Category: Home

  • Szeremeta weszła do ringu z “Potworem”. “To była demolka”

    Szeremeta weszła do ringu z “Potworem”. “To była demolka”

    Szeremeta weszła do ringu z “Potworem”. “To była demolka”

    “Te kocie ruchy. Fantastyczny boks Julii Szeremety w półfinale Pucharu Świata i demolka na Ulżanie Sarsenbek” – zachwycał się dziennikarz Piotr Jagiełło. Wicemistrzyni olimpijska znowu to zrobiła. Wygrała pojedynek w kapitalnym stylu. Tym razem w pokonanym polu zostawiła zawodniczkę nazywaną… “Potworem”.

     

    “Nie był to rok wyjątkowych sukcesów, ale nasze sportowe gwiazdy potrafiły nas poderwać. Wojciech Szczęsny, Robert Lewandowski, Iga Świątek, Bartosz Zmarzlik, Natalia Kaczmarek, Julia Szeremeta, Aleksandra Mirosław, Katarzyna Niewiadoma, a także drużyny siatkarzy i szpadzistek miały w 2024 roku momenty, które wywołały u nas emocje, radość, wzruszenie. Która z tych chwil to dla was Moment Roku 2024 w polskim sporcie?” – pytał dziennikarz Sport.pl Łukasz Jachimiak

     

    Szeremeta zachwyciła świat. Znowu to zrobiła

    Dla wielu kibiców z pewnością odpowiedzią na tak zadane pytanie byłoby oczywiste stwierdzenie: odkrycie Julii Szeremety, która po igrzyskach olimpijskich w Paryżu cieszy się ogromną popularnością. 21-latka wywalczyła medal w boksie i niejako odrodziła tę dyscyplinę w Polsce.

     

    Wielu z pewnością czeka już na kolejne igrzyska, by zobaczyć w ringu waleczną zawodniczkę. Szeremeta w roku nieolimpijskim nie próżnuje. W nocy z piątku na sobotę polskiego czasu stoczyła walkę z zawodniczką nazywaną “Potworem”. Taki właśnie przydomek uzyskała reprezentantka Kazachstanu Ulżana Sarsenbek. Starcie odbyło się w ramach półfinału turnieju Pucharu Świata w brazylijskim Foz do Iguancu.

     

    Sarsenbek przed walką z Polką mogła legitymować się rekordem 14 zwycięstw i 5 porażek, a pojedynek z Szeremetą był jej pierwszym w turnieju, bowiem wcześniej otrzymała wolny los. Co ważne z polskiej perspektywy – pierwszym i ostatnim.

     

    “Julia Szeremeta z kolejną efektowną wygraną! Nasza pięściarka pokonała Ulżanę Sarsenbeki awansowała do finału kategorii do 57 kg. Zmierzy się w nim z Jucielen Romeu. Brazylijka to doświadczona zawodniczka, dwukrotna olimpijka (ćwierćfinał w Paryżu). Powinno być w miarę równo, pewnie 55 do 45 dla Julii” – napisał na portalu X Łukasz Gagaska, prowadzący profil Sporty Olimpijskie.

     

    Wszyscy sędziowie jednogłośnie orzekli wygraną Szeremety. Wygrała 30:27, 30:27, 30:27, 30:26, 30:26.

     

    “Te kocie ruchy. Fantastyczny boks Julii Szeremety w półfinale Pucharu Świata i demolka na Ulżanie Sarsenbek. Szermierka z elementami pirotechniki, kompletny boks i przekładanie rywalki z ręki do ręki. 5-0, miazga i wielki finał. Autentycznie, piałem z zachwytu” – komentował na portalu X dziennikarz Piotr Jagiełło.

    Kolejna rywalka Szeremety to Brazylijka Jucilen Romeu, która wkrótce skończy 29 lat.

  • Gdzie jest jego limit? Lewandowski lada moment przebije Messiego!

    Gdzie jest jego limit? Lewandowski lada moment przebije Messiego!

    Gdzie jest jego limit? Lewandowski lada moment przebije Messiego!

    Robert Lewandowski może już przymierzać koronę króla strzelców La Ligi. Polak idzie po swoje drugie Trofeo Pichichi w karierze i jest krok od zostania najbardziej utytułowanym królem strzelców w historii. Odbierze to miano samemu Leo Messiemu.

     

    Robert Lewandowski zdobył w tym sezonie La Ligi 25 bramek i już teraz (przed 30. kolejką) ma dorobek, który gwarantował tytuł króla strzelców Primera Division w 59 z 93 poprzednich sezonów La Ligi, w tym w dwóch ostatnich kiedy koronę zdobywali piłkarze z 23 (sam “Lewy”) i 24 (Artem Dowbyk) trafieniami.

     

    W XXI wieku Polak byłby Pichichi (więcej o nazwie nagrody TUTAJ) już teraz łącznie w ośmiu sezonach, w tym w dwóch poprzednich, Poza kosmiczną erą “Gwiezdnych Wojen” Leo Messiego i Cristiano Ronaldo (2009-2018), które napędzały ich do przekraczania kolejnych granic, tylko w siedmiu innych sezonach w tym wieku do zdobycia Trofeo Pichichi potrzeba było więcej goli.

     

    Wśród legend

     

    Lewandowski jednak nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. 36-latek może poprawić swój dorobek. I to znacznie. Barcelona ma do rozegrania dziewięć ligowych spotkań. Polak strzela w tym sezonie La Ligi 0,89 gola na mecz i jest bardzo regularny, więc można szacować, że skończy rozgrywki z 33 trafieniami.

     

    Poza Messim i Ronaldo więcej goli w jednym sezonie La Ligi w XXI wieku udało się strzelić jedynie Luisowi Suarezowi. A w całej, blisko stuletniej historii rozgrywek dokonali tego jeszcze tylko Telmo Zarra, Hugo Sanchez, Baltazar oraz Ronaldo “Il Fenomeno”.

     

    A to tylko orientacyjny szacunek na podstawie danych z całego sezonu. W ostatnich dziewięciu meczach strzelił dziewięć goli. Jeśli zachowa tę skuteczność, jego zdobycz będzie jeszcze okazalsza.

     

    Najwięcej goli w jednym sezonie La Ligi:

     

    M Piłkarz Gole Sezon Klub

    1. Leo Messi 50 2011/12 FC Barcelona

    2. Cristiano Ronaldo 48 2014/15 Real Madryt

    3. Cristiano Ronaldo 46 2011/12 Real Madryt

    – Leo Messi 46 2012/13 FC Barcelona

    5. Leo Messi 43 2014/15 FC Barcelona

    6. Cristiano Ronaldo 40 2010/11 Real Madryt

    – Luis Suarez 40 2015/16 FC Barcelona

    8. Telmo Zarra 38 1950/51 Athletic Bilbao

    – Hugo Sanchez 38 1989/90 Real Madryt

    10. Leo Messi 37 2016/17 FC Barcelona

    – Leo Messi 36 2018/19 FC Barcelona

    12. Baltazar 35 1989/89 Atletico Madryt

    – Cristiano Ronaldo 35 2015/16 Real Madryt

    13. Telmo Zarra 34 1946/47 Athletic Bilbao

    Hugo Sanchez 34 1986/87 Real Madryt

    Ronaldo 34 1996/97 FC Barcelona

    Leo Messi 34 2009/10 FC Barcelona

    Cristiano Ronaldo 34 2012/13 Real Madryt

    Leo Messi 34 2017/18 FC Barcelona

     

    Messi (będzie) zdetronizowany

     

    Lewandowski jest najskuteczniejszym graczem Primera Division i może już powoli przymierzać koronę króla strzelców La Ligi 2024/25. Będzie to jego drugie takie trofeum zdobyte w Hiszpanii, a dziewiąte w ogóle, biorąc pod uwagę pięć najlepszych lig Europy, do których zalicza się angielską, francuską, hiszpańską, niemiecką i włoską.

     

    Zdobywając Trofeo Pichichi w sezonie 2022/23, dorównał Messiemu pod względem liczby tytułów króla strzelców lig TOP 5, a teraz jest na dobrej drodze do zdetronizowania genialnego Argentyńczyka i odebrania mu miana najbardziej utytułowanego króla strzelców w historii.

     

    Żaden piłkarz nie zdobył dotąd dziewięciu koron w najmocniejszych ligach Europy. Poza Messim i “Lewym”, którzy byli koronowani po osiem razy, w czołówce zestawienia najbardziej utytułowanych królów strzelców są Gerd Mueller (7), Telmo Zarra (6), Jimmy Greaves (6) i Kylian Mbappe (6).

     

    W tym gronie jednak tylko Polakowi udało się podbić więcej niż jedną ligę: niemiecką (7) i hiszpańską (1). Messi i Zarra rządzili jedynie w Hiszpanii, Mueller w Niemczech, Greaves w Anglii, a Mbappe we Francji.

     

    Jeden chudy rok i kolejny tłuściutki

     

    Miniony sezon był pierwszym od rozgrywek 2012/13, w którym Lewandowski nie zdobył żadnego trofeum drużynowego i lauru indywidualnego. Po tłustej dekadzie miały nastać chude lata, ale wszystko wskazuje na to, że to będzie tylko jeden skromniejszy rok.

     

    FC Barcelona jest bowiem w grze o potrójną koronę i ma realną szansę na jej zdobycie. Po 29 kolejkach Duma Katalonii jest liderem La Ligi i ma trzy punkty przewagi nad Realem Madryt. To niewielki zapas, ale warto wspomnieć, że zespół Hansiego Flicka wygrał dziewięć ostatnich spotkań i jest w fenomenalnej formie.

     

    Z Królewskimi Barca rywalizuje też o Puchar Króla. W zaplanowanym na 26 kwietnia finale tych rozgrywek dojdzie do El Clasico. Barcelona liczy się również w walce o końcowy triumf w Lidze Mistrzów. W ćwierćfinale Champions League (9 i 15 kwietnia) czeka na nią Borussia Dortmund.

     

    Sam Lewandowski natomiast ma w kolekcji już 21 (!) koron króla strzelców, a teraz jest w grze o dwie kolejne. Jak wspomnieliśmy, jest najlepszym strzelcem La Ligi, a w Lidze Mistrzów do przewodzącego stawce Raphinhi traci tylko dwa gole.

     

    Kolejny krok w kierunku zdetronizowania Messiego “Lewy” może wykonać w sobotę. W meczu 30. kolejki La Ligi Barcelona podejmie Betis. Początek spotkania o godz. 21. Transmisja na kanale Eleven Sports 1, dostępnym w platformie Pilot WP. Relacja tekstowa NA ŻYWO w WP SportoweFakty

  • Szeremeta weszła do ringu z “Potworem”. “To była demolka”

    Szeremeta weszła do ringu z “Potworem”. “To była demolka”

    Szeremeta weszła do ringu z “Potworem”. “To była demolka”

    “Te kocie ruchy. Fantastyczny boks Julii Szeremety w półfinale Pucharu Świata i demolka na Ulżanie Sarsenbek” – zachwycał się dziennikarz Piotr Jagiełło. Wicemistrzyni olimpijska znowu to zrobiła. Wygrała pojedynek w kapitalnym stylu. Tym razem w pokonanym polu zostawiła zawodniczkę nazywaną… “Potworem”.

     

    “Nie był to rok wyjątkowych sukcesów, ale nasze sportowe gwiazdy potrafiły nas poderwać. Wojciech Szczęsny, Robert Lewandowski, Iga Świątek, Bartosz Zmarzlik, Natalia Kaczmarek, Julia Szeremeta, Aleksandra Mirosław, Katarzyna Niewiadoma, a także drużyny siatkarzy i szpadzistek miały w 2024 roku momenty, które wywołały u nas emocje, radość, wzruszenie. Która z tych chwil to dla was Moment Roku 2024 w polskim sporcie?” – pytał dziennikarz Sport.pl Łukasz Jachimiak.

     

    Szeremeta zachwyciła świat. Znowu to zrobiła

    Dla wielu kibiców z pewnością odpowiedzią na tak zadane pytanie byłoby oczywiste stwierdzenie: odkrycie Julii Szeremety, która po igrzyskach olimpijskich w Paryżu cieszy się ogromną popularnością. 21-latka wywalczyła medal w boksie i niejako odrodziła tę dyscyplinę w Polsce.

     

    Wielu z pewnością czeka już na kolejne igrzyska, by zobaczyć w ringu waleczną zawodniczkę. Szeremeta w roku nieolimpijskim nie próżnuje. W nocy z piątku na sobotę polskiego czasu stoczyła walkę z zawodniczką nazywaną “Potworem”. Taki właśnie przydomek uzyskała reprezentantka Kazachstanu Ulżana Sarsenbek. Starcie odbyło się w ramach półfinału turnieju Pucharu Świata w brazylijskim Foz do Iguancu.

     

    Sarsenbek przed walką z Polką mogła legitymować się rekordem 14 zwycięstw i 5 porażek, a pojedynek z Szeremetą był jej pierwszym w turnieju, bowiem wcześniej otrzymała wolny los. Co ważne z polskiej perspektywy – pierwszym i ostatnim.

     

    “Julia Szeremeta z kolejną efektowną wygraną! Nasza pięściarka pokonała Ulżanę Sarsenbeki awansowała do finału kategorii do 57 kg. Zmierzy się w nim z Jucielen Romeu. Brazylijka to doświadczona zawodniczka, dwukrotna olimpijka (ćwierćfinał w Paryżu). Powinno być w miarę równo, pewnie 55 do 45 dla Julii” – napisał na portalu X Łukasz Gagaska, prowadzący profil Sporty Olimpijskie.

     

    Wszyscy sędziowie jednogłośnie orzekli wygraną Szeremety. Wygrała 30:27, 30:27, 30:27, 30:26, 30:26.

     

    “Te kocie ruchy. Fantastyczny boks Julii Szeremety w półfinale Pucharu Świata i demolka na Ulżanie Sarsenbek. Szermierka z elementami pirotechniki, kompletny boks i przekładanie rywalki z ręki do ręki. 5-0, miazga i wielki finał. Autentycznie, piałem z zachwytu” – komentował na portalu X dziennikarz Piotr Jagiełło.

     

  • Kasia, jesteś wielka! Kapitalny powrót w deszczowej Bogocie

    Kasia, jesteś wielka! Kapitalny powrót w deszczowej Bogocie

    Kasia, jesteś wielka! Kapitalny powrót w deszczowej Bogocie

    Katarzyna Kawa odniosła wspaniałe zwycięstwo w ćwierćfinale zawodów WTA 250 na kortach ziemnych w Bogocie. Polska tenisistka odwróciła losy meczu i pokonała najwyżej rozstawioną Czeszkę Marię Bouzkovą.

     

    W ramach turnieju Copa Colsanitas Zurich 2025 Katarzyna Kawa (WTA 223) najpierw przeszła przez dwustopniowe eliminacje, a następnie wygrała dwa pojedynki w głównej drabince. W piątkowym ćwierćfinale Polka zmierzyła się z najwyżej rozstawioną Marie Bouzkovą (WTA 51) i znów pokazała waleczne serce. Po dwóch godzinach i 44 minutach zwyciężyła Czeszkę 5:7, 6:1, 7:5.

     

    Początek spotkania nie należał do serwujących. Obie tenisistki miały problemy przy własnym podaniu i w efekcie doszło do serii przełamań. Bouzkova prowadziła 2:0 i 3:1, lecz błyskawicznie traciła przewagę. Kawie udało się doprowadzić do remisu po 3. Wówczas na korcie rozgorzała prawdziwa batalia.

     

    W końcowej fazie seta obie tenisistki miały swoje szanse. 32-letnia kryniczanka nie wykorzystała break pointów w siódmym i dziewiątym gemie. Czeszka natomiast zmarnowała dwie okazje w ósmym gemie. Przy prowadzeniu Bouzkovej nasza reprezentantka skorzystała z przerwy medycznej w szatni, gdyż doskwierał jej ból prawego uda. W 12. gemie tenisistka naszych południowych sąsiadów wypracowała dwie piłki setowe i przełamaniem rozstrzygnęła partię otwarcia.

     

    Po niepowodzeniu w pierwszym secie Kawa pokazała charakter. Do drugiej części pojedynku przystąpiła wyraźnie zmotywowana. Grała znakomicie. Nie bała się dłuższych wymian oraz podejmowania ryzyka. Mieszała tempo i rytm akcji. Potrafiła zaskoczyć skrótem czy pewnym wolejem. Bouzkova była momentami bezradna.

     

    Polka postarała się o przełamania w pierwszym i trzecim gemie. Nie dała sobie odebrać serwisu, lecz kontrolowała sytuację na korcie. Czeszka nie była w stanie jej zagrozić. Zdołała tylko raz utrzymać własne podanie. Przy stanie 5:1 Kawa jeszcze raz uruchomiła return i została nagrodzona. Błyskawicznie wykorzystała piłkę setową i na tablicy wyników był remis 1-1 w całym meczu.

     

    To jeszcze nie było wszystko, bowiem Polka znakomicie rozpoczęła także decydującą odsłonę. W drugim gemie przełamała do zera, po czym pewnie utrzymała własne podanie. Kawa cały czas grała na wysokim poziomie. Bouzkova wiedziała, że jeśli chce odwrócić losy spotkania, to musi się poprawić. Przy coraz mocniejszych opadach deszczu nie było to zadanie łatwe.

     

    Ale 26-letnia prażanka nie zamierzała się poddawać. Wykonywała pracę przy swoim serwisie i cierpliwie czekała na nadarzające się okazje. W siódmym gemie Kawa pomogła przeciwniczce, psując kilka piłek. Bouzkova odrobiła breaka i przegrywała już tylko 3:4. Jednak po zmianie stron dała się przełamać i Polka serwowała po wygraną. W tak ważnym momencie Czeszka zagrała świetnie na returnie i znów wróciła do gry.

     

    W dziesiątym gemie Kawę dzieliły tylko dwa punkty od wielkiej wygranej. Bouzkova w momencie zagrożenia posłała dwa świetne serwisy i wyrównała na po 5. Polka nie dała sobie odebrać podania. 11. gema zakończyła, posyłając forhendową kontrę, po której piłka jeszcze zahaczyła o taśmę. Przy stanie 6:5 dla naszej tenisistki turniejowa “jedynka” znów znalazła się w opałach. Kawa wypracowała trzy piłki meczowe. Przy drugiej Czeszka popełniła podwójny błąd i pojedynek dobiegł końca!

     

    Kibice obejrzeli mecz wielkiej walki. Mimo kiepskiej pogody tenisistki stworzyły pasjonujące widowisko. Kawa została nagrodzona wygraną za odważną grę. Skończyła 42 piłki i miała 49 niewymuszonych błędów. Bouzkova miała 22 wygrywające uderzenia i 42 pomyłki. Polka postarała się o więcej przełamań (8-5) i zdobyła o 13 punktów więcej od rywalki (104-91).

     

    Zwycięska Kawa awansowała do półfinału zawodów WTA 250 na mączce w Bogocie. Jej przeciwniczką na tym etapie będzie w sobotę Amerykanka Julieta Pareja (WTA 550). Polka celuje w drugi singlowy finał w głównym cyklu. W 2019 roku po trzysetowym boju uległa Anastasiji Sevastovej w meczu o tytuł w łotewskiej Jurmale.

     

    Zmagania w głównej drabince turnieju Copa Colsanitas Zurich potrwają do niedzieli (6 kwietnia). Triumfatorka singla otrzyma 250 rankingowych punktów oraz czek na sumę 36,3 tys. dolarów.

     

    Copa Colsanitas Zurich, Bogota (Kolumbia)

    WTA 250, kort ziemny, pula nagród 275 tys. dolarów

    piątek, 4 kwietnia

     

    ćwierćfinał gry pojedynczej:

     

    Katarzyna Kawa (Polska, Q) – Marie Bouzkova (Czechy, 1) 5:7, 6:1, 7:5

  • Magdalena Fręch zostawiła Polskę. Wybrała inny kraj do życia

    Magdalena Fręch zostawiła Polskę. Wybrała inny kraj do życia

    Magdalena Fręch zostawiła Polskę. Wybrała inny kraj do życia

    – To doskonała baza wypadowa na cały świat, mam bezpośrednie połączenie lotnicze z każdym jego zakątkiem – mówiła Magdalena Fręch w rozmowie z “Rzeczpospolitą”. Polska tenisistka do życia wybrała sobie inny kraj.

     

    Polski Związek Tenisowy trzy dni temu poinformował, że Magdalena Fręch (30. WTA) nie zagra w turnieju eliminacyjnym Billie Jean King Cup, który odbędzie się w Radomiu. Była to kolejna smutna informacja dla polskich fanów, bo wcześniej z gry w tej imprezie zrezygnowała nasza najlepsza tenisistka, wiceliderka światowego rankingu – Iga Świątek.

     

    Magdalena Fręch zostawiła Polskę. Wybrała inny kraj do życia

     

    27-letnia Magdalena Fręch, która była oficjalnie powołana na Billie Jean King Cup, doznała kontuzji nadgarstka. Z tego powodu łodzianka w ostatniej chwili wycofała się z turnieju w Charleston.

     

    Nieobecność Magdaleny Fręch na zawodach w Polsce nie jest czymś niespotykanym. Tenisistka rzadko przebywa w swoich rodzinnych stronach.

     

    – Do Łodzi wracam tylko po to, żeby spotkać się z rodziną. Mam sentyment do tego miasta, bo tam się wychowałam. Sportowo miasto w ostatnim czasie nie okazało mi jednak wsparcia. Bytom przyjął mnie zaś z otwartymi ramionami, zapewnił dużą pomoc, dlatego reprezentuję tamtejszego Górnika – powiedziała Fręch pod koniec listopada ubiegłego roku w rozmowie z “Rzeczpospolitą”.

     

    Fręch na co dzień mieszka w Dubaju.

     

    – To doskonała baza wypadowa na cały świat, mam bezpośrednie połączenie lotnicze z każdym jego zakątkiem. Poza tym mogę trenować przez cały rok na kortach otwartych, mam szeroki wybór sparingpartnerów. To dla mnie idealne tenisowo miejsce – dodawała polska tenisistka.

     

    Fręch w tym sezonie spisuje się słabo. Z 12 rozegranych meczów wygrała zaledwie trzy. Obecnie Polka ma serię pięciu porażek z rzędu, a w czterech turniejach z rzędu (Dubaj, Merida, Indian Wells i Miami) odpadała już po swoim pierwszym spotkaniu.

     

  • Wpadka przed przerwą i festiwal goli w drugiej połowie. Polska deklasuje w Gdańsku. Dublet Ewy Pajor

    Wpadka przed przerwą i festiwal goli w drugiej połowie. Polska deklasuje w Gdańsku. Dublet Ewy Pajor

    Wpadka przed przerwą i festiwal goli w drugiej połowie. Polska deklasuje w Gdańsku. Dublet Ewy Pajor

    W trzeciej kolejce fazy grupowej Ligi Narodów reprezentacja Polski kobiet podejmowała Bośnię i Hercegowinę. Podopieczne Niny Patalon były wielkimi faworytkami do zwycięstwa i mimo problemów w pierwszej połowie dobrze wywiązały się ze swojego zadania, a o sukcesie zadecydowały dwa szybkie ciosy zadane tuż na początku drugiej odsłony. Po tym zwycięstwie “Biało-Czerwone” przodują w swojej grupie z pięciopunktową przewagą.

     

    Na pierwszego gola w tym spotkaniu nie trzeba było czekać długo, bo zaledwie około kwadransa. Wcześniej podopieczne Niny Patalon kompletnie zdominowały swoje rywalki, ale brakowało bramki. W 15. minucie Ewa Pajor wykorzystała swój snajperski instynkt i trafiła po dobitce.

     

    Wpadka Polek na koniec pierwszej połowy

     

    Zaledwie kilka minut później Polki miały kolejną dobrą okazję na strzelenie gola. Piłka po strzale z rzutu wolnego Eweliny Kamczyk trafiła jednak w poprzeczkę.

     

     

    Zaledwie kilka minut później Polki miały kolejną dobrą okazję na strzelenie gola. Piłka po strzale z rzutu wolnego Eweliny Kamczyk trafiła jednak w poprzeczkę.

     

    Polki miały bardzo dużą przewagę przez całą pierwszą połowę, a mimo to do jej końca nie potrafiły utrzymać jednobramkowego prowadzenia. Sofija Krajsumović bardzo dobrze wykorzystała podanie od swojej koleżanki z drużyny i pokonała bezradną Kingę Szemik bardzo dobrym wykończeniem. Od tej pory mieliśmy remis, co było nie lada sensacją.

     

    Deklasacja po przerwie. Ewa Pajor i spółka nie pozostawiły złudzeń

     

    Pierwsza odsłona zakończyła się w sposób rozczarowujący dla Polek, ale druga nie mogła rozpocząć się lepiej. Bramki Ewy Pajor i Adriany Achcińskiej w 47. i w 49. minucie sprawiły, że przewaga naszej reprezentacji wynosiła już dwie bramki.

     

    W 77. minucie tego spotkania padł kolejny gol dla Polek. Klaudia Słowińska, która pojawiła się na murawie w drugiej połowie była bardzo dobrze ustawiona i wykorzystała fatalny błąd przy wybiciu piłki przez rywalkę. Później popisała się dobrym strzałem, z którym bramkarka z Bośni i Hercegowiny sobie nie poradziła.

     

    W 89. minucie podopieczne Niny Patalon miały jeszcze rzut karny po faulu, który nie budził żadnych wątpliwości. “Jedenastkę” na gola zamieniła Martyna Wiankowska, ponieważ Ewa Pajor wcześniej została zdjęta z boiska.

     

    Mecz Polska – Bośnia i Hercegowina w Gdańsku zakończył się wygraną naszej drużyny 5:1. Po tym zwycięstwie reprezentacja Polski ma 9, czyli komplet punktów po trzech kolejkach fazy grupowej. Ewa Pajor i spółka zajmują 1. miejsce przed Irlandią Północną, Bośnią i Hercegowiną oraz Rumunią.

     

    Następne spotkanie nasze reprezentantki rozegrają 8 kwietnia. Będzie to rewanż z Bośnią i Hercegowiną –tym razem na wyjeździe. 

     

  • Ewa Pajor miażdży rekordy w FC Barcelonie – Nikt się tego nie spodziewał

    Ewa Pajor miażdży rekordy w FC Barcelonie – Nikt się tego nie spodziewał

    Ewa Pajor miażdży rekordy w FC Barcelonie – Nikt się tego nie spodziewa

    W zaskakującym zwrocie wydarzeń, który zelektryzował kibiców FC Barcelony i zszokował rywalki, Ewa Pajor nie tylko zadebiutowała — ona wtargnęła na scenę z niebywałym impetem. Zaledwie sześć meczów po rozpoczęciu swojego pierwszego sezonu w Liga F, polska napastniczka już zapisała się złotymi literami w historii klubu, zdobywając dziewięć goli i przebijając rekordowe osiągnięcia klubowych legend.

    Do tej pory rekord największej liczby bramek zdobytych w pierwszych sześciu występach ligowych w barwach Barcelony należał wspólnie do Asisat Oshoali i Sonii Bermúdez, które zanotowały po siedem trafień. Pajor jednak rozbiła ten sufit, sięgając po dziewiąty gol z taką pewnością siebie i instynktem killera, że zachwyciła kibiców i zostawiła obrończynie bezradne.

    Derby, które odmieniło wszystko

    Przed ostatnim weekendowym starciem derbowym z Espanyolem, Pajor miała już na koncie sześć bramek. Ale to, co wydarzyło się potem, było czystą piłkarską bajką. Jej zespół przegrywał do przerwy, gdy Pajor weszła na boisko i zagrała koncert życia: hat-trick w zaledwie 45 minut. Jej bramki całkowicie odmieniły przebieg meczu, zamieniając niepokojące widowisko w miażdżące 7:1 dla mistrzyń Hiszpanii.

    To nie były tylko gole – to był timing, precyzja wykonania i pewność siebie. Każde trafienie niosło jasny przekaz: Ewa Pajor nie przyszła tu tylko grać. Ona przyszła dominować.

    Polska siła ognia

    Fenomenalna forma Pajor sprawiła, że coraz częściej porównuje się ją do jej rodaka – Roberta Lewandowskiego, który również przeżywa niesamowity start sezonu w drużynie męskiej FC Barcelony. Napastnik ma już 10 goli, w tym imponujący hat-trick przeciwko Alavés.

    Pajor złożyła hołd Lewandowskiemu, naśladując jego kultową cieszynkę po swoich trafieniach – to symboliczne przekazanie pałeczki, które podkreśla nową erę polskiej dominacji na Camp Nou. Ta polska dwójka daje kibicom Barcelony na całym świecie coś naprawdę wyjątkowego, z czym mogą się identyfikować.

    Początek nowej ery

    Rzadko zdarza się, by zawodniczka pojawiła się na wielkiej scenie z taką dzikością, gracją i skutecznością – ale Ewa Pajor właśnie to zrobiła. Dzięki instynktowi snajpera, zabójczemu wykończeniu akcji i niepodważalnej pasji, Pajor nie tylko pojawia się na nagłówkach – ona je pisze od nowa.

    Statystyki mówią same za siebie, ale energia, jaką wnosi na boisko, jest czymś, czego liczby nie są w stanie oddać. Dla FC Barcelony, dla polskiej piłki i dla fanów na całym świecie, Ewa Pajor to nie tylko wschodząca gwiazda – to siła nie do zatrzymania.

    A jeśli pierwsze sześć spotkań to dopiero początek… to prawdziwe show dopiero przed nami.

  • “W wodzie wszyscy jesteśmy głusi”. Matka utalentowanego pływaka ma dość

    “W wodzie wszyscy jesteśmy głusi”. Matka utalentowanego pływaka ma dość

    “W wodzie wszyscy jesteśmy głusi”. Matka utalentowanego pływaka ma doś

     

    Głusi mogą liczyć na nieco ponad 215 zł zasiłku miesięcznie ze względu na swoją niepełnosprawność. – Można za to opłacić dwie godziny u logopedy i nawet zostanie 15 zł – irytuje się Marta Witecka. Jej syn, choć niesłyszący, odnosi sukcesy w pływaniu.

     

    4 kwietnia w Warszawie odbył się protest głuchych. Niesłyszący postanowili powiedzieć “dość”. Zgromadzili się na Placu Defilad, aby zwrócić uwagę na ich problemy.

     

    Kłopoty głuchych zaczynają się już od najmłodszych lat – zdarza się, że na placu zabaw nikt nie chce się z nimi bawić. Później wcale nie jest lepiej. Znalezienie dobrej szkoły dla osoby niesłyszącej też jest wyzwaniem. Podobnie jak wizyta u lekarza – spora część medyków nie potrafi się porozumieć z głuchymi (więcej na ten temat przeczytasz w reportażu Dariusza Farona). Znalezienie pracy? Tu też bywa trudno, bo po co sięgać po pracownika, z którym kontakt będzie niełatwy.

     

    215,84 zł miesięcznie wsparcia od państwa

    – Jako matka niesłyszącego wiele razy mierzyłam się z wykluczeniem syna ze społeczności – mówi nam Marta Witecka. Wojciech trenuje pływanie w klubie z Dąbrowy Górniczej. Należy do reprezentacji Polski niesłyszących. W ubiegłym sezonie ustanowił dwa rekordy kraju w kategorii wiekowej do lat 14.

     

    – Wojtek był poniżany, wyzywany w bardzo brzydki sposób, wytykano mu na każdym kroku jego niepełnosprawność. Tak było w pierwszej szkole. Potem trafiliśmy do obecnej placówki i tu jest o niebo lepiej. Ale z takim wykluczeniem spotykamy się również np. na podwórku. Dzieci nie chcą się bawić z kimś, kto jest “inny”. Nawet jeśli tłumaczymy, że inny nie znaczy gorszy – dodaje Witecka w rozmowie z WP SportoweFakty.

     

    Podczas piątkowego protestu głusi zwracają uwagę na niewielką pomoc od państwa – miesięcznie utrzymują tylko 215,84 zł. – Za tę kwotę możemy kupić paczkę baterii do aparatów słuchowych, gumki douszne i środki do czyszczenia aparatów. Albo możemy opłacić dwie godziny terapii u logopedy i jeszcze zostaje reszta! 15,84 zł. To są naprawdę śmieszne pieniądze – irytuje się matka Wojtka.

     

    Zwraca też uwagę na bariery, z jakimi codziennie muszą się mierzyć osoby niesłyszące. W przypadku młodych dziewczyn traumatyczna może być chociażby wizyta u ginekologa, bo zwykle wiąże się z tym, że w gabinecie musi pojawić się dodatkowa osoba, która będzie tłumaczyć polecenia lekarza. – A wizyta u psychoterapeuty czy psychologa? Zakupy w sklepie, wizyta na poczcie, czy w banku albo urzędzie? Jest już wiele miejsc, gdzie można skorzystać z pomocy tłumacza polskiego języka migowego on-line, ale to wciąż za mało – dodaje matka utalentowanego pływaka ze Śląska.

     

    Problemem jest też nieświadomość Polaków. Zdecydowana część z nas nie wie, jak zachować się w momencie spotkania osoby niesłyszącej. – Spotkałam się kilka razy z sytuacją, gdzie osoba całkowicie głucha próbowała coś kupić w sklepie. Pisała na telefonie. Sprzedawczyni z miną naburmuszoną czytała listę zakupów i wciąż mówiła do tej osoby, stojąc tyłem. Zadawała pytania i oczekiwała odpowiedzi – mówi Witecka.

     

    W wodzie wszyscy jesteśmy głusi

    Dlaczego Wojciech Witecki postawił akurat na pływanie? Czy dla młodego chłopca basen jest miejscem, w którym może zapomnieć o jego niepełnosprawności? Jak tłumaczy jego matka, “w wodzie wszyscy jesteśmy głusi”.

     

    – Osoby głuche są sprawne fizycznie, chociaż i tutaj jest niewielka różnica w rozwoju mięśni klatki piersiowej, ale nie są to osoby niepełnosprawne ruchowo. Dlatego nie biorą udziału w zawodach z osobami niepełnosprawnymi ruchowo, tylko mają osobne zawody. Na początku, jak Wojtek był mały, nie orientowałam się, że są osobne zawody dla głuchych i przede wszystkim, że mój syn mógłby pływać. Wydawało mi się, że musimy wyjątkowo dbać o uszy, żeby nie przeziębić i nawet o tym sporcie nie myślałam – zdradza nam Marta Witecka.

     

    Z błędu wyprowadził ją wieloletni przyjaciel Artur Kieljan, który na co dzień jest trenerem pływania w szkole sportowej i współpracuje z Polskim Związkiem Sportu Niesłyszących. To on zaprosił Wojciecha do szkoły sportowej, zachęcał do ciężkiej pracy, aż w końcu nastolatek dostał się do kadry Polski.

     

    – Woda Wojtka uspokaja. Wiele razy pytałam go o to, jak się czuje w wodzie i powiedział, że wtedy czuje się wolny. Startuje na co dzień z osobami słyszącymi w zawodach. Problemem jest tylko sygnał startowy – potrzebny jest świetlny, bo głusi nie słyszą gwizdka lub sygnalizatora startowego. Ale Polski Związek Pływacki wychodzi naprzeciw niesłyszącym i sygnalizator świetlny jest prawie na każdych zawodach. Jeśli nie ma, Wojtek po prostu obserwuje pozostałych i skacze wtedy, kiedy oni już ruszą się ze słupka. To dodaje setne sekund do wyniku, ale inaczej się nie da – dodaje matka utalentowanego pływaka.

     

    “Nigdy nie powie: mamo”

    Marta Witecka przyznaje, że wychowywanie głuchego dziecka jest trudne. Dlatego też rodziny niesłyszących pływaków na Śląsku trzymają się razem i pomagają sobie nawzajem. Łatwiej mają ci, którzy zetknęli się już z tym problemem wśród swoich bliskich.

     

    – Usłyszałam diagnozę na drugi dzień po porodzie. To był jak strzał z rękawicy bokserskiej. I słowa lekarki: “On nigdy nie powie do pani: mamo”. Ryczałam wtedy jak bóbr. Ale wie pan co? Na szczęście mówi: mamo – zdradza Witecka.

     

    -Dlaczego to mnie się przytrafiło? – to pytanie, jakie Wojciech Witecki często zadaje rodzicom. Ciężko na nie odpowiedzieć. Młody pływak jest jednak pogodzony z sytuacją. – Nauczył się z tym żyć i funkcjonować. To efekt wielu godzin rehabilitacji i nauki. Jest obustronnie zaaparatowany i chodzi do szkoły sportowej ze słyszącymi dziećmi. Ma nauczyciela wspomagającego i wsparcie ze strony pozostałych pedagogów. Poza tym ma wsparcie ze strony innych dzieci. Sportowcy to świetni ludzie. Tolerancyjni i empatyczni – dodaje matka młodego pływaka.

     

    Zdaniem naszej rozmówczyni, zdarza się, że “głusi są traktowani jak głupi”. Może to wynikać z niewiedzy, może ze strachu. Wiele osób nie chce zatrudniać niesłyszących, a jak podkreśla Witecka, “niesłyszący może prawie wszystko, oprócz oczywiście pracy w call center”.

     

  • To wisiało w powietrzu. Najgorszy scenariusz dla Igi Świątek. Traci ostatni atut

    To wisiało w powietrzu. Najgorszy scenariusz dla Igi Świątek. Traci ostatni atut

    To wisiało w powietrzu. Najgorszy scenariusz dla Igi Świątek. Traci ostatni atut

    Fani Igi Świątek łudzą się, że kiedy najlepsze tenisistki świata przeniosą się na korty ziemne, Polka ponownie zacznie sięgać po tytuły. Entuzjazm mocno studzą jednak eksperci serwisu tennis365.com. W przedstawionej przez nich prognozie właśnie w tym roku dobiegnie końca dominacja raszynianki we French Open. Nasza reprezentantka triumfowała tam w trzech ostatnich edycjach, a w sumie czterokrotnie. Tym razem bezkonkurencyjna okazać się ma aktualna liderka światowego rankingu, Aryna Sabalenka.

     

    Wiosna ubiegłego roku okazała się dla Igi Świątek więcej niż udana. Polka wygrała turnieje w Madrycie, Rzymie i ten, który lubi najbardziej – wielkoszlemowy w Paryżu. Tym sposobem okazała się królową Roland Garros, gromadząc na koncie trzy tytuły z rzędu.

     

    Czy passa będzie kontynuowana również z tym roku? Eksperci z serwisu tennis365.com odpowiadają krótko: NIE. Końcowe zwycięstwo przypisują Arynie Sabalence.

     

    Koniec złotej passy Igi Świątek? “Nie jest już tą samą zawodniczką”

     

    “Minęły już cztery lata, odkąd Świątek przegrała na French Open, ale latem ubiegłego roku w półfinale olimpijskim w tym samym miejscu uległa Zheng Qinwen i od tamtej pory nie jest już tą samą zawodniczką” – czytamy w opracowaniu.

     

    Wtedy raszynianka startowała jeszcze pod wodzą Tomasza Wiktorowskiego. W październiku zmieniła trenera, stawiając na Wima Fissette’a. Efekt? Rozegrała 10 turniejów, ani razu nie docierając do finału.

     

    “Choć w Paryżu musi być jedną z faworytek, nie czuje się już tak nietykalna jak wcześniej. Kto mógłby to wykorzystać? Odpowiedzią na to pytanie może być kobieta, która od dłuższego czasu niezawodnie osiąga wysokie wyniki na każdym ważnym turnieju, czyli Sabalenka” – piszą dziennikarze tennis365.com

     

    “Mając 3000 punktów przewagi nad drugą w rankingu światowym Świątek, a także biorąc pod uwagę, że jej rywalka jest nieco słabsza i musi zmierzyć się z ogromną liczbą punktów, Białorusinka ma szansę pokazać prawdziwą dominację tej wiosny” – to dalszy fragment raportu.

     

    Autorzy opracowania – analizując szanse Polki na triumfy w nadchodzących turniejach – asekuracyjnie dodają jednak, że “nierozsądnie byłoby ją dyskredytować na tym etapie”.

     

  • Taki “pakt” zawarł Lewandowski z Flickiem. O to poprosił Niemiec

    Taki “pakt” zawarł Lewandowski z Flickiem. O to poprosił Niemiec

    Taki “pakt” zawarł Lewandowski z Flickiem. O to poprosił Niemiec

    FC Barcelona wkracza w decydującą fazę sezonu. Nikt nie ma wątpliwości, że kluczowy w tym okresie będzie Robert Lewandowski, który ostatnio spisuje się znakomicie. Jednym ze współautorów takiego stanu rzeczy jest oczywiście Hansi Flick. Hiszpański “Sport” określił ich współpracę jako “pakt zwycięzców” i wyjaśnił, na czym polega fenomen trenerskiego fachu Niemca.

     

    Robert Lewandowski rozgrywa zdecydowanie najlepszy sezon w barwach FC Barcelony. Nie dość, że jest liderem klasyfikacji najskuteczniejszych strzelców La Liga i pewnie zmierza po odzyskanie Trofeo Pichichi, to łącznie w tym sezonie strzelił już 38 goli w 43 spotkaniach. Trzeba przyznać, że gigantyczny wpływ na to ma Hansi Flick, który dołączył do zespołu w lecie i całkowicie odmienił jego oblicze.

     

    “Pakt zwycięzców”. Hiszpanie piszą o duecie Flick – Lewandowski

     

    Przed FC Barceloną najważniejsza część sezonu. Nic nie jest jeszcze przesądzone, zwłaszcza że wciąż walczy o triumf zarówno w lidze, jak i Pucharze Króla oraz Lidze Mistrzów. Kataloński zespół nie chce poprzestać na zdobytym w styczniu Superpucharze Hiszpanii, a pomóc w sięgnięciu po kolejne tytuły ma właśnie Lewandowski, który w ostatnich meczach grał dużo mniej, by Hansi Flick mógł go wykorzystać w kluczowych momentach.

     

    Hiszpański “Sport” określa ich współpracę jako “pakt zwycięzców”. Podkreślono, że widać między nimi chemię, a łączy ich szczególna relacja, która skupia się wokół jednego słowa: sukcesu. Dziennikarze twierdzą, że zdarzają się takie chwile, które łączą dwoje ludzi na zawsze. I taką miał być “magiczny sezon” 2019/20, kiedy Bayern Monachium sięgnął po wszystko, co było do zdobycia. “Gdy po raz pierwszy wspomniano o Flicku jako o następcy Xaviego, pojawiły się spekulacje, że Lewandowski będzie jeszcze lepszy niż dotychczas. I rzeczywiście tak się stało” – czytamy.

     

    Jeszcze przed dołączeniem do FCB Flick wiedział, że frustracja w zespole jest wyczuwalna. “Lewandowski czekał na bardziej wymagającą pracę fizyczną oraz ofensywniejszy styl gry” – oznajmiono, dodając, że jeśli jest coś, co łączy Niemca i Polaka, to “wymagania stawiane samemu sobie w życiu”. Co więcej, sukces z Bayernem tylko utwierdził ich w przekonaniu, jaką drogą powinni podążać w katalońskim zespole.

     

    Tak Flick przygotował Lewandowskiego na kluczowe mecze. “Najkorzystniejszy ekosystem”

     

    Flick na samym początku obiecał naszemu napastnikowi, że postara się stworzyć “najkorzystniejszy ekosystem taktyczny”, ale poprosił go, by “poświęcił swoje ego na rzecz drużyny”. Mało tego, Hansi uświadomił mu, że jest kluczowy, ale mając 36 lat, nie może grać we wszystkich meczach co trzy dni.

     

    Choć Lewandowski miał pierwotnie z tym problem, to dzięki swojej dojrzałości wszystko pojął. “Chętnie przyznaje teraz, że rotacja jest konieczna. Nie chodzi o to, by dojść gdzieś szybko, ale o to, by zajść daleko” – czytamy.

     

    Flick miał przed sezonem poinformować napastnika, że rozgrywki Pucharu Króla to najlepszy czas na odpoczynek. Nie straci wówczas szansy na odzyskanie Pichichi oraz wygranie Złotego Buta. Nie oznacza to jednak, że Niemiec na siłę będzie trzymał go na boisku w lidze. Jeśli była dotąd taka możliwość, to w rozstrzygniętych spotkaniach reprezentant Polski opuszczał plac gry.

     

    Na koniec zauważono, że jeszcze do niedawna Lewandowski nie mógłby opuścić w środę po meczu stadionu Atletico, będąc zadowolonym. Ale doszło do przełomowej zmiany i mimo że nie był starterem, cieszył się razem z innymi ze zwycięstwa. FC Barcelona rozegra kolejny mecz w sobotę 5 kwietnia, kiedy zagra u siebie z Realem Betis.