Category: Home

  • Zrobiła to! Katarzyna Kawa zagra o tytuł w Bogocie

    Zrobiła to! Katarzyna Kawa zagra o tytuł w Bogocie

    Zrobiła to! Katarzyna Kawa zagra o tytuł w Bogocie

    Katarzyna Kawa powalczy o tytuł w turnieju WTA 250 na kortach ziemnych w Bogocie! W sobotnim półfinale polska tenisistka pokonała sensacyjną debiutantkę Amerykankę Julietę Pareję 7:5, 6:2.

     

    W drugim półfinale turnieju Copa Colsanitas Zurich 2025 spotkały się dwie tenisistki, które w Bogocie przeżyły wielką przygodę. Zarówno Katarzyna Kawa (WTA 223), jak i Julieta Pareja (WTA 550) przeszły przez dwustopniowe eliminacje. 32-letnia Polka pokazała waleczne serce, pokonując choćby w ćwierćfinale najwyżej rozstawioną Marie Bouzkovą. Natomiast 16-letnia Amerykanka zaliczyła wymarzony debiut w kobiecym tourze, wygrywając pięć pojedynków bez straty seta.

     

    Awans do finału imprezy w Bogocie mogła wywalczyć tylko jedna z nich. Zanim obie tenisistki wyszły na kort, trzeba było poczekać ponad pięć godzin. Najpierw w kolumbijskiej stolicy pojawiły się burze, a następnie obfite opady deszczu. Gdy zawodniczki w końcu wkroczyły na główną arenę, była już wieczorowa pora.

     

    Początek spotkania był trochę nerwowy z obu stron. Widać było, że obie panie muszą się trochę rozgrzać i przede wszystkim lepiej poznać, wszak grały ze sobą po raz pierwszy. Kawa zdobyła przełamanie już w pierwszym gemie. Pareja błyskawicznie odpowiedziała po zmianie stron, a następnie wyszła na 2:1. W kolejnych dwóch gemach obie tenisistki miały swoje szanse, lecz tym razem do przełamań nie doszło.

     

    W drugiej fazie premierowej odsłony emocje sięgnęły zenitu. Zawodniczki rozgrywały coraz dłuższe wymiany i pojawiło się więcej błędów. W ósmym gemie Kawa zachowała spokój i utrzymała serwis na po 4. Wówczas doszło do prawdziwej batalii przy podaniu młodej Amerykanki. Polka wykorzystała szóstą okazję i wywalczyła przełamanie. To oznaczało, że po zmianie stron podawała po zwycięstwo w secie.

     

    Choć Kawę dzieliły tylko dwa punkty od celu, to nie wyserwowała wtedy wygranej w premierowej odsłonie. Pareja wyrównała na po 5 i walka rozgorzała na nowo. Jednak w tak ważnym momencie dało znać o sobie doświadczenie naszej reprezentantki. Amerykanka nie radziła sobie pod presją i często się myliła. Znów straciła serwis i po zmianie stron Polka po raz drugi podawała po zwycięstwo. Tym razem była już skuteczna i po 77 minutach wygrała seta 7:5!

     

    Po zakończeniu premierowej odsłony Kawa skorzystała w szatni z przerwy medycznej. Po wznowieniu pojedynku grała bardzo cierpliwie i całkowicie opanowała sytuację na korcie. Widać było spokój i doświadczenie kryniczanki. Drugiego seta zaczęła koncertowo, bowiem wywalczyła przełamanie już w pierwszym gemie. Potem dołożyła jeszcze breaka w trzecim gemie, wykorzystując błędy przeciwniczki.

     

    Kawa wysunęła się więc na 3:0 i była bardzo blisko celu. Pareja jednak nie zamierzała się poddawać. W czwartym gemie odrobiła stratę jednego breaka, a następnie w końcu utrzymała serwis. Ale Polka nie oddała już prowadzenia. Wygrała własne podanie, po czym zaatakowała na returnie. Jeszcze raz przełamała podanie Amerykanki i wyszła na 5:2. Teraz już nie czekała i zakończyła pojedynek.

     

    Po dwóch godzinach i 2 minutach gry Kawa pokonała Pareję 7:5, 6:2. W sobotnim spotkaniu Polka zanotowała dwa asy, dwa podwójne błędy, 23 kończące uderzenia i 39 pomyłek. Amerykanka nie zaserwowała żadnego asa, popełniła sześć podwójnych błędów, skończyła 17 piłek, a błędów własnych miała 37. Nasza tenisistka postarała się o więcej break pointów (15-10) i przełamań (6-3). W sumie zdobyła 85 ze 155 rozegranych punktów.

     

    Zwycięska Kawa zagra o tytuł w turnieju WTA 250 na kortach ziemnych w Bogocie. Jej przeciwniczką w decydującym pojedynku będzie rozstawiona z “dwójką” Camila Osorio (WTA 54). Kolumbijka celuje w trzecie w karierze mistrzostwo w kolumbijskiej stolicy, bowiem wcześniej triumfowała tutaj w 2021 i 2024 roku.

     

    Kawa wystąpi w swoim drugim finale zawodów głównego cyklu. W 2019 roku dotarła do tej fazy imprezy WTA 250 w łotewskiej Jurmale, gdzie skuteczniejsza od niej po trzysetowym boju była Anastasija Sevastova. Nasza tenisistka będzie chciała zatem wywalczyć premierowe mistrzostwo w kobiecym tourze.

     

    Finał turnieju Copa Colsanitas Zurich 2025 odbędzie się w niedzielę (6 kwietnia) o godz. 19:00 czasu polskiego. Triumfatorka otrzyma 250 rankingowych punktów oraz czek na sumę 36,3 tys. dolarów. Dla finalistki przeznaczono 163 punkty oraz 21,4 tys. dolarów premii.

     

    Copa Colsanitas Zurich, Bogota (Kolumbia)

    WTA 250, kort ziemny, pula nagród 275 tys. dolarów

    sobota, 5 kwietnia

     

    półfinał gry pojedynczej:

     

    Katarzyna Kawa (Polska, Q) – Julieta Pareja (USA, Q) 7:5, 6:2

  • Koniec passy Roberta Lewandowskiego. To jednak najmniejszy problem

    Koniec passy Roberta Lewandowskiego. To jednak najmniejszy problem

    Koniec passy Roberta Lewandowskiego. To jednak najmniejszy problem

    To był kolejny słaby występ Lewandowskiego pod względem czysto piłkarskim. Kolejny, bo nie najlepiej prezentował się także wtedy, gdy strzelał ostatnio gole. Tym razem do siatki nie trafił, nie miał więc czym przykryć nieudanego meczu. Bardziej martwi jednak fakt, że Polak nie dostawał od kolegów podań, nawet gdy znajdował się na dogodnych pozycjach do strzału. Także Wojciech Szczęsny nie może być po tym spotkaniu zadowolony. Barcelona powiększyła przewagę nad Realem Madryt, ale nie takiego wieczoru spodziewali się jej kibice. Piłkarze najwidoczniej też, bo po końcowym gwizdku doszło do gorszących scen.

     

    Robert Lewandowski wcale nie spisywał się ostatnio tak dobrze, jak wskazywałyby na to peany na jego cześć. Ale też w sobotnim meczu z Realem Betis niczego spektakularnie nie zepsuł, by obwiniać go za stratę punktów. Tyle że pewnie wszyscy jego fani woleliby, żeby zaliczył taki występ, jak przed tygodniem. Wtedy to stratę piłki przy bramce rywali przekuł na dwa trafienia, które walnie przyczyniły się do zwycięstwa 4:1 nad Gironą.

     

    W sobotę Lewandowski dostał plastra w osobie Marca Bartry i był właściwie bezużyteczny. Nie wychodził na pozycje, nie miał zbyt wiele wolnego miejsca wokół siebie, a to skutkowało brakiem podań. Jeśli piłki w jego stronę były już kierowane, jak spod ziemi wyrastał kapitan Realu Betis.

     

    A nawet gdy Polak trochę miejsca w końcu miał, koledzy tego nie zauważali. Tak było i na początku, i na końcu meczu. W szóstej minucie nie zauważył go Pedri. Pomocnik zdecydował się na potężny strzał, który Adrian odbił na korner.

     

    Z kolei w 82. minucie, gdy Lamine Yamal rozprowadzał akcję na prawej stronie pola karnego z Kounde, piłka ostatecznie trafiła do Fermina Lopeza. A ten nie dość, że był na spalonym, to w dodatku jego strzał został zablokowany. Tymczasem z drugiej strony “16” Polak machaniem rękoma sygnalizował gotowość do strzału.

     

    Nic z tego. Skończyło się kolejnym szerokim rozłożeniem rąk. Sam jednak nie jest bez winy. Pewną nieskutecznością na przestrzeni całego sezonu zapracował sobie na takie, a nie inne zaufanie.

     

    Ta sytuacja Lewandowskiego mogła wszystko odmienić

    Była jednak sytuacja, która totalnie zmieniłaby oceny Lewandowskiego po tym meczu. W 86. minucie Yamal wstrzelił piłkę w pole karne, Polak przytomnie ją zagarnął, a następnie uderzył przewrotką z ostrego kąta. Tyle że w kierunku przeciwnym do bramki.

     

    W ten sposób Lewandowski zaliczył zaledwie trzecie ligowe spotkanie w tym roku, w którym nie trafił do siatki. W poprzednich czterech meczach w hiszpańskiej ekstraklasy trafił pięciokrotnie. Znów potwierdziło się, że jak nie strzela, to Barcelona nie ma z niego większego pożytku. W fazie konstruowania akcji piłkę raczej tracił, niż celnie oddawał do kolegów. Łącznie zaliczył jedynie 22 kontakty z futbolówką.

     

    Na domiar złego brał udział w akcji, w której naraził się na pośmiewisko. W 30. minucie Antony założył mu siatkę przy linii bocznej, na co Polak odpowiedział faulem. Jesus Gil Manzano słusznie odgwizdał przewinienie, a na dodatek skwitował to roześmianym od ucha do ucha obliczem.

     

    Tak FC Barcelona wyszła na prowadzenie:

     

    Niezdrowych emocji nie zabrakło także po zakończeniu meczu. Tego w transmisji w polskiej telewizji już nie zobaczyliśmy. W pewnym momencie Raphinha ruszył do sędziego, zanosiło się na srogą awanturę, do akcji wkroczyli więc koledzy. Jednym z tych, którzy odciągali Brazylijczyka od arbitra, był Lewandowski. Polak na tym nie poprzestał. Wymachiwał później jeszcze w kierunku 28-latka. Ten wziął piłkę i odkopał ją, ile sił w nogach.

     

    Bynajmniej nie ostudziło to rozgrzanej głowy Brazylijczyka. Gdy zmierzał już do tunelu, wdał się w pyskówkę z Markiem-Andre ter Stegenem. Dochodzący do zdrowia bramkarz Barcelony chciał go raczej udobruchać objęciem ramieniem, ale Raphinha go odepchnął, a Niemiec nie pozostał mu dłużny. Dalsza utarczka miała miejsce już w tunelu, dokąd ter Stegen kolegę z drużyny po prostu wepchnął.

     

    To i tak niewiele mniej interwencji niż w całym meczu zaliczył Wojciech Szczęsny. Poza straconą bramką Polak jeszcze tylko raz musiał zmierzyć się z celnym strzałem. Tuż przed końcem meczu po raz wtóry pokonać go postanowił Natan. Po potężnym uderzeniu z dystansu piłka nabrała odchodzącej rotacji, ale każdy szanujący się bramkarz musiał stanąć na wysokości zadania. Nie inaczej było w przypadku Szczęsnego.

     

    Poza tym musiał jeszcze trzy razy wychodzić na przedpole. W pierwszym przypadku dał się ubiec Cucho Hernandezowi, ale nie dość, że napastnik Betisu uderzył tak, że piłka pozostała w polu, to na dodatek był na spalonym.

     

    W innej sytuacji w porę wybił piłkę przed “16” nogą, a w doliczonym czasie drugiej połowy zrobił to głową. Przy okazji został znokautowany przez Cedrica Bakambu. Szybko się jednak pozbierał, by wznowić grę.

    Szczęsny zanotował już 20. mecz bez porażki w barwach Barcelony, ale 11. czystego konta zaliczyć nie zdołał. Także na własne życzenie. Gol dla Betisu padł po potężnym strzale głową Natana, ale jednak w środek bramki. Tyle że i tak najbardziej w tej sytuacji zawalił Ronald Araujo. Kapitan Barcelony nie raczył nawet wyskoczyć do dośrodkowanej piłki i w teorii kryty przez niego stoper gości miał ułatwione zadanie.

     

    Do piłkarzy, którzy po tym meczu mogą pluć sobie w brodę, należy zaliczyć też Yamala. Po tak zjawiskowym występie, jak w środę przeciwko Atletico w Madrycie, tym razem wychodziło mu dużo mniej. Aż dziw bierze, że nie został ściągnięty przed końcem spotkania.

     

    W jego przypadku można mieć poważne podejrzenia, że jest po prostu za bardzo eksploatowany. W ciągu ostatnich 10 dni opuścił tylko 3 z 360 możliwych do rozegrania minut w Barcelonie. W ciągu ostatniego miesiąca — 12 z 540. Od początku lutego — 49 z 1170. 17-latek właściwie nie odpoczywa.

     

    Flick trzymał go do końca meczu, tymczasem nawet godziny nie dał pograć Ferranowi Torresowi. Superrezerwowy tym razem wystąpił od pierwszej minuty. W teorii został ustawiony na lewej flance, ale de facto najczęściej operował za plecami Lewandowskiego. Nie była to współpraca udana, ale nie tylko dlatego Hiszpan musiał schodzić z boiska z nosem spuszczonym na kwintę.

     

    W 29. minucie powinien był przywrócić Barcelonie prowadzenie. Po dośrodkowaniu Alejandro Balde uderzył jednak nieczysto i nie trafił nawet w bramkę. Nietypowa pozycja na boisku nie jest oczywiście usprawiedliwieniem w tej sytuacji. Ale pewnie gdyby dostał szansę gry na szpicy albo rzeczywiście na skrzydle, byłoby z niego więcej pożytku. Może nawet więcej niż z Lewandowskiego czy Yamala.

     

    Emocje będą tylko rosnąć

    Barcelona co prawda straciła pierwsze punkty w lidze od połowy stycznia, ale jej sytuacja i tak jest komfortowa. Nad Realem Madryt ma cztery “oczka” przewagi, a w zanadrzu mecz z tym rywalem na własnym stadionie. Z kim zresztą mieli nie wygrać, jeśli nie z Betisem, który w ostatnich 10 meczach zgromadził drugi najlepszy dorobek w lidze?

     

    Już teraz wiadomo, że Barcelona z pustymi rękami tego sezonu nie zakończy. W styczniu sięgnęła po Superpuchar Hiszpanii, w porywającym stylu ogrywając w finale Real (5:2). Pewnie jeszcze w sierpniu wielu kibiców Dumy Katalonii nawet to jedno trofeum wzięłoby z pocałowaniem ręki.

     

    Gdyby jednak po tak wielu znakomitych występach Blaugrana poprzestała tylko na triumfie w tych rozgrywkach, całe barcelonismo wręcz okryłoby się żałobą. Nie po to w tak widowiskowym stylu podopieczni Flicka przepłynęli niemal cały dystans, by zawieść tuż przed rozłożeniem się na plaży.

     

    Z tego względu napięcie będzie tylko rosło. Ostatecznie pamięta się przecież przede wszystkim zwycięzców.

     

  • Złoto dla Polki w Brazylii! Przyćmiła nawet Julię Szeremetę

    Złoto dla Polki w Brazylii! Przyćmiła nawet Julię Szeremetę

    Złoto dla Polki w Brazylii! Przyćmiła nawet Julię Szeremetę

    Mamy złoto! Barbara Marcinkowska zrobiła to, czego nie udało się nawet Julii Szeremecie, wygrywając zmagania w Pucharze Świata w Foz do Iguaçu w Brazylii. W emocjonującym finale kategorii do 70 kg 21-letnia Polka pokonała 3:2 Australijkę Lekeishę Pergoliti.

     

    Walka od początku była popisem umiejętności Marcinkowskiej. Już w pierwszej rundzie Polka zdominowała ring, wykorzystując swój zasięg i precyzyjne lewe proste, które zapewniły jej wyraźną przewagę. Druga odsłona przyniosła więcej walki ze strony Pergoliti, ale Marcinkowska skutecznie kontrowała, utrzymując bezpieczny dystans. Trzecia runda, choć bardziej wyrównana, nie zmieniła obrazu pojedynku – Polka zachowała zimną krew i przypieczętowała triumf.

     

    Barbara Marcinkowska najlepsza! Werdykt nie oddaje jej dominacji

     

    Ostateczny werdykt sędziów (3:2) nie oddaje w pełni dominacji Marcinkowskiej, która na kartach trzech arbitrów wygrała wyraźnie (30:27), podczas gdy dwoje sędziów punktowało minimalnie na korzyść Australijki (29:28). Warto dodać, że Marcinkowska, mimo młodego wieku, ma już na koncie tytuły młodzieżowej mistrzyni Europy i świata, a jej progres w ostatnich miesiącach budzi podziw.

    https://x.com/KrolJagiello/status/1908653040246136916

    Triumf w Brazylii to znaczący krok dla Marcinkowskiej i po cichu możemy już nawet marzyć o jej medalu na igrzyskach olimpijskich w Los Angeles w 2028 r. W cieniu sukcesu Marcinkowskiej znalazła się Julia Szeremeta, która swój finał przegrała, ale i tak zasługuje na słowa uznania.

     

  • WIDEO: Ewa Pajor ratuje Barcelonę niewiarygodnym golem w ostatniej sekundzie – Musisz to zobaczyć!

    WIDEO: Ewa Pajor ratuje Barcelonę niewiarygodnym golem w ostatniej sekundzie – Musisz to zobaczyć!

    Barcelona Stała na Krawędzi Katastrofy… Ale W Ostatnich Sekundach Ewa Pajor Dokonała Cudu, Którego Nikt Się Nie Spodziewał! [WIDEO]

    Przez niemal cały mecz wyglądało na to, że wydarzy się coś nie do pomyślenia. FC Barcelona – niepokonana, nietykalna i zdawałoby się nie do zatrzymania w tym sezonie – była o krok od straty pierwszych punktów. Athletic Bilbao, zdyscyplinowane i nieustępliwe, odpierało atak za atakiem. Zegar zbliżał się do 90. minuty. Nerwy rosły. Presja była przytłaczająca. Aż nagle… iskra. Moment. Nazwisko.

    Ewa Pajor.

    W błysku geniuszu polska napastniczka zamieniła rozpacz w ekstazę. Jeden kontakt z piłką, jedno podanie, jedno uderzenie serca, które zmieniło wszystko. To, co wydarzyło się później, wstrząsnęło stadionem — i przypomniało światu, dlaczego nigdy, przenigdy nie można lekceważyć Pajor.

     

    Gdy Wszystko Wydawało Się Stracone, Pajor Wzięła Sprawy w Swoje Ręce: Wieczór Wysokiej Stawki w Bilbao

     

    Kiedy Ewa Pajor dołączyła do FC Barcelony latem 2024 roku, oczekiwania sięgnęły nieba. Ale nawet ci, którzy wierzyli w jej potencjał, nie mogli przewidzieć, jak szybko stanie się tajną bronią zespołu. Przed starciem z Athletic Bilbao żeńska drużyna Barcelony miała na koncie 15 zwycięstw z rzędu, dominując ligę w niespotykanym stylu. Ale tej nocy wszystko mogło runąć.

     

    Od pierwszego gwizdka Barcelona dominowała: posiadanie piłki, terytorium, tempo — ale nie wynik. Bilbao, co trzeba im oddać, było doskonale przygotowane. Ich obrona była szczelna, pomocnicy niezmordowani, a plan gry zrealizowany niemal chirurgicznie. Raz za razem ofensywa Barcelony była zatrzymywana. Frustracja narastała. Komendy trenera Giráldeza stawały się coraz bardziej nerwowe. Ale gola wciąż brakowało.

     

    Po 60 minutach było jasne: Barcelona potrzebowała kogoś, kto odmieni bieg meczu. Kogoś, kto przerwie schemat, zmieni rytm, stworzy coś z niczego.

     

    Na boisko weszła Ewa Pajor.

    Jedna Chwila Geniuszu: Lodowato Chłodna Decyzja Pajor Odmienia Losy Mecz

    Wprowadzona na boisko w 61. minucie, Pajor od razu zaznaczyła swoją obecność. Jej ruchy były dynamiczne, zamiary czytelne. Z każdym jej kontaktem z piłką tempo gry rosło. Nadzieja wracała. Ale wynik pozostawał bez zmian. Bilbao nie chciało się ugiąć.

     

    I wtedy nadeszła 90. minuta.

     

    Ciężar niepokonanego rekordu, presja oczekiwań — wszystko to wisiało w powietrzu jak burzowa chmura. Wtedy Pajor ruszyła. Znalazła się przy piłce i miała tylko sekundę na decyzję. To, co zrobiła, było czystym geniuszem: idealnie wyczute, przecinające linię obrony podanie, które dotarło do Alexii Putellas. Hiszpańska gwiazda nie zawahała się ani chwili i wykończyła akcję z chirurgiczną precyzją.

     

    Barcelona wyszła na prowadzenie. Pajor dokonała cudu.

     

    Dwie minuty później, oszołomione Bilbao dostało kolejny cios. Tym razem piłkę do siatki skierowała Vicky Lopez. Na tablicy wyników 2:0. Rekord niepokonanych pozostał nienaruszony. A imię Pajor rozbrzmiewało na ustach wszytkich.

    Barcelona Idzie Jak Burza – a Na Jej Czele Maszeruje Pajor

    To zwycięstwo to nie były tylko kolejne trzy punkty. To był manifest. Świadectwo siły, klasy i tego, jak kluczowa jest obecność światowej klasy piłkarki w najtrudniejszych momentach. FC Barcelona ma teraz na koncie 16 zwycięstw w 16 meczach, zdumiewające 74 zdobyte bramki i tylko 7 straconych. Ich przewaga nad Realem Madryt urosła już do 11 punktów.

     

    Ale najbardziej imponująca jest forma polskiej gwiazdy. Pajor to nie tylko zawodniczka na ważne momenty — ona na nowo pisze statystyki ofensywne ligi. Z 14 bramkami przewodzi klasyfikacji strzelców, wyprzedzając o trzy trafienia Ednę Imade z Granady. Do tego dorzuciła 5 asyst, udowadniając, że potrafi nie tylko kończyć akcje, ale także je kreować.

     

    Ewa Pajor stała się symbolem nowej ery Barcelony. Gdy drużyna potrzebuje inspiracji — ona ją daje. Gdy stawka jest najwyższa — ona wstaje. A gdy historia puka do drzwi — ona odpowiada.

     

    Jeden kontakt. Jeden moment. Jednakobieta, która nie pozwala Barcelonie upaść.

     

     

  • Hiszpanie zobaczyli, co zrobił Lewandowski. Tak go nazwali

    Hiszpanie zobaczyli, co zrobił Lewandowski. Tak go nazwali

    Hiszpanie zobaczyli, co zrobił Lewandowski. Tak go nazwali

    FC Barcelona zremisowała 1:1 z Realem Betis w meczu 30. kolejki ligi hiszpańskiej. Robert Lewandowski zakończył to spotkanie bez gola, co było pierwszym takim przypadkiem od 22 lutego i pojedynku z Las Palmas. Jak hiszpańskie media oceniły występ Lewandowskiego na tle drużyny Manuela Pellegriniego? “Brakowało mu precyzji, zwrotności” – czytamy w prasie z Półwyspu Iberyjskiego.

     

    Na kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem meczu z Realem Betis, do Barcelony spłynęły kapitalne wieści. Real Madryt potknął się w starciu z Valencią i przegrał 1:2. Dzięki temu przed zespołem Hansiego Flicka otworzyła się szansa, by powiększyć przewagę nad Realem do sześciu punktów, co byłoby sporym marginesem w kontekście walki o mistrzostwo Hiszpanii. Ostatecznie X..

     

    Jednocześnie przed Robertem Lewandowskim pojawiła się okazja, by zwiększyć przewagę nad Kylianem Mbappe co najmniej do czterech trafień. Francuz nie strzelił gola w meczu Realu.

     

    W pierwszej połowie Lewandowski miał okazję do strzału w 34. minucie, ale piłka po jego próbie została zablokowana przez Aitora Ruibala. Po przerwie Lewandowski nie miał możliwości, by pokonać Adriana i strzelić swojego 26. gola w tym sezonie ligi hiszpańskiej. W 86. minucie Lewandowski uderzył piłkę przewrotką, ale ta nie leciała w ogóle w kierunku bramki strzeżonej przez Adriana.

     

    Ostatni ligowy mecz Lewandowskiego bez gola to spotkanie z Las Palmas z 24. kolejki, które odbyło się 22 lutego br. Barcelona wygrała ten mecz 2:0 po golach Daniego Olmo i Ferrana Torresa.

     

    Tak Hiszpanie napisali o występie Lewandowskiego. “Nieregularny”

     

    Dziennik “Mundo Deportivo” nazwał Lewandowskiego “nieobsłużonym” w starciu z Betisem. “Koledzy z drużyny nie znajdowali go w strefie, w której Polak nie odpuszcza. Brak klarownych szans mimo jego mobilności i prób stworzenia przestrzeni dla Ferrana Torresa” – czytamy w pomeczowych ocenach.

     

    Kataloński “Sport” określił Lewandowskiego “nieregularnym”. “Odgrywał wiodącą rolę w ataku, natomiast brakowało mu precyzji, zwrotności, kontroli i ostatniego strzału. Był bliski strzelenia gola, ale brakowało mu determinacji z jego najlepszych meczów” – pisali w Katalonii.

     

    Dziennik “Marca” przyznał Lewandowskiemu “piątkę” w skali 1-10. “Był całkowicie zanurzony w walce o Trofeo Pichichi, ale tego dnia nie był w stanie zwiększyć przewagi nad Mbappe. W pierwszej połowie nie doszedł do żadnej klarownej okazji. W drugiej połowie było niewiele z gry Roberta. Miał klarowną szansę w końcówce meczu” – napisali madryccy dziennikarze.

     

    W kolejnym ligowym meczu Barcelona zagra na wyjeździe z Leganes. W środę Barcelona zmierzy się z Borussią Dortmund w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów. Oba spotkania rozpoczną się o godz. 21:00. Relacje tekstowe na żywo w Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE

     

  • 19-letnia Polka sprawiła gigantyczną sensację. Powalczy o złoto!

    19-letnia Polka sprawiła gigantyczną sensację. Powalczy o złoto!

    19-letnia Polka sprawiła gigantyczną sensację. Powalczy o złoto!

    Do niewyobrażalnych scen doszło w półfinale Pucharu Świata w Brazylii. Sparingpartnerka Julii Szeremety Kinga Krówka pokonała brązową medalistkę olimpijską z Paryża Chen Nien-Chin przez jednogłośną decyzję sędziowską. “Niebywałe. Ikoniczny moment całego turnieju” – podsumował dziennikarz TVP Sport Piotr Jagiełło. Nasza zawodniczka zawalczy zatem teraz o złoty medal.

     

    Dominacja – tak krótko można podsumować środowy występ Julii Szeremety w Brazylii” – pisał Hubert Pawlik ze Sport.pl. Nasza zawodniczka nie dała większych szans Alyssie Mendozie i pewnie zwyciężyła przez jednogłośną decyzję sędziowską. Jak się okazuje, kapitalnie zaprezentowała się również inna polska pięściarka, która właśnie zaskoczyła cały świat. – Młoda krew i energia. Jest bardzo niewygodna, ciężko mi się z nią robi – tak opisywała niedawno Kingę Krówkę Szeremeta w rozmowie ze TVP Sport.

     

    Ogromna sensacja w Brazylii. Kinga Krówka pokonała medalistkę olimpijską z Paryża

    Krówka dokonała w nocy z czwartku na piątek czegoś niewiarygodnego. Mimo że była gremialnie skreślana w pojedynku z medalistką olimpijską z Paryża oraz mistrzynią świata z 2018 roku Chen Nien-Chin, to udało jej się zwyciężyć. Mało tego, pokazała się ze świetnej strony, zwłaszcza pod kątem taktycznym. Ostatecznie czterech sędziów wypunktowało starcie na jej korzyść 29:28.

     

    Trudno nie odnieść wrażenia, że biorąc pod uwagę dotychczasowe osiągnięcia rywalki, było to dla Krówki największe zwycięstwo w karierze. “Niebywałe. Ikoniczny moment całego tego turnieju. Co za talent. Najmłodszy rocznik turnieju” – przekazał dziennikarz TVP Sport Piotr Jagiełło. Podobnie rozpisał się Mateusz Fudala, który również nie krył zachwytu. “To się w głowie nie mieści! Pierwszy rok wśród seniorek. Czapki z głów!” – podsumował. Teraz przed 19-latką walka o złoto.

     

    Sukcesy innych reprezentantów Polski w Brazylii. Aż pięć zwycięstw

    Poza Krówką półfinałowe walki wygrały również trzy inne nasze zawodniczki: Wiktoria Rogalińska, która pokonała Brytyjkę Lauren Mackie (młodzieżową mistrzynię świata) 5:0, Aneta Rygielska, która wygrała z Elise Glinn, oraz Barbara Marcinkowska, która zwyciężyła z Leonie Mueller 4:1.

     

    Z awansu do finału Pucharu Świata mógł cieszyć się też Paweł Brach. Ten rywalizujący w kategorii do 60 kilogramów zawodnik potrzebował zaledwie rundy, by posłać rywala z Indii na deski. Mimo że Sachin pokazał wolę walki, wstał i kontynuował starcie, to w przerwie narożnik zadecydował, że nie dopuści go do kolejnych odsłon.

     

    Wiemy, że grono naszych reprezentantów w finale może się powiększyć już w piątkowy wieczór. Swoje pojedynki stoczą: Natalia Kuczewska, Jakub Straszewski oraz Julia Szeremeta, która zawalczy z Ulzhan Sarsenbek z Uzbekistanu.

  • Ruszyła, ale za późno. Julia Szeremeta bez złota w Pucharze Świata

    Ruszyła, ale za późno. Julia Szeremeta bez złota w Pucharze Świata

    Ruszyła, ale za późno. Julia Szeremeta bez złota w Pucharze Świata

    Julia Szeremeta uległa Brazylijce Jucielen Romeu w finale bokserskiego Pucharu Świata w kategorii do 57 kg. O wyniku zdecydowali sędziowie punktowi: trzech z nich punktowało na korzyść Romeu, dwóch – na korzyść Polki.

     

    Szeremeta zaczęła spokojnie, czekając na ataki Romeu. Pierwsza runda w dużej części przypominała partię szachów. Nie dziwi fakt, że w pewnym momencie sędzia ringowy zwrócił uwagę na brak akcji. Polka pracowała w swoim stylu, starała się przepuszczać ciosy i atakować w kontrze. W ocenie aż czterech sędziów rundę tę wygrała Brazylijka.

     

    Drugą rundę Polka ponownie zaczęła na “wstecznym” biegu. Brazylijka starała się pracować długim lewym prostym, po którym dodawała prawy. Wraz z upływem czasu, Polka zaczęła przyśpieszać. Szeremeta często zmieniała pozycję i starała się inicjować ataki. Sędziowie nie byli jednomyślni w ocenie tej rundy, trzech dało jej Brazylijce, dwóch – Polce

     

    W finałowej odsłonie Polka podkręciła tempo, spodziewając się się, że przegrywa na kartach punktowych. To Szeremeta zajmowała środek ringu i dyktowała tempo, spychając Brazylijkę do defensywy. Po ostatnim gongu to faworytka gospodarzy wzniosła jednak ręce w geście triumfu.

     

    Po trzech rundach trzech sędziów punktowało na korzyść Romeu, dwóch widziało zwycięstwo Polki. To tylko oznaczało, że złoto wywalczyła Brazylijka.

     

    Punktacja po walce Szeremeta – Romeu w finale Pucharu Świata:

     

    Przypomnijmy, że w drodze do finału Szeremeta stoczyła dwa zwycięskie pojedynki. W pierwszym zmierzyła się z Alyssą Mendozą, pokonując Amerykankę 5:0. W półfinale Polka pokonała Ulzhę Sarsenbek

    ← Back

    Thank you for your response. ✨

    z Kazachstanu.

  • Ależ występ Polaka w Premier League. Zdobył nagrodę MVP!

    Ależ występ Polaka w Premier League. Zdobył nagrodę MVP!

    Ależ występ Polaka w Premier League. Zdobył nagrodę MVP!

    Jakub Kiwior znalazł się w podstawowym składzie Arsenalu w obliczu poważnej kontuzji Gabriela Magalhaesa. Polak stworzył duet środkowych obrońców z Williamem Salibą na mecz z Evertonem i niewykluczone, że tę parę zobaczymy także w ćwierćfinale Ligi Mistrzów przeciwko Realowi Madryt. Jak Kiwior zagrał na tle Evertonu? Kibice i eksperci byli zachwyceni jego postawą, zwłaszcza w kontekście wyprowadzania piłki do napastników.

     

    To była 34. minuta meczu na Goodison Park. Amadou Onana zagrał piłkę głową na połowie Arsenalu, ale podał wprost pod nogi Raheema Sterlinga. Przez to zespół Mikela Artety ruszył z kontratakiem. Sterling podał do Leandro Trossarda, a Belg uderzył sprzed pola karnego i pokonał Jordana Pickforda. W ten sposób Arsenal zaczął strzelanie w 31. kolejce Premier League.

     

    W poprzedniej kolejce Arsenal przeżył prawdziwy dramat. Co prawda wygrał 2:1 z Fulham, ale stracił Gabriela Magalhaesa z powodu kontuzji. To spore osłabienie Arsenalu nie tylko na resztę sezonu ligi angielskiej, ale też na dwumecz z Realem Madryt w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Ta kontuzja sprawiła, że pierwszym graczem w kolejności do gry był Jakub Kiwior.

     

    – Dobrą rzeczą w Jakubie jest to, że jest bardzo odpowiedzialny. Za każdym razem, gdy go potrzebujemy, zawsze jest, jest dostępny i wykonuje swoją pracę. Jest gotowy, ma uśmiech na twarzy – mówił Arteta o Polaku przed meczem z Evertonem. Ten mecz był ostatnim sprawdzianem dla Kiwiora przed starciami z Realem.

     

    Ostatni mecz Kiwiora w Premier League to 8 grudnia 2024 r. i rywalizacja z Fulham (1:1) w 15. kolejce. Od tamtej pory Polak był rezerwowym w lidze, a najwięcej szans dostawał w Lidze Mistrzów.

     

    Ależ słowa o Kiwiorze. Kibice są nim zachwyceni. “Wielka broń”

    W pierwszej połowie Everton nie oddał ani jednego celnego strzału na bramkę Davida Rayi. Kiwior otrzymywał sporo pochwał za wyprowadzenie piłki. “Lewa noga Kiwiora to wielka broń, gra absolutnie fantastycznie z tyłu”, “świetna dyspozycja w pierwszej połowie” – to część z komentarzy pojawiających się na portalu X.

     

    Sam początek meczu dla Evertonu był bardzo nerwowy, gdzie często sprawdzany był Pickford. Przez 45 minut defensorzy gospodarzy blokowali jeszcze strzały ze strony Trossarda i Sterlinga. Najlepszą okazję po stronie Evertonu miał Iliman Ndiaye, ale piłka po jego strzale poleciała wyraźnie nad poprzeczką.

     

    Kiwior zawodnikiem meczu Premier League. Arsenal oddala się od tytułu

    Po przerwie na boisku pojawili się Bukayo Saka i Gabriel Martinelli. Szybko Everton wywalczył rzut karny po walce Mylesa Lewisa-Skelly’ego z Jackiem Harrisonem. Sama sytuacja była kontrowersyjna, bo graczowi Arsenalu wydawało się, że był faulowany jako pierwszy. Ostatecznie decyzja została utrzymana, a Ndiaye strzelił gola na 1:1.

     

    Po tym golu zaczęło dziać się więcej pod bramką Arsenalu. W 77. minucie Raya dobrze interweniował przy próbie Abdoulaye’a Doucoure. Kiwior zagrał długie podanie w kierunku Trossarda, ale przy próbie Belga świetnie interweniował Pickford. Później bramkarz Evertonu znakomicie zareagował po próbie Martinelliego.

     

    Ostatecznie Arsenal zremisował 1:1 z Evertonem, a Kiwior zagrał 90 minut. W samej końcówce nie brakowało emocji, bo najpierw sędzia zagwizdał na koniec meczu na osiem sekund przed jego końcem, a potem cofnął swoją decyzję, by przyznać rzut wolny Evertonowi. Ostatecznie Kiwior został wybrany MVP spotkania na Goodison Park.

     

    “Szacunek dla Kiwiora. W ciągu ostatnich kilku dni pojawiło się wiele pytań wokół niego, a zaprezentował się solidnie w trudnym meczu wyjazdowym i zdobył nagrodę MVP” – pisze Harry Symeou, komentator BBC.

     

    Remis z Evertonem oznacza, że Arsenal ma 62 punkty po 31 meczach i traci jedenaście do prowadzącego Liverpoolu. Jeżeli zespół Arne Slota pokona Fulham w tej kolejce, to będzie potrzebował tylko ośmiu punktów w pozostałych spotkaniach, by świętować mistrzowski tytuł.

  • Jest decyzja! Krychowiak dołącza do Lewandowskiego, Szczęsnego i Błaszczykowskiego

    Jest decyzja! Krychowiak dołącza do Lewandowskiego, Szczęsnego i Błaszczykowskiego

    Jest decyzja! Krychowiak dołącza do Lewandowskiego, Szczęsnego i Błaszczykowskiego

    Pomysł zrodził się już jakiś czas temu, kiełkował, rozmowy trwały, a w ostatnich dniach zapadła ostateczna decyzja. Jak dowiedział się Sport.pl, Grzegorz Krychowiak będzie kolejnym polskim piłkarzem, który doczeka się filmu dokumentalnego i dołączy m.in. do Roberta Lewandowskiego, Jakuba Błaszczykowskiego czy Wojciecha Szczęsnego.

     

    Film dokumentalny o Robercie Lewandowskim pt. “Lewandowski – Nieznany” miał premierę w marcu 2023 roku. – To był wieczór kapitana reprezentacji Polski. Pełen wzruszeń, żartów i wspomnień – pisaliśmy po premierowym pokazie filmu, na którym nie zabrakło oczywiście głównego bohatera. – Cieszę się, że jesteście ze mną na premierze. Emocje jeszcze nie opadły, jeszcze chwili będę potrzebował, ale dziękuję, że jesteście – powtarzał Robert Lewandowski. Tuż po pokazie nie mógł powstrzymać emocji, był wzruszony, ale szczęśliwy. Podobne emocje towarzyszyły Jakubowi Błaszczykowskiemu, o którym film ukazał się w lutym 2024 roku. Wojciech Szczęsny na premierę filmu o sobie wciąż czeka, ale jak słyszymy, prace są na ukończeniu.

     

    Grzegorz Krychowiak jak Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny

    Za wszystkie te produkcje odpowiada polski producent “Papaya Films”, ale to nie koniec. Jak dowiedział się Sport.pl, już niedługo powstanie film o kolejnym wybitnym reprezentancie Polski: Grzegorzu Krychowiaku. Pomysł zrodził się już jakiś czas temu, kiełkował, rozmowy trwały, a w ostatnich dniach zapadła ostateczna decyzja o jego realizacji. Producentem kreatywnym filmu o stukrotnym reprezentancie Polski będzie Kacper Sawicki, a biorąc pod uwagę charakter i osobowość Krychowiaka, jego bogatą często nieoczywistą sportową karierę, zapowiada się prawdziwe kino.

     

    Przypomnijmy, że Grzegorz Krychowiak wciąż jest aktywnym piłkarzem. Aktualnie gra w Anorthosisie Famagusta, a w tym sezonie ligi cypryjskiej zagrał w 15 meczach, strzelił dwa gole, miał jedną asystę i obejrzał sześć żółtych kartek. Reprezentacyjną karierę oficjalnie zakończył w październiku 2024 roku, gdy razem z Wojciechem Szczęsnym pożegnał się z kibicami na PGE Narodowym przed meczem Ligi Narodów z Portugalią.

  • Nie wytrzymał po decyzji Igi Świątek. Jan Tomaszewski grzmi. I uderza w sztab

    Nie wytrzymał po decyzji Igi Świątek. Jan Tomaszewski grzmi. I uderza w sztab

    Nie wytrzymał po decyzji Igi Świątek. Jan Tomaszewski grzmi. I uderza w sztab

    Iga Świątek wywołała niemałą burzę, ogłaszając, że nie weźmie udziału w meczach reprezentacji Polski w kwalifikacjach do turnieju Billie Jean King Cup. Wiceliderka rankingu WTA chce poświęcić się teraz przygotowaniom do sezonu na mączce, czym nieco zirytowała Jana Tomaszewskiego. Legendarny bramkarz w rozmowie z “Super Expressem” podkreśla, że nie powinno się odmawiać gry w narodowych barwach. — Moim zdaniem to niestety nie zadecydowała tylko Iga Świątek — mówi.

     

    Decyzja Igi Świątek o rezygnacji z udziału w kwalifikacjach do Billie Jean King Cup, mocno rozczarowała część kibiców i ekspertów. To mogła być jedna z nielicznych szans na zobaczenie wiceliderki rankingu WTA podczas zmagań w Polsce. Eliminacje odbędą się na kortach w Radomiu.

     

    “Teraz przyszedł czas na więcej balansu, skupienie się na sobie i swoich treningach. Trzymam kciuki za dziewczyny i za cały zespół” — napisała w oświadczeniu Świątek. Jej decyzja nie spodobała się m.in. Janowi Tomaszewskiemu. Zdaniem legendarnego bramkarza polska tenisistka nie podjęła jej jednak sama.

     

    Jan Tomaszewski ostro o decyzji Igi Świątek. Uderzył w jej sztab

     

    “Moim zdaniem to niestety nie zadecydowała tylko Iga Świątek. To zadecydował cały sztab szkoleniowy. Uważam, że popełniono błąd, bo reprezentacji Polski się nie odmawia. To jest drużyna narodowa. Iga zrezygnowała, ale musiała to zrobić. Ktoś jej to wcisnął do głowy” — mówi Tomaszewski w rozmowie z “Super Expressem”.

     

    Jego zdaniem wpływ na decyzję Świątek mógł mieć jej trener Wim Fissette lub psycholożka Daria Abramowicz. Były bramkarz reprezentacji Polski podkreśla, że zachowanie obozu wiceliderki rankingu WTA jest błędem.

     

    “W zeszłym roku zrobiła bardzo wiele, grała wszystko. Więc teraz nie rozumiem. Iga na pewno nie zyskała sobie sympatii niektórych kibiców. Coś tam moim zdaniem nadal nie gra. Można zrezygnować z gry w reprezentacji całkowicie, nie ma przymusu. Ale nie można odmówić, wybierać sobie, że w tym meczu gram, a w tym nie” — grzmi Tomaszewski.