Iga Świątek w poniedziałkowy poranek wyszła z ogromnych opresji, przegrała pierwszego seta z Dinną Vekić, przegrywała też w drugim, aż 2:5. Odrobiła stratę dwóch przełamań, odwróciła losy meczu. Gdy one kończyły, na stadionie Lotus trwało już spotkanie jej potencjalnych rywalek – Ivy Jovic i Kamilli Rachimowej. A prowadziła je polska arbiter Marta Mrozińska, na której oczach rozstawiona Amerykanka przegrywała w drugiej partii… 2:5. Mrozińska ogłosiła koniec spotkania po 114 minutach. Wiemy już, z kim Iga zagra w środę.
article cover
Iva Jovic i Iga ŚwiątekUlises Ruiz/AFP & Andy Wong/Associated Press/East NewsEast News/AFP
Iga Świątek rozegrała w poniedziałek w Pekinie jedno z bardziej niezwykłych spotkań w swojej karierze. Trochę przypominające to z Roland Garros 2024, gdy w drugiej rundzie broniła piłki meczowej w starciu z Naomi Osaką. Może i wtedy stawka była większa, bo jednak odbywało się w Wielkim Szlemie, niemniej w trzecim secie przegrywała z Japonką już 2:5. I wygrała pięć kolejnych gemów.
Teraz w starciu z Donną Vekić było 2:5 w drugim secie, pierwszego też przegrała. Do tego momentu ani razu nie przełamała Chorwatki, miała na to zaledwie jedną szansę. I nagle wszystko się odmieniło, Polka momentalnie zmieniło oblicze tego starcia. Wygrała cztery kolejne gemy, a nie pięć, jak wówczas w potyczce z Osaką, ale od startu tie-breaka znów była bezwzględna. Pięć kolejnych wygrała za to w trzeciej odsłonie tego spotkania, na sam koniec. A to dało jej zwycięstwo 4:6, 7:6 (0), 6:2.
W środę Iga znów wystąpi w Pekinie, powalczy o 1/4 finału. Rywalkę poznała półtorej godziny po zakończeniu swojego starcia. Iva Jovic, 18-letnia Amerykanka rozstawiona tu z “10”, była zdecydowaną faworytką w meczu z Kamillą Rachimową – Rosjanką reprezentującą Uzbekistan. Tymczasem w drugim secie sytuacja wymknęła się Jovic spod kontroli.
WTA Pekin. Iga Świątek czekała na swoją rywalkę. Zaskakujący przebieg meczu Jovic – Rachimowa
Potyczkę na korcie Lotus sędziowała Marta Mrozińska – polska arbiter z tzw. “Złotą Blachą”, pozwalającą jej prowadzić najważniejsze mecze nawet na Wielkich Szlemach. Nie miała trudnego zadania, samo spotkanie było dość płynne, bez zbędnego opóźniania akcji czy kontrowersji.
Tenisistka ubrana w czarny strój sportowy i białą opaskę na głowie z wyrażeniem silnych emocji na twarzy, ściska ramię po dynamicznym zagraniu na tle rozmazanego ciemnego tła z podświetlonym napisem.
Iva JovicUlises RuizAFP
Za to nie niezwykłe, bo gdy Jovic i Rachimowa kończyły czwartego gema, na tablicy z czasem widniało “0:30”. Grały pół godziny, Amerykanka prowadziła 4:0. Wszystkie gemy były rozgrywane na przewagi, Rachimowa miała kilka szans na przełamanie. I żadnej z nich nie wykorzystała, w przeciwieństwie do 18-latki.
Seta zaś przegrała 1:6, znów po tak niezwykłym gemie, w którym Kamilla wywalczyła sobie cztery okazje na doprowadzenie do 2:5. I nic z tego nie wyszło.
W drugiej partii coś się jednak zmieniło. Przede wszystkim Rachimowa ograniczyła liczbę niewymuszonych błędów, w pierwszej partii miała ich aż 25. Pojawiły się oznaki frustracji u Jovic, głośniejsze słowa w kierunku boksu. Została przełamana raz, wreszcie drugi. Było 2:5 i 15-40 z jej perspektywy, broniła dwóch piłek setowych. Pierwszą wygrała po dobrej akcji zaczętej serwisem, drugą – ryzykownym dropszotem.
Złapała ten sam moment co Świątek, u Rachimowej pojawiły się błędy. Zrobiło się 3:5, za chwilę 4:5, 5:5. W przeciwieństwie do Polki Iva nie musiała grać tie-breaka, zakończyła sprawę szybciej. Pokonała Rachimową 6:1, 7:5 – w środę więc po raz pierwszy w karierze zmierzy się z byłą liderką rankingu WTA.
Młoda kobieta w sportowym stroju i białej czapce z daszkiem unosi ręce, wygląda na skoncentrowaną; na tle widoczne rozmyte logo turnieju tenisowego.

Leave a Reply