Category: Uncategorized

  • Rewolucja w WTA! “Największa w historii”. Iga Świątek o to apelowała

    Rewolucja w WTA! “Największa w historii”. Iga Świątek o to apelowała

    Rewolucja wydaje się już przesądzona, co oznacza potężne zmiany dla kobiecego tenisa. Wszystko wskazuje na to, że organizacja WTA zyska nowego sponsora tytularnego, dzięki któremu ma zyskać ogromny zastrzyk finansowy. Jak donosi Jessica Schiffer z “New York Times”, podpisana zostanie “największa umowa sponsorska w historii kobiecego sportu”. Jeszcze niedawno Iga Świątek głośno wyrażała nadzieję, że kobiety będą mogły zarabiać w turniejach tyle, ile mężczyźni. Dzięki tej współpracy przełom staje się realny!

    Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym

    Już od nowego sezonu zmianie ulec ma sponsor tytularny WTA. Koncern medyczny Hologic, który pojawiał się w nazwie rozgrywek WTA Tour w ostatnich latach, ustąpi miejsca innemu gigantowi, Mercedes-Benz. Już w 2026 r. to właśnie ta firma ma zostać nowym głównym sponsorem kobiecego tenisa (choć jej nazwa rzekomo nie pojawi się w samej nazwie rozgrywek). A to niesie za sobą potężne konsekwencje tenisowe, na których skorzystać mogą przede wszystkim same tenisistki.

    “Umowa, która zostanie ogłoszona później w tym miesiącu, ma stać się największym kontraktem sponsorskim w historii kobiecego sportu”, jak pisze na blogu hard-court.com dziennikarka “New York Times” Jessica Schiffer.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo
    Przełom w kobiecym tenisie staje się faktem! Oto szczegóły

    Gigant motoryzacyjny ma obsługiwać wszystkie mniejsze turnieje, kwestią indywidualną pozostaje to, czy na te usługi zdecydują się imprezy rangi 1000 oraz wielkoszlemowe, które mogą negocjować warunki sponsorskie oddzielnie, niezależnie. Ale poza wsparciem finansowym, ta współpraca otwiera WTA zupełnie nowe możliwości.

    Jak zauważa Jessica Schiffer, Mercedes-Benz może zgromadzić wielkie zainteresowanie wokół kobiecego tenisa za sprawą akcji marketingowych. Chodzi tu też o potencjalne nowe kontrakty sponsorskie, ale i nawiązanie współpracy z innymi markami współdziałającymi z Mercedes-Benz.

    Zobacz także: Polak nie dowierzał w to, co powiedział mu Stefan Horngacher

    W ostatnich latach gorącą kwestią pozostawało wyrównanie zarobków kobiet i mężczyzn w turniejach najwyższej rangi. O ile stało się to już w rywalizacjach wielkoszlemowych, o tyle w przypadku mniejszych imprez, panie niemal zawsze zarabiały znacznie mniej od mężczyzn. Nowy kontrakt może pozwolić na zwiększenie pul nagród w tych turniejach, które dotąd nie cieszyły się aż tak dużym zainteresowaniem z uwagi na niższą rangę.
    Iga Świątek o to apelowała. W końcu pojawi się szansa

    O zrównaniu zarobków kobiet i mężczyzn w tenisie wspominała wprost Iga Świątek, komentując obecne różnice podczas turnieju w Dubaju w 2023 r.

    — Chciałabym zobaczyć, jak WTA rozwija się biznesowo, staje się bardziej popularna, zmniejsza różnicę między WTA a ATP pod względem nagród pieniężnych i zainteresowania kibiców — mówiła polska gwiazda.

    Czy różnice zostaną zniwelowane już teraz? To wydaje się wątpliwe, ale współpraca ze światowym gigantem, otwiera zupełnie inne drzwi, niż miało to miejsce w przypadku firmy Hologic, która zwyczajnie nie ma takiej renomy na całym świecie, jak w przypadku nowego sponsora.

    Umowa pomiędzy WTA i firmą Mercedes-Benz ma zostać ogłoszona w najbliższych dniach. Wejdzie w życie wraz z rozpoczęciem nowego sezonu w 2026 r.

    Źródło: Przegląd Sportowy Onet

    Data utworzenia:

    9 grudnia 2025 15:36
    Dziennikarz Przeglądu Sportowego Onet

    Dziennikarz Przeglądu Sportowego Onet
    Wydarzenie dnia
    Przeczytaj także

    ©

    2025

    Ringier Axel Springer Polska – Powered by Ring Publishing | Developed by RAS Tech

    Systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji z tej strony internetowej (web scraping), jak również eksploracja tekstu i danych (TDM) (w tym pobieranie i eksploracyjna analiza danych, indeksowanie stron internetowych, korzystanie z treści lub przeszukiwanie z pobieraniem baz danych), czy to przez roboty, web crawlers, oprogramowanie, narzędzia lub dowolną manualną lub zautomatyzowaną metodą, w celu tworzenia lub rozwoju oprogramowania, w tym m.in. szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez uprzedniej, wyraźnej zgody Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. (RASP) jest zabronione. Wyjątek stanowią sytuacje, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe.

  • Danielle Collins skreślona, jest potwierdzenie ws. Amerykanki. Nie ma odwrotu

    Danielle Collins skreślona, jest potwierdzenie ws. Amerykanki. Nie ma odwrotu

    Choć najlepsi tenisiści świata korzystają jeszcze z zasłużonej przerwy po wyczerpującym sezonie, to w ich głowach już teraz pojawia się myśl o przygotowaniach do Australian Open. Pierwszy wielkoszlemowy turniej nadchodzącego roku kalendarzowego może przynieść sporo niespodzianek — a pierwsza z nich została właśnie ogłoszona. Dotyczy Danielle Collins, jednej z najtrudniejszych i najbardziej wyrazistych rywalek Igi Świątek, która w przeszłości mocno zaszła Polce za skórę.

    W trakcie swojej kariery Iga Świątek mierzyła się zarówno z tenisistkami docenianymi za kunszt, profesjonalizm i sportową klasę, jak i z zawodniczkami, które w Polsce kojarzone są przede wszystkim z trudnym charakterem — co raczej nie jest komplementem. Do tej drugiej grupy bez wątpienia należy Danielle Collins.

    Amerykanka zasłynęła nie tylko stylem gry, lecz także ostrą krytyką kierowaną pod adresem Świątek, co doprowadziło do powstania otwartego konfliktu między obiema zawodniczkami. Paradoksalnie jedynie zwiększyło to sympatię kibiców wobec Polki podczas ich kolejnych bezpośrednich starć. Tymczasem okazuje się, że w przyszłorocznym Australian Open do kolejnego rozdziału tej rywalizacji w ogóle nie dojdzie.

    Na nieco ponad miesiąc przed startem turnieju organizatorzy poinformowali, że Collins nie znajdzie się w tegorocznej obsadzie.
    W oficjalnym komunikacie opublikowanym na stronie turnieju czytamy:
    „Z turnieju wypadają m.in. Danielle Collins — obecnie 64. zawodniczka świata — oraz zajmująca 76. miejsce Ons Jabeur, przebywająca na urlopie macierzyńskim. Tymczasem była liderka rankingu Karolína Plíšková, Chinka Wang Yafan oraz wschodząca gwiazda z Tajlandii Mananchaya Sawangkaew przystąpią do rywalizacji dzięki chronionym rankingom”.

    Collins już 13 grudnia będzie obchodziła 32. urodziny. Choć nie podano oficjalnego powodu jej rezygnacji, sama tenisistka wspominała niedawno, że chce poświęcić więcej czasu życiu prywatnemu i skupia się m.in. na poszukiwaniu partnera.

    Ewentualne starcie z Igą Świątek podczas Australian Open mogłoby być dla Collins wyjątkowo trudne. W 2024 roku Amerykanka uległa Polce już w drugiej rundzie — 4:6, 6:3, 4:6 — a rok później zaszła co prawda rundę dalej, lecz w trzeciej części drabinki przegrała z późniejszą triumfatorką turnieju, Madison Keys, 4:6, 4:6. Co ciekawe, oba te niepowodzenia miały miejsce dokładnie 18 stycznia.

    Australian Open 2026 wystartuje 12 stycznia od kwalifikacji, które potrwają trzy dni. Wielki finał zaplanowano na niedzielę 1 lutego.

  • Anita Włodarczyk zdecydowała! Już nie ma odwrotu. “Cała prawda”

    Anita Włodarczyk zdecydowała! Już nie ma odwrotu. “Cała prawda”

    Ruszyły zdjęcia do filmu dokumentalnego poświęconego Anicie Włodarczyk – pierwszej tak kompleksowej produkcji o jednej z najwybitniejszych polskich sportsmenek w historii. Jak podkreślają twórcy, im bardziej zagłębiali się w jej świat, tym wyraźniej dostrzegali, jak wiele pozostaje wciąż nieodkryte. „Anita przełamuje wszelkie stereotypy” – mówią.

    Anita Włodarczyk, trzykrotna mistrzyni olimpijska, czterokrotna mistrzyni globu i rekordzistka świata w rzucie młotem, od lat inspiruje kolejne pokolenia sportowców. Jej droga na szczyt to jednak nie tylko pasmo triumfów, lecz także historia wyrzeczeń, pasji i konsekwencji. Nowy dokument Papaya Films ma odsłonić kulisy tej niezwykłej kariery – od rodzimych stadionów po japońskie Takasaki, miejsce szczególnie bliskie sercu mistrzyni. Sponsorem Głównym produkcji został ORLEN.

    Za realizację filmu odpowiada Papaya Films, studio stojące za najważniejszymi polskimi dokumentami sportowymi – m.in. o Robercie Lewandowskim, Jakubie Błaszczykowskim, Wojciechu Szczęsnym, a także najnowszych projektach „Mistrzynie” czy „Zagrajmy to po swojemu” z Ewą Pajor. Reżyserią zajmuje się Kasia Grabek, a producentem generalnym jest Kacper Sawicki. ORLEN – od szesnastu lat indywidualny sponsor Anity Włodarczyk – pełni rolę sponsora głównego.

    Po raz pierwszy widzowie zobaczą Anitę Włodarczyk w tak osobistym ujęciu. Dokument ma ukazać nie tylko jej sportowe dokonania, rekordy i medale, lecz także codzienność – motywacje, rutynę treningową, pasje poza stadionem. Kamera będzie towarzyszyć jej w podróżach, podczas treningów, w kontaktach z bliskimi. W filmie znajdą się również ekskluzywne materiały z prywatnego archiwum mistrzyni.

    Tło opowieści tworzą rozmowy z rodziną, trenerami, psychologiem sportowym oraz członkami sztabu szkoleniowego – ludźmi, którzy towarzyszyli Włodarczyk w kluczowych momentach jej kariery. Twórcy podkreślają, że historia sportsmenki staje się szczególnie fascynująca teraz, gdy – z okazji swoich 40. urodzin – patrzy na własną drogę z większym dystansem i refleksją. Wraca do decyzji odkładanych latami, relacji, których nie dało się „wygrać”, i chwil, które musiały poczekać na właściwy moment.

    Zdjęcia powstają w Polsce oraz w Japonii. To właśnie Japonia – a szczególnie Takasaki – zajmuje wyjątkowe miejsce w życiu mistrzyni. Anita zabierze widzów do miejsc, które są dla niej symboliczne: zarówno do rodzinnego Rawicza, jak i do japońskiego miasta, gdzie czuje się jak u siebie, otoczona życzliwą lokalną społecznością.

    – Z Anitą współpracujemy już szesnaście lat. To najlepszy dowód, że ORLEN wspiera swoich sportowców niezależnie od okoliczności. Ten film to szansa, by pokazać, jak ogromny wysiłek i determinacja kryją się za każdym jej medalem. To zaszczyt móc być częścią tej historii. Wierzymy, że dokument będzie dla Polaków źródłem inspiracji – mówi Sylwia Snopkiewicz, dyrektor wykonawcza ds. sponsoringu ORLEN. – Anita to nie tylko mistrzyni, ale także niezwykle ciepła i skromna osoba. Chcemy, by widzowie zobaczyli w niej po prostu Anitę.

    Wsparcie projektu deklaruje także Rawicz, rodzinne miasto Włodarczyk.
    – Z dumą angażujemy się w powstanie tego filmu. Rawicz to nie tylko miejsce, z którego pochodzi Anita – to kuźnia talentów, przestrzeń marzeń i charakterów. Jesteśmy z nią zarówno w chwilach sukcesów, jak i wyzwań – podkreśla wiceburmistrz Paweł Szybaj.

    Premiera dokumentu o Anicie Włodarczyk została zaplanowana na wiosnę 2026 roku.

  • Kuriozalna “odpowiedź” na słowa Świątek. Nie wie, o czym mówi

    Kuriozalna “odpowiedź” na słowa Świątek. Nie wie, o czym mówi

    Trudno zgodzić się z argumentem Emmy Raducanu, że czołowe tenisistki świata powinny powstrzymywać się od narzekań na przeładowany kalendarz, by – rzekomo – nie dawać złego przykładu młodym zawodniczkom. To rozumowanie budzi sprzeciw. Przypominałoby sytuację sprzed pół wieku, w której ktoś próbowałby uciszyć Billie Jean King i odradzać jej walkę o równe płace z obawy, że to „zniechęci dziewczynki” rozpoczynające przygodę z tenisem. Takie myślenie nie przybliża nas do rozwiązania realnych problemów kobiecego sportu – podkreśla Dominik Senkowski ze Sport.pl.

    Emma Raducanu podsumowała swój sezon 2025 podczas spotkania z mediami. Brytyjka kończy rok na 29. miejscu w rankingu i notuje najlepszy sezon od sensacyjnego triumfu w US Open 2021. W ostatnich miesiącach dotarła m.in. do trzeciej rundy Australian Open, Wimbledonu i US Open, ćwierćfinału w Miami oraz czwartej rundy turnieju w Rzymie.

    W 2025 roku Raducanu rozegrała 52 mecze, co stało się pretekstem do pytań o kondycję i przeładowanie terminarza WTA. 23-latka nie podzieliła jednak opinii wielu topowych tenisistek – jej zdaniem narzekania są niepotrzebne. Jak powiedziała w rozmowie z „The Guardian”: „Zarabiamy świetnie na życie. To nie znaczy, że zawsze jest idealnie – bywają momenty, kiedy psychicznie i fizycznie mamy dość. Ale jeśli nie będziemy narzekać, damy lepszy przykład młodym zawodnikom. Kiedy widzą najlepszych, którzy tylko krytykują kalendarz, może to ich nie inspirować”.

    Takie słowa stoją w sprzeczności z tym, co od miesięcy mówi większość czołowych tenisistek. Dyskusję zapoczątkowała Iga Świątek, która jesienią przyznała otwarcie, że obecny kalendarz jest niemożliwy do pogodzenia z dbaniem o zdrowie i formę. Podobne opinie wyraziły Coco Gauff czy Jelena Rybakina. Odmienne zdanie, obok Raducanu, przedstawiła jedynie mistrzyni olimpijska Qinwen Zheng, stwierdzając, że „najsilniejsi przetrwają”.

    Zaskakuje to o tyle, że zarówno Raducanu, jak i Zheng same zmagały się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Intensyfikacja kalendarza nie sprzyja ani długowieczności sportowej, ani regeneracji. W ostatnich latach rozbudowano liczbę obowiązkowych turniejów, co wymusza częstsze starty w imprezach WTA 500 i 1000, grożąc karami za ich pominięcie.

    Z drugiej strony łatwo zrozumieć, dlaczego Raducanu patrzy na tę kwestię inaczej niż Świątek, Gauff czy Rybakina. Brytyjka po prostu gra znacznie mniej. W połowie 2022 roku była jeszcze w pierwszej dziesiątce rankingu, lecz kolejne kontuzje, zmiany trenerów i rosnąca uwaga poświęcana biznesowi sprawiły, że spadła w klasyfikacji. W tegorocznym sezonie rozegrała najwięcej spotkań od czterech lat, ale po zwycięstwie w US Open nigdy nie zbliżyła się liczbą meczów do zawodniczek ze ścisłej czołówki: w kolejnych sezonach miała 36, 10 i 32 mecze. Tymczasem Świątek w samym 2025 roku zagrała 79 spotkań, Rybakina 78, Gauff 64, a Sabalenka 75 – i to mimo opuszczenia kilku turniejów.

    To pokazuje, że Brytyjka postrzega rzeczywistość z zupełnie innej perspektywy. Mniej gra, więc rzadziej styka się z problemem chronicznego zmęczenia.

    Raducanu podkreśla, że tenisistki „świetnie zarabiają”. To prawda – aż siedem z dziesięciu najlepiej opłacanych sportsmenek według rankingu Sportico za 2025 rok to zawodniczki WTA. Problem polega jednak na tym, że większe zarobki wiążą się z coraz większą liczbą rozgrywanych meczów. To z kolei zwiększa ryzyko kontuzji, wypalenia i spadku jakości rywalizacji. A jeśli ucierpi poziom gry gwiazd, ucierpi również cały produkt, jakim jest kobiecy tenis.

    Szczególnie kontrowersyjny jest argument Raducanu, że topowe tenisistki nie powinny publicznie mówić o problemach kalendarza, bo rzekomo mogłoby to zniechęcić młodych. To dokładnie taki sposób rozumowania, który przed laty próbował blokować rozwój kobiecego sportu. Gdyby Billie Jean King „nie narzekała”, nie walczyła o równe płace i nie mówiła głośno o niesprawiedliwościach, tenis kobiet nigdy nie byłby w tym miejscu, w którym jest dziś.

    Dawniej głównym problemem były niskie zarobki. Dziś – przeciążenie fizyczne. Władze WTA zdają się jednak działać według prostego schematu: „Chcecie więcej? Grajcie więcej”. Kwestia ludzkiej wytrzymałości ginie w tym równaniu.

    Wszystko wskazuje na to, że zawodniczki zaczną coraz częściej stawiać opór. Sabalenka świadomie opuściła w tym roku pięć turniejów, w tym dwa WTA 1000. Świątek już zapowiedziała, że w kolejnym sezonie nie wystąpi w dwóch obowiązkowych imprezach. A Raducanu? Jeśli wróci na dłużej do światowej czołówki, być może sama przekona się, jak trudny bywa kalendarz, który dziś tak stanowczo broni.

  • Nawrocki z żoną wygwizdani w Operze Narodowej. Prezydent reaguje

    Nawrocki z żoną wygwizdani w Operze Narodowej. Prezydent reaguje

    Karol Nawrocki na co dzień spotyka się z entuzjastycznym przyjęciem kibiców piłkarskich. Tym większym zaskoczeniem okazała się sytuacja z Opery Narodowej, gdzie – w przeciwieństwie do stadionowej atmosfery – część widowni powitała prezydenta i jego małżonkę gwizdami. O tę scenę Nawrocki został zapytany w „Kanale Zero”, a jego odpowiedź szybko stała się jednym z najczęściej komentowanych fragmentów całego programu.

    Sportowiec duchem, gość stadionów – i nie tylko

    Nawrocki, znany z ogromnej sympatii do sportu – zwłaszcza piłki nożnej i boksu – od momentu objęcia urzędu regularnie pojawia się na najważniejszych sportowych wydarzeniach w kraju. Na trybunach wita się go zwykle gorącymi brawami i entuzjazmem, a jego obecność wśród kibiców stała się czymś naturalnym.

    Tym razem jednak prezydent zetknął się z całkowicie odmienną reakcją. Kiedy wraz z żoną pojawił się w Operze Narodowej, kilka osób z publiczności zagwizdało, co wywołało późniejszą burzliwą dyskusję w internecie.

    „Czy opera to miejsce na stadionowy żywioł?” – mocna odpowiedź Nawrockiego

    W programie charytatywnym „Kanału Zero”, podczas którego zbierano środki na pomoc trzem chłopcom zmagającym się z dystrofią mięśniową Duchenne’a, prowadzący Krzysztof Stanowski nie unikał trudnych tematów. Zapytany wprost o incydent z Opery, Nawrocki odwołał się – jak to często robi – do sportowej retoryki.

    – Byliśmy z żoną w Operze Narodowej i mieliśmy wrażenie bardzo życzliwego, cywilizowanego powitania. Dopiero później, oglądając nagranie, zauważyłem, że kilka osób rzeczywiście gwizdało. Nie wiem, czy Opera jest miejscem, w którym powinien dominować żywioł stadionu – stwierdził.

    Tym samym zaznaczył, że nie przykłada do sprawy przesadnej wagi i nie traktuje incydentu jako wyraz powszechnych nastrojów.

    Humorystyczny wtręt: Arka Gdynia na widowni?

    Stanowski, znany z dosadnych i często prowokacyjnych komentarzy, nie omieszkał zażartować, że być może za gwizdy odpowiadali kibice Arki Gdynia – odwieczni rywale Lechii Gdańsk, której Nawrocki od wielu lat gorąco kibicuje.

    Prezydent z uśmiechem odparł: – Chyba kibice Arki nie mieli z tym nic wspólnego. Jestem o tym przekonany.

    W studio dało się wyczuć lekki luz i sportową atmosferę, mimo że dotykano również tematów trudnych.

    Zaskakujący gość: „Staruch” i prośba o ułaskawienie

    Program obfitował w sportowe wątki, ale najbardziej nieoczekiwanym momentem była rozmowa prezydenta z Piotrem Staruchowiczem, legendarnym „gniazdowym” Legii Warszawa, postacią od lat budzącą emocje w środowisku kibicowskim.

    Staruchowicz zwrócił się do Nawrockiego z publiczną prośbą o ułaskawienie – od marca obowiązuje go dwuletni zakaz stadionowy, nałożony po wydarzeniach podczas meczu w Lublinie.

    Prezydent przyznał, że zna sprawę i jest na bieżąco z jej szczegółami, ale nie chciał zdradzić, jaką podejmie decyzję. Jak zaznaczył, każdą taką sprawę rozpatruje osobno i odpowiedzialnie.

    Sport, emocje i symboliczny incydent

    Występ Karola Nawrockiego w „Kanale Zero” pokazał, jak mocno sport przenika jego sposób myślenia – oraz jak często wykorzystuje sportowe odniesienia, nawet komentując sprawy obyczajowe czy polityczne. Incydent z Opery Narodowej stał się tylko pretekstem do szerszej rozmowy o różnicach między kulturą wysoką a stadionową ekspresją, a także o tym, gdzie przebiegają granice społecznej akceptacji.

    Jedno jest pewne – Nawrocki, przyzwyczajony do stadionowych owacji, nie zamierza traktować kilkusekundowego gwizdu jako sygnału alarmowego. A cała sytuacja, dzięki jego reakcji, nabrała raczej sportowego, a nie politycznego charakteru.

  • Szeremeta dostała gwiazdorską ofertę z telewizji. Klamka w sprawie boksu zapadła

    Szeremeta dostała gwiazdorską ofertę z telewizji. Klamka w sprawie boksu zapadła

    Julia Szeremeta wraz z koleżankami z reprezentacji wróciła z młodzieżowych mistrzostw Europy w boksie niczym prawdziwe bohaterki. Polki całkowicie zdominowały zawody w Budapeszcie: zdobyły cztery złote medale, w sumie siedem krążków, a do tego wygrały klasyfikację drużynową. Tymczasem sama wicemistrzyni olimpijska z Paryża wciąż mierzy się z kolejnymi pokusami i propozycjami, które spływają do niej po sukcesach. Jedna z nich — wyjątkowo kusząca — trafiła do niej niedawno. Szczegóły zdradziła w rozmowie z Interią, zaznaczając przy tym, że decyzja w tej sprawie zapadła już ostatecznie.

    Do Budapesztu Szeremeta jechała jednak nie w pełni zdrowa. Dokucza jej uraz prawej dłoni, przez który niemal całe przygotowania trenowała jedynie lewą ręką. Druga była stale wzmacniana zabiegami i ćwiczeniami zaleconymi przez fizjoterapeutę. Jak sama przyznaje, dopiero tydzień przed mistrzostwami zaczęła ostrożnie pracować prawą ręką i to głównie nad prostymi ciosami.

    „Chciałam zakończyć młodzieżówkę sukcesem”

    Co więc skłoniło ją do tego, by mimo przeciwności wystartować w kategorii 57 kg?
    — Przede wszystkim chciałam sukcesem pożegnać się z rywalizacją młodzieżową na arenie międzynarodowej, bo w przyszłym roku już nie będę mogła startować w imprezie tej rangi. Rok temu odpuściłam starty z uwagi na odpoczynek po igrzyskach, dlatego teraz bardzo zależało mi, by powtórzyć złoto sprzed dwóch lat — wyjaśniła.

    W Budapeszcie znów robiła to, co potrafi najlepiej — z każdą walką prezentowała coraz wyższy poziom. Najwięcej trudności sprawiła jej pierwsza rywalka, Turczynka Pinar Benek. Kolejne starcia były już popisem polskiej zawodniczki: rozbiła Brytyjkę Vivien Parsons, która kompletnie nie umiała odnaleźć się w ringu, potem w półfinale zdominowała Słowaczkę Bibianę Lovasovą, a w finale nie pozostawiła złudzeń urodzonej w Polsce Irlandce Natalii Fasciszewskiej.

    Warto jednak wrócić do dwóch sytuacji z tych mistrzostw — liczenia w pierwszej walce oraz ryzyka wynikającego z tego, że walka z tak ofensywną przeciwniczką jak Parsons wymusza częste wymiany. Czy z doświadczeniem pojawiła się w niej ostrożność?

    — Nie mam obaw, że „wyłapię” cios. Lubię ryzyko, a uderzenia rywalek rzadko robią na mnie wrażenie. W pierwszej walce byłam liczona, bo głowa mi odleciała, ale ten cios nie zrobił mi krzywdy. Muszę tylko pilnować, aby przy ciosach głowa była niżej, bo ostatnio za bardzo ją zadzierałam — przyznała.

    Dodała, że był to dopiero drugi taki przypadek w jej karierze — poprzedni miał miejsce około pięć lat wcześniej. — Nic się we mnie wtedy ani teraz nie „przełączyło”. Po prostu wróciłam do spokojnego boksowania i nie mogłam dać się ponieść, bo wiedziałam, że Turczynka jest kontrbokserką — wyjaśniła.

    Polska potęgą w boksie kobiet

    Szeremeta podkreśla, że fantastyczne wyniki Polek na Węgrzech to dowód na to, jak silna staje się kobieca reprezentacja Polski.

    — Pokazujemy, że jesteśmy jedną z czołowych ekip Europy i świata. To wspaniałe, że ja, Basia Marcinkowska, Natalia Kuczewska i Nikola Prymaczenko kończymy młodzieżówkę z takimi wynikami. Do tego Emilia Koterska świetnie się pokazała i ma ogromny talent, a Marta Prill oraz Julia Oleś od razu zdobyły medale. Dziewczyny cały czas idą w górę — cieszy się Szeremeta.

    Zwraca uwagę na coś jeszcze — atmosferę wewnątrz drużyny:
    — Mamy ogromną motywację i bardzo siebie wspieramy. Do tego dochodzi duże doświadczenie ringowe. Nawet w wyrównanych walkach to często my przechylamy szalę zwycięstwa, bo jesteśmy pewne swoich umiejętności.

    Za sukcesami stoi główny trener kadry, Tomasz Dylak, który koordynuje pracę wszystkich grup wiekowych i tworzy spójny system szkolenia.

    — Trener Tomek ciągle chce więcej — śmieje się Julia. — Ale wszystko odbywa się w jednym kierunku. Najważniejsze są igrzyska olimpijskie w Los Angeles. Już teraz pod nie trenujemy i przygotowujemy się praktycznie bez przerwy.

    Szeremeta i propozycje z show-biznesu. „Klamka zapadła”

    Po igrzyskach w Paryżu 22-letnia Polka stała się rozpoznawalna jak nigdy wcześniej. Nic dziwnego, że medialne propozycje sypią się regularnie. Wcześniej była już kuszona udziałem w „freak fightach”, choć — jak twierdzi — ostatnio chyba przestali próbować, a jeśli coś jeszcze się pojawia, trafia do jej menedżera i najpewniej jest przez niego od razu odrzucane.

    Po raz pierwszy jednak ujawniła, że dostała również propozycję udziału w „Tańcu z Gwiazdami”.

    — Była oferta do poprzedniej edycji programu. Ale tak jak mówiłam — boks jest dla mnie absolutnym priorytetem. Nie mam czasu na takie przedsięwzięcia, a oferty typu „fame” nawet nie wchodzą w grę. Taniec z pewnością dałby mi większy rozgłos, ale teraz jest mi to niepotrzebne. Musiałabym poświęcić temu dużo czasu, co całkowicie wykluczyłoby mnie z treningów. Może po zakończeniu kariery… wtedy chętnie zatańczę — powiedziała z uśmiechem.

    Dziennikarz żartobliwie zauważył, że jeśli teraz powiedziałaby „tak”, jej trener musiałby chyba biec do kardiologa.
    Szeremeta roześmiała się i potwierdziła: — Pewnie tak by było.

  • Szeremeta dostała gwiazdorską ofertę z telewizji. Klamka w sprawie boksu zapadła

    Szeremeta dostała gwiazdorską ofertę z telewizji. Klamka w sprawie boksu zapadła

    Julia Szeremeta wraz z koleżankami z reprezentacji wróciła z młodzieżowych mistrzostw Europy w boksie w prawdziwej aurze bohaterek. Polskie zawodniczki zdominowały zawody w Budapeszcie, zdobywając cztery złote krążki i w sumie siedem medali, co dało im pierwsze miejsce w klasyfikacji drużynowej. Ale choć sukcesy się mnożą, pokusy również. Na wicemistrzynię olimpijską z Paryża spływają oferty, które dla wielu byłyby nie do odrzucenia. Jedną z nich Szeremeta ujawnia w rozmowie z Interią — i jasno podkreśla, że decyzja została już podjęta.

    Mistrzostwa na pół mocy — a jednak pełna dominacja

    Do stolicy Węgier Szeremeta przyjechała nie w pełni zdrowa. Od dłuższego czasu zmaga się z urazem prawej dłoni, co sprawiło, że niemal cały okres przygotowawczy trenowała wyłącznie lewą ręką. Prawa ręka przechodziła intensywną rehabilitację i specjalistyczne ćwiczenia pod okiem fizjoterapeuty. Dopiero tydzień przed mistrzostwami zawodniczka odważyła się użyć kontuzjowanej dłoni — i to jedynie do wyprowadzania ciosów prostych.

    Co mimo wszystko skłoniło ją, by stanąć do rywalizacji w kategorii 57 kg?
    — Bardzo chciałam pożegnać się sukcesem z młodzieżową kategorią na arenie międzynarodowej. W przyszłym roku nie będę już mogła startować w zawodach tej rangi. Rok temu odpoczywałam po igrzyskach w Paryżu, więc tym bardziej zależało mi na powtórzeniu złota sprzed dwóch lat — tłumaczy Szeremeta.

    Turniej zaczęła od najtrudniejszej walki — z Turczynką Pinar Benek. Potem było już tylko lepiej: najpierw pewne zwycięstwo nad Brytyjką Vivien Parsons, następnie pokaz siły w półfinale ze Słowaczką Bibianą Lovasovą, a w finale totalna dominacja nad urodzoną w Polsce Irlandką Natalią Fasciszewską.

    Liczenie? „To nic nie zmienia, dalej robię swoje”

    W pierwszej walce Szeremeta była liczona — sytuacja rzadka w jej karierze.
    — Głowa mi odleciała, ale ten cios mi nie zaszkodził — zapewnia. — W kolejnych przygotowaniach muszę pilnować, żeby nie zadzierać głowy. Ostatnio trochę mi uciekła do góry.

    Jak sama przyznaje, w jej karierze był to dopiero drugi taki przypadek, poprzedni około pięć lat temu.
    — Wtedy też weszłam cios na cios i głowa poszła do tyłu. Nic mnie to mentalnie nie zmienia. W głowie miałam tylko: „nic się nie stało, spokojnie boksuj dalej”. Wiedziałam też, że nie mogę się podpalić, bo rywalka była kontrbokserką.

    Potęga kobiet z biało-czerwoną flagą

    Szeremeta podkreśla, że wyniki Polek potwierdzają ich miejsce w światowej czołówce.
    — Pokazujemy, że nasza drużyna jest naprawdę mocna. Ja, Basia Marcinkowska, Natalia Kuczewska i Nikola Prymaczenko kończymy etap młodzieżówki wynikiem marzeń. Do tego dochodzi Emilia Koterska, ogromny talent, oraz Marta Prill i Julia Oleś, które zdobyły medale w swoim pierwszym poważnym turnieju. Jesteśmy na szczycie i cały czas rośniemy.

    Ogromną rolę w sukcesach Polek odgrywa trener Tomasz Dylak — koordynator wszystkich grup wiekowych, twórca spójnego programu szkoleniowego.
    — Trener Tomka ciągle mało — śmieje się Julia. — Ale wszystko podporządkowane jest jednemu: igrzyskom olimpijskim w Los Angeles. To nasz absolutny priorytet.

    Kusząca telewizja, mocna odmowa. „Boks to 100 procent”

    Po igrzyskach w Paryżu Szeremeta stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich sportsmenek. Nic dziwnego, że oferty płyną szerokim strumieniem. Zawodniczka przyznaje, że w przeszłości kusiły ją także lukratywne propozycje walk „freak fight”, choć teraz — jak mówi — raczej już do niej nie docierają.

    Najciekawszy wątek dotyczy jednak show-biznesu.
    — Miałam propozycję udziału w „Tańcu z Gwiazdami”, we wcześniejszej edycji — ujawnia. — Ale boks ma u mnie sto procent priorytetu. Nie mam czasu na takie projekty. O ofertach typu „fame” nawet nie wspominając.

    Dodaje, że choć pojawienie się w programie dałoby jej ogromny rozgłos, dziś zupełnie tego nie potrzebuje.
    — Musiałabym poświęcić się temu na sto procent, a to wykluczyłoby mnie z treningów. Może kiedyś, po zakończeniu kariery… wtedy chętnie potańczę — mruga okiem.

    Na uwagę dziennikarza, że trener mógłby dostać zawału, gdyby teraz powiedziała „tak”, Szeremeta tylko się uśmiecha:
    — Pewnie tak by było.

  • Opinie Polaków na temat Radosława Sikorskiego jako ministra spraw zagranicznych są zaskakująco podzielone. Co pokazuje najnowszy sondaż?

    Opinie Polaków na temat Radosława Sikorskiego jako ministra spraw zagranicznych są zaskakująco podzielone. Co pokazuje najnowszy sondaż?

    Radosław Sikorski oceniony w sondażu. Wielu na prawicy się waha

    Radosław Sikorski oceniony przez Polaków. Wyniki sondażu mogą zaskakiwać

    Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej
    Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu

    Badanie pracowni UCE Research na zlecenie Onetu zostało przeprowadzone w dniach 25-26 listopada 2025 r. metodą wywiadów internetowych (CAWI — Computer-Assisted Web Interview) na próbie 1021 dorosłych Polaków w wieku od 18 do 80 lat.

    Radosław Sikorski to jeden z najbardziej doświadczonych polskich polityków w obszarze dyplomacji. Jego kadencja przypadła na czas wyjątkowo trudny: wojna w Ukrainie, napięcia w relacjach z Waszyngtonem. Minister aktywnie uczestniczy w międzynarodowych spotkaniach i zabiera głos w sprawach bezpieczeństwa. Czy Polacy doceniają jego działania? Wyniki sondażu UCE Research dla Onetu pokazują ciekawy obraz społecznych nastrojów.

    Zobacz: Karol Nawrocki ma powody do zadowolenia. Tak jego pracę oceniają Polacy

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Jakie są wyniki sondażu dotyczącego Radosława Sikorskiego?

    Kto najlepiej ocenia pracę Sikorskiego?

    Jakie jest zdanie wyborców Prawa i Sprawiedliwości na temat Sikorskiego?

    Ile procent osób ma trudności z oceną polityki zagranicznej Sikorskiego?
    Jak Polacy oceniają Sikorskiego? Sondaż pokazuje zaskakujące wyniki

    Pracownia UCE Research na zlecenie Onetu przeprowadziła sondaż, w którym padło pytanie: “Jak ocenia Pan/Pani prowadzenie polityki zagranicznej Polski przez ministra Radosława Sikorskiego?”. Okazuje się, że pozytywne odpowiedzi przeważają nad negatywnymi.

    Niemal jedna piąta respondentów (19,59 proc.) ocenia politykę zagraniczną Sikorskiego bardzo pozytywnie. Niewiele mniejsza grupa (18,41 proc.) jest umiarkowanie zadowolona z aktywności szefa MSZ. Łącznie to 38 proc. uczestników sondażu.

    Zobacz: Radosław Sikorski znów zaczepił Elona Muska. Przypomniał post “proroka” Putina

    Niezadowolonych z dyplomacji pod kierunkiem Sikorskiego jest mniej, bo 29,48 proc. To osoby, które udzieliły odpowiedzi “zdecydowanie źle” (15,38 proc.) i “raczej źle” (14,10 proc.).

    Jednak największa grupa w badaniu (32,52 proc.) wskazała na wariant “trudno powiedzieć”, co sugeruje, że wielu Polaków nie śledzi szczegółów polityki zagranicznej lub uważa, że jej efekty są trudne do oceny.
    Wyborcy prawicy nie skreślają Sikorskiego. Wielu się waha

    W sondażu UCE Research zostały zbadane także preferencje partyjne uczestników, co pokazuje, w jakich elektoratach Radosław Sikorski cieszy się największym uznaniem.

    Nie jest zaskoczeniem, że ministra spraw zagranicznych dobrze oceniają najczęściej sympatycy Koalicji Obywatelskiej (78,7 proc. z nich). Jednak w przypadku partii koalicyjnych polityk ma jednoznacznie dobre notowania jedynie wśród zwolenników Lewicy (68,2 proc. z nich). W elektoracie Polski 2050 i Polskiego Stronnictwa Ludowego wyniki spadają poniżej 50 proc.

    Skąd się biorą niezdecydowani? To spora część sympatyków Prawa i Sprawiedliwości (33,1 proc. z nich) oraz Konfederacji (37,4 proc. z nich). Jednak w tych samych grupach jest także sporo krytyków ministra, odpowiednio 50,4 proc. oraz 47,6 proc.

    Jednoznacznie negatywnie Sikorskiego oceniają potencjalni wyborcy Konfederacji Korony Polskiej (71,7 proc. z nich).

  • Takiej sytuacji nie było od 25 lat. Świątek ma w tym udział

    Takiej sytuacji nie było od 25 lat. Świątek ma w tym udział

    W żeńskim tenisie zapanowała stabilizacja, której nie było od dawna. Jak informuje profil Sportskeeda, po raz pierwszy od 25 lat na koniec sezonu mieliśmy tę samą trójkę co dwanaście miesięcy wcześniej. W tym Igę Świątek.

    Choć dopiero niedawno dobiegł końca tenisowy sezon, to część tenisistek rozpoczęła już przygotowania do kolejnego. Aryna Sabalenka ma za sobą mecz pokazowy, a Iga Świątek niedawno pokazała, że wróciła do treningów.

    Tymczasem w ostatnich dniach media obiegła informacja, o której wcześniej nie było głośno. Mianowicie chodzi o czołówkę światowego rankingu WTA, gdzie znajdują się Sabalenka, Świątek oraz Coco Gauff.

    ZOBACZ WIDEO: Była Miss Polski nadal zachwyca. Właśnie odniosła sukces

    Profil Sportskeeda na platformie X poinformował, że po raz pierwszy od 25 lat pierwsza trójka rankingu WTA nie uległa zmianie względem poprzedniego sezonu. Tym samym ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w latach 1999-2000.

    Wówczas liderką była Martina Hingis, która wyprzedzała Lindsay Davenport i Venus Williams. Teraz drugi rok z rzędu sezon na 1. miejscu zakończyła Sabalenka przed Świątek i Gauff.

    W tym przypadku warto jednak podkreślić, że sytuacja mogłaby być inna, gdyby nie miesięczne zawieszenie naszej tenisistki w 2024 roku. Polka nie mogła rywalizować od 12 września do 4 października.

    Przez to Świątek opuściła trzy turnieje, na czym skorzystała Sabalenka i wyprzedziła ją w rankingu. W innym przypadku istniała spora szansa na to, że Polka zakończyłaby sezon na pozycji liderki.

  • Pokazała wszystkim, jaki dostała prezent. Tylko pozazdrościć

    Pokazała wszystkim, jaki dostała prezent. Tylko pozazdrościć

    Iga Świątek w swoich mediach społecznościowych pochwaliła się mikołajkowym prezentem, wysłanym jej przez organizatorów wielkoszlemowego Wimbledonu. – Jest dość ciężki – powiedziała o upominku tenisistka.

    Wimbledon był bez wątpienia jednym z najlepszych momentów Igi Świątek w tym roku. Polka po raz pierwszy w karierze wygrała ten turniej, w finale rozbijając 6:0, 6:0 Amandę Anisimovą.

    Przy okazji Mikołajek organizatorzy turnieju postanowili przypomnieć jej o tych miłych chwilach. 24-latka zaprezentowała w mediach społecznościowych prezent, jaki od nich otrzymała.

    ZOBACZ WIDEO: Była Miss Polski nadal zachwyca. Właśnie odniosła sukces

    W zielonym pudle znajdował się album zawierający zdjęcia Świątek wykonane w trakcie zmagań. Zawodniczka wydawała się bardzo zadowolona z tego podarunku.

    – Dostałam ten niesamowity prezent od Wimbledonu. Pomoże mi zachować te wspomnienia. Jest dość ciężki. To z pewnością są najlepsze momenty z 2025 roku – mówiła.

    W opisie żartobliwie przypomniała też, że o inne pamiątki ze słynnego turnieju zadbała sama. “Nie ma tu niczego wymyślnego i błyskotliwego. Tylko ja dostaję ten niesamowity prezent od Wimbledonu (no, oczywiście poza ręcznikami)” – napisała.

    Przypomnijmy, że Świątek po każdym meczu tegorocznego Wimbledonu pakowała do torby ręcznik, z którego korzystała. Powód wyjaśniła w wywiadzie udzielonym na korcie po spotkaniu z Poliną Kudermetową.

    – Nikt nigdy nie poruszał tego tematu. Uwielbiamy wasze ręczniki. Za każdym razem, kiedy wracam z turniejów, to z dziesięciu znajomych czy członków rodziny pyta mnie o nie. Przepraszam Wimbledonie, bo nie wiem, czy ja w ogóle mogę to robić – mówiła ze śmiechem tenisistka.