• Wyjaśniła się przyszłość Fissette’a. Nowe zadanie byłego trenera Świątek

    Wyjaśniła się przyszłość Fissette’a. Nowe zadanie byłego trenera Świątek

    Poprzedni miesiąc był dla Wima Fissette’a ciężki – jego podopieczna Iga Świątek nie podbiła Indian Wells, później bardzo szybko zakończyła przygodę w Miami Open. A to spowodowało, że ostatecznie Polka zrezygnowała ze współpracy z belgijskim szkoleniowcem. Fissette nie wrócił jeszcze do touru, ale przecież od trzech lat jest kapitanem reprezentacji Belgii. Rok temu był z nią w tenisowej drugiej lidze. A dziś może szykować się do kolejnego niezwykle prestiżowego zadania.

    Wim Fissette, były trener Igi ŚwiątekArtur Widak/Nur PhotoAFP

    Pożegnanie Igi Świątek z Wimem Fissettem było jednym z najciekawszych wydarzeń w kobiecym tenisie w poprzednim miesiącu. Zeszłego lata wspólnie zdobyli “tenisowy Mt. Everest”, bo takim jest triumf na wimbledońskiej trawie. Tyle że ostatnio gra Polki już wyraźnie szwankowała – czarę goryczy przelała szybka porażka w Miami z Magdą Linette. To był ostatni mecz Igi pod opieką belgijskiego trenera. Dziś Iga przygotowuje się do zmagań w Stuttgarcie już z Francisco Roigiem – w środę lub czwartek zagra w Porsche Arenie pierwsze spotkanie.

    Fissette jeszcze nikogo nie objął swoją trenerską opieką, choć w środowisku słychać pogłoski, że to on zastąpi Holendra Hendrika Vleeshouwersa w roli trenera Amandy Anisimovej. Czy tak się stanie, przekonamy się zapewne w najbliższych dniach. Belg bynajmniej w ostatnim czasie nie próżnował. Od trzech lat jest kapitanem reprezentacji Belgii w Billie Jean King Cup. I w Ostendzie walczył o powrót do ścisłej elity.

    Billie Jean King Cup. Kopciuszek z Belgii kontra 18-krotny mistrz świata. Wielkie chwile w Ostendzie

    Jeszcze rok temu Belgia grała w Wilnie w turnieju pierwszej grupy euro-afrykańskiej – była daleko od światowej elity. I musiała sobie radzić bez największej gwiazdy, bo Elise Mertens konsekwentnie odmawiała gry w BJK Cup.

    Fissette wprowadzał więc do gry młode zawodniczki, m.iin. Hanne Vandewinkel czy Sofię Costoulas, powołał 17-letnią Jeline Vandromme, która później jesienią triumfowała w juniorskim US Open. I ten jego zespół sprawiał niespodzianki – najpierw awansując do fazy play-off, a w niej wygrywając turniej w Ismaning, z Niemcami i Turcją. Stąd miejsce Belgijek w obecnych zmaganiach o finał w Shenzhen – po 13 latach przerwy.

    Fissette doczekał się starcia z USA – Amerykanki może i przyjechały do Ostendy bez swoich gwiazd, Coco Gauff, Amandy Anisimovej czy Jessiki Peguli, ale przecież i tak Iva Jovic jest wyżej notowane od beligjskiej “1” Elise Mertens, a trzy kolejne Amerykanki w składzie: McCartney Kessler, Hailey Baptiste czy Caty McNally – wyżej od belgjskiej “2” Vandenwinkel.

    To jednak Hannve Vandenwinkel została ostatecznie bohaterką w całej Belgii. W sobotę sensacyjnie pokonała Jovic, później ekipie Fissette’a dopisało szczęście. Kessler dobrze radziła sobie w meczu z Mertens, ale w połowie drugiego seta doznała kontuzji pleców. I zrobiło się 2:0, patrząc z perspektywy Belgii.

    Aby zapewnić sobie miejsce w Shenzhen, Belgia musiała więc dorzucić dziś jeszcze jeden punkt. I wydawało się, że nastąpi to szybko, już w deblu, skoro w składzie drużyny Fissette’a pojawiła się światowe “1” w tej specjalności – Mertens. Wspólnie z Magali Kempen przegrały jednak 4:6, 2:6 z parą McNally/Nicole Melichar-Martinez.
    dwoje uśmiechniętych ludzi ubranych w sportowe czerwone stroje, kobieta z opaską na głowie i mężczyzna przytulający ją ramię w ramię, w tle rozmyta publiczność

    Wim Fissette i Greet MinenBENOIT DOPPAGNE AFP

    Były trener Świątek zdecydował się wówczas na zaskakujące zagranie – miejsce Mertens na mecz z 16. zawodniczką rankingu WTA – Ivą Jovic – posłał Greet Minnen. Zawodniczkę numer 149. na światowej liście. Już 28-letnią, ostatnio grającą głównie w zawodach ITF, a w całej karierze mającą zaledwie jeden wygrany mecz z rywalką z TOP 20.

    Teraz zaś Minnen sprawiła wielką sensację, pokonała Jovic 7:5, 6:3. Awans Belgii stał się faktem, ostatniego spotkania singlowego nie trzeba już było rozgrywać.

    W finałowym turnieju w Shenzhen, między 22 i 27 września, wystąpi osiem ekip. Będą to Belgia, Chiny, Czechy, Wielka Brytania, Włochy, Kazachstan, Hiszpania oraz Ukraina.
    Wim Fissette

    Wim FissetteBENOIT DOPPAGNE / BELGAAFP
    grupa sportowców ubranych w czerwone dresy z napisem ‘Belgium’ świętuje razem, obejmując się i wyrażając radość po wspólnym sukcesie

    Radość reprezentacji Belgii po sensacyjnym awansieOLIVIER MATTHYS PAP/EPA

    Arriva LOTTO Twarde Pierniki Toruń – Dziki Warszawa. Skrót meczu.

  • Prezydent Karol Nawrocki odrzuca czterech sędziów Trybunału Konstytucyjnego z powodu braku ceremonii zaprzysiężenia

    Prezydent Karol Nawrocki odrzuca czterech sędziów Trybunału Konstytucyjnego z powodu braku ceremonii zaprzysiężenia

    Prezydent Karol Nawrocki odrzuca czterech sędziów Trybunału Konstytucyjnego – narastający kryzys konstytucyjny w Polsce

    W Polsce ponownie narasta napięcie wokół funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego. Według najnowszych doniesień politycznych i prawniczych, prezydent Karol Nawrocki odmówił zaprzysiężenia czterech sędziów wybranych przez parlament, powołując się na brak dopełnienia jednego z kluczowych wymogów formalnych – złożenia przysięgi przed głową państwa. Decyzja ta wywołała falę krytyki, a także ponownie rozpaliła spór o niezależność sądownictwa i granice władzy wykonawczej w Polsce.

    Spór o legalność powołań sędziowskich

    Zgodnie z obowiązującą procedurą, sędziowie Trybunału Konstytucyjnego są wybierani przez Sejm, a następnie zaprzysiężani przez prezydenta. Dopiero po złożeniu przysięgi mogą w pełni wykonywać swoje obowiązki.

    W tym przypadku Sejm wybrał sześciu nowych sędziów, jednak – jak wynika z informacji przedstawianych przez Pałac Prezydencki – tylko dwóch z nich zostało formalnie zaprzysiężonych. Pozostała czwórka: Krystian Markiewicz, Maciej Taborowski, Marcin Dziurda oraz Anna Korwin-Piotrowska, nie przeszła pełnej procedury zatwierdzenia przez prezydenta.

    Według stanowiska prezydenta Karola Nawrockiego, brak złożenia przysięgi oznacza, że nominacje te nie mogą zostać uznane za skuteczne w świetle prawa konstytucyjnego.

    Argumenty strony prezydenckiej

    Pałac Prezydencki utrzymuje, że procedura powołania sędziów musi być kompletna, a jednym z jej kluczowych elementów jest uroczyste zaprzysiężenie. Bez tego aktu – jak argumentują przedstawiciele prezydenta – sędziowie nie uzyskują pełnego mandatu do orzekania.

    Zwolennicy tej interpretacji wskazują, że prezydent nie działał politycznie, lecz jedynie egzekwował obowiązujące przepisy. W ich ocenie brak przysięgi stanowi poważne uchybienie formalne, które nie może zostać zignorowane, nawet jeśli kandydatury zostały wcześniej zatwierdzone przez parlament.

    W opinii części prawników związanych z obozem prezydenckim, dopuszczenie do pracy sędziów bez pełnej procedury mogłoby prowadzić do podważenia legalności przyszłych orzeczeń Trybunału.

    Stanowisko parlamentu i opozycji

    Zupełnie inaczej sprawę widzi większość sejmowa oraz środowiska opozycyjne. Ich zdaniem sędziowie zostali wybrani zgodnie z obowiązującym prawem, a odmowa ich zaprzysiężenia stanowi naruszenie zasady współpracy między władzami.

    Politycy rządzącej koalicji podkreślają, że rola prezydenta w procesie powoływania sędziów ma charakter przede wszystkim formalny, a nie uznaniowy. Oznacza to, że głowa państwa powinna jedynie potwierdzić decyzję parlamentu, a nie ją oceniać lub blokować.

    Według tej interpretacji brak zaprzysiężenia czterech sędziów może zostać uznany za działanie polityczne, które pogłębia już istniejący kryzys w wymiarze sprawiedliwości.

    Cztery nazwiska w centrum sporu

    W centrum całej kontrowersji znajdują się cztery osoby:

    Krystian Markiewicz

    Maciej Taborowski

    Marcin Dziurda

    Anna Korwin-Piotrowska

    To ich nominacje zostały zakwestionowane przez prezydenta. Każde z tych nazwisk budzi zainteresowanie opinii publicznej, ponieważ wszyscy kandydaci są znanymi prawnikami i specjalistami w dziedzinie prawa konstytucyjnego lub administracyjnego.

    Ich zwolennicy podkreślają, że spełniają oni wszystkie wymagania merytoryczne i posiadają wieloletnie doświadczenie zawodowe, co powinno przemawiać za ich szybkim dopuszczeniem do pracy w Trybunale.

    Konsekwencje dla Trybunału Konstytucyjnego

    Spór o zaprzysiężenie sędziów ma poważne konsekwencje dla funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego. Instytucja ta od kilku lat znajduje się w centrum politycznych kontrowersji, a każda kolejna decyzja dotycząca jej składu wywołuje intensywne dyskusje w kraju i za granicą.

    Brak pełnego składu sędziowskiego może prowadzić do opóźnień w rozpatrywaniu spraw konstytucyjnych, a także do podważania wiarygodności orzeczeń wydawanych przez Trybunał. W praktyce oznacza to ryzyko dalszego pogłębiania się kryzysu instytucjonalnego.

    Reakcje środowiska prawniczego

    Wielu ekspertów prawa konstytucyjnego podkreśla, że obecna sytuacja jest wynikiem braku jasnych i jednoznacznych procedur interpretacyjnych. Niektórzy wskazują, że Konstytucja RP pozostawia pewne elementy procesu powoływania sędziów w strefie sporu polityczno-prawnego, co otwiera drogę do takich konfliktów.

    Część prawników ostrzega, że dalsze przeciąganie sporu może doprowadzić do paraliżu Trybunału oraz osłabienia zasady trójpodziału władzy.

    Reakcje społeczne i polityczne

    W opinii publicznej sprawa budzi duże emocje. Zwolennicy prezydenta uważają, że jego decyzja była konieczna dla obrony porządku prawnego i konstytucyjnego. Z kolei krytycy widzą w niej próbę wpływania na niezależność sądownictwa.

    W mediach społecznościowych oraz debacie publicznej pojawiają się liczne komentarze, które pokazują głębokie podziały polityczne w kraju. Dla wielu obywateli spór o Trybunał Konstytucyjny stał się symbolem szerszego konfliktu o kierunek rozwoju państwa.

    Co dalej?

    Na ten moment nie wiadomo, czy sytuacja znajdzie szybkie rozwiązanie. Możliwe są różne scenariusze: od kompromisu politycznego, przez ponowne procedowanie nominacji, aż po dalszą eskalację sporu między prezydentem a większością parlamentarną.

    Jedno jest pewne – kwestia zaprzysiężenia czterech sędziów stała się kolejnym punktem zapalnym w i tak już napiętym systemie polityczno-prawnym w Polsce.

    Eksperci podkreślają, że przyszłość Trybunału Konstytucyjnego oraz stabilność całego systemu prawnego będzie zależeć od tego, czy strony konfliktu zdecydują się na dialog i kompromis, czy też pozostaną przy twardym stanowisku.

    Jeśli chcesz, mogę też zrobić:

    🔥 wersję bardziej “news viral” pod Facebooka

    🧠 krótkie streszczenie 200 słów

    📊 albo timeline całego kryzysu krok po kroku

    Prezydent Karol Nawrocki odrzuca czterech sędziów Trybunału Konstytucyjnego z powodu braku ceremonii zaprzysiężenia

  • Obawy przed powrotem Świątek. “Coś złego dzieje się w środku”

    Obawy przed powrotem Świątek. “Coś złego dzieje się w środku”

    Dariusz Ostafiński, Interia: Jaką Igę Świątek zobaczymy w turnieju w Stuttgarcie? Czy zmiana trenera wystarczy, by wyszła z tego kryzysu, w którym była pogrążona?

    Karol Stopa, komentator Eurosportu: Najogólniej rzecz biorąc, to już to przerabialiśmy. Iga Świątek zmieniała już kilku trenerów i każda z tych zmian wyglądała pozytywnie. Działał efekt tej nowej miotły. To niby bardziej dotyczy sportów zespołowych, ale w indywidualnym to też działa. Jak obie strony są siebie ciekawe, jak na siebie nie warczą, a na tym etapie nie ma na ogół powodów, żeby tak się działo, to te początki są zwykle udane.

    Świątek podobna do Nadala. To plus dla Roiga

    Dodatkowo w tle mamy Rafaela Nadala.

    – Ja bym bardziej powiedział, że tu dochodzi ten element fascynacji Nadalem. To jest zresztą coś, co uwidaczniało się od samego początku kariery Igi. A to względu na sposób trzymania rakiety, czy sposób przygotowania się do uderzenia. Iga od dawna mocno kojarzyła się z Nadalem. Mało mamy w tenisie takich porównań do niego, ale patrząc na Igę, można powiedzieć, że jednak ma z nim wiele wspólnego.

    I to jest chyba duży plus dla trenera Francisco Roiga.

    – Zdecydowanie tak. Dużo łatwiej jest mu pracować z zawodniczką, która tak bardzo przypomina mu kogoś, z kim był związany przez blisko dwie dekady. W ogóle to Roig jest innym typem trenera niż Wim Fissette. Belg miał dużo doświadczenia z dobrymi zawodniczkami. Kilka z tych przygód kończyło się wygrywaniem szlemów. Na początku wzięła go Kim Clijsters i on dzięki niej ruszył w świat. Potem były krótkie przygody, gdzie działy się dobre rzeczy, ale jak powiedziałem, nie trwało to długo. Gdyby zastosować porównanie do wyścigów konnych, to można by powiedzieć, że Fissette wybierał dobre konie, robił coś efektownego i zeskakiwał za metą. A czasem był zrzucany.

    Stopa stawia trudne pytanie: czy drugoplanowy aktor sobie poradzi?

    A jaki jest Roig?

    – To jest człowiek, który całe życie był tym drugim, trzecim, kimś z zaplecza. Nadal wystawiał go na pierwszy plan, jeśli stryjek Toni lub Carlos Moya nie mogli być z boku i mu doradzać. Zasadniczo Roig był jednak podpowiadaczem. Jak się skończyła jego kariera z Nadalem, to miał cztery próby indywidualne, które trwały krótko i niczego dobrego nie przyniosły. Ani z Raducano, ani z Berrettinim, ani z Mpetshi Perricardem. Nic takiego się nie stało, co by można powiedzieć, że to fajna postać.

    Eksperci podnoszą ten problem od pierwszych chwil po wyborze.

    – Bo można mieć leciutkie wątpliwości z tym związane. Nigdy pan nie wie, czy aktor drugoplanowy, który nagle dostał życiową szansę zagrania Hamleta, sprosta zadaniu. Najzwyczajniej na świecie. To może być fenomen, który nagle zrobi to wszystko tak, że powiemy, że to jego rola, jego postać i wyjdzie nam z tego fantastyczny scenariusz. Może się też jednak okazać, że wieczny rezerwowy sobie nie poradzi.

    A jak pan to czuje?

    – Nie wiem do końca, czy problem sprowadza się do samego Roiga i czy jego przyjście pozwoli rozwiązać wszystkie kłopoty. W końcu to już czwarta taka zmiana u Świątek, a przy tym, co dzieje się wokół niej, nie ma nawet możliwości, żeby się temu spokojnie przyjrzeć, żeby o tym podyskutować, wyciągnąć wnioski.

    Wyznawcy kościoła Świątek obrzucą go błotem

    Co ma pan na myśli?

    – Ten rozhisteryzowany tłum, tych wyznawców kościoła Igi Świątek. Tak to niestety wygląda w światowym sporcie i to nie jest tylko nasza specjalność. Mamy kościoły Realu, kiedyś Nadala czy Federera, a teraz w Polsce mamy kościół Swiątek. To jest absolutnie zrozumiałe z racji jej pozycji i sukcesów. Z drugiej strony ten poziom kibicowania, czasem wręcz kibolstwa, doszedł już to takich rozmiarów, że to uniemożliwia taką normalną, rzeczową debatę. Ja mam obawę, że cokolwiek nie powiem, to ktoś mnie obrzuci błotem, albo zagrozi, że zrobi coś komuś z mojego otoczenia.

    Ma pan rację.

    – Radykalność w świecie polityki przeniosła się do świata sportu i trudno udawać, że tak nie jest. To chamstwo, ta buta gówniarzerii wymyślającej wszystkim naokoło psuje debatę. A rozmawiając o tym, jakie mogą być efekty pracy Roiga musimy zgłosić parę wątpliwości.

    Ludzie, którzy pracują ze Światek podpisują jakieś klauzule

    To znaczy.

    – Już nawet nie chodzi o snucie spekulacji dotyczących statusu pani psycholog w teamie naszej zawodniczki, bo nigdy tego nie robiłem. W przypadku Świątek mamy jednak do czynienia z jakimiś zjawiskami, które dzieją się za fosą z mostem zwodzonym, za poczwórnymi strażami. Ludzie, którzy z nią pracują, muszą podpisywać dokumenty lojalności, jakieś klauzule, że nie będą się wypowiadali na temat tego, co dzieje się u Igi. Każdy zespół ma oczywiście prawo do swoich decyzji. Kiedyś francuski tenisista Pioline miał takie podejście, że my tu jesteśmy w twierdzy, a dookoła nas wilki, ale już po wszystkim udzielał wywiadów, które były czymś w rodzaju rachunku sumienia.

    Rozumiem, że wszystko to, co jest za fosą, utrudnia nam ocenę sytuacji.

    – Tak, bo żaden z nas, ani pan, ani ja nie jesteśmy w stanie powiedzieć, skąd te dziwne nastroje, skąd to nastawienie mentalne Igi. Kiedyś myślałem, że dotyczy to wyłącznie zmiany nawierzchni. Jednak ostatni czas pokazał, w tym ta dziwna wypowiedź Fissette, że Iga nie rozumiała żadnego zdania, które do niej mówił, pokazuje, że coś złego dzieje się tam w środku. Fissette nie chciał drążyć tematu przez szacunek dla Igi i ta też przez szacunek do niej nie będę tego robił. Jakieś dziwne rzeczy jednak są i one też wymagają rozwiązania.

    “Gdzie wtedy Iga będzie szukać ratunku?”, pyta ekspert

    Roig może to zrobić.

    – Mam nadzieję, że nowy trener, to zrobi. Jak powiedział niedawno Robert Radwański, tata Agnieszki, dobrze by było, żeby w teamie Igi wreszcie nastały męskie rządy, żeby trener w końcu był trenerem. Ci z kościoła Świątek pewnie pomyślą teraz, co ten stary dureń opowiada, ale ta zmiana jest dla Igi Świątek dużą szansą.

    Lech Sidor powiedział mi nieco żartobliwie, że Świątek będzie słuchać Roiga, bo przecież nie może sobie pozwolić na to, żeby ten poskarżył się Nadalowi.

    – Jest bardzo dużo argumentów przemawiających za tym, żeby było normalnie. Ja się tylko boję jednego. Co jeśli okaże się, że za jakiś czas powtórzy się sytuacja, z którą mieliśmy do czynienia w tych ostatnich dniach Wima Fissette? Gdzie wtedy Iga będzie szukać ratunku? A jeśli do tego dojdzie, to będzie to znaczyło, że problemem nie jest trener, ale to wszystko, co dzieje się w środku, w tej twierdzy z poczwórnymi strażami.
    Młoda kobieta w białej koszulce i różowej czapce z daszkiem przykłada dłoń do twarzy, odsłaniając jedno oko; na nadgarstku ma złoty zegarek.

    Iga ŚwiatekIMAGO/Juergen Hasenkopf/Imago Sport and News/East News East News
    Mężczyzna w czapce z daszkiem z napisem ‘CASA LOTOS’, ubrany w niebieską koszulkę polo z białymi detalami, siedzi oparty o rękę z zamyśloną miną, w tle widoczne są rozmyte sylwetki innych osób.

    Francisco RoigMatthew StockmanAFP
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem wyraża silne emocje, szeroko otwierając usta i zaciskając szczękę podczas meczu.

    Iga ŚwiątekAaron FavilaEast News

    MKS Dąbrowa Górnicza – AMW Arka Gdynia. Skrót meczu.

  • Badosa przetestowała formę Świątek. 90 minut gry na korcie w Stuttgarcie

    Badosa przetestowała formę Świątek. 90 minut gry na korcie w Stuttgarcie

    Po reprezentacyjnych rozgrywkach BJK Cup przyszedł czas na turniej WTA 500 w Stuttgarcie. Na terenie Niemiec pojawiły się niemal wszystkie zawodniczki z czołowej “4” rankingu. Brakuje jedynie Aryny Sabalenki, która w czwartek poinformowała o problemach zdrowotnych i wycofaniu z tej prestiżowej imprezy. Od kilku dni u naszych zachodnich sąsiadów przebywa Iga Świątek. Raszynianka spotkała się dzisiaj z Paulą Badosą na korcie centralnym zmagań. Jaki był efekt? Prezentujemy szczegóły.
    Iga Świątek i Paula Badosa zameldowały się razem na korcie w Stuttgarcie

    Iga Świątek i Paula Badosa zameldowały się razem na korcie w StuttgarcieMATTHEW STOCKMAN / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP / Andreas Gora / DPA / dpa Picture-Alliance via AFPAFP

    Iga Świątek dotarła do Stuttgartu jeszcze przed weekendem. W piątek zanotowała pierwszy trening na korcie centralnym zmagań rangi WTA 500. Wówczas miała zajęcia ze sparingpartnerem. Wczoraj mogła sprawdzić swoją dyspozycję na tle Alexandry Eali. Tuż po godz. 15:00 przeprowadzono ceremonię losowania drabinki. Z racji rozstawienia z “3”, Raszynianka ma wolny los w premierowej fazie. Zainauguruje zatem zmagania od drugiej rundy, gdzie zmierzy się z Magdaleną Fręch albo Laurą Siegemund.

    Czwarta rakieta świata posiada zatem jeszcze kilka dni na przygotowania do pierwszego meczu. Dzisiaj wróciła na kort o godz. 13:30, by dalej szlifować formę. Tym razem spotkała się na arenie z Paulą Badosą. Na początku obserwowaliśmy typową rozgrzewkę treningową między paniami. W jej trakcie doszło do niecodziennego incydentu. Hiszpanka trafiła serwisem w siatkę w taki sposób, że uszkodzona została taśma. Problem okazał się na tyle poważny, iż w pewnym momencie wszyscy będący na korcie próbowali dokonać naprawy. Po kilku minutach uporano się z kłopotem i zawodniczki mogły kontynuować odbijanie. Gdy panie skończyły trening podania, przeszły już do rozgrywki na punkty.

    Iga Świątek i Paula Badosa na korcie w Stuttgarcie

    Potyczka rozpoczęła się od serwisu Badosy. Już na “dzień dobry” doszło do przełamania. Hiszpanka popełniła podwójny błąd przy podaniu, pojawiły się dwa break pointy z rzędu dla Świątek. Polce wystarczyła premierowa okazja. Następne rozdania przebiegały po myśli serwujących. Ciekawiej zrobiło się w czwartym gemie, przy podaniu Igi. Doszło do walki na przewagi, ale w kluczowych dwóch akcjach Raszynianka pomogła sobie serwisem. Zawodniczki schodziły na przerwy po dwóch rozdaniach. W tym czasie bardzo aktywny był trener Świątek – Francisco Roig. Na bieżąco starał się przekazywać uwagi, dużo gestykulował i pokazywał ruchów rakietą.

    W trakcie siódmego gema Paula została przełamana po raz drugi. Chociaż prowadziła 30-15, potem trzy punkty z rzędu trafiły na konto Igi. Na koniec treningowego seta Raszynianka wróciła ze stanu 0-30 i zgarnęła partię wynikiem 6:2. Po krótkiej przerwie panie kontynuowały grę. Na starcie drugiej odsłony obserwowaliśmy długie rozdania, składające się z czterech równowag. Po początkowych szansach Badosy na “oczko”, przyszły break pointy dla Polki. Po trzecim doszło do przełamania na korzyść naszej reprezentantki. W następnych minutach Świątek rozegrała perfekcyjnego gema. Nie straciła ani jednego punktu, na koniec posłała dwa asy. Zrobiło się 2:0 dla Igi.

    Po kolejnej przerwie Hiszpanka zniwelowała stratę. W czwartym gemie doczekała się dwóch break pointów. Pierwszego Raszynianka zdołała obronić, ale przy drugim zanotowała błąd, po którym aż chwyciła się za głowę. W trakcie piątego rozdania Badosa miała 30-15, ale finalnie znów straciła własne podanie. Przy wyniku 6:2, 3:2 (z różnicą przełamania w drugim secie) nastąpił finisz, gdyż zakończył się 90-minutowy slot przewidziany dla obu tenisistek. Zawodniczki podziękowały sobie za grę i zaczęły się zbierać do szatni. W tym czasie na arenę wkroczyły Magdalena Fręch oraz Ella Seidel, których trening miał ruszyć o godz. 15:00.

    Iga ma zatem za sobą kolejny dzień zajęć na korcie w Stuttgarcie. Jej pierwszy mecz zostanie rozegrany dopiero w środę albo czwartek. Finał prestiżowych zmagań rangi WTA 500 przewidziano na niedzielę, 19 kwietnia. Najważniejsze informacje dotyczące turnieju można znaleźć na stronie Interia Sport.
    Zawodniczka tenisowa w czapce i jasnym stroju pokazuje zaciśniętą pięść w geście triumfu na tle niebieskiego kortu.

    Iga ŚwiątekXiao YijiuAFP
    Kobieta w sportowym stroju z widocznym logiem Reebok, uśmiechnięta, z opaską na głowie i długim, splecionym warkoczem dynamicznie odchylonym w bok, tło rozmyte w niebieskich odcieniach.

    Magdalena FręchPatrick HAMILTONAFP
    Laura Siegemund

    Laura SiegemundDAVID GRAY / AFPAFP

    Magda Linette – Marta Kostiuk. Skrót meczu.

  • Badosa przetestowała formę Świątek. 90 minut gry na korcie w Stuttgarcie

    Badosa przetestowała formę Świątek. 90 minut gry na korcie w Stuttgarcie

    Po zakończeniu rywalizacji reprezentacyjnej w ramach Billie Jean King Cup tenisowy świat przenosi się do Niemiec, gdzie rusza prestiżowy turniej rangi WTA 500 w Stuttgarcie. W imprezie pojawiła się niemal cała czołówka światowego rankingu – zabrakło jedynie Aryny Sabalenki, która wycofała się z powodu problemów zdrowotnych. Wśród uczestniczek nie mogło zabraknąć Igi Świątek, która już od kilku dni przygotowuje się na miejscu do startu.

    Polka przybyła do Stuttgartu jeszcze przed weekendem i od razu rozpoczęła treningi. W piątek po raz pierwszy pojawiła się na korcie centralnym, gdzie ćwiczyła ze sparingpartnerem. Dzień później miała okazję sprawdzić się w grze z Alexandrą Ealą. Tymczasem po południu odbyło się losowanie drabinki turniejowej. Świątek, rozstawiona z numerem trzecim, otrzymała wolny los w pierwszej rundzie. Swój udział rozpocznie więc od drugiej fazy, gdzie zmierzy się z Magdaleną Fręch lub Laurą Siegemund.

    Czwarta rakieta świata ma jeszcze kilka dni na dopracowanie formy przed pierwszym meczem. W niedzielę wróciła na kort, gdzie o godzinie 13:30 rozpoczęła kolejny trening. Tym razem jej rywalką była Paula Badosa. Początkowo tenisistki skupiły się na standardowej rozgrzewce, choć nie obyło się bez nietypowej sytuacji – po jednym z serwisów Hiszpanki uszkodzona została taśma siatki, co na chwilę przerwało zajęcia. Po kilku minutach problem rozwiązano i zawodniczki mogły wrócić do gry.

    Po części serwisowej tenisistki przeszły do rozgrywania punktów. Już na początku Świątek przełamała podanie Badosy, wykorzystując błędy rywalki, w tym podwójny błąd serwisowy. Kolejne gemy były bardziej wyrównane, choć Polka kontrolowała przebieg wydarzeń. W czwartym gemie musiała bronić się przed break pointami, jednak skutecznie wykorzystała serwis, by wyjść z opresji. W przerwach między gemami aktywnie pracował jej trener Francisco Roig, który na bieżąco przekazywał wskazówki.

    W siódmym gemie Świątek ponownie przełamała rywalkę, odwracając losy wymiany przy stanie 30:15 dla Badosy. Pierwszy set zakończył się wynikiem 6:2 dla Polki, która pokazała solidną i pewną grę.

    Druga partia rozpoczęła się od długiego, zaciętego gema, w którym ostatecznie górą była Świątek. Chwilę później Polka rozegrała perfekcyjny gem serwisowy, nie tracąc ani jednego punktu i kończąc go dwoma asami. Badosa zdołała jednak odrobić część strat, przełamując Świątek w czwartym gemie, choć Polka była bliska obrony. Mimo to chwilę później ponownie straciła podanie, co pozwoliło Świątek odzyskać przewagę.

    Trening zakończył się przy wyniku 6:2, 3:2 dla Polki, ponieważ upłynął przewidziany 90-minutowy czas na kort. Obie zawodniczki podziękowały sobie za wspólną grę i opuściły arenę, ustępując miejsca kolejnym tenisistkom.

    Dla Świątek był to kolejny wartościowy dzień przygotowań w Stuttgarcie. Swój pierwszy mecz w turnieju rozegra najprawdopodobniej w środę lub czwartek. Finał zaplanowano na niedzielę, 19 kwietnia.

  • Prezydent Nawrocki pominął Kamila Stocha. To niezrozumiałe

    Prezydent Nawrocki pominął Kamila Stocha. To niezrozumiałe

    Zacytował świętego Augustyna, pogratulował bohaterom tegorocznych igrzysk i umieścił ich sukcesy na tle wielkich poprzedników – Adama Małysza oraz Justyny Kowalczyk. Ale o naszym największym zimowym olimpijczyku w historii, czyli o Kamilu Stochu, prezydent Karol Nawrocki nie wspomniał. Dlaczego? W sobotę w Warszawie w siedzibie Polskiego Komitetu Olimpijskiego odbyła się uroczysta gala podsumowująca występy naszych reprezentantów na igrzyskach olimpijskich Mediolan/Cortina d’Ampezzo 2026. Uroczystość rozpoczęła się od odczytania listu skierowanego do polskich bohaterów igrzysk przez prezydenta RP, Karola Nawrockiego. Prezydent Nawrocki nie pojawił się na gali. Reprezentował go Mateusz Kotecki, podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP. Przytaczamy cały list odczytany przez współpracownika prezydenta: Organizatorzy i uczestnicy gali olimpijskiej podsumowującej udział reprezentacji Polski w 25. Zimowych Igrzyskach Olimpijskich. Szanowni Państwo, serdecznie pozdrawiam całą rodzinę olimpijską. Składam wyrazy uznania i gratulacje działaczom, trenerom, członkom sztabów szkoleniowych, a przede wszystkim zawodnikom, którzy godnie reprezentowali Polskę na 25. Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo. Dziękuję za trud przygotowań, niezliczone godziny treningów oraz emocje, których dostarczali Państwo rodakom na arenach sportowych w lutym tego roku. Podczas ślubowania olimpijczyków 30 stycznia życzyłem naszym reprezentantom powodzenia na włoskich stokach, skoczniach i lodowiskach, podkreślając, że wraz z całym narodem będę z nimi w każdej sekundzie. Byłem pewny, że wywalczą Państwo dla Polski niejeden medal. Przywołałem wtedy słowa świętego Augustyna – “Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”. Bardzo się cieszę, że polscy sportowcy udowodnili we Włoszech, ile prawdy jest w tej sentencji i że znakomita passa naszych zimowych występów olimpijskich trwa. Od igrzysk w Salt Lake City w 2002 roku i dwóch medali Adama Małysza, przez triumfy Justyny Kowalczyk i sukcesy naszych łyżwiarzy, aż po laury zdobyte w Pekinie i teraz we Włoszech polski sport zimowy regularnie dostarcza powodów do dumy. Ufam, że w przyszłości tych sukcesów będzie jeszcze więcej. Wyrażam najwyższe uznanie medalistom. Ogromną radość polskim kibicom sprawili skoczkowie narciarscy. Już po raz szósty na igrzyskach w XXI wieku. Dwa indywidualne medale Kacpra Tomasiaka oraz trzeci zdobyty wspólnie z Pawłem Wąskiem w pierwszym historycznym konkursie duetów to wielkie osiągnięcie. Podobnie jak srebro wywalczone przez Władimira Semirunnija, który powiększył tym samym olimpijski dorobek naszych panczenistów do siedmiu medali. Z serca gratuluję znakomitych rezultatów nie tylko medalistom, lecz także innym reprezentantom, którzy niejednokrotnie ocierali się o podium i pokazywali niezwykły hart ducha. Są w tym gronie m.in. Maryna Gąsienica-Daniel, siódma w slalomie gigancie w narciarstwie alpejskim, Damian Żurek i Kaja Ziomek-Nogal, którzy osiągnęli wybitne rezultaty w łyżwiarskich sprintach. Chylę czoła przed naszymi biathlonistkami, autorkami najlepszego w historii miejsca Polski w biegu sztafetowym, a także przed Nikolą Domowicz i Dominiką Piwkowską, które na torze saneczkarskim udowodniły, że pasja i wytrwałość mogą przynosić znakomity wynik mimo różnych przeciwności. Dziękuję wszystkim olimpijczykom za godne reprezentowanie naszej Ojczyzny. Zawodnikom życzę niewyczerpanej motywacji do treningów i przekraczania własnych granic, trenerom satysfakcji z pracy i z osiągnięć podopiecznych, a działaczom licznych sukcesów organizacyjnych. Niech Polski sport zimowy przynosi dużo radości rodakom także w kolejnych latach. Wszystkiego dobrego. Z poważaniem, Karol Nawrocki, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Niedawno Nawrocki i Stoch wspólnie śpiewali hymn. Teraz prezydent pominął największego z mistrzów List prezydenta jest elegancki, słuchało się go przyjemnie, ale wiele osób na gali od razu wychwyciło, że nie usłyszało nazwiska Stoch. To bardzo zaskakujące, że pisząc o medalowej passie naszych zimowych olimpijczyków Nawrocki wymienił Adama Małysza i Justynę Kowalczyk, a Kamila Stocha pominął. Dziwi, że po wskazaniu sukcesów Małysza i Kowalczyk prezydent przeszedł do wspomnienia sukcesów łyżwiarzy i laurów zdobytych w Pekinie, by tą drogą dojść do sukcesów z tegorocznych igrzysk. Dziwi, że droga nakreślona przez prezydenta nie wiodła przez gigantyczne przecież olimpijskie osiągnięcia Stocha. Mówiąc o polskich sukcesach na zimowych igrzyskach olimpijskich, nie sposób pominąć najlepszych dla nas w historii igrzysk w Soczi w 2014 roku. A tam dwa z czterech złotych medali dla Polski wywalczył Stoch. Po czym trzecie złoto dorzucił w 2018 roku w Pjongczangu. Stoch to najbardziej utytułowany polski sportowiec w historii zimowych igrzysk. Wywalczył trzy medale złote i jeden brązowy. Za nim plasuje się Kowalczyk z dwoma medalami złotymi, jednym srebrnym i dwoma brązowymi. Patrząc na olimpijskie dokonania, w cieniu Stocha jest też Małysz z trzema srebrami i jednym brązem. Trudno podejrzewać tu prezydenta Nawrockiego o złą wolę. W pamięci kibiców zapewne są piękne obrazki sprzed zaledwie trzech miesięcy. W styczniu prezydent specjalnie przyjechał do Zakopanego, żeby uczestniczyć w pożegnaniu Stocha z występami w Pucharze Świata na polskiej ziemi. Po zawodach na Wielkiej Krokwi Nawrocki dziękował sportowemu bohaterowi Polski na specjalnej ceremonii. Wówczas prezydent i skoczek m.in. wspólnie odśpiewali a cappella hymn Polski. Teraz, na gali olimpijskiej, o Stochu nie zapomniał Radosław Piesiewicz. Prezes PKOl, wymieniając najważniejsze dla naszej reprezentacji wydarzenia włoskich igrzysk, mówił o pożegnaniu “naszego wybitnego skoczka, Kamila Stocha”. Dlaczego o Stochu zapomniał prezydent – nie wiemy. Ale wiemy, że po sali poniosła się opinia, że Nawrocki popełnił faux pas.

  • Obawy przed powrotem Świątek. “Coś złego dzieje się w środku”

    Obawy przed powrotem Świątek. “Coś złego dzieje się w środku”

    Iga Świątek jest już w Niemczech, gdzie wkrótce rozpocznie rywalizację w halowym turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. To będzie dla niej szczególny występ – po raz pierwszy zaprezentuje się pod okiem nowego szkoleniowca, Francisco Roiga. Jak może wyglądać ten debiut? Komentator Eurosportu Karol Stopa zwraca uwagę, że choć zmiana trenera często przynosi pozytywny impuls, to w tym przypadku pojawiają się także znaki zapytania.

    Zdaniem eksperta, historia pokazuje, że Świątek dobrze reagowała na wcześniejsze zmiany w sztabie. Na początku współpracy zwykle pojawiał się efekt świeżości – obie strony były sobą zainteresowane, a brak napięć sprzyjał szybkim postępom. Taki scenariusz może powtórzyć się również teraz.

    Dodatkowym atutem Roiga jest jego wieloletnia współpraca z Rafaelem Nadalem. Styl gry Świątek od dawna bywa porównywany do Hiszpana – zarówno pod względem techniki, jak i przygotowania do uderzeń. To może ułatwić trenerowi pracę, bo trafia na zawodniczkę, której sposób myślenia o tenisie jest mu dobrze znany.

    Jednocześnie Roig to zupełnie inny typ szkoleniowca niż Wim Fissette. Belg miał doświadczenie w prowadzeniu czołowych tenisistek i potrafił osiągać z nimi szybkie sukcesy, choć jego współprace często nie trwały długo. Roig natomiast przez lata funkcjonował raczej w cieniu – jako wsparcie dla głównych trenerów Nadala. Kiedy próbował samodzielnych projektów, nie przyniosły one większych rezultatów.

    To rodzi naturalne pytanie: czy trener drugiego planu odnajdzie się w roli lidera? Stopa porównuje tę sytuację do aktora, który nagle dostaje życiową szansę zagrania głównej roli – może ją wykorzystać i zachwycić, ale równie dobrze może nie sprostać oczekiwaniom.

    Ekspert podkreśla jednak, że problem Świątek może sięgać głębiej niż sama kwestia trenera. Zwraca uwagę na trudną atmosferę wokół zawodniczki oraz ograniczony dostęp do informacji o tym, co dzieje się w jej zespole. Według niego funkcjonuje on niczym zamknięta twierdza, a osoby z otoczenia tenisistki są zobowiązane do zachowania pełnej dyskrecji.

    Dodatkowym utrudnieniem jest presja ze strony opinii publicznej. Rosnąca liczba fanów sprawia, że każda krytyczna uwaga spotyka się z ostrą reakcją, co utrudnia rzeczową analizę sytuacji. Tymczasem – jak zaznacza Stopa – pojawiają się sygnały, że problem może mieć także wymiar mentalny, a jego źródło nie jest do końca jasne.

    Nowy trener może pomóc uporządkować tę sytuację i wprowadzić większą stabilność w zespole. Istnieje jednak obawa, że jeśli współpraca z Roigiem nie przyniesie oczekiwanych efektów, Świątek ponownie stanie przed tym samym pytaniem: gdzie szukać rozwiązania? Wtedy coraz trudniej będzie wskazać winnego w osobie szkoleniowca, a uwaga skupi się na tym, co dzieje się wewnątrz jej sztabu i samej zawodniczki.

  • Niemcy piszą o Świątek. “Sytuacja jest dokładnie odwrotna”

    Niemcy piszą o Świątek. “Sytuacja jest dokładnie odwrotna”

    Niemiecki portal „Sportschau” przyjrzał się sytuacji Igi Świątek przed rozpoczęciem prestiżowego turnieju w Stuttgarcie, wskazując jednocześnie główne kandydatki do końcowego triumfu. W artykule podkreślono, że pozycja Polki znacząco różni się od tej, do której przyzwyczaiła kibiców w ostatnich latach.

    Jeszcze niedawno Świątek dominowała na światowych kortach i dwukrotnie sięgała po tytuł w Stuttgarcie. Tym razem jednak przyjeżdża do Niemiec w zupełnie innych nastrojach – po niespodziewanej porażce już w pierwszym meczu turnieju w Miami. Zdaniem autora tekstu, Mathisa Hartenfellera, można mówić o pewnego rodzaju kryzysie formy u 24-latki.

    Z drugiej strony turniej w Stuttgarcie budzi ogromne zainteresowanie, ponieważ będzie to pierwszy występ Świątek pod wodzą nowego szkoleniowca. Polka rozpoczęła współpracę z Francisco Roigiem, byłym trenerem Rafaela Nadala, co dodaje całej sytuacji dodatkowego kontekstu i nadziei na przełamanie.

    „Sportschau” zwraca uwagę również na sytuację Aryny Sabalenki. Liderka światowego rankingu wycofała się z turnieju z powodu kontuzji, której nabawiła się po triumfie w Miami. Stuttgart pozostaje dla niej pechowym miejscem – mimo czterech finałów, nigdy nie udało jej się tam zwyciężyć.

    W gronie głównych faworytek do tytułu, obok Świątek, wymieniane są także Jelena Rybakina oraz Coco Gauff. Kazaszka, która triumfowała w Stuttgarcie przed rokiem i zajmuje czołowe miejsce w rankingu WTA, ponownie uchodzi za jedną z najgroźniejszych zawodniczek. Z kolei młoda Amerykanka potwierdziła swoją wysoką formę, docierając niedawno do finału w Miami, gdzie po zaciętym pojedynku uległa Sabalence.

    Przypomnijmy, że w ubiegłorocznej edycji turnieju w Stuttgarcie zwyciężyła Jelena Ostapenko. Łotyszka w finale pokonała Sabalenkę w dwóch setach 6:4, 6:1, sprawiając jedną z większych niespodzianek sezonu.

  • Boniek prosto z mostu. “Mamy problem”. Jest też jasny apel do Lewandowskiego

    Boniek prosto z mostu. “Mamy problem”. Jest też jasny apel do Lewandowskiego

    Zbigniew Boniek ostro po meczu ze Szwecją. Wskazuje największy problem kadry i apeluje do Lewandowskiego

    Po opadnięciu emocji po porażce ze Szwecją, wciąż trudno zrozumieć, jak reprezentacja Polski mogła przegrać tak ważne spotkanie. W rozmowie z Interią były prezes PZPN i legenda polskiego futbolu, Zbigniew Boniek, nie ukrywa rozczarowania i jasno wskazuje główne przyczyny niepowodzenia.

    Jego zdaniem rywal był wyjątkowo słaby. Podkreśla, że nie pamięta tak słabej reprezentacji Szwecji od lat, a osłabiona drużyna przeciwnika skupiła się głównie na tym, by przetrwać mecz i doprowadzić do rzutów karnych. Tym bardziej bolesna jest porażka Polaków, którzy – mimo potencjału – nie potrafili wykorzystać okazji.

    Największy problem? Defensywa. Boniek nie ma wątpliwości, że to właśnie gra obronna zawiodła najbardziej. Zaznacza jednak, że trudno mieć większe pretensje do selekcjonera Jan Urban w kontekście ofensywy – tam widać było pomysł, schematy i kreatywność. Problem pojawia się z tyłu, gdzie brakuje organizacji i koncentracji.

    Były reprezentant zwraca uwagę, że nawet gra trzema środkowymi obrońcami nie jest problemem samym w sobie. Klucz tkwi w jakości wykonania. Jego zdaniem polscy defensorzy nie prezentują odpowiedniego poziomu i nie są wystarczająco skoncentrowani, by skutecznie realizować założenia taktyczne.

    Boniek odnosi się także do oceny pracy Urbana. Podkreśla, że decyzja o przedłużeniu kontraktu była słuszna, bo trener przywrócił drużynie normalność i odbudował więź z kibicami. Jednocześnie zaznacza, że po takiej porażce nie można udawać, że nic się nie stało. Dodaje nawet, że gdyby na miejscu Urbana był Fernando Santos, reakcja opinii publicznej byłaby znacznie ostrzejsza.

    W dyskusji pojawia się także temat indywidualnych zawodników, m.in. Jan Bednarek. Boniek podkreśla jednak, że problem nie dotyczy jednej osoby, lecz całego systemu defensywnego. W jego opinii bez solidnej obrony reprezentacja nie będzie w stanie osiągać sukcesów w najważniejszych meczach.

    Były prezes PZPN zwraca też uwagę na zjawisko przesadnego zachwytu nad formą polskich piłkarzy grających za granicą. Jak zauważa, dobre występy w klubach nie zawsze przekładają się na grę w reprezentacji, co było widoczne w starciu ze Szwecją.

    Nie zabrakło również wątku dotyczącego przyszłości kadry i roli jej największej gwiazdy – Robert Lewandowski. Boniek apeluje do napastnika o jasną deklarację dotyczącą dalszej gry w reprezentacji. Jego zdaniem nie ma miejsca na niepewność – kapitan powinien jasno określić, czy chce kontynuować karierę w kadrze, czy skupić się wyłącznie na klubie.

    Jednocześnie podkreśla, że mimo upływu lat Lewandowski wciąż jest bardzo potrzebny drużynie. Nawet jeśli nie jest już tak dynamiczny jak wcześniej, nadal potrafi strzelać gole i robić różnicę. Warunkiem jest jednak pełne zaangażowanie i gotowość do gry w każdym powołaniu.

    Boniek zauważa też, że reprezentacja musi być przygotowana na ewentualność gry bez swojego lidera. W przeszłości zdarzało się już, że drużyna radziła sobie bez niego, choć – jak zaznacza – nie była to ta sama jakość.

    Na koniec były reprezentant wskazuje na potrzebę szukania nowych zawodników i budowania przyszłości zespołu. Wymienia młodsze nazwiska, które mogą w kolejnych latach odegrać ważną rolę, podkreślając jednocześnie, że porażka – choć bolesna – może być impulsem do potrzebnych zmian.

    Jego przekaz jest jasny: Polska ma potencjał i dobrego selekcjonera, ale bez poprawy gry w obronie trudno będzie myśleć o sukcesach na dużych turniejach.

  • Świątek już po pierwszym starciu w Stuttgarcie. 60 minut na korcie z Ealą

    Świątek już po pierwszym starciu w Stuttgarcie. 60 minut na korcie z Ealą

    Turniej rangi WTA 500 w Stuttgarcie ma dla Igi Świątek wyjątkowe znaczenie. To nie tylko jedno z jej ulubionych miejsc w kalendarzu, ale także arena, na której po raz pierwszy zaprezentuje się pod okiem nowego trenera – Francisco Roiga. Polka liczy na przełamanie i powrót do wysokiej formy, a korty ziemne, które od lat są jej najmocniejszą stroną, mogą okazać się idealnym miejscem na odzyskanie pewności siebie. Pierwsze wskazówki dotyczące jej dyspozycji przyniosło już sparingowe starcie z Alexandrą Ealą.

    Po rozczarowującym występie w Miami Świątek zdecydowała się na istotną zmianę – zakończyła współpracę z Wimem Fissettem, trwającą blisko półtora roku. Choć w tym czasie sięgnęli po trzy tytuły, w tym triumf na Wimbledonie, nie brakowało też trudniejszych momentów. Szczególnie bolesny był dla Polki poprzedni sezon na mączce, który nie spełnił jej oczekiwań.

    Teraz wraca na swoją ulubioną nawierzchnię z jasno określonym planem: Stuttgart, Madryt, Rzym i kulminacja w Paryżu. Wszystko to już pod okiem Roiga, doświadczonego szkoleniowca z Katalonii, który przez lata współpracował z Rafaelem Nadalem. Przygotowania do sezonu obejmowały m.in. tydzień spędzony w akademii Hiszpana, gdzie – wspólnie z „Rafą” – pracowano nad detalami technicznymi w grze Świątek. Efekty tych zmian, zwłaszcza w serwisie i ustawieniu na korcie, mają być widoczne w najbliższych występach.

    Pierwsze sygnały można było dostrzec już podczas treningów w Stuttgarcie. Organizatorzy Porsche Open umożliwili obserwację zajęć, dzięki czemu kibice mogli zobaczyć Świątek w akcji na korcie centralnym. Polka sparowała tam z Alexandrą Ealą, z którą trenowała również wcześniej na Majorce.

    Sobota w Stuttgarcie upłynęła pod znakiem kwalifikacji, a także ceremonii losowania drabinki głównej. Świątek została rozstawiona z numerem trzecim i rozpocznie rywalizację od drugiej rundy – swój pierwszy mecz rozegra w środę lub czwartek. Wcześniej na kort wyjdzie Magdalena Fręch.

    Podczas sobotniego treningu Świątek pojawiła się na głównym korcie Porsche Areny – tym samym, na którym triumfowała w latach 2022 i 2023. Towarzyszyła jej Alexandra Eala, wychowanka akademii Nadala, która w ostatnim czasie również trenowała w Manacor.

    Sesja treningowa trwała godzinę i przebiegała pod czujnym okiem Roiga, który aktywnie udzielał wskazówek swojej podopiecznej. Początkowo zawodniczki rozgrzewały się przy siatce, następnie pracowały nad serwisem – najpierw Świątek, później Eala. Na zakończenie rozegrały krótką gierkę treningową.

    W pięciogemowym sparingu Polka wygrała dwa pierwsze gemy, kolejne dwa padły łupem Filipinki, a ostatni ponownie należał do Świątek. Szczególnie dobrze funkcjonował serwis naszej zawodniczki – zwłaszcza podania na zewnątrz przy równowadze, które przynosiły jej bezpośrednie punkty.

    Po godzinie Świątek zakończyła trening, opuszczając kort centralny. Eala kontynuowała zajęcia, a miejsce Polki zajęła później Coco Gauff.