Category: Uncategorized

  • Rosjanka ledwo rozwiodła się z Rybusem, a tu takie wieści. Musiała się pochwalić

    Rosjanka ledwo rozwiodła się z Rybusem, a tu takie wieści. Musiała się pochwalić

    Lana Bajmatowa nie tak dawno rozwiodła się z Maciejem Rybusem, jednak po zakończeniu małżeństwa wcale nie miała zamiaru rozpaczać. Rosjanka korzysta z życia jako singielka, a teraz odnalazła nową pasję. Wszystkim pochwaliła się za pośrednictwem mediów społecznościowych.
    Młoda kobieta pozująca na tle (more…)

  • 1 miliard kontaktów. Zaskakujący komunikat ws. Tomasiaka. 207 mln zł

    1 miliard kontaktów. Zaskakujący komunikat ws. Tomasiaka. 207 mln zł

    Z utalentowanego nastolatka do sportowego bohatera Polski – taką drogę przebył w ostatnich dniach Kacper Tomasiak, który po wywalczeniu trzech medali olimpijskich bije rekordy popularności. Komunikat mówiący o jej skali wydał Instytut Monitorowania Mediów obrazując w liczbach zjawisko istnej “Tomasiakomanii”. Doskonale widać to po mediach, także tych społecznościowych. Wartość ekwiwalentu reklamowego wygenerowana przez postać 19-latka wyniosła 207 mln zł. A to wcale nie koniec.
    Sportowiec w stroju do skoków narciarskich podczas zawodów na śniegu, w tle rozmyta postać oraz baner z napisem. Zaśnieżona sceneria podkreśla zimowe warunki.

    Kacper Tomasiak podczas zimowych igrzysk olimpijskich Grzegorz Momot PAP

    Z występami Kacpra Tomasiaka na igrzyskach olimpijskich mogliśmy wiązać pewne nadzieje, zwłaszcza po jego pierwszych próbach treningowych na skoczni normalnej. To, czego dokonał na skoczniach kompleksu Trampolino Dal Ben w Predazzo, przerosło jednak wszelkie oczekiwania kibiców, jak i samego zainteresowanego.

    19-latek, który nigdy wcześniej nie stał na podium w zawodach Pucharu Świata, wrócił z Włoch z trzema medalami – 2 srebrnymi i 1 brązowym, stając się tym samym bohaterem całej sportowej Polski. Od czasu pierwszego sukcesu na igrzyskach jesteśmy świadkami ogromnego wzrostu popularności Kacpra Tomasiaka. Jego “medalowy hat-trick” na stałe zapisze się w historii naszego sportu. A jego życie naszego utalentowanego 19-latka już nigdy nie będzie takie samo.

    – Tomasiak wkroczył do powszechnej świadomości Polaków z przytupem i impetem. Objawił się dosłownie dwa miesiące temu, a teraz praktycznie z marszu zdobył trzy medale igrzysk olimpijskich. To było nokautujące uderzenie, które bardzo silnie zostaje w świadomości i radykalnie zwiększa jego rozpoznawalność oraz znajomość, zarówno wspomaganą, jak i spontaniczną – powiedział ostatnio w rozmowie z serwisem WP Sportowe Fakty ekspert w zakresie marketingu sportowego – Grzegorz Kita, prezes Sport Management Polska.

    Ogromny skok popularności odnotował także Instytut Monitorowania Mediów. Co więcej, ujął zjawisko “Tomasiakomanii” w liczbach, które w wydatny sposób działają na wyobraźnię.

    Skoki narciarskie. Kacper Tomasiak wywołał “tsunami”. Kwota mówi sama za siebie

    Instytut Monitorowania Mediów poruszając temat Kacpra Tomasiaka pisze wprost o “tsunami”, które wywołał w polskich mediach.

    Z analizy Instytutu Monitorowania Mediów wynika, że skoczek wygenerował ponad 207 mln zł ekwiwalentu reklamowego (AVE), a statystyczny Polak mógł zetknąć się z informacją o jego sukcesach aż 32 razy

    A mowa tylko o okresie trwającym od 9 do 18 lutego. W tym czasie w przestrzeni medialnej pojawiło się 20 320 publikacji dotyczących naszego trzykrotnego medalisty olimpijskiego. 9 868 z nich przypadło na rozgłośnie radiowe, 6 9991 na portale internetowe, 3 037 to materiały telewizyjne, natomiast 424 artykuły o Kacprze Tomasiaku pojawiły się w prasie.

    – Łączny zasięg publikacji we wszystkich kanałach (klasycznych i społecznościowych) przekroczył barierę 1 miliarda kontaktów. Oznacza to, że statystyczny Polak powyżej 15. roku życia mógł usłyszeć o Tomasiaku średnio 32 razy w ciągu zaledwie dziesięciu dni. Materiały na temat zawodnika osiągnęły wartość reklamową ponad 207 mln zł – pisze Instytut Monitorowania Mediów.

    Kacper Tomasiak zanotował także rzecz jasna gigantyczny skok popularności w mediach społecznościowych. Widać to chociażby na Instagramie, gdzie liczba jego obserwujących – jak podaje IMM – wzrosła ponad 4,5-krotnie. Obecnie przekroczyła już ona liczbę 118 tysięcy użytkowników.
    Kacper Tomasiak

    Kacper TomasiakTOBIAS SCHWARZAFP
    Skoczek narciarski w kombinezonie sportowym oraz kasku, trzymający narty, stoi na tle rozmytego stadionu z widocznymi światłami.

    Kacper TomasiakRex Features/East News/ Rex Features/East NewsEast News
    Sportowiec ubrany w kombinezon i kask do skoków narciarskich podczas lądowania na śniegu oraz w zbliżeniu z numerem startowym i nartami, otoczony przez elementy oznaczeń sponsorskich.

    Skoki narciarskie. Kacper Tomasiak w akcjiKERSTIN JOENSSON / AFPAFP

    Medaliści olimpijscy wrócili do Polski. Tak powitano Tomasiaka i Wąska

  • Pożegnanie ze Szczęsnym, konsternacja w Barcelonie. Wszystko przez decyzję Flicka

    Pożegnanie ze Szczęsnym, konsternacja w Barcelonie. Wszystko przez decyzję Flicka

    Ostatnie spotkanie w barwach Barcelony Wojciech Szczęsny rozegrał 9 listopada ubiegłego roku. Od tamtej pory nie pojawił się na boisku ani razu, choć “Duma Katalonii” mierzyła się dwukrotnie w Pucharze Króla z zespołami z 2. ligi. Kompletny brak szans od Hansiego Flicka zaowocował doniesieniami o możliwym pożegnaniu z klubem w letnim oknie transferowym. W Hiszpanii zapanowała spora konsternacja względem przyszłości “Teka”. Wszystko przez decyzje trenera.
    Piłkarz w stroju bramkarza FC Barcelony stoi na boisku podczas meczu, obok trener w kurtce sportowej gestykuluje, wyrażając emocje. W tle widoczni kibice i elementy stadionu.

    Wojciech Szczęsny i Hansi FlickRene Nijhuis/MB Media/Getty Images / JOSE BRETON / NURPHOTO / NURPHOTO VIA AFPGetty Images

    Przez wiele lat tradycją w Barcelonie było to, że rezerwowy bramkarz otrzymywał szansę występów w Pucharze Króla. Złamał ją Hansi Flick, który w bieżącym sezonie stawia konsekwentnie na Joana Garcię, co na dobre “przykuło” Wojciecha Szczęsnego do ławki rezerwowych.

    Wojciech Szczęsny stracił na znaczeniu w Barcelonie. Flick odstawił go od gry

    Polak ostatnie spotkanie rozegrał 9 listopada, a seria występów na przestrzeni października i listopada była pokłosiem kontuzji jego konkurenta. Mimo że FC Barcelona na wcześniejszych etapach rozgrywek pucharowych mierzyła się z drugoligowymi drużynami, Szczęsny na boisku się nie pojawiał. Przeciwko Barbastro wystąpił Marc-Andre ter Stegen, a przeciwko Racingowi Santander i Albacete grał już Garcia.

    Sprawiło to, że w Barcelonie zapanowała konsternacja i niepewność dotycząca przyszłości “Teka” w bordowo-granatowych barwach. Chociaż sam bramkarz wielokrotnie przekonywał, że nie przeszkadza mu rola rezerwowego, na początku lutego “SPORT” przekazał, że w zapisie kontraktu 35-latka znajduje się klauzula o możliwym rozwiązaniu umowy za porozumieniem stron. Tego typu doniesienia nie pojawiają się bez przyczyny.

    Hansi Flick docenia umiejętności, a także rolę Szczęsnego w szatni, jednak nie postrzega go obecnie za golkipera równorzędnego z Joanem Garcią. A jeśli dodamy do tego wieści o planowanej rewolucji w przypadku obsady bramki w Barcelonie, wyłania nam się nieciekawy obraz sytuacji Szczęsnego.

    FC Barcelona planuje rewolucję w bramce. Taki los czeka Szczęsnego?

    Latem z wypożyczeń do stolicy Katalonii wrócą Ter Stegen i Inaki Pena. I o ile Niemiec nie ma już raczej przyszłości na Camp Nou, o tyle Pena może otrzymać kolejną szansę jako zmiennik. Ponadto klub jest zachwycony rozwojem Arona Yaakobishviliego, grającego obecnie na wypożyczeniu w FC Andorra. Spory potencjał wykazuje także grający w rezerwach Diego Kochen.

    O planowanej “restrukturyzacji” w bramce “Blaugrany” na początku lutego pisali dziennikarze “Que.es”. Wskazywali, że zarząd Barcelony stoi przed ważną decyzją – pozostawić Szczęsnego jako dwójkę, czy dać w tej roli szansę jednemu z golkiperów, którzy rokują na przyszłość.

    FC Barcelona jest w momencie, kiedy musi określić swój średnio i długoterminowy cel. W centrum rozważań jest pozycja Szczęsnego. Po kilku sezonach naznaczonych problemami z kontuzjami, rozwiązaniami awaryjnymi i ruchami last minute, kierownictwo sportowe jest gotowe zamknąć ten etap

    “W środowisku Barcelony podkreśla się, że relacje z polskim bramkarzem są doskonałe. Weteran bez problemów pogodził się z rolą rezerwowego, a do tego jest stałym wsparciem dla młodych graczy, co przekonuje włodarzy do zatrzymania go. Z drugiej strony planowanie nie może opierać się wyłącznie na dobrej atmosferze lub rozwiązaniach tymczasowych” – brzmi dalsza część artykułu.

    Wśród hiszpańskich dziennikarzy panuje przekonanie, że jeśli Garcia nie dozna kontuzji, Szczęsny już w tym sezonie nie zagra. Jaka zatem czeka go przyszłość?

    PAOK – Celta Vigo. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

    Dopuszczam scenariusz, wedle którego kierownictwo Barcy siada do negocjacji ze Szczęsnym i komunikuje mu, że zamierza w przyszłym sezonie postawić na młodych, proponując mu rozwiązanie kontraktu w pokojowej atmosferze. 35-latek z pewnością w pełni zaakceptowałby decyzję klubu.

    Możliwe jednak, że zarząd nie pokłada aż takiego zaufania w Peni, który nie jest w stanie wywalczyć sobie na stałe miejsca w wyjściowym składzie walczącego o utrzymanie Elche, a Yaakobishvili i Kochen to golkiperzy wciąż zbyt mało doświadczeni i ograni, aby podjąć się wyzwania bycia “dwójką” w bramce Barcy. Najbliższe miesiące zapowiadają się w kontekście przyszłości Szczęsnego niezywkle ciekawie.
    Mężczyzna w stroju bramkarza piłkarskiego przygotowujący się do meczu na stadionie, za nim puste czerwone trybuny.

    Wojciech SzczęsnyUrbanandsportAFP
    Młody mężczyzna w pomarańczowym stroju bramkarza FC Barcelony stoi na boisku i unosi rękę w geście pozdrowienia, na dłoni trzyma rękawice bramkarskie, w tle rozmyte sylwetki kibiców.

    Joan GarciaJOSE BRETONAFP
    Bramkarz w zielonym stroju z numerem 13 wykonuje gesty ręką, stojąc na tle rozmytej publiczności na stadionie.

    Inaki PenaJOSE BRETONAFP

  • Andriejewa wpadła w szał, łzy na korcie. Rosjanie oburzeni. Lecą gromy po wpadce w Dubaju

    Andriejewa wpadła w szał, łzy na korcie. Rosjanie oburzeni. Lecą gromy po wpadce w Dubaju

    Kibice oglądający w Dubaju rywalizację Mirry Andriejewej z Amandą Anisimovą byli świadkami kolejnego wybuchu furii ze strony Rosjanki. Ta, jak to ma w zwyczaju, zaczęła wściekle okładać się po udzie, a do tego na korcie pojawiły się łzy. “Popis” 18-latki wywołał oburzenie w Rosji, gdzie w jej kierunku lecą gromy po porażce z reprezentantką Stanów Zjednoczonych.
    Tenisistka ubrana w żółto-zielony strój sportowy wyraża silne emocje podczas meczu, na drugim planie widoczny okrągły kadr z tą samą zawodniczką ukrytą za ręcznikiem oraz torbą sportową.

    Mirra Andriejewa znów wpadła w szałABACA/NEWSPIX.PL / Robert Prange/Getty ImagesNewspix.pl

    Podobnie jak w Dosze, tak w Dubaju występ w turnieju rangi WTA 1000 dla Mirry Andriejewej zakończył się rozczarowaniem. W Katarze jej pogromczynią w 1/8 finału okazała się Victoria Mboko. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich lepsza w ćwierćfinale była Amanda Anisimova.

    Anisimova górą nad Andriejewą. Niesamowita batalia w ćwierćfinale WTA Dubaj

    Początek meczu pozwalał wierzyć, że to 18-latka wyjdzie z tego pojedynku górą. Rosjanka triumfowała dość gładko 6:2, ale później w jej grę wkradł się chaos, a w efekcie tego wiele błędów. Kolejny raz słabszą stroną młodej tenisistki okazała się psychika.

    Po jednym z nieudanych zagrań wymierzyła kilka ciosów w udo, które było mocno czerwone, co również jest już niemal stałym elementem jej meczów. Nie oznacza to, że należy takie zachowania normalizować. Po ostatniej piłce, wygranej przez Amerykankę do swojego boksu Andriejewa wróciła już cała we łzach.

    Rosjanie oburzeni po porażce Anisimovej. To jej wytknęli

    Porażka, a przede wszystkim zachowanie 18-latki odbiła się szerokim echem w jej ojczyźnie. Rosjanie byli oburzeni kolejnymi wybuchami i łzami ze strony tenisistki, a w jej stronę poleciały gromy. Dziennikarze portalu “Sports.ru” napisali, że nie sprostała oczekiwaniom

    Po zwycięstwie w Dubaju [w 2025 roku przyp. red.], tytuł podniósł oczekiwania wobec niej do zenitu. I najwyraźniej nie sprostała tym oczekiwaniom

    “Mirra w bardzo interesujący sposób radzi sobie z negatywnymi emocjami – teraz przypomina to krótkie, sprinterskie zrywy. Popełni błąd – nagle się zamyka w sobie, uroni łzę, po czym znów się zbiera i walczy dalej. Przegra gema – kilka razy się uderzy, uspokoi się i znowu walczy” – czytamy dalej.

    Dużo ostrzej zawodniczkę potraktowali komentujący. Nie brakowało głosów, że Andriejewa zatrzymała się w rozwoju.

    “Pojawiają się ogromne wątpliwości, czy rzeczywiście zostanie wielką tenisistką, czy tylko znajdzie się w pierwszej piętnastce. Jak dotąd nie widać żadnego postępu”, “Stwierdzenie, że Andriejewa jest niesamowita, cóż, zdecydowanie nie jest prawdą, ale wciąż jest czas”, “Ona przesadnie przejmuje się wynikiem.” – to tylko kilka z krytycznych komentarzy.

    Jiri Lehecka – Arthur Fils. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

    Już niedługo Mirra Andriejewa będzie musiała zmierzyć się z jeszcze większą presją. Przed nami Indian Wells, do którego przystępować będzie w roli obrończyni tytułu.
    Zbliżenie na młodą tenisistkę w niebieskim stroju sportowym podczas gry, skupiona na odbiciu piłki tenisowej rakietą.

    Mirra AndriejewaNoushad ThekkayilAFP
    Tenisistka w żółto-zielonym stroju przygotowuje się do odbioru piłki podczas meczu na krytym korcie, w tle widoczna reklama.

    Amanda AnisimovaArtur WidakAFP
    Tenisistka w fioletowym stroju sportowym rozgrywa piłkę z niskiej pozycji na niebieskim korcie. Ujęcie pokazuje dynamiczny moment meczu, rakietę tenisową i odbijaną piłkę.

    Mirra AndriejewaNoushad ThekkayilAFP

  • Słynny tenisista wydał wyrok ws. Świątek. “Bez sensu”

    Słynny tenisista wydał wyrok ws. Świątek. “Bez sensu”

    Organizator turnieju w Dubaju wezwał do odbierania punktów rankingowych za wycofanie się zawodniczek. W ten sposób chciał uderzyć w Arynę Sabalenkę i Igę Świątek. Andy Roddick odpowiedział bez ogródek: – To nie ma sensu.

    W ostatnich tygodniach głośno jest o narzekaniu czołowych tenisistek na zbyt napięty kalendarz. Iga Świątek i Aryna Sabalenka przeszły od słów do czynów i postanowiły wycofać się z obowiązkowego turnieju WTA 1000 w Dubaju. Zostały za to ukarane grzywną

    Dyrektor dubajskiego turnieju Salah Tahlak uznał, że sama grzywna to za mało. Zaproponował odjęcie punktów rankingowych za wycofania, komentując decyzje Igi Świątek oraz Aryny Sabalenki. Pierwsza tłumaczyła się napiętym harmonogramem, druga kontuzją. Tahlak konsultował rzekomy uraz Sabalenki z lekarzem turnieju.

    ZOBACZ WIDEO: Od oktagonu do olimpijskiego stoku? Błachowicz z żartobliwą zapowiedzią

    – Myślę, że zawodnicy powinni być surowiej karani za wycofanie się, nie tylko grzywną, ale powinni mieć odjęte punkty rankingowe. Sama grzywna nic nie da – mówił Salah Tahlak, cytowany przez thenationalnews.com.

    Na te słowa zareagował Andy Roddick. – Czyli on chce odjąć punkty, które zawodnicy już kiedyś zdobyli? Przecież je mają, wywalczyli je! Wyobrażasz sobie, że ktoś wygrywa mecz, a następnie ktoś mu to odbiera? Nie sądzę, żeby to było dobrze przemyślane – stwierdził mistrz US Open 2003.

    Amerykanin wskazał też na aspekt finansowy. – Już i tak zawodnicy tracą pieniądze, jeśli nie mogą zagrać w danej imprezie, a teraz jeszcze mieliby tracić punkty. To nie ma dla mnie sensu – podkreślił Roddick.

    Iga Świątek w 2026 roku ma na koncie dwa ćwierćfinały: w Australian Open i Dausze. Do Dubaju nie poleciała, by przygotować się do marcowego Indian Wells.

  • Polka skradła jego serce. Tak świętował sensacyjny medal olimpijski

    Polka skradła jego serce. Tak świętował sensacyjny medal olimpijski

    To była jedna z największych sensacji tegorocznych igrzysk olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo. Gregor Deschwanden został brązowym medalistą na normalnej skoczni. Fiński portal cytuje słowa zawodnika, który przyznał że świętował naprawdę hucznie.
    OLYMPICS-2026-SKIJUMPING/
    Fot. REUTERS/Kai Pfaffenbach

    Igrzyska olimpijskie w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo chylą się ku końcowi. Zakończenie zmagań zaplanowano na niedzielę 22 lutego. Wielu sportowców już wróciło do swoich krajów. Rywalizacja w skokach narciarskich dobiegła końca, a tegoroczną imprezę na długo zapamięta kilku zawodników. Wśród nich jest Gregor Deschwanden.

    Zobacz wideo Dlatego Tomasiak robi znak krzyża przed skokiem. Powiedział to przed kamerą
    Deschwanden ujawnił. Tak świętował po medalu igrzysk

    To był niesamowity konkurs. Philipp Raimund został mistrzem olimpijskim, choć nigdy wcześniej w swojej karierze nie wygrał zawodów Pucharu Świata. Wicemistrzem tytułować się może Kacper Tomasiak, choć to na igrzyskach wywalczył pierwsze podium we wciąż krótkiej karierze. Wreszcie brązowy medal przypadł w udziale Gregorowi Deschwandenowi – solidnemu skoczkowi, który jednak przez długą karierę tylko sześć razy stawał na podium.

    Do tej pory Szwajcaria cieszyła się z pięciu medali w skokach na ZIO. Cztery z nich to podwójne złota Simona Ammanna (z 2002 i 2010 roku), a jeden srebro Waltera Steinera z 1972 roku, gdy wygrywał Wojciech Fortuna. Teraz Deschwanden też przegrał z Polakiem – Kacprem Tomasiakiem, ale z brązu może być zadowolony jak ze złota. Zresztą najlepiej świadczą o tym jego słowa cytowane w fińskich mediach.

    Siemieniec nie gryzł się w język po porażce Jagiellonii. Nazwał to wprost

    – Nie mieliśmy w tym roku zbyt wielu powodów do świętowania. Powiedziałem zespołowi, że jeśli jest powód do świętowania, powinniśmy go wykorzystać. I tak mieliśmy potem dwa dni wolnego. Nawet nie pamiętam, kiedy wróciłem do domu. To była szalona noc, ale zasłużyliśmy na to – powiedział, a jego wypowiedź przytacza portal iltalehti.fi.

    Dziennikarz dopytał jak Deschwanden czuł się rano po nocy świętowania. Skoczek odparł: – Właściwie całkiem nieźle, bo jedliśmy popijając. Poza tym spałem długo.

    Warto przypomnieć, na co także zwróciło uwagę cytowane źródło, że Deschwanden zapowiedział szwajcarskim mediom plan zrobienia sobie tatuażu w kształcie pizzy. Czas pokaże, czy niespełna 35-letni skoczek wywiąże się z deklaracji.

  • Burza po słowach ojca Świątek ws. relacji z Abramowicz. Widzi to cały świat

    Burza po słowach ojca Świątek ws. relacji z Abramowicz. Widzi to cały świat

    Tomasz Świątek zdecydowanie i ostro zareagował na komentarz Artura Sztostaczki oraz Lecha Sidora w temacie relacji na linii Iga Świątek – Daria Abramowicz. Słowa ojca polskiej tenisistki niosą się nie tylko po rodzimym podwórku. Zauważa je cały świat. Wokół tej wypowiedzi trwa prawdziwa medialna burza. Piszą o jednym.
    Dwie kobiety przytulają się przy barierek, jedna z nich ubrana jest w sportowy strój tenisowy i czapkę z daszkiem, obok stoi mężczyzna w koszulce z nadrukiem Australian Open, wokół zgromadzeni są kibice.

    Tomasz Świątek, Daria Abramowicz, Iga ŚwiątekPAWEL JASKOLKAAGENCJA SE

    Artur Szostaczko, który szkolił Igę Świątek na początku jej kariery, oraz ekspert Lech Sidor nagrali trwający ponad dwie godziny podcast w ramach “Trzeciego Serwisu”. Jednym z poruszonych przez nich wątków był ten dotyczący wieloletniej współpracy tenisistki i psycholog Darii Abramowicz.

    “Nie znam drugiego takiego przypadku, że zawodnik dzień i noc spędza z psychologiem. I na wspólne wakacje są wyjazdy i na mecze, dlatego wiesz… ale, zawszę mówię ale. Jeśli Idze to pasuje, to ja jej nie będę tego odradzał. Dlatego ludzie muszą zrozumieć. Ja mogę powiedzieć swoje zdanie, albo trochę być zdziwionym. Ale jeżeli zawodniczce drugiej, a wcześniej pierwszej na świecie – ma wygranych sześć Wielkich Szlemów… to co my możemy jej zaproponować czy doradzić?” – mówił Szostaczko.

    Po Australian Open i Dosze nie widać, żeby cokolwiek pomagało ze strony Darii Abramowicz. Iga jest kłębkiem nerwów

    Wideo dokumentujące tę wymianę zdań publicznie skomentował ojciec Igi, Tomasz Świątek. “Co żeście obaj osiągnęli, prawie nic, zajmijcie się swoimi ogonkami. G***o wiesz jeden z drugim w nogach śpisz” – napisał ze swojego profilu w mediach społecznościowych. Słowa te niosą się echem także po światowych mediach.

    Światowa prasa reaguje na słowa Tomasza Świątka ws. Igi i Darii Abramowicz

    “Ojciec Igi Świątek odpowiada ripostą na uwagi dotyczące psycholog” – opisuje Tennis World USA. Dodano, że Tomasz Świątek “ostro zareagował” na komentarz Szostaczki i Sidora, “wyrażając tym samym swoją frustrację i oburzenie ciągłą krytyką córki”.

    Artykuły opisujące sytuację w podobnym tonie pojawiły się też w innych światowych mediach, w tym m.in. w Tennis365, Tennis Tonic i Collegge Football Network. Portale kładą akcent na to, że choć polska tenisistka już nieraz zmieniała głównego szkoleniowca, stanowisko jej sztabowego psychologa od lat niezmiennie obsadzone jest przez jedną osobę, Darię Abramowicz.

    Trzy grosze dorzuca Times od India. “Tomasz Świątek nie pozostał obojętny [na słowa trenera i eksperta – przyp. red.]. W bezpośredniej odpowiedzi online zaapelował do krytyków, aby skupili się na swojej pracy, zamiast oceniać zespół jego córki. Jego przesłanie było emocjonalne i jasne. Uważa, że komentarze przekroczyły pewną granicę. Wszystko to dzieje się w czasie, gdy Iga Świątek wciąż jest jedną z najlepszych zawodniczek WTA Tour, mimo że sezon 2025 obfitował u niej w trudne momenty” – napisano.

    “Ojciec Igi Świątek, Tomasz, w nietypowy sposób reaguje na krytykę, gdy zakwestionowano relację córki z psycholog Darią” – ogłasza z kolei serwis Sportskeeda. “Ojciec Świątek ostro skrytykował niedawną analizę dynamiki w teamie córki. Polka została oskarżona o zbytnią bliskość ze swoją psycholog Darią Abramowicz. (…) Były trener Świątek Artur Szostaczko i podcaster Lech Sidor nazwali Abramowicz ‘szarą eminencją’ jej zespołu. Ujawnili kilka osobistych faktów i opowiedzieli o jej silnym wpływie za kulisami” – podsumowano.

    Iga Świątek zaniepokojona ciągłą obserwacją podczas turniejów. WIDEOAssociated Press© 2026 Associated Press
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFP _AFP
    Dwie kobiety na korcie tenisowym, jedna ubrana w białą koszulkę i okulary przeciwsłoneczne, druga w żółtej koszulce i czerwonej czapce, trzymający ręcznik i rakietę tenisową, rozmawiają ze sobą na tle niebieskiej ściany.

    Daria Abramowicz i Iga ŚwiątekZUMA Press Wire/ShutterstockEast News
    Tomasz Świątek, Iga Świątek

    Tomasz Świątek, Iga ŚwiątekDIMITAR DILKOFFAFP

  • Wycofanie Świątek, a teraz sceny u Gauff. Koniec ogłoszony po 67 minutach1

    Wycofanie Świątek, a teraz sceny u Gauff. Koniec ogłoszony po 67 minutach1

    Zaskakujący wynik meczu Gauff w Dubaju. Ledwie 67 minut. Rozpacz na trybunach

    Turniej WTA 1000 w Dubaju wkroczył w decydującą fazę. Pod nieobecność Igi Świątek i Aryny Sabalenki, szansę na zdobycie tytułu podtrzymywała Coco Gauff. Dziś Amerykanka stanęła do walki o półfinał. Jej przeciwniczką była Alexandra Eala, która w tym tygodniu mogła liczyć na mocne wsparcie na trybunach. Mecz, który zapowiadał się pasjonująco, niespodziewanie okazał się bardzo jednostronny. Sędzia ogłosił końcowy rezultat po zaledwie 67 minutach.
    Sportowiec w białym stroju sportowym z opaską na głowie wyraża silne emocje poprzez szeroko otwarte usta jakby krzyczał lub wyrażał desperację, wyraźnie widoczne napięcie mięśniowe twarzy i szyi, w tle nieostre postaci na trybunach.

    Coco Gauff rywalizowała o awans do półfinału WTA 1000 w DubajuMartin KeepAFP

    Jeszcze 24 godziny temu Coco Gauff znajdowała się jedną nogą poza turniejem WTA 1000 w Dubaju. Elise Mertens miała trzy meczbole w tie-breaku drugiego seta na wyeliminowanie słabo grającej Amerykanki. Belgijka nie wykorzystała jednak żadnej z tych szans i to się na niej zemściło. Ostatecznie to tenisistka z USA triumfowała 2:6, 7:6(9), 6:3 i zameldowała się w najlepszej “8” tysięcznika w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

    Dzisiaj zanosiło się na kolejne bardzo ciekawe wyzwanie dla 21-latki. A to dlatego, że jej przeciwniczką była Alexandra Eala. Reprezentantka Filipin znakomicie spisywała się w tym tygodniu. Na drodze do ćwierćfinału pokonała m.in. Jasmine Paolini. W dodatku 47. rakieta świata mogła liczyć na niesamowity doping na trybunach. Publiczność żywiołowo reagowała podczas poprzednich spotkań z udziałem 20-latki. Stąd pojawiało się pytanie, jak z tą sytuacją poradzi sobie Gauff. Odpowiedź poznaliśmy podczas czwartkowej batalii.

    WTA Dubaj: Coco Gauff kontra Alexandra Eala w ćwierćfinale

    Mecz rozpoczął się od serwisu Eali. Już na “dzień dobry” doszło do przełamania na korzyść Gauff. Po zmianie stron Amerykanka potwierdziła przewagę i wyszła na prowadzenie 2:0. W następnym gemie Alexandra próbowała złapać dobry rytm. Wychodziły jej pojedyncze akcje, ale brakowało jednak ciągłości w grze reprezentantki Filipin. To sprawiało, że nie mogła zdobyć choćby premierowego “oczka”. Coco z każdą minutą konsekwentnie budowała przewagę. Widziała, że rywalka nie czuje się zbyt pewnie na korcie.

    20-latka popełniała bardzo dużo błędów, co przy solidnym poziomie tenisistki z USA sprawiło, że już przy stanie 5:0 turniejowa “3” serwowała po zwycięstwo w partii. Eala próbowała jeszcze podjąć walkę. Obroniła setbola i doprowadziła do stanu równowagi. Później przyszła jednak kolejna okazja dla Gauff na zamknięcie premierowej odsłony i i ta została już wykorzystana. Ostatecznie partia zakończyła się tzw. bajglem, czyli 6:0 na korzyść Coco.

    Publika, która niosła Alexandrę w poprzednich dniach, dotychczas nie miała zbyt wielu powodów do radości. Szansą na zmianę mógł być początek drugiej części spotkania, ale Amerykanka od pierwszej piłki robiła wszystko, by przeciwniczka ani przez moment nie złapała komfortu w swojej grze. Kolejne gemy wędrowały na konto turniejowej “3”, szybko zrobiło się 3:0 z podwójnym przełamaniem. Dopiero w trakcie czwartego rozdania Eala dostała premierowy punkt na zdobycie “oczka”. Gauff szybko wydostała się jednak z opresji. Obroniła break pointa na własnych warunkach, poprzez udany skrót, a potem utrzymała swoje podanie.

    Tuż przed zmianą stron tej samej sztuki dokonała Alexandra. Po ostatniej akcji piątego gema reprezentantka Filipin zacisnęła pięść, jakby zadowolona z faktu, że uniknęła wyniku 6:0, 6:0 na korzyść Coco. Na trybunach rozległa się potężna wrzawa. To był moment, który porwał Ealę do walki. Emocje zaczęła odczuwać także Amerykanka. Zobaczyliśmy przełamanie na korzyść 20-latki po podwójnym błędzie serwisowym zawodniczki ze Stanów Zjednoczonych. Podczas następnego rozdania Alexandra podjęła kilka złych decyzji i to poskutkowało breakiem na korzyść Gauff.

    Chwilę później spotkanie dobiegło końca. Ku rozpaczy kibiców zgromadzonych na trybnuach, sędzia Richard Haigh ogłosił po 67 minutach, że Coco wygrała mecz 6:0, 6:2. O awans do decydującej fazy WTA 1000 w Dubaju powalczy ze zwyciężczynią starcia Elina Switolina – Antonia Ruzic. Może zatem dojść do rewanżowej potyczki za ćwierćfinał Australian Open. Wtedy Ukrainka nie dała szans Amerykance. Najpierw jednak reprezentantka naszych wschodnich sąsiadów musi pokonać Chorwatkę.
    Tenisistka w jasnym stroju podczas dynamicznego uderzenia piłki rakietą na korcie, skupienie na twarzy, w tle widoczna rozmyta publiczność.

    Coco GauffMinas Panagiotakis / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Alexandra Eala

    Alexandra EalaRich StorryAFP
    Zawodniczka tenisowa w pomarańczowym topie i białej spódnicy z rakietą w ręce wyraża silne emocje podczas meczu, w tle rozmyta postać w białym stroju.

    Elina SwitolinaWilliam WestAFP

    Valentin Royer – Carlos Alcara

  • Mecz roku w Dubaju, tie-break w 3. secie. Świątek już poza TOP 10

    Mecz roku w Dubaju, tie-break w 3. secie. Świątek już poza TOP 10

    Rok temu Mirra Andriejewa wygrała dwa wielkie turnieje rangi 1000 z rzędu – najpierw w Dubaju, później w Indian Wells. Już wtedy pojawiły się głosy, że nastoletnia Rosjanka lada chwila zagrozi Arynie Sabalence na szczycie rankingu. Tyle że po fatalnej drugiej części sezonu te głosy ucichły.

    Ten rok zapowiadał już jednak pewną zmianę. Był triumf w WTA 500 w Adelajdzie, choć zdarzały się też i kryzysy, choćby podczas meczu z Eliną Switoliną w Melbourne. W podcaście “Break Point” Dawid Celt, kapitan reprezentacji Polski w BJK Cup, mówił jednak, że Andriejewa wraca na dobre tory. Widać było pewną zmianę mentalną, potrafiła już wygrywać spotkania, które nie toczyły się po jej myśli.

    To czwartkowe starcie z Amandą Anisimovą może być jednak dla Rosjanki bolesnym ciosem. Momentami grała świetnie, momentami fatalnie, ale niemal przez cały czas kapitalnie się broniła na linii końcowej lub już za nią. Wspólnie z Amerykanką stworzyły genialne widowisko – pełne zwrotów akcji.

    WTA 1000 w Dubaju. Mirra Andriejewa – Amanda Anisimova. Stawką meczu był półfinał

    Ten wzrost jakości gry 18-latki widać było zwłaszcza w pierwszym secie. Anisimova była coraz bardziej sfrustrowana, niewiele mogła poradzić. Próbowała grać agresywniej, bardziej ryzykownie, ale to przynosiło tylko coraz bardziej irytujące błędy. Ona w pierwszym secie popełniła ich 20, Andriejewa – 11. A liczbę wygrywających ataków miały niemal taką samą.
    Emocjonująca chwila podczas meczu tenisowego. Młoda zawodniczka w ciemnym stroju i białej czapce z daszkiem krzyczy, pokazując intensywne emocje związane z rywalizacją. W tle rozmyte postaci sugerujące obecność innych uczestników wydarzenia.

    Mirra AndriejewaCLIVE BRUNSKILL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

    Kluczem było jednak pierwsze podanie Rosjanki. To ono rok temu prowadziło ją do zwycięstw nad Igą Świątek, aż dwóch, ale także i z Aryną Sabalenką. Później były dwa ćwierćfinały w Wielkich Szlemach i fatalna końcówka sezonu, która ostatecznie wypchnęła nastolatkę z singlowego udziału w WTA Finals.

    Tyle że po pierwszych występach w tym sezonie nastąpiło już pewne przełamanie. Owszem, Andriejewa przeżywała kryzys w Australian Open, w starciu z Eliną Switoliną, spadła na nią krytyka. W Rosji mówiono o konieczności wymiany trenerki, bo Conchita Martinez nie jest w stanie pozytywnie wpłynąć na grę 18-latki z Syberii. Tę pierwszą partię Mirra wygrała 6:2, ale cztery ostatnie gemy, z trzema przełamaniami, były znakomite. Pełne wymian, skrótów, kontr z pełnej defensywy.

    Gdy w drugim secie Rosjanka prowadziła 2:0 i 40-15 przy podaniu Anisimovej, wydawało się, że jest po sprawie. Że zaraz podwyższy na 3:0, później wygra znów swojego gema. I rozbije Amerykankę. Nastąpił jednak zaskakujący zwrot, finalistce Wimbledonu i US Open wystarczyły dwie, trzy dobre akcje, by złapać flow. I dać się ponieść.

    Andriejewą zaś dopadło to, z czym – tak się wydawało – już sobie poradziła. Zaczęła uderzać się pięścią w okolice kolana czy mięśnia czworogłowego uda, była wściekła. Nie poradziła sobie z sytuacją, za chwilę przegrywała już 2:5. Po pięciu oddanych gemach z rzędu.

    Chwilę później Anisimova miała wynik 5:3, 30-30 i serwowała. Popełniła podwójny błąd, szósty w secie. Sprawy zaczęły się jej wymykać z rąk. Wyrzuciła forhend w aut, Andriejewa odrobiła stratę. Dołożyła gema, później kolejnego, wyrównała na 5:5. Usiadła na ławce, sięgnęła po swój zeszyt i zaczęła czytać, może o swoich założeniach na to spotkania. Odsuwając jednocześnie operatora kamery. Tyle że to jednak Anisimova dołożyła dwa brakujące gemy, wygrała partię 7:5.

    Ten mecz był dalej zwariowany, wymykał się wszelkim regułom. Na starcie trzeciej partii Anisimova, serwując, popełniła trzy niewymuszone błędy. Zrobiło się 0-40, a za moment – 0:1. Rosjanka, mają przewagę przełamania, zaczęła grać spokojniej, całą presję zrzuciła na finalistkę Wimbledonu i US Open. A przede wszystkim – zaczęła kapitalnie bronić w akcjach, które z góry wydawały się przegrane. I nastąpił kolejny zwrot w chwili, gdy nic tego nie zapowiadało. Mirra serwowała po 4:2, miała 40-30 w swoim gemie serwisowym. Obie wymieniały się kapitalnymi slajsami, biegały po całej szerokości kortu. Aż w końcu tę wymianę wygrała Amerykanka, a za moment wyrównała na 3:3.

    Zaczęła powtarzać się sytuacja z drugiego seta, gdy Rosjanka uderzała się po nogach. Znów przegrała wymianę, a Anisimova za moment objęła prowadzenie 4:3.

    Decydowały się losy awansu do półfinału, kolejny gem był kluczowy. Andriejewa musiała przerwać serię rywalki, a tymczasem pojawił się kolejny break point dla Anisimovej. A później drugi, trzeci i czwarty. Aż w końcu Amerykanka zdołała dopełnić dzieła, stop wolejem po cudownej akcji z obu stron. Amanda miała 5:3, serwowała po półfinał w Dubaju.
    Tenisistka ubrana w białą koszulkę unosi rękę, machając do widowni, z rakietą tenisową trzymaną w tle. Twarz kobiety jest uśmiechnięta, a na szyi ma sportowy wisiorek.

    Amanda AnisimovaHenry NichollsAFP

    Mało tego, za moment miała meczbola. I… doszło do dalszej rywalizacji, Andriejewa wygrała gema, za moment wyrównała na 5:5. Szła za ciosem, kolejne przełamanie dało Rosjance 6:5. Przy swoim serwisie miała 30-30, brakowało jej dwóch punktów do półfinału. Te punkty wygrała jednak… Amerykanka. O losach spotkania decydował więc tie-break. Chyba najbardziej sprawiedliwy w tej sytuacji.

    W nim Rosjanka wygrała pierwszy punkt, ale później skuteczniejsza była Amerykanka. Odskoczyła na 6-2, wygrała 7-4. Całe spotkanie zaś 2:6, 7:5, 7:6 (4).

    Nie miała sił by się cieszyć, Andriejewa zaś się rozpłakała. I zrozpaczona poszła do szatni.

    To zaś oznacza, że Andriejewa straci niemal 800 punktów w rankingu WTA, choć utrzyma miejsce w TOP 10 rankingu WTA.

    W rankingu WTA Race poza najlepszą dziesiątką znajdzie się zaś po Middle East Swing Iga Świątek. Po awansie do półfinału w Dubaju na 11. pozycję zepchnęła ją bowiem Anisimova.
    Tenisistka ubrana w czerwony strój sportowy i czarną czapkę z daszkiem, trzymająca rękę przed sobą i patrząca na nią podczas meczu na korcie tenisowym.

    Mirra AndriejewaGreg BAKERAFP
    Tenisistka w sportowej odzieży siedzi na ławce podczas przerwy w meczu, trzymając biały ręcznik za głową. Na głowie ma daszek, na nadgarstku opaskę, a w tle widoczny jest fragment sprzętu sportowego.

    Amanda AnisimovaWilliam WestAFP

    Mirra Andreeva (RUS) pokonała Igę Świątek (POL). Skrót meczu.

  • Kto kogo trzyma w szachu? Rozpad PL2050 to dla rządu Donalda Tuska same kłopoty

    Kto kogo trzyma w szachu? Rozpad PL2050 to dla rządu Donalda Tuska same kłopoty

    Rozpad Polski 2050 spowodował niepewność, co do przyszłości rządu Donalda Tuska i Koalicji 15 Października.

    Szanse Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz na stanowisko wicepremiera wyraźnie zmalały po utracie przez nią kontroli nad partią i klubem parlamentarnym.

    W koalicji pojawiły się pytania o renegocjację umowy, parytety w komisjach sejmowych oraz podział stanowisk po rozpadzie klubu Polski 2050.

    Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

    Rozłam partii i klubu parlamentarnego Polski 2050 wstrząsnął tą formacją, ale już w koalicji rządzącej nie zaskoczył nikogo. Z rozmów Interii z politykami trzech pozostałych ugrupowań, a także z ludźmi z rządu i otoczenia premiera Donalda Tuska, można wręcz odnieść wrażenie ulgi, że polityczna telenowela w Polsce 2050 dobiegła końca.

    Teraz wszyscy stawiają sobie jednak pytanie: co dalej? Bo chociaż i “stara” Polska 2050, i rozłamowcy z klubu parlamentarnego Centrum zapewniali publicznie, że pozostają wierni Koalicji 15 Października i zamierzają wspierać rząd premiera Tuska, to organizacyjnych i personalnych wyzwań nie zabraknie.

    Nasi rozmówcy mają też świadomość, że im bliżej będzie wyborów parlamentarnych, tym stabilność koalicji będzie coraz mocniej zagrożona. W końcu politycy i Polski 2050, i Centrum na ten moment nie mają co marzyć o obecności na Wiejskiej w przyszłej kadencji Sejmu. Przynajmniej nie ze swoich list. Polityczne kuszenie, transfery i przejmowanie posłów są więc realną perspektywą. I wyłącznie kwestią czasu.

    Polska 2050. “Sytuacja wymaga omówienia”. Potrzebne spotkanie liderów

    Obecna sytuacja, przynajmniej w teorii, wymagałaby pilnego zwołania spotkania liderów Koalicji 15 Października. Miało do niego dojść 11 lutego po Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, ale spotkanie u prezydenta przeciągnęło się tak mocno, że naradę koalicjantów odwołano. Na razie bez nowego terminu. Inna sprawa, że w samej koalicji nie bardzo dzisiaj wiadomo, kto na takim spotkaniu miałby się pojawić.

    – Formuła dotyczy szefów partii, a nie szefów klubów – przypomina w rozmowie z Interią ważna polityczka obozu władzy. Jej zdaniem, “Tusk będzie teraz czekać, co się wydarzy”. – Bo kogo ma zaprosić? Z jakiego tytułu? Hennig-Kloska nie jest ani szefową partii, ani szefową klubu, bo szefem klubu zostanie Suchoń. To kim ona tam właściwie jest? – zastanawia się nasza rozmówczyni.

    – Na pewno nowa sytuacja będzie wymagać omówienia – nie ma wątpliwości jeden z liderów PSL. W obecnej, trudnej sytuacji stara się doszukiwać pozytywów, a tym w jego ocenie są deklaracje zarówno Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, jak i Pauliny Hennig-Kloski, że ich formacje będą dalej wspierać Koalicję 15 Października i rząd Donalda Tuska.
    Czterech mężczyzn w garniturach stoi przy mikrofonach podczas konferencji prasowej lub oficjalnego wystąpienia, w tle widoczne flagi Polski i Unii Europejskiej.

    Od lewej: Włodzimierz Czarzasty, Szymon Hołownia, Donald Tusk, Władysław Kosiniak-KamyszOmar Marques / ANADOLUAFP

    Z tym wsparciem może być jednak różnie, jak słyszymy w szeregach Koalicji Obywatelskiej. Nasi rozmówcy z partii wskazują, że Polska 2050 często głosowała zupełnie nie przejmując się ustaleniami koalicyjnymi.

    – Jeśli się uparli, to i tak głosowali, jak chcieli – wspomina polityk KO z rządu. – Teraz możemy zakładać, że grupa Centrum będzie raczej mocniej związana koalicyjnymi ustaleniami, ale pozostałość po Polsce 2050 już tak pół na pół, więc za wielkiej przewidywalności tutaj nie ma – dodaje.

    Przyszłość Koalicji 15 Października. Dużo pytań, mało odpowiedzi

    Swoista deklaracja wierności wobec rządu i koalicji rządzącej nie załatwia jednak wszystkich problemów, które pojawiają się na skutek rozpadu Polski 2050.

    Na pierwszy plan wysuwa się kwestia stanowiska wicepremiera dla formacji Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Do uzupełnienia grona zastępców Donalda Tuska miało dojść w najbliższym czasie, a sama ministra funduszy i polityki regionalnej liczyła, że to jej w udziale przypadnie prestiżowa funkcja. Utrata kontroli nad partią i klubem parlamentarnym mocno komplikują jednak jej sytuację.

    Tutaj mamy dobrze przećwiczoną drogę z przeszłości. Oni dziarsko podążają drogą Nowoczesnej, która jako satelita Platformy funkcjonowała grubo ponad siedem lat. Nie ma sensu brać ich na pokład

    Mówi polityk z otoczenia szefa rządu: – Pełczyńska-Nałęcz może się już pożegnać ze stanowiskiem wicepremiera. Bo za chwilę mogłaby do Tuska przyjść też Hennig-Kloska i powiedzieć: skoro ona dostała wicepremiera, to mnie też się należy, bo przecież mam tylu samo posłów. To zamyka drogę do rozszerzenia katalogu wicepremierów.

    Polityk Koalicji Obywatelskiej z rządu: – Problem wicepremiera dla Pełczyńskiej-Nałęcz to dzisiaj najmniejszy problem Polski 2050. Ciężko sobie wyobrazić taką decyzję personalną w tych okolicznościach.

    Jeden z liderów PSL: – Polityczna oczywista oczywistość jest taka, że jeśli ktoś słabnie, to trudno, żeby w sposób skuteczny podbijał swoje oczekiwania. Funkcję wicepremiera dla minister Pełczyńskiej-Nałęcz należy włożyć w obecnej sytuacji między bajki.

    Stanowisko wicepremiera to jednak tylko część kadrowych wyzwań, przed którymi staje premier Tusk i cała koalicja rządząca. Kolejnym pytaniem jest, co zrobić z prezydium Sejmu: czy klub Centrum powinno mieć swojego wicemarszałka, czy może to pozostałości po Polsce 2050 nie powinny już mieć swojego przedstawiciela w tym gremium?

    Idźmy dalej. Nasi rozmówcy wskazują na konieczność nowego wyliczenia parytetów w komisjach sejmowych po rozpadzie klubu parlamentarnego Polski 2050.

    Wreszcie dochodzimy też do kwestii miejsc w rządzie. Polska 2050 miała trzy stanowiska ministerialne: Paulina Hennig-Kloska w Ministerstwie Klimatu i Środowiska, Katarzyna Pełczyńska Nałęcz w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej, Marta Cienkowska w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Do tego Adriana Porowska jako odpowiedzialna za społeczeństwo obywatelskie sekretarz stanu w Kancelarii Premiera. Do tego kilkanaście osób na stanowiskach sekretarzy i podsekretarzy stanu.

    – W rządzie trzeba zostawić wszystko tak, jak jest. Ta sama liczba posłów ma tę samą liczbę stanowisk. Co tu dzielić? – uważa doświadczony polityk Koalicji Obywatelskiej, z którym rozmawiamy.

    Wątpliwości jest jednak sporo, tak samo jak pół potencjalnych przyszłych sporów. Dlatego w sejmowych kuluarach dość powszechnie spekuluje się o konieczności renegocjacji zawartej po wyborach w 2023 roku umowy koalicyjnej. Rzecz w tym, że chętnych do takiego zabiegu wielu nie ma. Każda z formacji koalicyjnych zdaje sobie sprawę, z jakim trudem udało się wypracować i tak bardzo ogólnikową umowę. Rozgrzebywanie jej w środku kadencji, kiedy politycznie i sondażowo sprawy dla rządu wyglądają całkiem nieźle, brzmi jak proszenie się o kłopoty.
    Dwie kobiety stoją obok siebie w eleganckim wnętrzu, jedna uśmiechnięta, druga w okularach, w tle rozmowy i inni uczestnicy spotkania. Atmosfera formalna, wnętrze jasne i nowoczesne.

    Rozłam w Polsce 2050 może przysporzyć rządowi Donalda Tuska sporej liczby wyzwań i problemówJacek DomińskiReporter

    – Przepisywanie umowy koalicyjnej w tej sytuacji byłoby absurdalne – ocenia polityk z otoczenia szefa rządu. – Ona powstała na początku kadencji i nikt nie zakładał jej rewizji. Tutaj raczej przestrzeni do zmian nie ma, nie widzę tego – analizuje. Na koniec dodaje: – Premier może jednym i drugim powiedzieć: cieszcie się, że macie to, co macie, bo w sumie nie powinniście mieć już niczego.

    Mówi osoba z partyjnych władz jednego z koalicjantów: – Umowa koalicyjna została zawarta między partiami, a teraz przybył nam po prostu jeden klub sejmowy. Ewentualna zmiana umowy koalicyjnej to w tym momencie wyłącznie decyzja premiera.

    Za kulisami rządu. Kto kogo trzyma w szachu?

    Przy rozpadzie Polski 2050 nie sposób też jednak uciec od klasycznej partyjnej polityki. Choćby dlatego, że jeszcze przed turbulencjami formacja notowała w sondażach stabilne, choć bardzo skromne, poparcie na poziomie mniej więcej 1 proc. Teraz tym 1 proc. muszą podzielić się dwa nowe byty. To zaś nie daje optymistycznych perspektyw na przyszłość w kontekście wyborów parlamentarnych w 2027 roku.

    W tym momencie, ani politycy ze “starej” Polski 2050, ani rozłamowcy z Centrum nie mówią o politycznych transferach. Z informacji Interii w kręgach koalicyjnych wynika, że przynajmniej na razie nie toczą się też żadne poważne rozmowy o akcesie do Lewicy, PSL czy Koalicji Obywatelskiej.

    Pełczyńska-Nałęcz może się już pożegnać ze stanowiskiem wicepremiera. Bo za chwilę mogłaby do Tuska przyjść też Hennig-Kloska i powiedzieć: skoro ona dostała wicepremiera, to mnie też się należy, bo przecież mam tylu samo posłów. To zamyka drogę do rozszerzenia katalogu wicepremierów.

    – Tutaj mamy dobrze przećwiczoną drogę z przeszłości. Oni dziarsko podążają drogą Nowoczesnej, która jako satelita Platformy funkcjonowała grubo ponad siedem lat. Nie ma sensu brać ich na pokład – nie owija w bawełnę doświadczony polityk KO. Podkreśla przy tym, że takie szybkie transfery wyglądałyby fatalnie wizerunkowo.

    Poza tym, w KO kończy się właśnie proces wyboru władz regionalnych. – Spóźnili się z tym swoim rozłamem o pół roku. Wtedy mogliby wejść do gry, wynegocjować sobie jakieś miejsca we władzach na poziomie powiatów czy regionów. Teraz nie da się ich nigdzie wsadzić – mówi wprost nasz rozmówca.

    Sytuacja jest jednak rozwojowa, a wiele zależeć będzie od tego, jak ułoży się współpraca pomiędzy okrojoną Polską 2050 i nowym klubem Centrum a premierem Donaldem Tuskiem. Nasi rozmówcy z KO przewidują, że rozłamowcy od Pauliny Hennig-Kloski będą bardziej posłuszni premierowi, licząc, że gdy przyjdzie czas układania wyborczych list, “Kierownik” (tak Tuska nazywają w KO – przyp. red.) znajdzie dla nich miejsca.

    – Dzisiaj nikt jej niczego pewnego nie obieca. Dzisiaj wszystko, co może dostać, to mglistą obietnicę, że się o nich zatroszczymy. Ale w ich nędznej sytuacji to i tak jest już dużo – przewiduje jedno z naszych źródeł w KO.

    Więcej pytań dotyczy formacji Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. W KO zastanawiają się, czy polityczna porażka, jaką jest utrata połowy klubu parlamentarnego, ostudzi wielkie ambicje ministry funduszy i polityki regionalnej. Jeśli nie, szanse na eskalację z premierem Tuskiem znacząco wzrosną.

    Rzecz w tym, że jak to w Koalicji 15 Października: każdy trzyma każdego w szachu. Rządzący dysponują w Sejmie 241 głosami, w tym 32 szable należą do Polski 2050 (17) i Centrum (15). Formacja Pełczyńskiej-Nałęcz 17 mandatów ma jednak tylko na papierze, bo i Paweł Zalewski, i Joanna Mucha poinformowali już o swoim odejściu z ugrupowania. Nie weszli jednak do klubu Centrum. W praktyce Polska 2050, podobnie jak Centrum, ma więc 15 posłów i balansuje na granicy utrzymania klubu poselskiego.

    Tak podbramkowa sytuacja ogranicza obu podmiotom pole manewru i możliwości nacisku na premiera. Wystarczy bowiem, że Tusk złożyłby ofertę przystąpienia do KO i pewnego miejsca na listach w 2027 roku kilkorgu parlamentarzystom, a oba kluby stałyby się kołami. W teorii Polska 2050 i Centrum mogłyby szantażować premiera pozbawieniem rządu większości w Sejmie, ale to oznaczałoby przejście na stronę opozycji i późniejszą zależność od Prawa i Sprawiedliwości oraz Konfederacji. Te natomiast, przynajmniej na razie, nie prowadzą rozmów o transferach polityków Polski 2050.

    Na jeszcze jedną rzecz zwraca uwagę osoba z otoczenia premiera Tuska. – Dzisiaj problem ma i Pełczyńska-Nałęcz, i Hennig-Kloska. Obie mają po 15 posłów i muszą spełniać wszelkie roszczenia swoich ludzi, tak naprawdę nie mają władzy nad własnymi ludźmi. Wystarczy, że którejś wyjdzie jeden poseł i są pozamiatane, nie mają klubu poselskiego – mówi.

    Na koniec dodaje: – One to sobie policzyły, są przekonane, że ani jednym, ani drugim premier nie zabierze ministrów, więc uważają, że są bezpieczni. Ale spokojnie, Tusk w takie rozgrywki gra nie od wczoraj. A tu ma dużo mocniejsze karty i od jednej, i od drugiej.

    Łukasz Rogojsz

    Nowa szefowa Polski 2050 chce być wicepremierem w rządzie. Tomczyk w ”Gościu Wydarzeń”: W umowie koalicyjnej się nic nie zmieni