• Chwalińska “skreślona” przez kapitana reprezentacji. Jest riposta menedżera

    Chwalińska “skreślona” przez kapitana reprezentacji. Jest riposta menedżera

    Po rewelacyjnym występie w Paryżu i zdobyciu tytułu wicemistrzyni Roland Garros Maja Chwalińska zagrała jeden mecz na kortach Wimbledonu i zniknęła na miesiąc z powodu kontuzji kostki. Teraz wraca, by wystąpić w Toronto, Cincinnati oraz US Open. Dawid Celt, kapitan reprezentacji, nie daje jej jednak wielkich nadziei na dobry wynik. Na kanale Break Point Celt przytaknął Markowi Furjanowi, gdy ten mówił, że Chwalińska nie jest materiałem na zawodniczkę grającą regularnie w finałach turniejów wielkoszlemowych. Nie wiem, jak Chwalińska, ale jej menedżer Piotr Szczypka nie był i nie jest zachwycony tymi stwierdzeniami Celta.

    Szczypka o komentarzu Celta. “Dalsze słowa są w zasadzie zbędne”

    – W sumie nie interesuje mnie to, co się mówi na temat Mai – zaczyna Szczypka. – Ja jej pomogę na tyle, na ile będę mógł, żeby odciągnąć jej od spraw poza kortem. Trzymam kciuki za dobre wyniki w najbliższych turniejach. Jestem pozytywnie nastawiony – przyznaje menedżer.

    Po wypowiedziach Celta i Furjana zasadne wydaje się jednak pytanie, po co właściwie Chwalińska poleciała do Ameryki? Jaki wynik ją interesuje? Na co ją stać? – Powiem tak. Na każdy turniej, na jaki jedzie, to ja wierzę, że ona wygra. Każdy sportowiec trenuje, żeby być najlepszym i wygrywać. Dalsze słowa są w zasadzie zbędne. Nie trzeba nawet komentarza do tych słów o Mai.

    Jak powinien się zachować kapitan reprezentacji

    – Jakbym był głównym trenerem reprezentacji i miałbym dziewczynę, która jest obecnie numerem 21. na świecie, to w życiu bym nie powiedział, że w nią nie wierzę. Jak się nie wierzy, to najlepiej się nie zabierać za tę pracę. Jak jestem trenerem kadry, to robię wszystko, żeby te najlepsze przyjechały i im pomagam. To jest moje podejście. Inne mnie nie interesuje. Już nie pierwszy raz się jednak przekonałem, że moje podejście jest o 180 stopni inne, niż to się w sporcie praktykuje. Jakbym nie miał wiary, to nie założyłbym klubu BKT Advantage – kwituje Szczypka, niejako odpowiadając kapitanowi reprezentacji na jego słowa.

    Abstrahując od słów kapitana reprezentacji, nie sposób jednak pominąć milczeniem ponad miesięcznej przerwy z powodu kontuzji. To zawsze rodzi obawy. – Przerwa była wymuszona kontuzją. Zrobiliśmy wszystko, żeby z niej wyszła. Nie mieliśmy wpływu na całą tę sytuację. Natomiast czy się boję, że to może mieć wpływ na jej grę i wyniki? Nie. To nie pierwszy raz, kiedy Maja ma przerwę, po której wraca. Ta nie była na tyle długa, bym się bał – przyznaje Szczypka.

    Szczypka wierzy w dobre wyniki Chwalińskiej w Ameryce

    – Oczywiście pierwszy mecz w tym najbliższym turnieju będzie trudny. Jakby jednak nie było tej przerwy, to też byłby trudny. Istotne jest to, że Maja zrobiła wszystko, żeby się jak najlepiej przygotować. Grała z dziewczynami z rankingu WTA. Choćby z Weroniką Podrez z Ukrainy – ujawnia menedżer Chwalińskiej.

    Warto dodać, że BKT ma korty do hardu, a Szczypka kompletnie nie ma żadnych obaw, jak chodzi o to, że Maja straci na hardzie coś ze swojej wartości. A przecież Tomasz Wolfke przestrzegał na naszych łamach, że Chwalińskiej odpadnie forehandowy topspin. – Maja jest uniwersalna i łatwo zmienia na nawierzchnię. Na trawie zagrała bardzo dobry mecz bez żadnego przygotowania. Tylko pech i kontuzja zabrały jej awans do kolejnej rundy. Dlatego wierzę, że do hardu też się dostosuje. Jej świetne czucie powinno jej pomóc – kończy Szczypka, więc chyba możemy liczyć na wielkie emocje z udziałem Mai za Oceanem.
    Mężczyzna w białej sportowej kurtce z napisem ‘Polska’ na plecach, stojący bokiem na tle rozmytej flagi Polski oraz napisu ‘POL’, sugerujących oficjalną reprezentację kraju.

    Dawid Celt podczas meczu Polska – Ukraina w turnieju eliminacyjnym Billie Jean King Cup, 11.04.2025 r.Andrzej Iwanczuk/REPORTEREast News
    Kobieta w sportowym stroju na korcie tenisowym z uniesionym palcem wskazującym, wyrażającą koncentrację i determinację.

    Maja ChwalińskaCHRISTOPHE ENAEast News
    Kobieta ubrana w sportową, białą koszulkę z widocznymi logotypami sponsorów trzyma w ręce żółtą piłkę tenisową, pochylając głowę w skupieniu.

    Maja ChwalińskaKENTARO TOMINAGAEast News

    Jakub Popiwczak: Ukraińcy są tutaj ze względu na to, że świetnie zagrywają i atakują.

  • Na ten wynik czekała Świątek. Decydowało się rozstawienie Polki w WTA 1000

    Na ten wynik czekała Świątek. Decydowało się rozstawienie Polki w WTA 1000

    Iga Świątek w Londynie broniła tytułu w Wimbledonie, ale także dwóch tysięcy punktów wywalczonych w stolicy Anglii dwanaście miesięcy temu. Nie udało się – po dość ciężkiej przeprawie z Taylor Townsend i efektownej wygranej z Karoliną Pliskovą sposób na Polkę znalazła Alexandra Eala. O ile w zeszłym roku wygraną Filipinki z Polką w Miami można było postrzegać jako sporą sensację, teraz była to co najwyżej niespodzianka. Świadczyły o tym tak ostatnie wyniki Polki, jak i jej 21-letniej rywalki.

    Eala poczyniła bowiem spore postępy – dziś w rankingu WTA “na żywo” jest już 25., w poniedziałek rano może być 20. Leworęcznej zawodniczce, ze świetnym forhendem i umiejętnościami gry z końcowej linii, tenisowi eksperci przewidują bowiem wielką przyszłość.

    To na jej wynik z sobotniej nocy, polskiego czasu, ze szczególną uwagę patrzył pewnie sztab polskiej zawodniczki. Decydowało się, czy Iga po raz pierwszy od 4,5 roku nie wypadnie poza najlepszą ósemkę w rankingu WTA. A to też ma istotne znaczenie.

    WTA 500 w Waszyngtonie. Elina Switolina grała z Alexandrą Ealą. Stawką półfinał turnieju

    W niedzielę zacznie się turniej WTA 1000 w Toronto – na dobre otwierający drugą część sezonu na kortach twardych. I to na nich rywalizacja będzie toczyć się do połowy listopada, czyli – de facto – końca sezonu. W Kanadzie Iga została rozstawiona z siódemką, po wycofaniu się Karoliny Muchovej – we wtorek zagra o 1/16 finału z lepszą z pary: Sara Bejlek – Xinyu Wang.

    Gdy 13 sierpnia będzie się kończyła impreza w Ontario, ruszy już kolejny z wielkich turniejów – tym razem w Cincinnati. Tam Polka będzie broniła tysiąca punktów za zeszłoroczne zwycięstwo. A w losowaniu będzie obowiązywał ranking, który WTA zaktualizuje w nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu.
    Tenisistka w białym stroju i czapce z daszkiem trzymająca rakietę blisko twarzy na tle zielonej ściany kortu.

    Elina SwitolinaKentaro Tominaga / Yomiuri / The Yomiuri Shimbun via AFP AFP

    W nim zaś Świątek mogła zajmować dziewiątą pozycję, co przy ewentualnym powrocie Muchovej za niespełna dwa tygodnie w Ohio, utrudniłoby sytuację 25-latce z Polski. Polka byłaby bowiem losowana w przedziale 9-16, inaczej mówiąc: już na etapie czwartej rundy mogłaby wpaść na Arynę Sabalenkę czy Jelenę Rybakinę.

    Wystarczyłoby zaś, aby rozstawiona w stolicy USA z “2” Elina Switolina awansowała do półfinału. Musiała “tylko” pokonać Alexandrę Ealę. Tymczasem doszło do idealnej powtórki scenariusza z ich poprzedniej potyczki – półtora miesiąca temu w Berlinie.

    Wtedy Eala pokonała mistrzynię WTA 1000 z Rzymu 6:3, 6:4, też w 1/4 finału. Teraz po pięciu gemach Filipinka prowadziła 3:2, ale – co istotne – doszło do… pięciu przełamań. Niestabilny serwis – to jest właśnie ten element, który może jeszcze utrudniać systematyczny awans młodej zawodniczce z Azji.

    Później Eala wygrała jednak swojego gema, ale kluczowy był ten ósmy. Switolina – na returnie – miała trzy piłki z rzędu na wyrównanie na 4:4. Tymczasem Filipinka wygrała osiem kolejnych akcji, wyrwała jednak tego gema, ale też uzyskała trzy setbole w kolejnym. I wykorzystała drugiego.

    W drugim secie sytuacja układała się po myśli Switoliny, turniejowa “2” prowadziła 2:0, później 3:1. Nie potrafiła jednak domknąć gema numer sześć, mimo dwóch okazji, a w końcówce meczu znów okazała się słabsza. Przegrała 3:6, 4:6. I to Eala zagra z Naomi Osaką o finał. W drugiej parze Jessica Pegula zmierzy się z Dianą Sznajder.

    Ten wynik Switoliny oznacza, że Świątek zachowa ósme miejsce w rankingu WTA. Z kolei Eala może wyprzedzić Maję Chwalińską, ale warunkiem jest wygranie całych zawodów.
    kobieta z prostymi, brązowymi włosami w jasnej bluzie z logotypami, trzyma uniesione dłonie na wysokości głowy, siedzi przed mikrofonem na tle ciemnej ściany z białymi napisami

    Iga ŚwiątekAP Photo/Aaron FavilaEast News
    Tenisistka w białym stroju sportowym i opasce na głowie ociera twarz przedramieniem, skupiona w trakcie meczu.

    Alexandra EalaKENTARO TOMINAGA/YomiuriAFP

    Trener Justin Ziółkowski: Bardzo pilnowaliśmy czasu lokalneg

  • 7:6, 6:2 w meczu Świątek. To dzieje się naprawdę. Jednak ogromna zmiana

    7:6, 6:2 w meczu Świątek. To dzieje się naprawdę. Jednak ogromna zmiana

    7:6, 6:2 w boju Świątek. Niebywałe, co stało się potem. Ogromna zmiana

    Alexandra Eala to zawodniczka, która skupia na sobie obecnie wzrok wielu fanów oraz ekspertów. I nic w tym dziwnego. Nie tak dawno Filipinka błysnęła na Wimbledonie, odprawiając z kwitkiem między innymi obrończynię tytułu Igę Świątek i obecnie prezentuje najlepszy tenis w swojej karierze. Ba, potwierdzają to także statystyki, którym przyjrzał się portal Tennishead. Jak zauważył, w grze 21-latki dokonała się ogromna zmiana.
    Iga Świątek i Alexandra Eala podczas meczu na Wimbledonie, uderzenie piłki i tenisistka klęcząca na korcie

    Iga Świątek i Alexandra Eala podczas starcia na WimbledonieHenry NICHOLLS / AFPAFP

    Ćwierćfinał turnieju w Dubaju, wygrana w Birmingham, półfinał w Berlinie, a także 1/8 finału na Wimbledonie – to najjaśniejsze momenty w tym sezonie w wykonaniu Alexandry Eali. Momenty, które pozwoliły jej awansować na 28. miejsce w rankingu WTA. A na tym 21-latka wcale nie zamierza poprzestać.

    Jej występ na londyńskich kortach Wielkiego Szlema został okraszony między innymi zwycięstwem 7:6(9), 6:2 nad samą obrończynią tytułu – Igą Świątek, co sama zainteresowana świętowała z przejęciem i niedowierzaniem.

    Trenował Igę Świątek, teraz dołączył do Jeleny Ostapenko. I od razu ogłasza ws. pracy

    Teraz, po porażce Alexandry Eali z Leylah Fernandez w 1/8 finału imprezy w Waszyngtonie, jej formę wzięli pod lupę dziennikarze serwisu Tennishead, dopatrując się niebywałej poprawy w grze 21-latki.

    Zagłębiając się w podstawowe dane, staje się jasne, że Alexandra Eala gra w najlepszy tenis w swojej dotychczasowej karierze

    A broniąc tej tezy, przedstawili twarde dowody oparte na tenisowych statystykach.

    Tenis. Alexandra Eala pod lupą. “Najlepszy tenis w karierze”

    Te najbardziej spektakularne dotyczą serwisu filipińskiej tenisistki, który do tej pory często był jej słabością, wykorzystywaną przez rywalki. Teraz widzimy jednak odwrotną tendencję.

    Jeszcze w 2024 roku Alexandra Eala zanotowała ledwie cztery asy, podczas gdy teraz jej licznik dobił już do 56, a przecież przed nami wciąż kilka imprez do rozegrania. Wzrostów można dopatrzyć się także w punktach wygranych przy własnym serwisie (od 47,8 procent w 2024 roku, do 56,4 w tym sezonie) oraz wygranych gemach (od 44,6 do 65,6).

    Grała w finale Wimbledonu ze Świątek. Wraca do byłego trenera. Wyciekło nagranie

    To jednak tylko jeden z kilku aspektów, jakie w ostatnim czasie wyszlifowała Alexandra Eala.

    – Stała się też znacznie bardziej agresywna, potrafi odwrócić losy wymian z trudnych pozycji, będąc zepchnięta do obrony i nie ogranicza się już tylko do tego, by wytrzymać dłużej niż przeciwniczki – podsumowuje przemianę 21-latki serwis Tennishead.
    Tenisistka ubrana na biało klęczy na trawie z rakietą w dłoni, opierając się na jednej ręce i patrząc w dół, wyrażając emocje po zakończonej akcji.

    Alexandra EalaADRIAN DENNISAFP
    Osoba w jasnej kurtce i ciemnej czapce z daszkiem podnosi rękę do czoła, patrząc w bok, z przodu mikrofon.

    Iga ŚwiątekAFP7 vía Europa Press/Associated Press/East News East News

  • Długo oczekiwane losowanie w Kanadzie. Polski hit już w pierwszej rundzie

    Długo oczekiwane losowanie w Kanadzie. Polski hit już w pierwszej rundzie

    Męski kalendarz w drugiej połowie roku jest ułożony inaczej niż ten w WTA, choć do zakończenia US Open oba się niemal pokrywają. Panowie mniej ważnych imprez mają w Azji (w jednym tygodniu dwa turnieje 500 w Tokio i Pekinie, później Masters w Szanghaju), mocnym akcentem kończą zaś w Europie. To nie tylko ATP Finals w Turynia i decydująca faza Pucharu Davisa (Bolonia), ale też Masters w Paryżu i istotne turnieje rangi 500 w Bazylei oraz Wiedniu.

    Najpierw jednak ten okres zaczynają rywalizacje w Ameryce Północnej – ATP 1000 w Montrealu, później w Cinncinnati, wreszcie US Open.

    W Kanadzie rywalizacja zacznie się w poniedziałek, będzie trochę “kulawa”. To za sprawą rezygnacji gwiazd: wycofali się m.in. Jannik Sinner i Novak Djoković, z kolei Carlos Alcaraz zaplanował swój powrót po kilku miesiącach przerwy dopiero w Cincinnati.

    A to oznacza przerwanie serii Włocha, który wygrał wszystkie tegoroczne rywalizacje w zawodach tej rangi.

    ATP Masters 1000 w Montrealu. Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak poznali swoich rywali

    Hubert Hurkacz w pechowy sposób zakończył Wimbledon. To mógł być jego najlepszy Wielki Szlem od 2,5 roku i Australian Open 2024, Polak był faworytem w starciu z Janem-Lennardem Struffem o ćwierćfinał. I prowadził 2:0. Pod koniec czwartej partii doznał kontuzji, przetrwał jeszcze kilkadziesiąt minut, by w końcu jednak skreczować przy 2:4 w piątej partii. Uraz mięśni brzucha okazał się na tyle bolesny, że Wrocławianin wycofał się z imprez rangi 250 w Umagi i Estoril. Powrót zaplanował właśnie na Montreal – tu w 2022 roku grał o tytuł, niespodziewanie lepszy w finale okazał się Hiszpan Pablo Carreño Busta.
    Mężczyzna w białej koszulce sportowej z widocznym logotypem Adidas na tle niebieskiego kortu tenisowego wyraża silne emocje, szeroko otwierając usta.

    Hubert HurkaczIzhar KHAN / AFPAFP

    Gośćmi ceremonii losowania National Bank Open byli Daniił Miedwiediew i kończący już karierę Gael Monfils. Rosjanin wygrał ten turniej pięć lat temu, choć w Toronto. Francuz dwukrotnie był w półfinale – w 2016 roku przegrał go z Novakiem Djokoviciem, trzy lata później oddał walkowerem starcie z Rafą Nadalem.

    I to na ich oczach obaj Polacy poznali swoje miejsce w singlowej drabince.
    Gael Monfils

    Gael MonfilsAFP

    Obaj nasi zawodnicy nie zostali rozstawieni, a to oznaczało, że zaczną zmagania od pierwszej rundy. Majchrzak, który zaliczył już przetarcie w Waszyngtonie (wygrał z Tommym Paulem, później przegrał z Taylorem Fitzem), od razu wpadł na… Mofilsa. Zagra z niespełna 40-letnią legendą po raz pierwszy w karierze. Triumfator tej potyczki wpadnie w drugiej rundzie na rozstawionego z “12” Amerykanina Learnera Tiena.

    A później może być… sprawdzony schemat z Waszyngtonu – Tommy Paul w trzeciej rundzie, Taylor Fritz – w czwartej. Najwyżej rozstawionym zawodnikiem w tej ćwiertce jest Alexander Zverev – turniejowa jedynka.

    Hurkacz z kolei swojego rywala pozna… w niedzielę. Będzie to bowiem jeden z zawodników, który w sobotę zacznie zmagania w kwalifikacjach. Jeśli Wrocławianin wygra, to w drugiej rundzie zmierzy się z Alejsandro Tabilo. A w trzeciej może wpaść na… Miedwiediewa.

    Po godz. 18 zacznie się ceremonia losowania WTA w Toronto.
    Mężczyzna w sportowej koszulce na tle rozmytego stadionu, z zaciśniętą pięścią i poważnym wyrazem twarzy, co sugeruje moment sportowej rywalizacji lub świętowania sukcesu.

    Hubert HurkaczCARMEN JASPERSENAFP
    Tenisista w czapce podczas wykonywania uderzenia oburącz, skupienie na piłce i rakiecie w trakcie dynamicznej akcji na korcie.

    Kamil MajchrzakIris van den BroekAFP

    Bartłomiej Bołądź: Nastawiamy się na ciężkie spotkanie.

  • Chwalińska u Sabalenki, duży fart Świątek. Tak wygląda drabinka w Toronto

    Chwalińska u Sabalenki, duży fart Świątek. Tak wygląda drabinka w Toronto

    Rok temu Iga Świątek do Wimbledojnu przystępowała jako czwarta zawodniczka rankingu, po finale w Bad Homburg, choć była rozstawiona z “8”. A i tak zdobyła historyczny tytuł na trawie. W turniejach rangi 1000 nie miała tak niskiej pozycji od rywalizacji w Dosze w lutym 2022 roku. To tam zaczęła swoją serię 37 kolejnych zwycięstw, która wprowadziła ją bardzo szybko na sam szczyt.

    Teraz Iga spadła na ósme miejsce w rankingu, choć w kanadyjskim turnieju została rozstawiona z “7”. To efekt wycofania się Karoliny Muchovej. W Toronto tytułu nie będzie też broniła Victoria Mboko, doznała kontuzji w Queens na początku czerwca – to z kolei sprawiło, że na jeszcze wyższą pozycję w drabince mogła liczyć Maja Chwalińska. Ona dostała numer “18”, również po rezygnacji Jasmine Paolini.

    Dla Świątek i Chwalińskiej będą to pierwsze spotkania od Wimbledonu – Maja w Londynie doznała kontuzji, mając piłkę meczową w starciu z Mananchayą Sawangkaew. Musiała zrezygnować z gry w deblu, opuściła też turnieje na mączce w Jassach i Hamburgu. A Iga przegrała w trzeciej rundzie z Alexandrą Ealą.

    Rozstawienie oznaczało, że obie zaczną zmagania w stanie Ontario od drugiej rundy – w środę lub czwartek. A Magda Linette i Magdalena Fręch – od pierwszej. One miały już przetarcie za oceanem – wystąpiły w WTA 500 w Waszyngtonie.

    WTA 1000 w Toronto. Ceremonia losowania, gwiazdą… Iga Świątek

    Sześciokrotna mistrzyni Wielkich Szlemów została zaproszona na ceremonię losowania. – Cieszę się, że mogłam przylecieć trochę wcześniej, przygotować się na warunki tutaj. No i jet lag odpadnie w trakcie turnieju – mówiła.

    Igę oczywiście pytano o jej pierwszy start w Toronto – z 2019 roku. Miała 18 lat, przeszłą kwalifikacje, a później pokonała Ajlę Tomljanovic i Caroline Wozniacki, co było sporą sensacją. Dunka zajmowała wtedy 18. miejsce na świecie, Polka – 65. Dopiero w trzeciej rundzie Iga przegrała z ówczesną wiceliderką rankingu Naomi Osaką 6:7 (4), 4:6. – Zawsze czułam tu wsparcie kibiców, także polskich – przyznała.
    Sportowiec w fioletowej czapce z daszkiem i koszulce bez rękawów stoi na korcie tenisowym, w tle rozmyte sylwetki publiczności.

    Iga ŚwiątekFoto OlimpikAFP

    W 2022 roku Iga przegrała w Toronto w trzeciej rundzie z Beatriz Haddad Maią, dwa lata temu zrezygnowała z udziału, bo musiałaby lecieć do Kanady prosto z igrzysk olimpijskich w Paryżu.

    W drabince znalazło się miejsce dla 96 zawodniczek – 32 rozstawione tenisistki od razu znalazły się w 1/32 finału.

    Świątek trafiła do górnej połówki – z Aryną Sabalenką. A w ćwiartce znalazła się z Jessicą Pegulą. Zacznie jednak od potyczki z lepszą z pary Sara Bejlek – Xinyu Wang. A później może zmierzyć się z Donną Vekić. Niemniej do 1/8 finału ścieżka Igi wygląda… bardzo spokojnie. A to ważne po tak długiej przerwie bez gry.

    Ścieżka Igi Swiątek w Toronto:

    1. runda – wolny los

    2. runda – Sara Bejlek lub Xinyu Wang

    3. runda – Kimberly Birrell, Viktorija Golubic lub Donna Vekic

    4. runda – Marta Kostiuk lub Madison Keys

    1/4 finału – Diana Sznajder, Anna Kalinska, Jessica Pegula

    1/2 finału – Aryna Sabalenka, Elina Switolina, Clara Tauson, Amanda Anisimova

    Finał: Jelena Rybakina, Linda Noskova, Coco Gauff, Mirra Andriejewa, Belinda Bencic, Naomi Osaka, Barbora Krejcikova.

    Chwalińska wpadła do sektora z Aryną Sabalenką – to jej potencjalna rywalka już w 4. rundzie. Maja zacznie zmagania od meczu z Talią Gibson lub Elisabettą Cocciaretto. A jeśli wygra, może wpaść na Jekateriną Aleksandrową, o ile ta będzie w stanie rywalizować po udarze cieplnym, przez który swój mecz w Waszyngtonie zakończyła na wózku.

    Magdalena Fręch w pierwszej rundzie zagra z kwalifikantką, a jeśli wygra – dojdzie do jej rewanżu z… Jessicą Pegulą. Z kolei Magdę Linette czeka mecz z kanadyjską “dziką kartą” Carol Zhao, a później następny jej mecz w ostatnim czasie z Ivą Jovic. Na razie w bilansie ich potyczek jest 3:0 dla 18-latki z USA.

    Już w trzeciej rundzie może dojść do kilku hitów. A na takie miano zasługują starcia: Sabalenka – Ostapenko czy Kostiuk – Keys.
    Młoda kobieta z długimi, jasnymi włosami w zielonej sportowej kurtce z logotypami Lotto i Orlen, stojąca na tle z rozmytymi emblematami.

    Maja ChwalińskaTomasz Jastrzębowski/ReporterEast News
    Magda Linette

    Magda LinettePhoto by FOTO OLIMPIK / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP

    Denis Shapovalov – Dalibor Svrcina. Skrót meczu.

  • Polska tenisistka robi furorę, wygrana w turnieju. Nagle zdumiewające słowa

    Polska tenisistka robi furorę, wygrana w turnieju. Nagle zdumiewające słowa

    Czy świat oglądany z perspektywy 185. miejsca w rankingu WTA wygląda troszkę piękniej, ładniej, przyjemniej?

    Martyna Kubka: – Nie (uśmiech). Myślę, że nie odczułam jakiejś różnicy, bo koniec końców są to tylko numerki. Wiadomo, bardzo się cieszę, że ostatnio mój tenis zmierza w dobrym kierunku. Bardzo jestem zadowolona z tego, nie ma co ukrywać. Aczkolwiek przede mną też kolejne wyzwania i cele, nie chciałabym się zatrzymywać, ale progres bardzo cieszy. Wierzę, że będę w stanie piąć się dalej w rankingu, plasować się coraz wyżej.

    Przy okazji Wimbledonu odbyliśmy rozmowę, gdy ważyły się twoje losy i zabrakło jednego miejsca, byś wystartowała w kwalifikacjach najstarszego turnieju wielkoszlemowego. Zwracałaś uwagę na progres i postęp w swoim tenisie, co rozpoczęło się w grudniu zeszłego roku. Wszystko to, o czym mówiłaś, zaprowadziło cię do zwycięstwa w Hiszpanii, czy ten turniej jeszcze coś dodatkowo uwypuklił?

    – Zacznę od tego, jeśli mam być w pełni szczera, że nie jestem do końca zadowolona z tego, jak zaprezentowałam się w Hiszpanii.

    A to ciekawe.

    – Ogólnie to był dość specyficzny turniej, bo niby był rozgrywany na nawierzchni twardej. I technicznie rzecz biorąc to była nawierzchnia twarda, ale troszkę inna, bardziej asfaltowa. Nie ukrywam, że trochę specyficzna, dosyć szybka, plus dochodziła delikatna wysokość miejscowości Vitoria-Gasteiz, chyba 550 metrów nad poziomem morza. Więc warunki były dosyć ciężkie i też wiem, że nie tylko dla mnie, bo rozmawiałam z innymi dziewczynami. Nie tylko grałyśmy, ale trenowałyśmy razem, więc wiem, że wiele z nich miało podobne odczucia. Nie będę ukrywać, że grało się ciężko. Wymiany też nie były za długie, a wysokość, nawierzchnia plus szybkość powodowało, że popełniało się więcej błędów.

    To może tym bardziej powinnaś być zadowolona, że sobie poradziłaś.

    – Poniekąd tak, zdecydowanie (śmiech). Nie sztuką jest wygrać mecz, jak wszystko wychodzi. Cieszę się, bo ostatnie trzy mecze były bardzo długie i wymagające. Już praktycznie przegrałam ćwierćfinał, bo wyszłam z 2:5 i piłki meczowej. Trzeba było wytrzymać te najważniejsze momenty. Najbardziej jestem zadowolona, że wytrzymałam mentalnie, ale powtórzę, że z poziomu swojego tenisa do końca nie jestem usatysfakcjonowana.

    To specyfika całego naszego kochanego sportu, jaką wagę mają pojedyncze mecze. Maja Chwalińska jedno z najtrudniejszych spotkań w Paryżu stoczyła w decydującej rundzie eliminacji. Gdyby nie wyszła z tego trudnego położenia, jej przepiękna historia w Roland Garros by się nie napisała. Ty wspominasz o swoim ćwierćfinale, sytuacja już była dramatyczna i w gruncie rzeczy mnóstwo osób już pewnie godziło się z myślą, że pewnie na tym zakończy się twoja przyprawa.

    – Wszystko prawda. To właśnie też pokazuje po prostu, że w tenisie trzeba grać do ostatniej piłki. Nawet można bardzo wysoko prowadzić, ale gdy jeszcze nic nie jest przesądzone, nie wolno obniżać poziomu. Z drugiej strony zawsze opłaca się walczyć, nawet gdy sytuacja jest już w pewnym sensie beznadziejna. Krótko mówiąc, opłaca się walczyć. Przy tym wyniku już wiedziałam, że prawdę mówiąc nie mam nic do stracenia, więc po prostu starałam się walczyć o każdy punkt. Potem, jak wykrywałam kolejne gemy, zdawałam sobie sprawę, że przeciwniczce nie gra się najłatwiej. Miała w głowie, że przed chwilą miała piłkę meczową, a nie zamknęła meczu. Starałam się to wykorzystać, więc jest to naprawdę bardzo, bardzo cenne zwycięstwo. Myślę, że w pewnym sensie pozwoliło mi wygrać kolejne spotkania. W trzysetówkach w półfinale i finale też miałam trudne momenty, w finale przegrałam pierwszego seta, ale wtedy przypominałam sobie, z jakich tarapatów potrafiłam wyjść. To też mnie budowało, a jednocześnie pozwalało się w pewien sposób rozluźnić. Przekonywałam siebie, że dla przeciwniczki to także jeszcze daleka droga do zwycięstwa, więc zbudowałam sobie cenną historię.

    Z Hiszpanii ruszyłaś do Pragi, gdzie zagrałaś w ćwierćfinale debla w parze z Nadią Kiczenok, ale przegrałyście po super tie-breaku. Tam zamieszanie dotyczyło waszych rywalek, ale najwyżej rozstawioną parę Xinyu Jiang/Fang-Hsien Wu zastąpiły rozstawione z “piątką” Ingrid Martins i Makoto Ninomiya. Do tego doszło napiętnowanie w Ukrainie twojej deblowej partnerki za obecność na ślubie pochodzącej z Rosji Darii Kasatkiny, która też mogła nie czuć się swojo.

    – Co do Nadii, to nie dała mi odczuć, aby ta sprawa miała na nią wpływ. Aczkolwiek rozmawiałyśmy na ten temat, ponieważ stał się on dość głośny. Jednak nie wydaje mi się, żeby to w większym stopniu wpłynęło na jej poczynania na korcie. Wiadomo, że cała ta sytuacja na linii Ukraina – Rosja jest dosyć skomplikowana, ale nie chciałabym się w to zagłębiać.

    A jeśli chodzi o sam przebieg tego zaciętego spotkania, zakończonego rezultatem 7:10?

    – Pierwszy set był na pewno na dużo lepszym poziomie z naszej strony. Potem troszkę sytuacja się odwróciła, od drugiego seta zaczęłyśmy grać trochę gorzej. Zwłaszcza ja, nie ukrywam, że nie jestem zadowolona ze swojej gry potem. Też odczuwałam zmęczenie po turnieju w Hiszpanii, bo tak naprawdę w dniu finału przetransportowałam się do Pragi. Wiadomo, starałam się trochę potrenować, a z drugiej strony trochę odpocząć, co było wyzwaniem.

    – Wiadomo, że nie zdążyłam na singla do Pragi przez to, jak dobrze mi poszło w Hiszpanii, dlatego leciałam na samego debla. Może czułam pewnego rodzaju ulgę, że gram samego debla. Na singla bym nie wyszła, bo byłam naprawdę mocno zmęczona. Fajnie, że mogłam zagrać z Nadią, bo jest doświadczoną deblistką, ale nie jestem do końca zadowolona z mojej gry. Taki jest sport: raz się wygrywa, raz się przegrywa. Za to teraz mam parę dni odpoczynku, więc chwila na regenerację po tym wymagającym okresie i potem chwila przygotowań do turnieju w Warszawie.

    No właśnie, WTA 125 w stolicy, wielkie wydarzenie w naszej metropolii w dniach 2-8 sierpnia. Z twoim podwójnym udziałem.

    – Tak jest, dostałam “dziką kartę” do singla, a wystąpię także w deblu.

    Gra podwójna szykuje się wyjątkowo. Nie wiem, na ile bywasz emocjonalna, ale wystąpisz w parze z weteranką Alicją Rosolską, na której to będzie pożegnalny występ. Mocnych doznań zapewne nie zabraknie.

    – Ala jakiś czas temu do mnie napisała, czy chciałabym z nią zagrać w Warszawie. Od razu powiedziała, jaka jest sytuacja, że to będzie jej ostatni turniej. Niewątpliwie nadciąga fajne wydarzenie, zwłaszcza, że z Alą dobrze się znamy i mamy fajny kontakt. Bardzo mi miło, że byłam jej pierwszym wyborem (uśmiech). Mam nadzieję, że sporo osób przyjdzie kibicować Ali i wszystkim Polkom.

    A jak później będzie wyglądał plan, gdy chodzi o Amerykę i przygotowania do US Open, gdzie wystąpisz w kwalifikacjach?

    – Generalnie organizatorzy turniejów ITF i WTA nie ułatwiają zadania zawodniczkom w okolicach mojego rankingu. Chciałabym zagrać jakiś turniej w Stanach przed US Open, tylko po prostu nie ma ani jednego turnieju, gdzie mogłabym wystąpić. Na ten moment sprawa wygląda tak, że niestety będę jechać od razu na US Open, bo fajnie byłoby się rozegrać. Wiadomo, zmienić strefę czasową i zagrać jakiś mecz w zbliżonych warunkach, ale tego nie będzie.

    Faktycznie, dalece to niekomfortowe.

    – Skoro jednak nie ma takiej możliwości, więc nawet nie mam co nad tym rozmyślać i obciążać się mentalnie. Zatem na pewno zagram turniej w Warszawie i kolejny ruch będzie zależał od tego, jak mi pójdzie i ile meczów zagram. Jeżeli ta liczba będzie niewystarczająca, to jeszcze od razu po Warszawie zagram ITF-a niższej rangi, chyba 35 w Hiszpanii lub Wielkiej Brytanii, bo też nie ma nic innego. A jeśli w stolicy pogram dobrze, to potem chwilę potrenuję i polecimy do Nowego Jorku.

    Już założyłaś sobie, ile rozegranych meczów da odpowiedź, który wariant wybrać?

    – Tak sztywno to nie. Oczywiście wiadomo, że jeden nie byłby wystarczająco, a co przy kolejnych? To zależy, jak pogram singla i debla, a także jak wymagające będą te spotkania. Zadecydujemy na pewno po turnieju.

    Zapętlmy jeszcze naszą rozmowę. Media i kibice mocno odtrąbili twój awans. Mocno budujesz się tym faktem, że jesteś w drugiej setce światowego rankingu? Poczułaś dodatkowy wiatr w żagle?

    – Wiadomo, że bardzo się z tego cieszę. I też cieszę się z faktu, że cieszą się inni. Jednocześnie staram się nie narzucać na siebie większej presji z tego tytułu, że jestem wyżej w rankingu i prawdopodobnie będę grała teraz wyższe rangą turnieje, bo będę się do nich dostawała. Dla mnie najważniejszy jest proces, progres i trenowanie. Wsparcie kibiców i mediów jest bardzo ważne i bardzo się z niego cieszę, ale mam nadzieję, że na tym nie poprzestanę, bo chcę piąć się wyżej i wyżej.

    Rozmawiał Artur Gac, Interia

    Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl
    Zawodniczka w czerwonym stroju sportowym z godłem Polski, uniesiona zaciśnięta pięść w geście determinacji na tle trybun.

    Martyna KubkaSebastian SienkiewiczNewspix.pl
    Tenisistka w czerwonej koszulce i białej spódniczce z zaciśniętą pięścią krzyczy z determinacją po udanej akcji na korcie podczas meczu.

    Martyna KubkaKRZYSZTOF HELIOS/400MMNewspix.pl

    Analiza Macieja Synówki po meczu Mai Chwalińskiej z Mananchayą Sawangkaew

  • Prawda wyszła na jaw. Nadchodzi koszmar dla Świątek i Chwalińskiej. Szalony plan

    Prawda wyszła na jaw. Nadchodzi koszmar dla Świątek i Chwalińskiej. Szalony plan

    Kalendarz tenisowy jest sprawą bardzo szeroko dyskutowaną już od dawna. Jednym z głównych głosów narzekających na działania władz tenisa jest Iga Świątek. Polka wielokrotnie wyrażała swoje niezadowolenie. Można założyć, że niebawem znów zabierze głos. Ukazał się bowiem kalendarz na 2028 roku. Igrzyska olimpijskie rozpoczną się ledwie kilka dni po finale Wimbledonu. Szykuje się prawdziwy koszmar.
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekPitt/Action Plus/ShutterstockEast News

    – Tak, jak w przypadku WTA, z tymi wszystkimi obowiązkowymi zasadami, zrobiono z tego dla nas istne szaleństwo. Nie sądzę, żeby jakakolwiek czołowa zawodniczka była w stanie to osiągnąć, na przykład grając w sześciu turniejach 500. Musimy być w tym mądre, nie przejmować się zbytnio zasadami – mówiła w 2025 roku Iga Świątek.

    A jednak powrót Świątek na “1” w rankingu WTA? Sabalenka w odwrocie, ale warunek jest inny

    Słowa Polki na temat kalendarza obiegły cały świat. Większość zawodniczek się z nimi zgadzała, ale np. Qinwen Zheng postawiła się w opozycji do naszej gwiazdy. Generalnie jednak panuje powszechna zgoda, że tenisistki i tenisiści grają za dużo, zbyt często, co przekłada się na ich zdrowie.

    Szalony rok 2028. Igrzyska i Wimbledon zaraz po sobie

    W tym kontekście dobrym przykładem jest Carlos Alcaraz, który 12 kwietnia rozegrał finał w Monte Carlo z Jannikiem Sinnerem, a dwa dni później doznał kontuzji nadgarstka podczas meczu turnieju w Barcelonie. Jak się okazuje, podobna sytuacja będzie możliwa w 2028 roku, ale przy zupełnie innej randze imprez.

    Ukazał się bowiem kalendarz na sezon 2028, a ten będzie sezonem olimpijskim. Finały Wimbledonu 2028 zostaną rozegrane 15 (panie) i 16 (panowie) lipca. Z kolei wspomniane igrzyska olimpijskie rozpoczną się dla tenisistów i tenisistek już 19 lipca (czasu amerykańskiego). Czasu na odpoczynek praktycznie nie będzie.

    Nietypowy trening Świątek, nagranie trafiło do sieci. Od razu padło takie pytanie do fanów

    Co ważne do zaznaczenia, tenisistów i tenisistki czeka także bardzo długi lot. Przelot z Londynu do Los Angeles bez przesiadek orientacyjnie trwa bowiem ponad 11 godzin. To coś absolutnie szalonego i bez wątpienia niebezpiecznego dla zdrowia najlepszych zawodników i zawodniczek.

    Dla porównania w poprzednim roku olimpijskim po Wimbledonie mistrzowie, a więc Barbora Krejcikova i Carlos Alcaraz mieli około dwa tygodnie na regenerację. Wówczas na igrzyskach zabrakło wielu gwiazd. W Paryżu nie zagrał Jannik Sinner, nie pojawiły się także Aryna Sabalenka i Jelena Rybakina. Można się zastanawiać, co będzie ważniejsze dla światowej czołówki w 2028 roku.
    Zwycięska tenisistka w białej koszulce i czapce zaciśniętą pięścią pokazuje radość i energię po wygranym punkcie, w tle rozmazowane logo turnieju.

    Iga Świątek na Wimbledonie 2025Henry NichollsAFP

    Jaime Faria – Gonzalo Bueno. Skrót meczu.

  • A jednak wielki powrót Świątek na “1” w rankingu WTA? Sabalenka w odwrocie

    A jednak wielki powrót Świątek na “1” w rankingu WTA? Sabalenka w odwrocie

    Zdaniem Dominiki Cibulkovej, finalistki wielkoszlemowego Australian Open 2014 oraz niegdysiejszej czwartej rakiety świata, Iga Świątek ma realne szanse, by powrócić na szczyt rankingu WTA.

    Myślę, że na pewno może wrócić na pierwsze miejsce

    Jest jednak jeden kluczowy warunek do spełnienia (poza, oczywiście, wynikami). Polka musi wygrać walkę z samą sobą. “Kibicuję Idze Świątek. Sądzę, że mecze, w których przegrywa, to mecze z samą sobą. Kiedy dobrze stoi mentalnie, jest przygotowana, twarda i silna, to nie ma wielu zawodniczek, które mogłyby ją pokonać” – ocenia Słowaczka.

    Świątek odzyska tenisowy tron? Sabalenka traci punkty

    “Wszystko zależy od pewności siebie. Oczywiście, trzeba ciężko trenować i dużo ćwiczyć, ale tak, pewność siebie… Jeśli nie jesteś w odpowiednim nastroju, możesz ją stracić w trakcie jednego meczu” – kontynuuje temat Cibulkova.

    Według niej mecze przegrywane przez Polkę często mają wspólny mianownik: walkę z własną głową, spadek pewności siebie i brak pełnej ostrości w decydujących momentach.

    Obecnie Iga Świątek zajmuje 8. lokatę w światowym rankingu, co jest dla niej dużym spadkiem w porównaniu do lat ubiegłych. Wszak przecież przez długi czas liderowała w notowaniu WTA, a gdy koszulkę liderki przejęła Aryna Sabalenka, Polka i tak przez pewien okres nie schodziła z podium.

    Białorusinka jest “jedynką” od października 2024 roku. Jej przewaga jednak topnieje i wynosi obecnie zaledwie 407 pkt nad drugą Jeleną Rybakiną. Lada chwila może nastąpić więc zamiana miejsc, a Arynie niekoniecznie będzie dane świętować drugą rocznicę wdrapania się na tenisowy szczyt.

    Cibulkova grała z Sabalenką. Mimo to wybiera Świątek

    Przed zakończeniem kariery w 2019 roku Dominika Cibulkova dwukrotnie mierzyła się z Sabalenką: w Wuhan 2018 i w Roland Garros 2019. Oba mecze przegrała, ale z bliska zobaczyła skalę fizycznej przewagi Białorusinki.

    Tak, Sabalenka jest silna

    “Kiedy patrzę z mojej perspektywy… Grałam przeciwko niej, kiedy kończyłam karierę, i zauważyłam, że jest potężna. To świetna zawodniczka, ale moją ulubioną jest Świątek” – dorzuca od razu.

    Spektakularne sukcesy Świątek. Tego nikt jej nie odbierze

    Mimo że ten sezon nie układa się po myśli Igi Świątek, trudno przejść obojętnie obok osiągnięć Polki z minionych lat.

    Ma na koncie 25 tytułów WTA i 6 triumfów wielkoszlemowych: 4 w Roland Garros, 1 w US Open i 1 w Wimbledonie. W oficjalnych materiałach WTA widnieje także jej dorobek 125 tygodni jako liderki rankingu, rozłożonych na dwa okresy panowania.

    Pełne uznania słowa Cibulkovej świadczyć mogą o tym, że zagraniczne środowisko wciąż nie skreśla Igi Świątek mimo jej ostatnich wahań formy oraz słabszych wyników.

    Emocje w tie-breaku. Nerwowa reakcja Igi Świątek.

  • Ojciec legendy zwrócił się do Igi Świątek. Oferuje swoją pomoc

    Ojciec legendy zwrócił się do Igi Świątek. Oferuje swoją pomoc

    Do tej pory w tym sezonie Iga Świątek radziła sobie raczej przeciętnie – 24-latka nie wygrała ani jednego turnieju, a podczas Wimbledonu odpadła z rywalizacji już na etapie trzeciej rundy. Porażka ta kosztowała ją kolejny spadek w rankingu – Polka zajmuje teraz bowiem dopiero ósme miejsce. Wobec sytuacji sześciokrotnej mistrzyni Wielkiego Szlema obojętnie nie przeszedł Piotr Woźniacki. Ojciec Karoliny Woźniackiej zaoferował swoją pomoc byłej liderce światowego rankingu.
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekDita Alangkara/Associated Press/East NewsEast News

    Iga Świątek pierwszej połowy tego roku nie będzie wspominać dobrze – Polka przez ostatnie miesiące ani razu nie zdołała dotrzeć do finału podczas międzynarodowych imprez. Podczas tegorocznej edycji Wimbledonu 24-latka bronić miała wywalczonego przed rokiem tytułu, ostatecznie jednak została wyeliminowana w trzeciej rundzie przez Alexandrę Ealę. Porażka ta kosztowała Raszyniankę nie tylko kolejne wielkoszlemowe trofeum, ale również pozycję w rankingu. Obecnie bowiem była liderka zestawienia najlepszych tenisistek jest ósmą rakietą świata.

    Głośno po ślubie rywalki Świątek. Ukraińcy się wściekli. Wydano oświadczenia

    Piotr Woźniacki oferuje pomoc Idze Świątek. “Ma mój numer”

    Wobec sytuacji zawodniczki, która niegdyś dominowała na kortach, obojętnie nie potrafił przejść Piotr Woźniacki. W rozmowie z portalem WP SportoweFakty ojciec wybitnej tenisistki Karoliny Woźniackiej wskazał, jaki jest największy obecnie problem Raszynianki.

    “Jak patrzę na Igę z daleka, to jej głównym problemem jest to, że za bardzo chce. Za bardzo patrzy na to, żeby nie stracić swojej pozycji w rankingu, która naprawdę nie ma aż tak wielkiego znaczenia. To może jej trochę szkodzić, nawet paraliżować. Warto, żeby uświadomiła sobie, że większość zawodniczek chciałaby być na jej miejscu. Świątek nakłada na siebie zbyt wielką presję. To widać, jak wchodzi na kort, jak zachowuje się w trakcie i po meczu. Po latach pracy z Karoliną łatwo mi to zauważyć. Nie chodzi o to, żeby powiedziała sobie, że jej nie zależy, ale warto, żeby nabrała do tenisa choć trochę dystansu” – przyznał.

    Piotr Woźniacki w dużym stopniu przyczynił się do sukcesów swojej córki, braku doświadczenia nie można mu więc zarzucić. Teraz zaproponował pomoc także sześciokrotnej mistrzyni wielkoszlemowej. “Iga zna mój numer. I nie mówię tego, żeby się przechwalać czy wymądrzać, ale jako życzliwa osoba może mógłbym dać jakąś inną perspektywę. Jako ojciec Karoliny doskonale znam środowisko, w którym jest dużo zazdrości, niechęci, hejtu” – ogłosił.

    A jednak “ostatni taniec” Świątek na długo? Oficjalny komunikat z Chin
    kobieta w sportowej czapce i białej koszulce bez rękawów siedzi na ławce, na tle niebieskiego kortu tenisowego, na jej ubraniu widoczne są logotypy sponsorów

    Iga Świątek znajduje się obecnie poza podium rankingów WTA oraz WTA RaceWILLIAM WEST / AFPAFP
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekTomasz Jastrzębowski/ReporterEast News
    Kobieta w fioletowym stroju sportowym i czapce z daszkiem skupiona podczas meczu tenisowego, z widocznymi logotypami sponsorów na koszulce.

    Iga ŚwiątekCHRISTOPHE ENAEast News

    Oceniła występ Igi Świątek. “Cała Polska oczekuje od niej wyników”.

  • Pokonała Polkę, potem sceny w Niemczech. Tak zachowała się przyjaciółka Sabalenki

    Pokonała Polkę, potem sceny w Niemczech. Tak zachowała się przyjaciółka Sabalenki

    Po niemal dwóch godzinach walki Katarzyna Kawa uległa w 1/16 finału turnieju rangi WTA 250 w Hamburgu Pauli Badosie 5:7, 4:6. Mimo to postawa naszej reprezentantki zasługuje na pochwałę. Jej grę doceniła również właśnie Hiszpanka, a prywatnie przyjaciółka Aryny Sabalenki. Tuż po spotkaniu w Niemczech nie szczędziła Polsce miłych słów.
    Polka pokonana w Niemczech. Po chwili takie słowa przyjaciółki Sabalenki

    Paula Badosa i Aryna SabalenkaWILLIAM WESTAFP

    W najlepsze trwa sezon tenisowy 2026. Po zakończeniu Wimbledonu nadszedł czas na nieco mniejsze turnieje. W poniedziałek 20 lipca rozpoczęły się zmagania w rywalizacji WTA 250 w Hamburgu. To tam pierwszy raz od wielkoszlemowego występu zagrać miała Maja Chwalińska. Niestety nasza niedawna finalistka French Open wciąż skupia się na dojściu do zdrowia i wyleczeniu kontuzji kostki.

    W Niemczech za to wystąpiła inna z naszych reprezentantek – Katarzyna Kawa. I już na start w 1/16 finału czekało ją wielkie wyzwanie, czyli spotkanie z Paulą Badosą, byłą wiceliderką rankingu WTA. Niestety po bardzo dobrej grze Kawa uległa młodszej zawodniczce 5:7, 4:6.

    Jej postawa została jednak doceniona przez rywalkę, która tuż po zakończeniu meczu przyznała, że była zaskoczona poziomem Polki. Po chwili zaznaczyła również, że by wygrać musiała zagrać swój najlepszy tenis.

    Byłam naprawdę zaskoczona, że zagrała tak dobrze. To był naprawdę trudny mecz. Musiałam wznieść się na swój najwyższy poziom, aby ją dzisiaj pokonać

    Badosa zwróciła się do fanów. Piękne słowa. “Jest cudownie”

    Do tego nie zapomniała również o kibicach, którzy licznie zgromadzili się na korcie. Hiszpanka nie kryła, że za każdym razem, gdy przyjeżdża do Niemiec to czuje się bardzo dobrze i ma z tego kraju tylko pozytywne wspomnienia. Wszystkim fanom podziękowała również za obecność.

    – Tutaj jest cudownie. Główny kort jest piękny, a kibice pomagają swoim dopingiem. Zawsze cieszę się, kiedy gram w Niemczech. Mam same dobre wspomnienia z grania tutaj i kocham niemieckich fanów. Dlatego dziękuję Wam za to, że dzisiaj tu przyszliście, nawet jeśli pogoda nie do końca dopisała – dodała.

    Co ciekawe, po meczu w okolicach jej ławki znalazła się masa fanów, by być może otrzymać od 28-latki autograf, bądź zrobić sobie zdjęcie. Na ich szczęście ich ulubienica będzie miała okazję pojawić się na korcie kolejny raz. O ćwierćfinał zawalczy z Panną Udvardy.
    tenisistka w jasnej spódnicy i czarnej koszulce uderza piłkę rakietą podczas meczu, skupiona na grze, z dynamicznym ruchem widocznym w napięciu mięśni i intensywnym wyrazie twarzy

    Paula BadosaMatthew StockmanAFP
    Kobieta w zielonym sportowym stroju i czapce z daszkiem odbija piłkę tenisową rakietą, skupiona na grze. Zaawansowany moment akcji, silnie zarysowane mięśnie rąk, intensywne oświetlenie.

    Paula Badosa, Brisbane 2026Patrick HAMILTONAFP
    Kobieta z jasną opaską sportową na głowie, ubrana w jasną koszulkę, znajduje się na tle nieostrego stadionu lub kortu tenisowego.

    Katarzyna KawaMATTHIEU MIRVILLEAFP

    Włochy – Holandia. Skrót meczu.