Jest reakcja na to, co wyprawia Sabalenka. To dlatego została ukarana

Written by

in

Dlaczego Sabalenka została ukarana? Kontrowersyjna decyzja sędzi w półfinale Australian Open

Aryna Sabalenka pewnie awansowała do finału Australian Open, pokonując Elinę Switolinę 6:2, 6:3. Choć Ukrainka momentami prezentowała solidny tenis, półfinał był pokazem siły liderki rankingu WTA, która o tytuł w Melbourne zmierzy się z Jeleną Rybakiną. Po meczu jednak więcej niż o samym wyniku mówiło się o jednej, niezwykle rzadkiej decyzji sędzi, która wyraźnie zaskoczyła Sabalenkę – i nie tylko ją.

Zaskoczenie na korcie

Do kontrowersyjnej sytuacji doszło w pierwszym punkcie czwartego gema premierowej partii. Sabalenka zagrała piłkę, wydając charakterystyczny dla siebie dźwięk. Tym razem jednak nie był to krótki okrzyk towarzyszący uderzeniu, lecz przeciągłe „stęknięcie”, które – jak później tłumaczyła tenisistka – było reakcją na nieczyste trafienie ramą rakiety i obawę, że piłka poleci w aut.

Ku jej zdziwieniu piłka wpadła w kort, Switolina zdołała ją odegrać, lecz wówczas sędzia główna Louise Engzell przerwała wymianę i przyznała punkt Ukraince. Decyzja wywołała konsternację zarówno na korcie, jak i na trybunach.

– Ciekawa decyzja – zauważył na antenie Eurosportu Marek Furjan.
– Moim zdaniem słuszna i sprawiedliwa – dodał trener Piotr Sierzputowski. – Ale Sabalenka rzeczywiście jest wyraźnie zdziwiona.

„Hindrance”, czyli przeszkoda w grze

Sędzia uznała, że dźwięk wydany przez Sabalenkę stanowił tzw. hindrance, czyli przeszkodę utrudniającą rywalce prawidłowe zagranie. W przepisach tenisowych pojęcie to jest bardzo szerokie – obejmuje wszelkie zachowania, które mogą rozproszyć przeciwnika: od okrzyków i chrząknięć, przez gesty, aż po werbalne komentarze w trakcie wymiany. Kluczowe jest jednak to, że interpretacja zawsze należy do sędziego.

– Nie zawsze arbitrzy takie rzeczy wyłapują – podkreślał Furjan. I właśnie to było sednem zdziwienia Sabalenki. Przez lata jej charakterystyczne dźwięki uchodziły jej na sucho. Bywało, że stękała nie tylko w momencie uderzenia, ale również wtedy, gdy piłka była już po drugiej stronie siatki. Czasem przeciągała te odgłosy, czasem zmieniała ich natężenie. Był to stały element jej meczów – i do tej pory nikt nie karał jej za to stratą punktu.

Wcześniej było „na granicy”

Nie znaczy to jednak, że temat nigdy wcześniej nie budził wątpliwości. W lipcu 2025 roku, podczas meczu Wimbledonu z Elise Mertens, wielu obserwatorów zwracało uwagę, że Sabalenka wydaje dźwięki w nienaturalny – nawet jak na siebie – sposób. Trwały one długo i mogły wpływać na koncentrację Belgijki.

Międzynarodowa sędzia Gabriela Załoga mówiła wówczas w rozmowie ze Sport.pl, że w praktyce bardzo trudno jednoznacznie ocenić moment, w którym dźwięk staje się przeszkodą. – Często reagujemy dopiero wtedy, gdy widzimy, że przeciwnikowi to faktycznie przeszkadza. Jeśli rywal nie protestuje, sędziowie rzadziej interweniują – tłumaczyła.

Tym bardziej zaskakujące było więc to, że w półfinale Australian Open Switolina nie przerwała gry ani nie zgłosiła zastrzeżeń, a mimo to Engzell zdecydowała się odebrać Sabalence punkt.

Brak spójnych przepisów

Problem w tym, że w światowym tenisie wciąż brakuje jednoznacznych regulacji. WTA jako jedyna organizacja zarządzająca profesjonalnym tenisem wpisała wprost do swojego regulaminu na sezon 2026 pojęcie „grunting” jako przykład przeszkody w grze. W przepisach ATP oraz ITF takich zapisów nie ma, dlatego na turniejach męskich i imprezach organizowanych przez ITF – w tym w Wielkich Szlemach – podobne sytuacje są interpretowane bardzo różnie.

Dobrym przykładem była sytuacja sprzed tygodnia, gdy Naomi Osaka głośno mobilizowała się okrzykami „Come on!” w momencie, gdy Sorana Cirstea przygotowywała się do drugiego serwisu. Mimo protestów Rumunki sędzia nie zareagował – Japonka nie otrzymała nawet ostrzeżenia.

Sabalenka: „To była zła decyzja”

Po meczu ze Switoliną Sabalenka nie kryła emocji. – Nigdy wcześniej coś takiego mi się nie przytrafiło, zwłaszcza jeśli chodzi o moje chrząkanie – mówiła na konferencji prasowej. – Piłka była zagrana głęboko, odbiła się inaczej, a ja po prostu naturalnie wydałam z siebie ten dźwięk. Gdy usłyszałam decyzję sędzi, pomyślałam: „Co z tobą jest nie tak?”. To była zła decyzja i bardzo mnie wkurzyła. Ale paradoksalnie pomogła mi – zmotywowała mnie jeszcze bardziej.

Czy to coś zmieni?

Sabalenka ma prawo czuć się zaskoczona, bo przez lata podobne zachowania nie były karane. Pytanie brzmi, czy decyzja z półfinału w Melbourne stanie się sygnałem ostrzegawczym – zarówno dla niej, jak i dla innych tenisistek. Stracony punkt przy stanie 1:2 w pierwszym secie nie miał większego wpływu na losy spotkania. Ale co, jeśli podobna sytuacja wydarzyłaby się w końcówce trzeciego seta finału Wielkiego Szlema?

Od teraz Sabalenka może mieć z tyłu głowy myśl, że to, co dotąd uchodziło jej bez konsekwencji, nagle może kosztować ją bardzo wiele. A dopóki przepisy pozostają niejednoznaczne, podobne kontrowersje zapewne jeszcze nie raz wrócą na tenisowe korty.

Comments

Leave a Reply