Category: Home

  • Komunikat WTA tuż przed północą. Stało się, jest zmiana na podium rankingu. Co ze Świątek?

    Komunikat WTA tuż przed północą. Stało się, jest zmiana na podium rankingu. Co ze Świątek?

    Komunikat WTA tuż przed północą. Stało się, jest zmiana na podium rankingu. Co ze Świątek?

    Za nami kolejny tydzień tenisowych zmagań w sezonie 2025, ale dopiero pierwszy, jeśli chodzi o rywalizację na mączce w głównym cyklu WTA. W niedzielę zakończyły się turnieje w Charleston i Bogocie. Włodarze kobiecych rozgrywek nie zwlekali i jeszcze wczoraj, tuż przed północą, dokonali aktualizacji głównego rankingu oraz zestawienia Race. W tym pierwszym, najważniejszym, nastąpiła zmiana na podium. Jak w tej sytuacji wypada Iga Świątek? Poniżej prezentujemy szczegóły najnowszego notowania.

     

    Miniony tydzień przyniósł rozpoczęcie rywalizacji na kortach ziemnych w głównym cyklu WTA w sezonie 2025. Odbyły się turnieje WTA 500 w Charleston oraz WTA 250 w Bogocie. W amerykańskiej lokalizacji najlepsza okazała się Jessica Pegula. Reprezentantka Stanów Zjednoczonych pokonała w finale swoją rodaczkę – Sofię Kenin. W drugim secie zanotowała powrót ze stanu 1:5 15-40, broniąc trzech setboli. Ostatecznie triumfowała 6:3, 7:5.

     

    Uwagę polskich kibiców przyciągały również zmagania w Kolumbii. To ze względu na niesamowitą historię, jaką pisała w ostatnich dniach Katarzyna Kawa. 32-latka przeszła przez eliminacje, a później imponowała w głównej drabince, pokonując po drodze rozstawioną z “1” Marie Bouzkovą czy broniąc meczbola w potyczce z Laurą Pigossi. W decydującym starciu musiała uznać wyższość obrończyni tytułu – Camili Osorio. Zawodniczka pochodząca z Krynicy-Zdroju spędziła na korcie ponad 17 godzin w trakcie siedmiu spotkań. Po raz drugi w karierze zameldowała się w singlowym finale imprezy takiej rangi, pierwszy od 2019 roku. Ten heroiczny występ pozostanie w pamięci naszej reprezentantki na długo.

     

    Pojawiła się aktualizacja rankingu WTA. Zmiana na podium, tuż za plecami Igi Świątek

     

    W notowaniu z 31 marca czołówka rankingu WTA prezentowała się następująco: na prowadzeniu była Aryna Sabalenka, pozycję wiceliderki zajmowała Iga Świątek. Trzecie miejsce należało do Coco Gauff, a czwarte – do Jessiki Peguli. Piątą lokatę zajmowała Madison Keys. Po zmaganiach w ubiegłym tygodniu doszło jednak do roszady na podium głównego zestawienia. Pegula, dzięki zwycięstwu w turnieju rangi “500” w Charleston, awansowała na trzecią lokatę. Aktualnie wyprzedza swoją rodaczkę Gauff o 38 “oczek”. Wcześniej traciła 267 pkt.

     

    Iga, mająca dorobek 7470 pkt, zachowała drugie miejsce. Jessica traci do niej obecnie 1369 “oczek”. Warto jednak podkreślić, że do końca Roland Garros, a więc przez najbliższe dwa miesiące, Świątek ma do obrony aż 4195 pkt, a Pegula… zero. W ubiegłym sezonie 31-latka pauzowała w tym okresie z powodu kontuzji. Reprezentantka Stanów Zjednoczonych ma zatem bardzo realną szansę, by wyprzedzić naszą tenisistkę i po raz pierwszy w karierze znaleźć się w TOP 2 singlowego rankingu. Polkę czekają zatem trudne tygodnie. Tym bardziej, że nawet obrona ubiegłorocznego dorobku z mączki może nie wystarczyć 23-latce do utrzymania pozycji wiceliderki. Amerykanka ma teoretycznie wszystko w swoich rękach.

     

    Będąc przy głównym zestawieniu, warto przytoczyć miejsca pozostałych Polek z szerokiej czołówki. Po raz pierwszy w historii mamy jednocześnie aż trzy nasze reprezentantki w TOP 30 – na 28. pozycji plasuje się Magdalena Fręch, a na 30. lokacie – Magda Linette. W drugiej setce rankingu znajdują się Maja Chwalińska (121.) i Katarzyna Kawa (156.). 32-latka, dzięki finałowi w Bogocie, awansowała aż o 67 miejsc. Tuż za TOP 200 znajduje się za to Linda Klimovicova – na 205. pozycji.

     

    W zestawieniu WTA Race, biorącym pod uwagę wyłącznie tegoroczne zmagania, nie doszło do żadnych zmian na pozycjach w czołowej piątce. Główną różnicą jest to, że Jessica Pegula, po swoim triumfie w Charleston, mocno zbliżyła się do czwartej Igi Świątek. Obecnie dzieli je już tylko 5 pkt. Na prowadzeniu utrzymała się Aryna Sabalenka, druga jest Madison Keys. Podium sezonowego rankingu zamyka Mirra Andriejewa.

     

    Ranking WTA (stan na 7 kwietnia 2025 roku):

    1. Aryna Sabalenka – 10541 pkt

    2. Iga Świątek – 7470 pkt

    3. Jessica Pegula – 6101 pkt

    4. Coco Gauff – 6063 pkt

    5. Madison Keys – 4999 pkt

    6. Jasmine Paolini – 4843 pkt

    7. Mirra Andriejewa – 4775 pkt

    8. Qinwen Zheng – 4243 pkt

    9. Paula Badosa – 3821 pkt

    10. Jelena Rybakina – 3808 pkt

     

    Ranking WTA Race (stan na 7 kwietnia 2025 roku):

    1. Aryna Sabalenka – 3580 pkt

    2. Madison Keys – 3069 pkt

    3. Mirra Andriejewa – 2565 pkt

    4. Iga Świątek – 2315 pkt

    5. Jessica Pegula – 2310 pkt

    6. Amanda Anisimova – 1460 pkt

    7. Clara Tauson – 1365 pkt

    8. Emma Navarro – 1352 pkt

    9. Jelena Rybakina– 1320 pkt

    10. Paula Badosa – 1255 pkt

     

  • Włosi oszołomieni decyzją Paolini. “Jak grom z jasnego nieba”

    Włosi oszołomieni decyzją Paolini. “Jak grom z jasnego nieba”

    Włosi oszołomieni decyzją Paolini. “Jak grom z jasnego nieba”

    Jasmine Paolini po 10 latach rozstała się z trenerem Renzo Furlanem, przy którym w zeszłym roku osiągnęła zdecydowanie najlepsze wyniki w dotychczasowej karierze. Włosi nie kryją zaskoczenia, ale jeszcze większą sensacją ma być nazwisko potencjalnej nowej trenerki Paolini. Furlana z kolei dopadła zaskakująca klątwa w kobiecym tenisie.

     

    Jasmine Paolini ogłosiła kilka dni temu, że kończy współpracę z trenerem Renzo Furlanem. 29-letnia Włoszka pracowała ze szkoleniowcem od 10 lat. Poprzedni sezon był dla nich absolutnie wyjątkowy.

     

    Zaczęło się w lutym w Dubaju, gdy Paolini pierwszy raz w karierze wygrała turniej rangi WTA 1000. Wiosną doszła także do finału Roland Garros, przegrywając dopiero z Igą Świątek. Kilka tygodni później zameldowała się także w finale Wimbledonu, gdzie lepsza od niej okazała się Barbora Krejcikova.

     

    W sierpniu podczas igrzysk olimpijskich Jasmine Paolini w parze z Sarą Errani zdobyły złote medale w grze podwójnej. Z kolei w listopadzie w Maladze Włoszki wygrały rozgrywki drużynowe Billie Jean King Cup, w półfinale pokonując nasze tenisistki. Paolini była podporą reprezentacji, zarówno w singlu, jak i w deblu.

     

    Nikt się tego teraz nie spodziewał

     

    Takie sukcesy pozwoliły Włoszce awansować na rekordowe czwarte miejsce w rankingu WTA. Renzo Furlan został zaś wybrany trenerem roku w tourze WTA i był to wybór absolutnie zrozumiały. Oboje musieli przez lata ciężko pracować, by doczekać się tak wielkich osiągnięć.

     

    Jako Sport.pl rozmawiamy z włoskim ekspertem tenisowym Marco Mazzonim, który opowiada, jak w jego ojczyźnie przyjęto decyzję Jasmine Paolini. – Byłem bardzo zaskoczony momentem ogłoszenia tej decyzji, ponieważ Paolini wkrótce rozpocznie ten etap w sezonie, gdy będzie bronić punktów za zeszłoroczne świetne wyniki, m.in. w Paryżu i Londynie (3000 punktów – przyp.red.). Poradzenie sobie z tym wyzwaniem bez trenera, który doprowadził ją do sukcesów wydaje się jeszcze trudniejsze – mówi dziennikarz portalu Livetennis.it.

     

    Okoliczności rozstania mogą tym bardziej zaskakiwać, że Paolini zaledwie kilka dni wcześniej dotarła do półfinału turnieju WTA 1000 w Miami. W meczu o finał nie miała większych szans z Aryną Sabalenką, późniejszą triumfatorką imprezy. Niemniej był to oznak, że forma Włoszki rośnie. W tym sezonie dochodziła wcześniej do trzeciej rundy Australian Open, w Dosze, Dubaju oraz czwartej w Indian Wells.

     

    – Jednak w powietrzu było czuć, że coś nie działa jak wcześniej. Paolini zawsze się uśmiecha i kocha grać w tenisa, podczas gdy od jakiegoś czasu była bardziej ponura i spięta. Być może był to znak, że coś jest nie tak – uważa nasz rozmówca.

     

    Na razie możemy opierać się jedynie na domniemaniach, bo Paolini poinformowała o rozstaniu w social mediach, a od tamtej pory nie uczestniczyła w turniejach, nie udzieliła wywiadu ani nie pojawiała się na konferencjach prasowych. Inaczej jej były już trener.

     

    – Furlan zabrało głos na antenie Sky Sports, stwierdzając, że współpraca po tylu latach zakończyła się jakby naturalnie, nie było żadnych kłótni między nimi ani podobnych historii. Powiedział, że jest szczęśliwy, że mógł tyle przekazać Jasmine i dumny z ich wspólnej drogi – wskazuje Mazzoni.

     

    Włoski dziennikarz przyznaje, że środowisko tenisowe w jego kraju nie kryło zdziwienia decyzją Jasmine Paolini. Serwis Tennis Magazine Italia grzmiał: “Sensacja! Koniec współpracy Paolini – Furlan. Bez żadnego ostrzeżenia kończy się jeden z najlepszych duetów w historii naszego tenisa. To spadło na nas jak grom z jasnego nieba, bo po najlepszym turnieju, jaki Paolini rozegrała w sezonie 2025. Czytając jej oświadczenie, można zrozumieć, że sama o tym zdecydowała”.

     

    Kto nowym trenerem?

     

    Na ten moment nie wiadomo, kto będzie nowym szkoleniowcem Jasmine Paolini. Tenisistka przygotowuje się obecnie do występów na mączce. Kolejny jej start to turniej w Stuttgarcie od 14 kwietnia. W przyszłym tygodniu Włoszki nie występują w eliminacjach Billie Jean King Cup, bo z racji roli obrończyń tytułu mają zapewniony udział w listopadowych finałach w Chinach.

     

    – Paolini trenuje z włoską reprezentacją, kapitan Tatianą Garbin i jego partnerką deblową Sarą Errani. Mówi się, że 37-letnia Errani, biorąc pod uwagę wielkie doświadczenie, mogłaby zostać jej trenerką, ale są to tylko spekulacje. Jasmine potwierdziła kilkukrotnie w wywiadach, że obecność Sary pomogła poprawić jej tenis, więc może to coś więcej niż tylko sugestia – mówi Mazzoni.

     

    Podobne rozwiązanie sugeruje kanał Rai Sport, ale dziennik “La Repubblica”, powołując się na sztaby obu tenisistek, zaprzecza jakoby Errani miała zastąpić Furlana na stanowisku trenera Paolini.

     

    A co dalej z Renzo Furlanem? Zanim zaczął trenować Jasmine Paolini, miał okazję współpracować z Francescą Schiavone i Simone Bolellim. – Powiedział, że przez te lata podążał za Paolini wszędzie, zaniedbując rodzinę i życie prywatne. Powinien zrobić sobie przerwę – uważa nasz rozmówca.

    I dodaje: “Niemniej biorąc pod uwagę jego doświadczenie, łatwo założyć, że wkrótce otrzyma oferty od włoskich tenisistów. Widziałbym go u boku utalentowanego Luci Nardiego, który wciąż jest daleki od wykorzystania swojego potencjału.” 21-letni Nardi znajduje się aktualnie na 93. miejscu w rankingu ATP.

     

    W 2018 roku podczas turnieju w Sassuolo 14-letni wówczas Nardi został najmłodszym włoskim tenisistą w historii, który zdobył punkty do rankingu męskiego tenisa. Potem walczył jednak z kontuzjami, pozostaje w cieniu nie tylko numeru jeden na świecie Jannika Sinnera, ale także m.in. Flavio Cobolliego (45. ATP), Luciano Darderiego (57.) czy Lorenzo Musettiego (16.)

     

    W przypadku Renzo Furlana warto też zauważyć, że to kolejny trener w ostatnich latach, który przestał pracować w damskim tourze po tym, jak sezon wcześniej został wybrany szkoleniowcem roku WTA. Podobnie było m.in. w przypadku Tomasza Wiktorowskiego (2023), Piotra Sierzputowskiego (2020) – w obu przypadkach dotyczyło relacji z Igą Świątek, Davida Witta (2022), gdy trenował Jessicę Pegulę czy Saschy Bajina (2018), gdy prowadził Naomi Osakę. To wygląda jak klątwa.

  • “Mieliśmy siebie dość”. Były trener Świątek osiągnął pierwszy sukces

    “Mieliśmy siebie dość”. Były trener Świątek osiągnął pierwszy sukces

    “Mieliśmy siebie dość”. Były trener Świątek osiągnął pierwszy sukces

    To w czasie współpracy z Piotrem Sierzputowskim Iga Świątek wygrała pierwszy turniej wielkoszlemowy w karierze. Ich drogi rozeszły się w 2021 roku, a obecnie szkoleniowiec prowadzi Dalmę Galfi. Po kilku miesiącach pracy jest pierwszy sukces, największy w karierze Węgierki od kilkudziesięciu miesięcy.

     

    Piotr Sierzputowski był trenerem Igi Świątek w latach 2016-2021. W tym czasie stawiająca pierwsze kroki w zawodowym tourze tenisistka stała się jedną z najlepszych na świecie. Pod wodzą Sierzputowskiego Świątek grała w czterech finałach. Przegrała pierwszy z nich w turnieju WTA w Lugano w 2019 roku. Po tym nastąpiła seria trzech wygranych finałów z rzędu – pierwszy w karierze Roland Garros w 2020 roku, WTA 500 w Adelajdzie i WTA 1000 w Rzymie. Oba te triumfy miały miejsce w 2021 roku. Z końcem tamtego sezonu doszło do zakończenia współpracy Sierzputowskiego ze Świątek.

     

     

    “Z Igą mieliśmy kilka takich ekstremalnych sytuacji, gdy mieliśmy siebie dosyć. Jedna z nich ostatecznie zakończyła naszą współpracę. Gdy jest progres, to można zacisnąć zęby i pracować mimo różnych wizji. Gdy pojawiają się częstsze porażki, różnica zdań okazuje się nie do przezwyciężenia” – pisał o tym rozstaniu Sierzputowski, który był przez pewien czas ekspertem i komentatorem przy okazji meczów tenisa, a przez krótki czas prowadził Shelby Rogers oraz współpracował z Tomaszem Berkietą.

     

    Pod koniec grudnia ubiegłego roku Piotr Sierzputowski rozpoczął współpracę z węgierską tenisistką Dalmą Galfi (159. WTA), która prywatnie jest partnerką życiową Jana Zielińskiego, a więc świetnego polskiego deblisty, który w 2024 roku wygrywał Australian Open i Wimbledon w mikście. 26-latka najwyżej notowana w rankingu WTA była we wrześniu 2022 roku na 79. pozycji.

     

    Dalma Galfi dotarła do drugiego finału w karierze, a pierwszego pod wodzą Piotra Sierzputowskiego

     

    W 2025 roku Galfi startowała w kwalifikacjach do Australian Open czy turnieju WTA 250 w Klużu-Napoce. Startowała też w kilku turniejach ITF czy Challengerach, ale nigdy nie była w stanie wygrać przynajmniej trzech spotkań. Do czasu, gdyż zmieniło się w ostatnich dniach przy okazji turnieju WTA 125 w La Bisbal d’Emporda. Tam drugi raz w karierze Węgierka dotarła do finału turnieju WTA. W pierwszym grała w lipcu 2022 roku, gdy przegrała 4:6, 6:1, 6:7(4) z Sarą Errani w Contrexeville.

     

    W starciu o pierwszy tytuł w karierze Galfi zmierzyła się z Łotyszką Darją Semenistają (165. WTA). Pierwszego seta zawodniczka Piotra Sierzputowskiego rozpoczęła od szybkiego przełamania i prowadzenia 3:0. Semenistaja była w stanie odrobić straty, ale ostatecznie to Galfi wygrała seta 7:5.

     

    A drugi set? Bez historii. Całkowita dominacja Łotyszki, która w pół godziny wygrała go 6:0. Potrzebna więc była trzecia partia. Były emocje, było równo, były wzajemne przełamania i wynik 4:4 przy serwisie Galfi. I nagła zapaść. Węgierka w dwóch ostatnich gemach wygrała zaledwie dwie wymiany i ostatecznie po ponad dwóch godzinach przegrała drugi finał w karierze 7:5, 0:6, 4:6.

     

    Był to więc słodko-gorzki tydzień dla polsko-węgierskiego duetu. Z jednej strony pierwszy finał po czterech miesiącach pracy, a z drugiejjednak przegrany.

     

  • Wielki sukces Polek! Julia Szeremeta też się do tego przyczyniła

    Wielki sukces Polek! Julia Szeremeta też się do tego przyczyniła

    Wielki sukces Polek! Julia Szeremeta też się do tego przyczyniła

    Wicemistrzyni olimpijska z Paryża Julia Szeremeta dołożyła do swojej kolekcji następne srebro i jest jedną z siedmiu polskich medalistek Pucharu Świata w Brazylii. Nasze pięściarki z bilansem 2–3–2 wygrały klasyfikację medalową całej imprezy! Oto szczegóły.

     

    Polki zdominowały rywalizację w Brazylii i do kraju wrócą z dwoma złotymi, trzema srebrnymi i dwoma brązowymi krążkami. Taki wynik pozwolił Biało-Czerwonym zwyciężyć w klasyfikacji medalowej! Liderkami polskiego zespołu były Wiktoria Rogalińska (kategoria do 54 kg) i Barbara Marcinkowska (70 kg), które wywalczyły złote medale.

     

    Po srebro sięgnęły Aneta Rygielska (60 kg), Kinga Krówka (65 kg) oraz wspomniana na wstępie Szeremeta (57 kg), a na najniższym stopniu podium stanęły Natalia Kuczewska (51 kg), jak również Oliwia Toborek (75 kg).

     

    Polscy bokserzy także z medalami Pucharu Świata

     

    Nieco gorzej poszło polskim bokserom, choć oni także nie mają powodów do narzekań. Nasi zawodnicy zdobyli trzy medale – jeden srebrny i dwa brązowe. Najbliżej złota był Paweł Brach (60 kg), który dotarł do finału, ale nie zdołał sięgnąć po końcowy triumf. Brązowe krążki przypadły Jakubowi Słomińskiemu (50 kg), Michałowi Jarlińskiemu (75 kg) i Jakubowi Straszewskiemu (85 kg), którzy zakończyli udział w turnieju na etapie półfinałów.

     

    Poza medalistami do strefy ćwierćfinałowej Pucharu Świata dotarli jeszcze Nikodem Kozak (80 kg) i Bartłomiej Rośkowicz (65 kg), natomiast Nikolas Pawlik (55 kg) i Damian Durkacz (70 kg) odpadli w 1/8 finału.

    https://x.com/Igrzyska2024/status/1908665237533769756

  • Tuż po finale kapitalne wieści dla Katarzyny Kawy! Tak wygląda ranking WTA

    Tuż po finale kapitalne wieści dla Katarzyny Kawy! Tak wygląda ranking WTA

    Tuż po finale kapitalne wieści dla Katarzyny Kawy! Tak wygląda ranking WTA

    Występ Katarzyny Kawy w finale turnieju WTA rangi 250 w Bogocie dał jej gigantyczny awans w rankingu. Polka przeniosła się o aż 67 miejsc w górę, a przecież w Kolumbii startowała jako kwalifikantka. To niebywały wyczyn, który pozwoli jej na występ w kwalifikacjach wielkoszlemowych już za kilka tygodni. Kawa wyrównała w ten sposób najlepszy turniejowy występ w karierze.

    Po turnieju WTA w Bogocie Katarzyna Kawa zajmować będzie 156. miejsce w rankingu. Zdobyła aż 160 pkt, czego pewnie sama nie spodziewała się jeszcze kilka dni temu, gdy zjawiła się w Kolumbii. Miejsce w połowie drugiej setki daje Polce pewność gry w kwalifikacjach Rolanda Garrosa już za kilka tygodni. W nich Kawa na pewno nie będzie pozbawiona szans na awans do głównej drabinki.

    32-letnia tenisistka już niebawem wystąpi przed polską publicznością. I być może… otrzyma szansę gry w singlu od Dawida Celta. Biało-Czerwone zagrają w Radomiu w turnieju kwalifikacyjnym Billie Jean King Cup, gdzie Kawa może być jedną z zawodniczek występujących w meczach gry pojedynczej. To zależy od decyzji kapitana polskiej kadry, ale przy obecnej dyspozycji postawienie na Kawę nie byłoby wielką niespodzianką.

    Szalony początek. I kłopoty Katarzyny Kawy

    Pierwsze trzy gemy to dwa błyskawiczne przełamania. Faworytka odebrała serwis rywalce jako pierwsza, ale potem to Polka odpowiedziała dzięki świetnej grze przy siatce. Wykańczanie akcji z bliskich odległości przy siatce było atutem Polki od początku spotkania, natomiast Camila Osorio odpowiadała jej po długich wymianach dzięki świetnemu przygotowaniu kondycyjnemu.

    Katarzyna Kawa, która do finału przystąpiła z obandażowanymi kolanami, musiała być znacznie bardziej zmęczona od swojej rywalki, dzięki czemu to Osorio jako pierwsza odskoczyła i prowadziła 4:1. Kolumbijka zdawała się świetnie wykorzystywać kłopoty starszej rywalki, ale nagle… zaczęła się mylić.

    I mogła ponieść błyskawiczne konsekwencje. Przy stanie 4:2 i serwisie Osorio Kawa miała dwa break pointy, ale dwa minimalne pudła pozwoliły Kolumbijce na doprowadzenie do równowagi. Potem pojawiły się dwa kolejne break pointy, ale i tym razem nie udało się ich wykorzystać. Decydowały centymetry, ale ostatecznie to Kolumbijka mogła cieszyć się z utrzymania podania. I była o mały krok od wygrania pierwszego seta.

    Choć Kawa utrzymała podanie i miała jeszcze jedną szansę na dogonienie Osorio, tym razem reprezentantka gospodarzy była już bezlitosna i wyszła na prowadzenie 6:3. Polka nie mogła mieć do siebie dużych pretensji, bo robiła wszystko, by sprawić faworytce jak najwięcej kłopotów. Różnica w długości rozegranych spotkań była jednak niestety widoczna. Trzeba było gonić już od początku drugiego seta.

    Rywalka obrała swoją strategię. I zbierała korzyści

    Zmęczenie dawało o sobie znać, a Camila Osorio doskonale wiedziała o tym, że jej finałowa przeciwniczka “ma w nogach” znacznie większy wysiłek włożony w ostatnie spotkania. Kolumbijka mądrze rozgrywała kolejne akcje, starając się wydłużać kolejne wymiany i zdobywając w ten sposób kolejne punkty.

    To przynosiło błyskawiczne efekty, bo tenisistka urodzona w kolumbijskiej Cucucie wyszła na szybkie prowadzenie 3:0 na początku drugiego seta. Sytuacja Katarzyny Kawy była bardzo trudna, zwłaszcza że rywalka wydawała się rozkręcać z każdym kolejnym zdobytym punktem. I znów, podobnie jak w pierwszym secie, wysokie prowadzenie jakby przesadnie rozluźniło rywalkę.

    Camila Osorio znów straciła jedno przełamanie przewagi, a Katarzyna Kawa była o krok od wyrównania. Polka prezentowała się coraz lepiej przy swoim serwisie, przerzucając presję na stronę swojej przeciwniczki. I gdy już wydawało się, że zaraz będzie w stanie ją dogonić, reprezentantka gospodarzy wypracowała sobie trzy piłki mistrzowskie.

    I nie zmarnowała tej szansy, choć w pewnym momencie zrobiło się bardzo gorąco. Camila Osorio pokonała Katarzynę Kawę 6:3, 6:3 i zdobyła tytuł w Bogocie, ale Polka i tak może być bardzo dumna z tego, co osiągnęła w całym turnieju. Dotarcie do finału jako kwalifikantka to absolutna rzadkość. Kawa co prawda nie zdobyła trofeum, ale zyskała mnóstwo punktów do rankingu WTA. I zapracowała sobie na szacunek ze strony kibiców w Kolumbii, nawet jeśli w trakcie meczu wspierali oni swoją rodaczkę.

    Katarzyna Kawa — Camila Osorio 3:6, 3:6

  • Za 6 dni Świątek gra turniej, a tu nagle wychodzi coś takiego. Bezlitosne słowa legendy

    Za 6 dni Świątek gra turniej, a tu nagle wychodzi coś takiego. Bezlitosne słowa legendy

    Za 6 dni Świątek gra turniej, a tu nagle wychodzi coś takiego. Bezlitosne słowa legendy

    Lubiany przez Igę Świątek turniej w Stuttgarcie zbliża się wielkimi krokami. Polka dwukrotnie udowodniła, że na tamtejszym korcie czuje się świetnie, wygrywając i w 2022 i 2023 roku. Wtedy jednak była w innej sytuacji niż obecnie. Niezbyt dobrze rozpoczęła rok i do tej pory nie zdołała powiększyć kolekcji trofeów. Tym samym naraża się na mocno krytyczne oceny. Jedną z nich wygłasza legendarna Rennae Stubbs. Bezlitośnie punktuje słabą stronę wiceliderki rankingu WTA. Fatalnie to brzmi.

     

    Gorąco wokół Igi Świątek. Jej decyzja o wycofaniu się z reprezentowania Polski w nadchodzącym Billie Jean King Cup w Radomiu wywołała sporo kontrowersji. Eksperci i kibice mówią o sporym rozczarowaniu, wiele osób – choć częściowo rozumie motywacje tenisistki – i tak nie może pogodzić się z takim obrotem spraw. Iga nieczęsto ma okazję zagrać na rodzimych kortach, a jedna z nielicznych ku temu szans właśnie przemyka koło nosa.

     

    Do tego dochodzą dyskusje na temat relacji wiceliderki rankingu WTA z psycholog Darią Abramowicz i brak tegorocznych triumfów. Świątek nie dotarła do finału lubianych przez siebie turniejów w Dosze i Dubaju, na półfinale zakończyła również zmagania w Indian Wells. Z kolei w Miami Open sensacyjnie uległa dużo mniej doświadczonej Alexandrze Eali 2:6, 5:7 i pożegnała się z zawodami na etapie ćwierćfinału.

     

    Trwają próby poprawy sytuacji i znalezienia przyczyn słabszej dyspozycji. Niewesoło brzmiącymi spostrzeżeniami podzielił się m.in. komentator Karol Stopa. Zasygnalizował, że i na mączce Idze może pójść nie tak, jakby sobie wymarzyła. “Coś jej się w głowie kotłuje. Rozmawiałem już z kilkoma trenerami i wszyscy mówią, że jeżeli ten proces będzie postępował, to i na ziemi będą wywrotki” – oceniał w “Fakcie”.

     

    Obym nie miał racji, ale to wisi jej nad głową. Świątek gra na najwyższych obrotach, ale sukcesów już nie ma, więc stres robi się coraz większy

     

    ~ – dodawał.

     

    To nie koniec fatalnych dla Igi opinii. Głos zabiera Rennae Stubbs, niegdysiejsza liderka rankingu WTA w deblu (2000) oraz kilkukrotna triumfatorka Wielkiego Szlema. W swoim cyklu The Rennae Stubbs Tennis Podcast bezlitośnie podsumowuje to, co widzi w grze Polki.

     

    Bezlitosne słowa pod adresem Igi Świątek. I od razu kontra

     

    “Tak szczerze, to zupełnie nie podoba mi się jej ruch serwisowy, który jest nieskładny i chaotyczny. Najpierw rusza ręką, a dopiero potem nogą, która jest wysunięta za bardzo do przodu” – tak o serwisie Świątek mówi Stubbs. Jest przekonana, że przy wzroście 178 cm Iga mogłaby lepiej wypadać w tym elemencie gry i tym samym uczynić z niego coś, co “przynosiłoby darmowe punkty”

     

    “Ona ustawia się za bardzo frontalnie, a powinna bokiem. Piłka wyrzucana jest zdecydowanie za bardzo w prawo. Jej serwis w ogóle się nie rozwinął, jest bardzo przewidywalny. Z tego powodu traci wiele gemów” – objaśnia, raz jeszcze podkreślając, że Iga ma wiele do poprawy, jeśli chce wygrywać turnieje.

     

    Nieco inaczej sprawę serwisu Świątek postrzega niemiecka tenisistka Andrea Petković, która gościła w podcaście Rennae. Wywiązała się ciekawa dyskusja. Petković zauważyła, że Polka “kiedyś serwowała tylko z rotacją awansującą, a teraz potrafi serwować także w ciało”. “Oczywiście powinna potrafić również zaserwować slice’a, ale moim zdaniem to nie do końca uczciwe mówić, że w ogóle nie poprawiła serwisu” – odparowała.

     

    Z jej obserwacji wynika, że serwis nie jest tym, na czym Świątek opierałaby swoją grę. Zaznacza, że atutem wiceliderki rankingu WTA jest coś innego, a konkretnie gra z głębi kortu i return. To dlatego miała wcześniej nieszczególnie koncentrować się na ruchu serwisowym, lecz teraz musi się to zmienić. “To nie w fair mówić, że ona ma słaby serwis w porównaniu z Keys i Andriejewą, bo one używają go jako broni, odkąd skończyły 15 lat. Myślę, że bardziej w porządku byłoby porównywać ją do Switoliny. Ona nigdy nie wyróżniała się serwisem, a potem wróciła do gry po przerwie spowodowanej urlopem macierzyńskim i nagle potrafi słać piłkę z prędkością prawie 190 km/h ” – podsumowała.

     

    Tymczasem Iga Świątek przygotowuje się do zawodów, w których miała okazję triumfować już dwukrotnie – do Porsche Tennis Grand Prix w Stuttgarcie. Turniej startuje już niebawem, bo w sobotę 12 kwietnia. Potrwado niedzieli 20 kwietnia.

     

  • Niezatrzymany Wzrost Ewy Pajor: Pobijanie Rekordu Wszech Czasów Barcelony i Tworzenie Historii dla Polski!

    Niezatrzymany Wzrost Ewy Pajor: Pobijanie Rekordu Wszech Czasów Barcelony i Tworzenie Historii dla Polski!

    Przełom! Ewa Pajor pobija rekord wszech czasów Barcelony – historyczny moment dla Polski!

    Ewa Pajor, polska napastniczka, która dołączyła do FC Barcelony latem 2024 roku, pozostawiła niezatarte ślady w historii klubu. To, co można określić jako przełomowe osiągnięcie, Pajor stała się najskuteczniejszą zawodniczką w początkowych etapach sezonu w historii Barcelony. W swoich pierwszych sześciu meczach ligowych zdobyła oszałamiające dziewięć goli, bijąc poprzedni rekord siedmiu goli, który należał do dwóch gwiazd klubu: Asisat Oshoali i Sonii Bermúdez.

     

    To, co sprawia, że osiągnięcie Pajor jest jeszcze bardziej niezwykłe, to nie tylko liczba zdobytych bramek, ale także sposób, w jaki to zrobiła. Jej występy były absolutnie sensacyjne, pozostawiając zarówno fanów, jak i ekspertów w zachwycie. Jednym z jej najbardziej niezapomnianych występów było spotkanie derbowe z Espanyolem, w którym w zaledwie 45 minutach na boisku strzeliła trzy gole, prowadząc Barcelonę do przytłaczającego zwycięstwa 7:1. Precyzyjne wykończenie oraz inteligencja taktyczna Pajor były na najwyższym poziomie, pokazując jej umiejętność zmiany przebiegu meczu w zaledwie kilka minut.

     

    Jednak to nie był odosobniony przypadek. Strzelecka forma Pajor była widoczna przez cały sezon. Hat-trick przeciwko Espanyolowi był jej drugim w tym sezonie, po tym, jak wcześniej zdobyła trzy bramki w przekonującym zwycięstwie 10:1 z Granadą. Taka konsekwencja na najwyższym poziomie wyniosła ją na czołową pozycję, i jasno widać, że Pajor to nie chwilowy błysk, lecz prawdziwy talent, który potrafi utrzymać swoją dominację na boisku.

     

    Bezproblemowa adaptacja Pajor do nowego zespołu również odegrała kluczową rolę w jej sukcesie. Barcelona, znana z wymagających standardów i precyzyjnej taktyki, okazała się idealnym miejscem do rozwoju dla niej. Część tego płynnego przejścia można przypisać jej wcześniejszej współpracy z kilkoma obecnymi koleżankami z drużyny Barcelony, które również były jej partnerkami w VfL Wolfsburg. Te znajome więzi nie tylko ułatwiły jej adaptację, ale także pozwoliły szybciej zrozumieć styl gry i kulturę Barcelony, co sprawiło, że jej integracja z drużyną przebiegła sprawnie.

     

    Ponadto, profesjonalizm i nieustępliwość Pajor nie umknęły uwadze. Już od pierwszego dnia w Barcelonie pokazała ogromne zaangażowanie zarówno na boisku, jak i poza nim. Jej chęć do nauki, adaptacji oraz dążenia do bycia lepszą spotkała się z uznaniem sztabu szkoleniowego i koleżanek z drużyny. W zespole wypełnionym gwiazdami światowej klasy, zdolność Pajor do wyróżniania się i stawania się liderką drużyny świadczy o jej charakterze i determinacji.

     

    Obecnie Ewa Pajor prowadzi w klasyfikacji strzelczyń hiszpańskiej ligi, podobnie jak Robert Lewandowski w męskich rozgrywkach. Jej niezwykła zdolność do zdobywania bramek, w połączeniu z imponującym zestawem umiejętności, uczyniła ją jedną z najbardziej omawianych zawodniczek w świecie piłki nożnej. Wzrost Pajor nie tylko przyniósł jej indywidualne uznanie, ale również sprawił, że polski futbol zyskał szerszą rozpoznawalność na arenie międzynarodowej.

     

    Dla polskich kibiców sukces Pajor jest powodem do ogromnej dumy. Stała się symbolem rosnącej siły i widoczności polskiego futbolu na całym świecie. Jej osiągnięcia są dowodem na to, że polscy sportowcy coraz częściej robią furorę na światowej scenie, a Pajor, dzięki swoim wyjątkowym występom, prowadzi tę rewolucję w kobiecej piłce nożnej. W miarę jak będzie dalej łamać rekordy i ustanawiać nowe standardy, nie ma wątpliwości, że Ewa Pajor zostanie zapamiętana w Barcelonie na długo, a jej kariera nabiera tempa, by stać się jedną z najlepszych napastniczek na świecie.

     

    Dzięki wsparciu swoich koleżanek z drużyny, sztabu szkoleniowego oraz rosnącej bazy fanów, Pajor nie ma granic. Kontynuując swoją podróż z Barceloną, nie ma wątpliwości, że to dopiero początek kariery, która zapowiada się na wielką. Przyszłość dla tej polskiej zawodniczki wygląda niezwykle obiecująco, a jej występy z pewnością zainspirują nową generację młodych sportowców w Polsce i poza jej granicami. Ewa Pajor to bez wątpienia jedna z najjaśniejszych gwiazd współczesnej piłki nożnej, a jej dziedzictwo w Barcelonie dopiero zaczyna się rozwijać.

     

  • Historyczny Wyczyn! Ewa Pajor ustanawia nowy rekord w Barcelonie – Kamień milowy dla polskiego futbolu!

    Historyczny Wyczyn! Ewa Pajor ustanawia nowy rekord w Barcelonie – Kamień milowy dla polskiego futbolu!

    Historyczny Wyczyn! Ewa Pajor ustanawia nowy rekord w Barcelonie – Kamień milowy dla polskiego futbolu!

    Ewa Pajor, polska napastniczka, która dołączyła do FC Barcelony latem 2024 roku, na stałe zapisała się w historii klubu, stając się najskuteczniejszą zawodniczką w początkowych meczach sezonu. W swoich pierwszych sześciu występach ligowych zdobyła niesamowite dziewięć goli, bijąc poprzedni rekord siedmiu trafień, należący do Asisat Oshoali i Sonii Bermúdez.

     

    Jednym z jej najbardziej wyróżniających się występów były derby z Espanyolem, w których zdobyła trzy bramki w zaledwie 45 minut, odgrywając kluczową rolę w zwycięstwie Barcelony 7:1. To drugi hat-trick Pajor w tym sezonie; wcześniej popisała się trzema golami w meczu z Granadą, wygranym 10:1.

     

    Pajor szybko zaadoptowała się w nowym zespole, głównie dzięki wcześniejszym kontaktom z trzema byłymi koleżankami z VfL Wolfsburg, które obecnie grają w Barcelonie. Jej profesjonalizm, zaangażowanie i błyskawiczna adaptacja zostały docenione przez sztab szkoleniowy oraz koleżanki z drużyny.

     

    Obecnie Pajor przewodzi w klasyfikacji strzelczyń w hiszpańskiej lidze, na wzór sukcesu Roberta Lewandowskiego w męskich rozgrywkach. Jej wyjątkowe osiągnięcia są powodem do dumy dla polskich kibiców i świadczą o rosnącej sile polskiego futbolu na arenie międzynarodowej.

     

  • Niebywały wyczyn Polki. Awans o 67 pozycji i wielki czek od Kolumbijczyków

    Niebywały wyczyn Polki. Awans o 67 pozycji i wielki czek od Kolumbijczyków

    Niebywały wyczyn Polki. Awans o 67 pozycji i wielki czek od Kolumbijczyków

    Katarzyna Kawa jak burza szła przez kolejne fazy turnieju WTA w Bogocie aż do wielkiego finału. W nim musiała niestety uznać wyższość Camili Osorio. Mimo to z pewnością wyjedzie z Kolumbii zadowolona. Nie dość, że za sprawą udziale w finale zanotuje gigantyczny skok w rankingu WTA – aż o 67 miejsc, to na jej konto wpłynie prawdziwa fortuna. Kolumbijczycy wypiszą jej pokaźnych rozmiarów czek.

     

    Aż do początku kwietnia musieliśmy czekać na pierwszy singlowy finał z udziałem Polki w głównym cyklu WTA w sezonie 2025. I nie dotarła do niego Iga Świątek, Magdalena Fręch, czy Magda Linette. W Bogocie prawdziwą furorę zrobiła Katarzyna Kawa, która jak burza szła przez kolejne etapy turnieju rangi WTA 250.

     

    W niedzielę w finale w stolicy Kolumbii zmierzyła się z obrończynią tytułu – Camilą Osorio. Kawa niemal sześć lat czekała na udział w finale rozgrywek tej rangi. Pod koniec lipca 2019 roku walczyła o tytuł w Jurmali. Wówczas przegrała z Anastasiją Sevastovą – 6:3, 5:7, 4:6.

     

    Kawa przegrała finał, ale ma powody do świętowania. Fortuna na koncie Polki

     

    Już sam fakt walki o mistrzostwo sprawił, że w rankingu LIVE przesunęła się z 223. na 156. pozycję, co zagwarantowało jej start w eliminacjach do Roland Garros. Kolumbijka uchodziła za wyraźną faworytkę i dość szybko wypracowała sobie przewagę nad reprezentantką Polski. Niestety Polka uległa Camili Osorio w dwóch setach 3:6, 3:6. Reprezentantka gospodarzy górowała niemal w kazdym aspekcie, jednak Polce należą się wielkie brawa za nawiązanie walki, a przede wszystkim wcześniejsze triumfy w Bogocie.

     

    Po drodze do finału Kawa wyeliminowała m.in. “turniejową jedynkę”, Marię Bouzkovą. Na Osorio niestety nie było w niedzielę siły. Mimo przegranego pojedynku powodów do zadowolenia reprezentantka Biało-Czerwonych ma naprawdę wiele. Przede wszystkim zainkasowała ogromnych rozmiarów nagrodę pieniężną, co z pewnością osłodzi nieco porażkę.

     

    Za udział w finale rozgrywek rangi WTA 250 na konto Katarzyny Kawy powędrują 21 484 dolary. W przeliczeniu daje to ponad 84 tysiące złotych. Jeszcze więcej zainkasowała triumfatorka, Camila Osorio. Kolumbijka za obroniony tytuł zyskała 36,300 dolarów. Dla 23-latki było to już trzecie zwycięstwo w WTA Bogotaw karierze. 

     

  • Dokonała tego jako pierwsza Polka w tym sezonie. 83 minuty finału WTA z obrończynią tytułu

    Dokonała tego jako pierwsza Polka w tym sezonie. 83 minuty finału WTA z obrończynią tytułu

    Dokonała tego jako pierwsza Polka w tym sezonie. 83 minuty finału WTA z obrończynią tytułu

    Na początku kwietnia doczekaliśmy się pierwszego singlowego finału z udziałem Polki w głównym cyklu WTA w sezonie 2025. Niespodziewanie to Katarzyna Kawa stanęła przed szansą na wywalczenie trofeum. W finale imprezy rangi “250” w Bogocie zmierzyła się z obrończynią tytułu – Camilą Osorio. I chociaż w decydującym starciu musiała uznać wyższość reprezentantki gospodarzy, przegrywając 3:6, 3:6, to przez cały tydzień napisała przepiękną historię. W poniedziałkowym notowaniu rankingu awansuje o prawie 70 miejsc.

     

    Prawie sześć lat czekała Katarzyna Kawa na to, by ponownie znaleźć się w finale imprezy rangi min. “250”, zaliczanej do cyklu WTA Tour. Pod koniec lipca 2019 roku walczyła o tytuł w Jurmali. Wówczas przegrała z Anastasiją Sevastovą – 6:3, 5:7, 4:6. Wtedy Polka mierzyła się w decydującym starciu z reprezentantką gospodarzy. Nie inaczej sprawa potoczyła się i tym razem.

     

    32-latka dotarła do finału w Bogocie po blisko 16 godzinach spędzonych na korcie. Biorąc pod uwagę eliminacje, wygrała w sumie sześć spotkań. Wyeliminowała po drodze m.in. turniejową “1” – Marie Bouzkovą. Kapitalna passa sprawiła, że stała się pierwszą Polką w tym sezonie, która dotarła do decydującego starcia w singlu w głównym cyklu WTA. W zestawieniu LIVE przesunęła się z 223. na 156. pozycję, co zagwarantowało jej start w eliminacjach do Roland Garros.

     

    Rywalką naszej tenisistki w batalii o trofeum i awans  okazała się rozstawiona z “2” Camila Osorio. Reprezentantka Kolumbii zdobyła do tej pory dwa tytuły rangi “250” i co ciekawe – oba w swojej ojczyźnie. Wygrywała zmagania w Bogocie w 2021 i 2024 roku. Broniła zatem skalpu wywalczonego w ubiegłym sezonie. Była zdecydowaną faworytką finału – nie tylko ze względu na ranking (169 lokat różnicy w oficjalnym notowaniu z 31 marca), ale też ze względu na mniej wymagającą drogę. Spędziła prawie 10 godzin mniej na korcie od Polki, więc miała prawo być bardziej wypoczęta.

     

    Katarzyna Kawa kończy turniej WTA 250 w Bogocie jako finalistka. Camila Osorio obroniła tytuł

     

    Pojedynek rozpoczął się od serwisu Osorio. Reprezentantka Kolumbii utrzymała swoje podanie i jako pierwsza objęła prowadzenie. Po chwili udało jej się powiększyć przewagę, chociaż najpierw obserwowaliśmy okazję dla Katarzyny na 1:1. Ostatnie trzy akcje drugiego rozdania potoczyły się jednak po myśli faworytki i zrobiło się 2:0. W następnych minutach pojawiały się break pointy dla Kawy. Pierwszego Camila obroniła na swoich warunkach, ale przy kolejnym miała już trochę pecha. Piłka po jej zagraniu odbiła się od taśmy i powędrowała poza linię końcową. Nasza tenisistka odważnie rozpoczęła gema, który mógł przynieść jej wyrównanie. Prowadziła 30-15, ale od tego momentu punkty wędrowały już na stronę turniejowej “2”. Chwilę później obrończyni tytułu podwyższyła wynik do stanu 4:1.

     

    Wydawało się, że w szóstym rozdaniu Polka w łatwym stylu zgarnie drugie “oczko”, bowiem miała już 40-0. Doszło jednak do break pointa na 5:1 dla Osorio. Zawodniczka pochodząca z Krynicy-Zdroju ostatecznie zdołała wyjść z opresji, a po chwili sama miała okazje na odrobienie straty przełamania po podwójnym błędzie serwisowym przeciwniczki. Tenisistka gospodarzy doprowadziła do równowagi, potem pojawiła się jeszcze jednak szansa na breaka. Camila posłała zagranie w samą linię, po którym Kawa nie zdołała już odpowiedzieć. Przy czwartej sposobności znów błysnęła 23-latka, kończąc akcję forhendem. Podczas piątek powtórzyła się sytuacja sprzed kilku minut – reprezentantka Kolumbii znów przeczyściła linię. W końcu swoich okazji na zamknięcie gema doczekała się Osorio. Po drugiej wyszła na prowadzenie 5:2.

     

    Ten gem okazał się kluczowy dla losów premierowej odsłony pojedynku. Po chwili Katarzyna odpowiedziała trzecim “oczkiem”, ale obrończyni tytułu doskonale poradziła sobie z zadaniem rozstrzygnięcia seta przy własnym podaniu. Nie straciła ani jednego punktu i ostatecznie triumfowała 6:3. Po przegranej partii nasza tenisistka udała się na kilka minut przerwy, by nieco ochłonąć.

     

    Po powrocie na kort rozpoczynała dalszy fragment rywalizacji od swojego serwisu. Sytuacja nie potoczyła się jednak dobrze z perspektywy Polki. Gema zakończyła podwójnym błędem przy podaniu i rywalka już na “dzień dobry” uzyskała przewagę przełamania. Z każdą minutą sytuacja Kawy robiła się coraz trudniejsza. Camila coraz śmielej poczynała sobie na korcie i po kolejnym rozdaniu przy serwisie Katarzyny zrobiło się już 3:0 z podwójnym breakiem dla zawodniczki gospodarzy.

    Sytuacja 32-latki wyglądała już bardzo źle, ale Kawa nie zamierzała się poddawać. W następnym gemie wróciła ze stanu 15-30 i odrobiła stratę jednego przełamania. Potem dołożyła drugie “oczko”, mimo że przegrała pierwsze dwie akcje. Polka złapała kontakt z przeciwniczką, jednak Osorio zdołała odpowiedzieć w pewnym stylu i wyszła na 4:2. Camila kontrolowała już sytuację do samego końca pojedynku i zdołała zakończyć mecz jeszcze przy serwisie Kawy. Przy czwartym meczbolu Polka popełniła błąd z forhendu. Ostatecznie reprezentantka Kolumbii triumfowała 6:3, 6:3 po 83 minutach gry. 23-latka zdobyła swoje trzecie trofeum przed własną publicznością.