Category: Uncategorized

  • Francuzi ogłosili ws. Złotej Piłki. Ewa Pajor już to wie. Może odliczać

    Francuzi ogłosili ws. Złotej Piłki. Ewa Pajor już to wie. Może odliczać

    Ewa Pajor i Alexia Putellas są obecnie wymieniane w gronie głównych faworytek do zdobycia kobiecej Złotej Piłki. W czwartek francuski dziennik „L’Equipe” przekazał nowe informacje dotyczące tegorocznej gali wręczenia prestiżowych nagród. Dla polskiej napastniczki to szczególnie istotna wiadomość, bo coraz więcej wskazuje na to, że jesienią może odegrać jedną z głównych ról. Co ciekawe, uroczystość po raz pierwszy od lat nie odbędzie się w Paryżu.

    „L’Equipe”, należące do tej samej grupy medialnej co magazyn „France Football”, odpowiedzialny za organizację plebiscytu, ujawniło termin i lokalizację gali podsumowującej sezon 2025/26. W porównaniu z poprzednim rokiem wprowadzono dwie istotne zmiany. Przede wszystkim ceremonia została przesunięta z września na październik — wcześniejszy termin miał być jedynie wyjątkiem wynikającym z napiętego kalendarza piłkarskiego. Tegoroczna gala została zaplanowana na poniedziałek, 26 października.

    Jeszcze większe zaskoczenie budzi jednak miejsce wydarzenia. Tym razem gala Złotej Piłki odbędzie się nie w stolicy Francji, lecz w Londynie. Organizatorzy chcą w ten sposób uczcić 70. rocznicę triumfu Stanleya Matthewsa, pierwszego laureata plebiscytu. Anglik odbierał nagrodę jako zawodnik Blackpool FC, dlatego wybór brytyjskiej stolicy ma symboliczny charakter.

    Jak podkreślono, ma to być decyzja jednorazowa i związana właśnie z jubileuszem, choć coraz częściej pojawiają się głosy, że gala o tak globalnym znaczeniu mogłaby w przyszłości częściej zmieniać lokalizację. Przypomniano również, że w latach 2010–2015 ceremonia odbywała się w Zurychu, gdy Złota Piłka była połączona z nagrodami FIFA.

    Na razie organizatorzy nie ogłosili dokładnej godziny rozpoczęcia wydarzenia. Najbardziej prawdopodobny wydaje się jednak start około godziny 21:00 czasu polskiego. Jeśli jednak gospodarze zdecydują się zachować tradycyjną godzinę według czasu lokalnego w Londynie, polscy kibice mogliby oglądać galę dopiero od 22:00.

    To wszystko ma ogromne znaczenie dla Ewy Pajor. Polska gwiazda kobiecej piłki jest coraz częściej wskazywana jako jedna z najpoważniejszych kandydatek do triumfu. W gronie jej największych rywalek wymienia się przede wszystkim Alexię Putellas. Hiszpańskie media, w tym felietonista „Mundo Deportivo” Xavier Bosch, podkreślają, że właśnie między tymi dwiema zawodniczkami może rozstrzygnąć się walka o najważniejsze indywidualne wyróżnienie w kobiecym futbolu.

    Nie wiadomo jeszcze, czy na gali pojawi się również Robert Lewandowski. Aby tak się stało, kapitan reprezentacji Polski musiałby znaleźć się w gronie trzydziestu nominowanych piłkarzy. Lista kandydatów ma zostać opublikowana najprawdopodobniej we wrześniu.

  • Smutek w Paryżu po meczu Sabalenki. 95 minut gry na Court Philippe-Chatrier

    Smutek w Paryżu po meczu Sabalenki. 95 minut gry na Court Philippe-Chatrier

    Czwartkowe zmagania na korcie Philippe-Chatrier podczas Roland Garros przyniosły ogromne emocje i sensacyjne rozstrzygnięcia. Już pierwszy mecz dnia zakończył się prawdziwym trzęsieniem ziemi – z turniejem pożegnał się Jannik Sinner, odpadając już w drugiej rundzie. Kilka godzin później oczy kibiców zwróciły się na liderkę światowego rankingu WTA, Arynę Sabalenkę, która stanęła przed trudnym zadaniem w starciu z reprezentantką gospodarzy Elsą Jacquemot. Po 95 minutach walki francuska publiczność opuszczała trybuny rozczarowana, bo awans wywalczyła Białorusinka.

    Sabalenka przyjechała do Paryża z dużą liczbą znaków zapytania dotyczących swojej formy na kortach ziemnych. W tegorocznych turniejach na mączce nie zdołała dotrzeć nawet do półfinału. W Madrycie zatrzymała ją Hailey Baptiste, choć Aryna miała aż sześć piłek meczowych. Jeszcze gorzej było w Rzymie, gdzie już w trzeciej rundzie musiała uznać wyższość Sorany Cirstei. Te wyniki sprawiały, że przed rozpoczęciem Roland Garros trudno było jednoznacznie ocenić, czy liderka rankingu jest gotowa do walki o końcowy triumf.

    Na inaugurację paryskiego turnieju Sabalenka zmierzyła się z Jessicą Bouzas Maneiro. Pierwszy set tego spotkania okazał się dla niej bardzo wymagający, a zwycięstwo 6:4 przyszło dopiero po długiej walce. W drugiej partii Białorusinka była już zdecydowanie skuteczniejsza i oddała rywalce jedynie dwa gemy. Jeszcze przed drugim meczem Aryna otrzymała dodatkowy powód do zadowolenia – po porażce Jeleny Rybakiny stało się jasne, że niezależnie od dalszych wyników utrzyma pozycję liderki światowego rankingu także po zakończeniu turnieju.

    W drugiej rundzie jej przeciwniczką była Elsa Jacquemot, aktualnie 67. zawodniczka świata. Francuzka mogła liczyć na ogromne wsparcie kibiców, którzy od pierwszych piłek żywiołowo reagowali na każdą udaną akcję swojej tenisistki.

    Spotkanie rozpoczęło się zgodnie z planem Sabalenki. Liderka rankingu pewnie utrzymała własne podanie, tracąc zaledwie jeden punkt. Później jednak mecz wyraźnie się wyrównał. Już w trzecim gemie Aryna musiała bronić dwóch break pointów. Chwilę później sama przełamała rywalkę i objęła prowadzenie 3:1, ale Jacquemot natychmiast odpowiedziała tym samym. Po sześciu gemach na tablicy wyników widniał remis 3:3, a atmosfera na trybunach stawała się coraz gorętsza.

    Końcówka pierwszego seta była wyjątkowo dramatyczna. Przy stanie 4:4 Jacquemot próbowała wywrzeć dodatkową presję na liderce rankingu, jednak Sabalenka wytrzymała trudny moment i utrzymała serwis. W kolejnym gemie Białorusinka miała aż trzy piłki setowe przy prowadzeniu 40:0, lecz Francuzka zdołała wrócić do gry i doprowadziła do stanu 5:5. Ostatecznie doświadczenie i siła uderzeń Sabalenki zrobiły różnicę. W dwunastym gemie ponownie wypracowała sobie setbole i tym razem wykorzystała drugą okazję, zamykając partię wynikiem 7:5.

    Początek drugiego seta mógł zwiastować niespodziankę. Jacquemot szybko wypracowała trzy break pointy z rzędu, a Sabalenka znalazła się pod ogromną presją. Liderka rankingu zareagowała jednak znakomicie, wygrywając pięć kolejnych wymian i wychodząc z bardzo trudnej sytuacji. Chwilę później sama przełamała Francuzkę i zaczęła przejmować pełną kontrolę nad wydarzeniami na korcie.

    Choć Jacquemot zdołała jeszcze zdobyć jednego gema i uniknąć całkowitej dominacji rywalki, końcówka należała już wyłącznie do Sabalenki. Białorusinka zdobyła kolejne przełamanie i przy stanie 5:1 serwowała po zwycięstwo. W tym momencie pojawił się jeszcze krótki moment nerwowości – Aryna prowadziła już 30:15, ale nagle straciła rytm i pozwoliła przeciwniczce przedłużyć mecz. Ostatecznie ósmy gem okazał się ostatnim w spotkaniu.

    Po 95 minutach gry Aryna Sabalenka mogła unieść ręce w geście triumfu po zwycięstwie 7:5, 6:2. Dla francuskiej publiczności oznaczało to koniec marzeń o niespodziance, ale miejscowi kibice docenili ambitną postawę Jacquemot. Liderka rankingu WTA zameldowała się natomiast w trzeciej rundzie Roland Garros, gdzie czeka ją starcie z Darią Kasatkiną.

  • Pilne wieści z Paryża! Oto godzina meczu Świątek – Linette

    Pilne wieści z Paryża! Oto godzina meczu Świątek – Linette

    Już w najbliższy piątek dojdzie do “polskiego meczu” w Roland Garros! Po przeciwnych stronach siatki staną Iga Świątek i Magda Linette. Wiadomo, o której godzinie odbędzie się pojedynek. Organizatorzy opublikowali plan gier na piątek 29 maja.
    Iga Świątek – Magda Linette

    – Wiadomo, że tu wszystko bardziej sprzyja Idze. Ona zwłaszcza na mączce jest bardzo utytułowana. Ale fajnie, że to jest jej ulubiona nawierzchnia. Ja nie mam nic do stracenia i będę próbowała wszystkiego, żeby uprzykrzyć Idze życie – zapowiadała Magda Linette przed meczem z Igą Świątek. Dojdzie do niego już w trzeciej rundzie Roland Garros. Tylko jedna z nich wyjdzie z tego pojedynku zwycięsko. Pytanie, która?

    Zobacz wideo Daria Abramowicz może zostać z Igą Świątek do końca! “Bardzo jej ufa”
    Wszystko jasne! Oto godzina meczu Świątek – Linette

    Wiadomo było, że “polski mecz” odbędzie się w piątek 29 maja. Kibice z niecierpliwością czekali na informację o godzinie rozpoczęcia. Poprzednie dwa pojedynki Świątek w Paryżu rozpoczynały się o godzinie 12:00. A jak będzie teraz? Organizatorzy zadecydowali. Udostępnili plan gier na jutro, z którego wynika, że spotkanie Świątek z Linette odbędzie się w piątek 29 maja o godz. 12:00 na korcie Philippe’a Chatriera.

    Będzie to trzeci bezpośredni mecz tych pań w historii. Jak wygląda obecny bilans? Na remis. Po raz pierwszy Polki spotkały się w 2023 roku w WTA 1000 w Pekinie. Wówczas młodsza z tenisistek nie dała żadnych szans rodaczce. Wygrała 6:1, 6:1. Zdecydowanie inaczej wyglądał ich drugi pojedynek, do którego doszło przy okazji tegorocznego WTA 1000 w Miami. Pierwszy set bez większych kłopotów wygrała Świątek – 6:1 – ale kolejne dwa trafiły na konto Linette – 7:5, 6:3. Jak będzie tym razem?

    Zobacz też: Koszmarne sceny na Roland Garros. Tenisista padł i się nie ruszał.
    Linette sprawiła sensację

    Faworytką będzie trzecia rakieta świata, ale rywalki nie można absolutnie lekceważyć. W końcu 34-latka zaskakująco wyeliminowała z turnieju “koszmar” Świątek, czyli Jelenę Ostapenko. Pierwszy set wygrała 6:2, a w kolejnym taki sam wynik na koncie zapisała Łotyszka. W trzeciej partii Polka wstała jednak z kolan i rozprawiła się z rywalką – 6:2. A w jaki sposób Świątek awansowała do trzeciej rundy? Pokonując w dwóch setach Sarę Bejlek – 6:2, 6:3. Zapraszamy do śledzenia relacji tekstowej z “polskiego meczu” w Roland Garros na stronie głównej Sport.pl i w aplikacji mobilnej

  • “O Boże”. Polka zaskoczona po sensacji w Paryżu. Nie wiedziała, co powiedzieć

    “O Boże”. Polka zaskoczona po sensacji w Paryżu. Nie wiedziała, co powiedzieć

    Aż trzy polskie tenisistki są wciąż w grze podczas singlowego Rolanda Garrosa. Do Igi Świątek oraz Magdy Linette dołączyła dzisiaj sensacyjnie Maja Chwalińska. Przyjaciółka trzeciej rakiety globu w swoim debiucie w głównej drabince francuskiego Wielkiego Szlema tym razem pokonała Elise Mertens. A po ostatniej piłce została zaskoczona pytaniem ze strony dziennikarza Eurosportu. “Tak nagle? O Boże…” – wyznała początkowo.
    Maja Chwalińska udziela wywiadu po awansie do trzeciej rundy Rolanda Garrosa, stoi na korcie ziemnym.

    Maja Chwalińska szczęśliwa po awansie do trzeciej rundy Rolanda Garrosascreen Eurosportmateriał zewnętrzny

    Maja Chwalńska w stolicy Francji nie przegrała póki co choćby jednego seta. Polce, jak widać, nie przeszkadzają upały panujące na zachodzie Europy. Przyjaciółka Igi Świątek ma już za sobą pięć potyczek (trzy w eliminacjach) i zapewne nie chce kończyć turnieju na szóstej. Dzisiaj zaledwie cztery gemy zabrała jej faworyzowana Elise Mertens. Belgijki nie było jednak stać na nic więcej. A nasza rodaczka może koncentrować się na kolejnym boju.

    Maja Chwalińska przeżywa zatem najpiękniejsze chwile w dotychczasowej karierze. Sama sportsmenka nie może zresztą uwierzyć w to, co właśnie dzieje się nad Sekwaną. Najlepszy tego dowód otrzymaliśmy podczas krótkiej rozmowy z polskim Eurosportem. “Chyba to jeszcze do mnie nie dociera, szczerze mówiąc” – wyznała na samym początku. “Bardzo się jednak cieszę, to na pewno. (…) Na razie dobrze mi idzie, ale wiem że każdy mecz tutaj, obojętnie przeciwko komu zagram, będzie bardzo ciężki” – dodała.

    Tak wyglądało dzieciństwo Mai Chwalińskiej. Sport obecny od najmłodszych lat

    Poziom trudności rośnie wraz z każdą kolejną rundą. “Nie mam doświadczenia z gry z tymi dziewczynami, więc za każdym razem jak wychodzę na kort, to nie wiem czego się spodziewać. Ale myślę, że to działa w dwie strony. One też jeszcze mnie nie znają, więc to też dla nich trudna sytuacja” – przyznała na temat nadchodzących wyzwań. Następnie dziennikarz postanowił pociągnąć nieco inny wątek. “Powiedz nam jakie ty masz pasje? Czym się interesujesz” – zapytał się.

    Początkowo świeżo upieczona uczestniczka trzeciej rundy tegorocznego turnieju nie wiedziała co powiedzieć. “Tak nagle po meczu? O Boże” – wypaliła. “Ogólnie zawsze kochałam sport, niezależnie od dyscypliny. Byłam bardzo aktywnym dzieckiem i rodzice wysyłali mnie wszędzie, gdzie tylko się dało, żebym nie była w domu. Więc sport zdecydowanie był moją pasją, taką największą” – zdradziła.
    Kobieta uderzająca piłkę tenisową rakietą podczas meczu na korcie

    Maja ChwalińskaJULIEN DE ROSAAFP
    Kobieta ubrana na czarno z zaciśniętą pięścią w geście triumfu na korcie tenisowym, w tle rozmazana publiczność.

    Maja ChwalińskaMATTHIEU MIRVILLE/DPPIAFP
    Kobieta w czerwonej koszulce i czarnych spodenkach przygotowuje się do serwisu w tenisie, trzymając żółtą piłkę tenisową i pochylając się lekko do przodu; na jednym z jej łokci widoczny jest opatrunek.

    Maja Chwalińska, Rende 2025IPA Sport/ABACAEast News

    Daniil Medvedev – Martin Landaluce. Skrót mec
    l

  • Niesamowite słowa polskiej bohaterki w Paryżu. Chwalińska ogłasza wprost

    Niesamowite słowa polskiej bohaterki w Paryżu. Chwalińska ogłasza wprost

    Myślę, że w innych warunkach, szczerze mówiąc, po prostu bałabym się ryzykować. Ale gdzie ryzykować, jak nie na Wielkim Szlemie? – odpowiedziała na pytanie wysłannika Interii Maja Chwalińska, polska bohaterka na Rolandzie Garrosie, po awansie do trzeciej rundy. Polka, łącznie z kwalifikacjami, ma już w nogach pięć meczów, co w tych warunkach jest końską dawką.

    Maja Chwalińska zameldowała się w trzeciej rundzie Rolanda GarrosaArtur GacPUSTE

    24-letnia Maja Chwalińska pisze swoją wielką historię na paryskiej mączce. Najpierw wspaniale przedostała się do turnieju głównego, a w nim robi furorę. Jeśli w pierwszej rundzie jeszcze nie wszystkich przekonała do swoich szans, choć pokonała przecież mistrzynię olimpijską Qinwen Zheng, to ogranie kolejnej czołowej zawodniczki świata Elise Mertens jest wyczynem kapitalnym. Zwłaszcza, że w drugim secie puściła rywalkę z Belgii na tzw. rowerze.

    Maja Chwalińska: Jestem dużo silniejszą zawodniczką

    – Cieszę się bardzo. Pierwszy raz wygrałam dwa mecze w turnieju głównym Wielkiego Szlema. Myślę, że jest to krok w dobrą stronę. Daję sobie chwilkę, by to docenić i będę na pewno chciała wygrać kolejny mecz – zapowiedziała Chwalińska.

    Z racji olśniewającego stylu gry, dla osób szukających w tenisie piękna, nasza tenisistka jest na językach. Można się zauroczyć, w jaki sposób, mimo przeciętnych warunków fizycznych, obrzydza tenis kolejnym rywalkom, prezentując wyborne, często deficytowe rozwiązania.

    W tym spotkaniu zrobiła jednak jeszcze coś innego, wielkiego – przezwyciężyła olbrzymie problemy fizyczne. Widać to było po jej obu udach, które zostały obwiązane bandażami. Z tego powodu potrzebne były przerwy medyczne. Choć rywalka także musiała uzyskać pomoc.

    – Tak naprawdę już od początku tego turnieju i przed nim mam problemy z przywodzicielami. I to nie jest żadna tajemnica. Ale cieszę się, że jutro mam dzień wolny, spróbuję go wykorzystać jak najlepiej na regenerację – zapowiedziała. – Nie uważam jednak, by moje problemy były czymś poważnym. Jednak to, jak dużo w tym roku już grałam w tenisa, troszeczkę się kumuluje. Na Wielkim Szlemie trzeba zacisnąć zęby, dać z siebie absolutnie wszystko i tak zrobiłam.

    Polka potwierdziła także, że sporo dała jej współpraca z członkiem sztabu Igi Świątek, trenerem Maciejem Ryszczukiem. – Myślę, że jestem dużo silniejszą zawodniczką. Potrafię grać na większej intensywności i dłużej ją utrzymywać niż wcześniej. Uważam też, że jestem bardziej dynamiczna. To wszystko składa się na lepszą grę i fakt, że dzięki temu mogę być dużo bardziej agresywna na korcie – zaakcentował Chwalińska.

    Z Paryża – Artur Gac
    Tenisistka w dynamicznym ruchu odbija piłkę na kortcie ziemnym podczas meczu, skoncentrowana na swoim uderzeniu.

    Maja ChwalińskaJULIEN DE ROSAAFP
    Tenisistka wykonująca dynamiczne uderzenie forehandowe, skupiona na piłce odbijanej rakietą.

    Maja ChwalińskaJULIEN DE ROSAAFP

    Niesamowita wymiana na zakończenie meczu! “Tenis nie z

  • Tie-break w meczu Osaki. Wicemistrzyni olimpijska z Paryża za burtą Garrosa

    Tie-break w meczu Osaki. Wicemistrzyni olimpijska z Paryża za burtą Garrosa

    Pierwsze dni tegorocznego Roland Garros już przyniosły kilka ogromnych niespodzianek. Z turniejem pożegnały się między innymi Jessica Pegula i Jelena Rybakina, choć jeszcze przed startem rywalizacji wiele osób widziało je w gronie kandydatek do końcowego triumfu. Spore emocje budziło również starcie Naomi Osaki z Donną Vekić. Trudno było wskazać wyraźną faworytkę – Japonka od lat nie czuje się najlepiej na paryskiej mączce, z kolei Chorwatka ma za sobą olimpijski finał rozegrany właśnie na tej nawierzchni. Ostatecznie po 111 minutach zaciętej walki zwycięsko z kortu zeszła Osaka.

    Patrząc na dorobek obu zawodniczek, cztery wielkoszlemowe tytuły czy pozycję w historii kobiecego tenisa, to właśnie Naomi wydawała się tenisistką z większym potencjałem. Roland Garros od zawsze pozostawał jednak dla niej problematyczny. Nawet w najlepszych latach kariery nigdy nie potrafiła w Paryżu przebić bariery trzeciej rundy. Podobne trudności miała zresztą na trawie, choć na kortach twardych przez lata dominowała praktycznie bezdyskusyjnie.

    Nowy rozdział rozpoczął się jednak dziesięć miesięcy temu, gdy współpracę z Japonką rozpoczął Tomasz Wiktorowski. Polski trener doskonale zna realia gry na ceglanej nawierzchni – razem z Igą Świątek świętował triumfy w Roland Garros i uczestniczył w budowaniu jej sukcesów w Paryżu. To właśnie doświadczenie Wiktorowskiego miało pomóc Osace zrobić krok naprzód także na mączce.

    Donna Vekić również miała z paryską nawierzchnią swoje wspomnienia. Rok temu sensacyjnie sięgnęła po srebrny medal igrzysk olimpijskich rozgrywanych właśnie na kortach Rolanda Garrosa. Chorwatka nigdy jednak nie była kojarzona z grą na ziemi – zdecydowanie lepiej odnajdywała się na szybkich nawierzchniach. Ostatnie miesiące nie należały dla niej do łatwych. Wypadła z czołowej dwudziestki rankingu, a nawet znalazła się poza pierwszą setką. Dopiero dobre wyniki w Linzu i Stambule pozwoliły jej ustabilizować sytuację rankingową.

    Mecz na korcie Simonne Mathieu od początku układał się zgodnie z przewidywaniami pod względem stylu gry. Osaka próbowała dominować niemal w każdej wymianie, uderzała mocniej i przejmowała inicjatywę. Ryzyko oznaczało jednak również błędy. Vekić szybko przełamała Japonkę i objęła prowadzenie 3:1, ale gdy podopieczna Wiktorowskiego podkręciła tempo, błyskawicznie odrobiła straty.

    Przy stanie 5:4 Chorwatka stanęła przed szansą zamknięcia seta przy własnym serwisie. Osaka jednak nie odpuszczała. Najpierw wywalczyła break pointa, a chwilę później kapitalnym bekhendem doprowadziła do remisu 5:5. Końcówka partii przyniosła jeszcze więcej napięcia. Vekić obroniła aż trzy piłki setowe i doprowadziła do tie-breaka, lecz w nim praktycznie nie miała nic do powiedzenia. Seria błędów Chorwatki i pewna gra Osaki sprawiły, że Japonka szybko odskoczyła na 6-0 i po 62 minutach triumfowała w secie 7:6(1).

    Drugą odsłonę spotkania Osaka rozpoczęła równie agresywnie, choć momentami znów traciła koncentrację. Japonka potrafiła budować przewagę, by chwilę później oddawać punkty po własnych pomyłkach. Vekić pozostawała w kontakcie niemal do samego końca i nawet po utracie podania na 4:5 miała jeszcze szansę wrócić do gry. Chorwatka wypracowała break pointa po nieudanym ataku Osaki, ale decydujące akcje należały już do Japonki.

    Naomi zachowała więcej spokoju w kluczowych momentach i zamknęła spotkanie wynikiem 7:6(1), 6:4. Dzięki temu awansowała do trzeciej rundy Roland Garros, gdzie zmierzy się z Ivą Jović. Jeśli pokona młodą Amerykankę, w czwartej rundzie może dojść do jej kolejnego wielkiego starcia z Aryną Sabalenką.

  • Ostatnia mistrzyni za burtą Roland Garros. 0:6 na starcie, koniec po 78 minutach

    Ostatnia mistrzyni za burtą Roland Garros. 0:6 na starcie, koniec po 78 minutach

    Piąty dzień rywalizacji podczas Roland Garros 2026 przyniósł dokończenie spotkań drugiej rundy singla. W jednym z najciekawiej zapowiadających się meczów na korcie numer 14 miał pojawić się Hubert Hurkacz, którego rywalem został Frances Tiafoe. Jeszcze przed starciem Polaka kibice obejrzeli jednak amerykański pojedynek w kobiecej części turnieju. Dla jednej z tenisistek zakończył się on wyjątkowo boleśnie.

    W ubiegłym tygodniu rozegrano dwa turnieje WTA — imprezę rangi 500 w Strasburgu oraz zawody rangi 250 w Rabacie. Oba finały rozpoczęły się niemal równocześnie, chwilę po godzinie 14:00. Jako pierwsza po tytuł sięgnęła Petra Marcinko. Chorwatka triumfowała jednak w nietypowych okolicznościach, ponieważ Anhelina Kalinina poddała mecz przy stanie 6:2, 3:0 dla rywalki.

    Znacznie więcej emocji dostarczył finał w Strasburgu. Tam kibice byli świadkami trzysetowego widowiska, zakończonego zwycięstwem Emmy Navarro. Amerykanka pokonała Victorię Mboko, która niedawno rozpoczęła współpracę z Wimem Fissette’em, 6:0, 5:7, 6:2. Dzięki temu Navarro została ostatnią triumfatorką turnieju WTA przed rozpoczęciem zmagań w Paryżu.

    We wtorek reprezentantka USA udanie rozpoczęła Roland Garros, pokonując Janice Tjen 6:4, 6:3. W drugiej rundzie czekało ją jednak trudniejsze zadanie — amerykańskie starcie z rozstawioną z numerem 17 Ivą Jovic. Na papierze zapowiadał się wyrównany pojedynek, ale rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

    Spotkanie rozpoczęło się od serwisu Jovic. Navarro szybko wypracowała prowadzenie 30:0, lecz młodsza z Amerykanek zdołała odwrócić losy gema i objąć prowadzenie. Chwilę później Emma miała okazję doprowadzić do remisu 1:1, jednak nie wykorzystała swojej szansy. Od tego momentu inicjatywa należała już wyłącznie do Ivy Jovic.

    Turniejowa „17” całkowicie zdominowała przebieg pierwszego seta. Navarro nie była w stanie znaleźć odpowiedzi na agresywną i pewną grę rywalki, przez co nie wygrała już ani jednego gema w tej partii. Jovic zamknęła seta wynikiem 6:0.

    Druga odsłona meczu rozpoczęła się równie źle dla mistrzyni ze Strasburga. W drugim gemie Navarro straciła podanie po długiej walce i obronie kolejnych break pointów. Po chwili Jovic prowadziła już 6:0, 3:0 i wydawało się, że spotkanie błyskawicznie dobiegnie końca.

    Dopiero wtedy Emma Navarro zdołała się przebudzić. Amerykanka zaczęła stopniowo odrabiać straty i przy stanie 2:4 obroniła kolejną okazję rywalki, wracając do gry. Końcówka należała jednak ponownie do 18-letniej Jovic. Młodsza z tenisistek wygrała trzy kolejne gemy i po 78 minutach zakończyła mecz zwycięstwem 6:0, 6:3.

    Dzięki efektownej wygranej Iva Jovic awansowała do trzeciej rundy Roland Garros, gdzie zmierzy się z lepszą z pary Naomi Osaka — Donna Vekić.

  • Rybakina za burtą w Paryżu. Jej pogromczyni po meczu zaskoczyła

    Rybakina za burtą w Paryżu. Jej pogromczyni po meczu zaskoczyła

    Julija Starodubcewa autorką kolejnej sensacji na kortach Rolanda Garrosa. Ukrainka w drugiej rundzie paryskiego turnieju odprawiła z kwitkiem dwukrotną mistrzynię wielkoszlemową, Jelenę Rybakinę. Podczas pomeczowej konferencji prasowej 26-latka zaskoczyła dziennikarzy nietypowym wyznaniem. Opowiedziała o obietnicy, którą złożył jej trener, który jest także jej życiowym partnerem.
    Julija Starodubcewa wyeliminowała Jelenę Rybakinę

    Julija Starodubcewa wyeliminowała Jelenę RybakinęBurak AkbulutAFP

    Tenis po raz kolejny udowadnia, jak nieprzewidywalną potrafi być dyscypliną. Za nami pierwsze dni zmagań w ramach 125. edycji turnieju Rolanda Garrosa, po których z marzeniami o wielkoszlemowym trofeum pożegnało się wiele gwiazd. W singlu mężczyzn wyeliminowani zostali na przykład Taylor Fritz i Daniił Miedwiediew. W grze pojedynczej kobiet natomiast za burtą znalazły się takie zawodniczki jak m.in.Barbora Krejcikova, Qinwen Zheng, Jessica Pegula, Jelena Ostapenko, Jasmine Paolini i Jelena Rybakina.

    Ostatnia z pań, a więc reprezentantka Kazachstanu, w drugiej rundzie wyeliminowana została przez Ukrainkę Juliję Starodubcewą, która po trzysetowej batalii pokonała znacznie bardziej doświadczoną i utytułowaną oponentkę 3:6, 6:1, 7:6(4).

    Julija Starodubcewa ujawniła, co obiecał jej trener. “Zaczyna się bać”

    Ukraińska zawodniczka na pomeczową konferencję prasową dotarła w znakomitym humorze. Nie jest to jednak zaskoczenie. Mało kto bowiem zakładał, że 26-latka będzie w stanie zagrozić tak utytułowanej rywalce, która na swoim koncie ma przecież dwa tytuły wielkoszlemowe (wygrała Wimbledon 2022 i Australian Open 2026).

    W trakcie rozmowy z dziennikarzami 26-letnia zawodniczka zdecydowała się na wyznanie. Postanowiła bowiem opowiedzieć o obietnicy, którą złożył jej jakiś czas temu jej trener Pearse Dolan, który przy okazji jest także jej partnerem. “Powiem wam ciekawą rzecz. Mój chłopak Pearse Dolan jest moim trenerem i powiedział, że jeśli wejdę do TOP 50, to się oświadczy… Zaczyna się bać” – przyznała z wyraźnym rozbawieniem.

    Na ten moment po awansie do trzeciej rundy Ukrainka zajmuje 54. pozycję w światowym rankingu. Jeśli jednak z najbliższym meczu deblowa partnerka Magdy Linette pokona Wang Xiyu i awansuje do 1/8 finału wielkoszlemowej imprezy, zapewni jej to miejsce w TOP 50.
    Julija Starodubcewa

    Julija StarodubcewaAl Bello/Getty Images via AFPAFP
    Julia Starodubcewa, Roland Garros 2025

    Julia Starodubcewa, Roland Garros 2025Matthieu Mirville/DPPI via AFPAFP
    Tenisistka w sportowym stroju trzymająca rakietę, wykonująca gest zwycięstwa z zaciśniętą pięścią podczas meczu na korcie.

    Julija StarodubcewaALAIN JOCARDAFP

    Tommy Paul – Ignacio Buse. Skrót meczu.

  • Świątek wyznała: “Trudno jest udawać kogoś, kim nie jesteś”. WTA reaguje

    Świątek wyznała: “Trudno jest udawać kogoś, kim nie jesteś”. WTA reaguje

    Iga Świątek rozpoczęła Roland Garros bez niemiłej niespodzianki. W dwóch pierwszych spotkaniach reprezentantka Polski nie straciła seta, pokonała kolejno Emerson Jones i Sarę Bejlek. W międzyczasie znalazła również czas na zobowiązania marketingowo-sponsorskie. Wystąpiła w reklamie, na co zareagowała sama organizacja WTA.
    Iga Świątek w fioletowej czapce i sportowej koszulce trzyma rakietę, na tle rozmytego kortu tenisowego.

    Iga Świątek, WTAFOTO OLIMPIK / NURPHOTO / NURPHOTO VIA AFP / zrzut ekrany WTAAFP

    W pierwszym meczu na tegorocznej edycji Roland Garros Iga Światek rozbiła Emerson Jones 6:1, 6:2. Tylko w krótkich fragmentach spotkania Australijka była w stanie jakkolwiek zagrozić naszej tenisistce.

    Dwa dni później czterokrotna mistrzyni z Paryża zmierzyła się z kolejną utalentowaną zawodniczką – Sarą Bejlek. W meczu z Czeszką popełniała sporo niewymuszonych, kompletnie niepotrzebnych błędów, jednak ostatecznie rywalkę było stać tylko na pięć gemów (6:2, 6:3). W ten sposób 24-latka pewnie zameldowała się w trzeciej rundzie.

    Oto co Świątek zrobiła w Paryżu. WTA musiało zareagować, tak oceniono Polkę

    W czasie trwania turnieju w stolicy Francji Polka nie żyje tylko samym tenisem. W poniedziałek w mediach społecznościowych ukazał się materiał, w którym spełniła się jako… aktorka.

    24-latka wcieliła się w rolę sprzedawczyni w sklepie On – szwajcarskiej marki obuwia i odzieży sportowej, która jest jej sponsorem. I jak widać, szło jej naprawdę świetnie. – Wszystko w porządku? – pytała klientów, wyskakując zza wiszących ubrań. – Szczerze mówiąc, to miejsce rozpadłoby się beze mnie – dodawała z teatralną manierą.

    Jej artystyczne umiejętności ocenił oficjalny profil WTA. “Iga Świątek zawsze miała wyczucie komika i znów udowodniła” – czytamy.

    Po wygranej z Sarą Bejlek nasza reprezentantka była pytana o to, jak podobała jej się aktorska przygoda. – Myślę, że to superśmieszne, a ta scena miała być zabawna. Wycięli tę, kiedy oceniałam moich pracowników, więc szkoda, bo ja potrafię oceniać całkiem nieźle – mówiła z uśmiechem na twarzy.

    – Myślę, że takie reklamy przyciągają trochę więcej uwagi. A w Melbourne pracowałam jako kelnerka, wiesz? Uwielbiam to. Czasami trudno jest udawać kogoś, kim nie jesteś, ale zazwyczaj proszą cię, żebyś była kimś, kim możesz być – opowiadała.

    “Sprawiało jej to ogromną przyjemność. Miała okazję pokazać trochę swojej osobowości, a nie tylko prezentować strój czy wykonać forhend” – dodaje WTA. – Oscary w przyszłym roku? – żartowała Polka.

    W trzeciej rundzie Roland Garros jej rywalką będzie Magda Linette. Zapraszamy do śledzenia relacji w Interii Sport.
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem wyraża silne emocje, szeroko otwierając usta i zaciskając szczękę podczas meczu.

    Iga ŚwiątekAaron FavilaEast News
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekJOSE BRETONNurPhotoNurPhoto via AFPAFP
    Zawodniczka tenisowa w czarno-różowym stroju i różowej czapce okazuje radość po zdobyciu punktu, ściskając pięść i patrząc z determinacją w stronę boiska.

    Iga ŚwiątekAFP

    Crystal Palace FC – Rayo Vallecano. Skrót meczu.

  • Polska sensacja w Rolandzie Garrosie. “Trudno o większą, nota 10 na 10”

    Polska sensacja w Rolandzie Garrosie. “Trudno o większą, nota 10 na 10”

    Hubert Hurkacz i Maja Chwalińska – to właśnie tych dwoje polskich tenisistów najbardziej wyróżniło się indywidualnie w pierwszej rundzie Roland Garros. Tak przynajmniej uważa rozmówca Artura Gaca, który nie ukrywał ogromnego uznania zarówno dla postawy Hurkacza wracającego po problemach zdrowotnych, jak i dla sensacyjnego triumfu Chwalińskiej nad Qinwen Zheng.

    – Hubert wraca po długiej i trudnej kontuzji, która ciągnęła się za nim przez dłuższy czas. Mam nadzieję, że teraz jego sytuacja zdrowotna jest już zdecydowanie lepsza. Korty ziemne nigdy nie były dla niego wymarzoną nawierzchnią, a po takich przejściach tym bardziej nie jest mu łatwo – podkreślił. – Tym bardziej trzeba docenić zwycięstwo nad Hiszpanem, który bardzo dobrze czuje się na mączce. Najważniejsze, że Hubert potrafił zamknąć ten mecz i wytrzymał trudne momenty.

    Jeszcze więcej emocji wywołał jednak występ Mai Chwalińskiej. Polka najpierw przebrnęła przez kwalifikacje, a następnie sprawiła gigantyczną niespodziankę, eliminując mistrzynię olimpijską Qinwen Zheng.

    – To jedna z największych sensacji całego turnieju. Naprawdę trudno przecenić skalę tego sukcesu – zaznaczył. – Qinwen Zheng świetnie gra na ziemi, a dodatkowo zdobyła przecież złoty medal olimpijski właśnie na tych kortach. Taki triumf daje ogromną pewność siebie. Tymczasem Maja kompletnie odebrała jej komfort gry.

    Rozmówca zwrócił uwagę, że Chwalińska mimo braku imponujących warunków fizycznych posiada ogromny tenisowy talent i niezwykłą kreatywność.

    – Dawid Celt nazwał ją kiedyś tenisową czarodziejką i trudno się z tym nie zgodzić. Ona potrafi robić na korcie rzeczy wyjątkowe. Dosłownie związała Zheng nogi i obrzydziła jej tenis – mówił z uznaniem. – To był prawdziwy tenis ziemny, pełen finezji, skrótów, lobów i inteligentnych rozwiązań. Tego dziś często brakuje.

    W rozmowie pojawiło się również porównanie do Agnieszki Radwańskiej.

    – Trochę zapomnieliśmy już, jak wygląda tenis oparty na sprycie i czuciu piłki. A przecież właśnie za to wszyscy kochali Agnieszkę Radwańską. Ona nie opierała swojej gry na sile, tylko na pomysłowości i technice. Maja ma w sobie coś podobnego i bardzo dobrze, że wciąż są zawodniczki potrafiące grać w taki sposób. Nie chciałbym, żeby tenis całkowicie został zdominowany przez samych bombardierów.

    Dużo miejsca poświęcono także sytuacji Huberta Hurkacza. Powrót po kontuzji, presja rankingu i konieczność odbudowy pewności siebie sprawiają, że każdy wygrany mecz ma dla niego ogromne znaczenie.

    – Doskonale rozumiem jego położenie. Sam przechodziłem przez podobne sytuacje z Karoliną, gdy zmagała się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Powrót po długiej przerwie zawsze jest trudny, zwłaszcza w największych turniejach – tłumaczył. – Ranking ma ogromne znaczenie, bo nierozstawiony zawodnik może od razu trafić na największych faworytów. Dlatego teraz kluczowe jest, by Hubert przetrwał pierwsze rundy i złapał rytm meczowy.

    Nie ukrywał też, że bardzo wierzy w możliwości Polaka.

    – Napisałem mu, że mocno mu kibicuję. Jeśli przejdzie trzy rundy, później może być już tylko lepiej. Paradoksalnie właśnie wtedy może stać się bardzo groźny dla każdego rywala.

    Pojawił się również temat charakteru Hurkacza, który od lat uchodzi za jednego z najbardziej kulturalnych tenisistów w tourze. Czy czasem nie brakuje mu jednak większej bezwzględności?

    – Kultura nigdy nie jest wadą. Hubert jest po prostu sobą i to trzeba szanować. Jasne, czasem można by oczekiwać większej agresji czy sportowego cwaniactwa, ale udawanie kogoś innego zazwyczaj kończy się źle – ocenił. – Jeśli odzyska pełne zaufanie do własnego ciała i zacznie regularnie wygrywać z najlepszymi, wtedy jego pewność siebie automatycznie wzrośnie. On pamięta przecież, że potrafił pokonywać Jannika Sinnera i innych wielkich graczy. Ma odpowiedni poziom i ogromne ambicje.

    Rozmówca podkreślił również profesjonalizm Hurkacza.

    – Hubert jest niesamowicie sumienny. Nie ma u niego fuszerki, odpuszczania czy taryfy ulgowej. To wzór profesjonalisty. Życzę mu, żeby z każdym kolejnym tygodniem wyglądał coraz lepiej i na Wimbledon pojechał już z pełnym przekonaniem o swojej sile.

    W dalszej części rozmowy pojawił się temat Igi Świątek. Zdaniem eksperta liderka polskiego tenisa spokojnie i dojrzale rozpoczęła turniej.

    – W Wielkich Szlemach nie liczy się to, ile gemów się straciło, tylko czy wygrało się mecz. Pierwsze rundy zawsze bywają trudne, nawet dla największych gwiazd. Historia zna mnóstwo przypadków sensacyjnych porażek faworytek już na starcie turnieju – przypomniał.

    Według niego Świątek zagrała dokładnie tak, jak wymagała tego sytuacja.

    – Nie musiała grać wybitnego meczu. Wystarczyło, że była solidna i skoncentrowana. Wygrała pewnie i kontrolowała wydarzenia na korcie. Największe wyzwania dopiero przed nią, bo jeśli drabinka ułoży się zgodnie z przewidywaniami, czekają ją bardzo wymagające pojedynki.

    Rozmówca wierzy jednak, że obecność nowego szkoleniowca może pomóc Polce w trudniejszych momentach turnieju.

    – Myślę, że nowy trener wnosi świeżość i może bardzo pozytywnie wpłynąć na Igę. Zwłaszcza gdy przyjdzie mierzyć się z rywalkami, które wcześniej sprawiały jej problemy. Wtedy zobaczymy, czy ta nowa energia rzeczywiście robi różnicę.

    Na horyzoncie może pojawić się także potencjalny hit z Jeleną Ostapenko, z którą Świątek do tej pory nie potrafiła znaleźć sposobu. Choć rozmówca liczy, że wcześniej Łotyszkę zatrzyma Magda Linette.

    – Bardzo kibicuję Magdzie. To zawodniczka niezwykle doświadczona i odporna psychicznie. W dodatku współpracuje z Agnieszką Radwańską, która doskonale rozumie tenis oparty na sprycie i taktyce. Mam nadzieję, że uda się doprowadzić do polskiego meczu w kolejnej rundzie – zakończył.