Category: Uncategorized

  • 76 minut i koniec. Kapitalny mecz Fręch na US Open!

    76 minut i koniec. Kapitalny mecz Fręch na US Open!

    Od stanu 2:2 Magdalena Fręch weszła na najwyższe obroty. Wygrała siedem gemów z rzędu, błyskawicznie zbudowała prowadzenie 6:2, 3:0 i całkowicie zdominowała rywalkę. Doświadczona Polka, bazując na sprycie i inteligencji taktycznej, rozpoczęła tegoroczny US Open w imponującym stylu. Talia Gibson, notowana w drugiej setce rankingu, nie miała większych argumentów. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem łodzianki 6:2, 6:2 w zaledwie 76 minut.

    Idealny początek turnieju

    To był dokładnie taki mecz, jakiego Fręch potrzebowała. Rozstawiona w Nowym Jorku z numerem 28, zmierzyła się z rywalką, która nigdy nie przebiła się do czołowej setki światowego rankingu. Australijka dopiero od niedawna znajduje się na swojej najwyższej pozycji – 105. Wobec zapowiedzi sugerujących możliwość niespodzianki, Polka odpowiedziała na korcie najlepiej, jak mogła: pewnym i dojrzałym występem.

    Przed meczem wiele uwagi poświęcano słabemu bilansowi Fręch w sezonie – przegrała ponad dwie trzecie spotkań, a w 2025 roku miała na koncie tylko dziesięć zwycięstw. Krytyczne opinie sugerowały, że młoda zawodniczka z dziką kartą może pokonać „słabnącą” rozstawioną Polkę. Fręch jednak błyskawicznie rozwiała wszelkie wątpliwości.

    Przewaga widoczna gołym okiem

    Równorzędna walka trwała tylko przez pierwszy kwadrans. Przy 2:2 Australijka zaczęła popełniać kosztowne błędy – dwa podwójne błędy serwisowe, potem wymuszona pomyłka po agresywnym returnie Polki. Od tego momentu mecz potoczył się już jednostronnie. Fręch wygrała cztery kolejne gemy, a pierwszą partię zakończyła w 33 minuty.

    Statystyki wyraźnie pokazywały różnicę klas: Polka wygrała 71 proc. punktów zarówno po pierwszym, jak i drugim serwisie, podczas gdy Gibson odpowiednio 50 i 40 proc. Fręch popełniła tylko cztery niewymuszone błędy, Australijka aż 17.

    Drugi set wyglądał podobnie – szybkie przełamanie, spokojna kontrola gry i niemal bezbłędna regularność Polki. Choć Gibson przy stanie 0:3 zdołała zdobyć przełamanie, nie odwróciło to losów spotkania. Komentujący w Eurosporcie Maciej Synówka chwalił Australijkę za opanowanie, ale różnica w jakości uderzeń i wytrzymałości była zbyt duża.

    Klasa Fręch w decydujących momentach

    Przy prowadzeniu 3:2 w drugim secie Fręch podniosła poziom serwisu i zaczęła grać jeszcze odważniej. Gema na 4:2 wygrała asem i pewnymi returnami. W kolejnych wymianach systematycznie zmuszała rywalkę do błędów i wypracowała decydujące przełamanie. Chwilę później zamknęła mecz przy własnym podaniu – do zera, wykorzystując pierwszą piłkę meczową.

    Najlepszy wynik wyrównany

    Choć sezon 2025 nie układa się dla niej najlepiej (bilans 11–20), Fręch pokazała w Nowym Jorku, że potrafi wykorzystać doświadczenie. To jej 18. wielkoszlemowy start, a w US Open po raz drugi awansowała do drugiej rundy. Najlepszym osiągnięciem Polki wciąż pozostaje czwarta runda Australian Open 2024, ale mecz z Gibson udowodnił, że wciąż stać ją na solidne występy.

    Australijka, rozgrywająca dopiero piąty mecz wielkoszlemowy w karierze, nie była w stanie zagrozić bardziej ogranej przeciwniczce. W całym spotkaniu Fręch zanotowała 8 winnerów i tylko 7 niewymuszonych błędów, przy bilansie 19–30 u Gibson.

    Co dalej?

    W drugiej rundzie łodzianka zmierzy się ze zwyciężczynią meczu Peyton Stearns (54. WTA) – Darja Semenistaja (115. WTA). Z turnieju odpadła już Magda Linette, a kibice czekają jeszcze na pierwszy mecz Igi Świątek, który odbędzie się we wtorek.

  • Największa sensacja US Open! Nie do wiary, co zrobiła światowa nr 6

    Największa sensacja US Open! Nie do wiary, co zrobiła światowa nr 6

    Nie tak wyobrażali sobie amerykańscy kibice drugi dzień US Open. Madison Keys, tegoroczna zwyciężczyni Australian Open i szósta rakieta świata, odpadła już w pierwszej rundzie nowojorskiego turnieju. To jak dotąd największa sensacja w rywalizacji kobiet. Keys przegrała po trzysetowym maratonie z Meksykanką Renatą Zarazúą 7:6 (10), 6:7 (3), 5:7, a spotkanie trwało aż trzy godziny i 13 minut.

    Zaskakujący przebieg meczu

    Na papierze wszystko wskazywało, że to będzie dla Amerykanki łatwe otwarcie. Zarazúa do tej pory wygrywała jedynie turnieje rangi WTA 125, a w Wielkich Szlemach nie wychodziła poza drugą rundę. Tymczasem Keys od pierwszych piłek grała nierówno i nieskutecznie. Meksykanka była cały czas blisko, narzucała fizyczny, ofensywny tenis i nie pozwalała faworytce złapać rytmu.

    W pierwszym secie Keys przełamała rywalkę, ale szybko oddała przewagę. W końcówce musiała bronić aż kilku piłek setowych, by doprowadzić do tie-breaka. Tam trwała prawdziwa wymiana ciosów, a Keys ostatecznie wygrała 12:10, zamykając partię dopiero przy czwartej okazji.

    Kryzys Amerykanki

    Wydawało się, że po wygranym secie Amerykanka przejmie kontrolę. Na początku drugiej partii prowadziła już 3:0, jednak potem jej gra kompletnie się posypała. Keys zaczęła mnożyć błędy – w samym drugim secie popełniła aż osiem podwójnych błędów serwisowych i masowo psuła forhend. Zarazúa wygrała pięć gemów z rzędu i choć Amerykanka zdołała jeszcze wrócić do gry, tie-break padł zdecydowanie łupem Meksykanki (7:3).

    Decydujący set i łzy Meksykanki

    Trzecia partia długo była wyrównana, aż do ósmego gema, w którym Keys znów nie wytrzymała presji i oddała serwis. Zarazúa prowadziła 5:3, lecz Amerykanka jeszcze raz odrobiła straty. Ostatnie dwa gemy były jednak serią pomyłek Keys, które rywalka bezlitośnie wykorzystała. Przy pierwszej piłce meczowej Meksykanka zakończyła spotkanie, a chwilę później nie kryła łez wzruszenia – to największe zwycięstwo w jej karierze i drugi kolejny awans do drugiej rundy US Open.

    Statystyki meczu

    Kluczowym czynnikiem były błędy Keys – aż 89 niewymuszonych i 14 podwójnych błędów serwisowych. Dla kontrastu Zarazúa zdobyła jedynie osiem punktów bezpośrednio z własnych kończących uderzeń, co najlepiej pokazuje, że to Amerykanka w dużej mierze oddała jej zwycięstwo.

    W kolejnej rundzie Meksykanka zmierzy się z Francuzką Diane Parry, która gładko pokonała kończącą karierę Petrę Kvitovą 6:1, 6:0.

    US Open, I runda singla kobiet:
    Madison Keys (USA, WTA 6) – Renata Zarazúa (Meksyk, WTA 82) 7:6 (10), 6:7 (3), 5:7.

  • Sensacja w US Open! Rewelacja wylatuje już po I rundzie! Sroga lekcja

    Sensacja w US Open! Rewelacja wylatuje już po I rundzie! Sroga lekcja

    Legendarny Mats Wilander jeszcze przed startem US Open wskazywał, że czarnym koniem kobiecego turnieju może okazać się Victoria Mboko. Zaledwie 18-letnia Kanadyjka kilka tygodni wcześniej sensacyjnie sięgnęła po triumf w prestiżowym turnieju WTA 1000 w Montrealu. W Nowym Jorku jej przygoda skończyła się jednak bardzo szybko. Już w pierwszej rundzie trafiła na doświadczoną Barborę Krejčíkovą, a ta udzieliła jej bolesnej lekcji, wygrywając 6:3, 6:2 i meldując się w kolejnej fazie zawodów.

    Mboko – wielki talent, ale brutalna rzeczywistość

    Choć Mboko jest dopiero u progu kariery, wielu ekspertów widzi w niej przyszłą mistrzynię wielkoszlemową. Nic dziwnego – w tak młodym wieku mało kto potrafi zwyciężyć w turnieju rangi WTA 1000. Jej sukces w Montrealu był jasnym sygnałem, że w najbliższych latach może stanowić realne zagrożenie dla najlepszych. W Nowym Jorku los od razu postawił na jej drodze rywalkę z najwyższej półki.

    Krejčíková pokazała różnicę doświadczenia

    Mecz z Czeszką od początku układał się dla Kanadyjki bardzo trudno. Mboko szybko straciła serwis, choć chwilami potrafiła jeszcze odpowiadać i nawet wywalczyła dwa breakpointy. Nie była jednak w stanie ich wykorzystać. Krejčíková, dwukrotna mistrzyni wielkoszlemowa, grała z dużym spokojem i konsekwencją, bezlitośnie wykorzystując każdy błąd przeciwniczki. W końcówce jeszcze raz przełamała młodą Kanadyjkę i zamknęła seta wynikiem 6:3.

    Serwis nie do ruszenia

    Druga odsłona meczu była już popisem Krejčíkovej. Serwowała znakomicie – Mboko zdołała ugrać przy returnie zaledwie trzy punkty. Sama natomiast już na początku straciła podanie, co praktycznie przesądziło losy tej partii. Czeszka kontrolowała przebieg gry do samego końca, triumfując 6:2 i w całym spotkaniu 6:3, 6:2.

    Dla Mboko oznaczało to błyskawiczne pożegnanie z US Open, natomiast Krejčíková – która przed turniejem nie zachwycała formą – przypomniała wszystkim, jak groźną potrafi być zawodniczką. W drugiej rundzie zmierzy się z Japonką Moyuką Uchijimą.

  • Cały świat zobaczył, co zrobił trener polskich siatkarek. Kompromitacja

    Cały świat zobaczył, co zrobił trener polskich siatkarek. Kompromitacja

    Polskie siatkarki to dziś trzecia drużyna w światowym rankingu FIVB. Trudno więc było uwierzyć, że podczas mistrzostw świata w Tajlandii potrafiły przegrać jednego z setów aż 15:25 z Kenią – zespołem notowanym dopiero na 25. miejscu. Trener Stefano Lavarini wyglądał w tamtym momencie tak, jakby sam chciał zapytać: „Jak to możliwe?”. Na szczęście całość skończyła się zwycięstwem 3:1 (25:17, 15:25, 25:15, 25:14), które dało Polkom szybki awans do 1/8 finału.

    Niespodziewane kłopoty z outsiderem

    Spotkanie zaczęło się obiecująco. W pierwszym secie, mimo krótkiego prowadzenia Kenijek 3:1, Polki szybko odzyskały kontrolę i po serii punktów wyszły na 6:3. Afrykanki mogły cieszyć się jedynie z pojedynczych akcji – bloków czy asów serwisowych. Nasz zespół nie grał perfekcyjnie, popełniał błędy i w pewnym momencie pozwolił rywalkom na zbliżenie się do wyniku, jednak partia zakończyła się bezpiecznym triumfem 25:17.

    Drugi set okazał się jednak kompletnym zaskoczeniem. Kenijki rozpoczęły od prowadzenia 4:0, a Polki nie potrafiły się przełamać. Lavarini długo zachowywał spokój, oglądał powtórki na telebimie i liczył, że drużyna wróci na właściwe tory. Tak się jednak nie stało – przewaga rywalek rosła, a nasz trener w końcu dokonał serii zmian. W krótkim czasie wymienił połowę składu, lecz i to nie pomogło. Polska przegrała seta 15:25, w stylu, który można nazwać kompromitującym jak na trzecią drużynę świata.

    Reakcja i powrót do gry

    „Musimy wrócić do tego meczu” – apelował Lavarini jeszcze w trakcie drugiej partii. I jego słowa w końcu przyniosły skutek. W trzecim secie Polki odzyskały pewność siebie. Atak Martyny Czyrniańskiej i jej kolejne asy serwisowe uspokoiły grę, a przewaga stopniowo rosła. Set zakończył się dokładnie tym samym wynikiem, jak wcześniej dla Kenii – 25:15, tym razem jednak na korzyść Polski.

    Mimo prowadzenia 2:1 nie wszyscy kibice mogli być spokojni. Czwarty set rozpoczął się od przewagi Kenijek 5:2. Afrykanki grały odważnie, mocno ryzykowały na zagrywce i w ataku. Jednak wejście Malwiny Smarzek dało naszej drużynie impuls. Atakująca była niemal nie do zatrzymania, a do tego kolejne punkty z pola serwisowego dokładała Czyrniańska. Polki odskoczyły na 15:10 i już nie pozwoliły rywalkom wrócić do gry. Ostatecznie wygrały 25:14.

    Awans i mecz o pierwsze miejsce

    Zwycięstwo 3:1 oznacza, że reprezentacja Polski jest już pewna gry w 1/8 finału mistrzostw świata. Ostatni mecz grupowy rozegra w środę z Niemkami, które wcześniej pokonały i Kenię, i Wietnam po 3:0. Stawką będzie pierwsze miejsce w grupie G.

  • Świątek prowadziła 6:4, 5:4 i nagle stanęła. Komentatorzy nie mogli uwierzyć

    Świątek prowadziła 6:4, 5:4 i nagle stanęła. Komentatorzy nie mogli uwierzyć

    Iga Świątek ma za sobą fantastyczne tygodnie – sięgnęła po triumf w Wimbledonie, a następnie potwierdziła swoją dominację, wygrywając turniej w Cincinnati. Teraz pozostaje pytanie: czy w Nowym Jorku uda jej się podtrzymać świetną passę i powalczyć o kolejny wielkoszlemowy tytuł? Na swój pierwszy mecz w tegorocznym US Open Polka będzie jednak musiała chwilę poczekać.

    Świątek doskonale wie, jak smakuje zwycięstwo w tej imprezie – w 2022 roku ograła w finale Ons Jabeur i zdobyła puchar. Nic dziwnego, że w gronie faworytek wymienia się ją i tym razem. Fani liczący na szybkie spotkanie z jej udziałem muszą uzbroić się w cierpliwość.

    Debiut Świątek w Nowym Jorku dopiero we wtorek?

    – „Poznaliśmy plan gier na poniedziałek na dwóch największych kortach US Open i nie ma tam meczu Igi Świątek. To oznacza, że najprawdopodobniej swoją przygodę z turniejem zacznie we wtorek” – napisał profil Pasjonat Sportu na portalu X.

    Podobne informacje przekazał też serwis Z kortu – informacje tenisowe: – „Na poniedziałek nie zaplanowano również meczu Coco Gauff. Wygląda więc na to, że zarówno Amerykanka, jak i Polka rozpoczną rywalizację dzień później”.

    Kto zagra drugiego dnia turnieju?

    We wtorek na kortach pojawią się inne gwiazdy światowego tenisa – wśród nich Madison Keys, Frances Tiafoe, Karolina Muchova oraz Carlos Alcaraz. Swoje mecze rozegrają także młode talenty: Kanadyjka Victoria Mboko, którą Mats Wilander typuje na „czarnego konia” turnieju, a także Jack Draper i Mirra Andriejewa.

    Kibice będą mogli zobaczyć również Caspera Ruuda. Norweg w ostatnich dniach występował w mikście wraz z Igą Świątek i dotarł do finału. Tam jednak duet musiał uznać wyższość pary Sara Errani/Andrea Vavassori, którzy zostali mistrzami US Open w grze mieszanej.

    Pierwsza rywalka – znajoma sprzed lat

    Świątek miała szczęście w losowaniu pierwszej rundy. Jej przeciwniczką będzie 24-letnia Kolumbijka Emiliana Arango. To zawodniczka, z którą Polka zmierzyła się tylko raz – w 2017 roku podczas juniorskiego Roland Garros. Wtedy Świątek pewnie wygrała 6:2, 6:3.

    Czy historia powtórzy się również w Nowym Jorku? Fani już odliczają dni do pierwszego występu wiceliderki światowego rankingu.

  • Dawno nic tak nie podzieliło świata tenisa. “Pokazówka” z udziałem Świątek

    Dawno nic tak nie podzieliło świata tenisa. “Pokazówka” z udziałem Świątek

    Tradycjonaliści w świecie tenisa mieli nadzieję, że rewolucyjny pomysł US Open na nową formułę miksta okaże się jedynie krótkim i nietrafionym eksperymentem. Tymczasem rzeczywistość rozwiała ich złudzenia – nowy format, w którym zagrała także Iga Świątek, odniósł ogromny sukces frekwencyjny i medialny. Choć obok entuzjastycznych reakcji pojawiają się protesty, że rywalizacja wielkoszlemowa została sprowadzona do „pokazówki”, to trudno nie zauważyć, że projekt spełnił biznesowe oczekiwania organizatorów.

    Świątek blisko kolejnego tytułu

    Polka mogła w ciągu nieco ponad miesiąca sięgnąć po dwa trofea wielkoszlemowe. Po dwóch tygodniach rywalizacji na kortach Wimbledonu, w Nowym Jorku wystarczyłyby jej zaledwie dwa dni, aby zostać mistrzynią miksta. Ostatecznie, wspólnie z Casperem Ruudem, dotarła do finału, gdzie lepsi okazali się Sara Errani i Andrea Vavassori. Włosi – jedyna para deblowa w 16-zespołowej stawce – triumfowali 3:6, 7:5, 10:6.

    „Absurd”, który zadziałał

    Kiedy w marcu Adam Romer, redaktor naczelny „Tenisklubu”, pytany był o nadchodzące zmiany, mówił wprost: – Jestem sceptyczny. To absurdalna próba uatrakcyjnienia turnieju. Myślę, że za rok czy dwa organizatorzy stwierdzą, że się nie sprawdziło. –
    Dziś, po premierowej edycji, fakty mówią co innego. Już podczas pierwszych spotkań trybuny największych obiektów – Arthura Ashe’a i Louisa Armstronga – wypełniały się w dużej części, a bilety sprzedawały się błyskawicznie.

    – Myślę, że wpływy z dwóch dni rywalizacji spokojnie pokryły pulę nagród. A skoro tak, to odpowiedź na pytanie, czy pomysł wypalił, jest prosta. W Ameryce liczą się wyniki finansowe, a tradycyjny mikst praktycznie nikogo nie interesował – podkreśla Romer.

    Gwiazdy zamiast specjalistów

    Nowa formuła miksta została skrojona pod największe gwiazdy. Organizatorzy przyciągnęli singlistów atrakcyjnymi warunkami: pulą nagród zwiększoną pięciokrotnie (milion dolarów dla zwycięzców), krótszym formatem meczów, dwudniowym terminarzem i tanimi biletami dla kibiców (42 dolary). Efekt? Z czołówki odpadła tylko Coco Gauff, a tuż przed startem wycofali się z powodów zdrowotnych Jannik Sinner i Jasmine Paolini.

    – Mając takie nazwiska jak Djoković, Alcaraz czy Świątek, wiadomo było, że trybuny będą pełne. Kibice często przychodzą dla samych nazwisk. Gdyby w Polsce zagrała para Świątek – Hurkacz, też mielibyśmy komplet publiczności – zauważa były deblista Marcin Matkowski.

    Jednocześnie nie kryje rozczarowania: – To pokazówka. Prawie całkowicie pominięto specjalistów od debla, a to oni do tej pory tworzyli miksty. Jeśli ogranicza się im możliwość startu, to nie jest prawdziwy turniej mikstowy.

    Bunt deblistów

    Najgłośniejszym krytykiem zmian jest Jan Zieliński, dwukrotny mistrz Wielkiego Szlema w mikście. Już wcześniej oskarżał organizatorów o pogoń za pieniędzmi kosztem tradycji. – To brak szacunku do historii i dla nas, deblistów. Teraz mikst jest pokazówką, w której nie mamy prawa uczestniczyć, chyba że dostaniemy „dziką kartę” – podkreślał.

    Po nowojorskim turnieju powstrzymał się od nowych komentarzy, ale jego wcześniejsze słowa i wpisy w sieci wywołały falę krytyki ze strony części kibiców, którzy odebrali je jako atak na Świątek. Sam Zieliński jedynie wsparł parę Errani/Vavassori, która otwarcie deklarowała, że gra w imieniu wykluczonych deblistów.

    Podzielone opinie

    Nie wszyscy w środowisku tenisowym widzą w nowym mikście zagrożenie. Paula Kania-Choduń, była deblistka, chwali pomysł: – Dla mnie to duży plus. Publiczność świetnie się bawiła, a zawodnicy byli zaangażowani. Rozumiem żal deblistów, ale jeśli chcemy rozwijać tenis i przyciągać młodych, to ten format ma sens.

    Matkowski i Kania-Choduń zgodnie jednak przyznają, że na solidarność gwiazd singla wobec deblistów raczej nie ma co liczyć. – Singiel jest bardziej wymagający i kontuzjogenny, więc singliści często nie mają cierpliwości do deblistów – mówi Kania-Choduń.

    Co zrobią inne Szlemy?

    Australian Open na razie zapowiedziało, że pozostaje przy tradycyjnym formacie. Wimbledon prawdopodobnie nie zaryzykuje nowości, by nie niszczyć kortów przed startem turnieju. Największe szanse na podążenie drogą US Open daje się Roland Garros.

    Eksperci nie mają złudzeń – organizatorzy będą podejmować decyzje pod kątem zysków i sponsorów. – Trend jest jasny: tworzy się elita i reszta. To może prowadzić do czegoś na kształt Ligi Mistrzów w tenisie – przewiduje Romer.

    Prestiż kontra pieniądze

    Choć US Open wygrało finansowo, pojawiły się pytania o prestiż. Czy tytuł „wielkoszlemowego mistrza w mikście” zachowuje wagę, jeśli rozgrywa się go w dwa dni, przed oficjalnym startem turnieju? Przykład Świątek pokazuje, że organizacja nie była dopięta – Polka rozpoczęła mikst zaledwie 16 godzin po finale w Cincinnati, a po meczu od razu ruszyła nocnym lotem do Nowego Jorku.

    To wszystko każe pytać, czy organizatorzy sami nie pokazali, jak naprawdę traktują miksta – bardziej jako produkt komercyjny niż tradycyjną część Wielkiego Szlema.

  • 12:0! Polacy nie mają litości dla rywali na mistrzostwach świata

    12:0! Polacy nie mają litości dla rywali na mistrzostwach świata

    Polscy siatkarze U-21 nie zwalniają tempa na mistrzostwach świata rozgrywanych w Jiangmen. W czwartym spotkaniu fazy grupowej pokonali Kazachstan 3:0, choć momentami rywale potrafili postawić im trudne warunki. Biało-Czerwoni zachowali jednak zimną krew w decydujących fragmentach i wciąż mogą pochwalić się perfekcyjnym bilansem – kompletem punktów oraz zerem po stronie straconych setów.

    Od początku pierwszego seta obie drużyny grały wyrównanie, jednak w połowie partii Polacy zaczęli odskakiwać i wypracowali prowadzenie 21:16. Do końca kontrolowali przebieg gry i zwyciężyli 25:21.

    Druga odsłona miała zupełnie inny przebieg – tym razem to Kazachowie objęli prowadzenie po serii skutecznych akcji. Biało-Czerwoni nie pozwolili jednak rywalom odskoczyć na większy dystans, a w końcówce odwrócili losy seta na swoją korzyść. Ponownie triumfowali 25:21.

    W trzeciej partii drużyna Piotra Grabana szybko narzuciła swoje tempo, lecz w połowie seta Kazachowie doprowadzili do wyrównania. Ostatecznie to polski zespół lepiej rozegrał końcówkę i wygrał 25:22, zamykając mecz w trzech odsłonach.

    Wynik meczu 4. kolejki fazy grupowej MŚ U-21:

    Polska – Kazachstan 3:0 (25:21, 25:21, 25:22)

    Przed Biało-Czerwonymi teraz najpoważniejsze wyzwanie w grupie B. We wtorek 26 sierpnia o godz. 5:00 czasu polskiego zmierzą się z Iranem, który także wygrał wszystkie swoje mecze, ale ma nieco gorszy bilans punktów i setów (11 pkt, 12:3). Stawką tego spotkania będzie pierwsze miejsce w tabeli.

  • Wiktorowski wreszcie przemówił. Tak podsumował to, co zrobiła Świątek

    Wiktorowski wreszcie przemówił. Tak podsumował to, co zrobiła Świątek

    Czy Iga Świątek po raz drugi w karierze sięgnie po tytuł w US Open? Na ostateczną odpowiedź trzeba jeszcze poczekać, ale były trener liderki światowego rankingu, Tomasz Wiktorowski, nie ma żadnych wątpliwości – jego zdaniem Polka znów weszła w „tryb zwycięzcy”. Tuż przed jej pierwszym występem w Nowym Jorku szkoleniowiec podzielił się swoimi spostrzeżeniami.

    Świątek marzy, by powtórzyć sukces z 2022 roku, gdy w decydującym meczu pokonała Ons Jabeur i zdobyła swój pierwszy tytuł na kortach Flushing Meadows. Czy historia zatoczy koło? Wiktorowski, zapytany przez Eurosport o renesans formy swojej byłej podopiecznej, przyznał, że jej triumf w Wimbledonie był momentem absolutnie wyjątkowym. – Nic mnie szczególnie nie zaskoczyło, ale wiadomo, że ten wynik w Wimbledonie jest historyczny i niezwykły. To wielkie osiągnięcie i jeszcze raz gratuluję całej ekipie. Wimbledon to najstarszy i być może najbardziej prestiżowy turniej. Choć muszę przyznać, że lubię zarówno Australię, jak i Nowy Jork – powiedział.

    Były trener nie ma wątpliwości, że kibice mogą patrzeć w przyszłość z optymizmem. – Iga wygląda tak, jakby odzyskała pełnię pewności siebie. Świetnie porusza się po korcie, jest w znakomitej formie fizycznej i znów prezentuje się, jakby była w „winning mode”. Myślę, że ten stan jeszcze trochę potrwa – ocenił.

    Wiktorowski zna Świątek jak mało kto. To właśnie on prowadził ją od 2021 do 2024 roku, stając się jednym z architektów jej największych sukcesów. W 2022 roku był nominowany do nagrody trenera roku WTA, a rok później zdobył to wyróżnienie. To w jego okresie współpracy Świątek wspięła się na szczyt światowego rankingu i przez wiele miesięcy nie oddawała pozycji liderki.

    Po rozstaniu z Wiktorowskim Polka postawiła na nowego szkoleniowca – Wima Fissette’a. Sam Wiktorowski z kolei niedawno rozpoczął współpracę z inną wielką gwiazdą kobiecego tenisa – Naomi Osaką.

  • Dyskwalifikacja” w US Open! 5 minut, które przejdzie do historii

    Dyskwalifikacja” w US Open! 5 minut, które przejdzie do historii

    Doszło do niecodziennych wydarzeń podczas meczu Daniiła Miedwiediewa z Benjaminem Bonzim na US Open. Pod koniec trzeciego seta jeden z fotografów postanowił opuścić kort, co doprowadziło do powtórzenia serwisu Francuza, ogromnej frustracji Rosjanina oraz gwizdów i wrzawy na trybunach. Co więcej, spotkanie, które wydawało się już rozstrzygnięte, przerodziło się w pięciosetowy maraton.

    Miedwiediew – wciąż w światowej czołówce, choć z nerwami na wierzchu

    Choć forma Rosjanina w ostatnich miesiącach bywa daleka od ideału, to 29-latek nadal uchodzi za jednego z najlepszych tenisistów globu. Ma na koncie 20 tytułów ATP, w tym triumf w ATP Finals (2020) oraz cztery wielkoszlemowe finały, z których jeden zakończył zwycięstwem – US Open 2021. Jednocześnie jest zawodnikiem znanym z impulsywności – często wdaje się w dyskusje z sędziami czy kibicami. Również w meczu pierwszej rundy w Nowym Jorku jego emocje sięgnęły zenitu.

    Daniił Miedwiediew – Benjamin Bonzi: zamieszanie na korcie

    Losowanie nie było dla niego łatwe – jako turniejowa „13” trafił na 51. w rankingu Benjamina Bonziego. Francuz grał jednak świetnie i prowadził już 6:3, 7:5, 5:4, mając piłkę meczową. Wtedy na trybunach doszło do nietypowej sytuacji. Jeden z fotografów, przekonany, że to już koniec meczu, ruszył w stronę wyjścia. Sędzia uznał to za zakłócenie i nakazał powtórzenie serwisu.

    To wywołało furię Miedwiediewa. Nie chodziło mu o sam incydent, ale o fakt, że Bonzi, po nieudanym pierwszym podaniu, mógł spróbować jeszcze raz. – On chce już iść do domu, nie płacą mu za godziny, tylko za mecz! – grzmiał Rosjanin.

    Publiczność szybko stanęła po stronie tenisisty, a na stadionie rozległy się głośne gwizdy i okrzyki. Gra została wznowiona dopiero po kilku minutach. – Pięć najbardziej szalonych minut w historii US Open – skomentował dziennikarz Jose Moron.

    Niesamowity zwrot akcji

    Wszystko wskazywało na szybki koniec spotkania, tymczasem wydarzenia przybrały niespodziewany obrót. Bonzi nie tylko przegrał gema i trzeciego seta, ale również całkowicie oddał inicjatywę w kolejnym, zakończonym wynikiem 0:6. Mecz, który wydawał się formalnością, zamienił się w pasjonującą pięciosetową batalię. Ostatecznie to jednak Francuz zachował zimną krew i triumfował w decydującej partii 6:4.

    A co z feralnym fotografem? Jak przekazał dziennikarz Ben Rothenberg, interweniowała ochrona, która wyprowadziła go z obiektu. Władze turnieju odebrały mu akredytację, kończąc jego przygodę z tegorocznym US Open.

    Wynik meczu:
    Daniił Miedwiediew – Benjamin Bonzi 3:6, 5:7, 7:6 (5), 6:0, 4:6

  • Oto co zrobiła Sabalenka w I rundzie US Open. “Usłysz ten ryk”

    Oto co zrobiła Sabalenka w I rundzie US Open. “Usłysz ten ryk”

    Aryna Sabalenka bez większych problemów awansowała do drugiej rundy tegorocznego US Open. Obrończyni tytułu sprzed roku, mimo kilku słabszych fragmentów gry, nie pozostawiła złudzeń Rebece Masarovej, wygrywając pewnie 7:5, 6:1. Szczególne wrażenie zrobiła końcówka pierwszego seta – ostatnia wymiana już teraz uchodzi za jedną z najbardziej efektownych akcji turnieju i z pewnością będzie jeszcze wielokrotnie pokazywana w powtórkach. Po kapitalnym zagraniu Białorusinka eksplodowała emocjami. „Usłysz ten ryk” – skomentowano na oficjalnym profilu US Open.

    Sabalenka od lat uchodzi za jedną z największych dominatorek nowojorskiej imprezy. Rok temu sięgnęła po tytuł, wcześniej dochodziła tu do finału i półfinału. Tym razem przystąpiła do rywalizacji po nieco mniej udanym lecie – w Wimbledonie nieoczekiwanie zatrzymała ją Amanda Anisimova w półfinale, a w Cincinnati uległa Jelenie Rybakinie w ćwierćfinale.

    Pierwszy set pełen emocji

    Pojedynek z Masarovą rozpoczął się od wyrównanej walki. Obie zawodniczki miały kłopot z utrzymaniem własnego podania i pojawiły się pierwsze break pointy, ale długo żadna nie potrafiła ich wykorzystać. Dopiero w piątym gemie przełamała Szwajcarka, jednak jej przewaga szybko stopniała – chwilę później było już 3:3.

    Od tego momentu liderka światowego rankingu złapała właściwy rytm. Serwowała znacznie pewniej i wygrała dwa kolejne gemy do zera. Masarova próbowała jeszcze odpowiadać, ale w decydującej fazie seta zabrakło jej argumentów. Dwunasty gem przyniósł drugie przełamanie na korzyść Sabalenki, która zamknęła partię wynikiem 7:5. Zdecydowanie największe wrażenie zrobił jednak punkt kończący seta – Białorusinka, zmuszona do głębokiej defensywy, popisała się świetną kontrą, a następnie huknęła forehandem i ryknęła z całych sił.

    Komentarze w sieci nie pozostawiały wątpliwości. „Miała trudności, ale dzięki determinacji i doświadczeniu zwyciężyła” – pisał jeden z internautów na portalu X. „To był trudny set” – podkreślił dziennikarz José Morgado.

    Drugi set bez historii

    Po wyrównanym początku meczu, w drugiej odsłonie Sabalenka nie dała rywalce większych szans. Już po chwili prowadziła 3:0 i było jasne, że kontroluje wydarzenia na korcie. Masarova popełniała coraz więcej błędów, a Białorusinka bez litości je wykorzystywała. Jej gra była połączeniem agresji, precyzji i skuteczności – w efekcie Szwajcarce udało się ugrać zaledwie jednego gema. Ta część spotkania trwała tylko pół godziny, a cały pojedynek zakończył się po 78 minutach wynikiem 7:5, 6:1.

    Co dalej?

    Dzięki zwycięstwu Sabalenka zameldowała się w drugiej rundzie, gdzie jej rywalką będzie Polina Kudiermietowa. Rosjanka awansowała po kreczu Nurii Parrizas Diaz, która wcześniej prezentowała się dobrze, ale z powodu kontuzji musiała przedwcześnie zakończyć mecz. Tymczasem Iga Świątek rozpocznie swój udział w turnieju we wtorek o godzinie 17:30, a jej pierwszą przeciwniczką będzie Kolumbijka Emiliana Arango.