – zabrakło m.in. Coco Gauff, Amandy Anisimovej i Jessiki Peguli – to wciąż uchodziły za faworytki. Belgijki jednak sprawiły niespodziankę, a kluczowy punkt zdobyła Greet Minnen, pokonując Ivę Jovic w pojedynku singlowym.

    – Jesteśmy na drodze do finałów Billie Jean King Cup. Jestem niezwykle dumny z tego zespołu i jego determinacji. Dziękuję także kibicom, którzy nas wspierali – ich energia była bezcenna – podkreślał Fissette po zwycięstwie.

    Belgijski tenis przeżywa obecnie wyraźne odrodzenie, a reprezentacja, która jeszcze niedawno pozostawała w cieniu, dziś wraca do światowej czołówki. Lokalni eksperci są zgodni – ogromna w tym zasługa obecnego kapitana kadry.

    – Trener z takim doświadczeniem, pracujący wcześniej z wieloma wybitnymi osobowościami, potrafił stworzyć z tej grupy prawdziwy zespół – ocenił dziennikarz Christophe Moons. Podobnie wypowiada się były tenisista Filip Dewulf, który zwraca uwagę, że Fissette od kilku lat konsekwentnie budował drużynę opartą na młodych zawodniczkach, co przyniosło wymierne efekty. Jego zdaniem nawet Elise Mertens ponownie zaangażowała się w grę dla reprezentacji właśnie dzięki tej przemianie.

    Na razie nie jest jasne, jaka będzie kolejna decyzja w karierze belgijskiego szkoleniowca. Możliwe, że wkrótce wróci do pracy w cyklu WTA lub ATP. W mediach pojawiają się również doniesienia sugerujące potencjalną współpracę z Mirrą Andriejewą – zawodniczką, z którą Iga Świątek mierzy się w walce o półfinał turnieju w Stuttgarcie.

  • Rosjanka ogłasza o Świątek. Tego jeszcze nie było. Tak nazwała Polkę

    Rosjanka ogłasza o Świątek. Tego jeszcze nie było. Tak nazwała Polkę

    Już dziś Iga Świątek powalczy z Mirrą Andriejewą o półfinał imprezy WTA 500 w Stuttgarcie. A będzie to mecz… jakiego jeszcze nie było. Dziennikarze przypomnieli o tym Rosjance po jej triumfie nad Alycią Parks, która odniosła się do sprawy, a także samej polskiej tenisistki, wypowiadając się o niej w jednoznaczny sposób. Opisała przy tym, jak zmieniła się od ostatniego starcia z byłą liderką światowego rankingu.

    Na zdjęciu Iga Świątek oraz Mirra AndriejewaTomasz Jastrzebowski/Foto Olimpik/REPORTER / Andy Wong/Associated Press/East NewsEast News

    Po cennym zwycięstwie urodzona w Krasnojarsku zawodniczka usiadła w sali konferencyjnej, gdzie nie zabrakło rzecz jasna pytań o Igę Świątek.

    WTA 500 Stuttgart. Mirra Andriejewa przed meczem z Igą Świątek

    Jeden z dziennikarzy podkreślił, że będzie to pierwsze starcie Mirry Andriejewy z Igą Świątek na kortach ziemnych. I chciał poznać podejście Rosjanki do tego spotkania, biorąc pod uwagę specjalizację Polski w kwestii gry na tej nawierzchni oraz ostatnią wielką zmianę w jej sztabie szkoleniowym.

    A utalentowana nastolatka odpowiedziała z dużą dozą dyplomacji, ale i uznania względem tego, czego w ostatnich latach dokonywała nasza zawodniczka.

    – Co myślę? Cóż, jeszcze nie wiem. Po prostu postaram się porozmawiać z Conchitą (Conchita Martinez to trenerka Rosjanki – przyp. red.). Oczywiście Iga to świetna zawodniczka, ale podejdę do tego meczu, jak do każdego innego, który już rozegrałam. Iga ma za sobą dobrą historię napisaną na mączce, więc jestem niezwykle ciekawa tego, jak to się potoczy. Tu oczywiście kort jest na hali, więc wszystko jest nieco inne. Ale czuję coś w rodzaju ekscytacji związanej z tym, jak potoczy się dla mnie nasz pierwszy mecz na korcie ziemnym – powiedziała Mirra Andriejewa.

    Jej ostatni pojedynek z Igą Świątek miał miejsce w poprzednim sezonie w Indian Wells i dał Rosjance przepustkę do finału, w którym następnie ograła Arynę Sabalenkę. Sama zainteresowana jednak przyznała wprost, że od tamtej pory zdążyła się znacząco zmienić i nie jest już tą samą zawodniczką.

    – Mirra z zeszłego roku była… może nie nowicjuszką, ale wciąż ekscytowałam się wszystkim. W pewnych momentach rozgrywałam jeszcze swoje turnieje w danym miejscu po raz pierwszy i starałam się mieć z tego frajdę i być podekscytowana tym, jak to jest świetne. Myślę, że w pewnych momentach nie nakładałam na siebie aż tyle presji i starałam się cieszyć tym, jak wspaniałe jest może życie. Tym, że mogę podróżować po świecie. To było po prostu kapitalne. Starałam się żyć każdym dniem, jak gdyby był to pierwszy dzień mojego życia – tłumaczyła Mirra Andriejewa.

    I zaznaczyła, że właśnie to pozwalało jej błyszczeć na korcie.

    Myślę, że właśnie to przyniosło mi moje wyniki. Także to, że byłam bardziej pewna siebie, wygrywając sporo meczów. Więc myślę, że była to kombinacja tych dwóch rzeczy

    Zawodniczka w sportowym stroju wykonuje dynamiczny ruch rakietą tenisową podczas meczu, a na zdjęciu w lewym górnym rogu widoczna jest okrągła wstawka z twarzą innej tenisistki analizującej sytuację na korcie.

    Iga Świątek / Mirra Andriejewa MARCIN CHOLEWINSKI/ NEWSPIX.PL / Robert Prange/Getty Images Newspix/Getty Images
    Tenisistka w sportowym stroju unosi zaciśniętą pięść w geście triumfu, wyrażając silne emocje podczas meczu na korcie tenisowym, na tle napisu OPEN.

    ŚwiątekWojciech KubikEast News
    Mirra Andriejewa

    Mirra AndriejewaIMAGO/nordphoto GmbH / Engler/Imago Sport and News/East NewsEast News

    Iga Świątek zadowolona przed Miami Open. „Podczas treningów czułam się świetnie”.

  • Tak Świątek zapewniła sobie pierwszy triumf z Andriejewą. Trzysetowa batalia

    Tak Świątek zapewniła sobie pierwszy triumf z Andriejewą. Trzysetowa batalia

    Turniej WTA 500 w Stuttgarcie wchodzi w kluczową fazę – w piątek rozegrane zostaną ćwierćfinały. Po zwycięstwie Mirry Andriejewej nad Alycią Parks stało się jasne, że kibice zobaczą jej pierwsze starcie z Igą Świątek na korcie ziemnym. Już na etapie losowania było spore prawdopodobieństwo, że Polka trafi właśnie na młodą Rosjankę lub Jelenę Ostapenko. Ostatecznie los skojarzył ją z 18-latką z Krasnojarska. Warto więc przypomnieć, jak wyglądał ich pierwszy pojedynek w karierze, zakończony triumfem raszynianki.

    W ostatnim czasie Świątek rozpoczęła nowy etap w swojej karierze. Zmiana trenera i modyfikacje w przygotowaniach do sezonu na mączce to ważne kroki, które mają przynieść efekty w kolejnych miesiącach. Pierwszym oficjalnym występem pod wodzą Francisco Roiga był mecz drugiej rundy w Stuttgarcie przeciwko Laurze Siegemund. Polka wygrała pewnie 6:2, 6:3, choć – co naturalne – nie był to jeszcze tenis na najwyższym możliwym poziomie. Na pełną ocenę nowej współpracy przyjdzie czas dopiero po kilku turniejach.

    Prawdziwy sprawdzian czeka jednak Świątek w piątek. Nie wcześniej niż o godzinie 17:00 zmierzy się z Andriejewą – mistrzynią Wimbledonu 2025. Będzie to ich czwarte spotkanie, ale pierwsze rozegrane na nawierzchni ziemnej, która uchodzi za królestwo Polki. Dotychczasowy bilans bezpośrednich pojedynków wynosi 2–1 dla Rosjanki, a wszystkie mecze odbyły się na kortach twardych.

    Ich pierwsza konfrontacja miała miejsce dwa lata temu w Cincinnati. Wówczas lepsza okazała się Świątek, choć początek spotkania nie układał się po jej myśli. Polka szybko straciła serwis i mimo kilku okazji nie była w stanie odrobić strat w pierwszym secie, który padł łupem Andriejewej 6:4.

    Druga partia wyglądała już zupełnie inaczej. Świątek od początku narzuciła swoje warunki, przełamała rywalkę i kontrolowała przebieg seta, wygrywając go 6:3. Tym samym doprowadziła do decydującej odsłony.

    W trzecim secie obie tenisistki prezentowały bardzo wysoki poziom serwowania. Przez długi czas żadna z nich nie była w stanie wypracować break pointa. Dopiero w końcówce pojawiły się pierwsze szanse – przy stanie 5:5 Polka wykorzystała jedną z nich, korzystając także z nerwowości młodej rywalki. Chwilę później Świątek serwowała po zwycięstwo. Choć Andriejewa miała jeszcze okazję doprowadzić do tie-breaka, nie zdołała jej wykorzystać. Ostatecznie Polka wygrała 4:6, 6:3, 7:5 po dwóch i pół godzinie gry, awansując do półfinału.

    Kolejne spotkania obu zawodniczek miały już zupełnie inny przebieg. Na początku sezonu 2025 Andriejewa znajdowała się w znakomitej formie. W ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Dubaju pokonała Świątek 6:3, 6:3, a kilka tygodni później w Indian Wells znów okazała się lepsza – tym razem po trzysetowym boju 7:6(1), 1:6, 6:3. Co więcej, Rosjanka wygrała oba te turnieje, notując najlepszy okres w swojej dotychczasowej karierze.

    Również obecnie Andriejewa prezentuje solidną dyspozycję. Ma na koncie serię sześciu zwycięstw z rzędu, zapoczątkowaną triumfem w turnieju WTA 500 w Linzu. Przed Świątek stoi więc trudne zadanie – spróbuje nie tylko zatrzymać rozpędzoną rywalkę, ale także wyrównać bilans ich bezpośrednich spotkań. Atutem Polki powinna być jednak gra na mączce. O tym, czy uda jej się to wykorzystać, przekonamy się w piątkowe popołudnie.

  • Decydowały się losy Świątek. 96 minut meczu z udziałem Gauff w Stuttgarcie

    Decydowały się losy Świątek. 96 minut meczu z udziałem Gauff w Stuttgarcie

    Iga Świątek udanie rozpoczęła rywalizację w turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. Polka bez większych problemów pokonała Laurę Siegemund w dwóch setach i awansowała do ćwierćfinału. Choć głównym celem 24-latki pozostaje walka o końcowy triumf, w tle toczy się równie istotna rywalizacja – o powrót na podium światowego rankingu. Już dziś mogło się okazać, czy raszynianka odzyska miejsce w czołowej trójce. Wszystko zależało od wyniku meczu Coco Gauff z Ludmiłą Samsonową.

    Po turnieju WTA 1000 w Miami doszło do przetasowania na trzeciej pozycji rankingu. Coco Gauff wykorzystała wpadkę Świątek, która odpadła już w drugiej rundzie, i wyprzedziła Polkę. Amerykanka potrzebowała awansu do finału i choć po drodze rozgrywała wymagające, trzysetowe spotkania, dopięła swego. W decydującym meczu musiała jednak uznać wyższość Aryny Sabalenki.

    Kolejnym przystankiem dla obu tenisistek był Stuttgart, gdzie rywalizacja o miejsce w TOP 3 nabrała nowego tempa. Różnica między nimi wynosiła zaledwie 15 punktów, co oznaczało, że Świątek musiała zajść dalej niż Gauff, by odzyskać trzecią lokatę. Polka wykonała pierwszy krok, awansując do ćwierćfinału po zwycięstwie nad Siegemund. Następnie presja przeniosła się na Amerykankę, która zmierzyła się z Ludmiłą Samsonową w walce o miejsce w najlepszej ósemce.

    Początek tego spotkania był niespodziewany. Gauff została przełamana już w pierwszym gemie, i to do zera. Samsonowa szybko poszła za ciosem, obejmując prowadzenie 3:0 z przewagą dwóch przełamań. Wydawało się, że Rosjanka ma wszystko pod kontrolą, jednak sytuacja zaczęła się odwracać. Amerykanka najpierw zdobyła pierwszego gema, a następnie zaczęła odrabiać straty. Po siedmiu gemach to ona wyszła na prowadzenie.

    Końcówka seta przyniosła kolejne zwroty akcji. Samsonowa jeszcze raz objęła prowadzenie i przy stanie 5:4 serwowała po zwycięstwo w partii. Nie wykorzystała jednak swojej szansy – od stanu 15:0 przegrała cztery kolejne punkty, kończąc gema podwójnym błędem serwisowym. Ostatecznie to Gauff lepiej poradziła sobie w decydujących momentach i wygrała pierwszego seta 7:5.

    Przebieg końcówki premierowej odsłony wyraźnie wpłynął na dalszy przebieg meczu. W drugim secie Samsonowa nie była już w stanie nawiązać równorzędnej walki. Gauff szybko objęła prowadzenie 4:0, dominując rywalkę. Choć Rosjanka zdołała jeszcze utrzymać jedno podanie i miała okazję na przełamanie, nie wykorzystała swoich szans. Amerykanka konsekwentnie kontrolowała przebieg gry i przypieczętowała zwycięstwo, wygrywając drugiego seta 6:1.

    Całe spotkanie trwało 96 minut i zakończyło się triumfem Gauff 7:5, 6:1. Tym samym walka o trzecie miejsce w rankingu pozostaje nierozstrzygnięta. Kolejna odsłona tej rywalizacji nastąpi w piątek. Gauff zmierzy się z Karoliną Muchovą, natomiast Świątek stanie naprzeciw Mirry Andriejewej. Spotkanie Amerykanki zaplanowano nie przed godziną 14:00, a pojedynek Polki ma rozpocząć się nie wcześniej niż o 17:00.

  • Adamek potwierdza. Sensacyjne starcie na koniec kariery? “Zaboli go każde słowo”

    Adamek potwierdza. Sensacyjne starcie na koniec kariery? “Zaboli go każde słowo”

    Tomasz Adamek szykuje się do ostatniej walki. Niewykluczony pojedynek z Marcinem Najmanem

    Tomasz Adamek zapowiada, że jeszcze w tym roku po raz ostatni wejdzie do ringu. Choć dokładna data jego pożegnalnej walki nie jest jeszcze znana, były mistrz świata jasno deklaruje, że to definitywny koniec jego sportowej drogi. W rozmowie podkreśla, że ma dość wieloletnich ringowych wojen i chce zamknąć ten rozdział w sposób symboliczny.

    – To będzie moje ostatnie wejście do ringu. Nie ma opcji, żebym to przedłużał. Wystarczy, zrobiłem swoje – mówi stanowczo.

    Adamek marzy o tym, by jego pożegnanie odbyło się właśnie między linami. Chciałby po walce chwycić za mikrofon i podziękować kibicom, którzy towarzyszą mu od początku zawodowej kariery, czyli od 1999 roku. Podkreśla, że ich wsparcie było dla niego niezwykle ważne przez wszystkie lata.

    Nie wyklucza przy tym, że jego rywalem może być Marcin Najman. Jak zaznacza, ostateczna decyzja należy do organizatorów, w tym Mateusza Borka. Sam jednak nie ma żadnych obiekcji wobec takiego zestawienia.

    – Jeśli dostanę sygnał, że walczę z nim albo z kimkolwiek innym, to po prostu wejdę do ringu i zrobię swoje. Dla mnie to nie ma znaczenia – tłumaczy.

    Nie ukrywa przy tym swojego stosunku do Najmana, którego od lat nie uważa za pełnoprawnego sportowca. Ewentualną walkę traktowałby jako okazję do udowodnienia swoich racji.

    – Zbiję go na kwaśne jabłko i pokażę, jak wygląda prawdziwy pięściarz – zapowiada bez ogródek.

    Mimo zbliżających się 50. urodzin Adamek zapewnia, że jest w stanie przygotować się na najwyższym poziomie. Już rozpoczął treningi i podchodzi do tego wyzwania bardzo poważnie.

    – Jestem pewny swojej formy. Zacząłem przygotowania, biegam i chcę być gotowy na sto procent. Każdy cios, który przyjmie, będzie odpowiedzią na to, co o mnie mówił – dodaje.

    Co ciekawe, pięściarz deklaruje, że nie zamierza kończyć walki przed czasem, nawet jeśli pojawi się taka okazja.

    – Nie będę go szybko nokautował. Chcę, żeby poczuł każdy cios – zaznacza.

    Zapytany o możliwość porażki, stanowczo ją odrzuca.

    – Nigdy nie wychodziłem do ringu z myślą o przegranej. I tym razem też tak będzie – podkreśla.

    Pożegnalna walka ma mieć dla niego również wymiar sentymentalny. Adamek chciałby, by w tym wyjątkowym momencie towarzyszyli mu ludzie, którzy odegrali ważną rolę w jego karierze. Wspomina przy tym zarówno żyjących trenerów i współpracowników, jak i tych, którzy już odeszli.

    Nie brakuje także refleksji nad życiem poza sportem. Bokser przyznaje, że dziś większe znaczenie ma dla niego duchowość i relacja z Bogiem.

    – Dziękuję za wszystko, co mnie spotkało. W ringu przeżyłem wiele, ale teraz przyszedł czas, by to zamknąć – mówi.

    Zapowiada, że jego ostatnia walka będzie symbolicznym podsumowaniem całej kariery. I choć używa słowa „wojna”, podkreśla, że dla niego każdy pojedynek zawsze miał właśnie taki charakter.

    – Zawsze wychodzę do ringu jak na wojnę. I tak będzie też tym ostatnim razem – kończy.