Category: Home

  • Barcelona napisała to o Wojciechu Szczęsnym. Jedno słowo

    Barcelona napisała to o Wojciechu Szczęsnym. Jedno słowo

    Barcelona napisała to o Wojciechu Szczęsnym. Jedno słowo

    19 meczów, 10 czystych kont i ani jednej porażki. I szansa na trzy kolejne trofea! Wojciech Szczęsny po powrocie z krótkiej emerytury przeżywa w Barcelonie piękne chwile. I nic dziwnego, że zachwycają się nim nawet na oficjalnym profilu klubu. “Niezwyciężony” – to słowo wystarczyło, by opisać dokonania Polaka.

     

    Po końcowym gwizdku meczu z Gironą wszystko stało się jasne. Wojciech Szczęsny zanotował 18. kolejny mecz w barwach Barcelony bez porażki od swojego debiutu, który miał miejsce na początku roku. Żaden inny bramkarz nie zanotował tak kapitalnej serii bez ani jednej porażki. Szczęsny wyprzedził wszystkich bramkarzy, którzy kiedykolwiek występowali w barwach Blaugrany. A w środowy wieczór jeszcze pobił ten wynik.

     

    W końcu tym razem Barcelona w rewanżowym meczu półfinału Pucharu Króla ograła na wyjeździe Atletico Madryt 1:0. I nic dziwnego, że oficjalne konto Barcelony opublikowało zdjęcie Polaka z wymownym podpisem – “niezwyciężony.

     

    Barcelona zachwyca się Wojciechem Szczęsnym. Wymowny wpis o Polaku

    https://x.com/FCBarcelona_es/status/1907557612641718317

    — Ja mam tylko nic nie zepsuć, dziś chyba nie było strzałów na bramkę, poza tymi ze spalonego — powiedział Wojciech Szczęsny po meczu z Atletico Madryt (1:0) w rozmowie z TVP. A potem… postanowił udzielić Polakom porady. — Przyjemna robota, polecam na przyszłość — pracujcie ciężko, żeby mieć podobną — wypalił po meczu polski bramkarz.

     

    I faktycznie, tego dnia Polak nie miał zbyt wiele pracy. A gdy w końcu pokonał go Alexander Sorloth, to okazało się, że w momencie podania był na pozycji spalonej. To oznacza, że Wojciech Szczęsny ma na koncie już 19 meczów w barwach Barcelony, 10 razy zachował czyste konto i jeszcze ani razunie przegrał!

     

  • Słowa o Wojciechu Szczęsnym poszły w świat. Tak podsumował go kolega z zespołu

    Słowa o Wojciechu Szczęsnym poszły w świat. Tak podsumował go kolega z zespołu

    Słowa o Wojciechu Szczęsnym poszły w świat. Tak podsumował go kolega z zespołu

    Wojciech Szczęsny przeżywa bardzo dobry czas w Barcelonie. Z nim w składzie Barca jeszcze nie przegrała. Poza tym Polak szybko zyskał szacunek w szatni. – Wojtek znaczy dla nas bardzo dużo. Poza boiskiem i na nim – powiedział o nim Pau Cubarsi po meczu z Betisem (1:1).

     

    Barcelona tylko zremisowała Betisem 1:1, ale finalnie i tak powiększyła przewagę nad Realem Madryt o jeden punkt, ponieważ Królewscy przegrali 1:2 z Valencią. – Jestem usatysfakcjonowany – powiedział po spotkaniu trener Hansi Flick.

     

    Inne zdanie ma Pau Cubarsi, który rozmawiał po spotkaniu z Eleven Sports. – Nie jesteśmy zadowoleni. Powinniśmy ten mecz spokojnie wygrać. Mamy w nogach ostatnio wiele spotkań, ale to nie może być wymówka – podsumował.

     

    Pau Cubarsi: Wojciech Szczęsny daje nam dużo doświadczenia

     

    18-letni Hiszpan dostał też pytanie o Wojciecha Szczęsnego. Polski bramkarz szybko stał się ważnym graczem Barcelony. Z nim Katalończycy jeszcze nie przegrali i ta seria wynosi obecnie już 20 meczów. Szczęsny zyskał też szacunek w szatni.

     

    – Wojtek znaczy dla nas bardzo dużo. Poza boiskiem i na nim. Daje nam bardzo dużo doświadczenia – powiedział o Polaku Cubarsi.

     

  • Zmiana tuż za plecami Igi Świątek w WTA! W finale było 1:5. Wtedy stał się cud

    Zmiana tuż za plecami Igi Świątek w WTA! W finale było 1:5. Wtedy stał się cud

    Zmiana tuż za plecami Igi Świątek w WTA! W finale było 1:5. Wtedy stał się cud

    Już wydawało się, że w finale WTA w Charleston dojdzie do zaskakującego zwrotu. Jessica Pegula wygrała pierwszego seta z Sofią Kenin 6:3, ale w drugim to rywalka grała znacznie lepiej. Było 1:5 dla Kenin i od tego momentu… Pegula wygrała sześć gemów z rzędu. I to ona wygrała cały finał, dzięki czemu została nową trzecią tenisistką świata! Za plecami Igi Świątek w rankingu doszło do istotnej zmiany.

     

    Jessica Pegula była murowaną faworytką finału turnieju WTA rangi 500 w Charleston i prowadziła już 6:3. Ale w pewnym momencie wszystko zapowiadało nadchodzący zwrot. Sofia Kenin prowadziła 5:1 w drugiej partii, miała nawet dwie piłki setowe. Od tego momentu trudno jednak wyjaśnić to, co stało się z byłą mistrzynią Australian Open.

     

    Kenin zupełnie się zacięła, z czego skorzystała Pegula. Wygrała aż sześć gemów z rzędu od stanu 6:3, 1:5 i wygrała cały finał 6:3, 7:5. A to dało jej awans na trzecią pozycję w rankingu WTA, dzięki czemu jest tuż za plecami Igi Świątek.

     

    Amerykanka tydzień temu rywalizowała w finale turnieju WTA rangi 1000 w Miami, a teraz poszła za ciosem i zwyciężyła w imprezie rangi 500 w Charleston. Wygrana w finale miała ogromne znaczenie, bo dzięki niej Jessica Pegula awansowała na trzecią pozycję w rankingu WTA, wyprzedzając Coco Gauff o 38 pkt.

     

    Strata do drugiej Igi Świątek pozostaje spora. Polka w najbliższych tygodniach będzie bronić większości swojego dorobku punktowego, ale obecnie ma 7470 pkt. To o 1369 pkt więcej od Peguli, która zakończy tydzień z dorobkiem wynoszącym 6101 pkt.

     

    https://x.com/WTA/status/1908975822414766289

     

    To jedyna istotna zmiana w rankingu WTA. Większość gwiazd nie zdecydowała się na występ w turnieju bezpośrednio po imprezie w Miami. Punkty w Charleston poza Pegulą spośród czołówki zgarnęły też Madison Keys, Qinwen Zheng i Emma Navarro, ale żadna z nich nie awansowała w rankingu.

    Jessica Pegula — Sofia Kenin 6:3, 7:5

  • To był niedzielny wieczór, Barcelona napisała o Szczęsnym. “Odblokowane

    To był niedzielny wieczór, Barcelona napisała o Szczęsnym. “Odblokowane

    To był niedzielny wieczór, Barcelona napisała o Szczęsnym. “Odblokowane”

    Wojciech Szczęsny jest pierwszym bramkarzem w tym roku w barwach Barcelony i jeszcze nie zaznał smaku porażki w nowym zespole. W związku z tym Polak wbija się coraz wyżej we wszelakich statystykach. O jednej z nich pisze sama Barcelona, która poświęciła Szczęsnemu osobny artykuł. Pojawiły się nawet słowa w języku polskim.

     

    FC Barcelona zremisowała 1:1 z Realem Betis w meczu 30. kolejki ligi hiszpańskiej. W ten sposób zespół Hansiego Flicka ma już cztery punkty przewagi nad Realem Madryt, ponieważ jego odwieczny rywal przegrał 1:2 z Valencią. Robert Lewandowski nie zagrał najlepszego spotkania, a Wojciech Szczęsny nie zachował czystego konta. Polski bramkarz został pokonany przez Natana po uderzeniu piłki głową po rzucie rożnym.

     

    Mimo to Szczęsny wciąż może mieć powody do radości, ponieważ nie przegrał ani jednego meczu od momentu debiutu w barwach Barcelony. Aktualnie ten licznik wynosi 20 spotkań bez porażki u byłego reprezentanta Polski.

    https://x.com/FCBarcelona/status/1908957885188518023

    Wiele wskazuje na to, że wkrótce Szczęsny przedłuży kontrakt z Barceloną o kolejny sezon i wydłuży swoją karierę do czerwca 2026 r.

     

    Barcelona rozpisała się o Szczęsnym. I nagle napisali to po polsku

    Barcelona opublikowała wpis o Szczęsnym w niedzielny wieczór. “Miejsce w TOP 5: odblokowane. Debiutancki, wymarzony sezon Szczęsnego trwa w najlepsze” – napisał klub na portalu X. O co chodzi? Szczęsny znalazł się w czołowej piątce zawodników, którzy wygrali najwięcej meczów z rzędu od momentu debiutu w Barcelonie. Triumf nad Realem Betis był 20. meczem wygranym przez Barcelonę i Szczęsnego w tym sezonie.

     

    Barcelona poświęciła też Szczęsnemu osobny artykuł na klubowej stronie internetowej.

     

    “Na zielono, żółto czy pomarańczowo, Polak za każdym razem dawał z siebie wszystko. Kiedy debiutował przeciwko Barbastro, od razu stało się jasne, że potencjalnie może zostać pierwszym bramkarzem Barcelony. Szczęsny wnosi kluczowy wkład w wygrane Barcelony. Stracił sześć goli w dziesięciu meczach ligowych i miał dziesięć czystych kont we wszystkich rozgrywkach. Wyskoczył z emerytury i wylądował na nogach w Barcelonie. Ze swoim ciągłym uśmiechem na twarzy podbił serca wiernych kibiców” – napisał klub.

     

    Szczęsny może pobić rekord należący do Cesca Fabregasa. Były piłkarz Barcelony, a aktualny trener Como nie przegrał 30 meczów w barwach Barcelony w sezonie 11/12. W związku z tym, że Barcelona zagra jeszcze co najmniej jedenaście spotkań, to Szczęsny może zdeklasować Fabregasa.

     

    Między Fabregasem a Szczęsnnym w tej statystyce znajduje się jeszcze Paulinho (25 meczów bez porażki w sezonie 17/18), Johan Cruyff (23 w sezonie 73/74) i Albert Celades (21 w sezonie 95/96). Barcelona zakończyła artykuł, pisząc dwa polskie słowa. “Dziękuję, Wojciechu” – czytamy.

     

    Szczęsny może pobić rekord należący do Cesca Fabregasa. Były piłkarz Barcelony, a aktualny trener Como nie przegrał 30 meczów w barwach Barcelony w sezonie 11/12. W związku z tym, że Barcelona zagra jeszcze co najmniej jedenaście spotkań, to Szczęsny może zdeklasować Fabregasa.

     

    Między Fabregasem a Szczęsnnym w tej statystyce znajduje się jeszcze Paulinho (25 meczów bez porażki w sezonie 17/18), Johan Cruyff (23 w sezonie 73/74) i Albert Celades (21 w sezonie 95/96). Barcelona zakończyła artykuł, pisząc dwa polskie słowa. “Dziękuję, Wojciechu” – czytamy.

     

    W kolejnym meczu Barcelona zagra z Borussią Dortmund w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. To spotkanie odbędzie się w środę o godz.

     

  • Minister rządu Donalda Tuska nie wytrzymał. Tak zakpił z kibiców GKS-u

    Minister rządu Donalda Tuska nie wytrzymał. Tak zakpił z kibiców GKS-u

    Minister rządu Donalda Tuska nie wytrzymał. Tak zakpił z kibiców GKS-u

    Sławomir Nitras odpowiedział kibicom GKS-u Katowice! W niedzielę GieKSa przegrała aż 0:4 w wyjazdowym meczu z Pogonią Szczecin. Fani przyjezdnych zatem po meczu 27. kolejki byli w zdecydowanie gorszych humorach w porównaniu z sytuacją sprzed tygodnia, gdy świętowali zwycięstwo po bramce w 101. minucie na nowym stadionie. Po spotkaniu z Pogonią szpilkę kibicom z Katowic wbił Sławomir Nitras, który odniósł się do ich zachowania tydzień temu. Przypomnijmy, że minister sportu został wygwizdany na Arenie Katowice.

     

    GKS Katowice został w niedzielę rozbity przez Pogoń Szczecin. Portowcy strzelili przyjezdnym aż cztery bramki, a absolutnym bohaterem tego meczu został grecki napastnik Efthymios Koulouris, który aż trzykrotnie wpisywał się na listę strzelców. Dzięki temu Pogoń znacznie zbliżyła się do czołowej trójki w tabeli Ekstraklasy i wciąż ma nadzieję na awans do europejskich pucharów.

     

    Na reakcję po zakończeniu tego meczu zdecydował się minister sportu Sławomir Nitras. Przypomnijmy, że tydzień temu był on obecny na otwarciu nowego stadionu GKS-u, kiedy zespół z Katowic zwyciężył z Górnikiem Zabrze 2:1, i został wygwizdany przez kibiców gospodarzy. Tuż po tym wydarzeniu zdecydował się odpowiedzieć fanom GieKSy, sugerując, że nie pojawił się na Arenie Katowice.

     

    “Podnieconych nadmiernie pisowców informuję. Spędziłem miłą niedzielę z moją rodziną w Szczecinie” — napisał przed tygodniem minister.

     

    Sławomir Nitras dobitnie po porażce GKS-u

    Jednak po porażce GKS-u zamieścił on kolejny wpis, w którym konkretnie odniósł się do aktu gwizdania.

     

    “Gieksa sobie dzisiaj pogwizdała” — czytamy we wpisie na platformie X.

    https://x.com/SlawomirNitras/status/1908939016671842535

    GKS Katowice zajmuje aktualnie dziesiąte miejsce w tabeli, mając na koncie 36 pkt. W następnym meczu 12 kwietnia zmierzy się z Puszczą Niepołomice. To spotkanie będzie miało szczególną wagę głównie dla rywali zespołu z Katowic, którzy walczą o utrzymanie w Ekstraklasie. GieKSa jest w miarę bezpiecznej sytuacji, ponieważ nad strefą spadkową mają dziesięć punktów przewagi.

     

  • Kowalczyk-Tekieli pokazała, w jakiej jest formie! Co za wyczyn Polki

    Kowalczyk-Tekieli pokazała, w jakiej jest formie! Co za wyczyn Polki

    Kowalczyk-Tekieli pokazała, w jakiej jest formie! Co za wyczyn Polki

    Justyna Kowalczyk-Tekieli nadal nie przestaje zachwycać. Mimo że Polka zakończyła karierę siedem lat temu, to wciąż bierze udział w różnych zawodach. Ostatnio rywalizowała w biegu w Yllas-Levi Hiihto w Finlandii, gdzie ukończyła zmagania na dystansie 70 kilometrów na trzecim miejscu.

     

    Justyna Kowalczyk-Tekieli zakończyła profesjonalną karierę sportową, ale wciąż zdarza jej się brać udział w zawodach biegowych. Można było ją zobaczyć podczas maratonów Ski Classics i Biegu Piastów. W zeszłym roku wzięła udział także w Engadin Skimarathon w Szwajcarii, gdzie rywalizowała z Therese Johaug.

     

    Justyna Kowalczyk-Tekieli ukończyła kolejny bieg! Polka zajęła trzecie miejsce

     

    Polka na tym nie poprzestawała i teraz ukończyła kolejną rywalizację. Tym razem Kowalczyk-Tekieli zmagała się w zawodach w Yllas-Levi Hiihto w Finlandii na dystansie 70 kilometrów stylem klasycznym. I pokazała, że nadal jest w doskonałej formie. Ukończyła bieg w czasie 3:17:11,9, co zagwarantowało jej trzecie miejsce i brązowy medal. Rywalizację wygrała Kaisa Makarainen (3:04:16,9), a drugie miejsce zajęła Riitta-Liisa Roponen (3:04:34,5).

     

    “To był przepiękny bieg” – napisała w relacji na Instagramie, gdzie opublikowała zdjęcie z podium, na którym stanęła wraz ze swoim synkiem Hugo. Niedługo później wrzuciła zdjęcie mapy, przedstawiające odległość między fińskim miastem Levi a Zakopanem, która pieszo wynosi blisko 22 dni. “Jest to jakaś alternatywa do auta” – dodała żartobliwie.

     

    Justyna Kowalczyk-Tekieli jest bardzo utytułowaną biegaczką narciarską. Jest dwukrotną mistrzynią olimpijską (Vancouver 2010 i Soczi 2014). Na koncie ma także między innymi dwa złote medale na mistrzostwach świata i cztery Kryształowe Kule. Karierę zakończyła w 2018 roku. W latach 2021-2022 pełniła funkcję dyrektora sportowego w Polskim Związku Biathlonu.

     

  • Niewiarygodny wyczyn Krzysztofa Piątka. Polak już przeszedł do historii

    Niewiarygodny wyczyn Krzysztofa Piątka. Polak już przeszedł do historii

    Niewiarygodny wyczyn Krzysztofa Piątka. Polak już przeszedł do historii

    Choć rewolwery polskiego “El Pistolero” znacznie ucichły, to jego osiągnięcia po przejściu do Basaksehiru robią piorunujące wrażenie. Obecnie Krzysztof Piątek wciąż walczy o miano króla strzelców Super Ligi, tracąc zaledwie jednego gola do Victora Osimhena. Okazuje się jednak, że to nie jedyna statystyka, w której bryluje polski napastnik. Po golu w ostatnim starciu z Konyasporem został on bowiem drugim najlepszym strzelcem w historii klubu ze Stambułu.

     

    Od niespełna dwóch miesięcy tempo zdobywania bramek w wykonaniu Krzysztofa Piątka znacznie zmalało. Końcem roku 2024 “El Pistolero” był niemalże maszyną do zdobywania bramek, notując trafienie w siedmiu spotkania z rzędu. Początek obecnego roku również wyglądał całkiem obiecująco i tym sposobem w lutym napastnik reprezentacji Polski znajdował się na pozycji samodzielnego króla strzelców tureckiej Super Ligi. Taka forma naturalnie wzbudziła zainteresowanie ligowych rywali, którzy według tamtejszych mediów, są żywo zainteresowani pozyskaniem napastnika Basaksehiru w letnim okienku transferowym.

     

    Niestety ostatnie mecze to jednak pasmo strzeleckiej niemocy 29-letniego napastnika, który mimo regularnych występów nie potrafił znaleźć drogi do siatki rywali. Konsekwencją takiego impasu była utrata pozycji króla strzelców ligi tureckiej na rzecz zawodnika Galatasaray Victora Osimhena, który na chwilę obecną ma na swoim koncie o jedną zdobycz bramkową więcej niż Piątek. Do końca sezonu tureckiej ekstraklasy wciąż pozostało jednak kilka kolejek, co daje Piątkowi szansę na wyprzedzenie nigeryjskiego napastnika. Ostatnie zwycięskie trafienie z rzutu karnego w meczu przeciwko Konyasporowi nie tylko przybliżyło go do tego celu, ale również pozwoliło zapisać się Polakowi na kartach historii klubu ze Stambułu.

     

    Krzysztof Piątek jednym z najlepszych strzelców Basaksehiru. Do lidera jednak sporo brakuje

     

    Gol z 30. kolejki tureckiej Super Ligi był jednocześnie 46 trafieniem Krzysztofa Piątka w barwach Basaksehiru. Okazuje się, że taka liczba wystarczyła, aby polski napastnik został drugim najskuteczniejszym strzelcem w historii klubu. Wyprzedził on tym samym Doka Madureirę, który 191 rozegranych dla tego zespołu spotkaniach zdobył 45 goli. Co warte zauważenia, Piątek potrzebował zaledwie 78 występów, aby pobić wyczyn brazylijskiego piłkarza.

     

    Wydawać by się mogło, że “El Pistolero” jest więc na dobrej drodze do zdobycia miana strzelca wszech czasów klubu ze Stambułu, jednak do obecnie wiodącego prym w tej klasyfikacji Edina Visca brakuje mu obecnie… 64 goli. Bośniak spędził w Basaksehirze niespełna 11 lat, rozgrywając w tym czasie aż 398 spotkań. Piątek może się jednak pochwalić o wiele większą średnią bramek na mecz wynoszącą dokładnie 0,59 gola, podczas gdy topowy strzelec “Szarych Sów” notował tylko 0,28 zdobytej bramki na mecz. Na chwilę obecną ciężko stwierdzić, jak potoczą się dalsze losy reprezentanta Polski, jednak już teraz wiadomo, że zapisał się on złotymi literami w historii tureckiego klubu, w którym występuje przecież od niespełna dwóch sezonów.

     

  • Tuż po finale kapitalne wieści dla Katarzyny Kawy! Tak wygląda ranking WTA

    Tuż po finale kapitalne wieści dla Katarzyny Kawy! Tak wygląda ranking WTA

    Tuż po finale kapitalne wieści dla Katarzyny Kawy! Tak wygląda ranking WTA

    Występ Katarzyny Kawy w finale turnieju WTA rangi 250 w Bogocie dał jej gigantyczny awans w rankingu. Polka przeniosła się o aż 67 miejsc w górę, a przecież w Kolumbii startowała jako kwalifikantka. To niebywały wyczyn, który pozwoli jej na występ w kwalifikacjach wielkoszlemowych już za kilka tygodni. Kawa wyrównała w ten sposób najlepszy turniejowy występ w karierze.

     

    Po turnieju WTA w Bogocie Katarzyna Kawa zajmować będzie 156. miejsce w rankingu. Zdobyła aż 160 pkt, czego pewnie sama nie spodziewała się jeszcze kilka dni temu, gdy zjawiła się w Kolumbii. Miejsce w połowie drugiej setki daje Polce pewność gry w kwalifikacjach Rolanda Garrosa już za kilka tygodni. W nich Kawa na pewno nie będzie pozbawiona szans na awans do głównej drabinki.

     

    32-letnia tenisistka już niebawem wystąpi przed polską publicznością. I być może… otrzyma szansę gry w singlu od Dawida Celta. Biało-Czerwone zagrają w Radomiu w turnieju kwalifikacyjnym Billie Jean King Cup, gdzie Kawa może być jedną z zawodniczek występujących w meczach gry pojedynczej. To zależy od decyzji kapitana polskiej kadry, ale przy obecnej dyspozycji postawienie na Kawę nie byłoby wielką niespodzianką.

     

    Szalony początek. I kłopoty Katarzyny Kawy

     

    Pierwsze trzy gemy to dwa błyskawiczne przełamania. Faworytka odebrała serwis rywalce jako pierwsza, ale potem to Polka odpowiedziała dzięki świetnej grze przy siatce. Wykańczanie akcji z bliskich odległości przy siatce było atutem Polki od początku spotkania, natomiast Camila Osorio odpowiadała jej po długich wymianach dzięki świetnemu przygotowaniu kondycyjnemu.

     

    Katarzyna Kawa, która do finału przystąpiła z obandażowanymi kolanami, musiała być znacznie bardziej zmęczona od swojej rywalki, dzięki czemu to Osorio jako pierwsza odskoczyła i prowadziła 4:1. Kolumbijka zdawała się świetnie wykorzystywać kłopoty starszej rywalki, ale nagle… zaczęła się mylić.

     

    I mogła ponieść błyskawiczne konsekwencje. Przy stanie 4:2 i serwisie Osorio Kawa miała dwa break pointy, ale dwa minimalne pudła pozwoliły Kolumbijce na doprowadzenie do równowagi. Potem pojawiły się dwa kolejne break pointy, ale i tym razem nie udało się ich wykorzystać. Decydowały centymetry, ale ostatecznie to Kolumbijka mogła cieszyć się z utrzymania podania. I była o mały krok od wygrania pierwszego seta.

     

    Choć Kawa utrzymała podanie i miała jeszcze jedną szansę na dogonienie Osorio, tym razem reprezentantka gospodarzy była już bezlitosna i wyszła na prowadzenie 6:3. Polka nie mogła mieć do siebie dużych pretensji, bo robiła wszystko, by sprawić faworytce jak najwięcej kłopotów. Różnica w długości rozegranych spotkań była jednak niestety widoczna. Trzeba było gonić już od początku drugiego seta.

     

    Rywalka obrała swoją strategię. I zbierała korzyści

     

    Zmęczenie dawało o sobie znać, a Camila Osorio doskonale wiedziała o tym, że jej finałowa przeciwniczka “ma w nogach” znacznie większy wysiłek włożony w ostatnie spotkania. Kolumbijka mądrze rozgrywała kolejne akcje, starając się wydłużać kolejne wymiany i zdobywając w ten sposób kolejne punkty.

     

    To przynosiło błyskawiczne efekty, bo tenisistka urodzona w kolumbijskiej Cucucie wyszła na szybkie prowadzenie 3:0 na początku drugiego seta. Sytuacja Katarzyny Kawy była bardzo trudna, zwłaszcza że rywalka wydawała się rozkręcać z każdym kolejnym zdobytym punktem. I znów, podobnie jak w pierwszym secie, wysokie prowadzenie jakby przesadnie rozluźniło rywalkę.

     

    Camila Osorio znów straciła jedno przełamanie przewagi, a Katarzyna Kawa była o krok od wyrównania. Polka prezentowała się coraz lepiej przy swoim serwisie, przerzucając presję na stronę swojej przeciwniczki. I gdy już wydawało się, że zaraz będzie w stanie ją dogonić, reprezentantka gospodarzy wypracowała sobie trzy piłki mistrzowskie.

     

    I nie zmarnowała tej szansy, choć w pewnym momencie zrobiło się bardzo gorąco. Camila Osorio pokonała Katarzynę Kawę 6:3, 6:3 i zdobyła tytuł w Bogocie, ale Polka i tak może być bardzo dumna z tego, co osiągnęła w całym turnieju. Dotarcie do finału jako kwalifikantka to absolutna rzadkość. Kawa co prawda nie zdobyła trofeum, ale zyskała mnóstwo punktów do rankingu WTA. I zapracowała sobie na szacunek ze strony kibiców w Kolumbii, nawet jeśli w trakcie meczu wspierali oni swoją rodaczkę.

    Katarzyna Kawa — Camila Osorio 3:6, 3:6

     

  • To był wspaniały turniej Polki! Dwa sety w wielkim finale

    To był wspaniały turniej Polki! Dwa sety w wielkim finale

    To był wspaniały turniej Polki! Dwa sety w wielkim finale

    Dała z siebie wszystko, co mogła. Jednak rywalka była w doskonałej formie, publiczność po swojej stronie i co najważniejsze, znacznie więcej energii. Katarzyna Kawa przegrała drugi w karierze finał turnieju rangi WTA 250. Polka zmęczona drogą do finału nie dała rady pokonać Kolumbijki Camili Osorio na jej terenie i poległa 3:6, 3:6. Dla jej rywalki to trzeci tytuł WTA i trzeci wywalczony w Bogocie.

     

    Katarzyna Kawa pierwszą polską finalistką turnieju rangi WTA w sezonie 2025? Obstawienie czegoś takiego mogłoby przynieść dość odważnym niemałe zyski i w rzeczy samej by przyniosło. Ani Iga Świątek, ani Magdalena Fręch, ani nawet Magda Linette nie miały jeszcze w tym roku okazji zagrać bezpośrednio o tytuł, a Kawa sensacyjnie wywalczyła takie prawo w kolumbijskiej Bogocie. Polka zaczynała od kwalifikacji, w II rundzie była krok od porażki, ale przezwyciężyła wszystkie przeciwności. Pokonała nawet rozstawioną z nr 1 Marię Bouzkovą.

     

    Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Osorio wie to doskonale

     

    Zwycięstwo nad 16-letnią sensacją Julią Pareją w półfinale, dało jej drugi w karierze finał turnieju WTA (pierwszy w 2019 roku w łotewskiej Jurmale przegrała z Anastaziją Sewastową). 32 lata to dużo? Dla niektórych może tak, ale nasza reprezentantka najwyraźniej starzeje się jak wino. W finale czekało jednak prawdopodobnie największe wyzwanie. Camila Osorio to najtrudniejsza rywalka, na jaką można w Bogocie trafić. Kolumbijka dobrze wie, jak wykorzystać wsparcie domowej publiczności i już dwa razy wygrywała turniej w swoim kraju. Teraz Kawa stała jej na drodze do hattricka.

     

    Niestety w pierwszym secie Polka boleśnie przekonała się o domowej sile Kolumbijki. Nie oddała go bez walki, nawet raz przełamała rywalkę. Jednak Osorio odpowiedziała dwoma, a Kawa miała czego żałować po siódmym gemie. Przy stanie 4:2 dla przeciwniczki Polka miała aż pięć breakpointów, ale żadnego nie wykorzystała. To podbudowało Kolumbijkę, która po niejednym udanym zagraniu nakręcała dopingującą ją publiczność do jeszcze większego aplauzu. Osorio wygrała pierwszą partię 6:3.

     

    Kolumbijka nie miała litości. Kawa walczyła sama ze sobą

     

    Polka w drodze do finału łącznie z eliminacjami spędziła w grze ponad 15 godzin i to było widać. Nie było w niej tej energii co wcześniej, zwłaszcza gdy Osorio ganiała ją po korcie. Drugi set na początku przebiegał pod dyktando Kolumbijki. Niebywale rozpędzona 23-latka wygrała trzy pierwsze gemy, dwukrotnie przełamując w nich Kawę. Polce udało się jednak niespodziewanie odrobić jedno przełamanie. Nadal było widać po niej duże zmęczenie, ale charakterem też można sporo zyskać. Zwłaszcza jak lepiej się serwuje niż wcześniej.

     

    Jednak by wygrać, potrzeba było jeszcze jednego przełamania, a Osorio nie zamierzała Polce na to pozwolić. Co więcej, przy stanie 5:3 po raz kolejny Kolumbijka przełamała wykończoną fizycznie Kawę i jej triumf stał się faktem. Nasza reprezentantka walczyła prawie 1,5 godziny, ale uległa 3:6, 3:6. Jej rywalka zdobyła trzeci w karierze tytuł rangi WTA i trzeci w Bogocie.

     

    Pani Katarzyno, wyłącznie duma! To był tenis przez duże T

     

    Katarzyna Kawa robiła, co się dało, by znaleźć sposób na Kolumbijkę. Jednak ewidentnie brakowało jej już paliwa w baku, mordercze pojedynki w drodze do finału odcisnęły na niej swe piętno. Niemniej z Bogoty jak najbardziej może wyjechać zadowolona. Samo dotarcie tak daleko to dla niej sukces i nie pozostaje nic innego, jak trzymać kciuki, by udane singlowe turnieje w jej wykonaniu były czymś, co będzie się powtarzać, a nie tylko zdarzać. Dotarcie do finału w Bogocie oznacza dla Polki awans na 156. miejsce w rankingu WTA.

     

  • Zignorowana Chwała: Katarzyna Kawa Zachwyca w Bogocie, ale WTA Odwraca Wzrok

    Zignorowana Chwała: Katarzyna Kawa Zachwyca w Bogocie, ale WTA Odwraca Wzrok

    Zignorowana Chwała: Katarzyna Kawa Zachwyca w Bogocie, ale WTA Odwraca Wzrok

    W turnieju pełnym emocji i niespodzianek jedna historia poruszyła tenisowych fanów — nie ze względu na to, kto ją nagłośnił, lecz kto ją przemilczał.

     

    Katarzyna Kawa, 31-letnia polska outsiderka, przeżywa życiowy turniej podczas imprezy WTA 250 w Bogocie. W niedzielny wieczór zaprezentowała opanowanie i pewność siebie, pokonując Julietę Pareję 7:5, 6:2 i awansując do finału. Zwycięstwo to było zwieńczeniem niesamowitej serii, podczas której Kawa przeszła przez kwalifikacje i sensacyjnie wyeliminowała najwyżej rozstawioną Marie Bouzkovą w ćwierćfinale — wynik, który w normalnych warunkach przyciągnąłby medialną uwagę. Ale nie tym razem.

     

    Pomimo jej rewelacyjnych postępów, kobieca federacja tenisowa WTA pozostaje zdumiewająco milcząca.

     

    Najlepszy Moment w Karierze, Spotkany z Ciszą

     

    Dla zawodniczki, która jeszcze kilka dni temu była poza czołową dwusetką rankingu, awans do finału powinien być przełomowym momentem — świętem wytrwałości, determinacji i wiary w siebie. Zamiast tego wszystko rozgrywa się w cieniu medialnego zignorowania, a odpowiedzialność za to zdaje się spoczywać bezpośrednio na barkach WTA.

     

    Podczas gdy polscy kibice gorąco wspierali swoją zawodniczkę, coraz więcej głosów w internecie zaczęło zadawać jedno pytanie: dlaczego WTA milczy o sukcesach Kawy?

     

    Na problem pierwszy zwrócił uwagę tenisowy profil społecznościowy „Z kortu – informacje tenisowe”, który już w sobotę skrytykował WTA za brak wzmianki o wygranym przez Kawę meczu z Bouzkovą. „Nie opublikowali nic na temat tego spotkania. Zamiast tego promowali jej przeciwniczkę” – zauważył profil.

     

    Po półfinale frustracja tylko wzrosła. Kilka godzin po zwycięstwie Kawy media społecznościowe WTA nadal milczały — za to skupiły się na Camili Osorio, dwukrotnej mistrzyni Bogoty i przeciwniczce Polki w finale.

     

    Rosnący Publiczny Sprzeciw

     

    W niedzielny poranek kibice mieli już dość. Tenisowy profil dodał: „Obudziłem się z nadzieją, że w końcu zobaczę post WTA o awansie Kawy do finału — ale nic. WTA, to kompromitacja”.

     

    I nie był to odosobniony głos.

     

    Media społecznościowe zalała fala komentarzy, w których internauci wskazywali na to, co wielu odbiera jako stronniczość WTA. „Pokonała Amerykankę — więc oczywiście cisza” – pisał jeden z użytkowników. „Gdyby to była Raducanu, publikowaliby posty po każdym meczu” – dodał inny. Inni zauważyli, że WTA znacznie bardziej skupia się na promowaniu amerykańskiego turnieju w Charleston — w wyraźnym kontraście do całkowitego pominięcia historycznego występu Kawy.

     

    Tym bardziej frustrujący jest fakt, jak wielkie znaczenie ma ten sukces. Kawa jest pierwszą Polką w tym roku, która dotarła do finału turnieju singlowego WTA. Dla zawodniczki, która jeszcze tydzień temu była 223. w rankingu, to historia warta opowiedzenia — narracja o wytrwałości, która może zainspirować fanów na całym świecie. A jednak WTA nie wykorzystała tej szansy.

     

    Co Jest Stawką w Finale

     

    Finałowy mecz Kawy w Bogocie zaplanowano na niedzielę o godzinie 19:00 czasu polskiego. Zwycięstwo oznaczałoby nie tylko pierwszy tytuł WTA w jej karierze, ale także ogromny awans w rankingu — możliwe, że nawet w okolice 125. miejsca. Nawet bez trofeum jej występ zapewnił jej już skok do 156. pozycji w rankingu na żywo.

     

    Mimo to moment ten wydaje się przyćmiony przez brak uznania ze strony WTA dla jednej z najbardziej fascynujących historii outsiderki w tym sezonie. Czy to przeoczenie zostanie naprawione — czas pokaże. Ale na ten moment kibicom i obserwatorom pozostaje gorzka prawda: czasem nawet najbardziej inspirujące triumfy mogą zostać zignorowane — i to również jest częścią tej gry.