Category: Uncategorized

  • Ruszyły dwa wyłącznie polskie kanały. “Jedyna taka telewizja sportowa”

    Ruszyły dwa wyłącznie polskie kanały. “Jedyna taka telewizja sportowa”

    – Chcemy, by żużel, NBA i trzeci filar – tenis wielkoszlemowy – były w ofercie dystrybutorów, a widz nie musiał dokupować kolejnej platformy – mówi Sport.pl Łukasz Fijałkowski, dyrektor operacyjny Eurosportu. I w szczegółowej rozmowie o planach stacji zapowiada nowość: transmisje kwalifikacji i meczów z dodatkowych kortów turniejów Wielkiego Szlema.

    Łukasz Fijałkowski z polskim oddziałem Eurosportu związany jest od 2018 roku. Od 2020 pełni funkcję dyrektora operacyjnego. Odpowiada nie tylko za analizę i akwizycję praw sportowych, ale też rozwój biznesu i technologii oraz marketing nadawcy. Od początku kwietnia zarządza już czterema kanałami nadawcy, bo na rynku pojawiły się Eurosport 3 i 4. A w poniższej rozmowie szczegółowo opowiada o funkcjonowaniu i planach stacji.

    Kacper Sosnowski: Aż tak ciasno było z kontentem, że trzeba było od razu uruchomić dwa nowe kanały?
    Łukasz Fijałkowski: Kontentu nigdy nie jest za dużo, szczególnie sportowego. Natomiast rzeczywiście, jeśli w sporcie nakładają się na siebie wydarzenia, to nie da się pokazać wszystkiego w telewizji linearnej. Wtedy część transmisji wkładamy do streamingu, budując mocną streamingową ofertę dla widzów. Chcielibyśmy również móc je oferować tym, którzy wybrali telewizję linearną. Trzeba jednak brać pod uwagę także kwestię kosztów. Prawa sportowe są bardzo drogie, te ceny bywają wręcz niewiarygodne. Każda telewizja sportowa, która jest telewizją komercyjną, musi na swej działalności zarobić.

    Trudno zakładać, by przy większej konkurencji na rynku koszty praw nagle ostro wyhamowały, a to nie są dobre informacje dla telewizji i kibiców.
    – Wiesz jaki jest problem z prawami sportowymi? One są w tej chwili rozczłonkowane. Fani sportu muszą korzystać z usług wielu dostawców, żeby obejrzeć swoją ulubioną dyscyplinę, czy ligę w całości. Tak się dzieje, bo pieniądze wydawane na prawa, czasem po prostu nie spinają się telewizjom. Ktoś płaci ogromne pieniądze, a potem często musi się wspomagać sublicencją, która pomoże mu spłacić koszty i wyjść na swoje.

    Dlatego często przy nowych prawach nadawcy proponują widzom droższe pakiety, nowe kanały, czy rozwijają streaming.
    – Kiedy trafiły się nam prawa do NBA, które są bardzo atrakcyjnymi prawami, zastanawialiśmy się jak nimi zarządzać. Uznaliśmy, że najlepszym sposobem z punktu widzenia biznesowego, ale jednocześnie szerokiego dotarcia do widza, będą nowe kanały. Streaming nie ma jeszcze takiej penetracji jak telewizja, on się rozwija, jest przyszłością, ale na razie nie dociera do tylu widzów, ilu nadal ma telewizja linearna. Już od dekady słyszymy, że telewizja się kończy, niemniej jednak akurat sportowa telewizja ma się świetnie. W ostatnich latach regularnie bijemy rekordy oglądalności, co jest ogromnym osiągnięciem biorąc pod uwagę dużą konkurencję i nasycenie transmisji sportowych. Igrzyska w Paryżu były ogromnym sukcesem w stosunku do Tokio, a te w Mediolanie i Cortinie, w porównaniu z Pekinem. US Open w zeszłym roku obejrzało się najlepiej w historii transmisji tego turnieju w Eurosporcie. Skoki narciarskie? Teoretycznie w Pucharze Świata nasi skoczkowie nie bardzo mieli się czym pochwalić, a przed telewizorami zanotowaliśmy najlepsze otwarcie sezonu w historii. Potem to się wyrównało. Emocje sportowe raczej są przeżywane na żywo, bez względu na medium z jakiego korzystamy.

    I żeby wasz sport był na dużym ekranie i nie było rozczłonkowywania, musiał wejść Eurosport 3 i 4.
    – Takie jest założenie. W Eurosporcie 3, oprócz NBA, będzie całe Speedway Grand Prix. Widzowie żużla do tej pory musieli kombinować, korzystać ze streamingu albo kupować kanały kodowane, czego wielu w Polsce nie zrobiło. Ponieważ nasz model biznesowy polega na podpisywaniu umów z dystrybutorami, a nie na posiadaniu własnej platformy, postanowiliśmy otworzyć dwa dodatkowe kanały linearne i zaoferować je każdemu z operatorów telewizji w Polsce. Chcemy, by żużel, NBA i trzeci filar – tenis wielkoszlemowy – były w ofercie dystrybutorów, a widz nie musiał dokupować kolejnej platformy. Jednocześnie jesteśmy oczywiście w streamingu: w Playerze i HBO Max. W Playerze otworzyliśmy specjalnie nowy pakiet sportowy Eurosport Pass. Oferuje on wszystko, co ma Eurosport, w tym linearne kanały Eurosport 3 i 4 za bardzo rozsądne pieniądze.

    Na nowych antenach będziemy mogli pokazać dwa dodatkowe korty ze szlemów [Roland Garros, US Open i Australian Open]. Na początku turnieju, będziemy tam pokazywali też kwalifikacje! Tyle, ile zmieścimy. W Playerze będzie można za to obejrzeć również wszystkie transmitowane mecze, nawet te rozgrywane na bocznych kortach i bez wielkiej realizacji telewizyjnej.

    Ale widz najpierw musi te kanały mieć możliwość oglądać.
    – Liczba operatorów kablowych, którzy oferują nowe kanały zwiększa się z każdym tygodniem – teraz jest ich już około 37. Z dużych dystrybutorów mamy już podpisane umowy z Play i T-Mobile. Rozmawiamy z innymi. Zakładam, że za chwilę będziemy finalizowali współpracę z pozostałymi wielkimi platformami. Nasze założenie jest takie, że będziemy wszędzie, a tam, gdzie są nasze dwa pierwsze kanały, będą także dwa kolejne.

    Te kanały dla części widzów też będą jednak dodatkowo płatne, kolejne 5 czy 10 złotych u dystrybutora.
    – Jaka to będzie dokładnie kwota, to zależy od dystrybutora. Niektórzy oferują swoim abonentom Eurosportu oba kanały bez dodatkowych opłat. Eurosport Pass też jest u nas w dobrej cenie – za 20 złotych i jest tam wszystko: cztery kanały i dodatkowe transmisje. Nie wymagamy przy tym posiadania jakiegokolwiek innego pakietu. Jak ktoś nie chce paczki telewizji na żywo, bo interesuje go tylko sport, to bierze ten pakiet. Co miesiąc można go zresztą wypowiedzieć. I pytanie, czy dwie dychy to w takim układzie dużo? Tyle kosztuje jedna kawa na mieście albo trzy litry benzyny.

    Czy NBA, żużel i wielkie szlemy, które zresztą są skumulowane w pewnych okresach, wystarczą, by przekonać kibiców do dokupienia nowego pakietu na rok czy dwa?
    – Mamy NBA od października do czerwca, potem od maja do października jest żużel. W trakcie są szlemy. Oprócz tego na Eurosporcie 3 będziemy pokazywali całe łyżwiarstwo, które po igrzyskach cieszy się dużym zainteresowaniem. Będzie łyżwiarstwo figurowe, szybkie, short track. Pokażemy też kolarstwo, którego jest tak dużo, że nawet dwie anteny nie są w stanie obsłużyć wszystkiego. Sezon kolarski trwa właściwie cały rok. Jest kolarstwo szosowe, przełajowe, torowe, MTB, czy BMX. Do tego mamy sporty motorowe, zimowe, snowboard i skoki kobiet. Mam nadzieję, że to zadowoli naszych kibiców, gdy czegoś zabraknie im na głównych antenach.

    Czasem było o tym głośno na portalach społecznościowych, że choćby przez sterowane z centrali transmisje na Eurosporcie 1 i 2 nie było ważnych dla Polaków zmagań.
    – Sam mam taką anegdotę: kiedyś zadzwonił do mnie kibic z awanturą, że nie pokazujemy pływania. Nawet nie wiem, skąd miał numer. Tłumaczyłem mu, że my decydujemy, co ma priorytet pod kątem ważności dla odbiorcy. Okazało się, że jego syn startuje w zawodach, no i się nie dogadaliśmy. Oczywiście nie wszystko możemy pokazywać, bo do części wydarzeń nie mamy praw, ale mając dwie dodatkowe anteny, i to dedykowane polskiemu rynkowi, będzie nam łatwiej sprostać oczekiwaniom widzów.

    To teraz pewnie byłoby z tym pływaniem łatwiej, bo jest jeszcze mniej obłożony transmisjami Eurosport 4.
    – Tak, bo Eurosport 4 będzie też obszarem dla powtórek, wspomnień sportowych i dokumentów. W telewizji sportowej 24/7 większość programów to powtórki. Mało kogo stać na prawa siedem dni w tygodniu nawet w tzw. prime time.

    Natomiast obserwujemy zainteresowanie “złotymi momentami” z naszymi w roli głównej, więc na czwartym kanale pokażemy między innymi ważne dla Polaków retransmisje z Robertem Kubicą, Dawidem Kubackim, Igą Świątek, czy siatkarzami w roli głównej. Będą tam też podcasty Eurosportu, które nagrywamy od dwóch lat. Świetnie prowadzi je Piotr Karpiński. Pokażemy też dokumenty lokalne i międzynarodowe, w tym olimpijskie.

    Czyli, jak rozumiem, po pierwsze nie ma presji dokładania tam nowych praw, po drugie będziecie z zawartością nowych kanałów autonomiczni.
    – My cały czas szukamy. Mamy centralny dział praw. Jego priorytetem jest kupowanie praw paneuropejskich na 65 krajów. Wtedy dostajemy coś z dobrodziejstwem inwentarza. Eurosport 3 i 4 to kanały wyłącznie polskie! Oczywiście możemy przenieść tam część praw nabytych centralnie, których nie mieścimy na antenach 1 i 2, by nie trzymać ich tylko w streamingu. Z drugiej strony moim zadaniem jest też szukanie praw lokalnych, patrzenie na trendy, rzeczy przyszłościowe, sugerowanie ich centrali. Przygotowuję analizy biznesowe, biorąc pod uwagę oglądalność, koszty, grupę docelową, to, czy gdzieś są polscy sportowcy, gdzie możemy to pokazać. Sprawdzam też, czy gdzieś jeszcze w Europie kibice będą takim produktem zainteresowani, by była w tym synergia.

  • Porażka Sabalenki na WTA Madryt, teraz organizatorzy informują ws. Rzymu. Jest potwierdzenie

    Porażka Sabalenki na WTA Madryt, teraz organizatorzy informują ws. Rzymu. Jest potwierdzenie

    Turniej WTA 1000 w Madrycie okazał się najgorszym dotychczas występem Aryny Sabalenki w tym sezonie. Po raz pierwszy nie dotarła do decydującego starcia. Obrończyni tytułu odpadła na etapie ćwierćfinału, mimo aż sześciu meczboli w decydującym secie pojedynku z Hailey Baptiste. Trzy dni po porażce Białorusinki pojawiła się informacja od organizatorów tysięcznika w Rzymie. Na oficjalnym profilu Internazionali BNL d’Italia zamieszczono dwa nagrania z liderką rankingu. Oto szczegóły.
    Aryna Sabalenka podczas meczu z Hailey Baptiste w ćwierćfinale WTA 1000 w Madrycie

    Aryna Sabalenka podczas meczu z Hailey Baptiste w ćwierćfinale WTA 1000 w MadrycieJOSE BRETONAFP

    Aryna Sabalenka ma za sobą pierwszy występ na mączce w tym sezonie. Białorusinka niespodziewanie zakończyła go na ćwierćfinale. Po tym, jak z turnieju WTA 1000 w Madrycie odpadły Jelena Rybakina, Iga Świątek i Coco Gauff, tenisistka z Mińska wydawała się murowaną faworytką do obrony tytułu. Tak się jednak nie stało. Sensacyjną pogromczynią liderki rankingu okazała się Hailey Baptiste. Amerykanka obroniła w sumie sześć meczboli w decydującym secie i pokonała zawodniczkę rozstawioną z “1” 2:6, 6:2, 7:6(6).

    Co ciekawe, gdy Aryna po raz ostatni przegrywała w stolicy Hiszpanii, również miało to miejsce po niewykorzystanych piłkach meczowych. W finale madryckich rozgrywek przed dwoma laty Sabalenka posiadała w sumie trzy okazje na zdobycie trofeum, ale ostatecznie triumfowała Iga Świątek – 7:5, 4:6, 7:6(7). Tamto spotkanie okrzyknięto wówczas meczem sezonu w zmaganiach WTA i jednym z najlepszych w całej dekadzie.

    Porażka z Baptiste była dla tenisistki z Mińska dopiero drugą w 2026 roku. Wcześniej patent na pokonanie Białorusinki znalazła jedynie Jelena Rybakina. Podczas finału Australian Open, reprezentantka Kazachstanu wróciła ze stanu 0:3 30-30 w trzecim secie i zwyciężyła 6:4, 4:6, 6:4.

    Informacja od organizatorów WTA Rzym ws. Sabalenki

    Zobaczymy, jak liderka rankingu poradzi sobie w dalszej fazie sezonu na kortach ziemnych. Już za kilka dni rozpocznie się turniej WTA 1000 w Rzymie. Dziś o poranku napłynął komunikat organizatorów Internazionali BNL d’Italia ws. Sabalenki. Włodarze rozgrywek oficjalnie potwierdzili, że Aryna dotarła już do stolicy Włoch. W swoich mediach społecznościowych zamieścili nagranie, jak tenisistka z Mińska przemieszcza się po Foro Italico i podąża na trening. Później dodano jeszcze drugi filmik, jak Białorusinka rozgrzewa się w towarzystwie swojego pieska.

    27-latka nie próżnuje i zamierza się jak najlepiej przygotować do zmagań na Półwyspie Apenińskim. Na dzisiaj zaplanowała aż dwie sesje treningowe. Jedna już dobiegła końca, bowiem od godz. 10:30 do 12:00 przebywała na BNP Paribas Arena. Później liderka rankingu odbędzie jeszcze dwugodzinne zapoznanie z Campo Centrale, czyli główną areną włoskich rozgrywek. Początek drugich zajęć wyznaczono na 15:00.
    kobieta w sportowym stroju na korcie tenisowym, z wyrazem skupienia na twarzy, nosząca kolczyki i dwa naszyjniki, w tle niewyraźni kibice na trybunach

    Aryna SabalenkaMAHOUDEAU Clement / KMSP / KMSP via AFPAFP
    tenisistka w różowym stroju wyraża silne emocje, stoi z otwartymi ustami w geście krzyku na korcie tenisowym, w tle rozmazana postać sędziego

    Aryna SabalenkaPhoto by CLIVE BRUNSKILL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / GETTY IMAGES VIA AFPAFP
    Tenisistka w żółtym stroju trzymająca rakietę tenisową, unosząca rękę w geście pożegnania lub podziękowania na tle rozmytej publiczności na trybunach.

    Aryna SabalenkaWilliam WestAFP

    Flavio Cobolli – Alexander Zverev. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • To się dzieje z Igą Świątek. “Zawracanie głowy. Przecież nie zapomniała”

    To się dzieje z Igą Świątek. “Zawracanie głowy. Przecież nie zapomniała”

    To się dzieje z Igą Świątek. “Zawracanie głowy. Przecież nie zapomniała”

    Dariusz Ostafiński, Interia: Iga Świątek ma za sobą dwa turnieje z nowym trenerem Francisco Roigem. Miało być lepiej, a już słyszę od niektórych ekspertów, że więcej jest minusów niż plusów. Jest powód, by załamywać ręce?

    Karol Stopa, ekspert Eurosportu: – Żadnej potrzeby załamywania rąk nie widzę. Nawet bym unikał kategorycznych sądów. Jest za wcześnie. A to, co zdarzyło się dotąd z nowym trenerem, nie daje podstaw do jakiś miarodajnych ocen. Jakby w Madrycie zagrała cały turniej, to jeszcze.

    Tu się zgodzę.

    – I pewnie zgodzi się pan też z tym, że Madryt nie wypalił z przyczyn zdrowotnych. Nie zrobiła niczego źle, a zwyczajnie była chora i nie ma, co kruszyć kopii, bo uważam, że to byłoby złośliwe. Ja widzę tylko jeden mecz Igi Świątek w ostatnim czasie, z którego można wyciągać jakiekolwiek wnioski.

    Z Andriejewą w Stuttgarcie.

    – Tak. Ten mecz, choć przegrany, nie był złym meczem w wykonaniu Swiątek. Było tam kilka rzeczy autentycznie pozytywnych. Nawet można w tej ocenie wskazać na kilka plusów. Cały pierwszy set i pół drugiego były dobre. Potem się wszystko posypało, były lekko nerwowe reakcje, ale nic takiego strasznego się nie stało. Nie ma powodu, by dramatyzować i wyrażać kategoryczne opinie. Powtórzę raz jeszcze, że za mało mamy materiału, by mówić o poważnych ocenach.

    To jest kłopot Świątek. “Trzeba tylko dokręcić śrubkę”

    Tych opinii sporo się już jednak pojawiło. I dużo w stylu, że światełka w tunelu nie widać.

    – Mnie to trochę śmieszy. Oczywiście każdy ma prawo. I żeby było jasne, to nie wszystkie opinie wrzuciłbym do jednego worka. Są jednak takie, które określiłbym zawracaniem głowy. A to, że tu ruszyła 3 centymetry w prawo, tu ugięła kolano, a tam nie ugięła łokcia. Każdy tenisista ma dziesiątki odruchów, niepotrzebnych gestów i zachowań. Są ludzie, co zaczynają mówić o drobiazgach. To są takie opowieści na zasadzie, że przychodzi hydraulik i pyta, kto to panu zepsuł? A potem mówi, że on to zrobi lepiej.

    Większość chyba niepotrzebnie skupia się na szukaniu jakichś nowych zagrań, które miałby wprowadzić Roig. Wojciech Fibak powiedział mi, ze to bzdura, bo Hiszpan nie uczy Świątek gry w tenisa, ale pracuje nad tym, by odzyskała pewność siebie.

    – Też jestem tego zdania. Od początku mówię, że problem tkwi w głowie, a nie w technice. Jasne, że w technice zawsze można coś skorygować, ale to nie jest ten główny kłopot. Iga jednego dnia zagrała genialnie z Muchovą, a dzień później była katastrofa ze Switoliną. Przecież nie zapomniała w 24 godziny, jak się gra. I teraz wrócę do tego hydraulika. Jeden powie, że rury do wymiany, a drugi, że trzeba tylko śrubkę dobrze dokręcić.

    Pan stawia na to drugie?

    – Tak. Może i w technice jest jakiś mankament, ale to jest temat poboczny, coś w rodzaju listka figowego. Kwestia główna, to jest głowa tenisistki. Może jeszcze jakieś układy, które są, albo ich nie ma, a ja nie chcę w to wnikać, bo musielibyśmy zacząć mówić o poważnych kwestiach, a nie mamy dowodów, ani nawet prawa, żeby w to wchodzić. Zobaczymy, jak to będzie w Rzymie. Zjawi się komplet osób z teamu w boksie, będą poważniejsze rywalki i daj Boże, że okaże się, że to wszystko, co robiła do tej pory, miało sens.

    Wierzy w odrodzenie Świątek. Podaje powód

    Czyli jest pan optymistą?

    – A ten optymizm opieram na osobie Nadala, który całe życie był jej idolem, był postacią z obrazka wiszącego nad łóżkiem. Ona o tym Nadalu zawsze mówiła. Są dziesiątki wywiadów na potwierdzenie. Zatem teraz jest w sytuacji, gdzie złapała Pana Boga za nogi. Nadal dał jej swojego człowieka i pobłogosławił. To musi jej dać impuls do czegoś lepszego. Jeśli tak się nie stanie, to będzie to bardzo dziwne.

    Rozumiem, że po Rzymie będziemy już mogli powiedzieć, w jakim kierunku to wszystko zmierza i czy coś z tego będzie?

    – To już na pewno. Korty w Rzymie są inne niż w Stuttgarcie i Madrycie. Są gęste od mączki, bo tam sypią dużo tego materiału. Jest też inny sposób przygotowania kortów do gry. Jednym to pasuje bardziej, innym mniej. Idze Świątek bardziej.

    Pojawiły się takie apele, żeby Nadal pojechał z Igą Świątek do Rzymu. Myśli pan, że to możliwe?

    – Mało prawdopodobne, żeby on dał się na to namówić. Może zjawić się w Paryżu, ale dlatego, że zaproszą go organizatorzy. Przy okazji jednak odwiedzi Igę i trenera, którego zna.

    Świątek zaskoczy, jak rok temu w Wimbledonie

    Jest możliwe, że w Rzymie Świątek przejdzie metamorfozę, choć w Stuttgarcie i Madrycie, z różnych względów to nie wyszło dobrze?

    – Rzym jest jej bliski. Trzy razy tam wygrywała, a zaczęło się to w 2021, kiedy w finale pokonał Pliskovą 6:0, 6:0. Będzie jej tam łatwiej niż w Stuttgarcie i Madrycie. Te dwa turnieje są mało wygodne, trudno się tam gra. Z Rzymem jest inaczej.

    I może pan powiedzieć, z ręką na sercu, że Iga Świątek nagle wyjdzie z głębokiego dołka i z zawodniczki z problemami zamieni się w taką, która sama rozstawia rywalki po kątach?

    – Uczciwie mogę powiedzieć, że spodziewam się i liczę na to, że ona odpali, że ten impuls spowodowany Nadalem i hiszpańską lekcją zadziała na sto procent. Możemy być tak samo zaskoczeni, jak rok temu w przypadku Wimbledonu. To jest zawodniczka z ogromnym potencjałem. Według mnie powinna mieć o wiele więcej wygranych szlemów. To się z różnych powodów nie zdarzyło, ale się wydarzy. W końcu Iga przerasta rywalki o kilka klas. Żadna inna kobieta grająca w tenisa nie biega tak po korcie. Może tylko Kostiuk i Gauff. Obie mają jednak mankamenty. A Świątek jest najbliższa ideału, jak chodzi o poruszanie na kortach ceglanych. Nikt nie jest tak elastyczny, nie tak nie zmienia kierunku, jak ona. Czasem się dziwię, że to nie działa, ale powtórzę raz jeszcze: wierzę, że Świątek odpali.
    Zawodniczka tenisowa w czarno-różowym stroju i różowej czapce okazuje radość po zdobyciu punktu, ściskając pięść i patrząc z determinacją w stronę boiska.

    Iga ŚwiątekAFP
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem wyraża silne emocje, szeroko otwierając usta i zaciskając szczękę podczas meczu.

    Iga ŚwiątekAaron FavilaEast News
    tenisistka z opuszczoną głową i zakrytą dłonią twarzą schodzi z kortu ziemnego, niosąc dużą sportową torbę na ramieniu

    Iga ŚwiątekTOMASZ BARANSKI/REPORTEREast News

    Flavio Cobolli – Alexander Zverev. Skrót meczu.

  • Ukrainka odmówiła tenisistce z Rosji, wszystko na oczach Polki. Zawrzało w Madrycie

    Ukrainka odmówiła tenisistce z Rosji, wszystko na oczach Polki. Zawrzało w Madrycie

    Atmosfera przed półfinałami turnieju WTA 1000 w Madrycie była wyjątkowo napięta, a wszystko za sprawą zestawienia Marty Kostiuk z Anastazją Potapową. Ukrainka już wcześniej jasno zapowiadała, że nie poda ręki rywalce wywodzącej się z Rosji – niezależnie od faktu, że ta obecnie reprezentuje Austrię. Ostatecznie Kostiuk nie tylko dotrzymała słowa, ale również wygrała spotkanie, a jej zachowanie po meczu odbiło się szerokim echem w mediach.

    Od momentu ogłoszenia półfinałowej pary było jasne, że emocji nie zabraknie. Kostiuk od dłuższego czasu konsekwentnie odmawia tradycyjnego uścisku dłoni z zawodniczkami rosyjskiego pochodzenia. Wyjątek zrobiła jedynie dla Darii Kasatkiny, która publicznie sprzeciwiła się wojnie i zmieniła obywatelstwo. W przypadku Potapowej sytuacja wygląda inaczej – tenisistka przez długi czas nie odcinała się od działań Kremla, co dla Ukrainki ma kluczowe znaczenie.

    – Jedyną Rosjanką, której podałam rękę, była Kasatkina, bo jasno powiedziała, że nie popiera wojny. To dla mnie ważne. Inne zawodniczki, mimo zmiany paszportu, nie zabrały głosu w tej sprawie – tłumaczyła Kostiuk jeszcze przed meczem.

    Sam pojedynek nie zawiódł pod względem sportowym, choć napięcie było wyczuwalne od pierwszej piłki. Ostatecznie lepsza okazała się Ukrainka, która tym samym awansowała do finału. Po ostatniej wymianie nie doszło jednak do tradycyjnego gestu fair play – Kostiuk nie podeszła do siatki i ograniczyła się jedynie do gestów w stronę publiczności.

    Duże poruszenie wywołała także nietypowa scena z udziałem jej trenerki, Sandry Zaniewskiej. Polka pokazała zawodniczce kartę – waleta karo. Ten niecodzienny sygnał szybko stał się tematem dyskusji, a sama tenisistka została zapytana o jego znaczenie podczas konferencji prasowej.

    – To nie miało żadnego ukrytego sensu. Po prostu bawiliśmy się w zgadywanie kart. Sandra je trzymała, a my podawaliśmy liczby. Trafiłam przypadkiem, bez żadnej logiki – wyjaśniła Kostiuk, rozwiewając spekulacje.

    Nie brakuje jednak głosów, że gest może mieć symboliczne znaczenie. Było to bowiem 11. zwycięstwo Ukrainki z rzędu, a walet jest jedenastą kartą w talii. Czy rzeczywiście był to subtelny przekaz od sztabu? Być może odpowiedź przyniesie finał – jeśli Kostiuk sięgnie po tytuł, kolejna karta może stać się jeszcze bardziej wymowna.

    W decydującym meczu Ukrainka zmierzy się z Mirrą Andriejewą, która wcześniej pokonała Hailey Baptiste. Dla Kostiuk będzie to szansa na pierwszy triumf w turnieju tej rangi i jednocześnie kolejny pojedynek z zawodniczką rosyjskiego pochodzenia – co tylko podgrzewa atmosferę przed finałem.

  • Lewandowski gotowy na transfer, prezes Barcelony reaguje. Agent Polaka wezwany

    Lewandowski gotowy na transfer, prezes Barcelony reaguje. Agent Polaka wezwany

    Przyszłość Robert Lewandowski w FC Barcelona wisi na włosku. Coraz więcej wskazuje na to, że kapitan reprezentacji Polski poważnie rozważa zmianę barw klubowych, a jednym z najbardziej konkretnych kierunków jest Juventus FC. Na rozwój wydarzeń błyskawicznie zareagował prezes „Dumy Katalonii”, Joan Laporta, który zdecydował się na pilne spotkanie z piłkarzem i jego agentem, Pini Zahavi.

    Według najnowszych doniesień Lewandowski jest już bardzo blisko opuszczenia Barcelony. Choć klub zaproponował mu przedłużenie kontraktu, Polak nie jest przekonany do pozostania — zwłaszcza w roli rezerwowego i przy znacząco niższym wynagrodzeniu.

    Najbardziej konkretna oferta nadeszła z Turynu. Juventus FC miał zaproponować 37-letniemu napastnikowi roczną umowę wartą około 6 milionów euro netto plus bonusy. Jak informują włoskie media, pierwsze rozmowy przedstawicieli zawodnika z władzami klubu przebiegły w pozytywnej atmosferze. Sam Lewandowski ma postrzegać „Starą Damę” jako najciekawszą opcję i coraz poważniej myśli o przeprowadzce do Serie A.

    W obliczu tych sygnałów Joan Laporta postanowił działać. Szef Barcelony chce zrobić wszystko, by zatrzymać swojego snajpera, którego wielokrotnie publicznie chwalił. Według hiszpańskich mediów zaplanowano już spotkanie z Pini Zahavi, podczas którego mają zostać omówione wszystkie scenariusze i podjęta ostateczna decyzja.

    Obecnie Lewandowski zarabia w Barcelonie około 16 milionów euro netto rocznie. Klub z Katalonii nadal jest więc w stanie zaproponować mu wyższe wynagrodzenie niż Juventus, choć ograniczenia finansowe i przepisy ligi sprawiają, że nowa oferta nie może być niższa niż połowa jego dotychczasowej pensji.

    Co z innymi opcjami? Polak miał już odrzucić możliwość gry w MLS, uznając tamtejsze propozycje za mało atrakcyjne finansowo. Wciąż aktualny pozostaje natomiast kierunek saudyjski, gdzie kluby kuszą gigantycznymi kontraktami.

    Najbliższe dni mogą okazać się kluczowe dla przyszłości jednego z najlepszych napastników świata.

  • Kubacki nagle ogłosił koniec współpracy

    Kubacki nagle ogłosił koniec współpracy

    Dwukrotny medalista olimpijski – Dawid Kubacki poinformował w mediach społecznościowych o ważnej zmianie. Okazało się bowiem, że zakończył współpracę, która trwała wiele lat.

    Marzec 2023 – to właśnie wtedy Dawid Kubacki osiągnął ostatni wielki sukces w swojej karierze. Polski skoczek zdobył wówczas brązowy medal na mistrzostwach świata na skoczni dużej, rozgrywanych w Planicy. Od tamtej pory nie osiągnął już wielkiego sukcesu, a w ostatnim sezonie Pucharu Świata został sklasyfikowany dopiero na 44. miejscu.

    Ważna zmiana u Dawida Kubackiego
    Teraz Dawid Kubacki poinformował w mediach społecznościowych o ważnej zmianie. Okazało się bowiem, że nie będzie już współpracował z austriacką firmą Manner. Ich współpraca trwała kilkanaście lat.

    “Po wielu latach wspaniałej współpracy nadszedł ten moment… nie będę już skakał w różowym kasku Manner. Praca z wami to była przyjemność i cieszę się, że przeżyliśmy wspólnie tyle pięknych chwil. Waszej firmie życzę wszystkiego najlepszego i do zobaczenia na skoczniach” – napisał Dawid Kubacki na Instagramie.

    W tym tygodniu Polski Związek Narciarski ogłosił skład reprezentacji Polski A i B na sezon 2026/2027. W gronie zawodników w kadrze A znalazł się Dawid Kubacki. Obok niego w tym składzie są też Kacper Tomasiak, Paweł Wąsek, Piotr Żyła, Klemens Joniak oraz Maciej Kot.

    Dawid Kubacki w swojej dotychczasowej karierze zdobył dwa brązowe medale igrzysk olimpijskich –indywidualnie (2022) i drużynowo (2018). Oprócz tego wywalczył pięciu medali mistrzostw świata (trzy indywidualnie i dwa w drużynie), dwa medale w drużynowych mistrzostw świata w lotach i w 2020 roku wygrał Turniej Czterech Skoczni.

  • Radość Polki po szalonym meczu w Madrycie. Andriejewa poznała rywalkę w finale

    Radość Polki po szalonym meczu w Madrycie. Andriejewa poznała rywalkę w finale

    Turniej WTA 1000 w Madrycie dobiega końca i choć wiele kart zostało już odkrytych, jedna wciąż pozostaje zakryta — kto sięgnie po tytuł? Odpowiedź poznamy w sobotę, po wielkim finale. W czwartek rozegrano półfinały, które dostarczyły ogromnych emocji i nieoczekiwanych zwrotów akcji.

    Najpierw awans do finału wywalczyła Mirra Andriejewa, pokonując Hailey Baptiste 6:4, 7:6 (8), choć końcówka drugiego seta była dla niej niezwykle nerwowa. Rosjanka zmarnowała dużą przewagę i musiała bronić dwóch piłek setowych, ale ostatecznie dopięła swego i zameldowała się w decydującym meczu.

    Wieczorem oczy kibiców skierowały się na starcie Marty Kostiuk z Anastazją Potapową. Ten mecz miał dodatkowy kontekst i od początku było jasne, że emocji nie zabraknie. Ukrainka przystępowała do spotkania z imponującą serią 10 zwycięstw na mączce i była w świetnej formie. Z kolei Potapowa znalazła się w turnieju niemal przypadkiem — jako „szczęśliwa przegrana”, po wycofaniu się Madison Keys. I tę szansę wykorzystała znakomicie, eliminując po drodze m.in. Jelenę Rybakinę.

    Początek półfinału należał do Kostiuk. Ukrainka szybko objęła prowadzenie 3:0 i kontrolowała przebieg gry. Choć Potapowa próbowała się jeszcze ratować, nie była w stanie nawiązać równorzędnej walki. Set zakończył się wynikiem 6:2, a Rosjanka (reprezentująca obecnie Austrię) popełniła aż 21 niewymuszonych błędów.

    Druga partia przyniosła jednak całkowite odwrócenie ról. Kostiuk straciła rytm, zaczęła się mylić, a Potapowa wykorzystała moment słabości rywalki. Szybko zrobiło się 5:0 i choć Ukrainka uniknęła „bajgla”, set zakończył się wynikiem 6:1 dla Potapowej.

    Decydująca odsłona znów przyniosła zwrot akcji. Tym razem to Kostiuk wróciła do swojej gry, a Potapowa zaczęła popełniać błędy. Efekt był błyskawiczny — 4:0 dla Ukrainki i praktycznie rozstrzygnięty mecz. Ostatecznie Kostiuk zwyciężyła 6:2, 1:6, 6:1, meldując się w finale. W jej boksie triumfowała trenerka Sandra Zaniewska, która symbolicznie pokazała kartę – waleta karo.

    Po zakończeniu spotkania doszło do sytuacji, której można było się spodziewać. Kostiuk nie podała ręki Potapowej. Już wcześniej zapowiadała, że nie zamierza tego robić wobec zawodniczek związanych z Rosją, które nie potępiły wojny. Wyjątek zrobiła jedynie dla Darii Kasatkiny, która otwarcie sprzeciwiła się agresji.

    — To niczego nie zmienia. Zmiana paszportu bez jasnego stanowiska to za mało — podkreślała Ukrainka jeszcze przed meczem.

    Finał zapowiada się więc nie tylko jako sportowe widowisko, ale także starcie dwóch mocnych osobowości.

  • Narzeczony zrobił to po porażce Sabalenki w Madrycie. Musiała skomentować

    Narzeczony zrobił to po porażce Sabalenki w Madrycie. Musiała skomentować

    Aryna Sabalenka sprawiła niemałą sensację, odpadając w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 Madrid Open po porażce z Hailey Baptiste. Białorusinka, która przed rokiem triumfowała w stolicy Hiszpanii, tym razem musiała uznać wyższość rywalki i pożegnała się z marzeniami o obronie tytułu. Krótko po meczu głos w mediach społecznościowych zabrał jej narzeczony, Georgios Frangulis, a odpowiedź tenisistki pojawiła się niemal natychmiast.

    Sabalenka przyjechała do Madrytu jako główna faworytka i trudno było się temu dziwić – broniła trofeum wywalczonego przed rokiem. Początek tegorocznych zmagań również układał się po jej myśli. Najpierw pokonała Peyton Stearns, następnie wygrała z Jaqueline Cristian, a w 1/8 finału po zaciętym, trzysetowym pojedynku wyeliminowała Naomi Osaka.

    Prawdziwe zaskoczenie przyniósł jednak ćwierćfinał. Na korcie Manolo Santana liderka rankingu napotkała ogromny opór ze strony Baptiste. Amerykanka przegrała pierwszego seta, ale w dwóch kolejnych zaprezentowała się znacznie lepiej, grając odważnie i agresywnie. Ostatecznie Sabalenka uległa 6:2, 2:6, 6:7 (6).

    Po spotkaniu Białorusinka wskazała moment przełomowy: przyznała, że dwa podwójne błędy serwisowe na początku drugiego seta dodały rywalce pewności siebie. Podkreśliła również, że Baptiste zaczęła grać śmielej i zasłużyła na słowa uznania.

    Po meczu aktywny w sieci był także Frangulis, który opublikował na Instagramie zdjęcia z pobytu w Madrycie, w tym wspólne fotografie z Sabalenką. Wpis szybko przyciągnął uwagę kibiców, a wśród licznych komentarzy pojawił się również ten od samej tenisistki. Sabalenka krótko, lecz wymownie odpowiedziała po portugalsku: „Kocham cię”.

  • Świątek wypadła z czołówki. Ekspert nie ma wątpliwości. Nadszedł bolesny cios

    Świątek wypadła z czołówki. Ekspert nie ma wątpliwości. Nadszedł bolesny cios

    Jak na razie pod wodzą nowego trenera Iga Świątek nie zaprezentowała jeszcze pełni swoich możliwości. W Madrycie przeszkodziła jej choroba, po której została zmuszona skreczować w meczu trzeciej rundy. Tym samym zostały jeszcze dwa turnieje, które rozegra na ukochanej mączce. Zdaniem jednego z ekspertów Polka nie należy już do czołówki zawodniczek na ziemnych kortach.
    Iga Świątek w sportowej koszulce i fioletowej czapce z daszkiem na korcie tenisowym

    Iga ŚwiątekLi Jing / XINHUA / Xinhua via AFPAFP

    Po intensywnych treningach na Majorce – pod okiem Francisco Roiga i Rafaela Nadala – Iga Świątek rozpoczęła sezon na mączce od WTA 500 Stuttgart. Tam na start pokonała Laurę Siegemund, jednak w ćwierćfinale lepsza okazała się Mirra Andriejewa.

    Później mistrzyni Wimbledonu udała się na “tysięcznik” do Madrytu. W stolicy Hiszpanii na start bezproblemowo wygrała z Darią Snigur, a potem zmierzyła się z Ann Li. Niestety w trakcie pojedynku przeciwko Amerykance odezwała się… choroba. – Ostatnie dwa dni były dość okropne, chyba złapałam jakiegoś wirusa. W niektórych momentach czułam się dobrze, a w innych naprawdę źle. Nie miałam ani odrobiny energii, nie czułam się stabilnie i po prostu fizycznie czułam się naprawdę kiepsko – tłumaczyła po meczu 24-latka. Skończyło się kreczem i odpadnięciem z zawodów.

    Były tenisista mówi wprost. “Temat Igi jest tematem trudnym”. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

    Zobaczył, co Świątek zrobiła w Madrycie. I wydał werdykt. To zaboli

    Tym samym w obecnym sezonie na ten moment bilans Świątek na kortach ziemnych wynosi 2-2. Nie od dziś wiadomo, że mączka to ulubiona nawierzchnia Raszynianki. W końcu na jej koncie znajdziemy cztery puchary Roland Garros oraz tytuły przywiezione ze Stuttgartu, Madrytu czy Rzymu.

    Czy mimo słabszej dyspozycji 24-latkę nadal można umieścić w gronie najlepszych tenisistek na mączce? Klarowną i o nieco bolesną opinię w tym temacie ma Sam Querrey.

    – Na “Tennis Channel” omawialiśmy obecnie pięciu najlepszych zawodników na kortach ziemnych, a ja nie umieściłem Igi w pierwszej piątce – rozpoczął były amerykański tenisista w podcascie “Nothing Major Show”, cytowany przez “The Tennis Gazette”.

    – Spotkało się to z pewnym sprzeciwem ze względu na jej wyniki na kortach ziemnych w ciągu ostatnich pięciu lat. Przez ostatnie pięć lat była najlepsza. Ale obecnie już nią nie jest – powiedział wprost ekspert.

    Następnie zwrócił uwagę na fakt, iż w przypadku Igi Świątek obecnie zawodzić mogą kwestie mentalne. – Myślę, że pewność siebie to najważniejsza cecha w tenisie. Przyjechała do Madrytu, nie mając na koncie żadnego półfinału! Nie mogła być teraz zbyt pewna siebie – podsumował.

    Podobną opinię wygłosił inny z fachowców, Steve Johnson. – Z szacunku umieściłbym ją na piątym miejscu, ale nie sądzę, żeby była bliska piątej pozycji. Umieściłbym ją tam na podstawie dotychczasowych wyników, ale nie uważam, że jest obecnie piątą najlepszą zawodniczką (na mączce – red). Do tego tygodnia nie wciskałem przycisku paniki, ale teraz oficjalnie to zrobiliśmy – dodał.

    Za tydzień Polka rozpocznie zmagania na WTA 1000 Rzym, a potem przystąpi do Roland Garros.
    Osoba ubrana w sportową białą kurtkę i czapkę z daszkiem, widoczne logotypy Oshee oraz On, lekko rozchylone usta, w tle rozmyty widok z konturami sylwetek ludzkich.

    Iga Świątek została rozstawiona z “4” podczas turnieju WTA 1000 w MadrycieDennis Agyeman / Spain DPPI / DPPI via AFPAFP
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekBERTRAND GUAY / AFPAFP
    Tenisistka w ciemnym stroju i białej czapce zakrywa dłonią twarz w geście wyrażającym emocje, stojąc na korcie tenisowym, w tle rozmyta widownia.

    Iga ŚwiątekAFP

    Vit Kopriva – Rafael Jodar. Skrót meczu.

  • Sabalenka miała sześć piłek meczowych i przegrała. Tak się tłumaczy

    Sabalenka miała sześć piłek meczowych i przegrała. Tak się tłumaczy

    Aryna Sabalenka nie obroni tytułu w turnieju WTA 1000 w Madrycie. Liderka światowego rankingu odpadła w ćwierćfinale po porażce 6:2, 2:6, 6:7 z Amerykanką Hailey Baptiste. Sabalenka miała sześć piłek meczowych w trzecim secie, w tym pięć przed tie-breakiem. – Miałam kilka okazji w trzecim secie, ale czułam też, że w niektórych punktach byłam trochę poganiana – zauważyła Sabalenka.
    Fot. Violeta Santos Moura / REUTERS

    Aryna Sabalenka to jedna z dwóch tenisistek, która wygrywała turniej WTA w Madrycie aż trzykrotnie. Jako pierwsza dokonała tego Czeszka Petra Kvitova, która wygrywała ten turniej w 2011, 2015 i 2018 r. Potem do tego grona dołączyła Sabalenka, która wygrywała edycje w 2021, 2023 i 2025 r. W zeszłym roku Białorusinka pokonała w finale 6:3, 7:6 (3) Amerykankę Coco Gauff. Teraz już wiadomo, że Sabalenka nie obroni tytułu, bo odpadła w ćwierćfinale po pojedynku z Hailey Baptiste (6:2, 2:6, 6:7).

    Zobacz wideo Świątek sprzeciwia się rewolucji w tenisie. Sabalenka uważa inaczej
    Dlatego Sabalenka nie wykorzystała sześciu meczboli. “Rywalka zagrała odważnie”

    Sabalenka miała łącznie aż sześć piłek meczowych, z czego pięć jeszcze przed tie-breakiem przy stanie 5:4 i serwisie rywalki. Dlaczego Białorusinka tego nie wykorzystała?

    – Hailey zagrała kilka świetnych akcji. Ja miałam kilka szans, ale ich nie wykorzystałam. Uważam, że rywalka zagrała bardzo odważnie w momentach, gdy miałam piłki meczowe. I to właśnie zrobiło różnicę. To był trudny mecz. Ona grała bardzo dobrze, ja też. Miałam kilka okazji w trzecim secie, ale czułam też, że w niektórych punktach byłam trochę poganiana. Czasami trzeba się uczyć, wyciągnąć wnioski i iść dalej – powiedziała Sabalenka, cytowana przez serwis puntodebreak.com.

    – W Miami nie dałam Baptiste wielu szans i nie potrafiła przełamać mojego serwisu. Tutaj, w pierwszym gemie drugiego seta, popełniłam dwa podwójne błędy serwisowe i czułam, że to dodało jej pewności siebie. Od tego momentu zaczęła grać bardziej agresywnie. Nie do końca było tak, że nie miałam presji. Po prostu grałam na korcie, próbowałam znaleźć sposób na wygranie meczu. Dziś mi się nie udało. W ogóle nie myślałam o swojej zwycięskiej passie – dodała Białorusinka.

    Zobacz też: Tak zagrał Hurkacz w Challengerze. Zmarnował trzy piłki meczowe

    Ostatnio Sabalenka mogła pochwalić się serią 15 wygranych meczów z rzędu. Jej pierwsza porażka w sezonie miała miejsce w finale wielkoszlemowego Australian Open, gdzie przegrała 4:6, 6:4, 4:6 z Kazaszką Jeleną Rybakiną.

    Teraz Sabalenka weźmie udział w turnieju WTA 1000 w Rzymie, który potrwa w dniach 5-17 maja. W zeszłym roku Sabalenka dotarła tam do ćwierćfinału, w którym przegrała 4:6, 3:6 z Chinką Qinwen Zheng.