• Natłok plotek. Specjalny komunikat Świątek dla Polaków. Kawa na ławę

    Natłok plotek. Specjalny komunikat Świątek dla Polaków. Kawa na ławę

    Natłok plotek. Specjalny komunikat Świątek dla Polaków. Kawa na ławę

    Przed swoim pierwszym meczem – z Laurą Siegemund – na turnieju WTA 500 w Stuttgarcie Iga Świątek miała okazję spotkać się z dziennikarzami podczas konferencji prasowej. Było to pierwsze publicznie wystąpienie 24-latki po zmianie trenera. Wobec tego nie zabrakło pytań dotyczących jej decyzji. Także tego, dlaczego postanowiła pozostawić resztę sztabu w stanie nienaruszonym. Nasza tenisistka wprost odniosła się do tej kwestii i wykładając kawę na ławę wspomniała o krążących plotkach oraz stwierdziła, że był to komunikat skierowany specjalnie do Polaków, a dokładniej – do polskich mediów.
    article cover

    Iga Świątek, Daria AbramowiczWojciech KubikEast News

    Iga Świątek wraca w Stuttgarcie do gry po wstrząsie, który stanowiła dla niej porażka z Magdą Linette w Miami i którego sama dokonała potem w swoim sztabie szkoleniowym, decydując się na zmianę trenera.

    Nie dziwi więc, że podczas konferencji prasowej, na której Polka pojawiła się u progu rywalizacji na niemieckich kortach, nie brakowało pytań, dotyczących tego, co wydarzyło się w ostatnim czasie w karierze byłej liderki rankingu WTA.

    WTA 500 Stuttgart. Iga Świątek zabrała głos przed startem turnieju

    Skąd taka decyzja? Czy była to kwestia daleko posuniętej lojalności? Głos w tej sprawie zabrała sama zainteresowana, ogłaszając, że była to wiadomość specjalnie zaadresowana w stronę Polski.

    – Nie, to było bardziej skierowane do polskich mediów, które były niezwykle szorstkie dla całego teamu. Pojawiło się wiele spekulacji, a ja w zasadzie jednym zdaniem byłam w stanie je odciąć. I po prostu to zrobiłam – powiedziała Iga Świątek. I dodała:

    W Polsce w mediach panował chaos, więc chciałam wyklarować sytuację, także po to, by fani także mogli się dowiedzieć, co się dzieje

    Zabierając głos, nasza tenisistka podkreśliła także, że jest zadowolona z efektów współpracy ze swoją psycholog Darią Abramowicz, trenerem przygotowania fizycznego Maciejem Ryszczukiem czy sparingpartnerem Tomaszem Moczkiem.

    – Praca, którą wykonuję z Maciejem oraz Darią, a także gra z tym samym sparingpartnerem przez wiele, wiele lat – czuję, że to działa i to dobry proces. Właśnie dlatego nie zmieniłam reszty swojego sztabu – zadeklarowała otwarcie czwarta obecnie rakieta świata.

    Odniosła się także wprost do poruszonego przez dziennikarzy tematu lojalności.

    – W sporcie, jeśli chcesz iść naprzód, lojalność jest oczywiście świetna, ale jeśli coś nie działa, musisz reagować, ponieważ nasze kariery nie są zbyt długie, wiecie? Nie mamy czasu na to, by go marnować – zakomunikowała Iga Świątek.
    kobieta z prostymi, brązowymi włosami w jasnej bluzie z logotypami, trzyma uniesione dłonie na wysokości głowy, siedzi przed mikrofonem na tle ciemnej ściany z białymi napisami

    Iga ŚwiątekAP Photo/Aaron FavilaEast News
    Po lewej stronie kobieta w okularach i białej kurtce z godłem Polski oraz logo Lotto patrzy poważnie przed siebie, po prawej zawodniczka w czapce i sportowym stroju ociera twarz ręcznikiem po intensywnym wysiłku.

    Daria Abramowicz i Iga ŚwiątekŁukasz ŻurekAFP

    Iga Świątek zadowolona przed Miami Open. „Podczas treningów czułam się świetnie”.

  • Wielka krytyka spadła na Igę Świątek. Trenerka Ukrainki dosadnie reaguje

    Wielka krytyka spadła na Igę Świątek. Trenerka Ukrainki dosadnie reaguje

    Podobną historię miała pani już okazję przeżyć przed rokiem w Radomiu podczas konfrontacji Polska – Ukraina. Wyzwala to emocje, które rozdzierają wewnętrznie?

    Sandra Zaniewska: – Tak, takie konfrontujące. Po prostu mówię, że jeśli Marta gra, to oczywiście jestem za Martą. To zawodniczka, z którą pracuję, więc jest to normalne. A potem już mam takie myślenie, że niech wygrywa drużyna, która jest lepsza. Wiadomo, że serce jest w Polsce, to się nigdy nie zmieni.

    Jeśli pracuje się w teamie danego zawodnika, to wiadomo, że działa się w jego interesie. I w gruncie rzeczy, przy takim meczu, pani interes nie jest do końca zbieżny z interesem reprezentacji Polski.

    – Dokładnie. Jest to ciekawe i tak naprawdę zabawne, bo Ukraina miała możliwość grania z siedmioma innymi drużynami, a akurat trafiła znowu na Polskę. Jestem dopiero na dwóch Billie Jean King Cup z Martą i na obydwu gra przeciw Polsce. Na pewno jest to niespotykane, ale szczerze mówiąc lubię to, że grałyśmy w Gliwicach. Jestem w domu i spotkałam dużo osób, które znam, a nie widziałam ich przez bardzo długi czas.

    Może zatem, biorąc to wszystko pod uwagę, zaistniał najlepszy dla pani scenariusz?

    – W pewnym sensie tak. Generalnie miał to być tydzień, na którym mnie w ogóle miało nie być. Ale ponieważ jestem ze Śląska, więc Marta zapytała, czy chcę się pojawić. “No jasne, mogę być” – odparłam. Myślę, że jakby dziewczyny grały gdziekolwiek indziej, to by mnie nie było. Tak samo jak w zeszłym roku podczas finałów w Chinach.

    “Sandra Zaniewska to obecnie jeden z najlepszych tenisowych trenerów młodego pokolenia na świecie” – podpisałaby się pani pod takim stwierdzeniem?

    – Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale na pewno takie mam ambicje i chciałabym być w tym gronie. Więc jeżeli jeszcze mnie w nim nie ma, to na pewno chciałabym tam być. Do tego dążę.

    Ma pani 34 lata. Spotyka się pani z lekceważącym stosunkiem na zasadzie: “co ona może wiedzieć o trenowaniu?”.

    – Już nie. Myślę, że na samym początku, jak byłam w pierwszej pracy z Petrą Martić, to trochę tak czułam. Ludzie za bardzo nie wiedzieli czy ja tutaj pracuję, jestem koleżanką, czy przyjechałam na turniej, żeby sobie pooglądać mecze. Na szczęście dla mnie wyniki Petry przyszły dość szybko, pięła się w rankingu od początku naszej współpracy, a w takich wypadkach wyniki mówią same za siebie.

    A jest w gruncie rzeczy banalna odpowiedź na pytanie, dlaczego ten fach jest tak bardzo zdominowany przez męską myśl szkoleniową?

    – Myślę, że takim największym czynnikiem, bym powiedziała, jest to, że kobiety po karierze tak naprawdę wolą chyba być więcej w domu. Skupiają się na rodzinie i sprawach, których nie mogły mieć w momencie jak grały. Mężczyźni nawet jak grają i mają rozkwit karier, równolegle mogą mieć dzieci, a niektóre żony jeszcze jeżdżą z nimi. Dla kobiet nie jest to możliwe, muszą skończyć grać albo zrobić sobie przerwę na dzieci. Uważam, że to w normalny sposób kreuje więcej mężczyzn. Fajnie, że to się zmienia i zawodniczki biorą pod uwagę fakt, że to jest możliwe, by pracować z kobietą-trenerką. Natomiast też nie można winić zawodniczek za to, że skoro wychowały się tylko z mężczyznami, to jest dla nich naturalne, że wolą mieć przy sobie mężczyznę, bo są do tego po prostu przyzwyczajone. I w pewnym sensie zawsze to działało, więc czemu to zaburzać.

    Wasza współpraca z Martą Kostiuk rozpoczęła się w lipcu 2023 roku, zaraz po Wimbledonie. Gdzie jest sufit możliwości pani podopiecznej?

    – Nie ma, nie ma (uśmiech). Tak jak widzimy, Marta jest świetną atletką. Dosłownie jest w stanie zrobić wszystko na korcie fizycznie. Ma piękne uderzenia technicznie. Wiadomo, że zawsze strona emocjonalna była dla niej chyba największą rzeczą, którą mogła poprawić. Myślę, że z roku na rok ona dorasta, zmienia się i poprawia się we wszystkich elementach. Twierdzę, że trzeba dać trochę czasu. Z jednej strony nieraz ludzie mówią, że Marta ma już 24 lata. I to jest prawda, nie wygrała Szlema, ani nie była w półfinale, a największy wynik, jaki zrobiła, to ćwierćfinał. Jednak myślę, że dla niej też tenis nie jest, jak dla niektórych osób, jedyną rzeczą, która byłaby dla niej najważniejsza, a nic innego by się nie liczyło. Marta taka nie jest. Ona po prostu ma inne rzeczy, które też są ważne dla niej w życiu, może nawet ważniejsze od tenisa. A tenis jest jej pracą. Ona na to patrzy w ten sposób, więc jest to troszeczkę inne podejście. Nie uważam, że skoro ma 24 lata, to może już nigdy nie wygrać Wielkiego Szlema. Ona naprawdę ma ku temu możliwości, ale nie jestem w stanie powiedzieć, czy do tego dojdzie. Najważniejsze, że idzie taką drogą, w której jest szczęśliwa.

    Jak to jest z tą emocjonalną stroną Marty? W przeszłości mówiła, że inni trenerzy nie wykazywali zrozumienia, od razu była ganiona i krytykowana. Natomiast w pani znalazła przestrzeń i możliwość, by emocjonalność dalej ukazywać. Czy wobec tego chcecie ten aspekt pokonać, czy jednak nie do końca go poskromić?

    – Ja uważam, że to, że ona jest emocjonalna, z jednej strony może jest jej słabością, ale również wielkim atutem. Pytanie jest tylko, jak ona wykorzystuje te emocje. Dlatego sama emocjonalność dla mnie nie jest problemem. Ma taki charakter, to część jej osobowości i myślę, że to jest fajne. Bo to znaczy, że jej zależy, bardzo chce i dużo zrobi do tego, żeby wygrać. Ona uwielbia rywalizację, nie tylko na koncie, uwielbia rywalizację wszędzie i zawsze chce wygrywać i to jest super. I te emocje po prostu pojawiają się wtedy, gdzie coś ma tak wielką cenę dla niej. Moim zdaniem nie chodzi o to, żeby te emocje zupełnie zabijać, tylko po prostu przestawić je na pozytywną stronę, bo one też mogą jej pomagać. Emocje nie muszą dołować, ale ona może je wykorzystać w taki sposób, który ją pociągnie do jeszcze większej walki. Ja od samego początku nigdy nie mówiłam jej, że to jest problem, który musimy rozwiązać. Tylko tłumaczyłam, że musimy to trochę przekształcić na to, żeby jej pomagało, a nie odbierało energię.

    Gdy pani przejmowała Kostiuk, była notowana na 44. miejscu. Doszłyście dość szybko do miejsca “16”. To na razie jej najlepsze notowanie w karierze, najlepszym dla was sezonem był 2024 rok. Czego teraz brakuje Marcie, żeby móc kontynuować tego typu wyniki, nawiązać do “życiówki”, a nawet pójść wyżej?

    – Myślę, że trochę powtarzalności w turniejach. Jak widzimy, Marta jest w stanie zagrać naprawdę dobrze jeden czy dwa turnieje, a potem jest trochę spadek. Wpływ ma na to bardzo wiele czynników, musielibyśmy tutaj bardzo długo dyskutować. Krótko mówiąc ona też jeszcze dorasta, zmienia się i poprawia, pod tym względem z roku na rok jest coraz lepiej. Przez pierwsze dwa lata bardzo dużo pracowaliśmy również nad zmianami technicznymi i taktycznymi. Teraz miałyśmy dopiero pierwsze takie przygotowanie do tego sezonu, gdzie nie musiałyśmy już robić wielu zmian. Bardziej panowało skupienie na taktycznej grze, mentalnym przygotowaniu do punktów i różnych wyników. Układałam treningi w taki sposób, żeby Marta była w stanie wybierać lepiej patrząc na wynik meczu i stawiać na lepsze rozwiązania. Przez to, że przygotowanie było troszeczkę inne, ja widzę, że nie musimy skupiać się już na tak podstawowych rzeczach, w jakie chodziło wcześniej. Jesteśmy na pewno bliżej tego teraz niż kiedykolwiek wcześniej.

    Powiedziała pani, że atutem Marty jest to, że tenis nie jest jedyną aktywnością w jej życiu. Z jednej strony na pewno to pozwala zachować psychiczny i mentalny dobrostan. Jednak z drugiej strony tenis, generalnie sport zawodowy, wszedł na taki poziom, że wymagane jest zerojedynkowe “sfokusowanie”, co automatycznie niesamowicie drenuje psychikę sportowców. Widzimy ich zmagania, przerywanie karier i tak dalej. To chyba szalenie trudne, by znaleźć złoty środek.

    – Tak, ten balans jest bardzo ciężki i na pewno jest inny dla każdego zawodnika. Dla Marty życie, nie tenis tylko po prostu życie, jest naprawdę ważne. Ona zawsze szukała tego balansu. Oczywiście dalej czasami go szuka, bo jest to sport, który wymaga wiele. Wymaga wiele wyrzeczeń i poświęcenia. Czasami ktoś źle się czuje, a jest akurat czas Wimbledonu czy innego Wielkiego Szlema, niestety trzeba to odsunąć na bok i mimo wszystko robić swoją pracę, bo te turnieje są tak ważne, że się ich nie odpuści. To jest koszt, który kiedyś trzeba będzie w jakiś sposób zapłacić.

    – My w zeszłym roku skończyłyśmy sezon dość wcześnie po to, żeby Marta mogła mieć sześć tygodni przerwy. Wiedziałam, że ona tego potrzebuje, więc nie miałam problemu, by ją dostała, ale szczerze mówiąc podejmując tę decyzję sama siebie pytałam, czy to jest dobre i najtrafniejsze posunięcie, a może w jakiś sposób odbije się czkawką w kolejnym roku. Już w pierwszy dzień, jak wróciłyśmy do treningów, już wiedziałam, że to była dobra decyzja. Nieważne jak ten sezon pójdzie, to wiedziałam, że to była dobra decyzja dla Marty, jako osoby, a nie dla Marty jako tenisistki.

    Co dzisiaj z punktu widzenia zawodniczek, w tym również Marty, najtrudniejsze do udźwignięcia? Są to przede wszystkim ambicje samego zawodnika, bardziej presja najbliższego otoczenia ludzi, szeroko pojętej opinii publicznej, czy publikacje dziennikarzy?

    – Myślę, że to jest bardzo indywidualne. I to też może się zmieniać w zależności od tego, co się dzieje. Ale jeżeli jest taka jedna uniwersalna rzecz dla zawodników, co na pewno jest największym problemem, to jest po prostu kalendarz turniejowy, który jest… Tutaj nie ma zmiłuj, dosłownie nie ma zmiłuj! Jest bardzo ciężko zaplanować jakiekolwiek bloki treningowe. Co z tego, że gdzieś odpadniemy w pierwszej rundzie, skoro tego nie mieliśmy zaplanowanego, bo nastawieniem było spędzić całe 10-12 dni w rytmie startowym. Tym gorzej, gdy zaraz potem jest kolejny dwutygodniowy turniej, jak na przykład Indian Wells i Miami, czy tam Madryt i Rzym. I to jest najcięższe. Ten kalendarz nie daje przestrzeni do tego, żeby mieć większy balans. Coraz więcej zawodników szuka tego, żeby życie trochę zbalansować z pracą, żeby tenis nie był właśnie życiem, tylko bardziej pracą niż życiem.

    Kiedyś powiedziała Pani takie zdanie: “Marta jest jak moja bliźniaczka, ale o 10 lat młodsza”. Czy to jest w dalszym ciągu aktualne, a może celowo trochę pani wychłodziła wasze stosunki, by relacja na linii zawodnik-trener była bardziej powiedzmy rygorystyczna?

    – Nic nie zmieniałam. Jesteśmy bardzo podobne osobowościowo, mamy podobne poczucie humoru, jesteśmy też bardzo podobne z charakteru. Nie uważam, że to jest złe. Wprost przeciwnie, my dogadujemy się na wielu poziomach. To, że spędzamy ze sobą dosłownie więcej czasu niż z naszymi rodzinami świadczy, że jest w naszym teamie odpowiednia atmosfera. Problem byłby wtedy, gdyby na korcie coś było nie tak lub Marta by mnie nie słuchała i nie ufała. Tymczasem ona jest pod tym względem najlepszą zawodniczką, jaką miałam, bo czuję, że ufa mi w stu procentach. Słucha wszystkiego, co mówię i robi wszystko, co od niej wymagam. Rozmawiamy o rzeczach otwarcie, dlatego nie boję się nazywać wprost naszej relacji, bo działa na korcie i poza kortem.

    Przyznała pani, że dając Marcie sześć tygodni odpoczynku, było zawahanie, jak w kwestii mentalnej zadziała na zawodniczkę. Czy w teamie macie psychologa?

    – Tak, Marta współpracuje z psychologiem, ale jest to bardziej pomoc związana z rzeczami życiowymi niż stricte sportowymi.

    Zabieracie nieraz psychologa na turnieje?

    – Nie, zupełnie nie. Pani psycholog jest cały czas w domu w Ukrainie i Marta po prostu rozmawia z nią przez telefon.

    Są to działania zaplanowane wcześniej, czy bardziej reakcyjne?

    – Myślę, że bardziej reakcyjne, dlatego że z tym trybem niestety ciężko cokolwiek zaplanować. Wiele rzeczy jest zmiennych.

    Już kiedyś była pani pytana o ewentualną gotowość do pracy z Igą Świątek, gdy byliśmy jeszcze na etapie odejścia Tomasza Wiktorowskiego. Czy w bieżącej historii pojawiło się choćby wstępne sondowanie ze strony zawodniczki lub kogoś z jej otoczenia na zasadzie: “a jakby to było, jakbyśmy spróbowali z Sandrą”.

    – Ja nigdy nie dostałam kontaktu ze strony Igi, więc nie wiem. Nikt nigdy ze mną się nie skontaktował.

    Liczyła pani po cichu, że być może to jest ten moment?

    – Szczerze mówiąc nie, dlatego że cały czas pracuję z Martą. A jeśli jestem z zawodniczką, to nie myślę o innych i tym, co potencjalnie mogłoby się stać.

    W ubiegłym roku w rozmowie ze sport.tvp.pl powiedziała pani takie słowa: “Dla mnie jako człowieka byłoby dużym faux-pas, jeśli zostawiłabym nie tylko Martę, ale kogokolwiek, by iść pracować z kimś innym. Nie mogłabym wtedy spać spokojnie”. Mocny akcent na lojalność.

    – Dla mnie jest to normalne, jestem po prostu taką osobą. Wiadomo, że czasami rzeczy się kończą, ale nie wydaje mi się, że kiedyś skończyłabym współpracę z kimś po to, żeby iść do kogoś innego. Mogłabym oczywiście jakiś etap zakończyć, jeżeli coś by nie działało i potem pracować z kimś innym, ale nie na tej zasadzie. Czyli dostaję inną ofertę albo nawet lepszą ofertę i idę do kogoś innego. To po prostu nie ja.

    To pytanie też ma kontekst, bo według słów francuskiego tenisisty Giovanniego Mpetshima Perricarda dokładnie tak postąpił nowy trener Igi Francisco Roig. Jeszcze podczas Sunshine Double Hiszpan był widziany przy tym zawodniku. “Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem. To było bardzo zaskakujące i byłem rozczarowany. Miało to potrwać przynajmniej do sezonu na trawie. To bezwzględny świat” – skomentował w rozmowie z “L’Equipe”.

    – No tak, zdarza się i jest to dookoła nas. Ja nie chcę żyć w takim świecie, więc po prostu próbuję przynajmniej sobie kreować innych.

    A to trudne, prawda?

    – Dla mnie to jest po prostu normalna, ludzka rzecz, którą nie tylko wyobrażam sobie w tenisie. W wielu zawodach czy biznesach są ludzie lojalni, mniej lojalni oraz tacy, którzy są w ogóle nielojalni. Taki po prostu jest świat, a pytanie brzmi, jaki kto chce w nim być. Ja wiem, jaka ja chcę być i taka jestem.

    Może to tylko tak łatwo się mówi. Wyobraźmy sobie, że dostaje pani ofertę od Aryny Sabalenki, Jeleny Rybakiny lub wspomnianej Igi. Może takie propozycje zmieniają percepcję i człowiek zaczyna sobie wszystko relatywizować, nawet swoje zasady?

    – Oczywiście na pewno dla każdego byłoby to kuszące i mocno działa na ego. W momencie, gdy zawodniczka z czołówki kontraktuje jakiegokolwiek trenera, jest to potwierdzenie tego, że ten trener jest fachowcem. Jednak dla mnie, w moich myślach, byłby to cały czas powrót do moich wartości. Wartości są dla mnie ważne i ważniejsze jest dla mnie, żeby spać spokojnie i czuć się ze sobą dobrze niż wziąć okazję osiągnięcia czegoś większego lub zarobienia więcej pieniędzy, cokolwiek by to było, mając jednocześnie poczucie, że kogoś się zostawiło i skrzywdziło. To po prostu nie ja. Też nie oceniam, jeżeli ludzie to robią, to ich sumienia i wybory. Dla mnie najistotniejsze, by czuć się dobrze ze sobą i chcę podejmować takie wybory, które na to pozwolą.

    Jeden, dwa, może trzy największe atuty w arsenale Marty Kostiuk to…?

    – Numer jeden jej fizyczność, dwa agresywność i trzy inteligencja tenisowa.

    To ostatnie ważne.

    – Ważne, mega ważne. Czasami, szczerze mówiąc, przeszkadza, bo po prostu widzi trochę za dużo opcji, czyli do wyboru kilka możliwości. Zresztą dużo pracowałyśmy właśnie nad tym, żeby to w pewnym sensie trochę ograniczyć. Nie po to, żeby stała się głupsza na korcie, bo oczywiście nie o to chodzi, ale żeby miała troszeczkę mniej w głowie jeżeli chodzi o możliwości i wybory. Czasami mamy dyskusje na temat jakiegoś punktu i ja mówię “mogłaś tę piłkę zagrać na przykład po linii”, a Marta odpowiada: “tak, ale ja pomyślałam, że mogłabym ją zagrać szybko w środek i to też by było dobre lub otworzyć krótkim crossem”. Tak, to prawda, kilka dobrych opcji było do wyboru, ale musimy patrzeć trzy piłki do przodu. A dzięki temu, że ona jest tak dobra fizycznie, wie, że nawet jak nie zagra idealnego uderzenia, to i tak może to wybiegać do następnej piłki. Zatem wciąż ma szansę wrócić do wymiany i skonstruować ją jeszcze raz, więc czasami za dużo opcji. Obecnie nie pracujemy nad rozszerzeniem jej opcji, tylko nad zmniejszeniem ich.

    Krótko mówiąc celem jest zautomatyzowanie najlepszych opcji?

    – Idealnie to pan określił. Żeby zawodniczka nie musiała myśleć, tylko uderzenia same leciały jej z rakiety.

    Z kolei patrząc na Igę Świątek, co postrzega pani za jej największy skarb?

    – Myślę, że u Igi jest to na pewno jej fizyczność i agresywność, ale u niej na równi podkreśliłabym mentalność. To jaka może być skupiona na korcie, jak po prostu idzie po swoje. To jest niesamowite i myślę, że zawodniczki będąc po drugiej stronie kortu naprawdę czują i to tak jakby powoduje, że płycej oddychają (uśmiech).

    A w ostatnim czasie z kolei nie czują bardziej tego, że można Igę trochę zagotować? Czy na tej do niedawna jej olbrzymiej przewadze można obecnie trochę ugrać?

    – Sądzę, że po prostu Iga troszeczkę więcej psuje. A wiadomo, że w takim momencie, gdy zawodnik sam więcej psuje i popełnia więcej błędów, zaczyna więcej myśleć na korcie, bo musi znaleźć sposób na to, żeby tych błędów robić mniej. Wtedy się frustruje, co zmienia dynamikę. Jednak myślę, że trzeba na to spojrzeć inaczej. Patrzyliśmy na to wszystko, co Iga osiągnęła i wszyscy mówili: “wow, niesamowicie, super, ekstra” i stało się to tak normalne, że teraz gra troszeczkę gorzej i wszyscy myślą, że to jest koniec świata. A ja uważam, że to jest po prostu cykl bycia człowiekiem, dosłownie. To jest normalne i czy to by przyszło teraz, czy kiedykolwiek później, to musiało kiedyś przyjść. Bowiem nikt nie jest na takim topie do końca swojego życia i cały czas. To jest realnie niemożliwe, można to robić długo.

    – To widzimy nie tylko po Idze, ale wcześniej także po Novaku Djokoviciu. Każdy jest tylko człowiekiem, więc jakiś tam spadek przychodzi prędzej czy później. To też jest normalne, nie znaczy, że to jest koniec świata. Po prostu to oznacza, że trzeba znaleźć nowe sposoby na to, żeby znowu tam wejść.

    W naturalny sposób, gdy idzie trochę słabiej szuka się powodów i próbuje dopatrywać przyczyn. Ale zwróciła pani uwagę na pewną absurdalność, bo pytanie jak duża część opinii publicznej byłaby zadowolona z gry Igi dopiero w momencie, gdyby znów wróciła do roli dominatorki i seryjnego wygrywania, a przy tym śrubowania światowych rekordów.

    – Tak to wygląda, bo też Iga do tego swoich kibiców przyzwyczaiła, lecz oczekiwanie czegoś takiego od sportowca do końca nie jest fair. Mnie jest o wiele łatwiej mówić, bo nie jestem zawodniczką, do której te wszystkie komentarze są kierowane, więc jest mi łatwiej patrzeć przez palce.

    – Umówmy się, w większości najbardziej zajadli są ludzie, którzy nigdy nie grali, a na tym poziomie już na pewno nigdy nie grali. Tymczasem wypowiadają się bardzo kategorycznie dosłownie z kanapy oglądając mecze w telewizji. Ja mam trochę taki pogląd, że jeżeli ktoś tam nie był i sam nie dotknął takiego poziomu, to choć rozumiem, że każdy może mieć swoją opinię i i nie mam z tym żadnego problemu, tak pewne wypowiedzi mogą być trochę bardziej dyplomatyczne. Bo internet jest tak otwarty, że pewne rzeczy dochodzą do zawodników, a ci zawodnicy też są tylko ludźmi. Fajnie, że ludzie siedzą na kanapie i oglądają mecze w telewizji, super jeśli kibicują, ale powinno być trochę więcej pozytywności poprzez patrzenie na zawodników jak na ludzi, a nie jak na maszynę.

    Bycie globalną, a nawet krajową gwiazdą w sporcie, w dużym sporcie, którym żyją miliony kibiców, to nieprawdopodobny mentalny wysysacz.

    – Tak. I ogromna presja. W ogóle nie życzyłabym tego nikomu i też sama bym nie chciała tego chyba na siebie, bo jest bardzo dużo do dźwignięcia i życie kompletnie zmienia się. Więc to, że te dziewczyny, czy Iga, czy Sabalenka, czy ktokolwiek inny odnoszą takie sukcesy, jest świetne, bo oczywiście spełniają swoje marzenia, ale to wiąże się z dużym kosztem z innej strony. Ludzie często mówią: “no dobra, fajni

  • Polska jednak zagra na mundialu zamiast Iranu? PZPN ogłasza: “Nie wierzymy”

    Polska jednak zagra na mundialu zamiast Iranu? PZPN ogłasza: “Nie wierzymy”

    Według informacji przekazanych przez dziennikarzy The Athletic, FIFA analizuje różne scenariusze na wypadek ewentualnej rezygnacji Iranu z udziału w nadchodzących mistrzostwach świata. Wśród rozważanych opcji pojawia się nawet możliwość, że zwolnione miejsce mogłaby zająć reprezentacja Polski. Choć brzmi to sensacyjnie i mało realnie, temat zdążył już wywołać spore emocje. Do całej sprawy odniósł się jednak jednoznacznie Polski Związek Piłki Nożnej.

    Marcowa porażka z Szwecja (2:3) przekreśliła szanse Polaków na awans na mundial organizowany w Stany Zjednoczone, Meksyk i Kanada. W efekcie pojawiły się głosy, że to nie tylko koniec marzeń o udziale w turnieju, ale również możliwy schyłek reprezentacyjnej kariery Robert Lewandowski. Sam kapitan kadry nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji. W rozmowie z mediami przyznał, że potrzebuje czasu na przemyślenia i dopiero po powrocie do obowiązków klubowych będzie w stanie odpowiedzieć na pytania dotyczące przyszłości.

    Tymczasem niespodziewany scenariusz nakreślony przez The Athletic zakłada, że Polska mogłaby jednak otrzymać drugą szansę. Wszystko zależałoby od decyzji Iran, który – według doniesień – rozważa bojkot turnieju z powodu napiętej sytuacji politycznej i konfliktu z jednym z gospodarzy, czyli Stanami Zjednoczonymi. Irańska federacja miała również wnioskować o przeniesienie swoich spotkań do innych krajów-organizatorów, jednak ten pomysł spotkał się z chłodnym przyjęciem.

    Prezydent FIFA, Gianni Infantino, jasno podkreślił, że turniej odbędzie się zgodnie z pierwotnym planem i nie przewiduje się alternatywnych rozwiązań. Mimo to media sugerują, że w przypadku wycofania się Iranu mogłyby zostać rozegrane dodatkowe baraże o wolne miejsce. Wśród potencjalnych uczestników wymienia się m.in. Włochy, Dania, a w mniej prawdopodobnym wariancie również Polskę.

    Na te doniesienia szybko zareagował Polski Związek Piłki Nożnej, który stanowczo zdementował spekulacje. Federacja przyznała, że nie posiada żadnych informacji potwierdzających taki scenariusz i nie traktuje go poważnie.

    Mistrzostwa świata w 2026 roku zaplanowano na okres od 11 czerwca do 19 lipca. Reprezentacja Iranu trafiła do grupy G, gdzie ma zmierzyć się z Nowa Zelandia, Belgia oraz Egipt. Wszystkie te spotkania mają odbyć się na stadionach w Stanach Zjednoczonych, zgodnie z ustalonym harmonogramem.

  • Wybory na Węgrzech. Jest reakcja Karola Nawrockiego

    Wybory na Węgrzech. Jest reakcja Karola Nawrockiego

    Gratuluję tego zwycięstwa, suwerenny wybór narodu węgierskiego, nie prezydent Polski jest od tego, żeby to komentować – powiedział prezydent Karol Nawrocki reporterowi Polsat News Grzegorzowi Urbankowi. Głowa państwa wystosowała list gratulacyjny do Petera Magyara, podkreślając silny mandat społeczny jego ugrupowania oraz licząc na podtrzymanie współpracy polsko-węgierskiej.

    Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
    Prezydent Karol Nawrocki, obok pismo

    Karol Nawrocki pogratulował Peterowi MagyarowiJoanna MazurAgencja FORUM
    W skrócie

    Karol Nawrocki pogratulował zwycięstwa Peterowi Magyarowi i zapewnił o chęci współpracy z nowym rządem w Budapeszcie.

    Opozycyjna partia TISZA Petera Magyara, po przeliczeniu niemal 99 proc. głosów, wygrała wybory na Węgrzech, zdobywając 138 mandatów.

    Wynik wyborów był szeroko komentowany przez polityków z Polski i innych państw, a gratulacje złożyli m.in. Emmanuel Macron, Ursula von der Leyen i Keir Starmer.

    Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

    – To jest oczywiście wybór narodu węgierskiego, wybrali swojego premiera, któremu gratuluję zwycięstwa – powiedział prezydent Karol Nawrocki reporterowi Polsat News Grzegorzowi Urbankowi. To pierwszy komentarz głowy państwa po niedzielnych wyborach na Węgrzech.

    Polityk podkreślił, że “tysiącletnia przyjaźń polsko-węgierska musi trwać” i jest to kwestia “ponad wybory parlamentarne”.

    Wybory na Węgrzech. Karol Nawrocki pogratulował Peterowi Magyarowi

    – Gratuluję tego zwycięstwa, suwerenny wybór narodu węgierskiego, nie prezydent Polski jest od tego, żeby to komentować – dodał, zaznaczając, że będzie współpracował “z każdym przywódcą, każdym premierem, każdym prezydentem, którego wybiorą wolne narody, dla dobra Rzeczpospolitej”.

    Prezydent Karol Nawrocki skierował depeszę gratulacyjną do Petera Magyara po zwycięstwie jego ugrupowania w wyborach parlamentarnych na Węgrzech. W liście podkreślił znaczenie wysokiej frekwencji oraz silnego mandatu społecznego, jaki otrzymała partia TISZA.

    “Pragnę złożyć na Pańskie ręce gratulacje z okazji zwycięstwa Partii Szacunku i Wolności w wyborach parlamentarnych na Węgrzech. Wysoka frekwencja i uzyskany przez Pana wynik dają Panu i ugrupowaniu TISZA silny mandat społeczny, który – obejmując rząd – będzie Pan mógł odpowiednio wykorzystać” – napisał prezydent.

    Nawrocki wyraził przekonanie, że nowy premier podejmie działania sprzyjające rozwojowi Węgier, życząc także powodzenia w realizacji “odpowiedzialnej misji”.

    W depeszy pojawił się także wątek relacji polsko-węgierskich. Prezydent podkreślił znaczenie historycznego partnerstwa obu narodów oraz nadzieję na jego kontynuację. “Ufam, że dobre tradycje relacji polsko-węgierskich zostaną zachowane dzięki Pańskim wysiłkom. Przywiązanie do braterstwa naszych narodów pozostaje bowiem ważnym elementem relacji dwustronnych” – napisał.

    Nawrocki odniósł się również do zapowiadanej wizyty zagranicznej nowego szefa rządu w Polsce. “Z satysfakcją przyjąłem Pańską zapowiedź złożenia pierwszej wizyty zagranicznej jako Premier Węgier w Polsce. Jestem przekonany, że stworzy ona sposobność do rzeczowej wymiany poglądów i nakreślenia kierunków dalszej współpracy” – wskazał.

    W liście nie zabrakło odniesień do współpracy regionalnej i bezpieczeństwa. Prezydent zwrócił uwagę na rolę takich formatów jak NATO, Bukaresztańska Dziewiątka czy Grupa Wyszehradzka. “Wyrażam nadzieję na ścisłe współdziałanie w kształtowaniu współpracy regionalnej oraz w ramach formatów międzynarodowych (…) za pośrednictwem których możemy przeciwdziałać zagrożeniom dla naszego regionu” – podkreślił.

    Na zakończenie Nawrocki ponownie pogratulował Magyarowi i wyraził nadzieję na bezpośrednie spotkanie w przyszłości.

    Donald Tusk skomentował wyniki wyborów na Węgrzech. “Absolutnie wyjątkowe”

    Wcześniej wyniki węgierskich wyborów parlamentarnych były szeroko komentowane na polskiej scenie politycznej. Głos w tej sprawie zabrał między innymi premier Donald Tusk.

    – Najpierw Warszawa, później Bukareszt, Kiszyniów, teraz Budapeszt. Cieszę się, że ta część Europy pokazuje, że nie jesteśmy skazani na rządy skorumpowane i autorytarne, bo rząd Viktora Orbana niestety takim się stał po wielu latach – powiedział podczas konferencji prasowej w Seulu.

    Polityk podkreślił, że ma nadzieję, że relacje na linii Warszawa – Budapeszt będą “absolutnie wyjątkowe”. Wcześniej z kolei, w nocy, w mediach społecznościowych zamieścił krótki film, na którym widać, jak dzwoni do Magyara i gratuluje mu zwycięstwa.

    Węgry. TISZA Petera Magyara wygrywa wybory

    Niedzielne wybory na Węgrzech wygrała opozycyjna partia TISZA Petera Magyara. Po przeliczeniu niemal 99 proc. głosów uzyskała ona 53,06 proc. głosów i 138 mandatów w liczącym 199 posłów jednoizbowym parlamencie. Oznacza to, że uzyskała większość trzech czwartych, pozwalającą na zmianę konstytucji.

    Rządząca krajem przez ostatnie 16 lat partia Fidesz Viktora Orbana zdobyła natomiast 38,43 proc. głosów i 55 mandatów. Do parlamentu wejdzie także skrajnie prawicowa Mi Hazánk, która uzyskała 5,83 proc. i sześć mandatów.

    – Węgrzy dokonali wyboru i my go uszanujemy. Liczymy na utrzymanie pragmatycznych stosunków z nowymi władzami węgierskimi – zapewnił rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. Z kolei prezydent USA Donald Trump nie skomentował wyniku wyborów.

    Czarzasty w ”Graffiti” o działaniach Trumpa w Iranie: Mam gorzką satysfakcję, bo miałem rację

  • Iga Świątek pokazała zdjęcie sprzed lat. Posypały się komentarze

    Iga Świątek pokazała zdjęcie sprzed lat. Posypały się komentarze

    Iga Świątek wkracza w kolejny etap kariery. Tym razem pod wodzą Francisco Roiga sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa rozpocznie zmagania na WTA 500 Stuttgart, na ukochanej mączce. W poniedziałek na profilu Instagram Świątek ukazały się zdjęcia, które błyskawicznie uruchomiły falę komentarzy. “Nasza dziewczyna niewiele się zmieniła” – pisali kibice.
    Iga Świątek w niebieskiej koszulce i białej czapce, trzyma rakietę, w tle rozmyta widownia i niebieskie światła.

    Iga ŚwiątekRobert PrangeGetty Images

    Po pierwszej części sezonu na twardych kortach Iga Świątek podjęła bardzo ważne i trudne decyzje. Zakończyła współpracę z Wimem Fissettem, którego miejsce zajął Francisco Roig.

    Pod wodzą nowego szkoleniowca i samego Rafaela Nadala Polka trenowała na Majorce, gdzie przygotowywała się na ziemną część kampanii. To właśnie na mączce przez lata czuła się najlepiej. W końcu cztery tytuły Roland Garros nie wzięły się znikąd.

    Paweł Zatorski: Przez 16 lat przeżyłem wspaniałe i trudne chwilePolsat Sport

    Świątek opublikowała zdjęcie. I się zaczęło. Kibice ruszyli z reakcjami

    Obecnie nasza reprezentantka przebywa w Niemczech, gdzie lada moment rozpocznie zmagania na WTA 500 Stuttgart. To halowy turniej rozgrywany na sztucznej nawierzchni ziemnej, który Świątek wygrywała już dwukrotnie – w 2022 i 2023 roku.

    Okazuje się, że teraz firma Tecnifibre przygotowała dla 24-latki… nową rakietę. “Od jej pierwszej rakiety aż po tę, która jest wyłącznie jej – T-Fight IG. Ta sama pasja. Ta sama radość. Tylko kilka trofeów więcej zdobytych po drodze. Nowa rakieta T-Fight IG oddaje jej więź z kortem ziemnym – oraz cztery kultowe tytuły zdobyte na nim” – czytamy w najnowszym poście tenisistki, za pośrednictwem którego pochwaliła się nowym sprzętem.

    Przy okazji Iga Świątek odwzorowała swoje zdjęcie z dzieciństwa, na którym również dumnie dzierży rakietę wspomnianej marki. Fani błyskawicznie skomentowali obie fotografie.

    “Przestań, to jest takie urocze”, “Nasza dziewczyna niewiele się zmieniła”, “Najsłodsza rzecz, jaką dzisiaj widziałem”, “Cudowne wspomnienia z dzieciństwa i wiele więcej przed nami” – pisali w komentarzach internauci.

    Po latach gry biało-czarnym czy niebieskim modelem teraz Polka dumnie prezentuje się ze swoją nową, spersonalizowaną rakietą, którą Tecnifibre przygotowało właśnie dla niej. Już podczas treningów mogliśmy zobaczyć 24-latkę grającą odświeżonym sprzętem. Lada moment Raszynianka rozpocznie rywalizację w Stuttgarcie, gdzie w zeszłym roku na etapie ćwierćfinału zatrzymała ją Jelena Ostapenko.
    Zawodniczka tenisowa w sportowym stroju z czapką zasłania twarz dłońmi, wyrażając silne emocje po zakończonym meczu.

    Iga ŚwiątekAFP
    Zawodniczka tenisowa w białej koszulce z rakietą w ręku, patrząca do góry z wyrazem zdziwienia lub rozczarowania na twarzy, na tle niebieskiej tablicy z napisem.

    Iga ŚwiątekAndrew Schwartz/SIPAEast News
    Tenisistka w stroju sportowym z rakietą w ręku podczas meczu na korcie, z wyrazem emocji na twarzy, w tle rozmyte elementy hali z widocznym fragmentem napisu.

    Iga ŚwiątekAFP

    Tauron Gtk Gliwice – King Szczecin. Skrót meczu.

  • Świątek wróciła do Niemiec. Punktowana już na starcie. I to przez kogo

    Świątek wróciła do Niemiec. Punktowana już na starcie. I to przez kogo

    W bardzo wymagającym dla siebie momencie kariery Iga Świątek wraca do rywalizacji w Stuttgarcie – miejscu, które do tej pory kojarzyło jej się wyjątkowo dobrze. To właśnie tam triumfowała w latach 2022 i 2023. Tym razem jednak jej powrót ma zupełnie inny kontekst. Polka chce udowodnić – przede wszystkim samej sobie – że jest na właściwej drodze do odzyskania najwyższej formy.

    Od bolesnej porażki z Magdą Linette minęły już ponad trzy tygodnie. W tym czasie Świątek zdążyła nie tylko ochłonąć, ale też podjąć ważną decyzję o zmianie trenera. Rozpoczęła współpracę z Francisco Roigiem, a do przygotowań zaangażowany był również jej idol, Rafael Nadal. Na Majorce pracowała nad kolejnym etapem sezonu, a pierwsze efekty tej współpracy zobaczymy podczas turnieju WTA 500 w Stuttgarcie, który Polka już dwukrotnie wygrywała. Mimo to jej aktualna dyspozycja pozostaje sporą niewiadomą.

    Powrót Świątek na korty w Niemczech pod okiem nowego szkoleniowca nie umknął uwadze ekspertów „Tennis Channel”, którzy dokładnie przeanalizowali jej sytuację. Coco Vandeweghe, była dziewiąta rakieta świata, wskazała na elementy, które mogą ulec poprawie pod wpływem hiszpańskiej szkoły treningu. Jej zdaniem kluczowa będzie większa regularność, lepsze budowanie punktów oraz częstsze wykorzystywanie forhendu w wymianach.

    Amerykanka zwróciła również uwagę na konkretne zmiany widoczne już podczas treningów. Według niej poprawie uległ serwis Świątek, który wcześniej był jednym z jej największych problemów. Zauważyła, że ramię Polki pracuje teraz swobodniej, co może przełożyć się na większą skuteczność pierwszego podania i lepszą kontrolę kierunku. To właśnie braki w tym elemencie sprawiały, że rywalki dysponujące mocnymi uderzeniami – jak Aryna Sabalenka czy Jelena Rybakina – potrafiły przejmować inicjatywę w wymianach.

    Swoją opinię przedstawił również Paul Annacone – były tenisista i uznany trener, który pracował m.in. z Rogerem Federerem. Jego zdaniem najważniejszym aspektem w powrocie Świątek na szczyt nie są kwestie czysto techniczne, lecz mentalne. Podkreślił, że to właśnie nastawienie i pewność siebie mają kluczowe znaczenie na tym poziomie rywalizacji.

    Annacone zaznaczył, że Świątek nie straciła swoich umiejętności, a jedynie musi ponownie zaufać własnej grze i wrócić do schematów, które wcześniej przynosiły jej sukcesy. Według niego kluczowe jest ograniczenie nadmiernego reagowania na wydarzenia na korcie i skupienie się na tym, jak się na nie odpowiada. To właśnie sfera mentalna – a nie tenisowe fundamenty – może okazać się decydująca w procesie odbudowy formy Polki.

  • Dwie wiadomości ws. powrotu Świątek. Jedna może niepokoić

    Dwie wiadomości ws. powrotu Świątek. Jedna może niepokoić

    Iga Świątek od piątku jest w Stuttgarcie i szykuje się do gry w turnieju Porsche Tennis Grand Prix 2026. To będzie pierwszy start Polki z nowym trenerem Francisco Roigiem. 15 kwietnia Świątek ma się zmierzyć w 1/8 ze zwyciężczynią pojedynku Laura Siegemund – Wiktorija Tomowa. Świątek mimo ostatniej wpadki z Magdą Linette w Miami jest 100-procentową faworytką meczu. – Schody zaczną się później – mówi nam komentator Polsatu Sport Dawid Olejniczak.
    Iga Świątek wraca po miesięcznej przerwie. Zdaniem Dawida Olejniczaka w Stuttgarcie może nie być przełomu.

    Iga Świątek wraca po miesięcznej przerwie. Zdaniem Dawida Olejniczaka w Stuttgarcie może nie być przełomu. Artur Widak / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP

    15 kwietnia Iga Świątek wraca na kort po blisko miesięcznej przerwie. Po przegranej w Miami z Magdą Linette Polka zmieniła szkoleniowca, Wima Fissette’a zastąpił Francisco Roig, i poleciała na Majorkę, by tam trenować i jak najlepiej przygotować się do sezonu na kortach ziemnych. Był z nią tylko Roig, ale i wielki Rafael Nadal.

    Obawy związane z powrotem Igi Świątek

    Mimo tak mocnych nazwisk wielu ekspertów wciąż ma duże wątpliwości co do tego, czy Świątek poradzi sobie z jednym z większych kryzysów w swojej karierze. Ich podstawowy argument jest taki, że Polka ma problem z mentalem, a nie z graniem w tenisa. Dodają, że dotychczasowe przygody trenerskie Roiga nie były udane. Wyjątkiem była drugoplanowa rola u Nadala.

    Wątpliwości nie ma komentator Polsatu Sport Dawid Olejniczak. – Według mnie będzie lepiej. Nie wiem tylko, czy już w Stuttgarcie. Bo oczywiście liczymy na znaczący wzrost formy, na to, że to będzie Iga razy dwa. A ja myślę, że to raczej będzie proces, że tę Igę razy dwa, to zobaczymy dopiero na turnieju Rolanda Garrosa – przekonuje Olejniczak.

    Determinacja Nadala. Chodzi mu o jedno

    Oczywiście zdanie o tym, że w Stuttgarcie nie powinniśmy się szykować na przełom może trochę niepokoić. Z drugiej strony ta dłuższa perspektywa wygląda obiecująco. – Według mnie dużo zmienia zaangażowanie Nadala. Przyznam, że sam chętnie bym posłuchał, co ma do powiedzenia. Ten jego filmik z Igą, gdzie udzielał jej rad, robi wrażenie. I to może mieć wpływ na jej granie, naprawdę fajnie to wyglądało – ocenia ekspert.

    Zdaniem Olejniczaka Nadal będzie wyjątkowo zdeterminowany, by postawić Świątek na nogi. – Dla niego, to, że Iga tam jest i trenuje, to jest bardzo duża reklama. To w końcu jedna z najlepszych zawodniczek na świecie, która przez bardzo długi czas był też jedynką. Ostatnio jej nie szło, ale jeśli wróci na top dzięki Nadalowi i jego akademii, to więcej już Hiszpanowi nie trzeba.

    Schody zaczną się później. Tak Świątek zagra w Stuttgarcie

    Akademia Nadala jeszcze nie ma takiej renomy, jak Floryda, gdzie wielu tenisistów ma swoje bazy i tam szykuje się do najważniejszych gier. – Odrodzenie Świątek może wiele zmienić. Dla mnie już teraz nie ulega wątpliwości, że ta Majorka jest świetnym miejscem. Tam zawodnik ma wszystko pod nosem. Piękne miejsce, kapitalna pogoda, hotele, restauracje i korty, na których zawsze ktoś jest. Dla Igi na pewno lepiej, że trenuje tam, gdzie są inni ludzie, gdzie cały czas coś się dzieje, niż jakby miała odbijać w Raszynie, gdzie to wygląda trochę inaczej – zauważa Olejniczak.

    Wracamy jednak na ziemię, czyli do Stuttgartu. Olejniczak tonuje nastroje, pomimo iż kolejne ujęcia z treningów Świątek w Niemczech robią wrażenie. Podobnie jak jej treningowa wygrana z Paulą Badosą. – Nie analizowałem tego jakoś bardzo szczegółowo, ale nie wyciągałbym z tego daleko idących wniosków. Pierwszy mecz z Siegemund lub Tomową powinien być wygrany. Schody zaczną się później, bo możliwe są pojedynki z Rybakiną i Gauff, które są wyżej w rankingu. Jak rozważałem, czy Iga przyjedzie na Billie Jean King Cup i myślałem o jej ewentualnych pojedynkach ze Switoliną czy Kostiuk, to nie obstawiałem jej wygranych w ciemno.
    Tenisistka w fioletowej czapce podczas intensywnego uderzenia piłki rakietą, z wyraźną koncentracją na twarzy i dynamicznym ruchem ramienia na tle ciemnego boiska z fioletowym światłem.

    Iga ŚwiątekIMAGO/NOUSHADEast News
    Rafael Nadal

    Rafael NadalDIMITAR DILKOFFAFP
    Laura Siegemund

    Laura SiegemundFRANK MOLTER/DPA Picture-Alliance via AFPAFP

    Sergi Cardona otwiera wynik meczu Athletic Club – Villarreal CF. WIDEO

  • Dwie wiadomości ws. powrotu Świątek. Jedna może niepokoić

    Dwie wiadomości ws. powrotu Świątek. Jedna może niepokoić

    Iga Świątek od kilku dni przebywa w Stuttgarcie, gdzie przygotowuje się do startu w prestiżowym turnieju Porsche Tennis Grand Prix 2026. Dla Polki będzie to szczególny występ — po raz pierwszy zaprezentuje się w oficjalnym meczu pod okiem nowego trenera, Francisco Roiga. Jej inauguracyjne spotkanie zaplanowano na 15 kwietnia, a rywalką będzie zwyciężczyni pojedynku Laura Siegemund – Wiktorija Tomowa. Mimo niedawnej porażki z Magdą Linette w Miami, Świątek pozostaje zdecydowaną faworytką tego starcia. Ekspert Polsatu Sport, Dawid Olejniczak, zaznacza jednak, że prawdziwe wyzwania mogą pojawić się dopiero w kolejnych rundach.

    Powrót Świątek na kort nastąpi po blisko miesięcznej przerwie. Po nieudanym występie w Miami zawodniczka zdecydowała się na zmiany w swoim sztabie szkoleniowym — miejsce Wima Fissette’a zajął Francisco Roig. Następnie Polka udała się na Majorkę, gdzie intensywnie trenowała, przygotowując się do sezonu na kortach ziemnych. W treningach towarzyszył jej nie tylko nowy szkoleniowiec, ale również Rafael Nadal, co od razu przyciągnęło uwagę środowiska tenisowego.

    Mimo współpracy z tak uznanymi postaciami, wokół formy Świątek wciąż pojawiają się pytania. Część ekspertów uważa, że źródło problemów Polki leży bardziej w sferze mentalnej niż czysto sportowej. Podnoszone są także wątpliwości dotyczące dotychczasowych osiągnięć trenerskich Roiga, który największe sukcesy odnosił jako członek sztabu Nadala.

    Innego zdania jest jednak Dawid Olejniczak. W jego ocenie współpraca Świątek z nowym trenerem przyniesie pozytywne efekty, choć niekoniecznie natychmiast. – Spodziewam się poprawy, ale raczej nie od razu w Stuttgarcie. To będzie proces. Na najlepszą wersję Igi przyjdzie nam poczekać, być może aż do Rolanda Garrosa – tłumaczy komentator.

    Duże znaczenie może mieć także zaangażowanie Rafaela Nadala. Według Olejniczaka Hiszpan może być szczególnie zmotywowany, by pomóc Świątek wrócić na szczyt. Obecność tak utytułowanej zawodniczki w jego akademii to bowiem również ogromna promocja. Jeśli Polka odzyska najwyższą formę właśnie dzięki pracy na Majorce, będzie to dla Nadala najlepsza możliwa reklama.

    Ekspert zwraca również uwagę na warunki treningowe w akademii Nadala. Jego zdaniem to miejsce oferuje zawodnikom wszystko, czego potrzebują do rozwoju — od infrastruktury, przez klimat, aż po stałą obecność innych tenisistów. W porównaniu z bardziej kameralnym środowiskiem, jak choćby Raszyn, Majorka daje większą dynamikę i możliwość codziennej rywalizacji.

    Choć treningi Świątek w Stuttgarcie wyglądają obiecująco — w tym sparingowe zwycięstwo nad Paulą Badosą — Olejniczak przestrzega przed wyciąganiem pochopnych wniosków. Jego zdaniem pierwszy mecz Polki powinien zakończyć się zwycięstwem, jednak prawdziwe testy formy nadejdą później. Potencjalne pojedynki z takimi zawodniczkami jak Jelena Rybakina czy Coco Gauff będą znacznie większym wyzwaniem. Jak przyznaje ekspert, jeszcze niedawno nie byłby skłonny stawiać Świątek w roli zdecydowanej faworytki nawet w starciach z Eliną Switoliną czy Martą Kostiuk.

  • Świątek wróciła do Niemiec. Wypunktowana już na starcie. I to przez kogo

    Świątek wróciła do Niemiec. Wypunktowana już na starcie. I to przez kogo

    W niezwykle trudnym dla siebie okresie Iga Świątek wraca do gry w Stuttgarcie, z którym powinna mieć miłe skojarzenia. Wszak triumfowała na niemieckich kortach w latach 2022-23. Teraz będzie chciała tu udowodnić – zapewne głównie samej sobie – że jest na dobrej drodze, by wrócić do najwyższej dyspozycji. Przed swoim premierowym meczem Polka znalazła się pod lupą ekspertów i została wypunktowana w kwestii elementów, które do tej pory nie funkcjonowały dobrze. A jedna z byłych tenisistek już dostrzegła zmianę, którą udało się jej wprowadzić.

    Iga Świątek na korcie w StuttgarcieManu Fernandez/Associated Press/East News East News

    Od pamiętnego przegranego meczu z Magdą Linette minęły już ponad 3 tygodnie. W tym czasie Iga Świątek zdążyła najpierw nieco ochłonąć, a następnie zmienić trenera i pod jego okiem – przy wsparciu Rafy Nadala – przygotowywać się po dalszej części sezonu na słonecznej Majorce.

    Pierwsze efekty współpracy Igi Świątek z Francisco Roigiem będziemy mogli obserwować podczas turnieju WTA 500 w Stuttgarcie, który nasza tenisistka w przeszłości wygrywała już dwukrotnie. Teraz jej forma stanowi jednak spory znak zapytania.

    WTA Stuttgart. Iga Świątek pod lupą ekspertów

    Powrót byłej liderki rankingu WTA na niemieckie korty pod wodzą nowego szkoleniowca odtrąbił kanał “Tennis Channel”, a jego eksperci wzięli pod lupę sytuację Polki zastanawiając się, w czym może pomóc jej doświadczony Hiszpan.

    Na to pytanie starała się odpowiedzieć Coco Vandeweghe – była amerykańska tenisistka, będąca niegdyś dziewiątą rakietą świata.

    Pomoże jej wnieść do swojej gry regularność. Taki jest hiszpański sposób myślenia. To budowanie punktów, umiejętność używania forhendu i korzystanie z niego dużo częściej w trakcie wymian

    Analizując nagrania z treningów Igi Świątek Coco Vandeweghe dopatrzyła się przy tym zmian w jej grze. A mówiąc o nich, wypunktowała to, co do tej pory zawodziło w meczowej rutynie naszej reprezentantki. Chodziło jej głównie o serwis.

    – Jej ramię jest luźniejsze. I myślę, że tam spoczywał największy problem jeśli chodzi o mecze z udziałem Igi Świątek. Nie była w stanie wykonać wystarczająco dużo pierwszych serwisów lub złapać na nich kierunku. Właśnie dlatego Sabalenka była w stanie dominować podczas wymian, tak samo jak Rybakina czy inne zawodniczki dysponujące silnym uderzeniem.

    Głos w sprawie Igi Świątek zabrał także Paul Annacone, czyli były zawodnik i doświadczony szkoleniowiec, współpracujący między innymi z Rogerem Federerem. Jego zdaniem kluczem w odzyskaniu dawnego blasku Polki będzie pewność siebie i odpowiednie nastawienie mentalne.

    Umysł kreuje wątpliwości lub pewność siebie. W przypadku Igi Świątek obecnie są to wątpliwości. Na tym poziomie umysł kieruje ciałem. Nie stała się nagle kimś, kto nie jest świetny. Regularność, o której mówi Coco, jest dokładnie tym, czego potrzebuje. A słuchanie przez tydzień Rafy Nadala u boku Francisco Roiga to genialne połączenie

    Po czym zasypał Igę Świątek garścią porad. – Wróć do tego, co robiłaś i rób to tak, jak kiedyś. Po prostu temu zaufaj. Wróć do tego, gdy nie reagowałaś tak bardzo na to, co się działo. Pamiętaj, nie chodzi o cokolwiek, co może ci się przydarzyć, a o to, jak na to zareagujesz. Więc moim zdaniem niewiele chodzi tu o tenis, a o to, co będzie działo się się jej głowie.
    młoda kobieta w pomarańczowej czapce i granatowej kurtce patrząca w dół, o poważnym wyrazie twarzy, z rozpuszczonymi włosami na tle rozmytego różowego tła

    Polska tenisistka Iga ŚwiątekAFP7 vía Europa Press/Associated Press/East NewsEast News
    Tenisistka w białej koszulce bez rękawów i fioletowej czapce z daszkiem trzyma ręcznik i wskazuje palcem w dół, wydaje się być zaangażowana w rozmowę; w tle rozmazane, niebieskie elementy kortu tenisowego.

    Iga ŚwiątekElla Ling/ShutterstockEast News

    Iga Świątek zadowolona przed Miami Open. „Podczas treningów czułam się świetnie”. WIDEOAssociated Press© 2026 Associated Press

  • Tak Nadal ma pomóc Świątek. Uruchomiła tajną broń. “To przerażające”

    Tak Nadal ma pomóc Świątek. Uruchomiła tajną broń. “To przerażające”

    Iga Świątek sięgnęła po najmocniejsze możliwe wsparcie. Polska tenisistka w ostatnich dniach trenowała na Majorce nie tylko z nowym trenerem Francisco Roig, ale również pod okiem swojego wielkiego idola – Rafael Nadal. Taki układ może pomóc jej odzyskać najwyższą formę, a przy okazji budzi spore obawy wśród rywalek.

    Decyzja o rozpoczęciu współpracy z Roigiem to wyraźny sygnał, że Świątek chce wrócić na szczyt. Hiszpan przez ponad dwie dekady współtworzył sukcesy Nadala, będąc częścią jego sztabu w najważniejszych momentach kariery. Doskonale zna mechanizmy prowadzące do zwycięstw, a przy tym dysponuje silnym autorytetem – czymś, czego najwyraźniej brakowało w poprzedniej współpracy z Wim Fissette. Co więcej, jego pozycję dodatkowo wzmacnia obecność samego Nadala.

    Początek sezonu nie ułożył się po myśli Polki. Seria słabszych występów i brak stabilizacji w grze sprawiły, że konieczne stały się zmiany. Majorka okazała się idealnym miejscem na odbudowę – spokojnym azylem, ale też przestrzenią do intensywnej pracy. To, co wydarzyło się w ostatnich dniach na kortach w Manacor, wykraczało jednak poza standardowe przygotowania.

    Nagrania udostępnione przez akademię Nadala pokazują wyjątkowe sceny. Świątek wykonuje kolejne uderzenia, a tuż za nią stoi legendarny Hiszpan, aktywnie uczestnicząc w treningu. To nie była jedynie kurtuazyjna obecność właściciela obiektu – Nadal analizował, poprawiał detale techniczne i dzielił się uwagami zarówno w trakcie gry, jak i podczas przerw.

    Można pół żartem stwierdzić, że jeśli Świątek potrafi utrzymać koncentrację i jakość uderzeń pod czujnym okiem swojego największego idola, to presja meczowa na tourze nie będzie już dla niej tak wymagająca. Tego typu trening to symulacja warunków maksymalnego napięcia mentalnego.

    Nie jest tajemnicą, że Nadal od lat stanowi dla niej wzór. Możliwość pracy u jego boku i otrzymywania bezpośredniego wsparcia to ogromny impuls psychologiczny, szczególnie po trudniejszych miesiącach. Sama świadomość, że legenda tenisa obserwuje jej postępy, może znacząco wpłynąć na pewność siebie Polki.

    Eksperci zastanawiają się, jaką rolę Nadal odegra w całym projekcie. Nawet jeśli nie stanie się formalnym członkiem sztabu, jego wpływ może być odczuwalny dzięki bliskiej relacji z Roigiem. To układ, który daje Świątek dostęp do unikalnej wiedzy i doświadczenia.

    Filozofia gry, którą reprezentuje szkoła Nadala, nie jest dla niej obca – opiera się na większej rotacji, cierpliwości i budowaniu przewagi w wymianach. Kluczowe będzie jednak dopracowanie tych elementów i konsekwentne ich wdrażanie w meczach.

    Szczególnie interesująco wygląda kwestia rozwoju serwisu i gry przy siatce. Nadal w drugiej części kariery znacząco poprawił te elementy – w dużej mierze właśnie dzięki pracy z Roigiem. Dla Świątek, która wciąż pracuje nad pewnością w grze ofensywnej przy siatce, takie doświadczenie może okazać się bezcenne.

    Jeszcze niedawno Polka była sceptyczna wobec dodatkowych konsultantów, wskazując na napięty kalendarz i ograniczony czas na wdrażanie nowych elementów. Tym razem jednak wszystko zostało precyzyjnie zaplanowane. Wyjazd na Majorkę nastąpił w idealnym momencie – z odpowiednim zapasem czasu przed turniejem w Stuttgarcie, co pozwoliło spokojnie wejść w nowy system pracy.

    Nie bez znaczenia jest też aspekt wizerunkowy. Wspólne treningi z Nadalem oraz obecność jego wieloletniego współpracownika w sztabie wysyłają jasny sygnał: Świątek chce ponownie dominować na kortach ziemnych. Rywalki doskonale rozumieją, co oznacza „aura Nadala” – i mogą odczuwać jej wpływ jeszcze przed wyjściem na kort.

    Jak zauważyła Jessica Pegula, oglądając materiały z treningów: „To jest idealne dla Igi. To przerażające dla rywalek”. Takie opinie tylko potwierdzają, jak duże wrażenie robi ten projekt w środowisku tenisowym.

    Dla Świątek to sytuacja typu „win-win”. Z jednej strony korzysta z wiedzy jednego z najwybitniejszych tenisistów w historii, z drugiej – wzmacnia swoją pozycję mentalną i sportową. W realiach, gdzie różnice między najlepszymi zawodniczkami są minimalne, nawet drobne wskazówki mogą decydować o wynikach największych turniejów.

    Teraz najważniejsze będzie przełożenie tej pracy na realne rezultaty w sezonie na mączce. Nowy trener, nowe otoczenie i wsparcie legendy tworzą solidne fundamenty. Jeśli kilka dni spędzonych na Majorce pozwoliło Świątek odzyskać radość z gry i pewność siebie, jej rywalki rzeczywiście mogą mieć powody do niepokoju.