Category: Uncategorized

  • Demolka Polki u progu półfinałów Wimbledonu. 62 minuty boju w upale

    Demolka Polki u progu półfinałów Wimbledonu. 62 minuty boju w upale

    Nieco ponad dwa tygodnie temu Martyna Kubka była przez kilka dni w Londynie – czekała, aż kilka zawodniczek mających grać w kwalifikacjach Wimbledonu z różnych powodów zrezygnuje z tego przywileju. I kilka zrezygnowało, ale o jedną za mało, by ona otrzymała szansę na debiut w tego typu zmaganiach. Wyjechała z Anglii, ale z perspektywą gry właśnie na tym poziomie – i to już wkrótce.

    27 lipca zamkną się zgłoszenia do kwalifikacji ostatniego w tym roku Wielkiego Szlema – właśnie na bazie rankingu z tego dnia. Aby mieć gwarancję gry w Nowym Jorku, trzeba zajmować miejsce w okolicach 215, choć przy dobrych wiatrach to i nawet 230. lokata daje to prawo. Wszystko zależy od wycofań zawodniczek z głównej drabinki oraz eliminacji, możliwości korzystania z “zamrożonych rankingów” dla graczy wracających.

    Na dziś Kubka w klasyfikacji “na żywo” jest 221., ale punkty wywalczone w Don Benito zostaną dopisane jej dopiero 20 lipca. Musi pamiętać, że tego dnia straci jeszcze zeszłoroczną zdobycz za półfinał turnieju w Monastyrze, też rangi W35.

    Martyna Kubka na drodze do kwalifikacji US Open. Ćwierćfinał reprezentantki Polski w Hiszpanii

    Turniej w Don Benito jest pierwszym dla Martyny od czasu powrotu z Londynu. W Hiszpanii rywalizacja odbywa się w sięgającym 35 stopni upale, mecz rozstawionej z “1” 25-latki został wyznaczony jako pierwszy. A jej rywalką była Brytyjka Georgina Hays, dla której już sam awans do tego etapu był olbrzymim osiągnięciem. I to dało się zauważyć na korcie.

    Przewaga Kubki była przygniatająca, pierwszą partię mogła spokojnie wygrać 6:0. Prowadziła bowiem już 5:0 i 30-0, później miała setbola przy podaniu rywalki. I dwa razy wyrzuciła forhend w aut.
    Tenisistka w niebieskim stroju wykonuje forehend na korcie podczas meczu tenisowego, skoncentrowana na poruszającej się piłce.

    Martyna KubkaFoto Olimpik/Nur PhotoAFP

    Hays wygrała tego gema, podobnie zaczęła drugiego seta. I na tym jej zdobycze się zakończyły, choć miała pod koniec meczu dwa break pointy przy serwisie Polki. Podobnie jednak jak w trzecim gemie pierwszej partii, Kubka znów je obroniła. I wygrała całe spotkanie 6:1, 6:1.

    W piątek Zielonogórzanka zagra z Włoszką Anastasią Bertacchi. Jeśli wygra, nadrobi już to, co zostanie jej odpisane za zeszłoroczny Monastyr. W półfinale mogą zacząć się schody – tam Polka powinna zmierzyć się z Valentiną Ryser. Szwajcarka w tym roku pokonała już Darię Snigur, a w poprzednim rozbiła właśnie na kortach dywanowych Maję Chwalińską (6:0, 6:2), wygrała też z Alexandrą Ealą.

    W dolnej części drabinki do ćwierćfinału awansowała również Zuzanna Pawlikowska. O półfinał będzie rywalizować z 28-letnią Viktórią Hrunčákovą, w przeszłości zawodniczką z TOP 50 rankingu WTA.
    Tenisistka w białym topie i czerwonej spódniczce wykonuje dynamiczny ruch rakietą podczas meczu, widoczne skupienie na twarzy, piłka tenisowa w ruchu, puste trybuny w tle.

    Martyna KubkaTomasz Jastrzębowski/Foto Olimpik/REPORTERReporter
    Tenisistka w sportowym stroju odbija piłkę rakietą podczas meczu na korcie, w tle widoczna niebieska ściana z napisem turnieju US Open.

    Zuzanna PawlikowskaWojciech KubikEast News

    Liga Narodów siatkarek. Najlepsze bloki w meczu USA – Polska.

  • Powrót pogromczyni Chwalińskiej. 85 minut walki z półfinalistką trzech Wielkich Szlemów

    Powrót pogromczyni Chwalińskiej. 85 minut walki z półfinalistką trzech Wielkich Szlemów

    Maja Chwalińska zakończyła zmagania na tegorocznym Wimbledonie już na etapie pierwszej rundy. Polka przegrała nie tylko z rywalką (Mananchayą Sawangkaew), ale i z kontuzją. Tenisistka z Tajlandii dotarła aż do trzeciej rundy, a teraz przeniosła się za ocean, gdzie zmierzyła się z półfinalistką trzech turniejów wielkoszlemowych.
    Maja Chwalińska i Mananchaya Sawangkaew

    Zmora Chwalińskiej powróciła. Dwa sety w walce o drugą rundę w NewportKentaro Tominaga / Yomiuri / The Yomiuri Shimbun via AFP / Kirill KUDRYAVTSEV / AFPAFP

    Maja Chwalińska ma za sobą naprawdę zwariowane tygodnie. 24-latka w Roland Garros dotarła do finału, w którym uległa Mirze Andriejewej. Był to dla niej zdecydowanie największy sukces w dotychczasowej karierze, który wywindował ją na 21. miejsce w rankingu WTA i otworzył nowe, lepsze możliwości.

    Pogromczyni Chwalińskiej dotarła do 3. rundy Wimbledonu

    Polka po turnieju w Paryżu odpoczywała, a następnie udała się na Wimbledon. Pierwotnie miała wystąpić w eliminacjach, ale otrzymała od organizatorów dziką kartę do turnieju głównego. Jej rywalką w 1. rundzie była Mananchaya Sawangkaew (164. WTA). Chwalińska pierwszego seta wygrała 6:2, a w drugim prowadziła 5:2 i miała piłkę meczową. Wówczas doszło do niefortunnej sytuacji, która zmieniła oblicze meczu. Nasza reprezentantka się poślizgnęła i nabawiła kontuzji. Tajka wygrała drugiego seta 7:5, a w trzeciej partii triumfowała 6:2 i mogła cieszyć się z awansu do kolejnej rundy wielkoszlemowego turnieju w Londynie.

    Tenisistka z Tajlandii wyeliminowała w następnej rundzie Alycię Parks (7:5, 6:0), a jej przygoda z londyńskimi kortami skończyła się na kolejnej przeszkodzie. Lepsza okazała się od niej Karolina Muchova (6:2, 7:6), która w piątek powalczy z Coco Gauff o awans do finału.

    Powrót zmory Chwalińskiej. Pewne zwycięstwo ze świetną deblistką

    Sawangkaew z Londynu udała się do Newport, gdzie na trawie rozgrywany jest turniej WTA 125. Tajka jest rozstawiona z numerem “6”. W pierwszej rundzie jej rywalką była Caroline Dolehide (214. WTA), która jest zdecydowanie lepszą deblistką niż singlistką. Amerykanka docierała do półfinałów Roland Garros (2024), Wimbledonu (2021, 2023, 2024) i US Open (2019, 2022). Zresztą dwa lata temu była sklasyfikowana na dziewiątym miejscu w rankingu deblistek.

    Sawangkaew bardzo dobrze serwowała i to było kluczem do zwycięstwa nad Amerykanką 6:3, 6:4. W całym meczu miała dwa zawahania przy własnym podaniu, ale bardziej chwiejna była Dolehide. Tym samym po 85 minutach Tajka mogła cieszyć się z awansu do drugiej rundy, gdzie jej rywalką będzie Lea Ma (299. WTA), która w Newport występuje z dziką kartą.
    Tenisistka w jasnożółtym topie i czarnej spódniczce w trakcie meczu na korcie, trzymająca rakietę tenisową i wykonująca gest ręką.

    Maja ChwalińskaALAIN JOCARDAFP
    Uśmiechnięta tenisistka w żółtej koszulce z logotypami sponsorów trzyma rękę na czole, wyrażając radość lub ulgę po zakończeniu meczu.

    Maja Chwalińska Zabulon Laurent/ABACAEast News
    Tenisistka w białym stroju z koncentracją odbija piłkę rakietą podczas meczu.

    Mananchaya SawangkaewKIRILL KUDRYAVTSEV AFP

    Kostyuk zatańczyła balet na Centre Court. Paolini była bezradna

  • Demolka w polskim meczu o półfinał. 69 minut rywalizacji w Londynie

    Demolka w polskim meczu o półfinał. 69 minut rywalizacji w Londynie

    Jasmine Paolini to jedyna tenisistka w całym tourze, która w trzech ostatnich edycjach Wimbledonu dwukrotnie znalazła się w najlepszej ósemce. Dwa lata temu wystąpiła w wielkim finale, przegrała jednak trzysetową batalię z Barborą Krejcikovą. Jeszcze w poprzednim sezonie miała świetny domowy turniej w Rzymie – podwójną wygraną, tak w singlu i deblu. Ten 1000 punktów trzymał ją wysoko w rankingu, w pierwszej dziesiątce.

    A gdy te punkty zostały już odpisane, Włoszka wypadła ze ścisłej elity. I niewiele wskazywało, że w Londynie dojdzie do jakiegoś przełomu. Sama mówiła, że potrzebowała krótkiej przerwy, by znów znaleźć przyjemność z gry w tenisa.

    Inaczej wyglądała sytuacja Kostiuk – niegdyś świetnej juniorki, która jako… 14-latka wygrała Australian Open. Tyle że w profesjonalnych zmaganiach nie potrafiła przebić pewnej granicy, miejsce w trzeciej dziesiątce świata było tym szczytem.

    Zmiany zaczęły pojawiać się, gdy efekty dała jej współpraca z Sandrą Zaniewską – polską trenerką, byłą zawodniczką. A teraz widać je już w pełnej krasie – Marta triumfowała w WTA 1000 w Madrycie, w Paryżu była w półfinale, teraz błyszczy w Londynie. Przełomem było tu spotkanie z Emmą Navarro w 1/16 finału – z Amerykanką miała dotąd bilans 0:4. A Navarro potrafiła zaskoczyć Igę Świątek w Bad Homburg. Zwycięstwo 6:1 w trzecim secie było dla Ukrainki tą właśnie kluczową chwilą. Pokazało, że coraz lepsze slajsy i znakomity forhend mogą dawać gigantyczną przewagę na trawie.
    Tenisistka w białym stroju z zaciśniętą pięścią okazuje emocje po udanym zagraniu na korcie.

    Jasmine PaoliniDaniel HamburyPAP/EPA

    Wimbledon 2026. Marta Kostiuk kontra Jasmine Paolini w ćwierćfinale Wimbledonu

    Organizatorzy na stronie internetowej turnieju pokazali moment, w którym obie zawodniczki szykują się do wyjścia na kort centralny. Obie uśmiechnięte, pulsujące energią. Mimo ogromnego upału.

    Dość szybko okazało się, że dominacja jednej ze stron będzie jednak tym razem znacząca. Paolini może i wygrała dwie ostatnie potyczki z Kostiuk, ale miało to miejsce wtedy, gdy ona była w peaku swojej formy.

    Po czterech gemach było jeszcze 2:2, w piątym gemie pojawił się już jednak pierwszy break point dla Ukrainki. Kostiuk atakowała każdy drugi serwis Włoszki, wręcz obchodziła go na forhend, gdy tylko pojawiała się taka okazja. A to wywoływało dodatkową presję na rywalkę, która uważniej musiała wprowadzać piłkę pierwszym podaniem. Albo ryzykować drugim.
    Marta Kostiuk

    Marta KostiukDaniel HamburyPAP/EPA

    Przy tej pierwszej szansie Paolini się jeszcze obroniła, za chwilę jednak pojawiła się druga. I tu Kostiuk zaatakowała już forhendem, swoją największą bronią. Odskoczyła na 3:2, ze spokojem wygrała już tę partię. Skończyło się na 6:3, ale miała też okazje do przełamania w siódmym gemie. Pewnie wtedy byłoby 6:2.

    Kostiuk fenomenalnie weszła też w drugiego seta. Jeśli nie popełniała podwójnych błędów, to Włoszka nie była w stanie utrzymać się w wymianach. W czwartym gemie doszło w końcu do przełamania, Jasmine była już bezradna. Najpierw trafiła w połowę siatki, za chwilę wyrzuciła piłkę o dobre 40-50 cm w aut.

    Ta dominacja trwała już do końca spotkania. Kostiuk pierwszy raz w karierze grała na Central Court, sama później przyznała, że była tu dziewięć lat temu, jako dziewczynka. Ale na widowni, bo oglądała mecz Rogera Federera. A wczoraj przyprowadziła ją tu na spacer Sandra Zaniewska – by obejrzała tę piękną arenę.

    Teraz tysiące kibiców oklaskiwało jej zabójczy forhend, po 68 minutach pojawiła się pierwsza piłka meczowa. A po kolejnych kilkudziesięciu sekundach nastąpił koniec.

    Kostiuk wygrała 6:3, 6:2. Ona wyrzuciła ręce w górę, na trybunach cieszyła się Sandra Zaniewska. Polka wykonała fantastyczną pracę z zawodniczką, która zawsze miała predyspozycje do tego, by być w elicie. A teraz w niej już jest.

    O finał 24-letnia Ukrainka zagra w czwartek z młodszą od siebie Lindą Noskovą. Ta, która wygra, zadebiutuje w poniedziałek w TOP 10 rankingu WTA.
    kobieta w sportowym stroju z opaską na głowie zaciska pięść i wyraża silne emocje, stojąc na korcie tenisowym

    Marta KostiukOSCAR DEL POZOAFP
    Zawodniczka tenisa ubrana w niebieską koszulkę unosi zaciśniętą pięść w geście triumfu, wyrażając radość i determinację po udanym zagraniu. Jasna opaska na nadgarstku z widocznym logo marki.

    Jasmine PaoliniJULIEN DE ROSAAFP

    Julita Piasecka – najlepsze akcje meczu Polska – Turcja.

  • 6:1 otworzyło mecz Polki ze światową “3”. Godzina gry o półfinał Wimbledonu

    6:1 otworzyło mecz Polki ze światową “3”. Godzina gry o półfinał Wimbledonu

    Tegoroczny Wimbledon okazał się najlepszym w karierze Katarzyny Piter. W wieku 35 lat nasza reprezentantka awansowała do swojego pierwszego wielkoszlemowego ćwierćfinału. Dokonała tej sztuki w duecie z Czeszką Anną Siskovą. Obie świetnie uzupełniały się na korcie. Dziś obie tenisistki czekał bardzo poważny test. Po drugiej stronie siatki zameldowała się m.in. światowa “3” w deblowym rankingu WTA. Po 59 minutach to rywalki cieszyły się ze zwycięstwa 6:1, 6:2. Oto co wydarzyło się w Londynie.
    Katarzyna Piter rywalizowała o awans do półfinału Wimbledonu 2026 w grze podwójnej

    Katarzyna Piter rywalizowała o awans do półfinału Wimbledonu 2026 w grze podwójnejGodfrey PittNewspix.pl

    Do momentu rozpoczęcia tegorocznego Wimbledonu, Katarzyna Piter nie miała ani jednego zwycięstwa podczas wielkoszlemowych zmagań w Londynie. W tym sezonie udało się przerwać tę negatywną passę, z pomocą Anny Siskovej. Polka oraz Czeszka nie poprzestały na jednej wygranej. W drugiej rundzie pokonały duet Jesika Maleckova/Miriam Skoch po super tie-breaku w trzecim secie, a wczoraj awansowały do ćwierćfinału, wygrywając z parą Linda Noskova/Rebecca Sramkova bez straty partii.

    W ten oto sposób Piter, w wieku 35 lat, zameldowała się w swoim pierwszym wielkoszlemowym ćwierćfinale w karierze. Katarzyna oraz Anna nie miały zbyt dużo czasu na odpoczynek i ochłonięcie po wczorajszej batalii, bowiem już dziś musiały stanąć do walki o awans do najlepszej “4” duetów tegorocznego Wimbledonu. Zadanie było niezwykle trudne, bowiem po drugiej stronie siatki znajdowała się światowa “3” – Gabriela Dabrowski. Tenisistka posiadająca polskie korzenie, ale występująca dla Kanady, otrzymała numer dwa w drabince razem z Luisą Stefani.

    Wimbledon: Katarzyna Piter rywalizowała o awans do półfinału debla

    Mecz rozpoczął doskonale z perspektywy Dabrowski i Stefani. Turniejowa “2” bardzo pewnie utrzymywały własne podania, przez co mogły wywierać ogromną presję na returnie. W drugim gemie nie poradziła sobie Siskova, a dwa rozdania później z problemami musiała się zmierzyć Piter. Po podwójnym błędzie serwisowym Polki pojawiły się dwa break pointy na 4:0 dla rywalek. Ostatecznie Katarzyna wyszła z opresji i zdobyła premierowe “oczko” dla swojego teamu, ale kilka minut później podwójny błąd serwisowy Anny sprawił, że zrobiło się 5:1 dla przeciwniczek. Po chwili Gabriela oraz Luisa zapewniły sobie triumf 6:1 w premierowej odsłonie.

    Drugą część spotkania otwierała Piter. Zamiana kolejności serwowania nie pomogła jednak polsko-czeskiemu duetowi. Już na “dzień dobry” doszło do przełamania podania Polki. W następnych minutach duże kłopoty miała także Siskova. Ostatecznie Anna zachowała serwis, broniąc po drodze dwóch break pointów. Dzięki temu team naszej reprezentantki posiadał ciągle kontakt z przeciwniczkami. Dabrowski i Stefani kontrolowały jednak wydarzenia na korcie. W siódmym gemie znów pogubiła się Czeszka. Po podwójnym błędzie serwisowym Siskovej, rywalki mogły zamykać spotkanie. Już po 59 minutach gry Gabriela i Luisa mogły się cieszyć ze zwycięstwa 6:1, 6:2.

    Główne zmagania w Londynie potrwają do 12 lipca. Najważniejsze informacje dotyczące Wimbledonu można śledzić za pomocą specjalnej zakładki na stronie Interia Sport.
    Katarzyna Pite

    Katarzyna PiterOWEN HAMMONDAFP
    Gabriela Dabrowski

    Gabriela DabrowskiArtur Widak / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP
    Dwie tenisistki w ciemnych strojach sportowych stoją obok siebie na korcie, jedna trzyma piłkę tenisową przy ustach, druga zasłania usta dłonią, obie koncentrują się przed kolejną akcją.

    Luisa Stefani (z lewej) i Timea BabosGAO JING/XINHUAAFP

    Najlepsze akcje dnia w meczach o półfinał Wimbledonu.

  • Nazwisko Chwalińskiej skreślone. Ważą się losy. Sztab Polki ogłasza

    Nazwisko Chwalińskiej skreślone. Ważą się losy. Sztab Polki ogłasza

    Maja Chwalińska opuściła Wimbledon z poczuciem rozczarowania i kontuzją, która wpływa na jej dalszej plany. Wiemy już, że polska tenisistka w ramach londyńskich reperkusji opuści turniej WTA 250 w Jassach. Jej nazwisko zostało już nawet skreślone z listy uczestniczek. Jakie jednak będą dalsze plany 24-latki? Najnowsze wieści w tej sprawie przedstawił w rozmowie z TVP Sport reprezentant jej sztabu – menadżer Piotr Szczypka. Jak się okazuje, wciąż ważą się losy naszej finalistki Rolanda Garrosa.

    Na zdjęciu Maja Chwalińska oraz jej menadżer Piotr SzczypkaTomasz Jastrzebowski/REPORTER / TOMASZ BARANSKI/REPORTERReporter

    Nie tak miał wyglądać ostatni czas dla Mai Chwalińskiej. Po wielkim sukcesie, jakim był finał Rolanda Garrosa, 24-latka udała się na Wimbledon w aurze rozbudzonych oczekiwań i przede wszystkim wsparcia płynącego ze strony polskich kibiców.

    Wrócił temat Chwalińskiej na Wimbledonie. Popełniła błąd? Jest reakcja

    Obdarowana “dziką kartą” Polka w meczu pierwszej rundy Mananchayą Sawangkae spisywała się koncertowo, prezentując cały wachlarz swoich zalet. W zasadzie wygraną miała już na tacy, ale w kluczowym momencie, przy piłce meczowej, nabawiła się kontuzji. Walczyła wprawdzie do końca, ale ostatecznie musiała uznać wyższość rywalki, przegrywając 6:2, 5:7, 2:6.

    Kiedy Maja Chwalińska wróci do gry? Jej menadżer zabrał głos

    Po powrocie Mai Chwalińskiej do kraju pojawiło się pytanie, jak zdrowotne reperkusje wpłyną na jej najbliższe plany. Pierwszą część odpowiedzi zdążyliśmy już poznać. Nazwisko 21. rakiety świata zostało bowiem skreślone z listy uczestniczek imprezy WTA 250 w Jassach, gdzie przed rokiem nasza zawodniczka dotarła do 1/8 finału.

    Kiedy i gdzie możemy się więc spodziewać powrotu Mai Chwalińskiej na kort? Głos w tej sprawie zabrał na łamach portalu Sport.tvp.pl jej menadżer Piotr Szczypka. Jak wynika z jego wypowiedzi, nie wszystko jest jeszcze jasne i wciąż ważą się najbliższe losy 24-latki.

    W Jassach nie gra, co do Hamburga, to jeszcze nie wiadomo

    Zaznaczył przy tym, że pewne są występy Mai Chwalińskiej w Toronto, Cinncinati, Guadalajarze oraz na US Open.

    Turniej w Jassach rozgrywany będzie w dniach 13-19 lipca, z kolei rywalizacja w Kanadzie wystartuje 3 sierpnia. I być może właśnie wtedy Maja Chwalińska wróci na korty w cyklu WTA. Jeśli nie, dojdzie do tego w Cincinnati. Tamtejszy “tysięcznik” potrwa od 13 do 23 sierpnia.
    Młoda kobieta w zielonej sportowej kurtce trzyma bukiet kolorowych kwiatów, w tle liczni fotografowie i reporterzy z aparatami.

    Maja ChwalińskaAnita WalczewskaEast News
    Kobieta uderzająca piłkę tenisową rakietą podczas meczu na korcie

    Maja ChwalińskaJULIEN DE ROSAAFP

    Maja Chwalińska: Trzeba to zaakceptować.

  • Niewiarygodne, czego dokonał Djoković. Wimbledon przekazuje. Historyczny wyczyn

    Niewiarygodne, czego dokonał Djoković. Wimbledon przekazuje. Historyczny wyczyn

    6:7 (10), 6:3, 3:6, 7:6(4), 7:6 (10:4) – takim wynikiem zakończyło się spotkanie Novaka Djokovicia z Felixem Auger-Aliassimem. Legendarny Serb pokonał Kanadyjczyka w ćwierćfinałowym meczu Wimbledonu, który trwał aż pięć godzin i piętnaście minut. W spotkaniu nie brakowało dramaturgii, zwrotów akcji, co widać po samym wyniku.

    Zaraz po zakończeniu pojedynku w mediach społecznościowych pojawiło się mnóstwo komentarzy ekspertów. Zareagował tez sam Djoković, dla którego był to najdłuższy bój w długiej historii występów na Wielkim Szlemie w Londynie.

    Fala reakcji po historycznym meczu Djokovicia na Wimbledonie

    “Mój najdłuższy mecz w Wimbledonie. Niezapomniana nocna zmiana” – czytamy we wpisie siedmiokrotnego mistrza Wimbledonu.

    – Niesamowite. Messi ma 39 lat i wciąż strzela gole. A ty wygrywasz po 5 godzinach i 15 minutach – usłyszał Djoković podczas pomeczowej konferencji prasowej. – Chciałbym grać 90 minut jak on, ale… – odpowiedział w swoim stylu.

    Nie mogło zabraknąć również reakcji samych organizatorów londyńskich zawodów. “55. półfinał Wielkiego Szlema. 15. na Wimbledonie. Novak Djoković pokonuje Felixa Auger-Aliassime’a w najdłuższym ćwierćfinale wszech czasów na Wimbledonie” – odnotowano.

    – To świetne, ale to po prostu kolejny półfinał dla mnie. Popatrzę na wszystkie te liczby i wszystko, kiedy zakończę karierę. Teraz to czysta robota. Muszę się jeszcze zregenerować, wciąż jestem w turnieju i za kilka dni zmierzę się z najlepszym graczem na świecie – a to już słowa Novaka Djokovocia prosto z kortu, tuż po ćwierćfinale.

    “Cyborg jakiś. Nadczłowiek” – określa go Dawid Żbik.

    “Novak Djoković będzie miał dwa pełne dni wolnego przed półfinałem z Jannikiem Sinnerem w piątek. To może się okazać kluczowe. Ponadto, półfinał zapowiada się na bardzo gorący, a to będzie mecz w ciągu dnia. Wiemy, że Sinner historycznie miał problemy w upale. To może być bitwa na wyniszczenie” – zapowiada jeden z profili kibicowskich Serba.

    “Novak Djoković jest jak ten letni romans, o którym wiesz, że wkrótce się skończy, ale nigdy nie chcesz, żeby się skończył. Ten romans, przy którym widzisz się na ławce w parku, z żalem licząc dni do końca i próbując wykorzystać każdą sekundę u jego boku. Wkrótce czas powie, że nadszedł moment, by rozstać się i się pożegnać. Prawdopodobnie na zawsze. Dlatego każda minuta na tej ławce będzie darem. Podczas gdy Nole kroczy ku wyjściu z kortu centralnego Wimbledonu, po epickiej walce trwającej ponad pięć godzin i z rakietą na ramieniu, życie mówi nam, że wkrótce będziemy musieli się pożegnać. Obiecamy sobie nie płakać. Życie wymyka nam się z rąk jak rtęć, ale ślad tego letniego romansu na zawsze wryje się ogniem w nasze serca, dowodząc, że każdy mecz Nole’a, na tym etapie, smakuje wiecznością i pożegnaniem. Oboje przeżyjemy tę chwilę z intensywnością tego, kto wie, że nie ma czasu do stracenia” – podsumował poetycko Jose Maron.
    Novak Djoković

    Novak DjokovićFAYEZ NURELDINEAFP
    Novak Djoković

    Novak DjokovićIZHAR KHANAFP
    Novak Djoković

    Novak DjokovićAFP

    Felix Auger-Aliassime – Novak Djoković. Skrót meczu.

  • Interwencja po Wimbledonie. Komunikat wprost do Świątek. Konsternacja

    Interwencja po Wimbledonie. Komunikat wprost do Świątek. Konsternacja

    Karolina Muchova, Coco Gauff, Marta Kostiuk, Jasmine Paolini, Linda Noskova oraz Elise Mertens – to zawodniczki, które pozostały w grze na tegorocznym Wimbledonie. To któraś z nich odbierze wielkoszlemowy tytuł Idze Świątek, po raz pierwszy w karierze triumfując na londyńskich kortach.

    Aż huczy ws. ręczników na Wimbledonie. Nagle padło nazwisko Świątek

    Wciąż nie milkną jednak i echa występu naszej zawodniczki, która pożegnała się z rywalizacją w III rundzie po porażce 6:7(9), 2:6 z Alexandrą Ealą.

    Wimbledon. Zwrot wprost do Igi Świątek: “Co się dzieje?”

    Do występu naszej tenisistki odniosła się w swoim podcaście słynna Rennae Stubbs. Zasiadająca w sztabie Sereny Williams była liderka rankingu deblistek zwróciła się przy tym bezpośrednio do Raszynianki.

    – Chciałbym zwrócić się do Igi. Nawet przy piłce setowej w pierwszym secie miała przed sobą całkowicie wolną przestrzeń na korcie na forhendzie, z którego jeszcze dwa czy trzy lata temu bez problemu zagrałaby zwycięskie uderzenie a tym razem chybiła o około 20 stóp, tracąc w ten sposób pierwszego seta, To właśnie w takich momentach zastanawiasz się: “Co się dzieje?”. Jak to możliwe, że jako jedna z najlepszych tenisistek ostatnich sześciu czy siedmiu lat tak fatalnie pudłujesz w tak ważnym momencie przeciwko tak niedoświadczonej zawodniczce jak Alex Eala? Właśnie w takich sytuacjach trzeba się skupić i nie pudłować. Wróćmy nawet do gry Sereny, kiedy przegrywała przy punkcie meczowym. Co ona robi? Potężny pierwszy serwis – przemówiła Australijka.

    Znaczący głos pod adresem sztabu Świątek. Była światowa jedynka doradza

    Rennae Stubbs zauważyła przy tym, że tak proste błędy świadczą o niezwykle trudnej sytuacji Igi Świątek, o którą niebawem trzeba będzie pytać jej sztab oraz samą 25-latkę. Zwłaszcza, że dalsza część sezonu w teorii nie zapowiada się jako łatwiejsza niż to, co już za polską tenisistką.

    – Fakt, że Iga nie potrafi nawet zagrać podstawowego forhendu na otwartym korcie w kluczowym momencie meczu, wskazuje mi, że w jej grze, jak i w samopoczucie na korcie, panuje ogromna niepewność. W przyszłości pojawi się wiele pytań, które trzeba będzie zadać jej i jej zespołowi, zwłaszcza że przechodzi na nawierzchnię, którą lubi, czyli twardą, ale nadal nie jest ona dla niej tak komfortowa jak mączka, a widzieliśmy, co się tam wydarzyło – zakończyła swój wywód 55-latka z Sydney.
    Zbliżenie twarzy sportowca w czapce z widocznym jednym okiem, w prawym górnym rogu okrągłe powiększenie prezentujące tę samą osobę trzymającą przy twarzy biały ręcznik.

    Iga Świątek Artur Widak / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP

    Najlepsze akcje dnia w meczach o półfinał Wimbledonu.

  • Aż huczy ws. ręczników na Wimbledonie. Nagle padło nazwisko Świątek

    Aż huczy ws. ręczników na Wimbledonie. Nagle padło nazwisko Świątek

    Iga Świątek z Wimbledonem pożegnała się już na etapie trzeciej rundy – uległa bowiem Alexandrze Eali 6:7(9), 2:6. Na kilka dni po eliminacji obrończyli tytułu brytyjskie media nieoczekiwanie wywołały polską zawodniczkę do tablicy. Poszło o… masową kradzież turniejowych ręczników.

    Jak donosi “The Sun”, tylko podczas pierwszego tygodnia zmagań na kortach All England Lawn Tennis and Croquet Club tenisiści przywłaszczyli sobie ponad 3 tys. ręczników. Jak podkreślili dziennikarze, trend ten nasilił się po ubiegłorocznym incydencie z Igą Świątek, która otwarcie przyznała, że “kradnie” turniejowe ręczniki na pamiątkę, aby następnie rozdać je rodzinie i znajomym.

    “Broniąca tytułu mistrzyni singla kobiet Iga Świątek regularnie pakowała je do swojej torby w zeszłym roku podczas marszu po zwycięstwo i stała się popularna po tym, jak zyskała przydomek ‘złodziejka ręczników’” – czytamy w artykule.

    Świątek i Sabalenka w domu. A Ostapenko zagra o tytuł w Wimbledonie

    Iga Świątek przyłapana na wykradaniu ręczników na Wimbledonie. Tak się tłumaczyła

    Iga Świątek w ubiegłym roku wywołała niemałe poruszenie, gdy podczas Wimbledonu przyłapana została na… wykradaniu turniejowych ręczników. Podczas pomeczowego wywiadu po pokonaniu Poliny Kudiermietowej w pierwszej rundzie Polka zapytana została o swoje zdobycze, co wprowadziło ją w wyraźne zakłopotanie.

    “To temat, o którym nikt nigdy nie mówi. Uwielbiamy nasze ręczniki. Za każdym razem, gdy wracam ze szlema, myślę, że mam około dziesięciu przyjaciół i dziesięciu członków rodziny, którzy chcą ręczników. Przepraszam Wimbledon. Nie wiem, czy powinnam to robić” – przyznała była liderka światowego rankingu kobiecego tenisa z wyraźnym rozbawieniem.

    W tym roku jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem zmagań dziennikarze postanowili zapytać sześciokrotną mistrzynię wielkoszlemową, czy zamierza kontynuować “kradzież” ręczników. Polka postawiła na szczerość.

    “Cóż, zacznijmy od faktu, że nie mam już żadnych ręczników z zeszłego roku. Wszyscy, moi przyjaciele, moja rodzina, chcieli je mieć. Przekazałam je również na cele charytatywne, bo ta sprawa stała się oczywiście wiralem. Więc chyba powinnam “ukraść” jeszcze więcej. I tak, będę to kontynuować, bo to najlepsza pamiątka, jaką można zdobyć z turnieju” – odpowiedziała.

    Znaczący głos pod adresem sztabu Świątek. Była światowa jedynka doradza
    Tenisistka w białym stroju sportowym z uniesioną rakietą oraz zacisniętą pięścią wyrażającą radość i triumf. Na twarzy szeroki uśmiech, na głowie sportowa czapka, w tle rozmyte trybuny.

    Iga ŚwiątekKIRSTY WIGGLESWORTHEast News
    Kobieta w białej czapce z daszkiem i białym stroju sportowym, skupiona, patrzy przed siebie w naturalnym świetle.

    Iga Świątek, WimbledonHenry NichollsAFP
    Tenisistka w białym stroju i czapce z daszkiem okazuje silne emocje podczas meczu, trzymając rakietę tenisową.

    Iga ŚwiątekHenry NichollsEast News

    Coco Gauff – Jessica Pegula. Skrót meczu.

  • Pokonała Sabalenkę, nadszedł czas na Muchovą. 100 minut gry Osaki na oczach Wiktorowskiego

    Pokonała Sabalenkę, nadszedł czas na Muchovą. 100 minut gry Osaki na oczach Wiktorowskiego

    W niedzielę Naomi Osaka zrewanżowała się Arynie Sabalence za wszystkie przegrane bezpośrednie spotkania w sezonie 2026. Japonka doskonale serwowała, ani razu nie straciła serwisu i pokonała liderkę rankingu WTA 6:2, 7:6(2). Po meczu została zapytana, co się zmieniło, że nagle zaczęła odnosić takie dobre wyniki na trawie. Czterokrotna mistrzyni imprez wielkoszlemowych jednoznacznie wskazała na siedzącego w jej boksie Tomasza Wiktorowskiego. W ten sposób doceniła polskiego trenera, który poprowadził ją do pierwszego ćwierćfinału Wimbledonu.

    Osaka nie chciała na tym poprzestać. Dzisiaj ponownie stanęła do walki, tym razem o awans do najlepszej “4”. Po drugiej stronie siatki znalazła się Karolina Muchova. Japonka miała do wyrównania pewien rachunek z Czeszką. 27 czerwca panie spotkały się w finale WTA 500 w Bad Homburg. Wówczas Naomi skreczowała przy stanie 6:1, 1:0 dla rywalki. Na szczęście problem zdrowotny nie okazał się poważny i dzięki temu zawodniczka z Azji była gotowa do rywalizacji w Londynie. We wtorek chciała sobie powetować wydarzenia z Niemiec.

    Wimbledon: Naomi Osaka kontra Karolina Muchova w ćwierćfinale

    Mecz rozpoczął się nietypowo – od festiwalu breaków. Najpierw doszło do przełamania na korzyść Muchovej, potem serwisu nie utrzymała Osaka. W trzecim gemie Karolina prowadziła 30-15, a mimo to znów dała sobie odebrać podanie. Niekorzystna seria zaczęła się od podwójnego błędu. Przy break poincie zobaczyliśmy doskonałe minięcie w wykonaniu Naomi. Po zmianie stron Japonka posiadała piłkę na 3:1, ale nie zdołała potwierdzić przewagi. Dopiero Czeszka jako pierwsza przypilnowała własnego podania – podczas piątego rozdania.

    Muchova chciała podtrzymać kapitalną passę na returnie, była okazja na 4:2. Od tamtej pory Osaka uruchomiła serwis i wyszła z opresji, doprowadzając do remisu. W kolejnych minutach panie złapały lepszy rytm, pewnie pilnowały swoich podań. Ciekawiej zrobiło się w jedenastym gemie. Wówczas, po podwójnym błędzie serwisowym Karoliny, pojawił się break point na 6:5 dla Naomi. Ostatecznie o losach partii zdecydował dopiero tie-break. Decydująca rozgrywka od początku toczyła się po myśli Czeszki. Już przy stanie 6-2 miała pierwsze setbole. Japonka odrobiła część strat, ale przy trzeciej szansie Muchova dopięła swego, zapisując na swoim koncie wynik 7:6(4).

    Pierwsze dwa gemy kolejnej części pojedynku przebiegły bez większej historii. Ciekawiej zrobiło się w trakcie trzeciego rozdania. Panie stoczyły długą walkę na przewagi, był nawet break point dla Muchovej. Ostatecznie Osaka utrzymała podanie i wciąż mogła kontrolować sytuację w drugiej odsłonie. Czeszka znajdowała jednak skuteczne odpowiedzi i w trakcie dziewiątego rozdania doczekała się swojego wielkiego momentu. Naomi rozegrała gem pełen skrajnych emocji – asy przeplatała podwójnymi błędami serwisowymi.

    Przy drugim break poincie Japonka zagrała piłkę drajw wolejem, czyli prosto z powietrza i zupełnie nie trafiła w pole wyznaczone do gry pojedynczej. Po zmianie stron Karolina w doskonałym stylu przypieczętowała awans do najlepszej “4”. Pojawiły się asy, utrzymała podanie bez straty punktu. Ostatecznie Muchova triumfowała w starciu z podopieczną Tomasza Wiktorowskiego 7:6(4), 6:4 po 100 minutach walki. O finał Wimbledonu Czeszka powalczy w czwartek z Coco Gauff.

    Główne zmagania w Londynie potrwają do 12 lipca. Najważniejsze informacje dotyczące Wimbledonu można śledzić za pomocą specjalnej zakładki na stronie Interia Sport.
    Dwoje ludzi ubranych w sportowe koszulki stoi obok siebie na tle niebieskiego boiska tenisowego, kobieta po lewej stronie ma na koszulce nadrukowane piłki tenisowe, mężczyzna po prawej stronie nosi okulary przeciwsłoneczne i czarną koszulkę z kolorowym…

    Naomi Osaka i Tomasz WiktorowskiWojciech KubikEast News
    Tenisistka w pomarańczowym stroju sportowym i opasce na głowie, trzymająca rakietę tenisową, z wyrazem determinacji na twarzy, na tle jasnego kortu tenisowego.

    Karolina MuchovaNoushad Thekkayil / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP
    Kobieta w sportowym stroju koncentruje się na odbiciu nadlatującej piłki tenisowej, trzymając mocno rakietę obiema rękami.

    Coco GauffTIZIANA FABI AFP

    James Blake: Hurkacz na twardych kortach może być jeszcze lepszy.

  • Ostapenko grała o finał Wimbledonu. 16 asów, dwa na sam koniec meczu

    Ostapenko grała o finał Wimbledonu. 16 asów, dwa na sam koniec meczu

    Jelena Ostapenko nie ma dziś sportowej klasy Aryny Sabalenki, Igi Świątek czy Jeleny Rybakiny, ale z każdą z nich jest w stanie wygrać. Trudno o bardziej nieobliczalną zawodniczkę w TOP 50 rankingu WTA, co pokazał choćby poprzedni sezon. A w nim cała seria porażek z tenisistkami z drugiej czy trzeciej setki, ale też tytuł w Stuttgarcie, po ograniu Świątek i Sabalenki, czy też finał w Dosze.

    Ten rok jest nieco inny. O tyle, że mniej w nim tak sporych spadek, jak w tamtym sezonie, ale też i mniej podobnych sukcesów. Półfinał w Dosze, ćwierćfinał w Rzymie – to te w największych imprezach, rangi 1000. W Szlemach była zaś co najwyżej trzecia runda – teraz w Londynie.

    Słabsze były też wyniki w deblu, Ostapenko spadnie w najbliższym notowaniu rankingu gry podwójnej z 10. miejsca na koniec drugiej dziesiątki. Może dlatego zdecydowała się wrócić do gry mieszanej. Zgłosiła się do turnieju z Marcelo Arevalo – 35-latkiem z Salwadoru, czołowym deblistą świata. Zostali rozstawieni z “2”, więc miejsce w finale nie powinno dziwić. Ale w przypadku Jeleny nigdy nic do końca nie wiadomo.

    Wimbledon 2026. Jelena Ostapenko w półfinale Wimbledonu. Wspólnie z Marcelo Arevalo

    Dla duetu Ostapenko/Arevalo było to już czwarte spotkanie, zarazem kolejne dzień po dniu. To wczorajsze z parą Laura Siegemund/Edouard Roger-Vasselin dostarczyło emocji w samej końcówce, a wrzało po jego zakończeniu. Niemka nie podała ręki Łotyszce, obie od dawna mają na pieńku.

    W półfinale po drugiej stronie siatki znaleźli się: Shuai Zhang – Christian Harrison, nr 3 w drabince. Amerykanina polscy kibice mogą pamiętać z boju o finał United Cup, gdy wspólnie z Coco Gauff mierzył się z parą Katarzyna Kawa/Jan Zieliński. I to polski duet wygrał.

    Pierwszy set toczyła się niemal do samego końca przy potężnej dominacji serwisu. Z jednym wyjątkiem, gdy w piątym gemie kłopoty serwisowe dopadły Arevalo. Do przełamania jednak nie doszło. Nastąpiło ono w ósmym gemie, gdy piłkę do gry wprowadzała Chinka. A za chwilę zawodnik z Salwadoru wyserwował stan 6:3.

    Po drugiej partii był już jednak remis, choć duet Zhang/Harrison mógł to rozstrzygnąć trochę wcześniej. Miał przewagę breaka, gdy jednak serwis zawiódł Jelenę. I to Ostapenko została po raz drugi przełamana – w gemie, który miał dać jej i Arevalo tie-breaka.
    Dwoje tenisistów w białych strojach obejmuje się przy siatce, trzymając w dłoniach rakiety do tenisa.

    Radość Jeleny Ostapenko i Marcelo Arevaloscreen za Polsatem Sportmateriał zewnętrzny

    O finale decydował więc trzeci set – w nim do stanu 3:3 wszystko rozgrywało się zgodnie z planem. A później przełamana została Shuai Zhang. Choć większą winę ponosi tu Harrison, któy przy stanie 0-15 wolejem spod samej siatki trafił w tę siatki. Mimo że Arevalo i Ostapenko pogubili się na linii końcowej. Za moment w opałach znalazła się Łotyszka, znów zaliczyła podwójny błąd, pojawiły się trzy break pointy na 4:4. Do przełamania nie doszło. A na końcu błysnął zawodnik z Salwadoru. Dwa jego asy zakończyły to spotkanie – 6:3, 5:7, 6:4 – to końcowy wynik po równych 120 minutach. 16 asów też zrobiło swoje.

    W finale rywalem Łotyszki i Salwadorczyka będą Austrlijczycy: Storm Hunter i Marc Polmans.
    Kobieta w sportowym stroju z zaplecionym warkoczem unosi dłoń, wykonując gest sugerujący mierzenie odległości lub pokazanie wysokości, skupiona mina wskazuje na koncentrację podczas meczu.

    Jelena Ostapenko Noushad Thekkayil/NurPhoto AFP
    Shuai Zhang

    Shuai ZhangAFP

    Coco Gauff – Jessica Pegula. Skrót meczu.